Tak sobie myślę, że z Boskiego punktu widzenia, nie ma czegoś takiego jak prawo karmy, odbywa się ona na poziomie emocjonalno-mentalnym.
Gdzieś mam takie poczucie, że KARMA to ściema. Skoro od tak można sobie zobowiązania odreagować, odpuścić...
Bóg nikogo nie karze, zresztą mam wrażenie, że to wszystko Boga nie specjalnie obchodzi i dotyczy. Cala karma to plątanina, struktura naszych mentalno-astralowych wyobrażeń, przekonań, wzorców działania. I tyle. Jak siebie przekonam, że mogę odpuścić dług i się nim nie przejmować to tak będzie. I w drugą stronę, jeśli ktoś mi wmówi, bo to będzie w jego interesie i nie będzie miał
skrupułów, to będę coś zupełnie nie należącego do mnie spłacać i spłacać. To kwestia wiary i podatności. I w obu przypadkach ktoś mnie będzie nienawidził, słusznie, lub nie.
Jakiś kryzys swiadomosciowo-rozwojowy ostatnio mam. Jednocześnie bardzo często w ciągu dnia obserwuję...innych ludzi, ich plątaninę intencji, energie jakie wytwarzają, ale też siebie w tym.
I widzę jak moja pś działa, jak się kręci w kółko, jak te intencje przeskakują, zmieniają się w różnych sytuacjach i jakie przekonania temu towarzyszą. I jak duża jest chęć bycia w tym, uczestniczenia i doświadczania.
Odkryłam, jak bardzo mojej pś/ego zależy na przepychankach życiowych, walce z innymi, z sobą, ze światem. I przy okazji mowie sobie w myślach, że Bog ma najlepsze i nawet czuję, że jest to wtedy dobre i lekkie, ale ego wiec lepiej i rózne przekonania wyłania, argumenty, wystarczy, że w któryś z nich uwierzę i "zabawa" znów się zaczyna. A jest ich bardzo dużo, trudno w coś nie uwierzyć. Tak łatwo można dać się zwieźć i zakręcić znów w czymś na jakiś czas. Najlepsze ostatnio przekonanie mi wyszło, że przecież trudności kształtują mój charakter, że dzieki temu staję się lepsza osobą. Lubię się stawiać w trudnych sytuacjach by udowodnić sobie, że tym razem postąpię inaczej, będę bardziej odważna, mądrzejsza, oprę się jakimś pokusom itd. Tylko, że w tym wszystkim nie ma miejsca na spełnienie, przyjemność, radość i miłość.
A chęć bycia w porządku, to dla mnie osobiście kwestia wewnetrznego poczucia, chęci bycia dobrym, to bardziej z głębi mojego istnienia wypływa i potrzeby bycia w wysokich wibracjach z tym związanych.
Strzygi mają może odwrotone wewnetrzne poczucie, bycia złym

Trochę inny temat, ale powiązany, czym dla Was jest Najwyższe Dobro? Czy ND zawsze wiąże się z czymś jedynie przyjemnym i lekkim?