Mariusz
To był żart;) Pokazujący to z innej perspektywy: co oświeconemu do czyiś gratulacji. Zupełnie nic.
Nie mam potrzeby gratulowania sobie, czy komukolwiek innemu etapu rozwoju duchowego.
To tak jakby Bóg sam sobie gratulował, że jest Bogiem, albo delfin, że jest delfinem. Chodzi o całkowite pogodzenie się ze swoją boskością, brak dualności do jej odczuwania, czy widzenia.
Gdy ktoś nie ma dualności np. w temacie piękna, nie potrzebuje pochwał, podziwu, ani gratulacji, że jest piękny, dopiero dualność (jakiś brak i separacja) wytwarza taką potrzebę.
Jeśli ktoś ma potrzebę gratulowania i odbierania gratulacji za swoją boskość, czy piękno, to też jest ok.
Nie mam też nic przeciwko cieszeniu się, czy docenianiu zmian w sobie. Wszystko w swoim czasie.
Olga
A gdzie jest na pisane, że gratulowanie etapu rozwoju duchowego to coś złego? Odczucie, ze to abstrakcja kojarzysz jako ocenę, że to coś złego? Mam zupełnie inne skojarzenia.
Jednak wg mnie wzrost ERD to nie sukces (jako miara), a odczuwanie zjednoczenia z Bogiem w medytacyjnej energii. Każdy jednak ma swoje skojarzenia i inaczej używa informacji o swoim etapie rozwoju duchowego i to jest ok.
codzienne życie najlepszym weryfikatorem jest. Wtedy widać na ile świadomość duchowa przekłada się na rzeczywistość.
Codzienne życie, samopoczucie, energie, świadomość w obliczu różnorodności. Co bardziej wpływa, czy boskość, czy inne czynniki. To co wpływa wewnętrznie i zewnętrznie jest istotnym weryfikatorem. To wymaga już bardzo obiektywnego wewnętrznego obserwatora.