Laka
Wow, trochę lat już minęło od tej mojej wypowiedzi, ale w sumie zdania nie zmieniłem jakoś mocno. W przeciwieństwie jednak do tamtej wypowiedzi to bym dodał że jednak ta różnica jest czy to jest rodzina czy nie pod tym względem że siłą rzeczy z rodziną ma się dużo większe prawdopodobieństwo stworzenia silniejszych więzi - zarówno tych zdrowych, jak i niezdrowych (uzależnienia, presje, przymusy). Społecznie jesteśmy tak uwarunkowani że wartości rodzinne są bardzo mocno celebrowane, więc rodzina siłą rzeczy ma gdzieś tam często taki przymus pomagania w różnych ciężkich sytuacjach, nawet jeśli robią to z niechęcią czy odrazą do członka rodziny (przy okazji tej pomocy jeszcze mogą mu pocisnąć, coś udowodnić itd.)
Na pewno nie trzymałbym się rodziny tylko po to, aby mieć kogoś kto mi w razie potrzeby pomoże. To nie jest zdrowa intencja. Od tego to się ma Boga, tylko wpierw trzeba się jeszcze na to otworzyć.
Ja się odciąłem od swojej rodziny krótko po tym, jak się wyprowadziłem z rodzinnego domu. Nie miałem poważnego doświadczenia zawodowego więc zarabiałem marne 1350 zł, partnerka dopiero co po przeprowadzce z innego miasta znalazła pracę na niepełny etat gdzie na początku nie zarabiała nawet 1000 zł. Wynajmowaliśmy pokój w domu z jakąś patologią (typowe sebixy) by było tanio, żarliśmy najtańsze parówy z biedry (taka wielka paczka parówek, które nawet jak parówki nie wyglądały), a w międzyczasie jeszcze musieliśmy sobie radzić z naszymi DDA jazdami, bo po wspólnym zamieszkaniu oczywiście odpalił się cały pakiet emocji i wzorców

Rok później z dnia na dzień zostałem wyrzucony z roboty, gdzie moje zarobki stanowiły 2/3 naszego budżetu i mieliśmy jakieś 1500 zł oszczędności, a wynajmowaliśmy wtedy mieszkanie za 1450 zł

Rodzina partnerki nie mogła nam za bardzo pomóc, ponieważ wtedy sama bardziej potrzebowała pomocy finansowej, więc byliśmy skazani tylko na siebie.
I poradziliśmy sobie świetnie z tymi i każdymi kolejnymi wyzwaniami, regularnie podnosząc jakość i komfort życia, bo szczerze mówiąc żadne z nas nie wyobrażało sobie tego, że miałoby być inaczej. Bo co? Mieliśmy wylądować pod mostem? Jak się chce to się zawsze znajdzie rozwiązania, Bóg też we wszystkim wspomoże, więc nie widzę sensu w uzależnianiu się rodziny.
Miałem takie momenty w trudnych chwilach, gdzie sobie pomyślałem że dobrze by było mieć jakiś finansowy wentyl bezpieczeństwa na który można liczyć "w razie co", ale potem sobie przypomniałem typowe teksty jakie pewnie bym usłyszał w tego typu sytuacjach i się tylko ucieszyłem, że nikt mi nie podcina skrzydeł (wtedy czułem się jeszcze podatny na takie uniżanie mojej wartości). Przy wspierającej partnerce miałem przestrzeń na to, aby przekroczyć swoje ograniczenia i sobie poradzić z trudnymi sytuacjami.
I powiem Wam że to było satysfakcjonujące jak diabli że sobie sam poradziłem, a nie że tatuś sypnął kasą żeby uratować dzień. Mocno to poprawiło moje poczucie zaradności.
Ja wiem, że moja rodzina w krytycznej sytuacji by się na mnie nie wypięła i by mi pomogła. Możliwe że nawet po tym jak się od nich odciąłem. Mnie jednak zbyt wiele innych rzeczy raziło i za bardzo siebie lubię, żeby się godzić na wiele niefajnych rzeczy. Pochodzę więc uczciwie do tematu i skoro się odciąłem to się odciąłem i nie zamierzałem nigdy wracać z podkulonymi ogonem tylko dlatego, że zaczął mi się grunt pod nogami palić. Na szczęście zawsze mogłem liczyć na moją najlepszą przyjaciółkę i partnerkę w jednym.
Samemu byłoby mi bardzo ciężko. Pewnie i tak bym sobie poradził, chociaż przeżyłbym to 100 razy bardziej i więcej panikował. Jak straciłem pracę to nie potrzebowałem tego żeby mi ktoś sypnął kasą w twarz i przy okazji mnie skrytykował, ale potrzebowałem żeby ktoś uwierzył we mnie że sobie poradzę. Partnerka wiedziała czego potrzebuje i mnie wsparła właśnie w ten sposób, a ja zamiast panicznie rzucać się na byle jaką pracę (do czego zapewne zachęcałaby mnie rodzina), dałem sobie trochę czasu i dzięki temu w miesiąc znalazłem naprawdę dobrą na tamten czas pracę, której nie zmieniałem przez kolejne 3 lata, bo było mi tam wygodnie i na swój sposób dobrze.
Różne są rodziny, różne mamy tez intencje wobec ludzi. Potencjalnie każdy może stworzyć sobie grono naprawdę bliskich przyjaciół, którzy naprawdę pomogą nie tylko w błahych sprawach. Takich relacji na świecie jest mnóstwo, tylko na to tez trzeba się otworzyć. najłatwiej to po prostu z Bogiem stworzyć dobra relacje, to wtedy człowiek nie musi się niczym przejmować niezależnie od tego jaką ma rodzinę czy przyjaciół. No bo to tez nie chodzi o to, aby nasze przetrwanie zależało od innych ludzi.