Autor Wątek: Asertywność  (Przeczytany 2555 razy)

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-04-07, 13:02:48 »
W ramach ćwiczen asertywności powiedziałam mojej bratowej, że ja sie nie wtrącam do wychowania jej dziecka i czy psa więc życzę sobie, żeby i ona się nie wtrącała do moich spraw. Nie odzywa się teraz do mnie. Jakoś to przeżyję. Byłam bardzo zdenerwowana jak to mówiłam, ale i tak jestem z siebie zadowolona.
Poszło o psa, którego kupiłam. Ona mi odradzała psa, mówiła, ze lepiej suke bo psy sa agresywne. Ja kupiłam psa, który jest  bardzo łagodny. Tylko czasem jak ma już dość zaczepiania go to pokazuje kły i kłapnie w powietrze.
A niby jak ma powiedzieć, że ma juz dość i że wszelkie granice zostały przekroczone?! U mnie w rodzinie granice nie istnieją. A psy i dzieci trzeba tak spacyfikować, żeby nie były w stanie sie bronić.
Parę miesięcy temu jak mi tak wciskała, że mogę miec problem byłam z nim u tresera behawiorysty, kóry pomagał mi troche go tresować i też nie widział żadnego problemu. Ale moje bratowa miała i musiała mi sie wciskać z tymi swoimi radami.


Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-03-31, 08:27:36 »

Dzięki terapii nauczyłam się określać swoje granice i dbać o ich przestrzeganie na zasadach wzajemnego szacunku. I to wydaje mi się kluczem do tej "asertywności". W rodzinach DDA i DDD nie ma miejsca na szacunek, a jedynie agresję lub poddanie się. Stąd też albo narusza się cudze granice, albo walczy o swoje - pokojowe współistnienie nie ma w nich racji bytu.

Fajnie to napisałaś. Tez tak uważam :-)
Dodam jeszcze, że u DDA jest to tak odwrócone, że ustawienie granicy jest przedstawiane jako agresja. Bo tych granic między członkami rodzniy DDA nie ma. Ludzie sa jakby zrośnięci w jeden byt zwany rodziną. Tak to przynajmniej ja widzę.
I wiele spraw jest zerojedynkowe.
Tak jak to napisałaś: albo agresja albo poddanie się, ale tez albo z nami albo przeciwko nam, albo miłośc albo nienawiść.


I, to prawda, że czytanie książek nic nie da - jedynie wsparcie innej osoby i jej w pełni akceptująca postawa może w tym pomóc.
Nie neguję siły modlitwy, czy afirmacji, bo są one na codzień również ogromnym wsparciem. Tyle tylko, że czasem trudno samemu zobaczyć,  że tkwi się po uszy w szambie, które z racji rodzinnej tradycji nazywa się np kąpielą w spa ;)

Tak. Wsparcie osoby, która nas akceptuje i nie ocenia jest bardzo ważne. I chyba nie da się tego przeskoczyć samemu. Afirmacjami i książkami. Pewnych rzeczy po prostu trzeba doświadczyć w relacji z druga osobą.

JenKa

  • Wiadomości: 287
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-03-30, 22:49:12 »
Nie wiem, czy moje odczucia dotyczą asertywności.  Ale zmiany są tak ogromne, że nawet mnie samą to zadziwia - oczywiście pozytywnie.
Jak już wspominałam,  uczęszczam na terapię.  Poruszamy rozne tematy, ale oczywiście większość dotyczy rodziny. Ja, niestety, kontakty z najbliższą biologicznie jej częścią zerwałam - i to była chyba najlepsza decyzja w moim życiu.  Bo dopiero teraz przestałam bać się cudzych opinii, mam odwagę rozmawiać z ludźmi,  coraz więcej we mnie prawdziwej radości i , co najdziwniejsze, nawet głos mi się zmienił! Jest wyższy i czystszy niż kiedyś. I zauważam,  że inni chętniej mnie słuchają.
Dzięki terapii nauczyłam się określać swoje granice i dbać o ich przestrzeganie na zasadach wzajemnego szacunku. I to wydaje mi się kluczem do tej "asertywności". W rodzinach DDA i DDD nie ma miejsca na szacunek, a jedynie agresję lub poddanie się. Stąd też albo narusza się cudze granice, albo walczy o swoje - pokojowe współistnienie nie ma w nich racji bytu. Mnie samą zresztą terapeutka określiła na początku spotkań,  jako "pasywno-agresywną" i wskazała zachowania,  które dla mnie były uprzejme, a w rzeczywistości były wyrazem presji.
Wciąż jeszcze pracuję nad  poczuciem własnej wartości,  bo mam tu spore zaległości, ale przynajmniej wiem, skąd te braki się wzięły i jak nad nimi pracować.  I, to prawda, że czytanie książek nic nie da - jedynie wsparcie innej osoby i jej w pełni akceptująca postawa może w tym pomóc.
Nie neguję siły modlitwy, czy afirmacji, bo są one na codzień również ogromnym wsparciem. Tyle tylko, że czasem trudno samemu zobaczyć,  że tkwi się po uszy w szambie, które z racji rodzinnej tradycji nazywa się np kąpielą w spa ;)
« Ostatnia zmiana: 2016-03-30, 22:53:17 wysłana przez JenKa »

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-03-30, 09:28:13 »
Ja miałam elementy asertywności na różnego rodzaju kursach/szkoleniach. Tam są raczej formułki, komunikaty typu ja czuję to gdy ty robisz to itp. Raczej mało mi się przydały. Moim zdaniem przy wysokiej samoocenie asertywność załatwia się sama.

Ja parę razy wypożyczałam sobie jakąś książkę o asertywności i też nie czułam tych formułek. Ale teraz jak zajęłam sie na serio swoimi emocjami, przestaje powoli je tłumić zaczynam to czuć i czuje też potrzebę stawiania granic innym.
I zgadzam się, ze przy wysokiej samoocenie łatwiej byc asertywnym, ale raczej pewne umiejętności czy zachowania nie pojawią sie nagle i juz od razu opanowane. Ostatnio dochodzę do wniosku, ze warto pewne rzeczy po prostu ćwiczyć. I liczyc się z tym, że na początku będzie trudno i nie zawsze wyjdzie tak jak chcemy.

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-03-30, 09:16:18 »
na początku tak jak Ty tłumiłam swoją złość i moja rodzina była do tego przyzwyczajona i na głowe mi wchodziła, później jak zaczęłam wnosić reakcje to były one czasem asertywne, a czasem pełne złości, bo było jej we mnie tak dużo, że nie panowałam czasem nad sobą, to powiedzieli, że do sekty wstąpiłam ;).

no właśnie mi tez nie zawsze wychodzi asertywnie, ale postanowiłam doceniać każdą moją próbę, bo przecież dopiero się uczę :)

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2016-03-30, 08:14:14 »
Furyah
Bo nie ma jednej slusznej odpowiedzi. Kazda relacje trzeba rozpatrywac indywidualnie, duzo zalezy od Ciebie - Twoich potrzeb, gotowosci, samooceny, itd.

Skup sie przede wszystkim na tym czego Ty chcesz i potrzebujesz, w miare uzdrawiania danej relacji powinno sie wyklarowac czy jest sens ja trzymac czy nie. Nie zalecalbym podejmowac pochopnych, emocjonalnych decyzji, ale rowniez nie polecam trzymania na sile czegos co nie wnosi nic dobrego do Twojego zycia.

furyah

  • Wiadomości: 571
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-03-29, 21:26:01 »
No właśnie, pytanie co robić w przypadku toksycznych relacji? Odcinać czy uzdrawiać? Bo już słyszałam naprawdę różne wersje

furyah

  • Wiadomości: 571
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-03-29, 17:23:25 »
Ja miałam elementy asertywności na różnego rodzaju kursach/szkoleniach. Tam są raczej formułki, komunikaty typu ja czuję to gdy ty robisz to itp. Raczej mało mi się przydały. Moim zdaniem przy wysokiej samoocenie asertywność załatwia się sama.

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-03-29, 17:20:06 »
Cytuj
Trudność będzie polegała na tym, że wiele osób jest przyczajona do tego jaki wizerunek siebie prezentujesz i trudno będzie im przyjąć nowy. 

Oj tak, Lilliole ja taki kurs zrobiłam dawno temu na początku mojej drogi i bardzo mi się przydał, na początku tak jak Ty tłumiłam swoją złość i moja rodzina była do tego przyzwyczajona i na głowe mi wchodziła, później jak zaczęłam wnosić reakcje to były one czasem asertywne, a czasem pełne złości, bo było jej we mnie tak dużo, że nie panowałam czasem nad sobą, to powiedzieli, że do sekty wstąpiłam ;). Później na kolejnych kursach ćwiczyłam asertywne reakcje na różniste sytuację i było to bardzo pomocne. Uważam, że asertywności powinni w szkołach uczyć.

Michał486

  • Wiadomości: 802
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-03-29, 13:43:05 »
Jeśli zerwiesz kontakt to raczej niczego nie uzdrowisz. Zostawisz sobie to tylko na później, a do tego będziesz czuła na sobie presję rodziny i otoczenia.
To co robisz jest dobre, prowadzi do uzdrowienia.
wiele jeszcze sobie uświadomisz po drodze czemu tak a nie inaczej działałaś czemu na to pozwalałaś i krok po kroku to w sobie zmienisz.

Trudność będzie polegała na tym, że wiele osób jest przyczajona do tego jaki wizerunek siebie prezentujesz i trudno będzie im przyjąć nowy. 

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-03-29, 13:37:52 »
Jeżeli chodzi o asertywność to w sumie stawiam pierwsze kroki. Ale czuję, zę tego potrzebuję. Chcę jasno i wyraźnie komunikować czego chcę i jak się czuję w danej sytuacji.
Nie mówię, że zawsze i za wszelka cenę. Ale i tak chcę :-)

Czy ktos może przechodził kurs asertywności? Warto na cos takiego pójść?

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-03-29, 13:34:17 »
A ja nie chce już próbować wszystkich zrozumieć. Robiłam to przez wiele lat. Ze wszystkich sił. Wszyskich zrozumiec i wytłumaczyć. Unikałam pewnych tematów, żeby nie zadrażniać.
Mogę w sumie zerwać stosunki z rodziną, ale mam wrażenie, że jak nie załatwię tego z nimi to przyciągnę podobnych. Moze nieco lepszych. Że to będzie ucieczka.
NIe chce nikogo na siłe prowokowac. Ale chcę dać jasny komunikat, że w mojej obecności pewnych rzeczy sobie nie życzę. I że będe sue zachowywac w zgodzie ze sobą.
W tej chwili czuje to tak, że to będzie komunikat do tych ludzi, ale ta naprawdę głównym adresatem będzie Wszechświat. I ja. Bo pragne zrobic coś czego sie bardzo boję. I to chyba takim dziecięcym lękiem. Że stanie sie cos złego, ale nie wiem co. Że zostane sama do końca życia i nikt sie do mnie nie odezwie. To sa takie typowo dziacięce lęki.
Jak mi się uda to inaczej uzdrowić zanim znajde się w takiej sytuacji to moze i konfrontacji nie będzie.

Michał486

  • Wiadomości: 802
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-03-29, 13:20:09 »
Nie lubię spotkań w większym rodzinnym gronie.
dość często na nich zadawano mi konfrontacyjne, prowokujące pytania. Takie jako wstęp do manipulacji i oceniania mnie.
Dość wczesne zauważyłem próby manipulacji mną i jakoś nie dawałem się w nie wciągać ale zawsze dużo energii mnie to kosztowało ileż prościej jest nie pokazywać się na takich spotkaniach.

Jestem na nich rzadkim gościem, mam tyle łatwiej że mieszkam daleko od rodziny i widuję się ostatnio raz na rok.
wolałbym mieć poukładane normalne kontakty jak unikać kontaktu. 
to jest takie wpadanie z jednej skrajności w drugą.

Teraz jestem na etapie, że buduję te relacje na nowo i nie ze wszystkimi.
Każdy ma swoją karmę, nie ma co się obrażać na nikogo, staram się rozumieć, że potrzeba manipulacji, oceniania i konfrontacji wypływa raczej z nieuzdrowionych obciążeń a nie ze świadomej woli.


Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-03-29, 13:07:08 »
W rodzinach DDA nie ma miejsca na asertywność, wyrażanie siebie czy mówienie o swoich uczuciach. U mnie tez tego nie było. Ale teraz odczuwam potrzebę dbania o siebie i o to co czuję. I wręcz konfrontacji.

Najpierw zaczęłam konfrontować sie ze swoja matką. Pierwsze konfrontacje raczej nie były zbytnio asertywne (bywały nawet dość agresywne), ale z czasem są coraz asertywniejsze i bardziej konstruktywne. I rzeczywiście często jest dialog, a nie obrona swoich granic.

Ale czuje jeszcze, że potrzebuję jeszcze czegos takiego w relacji z dalsza rodziną, która mieszka dość blisko i jest ich sporo, a więc i sporo uroczystości rodzinnych. Na ten moment czuję, że nie jestem w stanie całkowicie uciąć kontaktów, bo jeszcze mam tam coś do uzdrowienia. A tym co mam do uzdrowienia byc może jest wyrażanie siebie, tego co czuje nawet w niesprzyjających warunkach.
Zbyt wiele lat nie reagowałam ze strachu, dla świętego spokoju, żeby kogoś nie urazić. Stałam się mistrzem w nierobieniu przykrości agresorom. Wydawało mi się, że powinnam byc ponad to. I nie wtrącać się. Mój ojciec mawiał : "Mądry głupszemu ustępuje". Teraz wiem, że tak mówił bo po prostu bał sie konfrontacji.
Na takich spotkaniach rodzinnych bywa, że znajdują sobie kozła ofiarnego i nabijaja sie z niego. Często jest to dziecko. Od jakiegoś czasu starałam się jakoś reagować. Ale teraz uważam, że to były zbyt słabe reakcje typu "przestańcie", albo zmiana tematu.
Ale teraz mam jakąś taka potrzebę silniejszej reakcji. Nazwania agresji agresją, kłamstwa kłamstwem. Przyjęcia jasnego stanowiska, że pewnych rzeczy nie życzę sobie w moim towarzystwie. Bardzo się boję. I jak sie na to zdecyduję to pewnie nie wyjdzie zbyt asertywnie. Ale to sa dla mnie nowe zachowania, więc może byc różnie. Zakładam tez najgorszy scenariusz, ze zostanę obkrakana i wszyscy sie obrażą.

Czy ktos z Was może przechodził przez cos takiego?