"Czy ktoś z Was był na tej imprezie?"
deva
ja byłem, nie spodziewałem się takiego linku tutaj i dopiero po tej waszej dyskusji tam zerknąłem , nawet zapomniałem już o tym a to dopiero miesiąc minął ...
dzięki , nawet się rozpoznałem na filmiku ; )
porównania:
co do dyskusji o tym Swamim i Janglidasie, to od tego drugiego mnie odrzuca a przynajmniej nigdy mnie do niego nie ciągnęło, nie żebym miał coś przeciw niemu, nie oceniam a i nie podważam jego poziomu urzeczywistnienia, ale to nie moje klimaty, tam jest taka asceza, która unicestwia związki ze światem, że dobre jest to dla tych którzy wybierają ścieżkę dźniany i wyrzeczenia, to ścieżka ognia, tutaj w takim hardcorowym wydaniu wypalania żywym ogniem aż do odparowania wody z ciała ; ) , wolę łagodniejsze i przyjemniejsze w odbiorze klimaty miłości, wody, oraz związanych z tym również manifestacji wszelkiego rodzaju bogactwa w takim międzyludzkim i materialnym sensie również, stąd Swami Vishwananda robi na mnie lepsze wrażenie
porównując te ścieżki oczywiście mam na myśli pewne odpowiadające mi proporcje, bo mówiąc o miłości i mądrości to tego się przecież nie da oddzielić i jest to kwestia tej czy innej iluzji którą wciąż potrzebujemy się karmić, by czuć się dobrze czy bezpiecznie, np. gdy idąc wciąż drogą ( czyli wciąż będąc w jakims stopniu zniewoleni i uśpieni ) ale mamy potrzebę by już sprawiać wrażenie czy mieć to poczucie że jesteśmy "spełnieni" "wartościowi" "równi" "wolni" "niezależni"
dla jasności: uważam że to też jest ważne, choć względne i iluzoryczne
kilka osobistych refleksji ze spotkania :
choć podczas spotkania Swamiego Visha podszedłem do niego czysto 'instrumentalnie" (bez zachwytu i uprzedzenia), czyli z pewnym pozytywnie ukierunkowanym dystansem nastawionym na kontakt z Bogiem poprzez niego, lub dzięki jego pomocy ( jak kto woli) , bez jakiejkolwiek intencji angażowania się w jego ruch i aktywności, czy kursy które proponuje i propaguje,
- pojechałem tam w konkretnym celu m. in. zamknięcia pewnych kończących się spraw w moim życiu i otworzenia nowego rozdziału, (czemu bardzo ale to bardzo sprzyjały moje skojarzenia związane z datą tego spotkania jak i to w jakim momencie życia akurat się znalazłem) -
to jednocześnie nie udało mi się uniknąć i powstrzymać od głębokich chwil wzruszenia i łez, w których kontaktowałem się dzięki temu Swamiemu z głębszymi obszarami swojej istoty - dzięki samemu jego widokowi na wejściu, co było wstrząsającym doświadczeniem zobaczyć kogoś takiego, po długim czasie braku kontaktu z kimś kogo serce naprawdę rozkwita i emanuje energią duchowej wolności i szczęścia, jak i dzięki temu w jaki sposób poddawał się Bogu podczas kilku badjanów które zaśpiewał na wstępie, co też mnie powaliło na kolana choć siedziałem ; )
jak i dzięki energii grupy, dzięki temu że śpiewali podczas darszanu te wszystkie swoje badjany, czułem ( a siedziałem blisko głośnika) jak rozbijało to stopniowo nagromadzone skorupy i pozarzucone na mnie ograniczające mnie sieci i toksyczne klatki, w które wkrecało mnie i budowało wokół mnie z zapałem godnym lepszej sprawy sporo ludzi przez ostatnie miesiące ,( a i sam się w to wikłałem),
to uwolnienie dokonywało się o tako, zupełnie bez żadnego mojego aktywnego udziału :
nie byłem w stanie śpiewać ani nawet mówić - w drodze na spotkanie, co ciekawe dopiero w pociągu ( inaczej bym tam nie pojechał jakby zaczęło się to ciut wcześniej) , dopadł mnie (czego dawno ale to bardzo dawno u mnie nie grali ) fatalny i jak zwykle totalnie deprymujacy i zniechęcający mnie ból gardła, który wraz z upływem czasu jedynie narastał i narastał... z kulminacją pod koniec spotkania
c.d. polemiki:
dla tych którzy porównują mistrzów z powierzchownego punktu widzenia, analizy zachowań, ubioru czy odmienności kulturowych, czyli wciąż skupiają się na pozorach jako wyznacznikach oświecenia, miast rozpoznawać te same energie otwartego serca i oświeconego umysłu przejawiane na różne sposoby przez różnych mistrzów :
na ścieżce miłości by zaistniał przepływ miłości musi istnieć różnica potencjałów czyli ten który przekazuje Boską miłość jest "na górze" a ten który odbiera jest "na dole", wymaga to przyjęcia pewnej odbiorczej postawy, bo gdy tego nie ma, wtedy nie ma przepływu , a gdy jest, wtedy miłość która spływa, automatycznie podnosi adepta do wyższego poziomu świadomości ( co pięknie było widać , tak patrząc z boku i bez intencji koloryzowania , podczas dardzanu, zwłaszcza u tych którzy bezwarunkowo ufali temu mistrzowi i pięknie rozświetlali się podczas tego wchłaniania potężnych dawek boskiej energii miłości, co wzbudzało we mnie nawet pewną zazdrość, że nie jestem w stanie z tej "windy" skorzystać ze względu na swoje mentalne ograniczenia i przyjętą postawę)
- sprzyja temu procesowi taka czy inna otoczka budowana wokół świętego , atrakcyjna i pomocna dla tych którzy z jego pomocy korzystają... a czasem odrzucająca tych którzy widząc kogoś kto siedzi wyżej uznają automatycznie, że się wywyższa itp różni ludzie mają i nakładają na innych różne skojarzenia i doświadczenia....
na ścieżce mądrości na której nacisk kładzie się na medytację jest trochę inaczej i trochę innego rodzaju otoczka przyciąga innego rodzaju poszukiwaczy ( i pomaga im się zestroić z boskim źródłem), np. takich którzy preferują "skromność" mistrza który się zewnętrznie nie wyróżnia i nie "wywyższa", czyli potrzebują równie złudnego ale zupełnie innego niż na ścieżce miłości poczucia, poczucia równości - choć przecież ewidentnie i de facto NIE SĄ równi poziomem urzeczywistnienia mistrzowi, ale niektórzy nie lubią gdy ktoś im o tym przypomina w jawny i "ostentacyjny" sposób, zwłaszcza gdy sami czują się jakiegoś poziomu mistrzami i często pełnią takie np. nauczycielskie role co czasem nie pozwala im zejść poniżej pewnego poziomu ( wyobrażeń o sobie i ról jakie pełnią) - czyli wybierają takich a nie innych mistrzów, którzy swoim zachowaniem nie kolidują z ich systemem wyobrażeń o sobie, a wręcz wzmacniają je na pewnym etapie,
jak to często bywa przy okazji intencji rozwoju wybiera się mistrza również tak z doskoku na jedno spotkanie, dla własnego dobrego samopoczucia, jako kolejnej okazji do dowartościowania się i dla wywołania w sobie poczucia samozadowolenia czy samozachwytu, czy dla zwykłego podtrzymywania czy wręcz rozwijania poczucia posiadania kontroli i władzy nad swoim życiem , do których to "wyznaczników rozwoju" ludzie często są jakoś tam przywiązani
- na tej czy innej ścieżce czegoś się trzymać trzeba
wnioski:
fajnie jest spotykać mistrzów, takich czy innych, otwierać się na miarę własnych chęci , zdolności i możliwości i przyjmować od nich pomoc i wsparcie, to bardzo cenne,
a wręcz bezcennym jest gdy w tej różnorodności przejawień i ścieżek znajdujemy takiego mistrza który nam pasuje i odpowiada pod każdym względem i takąż ścieżkę
jedynie ci którzy uważają że wszystkich i wszystko przerośli zdani są tylko na siebie i na swoje ścieżki... niektórzy z nich faktycznie zdają się też na Boga ; )