Im bardziej mam uzdrowioną relację sama ze sobą tym jaśniej widzę, że uzdrowienie relacji z rodzicami nie polega na tym, żeby usprawiedliwiać ich zachowanie. Ja tak robiłam. Mówiłam sobie tak. Rodzice mnie nie kochali, ale przecież sami tez nie byli kochani. Manipulowali mną, ale przecież oni też byli manipulowani i nie potrafili inaczej. Wydawało mi się, że jak uświadomię sobie jak bardzo byłam skrzywdzona psychicznie to będzie to niedojrzałość z mojej strony. Tyle, że teraz widzę, że takim postępowaniem zawsze stawałam po ich stronie, nigdy po swojej. Zajmowałam się nimi, a nie sobą. Nie mogłam stanąć po stronie tego dziecka, które został skrzywdzone, bo cały czas zajmowałam się ochroną swoich rodziców. Czułam ból tego dziecka, ale też czułam sie winna, że śmiem to rozgrzebywać.
Niedawno sobie uświadomiłam, że uzdrowienie relacji nie może polegać na zakłamaniu tego co było. Jeżeli było strasznie, to uzdrowienie nie może polegać na wmawianiu , ze nie było wcale tak źle. Było jak było i jeżeli było źle to wmawianie sobie, że było ok, bo przecież rodzice starali sie jak mogli jest po prostu mydleniem sobie oczu.
Na dzień dzisiejszy uważam, że uzdrowienie może polegać na tym, żeby trzeźwo i przytomnie zobaczyć co się naprawdę wydarzyło, wszystkie mechanizmy i nieprzytomności, przebaczyć sobie i innym i uwolnić się od emocji i wszelkich mechanizmów, które wtedy nabyliśmy.