Autor Wątek: Komunikacja bez przemocy  (Przeczytany 2102 razy)

Sylvia

  • Wiadomości: 1 857
  • Płeć: Kobieta
    • www.sylwiawolf.com
  • Sylwia Wolf - terapeuta, trener EFT, Instruktor Theta Healing, Regreser, Matryca Energetyczna, Bars, więcej www.sylwiawolf.com Artykuły: http://www.ezosfera.pl/sylwiawolf/artykuly
  • Status: Ekspert
[#]   « 2018-02-06, 15:18:22 »
Czasami nie ma przemocy, a ludzie podkręcają temat jakby była. Przykładem jest nagranie udostępnione w mediach, przestawione jako krzyki do żony, gdy słychać, że są w tym inne emocje. Co najwyżej złość, irytacja, ale na pewno nie agresja, czy krzyk http://natemat.pl/229231,przestan-mnie-nachodzic-film-na-ktorym-kazimierz-marcinkiewicz-krzyczy-na-isabel

healingintelect

  • Wiadomości: 601
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2018-01-31, 17:04:10 »
Nie wiem co rozumiesz przez traktowanie kogoś z buta?

Z innym wątku było coś na temat traktowania bez litości, żeby nie robić z kogoś ofiary. Tutaj litość by miała inny wydźwięk. Nie wiem czy litość jest w jakiejkolwiek sytuacji czymś pozytywnym. Bezwarunkowe współczucie, w przeciwieństwie do litości, zawsze ma sens i jest naturalnym stanem duchowym, gdy jest się w miłości.

Chodzi o szeroko rozumianą asertywność. Czasami trzeba krzyknąć, lub postawić się. Gdy sytuacja się powtarza, ja osobiście modlę się w ww. sposób.


Sylvia

  • Wiadomości: 1 857
  • Płeć: Kobieta
    • www.sylwiawolf.com
  • Sylwia Wolf - terapeuta, trener EFT, Instruktor Theta Healing, Regreser, Matryca Energetyczna, Bars, więcej www.sylwiawolf.com Artykuły: http://www.ezosfera.pl/sylwiawolf/artykuly
  • Status: Ekspert
[#]   « 2018-01-31, 13:12:36 »
Nie wiem co rozumiesz przez traktowanie kogoś z buta?

Z innym wątku było coś na temat traktowania bez litości, żeby nie robić z kogoś ofiary. Tutaj litość by miała inny wydźwięk. Nie wiem czy litość jest w jakiejkolwiek sytuacji czymś pozytywnym. Bezwarunkowe współczucie, w przeciwieństwie do litości, zawsze ma sens i jest naturalnym stanem duchowym, gdy jest się w miłości.

healingintelect

  • Wiadomości: 601
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2018-01-27, 13:24:26 »
Jak się nie kocha swoich dzieci, to trzeba je dyscyplinować w inny sposób :) Z dorosłymi wygląda, to trochę inaczej. Często się zdarza, że ktoś ma intencje, których nie chce zmienić i wtedy zostaje potraktowanie, takiego delkiwenta z buta. Nie dla wszystkich słowo NIE, oznacza STOP.  Jest niestety wiele takch osób i trzeba wyrobić, lub uzdrowić w sobie traktowanie takich osób bez litości. Smutne, ale prawdziwe.

Sylvia

  • Wiadomości: 1 857
  • Płeć: Kobieta
    • www.sylwiawolf.com
  • Sylwia Wolf - terapeuta, trener EFT, Instruktor Theta Healing, Regreser, Matryca Energetyczna, Bars, więcej www.sylwiawolf.com Artykuły: http://www.ezosfera.pl/sylwiawolf/artykuly
  • Status: Ekspert
[#]   « 2018-01-25, 15:16:45 »
"Nie trzeba odwoływać się do raportu Rzecznika Praw Dziecka, według którego ponad połowa Polaków (52 proc.) uważa, że są sytuacje, kiedy dziecko należy ukarać klapsem. Rodzice dają dzieciom klapsy, piszą o tym w internecie i nie uważają, że robią coś złego. Wręcz przeciwnie – biją dzieci i twierdzą, że są świetnymi rodzicami. Biją, bo klaps jest biciem, jest demonstracją siły rodzica. Klaps upokarza i pokazuje dziecku, że silniejszy zawsze wygra, a przemoc to najlepszy sposób rozwiązywania problemów.
http://mamadu.pl/134745,czy-klaps-to-bicie-daje-klapsy-i-jestem-swietna-matka

O zgrozo, w komentarzu ktoś nie odróżnia zasad, granic i ponoszenia konsekwencji swoich czynów i zachowań, od przemocy i miesza jedno z drugim do jednego worka jako karanie.

Artykuł i komentarz, wyjaśniają w jakiś sposób, dlaczego w ludziach jest tyle przemocy w komunikacji i nie rozumiej, że to co robią to przemoc. Jeśli 52% rodziców w Polsce nie rozumie czym jest przemoc wobec dzieci, to jak mają wyrosnąć ludzie komunikujący się bez przemocy jako dorośli. 
« Ostatnia zmiana: 2018-01-25, 15:21:01 wysłana przez Sylvia »

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-10-14, 15:08:57 »
Już wiem o co chodzi z tym kacem. Ja po prostu wstydzę się, gdy piszę o miłości, bo "ja nie wiem, co to jest miłość". Tylko UBA wiedzą i tylko oni mają na nią wyłączność!
A nie taki kmiot jak ja ;)
Ale  mi wywala!
Super :D

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-10-14, 12:47:05 »
(...) tylko na szczerej chęci pomocy wynikającej z miłości (uwaga trudne słowo! dla mnie, oczywiście ;).

Już czuję kaca moralniaka, że napisałam o miłości. To słowo mi się wybitnie kojarzy z BA.

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-10-14, 12:26:02 »
A dobra, piszę teraz, bo mam chwilę, a potem to mi tylko ze łba wyleci ;)

Dziś przytrafiło mi się coś, co uświadomiło mi to powiązanie :)
Chodzi o to, że gdy tylko coś mnie poruszy, wzruszy, gdy poczuję cos bliższego sercu, boję sie tego i uciekam w rady, pomoc drugiej osobie, po prostu "idę" w drugą osobe, a nie w swoje uczucia (bo tych się przerażam, przeraża mnie bliskośc, boję się zranienia, odrzucenia i może czegos jeszcze?). Bo działanie z pozycji radzącego, pomagającego, stojącego "wyżej" jest bezpieczne, nie odkrywam siebie, swojego serca, nie moge więc być zraniona.
Myślę, że ten cały biały astral może własnie na tym polegać. Na ucieczce przed swoimi prawdziwymi uczuciami. Czyli że bazuje na lęku przed bliskością.

I jeszcze do mnie doszło, że gdy nie będę uciekać przed moimi uczuciami w takich przypadkach, to potem można podzielić się radą, jeśli ten drugi ktoś jest otwarty na to, jeśli tego potrzebuje (a gdy jest sie blisko ze sobą, ze swoimi uczuciami, to łatwiej to ocenić). Wtedy ta rada nie będzie "z dupy", bo nie będzie oparta na fałszywych podstawach, tylko na szczerej chęci pomocy wynikającej z miłości (uwaga trudne słowo! dla mnie, oczywiście ;).
« Ostatnia zmiana: 2017-10-14, 12:29:20 wysłana przez Facilite »

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-10-14, 11:08:54 »
Czuję że ten BA bardzo mnie obciąża. To jest mój największy lęk, poza lękiem przed bliskością, oczywiście ;) A może to jeden i ten sam temat? Prawdopodobnie tak, ale póki co nie widzę klarownie tych powiązań.

Teraz już widzę :))
Podzielę się tym wieczorem, bo teraz wybywam.
Addio pomidory!
:D

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-10-14, 00:46:37 »
nie wiem, czy tacy jesteśmy, a może nie wiem czy tacy po prostu nie jesteśmy ? jej sam nie wiem ;)


a co jeśli z natury jesteśmy cudowni, genialni i wyjątkowi ?


to było by po prostu straszne, no tragedia ;p (dla zakompleksionych-umniejszających białych chyba najbardziej ;p)

Hehehe, no ;)

Ja myślę, że tacy właśnie jesteśmy. Wszyscy, a nie tylko wybrani.
A ludzie sami robią siebie ułomnymi. Z różnych powodów, a właściwie tylko z jednego - bo pragną miłości (uwagi, zainteresowania, akceptacji, ciepła).
I tym wszystkim wspaniałym istotom mówi się "ja wiem lepiej, słuchaj mnie, beze mnie sobie nie poradzisz". I ci ludzie się do tego dostosowują, bo dostosowanie się do cudzych oczekiwań leży w ludzkiej naturze. I tak się kręci Biały Astral.

Ja dziś sobie zdałam sprawę z tego, że to, co teraz mnie spotyka tu na forum, to starcie z BA druga runda. Bo już kiedyś biali mnie odstraszyli. A teraz też w natarciu ;)
Bo czymże (jak nie kwintesencją BA) jest:
- wmawianie komuś, że coś się u niego dzieje, czego on kompletnie nie czuje z przekazem "ja wiem lepiej"?
- zadawanie pytań uświadamiających, mających na celu "podciągnąć" w górę, bo ktoś za wolno się rozwija i w ogóle nie tak jak trzeba?
- dawanie niechcianych rad?

W ogóle uważam, że każde narzucanie się z jakimiś uwagami, wnioskami, wątpliwościami komuś, kto nie prosił o to, jest przekraczaniem jego granic i zalatuje białym astralem. Bo najczęściej wynika z założenia: ja wiem lepiej, ja widziałam więcej, więc muszę pomóc.
Wcale nie muszę. Wcale też nie wiem lepiej, co danej osobie jest potrzebne.  Może właśnie potrzebuje takiego, a nie innego doświadczenia, np. po to żeby uczyć się na swoich własnych błędach.
A takie zakładanie, że ja wiem lepiej niż kto inny odnośnie tego, co u tego kogoś się dzieje to próba kontroli rzeczywistości, której nie da się kontrolować. W gruncie rzeczy jest to bardzo dziecinne i prymitywne (tak jak próba kontroli pogody). Ale też potrafi wyrządzić wielką szkodę.

A propos mojej drugiej rundy walki z BA ;) Teraz reaguję zupełnie inaczej niż za pierwszym razem. Po prostu zrobiłam sobie listę ignorowanych osób i nie czytam :) Na początku trochę mnie ciągnęło i sobie podczytywałam (bo można te ignorowane wiadomości otworzyć, kiedy się chce), ale to już jest coraz rzadsze. I fajnie. Bo czy ja muszę przejmowac się tym, co ktoś, z kim mi zupełnie nie po drodze, mówi i robi?
Kiedyś myslałam, że muszę słuchac wszystkich ludzi. Teraz wiem, że mogę wybierać to, co mi odpowiada, a innym pozwolić w spokoju sobie żyć i mieć swoje poglądy, nawet całkowicie odmienne od moich (byle mi też dali spokój). I mogę też puścić odpowiedzialność za innych. Choć trudno jest to zrobić (już pojawiły się wątpliwości ;p).

"Though our feet might ache
The world's upon our shoulders
No way we going to break
Cause we are full of wonder"

Yeah! :D

Wiking23

  • Wiadomości: 230
  • Płeć: Mężczyzna
    • c
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-10-13, 12:26:21 »



I już wiem, co to za lęk mi wyszedł.
Dotyczy on słów, które kiedyś uznałeś za miałkie ;)


ale to kiedyś... teraz jest inaczej ------> we all change if you think about it ... ;)



"Najbardziej boimy się nie tego, że jesteśmy do niczego.
Najbardziej boimy się tego, że jesteśmy potężni ponad miarę.
To nasza jasna – a nie ciemna – strona nas przeraża.
Zadajemy sobie pytanie, czy możemy być śmiali, błyskotliwi, piękni,
utalentowani i niezwykli.
A czyż właśnie tacy nie jesteśmy?"


nie wiem, czy tacy jesteśmy, a może nie wiem czy tacy po prostu nie jesteśmy ? jej sam nie wiem ;)


a co jeśli z natury jesteśmy cudowni, genialni i wyjątkowi ?


to było by po prostu straszne, no tragedia ;p (dla zakompleksionych-umniejszających białych chyba najbardziej ;p)







I can beat the night, I’m not afraid of thunder

I am full of light, I am full of wonder

Whoa, oh I ain't falling under

Whoa, oh I am full of wonder



Naughty Boy - Wonder ft. Emeli Sandé

https://www.youtube.com/watch?v=_kASjW_aPbQ




Karina

  • Wiadomości: 3 018
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-10-13, 11:48:12 »
Frisky
:)

Frisky

  • Wiadomości: 5 795
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-10-13, 07:30:22 »
Karina
dzięki za linka, poruszające!

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-10-13, 00:58:51 »
to tylko wiesz takie tam ;)

Wiking,
przede wszystkim - nie "takie tam", bo dzięki temu już teraz zmieniło się moje podejście do męża, mam większą pewność swoich racji i mniejsze poczucie winy :)

I już wiem, co to za lęk mi wyszedł.
Dotyczy on słów, które kiedyś uznałeś za miałkie ;)

"Najbardziej boimy się nie tego, że jesteśmy do niczego.
Najbardziej boimy się tego, że jesteśmy potężni ponad miarę.
To nasza jasna – a nie ciemna – strona nas przeraża.
Zadajemy sobie pytanie, czy możemy być śmiali, błyskotliwi, piękni,
utalentowani i niezwykli.
A czyż właśnie tacy nie jesteśmy?"

Właśnie tego się boję.
Tak się zastanawiałam, po co mi tacy ludzie jak rodzice, mąż (i wszyscy, którzy w całym moim życiu narzucali mi się ze swoimi "złotymi" radami wzmacniając mój lęk przed samodzielnością). Czemu ich sobie wybrałam?
Żeby się ubezwłasnowolnić. Bo bałam się swojej samodzielności, swoich zdolności, swoich pragnień, bałam się siebie po prostu.
Rodzice nie dość, że nie nauczyli mnie samodzielności (choć akurat tego nie musieli mnie uczyć, bo sama sobie świetnie radzę ze wszystkim), to jeszcze ją blokowali. Matka mawiała: "nie rób tego, ja to zrobię, duże kobiety (czyli ona) są do roboty, małe (czyli ja) do miłości". A ona jest ode mnie wyższa tylko o 1 centymetr, no ale ja jestem drobniejsza i faktycznie wydaję się mniejsza. Ojciec jej wtórował: "Hania jest za mała żeby to robić", kiedy np. Hania miała 18 lat i chodziło o pójście po coś do sklepu. Nie wymagali ode mnie nigdy, żebym zrobiła cokolwiek w domu. A gdy zrobiłam coś z własnej woli, np. posprzątałam, to trochę się zdziwili i po sprawie. Totalny kosmos.
Przy czym nie zawsze było to przyjemne ze strony matki, a nawet w większości przypadków nieprzyjemne. Np. gdy raz byłam sama na wsi i przy koszeniu trawnika przepalił się kabel, zaczęłam go naprawiać. Akurat zadzwoniła ona. Kiedy jej powiedziałam, co robię, to ona zaśmiała się pogardliwie i skwitowała: "akurat ty będziesz robić takie prace, zostaw to, bo się zabijesz". Oczywiście naprawiłam to, bo co jest trudnego w połączeniu dwóch kabli, zwłaszcza jak ma się odpowiednie narzędzia (sąsiad jest elektrykiem i dał mi taką złączkę, do której wkłada się kabelki, izoluje się taśmą i zrobione).
Albo gdy jakiś czas temu przyjechała do nas i obtrząsaliśmy jabłka. Weszła na drzewo i zaczęła trząść. Oczywiście niewiele to dało, bo te z czubka nie spadały. Pomyślałam sobie, że będę musiała tam wejść (na czubek) i zatrząść porządnie. Tymczasem ona zeszła i powiedziała coś, co dopiero potem doszło do mnie i nie chciało mi się zmieścić w głowie: "Ty Haniu nigdy byś o tym nie pomyślała, żeby tam wejść i zatrząść, prawda?". No po prostu "witki mi opadły".
Teraz bym jej tak dosoliła, że by jej w piety poszło, ale wtedy tylko weszłam na czubek i zatrzęsłam drzewem tak, że spadły prawie wszystkie owoce.
Taka jest moja mamuśka. No i do tego mąż, który też nie pozwala mi nic robić, no chyba że czegoś nie umie, ale wtedy tak mi umniejsza, że i tak powinnam czuć, że nic nie umiem sama zrobić.
Tak więc masakra odbiegająca od normy hohoho i trochę.
Widać bardzo musiałam bać się tej mojej samodzielności, skoro tak się spętałam.
Bo też i czuję w sobie dużą moc i wiarę we własne siły.

Rzadkie to momenty, ale zdarza się, że jestem sama ze sobą i sama decyduję o sobie i moim życiu. Wtedy wszystko mi się udaje, jest tak, jak chcę i zdarzają się rzeczy, które zakrawają o cuda.
Przede wszystkim czuję się bardzo bezpiecznie, nic nie może mi się stać, podczas gdy jak jestem z mężem, albo (co gorsza) z matką, to spotykają mnie niemiłe rzeczy (moja matka jest dumna z tego, że ma wiecznego pecha).
Gdy czegoś chcę i nikt tego nie blokuje to dzieją się takie rzeczy jak np. wtedy (kiedyś już dawno temu, ale to fajny przykład, spektakularny), gdy pomyślałam sobie, że chciałabym chodzić na kurs metody Callana. Powiedziałam to w kuchni do mamy, poszłam do kompa, żeby o tym poczytać, a tam pierwsze info w googlach: nabór na kurs Metodą Callana + kurs szybkiego czytania i mnemotechniki całkowicie za darmo. No więc się zapisałam i odbyłam :)
Spełniają się moje marzenia, mimo że świadomie, ani celowo tego nie kreuję, wystarczy, że pomyślę i za jakiś czas się spełniają. Pieniądze przychodzą do mnie same. Pojawiają się pomocni ludzie, gdy ich potrzebuję z przedmiotami (konkretnymi!), których potrzebuję w danym momencie. Samochodem jeżdżę bez GPS-u i zawsze trafiam do celu. Itp. itd.

Oczywiście matka+mąż uważają, że jestem naiwna i chcę przejść przez życie "między kroplami deszczu", a tak się nie da. Życie wg nich polega na trudzie, mozole i dostawaniu kopów w dupę. No więc się do nich dostosowuję, bo nie chcę wychodzić na naiwną i infantylną. Zresztą oni mnie nie słuchają (matkę mam w nosie, ale do męża starałam się dotrzeć, jednak to jak grochem o ścianę), a ja też się tego boję. Że może mi być za łatwo, za lekko, za dobrze. W materii.
No właśnie i tu jest pies pogrzebion. W skrócie - Biały Astral rządzi ;)

Ja blokuje w ten sposób swoje moce duchowe, blokuje możliwość i radość życia w materii. Bo przecież tutaj nie można przejawiać swoich mocy duchowych, tutaj nie ma miłości, a w ogóle to trzeba wracać do aniołkowa, do Boga.
Tzn. ja tak świadomie nie myślę, buntuje się przeciwko temu, bo wiem, że jest inaczej, ale ten lęk głęboko siedzi.
Tym bardziej, że nie chcę realizować takiej powszechnej rozwojowej wizji życia na ziemi, w której pomaga się innym różnymi duchowymi lub chociaż psychologicznymi metodami.
Ja bym chciała żyć dla siebie, bawić się w materii, chciałabym po prostu być szczęśliwa i nie myśleć o innych (ponad miarę). I realizować się w zawodach niekoniecznie związanych z duchowością (bo już tym rzygam po prostu). Chciałabym być zwyczajnym, ale szczęśliwym człowiekiem.
To jest dla mnie jakieś tabu, dlatego tak się tego boję i tak to blokuję. Czuję że ten BA bardzo mnie obciąża. To jest mój największy lęk, poza lękiem przed bliskością, oczywiście ;) A może to jeden i ten sam temat? Prawdopodobnie tak, ale póki co nie widzę klarownie tych powiązań.

Tak jeszcze sobie pomyślałam, że być może staram się uciekać w to, co opisuję, przed tym, co tu i teraz, czyli przed moimi problemami w związku.
Nie wiem, ale nie sądzę, bo nieprzytomność mnie przy tym łapie okrutna, a tak jest zawsze jak trafiam z czymś w sedno ;)

Karina

  • Wiadomości: 3 018
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-10-12, 17:42:32 »
Frisky

A tak cos mi sie pomerdało;)

https://www.facebook.com/osrodek.monitorowania/videos/630489973792806/?hc_ref=ARSaysBH7hMh3fFTXOsipchPqN4zmdcbUFzssjjJIb5RhTdEYymePM6QA60P8xkCoKY

Jakoś mnie to rusza, bo mam zaprzyjaźnionego hindusa, który jest kucharzem w restauracji "Curry House". I fajnie, ze tak mówi otwarcie i szczerze o problemach.
« Ostatnia zmiana: 2017-10-12, 17:46:06 wysłana przez Karina »