W rodzinach DDA nie ma miejsca na asertywność, wyrażanie siebie czy mówienie o swoich uczuciach. U mnie tez tego nie było. Ale teraz odczuwam potrzebę dbania o siebie i o to co czuję. I wręcz konfrontacji.
Najpierw zaczęłam konfrontować sie ze swoja matką. Pierwsze konfrontacje raczej nie były zbytnio asertywne (bywały nawet dość agresywne), ale z czasem są coraz asertywniejsze i bardziej konstruktywne. I rzeczywiście często jest dialog, a nie obrona swoich granic.
Ale czuje jeszcze, że potrzebuję jeszcze czegos takiego w relacji z dalsza rodziną, która mieszka dość blisko i jest ich sporo, a więc i sporo uroczystości rodzinnych. Na ten moment czuję, że nie jestem w stanie całkowicie uciąć kontaktów, bo jeszcze mam tam coś do uzdrowienia. A tym co mam do uzdrowienia byc może jest wyrażanie siebie, tego co czuje nawet w niesprzyjających warunkach.
Zbyt wiele lat nie reagowałam ze strachu, dla świętego spokoju, żeby kogoś nie urazić. Stałam się mistrzem w nierobieniu przykrości agresorom. Wydawało mi się, że powinnam byc ponad to. I nie wtrącać się. Mój ojciec mawiał : "Mądry głupszemu ustępuje". Teraz wiem, że tak mówił bo po prostu bał sie konfrontacji.
Na takich spotkaniach rodzinnych bywa, że znajdują sobie kozła ofiarnego i nabijaja sie z niego. Często jest to dziecko. Od jakiegoś czasu starałam się jakoś reagować. Ale teraz uważam, że to były zbyt słabe reakcje typu "przestańcie", albo zmiana tematu.
Ale teraz mam jakąś taka potrzebę silniejszej reakcji. Nazwania agresji agresją, kłamstwa kłamstwem. Przyjęcia jasnego stanowiska, że pewnych rzeczy nie życzę sobie w moim towarzystwie. Bardzo się boję. I jak sie na to zdecyduję to pewnie nie wyjdzie zbyt asertywnie. Ale to sa dla mnie nowe zachowania, więc może byc różnie. Zakładam tez najgorszy scenariusz, ze zostanę obkrakana i wszyscy sie obrażą.
Czy ktos z Was może przechodził przez cos takiego?