Moim zdaniem dużo osób praktykuje coś takiego jak rozwój osobisty, nie zawsze jest to rozwój duchowy (pogłębianie kontaktu z Bogiem). Mówią, że życie ich rozwija, może i tak, na tyle, na ile może ich rozwinąć. Bez odnoszenia życia i doświadczeń do wyższej świadomości, spirala się zawęża lub pozostaje w miejscu.
Poprawa warunków życia to ważna sprawa, jak się tego nie przerobi, to może zablokować rozwój duchowy. Dla mnie harmonijne jest `pracowanie` nad jednym i drugim jednocześnie - duch wpiera materię, a materia ducha.
Na cudzie czułam wspólnotę z ludźmi (zanim wszystko zaczęło się rozwalać), niektórych ludzi nie znałam nawet, a więź była i czułam, że rozwój jest łatwiejszy przez to.
Na tym forum nie bardzo czuję się częścią wspólnoty, są dalsze lub bliższe kontakty na priv z niektórymi osobami, co sobie cenię.
Wiem, że jedyna pewną rzeczą w życiu jest zmiana, tylko mam wrażenie, że ta zmiana jest na gorsze - odeszło sporo ludzi, którzy mieli parcie na rozwój. Znikły grupowe medytacje, imprezy, rozmowy, klimat. Jakaś część mnie nie może się z tym pogodzić, może nie potrafię odpuścić tych ludzi, trzymam ich na sercu.
Znam bardzo dużo rozwojowców, ale jakby było mniej w moim otoczeniu aniołów z mojego drzewa dusz, a takie osoby są ważne. Myślę, że to jest sedno. Może dam anons, że szukam aniołów z mojego drzewa

.
Wspólnoty rozwojowe są istotne, łatwiej i szybciej się wtedy idzie, Budda też tworzył zgrupowania, bo jednak świat zewnętrzny ma tendencję, by na nas wpływać i włączać do stada i jego uwarunkowań.