TO przekonanie absolwentów uczelni o swoich kompetencjach, czy o swej wartości, są bardzo powierzchowne i nie ugruntowane.
Wiesz, znalem takich, ktorzy poczucie wartosci mieli całkiem mocne i solidne, i tez nie dalo im to kokosow, przynajmniej nie od razu. Co wiecej, na pewno nie stawialbym tego na rowni z kompetencjami, bo czyjes kompetencje a poczucie wartosci to troche inna polka. Ze strony UMK wyciagnalem taka definicje, dobra jak i inne - "Kompetencje to wypadkowa wiedzy, umiejętności i postaw". O ile zatem postawe, czy bardziej prawidlowo, jej czesc zwiazana z poczuciem wartosci - mozna wypracowac sobie RD, afirmacjami, itd. to nigdy nie stanowi ona sedna wszystkiego i na pewno nie spowoduje to, ze znajda sie ludzie, ktorzy od tak beda nam duzo placic.
Kinga w stopce ma informacje o rzeczach, ktore robi - tak na przyklad, aby byc regreserem trzeba troche nauczyc na Twoich kursach, poczytac ksiazki, porozmawiac z ludzmi. I to jest wiedza. Umiejetnosci to wiedza zastosowana w praktyce. Dopiero stad rodzi sie ugruntowane poczucie wartosci w danej sferze. Niezaleznie od Kingi doswiadczenia, nigdy nie uwierze, ze samo cenienie swoich umiejetnosci powoduje, ze od razu ludzie beda nam placic kokosy. Do tego potrzeba nieco wiecej, odpowiednich kompetencji, czyli minimum tych trzech czynnikow razem wzietych. Do tego dochodzi pare innych skladowych prosperity, np. odpowiedni czas i miejsce. Ekspert od spraw platform wiertniczych kokosow w Koszalinie nie zrobi. Marynarz nie wykaze sie umiejetnosciami w Zakopanem. I tak dalej, tych czynnikow troche jest. Zreszta, sam podales dobry przyklad pana Lagiewki.
I jeszcze jedna rzecz, odnosnie emigracji, przeczytaj to co pisala Edyta wczesniej o psychometrii i odpowiednim miejscu. Z drugiej strony, jak sie trafia, tam gdzie sie byc nie powinno, to owszem beda klopoty. Mimo tego jednak, bilans emigracji mamy ujemny, wiecej osob wyjezdza niz wraca do kraju, wg szacunkow wyjechalo 2 miliony osob.
Zmywak to chyba tylko typowa zazdrosc i belka w oku rodakow: Polscy pracownicy sa cenieni za swoja prace na calym swiecie, w Anglii rowniez. Znam osobiscie sporo osob, ktore w UK osiagnelo duzo, duzo wiecej niz w RP - od tych, pracujacych fizycznie, do Polakow w rolach kierowniczych i zajmujacych odpowiedzialne stanowiska. Bylem kiedys na Kapiti Island - mala, odizolowana wyspa u wybrzezy Nowej Zelandii. Poniewaz jest to scisle chroniony rezerwat ptakow, wpuszczaja tam max. 100 osob dziennie. Fajne miejsce, podchodzi do mnie jakis Kiwi i zaczynamy rozmawiac. Jak powiedzialem mu, ze jestem z Polski, to zaczal wspominac jak pracowal kiedys z trzema polskimi elektrykami w Wellington - i bardzo chwalil ich wszechstronne umiejetnosci. Jeszcze w zyciu nie spotkalem nikogo, kto narzekalby na jakosc pracy Polakow, no moze poza samymi Polakami, i to z reguly w Polsce

Lillole,
nie wiem skad pomysl, ze mialem jakikolwiek zamiar Cie pouczac. Pisze przede wszystkim dla Ciebie. Niech Ci sie dzieje dobrze w Twoim zyciu, ja podazam swoja sciezka, i uwierz mi, jest mi z tym zupelnie dobrze, tak, ze absolutnie nikim nie chcialbym sie zamienic

Frisky,
ciekawe linki - dzieki