Od pewnego czasu przerabiam temat prosperity od strony wygrywania (różnych rzeczy), jak i otrzymywania większych sum pieniędzy. Stopniowo widzę poprawę, szczególnie w kwestii wygrywania - drobnych gadżetów, biletów do kina, drobnych sum pieniężnych.
Dziś w trakcie spaceru ukazało mi się, co mnie jeszcze blokuje przez pełnym otwarciem się na bogactwo, sukcesy i przejawianie dobrobytu:
1) lęk przed tym, ze jak będę bogata, to zacznę być mniej twórcza (bzdura: jak na razie to właśnie braki finansowe hamują moją kreatywność, także pod względem psychicznym)
2) lęk, ze jak będę bogata, to mnie nikt naprawdę nie pokocha (źródło w m.in.: traumie, że jak byłam bogata w pewnym wcieleniu męskim, to kobieta, którą pokochałem, wyszła za mnie, ale mnie nie kochała)
3) wynikająca z tego resztka przekonania, że jak będę biedna i nieszczęśliwa, i ktoś mnie pokocha, to własnie wtedy będzie to prawdziwa miłość (pfee...)

4) blokowanie kreatywności poprzez lęk, ze tworzenie nie zagwarantuje mi bezpieczeństwa finansowego... że tylko posiadając pieniądze, mogłabym "bawić" się tworzeniem -> no ale... patrz punkt 1

(chyba trzeba będzie po prostu to wypalić:))
5) lęk, ze jak coś wygram czy otrzymam za darmo, to będę to potem musiała oddać innym -> że los sam się tak ułoży, że niewiele będę z tego miała sama dla siebie; (zatem dalej pracuje nad czuciem się w porządku, niewinnie, kiedy odnoszę korzyści, korzystam z tego co do mnie przychodzi)
Uch. Trochę tego jest;) Tak spisałam, bo może komuś się przyda, a i otwarta jestem na ewentualne spostrzeżenia, jak to rozplątać
