Afirmacje na samoocenę to (zazwyczaj) gaszenie pożaru lasu wiaderkiem wody.
Wydaje mi się że samoocena bierze się z tej części nas, która patrzy na nas jak na odrębną istotę. Patrzy, obserwuje i wyciąga wnioski, podobnie jakby oceniała kogoś innego. Jest więc rezultatem naszych działań, a dokładniej rezultatem rezultatów naszych działań. Potwierdzeniem tego, że potrafimy rozwiązywać problemy i radzić sobie w świecie. Naturalnie wzrasta, kiedy widzimy że nasze działania przynoszą efekty, a opada, kiedy nie przynoszą. (Oczywiście to nie tak że raz przypalę makaron i już samoocena pada

Mówię o skali długofalowej.)
Stąd też jeśli ktoś jest życiowo nieporadny, to nigdy nie będzie miał wysokiej samooceny, najwyżej zakłamie się że "kocha siebie i że jest wspaniały" i zostanie forumowym doradzaczem

Oczywiście czasem zdarza się że jest problem z przytomnym postrzeganiem siebie i wtedy afirmacje mogą pomóc, ale zazwyczaj jest to objaw, a nie przyczyna.
O samoocenie wspaniale pisze Nathaniel Branden w "sześciu filarach poczucia własnej wartości," wypisałem tu lakonicznie to co pojmuję jako sedno tej książki. Jest dla mnie jedną z najbardziej wartościowych książek z zakresu samorozwoju (jeśli nie najbardziej).