Autor Wątek: Atrakcyjność fizyczna  (Przeczytany 8232 razy)

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2017-11-23, 22:54:36 »
Clint

To Ci się bardzo ładnie wykreowało wszystko :)
Fajnie, że się podzieliłeś. Jak widać jednak można :D To dla mnie dobry znak i inspiracja.
Chociaż ja tez jestem taka, że pomagałam wiele razy swoim przyjaciolom, gdy jakies wazne momenty bylam i cos mi mowilo, ze to nie pierdola i potrzebuja pomocy. Nawet jeśli musiałam po pracy o 21, jechac godzine by pomoc kolezance w przeprowadzcce, noszenie i wozenie tobołów do poznej nocy, powrot, a rano na 9.00 praca ;) ale czulam ze tak trzeba :) to byla taka przyjacielska solidarnosc, a moze rok sie znamy tylko. Ale myslalam, wtedy, ze mi tez tak sie zdarzalo i chcialabym by mi ktoś wtedy pomogl. I kiedys pomagaly mi przyjaciolki faktycznie w przeprowadzdzce :)
Ale to jest wysilek fizyczny, odebranie sobie chwilowego komfortu. Nie jest aż tak wielkim poświęceniem. Bo za chwile wszystko wraca do normy.

U mnie relacje rodzinne mialy rozny obrot od bardzo dobrych po tragiczne :P Ale cóz moja rodzina to 3 anioly i 2 dewy :P Co ciekawe, najgorsze relacje mialam
z moim bratem, ktory jest wlasnie tego samego pochodzenia co ja ;) Ale z czasem dorosl, ja cos tez uzdrawialam w sobie i mamy pozytywne, poprawne relacje teraz. Nawet się wspieramy czasem. Nie ze jakoś super jest bliskość, ale dochodzimy do podobnych zyciowych wnioskow i jakos tak nawet mentalnie podobienstwa z czasem o dziwo widac. A byly lat gdzie szczerze sie nienawidzilismy. Chyba nikogo w zyciu tak nienawidziłam jak jego ;)

Z moim dzieckiem o dziwo ciagle mam coraz lepsze i lepsze relacje. Jakby wbrew wszystkiemu. Gdy byl maly byly kiepskie, a teraz gdy zaczyna powoli wchodzic w wiek dorastania coraz lepiej sie rozumiemy i dogadujemy. Emocjonalnie tez jest duzo lepiej. A zwykle relacje rodzicow z dziecmi ida w kiepska strone gdy dzieci w okres dorastania wchodzą ;)


« Ostatnia zmiana: 2017-11-23, 23:01:34 wysłana przez Laka »

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2017-11-23, 21:20:17 »
Laka

Ja się w dużej mierze zgadzam z tym co piszesz :) Żeby przyjaciele chcieli się tak poświęcać i żeby jednocześnie było to zdrowe, to muszą być już naprawdę wyjątkowe przyjaźnie. Zdaje sobie sprawę, że takie relacje nie powstają od tak, ale potencjalnie jest to możliwe. Chodzi o to, że jeśli już komuś naprawdę mocno nie po drodze z rodziną bo np. cała rodzinka to jedna wielka patologia to potencjalnie zawsze jakieś tam substytuty można sobie wykreować, aczkolwiek wiadomo że najłatwiej to po prostu mieć tą rodzinkę i już.

Nie raz miałem takie momenty, że było mi przykro że nie mam fajnych, bliskich relacji z biologiczną rodziną. Nie wykluczam, że kiedyś, czy to za tydzień czy za 10 lat coś tam się zmieni, że może będę się dogadywał z nimi i jakąś tam relacje odbuduje. Perspektywy do tej pory były marne, bo ani oni nie potrafili zaakceptować tego kim jestem, co myślę, czy co robię, ani ja nie potrafiłem się godzić na ten cały jad kierowany w stronę moją czy też mojej partnerki. Ciężko się uśmiechać i udawać że wszystko jest ok, kiedy zdecydowanie nie jest, a na rozmowy nie ma miejsca, bo od razu stajesz się "przewrażliwiony", "wyobrażasz sobie tylko", itp. Niczego nie wykluczam i jestem gotowy zawsze pogadać w konstruktywny sposób, bo ja już żadnych uraz za przeszłość nie chowam. Po prostu nie pakuje się tam, gdzie nie jestem mile widziany.

Mając taką, a nie inną sytuacje bardzo się cieszę, że mogę tworzyć swoją własną rodzinę. Mam cudowną partnerkę przy której doświadczam wszystkiego tego, czego mi brakowało w domu rodzinnym. Jest też mama partnerki, która co prawda mieszka w Toruniu (my w Poznaniu), więc nie widujemy się jakoś super często, ale jest to naprawdę fajna relacja. To jest naprawdę świetna kobieta, bardzo kochana jako matka i teściowa, dająca nam mnóstwo przestrzeni do życia tak jak chcemy. Jak każdy człowiek ma swoje jakieś tam wady, ale szczerzę naprawdę nic takiego co by jakoś przeszkadzało i musiałbym się dobrze zastanowić żeby coś wymienić :) Od niedawna mamy też cudownego psiaka i łobuziaka (jak to szczeniak), który wprowadził dodatkowo sporo życia do domu.

I dla mnie to jest właśnie prawdziwa rodzina, mimo że biologicznie nie jestem z nikim spokrewniony. Miałem takie momenty, że podczas zwykłego spaceru z ukochaną i jej mamą czułem aż wzruszenie, że jestem częścią tej rodziny, że mogę doświadczać tej bliskości. To było coś naprawdę cudownego, a ja jestem chyba jednym z niewielu facetów, który naprawdę lubi jeździć do swojej teściowej, bo mimo że czasami się nieco nudzimy to gdzieś tam zaspokajało to zawsze moje niespełnienie w doświadczaniu więzi rodzinnych :) Nie mogę się też doczekać świąt bo to już w ogóle będzie kumulacja rodzinnej atmosfery.

Także jak tak piszę sobie i układam też w głowie pewne rzeczy, to stwierdzam że tak - rodzina jest ważna i jest potrzebna, ale niech to będzie prawdziwa rodzina pod względem więzi i bliskości, a nie tylko pokrewieństwo.

W rodzinie ciężko o idealne relacje, im więcej osób, tym więcej intencji i wzorców się miesza. Ja absolutnie nie wymagam od nikogo żeby był idealną osobą. Każdy popełnia błędy, wszyscy jesteśmy tylko ludźmi - to jest zrozumiałe. No, ale musi być między członkami rodziny jakieś minimum zrozumienia, akceptacji czy przestrzeni na odmienność, bo to nie będzie działać. No chociaż trochę tej dobrej woli, żeby to jakoś się kupy trzymało.

ontoja

  • Wiadomości: 1 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-11-23, 18:02:48 »
Ja myślę bardzo podobnie.
Nigdy przez całe życie na nikogo nie liczyłem ,jak ktoś prosił sam pomagałem .W ogóle nawet w polu mojej świadomości nie było ,ze bym musiał kiedyś liczyć na czyjąś pomoc .No i nagle się okazało ,że sytuacja jest taka ,że potrzebuje pomocy .
To bardzo dobrze weryfikuje kto ma jakie intencje wobec nas realnie .Jak chodzi o realną pomoc ,że trzeba coś poświęcić dla kogoś, to tylko na najbliższą rodzinę można liczyć .Taka jest prawda MOJA.
Oczywiście nie raz w życiu przyjaciele mi tez pomogli i ja im.

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2017-11-23, 17:27:02 »
Clint

Ach nie zauważyłam wyobraź sobie że to tak dawno :D

Wiesz co, ja myślę, że to zależy od różnych sytuacji życiowych. Sytuacja gdzie ma się możliwość, a znalezienie pracy jest możliwością, o ile nie jest się ułomnym, upośledzonym, ma dwie ręce ;) wiec jest to potencjal, jest ok.

Ogólnie powiem Ci, że podziwiam że byliście w stanie wcinać te parówki byle tylko być razem, że związek był priorytetem, pomimo, że nie było lekko :)
Złaszcza, że jak pisałeś, nie było też super różowo, jak sie różne jazdy odpalają w samym związku.
Super, że Wam się udało! :)
Samemu zawsze jest trudniej, od jakiegoś czasu baaardzo doceniam wsparcie, tez takie na zasadzie rozmowy, życzliwości, poprostu psychiczne od bliskich ludzi.\
Jednak z mojego doświadczenia wynika, że z realną pomocą mogłam liczyć tylko na rodzinę. Niestety... znajomi, tzw przyjaciele jakoś nie mają ochoty się tak "poświęcać" by robić coś co wymaga większego zaangażowania. Nie wiem czy to moje wzorce są, ale jak obserwuję po ludziach, to jest podobnie.

Mnie olśnilo jakiś czas temu, że relacja dziecka z rodziną jest odbiciem relacji z Bogiem. Tak to wyraźnie zobaczyłam, choć nie umiem tego w tej chwili wyjaśnić logicznie.

No niestety czesto tak to jest z tymi rodzicami, niby chcą dobrze, ale gdzieś tam jednak dopierdzielą. Ale ja to też w pewnym sensie rozumiem. Chodzi o to, że ich to stresuje bo się czują odpowiedzialni, chcą chronić dziecko, czasem przed samym sobą. Nie rozumieją jednak najczęściej jak działa pś i robią to pod wpływem emocji i wg wzorców. Nie mówię, że to jest dobra opcja, bo nie. Ale pojęłam o co chodzi gdy sama zostałam mamą. Ogólnie uważam, że bycie rodzicem jest bardzo trudnym zadaniem. Mniej lub bardziej, w zależności od wielu czynników, ale jednak to wyzwanie życia. Podziwiam też ludzi którzy mają dzieci i je wychowują.

Poza tym wiesz wg mnie nasze przetrwanie zależy w dużym stopniu od innych. I tego się nie uniknie jakby nie patrzeć. Jednak można płynąć na dobrej fali i nie doświadczać tych zależności boleśnie, ale korzystnie.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2017-11-23, 08:30:23 »
Laka

Wow, trochę lat już minęło od tej mojej wypowiedzi, ale w sumie zdania nie zmieniłem jakoś mocno. W przeciwieństwie jednak do tamtej wypowiedzi to bym dodał że jednak ta różnica jest czy to jest rodzina czy nie pod tym względem że siłą rzeczy z rodziną ma się dużo większe prawdopodobieństwo stworzenia silniejszych więzi - zarówno tych zdrowych, jak i niezdrowych (uzależnienia, presje, przymusy). Społecznie jesteśmy tak uwarunkowani że wartości rodzinne są bardzo mocno celebrowane, więc rodzina siłą rzeczy ma gdzieś tam często taki przymus pomagania w różnych ciężkich sytuacjach, nawet jeśli robią to z niechęcią czy odrazą do członka rodziny (przy okazji tej pomocy jeszcze mogą mu pocisnąć, coś udowodnić itd.)

Na pewno nie trzymałbym się rodziny tylko po to, aby mieć kogoś kto mi w razie potrzeby pomoże. To nie jest zdrowa intencja. Od tego to się ma Boga, tylko wpierw trzeba się jeszcze na to otworzyć.

Ja się odciąłem od swojej rodziny krótko po tym, jak się wyprowadziłem z rodzinnego domu. Nie miałem poważnego doświadczenia zawodowego więc zarabiałem marne 1350 zł, partnerka dopiero co po przeprowadzce z innego miasta znalazła pracę na niepełny etat gdzie na początku nie zarabiała nawet 1000 zł. Wynajmowaliśmy pokój w domu z jakąś patologią (typowe sebixy) by było tanio, żarliśmy najtańsze parówy z biedry (taka wielka paczka parówek, które nawet jak parówki nie wyglądały), a w międzyczasie jeszcze musieliśmy sobie radzić z naszymi DDA jazdami, bo po wspólnym zamieszkaniu oczywiście odpalił się cały pakiet emocji i wzorców :) Rok później z dnia na dzień zostałem wyrzucony z roboty, gdzie moje zarobki stanowiły 2/3 naszego budżetu i mieliśmy jakieś 1500 zł oszczędności, a wynajmowaliśmy wtedy mieszkanie za 1450 zł :D Rodzina partnerki nie mogła nam za bardzo pomóc, ponieważ wtedy sama bardziej potrzebowała pomocy finansowej, więc byliśmy skazani tylko na siebie.

I poradziliśmy sobie świetnie z tymi i każdymi kolejnymi wyzwaniami, regularnie podnosząc jakość i komfort życia, bo szczerze mówiąc żadne z nas nie wyobrażało sobie tego, że miałoby być inaczej. Bo co? Mieliśmy wylądować pod mostem? Jak się chce to się zawsze znajdzie rozwiązania, Bóg też we wszystkim wspomoże, więc nie widzę sensu w uzależnianiu się rodziny.
Miałem takie momenty w trudnych chwilach, gdzie sobie pomyślałem że dobrze by było mieć jakiś finansowy wentyl bezpieczeństwa na który można liczyć "w razie co", ale potem sobie przypomniałem typowe teksty jakie pewnie bym usłyszał w tego typu sytuacjach i się tylko ucieszyłem, że nikt mi nie podcina skrzydeł (wtedy czułem się jeszcze podatny na takie uniżanie mojej wartości). Przy wspierającej partnerce miałem przestrzeń na to, aby przekroczyć swoje ograniczenia i sobie poradzić z trudnymi sytuacjami.

I powiem Wam że to było satysfakcjonujące jak diabli że sobie sam poradziłem, a nie że tatuś sypnął kasą żeby uratować dzień. Mocno to poprawiło moje poczucie zaradności.

Ja wiem, że moja rodzina w krytycznej sytuacji by się na mnie nie wypięła i by mi pomogła. Możliwe że nawet po tym jak się od nich odciąłem. Mnie jednak zbyt wiele innych rzeczy raziło i za bardzo siebie lubię, żeby się godzić na wiele niefajnych rzeczy. Pochodzę więc uczciwie do tematu i skoro się odciąłem to się odciąłem i nie zamierzałem nigdy wracać z podkulonymi ogonem tylko dlatego, że zaczął mi się grunt pod nogami palić. Na szczęście zawsze mogłem liczyć na moją najlepszą przyjaciółkę i partnerkę w jednym.

Samemu byłoby mi bardzo ciężko. Pewnie i tak bym sobie poradził, chociaż przeżyłbym to 100 razy bardziej i więcej panikował. Jak straciłem pracę to nie potrzebowałem tego żeby mi ktoś sypnął kasą w twarz i przy okazji mnie skrytykował, ale potrzebowałem żeby ktoś uwierzył we mnie że sobie poradzę. Partnerka wiedziała czego potrzebuje i mnie wsparła właśnie w ten sposób, a ja zamiast panicznie rzucać się na byle jaką pracę (do czego zapewne zachęcałaby mnie rodzina), dałem sobie trochę czasu i dzięki temu w miesiąc znalazłem naprawdę dobrą na tamten czas pracę, której nie zmieniałem przez kolejne 3 lata, bo było mi tam wygodnie i na swój sposób dobrze.

Różne są rodziny, różne mamy tez intencje wobec ludzi. Potencjalnie każdy może stworzyć sobie grono naprawdę bliskich przyjaciół, którzy naprawdę pomogą nie tylko w błahych sprawach. Takich relacji na świecie jest mnóstwo, tylko na to tez trzeba się otworzyć. najłatwiej to po prostu z Bogiem stworzyć dobra relacje, to wtedy człowiek nie musi się niczym przejmować niezależnie od tego jaką ma rodzinę czy przyjaciół. No bo to tez nie chodzi o to, aby nasze przetrwanie zależało od innych ludzi.

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator

ontoja

  • Wiadomości: 1 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-11-22, 20:16:05 »
Clint

Też tak kiedyś myślałam. Ale z perspektywy czasu nikt mi nigdy nie pomagał tak jak rodzina. Mówię o poważniejszych sytuacjach, nie pierdołach, bo w pierdołach przyjaciele pomagają.
Możliwe, że to są moje doświadczenia, bo przecież rodziny są różne.

Zgadzam się.

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2017-11-22, 19:32:19 »
Clint

Też tak kiedyś myślałam. Ale z perspektywy czasu nikt mi nigdy nie pomagał tak jak rodzina. Mówię o poważniejszych sytuacjach, nie pierdołach, bo w pierdołach przyjaciele pomagają.
Możliwe, że to są moje doświadczenia, bo przecież rodziny są różne.

ontoja

  • Wiadomości: 1 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-10-31, 22:39:43 »
Sylwia
Dzięki ;D

owca

  • Wiadomości: 13
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2017-10-24, 22:47:04 »
A dla mnie nigdy atrakcyjność fizyczna i w ogóle fizyczność nie były ważne, jak poznawałam brzydkiego człowieka i poznawałam jego cechy charakteru to od razu robił się dla mnie piękny. W sumie muszę też rozgraniczyć na piękno i atrakcyjność seksualną, bo niektóre osoby po prostu nie są pociągające mimo, że mogą być dla mnie piękne.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-10-24, 22:43:41 »
Zauważyłem, że bardzo zmieniło mi sie postrzeganie ludzi. Kiedys najważniejsza była atrakcyjność fizyczna a teraz jest na dalszym planie. Teraz liczy się wnętrze, liczy sie bliskość duchowa, jakieś cechy charakteru, unikalność, talenty, różne cechy duchowe. Czasem jest tak, że ktoś nie jest nawet świadomy swoich ciekawych niefizycznych cech, a ja dostrzegam je i mi się podobają.

Sylvia

  • Wiadomości: 2 128
  • Płeć: Kobieta
    • www.sylwiawolf.com
  • Sylwia A. Tender Wolf - terapeuta, trener EFT, Instruktor Theta Healing, Regreser, Matryca Energetyczna, Bars, więcej www.sylwiawolf.com Artykuły: http://www.ezosfera.pl/sylwiawolf/artykuly
  • Status: Ekspert
[#]   « 2017-10-21, 16:06:28 »
ontoja
8 z 10 bym Ci dała bez zastanowienia;)
I to bez podtekstów piszę.

Moim zdaniem najwięcej robi energia w atrakcyjności.

« Ostatnia zmiana: 2017-10-21, 16:15:23 wysłana przez Sylvia »

ontoja

  • Wiadomości: 1 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-10-18, 00:26:43 »
To jak siebie widzimy jest subiektywne.Ja nie mogę uwierzyć,że się sobie nie podobałem (i to bardzo).Co prawda może nie nadaję się na modela i nie którzy są ode mnie przystojniejszy co obiektywnie stwierdzam, to jednak na dziś sam lokuję się dość wysoko na tej skali ;)
« Ostatnia zmiana: 2017-10-18, 00:28:57 wysłana przez ontoja »

Atlanta

  • Wiadomości: 1 407
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-08-28, 09:15:22 »
To sa piekne kobiety,a nie jak teraz napchane botoksem,wychudzone,wszystko poprzeczepiane co sie tylko da i oczywiscie cycki powiekszone:)

http://film.onet.pl/fotoreportaze/seksbomby-prl-u,5228469,0,fotoreportaz-maly.html#