POV.kawałek.historia.hejt.refleksja.
I Prolog. Na przełomie podstawówki i gimnazjum wpada do mnie film mumia. Zafascynowany egiptem przeglądam internet, wpadam na paranormalne strony - mity / energie i też rozwój duchowy. Czytam, czytam wszystko od OOBE po kwadraty przepływów pieniędzy i hunę max freedom longa. tak do liceum ~100 księżek, z wszystkiego zostawiam hunę i artykuły leszka żądło, praktykuje relaksacje,wizualizacje/kreacje, afirmacje i dekrety modlitwy wg huny do wj. Staram się dodawać oddychanie i relaksacje w tą regularność. Absorbuje się w tym na 100%, wierze że mam wpływ na rzeczywistość. Zmienia mi się dużo w głowie, nawet relacje, ale nic materialnego do mnie nie przyszło w żadnej formie mimo wizualizacji od małych rzeczy jak telefon komórkowy, czy buty, po duże jak samochód.(koniec liceum) Trzymam się podstawowej afirmacji kocham, lubię i akceptuje siebie ... itd. itd. i pracy z samooceną. buty i telefony i laski na koniec.Mimo całkiem fajnych poprawionych relacji, wszystko wydaje mi się takie mało stabilne.
II. Idę na studia, do akademika, przerywam praktyki. Na studiach utrzymuje się ze wsparcia rodziców, stypendium i kilku robót gdzieś dorywczo co daje mi około ~1000zł/miesc na akademik, życie, jedzenie, materiały naukowe itd.itd, gdzieś zawsze jestem pod koniec miesiąc na 0 albo z lekką nadwyżką. Rozluźnia mi się po 2 roku, zaczynam udzielać się w internecie po trochu (cud->tutaj i jakieś inne strony). Zaczynam znów tym razem totalnie eksperymentuje nie trzymając się zaleceń i reguł i tak mi nie działało przecież.Poznaje eft. rozgrzebuje każdy możliwy temat skacze z jednego do drugiego, stajnia augiasza-w pewnym sensie czuje że to ma większy sens niż ta regularna cierpliwa praktyka. Dzieje mi się bardzo dużo w głowie, doznaje zarąbistych wglądów i uświadomień,zaczynam rozróżniać wyafirmowaną świadomość od tej z wnętrza - realnych zmian zewnętrznych brak. Zbliża się koniec studiów mam problemy z zaliczeniem przedmiotów, boje się pracy i ludzi. Skupiam się na pieniądzach, wiem że mam wpływ na rzeczywistość. Eksperymentuje. Wgląd (kolejny) - super, aha teraz rozumiem materie i pieniądze !. Wow nikt o tym niewpominał i nie pisał - próbuje zarzucić temat na forum. Zostaje wyśmiany przez expertów rozwoju duchowego że w ogóle nie ogarniam - to co napisałem to głupoty nie istotne śmieci w podświadomości, pojawia się kilka postów zalecających poważną pracę z samooceną, akceptacja, dda, pogodzenie i zasługiwanie od boga itd. Jestem zdruzgotany, czuje się źle, smutno mi, mam nastrój płaczu - wszystko dzięki miłym pomocnym postom osób które chcą mi pomóc (ironia). Zamykam się w sobie, czuje jak pokazałem coś cennego, a zostało to wyrzucone do śmieci. Jest mi źle. Nie wiem co ze sobą zrobić w życiu w pracy.Brak doświadczenia, czy praktyk też nie wróży dobrze. Boje się jak to będzie. Skokowość góra dół - to efekt rozgrzebywania wszystkiego co popadnie, zaczynam wątpić w to co robię. Za chwilę kończę studia.Tragedia.
III. Wglądy są zbyt realne, abym je zostawił. Po eksperymentach zaczynam porzucać te techniki całkowicie jako już bezsensowne. Zaczynam odskakiwać coraz bardziej od dda, i samooceny w abstrakcje i koncepcje. Na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy studiów pracuje jakoś sam inaczej, jeszcze zapisałem się na kilka zabiegów różnych metod i różnych tematycznie - niezwiązanych ze sobą chociaż wg mnie sensowych. Pod koniec zaczynam rezygnować z tematu pieniędzy wydaje mi się mało istotny wole już totalnie iść w abstrakcje i bzdury. Zdaje studia, kończy mi się kwaterunek i mam miesiąc na znalezienie pracy i mieszkania. Na koncie mam z 2,5tys. Znajduje po 2 tygodniach pracę i mieszkanie. Płacę 2miesc czynsz i kaucje z góry, zostają mi grosze na koncie - na jedzenie, dostaje od rodziców przelew na 1.5 tys złotych na nową drogę jakby.OK. Praca zgodna z moimi upodobaniami, i zainteresowaniami i studiami.PL.
IV. Kontynuuje to co robiłem, odlatuje w coraz bardziej niezrozumiałe koncepcje i abstrakcje, chociaż mi wydaje się proste, sensowne i logiczne. Czuje że każda z osobna inna rzecz która była wglądem, sesją, zabiegiem, teraz łączy mi się w sensowy łańcuszek zdarzeń. Mam poczucie bezpieczeństwa i stabilności, jakby nie bał się odlatywać bo zawsze wiem że jest skrawek ziemi na którą mogę zlecieć, położyć się i odpocząć. Mogę wypływać w pełne morze, bo mam wyspę gdybym chciał wrócić i odpocząć. Taka stabilność, realna i materialna.
V. Mineło 3.5 roku a do mnie spłynęło coś około 400 tyś gotówki w formie pracy(8h) i nie pracy. ~10tys/miec całkiem nieźle jak na brak zainteresowania tematem, brak praktyk ,systematyczności i kompletnie nie ogarnięcie tematu. Nawet nie będę liczył co mógłbym spieniężyć i do tego dodać. Temat mi odgrzał, jak miesiąc temu znajomy zaproponowałam projekt w którym dało by się zarobić 100tyś netto w 2 miesiące. A to przecież idealnie dla mnie. To mi nieźle karma wybuchała. 2 tygodnie po tym zobaczyłem szklany sufit i za nim swobodnie 20 tys/miesc, więc podejście drugie będzie pewnie do tematu.
VI. Epilog. kilka hejtów i refleksji na koniec.
Niektórzy zbudowali swoją prosperity na pokazywaniu innym że droga do domu prowadzi przez komin. Z chęcią wypożyczają drabinę, użyczają liny i asekurują wejście, oczywiście wszystko za opłatą pieniężną albo energetyczną. Zarabiają i dobrze żyją tym że pomagają wchodzić do domu, wchodzić chociaż nie wejść.
Krytykanci drabiny to strażnicy, a ludzie którzy spadają z drabiny, mają złe intencje/złą karmę do uzdrawiania.
Mnogość metod. Prawdą jest że pewne metody mogą odblokować okazje na inne metody bardziej zaawansowane. Jednakże alternatywnie, można powiedzieć że większość metoda jest nic nie warta, i po jakimś czasie trzeba wymyślać coś innego "cudownego", co by nie stracić klientów. Można też powiedzieć że zmiany starymi metodami są energetycznie nie do utrzymania, więc trzeba wsparcia innych metod i tak w kółko gdy już nie będzie jak tego utrzymać.
Jasnowidzenie i karma. Mi i moim znajomym zadziałało - więc taki jest świat i karma wow. Tragedia, narzucenia jednej słusznej wersji bo komuś przypadkiem zadziałało, a ego pochwyciło i powiedziało teraz jesteś panem świata - co widać w kreacjach i wątku pozytywne myślenie. Niektórzy dosłownie piszą że picie herbaty z cytryną przed rozmową kwalifikacyjną, sprawiło że dostali pracę i większe zarobki - wiele osób piłą taką herbatę i też im się polepszyło. A co z ludźmi którzy nic to nie dało - to coś z nimi jest nie tak - cała głębia.
Experty, ludzie którzy aby zakryć swoją niską samoocenę rozrośli ego do niewyobrażalnych rozmiarów. Teraz do mnie dotarło dlatego dostałem takie odpowiedzi a nie inne wtedy. Tutaj nie chodzi o wzrost duchowy, nie o odkrywanie skarbów w sobie, nie o prawdę. Tylko o próbę wytworzenie alternatywnego świata, świata w którym jest się guru, expertem i żyje się na kosz innych, pieniężny i energetyczny. Odcięcie mnie od mnie, i próba uzależnienia mnie, i dostosowania do urojonej rzeczywistości duchowej rzeczywistości. Ataki które doprowadziły jedynie to tego że przestałem dzielić się z innymi, uznając że nie ma czym, próba stłamszenia tej części we mnie która wymagała wody i odrobiny czasu i słońca, nic więcej. Za to zalecono mi włączenie się do kółka, klepanie regułek, budowanie sztucznej świadomości i szarpanie się samemu ze sobą (przełamywanie oporów podświadomości). Te same osoby które chętnie rozpisują się o toksycznych rolach rodziców, okazali się jeszcze bardziej toksyczni w swoich działaniach i pewnie też chcieli dobrze! - skutki tego co robi podnoszenie sztucznie samooceny, rozbuduje ego.
Beksa!
https://www.youtube.com/watch?v=AYOis02tujIKoniec.