"Myślę, że przecenia sie sprawy z połówkami."
– nie wiem, nie jestem przywiązany jakoś szczególnie do teorii połówek, bo to by była po 15 latach już druga moja połówka :) Bardziej spodziewam się, że jest ona z mojego drzewa dusz (jak i pierwsza połówka zresztą – może to jest właściwa definicja połówki?). Kiedy ją poznałem i zerknąłem w jej duszę przez pryzmat jej pierwszych wierszy jakie mi wysłała, to serce mi zapłonęło i czułem się jakbym miał dwa: jedno dodatkowe oprócz fizycznego :) I czułem, że mógłbym się z nią ożenić choćby następnego dnia, a poznać ją później, bo nie żałowałbym :) (co warto tu podkreślić, to że nigdy wcześniej nie planowałem na serio wiązać się formalnie z kobietą!) Przeżyłem praktycznie to co przy pierwszej połówce lata temu, tylko w krótszym czasie. Bardzo charakterystyczne, bardzo specyficzne, bardzo intensywne. Przynajmniej aż do próby, której nie przeszliśmy ;) Głupio wyszło jak na taki kosmos.
"Należałoby się zastanowić kto, jak i kiedy "ustawił" to tak, ze ktos z kimś jest połówką."
– drzewo dusz wystarczyłoby chyba za dostateczne "powiązanie" dla sensacji jak opisane. Ponieważ miałem okazje różnych związków, to tylko tak głęboko duchowo łączące mają dla mnie osobiście wartość, by całkowicie się im oddać. Istoty, które nie łączy ze mną ten szczególny "rezonans" mogą być na swój sposób fantastyczne, ale to nie jest to. A jeśli się mylę i nie chodzi o drzewo dusz, to niech sobie zadziała dowolny inny teoretyczny model, byle właśnie w ten sposób :) Czy ktoś to z góry ustawił? Może nie, świat jest raczej dość pojemny na takie "przypadki".
"Połówki to sprawa względna."
– nie upieram się na połówki, ani nawet jakoś nie wciskam na siłę modelu Leszka tłumacząc moje doświadczenia, bodajże nawet przypomniałem sobie o tej teorii jak już z nią byłem :) W tym konkretnym artykule, który przeczytałem po tym jak się posypało:
http://www.ezosfera.pl/leszek/artykul/133 ...znalazłem kilka wartościowych, tj odnoszących się do mojej sytuacji z nią fragmentów. Tęsknię np. do tego "cicho, spokojnie, a jednak bardzo przyjemnie", o którym pisał Leszek :) Ale podkreślam: Ten artykuł mógłby równie dobrze być o dwojgu zwyczajnie harmonizujących ze sobą ludzi i nadal pozostałby w mocy, jak sądzę :) Kiedy się to rozpadało czułem to, widziałem jeszcze zanim się zamanifestowało, a przyczyny można podciagnąć pod kilka punktów z listy (szczególnie, że momentem krytycznym było postawienie się WJ na zasadzie "eee, co za bzdury, niby intensywnie czuję co powinienem zrobić i świetnie działało wcześniej, ale sprawdzę co się stanie jak raz zignoruję" :D).
"Mogły być zakodowane na siłę. I nieszczęście gotowe."
– ...czyli historia mojego pierwszego, popieprzonego związku trwającego w sumie 7 lat :) (sic!) Podobno inicjacja aż od czasów Egiptu w jakieś tam bzdury (które pominę, bo nawet nie pamiętam dokładnie), wersja od osób z autorytetem z polskiej "sceny RD" (jeśli tak to mogę nazwać). Objawy działały faktycznie w sposób zbliżony do teorii od jasnowidzów. Sam jakoś nigdy nie zobaczyłem takich rzeczy, ale i nie bardzo mnie ten temat później interesował. Czy w tym wypadku tej ostatniej szczególnej istoty jest jakieś kodowanie? Skoro się tak głupio rozpadło, to raczej coś z listy z artykułu Leszka – tak myślę.
"Harmonizujący partnerzy - o, to już jest zbliżone do ideału :))"
– tak się czułem, chociaż nie wszystko było tak idealne jak bym chciał jeszcze zanim się z nią spotkałem po raz pierwszy. Ale myślę, że mógłbym być ponad te przeszkody, gdyby Góra zamiast mnie inspirować do skutecznego wyczyszczenia się w miesiąc zainspirowała jakoś do ponownego zejścia się ;)