A powiedzcie mi, czy prze owe klasztorne praktyki moge w obecnym zyciu miec problemy w zwiazkach damsko-meskich?
Bo u mnie bylo z tym tak, ze do poznego (jak na faceta) wieku w ogole nie chcialem byc z kims, interesowalo mnie wylacznie wspolzycie wiadomo jakie. Ale nawet wtedy, gdy juz pragnalem zwiazac sie z inna osoba na dluzej, to rowniez sie nie udawalo (nie udaje do dzisiaj). Owszem, jakies przelotne znajomosci sa od czasu do czasu ale jak patrze na moich znajomych, moja zycie w tej sferze jest bardzo marne a potrzeby duze.
Co mozna by tu zrobic aby ponaprawiac? Dodam jeszcze, ze zeby bylo trudniej, prawie w ogole nie spotykam kobiet, do ktorych bym cos czul poza fizycznoscia, a jesli juz czuje, zawsze bez wyjatku sa to relacje karmiczne, zwiazki takie sie szybko urywaja, pozostaje smutek, cierpienie za tym, ze nie mozna byc razem i ogolne przygnebiebie. Zreszta w ogole jakos nie garne sie do ludzi. Od zawsze preferowalem bycie samemu, uciekalem od grup, nigdy nie chcialem mieszkac w jakis akademikach, na stancjach a wiec samemu jakby ograniczalem mozliwosc poznania drugiej osoby do minimum jakbym rzeczwiscie przeniosl mnisi tryb zycia do tego wcielenia.
Czy to jakis rodzaj szczegolnego obciazenia? Bo nawet podswiadomie mam pragnienie bycia z druga osoba a tutaj nic.....jakby jakas klatwa wrecz

Mozna to jakos zbadac np. co u mnie jest grane pod tym tematem?