Chciałbym poruszyć trudną kwestię, ale zaczęła mi chodzić po głowie. Jeśli kogoś to dotknie, to od razu przepraszam, ale chyba trzeba wszystkie kwestie poruszyć. Zastanawiałem się, co się stanie, gdy kiedyś - za 10-20 lat Leszka zabraknie. Wiadomo, na każdego przychodzi czas, Leszek pewnie przestanie się wówczas inkarnować, to czy RD w Polsce legnie w gruzach, rozsypie się i pozostanie garstka nas, którzy będziemy próbowali sami, w małych ilościach, próbować działać dalej. Bo jakoś mam na razie przeczucie, że mimo wszystko, Leszek swoją osobą scala RD wielu osób w Polsce, jest łącznikiem-pomostem. Co się stanie, gdy go zabraknie - czy damy radę iść dalej?
Leszku, proszę, nie obraź się, ale coś czułem, że taki temat memento mori też trzeba poruszyć. Może żebyśmy się ocknęli i w porę zebrali do kupy?