Autor Wątek: Relacje z ludźmi  (Przeczytany 54156 razy)

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-06-03, 11:27:26 »
Zed1
Zapytanie o coś czy zwrócenie na coś uwagi to jeszcze nie inwigilacja - zawsze można przecież grzecznie odmówić odpowiedzi. Jakby wszyscy unikali takich pytań to byśmy żyli w smutnym świecie, gdzie każdy jest odseparowany od każdego, z jakimiś sztywnymi granicami i niepotrzebnym dystansem.

Zgadza sie tylko ze ja znam taka osobe, ktora wyrazajac swoje o czyms zdanie doslownie puntuje bolesnie drugiego czlowieka i to nie ma nic wtedy z niska samoocena drugiej osoby tylko z podejsciem tej pierwszej, ktora nie szanuje czyjejs wrazliwosci.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2014-06-03, 11:21:39 »
Zed1
Zapytanie o coś czy zwrócenie na coś uwagi to jeszcze nie inwigilacja - zawsze można przecież grzecznie odmówić odpowiedzi. Jakby wszyscy unikali takich pytań to byśmy żyli w smutnym świecie, gdzie każdy jest odseparowany od każdego, z jakimiś sztywnymi granicami i niepotrzebnym dystansem.

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2014-06-03, 11:19:20 »
Doktor
Te dziewczyny mają niską samoocenę. Jeśli z twojej strony podtekstów nie ma, to jest to okej. Gdyby naprawdę im to przeszkadzało, to mogłyby Ci powiedzieć, że np. nie chcę ruszać tego tematu albo że nie chcą żebyś im zwracał na coś uwagę. Ich reakcje jak najbardziej nie były zdrowe, w sensie, że wynikają z nieuzdrowionych emocji i nieadekwatnych do sytuacji reakcji (opartych właśnie na tym że mają problemy ze sobą). Z tymi facetami, pewnie było podobnie. Myślę że przyciągasz nieodpowiednich odbiorców takich komunikatów :) Którzy odbierają to co neutralne z twojej strony, za atak na nich samych.

Zed1

  • Gość
[#]   « 2014-06-03, 10:34:07 »
Witam

2 tygodnie temu rozstałem się z dziewczyną. Obok wielu innych rzeczy które mi wywaliły w tym związku, które teraz pominę, wywaliło mi między innymi coś dziwnego czego nie rozumiem a co mi się powtórzyło wczoraj z kolejną kobietą i dlatego dało do myślenia.
Pisze tutaj bo z boku lepiej widać, może pomożecie mi to lepiej pojąć.

Mam coś takiego że czasem coś powiem, tak poprostu, nie będąc niczego świadomym i to bardzo uraża dziewczyne. Np. z pierwszą miałem tak że zapytałem sie czemu tak często jeździ w pewne miejsce. Bez żadnych podtekstów. Bardzo sie o to zdenerwowała i zaczeło się odrzucanie. Mi wtedy wyszedł dziwny lęk i poczucie winy. Oczywiście wiem że winny niczemu niebyłem ale czułem sie winny nawet nie wiem za co. Bałem się odczytać wiadomości z obawy że przeczytam coś co mnie zrani.
Taka sytuacja kilka krotnie sie powtarzała z tą pierwszą dziewczyną. Za którymś razem delikatnie zapytałem o jej byłego partnera i było to samo. Próbowałem załagadzać sprawe, wchodziłem w tyłek, przepraszałem a na koniec i tak to ja byłem ten winny i podły.
Najgorsze jest to że nigdy nie chciałem źle.

Wczoraj to samo na dyskotece. Bawiłem sie ze znajomą mojej siostry. Mieliśmy pojechać we dwoje do niej do domu żeby sie zabawić. Zauważyłem że była już bardzo pijana więc zapytałem czy chce jechać do domu i wspomniałem że jest pijana. Tak sie obraziła tym że powiedziałem że jest pijana że wyszła z klubu i pojechała sama do domu.
Napisałem potem do niej że nie miałem zamiaru jej zranić.. bla bla i znowu wyszedł mi lęk przed tym co ona mi odpisze, jak zareaguje. Tak jakby to od tego co napisze będzie zależał moje samopoczucie na następne kilka dni.

To napewno chodzi o wzorzec odrzucenia, ale czemu tak siebie nie szanuje i sie przejmuje jak mnie dziewczyny traktują ?
Skąd to poczucie winy w ogóle, przecież nic złego nie robie. No i czemu dziewczyny w ten sposób reagują na to co mówie ?
Inni mają za przeproszeniem wyjebane na to i sie nie przejmują a ja sie teraz boje co kolwiek powiedzieć. Powiem że mleko jest za słone to mnie dziewczyna zjebie i mnie zostawi.. hehe, masakra.
Co myślicie ?

A jeszcze przypomniało mi sie że coś podobnego z tym mówieniem miałem i w relacjach z normalnymi ludźmi, mężczyznami.
Czasem coś palnołem i każdy się burzył, jechał po mnie jak bym zabił im matke. Taka reakcja ludzi za każdym razem mnie szokowała, nie wiedziałem co sie dzieje.

Moze jestes za bardzo wcipski i dociekliwy? Po kiego pytasz o takie rzeczy? Nikt tego nie lubi, jak sie mu wchodzi w przeszlosc i jego prywatne zycie z takim podejsciem na zasadzie ataku, wejscia.

To jest wlasnie to, czego bardzo nie lubie w naszej kulturze - takiego doslownego inwigilowania w prywatny swiat a co jest juz chyba norma wsrod ludzi u nas.

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-06-02, 22:15:26 »
Doktor-X,

Może nie czujesz się tak całkiem w porządku z tym, co mówisz. Powiesz coś oczywistego i wydaje Ci się to szczere i niewinne, ale nie czujesz się z tym do końca pewnie, albo – inna opcja -  mówisz coś czego tak naprawdę nie chcesz powiedzieć sabotując sobie relację z daną osobą. Może przy osobach o których piszesz nie jesteś sobą, próbujesz być wyluzowany, mówisz byleby powiedzieć coś wprost, nie zastanawiając się za bardzo nad konsekwencjami swoich słów i nad tym czy jest w ogóle sens o nich głośno mówić. Piszę to na swoim przykładzie, może u Ciebie jest inaczej, ale ja jeszcze parę lat temu byłam bardzo, bardzo nieśmiała i mało się odzywałam i kiedy zaczęłam się rozkręcać miałam taki krótki czas, że próbowałam przy nowo poznanych osobach udawać kogoś kim nie jestem i mówiłam co mi ślina na język przyniosła, byleby nie milczeć, ale na szczęście szybko mi przeszło. Milczenie było dla mnie wtedy jednak mniej stresujące, więc szybko do niego powróciłam:p No i przy tym gadaniu na pewno nie czułam się w porządku z tym co mówię.


Jeśli poczujesz się fair w stosunku do siebie i tego co mówisz, jeśli poczujesz się w porządku z tym jaki jesteś, wystarczy że w takiej sytuacji powiesz dziewczynie, że przykro Ci że tak to odebrała, ale uważasz że nie powiedziałeś nic złego a jeśli ona tak uważa to niech Ci powie DLACZEGO… bo zapewnie wyjaśnień nie usłyszałeś, tylko nieuzasadnione pretensje o to, że coś „niemiłego” powiedziałeś. Nie odpowiadasz za to co inna osoba sobie pomyśli, nie jesteś odpowiedzialny za to jak ta osoba zinterpretuje Twoje słowa, to już jej sprawa.

Jeśli czujesz się w porządku z tym co powiedziałeś i wiesz że nie miałeś nic złego na myśli, nie musisz za to przepraszać, możesz za to spróbować zrozumieć odbiorcę Twoich słów i wspólnie z nim odkryć co spowodowało, że te słowa wywołały w nim złość. No ale domyślam się, że nie z każdą osobą można tak porozmawiać, a wręcz łatwo w ten sposób jeszcze bardziej kogoś podburzyć zadając niewygodne pytania;) Wiem, że łatwo pisać, ale cóż, jeśli dajmy na to Twoja dziewczyna nie chciała z Tobą rozmawiać, otwierać się na Ciebie i próbować Cię zrozumieć, bo jej racje i uczucia były ważniejsze i już, to widocznie po porstu nie była odpowiednia dla Ciebie.

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-06-01, 16:21:34 »
Witam

2 tygodnie temu rozstałem się z dziewczyną. Obok wielu innych rzeczy które mi wywaliły w tym związku, które teraz pominę, wywaliło mi między innymi coś dziwnego czego nie rozumiem a co mi się powtórzyło wczoraj z kolejną kobietą i dlatego dało do myślenia.
Pisze tutaj bo z boku lepiej widać, może pomożecie mi to lepiej pojąć.

Mam coś takiego że czasem coś powiem, tak poprostu, nie będąc niczego świadomym i to bardzo uraża dziewczyne. Np. z pierwszą miałem tak że zapytałem sie czemu tak często jeździ w pewne miejsce. Bez żadnych podtekstów. Bardzo sie o to zdenerwowała i zaczeło się odrzucanie. Mi wtedy wyszedł dziwny lęk i poczucie winy. Oczywiście wiem że winny niczemu niebyłem ale czułem sie winny nawet nie wiem za co. Bałem się odczytać wiadomości z obawy że przeczytam coś co mnie zrani.
Taka sytuacja kilka krotnie sie powtarzała z tą pierwszą dziewczyną. Za którymś razem delikatnie zapytałem o jej byłego partnera i było to samo. Próbowałem załagadzać sprawe, wchodziłem w tyłek, przepraszałem a na koniec i tak to ja byłem ten winny i podły.
Najgorsze jest to że nigdy nie chciałem źle.

Wczoraj to samo na dyskotece. Bawiłem sie ze znajomą mojej siostry. Mieliśmy pojechać we dwoje do niej do domu żeby sie zabawić. Zauważyłem że była już bardzo pijana więc zapytałem czy chce jechać do domu i wspomniałem że jest pijana. Tak sie obraziła tym że powiedziałem że jest pijana że wyszła z klubu i pojechała sama do domu.
Napisałem potem do niej że nie miałem zamiaru jej zranić.. bla bla i znowu wyszedł mi lęk przed tym co ona mi odpisze, jak zareaguje. Tak jakby to od tego co napisze będzie zależał moje samopoczucie na następne kilka dni.

To napewno chodzi o wzorzec odrzucenia, ale czemu tak siebie nie szanuje i sie przejmuje jak mnie dziewczyny traktują ?
Skąd to poczucie winy w ogóle, przecież nic złego nie robie. No i czemu dziewczyny w ten sposób reagują na to co mówie ?
Inni mają za przeproszeniem wyjebane na to i sie nie przejmują a ja sie teraz boje co kolwiek powiedzieć. Powiem że mleko jest za słone to mnie dziewczyna zjebie i mnie zostawi.. hehe, masakra.
Co myślicie ?

A jeszcze przypomniało mi sie że coś podobnego z tym mówieniem miałem i w relacjach z normalnymi ludźmi, mężczyznami.
Czasem coś palnołem i każdy się burzył, jechał po mnie jak bym zabił im matke. Taka reakcja ludzi za każdym razem mnie szokowała, nie wiedziałem co sie dzieje.
« Ostatnia zmiana: 2014-06-01, 16:26:00 wysłana przez Doktor-X »

Atlanta

  • Wiadomości: 1 407
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-05-15, 00:36:01 »
czasami w ogóle nie zauważam ludzi, są dla mnie chodzącymi organizmami, które nie zasługują na moją uwagę, zwłaszcza duchową
To nawet nie jest związane z poczuciem jakiejś wyższości, nie
po prostu nie chcę nawiązywać z nikim głębszych kontaktów

Edyta

  • Gość
[#]   « 2014-04-12, 10:59:28 »
JenKa
pisząc o równości pomiędzy ludźmi miałam na myśli tylko poczucie wartości , to że czuję się równa innym ani gorsza ani lepsza, tylko wtedy można w pełni zaakceptować siebie i różnorodność innych ludzi bez wartościowywania. Daje mi to wolność od porównywania się z tymi co osiągnęli więcej np. w kwestii materialnej oraz z tymi którzy są w mniej komfortowym położeniu niż moje. Uwalnia mi to głowę od myślenia o ludziach o tym , że ktoś jest lepszy lub gorszy ode mnie ,mogę zaakceptować to że inni mają inne plany , inna karmę i inaczej widzą świat. Nie muszę dążyć do jakiś poziomów życia które wyznaczają mi inni ludzie. Mogę się pogodzić z tym że niektórzy ludzie nigdy nie zrozumieją o co mi chodzi , nie zaakceptują mnie bo to wszystko nie ma znaczenia gdyż każdy żyje we własnym kosmosie.

nawet to co piszę to różni ludzie , różnie to zinterpretują, jedni pomyślą sobie, jeny ale ona ma samoocenę , dobrze pisze, inni pomyślą ale się wymądrza, inni pomyślą eee tam to tylko utopia, jeszcze inni, na pewno kłamie, ktoś inny pomyśli a to wszystko bzdury  itd... 

JenKa

  • Wiadomości: 287
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-04-11, 21:27:25 »
Miałam podobne sytuacje i sposób postrzegania ludzi, co Edyta. Od pewnego czasu jednak zamiast myślenia w kategoriach : "nie ma ludzi lepszych i gorszych, tylko równi" i ciągłego natykania się na osoby, które swoim zachowaniem wobec mnie lub innych udowadniały mi, że nie mam racji zmieniłam nastawienie na : "nie ma ludzi lepszych i gorszych, tylko RÓŻNI".
I widzę ogromną zmianę od tego momentu, zupełnie, jakby ta jedna literka wprowadziła do mojego otoczenia harmonię w miejsce dotychczasowej - najwyraźniej błędnej - klasyfikacji. Może próbując wrzucić wszystkich do jednego worka, oczywiście wedle mojego widzimisię sama skazywałam się na opór z ich strony, a dostrzegając różnorodność pozwoliłam sobie na akceptację. Bo ktoś,kto czuje się akceptowany nie ma powodu walczyć, prawda? Tym bardziej, jeśli taka może mniej uduchowiona osoba, za to dobrze osadzona w materii robi na przykład przepyszne drożdżówki :)))

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-03-14, 16:46:07 »
Arwena
to że napisałam że nikt nie jest lepszy ode mnie nie oznacza że sie wywyższam, ja po prostu uznaję że jestem równa innym ludziom , gdybym nie uznawała równości to nie dążyła bym do uzdrowienia tylko od razu skreślala tych którzy mnie wkurzają a jednak się staram uzdrawiać i dostrzegać rację innych. Gdybym nie uznawała równości i czuła bym się gorsza to mogła bym się zatracić w tym i wywyższyła bym innych nad siebie, słuchała bym guru, uzależniła bym się od pochwał albo nagan. Inni decydowali by jak się czuję. To że uważam że nie ma lepszych ode mnie oznacza że nie ma też gorszych są tylko równi. Dlatego potrafię dostrzec swoje blędy sama , kto inny jak nie ja sama naprawię swoje błedy, czy ktoś za mnie to zrobi.
Oczywiście uznaję że ktoś może mieć większą wiedzę ode mnie albo więcej pieniędzy  ale to nie znaczy że jest lepszy i może mi narzucić coś czego ja nie czuję albo nie chcę robić bo jako równa jemu osoba mam wybór.

Pisałam że moi rodzice nie byli doskonali w sensie że w ogóle mnie nie rozumieli, bardzo starałam się aby mnie dostrzegli taka jaka jestem ale oni nie byli w stanie tego zrobić, na pewnym etapie aby sobie ulżyć uznałam ich za gorszych ale jak widać słono za to zapłaciłam bo wtedy oni mi udowodnili że to ja jestem gorsza. Długo mi zajęło odbudowanie poczucia że nikt nie jest lepszy ode mnie ... ani też gorszy.

Kiedyś byłam na zajęciach z huny II stopnia i pan z którym robiłam ćwiczenie otrzymał od swojej WJ takie przesłanie aby podarować mi koronę , powiedział że moje serce ją rozpuściło. Ten pan potem mnie odwoził do domu i rozmawialiśmy i wtedy zrozumiałam że WJ dała mi znak że czas przywitać się z koroną i rozpuśic ją. Korona zwracala mi utracone poczucie własnej wartości to był symbol abym nikogo nie wywyższała ponad siebie bo wtedy odzyskam kontakt z sobą, przestanę siebie nie lubić i zrobię coś dla siebie.

Teraz już Cię rozumiem:)

A moje wcześniejsze odczucia o których pisałam wiążą się też z moimi skojrzeniami odnośnie tego co napisałaś o swoich rodzicach. Może jako dziecko czułaś odpowiedzialność za rodziców, jakieś spięcie, że skoro oni sobie nie radzą, to Ty musisz sobie poradzić za nich. Miałaś od urodzenia karmiczne wzorce o których pisałaś, ale mimo to byłaś przecież małą dziewczynką, to naturalne że potrzebowałaś ich opieki i poczucia, że oni mają kontrolę nad wszystkim, bo to Twoi rodzice i Ty jako dziecko nie miałaś obowiązku tej kontroli przejmować.
Byłaś nimi rozczarowana, ale czy nie chciałaś ich w jakiś sposób ratować i pokazać im/nauczyć ich, że można sobie dać radę, bo Ty już przecież to potrafiłaś od urodzenia? Może stąd Twoja presja na zmienianie ludzi, może szukasz przyczyn za daleko, może teraz sedno jest bliżej.

Inga

  • Gość
[#]   « 2014-03-14, 16:06:07 »
Ten wzorzec uniemożliwia akceptację ludzi takich jacy są, bo wydaje się to niemożliwe aby takich niedoskonałych, z wadami ludzi można było lubić i cieszyć się ich obecnością. Niemożliwość pokochania rodziców która wtedy była faktem, rozszerzyła się teraz na wszystkich ludzi, których ocenia się tak samo. Teraz wydaje  się że to przeszkoda nie do przeskoczenia, że dopóki ktoś nie będzie spełniał naszych oczekiwań, nie będzie taki jakiego chcielibyśmy, jakiego sobie stworzyliśmy  w naszym wyobrażeniu, dopóty nie damy rady go polubić, przyjąć  i pogodzić się z tym że jest inny  i niezgodny z naszymi wzorcami wspaniałego człowieka.
Jako niemowlęta staraliśmy się ze wszystkich sił pokochać rodziców idąc na wszelki ustępstwa i mimo tego nie dało się tego zrobić.  Dlatego teraz od razu wychodzimy z założenia że takiego człowieka nie da się polubic i nawet tego nie próbujemy.
 Jest tu też ochrona przed bólem którego wtedy doświadczyliśmy, gdy byliśmy odrzucani.

Kaja

  • Wiadomości: 473
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-03-14, 10:52:23 »
Edyta
A wiesz skąd ten wzorzec? Z wczesnego dzieciństwa kiedy to chcielismy kochać rodziców ale oni nie spełniali naszych wymagań tak bardzo że nie dało się ich kochać. To dlatego najpierw chcemy udoskonalic ludzi a dopiero potem ich kochać i tak trudno nam kochać takich jacy są.

Inga  możesz to rozwinąć .

Bo ja też mam tak, że chce aby było po mojemu, oczywiście tylko tam gdzie wydaje mi się że mam prawo :). Jak nie jest po mojemu to walczę, się złoszczę, wysyłam presje i generalnie nie umie się tego pozbyć. Pod tym jest właśnie ogromny brak akceptacji.
No i rodziców też nie akceptuję chyba najbardziej, tylko że u mnie z tego jak ja to widzę ten brak akceptacji czym byłam starsza to narastał. No i oczywiście rodzicie nie dali się udoskonalić. Tylko to jest chyba również skutek czegoś a nie przyczyna.

Edyta

  • Gość
[#]   « 2014-03-13, 21:59:40 »
Arwena
to że napisałam że nikt nie jest lepszy ode mnie nie oznacza że sie wywyższam, ja po prostu uznaję że jestem równa innym ludziom , gdybym nie uznawała równości to nie dążyła bym do uzdrowienia tylko od razu skreślala tych którzy mnie wkurzają a jednak się staram uzdrawiać i dostrzegać rację innych. Gdybym nie uznawała równości i czuła bym się gorsza to mogła bym się zatracić w tym i wywyższyła bym innych nad siebie, słuchała bym guru, uzależniła bym się od pochwał albo nagan. Inni decydowali by jak się czuję. To że uważam że nie ma lepszych ode mnie oznacza że nie ma też gorszych są tylko równi. Dlatego potrafię dostrzec swoje blędy sama , kto inny jak nie ja sama naprawię swoje błedy, czy ktoś za mnie to zrobi.
Oczywiście uznaję że ktoś może mieć większą wiedzę ode mnie albo więcej pieniędzy  ale to nie znaczy że jest lepszy i może mi narzucić coś czego ja nie czuję albo nie chcę robić bo jako równa jemu osoba mam wybór.

Pisałam że moi rodzice nie byli doskonali w sensie że w ogóle mnie nie rozumieli, bardzo starałam się aby mnie dostrzegli taka jaka jestem ale oni nie byli w stanie tego zrobić, na pewnym etapie aby sobie ulżyć uznałam ich za gorszych ale jak widać słono za to zapłaciłam bo wtedy oni mi udowodnili że to ja jestem gorsza. Długo mi zajęło odbudowanie poczucia że nikt nie jest lepszy ode mnie ... ani też gorszy.

Kiedyś byłam na zajęciach z huny II stopnia i pan z którym robiłam ćwiczenie otrzymał od swojej WJ takie przesłanie aby podarować mi koronę , powiedział że moje serce ją rozpuściło. Ten pan potem mnie odwoził do domu i rozmawialiśmy i wtedy zrozumiałam że WJ dała mi znak że czas przywitać się z koroną i rozpuśic ją. Korona zwracala mi utracone poczucie własnej wartości to był symbol abym nikogo nie wywyższała ponad siebie bo wtedy odzyskam kontakt z sobą, przestanę siebie nie lubić i zrobię coś dla siebie.

wiesz pisze to co czuję ale słowa nie oddają tego w pełni, czasami ktoś może inaczej zrozumieć, poza tym jestem w procesie i na pewno nie jestem w tej chwili stabilna w wypowiedziach bo przynam wywaliło mi że hej

« Ostatnia zmiana: 2014-03-13, 22:03:27 wysłana przez Edyta »

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-03-13, 21:02:03 »
Edyta, fajnie że czujesz się tak pewna siebie i to się chwali, ale mam wrażenie, że jest tu czegoś za dużo. Nie chcę się czepiać słówek, może to był żart, ale stwierdzenie: „bo nikt nie jest lepszy ode mnie" to znowu jakieś zapewnianie wszystkich dookoła, że "jetem zajebista, niech nikt nie śmie w to wątpic” - tak jak z tym udowadnianiem sobie i innym, że nie dasz się nikomu podporządkować.
Ja wierzę w Twoją pewność siebie, ale wydaję mi się, że ciągle masz potrzebę, aby inni to docenili i potwierdzili. Może właśnie zaakceptuj to, ze istnieje możliwość że są na tym świecie osoby, które są lepsze od Ciebie (ja sama mam z tym problem i przyciągam sobie przez to często osoby z problemami, którym muszę pomóc, bo sobie same nie poradzą). Może jeśli cos takiego w Tobie siedzi i to sobie odpuścisz to odpadnie wtedy to wkurzanie się na ludzi i udowadnianie im gdzie jest ich miejsce. Bo może sama nie znasz swojego miejsca i czujesz się niepewnie… Spróbuj zaakceptować, że każdy ma swoje miejsce, prawo do błądzenia i że Ty też nie koniecznie musisz być zawsze ponad wszystkimi, bo przecież sama nie radzisz sobie jeszcze tak całkiem ze wszystkim. Widać, że chcesz czuć jakiś respekt od innych albo potwierdzenie tego jaka jesteś, może nawet pochwałę.
Kiedy dopuścisz do siebie to że nie jesteś doskonala to sama dasz sobie prawo do dania prawa ludziom do tego, że też nie muszą być doskonali.
To nie jest żadnen pojazd, nie znam Cię też na tyle dobrze, żeby wyciągać konkretne wnioski, może się mylę, ale kto wie może Ci się to jakoś przyda, bo przecież nie każdy mówi o takich odczuciach wprost ;)

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-03-13, 19:11:50 »
rozumiem. dzięki za odpowiedź