Michał486
Miałam taki moment, że kiedy dużo oczyszczałam i pozbywałam się różnych negatywnych rzeczy czułam w tym miejscu pustkę. Czasem nawet podświadomość kusiło, żeby powrócić do starego wzorca, żeby taka brzydka luka nie została;) To coś na zasadzie tych durnych sentencji, że cierpienie jest nieodłączną częścią życia. Kiedyś coś takiego usłyszałam i myślałam że już zawsze będę czuła ból, bo on jest nieodłączną częścią mnie, każdej istoty ludzkiej. Otóż nie jest. Po każdym oczyszczeniu dobrze jest więc takie miejsce czymś wypełniać, zastępować negatywne pozytywnym. Nauczyłam się więc wypełniać je Miłością:) Im więcej jest we mnie Miłości tym sprawniej się wszystko oczyszcza, tym silniejsza się czuję - dzieje się wtedy wszystko co najlepsze dla mnie. Nie ma już we mnie tego przemielenia, niechęci i zastanawiania się po co ja w sumie to wszystko rozgrzebuję. Miłość jest nieograniczoną, pełną wspaniałych możliwości, przyjemną i wspierającą Mocą, która wypycha Cię do przodu i wypłukuje z Ciebie wszystkie brudy, oczyszcza, wspomaga Twój rozwój.
To co dla siebie robisz pracując nad sobą to wyraz Twojej Miłości do samego siebie. Nie przejmuj się jeśli tego jeszcze nie czujesz, ale to w Tobie JEST, to się już dzieje. Ja sobie afirmowałam bardziej na samoocenę: "Ja Karolina, kocham, szanuję i akceptuję siebie w pełni". Prosta, ale bardzo mnie otworzyła na fajne uczucia do siebie. Swoje serce zaczęłam czuć stosunkowo niedawno. Czułam zamknięcie i pustkę. Pamiętam, że kiedy partner poprosił mnie kiedyś żebym położyła rękę na swoim duchowym sercu, ja nie wiedziałam gdzie ono jest, bo nic nie czułam. W momencie kiedy coś zaczęło się pojawiać poczułam wszechogarniającą radość i niesamowitą motywację do pracy nad sobą.
Często też kiedy dzieje się coś stresującego albo boję się jakiejś konfrontacji mówię sobie w myślach, że siebie kocham i dzięki temu wywołuję w sobie to uczucie. Wtedy czuję, że nic mi nie grozi, uspokajam się i sytuacja, której się tak bałam okazuje się nie taka straszna jak się wydawało, bywa że jest nawet przyjemna;) Kochając siebie, nie narazisz siebie na krzywdę. Czuję się w takich sytuacjach chroniona przez Boga, czuję że nie jestem sama i że ze wszystkim sobie bez problemu poradzę. To naprawdę bardzo pomaga. Kiedy kochasz siebie szanujesz siebie. Kiedy kochasz siebie chcesz dla siebie i innych wokół jak najlepiej.