Autor Wątek: Prośby o wsparcie duchowe  (Przeczytany 143741 razy)

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-04-24, 22:05:56 »
Tą afirmacje, którą ja piszę i Twoja wg mnie są dobre. To tylko pś się broni przed puszczeniem tego, bo wydaje jej się, że straci motywację do działania, czy rozwoju. Pś próbuje uzasadniać to swoje przekonanie, albo też, jeśli sprawa jest dla niej bolesna, to próbuje nie dopuścić do ponownego bólu. Jak uwolnienie się od złości może być czymś złym.
Jeśli mogę coś sugerować, to sprawdź, czy sprzeciw pś nie traktujesz jako miarodajną odpowiedź.
Oczywiście, Ty możesz mieć inaczej, ja zaś tak do siebie podchodzę, jak opisałem.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-04-24, 17:38:22 »
Mateusz
Wydaje mi się że ta afirmacja którą piszesz jest zła i dlatego masz takie skutki.
Ja pisałam podobną- rezygnuję z atakowania siebie i okazało się że była zła. Bo w odpowiedziach mi wyszło że to atakowanie siebie jest mi potrzebne do pracy nad sobą i jeszcze coś tam innego ja nie zamierzam z tego rezygnować. Ta afirmacja nie przyniosła mi niczego dobrego i szybko z niej zrezygnowałam.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-04-24, 16:58:37 »
Inga
ja też miałem zmienianą osobowość i tysiące kodów. U mnie najlepiej działa regresing. Oczywiście, każdy wypróbowuje różne metody i wybiera te które mu najlepiej dzialaja.
Ja bym eft nie przeceniał. Używam tej metody, gdy nie mam czasu na dłuższą sesję a mam ból i muszę szybko się go pozbyć.

Co do tych sztucznych osobowości, to kiedyś byłem zły na tych, ktorzy mi ją zmienili, bo nie mogę dotrzeć do tego jaki jestem naprawdę. Ale potem zrozumiałem, że takie miałem własnie doświadczenia życiowe i tyle. Taki wybór. Jedni mają sztuczne osobowości inni siedzą w astralu przez wieki a inni się narkotyzują na okrągło.
Ja kiedyś oddalałem się od siebie.
A teraz odkrywam siebie, powoli, ale ciągle bliżej siebie samego. Tak myślę.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-04-24, 16:36:32 »
To nie jest tak że każdy może stosować sobie z sukcesem dowolnie wybraną metodę.
Aby móc stosować EFT trzeba mieć zdrowe podstawowe zręby swojej osobowości oraz mieć emocje. Ja w ogóle nie mam osobowości ( to znaczy mam sztuczną).
Aby umieć się modlić trzeba mieć kontakt ze swoim wnętrzem, mieć uczucia ponieważ modlitwa płynie  przez uczucia. Świadome „ja” nie ma bezpośredniego kontaktu z Bogiem a modlenie się samą głową nie daje żadnego rezultatu.
Gdyby te metody u mnie działały to już bym je stosowała, ponieważ znam je od dawna.
Ja nie mam wywalanek, nie mam emocji poza lękiem, nie mam kontaktu ze swoim wnętrzem i daltego stosuję techniki takie jakie są dla mnie możliwe. Jest to pisanie afirmacji, rysunki terapeutyczne, praca z emocjami czyli w moim przypadku z lękiem oraz z pustką, bezsensem, niemocą i bezradnością oraz pewna bardzo dobra metoda oddechowa.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-04-24, 16:22:59 »
Ja mam silne reakcje na afirmacje, może to być opór, ale bardziej jest to efekt ciężkiej karmy. Czuję przeróżny ból w ciele, w różnych częściach i muszę to odreagować. Nie pomagają żadne metody oprócz regresingu i częsciowo eft.
I nie są to jakieś silne emocje, które by mną zawładnęły, ale ból ciała. Np. ostatnio po afirmacji: uwalniam się od złości i wściekłości na siebie"  miałem arytmię serca, która powtarza się po każdym pisaniu.

dr02d2u

  • Wiadomości: 97
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-04-24, 07:47:35 »
Inga
Polecam Ci zapoznać się z tą książką: "EFT w zespole stresu pourazowego (PTSD)". Po pierwsze, opisuje jak pracować z emocjami związanymi z traumą z minimalnym bólem, czyli bez ponownego, pełnego przeżywania. Po drugie, opisuje jak uwolnić się od traum za pomocą EFT.

Monika Korbut

  • Gość
[#]   « 2012-04-23, 21:11:24 »
Inga
Bez paniki.Ale przecież nie chodzi o to ,aby czuć to ,co nieprzyjemne.Jeśli masz wywalankę ,to znaczy ,że dusza już tego nie chce i podsuwa ,aby się od tego uwolnić.
Po pierwsze możesz poprosić Boga o pomoc i o jak najprzyjemniejsze i najbezpieczniejsze przepracowanie tego ,z czym masz problem ,po drugie modlitwa o zrozumienie problemu.Po trzecie modlitwa o uspokojenie Ciebie ,wsparcie i o odpowiednich ludzi ,aby Ci się przyjemniej pracowało.No i uświadomić sobie ,że wywalanka jest tylko wywalanką .
Proś o zrozumienie ,światło i wsparcie.
Masz w serduszku mądrość ,która Cię poprowadzi.Masz ciszę ,spokój ,duszę ,która Cie poprowadzi ,to Ty jesteś dla siebie opiekunem duchowym,skoro wzięłaś sobie taki problem ,to i masz również mądrość do rozwiązania tego problemu .Musisz się najpierw pomodlić o uspokojenie Ciebie i o czystość duchową ,energetyczną ,a wtedy jak się uspokoisz weź się do pracy.Noi modlitwa o wszelkie możliwe oczyszczenie Cię z nadmiaru obciążeń.Mądrość jest w Tobie najsilniejsza ,najjaśniejszą ,najdelikatniejszą siłą i jest niewytłumaczalnie wyższa od Twojego problemu ,masz dobro ,jesteś wspaniałym dobrem ,no to do pracy ,wierze ,że Ci się uda .Powodzenia

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-04-23, 20:09:19 »

<Wiesz, to może być wynik tego, że stawiasz opór. A opór stawiasz dlatego, że boisz się zbyt dużego cieprpienia, gdy będziesz wchodzić w te traumy.>

Zgadza się.
Mój lęk przed wejściem w traumę jest wręcz kosmiczny i to wchodzenie w traumę będe musiała jakos stopniować, aby wytrzymać ten koszmar. Nie wiem kiedy i jak uda mi się tego dokonać.
Na ostatniej terapii na sesji oddechowej miałam próbkę, sekundową uczucia jakie miałam na co dzień w niemowlęctwie. Po raz pierwszy udało mi się poczuć moje realne uczucie z okresu niemowlęcego. Było ono tak przerażające że potem długo wrzeszczałam ze strachu. To było takie uczucie jakie mogłabym mieć leżąc w Oświęcimiu wśród trupów. Najniższe wibracje śmierci, poczucie że jestem trupem.
Nie wiem czy jeszcze uda mi się zblizyć do tego uczucia. Na razie jestem załamana. Nie wiem czy uda mi się przez to przejść.
A jak się w to nie wgłebię to nigdy nie odzyskam moich prawdziwych uczuć i na zawsze pozostanę martwa.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-04-20, 18:12:10 »
Inga,
z tą niewinnością, ja to widzę w ten sposób: jestem niewinna (tak jak każdy człowiek), ale mam poczucie winy sztucznie wkodowane i to chcę wyeliminować. To poczucie winy coś mi gwarantuje i dlatego jeszcze je mam. Ale dochodzę do tego, co mi gwarantowało i oczyszczam pole pod totalne poczucie niewinności :)


Ja jestem przyblokowana traumami które nie pozwalają mi ruszyć do przodu z szybszym uwalnianiem.


Wiesz, to może być wynik tego, że stawiasz opór. A opór stawiasz dlatego, że boisz się zbyt dużego cieprpienia, gdy będziesz wchodzić w te traumy.
Z tego, co sobie przypominam, pisałaś kiedyś, że gdy wypływają bolesne tematy, to bardzo cierpisz (ale nie wiem, czy dobrze pamiętam).
Może być tak, że to lęk przed tym powoduje, że nie pozwalasz sobie puścić całkowicie kontroli nad procesem uwalniania. A to z kolei powoduje, że jakby trzymasz te emocje (nie pozwalasz im wyjść szybko, naturalnie i do końca), które wychodzą i to powoduje cierpienie (można to porównać do bolesnej i przedłużającej się agonii).
W skrócie mozna powiedzieć, że w ten sposób dochodzi do ponownego przeżywania emocji, a nie ich uwalniania. Samo uwalnianie nie polega na przeżywaniu tego, co chcesz puścić. Tylko na pozwoleniu, by to zaistniało (przede wszystkim w ciele) i wyszło, tak jakby na obserwowaniu tego. Różnica jest subtelna, ale w praktyce zauważalna.
Uwalnianie emocji (czyli pozwolenie, by wyszły na wierzch i odeszły) nie powoduje cierpienia. Człowiek nie czuje się wtedy tak, jak pod wpływem emocji (czyli ich nie przeżywa), ale czuje się jakby obserwatorem, a to nie powoduje cierpienia. Puszczenie nawet dużej traumy może trwać relatywnie krótko i bez cierpienia. Jeśli oczywiście nie stawiamy oporu.
Dłużej mogą trwać (ale też nie muszą) jedynie reakcje ciała. Ciało rządzi się swoimi prawami i czasem trzeba dać mu czas, by coś, co się kumulowało latami, z niego wyszło. Może jest to nieco uciążliwe, ale da się przeżyć bez większego trudu.
Np. drżenie ciała, czy lekki ból powiedzmy brzucha, albo kołatanie serca można wytrzymać nawet godzinę albo i dłużej. Ale to nie powoduje cierpienia (nawet ból nie musi go powodować).
Tak więc jeśli masz taki opór (tak się boisz) przed uzdrawianiem tych traum, to warto sobie zabadać, czy przypadkiem (podczas uwalniania) swoim lękiem nie zatrzymujesz tych emocji w sobie i czy ponownie ich nie przeżywasz (co powoduje cieprpienie).
Tak jak powiedziałam - z własnego doświadczenia wiem, że proces uwalniania nawet najgorszych rzeczy może odbyć się bez cierpienia. Ale do tego potrzebne jest puszczenie kontroli tego procesu i działanie pomimo lęku (przez który wytwarza się opór). Wystarczy raz spróbować, nie masz nic do stracenia, bo najwyżej jak się nie uda, to po raz kolejny przeżyjesz cierpienie, czyli gorzej nie będzie, a nuż się uda i będzie lepiej?

Hmm, tak mi przyszło na myśl: jeśli masz tendencje do tego, żeby przeżywać emocje zamiast je uwalniać, to spróbuj je po prostu puszczać zamiast w nie wchodzić. A puszczaj rozluźniając mięśnie ciała. Ja lubię sobie przy tym mówić w myślach "pozwalam". Na mnie to działa.

Ale wcale nie twierdzę, że jest u Ciebie tak, jak napisałam. Może tak być, ale nie musi.
Może też być tak, że jesteś do tego z jakiegoś względu przywiązana, wydaje Ci się to atrakcyjne. A może chodzić o jedno i drugie. Albo jeszcze o coś innego :)

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-04-20, 08:14:29 »
Felicite
Cieszę się że moja afirmacja na coś się przydała.
U mnie takie najprostsze, najbardziej przyziemne i zwyczajne afirmacje związane z dzieciństwem działają najskuteczniej.
Bardzo dużo dała mi też afirmacja- rezygnuję z bycia winną - którą pisałam zamiast afirmacji –jestem niewinna, dlatego że ona mnie wprowadzała wprost w emocje z dzieciństwa.
Afirmację – jestem niewinna – odczuwam jako wmawianie sobie niewinności podczas gdy ja tak naprawdę widzę że jestem winna oraz jako przykrywanie i nie dopuszczanie do wyjścia na powierzchnię tego mojego całego poczucia winy. Może trzeba być na wyższym poziomie duchowym lub w lepszym stanie emocjonalnym aby pisać o sobie że jestem niewinna.
Ja przy afirmacji – daję sobie radę bez mamy - wpadam w senność i nieprzytomność, bo mi zaczyna się przypominać  kolejna trauma z nią związana i boję się wracać do tych okropności.
Ciekawe jest ten twój sposób pracy z afirmacjami. Wypróbuję go o zobaczę czy coś się będzie działo.
Ja jestem przyblokowana traumami które nie pozwalają mi ruszyć do przodu z szybszym uwalnianiem.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-04-19, 21:54:27 »
Inga,
ufff, ale mi ta Twoja afirmacja ("daję sobie radę bez mamy") dała popalić dziś ;)) Było ciężko (totalna wywałka przy tym), ale naprawdę dałam sobie radę! Sama, bez "mamy" :)))
Tak to u mnie działa: wystarczy, że "zapatrzę" się na jakąś afkę, przemyślę ją, a ona już działa w moim życiu. Działa w ten sposób, że życie daje mi okazję do jej przerobienia w praktyce. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jedno zdarzenie nie załatwi sprawy, ale jak wiele potrafi zmienić. Fajnie :)
Heh, powiem Ci, że kiedyś mocno mną wstrząsnęła inna Twoja afka: "Rezygnuję z bycia pokorną". Dała czadu!
Fajnie inspirujesz :)

Ale jestem dziś z siebie zadowolona! Wow! Nie wiedziałam, że mam tyle mocy :D

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-04-19, 15:22:04 »
Inga
Mnie odrzuca np coś takiego że wybieram sobie jakiś cel do osiągnięcia który w tym momencie akurat mi się podoba, wybieram do tego odpowiednią afirmację i za jej pomocą zmuszam podśwaidomość aby mi to dostarczyła. Wolę afirmacje typu pozwalającego, otwierającego na to co dla mnie najkorzystniejsze, bez wskazywania konkretów, bo moja dusza czy też boska istota we mnie może mieć zupełnie inne cele i dązenia niż ja.

Mogę się pod tym podpisać :)

I też robię z afkami tak jak Ty, czyli też sprawdzam różne i obserwuję swoje reakcje. Im więcej wychodzi negatywów tym lepiej, bo więcej mogę uwolnić.
Tylko że ja nie piszę tradycyjnie (czyli ileś tam razy w 3 osobach), ale troszkę inaczej. Tzn. piszę sobie afirmację, czytam, wczuwam się w nią i uwalniam to, co wychodzi. Potem znów czytam i znów uwalniam. Piszę też jedno i to samo na różny sposób, bo często jest tak, że różne sformułowania na mnie działają.
Poza tym lubię sobie robić dekrety do słuchania, pisać afirmacje na telefonie, na kartkach do powieszenia. No i dużo rozmyślam na temat danej afirmacji.
Zauważyłam, że silnie działają na mnie afirmacje pisane w drugiej osobie (Ty Haniu...), dlatego, że dużo jest we mnie krytykującego rodzica i gdy tak się do siebie zwracam, to wydaje mi się, jakby to on mi na coś pozwalał i przez to stawał się kochającym rodzicem.

Kaśka
ostatnio mam dość stresującą sytuację i próbuję ją jakoś rozgryźć  EFT i techniką uwalniania i takie rzeczy mi się dzieją,EFT dokładnie to samo ślizganie się po temacie,bez żadnych uświadomień,bez emocji,


Kasia, dziś - pierwszy raz od dłużeszego czasu - robiłam sobie EFt i przypomniał mi się Twój problem z tą techniką.
Napiszę Ci, jak ja do tego podchodzę, może na coś Ci się przyda.
Moim zdaniem bardzo ważne jest nawiązanie kontaktu ze sobą podczas robienia ustawienia. Chodzi o to, żeby (podczas masowania punktu wrażliwego) wsłuchać się w siebie, odpowiedzieć sobie na pytanie "co teraz czuję" i zaakceptować siebie z tym uczuciem, albo inaczej: zaakceptować to uczucie w sobie. Jeśli nie wiem, co teraz czuję, to zaakceptować się z całym tym pomieszaniem. Jeśli nie czuję emocji, to zaakceptować się z tym brakiem reakcji emocjonalnej.
Jeśli nie potrafisz zaakceptować, to zaakceptuj to, że nie potrafisz tego zaakceptować. Jeśli nie odpowiadają Ci słowa "kocham i akceptuję" to wybierz jedno, które Ci odpowiada, albo jakiś zamiennik. Mnie np. bardzo długo nie odpowiadało słowo "kocham", bo uważałam, że to nieprawda, nie potrafiłam siebie pokochać, były to tylko puste słowa. Więc używałam tylko "akceptuję siebie".
Czyli podczas ustwienia chodzi o to, żeby zaakceptować siebie z tym uczuciem (uczuciami), które aktualnie jest we mnie. Robię je tak długo, aż faktycznie poczuję tę akceptację. A potem zazwyczaj pozwalam temu odejść (uwalniam), nie chce mi się opukiwać, bo uwalnianie jest szybsze ;) No ale czasem, gdy mam opór przed szybkim puszczeniem (tak jak dziś), to wypukuję to :)
Wracając do problemu - zauważ, że robienie ustawienia, to nic innego jak nawiązywanie kontaktu ze sobą (chęć zrozumienia siebie jest tutaj b. ważna) i akceptacja siebie pomimo wszystko (wywołanie współczucia sobie). A kiedy już określisz, co czujesz, zaakcetujesz siebie z tym, to opukujesz to używając przy tym przypominacza.

Czyli w Twojej sytuacji: pomyśl o swoim problemie i zapytaj się, co w związku z nim czujesz. I na to zrób ustawienie. Jeśli nie czujesz żadnych emocji w związku z nim, to zrób na to, co czujesz w danej chwili, niezleżnie od tego, czy ma to związek z problemem, czy nie. Jak poczujesz akceptację, to może puszczą blokady :)
A druga sprawa, to na pewno coś czujesz w związku z tą sprawą, bo sama piszesz, że chcesz to rozwiązać :P Więc określ to (np. swój zawód, frustrację, złość, chęć rozwiązania i brak rezultatów) i rób ustawienie (przykładowo "mimo tego, że chcę..., ale nie nic mi nie wychodzi, to i tak..."). Nie spinaj się, że coś tam trzeba (bo nic nie trzeba), tylko zwyczajnie się poobserwuj i popróbuj metodą prób i błędów. Jeśli poczujesz w trakcie pukania, że nie czujesz już tego uczucia, a przychodzi Ci coś innego na myśl (i to bardziej czujesz), to przewij i zacznij nowe "rozdanie". Tutaj nie ma sztywnych reguł, rób to, co czujesz, że jest dobre dla Ciebie, a w miarę czasu i praktyki przyjdzie pewność :)

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-04-19, 07:49:45 »
Felicite
Takie podejście do afkowania ma sens i rzeczywiście tym sposobem nie jest budowane ego.
Mnie odrzuca np coś takiego że wybieram sobie jakiś cel do osiągnięcia który w tym momencie akurat mi się podoba, wybieram do tego odpowiednią afirmację i za jej pomocą zmuszam podśwaidomość aby mi to dostarczyła. Wolę afirmacje typu pozwalającego, otwierającego na to co dla mnie najkorzystniejsze, bez wskazywania konkretów, bo moja dusza czy też boska istota we mnie może mieć zupełnie inne cele i dązenia niż ja.
A ja z afiramcjami postępuję w ten sposób że sprawdzam rózne afiramcje pisząc je i obserwując swoje reakcje poprzez pisanie odpowiedzi. Wybieram taką która oddziaływuje na mnie korzystnie, pomaga mi, wyciąga negatywy na wierzch.
Ja ostatnio piszę afirmację- daję sobie radę bez mamy  i mam na nią silne reakcje.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-04-18, 20:36:41 »
Kasia, świetnie! Cieszę się bardzo :))

Kaśka

  • Wiadomości: 101
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-04-18, 18:51:21 »
Felicite
po tylu latach i milionach myślenic nad sensem afirmowania,afkowania "bo tak trzeba ,bez tego nie rusze nic ważnego" ,buntu,bo nic to nie daje w koncu kumam cały ten SENS i nareszcie rozumiem JAk to robić ,żeby nie było wbrew sobie i pod własnym przymusem
kolejny raz ci dziękuję za naprawdę ogromną pomoc!!!