w temacie utrwalaczy ról społecznych , chyba jeszcze nie było tutaj tego powszechnego motywu, choć wspominałem trochę o roli szlachetnego rycerza, poniżej akurat na przykładzie gier komputerowych, ale fajnie opisane:
Motyw
damsel in distress jest w kulturze (nie tylko masowej) tak stary, jak patriarchalizm. Zasadniczo polega na tym, że mężczyzna spieszy na ratunek kobiecie. Kobieta może być jego żoną, córką, siostrą, księżniczką albo po prostu obcą osobą, o której nieszczęściu dowiedział się dzielny heros. Damsela zawsze jest piękna, młoda i niewinna, jej porywacz lub porywacze – złowieszczy, zły i straszliwy, zaś spieszący jej na ratunek mężczyzna – odważny, przystojny i szlachetny. Mężczyzna ratuje kobietę, pokonuje porywacza i wszyscy się cieszą. To prosty motyw utrwalający utarte role społeczne.
Mężczyzna to obrońca, strażnik porządku i aktywny uczestnik w wydarzeniach konstruujących rzeczywistość. Jego zadaniem jest bronić zasoby społeczne (w tym przypadku kobietę, która jest wymogiem reprodukcji zapewniającej społeczeństwu ciągłość) przed innymi mężczyznami. Kobieta to figura pasywna, biernie oczekująca na ratunek, będąca dla ratującego ją mężczyzny jednocześnie celem i nagrodą. Najczęściej zresztą ratujący damę w opałach mężczyzna bierze ją sobie za żonę, co daje oczywisty, bardzo wymowny morał – jeśli jesteś w stanie obronić kobietę przed zawłaszczeniem jej przez innego samca, jesteś godzien zostać pełnoprawnym członkiem społeczeństwa i podjąć się reprodukcji. Ten drugi – porywacz – kobiety nie dostanie i nie będzie się reprodukował, bo dla społeczności lepiej jest, gdy rozmnażają się zwycięzcy, a nie nieudacznicy.
Przez długi czas
damsel in distress pełnił właśnie rolę społecznego poradnika dla dorosłych, jak powinni funkcjonować w społecznościach. Kobieta powinna pokornie poddać się woli mężczyzn i czekać, aż oni sami między sobą ustalą (na ogół metodą miecza i maczugi), kto z nich pojmie ją za żonę, bo w gruncie rzeczy nie ma znaczenia, czego ona chce – i tak poślubi tego, który wygra. To, że zawsze wygrywa główny bohater, a nie zły porywacz wynika z imperatywu narracyjnego – tak się po prostu musi wydarzyć w opowieści, by odbiorca poczuł satysfakcję, że postać, której kibicował (i z którą się utożsamiał) odniosła sukces. Z tego samego powodu damsela albo kocha głównego bohatera albo zakochuje się w nim tuż po oswobodzeniu. Gdyby było inaczej, taka sytuacja mogłaby skomplikować prosty przekaz. W najmniejszym stopniu nie zmienia to faktu, że los kobiety od początku do końca jest w rękach zmagających się o nią mężczyzn.
Ostatnimi czasy kultura oberwała kilkoma rewolucjami obyczajowymi, prężnym nurtem feminizmu i gwałtownym rozwojem nauki. Okazało się, że
kobiety – wbrew temu, co jeszcze sto lat temu mówili brodaci panowie na uniwersyteckich katedrach – nie są głupsze od mężczyzn i, jeśli nie będziemy im przeszkadzać, ani podkładać kłód pod nogi, to spokojnie nie tylko poradzą sobie z utrzymaniem się, wzięciem odpowiedzialności za siebie i społeczeństwo, ale i czasem nawet wynajdą nowy pierwiastek albo ustalą strukturę molekularną penicyliny. Nagle stare bajki okazały się przestarzałe. Co oczywiście nie sprawiło, że od razu zostały zapomniane. Patriarchalne stereotypy społeczne wciąż mają się bardzo dobrze, po prostu dzisiaj są mniej widoczne, często zamaskowane. Bynajmniej nie ze złej woli powielających je ludzi – po prostu wiele wieków reprodukowania takiego porządku rzeczy zrobiło swoje i wiele takich kwestii jest dla nas przezroczystych, bo po prostu wrosły w nasz sposób myślenia. Co oczywiście nie znaczy, że nie należy ich wskazywać i krytykować.
http://mistycyzmpopkulturowy.blogspot.com/2013/08/damsel-in-videotress.html