Autor Wątek: Wibracje Sukcesu vs Wibracje Porażki  (Przeczytany 14129 razy)

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2016-11-04, 07:30:30 »
Podnoszenie własnych wibracji
https://szkolatajemna.blogspot.com/2012/05/podnoszenie-wasnych-wibracji.html

Art nie wyczerpuje wszystkich możliwości, ale i tak zawiera wiele informacji.

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2016-11-02, 20:53:44 »
furyah
1. Dokładnie tak
2. na zasadzie walki ze swoimi ograniczeniami (porażkami).

furyah

  • Wiadomości: 571
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-11-02, 19:48:48 »
Cytuj
Ale... wiele z owych sukcesów bazuje na wibracjach porażki. 
Na tej zasadzie, że ktoś chce coś sobie lub innym udowodnić? Takie odnoszenie sukcesów wydaje mi się mocno wysiłkowe

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2016-11-02, 18:21:18 »
Tess
Nie wibracje bazują, a sukcesy.
Tak, jak pytasz, jest niemożliwe :)

Arwena
 Fajne przykłady :)
« Ostatnia zmiana: 2016-11-02, 18:26:14 wysłana przez Leszek.Zadlo »

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-11-02, 18:20:00 »
Leszek,
Cytuj
W ich sukcesach ważną rolę odgrywają wibracje sukcesu.
 Ale... wiele z owych sukcesów bazuje na wibracjach porażki. 

Jak to jest mozliwe, żeby 'wibracje sukcesu' bazowały na 'wibracjach porazki' ?
Wyjaśnij, proszę :)

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-11-02, 15:14:22 »
Leszku, świetny tekst :)

Jeszcze niedawno myślałam, że nie jestem w stanie podwyższyć swoich wibracji ze względu na miejsce w którym pracuję i za wszelką cenę chciałam się z niego uwolnić. Im więcej szarpania, tym bardziej to miejsce przywiązywało mnie do siebie, uzależniałam od niego swoje bezpieczeństwo. Odkąd zaczęłam regularnie medytować i skupiać na miłości, tym było mi lżej (choć wcześniej ciężko było wytrwać, głównie przez ucieczkę od siebie i od Boga). Zauważyłam też w pewnym momencie, że mogę mieć wyższe wibracje od moich współpracowniczek i że one wcale nie muszą zaniżać moich wibracji swoją obecnością jakkolwiek się nie przejawiają... To ja im na to pozwalałam, a raczej sama sobie pozwalałam na to, aby się pod niższe wibracje podłączać i w nich tkwić, przy okazji zwalając wszystko na pracę, że nie powinnam być w tym miejscu, bo do niego nie pasuję. To na czym naprawdę się skupiałam realizowało się, a więc nie odnosiłam zawodowych sukcesów i nic dziwnego.

Największe zmiany chyba zaczęły zachodzić kiedy wyszły moje obciążenia misjonarskie i uświadomiłam sobie, że podłączam się pod innych ludzi, po to aby im pomagać, czy tego chcą czy nie. Bałam się, że jeśli nie pomogę tym, którym zobowiązałam się pomóc, to oni wszyscy zginą i czułam się z tego powodu winna. Zamiast skupiać się na sobie podłączałam się pod innych ludzi, widziałam ich problemy i żyłam nimi, odwracałam uwagę od siebie i Boga. Dowiedziałam się, że bardzo bałam się ruszyć pewną strukturę i dlatego wolałam sobie udowadniać, jak bardzo jestem innym potrzebna i na tym opierałam swoją wartość. Zawsze miałam poczucie, że odniosę sukces, że stać mnie na więcej, ale nigdy do wielkich sukcesów nie dochodziło i myślałam, że to przez ogrom obciążeń i bałam się, że się z tego nie wygrzebię. Jednocześnie sama ociągałam się z rysowaniem, tworzeniem portfolio, szukaniem nowej pracy - skupiałam się na tym jak bardzo chcę, ale nie potrafię, albo się nie nadaję, aby pracować jako ilustratorka.

Modliłam się do Boga, aby pokazał mi dlaczego ja tak naprawdę nie chcę zająć się sobą, dlaczego boję poddać się w pełni Bogu, a zamiast tego kieruję swoją uwagę w kierunku ludzi i tworzę urojenia na ich temat.

W medytacji od razu wyszły ze mnie stłumione emocje sprzed dwóch lat, że ja tak bardzo czuję się winna za śmierć mojego brata. Byłam w szoku, bo myślałam, że sobie ten temat już w dużej części poukładałam. On zginął w momencie kiedy zaczęłam układać swoje życie, czułam się coraz lepiej i kierowałam w końcu uwagę głównie na sobie, a nie na innych. Wtedy wybuchł pożar, któremu miałam jako wybawca zapobiec. Zginął brat i moje zwierzaki, za których śmierć też się winiłam. Winiłam się nawet za to, że dwa tygodnie przed tragedią śnił mi się pożar mojego domu, a ja o tym nikomu nie powiedziałam. Winiłam się za to, że mnie tam nie było i nie mogłam ich ostrzec i uratować. Noc przed jego pogrzebem czułam jakbym umierała w środku i tak było, podjęłam decyzję, że już więcej nie będę zajmować się sobą, bo wtedy wszyscy których zostawię dosłownie zginą. To była bardzo silna trauma, więc zepchnęłam siebie głęboko. I zatoczyło się takie paskudne koło, wszystkie karmiczne relacje były mi potrzebne, abym czuła swoją wartość, a kiedy postanowiłam poczuć ją naprawdę z miłości do siebie - budziło się we mnie poczucie winy, że jak coś rozpoczęłam to teraz muszę to skończyć, bo oni sobie beze mnie nie poradzą. Jak każdy misjonarz próbowałam coś ugrać dla siebie i takie były tego konsekwencje.

Bardzo bolało dopuszczenie tego do siebie, ale w tym wszystkim w końcu poczułam swoje cierpienie, którego nie chciałam w pełni poczuć, bo tak wiele wzięłam na siebie. Poprosiłam więc Boga o to, aby pokazał na czym mam zbudować moją prawdziwą wartość, dostałam od razu odpowiedź że na nim, na boskości i miłości. Spodziewałam się podświadomie bardziej „skomplikowanej" odpowiedzi, ale oczywiście to wszystko okazało się bardzo proste. I od tamtej pory pracuję sobie nad poczuciem własnej wartości i w dalszym ciągu nad czuciem miłości.

No i ostatnio w regresingu przypomniało mi się zejście w materię, jak pochłonęła mnie ciekawość i chęć czucia się lepszą od Boga. Ciężko było mi odnowić relację z nim, skoro sama chciałam czuć się lepsza od niego, więc traktowałam Boga jak rywala, haha. To doświadczenie i zrozumienie pewnych rzeczy, też zaczęło mnie jeszcze bardziej otwierać na zmiany. Zaraz po tych przemianach zwolniła się nagle z pracy dziewczyna z którą się przyjaźniłam od dwóch lat. Zauważyłam jak bardzo byłam nią zaślepiona, to była osoba bardzo wrogo i negatywnie nastawiona do Boga, duchowości i ludzi ogólnie, choć pozowała na bardzo ciepłą i otwartą. Zaczęły się robić jakieś takie zgrzyty między nami kiedy zaczęłam poddawać się Bogu i czuję, że to nie przypadek, że akurat teraz postanowiła odejść.

« Ostatnia zmiana: 2016-11-02, 15:21:52 wysłana przez Arwena »

Khmiel Ali

  • Wiadomości: 45
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-11-02, 15:06:04 »
Cenny tekst... :)

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-11-02, 14:20:54 »
Cytuj
Trzeba się rozwijać dalej i dojść do świadomości, że nie ma przed czym stawiać granic, bo wszystko w NASZYM ŚWIECIE jest DLA NAS bezpieczne.
To, na czym skupiamy uwagę, wzrasta. Jeśli stawiamy na bezpieczeństwo, na bożą opiekę i ochronę, jesteśmy wygrani i naprawdę bezpieczni. Jeśli stawiamy granice, warunki (o których inni nie zostali nawet powiadomieni), to uczymy się coraz skuteczniej manipulować (głównie sobą), a nawet atakować energetycznie intruzów

ten fragment  mi się podoba : )
warto zauważyć, że prawo przyciągania jest częścią prawa karmy, tak jak nasz indywidualny świat jest raptem częścią tego świata i całego wszechświata, a prawa natury oraz wszechświata są nadrzędne w stosunku do naszych indywidualnych praw,  więc jak wiadomo to co wysyłamy to do nas wróci, czyli na dzień dzisiejszy głównie to co kiedyś wysłaliśmy to do nas teraz wraca,

 przy tym samo to stwierdzenie wskazuje że to co wysłane jest jakby poza nami i poza naszym indywidualnym wpływem, gdy mam napiętą strzałę na łuku który trzymam to mogę zdecydować czy ją wypuścić czy nie ale potem już nie mam na nią wpływu, więc gdy wysłaliśmy jakieś wibracje i strzały innym ludziom to oni to odbierają, jakiś czas noszą, a potem nam zwracają i tutaj fajnym sposobem na wygaszanie destrukcyjnych zwrotnych fal tych wysłanych wibracji (oprócz prób neutralizacji pozytywnymi wibracjami)  jest wzajemne wybaczenie, bo to czy ktoś nam coś zwróci zależy od niego zwłaszcza gdy wciąż trzyma strzałę w swoich rękach,  ale inne wibracje przez nas wysłane przenoszą się za pomocą innych karmicznych mechanizmów, coś jakby strzały wysłane z naszego łuku obiegały całą ziemią i często od tyłu z zaskoczenia rażą nas ze zwielokrotnioną siłą,  i wtedy wybaczanie nie ma tu nic do rzeczy, podobnie jak zawartość naszej podświadomości,  bo przecież mechanizm zgodnie z prawami wszechświata tylko to dla nas przenosi, zwielokrotnia i zwraca do nas jako tego nadawcy - w ogóle nie gniewa się na nas ani nie ma żalu, że cokolwiek wysyłamy , nie ma tu kwestii wybaczania, strzała leci sobie i trafia w cel  niezależnie od tego jakie mamy intencje po jej wystrzeleniu i co akurat sobie świadomie i podświadomie  przyciągamy, gdy to co wcześniej wysłaliśmy teraz do nas wraca, a obecna zawartość naszej podświadomości i pól  energetycznych, tudzież poziom wybaczenia sobie, innym i  Bogu oraz stan naszej akceptacji tego co nas spotyka, określa raptem naszą kolejną reakcję na to co nas spotyka, czyli oczyszczanie tego na pewno jest cenne ze względu na samopoczucie w każdych warunkach jak i na przyszłość, oraz ze względu na to co sobie przyciągamy w ten sposób, ale nie warunkuje tego czy otrzymamy zwrot tego co wcześniej wysłaliśmy (niektórym wydaje się że samym pozytywnym nastawieniem mogą manipulować prawem karmy)
 
więc taka świadomość, że jesteśmy bezpieczni niezależnie od tego co do nas wraca (czyli bez stawiania warunków) bo jest to tylko to co sami wysłaliśmy, albo jest to jakaś reakcja otoczenia na to co wysyłamy, np. można być atakowanym gdy wysyła się pozytywne wibracje w negatywnym otoczeniu i jest to reakcja związana z interakcją ; ) gdy nie ma  w tym większego zwrotu karmy wtedy jesteśmy przed tym chronieni siłą naszego pozytywnego nastawienia i pozytywnych wibracji, w stosunku do siły negatywizmu otoczenia,   

 więc taka świadomość bezpieczeństwa bez stawiania warunków jest bardzo fajna,  gdy do tego dołoży się emanowanie pozytywnymi wibracjami  które w jakimś większym lub mniejszym stopniu neutralizują destrukcyjne zwroty i oczyszczają nas z autodestrukcji oraz chronią przed zewnętrznym negatywnym wpływem to powstaje fajne połączenie wolnej od potrzeby manipulacji akceptacji, ochrony  z transformacją : )

przy okazji procesów transformacji warto też wziąć poprawkę że rd związany jest z przekraczaniem granic czyli m. in. rozbiciem skorupy ego, jest to ten proces "otwierania się na wibracje Sukcesu" w sensie boskiej świadomości i związanych z nią boskich wibracji Sukcesu, któremu jednakowoż towarzyszą często dramatyczne przemiany i warto odróżniać sterowane przez wibracje Sukcesu  procesy prowadzące do zapaści różnych struktur ograniczeń otwierające na świadomość i wibracje tegoż Sukcesu, działające z samego centrum jestestwa i wydobywające na wierzch wszelkie ukryte blokady traumy lęki  stłumienia etc., w efekcie sprawiające że nie ma od tego ani ucieczki ani nie da się tego uniknąć, za to warto to odpuszczać, i  warto to odróżnić od przywiązania do wibracji porażki, który sabotuje  ten proces i jakikolwiek również doczesny sukces, mimo zewnętrznych i wewnętrznych podobieństw u podstawy tego leżą inne przyczyny i wibracje oraz ku czemu innemu nas to prowadzi,  podobnie wielu ludzi uczy się odróżniania na własnych błędach, czyli z punktu widzenia drogi do Sukcesu nawet interpretowane negatywnie i bolesne doświadczenia (doświadczenia porażki) okazują się być bezcenne rozwijające i owocne

zarówno sukcesy i porażki w sensie zdarzeń w świecie, zależą od interpretacji, czyli punktu widzenia, przy tym  jedne i drugie mogą prowadzić do Sukcesu w sensie oświecenia, wyzwolenia, czyli nieuwarunkowanego przez żadne zdarzenia szczęścia, przebieg tego otwarcia zależy od karmy i indywidualnych struktur, wibracji oraz potrzeb, podobnie jak to czy i jak przekłada się to na zewnętrzne zdarzenia w trakcie tego procesu : )

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2016-11-02, 11:42:55 »
Wibracje są wszechobecne. Jedne wysokie, inne niskie. I wpływają na nasz umysł, na nasze myślenie, odczuwanie i decyzje. Wiążą się też z naszym umysłem oraz owocami kreacji.
Im wyższe wibracje, tym bardziej doskonała kreacja. Wiedzą to ci, którzy poznali i zrozumieli prawo przyciągania.
Mówi ono, że podobne przyciąga podobne. I nie chodzi tu o podobieństwo fizyczne, podobieństwo wyglądu, ale o  podobieństwo wibracyjne.

Kiedy medytujemy, nasze wibracje podnoszą się. Zdrowiejemy, uspokajamy się, a nasze otoczenie staje się milsze itd. Widać korzystny wpływ procesu medytacyjnego na nasze ciało i nasze otoczenie.
Kiedy koncentrujemy sie na złości, zawiści, oburzeniu, nienawiści, pogardzie, ... wówczas nasze ciało reaguje obrzydzeniem, niechęcią, spadkiem energii życiowej. I nawet jeśli ogarnia nas furia, rozumiana jako nabycie "mocy", to po niej jesteśmy wypluci, zmęczeni i rozdrażnieni.
Czasami medytujemy i wtedy jest fajnie, a za jakiś czas wpadamy w drugą skrajość i wtedy jest niefajnie. Niektórzy nie widzą w tym nic dziwnego, bo "przecież jesteśmy pełnią, więc nie będziemy tłumić wstrętnych emocji". Zamiast tłumienia "zaakceptujemy swoją ciemną stronę".
Takie mądrości wynikają z niewiedzy i braku konsekwencji.
Prawo przyciągania mówi: "podobne przyciąga podobne".
Co podobnego przyciągniemy medytując i doświadczając radości, szczęścia, miłości?
Coś miłego, fajnego, radosnego itd. Nieprawdaż?
A co podobnego przyciągniemy wściekając się (podobno słusznie)? 
Rozdrażnienie otoczenia, niepokój w psychice i stres ciała.
To niby oczywiste, ale nie dla wszystkich.

Teraz coś trudniejszego!
Nasza podświadomość działa jednocześnie na kilku zakresach wibracyjnych. A u niektórych nawet na kilkunastu, jak rozstrojony radioodbiornik.
Jeśli medytujemy, chaotyczne i destabilizujące harmonię wibracje są zazwyczaj wyciszone. WYCISZONE, a nie usunięte! Także nie wytłumione, jak to się wydaje mędrkującym, domorosłym psychologom.
Z kolei podczas pracy z afirmacjami możemy mieć huśtawkę emocji od euforii po zdołowanie.
W związku z tym, zaleca się wykorzystywać kolumnę reakcji (odpowiedzi). I nie przestawać afirmowania, dopóki nastrój się nie ustabilizuje pozytywnie. Niektórzy nie wiedząc o prawie przyciągania, afirmują z coraz silniej narastającą złością. Co wtedy mogą przyciągnąć w zgodzie z prawem "podobne przyciąga podobne"? No więc za jakiś czas udaje im się osiągnąć efekt wkurzenia. Wtedy wrzeszczą "to nie działa".
Ależ i owszem, działa. Osiągamy to, na czym skupiamy uwagę. W tym przypadku na narastającym wkurzeniu.
Ale przecież w założeniu nie o to chodziło!
Świadomie nie o to, zaś podświadomie właśnie o to!
Każdy osiąga to, na czym skupia uwagę. Jeśli  na niezadowoleniu, to pogłębienie niezadowolenia. Jeśli na spełnieniu, zadowoleniu, to spełnienie i zadowolenie.
Jeśli więc nie potrafisz wytworzyć w sobie pozytywnych skojarzeń, to technika afirmacyjna się dla ciebie nie nadaje. Nie nadaje się tym bardziej wizualizacja, gdzie trzeba mieć umysł na tyle skupiony, żeby nie przebijały negatywne odczucia i skojarzenia.
Co więc jest dla takich osób?
UZDROWIENIE umysłu! USPOKOJENIE, a więc: oddychanie, relaks, potem medytacja bez tematu, a po drodze do uspokojenia leki ziołowe bądź homeopatyczne. One wprowadzają harmonię.
Kiedy uda się wprowadzić harmonię i koncentrację na pozytywnych skojarzeniach, wówczas można sobie afirmować i wizualizować odnosząc pozytywny skutek. Oczywiście, bywają takie tematy, co do których mamy pozytywne nastawienie bez przygotowań, więc możemy w tych tematach korzystać z technik kreacji mentalnej czy mentalnego uzdrawiania.

Teraz będzie jeszcze trudniej:
Kiedy medytujemy, ogólnie wibracje nam się podnoszą. I poprawia się samopoczucie. Rozszerza świadomość, ogarnia nas stan spokoju, szczęścia, harmonii.
Ale... no właśnie, jest pewne "ale". 
Medytacja sama z siebie nie potrafi się przebić przez skutki przeżyć traumatycznych. Tu trzeba nauczyć się medytacji kierowanej na cel. Ale... znów "ale". Kierując uwagę na uzdrowienie skutków traumy, często wypadamy ze stanu medytacyjnego, bo przywiązanie podświadomości do traumy jest zbyt silne! Wtedy koniecznie trzeba zastosować techniki regresywne, a może i wypalanie węzłów karmicznych.

Dlaczego to takie ważne?
Nasz umysł pracuje na kilku zakresach wibracyjnych jednocześnie. Przynajmniej, dopóki się nie oświecimy.
Do części pamięci traumy nie mamy świadomego dostępu. Najgorzej  jest z tymi obszarami, które wyparliśmy z pamięci (bo np. nie radziliśmy z tym sobie).
Pamięć traumy jest przechowywana
w komórkach ciała (pamięć komórkowa) i
w węzłach karmicznych (pamięć karmiczna szczególnie wrednych i podstępnych mechanizmów).
Oczywiście, istnieją sposoby, by te najgorsze traumatyczne wzorce oczyścić, uzdrowić. Ale też nie każdy może się "pochwalić" ich posiadaniem!

Kiedy medytujemy, możemy ulec złudzeniu, że skoro jesteśmy zdrowi i czujemy się świetnie, to tak już zostanie. Niektórym na pewno tak zostanie, jeśli nie mają silnej, wypartej bądź zapomnianej traumy z przeszłości.
Ale jeśli coś takiego siedzi w naszej pamięci karmicznej lub komórkowej?
Wówczas należy to uzdrowić.
A technik jest sporo.

Zauważmy, że medytacja wprowadza nas w świat energii (wibracji) sukcesu. Podobnie działają dobrze przeprowadzone (z pozytywnymi odczuciami) afirmacje i wizualizacje.
Wtedy nasze sukcesy stają się realne.

Ale to nie wszystko!
Pamięć ciała funkcjonuje sobie niezależnie od naszej świadomości sukcesu i robi swoją "krecią robotę". Ta sytuacja, oczywiście, dotyczy szczególnie pamięci traumy, czyli wypadków, szoków, chorób, stresów itp.
Osoby, które przeżyły traumę w dzieciństwie czy w poprzednich wcieleniach, mogą mieć ukryte WIBRACJE PORAŻKI, których nawet nie zauważają ani one, ani nie zauważa ich otoczenie. Szczególnie jeśli nieźle, bądź coraz lepiej, im się dzieje. 
W ich sukcesach ważną rolę odgrywają wibracje sukcesu. Ale... wiele z owych sukcesów bazuje na wibracjach porażki.
Ba, są nawet terapie, które w imię sukcesów hołubią wibracje porażki!
Tak, tak. Każą je przyjąć jako coś "naturalnego", zaakceptować, uznać za część swojej osobowości. Tu zaliczam wszelkie terapie, których celem jest stawianie granic, obrona swego terytorium itp, które zwiększają zdolności KONFRONTACJI z otoczeniem! Na etapie wychodzenia z traumy zaszczucia są one ważne. Ale ten etap nie może trwać całe życie!
Trzeba się rozwijać dalej i dojść do świadomości, że nie ma przed czym stawiać granic, bo wszystko w NASZYM ŚWIECIE jest DLA NAS bezpieczne.
To, na czym skupiamy uwagę, wzrasta. Jeśli stawiamy na bezpieczeństwo, na bożą opiekę i ochronę, jesteśmy wygrani i naprawdę bezpieczni. Jeśli stawiamy granice, warunki (o których inni nie zostali nawet powiadomieni), to uczymy się coraz skuteczniej manipulować (głównie sobą), a nawet atakować energetycznie intruzów.

To tytułem wstępu.
Jeszcze zauważę: 
NA CZYM POLEGAJĄ WIBRACJE SUKCESU, CZYM SĄ?
To miłość, radość, szczęście, spełnienie, zadowolenie, wdzięczność itd.
Zgodnie z prawem przyciągania otwierają nas na jeszcze więcej pozytywnych odczuć, za którymi idą pozytywne wydarzenia i doświadczenia.

A CZYM SĄ WIBRACJE PORAŻKI?
To zawiść, zazdrość, złość, oburzenie, potępienie, nienawiść, pogarda, niezadowolenie, obrzydzenie itd.
Jeśli skupiamy na nich uwagę (świadomie bądź podświadomie), to jak ma wyglądać nasze życie? W co będzie obfitować?

Warto dokonać wyboru. I myślę, że nie powinno z tym być problemu.
Utrzymać pozytywne wibracje też jest łatwo - wystarczy medytować na miłość, radość, szczęście, zadowolenie, spełnienie, wdzięczność, światłość, mądrość intuicyjną i boską moc itp.
Trudniej jest uwolnić się od przywiązania podświadomości do wibracji porażki. Ale do tego służą specjalne i skuteczne techniki.
Tak więc wspaniała, świetlista i szczęśliwa przyszłość przed Wami!
Życzę wszystkim rozświetlenia wibracjami sukcesów!