Felicite ostatnio tak fajnie pisze, że jestem pod wrażeniem

O to wlaśnie chodzi. Szczęscie to stan istnienia. Stan, który warto osiągnąć. Ale do którego nie warto dążyć.
Bo dążenie do... wyklucza bycie w....
Clint
Bardzo ładnie opisałeś ten aniołkowy astral.
Ja niewiele z tego kojarzę, ponieważ krótko się z tym identyfikowałem. Ale nauczałem zgodnie z nauczaniem mojego Mistrza, który był bezpośrednim uczniem Buddy. No i Aniołkiem związanym ze mną karmicznie od chwili zejścia na Ziemię. Ponieważ ta istota mnie tu ściągnęła, to jeszcze do tego wcielenia wierzyłem, że zna drogę powrotu. I to zawsze mnie gubiło.
Jaku bezpośredni uczeń Buddy, też ta istota niewiele zrozumiała. Ale była bardzo aktywna wprowadzając ślubowania bhodisattwy, czyli wyrzeczenia się swego oświecenia na rzecz ZAANGAŻOWANIA i oczekiwania, aż inni się oswiecą. Było więc kilka wcieleń, w których jako następca Mistrza byłem zobowiązany przekazywać uczniom jego drogę i jego pomysły na powrót (oświecenie). Ale wzorce, które za tym się kryły, są dużo starsze niż buddyzm.
Jeśli chodzi o koncepcję oswiecenia grupowego, powstała ona chyba w okresie wielkich wojen religijnych prowadzonych tu, na Ziemi, miedzy Białymi, a resztą (głównie Niebieskimi). Wydawało się oczywiste, że skoro tu trzeba z nimi walczyć, to tam też trzeba bedzie z nimi stoczyć walkę, zanim uda się wrócić do Boga. Podejrzewam jednak, że u niektórych mogą być to wzorce z Nephilim, gdzie uczono się sztuk walki, by dać opór Białym. A wiadomo, że w grupie raźniej
Stąd wiele osób mi o tym mówi, że były zobowiązane do czekania, aż gotowość do oświecenia osiągnie reszta grupy.
Wcześniejsze doświadczenia z udanych mniej wiecej prob stworzenia raju na Ziemi (zanim Białe go rozwaliły) powoduja u wielu osób (które miały z tą szkołą czy raczej strukturą astralną wiele do czynienia) stan doświadczania względnego dobrobytu, zadowolenia z życia itp. Te osoby są na dość wysokim poziomie RD, ale nie mają intencji rozwijać się dalej. Raz, że im dobrze i kreacje im wychodza, dwa, że mają w podświadomości mechanizm oczekiwania na gotowość tej reszty. Ten program prawdopodobnie jest zapisany w węzłach karmicznych. Ale na razie u nikogo jeszcze nie udało mi się na niego trafić. Bo najpierw schodzą wzorce bardziej agresywne czy destruktywne. A wzorzec "dobrze mi i wszystko prawie mi wychodzi", trudno uznać na 1 rzut oka za ograniczający
Jednak to, co najbardziej mi doskwierało, to brak samodzielności i zwalanie odpowiedzialnosci na mnie przez tę grupę, która bała się białych i uciekała pod moje opiekuńcze skrzydła widząc, że Białych się nie boję. Wszystko zaczęło się mieszac, gdy do raju na Ziemi, który budowałem wraz z innymi Niebieskimi, ich tęsknota za połówkami przyciągnęla Białych jako Mistrzów znających jedynie słuszną drogę powrotu.
Dla Niebieskich z wzorcem "śmierdzirobótka", oferta Białych Mistrzów była spełnieniem ich najpiekniejszych marzeń, wręcz wybawieniem z piekła, w którym trzeba pracować. Wystarczyło porzucić żony, dzieci i pracę, a przejść do aśramu, by tam zacząć się oczyszczać przez intensywne głodzenie się. Dzięki temu u tych osób wykształcił się wzorzec, że nawet widmo smierci głodowej nie zmusi ich do podjecia pracy
Metoda okazała się nieskuteczna, co w ogóle nie zniechęciło Białych, których celem było położyć kres rozpasaniu Niebieskich. I tak wymysliły one że przez odpowiednie programowanie w astralu przywódców społecznych, stworzą piekło na Ziemi (dla przeciwwagi wcześniejszego raju). Założenie było takie, że istoty doświadczone koszmarem zycia bedą błagały o możliwoć wydostania się z Ziemi, by trafić do Boga. Zaczęło się w Sumerze. I, jak widać, też okazało się nieskuteczne. Ale... dzięki temu wielu woli codzienne życie w piekle niż powrót do raju. Przyzwyczaili się. I nie dziwię się, bo z tego czasu wiele osób ma silne węzły karmiczne, które paralizują wolę, a na dodatek obiecują sławę, chwałę itp w zamian za śmierć i cierpienia (do tego swoje dołożyło chrześcijaństwo i inne nurty ascetyczno cierpietnicze).
I na to wszystko nakłada się uzależnienie od grupy.
Jeśli o mnie chodzi, to pamiętam, ze byłem już kiedyś w takim stanie świadomości i podniesionych energii, że mialem bardzo blisko do "powrotu" do Aniołkowa. I wtedy ku mojemu przerażeniu, zauważyłem że pojawiła się stęskniona za mną jedna z połówek, które wcześ niej nie inkarnowały. Strasznie mnie to zdenerwowało, bo to ja miałem do niej dołączyć a nie ona do mnie. Tak się tym przejąłem, że zrezygnowałem z powrotu, by jej tu zapewnić bezpieczeństwo i nauczyć życ w materii. Bo miałem przeczucie, że ona szybko stąd nie wróci. I zostałem próbując być z nią szczęśliwym tu i teraz. A nie zawsze nam to wychodziło.
Chcę zwrócić uwagę, że pomimo pewnej zgodności i powtarzalności wzorców, każdy jednak ma swoje specyficzne obciązenia, które wpływają na całokształt jego wzorców karmicznych. Kazdy ma też swoje specyficzne zasługi karmiczne.