Kiedyś oświecenie było dla mnie magicznym słowem, nierealną i odległą abstrakcją do której dążyłam za wszelką cenę. Mogłam spełnić się w swojej niedoskonałości i dzięki temu wiele sobie wrzucać. Ile to jeszcze mi brakuje, ile jeszcze muszę oczyścić, aby w końcu zmazać z siebie ból, niedoskonałość. Większość mojego życia składała się z oczyszczania siebie i wpływania na siebie w kierunku zmiany. To jednak nie działo się z miłości i zrozumienia, a z presji i chęci wymuszenia na sobie bycia kimś lepszym i doskonalszym. Obecnie zależy mi na spokojnym, szczęśliwym życiu, w którym spełnię swoje marzenia. Nie interesuje mnie zbytnio czy się oświecę czy nie, czy będę na jakimś mega poziomie. Nie tyle, że to olałam, a przestałam się przywiązywać do wizji rzekomego oświecenia. Jest tak jak jest, a ja dojrzewam duchowo w swoim tempie. Nie jestem w stanie przewidzieć do czego to wszystko naprawdę zmierza i jaki jest najgłębszy sens istnienia. Dlatego też skupiam się na tu i teraz, na tym co mam i co mogę realnie osiągnąć.
Mam wrażenie, że jeszcze parę lat temu byłam odleciana i oderwana od rzeczywistości. Teraz moja praca nad sobą jest mocno ugruntowana, zjednoczona z tym co się dzieje w materii. To moje duże osiągnięcie - że zechciałam żyć i rozwijać się tu i teraz.

)
Oświecenie jest tym stanem największej szczęśliwości i prawdziwości jaka może nam się przydarzyć, ale jest też tylko słowem, któremu nadajemy często wiele błędnych znaczeń. Oświecenie zdaje się być czymś w przyszłości, dlatego też obsesyjne znaczenie nadają mu osoby, które są mocno niezadowolone z siebie i chcą od czegoś uciec.