Małgosia, jeszcze raz dzięki za podpowiedzi

Już wczoraj dotarło do mnie, że osobą, która prawdopodobnie kodowała we mnie tę potrzebę ciągłego podtrzymywania wzorców walki była moja matka. Już same jej słowne presje na mnie wywoływały chęć prowadzenia wojny, ale tym, co naprawdę doprowadzało mnie do szału, było takie uporczywe wpatrywanie się niby z wyrzutem, niby z pogardą - stosowała to, kiedy słowa przestawały na mnie działać.
Pomijam już jej uwielbienie manipulowania wszystkimi i stawiania ich jednych przeciwko drugim, w momencie, kiedy sama udawała tą pokrzywdzoną - trochę kojarzy mi się z taką zakonnicą, co to modli się za tych, których inni karzą z jej polecenia. Zresztą doprowadziła tym do sytuacji, w której nikt z rodziny nie chce jej odwiedzać, a ona nie wie dlaczego?!
Obawiam się, że niestety wiele z tych wzorców przejęłam i zupełnie nieświadomie stosowałam

Czy samo pragnienie uwolnienia się od nich, nieulegania presji i niestosowania presji wystarczy?
Bo strasznie już jestem tym zmęczona

(