I za cholere nie potrafie dotrzec do zadnych wzorcow. Moge sie z...c a i tak to nie wychodzi. Nie rozumiem, czemu tak jest, ze pomimo ze ciagle proboje, nie osiagam zadnych postepow. Czuje coraz wieksza izolacje od swiata, od ludzi, coraz wiecej rzeczy zaczyna mnie przerastac, pwodouje negatywne napiecia, czuje ze wszystko, co spotyka mnie w zyciu to jeden wielki przymus (trzeba sie uczyc, trzeba pracowac, trzeba cos robic) a ja czuje potrzebe nic nie robienia, funckjonowania na zasadzie wylacznie wedlug swoich wlasnych potrzeb typu mam ochote cos miec, to mam; mam ochote gdzies jechac, to jade itp. Nie rozumiem regul materialnego swiata, jakbym bym innym gatunkiem rozumnej istoty, ktora jest tu calkowicie sama. Zycie wydaje mi sie bardzo ciezkie, nudne, nie sprawiajace przyjemnosci, a co gorsza w ogole nie umiem porozumiec sie z ludzmi, od lat tkwie w tym samym srodowisku ale ilekroc wychodze do nowych osob, odpycha mnie ich zachowanie, brak wspolnych tematow.
Czy takie wyobcowanie to jakis szczegolny rodzaj karmy czy np. cos poszlo nie tak w czasie, kiedy dziecko wrasta w role spoleczne i teraz nie umiem prawidlowo fukcjonowac wsrod ludzi?
I czy mozna miec az tak poblokowane na wszelkie metody pracy typu medytacja, afirmacje, techniki rozwoju? Co moze tak skutecznie blokowac wszystko?