GW,
Siedzenie na d i próby zrozumienia jaki jest nasz cel w życiu są chyba skazane na porażkę. Człowiek siebie nie odkrywa, a tworzy. Nie da się stworzyć bez działania.
Tak sobie patrzę na to co pisalem tutaj te 5 lat temu z hakiem, i widzę że nie tylko nie miałem pojęcia co mam w życiu robić (tzn miałem baaardzo ogólne i w zasadzie kulą w płot), ale też od tego czasu dorobiłem się prawie wszystkiego od zera, i krok po kroku przez działanie właśnie.
Jedyne z ważnych rzeczy które podjąłem rozsądkowo to decyzja że będę uczyć angielskiego -- znam dobrze, lubię gadać o językach, zawsze czułem się fajnie w szkołach językowych, więc czemu nie

Pozostałe dwie ważne decyzje to nie były żadne wielkie epifanie, a raczej były na zasadzie "a w sumie czemu nie?" Decyzja odnośnie aktualnego miejsca pracy została w sumie podjęta za mnie, kiedy po wysłaniu maila od razu dostałem telefon z ofertą pracy za tydzień

I jak na początku roku zdarzało mi się zastanawiać czy robiłem to CPE aby teraz uczyć dzieciaki "a pen, two pens", tak po zakończeniu roku już nie miałem wątpliwości -- w międzyczasie zrobiłem się tym dziwnym fajnym panem od angielskiego

Decyzja o studiach też była na zasadzie "no dobra, chcę na coś pójść, a to nawet ciekawe i tanie" a zmieniła moje życie o 180 stopni, na tyle że nawet rozważam karierę naukową

Przed studiami patrzyłem trochę na zasadze: "łe, tyle czasu zanim będzie jakiś papier" a teraz wszystko tam mnie bawi. Serio, czuję się trochę jakbym oszukiwał w życiu: ja się tylko bawię, gadam z fajnymi ludźmi o fajnych rzeczach, a w zamian dostaję jakieś oceny i punkty, takie całkiem na poważnie o_O I zupełnie nie przeszkadza mi, że mi za to nie płacą. Może kiedyś będą

A w przyszłym roku szykuje się pewnie kolejna rewolucja.
Myślę że to uczestnictwo jest takie ważne. Bo gdybym sobie to spróbował wyobrazić z zewnątrz, że może coś fajnego zdziałam w świecie akademickim ale będzie trzeba na to z 10 lat, i będę już grubo po 40 to łeeee;)
A tak, każdy krok jest absorbujący. Może nie zmienię świata ani trochę, a może zmienię w takim stopniu w jakim potrafi jednostka -- odrobinę, jeśli poświęcę temu całe życie. Ale to będzie życie fajnie spędzone, zmiany na zewnątrz to tylko bonus.
Zamiast siedzieć i tylko narzekać na system, próbuję go zrozumieć: kończę wypożyczony wczoraj zarys filozofii polityki i mam już jakieś rozeznanie w różnych sposobach patrzenia na problemy systemu i potencjalne rozwiązania. Wczoraj w południe jeszcze tego nie miałem. Za tydzień pewnie będę miał już trochę rozeznania w podejściu do autorytaryzmu wg szkoły frankfurckiej i psychoanalizy.
A mógłbym tylko nadawać, że Duda to a Kaczyński tamto i wszystko jest do dupy
