Robię sobie codziennie patrzenie w oczy Braco (Krótko to trwa biorąc pod uwagę, że na swój rozwój przeznaczam średnio 1-3 godziny dziennie. Też krótko biorąc pod uwagę procentowo dobę, hmmm...) i czuję jak energia, która płynie, pozytywnie wzmacnia to co potrzeba w danym momencie. Jednoznacznie też czuję, że to nie jest jego energia, że to jest wewnętrzna energia w każdym, która nie jest tak naprawdę własna, bo nie może stworzyć przywiązań, a równocześnie jest najbardziej prawdziwa jako "ja". Kolejny namacalny dowód na miłość, lekkość i łaskę Boga, gdy tylko jest otwartość bez warunków, dogmatów i wysiłku.
Frisky
"Jego uwaga skoncentrowana jest na zjawisku negatywnym, przeciwko któremu on się wypowiada."
Jak każdy z jakąś wypartą traumą, która przesłania skutecznie pozytywne zjawiska i energie. Wtedy jest tendencja do mierzenia swoją miarą w celach kompensacji i ukrycia (sprytne ego) własnego problemu przed sobą i światem.
Na fanatyzm patrzę jeszcze też z innej strony. Fanatyzm to też forma przypodobania się Bogu/ Sile Wyższej (jakkolwiek się go pojmuje), żeby uratował, wyzwolił od tej traumy, żeby zasłużyć, być uznanym i ukochanym przez Boga i zabranym do raju - czasem dosłownie, czasem w przenośni. Myślą, że robią dobrze nawet przez wyparcie i przeniesienie swojej traumy na świat. Dlatego tak ważne, w działaniach duchowych, jest przebudzenie czystej świadomości=bezwarunkowej miłości.