Myślę że sama kastowość tam opisana wynika z powierzchownego rozumienia karmy - zwalniania siebie z odpowiedzialności za swoje działania, z powodu okoliczności w jakich się urodzono (bądź żyje). Powierzchowne, bo nie towarzyszy temu miłość.
Jest prawdą (wg. mnie) że narodziny w trudnych warunkach to wynik "złej karmy", ale - zła karma nie oznacza że ktoś jest złym człowiekiem, a że ma np. (najczęściej) negatywne nastawienie do samego siebie, nie jest też podmiotem do tego by traktować kogoś jako gorszego. Można sobie zdawać sprawę że ktoś żyje innym życiem i nie pogardzać nim z tego powodu. Co do pomagania takim osobom - czasem jest to możliwe, ale trzeba też zrozumieć, że niektórym albo się nie da pomóc, albo da się pomagać doraźnie - co może nie zmieniać ich karmy, sytuacji. Czyli to że da się komuś kto nie ma pieniedzy milion, nie zmieni tego czy ta osoba umie się tym milionem posługiwać (i czy z powrotem nie stanie się biedującym). I w takim sensie czasem pomoc doraźna jest bez sensu.
Trzeba wziąć pod uwagę - odnośnie tego jak działają tam kasty - że jakieś podstawy dot. duchowości człowieka, które miały sens, zostały wchłonięte jako dobro kulturowe, a wraz z tym (bez świadomości, bez medytacji) zaczęły się degenerować, bo ludzie zapomnieli o co chodziło i próbują się kierować tą wiedzą w formie nakazów i zakazów (a jak ktoś jest świadomy i ma odpowiednią empatię, zrozumienie, to mu ich nie trzeba).