Pozytywne Inspiracje

Forum => Związki a rozwój duchowy => Wątek zaczęty przez: maciej pawłucki w 2011-10-04, 13:31:18

Tytuł: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-04, 13:31:18
Ania odeszła i wszystko straciło sens, dni stały się szare, wieczory ciemne i mroczne, a noce pachną odchłanią piekielną...
Nie potrafię pogodzić sie z jej odejściem z jej brakiem miłości, nie umiem odzyskać radości życia. Chciałbym ją odzyskać... radość życia i cel istnienia. Wraz z Anią odeszła ochota i zapał do pisania, trzy różne książki zaczęte i rzucone w kąt. Pisarstwo nie daje mi już radości, czuje wszechogarniającą niemoc i nie umiem się z niej uwolnić.
Panie Leszku, nie umiem samemu się uzdrowić...
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2011-10-04, 19:21:55
Dasz radę. Twoje życie ma sens również bez Ani. Nie potrzebujesz jej miłości ani niczego innego. Całą miłość radość  i cokolwiek, co jest co potrzebne powinno pochodzić od ciebie samego. Jeśli jest inaczej to zaczynają się problemy.

afirmacje
Moje życie ma sens bez względu no to, co wybierają inni. Sam potrafię doświadczać radości, sensu istnienia i miłości .
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-04, 21:03:46
Mariuszu.

Kiedy ja nie umiem znaleźć w sobie takiej siły, aby sobie to powiedzieć, nie znajduję w sobie tej radości. Jak to zrobić, co uczynić, aby to poczuć, iż Jej nie potrzebuję?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2011-10-04, 21:12:23
Maciej Pawłucki
Jeśli potrafiłeś znajdować sobie radość zanim ją poznałeś, to potrafisz i teraz. To jest "umiejętność" niezależna od warunków zewnętrznych. Tu po prostu została trauma po rozstaniu która odciąga uwagę od tej radości i zdolności jej doświadczania. Chyba warto się przekonać, że radość jest dla Ciebie ważniejsza od związku z nią.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2011-10-04, 21:41:20
"Kiedy ja nie umiem znaleźć w sobie takiej siły, aby sobie to powiedzieć, nie znajduję w sobie tej radości."

to też przerabiamy na afirmację, czyli

"potrafię znaleźć w sobie siłę, która sprawia, że moje życie ma sens"

może też być w innej bardziej łatwej i możliwej na początek dla podświadomości formie - przez zasługiwanie

cvzyli np "Zasługuję na to, aby doświadczać sensu istnienia niezależnie od Ani"
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-04, 21:42:14
Witku.

Właśnie nie do końca. Albowiem Anie poznałem w ósmym miesiącu " żałoby" po stracie poiprzedniej partnerki. Przed Anią było tylko cierpienie i nie było żadnej radości. Dopiero Ania wniosła Słońce do mojego domu, a teraz je zabrała... :(
Ogólnie od 5 lat w moim życiu jest mnóstwo bólu, rozczarowania i zawodu. Od 5 lat próbuję rozstać się z żoną, która usilnie trzyma mnie i powtarza : nie dam ci rozwodu, nie zbudujesz szczęścia na moim nieszczęściu, nie dam ci odejść. W ciągu ostatnich lat, odkąd rozstąłem się z żoną, wszystkie trzy związki zakończyły się fiaskiem, nie wiem czy żona nie rzuciła na mnie klątwy :(. Tak przynajmniej twierdzi cygańska wrózka i ja chyba też to czuję.
Zastanawiałem się na sesję regresingu, co myślisz?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: J007 w 2011-10-04, 21:50:41
Ło jezu ;)
Chłopie to psychoterapia po całości cię czeka.
Jeśli po KAŻDEJ babie tak cierpisz to pomyśl skąd takie reakcje.
Jeśli doły będą za mocne to pomysl czy to nie depresja i udaj się po pomoc w REALU.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2011-10-04, 21:52:53
Może się przydać.

Wydaje mi się, że podświadomie bardziej zależy Ci na odczuwaniu rozpaczy, tęsknoty po rozstaniach, niż trwałego stanu szczęścia i radości. Póki źródłem szczęścia i radości są dla Ciebie inne osoby i relacje z nimi póty będzie boleć gdy będą one odchodzić. Można powiedzieć że jest Ci z nimi dobrze, bo reflektujesz ich uczucia, ich "światło" w czasie gdy sam nie masz jego źródła, niektórzy to nazywają to typem księżyca i typem słońca. Typ księżyca to osoby, które będąc same, uczuciowo są przygaszone ale w w przypadku spotkania osoby która ich kocha, zaczynają rozkwitać i być pełnymi entuzjazmu. Typ słońca to osoby które same "promieniują" szczęściem i radością, które odkryły ich źródło w sobie i żyją w zgodzie z tym.  "Typ słońca" jest czymś bardziej naturalnym dla każdego człowieka.
Można powiedzieć że w twoim sercu "pochodnia" się nie pali a jest tylko lustro, które odbija światło innych pochodni dając wtedy wrażenie że samo emanuje światłem. Potrzeba tu zapalić tę pochodnię w sercu, czyli odkryć w sobie źródło nieskończonego szczęścia, radości i miłości:) Wtedy inni nie są w stanie tego nam odebrać ani tego w nas zgasić.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2011-10-04, 21:55:47
A i zgadzam się że temat się rozwiązuje przy jakiejś formie psychoterapii.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-04, 21:58:42
W jaki sposób może pomóc mi regresing i kto móglby mi pomóc. Ja sam nie daje sobie z tym rady i potrzebuję pomocy z zewnątrz. Bardzo trafnie to ująłeś, to nie dobrze iż mam tylko lustro w sobie, bo teraz ono odbija cierpienie.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2011-10-04, 22:00:17
Jak działa regresing możesz poczytać w artykułach na temat. No a jak szukasz terapeuty-regresera, to tu ich lista : http://regresing.org/lista-regreserow/
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-04, 22:03:16
A co ty Witku, myślisz? Gdybym do Ciebie zwrócił się o pomoc, wiedziałbyś jak mi pomóc?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2011-10-04, 22:08:58
Na teraz mogę poradzić, pracę z afirmacją "Moje ... źródło miłości, szczęścia i radości jest we mnie" i Medytacje miłości (CD) Leszka Żądło

A jeśli interesują Cię sesje regresingu, to zapraszam na stronę internetową w moim profilu, tam są szczegóły i cennik.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2011-10-04, 22:10:14
 Witek jest bardzo kompetentny :-), praktycznie nie mam żadnych zarzutów do jego poglądu, bo jest znakomity. Ale to, czy ci pomoże zależy nie tylko od niego co raczej od Ciebie, czyli od tego, czy byś się stosował do zaleceń.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2011-10-04, 22:13:21
Dzięki za tak szczere i konkretne słowa:)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2011-10-04, 22:24:19
ha, a jeszcze miałem spytać tylko mi gdzieś się zapominało - jakim praktykom zawdzięczasz obecny pogląd w największym stopniu? JEśli medytacji to jakim rodzajom?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-04, 22:33:54
Bardzo chętnie poddam się regresingowi i będę wykonywał polecenia i współpracował :). A co myślicie, że mógłbym zrobić to na miejscu w Londynie, czy lepiej przylecieć do Polski?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2011-10-04, 22:37:09
Po pierwszych regresingach się mocno odblokowałem, potem jeszcze parę uzależnień duchowych uwolniłem (m.in. od Jacka now z cudu) i mi się samo wszystko po kolei klarowało. Olbrzymią ilość informacji przysporzyło mi pisanie postów na cudzie, po prostu pod wpływem jakichś wypowiedzi z zewnątrz, zacząłem zwracać uwagę na intuicję w danym temacie i w sam w trakcie pisania dowiadywać się różnych nowych rzeczy. Dużo dała kontemplacja cech urzeczywistnienia.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2011-10-04, 22:42:03
maciej p
Jak masz na miejscu to pewnie można spróbować na miejscu u urzędującego tam regresera:) No a jeśli Cię stać na przyloty do Polski to możesz i tak. W każdym razie zazwyczaj sesji jest potrzebnych przynajmniej kilka. Bez tego zawsze są pożyteczne i tak afirmacje, medytacje etd.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2011-10-05, 05:40:28
Maciej Pawłucki
Nie ma klątwy żony. Jest za to ogromne poczucie winy. Trudno powiedzie ć, jakie jest jej źródlo, bo prawdopodobnie nie tylko presje  żony, która nie chce się zgpdzić na rozwód.
No i jest jeszcze zapewne coś, co nie zostało tu wyartykułowane. Gdyby nie było dzieci i wspólnego majątku, to zapewnienia  żony, że nie da rozwodu, można by włożyć między bajki. Żaden sąd by nie wziął ich pod uwagę.
A co do związków, które się rozpadły - z kobietami zazwyczaj tak jest, że chcą mieć faceta dla siebie, a nie dzielić go z niechcianą czy chcianą żoną. Wyjątki typu "ta trzecia" zdarzają się wyjątkowo rzadko.
W GB jest teraz regreserka, ktora niedługo będzie na liście. NA razie jestem poza domem i nie mogę tej listy uzupełnić.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-05, 08:14:01
Panie Leszku.

A czy udało się panu dowiedzieć czegoś więcej z analizy mojego zdjęcia? Czy gdybym wysłał jeszcze zdjęcie Ani, mógłby pan zrobić porówanie partnerów? Chce ją odzyskać, ale też chce pomóc samemu sobie, chce zamienić " lustro", które mam w sercu w" pochodnie". Choć sam myśle iż to raczej "wulkan", który spala mnie od środka.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-05, 08:25:43
A jeśli chodzi o moją drugą partnerkę, która odeszła, to zapewniła mnie i zapewnia do dziś, albowiem jestem z nią w bliskim kontakcie, że nie żona i dzieci były problemem tylko coś we mnie. Za mocno ją kochałem, za wielkim pesymista byłem, podobno ciągle ciągnąłem ją w dół i byłem zazdrosny. Coś nie tak jest we mnie, chciałbym się zmienić, potrafić mniej kochać, uwolnić się od ogromnej potrzeby kochania, czuję się szczęsliwy tylko wtedy gdy jestem zakochany i kocham na zabój, oddaję się  cały, a one mnie rzucają. Bardzo chce się zmienić i odzyskać Anię. Może powinienem udac sie do pana na terapię, albowiem czuję iż ścieżka którą idę prowadzi do zatracenia, nie umiem sam sobie pomóc.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: hydrozagadka w 2011-10-05, 11:17:01
Maciej - Ty nie kochałeś za bardzo, Ty "(za)kochałeś" za bardzo - miłość, spokojny przepływ miłości, obywa się bez zaborczości, bez uzależnienia, bez wciskania się i bez odpychania - w ten sposób nie można kochać za bardzo.
Za bardzo można mieć obsesję, można być za bardzo uzależnionym od danej osoby, można za bardzo wiązać swoje samopoczucie z postępowaniem drugiej osoby, można za bardzo smęcić, można za bardzo przyciągać i odpychać (taka gierka lub taki wzorzec) - ale to nie jest miłość. a że sam powiedziałeś, ze masz w sobie takie elementy, to tego warto byś się wyzbył.

Grunt wg mnie to podniesienie samooceny, by tak nie postępować.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: DarkAngelbubu w 2011-10-05, 11:44:37
"... Ania odeszła i wszystko straciło sens, dni stały się szare, wieczory ciemne i mroczne, a noce pachną odchłanią piekielną...
Nie potrafię pogodzić sie z jej odejściem z jej brakiem miłości, nie umiem odzyskać radości życia. Chciałbym ją odzyskać... radość życia i cel istnienia. Wraz z Anią odeszła ochota i zapał do pisania, trzy różne książki zaczęte i rzucone w kąt. Pisarstwo nie daje mi już radości, czuje wszechogarniającą niemoc i nie umiem się z niej uwolnić.
Panie Leszku, nie umiem samemu się uzdrowić... "

:))))) Osz ku..:)
Normalnie jak przeczytałem, to w pierwszym momencie pomyślałem, że straciłem na moment pamięć i cofnąłem się o dobrych ponad kilka lat i znowu piszę na CUDzie jako Bubu,  Dark Angel lub Jacek Izdebski :))))

Chłopaku, powiem Ci tylko tyle. Jak odblokują  CUD i pewne wątki, to znajdź mnie tam pod tymi nickami co podałem wyżej i czytaj, czytaj czytaj...

Wszystko co napisałem na temat Ani . Jednej i drugiej Ani ..i na tematy innych nie Ań :)


Jak już to wszystko przeczytasz i przemielisz, to powiem Ci tylko tyle, że teraz to wspominam ze śmiechem na ustach.
Jestem od lat w najbardziej odpowiadającym mi związku miłości, a tamte zdarzenia  wspominam jako  przygody, których musiałem doświadczyć by zrozumieć czego naprawdę chcę i oczekuję w miłości i związku.

Aha, jak Ci Leszek powie byś dał sobie spokój z tą albo inną to lepiej posłuchaj i zastosuj.
I dużo sesji Regresingu, szczególnie na trzeźwość i przytomność.
I przestań się do cholery jak baba zachowywać. Nie tylko ty miałeś żonę  czy dzieci, czy jakieś tam Anie po drodze do szczęścia :]

A najlepiej się otwórz na idealny dla siebie związek odpowiadający Ci pod każdym względem.
 Jak nie jesteś z Anią, to sobie odpuść, bo to widać jeszcze nie ten związek !

( ps. eh, i po co i do kogo ja to pisze ???????? :)))) .. przecież i tak nie posłucha i nie zrozumie :))) Tak jak ja nie słuchałem i nie chciałem zrozumieć :)))))) )

Ale mimo wszystko życzę powodzenia.
:D

Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: kinga roszczyniała w 2011-10-05, 18:12:26
Hej DarkAngel, fajnie że znowu zacząłes się odzywac na forum. Wspominamy Cię ciepło :) Pozdrowionka :))
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Olga w 2011-10-05, 18:25:17
hehe, Bubu fajnie piszesz:))
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-05, 19:46:40
Dark Angel.

Dzięki za ciepłe i trafne słowa :). Wiem, że wiele jest w nich racji jednakże teraz tak trudno się do nich zastosować. Bardzo chciałbym podnieśc samoocene i nie wiem jak to zrobić, a jednocześnie chciałbym znowu być z Anią. Nie chce się poddać, chciałbym o nią walczyć, ale chce być już inny. Chce ją odzyskac i być silny.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Szafirowy Błękit w 2011-10-06, 00:15:07
maciej pawłucki

W takim stanie emocjonalnym podejmowanie korzystnych dla siebie decyzji jest jak poruszanie się w silnej mgle.
Najpierw teraz zadbaj o siebie, o swój stan psychiczny.Może mogłyby Ci pomóc esencje Bacha.One bardzo ładnie
oczyszczają z różnych stanów emocjonalnych, pozwalają uzyskać dystans do wielu spraw, wyciszają i są całkowicie
naturalne.Działają też jak pozytywne afirmacje.Może na początek mogłyby Ci pomóc się zdystansować, trochę "stanąć na nogi" i pozyskać siły do dalszych kroków pracy nad sobą.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: DarkAngelbubu w 2011-10-06, 00:58:04
Maciej

O Miłość się nie walczy ! :))
Miłość jest wynikim Otwarcia się i Gotowości na nią.
Masz duże pokłady miłości w sobie i widzę, że pragniesz jej jak ja kiedyś.
I popełniasz ten sam błąd co ja kiedyś.
Żebrzesz o miłość.
I tak jak każdy żebrak dostaniesz tylko ochłapy.

Ps.jak wstanę to napisze więcej :)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: DarkAngelbubu w 2011-10-06, 01:02:49
I jeszcze jedno.
"..Chce ją odzyskac i być silny.."

Wpierw stań się silny. Anie lubią silnych stanowczych, wiedzących czego chcą mężczyzn. I nie tylko one :)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2011-10-06, 05:12:05
maciej pawłucki
1. Zlecenia badania było konkretne, więc nie szukalem odpowiedzi na pytania, ktore nie zostały zadane.
2. Znalazło się tu wiele cennych rad, ktore warto zastosować.
3. Podnoszenie samooceny to proces dość łatwy, choć długotrwały. Wymaga stosowania właściwych dla tematu afirmacji. Można się inspirować książkami Ja - Niwińskiego, 6 filarówe poczucia własnej wartości i kilkoma innymi.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-06, 09:26:35
Panie Leszku.

Chciałbym  zlecić panu porównanie partnerskie moje i Ani. Chcę wiedzieć czy mam czekac na tą kobiete, czy jej się coś odmieni, czy przejży na oczy i dostrzeże jak wspaniałym facetem jestem i kogo straciła. Dzis, tzn zaraz dokonam przelewu. Dziękuję bardzo.
Maciej
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-06, 09:28:57
Dark Angel.

Ale ja nie okazuję jej słabości, nie pisze nie dzwonie, nie żebrzę o miłość...
Ona też milczy :(
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: J007 w 2011-10-06, 09:56:50
Maciej,
szkoda kasy ;)

Pomyśl.
Laska cię olała i na pewno o tobie już nie myśli, a ty zrobisz sobie analizę i co ci ona da ?
Wyjdzie ci, że mogłoby być fajnie, a ona ma to w dupie więc jej analiza nie przekona.
Wyjdzie, że związek nie miał przyszłości i co z tego skoro już się rozpadł.

Poukładaj sobie w głowie, wyjdź z dołów zmień WSZYSTKO co umiesz w temacie tworzenia związków, bo doprowadza cie to do kolejnych katastrof emocjonalnych i życiowych.
Zainwestuj w siebie i w swoje zdrowie psychiczne wszelkimi metodami, a baby na jakiś czas ( ponad 8 miechów ) olej.
Ze śmietnikiem na tematy damsko- męskie wykreujesz sobie kolejną porażkę i kolejne doły.
Poukładaj sobie życie na włąsnych nogach, a potem zacznij tworzenie związków w inny sposób niż dotychczas.


Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-06, 10:10:30
J 007.

Nie szkoda mi kasy, oddałbym wszystko nie tylko materialne by ją odzyskać.
A jeśłi olała, to dlaczego, nim wyjechałą do USA ( wyjechałą na 2 miesiące do pracy na uniwersytecie) było wszystko świetnie zapewniała że kocha, że nie patrzy w moją przeszłość tylko w przyszłosć, że damy radę, że pieniądze nas nie rozłaczął, jak tylko dostanę rozwód chciałą abyśmy się zaręczyli, wyznawała miłosć, płąkałą jak wyjeżdzałem i ci się stało, po 5 dniach w USA wszzystko przemyślął i nie ejstem facetem dla niej???


Dlatego potrzebuję tej analizy
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: J007 w 2011-10-06, 10:25:16
Trudno tłumaczyć komuś kto jest zamknięty na pomoc i w swoim świecie.

Bez analizy powiem ci, że jesteś za miękki jak na polskie warunki, a stany by cię łyknęły i wypluły.
Jeśli byłeś żonaty tzn. że jesteś pełnoletni, a zachowujesz się jak 15 latek z dawnych czasów, bo  z tych to dzieciaki mają mniej wyidealizowane podejście do życia i związków.

Pooglądaj MTV jak przebierają laski facetów i zrewiduj swoje poglądy na związek.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-06, 10:47:02
Od pięciu lat mieszkam i żyję w Londynie i radzę sobie cąłkiem nieźle, to że tak bezgranicznie kocham tzn, że jestem miękki?
Przez pierwszy rok byłem sam jak palec, po starcie ukochanej i jakoś przeżyłem.
J007 ja nie chcę laski z MTV, czy ty masz kobietę z MTV? Czy każdą wrzucasz do tego samego worka??
Uważasz, ze stany ją odmieniły?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: J007 w 2011-10-06, 10:52:25
Tak, uważam, że laski zmienia otoczenie lub wyciąga z nich to co w nich jest skrywane.

Tak jesteś miękki, że "bezgranicznie kochasz".
To się nazywa uzależnienie i da się leczyć.
Nie dało ci do myślenia powtarzanie scenariusza w kolejnych związkach ?
Tamta była "ukochana" i ją straciłeś, ta jest "ukochana" i ją straciłeś, żona pewnie też była "ukochana" skoro jej ślubowałeś.
Pobudka.
Za dużo tych " UTRACONYCH MIŁOŚCI " nie sądzisz ?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-06, 10:59:01
Tak, uważam, że za dużo. Dlatego chcę, aby ta była ostatnia. chcę aby była już na całe życie.
A myślisz, że jak wróci do KRK do oprzytomnieje? Zobaczy, że mnie nie ma i zatęskni?
ok może po mnie jechać, ż ejestem miękki ile chcesz, tylko prosze cię o jedno, zastanów się na spokojnie przez chwilę, pomyśl bez złości na mnie za mją miękkośc i powiedz: czy moze się tak zdarzyć, że gdy wróci do Polskich realiów i zobaczy wszystkie moje rzeczy, pusty pokój i łóżko to zatęskni, zechce wrócić??
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: J007 w 2011-10-06, 11:05:07
Ja jestem spokojny i nie mam na ciebie złości ;)
Próbuje ci pomóc i wierz mi, że z doświadczenia, a nie z domysłów :)

Odpowiedz sobie na pytanie co to za związek ( idealny z prawdziwą miłością ) , że laska zapomina o tobie w 5 dni poza krajem ?
Co to za związek, w którym po powrocie zatęskni bo będzie miała pusto
w pokoju ?

Czy chcesz laskę, która chce z tobą być z przerwą na .... sam sobei dopowiedz co.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Szafirowy Błękit w 2011-10-06, 11:28:39
No ja bym się  nie wzorowała na MTV, bo te wzorce to raczej nie idą w dobrym kierunku ;-)
Maciej
to się nazywa współuzależnienie i syndrom DDA.....wszystko uzależniasz od poczynań drugiej osoby,
oddajesz swoje życie w inne ręce....Twoje samopoczucie jest bardzo mocno uzależnione od tego
co ta druga osoba zrobi a czego nie zrobi.....
Mniej więcej to jest takie działanie : wyobraź sobie, że mieszkasz z alkoholikiem i robisz wszystko co w Twojej "Mocy"
                                                          aby on się nie napił - wylewasz alkohol, pijesz z nim aby on mniej tego alkoholu wlał
                                                          w siebie, tłumaczysz mu szkodliwość jego czynów dla jego zdrowia, dla rodziny,
                                                          kontrolujesz i sprawdzasz co on robi i gdzie chodzi, robisz wszystko aby tylko przestał
                                                           pić.....A on najzwyczajniej na świecie ma Cię daleko gdzieś i tak idzie pod budkę z
                                                           piwem!
                                                          Nie jesteś w stanie na nikogo wpłynąć, zmienić możesz się tylko Ty ......
 

 
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-06, 11:29:31
Wiesz, jej poprzedni związek to była odwrotność naszego. Ona chciała dac swojemu facetowi to wszystko co ja daję jej teraz i oczekiwała od niego tego, a nie dostawała nic. Ode mnie dostała wszystko czego pragnęła, czułość, opiekę, zainteresowanie, romantyzma "nieziemski sex" jak sama mówiła :D i nawet po rozstaniu wspominała :) i wiesz co ? To chyba ją przerosło i przeraziło, dostała wszystko czego pragnęła przez trzy lata poprzedniego związku, dostaał ode mnie w tak krótkim czasie i ... uciekła. Tak myślę, chyba nie sądziła, że jeszcze kogoś takkiego jak ja spotka i doświadczy tyle dobra. Odchodząc powiedziała : nie załuguję na Ciebie, dostałam od ciebie mnóstwo czułości i namiętności jakiej nie zaznałam, ale nie potrafię kochac jak ty, ranię cię i nie mogę tego znieść. Załugujesz na kogoś lepszego...
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: J007 w 2011-10-06, 11:48:56
Jakbym was obydwoje znał na żywo to powiedziałbym co było prawdą, a co iluzjom.
Powiem tylko, że ludzie nie zawsze mówią prawdę i co innego robią, a co innego deklarują.
Czy wróci czy nei wróci to nie zmienia faktu, że to ty masz problem z tymi babami i pora to poukładać.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: DarkAngelbubu w 2011-10-06, 13:11:22
"..Tak, uważam, że za dużo. Dlatego chcę, aby ta była ostatnia. chcę aby była już na całe życie..."

Maciej :) normalnie wlewasz powiew radości w moją prawie spełnioną w tym życiu duszę :)
Jak to czytam to mam banana na twarzy, bo sobie przypominam jak tak samo jak Ty myślałem a nawet gorzej.
Ale to wszystko jak wspomniałem masz do sprawdzenia na Cudownyportal.pl .

To co Ci napisał  J007 to niestety prawda.
To co napisał Leszek też.

Domyślam się co teraz musisz przechodzić i gadanie, że za kilka lat będziesz to wspominał ze śmiechem na ustach i dziękował Bogu, że Cie uchronił przed tą "życiową pomyłką" na nic się teraz zda :)

Mogę Ci więc zaproponować to, co mi pomogło.
Czyli:

"  2004-06-12 Bagińska Magdalena
Idealne „połówki”

Niedawno zwróciłam uwagę, jak wielu spośród rozwijających się duchowo jest samotnych lub tkwi w związkach bez przyszłości (delikatnie mówiąc). A wydawałoby się, że przecież znając moce kreacji i stosując je, mają szczęście w zasięgu ręki!
Otóż nie. Najzwyczajniej w świecie przestali marzyć, nie mając pojęcia, że to wróg wszelkiej mocy stwórczej!
Będąc dziećmi i nastolatkami zdecydowana większość z nas była przekonana, że kiedyś spotka „tego jedynego” lub „tę jedyną”. Nosiliśmy w wyobraźni mniej lub bardziej wyraźny obraz rycerza na białym koniu, który porywa nas i unosi w lepszą przyszłość, albo jak chłopcy: uwięzionej w wieży pięknej księżniczki, którą ratują przed złym losem lub o którą dzielnie walczą z groźnymi smokami. Nie mieliśmy wątpliwości, że gdzieś tam JEST nasz idealny partner czy partnerka - NASZA POŁÓWKA i niezachwianie wierzyliśmy, że KIEDYŚ będziemy razem. Co więc się stało z naszym idealizmem, a co za tym idzie... z naszymi związkami? Dlaczego tak wielu z nas zapomniało o tych marzeniach uznając je za nierealne?!
Niemały udział w tej krytycznej postawie mają nasi kochani bliscy, którzy za wszelką cenę (oczywiście dla naszego dobra) postarali się, byśmy wreszcie „dorośli” (tzn. zaczęli zachowywać się i postępować jak oni) i zapomnieli o dziecinnych, ich zdaniem, mrzonkach. I niestety w większości przypadków im się to udało. Skutecznie wpoili nam ich własną, jakże „cenną” wiedzę na temat ”rzeczywistego” życia i bezlitosnych praw nim rządzących, tym samym pozbawiając nas wiary w nasze, w gruncie rzeczy, nieograniczone możliwości kreacji sukcesów na każdej z płaszczyzn życiowych.
Smutne to, ale prawdziwe. Ale... fakt, że ugrzęźliśmy w tak bardzo „ludzkim” myśleniu, nie oznacza, że tak być już musi zawsze. Inicjatywa należy do nas. Owszem, możemy z rezygnacją stwierdzić, że „cóż, takie jest życie” i nadal brnąć w ślepy zaułek pakując się w kolejne związki karmiczne, a tym samym nabijając sobie kolejne obciążenia... albo obudzić w sobie wewnętrzne dziecko i wiarę, i dać się ponieść sile wyobraźni kreując sobie doskonałego partnera i doskonały związek. Zapewniam, że warto. Bo gdzieś tam, DLA KAŻDEGO Z NAS, ISTNIEJE IDEALNY PARTNER, ODPOWIADAJĄCY NAM POD KAŻDYM WZGLĘDEM, NASZA POŁÓWKA!
I nie ma to nic wspólnego z inicjacjami w połówki, który to rytuał (oparty na hipnozach i nieprzytomności) miał za zadanie zjednoczyć na wieczność dwie raczej nie pasujące do siebie osoby, jako jedynych właściwych i niezbędnych sobie do życia, i szczęścia partnerów. Takie związki są tylko i wyłącznie wynikiem zaślepienia i wcześniejszych manipulacji, co jest zdecydowanie do odreagowania, ponieważ negatywnie rzutuje na całokształt relacji damsko-męskich (art. Inicjacje w połówki) .

Idealna połówka, o której tu piszę, to istota najbardziej nam odpowiadająca energetycznie, ktoś, z kim doświadczamy pełni, HARMONII SERC I DUSZ. W przypadku upadłych aniołków może to być dusza anielska, z którą już w „Aniołkowie” harmonizowały najpełniej. Dla UA z którejkolwiek (niebieskiej, czerwonej, białej) linii upadku jest to zawsze aniołek tego samego koloru, ponieważ ich wspólne intencje i cele upadku są zbliżone. Dla ludzi, elfów, smoków wodnych, boginek, kosmitów i innych najodpowiedniejszymi partnerami są istoty z ich gatunku, z ich linii pochodzenia, bo właśnie z nimi rozumieją się najlepiej .

Kluczem do przyciągnięcia swojej połówki jest dogłębne zrozumienie, czego oczekujemy od partnera, od związku i ...od siebie, czyli co jesteśmy w stanie wnieść do związku. Określenie tego jest niezbędne dla naszej podświadomości i dla nas samych. Bardzo ważna, w zasadzie NAJWAŻNIEJSZA, jest otwartość i gotowość na doznawanie w związku HARMONII UCZUĆ, ENERGII I CELÓW. Gdy czujemy tę otwartość, gotowość zmian na lepsze i chęć tworzenia doskonałego związku, wtedy wystarczy skoncentrowanie na celu i zastosowanie poniższych wskazówek.

Przedstawiam wypróbowany przepis na przyciągnięcie idealnego partnera :
1. Afirmuj lub uczyń modlitwy o uwolnienie od wszelkich szkodliwych i niekorzystnych związków, a także od intencji, przymusów i mechanizmu wabienia niewłaściwych (nieharmonizujących) osobników.

2. Po minimum 7 dniach określ sobie, czego chcesz, o co ci chodzi w relacji z drugą osobą. MUSISZ wziąć pod uwagę harmonię uczuć, energii i celów oraz to, że partner (związek) powinien gwarantować Ci miłość, jasność umysłu, błogość i podwyższenie wibracji.

3. Jeśli afirmujesz lub wizualizujesz harmonię energii w związku, skup się tylko na tym jednym temacie.

4. Nieodzowne jest stosowanie następującej afirmacji: „Ja, (imię), zasługuję (otwieram się, jestem gotowa) na doskonały związek miłości i seksu, w którym doświadczam harmonii uczuć, energii i celów”.

5. W medytacji wyobraź sobie i poczuj, że jesteś czystą-anielską (elfią, ludzką, itd.) energią, która przyciąga podobną sobie energię o prawie identycznych wibracjach (jak najbardziej zbliżonych do Twoich).
Poczuj przyjemne (rozkoszne, błogie) wibracje swoje i drugiej osoby. One już się znają (niekoniecznie z przeszłości) .

6. To powinno wystarczyć, a jeżeli nie, wówczas przejdź kilka sesji regresingu, a potem:

7. Afirmuj, że „Bóg wspiera mnie w tworzeniu doskonałego związku z partnerem, który odpowiada mi pod każdym względem”.

8. Wykonaj modlitwę o przyciągnięcie tej właściwej osoby, bez względu na to kim ona jest, gdzie jest, a także bez względu na wszelkie przeszkody zewnętrzne i wewnętrzne.

9. Jeśli jesteś zachłanny na mnożenie doświadczeń lub partnerów, poproś zaufaną osobę, by wykonała w Twym imieniu modlitwę z pkt. 8.

To prosty sposób i NAPRAWDĘ DZIAŁA! ... o ile żaden z punktów nie zostanie pominięty, bo choć droga na skróty dla wielu jest atrakcyjniejsza, niekoniecznie prowadzi do celu. Krótko mówiąc, można sobie narobić niezłego bałaganu w związkach, jeżeli podane wskazówki zastosuje się wybiórczo. Dlatego „przepis” adresowany jest do tych, którzy nie tylko chcą konkretnych, pozytywnych zmian w sferze związków, ale którzy do nich DOJRZELI. Dodam że dla niektórych z was będą to radykalne zmiany i na to powinniście być przygotowani.
Wiedzącym, czego chcą, życzę powodzenia.  "

To naprawdę działa.
Ale trzeba systematycznie i rzetelnie ten przepis zrobić. I nie dać się nabrać jak trafiać się będą "Strażniczki". Piękne, młode z jędrnymi cyckami, które Ci przesłonią pół Świata. Bo jak będziesz trzeźwy i przytomny to pojawi się ta odpowiednia.
I jeśli to jest ta "Ania" co o niej tak marzysz co noc i męczysz rękę ;), to będziecie ze sobą do końca Świata a nawet dłużej, a jeśli Bóg ma coś dla Ciebie najlepszego to...

To musisz się wypłakać w kołderkę i TO NAJLEPSZE ZAAKCEPTOWAĆ !

I nie ma że boli, że wiesz lepiej Co Teraz Czujesz.
Że tylko ta i żadna inna.
Że na tej się Świat i Twoje życie opiera.
I, że tak naprawdę to pierdole  i nie rozumiem co przechodzisz.
I że jestem potworem, stającym na drodze do Twojego szczęścia ;)
Ok, jestem i jestem z tego dumny :)
Bo przechodziłem latami to co ty teraz.
Bo zrozumiałem w końcu, że  sam sobie szkodziłem myśląc, że wiem lepiej niż Bóg.

A kiedy w końcu się zmęczyłem. Kiedy już stwierdziłem, że albo pojawi się ta właściwa osoba albo niech zostanę sam do końca życia, to ta osoba się pojawiła, a ja nawet nie zauważyłem, że to właśnie to na co tyle lat czekałem i o co się modliłem.

Na szczęście Bóg nie jest potworem i otworzył mi w porę oczy.
I Tobie też się otworzą, ale wpierw daj sobie pomóc.
I nie zadręczaj się tym, że Anię teraz posuwa inny.

Za kilka lat jak już będziesz w super związku, to będziesz się z tego Cieszył.
Więc zwróć Jej i sobie wolność i zacznij cieszyć się życiem, że oto uwolniłeś się z następnych kajdan.

Bo dopóki związek tworzy Ci cierpienie, dopóki ta druga osoba jest SPRAWCĄ i PRZYCZYNĄ tego cierpienia, to nie jest to ta właściwa osoba.

Powodzenia i przeczytaj jeszcze raz przepis na IP Magdy.
Działa na 100%.
Gwarantuje swoimi pustymi po porannym seksie cojones :)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Darek w 2011-10-06, 13:43:08
Miłość, która nie uzależnia.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2011-10-06, 13:53:42
Maciej jest coś takiego jak lęk przed bliskością. Są osoby, które gdy jest im dobrze z 2 osobą, zaczynają się bać, że to się skończy i z tego lęku wolą pierwsze zakończyć znajomość. Być może twoja ukochana coś takiego ma. Być może.

Uzdrów sobie wyobrażenia o miłości i związku. :)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-06, 15:45:57
DarkAngel , rozjebałeś mnie tym tekstem o posuwaniu Ani przez innego. Stary to była za mocne nawet do TV nocą a co dopiero dla mnie. Świadomość tego że ona może być z innym napewno mi nie pomoże, raczej pchnie mnie pod pociąg. Wolę ją zapomnieć teraz tak jak jest, bez z żadnych insynuacji. O wiele bardziej podoba mi się myśl Grażyna Anna.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: J007 w 2011-10-06, 16:52:13
Więc ujrzałeś jakie masz problemy teraz je rozwiąż.
Jeśli masz myśli samobójcze to naprawdę poszukaj pomocy psychologa.
Jeśli to tylko żart to pomyśl dlaczego każda kolejna miłość jednak ci przechodizła i że ta tez przyjdzie.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: DarkAngelbubu w 2011-10-06, 19:16:14
Maciej :))  jak w Boskim Planie jest rzut pod pociąg to i tak się rzucisz, ale..ale napewno Bóg nie ma w Swoim Planie Twojej exterminacji :)
Wielu przed Tobą popełniało harakiri przez kobietę. Taki Wokulski też chciał pod pociąg ;)
Niestety znałem chłopaka lat 22 co niedługo po wyjściu z wojska został olany przez swoją "miłość" i właśnie skończył na torach w kilku częściach. Teraz nawet nie ma możliwości pokazać swojej byłej jaki z niego super koleś, a Ona napewno o nim już nie pamięta.
A chłopak był naprawdę ładny i mógł mieć wiele innych fajnych lasek.
Ale jego wybór.
Może go to w następnym życiu czegoś nauczy?

Maciej, nawet jak odbierasz moje pisanie do Ciebie tak jak odbierasz, to piszę Ci tylko o tym czego sam doświadczyłem.
Też miałem myśli samobójcze.
Jak żona mi siedziała rano na kolanach i wyznawała miłość a wieczorem odeszła do innego, to siedziałem z misiami przytulankami na dywanie z nożem w dłoni.
Jak sobie przypomnę jakie miałem wtedy myśli, to zimny dreszcz czasem mnie przechodzi.

Jak mnie zostawiały Anie, to też nie wiedziałem gdzie podział się mój sens życia.

A to, że inny teraz być może Twojej Ani robi to co Ty chciałeś jej zawsze zrobić a nie miałeś odwagi, to tylko podziękuj Bogu, że możesz to zrobić z młodszą i ładniejszą :)

Bo możesz.
Ale to już od Ciebie zależy czy zechcesz.

A co do tego co napisała Grażyna Anna (Anna ? :))) "..Są osoby, które gdy jest im dobrze z 2 osobą, zaczynają się bać, że to się skończy i z tego lęku wolą pierwsze zakończyć znajomość. Być może twoja ukochana coś takiego ma..."

Jak Ma , to jest to jej problem. Nie Twój.
Jak nie zrozumiesz, że miłość nie uznaje jakiegokolwiek cierpienia to możesz skończyć jak Jezus i jego naśladowcy ;)

Zapamiętaj:
Miłość to nie pożądanie. Jeśli naprawdę kochasz "swoją Anie, to życz jej szczęścia w miłości. Niech będzie szczęśliwa nawet z innym. Bo tego jej przecież tak naprawdę życzysz ? co nie ?

A skoro potrafisz życzyć szczęścia w miłości komuś innemu to dlaczego nie potrafisz tego życzyć sobie ?

Zasługujesz na to jak każdy inny.

Ps. PKP i tak ma już masę problemów, więc daruj im :)

Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-06, 19:37:25
Dark Angel.

Nie rzuce się pod pociąg, bo nie będę miał okazji pokazać jej jaki ze mnie fajny gość i kogo straciła. Pewnie już nigdy nie będziemy razem, staram się ją zapomnieć i ciężko wychodzi. Sorry, że powiem to raz jeszcze, ale tekst o Ani z innym odbiera mi oddech...
chciałem wysłąć jej kwiaty do USA, potem sam list, na końcu zdecydowałem, że nie będę żebrał o miłość,a walczyć, mogę walczyć, ale nie sprawie, że się zakocha we mnie. A jeśli masz racje i tak szybko znal;azła sobie faceta do posuwania w US to nawet niechcę aby wracała...
Angel, chce ją zapomnieć, nie mieć żadnych wspomnień...
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: DarkAngelbubu w 2011-10-06, 20:27:05
"..chciałem wysłąć jej kwiaty do USA, .."
HAHAHAHAHA
Proszę Cię Maciej przestań ! ;))) bo mnie zabijesz ;)
Ja to samo chcialem zrobić jednej z Ań. Nawet skróciłem sobie przyjemny pobyt na wakacjach by wrócić do Warszawy i zamówić bukiet kwiatów na jej urodziny:)
W ostatnim momencie mi się odwidziało, ale wakacje sobie spiepszyłem :)
Z inną już nie Anią, a JoAnną jednak spróbowałem i kupiłem bukiet.
A ona i tak pojechała następnego dnia do innego hahahaha :)))))

Oj Maciej, wykończysz mnie moimi wspomnieniami ;)

"..Pewnie już nigdy nie będziemy razem.." ( Błagam, przestań bo zaczne się tarzać po dywanie w spazmach śmiechu:)), tak samo mówiłem!)
Jeśli nie jest to Tobie/Wam pisane to kiedyś zamiast mnie tu napisze to samo co ja Tobie innemu "desperatowi miłości" :D Bo jeszcze kilka takich tekstów a wyzione ducha przez Ciebie. A potem będę Cie straszył po nocach ;)

Maciej, a tak już poważniej.  Dasz radę.
Ps. a jak po sesji regresingu stwierdzisz, że "to zwykła szmata co jest Ciebie niegodna" to zrób następną sesje na trzeźwość i przytomność. Serio.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: DarkAngelbubu w 2011-10-06, 20:28:25
"..Angel, chce ją zapomnieć, nie mieć żadnych wspomnień..."

Błąd. Pamiętaj to co było dobre i miłe. Warto.
Warto bo potem będziesz wiedział czego chcesz w następnym związku :)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-06, 20:38:02
Dark Angel. Marz rację, jednak zrobię regresję sobie, ale do kogo mam się udać, na stałe mieszkam w Londynie, rezydenka z Londynu z listy regreserów nie jest aktywna, napisałem do niej email, ale powiedziała, że to błedny email.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: DarkAngelbubu w 2011-10-06, 20:56:50
Kurcze, ja niestety już w Polsce od jakiegoś czasu. No mineliśmy się w UK. więc pytanie do innych, albo skocz na wycieczkę do Leszka do Polski.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-06, 21:01:18
A gdzie przyjmuje Leszek i jak trudno dostać się na sesję?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2011-10-10, 07:30:22
W Tolkmicku i Warszawie.
Dla chcącego nic trudnego.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-10, 08:41:05
Witam panie Leszku.

Zgadzam się, że dla chcącego nic trudnego :). Najłatwiej byłoby mi przylecieć do Warszawy tzn, najlepsze połączenie. A kiedy miałby pan najbliższy termin? Pytanie czy to jest to czego potrzebuję? :) W senie sesji regresingu? Panie Leszku, może najpierw niech pan zrobi porówanie moje i Ani, a potem zdecyduję. Może to co pan o niej powie, wystarczy, abym się otrząsnął :). No i raz jeszcze oceni pan mnie, jeśli regresing to jest to co mi pomoże, dzięki czemu pozbęde się bólu, poczucia winy i przestanę zakochiwać się bez pamięci i poza rozsądkiem, wtedy zrobię to z ogromną chęcią.
Pozdrawiam Maciek
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Ultraviolet w 2011-10-11, 13:02:44
Maciej Pawłucki

Z tego co opisujesz nasuwają mi się pewne wnioski.
Masz tak zwany romantyczny sposób przeżywania miłości- to termin psychologiczny... ja też go mam czyli Twoje psychologiczne uwarunkowanie skłania Cię do takiego przeżywania swoich związkow.

Ja mam coś co u Ciebie może trochę mocniej występuje... a mianowicie ciągle mam potrzebę zaprzątania sobie kimś głowy..... jak minie mi z jednym pojawia się drugi.... czasem są to tzw. obiekty niedostęne co sprowadza się do tego że mam lęk przed autentyczną bliskością....

Poza tym każdka nowa miłość daje Ci pewnie tę uzależniająca dawkę hormonów, emocji, a zawsze lepiej zaprzątac sobie glowe kims takim... niz wejrzec w swoje wnetrze i aktualne wyzwania... tak mi się zdaje.

No i zapewne to jakiś karmiczny problem

Mnie dużo w dziedzinie relacji rozjaśniła ksiązka Macieja Bannewicza " Miłość toksyczna, miłość dojrzała" polecam ją, a przynajmniej w moim przypadku okazała się trafna :):)

Życzę powodzonka Tobie i sobie :):):)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-12, 09:23:00
Wczoraj byłem na sesji regresingu, czuję, że kocham Anię jeszcze mocniej. Zamiast pozwolić jej odejść wedle zaleceń, chciałbym wykorzystać swą siłe woli i kazac jej wrócić do siebie... Chciałbym aby wróciła, takie intencje mi przychodzą do głowy, upewniłem sie wczoraj, że tylko ją kocham, innych nie dopuszczam do siebie. Chce Anię...
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: J007 w 2011-10-12, 09:27:03
maciek
jak pukniesz inną to ci przejdzie :)
Nie masz tak, że zakochujesz się w kolejnej gdy dojdzie do zbliżenia ?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Olga w 2011-10-12, 09:28:30
Możesz sobie chcieć, spoko
Tylko czy Ania chce Ciebie?
Bo chyba nie, więc daj na luz uszanuj jej decyzję


Joo0, hahaha, zyciowa prawda bezcenna
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-12, 09:53:02
Nie, nie mam tak. Nie mógłbym się zbliżyć do innej...

Szanuję jej decyzję, nie zmuszę jej, pozwalam jej odejść...

Nie zmienia to faktu, jak mi bez Ani źle...

Dlaczego po tej sesji wszystko wróciło i nasiliło sie w dwujnasób? Czuję, ze kocham ją jeszcze bardziej.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-12, 09:54:44
Olga, Ty właśnie tak łatwo i lekko powiedziałaś sobie, gdy odchodził ukochany..?
A może to ty rzucałaś i chciałąś aby odchodzili bez walki o ciebie bo miałaś już innego?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Olga w 2011-10-12, 10:07:11
maciek, może ten powrut xle interpretujesz. Ja bym zinterpretowała go dwojako:
-albo regreser niepoprowadził ci dobrze sesji
-albo wychodza kolejne rzeczy na wierzch do oczyszczenia i zamaist je puszczac to sie do nich przywiązujesz, czyli gruntujesz niewłaściwe przekonania znowu


Mi tez nie było łatwo, nikomu chyba nie jest, kto ma dda i syndromy karmienia sie cierpieniem i niska samoocenę. Różnica między nami polega tylko na tym, ze jestem bardziej od ciebie przytomna, ale jednak wciąż nie dokońca:)Niemniej ta przytomność sprawia że wiem co pochodziło z pś
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-12, 10:21:46
Wiesz Olga.

Wyszło wiele bólu związanego z mamą i bratem, ale to odeszło podczas sesji i te wspomnienia już nie bolą, Z Anią jest inaczej, boli bardziej, wróciła ogromna tęsknota, choć może wcale nie odeszła tylko była przytłumiona. Chciałbym zapomnieć, wszystko, dobre chwile też, Olga, chciałbym zapomnieć każdą chwilę spędzoną z Anią, a przedewszystkim dzień kiedy odeszła...
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2011-10-12, 16:55:19
Ja też tak się zakochiwałam w takich z którymi nie miałam szans stworzyć związku, którzy do mnie niewieile czuli. A potem straszliwie cierpiałam z powodu niespełnionej miłości.
jest dobra ksiązka n a ten temat: Robin Norwood - Kobiety które kochają za bardzo. Można sobie wiele uświadomić dlaczego trafiamy na takie osoby.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: DarkAngelbubu w 2011-10-12, 19:01:36
Maciej, a skąd pochodzi Ania ?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2011-10-12, 19:31:16
maciej pawłucki
Jak jesteś w takim stanie rozdygotania emocjonalnego, to nie podejmuj decyzji, bo potem możesz ich żałować. A po co? Lepiej się uspokoić.
No i trseba sobie szczerze powiedzieć,że aby miec to, czego się bardzo chce, trzeba zrezygnować z tego, czego się nie chce. A Tobie to nie w głowie! Na razie wydaje Ci się,że chcesz wszystkiego naraz. A to się nie da.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-12, 20:55:36
 Panie Leszku.

Bardzo chciałbym uspokoić to rozdygotanie emocjonalne, naprawdę. A decyzji nie podejmuje żadnych, poprostu czekam. Zrezygnować z chęci bycia z Anią, aby kiedyś móc z nią być, mając już zdrowe i racjonalne podejście? Czy to chciałeś mi przekazać Leszku?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2011-10-12, 21:07:28
Zeby się nie rzucać w stylu: chcę z nią byc - nie chcę jej widzieć itp.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-12, 22:40:52
Myślę, że jutro przestanę się "rzucać", kiedy poznam prawdę o Niej. Kim jest, co w niej siedzi, co tak naprawdę czuje, kim dla niej jestem? Wtedy bede wiedzial co zrobić, którą drogą pójść.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: DarkAngelbubu w 2011-10-13, 15:57:30
Maciej, jak ktoś mi kiedyś na innym forum napisała : "..nie odstawiać Esmeraldy."
Więc nie odstawiaj, bo potem głupio Ci będzie ;)

A co do tego co napisałeś,to prawdy o Niej nie poznasz.
Ty jedynie poznasz "prawdę" pod tytułem : "Jak bardzo jeszcze jestem w stanie nisko upaść i się ośmieszyć by się w końcu przekonać, że jakieś tam "babie" na mnie nie zależy wcale".

A co do wyboru drogi, to czeka Cię długa i wyboista :)

Dopuki sam nie poznasz Kim naprawdę jesteś, co w Tobie siedzi i Kim naprawdę jesteś dla Siebie.

Jak nie podniesiesz samooceny i nie zaczniesz się doceniać to każda "baba" zrobi z Tobą to samo co Ania.
Musisz też zrozumieć, że kobiety kierują się czymś zupełnie innym w doborze partnera niż mężczyźni.
A Twoje zachowanie w tej chwili jest typowo kobiece w stylu : "ojej, zostawił mnie chłopak, nie znajdę sobie już na pewno żadnego innego".

Olej Anie. Tą i inną. Daj sobie Wakacje od Ań. Ciesz się wolnością.

Pamiętam jak jeden z Joginów napisał, że im bardziej uciekasz od uciech tego Świata tym Świat jest Tobą bardziej zainteresowany.
Tak samo jest z kobietami.
Jak to zrozumiesz, to nie będziesz miał więcej takich problemów.



Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-13, 18:22:20
Dark Angel.

Masz pewnie wiele racji w tym co piszesz, ale to ciężkie, długą i wyboistą drogę przejdę nim to sobie uświadomię, a właściwie zdołam zastosować. Chciałbym być tam gdzie ty i tak spoglądać na kobiety jak ty, ale zajmie mi to jeszcze jakiś czas. Nie rozpaczam, ze odeszła. Nie martwię się, że nie znajdę innej, poprostu to boli, że byłem dla niej tak cudownym i wspaniałym facetem, a teraz mnie nie chce i nawet nie wiem co sie stało, bo nie mówi prawdy. Co? Naprawdę rzuciłą mnie bo byłem dla niej za dobry i nie zasługiwała na mnie??
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-13, 18:31:54
Ale powiem ci, ze ta ocena Ania i porównanie partnerskie dużo mi da, szczerze to nie mogę sie doczekać wyników tego porównania, co chwile sprawdzam email :)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: DarkAngelbubu w 2011-10-13, 19:41:23
"..rzuciłą mnie bo byłem dla niej za dobry.. ? "

Maciej :))) Takie były identyczne słowa mojej byłej żony na sprawie rozwodowej. Rozwód dostałem od ręki :) Pisałem na CUD o tym nie raz:)

Jak widzisz, takie rzeczy są powtarzalne.
A czy da Ci coś ocena i porównanie ?
Domyślam się, że teraz oczekujesz "cudu" i że myślisz , że ten mail da Ci choć na chwilę jakąś "nadzieję".
Ale pamiętaj, jeśli wyjdzie Ci mniej niż 95% to sobie  odpuść, bo nie warto się męczyć.

Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-13, 20:39:40
DarkAngel jesteś?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2011-10-13, 22:27:43
Analiza wyslana kilka godzin temu.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-13, 22:43:00
Panie Leszku.

Wogóle nie widziałem tych załączonych plków. sytrasznie mi głupio i przepraszam. A czy można ten związek uzdrowić, przepracować cechy do uzdrowienia?

Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2011-10-13, 23:25:25
Nie da rady!
Trzeba się pogodzić,że pomimo iż w wielu aspektach było to wspaniałe, to na dłuższą metę nie rokowalo nadziei. Napisałem, że do uwolnienia są kody - inicjacje w "idealne połówki" (sztuczne). One opierają się na hipnozach i afrodyzjakach i dają złudzenie niebińskiej wrecz przyjemności. Tyle, ze są to złudzenia. A na złudzeniach daleko się nie zajedzie.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-14, 06:28:33
Dziękuję!

Ale ja i tak spróbuję, to ostatnia rzecz jakiej chce, a potem odejdę z tego padołu. Kocham Anię nad życie i wiem, że jest mi pisana. Czuję wenętrznie, że nam się uda, ona tylko potrzebuje czasu i musi wrócić z tych cholernych stanów. Bedziemy przez wieczność razem, napiszę kiedy bedzie slub :). Pozdrawiam Was wszystkich.

Maciek
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2011-10-14, 08:07:45
Jednak lepiej bedzie oprzytomnieć i uwolnić się od hipnoz wprowadzanych po odurzeniu afrodyzjakami. Zobaczysz, świat stanie się piękniejszy! I możliwość znalezienia wlaściwej kobiety też sie otworzy.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: J007 w 2011-10-14, 09:17:56
maciek,
ni chce słyszeć o ŻADNYM odchodzeniu z "tego łez padołu" !!
Chłopie obudź się, a nie jak w tym kawale "z powodu pity chłop zabity"
Powiem ci brutalną prawdę o związku.
Jeśli laska jedzie na inny kontynent i po 5 dniach ma cię w dupie i nie chce mieć z tobą nic wspólnego to są dwie możliwości :

1   miała cię już gdzieś w kraju i uciekła przed tobą, a powiedziała ci to już jak była daleko bezpiecznie od ciebie
2   puściła się na pierwszym weekendowej imprezie w USA jak na polkę przystało (wiadomo, że są wyjątki więc patrz punk pierwszy)

Inne teorie o byciu za dobrym i idealnej miłości i powrocie w twoje ramiona i ślub wybij sobie z łba zanim stracisz do siebie szacunek.
Miałeś już ślub więc nie zachowuj się jak romantyczna baba.
Jak nie dajesz rady to się umów do psychologa.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: DarkAngelbubu w 2011-10-14, 09:51:50


"..Ale ja i tak spróbuję, to ostatnia rzecz jakiej chce, a potem odejdę z tego padołu. Kocham Anię nad życie i wiem, że jest mi pisana.."

A po Twojej śmierci, będziesz dalej się męczył jako duch opętujący i widzący jak Ania zupełnie o Tobie nie pamięta, a raczej pamięta Cie jako jęczącego o jej miłość mięczaka, który nie miał odwagi by żyć.
No ja bym takiego faceta nie chciał.
Bo co? Jak jakiś problem poważny będzie to on od razu zacznie się zabijać ?
Na co taki facet bez jaj dziewczynie?
Jak naprawdę byś chciał, by Ania do Ciebie wróciła, to pokaż jej, że naprawdę jesteś tym z Kim chciała by być.

Pomyśl logicznie.
Ona teraz być może leży w cieplutkim łóżeczku z jakimś męskim macho. Jest zadowolona, że ktoś jej dobrze zrobił i za chwilę pójdzie mu zrobić pyszne śniadanko, za które jej ten macho nawet nie podziękuje.
Co najwyżej dostanie klapa w dupę i macho pójdzie do swojej dobrze płatnej pracy, a ona będzie mogła marzyć o tym jak On jej zrobi kilka dzidziusiów i będzie ją i być może swoje dzieci utrzymywał( bo co piąte to podobno ze zdrady jest dziecko, może Twoje to piąte będzie? chciałbyś ? :)))).
Ona za kilka lat stanie się zmamusiałą matroną a On będzie ukradkiem latał po barach ze striptizem i się onanizował potem w kibelku. Jeśli oczywiście będzie miał jeszcze na to pieniądze by do takiego baru iść (?!).

A Ty?
Ty za kila lat, już jako nadal młody, wolny i prężny biznesmen, będziesz jeździł swoją wypasioną furą i zgarniał co lepsze kąski.
A na słowo "Ania", będziesz co najwyżej drapał się po alergii na jajkach :)


".. Czuję wenętrznie, że nam się uda, ona tylko potrzebuje czasu i musi wrócić z tych cholernych stanów. " 
Tu specjalnie dla Ciebie Kazik (utwór pod tytułem "baranek" może coś sugerować ? ;) )
 http://www.youtube.com/watch?v=DqBuIaa2-_s
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Ultraviolet w 2011-10-14, 12:33:17
A na jakiej podstawie oceniliście już ze na pewno się "puściła"? Na zasadzie "każda kt. nie chce ze mną być/ spać to dziwka"?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2011-10-14, 12:38:28
Może z na podstawie tego, że większość facetów by tak zrobiła. Znalazła by sobie nową dziewczynę.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Ultraviolet w 2011-10-14, 12:45:11
Tyle, że w tym przypadku uznaliby pewnie że to ich święte prawo ;P
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: J007 w 2011-10-14, 12:50:07
To dłuższy temat niż na wpisy na forum, ale przecież gdy nie punkt drugi to jest opcja z punktu pierwszego.
Jak ktoś z kimś chce być to jest, a jak nie to odchodzi.
To naprawdę prostsze niż się myśli tylko potem się dorabia pełno teorii żeby jakoś psychika nie walła.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Ultraviolet w 2011-10-14, 12:52:33
Z tym akurat mogę się zgodzić.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2011-10-14, 13:02:23
J007
...jak pukniesz inną to ci przejdzie :)

J007
 ... puściła się na pierwszym weekendowej imprezie w USA jak na polkę przystało (wiadomo, że są wyjątki więc patrz punk pierwszy)

To jest rzeczywiście bardzo proste. Jak Maciej się prześpi z kobietą to znaczy że ją "puknie". A jak Ania z facetem to "się puści".
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: J007 w 2011-10-14, 13:12:12
Żeby nie wprowadzać walki płci wyjaśnię, że to maciek potrzebuje pomocy, a nie jego była więc ważne aby jemu pomóc, a nie dorabiać do tego feministycznych postulatów.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2011-10-14, 13:17:25
Ok
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Ultraviolet w 2011-10-14, 13:18:54
Moja wcześniejsza wypowiedż nie była tylko do Ciebie J007, a kazda okazja jest dobra, tym bardziej na tym forum żeby przyjrzeć się swoim świadomym  czy nieświadomym poglądom, a wypowiadanie się na temat Ani ktorej chyba nie znacie w ten sposób obnaża tylko wasze poglądy na temat kobiet. A jeśli mamy pomóc Maćkowi to chyba nie takimi "mądrościami". Na dobrą sprawę w sumie nie wiemy jak wyglądał ich związek.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2011-10-14, 13:36:43
Jakby nie spojrzeć, to motywy Ani nie są istotne. Liczy się to, że ona nie chce tego związku i czy to wynika z jej problemów emocjonalnych czy czego innego nie ma już znaczenia. Na dodatek analiza Leszka pokazała, że i tak by nic z tego nie było bo to tylko nieprzytomne kodowania są.

Maciek
Musisz wybrać czy chcesz podążać za nieprzytomnymi urojeniami, które z miejsca skazują Cię na niepowodzenie czy też wolisz być szczęśliwy. Jeżeli wybierzesz drugą opcję to gwarantuje Ci, że przy uczciwej pracy nad sobą jesteś w stanie uwolnić się od wszystkich emocji, które Cię tak męczą, od całego uzależnienia od Ani i całej reszty, która każe Ci ją widzieć jako tą jedyną. Możesz się uwolnić od całego bólu jaki odczuwasz! To jest naprawdę osiągalne.

A gdy już to puścisz pojawi się możliwość znalezienia partnerki, która będzie chciała z Tobą być i z którą Ty będziesz chciał być. Stworzenie takiego związku jest możliwe dla każdego - wymaga to jednak trochę czasu i pracy.

Zastanów się co wolisz - katować siebie nieosiągalnym związkiem czy może uszczęśliwić siebie i jakąś inną kobietę, która może się okazać znacznie lepsza od Ani?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2011-10-14, 15:31:32
Ultraviolet, Grażyna Anna
 Nie wiem, jak głeboka jest Wasza wiedza o psychologii kobiet, ale...
1 zrobiłem badanie tego związku. On nie ma szans.
2. Ania nalezy do kobiet, które w związkach się duszą. Może ewentualnie urodzić dziecko i spławić faceta. Żonaty byłby w tym celu całkiem dobra partia, ale... na związek trwający dłużej niż kilka miesięcy, nie ma szans.
3. Tak więc te rady, które sugeruja, by Maciej sobie Anię odpuścił raz na zawsze (łącznie z towarzyszącymi mu hipnozami), nie są wyssane z palca, ani nie wynikają z męskiego szowinizmu. Choć muszę przyznać, że moga być dla niego w tej chwoli szokujące.

J007
Niestety, pukanie innej nie zmienia kodów hipnotycznych i narkotycznych. I choćby ta inna była bardziej odpowiednia, piękniejsza, milsza, mądrzejsza i bardziej seksowna, to zahipnotyzowany nie zwróci na nią uwagi, bo takie ma kody.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: J007 w 2011-10-14, 15:40:11
Leszek,
bo ty zakładasz, że "odpuknięcie" nastąpi, a ja mogę postawić dużo kasy na to, że kolejna powieli te kody i wpasuje się jako kolejna idealna miłość więc bez zrywania z nawykiem i kodami będzie kolejna idealna, która pomoże zapomnieć o wcześniejszej idealnej.
No i mi pomogło zanim kodów nie zmieniłem ;)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2011-10-14, 15:43:05
Tu masz rację. Puknięcie bez uwolnienia nic nie da.
Opukanie też niewiele zmieni
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2011-10-14, 15:48:49
No chyba, że opukanie przy pomocy EFT - to by mogło ewentualnie pomóc :D
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Ultraviolet w 2011-10-14, 18:04:48
Leszek, ale ja nie czytałam tego badania, moje stwierdzenie dotyczyło tylko tego co kilka osób tu napisało,a mianowicie że na pewno się puściła i z resztą jeszcze kilku innych stwierdzen , co było bezpodstawne i stwierdziłam że niesprawiedliwym jest osądzanie kogoś w ten sposób, nie znajac , poza tym stwierdzenie bylo troche szowinistyczne... i wcale nie napisałam ze powinien o nia walczyc, wrecz przeciwnie.

Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Ultraviolet w 2011-10-14, 18:08:44
p.s do jakiego stopnia bycie tzw.wolnym ptakiem jest do zmienienia-odreagowania. czy sa osoby u kt. sie po prostu nie da.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2011-10-14, 20:56:17
OK, rozumiem intencje tego, co napisałaś.
A jeśli ktoś przychodzi na świat z karmiczną intencją bycia wolnym ptakiem, to nikt nigdy go nie usidli. Czasowo moze tak, ale to zawsze źle się kończy dla tego, kto na to liczył.
Co innego, jesli komuś się wydaje,że został stworzony, by być wolnym ptakiem, a jego podstawowa intencja karmiczna jest zupełnie inna. Wtedy np. przychodzi taki moment, o jakim marzy Maciej (ślub, dzieci, rodzina itd.).
Tu przypomnę, że są 4 typy podejścia do związków i dzieci:
1. najbardziej popularne: dzieci tak, partner tak.
2. ostatnio coraz bardziej popularne: dzieci tak, partner wyłacznie do zapładniania.
3. Dość często spotykane, ale niechętnie tolerowane w naszym społeczeństwie: partner tak, dzieci nie.
4. Też coraz bardziej popularne: partner  nie, dzieci nie, a seks i owszem.
Poza tym są osobnicy bezpłciowi, nie przejawiający w ogóle popędu seksulanego. Po kilka procent u mężczyzn i kobiet (u kobiet więcej, bo prawie 10%). Te osoby pod wpływem presji społecznych czasami nawet zawieraja małżeństwa.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2011-10-14, 21:34:23
Leszek

A czy taka intencja karmiczna bycia wolnym ptakiem jest do odreagowania? Bo dlaczego ktos nie miałby chciec byc w zwiazku z kims bliskim? Moze jakas trauma? Ale jest to to, to do odreagowania takie rzeczy są.

To ja chyba jestem takim bezpluciowcem bo mi na seksie az tak nie zalezy. Nie mam czegoś takiego jak popęd, a jesli mam to szybko mi przechodzi taka nakrena. Plytkie to u mnie bardzo.
I w zwiazku seks mi sie szybko nudzi. Choć byłam z bardzo harmonijnymi psychoseksulanie partnerami ze mną. Wtedy mi się chciało, ale potem dość szybko nudziło.
Dziwna sprawa.
Choć moja czakra 2 ma jakies blokady no i nie jest zbyt duza, wiec moze to jeszcze do uzdrowienia?
Zastanowiło mnie to.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2011-10-14, 21:45:56
Jeśli to jest podstawowa intencja karmiczna, to nie do odreagowania. A jakby ktoś się podjął ją zmienić, to może mu nie starczyć życia. I dla jakiej idei? Żeby być komś, kom nie jest? żeby realizować cudze pomysły na życie.
Ważna jest TOLERANCJA dla siebie i innych. Nie ma uniwersalnych wzorców, które by pasowały wszystkim.

Co do bezpłciowości, to ona się inaczej objawia :))) 0 chęci.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Ultraviolet w 2011-10-14, 22:19:11
Hej Leszku. Dzięki za odp.
A jeżeli nie jest podstawowa? I czy jest taka niezmienna nawet jeśli jesteśmy w stanie zmienić drogę życia poprzez rozwój?

I czy może być tak że ktoś wybrał np. bycie wolnym ptakiem a potem chce utworzyc związek, próbuje i ma ZONK?

Zaczęłam się poważnie zastanawiać nad moimi intencjami karmicznymi..... ;] heheh.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-14, 23:04:10
 Panie Leszku.

Czy pan uwierzy czy nie, Ani marzy się ślub i dziecko, może jeszcze nie teraz, ale łza kręciła jej sie w oku ja byliśmy razme na weselu, wspominała o dziecku, o tym bym miał czas dla naszych dzieci i wiesz co mi powiedziała : jak sie rozwiedziesz to tu ( pokazała serdeczny palec ) widze pierścionek zaręczynowy :). Ania oddalała się ode mnie w chwilach stresu, gdy np. oddawała prace doktorską, a jak oddała była tak kochajaca i czuła jak inna osoba. Tuliła się i całowała w miejscach publicznych, czego nie lubi robić :). Stres z pracą na uniwersytecie i odległosc (USA) mogły namieszać jej w głowie. Los pokaże czy nasz związek znowu zaistnieje. Czas, czas, czas :)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2011-10-15, 08:09:51
Wiele lat temu mój kolega, rozwijający się duchowo katolik (tacy też  bywają), znalazł wspaniałą dziewczynę i chciał się ożenić. Zapytałem go, po co? Bo przecież on ma tendencję karmiczną: dzieci nie, partnerka nie.
Odpowiedział mi, że bardzo ją kocha, a jako dobry katolik ożeni się  z nią i będą żyć aż do końca swych dni w szczęśliwym związku z cio najmniej dwójką dzieci. Bo taki ma plan i go zrealizuje!
No i starał się zrealizować. Był huczny ślub, rodzice obojga rozpływali się ze szczęscie, już widzieli, jak piastują wnuki, a młodzi zamieszkali w jej pięknym domu, nad jeziorem, gdzie pregnęłi spedzic całe życie ....
Tymczasem za nieco ponad pół roku kolega pojawił się na Śląsku jakiś odmienjiony. Wyglądał lepiej. Zapytałem, czy to małżeństwo tak mu służy? A on wtedy odpiowiedział, że zrozumiał w niecałe pół  roku,że ja miałem rację, że on się nie nadaje do małżenstwa ani do dzieci. Był właśnie po rozwodzie i zaczynał cieszyć się zyciem.

Znam też inną parę, która chciała być szczęśliwa pomimo dużych róznic w celach związku i nastawieniach do seksu oraz obciązeń karmicznych. Uznali, ze jeśli związek jest karmiczny i OBCIĄZA im ponad 50% karmy związków, to dobrze, bo nie bedą chcieli od siebie odejść. I jak postanowili, tak zrobili. A potem przez 10 długich lat szarpali się z sobą, aż dojrzeli do rozwodu. Przez te 10 lat nawet raz udało im się uprawiać seks. Mimo to nadal trudno im było od siebie odejść. Wspaniale, prawda? A jakie romantyczne!

Ultraviolet
Gdybanie na podst. chęci czy objawow nie ukazuje podstawowej intencji w tym zakresie. Jeśli Ci się zmienia, to znaczy, że może to wynikać z kilku czynników, np. z DDA, manipulacji otoczenia itd. Lepiej sprawdzić za pomocą badania, a potem przyjąć świadomie właściwą strategię. Swoją, a nie swojego otoczenia.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-15, 08:18:32
DarkAngel

"Jak naprawdę byś chciał, by Ania do Ciebie wróciła, to pokaż jej, że naprawdę jesteś tym z Kim chciała by być."

Tak chcę zrobić, posłucham cię, powiedz co mam zrobić i jak, a ja cię posłucham :). Daj mi wskazówki, korzystając ze swojego doświadczenia, a ja za nimi podążę. Stanę sie tym kim chciałaby abym był, tylko powioedz krok po korku co robić, jak pisać, co mówić, a może czekać, nie wiem pokazac sie z inną. DarkAngel bądź mym przewodnikem w drodze do odzyskania jej.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2011-10-15, 10:05:44
"Przez te 10 lat nawet raz udało im się uprawiać seks."


hahaha
Strasznie śmieszne. Tylko nie wiadomo, czy bardziej straszne, czy raczej śmieszne ;-PP
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Olga w 2011-10-15, 10:44:08
Tak tak, sex dobry barometr udanego związku;)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Ultraviolet w 2011-10-15, 10:54:13
Tak, chyba sobie to zbadam ;-)

maciej
Znowu będę gdybać na temat Ani...ale jeśli rzeczywiście jest wolnym ptakiem to lubi podobnych sobie, ...... Poza tym taka zaborczość.... powoduje efekt odwrotny.

A najlepszym afrodyzjakiem jest poznanie siebie, akceptacja dla siebie i silna osobowość, bycie wartościowym i atrakcyjnym dla siebie samego, nic nie działa lepiej.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2011-10-15, 11:55:10
Leszek

Czy taka tendencja karmiczna na dane wcielenie jak 0 dzieci, to jest jednoznaczna z tym, ze dana osoba nigdy rodzicem nie była w poprzednich wcieleniach? Ma 0 % karmy rodzica?
Zastanawia mnie skąd taka tendencja się może brać. Ok z dziećmi to jeszcze rozumiem, że można nie chcieć. Ale żeby nie chcieć związku, bycia z kimś bliskim? Tego nie pojmuję.

Mógłbyś coś rozjaśnić, jeśli wiesz? Z jakiegoś, może karmicznego, powodu to dla mnie jakoś bardzo ważne, zrozumienie tego, o co w tym wszystkim chodzi.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2011-10-15, 12:09:04
Leszek

Bo tu chodzi mojej pś o polowka, że niby ja mam tendencje ze ja chce dzieci, a on wogole nie na to wcielenie. I ja tego wogole nie rozumiem, chyba nie moge sie ztym pogodzic, ze  mozemy do siebie nie pasowac.
Nie miesci mi sie w glowie, jak to mozliwe bysmy teraz mieli taka roznice, nie do przejscia na dane wcielenie( nie do uzdrowienia) i nie do pogodzenia.
Tu też pojawia się nieufność wobec Boga, czy mi aby na pewno dobrze zyczy, i znow potwierdzenie sobie, że Bog to jednak mi i połowkowi faktycznie nie sprzyjał i nie sprzyja, skoro tak to wszystko stworzył, ze nie da się tego odkręcić.

Dodam, że ja akceptuję wolną wolę połówka, jeśli by była potencjalna możliwość i on by nie chciał, ok. Ale tu chodzi o coś więcej, o Boga, stworzenie nas, tego świata i możliwości spełnienia dla mnie.
Ten temat mnie już męczy chyba 2 lata, od kiedy wypłynął. I nie wiem o co tu chodzi.
Podobnie jak nam wyszło, że biopole to mamy na 85%( i to niby też nie zmienne). Tego też nie kumam.

Nie widzę konstruktywnego wyjścia z tego. Nie pojmuję.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2011-10-15, 12:13:17
Poza tym nasuwa się pytanie, czy w takim razie wogóle jest to zmienne( nawet na przestrzeni wcieleń), i co byśmy musieli zrobić by to zmienić.
No nie wierzę, że umierać, bo umieranie to chyba nie jest zgodne z ND. Bóg nie chciał przecież by ktoś się zaniżał.
Niby ND dobro to wszystko co najlepsze, a umieranie wiąże się raczej z zaniżaniem wibracji, łapaniem wzorców itd.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2011-10-15, 12:19:33
Laka, a czy Bóg kierował wolną wolą twoją i twojego połówka? Czy to Bóg dokonywał wyborów na to wcielenie:)  A zdaje się te rzeczy tworzycie sobie osobiście. No i możesz też sama spojrzeć i ocenić, co wpływa na obecne problemy w relacji z połówkiem (gdy przystępuje się do związku) - czy jest to wola boża, czy jest to twoja wolna wola, czy jest to wolna wola twojego połówka. Już nie mówiąc o procentach a patrząc na życie.

Czasem najlepszym jest sobie odpuścić. Zwłaszcza gdy hamuje spełnienie.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2011-10-15, 12:49:21
Laka
Dodając do tego co napisał Witek - to wasza wolna wola sprawiła, że mimo iż kiedyś byliście połówkami - już nimi nie jesteście. Na teraz jesteście dla siebie tylko dwiema, nieharmonizującymi ze sobą istotami i staranie się odbudowania tej harmonii ma tyle samo sensu co próba harmonizowania z jakimkolwiek innym nieharmonijnym osobnikiem.

Dopóki się będziesz upierać, że spełnienie ma Ci zagwarantować odbudowanie tego co miałaś z połówkiem, to rzeczywiście będzie Ci ciężko zobaczyć konstruktywne wyjście z tej sytuacji. A ono jest bardzo proste - przestać żyć przeszłością, odpuścić sobie połówka (skoro i tak praktycznie nie ma szans na udany związek w najbliższym czasie) i zająć się otwieraniem na kogoś nowego, realnie harmonizującego.

Minęło mnóóóóóóóóstwo czasu i jesteście zupełnie innymi osobami niż wtedy kiedy byliście połówkami, więc co tu dziwnego że już do siebie tak bardzo nie pasujecie?

Zresztą masz w tym wątku piękny przykład upierania się przy niewłaściwej osobie - spójrz sobie z boku jak to wygląda i ile ma sensu :P
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2011-10-15, 13:00:23
Witek

No pewnie, że to my. I nie o to chodzi, że my nie chcemy tego uzdrawiać, tylko, że skoro to NIEZMIENNE, czyli NIEMOZLIWE DO ZMIANY NA OBECNE WCIELENIE, to oznacza, że uzdrawianie karmy nic tu nie zmieni.  I nie wiem, czy mój połówek chce to zmieniać. To jego sprawa, wybór i ok, może sobie nie chcieć. Jesli by to tylko miało zależeć od jego widzimisię i chęci zmian, uzdrowienia, to tak jak napisałam poniżej: akceptuję to.
Wiesz, z tym odpuszczeniem, to odpuściłam rok temu, zresztą radziło mi tak wiele osób i co z tego? Nadal nie mam związku, ani tego, ani innego.  Nadal nie ma zrozumienia w temacie, a jak chcę to uzdrowić to znów ktoś mi podsuwa, żeby odpuścić. Bez sensu, bo nie o odpuszczenie związku z połówkiem tutaj chodzi i nasze rozstanie, tylko zrozumienie tej karmy i uwolnienie obciążeń.
I co najważniejsze nadal nie ufam Bogu i to mi ciąży.

Ja nie chcę wierzyć, że Bóg jest tak zły i niedobry by moje błędy, połówka czy kogokolwiek były nieodwracalne, nie było takiej szansy. Jasne, że wolna wola, moja jego, ale ja chce wiedzieć, jaka jest wola Boga w tym temacie i co ma mi w takim razie do zaoferowania dobrego. BO chyba nie to, że harmonia z połówkiem niemozliwa do oświcenia( bo Bog ustalił takie zasady) i mam być nieszczęśliwa i niespełniona do oświcenia.

A jak mnie to obciąża w temacie karmy związku i relacji z Bogiem bardzo, bo moja pś nie przyjmuje i nie dopuszcza innego partnera poza połówkiem, to jak mam czuć się bezpiecznie w związku z kimkolwiek, otwierac na harmonię i milość, jeśli nie wierze w tym temacie Bogu, w jego dobra wolą i że to co stworzył, co niby Boskie jest doskonałe?
Jeśli Bog nie ma dla mnie mozliwość( chocby potencjalnej- gdzie tylko potrzeba naszej wolnej woli by było dobrze)w związku z polówkiem, to nie wierze, że ma dla mnie cudny związek z kimkolwiek.


Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2011-10-15, 13:06:56
Clint

Ten pniższy przykład zupełnie czego innego dotyczy, ja bym się nie upierała przy kimkolwiek innym niż połówek.
MOgę sie jedynie upierać, przy tym, że Bog ma dla mnie kogoś idealnie harmonijnego ktokolwiek to jest, ale ma, że będe mogła być z tą istotą spełniona i szczęsliwa, a on ze mną.

NO i nie chce mi się wierzyć, że Bog nie daje szansy odpudowania czegoś pieknego, co się przez głupotę straciło.
Jeśli z własnej woli, z tej możliwości byśmy nie skorzystali, albo któreś z nas, to ok. Ale jesli jest mozliwość wogole, a to my decydujemy, to zupelnie co innego. Jesli polowek by nie chcial z takiej mozliwosci skorzystac, to tez ok, ale wtedy chce by Bog dal mi zwiazek takiej jakości, albo jeszcze lepszy, z kimś innym. Zebym nie byla stratna.
Takiego Boga zaakceptuje.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2011-10-15, 13:13:30
"Jeśli Bog nie ma dla mnie mozliwość( chocby potencjalnej- gdzie tylko potrzeba naszej wolnej woli by było dobrze)w związku z polówkiem, to nie wierze, że ma dla mnie cudny związek z kimkolwiek."

No właśnie, a po co Ci ta potencjalna możliwość? Nie wystarczy Ci potencjalna możliwość stworzenia udanego związku z kimś innym? Dlaczego akurat z połówkiem musisz mieć te potencjalne możliwości? Przecież na pewno są osoby z którymi masz takie możliwości, a skoro są inni to po kiego grzyba Ci on? :P
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Olga w 2011-10-15, 13:13:44
Laka ale pojechałaś z tym Bogiem;p
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: J007 w 2011-10-15, 13:18:34
Zawsze gdy ludzie dużo, mówią i piszą o bogu zastanawiam się nad dwoma rzeczami:
- jak dużo składowych w tym bogu jest brudów pś,
- do ilu wykrętów służy rzekoma wola boga.

Warto sobie te pytania zadać w celu samoanalizy i samopoznania swoich wykrętów i zaciemnień.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2011-10-15, 13:19:49
"Jeśli z własnej woli, z tej możliwości byśmy nie skorzystali, albo któreś z nas, to ok"
To wasza wola sprawiła, że wasze drogi się tak bardzo rozjechały - Bóg nie miał z tym nic wspólnego.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2011-10-15, 13:24:26
Clint , nie wiem wlasnie po co mi ta mozliwosc, ale jakos bardzo mi się to ze sobą w pś łączy.

No i wywala mi, że Bog nie daje szansy powrotu jakby, uzdrowienia, powrotu do tego co było.

Olga

No ta wywałka to jest konkretnie na Boga. Ale dobrze, w koncu mi wywaliło, bo wcześniej to sie tak mieliło gdzieś wsrodku, jak za mgłą i sama nie wiedziałam o co mi chodzi.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: hydrozagadka w 2011-10-15, 13:28:01
A ja w ogóle nie wierzę w coś takiego, jak jakieś niezmienne, szczerze mówiąc. Skoro Bóg (w nas), jego energia Miłości, moc, jest wszechmocna i może w ten sposób działać zgodnie z wolną wolą i Najwyższym Dobrem, to nie ma czegoś niezmiennego, jeśli naprawdę chcemy coś zmienić lub uzdrowić. Szczerze. Wtedy nie ma żadnych przeszkód, tak uważam.

Zatem nie ma co się ograniczać ani do roztrząsania "niezmiennych" i się nimi gnębić, ani tez nie ma co się ograniczać do jednej osoby, typu "kiedyś połówek". Podświadomość oczywiście może być do tego bardzo przywiązana, moja jednak zaczyna coraz bardziej łapać, że jest duża różnica między karmiczną potencjalną (ongiś) harmonią, a realną harmonią teraz w życiu :) I to jest super!
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2011-10-15, 13:51:31
Laka
Równie dobrze ja mógłbym narzekać, że Bóg nie daje mi możliwości powrotu do roku 1816, bo ja tak bardzo lubiłem tamte czasy i się świetnie bawiłem :D

Bóg daje Ci możliwość stworzenia jakościowo tak samo dobrego związku, więc w czym problem?

Bądź ze sobą szczera i przyznaj, że po prostu nadal chcesz swojego połówka mimo iż sami zdecydowaliście pójść drogami tak odległymi od siebie.

Pamiętasz jeszcze "5 cm per second"? Pisałaś, że nie podobało Ci się zakończenie i ja wiem dlaczego. Tam bohaterka pogodziła się przeszłością i ułożyła sobie życie. Ostatnia scena na przejeździe kolejowym pięknie to symbolizowała - mimo, iż zauważyła swoją dawną miłość, to nie zatrzymywała się już i poszła dalej. Nie rozważała tak jak chłopak, co by były gdyby - odpuściła całkowicie i rozpoczęła nowe życie. Nie odwracała się w stronę przeszłości, ale śmiało kroczyła ku przyszłości.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2011-10-15, 14:18:32
Laka
Ty chyba rzeczywiście nie potrafisz i nie chcesz zaakcpetowac, ze Twój pierwotny połówek dzięki indywidualizacji nabawił się takich cech, jakie wykluczają możliwość stworzenia dobrego związku z Toba.
Owszem, moglibyście nad tym oboje popracowac, ale obawiam sie, ze prędzej dojdziecie do oświecenia, niż do takich zmian intencji, które pomogą Wam stworzyć doskonały związek.
Nie Bóg wymyślił indywidualizację i nie Bóg sie w niej zatracił. To Wy zatracilliście się w odchodzeniu od Prawdy, a Bog nie ingerował, bo tego wcale nie chcieliście. ALe co złego, to teraz On :((

Konstruktywne wyjście z tego, to odpuszczenie sobie tęsknoty za połówkiem takim, jakim był przed indywidualizacją. I otwarcie się na takiego faceta, ktory będzie z Tobą w pelni harmonizował, nie tylko w pamięci dawnych czasów, ale i w realu.
Oczywiście, ma harmonizowc nie tylko na poziomie WJ, ale w biopolu, celach życia i związku, nastawieniu do seksu oraz dzieci, a także w wielu innych sprawach. Twój pierwotny połowek na dziś się do tego nie nadaje. Na jutro, nie wiadomo, bo oboje mysielibyście intensywnie odkręcać to, co zakręciliście. OBOJE!

Wszelkie znaki na niebie i na ziemi wskazują na to,że uzdrowienie karmy między Wami polega na odpuszczeniu sobie tęsknoty za tym, co było kiedyś, a już nie wróci. Chodzi o przejscie świadomości z MUSZĘ, na MOGĘ, ale nie muszę. Możesz kochać swego pierwotnego połówka mając jednak świadomość, że do związku nie pasujecie. I możesz JEDNOCZEŚNIE kochać inne istoty mając świadomośc, że nie z każdą kochaną osobą tworzy się związek.
To nie Bóg jest taki zły, że nie pozwoli Wam na odwrócenie wszelkich karmicznych wyborów. To są KONSEKWENCJE Waszych wyborów i WASZYCH OPORÓW przed powrotem do pierwotnych wlaściwości i cech. A  odwracanie skutków wyborów moze zająć ogromnie dużo czasu przez wiele wcieleń. I to pod warunkiem, że OBOJE wyrazicie na to zgodę świadomie i podświadomoe. Bóg nie jest aż tak dobry, żeby z powodu Waszych zachcianek łamać Waszą wolę. Uzdrawianie tej relacji może Wam zająć wiele czasu, może aż do późnej starości. A mimo to nie zmieni biopola (chyba, że zostało ono przekodowane, to wtedy da się usunąć przekodowującą matryce).

A w koncu, jak już się tak abrdzo upierasz przy woli i zaangażowaniu Boga w uzdrawianie Waszego związku, to zapytaj połówka, czy on w ogole chce z Tobą być? Czy chce to uzdrowić?
A jak nie chce, to nawet nie masz co marzyć o uzdrowieniu relacji w tym wcieleniu. Bo bez jego głebokiej i wewnętrznej zgody na pracę nad sobą i bez tej pracy nic z tego nie wyjdzie.

Jeśli planujesz być niszczęśliwą i niespełniona do oświecenia, to z oświecenia też nic nie wyjdzie. Bo to, na czym skupiasz uwagę, wzrasta.

hydrozagadka
Ja wiem,że to może podważyć Twoją wiarę w nieistnienie niezmienności. Można człowieka "zrobić w konia". To fakt. Ale czy uda Ci sie w tym wcieleniu zamienić pszczólkę w konia? :)))
Jak Ci już wyjdzie, to się pochwal :))
A potem Cię poproszę,żebyś zamieniła strzygę w Anioła. :)))
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: hydrozagadka w 2011-10-15, 14:23:08
Leszek - pisałam o tej bardziej abstrakcyjnej niezmienności :P, czyli np.: niezmienności cech czy tendencji karmicznych. I tu uważam, że nie ma czegoś takiego jak 100% niezmienność czegoś już zastałego, choć oczywiście mogą być przypadki, że zmiany następować mogą w danym wcieleniu  tylko w pewnych widełkach. Kiedy dana osoba rzeczywiście chce coś szczerze zmienić i naprawdę jest to korzystne, to może to zmienić. I pod tym kątem o tym pisałam :)

W stylu - zmiana drogi życia, przekroczenie jej - która może być równoznaczna ze zmianą tendencji karmicznych.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2011-10-15, 14:40:02
hydrozagadka
No tak, cechy można zmieniać. Można nawet wybielić murzyna, ale nie da się zmienić biopola (chyba że zostało w przeszłości przekodowane, to można je odkodować).
Niektóre cechy oraz intencje są tak głeboko ugruntowane, że zmiana ich musiałaby trwać bardzo długo i kosztować wiele pracy nad sobą. Pracy w ogóle zbędnej, bo z punktu widzenia rozwoju duchowego czy zgodności z Najwyższym Dobrem cechy te są zupełnie nieistotne. Co więcej, zmiana pewnych cech oraz intencji może być SPRZECZNA z ND.
Jeśli chodzi o preferencje karmiczne, to zdecydowanie korzystniejsze jest zaakceptowanie tego, co się ma, niż staranie się, by to zmienić. Wyjątek stanowią tu preferencje szkodliwe. Ale co moze być szkodliwego w tym, że ktoś ma preferencję: partner tak, dzieci nie? Albo dzieci tak, a partner nie? Albo partner nie, dzieci nie?
I po co taką tendencję zmieniac, jeśli ona jest zgodna w 100% z Najwyższym Dobrem?
Trzeba zaakceptować co się ma i przyciągnąć osobe, ktora ma podobnie.
A jesli sie nie chce zaakceptować, to się szarpie z sobą i na dodatek obwinia Boga, że niezyczliwy.

Przekraczanie karmy w wyniku zmiany drogi życia nie jest tak radykalne, jakby to niektorzy chcieli. jest wystarczające, by wieść duzo lepsze życie, zgodne z Najwyższym Dobrem.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: hydrozagadka w 2011-10-15, 14:55:06
Leszku, piszesz, ze biopola nie można zmienić - to jak to jest, ze kiedyś połówki mogą mieć obecnie biopole na 85%? Blokady, przekodowania czy coś jeszcze innego? Jeśli przekodowania - to jak sam napisałeś - jest to do zmiany. O ile oczywiście harmonia połówek ogarniała również biopole (przede wszystkim jest to emanacja energii ciała fizycznego plus energii własnej duchowej, czy dobrze to rozumiem)?

Pisałam o cechach i preferencjach, których zmiana jest naprawdę korzystna, a nie o takich, które ktoś chce zmienić w sobie wbrew sobie, np.: na skutek społecznych presji.

Kiedyś, w tym wcieleniu, w ogóle nie rozumiałam na co komu bycie w związku, skoro prawie wszystko de facto można zrobić samemu i to bez oglądania się na innych, dostosowywania się do nich, jak to się mówi "bez zawracania głowy i d.." ;) I było to dogłębne, tak że przejawiało się to również na poziomie fizycznym, wyborze przejawiania fizycznego. Dopiero po puszczeniu bardzo silnych blokad przeciwko związkom, zaczęłam zauważać korzyści płynące z faktu dzielenia się z kimś fajnym swoimi działaniami, przemyśleniami itp. Jestem przekonana, ze w tym przypadku przekroczyłam i zmieniłam swoją tendencję karmiczną i jest to naprawdę dla mnie korzystne, mimo ze czasem jeszcze się męczę z pewnymi zagadnieniami z tej sfery ;)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2011-10-15, 15:50:33
Jeśli chodzi o wibrację biopola, rzeczywiście, wiąze się z ciałem, ale nie tylko. Jak jest w konkretnym przypadku, trzeba by sprawdzić - czy to wynik karmy urodzenia, czy przekodowania.

Cieszę się, że udało Ci się przekroczyć karmę. W Twoim wypadku świadczy to o tym, że wracasz do swej podstawowej tendencji karmicznej, ktora była mocno zasłonieta przez zakłamanie, choć zgodna w 100% z Twoim ND.
Wiele osób doświadcza czegoś podobnego, ale są też takie, które usiłuja być kimś, kim nigdy nie będą.

Zakłamanie podstawowej tendencji karmicznej, ktora JEST ZGODNA Z ND w 100%, wytępuje przede wszystkim u DDA. Te osoby starają sie coś udowodnić (np. że będą lepszymi rodzicami, że dziecku zapewnią więcej szczęscia niż ich rodzice), albo unikają zwiazków, by uniknąć kłopotów (choć tęsknią za związkiem).
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: hydrozagadka w 2011-10-15, 16:19:51
Okej, rozumiem :)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2011-10-15, 17:18:31
Leszek


No nie moge jakos zaakceptowac, ale czuje, ze juz mi cos zeszło dzisiaj i bedzie szlo do przodu, ku uzdrowieniu. Chce juz to uzdrowic do konca, choc mam opory. W kazdym razie czuje, że juz czas i dzieje się.

A nie mogę chyba tez dlatego, że sa konsekwencje wyborow ktore sa nieodwracalne- to mi sie troche kojarzy z kara Bożą i wlasnie utrata i Boską niezyczliwoscią, albo Boską niemocą, przymusem ponoszenia konsekwencji długo, długo. Odpukałam teraz i mi troche zeszlo.

"Tendencja karmiczna"- może się kojarzyć z negatywną tendencją karmiczną. Czyli coś do uzdrowienia, zamiast zgodnego z ND. Na tym tle mogą być nieporozumienia.

A jak to jest w przypadku zwiazku, ktory nie jest zgodny z ND, czy może być w takim związku "droga życia" wspólna na 90%?
Czy moze byc tak, ze taka droga zycia oznacza bliski kontakt, ale nie koiecznie  zwiazek? np rodzic- dziecko, przyjaciele, czy jakies inne relacje..

Dzięki, za tego posta, troche mnie oprzytomnił. Ja nie chcę całego życia spędzić na przygotowaniu do związku i czekaniu. Co to to nie.
Przykro mi, że ta indywidualizacja jest nieodwracalna, jakbyśmy zostali na stałe zniekształceni, różni od siebie. Myślałam, że indywidualizację się odreagowuje i "po krzyku", nie ma czegoś takiego jak jakieś "stałe, korzystne, tendencje karmiczne", ktore na dodatek nas różnią na tyle byśmy nie mogli być razem.
To w sumie bez sensu się w tym wcieleniu przyciągnęliśmy, chyba tylko, żeby pocierpieć, że tak bardzo chcemy być razem, a nie możemy.
Ja jak wchodziłam w ten związek, to miałam super pozytywne podejście i otwartość, że jak coś nie gra to wszystko da się uzdrowić i to w dość krótkim czasie, bo to nie nasze prawdziwe. W końcu jesteśmy połówki, rozwijamy się i chcemy bardzo być razem, więc co mogłoby być nie tak. Od tego czasu boję się myśleć pozytywnie, tak mi się zakodowało. Zamknęłam się też na WJ i to co mi nadaje, na Boskie wibracje i miłość, na które byłam wcześniej dość otwarta. Pod wpływem tych sytuacji, tej relacji i rozczarowania tym wszystkim.

Leszku a wiesz może co decyduje o tym jakie kto ma biopole na dane wcielenie? Pomijając jakieś przekodowania, które można by puścić.
Jak mogliśmy sobie"zrobić" rożne? Piszesz, że chodzi o ciało, ale w jakim sensie?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Olga w 2011-10-15, 17:24:09
Fajnie, dowiedziałam sie o czymś nowym o tendencji karmicznej:)
Przy okazji- Hydzia-gratki:)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2011-10-15, 17:37:46
Laka - z tymi tendencjami karmicznymi to jest tak, że pod wpływem tego co się działo w naszych kolejnych życiach, tego jakie decyzje podejmowaliśmy, itd. zaczęły się rodzić potrzeby, pragnienia i marzenia, których wcześniej nie było. U jednego to będzie posiadanie potomstwa, u innego podróżowanie po świecie. Przed zejściem w materię nie było takich możliwości, więc też nie mieliśmy takich tendencji, ale przebywając tutaj naturalnym porządkiem rzeczy było to, że wpłynie to na nas.

I o ile tendencje tego typu nie są niczym złym i mogą być zgodne z ND, to może to prowadzić do rozdzielenia dróg dwóch istot tak jak w Twoim przypadku. Indywidualizacja odpowiada za to, że poszliście w różnych kierunkach i pomijając negatywne tendencje do uzdrowienia, powstały też różne pozytywne tendencje. Narodziły się wewnętrzne potrzeby do robienia tego i tamtego, ale są one różne, bo powstały na bazie różnych doświadczeń - w końcu sami chcieliście się różnicować. W efekcie potrzebujecie teraz do spełnienia czegoś innego, niż druga osoba. I z tego powodu też nie możecie spełniać się razem (co najwyżej częściowo).

Szczęśliwie się składa, że wszechświat jest nieskończenie bogaty, więc zawsze można sobie znaleźć kogoś, kto idzie w tym samym kierunku co my na chwilę obecną. :)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2011-10-15, 18:11:12
W tym anime to wiesz co? MI ta dziewczyna mnie w tej relacji przypominała o dziwo i ja nawet nie zwróciłam uwagi, nie pomyślałam, że ona go zauważyła, poznała i odeszła celowo. Zupełnie tak tego nie odebrałam.

Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: DarkAngelbubu w 2011-10-15, 18:19:44
Maciej, Ty cały czas wychodzisz z błędnego założenia pt: " Muszę nadal Walczyć o tę miłość! ".
I to jest Twój podstawowy błąd.
Drugi błąd to taki, że jedynie bierzesz do siebie tylko te mądre rady, które pasują Ci w zdobyciu (według

Ciebie) Ani.

A Tu nie o to chodzi.
Jeśli chcesz  by Ania wróciła, to musisz przestać o tym myśleć. Bo świadomie tego chcesz, a podświadomie

się boisz, że to nie ma szans.
A zdajesz sobie chyba sprawę jak wielkie znaczenie ma umysł poświadomy w tym co nas  spotyka ?

Chcesz wskazowek ?

Ok. Pisz więc to co podałem Ci wcześniej:

"1. Afirmuj lub uczyń modlitwy o uwolnienie od wszelkich szkodliwych i niekorzystnych związków, a także od

intencji, przymusów i mechanizmu wabienia niewłaściwych (nieharmonizujących) osobników.

2. Po minimum 7 dniach określ sobie, czego chcesz, o co ci chodzi w relacji z drugą osobą. MUSISZ wziąć pod

uwagę harmonię uczuć, energii i celów oraz to, że partner (związek) powinien gwarantować Ci miłość, jasność

umysłu, błogość i podwyższenie wibracji.

3. Jeśli afirmujesz lub wizualizujesz harmonię energii w związku, skup się tylko na tym jednym temacie.

4. Nieodzowne jest stosowanie następującej afirmacji: „Ja, (imię), zasługuję (otwieram się, jestem gotowy)

na doskonały związek miłości i seksu, w którym doświadczam harmonii uczuć, energii i celów”.

5. W medytacji wyobraź sobie i poczuj, że jesteś czystą-anielską (elfią, ludzką, itd.) energią, która

przyciąga podobną sobie energię o prawie identycznych wibracjach (jak najbardziej zbliżonych do Twoich).
Poczuj przyjemne (rozkoszne, błogie) wibracje swoje i drugiej osoby. One już się znają (niekoniecznie z

przeszłości) .

6. To powinno wystarczyć, a jeżeli nie, wówczas przejdź kilka sesji regresingu, a potem:

7. Afirmuj, że „Bóg wspiera mnie w tworzeniu doskonałego związku z partnerką, która odpowiada mi pod każdym

względem”.

8. Wykonaj modlitwę o przyciągnięcie tej właściwej osoby, bez względu na to kim ona jest, gdzie jest, a

także bez względu na wszelkie przeszkody zewnętrzne i wewnętrzne.

9. Jeśli jesteś zachłanny na mnożenie doświadczeń lub partnerów, poproś zaufaną osobę, by wykonała w Twym
imieniu modlitwę z pkt. 8."


Apropo punktu 1,2 i 7.

1--- Tu może wywalać lęk, że jak zaczniesz to pisać to uwolnisz się na zawsze od Ani.
Ale tu musisz właśnie to zrobić, by się przypadkiem nie oszukiwać, bo tu ci wywali czy naprawdę chcesz z

Anią być i czy to jest ta właściwa osoba. Jak to jest Ania, to nie masz się przecież czego bać. Prawda ??

Nie uwolnisz się przecież od niej jeśli jest tą właściwą osobą :)

2---tutaj zrobiłbym też taką kolumnę, że bierzesz kartkę papieru i dzielisz linią pionową na pół.

Wypisujesz wszystkie swoje wymarzone zachcianki i marzenia dotyczące tej idealnej partnerki. To ma być

wszystko co sobie  kiedykolwiek zamarzyłeś bądź wyobrażałeś na ten temat.
Nawet ilość pieprzyków na cipce czy piegów na nosie. Ma być to naprawdę dokładne.
A potem, jak już naprawdę wszytko wypiszesz, to sobie napisz na drugiej połowie kartki,co z tego by Ci

odpowiadało gdybyś taką osobę z tymi cechami znalazł.

A potem weź kartkę i wypisz sobie co lubisz u Ani, a czego nie lubisz lub wręcz nienawidzisz u niej. Bądź

szczery. możesz potem te kartki spalić :)


A jak już to przejdziesz i jeszcze się nie zabijesz ;) to pisz tę afirmację:
 "„Bóg wspiera mnie w tworzeniu doskonałego związku z partnerką, która odpowiada mi pod każdym względem”.

I koniecznie  pisz kolumnę reakcjii.
Pisz tę afirmacje aż do skutku. Mi zajęło 10 miesięcy by się spełniła.
To naprawdę mało czasu.
Jak kochasz to poczekasz.


ps. apropo punktu 8,9to zrób tę modlitwe jeśli czujesz się na siłach. Jakby co to ja już zrobiłem to za Ciebie. Nie przeklinaj mnie i mi nie dziękuj ;)


Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2011-10-15, 18:24:05
Clint

Ja nie wiem co to znaczy zgodne z ND. Kiedyś myślałam sobie tak: ja i połówek jesteśmy na 100% harmonijni, reszta to karma, coś nabytego. Skoro się spotkaliśmy, przyciągnęliśmy, po moich modlitwach, medytacjach,na najlepszego dla mnie partnera, gdzie ja czułam super miłość i otwartość na to co Bog dla mnie ma i zaufanie, ze będzie super harmonijny partner, to znaczy że jest ok i będzie ok. I że jest to zgodne z ND. Inaczej przyciągnąłby się ktoś inny.

To wszystko miało być takie proste. NIgdy nie pomyślałam, że zgodne z ND może być to byśmy nie byli ze sobą, tylko z kimś innym. To tak dla mojej pś jakby BOg tak chciał, a przecież nas stworzył jakby dla siebie, harmonijnych, wiec czemu teraz ma być inaczej.
 Jeszcze mi dziś odpaliła jakaś karmiczna zazdrość o inną potencjalną partnerkę, że on chyba z jakimiś był i mu było dobrze, a nie ze mną. Tego nie rozumiałam. Nienawiść do Boga poczułam, że on  daje mu inne partnerki z którymi może być szczęśliwy, że wspiera nasze rozdzielenie.! A to ja przecież miałam być tą właściwą.

Już do mnie świadomie dociera co nieco, ale i tak ciężko to idzie. Moja pś jak ktoś mi mówi, że on nie dla mnie podejrzliwie patrzy, że ktoś chce nas rozdzielić.
Ale jeśli to prawda, to jest mi przykro bardzo, że tak mieszałam w tym związku sobie  i jemu w tych wszystkich wcieleniach+jeszcze innym zaangazowanym w to osobom.
Dziś mam mega smutny dzień.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2011-10-15, 18:26:33
Poza tym uważałam, że indywidualizacja to jest bezwzględnie zła rzecz do odreagowania, nic to nie ma wspólnego z ND.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2011-10-15, 18:30:10
Laka
Zważ na to że partnera przyciąga podświadomość a nie WJ. I pierwsze co przyciąga, to najbardziej zgodne z jej wyobrażeniami. Przy silnej karmie związkowej z kimś, podświadomość na hasło "najlepszy" przyciąga tego który jest dla niej najważniejszy. A jak było miło i przyjemnie to dlatego że na pewnej płaszczyźnie waszej relacji było to zgodne z Najwyższym Dobrem. Niekoniecznie na płaszczyźnie trwałego związku.

Indywidualizacja nie jest czymś trwałym, ale potrafi być długotrwałym (można spojrzeć na ilość poprzednich wcieleń) gdy nie ma intencji rozstawania się z nią.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2011-10-15, 18:40:11
Witek

To prawda, mi się chyba pomieszało w pewnym momencie, mozliwe ze weszlam latwo w karmiczne jakies stare koleiny.

"Indywidualizacja nie jest czymś trwałym, ale potrafi być długotrwałym (można spojrzeć na ilość poprzednich wcieleń) gdy nie ma intencji rozstawania się z nią."

No ale jak to? Przecież z tego co tu było pisane wynika, że indywidualizacja wcale nie jest niczym złym i skutki indywidualizacji mogą być zgodne z ND.
Bo każdy lubi co innego i w czym innym chce się spełniać i nic złego w tym nie ma. Tak jak Clint napisał. Trudno się z tym nie zgodzić.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2011-10-15, 18:42:52
Zamierzam popracować nad przebaczeniem sobie, polówkowi i zaakceptowaniem tej indywidualizacji, że jestem teraz kim jestem i on też.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Mariomar w 2011-10-15, 18:47:38
Darku Angello Bubu,

Zainspirowałęś mnie, pisząc:

"Pisz tę afirmacje aż do skutku. Mi zajęło 10 miesięcy by się spełniła."

Ja pisałem swoje afirmacje po 6 miesięcy, i gdy się nie sprawdzała, niestety zarzucałem je. Teraz je sobie świadomie powtarzam na głos w relaksie w 3 osobach tak, jak się pisze), gdyż do mnie przemawia głos, i to głośny głos, a nie jakiś tam szept. Moja pś zwraca uwagę na to, co ktoś mówi stanowczo i zdecydowanie i... głośno. Ale może spróbuję równolegle pisać afirmację aż do skutku, czyli 10 miesięcy, może rok.

Tylko czy przy takim pisaniu się ni zahipnotyzuję? Bo jak piszę już tak długo, afirmacja wydaje mi się taka pusta i wyblakła, a gdy mówię je sobei w relaksie na głos, czuję ją całym sobą.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Olga w 2011-10-15, 19:01:03
Ja afirmacji nie piszę, owszem prubowałam wiele razy, ale nie czuje tego wogóle, do mnie dociera szybciej i przyjemniej powtarzanie sobie, kontemplowanie tego
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2011-10-15, 19:03:28
Laka
Indywidualizacja sama w sobie jest procesem niekorzystnym. Bezpośrednie skutki indywidualizacji są niekorzystne, ale pośrednie mogą już być neutralne lub nawet korzystne.

Bezpośrednimi skutkami jest wszelkiego rodzaju odcinanie się od Boga i siebie samego, a w miejsce tego tworzenie sztucznych tworów. Tu jest oczywiste, że to samo w sobie jest bardzo niekorzystne dla nas. Idąc dalej - te bezpośrednie skutki miały bardzo duży wpływ na nas samych. To jacy byliśmy, czego doświadczyliśmy w wyniku indywidualizacji doprowadziło do wytworzenia chęci doświadczenia pewnych rzeczy np. wychowania dzieci.

I teraz tak - sama chęć wychowania dzieci nie jest niczym złym i może być zgodna z naszym ND(bo się dzieje to co dla nas korzystne). Niekorzystne jednak było to, że w ogóle pojawiło się niespełnienie w temacie (co jest skutkiem ind.), ale skoro już ono jest, to korzystne będzie spełnienie się w tym.

Nasze ND nagina się do tego jak się zmieniamy, nawet pod wpływem niekorzystnych tendencji. Dlatego też o ile kiedyś Twoim ND mógł być połówek, to teraz jest jakiś inny koleś. Najważniejsze to sobie uświadomić zmienność korzystności, gdy jesteśmy jeszcze pod wpływem różnych uwarunkowań.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2011-10-15, 19:06:36
Niekoniecznie skutki indywidualizacji - może inaczej, jak już się ktoś wyindywidualizował, to zgodne z jego Najwyższym Dobrem jest powracanie do swojej natury, czasem wiąże się to z przerabianiem aktualnej karmy (rozwijaniem spełnienia w danej dziedzinie, uwalniania od zaślepień). Czyli w praktyce jako że zmieniły się warunki, to co innego może być najlepszym - nie zmienia się że rozwiązanie przynosi potencjalnie najwięcej szczęścia. Jeśli ktoś np. ma już karmę związaną z seksem, to jakieś formy przejawiania się w seksie mogą być zgodne z Najwyższym Dobrem tej osoby (wyzwalające, dające poczucie spełnienia), jak ktoś nie ma w tym aspekcie karmy, to np. takim być nie musi (bo nie potrzeba).
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2011-10-15, 19:15:01
Kochani jesteście, że mi tak cierpliwie wyjaśniacie, dziękuje:*
Pomaga.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2011-10-15, 19:25:40
"Nasze ND nagina się do tego jak się zmieniamy, nawet pod wpływem niekorzystnych tendencji. Dlatego też o ile kiedyś Twoim ND mógł być połówek, to teraz jest jakiś inny koleś. Najważniejsze to sobie uświadomić zmienność korzystności, gdy jesteśmy jeszcze pod wpływem różnych uwarunkowań."

Tego mi brakowało, żeby zrozumieć o co chodzi z ND.
Tej zmienności, dla mnie było to proste ale bardziej sztywne.
I co ciekawe obwiniałam o to Boga, że jak ma kogoś innego na dany moment dla połowka( to z innych wcielen), to znaczy, że mi jest nieżyczliwy, bo wspiera jego indywidualizację( tego tak nie nazywałam, ale czułam),odejście ode mnie i nie wspiera naszej harmonii, a uważałam, że jesteśmy od Boga przecież dla siebie.
Chodziło o to niezrozumienie Boga, a jednocześnie jeszcze wkreny od Przedwiecznych, co wzmacniało się wzajemnie.
No i bardzo mnie wkurzało, jak połowek był szczesliwy robiac coś, co nie jest zgodne ze mną. Oj to było chyba najgorsze. On wobec mnie miał tez tak z tego co widziałam. Też tego nie mógł znieść.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2011-10-15, 19:26:32
Uff:)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2011-10-15, 19:32:39
Jesli ktos ma z kims wspolną droge zycia, bardzo wysoko czy to znaczy że jednocześnie na tyle na ile jest ta harmonijna droga zycia to jest to zgodne z ND dobrem tych osob, by byc ze sobą w bliskiej relacji?
Czy to nie koniecznie musi byc tak:)?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: hydrozagadka w 2011-10-15, 19:37:55
Bardzo fajna rozmowa. Też mi przejaśniła parę rzeczy. Dziękuję :)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2011-10-15, 20:10:06
Laka
1. Przekonanie,że Bóg powinien nam pozwalać robić wszelkie głupoty bez skutków ubiocznych to ideologia Galaretowatych, którzy wreszcie doszli do wniosku, że takiego Boga, który wymaga konsekwencji, nalezy oalić i wprowadzić takiego, który konsekwencji nie wymaga. Dla otrzeźwienia warto obejrzeć komedię Bruce Wszechmogący.
2. Tendencje karmiczne mogą byc zgodne z ND (jeśli wynikają z zasługi karmicznej), lub niezgodne (jesli wynikają z obciazeń).
3. W związkach nie musi występować wysoka zgodnosć z ND. Ważne, że występuje zgodność z INTENCJAMI. A intencje wcale nie muszą być zdrowe, czyli zgodne z ND.
4. Wspólna droga życiowa oznacza zgodność decyzji, ktore podjęly 2 osoby przed wcieleniem. Nawet jeśli to miało by być siedzenie w odrębnych klasztorach. Choć raczej oznacza decyzje na temat związków.
5. Stałe, korzystne tendencje karmiczne różnią nas, szczególnie jesli jedna z osób przejawia karmiczne tendencje niekorzystne. A nie tylko partrząc z perspektywy antypołówkowców, może się okazać, że próby odbudowania związku połówek mogą być niekorzystne (przy rozbieżnościach intencji). NAtomiast trzeba wziąć pod uwagę, że mamy potencjalne możliwości spotkać kogoś bardziej na to wcielenie harmonijnego niż wyindywidualizowana połówka.
6. Za cholerę nie rozumiem, jakie mogą być powody, że ludzie, ktorzy chcą być razem, nie mogą być razem? TO dla mnie nie do pojecia. Chcieć to móc. oczywiście, chcieć muszą obie strony. Ja tak kiedyś miałem w związku, że oboje deklarowaliśmy, że bardzo chcemy z soba być. Tylko wszystko ukłądało się nie tak. Wreszcie ją przycisnąłem i wtedy okazało się, ze jej wcale nie o to chodzi, żeby być ze mną, tylko zebym ją odreagował, a potem puscił wolno. No to z bólem, ale puściłem.
7. Niestety, nie wiem, co decyduje o tym, jakie kto ma biopole na dane wcielenie.
8. Skutki indywidualizacji niekoniecznie są zgodne z ND. Raczej nie są. Ty patrzylaś na indywidualizację jako coś zmiennego, podczas gdy stan anielski i ND wydawały Ci się statycznymi. A to się też pozmieniało. I częśc tego, co się pozmieniało, może być zgodna z ND, a część nie.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2011-10-15, 20:27:56
Wśród bliskich sobie istot byli sobie pani i pan A, oraz pani i pan B, którzy tworzyli związki połówkowe A i B,  zgodne w 100% z ND. Ale potem  pani A i pan B zajęli się indywidualizacją. Wtedy już związki A i B przestały być zgodne z ND. Tym niemniej pani B i pan A nie zaakceptowali wolnego wyboru partnerów i upierali sie, by Bog znów połączył ich tak, jak wcześniej, czyli panią B z wyindywidualizowanym panem B, a pana A z wyindywidualizowaną panią A. Uparli się więc, że bedzie to zgodne z ich Najwyższym Dobrem. A jak nie, to Bóg ma przerąbane, bo jest sykinsynem, który nie pozwala na zaistnienie ND. Pani B i Pan A nie chcieli i nie potrafili zrozumiec, że jeśli ich połówki wybrały indywidualizację, to już do nich nie pasują, nie współgrają. Ale upierali się, żeby stał się cud, dzięki ktoremu będą ze swymi połówkami. Pani B i Pan A nie chcieli i nie potrafili zauważyć,że są najbardziej dla siebie harmonizującymi istotami. Nie mogli, bo zaślepiał ich żal po utracie pierwotnych połowek. Postanowili więc,że pójdą szukac swych połówek i pokażą Bogu, że potrafią dokonać tego, czego on nie mógł. Obiecali sobie również nigdy nie wierzyć w to, co Bóg im oferuje. A oferował Pani B pana A, a panu A, panią B. Jednak oni uznali, że tak być nie może, bo im się należą pierwotne połowki! Należą jak psu micha, a tylko przez złosliwośc Boga nie można znimi stowrzyć związku. Oczywiście, o intencjach nikt wtedy nie myślał.
Pani B i Pan A goniąc za swoimi "króliczkami" nabyli wielu cech, którzych wczęśniej nie posiadali. I te cechy też ich odrózniają od indywidualizujących się połówek. Odrozniają aż tak, że nie da się uzyskać porozumienia.
Oczywiście, Pani B i Pan A mogą pozostawać z sobą w pełnej harmonii i zgodnosci 100% z ND, ale obraza na Boga i tęsknota za dawnym szczęściem im na to nie pozwala, by stworzyli związek. I nadal się upieraja, że szczęscie mogą im dać tylko pierwotne połówki, które właśnie po to się wyindywidualizowały, żeby tego szczęscia nie doświadczać już nigdy więcej!
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2011-10-15, 20:32:37
Gwoli uzupełnienia:
U Aniołów w pierwotnym stanie swiadomosci nie było w ogóle intencji zwiazanych z seksem czy posiadaniem dzieci. Te intencje pojawiły się w trakcie dalszego rozwoju JUŻ w formie ludzkiej.
Tym niemniej u niektórych UA posiadanie dzieci moze być zgodne z ich ND, nawet w 100%, a u innych zupełnie niezgodne, wręcz szkodliwe dla ich rozwoju.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2011-10-15, 21:19:26
Fajnie opisane.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Olga w 2011-10-15, 21:25:53
zaczynają sie gromadzić cenne rozmowy i posty:)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-16, 09:08:20
Kochani!

Wiem, że pewnie jest do dla Was śmieszne i gówniarskie, że dojrzały facet, jest nie dojrzały emocjonalnie i zakochyuje się niczym 15-latek :(.
Bardzo mi Jej brak szczególnie rano, wtedy żadna modlitwa, żadna afirmacja nie przynosi ukojenia... choć Ania nie jest idealna kocham ją i pragnę z nią być.

Choć... może lepiej, że odeszła teraz niż poźniej, kiedy kochałbym jeszcze bardziej..?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2011-10-16, 10:42:09
Maciej

Przywiązanie i uzależnienie to nie czysta miłość( prawdziwa) to nadal przywiązanie i uzależnienie. Choć ludzie są nauczeni nazywać to miłością, dodawać do miłości jako składową.
Tak na prawdę dopóki ono jest, zaczyna działać to trudno wogóle czystą miłość poczuć i przejawić wobec drugiej osoby, bo pojawiają się napięcia, presje, chęć manipulować kimś, wkurzenie za niespełnione oczekiwania, frustracje itp
Ma się też poczucie, że wszystko nam się należy, nie patrząc na drugą osobę i to co dla niej faktycznie dobre, co ona by chciała.
Efekty są zwykle odwrotne do zamierzonych.

Byłam w związku z osobą z którą byłam karmicznie( w poprzednich wcieleniach) kodowana w połówkę, na dodatek ta osoba faktycznie była ze mną dość harmonijna w energiach( choć za mało na stworzenie fajnego związku) co powodowało dodatkowe wrażenie, że my jesteśmy dla siebie, bo odczucia były po części realne.
I był to bardzo ciężki związek, ale po odreagowaniu tych kodów porozjaśniało się w głowach( wystarczyło że ja puściłam, żeby było duuużo więcej swobody) i te wszystkie odczucia, stany, zaślepienia i bóle minęły. To na prawdę da się zrobić, i nie okazało się nie takie trudne:) Teraz żadne z nas nie ma ochoty na związek z tym drugim. Choć fajnie nam się kumpluje.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: DarkAngelbubu w 2011-10-16, 11:01:12
"..Wiem, że pewnie jest do dla Was śmieszne i gówniarskie,."

Nie, nie jest.
Nawet jeżeli to tak wygląda, to jedynie dlatego, że mamy poczucie humoru :)
A poważniej, to dlatego, że wiele z osób Ci radzących tego doświadczyło na własnej skórze i teraz wiedzą jak to wygląda z innej perspektywy.
Na pewno jak to przechodzili to  nie było nikomu wtedy do śmiechu.
A, że teraz  wychodzi nam "banan" na twarz? Bo się śmiejemy nie z Ciebie a z Siebie z tamtego czasu i swoich często dziwnych  decyzji.
Których Ty i tobie podobni/podobne mogą uniknąć. Choć rzadko ktokolwiek bierze sobie  te rady od razu do serca.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-16, 19:48:33
Hej DarkAngel :)

Zrobiłem te tabele, co do idealnej laski :) jakbym ją spotkał ? odpowiadałoby mi wszystko :D. Co do Ani, :( kocham w niej wszystko, to co mnie złości to szczegóły prawie nie mające znaczenia :(.
Pisze afirmacje, nie wiem nic o medytacji, potrzebuję twoich wskazówek.

Ty chcesz, abym się od niej uwolnił, a nie wcale ją odzyskiwał co? :) To podstęp :P
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: DarkAngelbubu w 2011-10-16, 20:30:17
Maciej :)
 Żaden podstęp :) jak Ania jest Ci przeznaczona to ci żaden UA a nawet sam Bóg nie przeszkodzi byście razem oglądali koniec Świata :)

"..to co mnie złości to szczegóły.."
Jak to mówią w szczegółch tkwi diabeł ;)
Ale Ok, nie czepiajmy się tego.
Pisz dalej afirmacje, a ten test z tabeli sobie za jakiś czas zrób znowu, bo zawsze coś tam można za pierwszym razem przeoczyć.

W afirmacjach pamietaj o kolumnie reakcji obok. Ona jest nawet bardziej ważna od samej afirmacji. Przynajmniej na począku aż nie przestanie wywalać
A zdażało się że, częto i starzy regreserzy "zapominali" ją pisać, a potem się dziwili, że afirmacja nie dział.

ps.zanim zaczniesz medytowac, naucz sie wpierw relaksować
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-16, 20:38:58
Angel

nie wiem co to jest kolumna reakcji i jak ja zapisywac, jakie reakcje?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-16, 20:53:13
Olga ja mam podobnie
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Ultraviolet w 2011-10-16, 20:55:14
Ja tylko dodam że na sprawy sercowe w takim praktycznym wymiarze dobra jest jakaś pasja i sport. Na serio, bardzo pomaga ;-)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-16, 21:02:42
Ultraviolet,

Próbuję właśnie wrócic do pisania powieści, a na razie to chyba zaczne znowu ćwiczyć na siłowni, a może brasilina jujitsu, chyba mam już dosć siły na to, bo jak dotąd było ciężko
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Ultraviolet w 2011-10-16, 21:04:16
Życzę powodzenia :))))
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2011-10-16, 21:39:17
"nie wiem co to jest kolumna reakcji i jak ja zapisywac, jakie reakcje?"

Dzielisz sobie kartkę na 2 części. W pierwszej piszesz afirmacje w drugiej zapisujesz myśli jakie ci w tym czasie przychodzą do głowy i  odczucia w ciele (np. ból głowy, żoładka itp)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-16, 21:42:29
Oki doki. Dziękuję :)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-16, 22:12:55
Dark Angel,

Mam taką afirmacją : ja Maciek zwracam wolnosć sobie i Ani . Niczego już nie czuję, nie mam co zapisac w kolumnie reakcji, jeszcze nie dawno płąkąłem strasznie mówiąc to do lustra, teraz pisze i nic. Ale jak sobie ją przypomnę, chwile z nią spedzone to jest znowu dół straszny :(.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: DarkAngelbubu w 2011-10-16, 23:26:49
Maciej

Jeśli świadomie i podświadomie zwróci się komuś i sobie wolność, to przestaje się z tego powodu cierpieć. Więc jeśli nadal cierpisz lub masz znieczulice emocjonalną, to pisz dalej tę afirmację, aż do skutku.
Czyli aż poczujesz się naprawdę uwolniony.

Pisz też : „Ja, (imię), zasługuję (otwieram się, jestem gotowy)
na doskonały związek miłości i seksu, w którym doświadczam harmonii uczuć, energii i celów”.

Ps. Zwrócenie komuś i sobie wolności Nie Jest równoznaczne z utratą danej osoby ! Ale jest napewno oczyszczające dla relacji między tymi osobami.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-17, 07:48:23
Dark Angel,

wciąż przeglądam jej profil na FB i szukam i sprawdzam czy pisze z innymi facetami, oglądam nasze stare zdjęcia, nie mam siły ich skasować, to zły znak?
Powinienem je skasować? Dziś znowu płakałem przy tej afirmacji : zwracam wolność : Straszliwie potrzebują z nią kontaktu, jej milczenie mnie zabija w środku, to odrzucenie i obojętnosć Angel jest najgorsze, czuje sie jak niechciany smieć, beznadziejny facet...
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Lynd Seagull w 2011-10-17, 08:46:46
"kocham w niej wszystko, to co mnie złości to szczegóły prawie nie mające znaczenia"

Zapisz sobie to zdanie i przypomnij sobie o nim za kilka lat. Będzie kupa śmiechu, gwarantuję :)
Też miałem tendencję tak mówić, teraz jak sobie przypomnę to zwykle odpowiedź brzmi: "łączyło nas to, i to, i... hmmm... że oboje... znaliśmy angielski..?" ;)

Przechodziłem przez baaardzo podobne do Twoich historie, z podobnymi melodramatycznymi nastawieniami i jazdami (o, i to jakimi! ;) Potem świat zaskoczył mnie nie raz, odnośnie tego jakich ma dla mnie ludzi (nie tylko do związku). A z moją "Anią" nie wiem czy teraz miałbym choćby wspólne tematy do rozmowy.

Tejk it izi i pracuj nad sobą, z czasem nabierzesz perspektywy. Jak to kiedyś powiedział mądry człowiek "i to minie" :)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: J007 w 2011-10-17, 08:47:43
Maciej,
Mam pytanie naprawdę poważne.
Dlaczego wszedłeś na akurat to forum i czego oczekujesz po pisaniu tutaj.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2011-10-17, 09:42:30
Po pierwsze Maciej nie potrzebujesz Ani. Ale za to potrzebujesz:

"Straszliwie potrzebują z nią kontaktu, jej milczenie mnie zabija w środku, to odrzucenie i obojętnosć Angel jest najgorsze, czuje sie jak niechciany smieć, beznadziejny facet..."

Potrzebujesz kontaktu z drugą osobą, potwierdzenia, że jesteś kochany, chciany, cenny i wartościowy dla kogoś(??) itp, itd. Czyli potrzebujesz kogoś by czuć się chcianym i kochanym. A przecież możesz dać to sobie sam.

Wypisz wszystko co chcesz od Ani, czego ci teraz brakuje, co ona ma ci dać. I spójrz na to co napisałeś pod kątem samooceny i tego co to mówi o tobie.

Np. "czuje sie jak niechciany smieć, beznadziejny facet..." - oznacza to, że dokładnie tak o sobie myślisz i tak siebie traktujesz, jak śmiecia i beznadziejnego faceta, a Ania miała to zmienić, dzięki Ani miałeś się poczuć i zacząć myśleć o sobie lepiej.

To co w przykładzie napisałam, to pewne uproszczenia, ale tak to działa.

Ania ma ci coś dawać, coś gwarantować. Znajdź to i popracuj nad tym.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: DarkAngelbubu w 2011-10-17, 11:07:25
Maciej

Ja swego czasu zbieralem na dysk do kolekcji, każde zdjęcie "mojej Ani", które pojawiało się na CUDzie i gdziekolwiek znalazłem w necie. Przez "przypadek", jak czyściłem twardy dysk ze śmieci, to omyłkowo usunąłem folder z tymi zdjęciami. I.. i jak się zorientowałem, że to nieodwracalnie usunąłem, to poczułem ulgę.
Poczułem wolność od uzależnienia.

Zdjęć nie kasuj jak tego nie chcesz, bo zawsze znajdziesz sposób by zdobyć nowe i dalej się zadręczać. Ps.a w wolnych chwilach, pooglądaj sobie fotki ładnych dziewczyn na necie. Zorientujesz się naprzykład, że jest dużo innych dziewczyn i to sporo młodszych a ładniejszych.

Ps2. Aha, I jak tu napisali inni, Nie Uzależniaj swojej samooceny od tego co myśli o Tobie w tej chwili Ania. Tymbardziej jeśli nie myśli o Tobie wcale. :)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-17, 18:28:27
Kochani,

To jest tak, że moja samoocena jest równa niemal zeru dlatego, że ona mnie nie chce. Ja wiem, że w jej oczach jestem zajebisty i ona pewnie wie, że już lepszego nie znajdzie, ale pomimo tego czuję się fatalnie. Milczy, bo może rzeczywiście o mnie nie myśli :(.
Moja kumpela napisała :"biedna dziewczynka miała skarb w swoich rękach i go wypuściła" pocieszyło mnie to na chwilę. Inny mówią, jak dostanie faceta co ją bedzie lał po ryju, albo przykład Angela :), to zatęskni. Też nie pomaga. Najsmutniejsze jest to, że ja sam sobie nie pozwala sobie uwolnić sie od niej, odmawiam afirmacje, odczyniam intencje, apotem układam swoje : Dobry Boze spraw aby Ania mnie pokochała, aby oprzytomniała :(.
Chciałem, żeby ktos ztąd(forum) dobrymi, mądrymi radami mi pomógł i pomagacie mi Kochani, dziękuję, ale czuję że przedemną strasznie długa droga, a ból w sercu nie maleje, nie słabnie. NIe widze sensu życia nie znajduje go i radość, Dobry Boże radość opuściąl mnie na dobre, ja już nie umiem się uśmiechać. Kumple z pracy i z domu zapomnieli jak ten uśmiech wygląda. Nie wiem kiedy się uwolnię...
Pragnę jej powrotu, pragnę aby ppo wszystkich udanych regresjach i afirmacjach ona do mnie wróciła...
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2011-10-17, 18:33:47
Boże, Spraw, żeby Maciej oprzytomniał w temacie związków z kobietami!
To jest modlitwa właściwa dla Ciebie i taką stosuj!
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-17, 18:38:02
Leszku,

Chcesz powiedzieć, ze nie zmieniamy się podczas życia doczesnego na Ziemii? Nie zmieniamy celów życiowych i upodoban w związkach?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2011-10-17, 18:40:25
Chcę powiedzieć, że warto oprzytomnieć w temacie Ani i innych kobiet. O niezmienności to raczej Ty marzysz (żeby była z Tobą za wszelką cenę).
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2011-10-17, 18:43:31
Maciej.
Chodzi o to żebyś na trzeźwo i przytomnie zobaczył całą tę relację oraz to w jaki sposób budujesz relacje z kobietami.

Nie zmusisz Ani do powrotu, jesli ona tego nie chce, nawet jak będziesz pisał afirmacje przez 100 lat.

CHŁOPIE TO NIE ANIA MA CI GWARANTOWAĆ WYSOKĄ SAMOOCENĘ, ALE TO TY MASZ SOBIE JĄ WYPRACOWAĆ I CZUĆ SIĘ DOBRZE ZE SOBĄ Z NIĄ CZY BEZ NIEJ!!!
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Olga w 2011-10-17, 18:44:58
W rozwoju fenomenalne jest to, że to na czym bardzo nam zalezy i na punkcie czego dosłownie często warjujemy- w końcu odchodzi i pozostaje uśmiech na twarzy z napisem : aale byłem wtedy nieprzytomny:) to lubię.
A potem w raz z oczyszczaniem intencji i otwieraniem się na boskość- przychodzą nowe osoby dużo bardziej czystrze i świadome, i tutaj znowu : aale byłem kiedys nieprzytomny:)ale się wszystko zmieniło:) jak mogłem zyc tak jak kiedyś w takim brudzie?:p
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-17, 18:46:24
Zatem na czym ma polegać przytomne myśle o związku z kobietami. Mam przytomnie kochać? Tzn nie robić dla nich tego wszystkiego co zazwyczaj, nie dbać, nie kochać, nie zabiegać o ich wzgledy "nie nosić na rękach", być oschłym.
Wybacz Leszku, śmiej się , zgań mnie, ale naprostuj, powiedz co masz na myśli, jak ma wyglądac to myśłenie.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: J007 w 2011-10-17, 18:48:30
maciek,
zadałem ci takie pytanie, bo chyba nigdy wcześniej nie miałeś do czynienia z RD.
Więc wchodząc tutaj szukasz metody, zaklęcia żeby tak zmanipulować byłą żeby wróciła.
Zaklinając boga, ją cały świat by wróciła.

Masz wyjście.
Zająć się RD i zrozumiesz za jakiś czas o co chodzi, a teraz użyć go żeby nie wpaść w jeszcze większe doły lub iśc do psychologa, bo to wygląda na depresję i miotanie się żeby osiagnac to co sobie uroiłeś.
Twoje słowa są nieprzytomne, twoje myśli są nieprzytomne i emocje też więc piszesz takie rzeczy, że gdybyś nie był w tym stanie co jesteś zrozumiałbyś, że to jest chore i to dosłownie.
Pomóż sobie sam, albo idź po pomoc, ale nie używaj RD do osiągnięcia swoich zaślepień na swoją byłą.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: DarkAngelbubu w 2011-10-18, 12:23:05
Maciej
"..Tzn nie robić dla nich tego wszystkiego co zazwyczaj, nie dbać, nie kochać, nie zabiegać o ich wzgledy "nie nosić na rękach", być oschłym. "

Najfajniej to by było, jakbyś zaczął  je traktować NORMALNIE :)
Bo wybacz, ale empatycznie to ja odbieram, że traktujesz kobiety jako jakieś istoty bardziej ułomne niż mężczyźni.
I nawet jeśli tak by było w rzeczywistości (żart! :) to żadna istota w jakiś sposób"kaleka" a przede wszystkim kobieta(żart2:) nie lubi jak się jej to okazuje na każdym kroku.

To nie znaczy, że musisz być oschły, bo to akurat głupie, ale być taki jak na co dzień wobec kobiet na których Ci, aż tak nie zależy, a są dla Ciebie zwykłymi koleżankami.

Ty zapewne też jak by Ci zakochana w Tobie dziewczyna cały czas patrzyła w oczy, "nosiła na rękach", właziła na każdym kroku "w dupe", to byś też po jakimś czasie zaczął rzygać kolorową tęczą.

Przyjmij na klatę, że Ania wyjechała i na ten czas nie ma się co zamartwiać co dalej.
Zapisz się na jakiś sport, siłownię czy zajmij się czyś co zajmie Ci konstruktywnie czas.

I nie traktuj Ani tak jakby UMARŁA (!), bo Ona nadal żyje przecież i jak to do Ciebie w końcu dotrze, to zrozumiesz też, że zawsze będziesz miał szansę byście do siebie wrócili. A to, że ona teraz nie myśli o Tobie ? Oj, jak to babcie mówią: "nie mydło i się nie wymydli".
 A Ty wykorzystaj dany Ci wolny czas i zrób w końcu to o czym marzyłeś i co planowałeś od lat a na co nigdy nie miałeś wcześniej czasu. Teraz masz go przecież co najmniej DWA RAZY więcej :)

Jak Ania wróci, to znowu go nie będziesz miał.
;)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-18, 22:59:45
DarkAngel,

Dziękuje za te słowa :), oprzytomniaja i pocieszają, naprawdę :). Dałeś czadu, zajebiście to napisałeś. Pomimo tego, że na poczatku trochę mi "dojebałeś" tymi tekstami o Ani bzykającej się z innymi, nie zraziłem się  i tak czytałem twoje teksty i brałem sobie rady do serca. To co dzis napisałeś podoba mi sie najbardziej :). Oczywiście, afirmuje i oczyszczam intencje też, wiele, wiele razy dziennie i mocno mi "wywala" szczególnie rano, przy aformacji na zwrócenie wolności, przy modlitwach tez, dzis miałem dół straszny , ale pomogła rada mojej regreserki (EFT) wielkie dzieki Gosiu! :).
Angel, dzięki.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-23, 08:14:19
DarkAngel,

Jesteś gdzieś tam? Potrzebuję pogadać. :(
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: DarkAngelbubu w 2011-10-23, 08:42:46
Wieczorem będę. Ale pisz do tego czasu ( tak do 22:00)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: maciej pawłucki w 2011-10-23, 20:47:51
Hej Angel.

Nie wiem w sumie co mam napisać, bo czuję się tak jakby zeszło ze mnie życie. Słuchałem dziś medytacji Dariusza Loga i pomogły mi sie wyciszyć, bo czarne tantry, które mam na sobie doprowadzały mnie dzis do obłedu. Wyciszyłem się, ale czuję sie tak jakbym był pusty w środku, tęsknota za Anią jest tak wielka i swiadomość beznadziejności istnienia tak mocna i głeboka iż żadne afirmacje, ani modlitwy nie pomagają.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: J007 w 2011-10-24, 12:08:28
maciej,
idź do psychologa.
Poważnie to wygląda na depresje.
Najwyżej wykluczysz tą wersję.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: DarkAngelbubu w 2011-10-24, 12:38:56
O kurcze. temat rzeka.
Maciej

Afirmacje i modlitwy pomagają na tyle szybko, na ile jesteś na tę pomoc otwarty i gotowy.
Ty na dzień dzisiejszy nadal jesteś zamknięty na nowe lepszej jakości doświadczenia.
Uczepiłeś się tematu "Ania" i siedzisz w tej bańce.

"..swiadomość beznadziejności istnienia tak mocna.."  Powiedz to tym w Turcji co wczoraj stracili rodziny.

Aha, jak się wyciszyłeś to też dobrze. Teraz dalej afirmuj i jak masz pustkę, to zastępuj tę pustkę pozytywnym myśleniem.
Że boli ? Poboli i przestanie. Potem jest tylko lepiej.

Od tego są afirmacje by między innymi zamienić Twoje życie na lepsze. Jednak najczęściej trzeba dać miejsce temu lepszemu. A podświadomie to boli robienie tego porządku we własnym umyśle i życiu. Bo przyzwyczaić się można i do smrodu długo noszonych gaci  i mieć smutek w oczach na myśl o zmianie na świeżutkie i pachnące.

Zrób sobie test. Ponoś majtki ze dwa/trzy tygodnie, a najlepiej i miesiąc. Głaskaj je i wmawiaj sobie że są czymś najlepszym co mogłeś dostać od życia. Myśl o nich dniem i nocą. Wmawiaj sobie, że zapaszek który się wokół Ciebie unosi jest miły dla otoczenia, a to, że przyjaciele i ludzie wokół zaczynają Cię unikać, to jest tylko ich zazdrość o Twoje szczęście z racji posiadania "cudownych majtek".
Zacznij pisać na ich cześć poezje. Opowiadaj o nich swoim znajomym na Fejsie. Kup majtkom telefon komórkowy, wsadź sobie głęboko w ..i pisz do majtek miłosne smsy.

A potem zaproś jedynego przyjaciela ( jeśli jeszcze takiego będziesz posiadał, najlepiej tego co mu nos urwało podczas wojny w Iraku), i się upij. Upij się tak mocno byś stracił świadomość.
A w międzyczasie niech przyjaciel wezwie oddział chemiczny.

Rano, obudzisz się w czystym pachnącym mieszkanku, ze świeżutkimi majtkami na tyłku.
Ale nawyk zostanie.
I jeśli nie zaczniesz afirmować, to znowu zostaniesz z żółtym z przodu i brązowym z tyłu.

Bo taka jest siła przyzwyczajenia.
Bo tylko od Ciebie zależy, czy Twoje życie jest beznadziejne czy pełne radości i szczęścia.
Ania nie ma z tym nic wspólnego.
Jak na razie, to Ania jest źródłem Twojego nieszczęścia.

Bo gdyby się w Twoim życiu nie pojawiła, to byś nawet nie zdawał sobie sprawy jak bardzo można być nieszczęśliwym.
Czyż nie ? ;)


Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2011-10-25, 14:12:13
maciej pawłucki
jeśli chodzi o przytomne spojrzenie na kobiety, to Ci nie dam recepty, jak masz je przejawiać. Chodzi o to, żebyś je przytomnie spostrzegał i żebyś przytomnie widział, czego od nich chcesz. I wtedy się nie zawiedziesz.
Bez medytacji na przytomność i tak nie da się tego wyjaśnić.
A nosić na rękach je możesz, jesli i Ty i one to lubicie :))
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Lucjan w 2011-10-25, 18:40:20
Najlepszym lekarstwem na starą miłość, jest nowa miłość jeszcze prawdziwsza i pełniejsza. Miłość, nie przywiązanie ;-)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-05-23, 20:30:39
No i pare latek mineło od ostatniej dyskusji :)
Ciekawy jestem jak teraz nasz przyjaciel Maciej myśli o tej swojej Ani :)  Pewnie mu przeszło.

Tak zacząłem czytac ten wątek bo też przeżywam pewien kryzys miłosny. W moim przypadku nie zostałem ostatecznie odrzucony przez dziewczynę którą kochałem/kocham ( a wolał bym taki scenariusz ). Gdyby ode mnie odeszła to przynajmniej łatwo było by mi wrócić do żywych.
Problem jest bardziej skomplikowany.
Oboje niby kochamy się nawzajem ale nie możemy ze sobą być. Ona ma raka i zamierza poddać się operacji za około rok. Dowiedziała się że po tej operacji nie będzie mogła mieć już nigdy dzieci. Dziecko, ślub i rodzina jest czymś o czym zawsze marzyła. Ja niestety za nic w świecie nie zgodził bym się na dziecko, bo nie planuje ich nigdy mieć. Również nie myśle nawet o żadnym ślubie. Bardzo męcząca sytuacja. Jeśli niemoże mieć dziecka ze mną, musi go mieć z kimś innym. Oboje wiemy że jesteśmy w beznadziejnej sytuacji ale żadne z nas nie chce tego oficjalnie zakończyć. Ja już wiele razy się przymierzałem, mówiłem jej nawet by powiedziała mi że ze mną nie będzie ale nie chce tego zrobić bo jak mówi kiedyś popełniła błąd i więcej tego nie zrobi.
Nasz związek umrze prawdopodobnie śmiercią, taką że kontakt zacznie sie powoli urywać aż w końcu o sobie zapomnimy..
Od początku też między nami się psuło. Ona potrzebowała ciągle dowodów na to że ją kocham. I je dostawała (podobno tylko w łóżku ). Niestety w towarzystwie nie jestem jeszcze na tyle "pewny i swobodny" bym mógł bez przeszkód okazywać jej swoje uczucia. Dla niej było to niestety tak ważne że przez jeden wieczór gdzie dałem jej za mało uwagi, zerwała ze mną i zrzucała na mnie winę za swoje złamane serce. Przy okazji złamała i moje, ponieważ jej zachowanie było dla mnie szokiem. Potem jak jej wyjaśniłem że to była manipulacja to niby na chwile zrozumiała ale potem dalej mówiła że potrzebuje faceta który jej to będzie okazywał i nie będzie sie poddawał gdy ona sobie będzie miała swoje humorki ( czyli będzie odrzucała )
Po tym jak dowiedziała się o raku, zmieniła się. Zaczeła czerpać z życia pełnymi garściami, płynąc z prądem życia w stylu : wszystko samo sie ułozy, czas sam pokaże. Sporo pisałem z nią o życiu i próbowałem przedstawić jej mój punkt widzenia. Ciesze sie że niektóre kwestie które jej opowiedziałem dały jej do myślenia. Jednak te najważniejsze o zmianie samego siebie do niej nie dotarły.

Chciałbym żeby ta sytuacja jakoś się wyjaśniła bym wiedział na 100 %.
 Niby to koniec między nami ale nikt nie powiedział ostatniego słowa. Ciagle brakuje takiego zakończenia, kropki na koniec zdania, i to mnie wykańcza. Ona sie tak jakby w ogóle nie przejmuje. Ma inne myślenia. Wierzy ze żyje sie raz i korzysta z życia póki może. Poznała nowych znajomych i z nimi spędza teraz czas. A ja myśle o niej całymi dniami i się zadręczam. Ciągle mamy ze sobą kontakt i to podtrzymuje nasze uczucia.

Chciałbym to zakończyć ale nie potrafie jej tego napisać że to koniec :/
Spróbuje sobie jakoś wbić do głowy że to koniec mimo to że jeszcze czasem z nią pisze.

Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: medżik w 2014-05-23, 21:03:39
Cytuj
Oboje wiemy że jesteśmy w beznadziejnej sytuacji ale żadne z nas nie chce tego oficjalnie zakończyć.

Chyba jednak podświadomość ewidentnie ma tu jakieś nadzieje.
Trzeba pracowac z tymi emocjami az poczujesz cudowną niezalezność, wolność, miłość... a jak się ona będzie materializować w 3d to już inna bajka... wystarczy świadomość że transformacja tych emocji to najlepsze co możesz w tej sytuacji zrobić dla siebie i dla niej, ja tak do tego podchodze oczyszczając emocje starych zwiazkow i karmy , gdy świeże i palące to nawet łatwiej, mam tez wrazenie po tym co napisałeś, że ona mocno jedzie na tych twoich emocjach
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-05-23, 21:33:49
No to porobie sobie na to EFT bo i tak niemam teraz nic do roboty.
Nie wiem czy jedzie mi na emocjach czy nie. Nie patrze trzeźwo i przytomnie teraz na tą sytuacje. Być może i tak było. Dzisiaj doszedłem do wniosku że to ja spieprzyłem sprawe bo rzeczywiście nie dałem jej wsparcia jak miała problemy ostatnio. A działo sie u niej sporo. W każdym razie ona też święta nie jest. Też mi wjeżdżała na poczucie winy.

Znasz jeszcze jakieś inne ćwiczenie jakie bym mógł użyć przy transformacji tych emocji które czuje ?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: JenKa w 2014-05-23, 22:02:23
Doktor-X,
trzymam kciuki. I mam nadzieję, że uda ci się wybrnąć z tej sytuacji. A przy okazji trzymam kciuki też za siebie, bo i u mnie głowa swoje, a reszta - też swoje ;)
I tylko po dekrecie o kodowanych połówkach powolutku to otumanienie trochę jakby przechodzi. 
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-05-23, 22:14:12
Dzięki :)
Napewno w końcu sie to ułoży.. jakoś. Najbardziej bym chciał żeby jej przestało zależeć i żeby nic do mnie nieczuła. Wtedy bym sie lepiej poczuł. I sam też chciałbym żeby mi na nią ten kac przeminął. Bo dosłownie męczy jak kac.
W końcu nadejdą dobre czasy i dla mnie i dla ciebie :)
Trzymaj sie
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: medżik w 2014-05-23, 23:46:37
Doktor, myślę, że możesz stosować na to wszystkie inne metody omawiane tutaj , przy EFT trzeba być toroche detektywem by dogrzebać się do 'rdzenia kwestii' i miec dużo uporu zarowno w obrębie sesji jak i co do regularnej praktyki. Jeśli mówisz o EFT możesz spróbować takie ćwiczenie: postaw się w myślach przed nią twarzą w twarz i odpowiedz sobie co wtedy czujesz , ocen w skali 1-10 i opukaj te emocje. mozesz w kółko zadawać sobie to pytanie by wiedziec co opukiwac.  Chodzi o to, że będąc z daleka (nie w jej obecności) możesz robić się w konia co do tego co czujesz i pracowac z jakimiś drugorzednymi emocjami i przyznać się tylko co do tego z czym twoje ego dobrze się czuje, a robiąc ten trick możesz wywlec wszystko na wierzch szybciej.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-05-24, 10:01:07
Jakos kiepsko mi idzie ta transformacja emocji. Probowalem opukiwac na chwile pomoglo ale ciagle czuje sie okropnie. Jak bym mial wyzsza samoocene jak ta moja  byla dziewczyna to pewnie  bym sie tak od niej nieuzaleznial.
Najbardziej mi pomaga rozmowa z ludzmi, jakis kontakt, wtedy o niej niemysle.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: medżik w 2014-05-24, 16:46:47
to wymaga pracy
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-05-25, 17:49:53
No i stało się tak jak chciałem niby. Ale czy tego chciałem ? Fuck
Poznała sobie już kogoś innego i ma mnie gdzieś. Zauważyłem że nawet nie chciało sie jej już odpisywać. Boli mnie że tak szybko jej przeszło a ja ciągle do niej coś czuje. Dziś wreszcie napisałem jej że będzie lepiej jak urwiemy kontakt bo jej już niezalezy, życzyłem jej powodzenia itp. Odpisała krótko i oschle. Myślałem że jak to zakończę to poczuje sie lepiej a czuje sie jeszcze gorzej. Napisanie do niej że to koniec wcale mi nie poprawiło humoru. Wcześniej już do niej pisałem że kończe z nią i za każdym razem czułem ulge a ona do mnie pisała i truła żeby sie pogodzić. Tym razem juz pewnie więcej nienapisze, a jak napisze to pewnie coś nieprzyjemnego.
Dużo się nauczyłem dzięki temu doświadczeniu.
Przedewszystkim żeby patrzyć na kobiety na trzeźwo i przytomnie no i niska samoocena okrutnie daje mi popalić teraz. Czuje sie zazdrosny, zraniony, olany i zdołowany i tak jakby boje sie że ona do mnie coś napisze.
Pewnie nie ma żadnego lekarstwa na złamane serce co ?
Cholerna samoocena..
Oby mi jak najszybciej przeszło. Boje sie wgłębiac w te emocje w EFT bo strasznie boli.

Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: medżik w 2014-05-25, 17:52:12
to zacznij od tego ze starsznie boli ;)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-05-25, 17:54:18
Niech to szlag ^^
Mam takie wrażenie ze sie uduszę tymi emocjami
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: medżik w 2014-05-25, 17:59:14
możesz też robić rundki opukiwania bez ustawienia poczatkowego, to dziala super gdy emocje sa silne
po prostu jedziesz po punktach w kółko 'obserwując' te emocje, ten ból czyli tak jak by z "intencją" miec na uwadze te emocje i świadomośc że opukiwanie na to dziala, mozesz tez uzyc przypominacza 'te emocje, ten bol'
warto tym sie zajac jak jest świeże , zamiast budowac na tym dalsze zycie, mówie z autopsji
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: J034 w 2014-05-25, 18:32:11
Jest lekarstwo.
Uwolnić się od zaślepień na tą osobę, uwolnić się uzależnienia od niej i zrozumieć, że jeszcze lepsze kobiety są na świecie.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: małgosia w 2014-05-25, 18:41:08
 Doktor-X,

Jeśli emocje bardzo ranią, możesz spróbować opukiwania techniką pudełka - wyobrażasz sobie, że zamykasz cały swój problem i emocje w pudełku i opukujesz się koncentrując się na nim. Nie wchodzisz wtedy całym sobą w bolącą świadomość. Ta technika często pomaga i pozwala uniknąć retraumatyzacji.

A w pozytywach - zwracam jej i sobie wolność i jak pisze J034  - otwieram się i przyciągam coś lepszego w zamian. Choć zanim zaczniesz przyciągać lepiej byłoby podnieść sobie samoocenę, byś nie przyciągnął kobiety na tych samych schematach :).
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: JenKa w 2014-05-25, 19:53:20
Doktor-X, ty się tymi emocjami nie duś, tylko wyrzygaj ;)

A na serio, to powiem ci tylko, że za jakiś czas przestanie boleć; codziennie po troszku.
I nie pisz. Lepiej zajmij się czymś tak absorbującym, co pochłonie ci cały wolny czas i myśli. I żadnych "klinów"!

Aż któregoś dnia wstaniesz i zdziwisz się, że to już : przeszło, minęło i  znów jesteś SOBĄ.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-05-25, 21:35:36
Ja bym nie radziła koncentrować się na utracie tej konkretnej osoby bo tu chodzi o coś innego, o utratę miłości. A ten ból jest z braku miłości. Dlatego lepiej nie opukiwać tego po to aby się pozbyć bólu tylko koncentrować się na przyczynach utraty miłości. Ta osoba dawała namiastkę miłości i dlatego tak trudno pogodzić się z jej utratą.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: JenKa w 2014-05-25, 21:51:32
Inga, :)))
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: medżik w 2014-05-25, 22:34:16
sens opukiwania jest taki , że poprowadzi do przyczyn pierwotnych

nie przetłumaczysz komuś że tak na prawde to nie chodzi o tą osobe tylko o miłość, on musi uwolnić się od swojej prawdy, nie pomogą wyświechtane duchowe hasła
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-05-26, 07:18:31
Tu nie chodzi o wyświechtane hasła tylko o dotarcie do przyczyn utraty miłości. Czyli di okresu wczesnoniemowlęcego i uczuć tamtych, gdy mama nie dała miłości.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: medżik w 2014-05-26, 08:49:22
może niech każdy indywidualnie dojdzie do przyczyn ; ) z reguły zaczyna się od tego co na wierzchu
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-05-26, 08:57:27
Hej
Dzięki za odpowiedzi :)

Opukiwałem wczoraj właśnie tak jak Inga piszesz, nie utrate dziewczyny tylko utrate tej namiastki miłości którą mi dawała. Ja tą "namiastke miłości" zrozumiałem tak że to niby jest ciepło, przytulanie, całowanie sie, seks, miłe słówka i wszystko co miłe i przyjemne co dostawałem od byłej. I to opukiwałem. Coś tam pomogło
Potem opukiwałem też poczucie że jestem gorszy bo tak szybko straciła mną zainteresowanie a niebyła jakaś super z niej niunia :p Czasami nawet wstydziłem się z nią iść przez miasto za ręke bo tak okropnie wyglądała ale ja nie widziałem jej błędów, podobała mi sie nawet zaniedbana i ją chciałem. Swoje błędy natomiast widziałem jeszcze bardziej.

Robiłem też wczoraj kody uzdrawiania na zaślepienia i uzależnienie od niej. I tu chyba lepiej żebym modlił się ogólnie o uwolnienie od zaślepień i uzależnień od/na WSZYSTKIE dziewczyny i kobiety niż tylką na tą jedną. Jak myślicie ?
Zauważyłem że ja sie zawsze zakochuje strasznie nie przytomnie. Można mnie owinąć sobie w okół palca, wierze przeważnie we wszystko co mówią mi dziewczyny jeśli wydaje mi sie że szczerze to robią. A bycie świadomym i przytomnym to też jakiś przejaw wyższej samooceny. Dlatego musze sobie jakieś afirmacje na to ułożyć. Może wtedy mi dużo "zejdzie" tych uczuć które nadal czuje do byłej.
Od razu jak wstałem to znów mi wywaliły te emocje, że jej już niema itd. Mam teraz bardzo dużo wolnego czasu ten tydzień. Dosłownie nie mam NIC do roboty więc to dobry czas na prace nad sobą.
Piszecie o dojściu do przyczyn utraty miłości, nie wiem czy dam rade sie tam dogrzebać bo narazie na wierzchu mam te emocje związane z moją byłą. Moge spróbowac tak opukać na sucho. Zależy mi teraz najbardziej żeby zobaczyć jak to naprawde było z nią i mną, tak na trzeźwo i przytomnie bo ciągle na nia patrze przez jakiś pryzmat i ją idealizuje.

Przypomniał mi się mój dzisiejszy sen :) I dlatego mam lepszy humor i trochę załagodził mi on przykre emocje.
Śniło mi się że poznałem super brunetkę i oboje się sobie spodobaliśmy, spędziliśmy fajne chwile w łóżku (moja była to farbowana  blondynka ). Niestety sen długo nie trwał i zaraz sie zniekształcił. Zamiast brunetki był mój kolega ^^
Ale podziękowałem Bogu za ten sen bo pozwolił mi spojrzeć że są lepsze dziewczyny niż moja była która nie okazywała mi za wiele miłości a sama chciała bym ja jej okazywał. Oboje tego chcieliśmy i oboje słabo sobie ją okazywaliśmy.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: JenKa w 2014-05-26, 09:20:25
Doktor-X,
to rzeczywiście był kolega ;) :) :D
I to akurat jest to, czego najbardziej ci teraz trzeba - przyjaciela :) Na ten moment cała reszta to tylko dodatek.

Powodzenia w opukiwaniu.

A wszystkim MIŁEGO DNIA :D
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-05-26, 09:52:01
Bo ta dziewczyna dawała co to czego nie dała matka gdy byłeś malutki. A teraz odeszła. I stąd taki ból. Gdy świadomie przeżyjesz ten ból to potem lęk przed utratą miłości się zmniejszy i nie bedzie takiej nieprzytomności.
Sen świadczy że masz nadzieję.

A że to była toksyczna miłość więc tym bardziej się to kojarzyło z matką.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2014-05-26, 10:06:28
Zwróciłem uwagę na temat wątku. Dopiero teraz. I naszła mnie refleksja:
Nie można utracić miłości. Można się na nią zamknąć. Można się rozstać z ukochaną osobą. Ale to nie jest utrata miłości!
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-05-26, 10:10:14
Dzięki Jenka

Moja matka zawsze nadopiekuńcza była. Nienawidze sie z nią przytulać albo ją całować. Obrzydza mnie to i odpycha od matki.
Niedawała mi prawdziwej miłości tylko ciągle sie bała o mnie, miała czarne scenariusze itp. No ale miłość matki a dziewczyny to 2 różne rzeczy. Przecież z matką nie będe sie całował albo chodził do łóżka. tego dać mi niemogła. Troche chyba nierozumiem tematu.

Czy mam nadzieje ? być może jakaś jest ale wole nie myśleć że sen mi nadzieje pokazywał. Wole myśleć że sen pokazywał mi że jest wiele lepszych od mojej byłej.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2014-05-26, 10:16:37
Doktor-X

Bywa że niezaspokojenie uczuciowe w relacji z matką przenosi się na relacje z kobietami
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: medżik w 2014-05-26, 10:23:25
zawsze się przenosi , a może raczej... odgrywa po raz pierwszy w tym ciele to co co sobie wypracował kto wcześniej...

Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-05-26, 11:46:13
Doktor
W niemowlęctwie też tak nienawidziłeś czułośći z matką? Bo teraz odgrywa się to co było w tedy i czujesz tamto niezaspokojenie.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2014-05-26, 12:07:50
Doctor-X

Twój sen pokazuje, ze w skrytości ducha przede wszystkim pragniesz dobrej relacji z męską energią i dopóki jej nie uzdrowisz nie będziesz miał spełnienia w relacji z kobietą.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-05-26, 12:33:46
Jesli dobrze rozumiem to :
Czuje sie zle po rozstaniu poniewaz byla dziewczyna dawala mi ta czulosc i milosc ktorej niedala mi matka gdy tego potrzebowalem. Innymi slowy nosze w sobie to niezaspokojenie milosci i zle sie czuje  bo przez chwile bylem troche zaspokojony i to znowu odeszlo ??
Czyli powinienem opukiwac to niezaspokojenie od matki. Tylko ze narazie na wierzchu mam byla dziewczyne. No i nadal nierozumiem jaki zwiazek ma dostawanie milosci od matki a od dziewczyny. To zupelnie co innego. Inny rodzaj uczucia. Ktos mi to potrafi wyjasnic ??

Karina cos w tym jest co piszesz, ja to innaczej rozumiem troche.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2014-05-26, 12:43:58
Doktor X

Nie u każdego to się przenosi ale chodzi o samo w sobie niezaspokojenie emocjonalne (pomijając kwestie seksu itd.). Czułość względem matki, czy od matki jest też możliwa bez zabarwienia seksualnego. W matce nie musisz być zakochany ale możesz ją kochać z wzajemnością - gdy dziecko ma zdrowy pod tym względem rozwój emocjonalny - jego potrzeby bycia kochanym, akceptowanym, lubianym są zaspokajane to pojawia się łatwość w kontakcie z płcią przeciwną, nieuzależnianie się (bo w środku jest zaspokojenie emocjonalne, a relacja to dodatek) uczuciowo. Tutaj są opisane niektóre wzorce które się pojawiają gdy jakieś potrzeby emocjonalne są niezaspokojone - i gdy często były niezaspokajane w dzieciństwie. http://www.uzaleznienieodmilosci.pl/page/wzorce/

Pracuj z tym co wychodzi, jeśli nie czujesz czegoś, nie wymuszaj :)

Jeszcze dodam - tak jak dziecko zazwyczaj się nie zakochuje, nie dąży do relacji takiej jak dorosły, tak gdy na swoim etapie potrzeb jest zaspokojone i spełnione, tak to może się przenosić z powodzeniem na późniejsze życie i już relacje związane z seksualnością. I w drugą stronę - gdy nie jest, to też może się przenosić na późniejsze życie.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-05-26, 13:05:16
Tak, pracuj nad tym co wychodzi.
Ale też ważne jest aby zrozumieć skąd i dlaczego pojawiają się takie uczucia.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-05-26, 13:53:56
Dziekuje
To juz rozumiem.
Pracowac bede z tym co wychodzi oczywiscie ale jesli np mam czekac niewiadomo ile az dojde do tych pierwotnych przyczyn to juz wole teraz jakos sie za to zabrac np modlitwa czy kody uzdrawiania.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-05-26, 15:04:11
Jeszcze raz ja.
To w jaki sposob moge zaspokoic ta niezaspokojona potrzebe bycia kochanym i akceptowanym z dziecinstwa ?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2014-05-26, 15:14:08
Rozwinąć takie uczucia wobec siebie i rozwinąć zgodę i akceptację na przyjmowanie ich (w tym od siebie)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-05-26, 15:25:41
aha , to juz widze ze to praca na lata i efekty zachodzic beda stopniowo.
Dzieki Witek.
Tez teraz do mnie przyszlo ze im bardziej bede na to otwarty to tym szybciej bede gotowy na mierzenie sie z tymi glebokimi zranieniami.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2014-05-26, 15:26:27
To fajna praca:)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-05-26, 16:56:58
hahahaha narazie to byl dla mnie fajny dowcip jak mam tyle balaganu ze soba w zyciu.
Ale wiem ze bedzie tylko lepiej.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-05-26, 23:01:05
Kilka godzin temu jestem sobie na siłowni i nagle siostra mnie woła żebym zobaczył kto idzie. Patrze sie przez okno a tu moja była z innym chłopakiem idą sobie romantycznie za rączke i sie całują :) tak jakby na złość bo wie że to moje tereny.
Ten widok wywołał u mnie dziwny lęk którego jeszcze nie rozumiem. Jak poszedłem dalej ćwiczyć to hantle zrobiły się jakoś dziwnie lekkie..
Jestem zaskoczony tym że tak szybko o mnie zapomniała. Jeszcze kilka dni temu pisała ze mną jak byśmy byli parą. Niespełna 2 tygodnie temu jeszcze ją bzykałem a ona mówiła mi że jestem ideałem, a tu już ma nowego..
Trochę mnie to "użądliło" ^^ Byłem głupi i naiwny, łykałem wszystko jak młody pelikan.
Musiałem sie wygadać, nie odpowiadajcie na to

Intuicja dobrze mi podpowiadała. Jak sie z nią rozstawałem wcześniej to nie bez powodu czułem radość że to koniec. Ale jednak uczucie sprawiało że nie potrafiłem podjąć mądrej zdecydowanej decyzji o zakończeniu tego wcześniej. Tylko sie męczyłem. To też nauczka że jak intuicja i rozum podpowiada żeby się niewiązać, i robi to tak wyraźnie jak u mnie to trzeba tego posłuchać i zakończyć relacje. Zaboli ale później będzie spokój. Ja tak nie zrobiłem i zmarnowałem kilka tygodni, męcząc sie dalej
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Atlanta w 2014-05-26, 23:44:24
czyli dostałeś szybko odpowiedź od losu
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-05-27, 00:19:59
Milosc nie moze istniec bez szacunku, a szacunek bez swiadomosci innosci drugiej osoby. Akceptacja jest kluczem do serca.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-05-27, 09:04:22
Tak Atlanta. I dobrze.
Ta dziewczyna byla mnie nie warta. Zmieniala chlopakow jak rekawiczki. Szybko sie zakochiwala i odkochiwala. Dopiero teraz do mnie doszlo. Wciazy tez nie ze mna byla tylko z kims inym a klamala do konca ze ze mna.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: małgosia w 2014-05-28, 12:01:18
Witek,

Dobra ta strona o uzależnieniu od miłości, do której podałeś linka.
Wszystko jak zwykle sprowadza się do tego, że ludzie chcą miłości, ale chcą ją dostać, nie kochając siebie. Mają postawę `daj mi miłość, kochaj mnie`. Chcą z braku, pustki, by ją w sobie zapełnić, a jak się pragnie z braku, to się nie dostaje.
Gdy jest czyste pragnienie z pełni, to wtedy samo przychodzi.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-05-28, 14:09:42
Malgosia

A czy gdy ktos siebie nie kocha to moze dostac od kogos innego milosc ?
Bo spotkalem sie z przekonaniem ze jak niekochamy siebie to niepotrafimy tez kochac. czy to idzie w dwie strony ?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: medżik w 2014-05-28, 14:22:41
każdy troche kocha siebie dlatego może dac i dostać miłość od kogoś innego , w jakims zakresie

nie ma podzialu na tych co kochaja siebie calkowicie i niekochaja siebie wogole


Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-05-28, 15:06:05
Medżik, zgadzam sie z tym co piszesz.
No ale dalej nie wiem czy jak ktoś trochę siebie kocha to dostanie tylko tyle tej miłości od kogoś na ile siebie kocha czy może dostać jej więcej ?

Oglądałem teraz jeden teledysk i przyszło mi na myśl właśnie o mojej byłej że ona dlatego zmienia sobie tak często partnerów bo rozpaczliwie szuka miłości z zewnątrz. Nie patrzyła nawet na wygląd i inne rzeczy tylko na to czy dany chłopak był w stanie dać jej tyle miłości ile ona potrzebuje.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2014-05-28, 15:13:13
Doktor-X
Może dostać więcej, ale gdy jest problem z uczuciami wobec siebie samego, to zaczyna się odrzucanie miłości, albo uzależnienie od niej (aż do rozpaczy że obok nie ma drugiej osoby). Narasta też konflikt wewnętrzny, np. związany z stawianiem tej drugiej osoby na piedestale a siebie krytykowaniem czy poniżaniem.

Przy medytowaniu z miłością, rozwijaniu tego w sobie, można zazwyczaj poczuć jak ma się miłość w sobie do bycia obdarzanym z zewnątrz.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-05-28, 15:55:10
Doktor, a myslales kiedys nad tym, ze samemu tez jest fajnie? Ja mialem przez wiele lat bardzo podobnie, przyciagalem kobiety ktore w jakis sposob ranily mnie i pokazywaly, ze im na mnie nie zalezy ale ostatnio zreflektowalem sie ze tak naprawde we wnetrzu w ogole nie czuje potrzeby wchodzenia w zwiazek, przynajmniej ten klasyczny.

U mnie np. wylazlo, ze nie czuje sie gotow do bycia w stabilnym zwiazku typu model na zasadzie: chlopak/dziewczyna, chodzenie, stabilna praca, slub/dzieci, wspolne mieszkanie. Nie wiem jak u Ciebie ale to jest tak ze jak czegos sie boimy podswiadomie to wtedy czesto spotykamy takie dziwne sytuacje. Ale ostatnio wzialem troche na ,,luz"te sprawy i o dziwo moje relacje z kobietami poprawily sie, zaczalem spotykac dojrzalsze emocjonalnie dziewczyny, ktore chca przede wszystkim partnerstwa i przyjazni a nie uwiazania.

Moze wyjsciem jest…olanie tematu? Moze nie ten czs na bycie z kims, bo masz na glowie wazniejsze sprawy. To wydaje sie byc fajne na poczatku ale jak nie czujesz sie gotowy do bycia w zwiazku po tym pierwszym kilkumiesiecznym etapie, gdzie fascynacja przechodzi a pojawia sie rutyna to nic z tego nie bedzie. Ja tez tak mam dlatego nie mysle w ogole o wejsciu w zwiazek a ten strach przed byciem samemu to moze byc np. to ze Twoja matka zostawiala Cie bez opieki i to teraz podswiadomosc przenosi na partnerki, one jednoczesnie albo moga uciekac od takich sytuacji (nadopiekunczosc) albo przyciagasz takie, ktore bawia sie takimi uczuciami. Pogrzeb troche w przeszlosci, na pewno cos znajdziesz.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-05-28, 16:28:55
Zed1
Ja właśnie chciałem sobie pobyć z dziewczyną bez uwiązania. Tak poprostu, bez jakiś ślubów czy dzieci. Też zobaczyłem po tym doświadczeniu że nie czuje sie gotowy do poważnego związku. Za niska samoocena, co powodowało by prędzej czy później u mnie zazdrość, myślenie o dziewczynie co robi, kontrolowanie jej. Sam też jeszcze mało siebie kocham więc to wszystko sprawiało by mi ból. Nieprzytomność i podatność na manipulacje też dawała by mi w kość.

Nie mam problemu z byciem samemu. Czasami coś wywalało ale jak mam kumpli to w ogóle o dziewczynach nie myśle.
Ja juz wcześniej sobie postanowiłem że dopiero jak pouzdrawiam traumy i w miare się oczyszcze i podniose samoocene to zaczne wchodzić w związki i smakować te klimaty. No ale jednak ciśnie mnie czasami, najbardziej chyba w marcu że wtedy myśle o tym by kogoś mieć i w kwietniu lub maju co rok, przyciagam jakąś dziewczyne.
Z jednej strony bym chciał związku a z drugiej wiem że to jeszcze nie pora. Że musze się zająć ważniejszymi sprawami (sobą).
No i tak to wygląda że nie byłem teraz gotowy, zakochałem sie i cierpie.
Ciekawe kiedy mi puści. Już mam dość opukiwania ciągle tego samego za pomocą EFT. 
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-05-28, 16:31:09
To moze po prostu odpusc a jak spotkasz jakas dziewczyne, to na luzie, wyjdzie co wyjdzie. Na mnie tez specjalnie zadne techniki nie daja rezultatow…widac albo nie pora na zmiany albo cele inne.

A tak w ogole to masz jakies hobby, pasje, zawod w ktorym lubisz sie spelniac? Bo najczesciej jest tak, ze jak sie spelniamy w czyms to automatycznie czujemy dowartosciowanie siebie, nasza samoocena nam sie podnosi a to automatycznie przedklada sie na spotykane osoby i relacje z nimi. Natury nie oszukasz - dziewczyny lubia jak im facet w czyms imponuje i to jest zdrowe jesli nie wykracza poza zdrowe, naturalne normy ;). A mezczyzna lubi czuc spelnienie, dziedzine w ktorej czuje ze umie wywalczyc cos, zdobyc cos. Niby atawizm ale jednak ciagle zywy w czlowieku.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-05-28, 16:34:45
Heh :)
Tak i było tym razem że wyszło co wyszło. Ja wcale nie chciałem związku (tzn może troche chciałem, ale nie szukałem) ale trafiła się taka jaka mi sie trafiła, uwiodła mnie no i tak to sie potoczyło, i teraz jestem sam a ona z innym.
Ona już pewnie nic do mnie nie czuje bo jak sie kogoś nowego spotyka to przechodzi w moment. A ja nikogo niemam i ciągle coś do niej czuje, męcząc sie.
Przydała by mi sie teraz jakaś dziewczyna tak na chwile, jakiś romans który by mi zneutralizował moje uczucia żebym wrócił do normalności.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-05-28, 16:48:22
Znaczy ze ona po pierwsze nie byla dla Ciebie, po drugie raczej ona sama ma powazne problemy z uczuciami skoro interpretuje je w taki sposob. Podejdz do tego na tej podstawie, ze to Ty jestes osoba wartosciowa bo czujesz glebsze i bardziej stabilne uczucia w oparciu o prawdziwa milosc i przyjazn (moze pisz sobie taka afirmacje jak lubisz afirmowac)? Docen siebie, ze czujesz w pozytywny sposob takie uczucia, powinno dac Ci poczucie pewnosci i podniesc samoocene. Wtedy inaczej bedziesz gadac z dziewczynami.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-05-28, 17:52:48
Może i nie była dla mnie. Ale naprawde podobała mi się z wyglądu, poczucia humoru, charakteru. Była inteligentna no ale miała namieszane w głowie dużo i była niestabilna emocjonalnie. Nigdy nie byłem jej pewny.
Docenić to ja musze siebie przedewszystkim teraz. Samo to że jestem stablilny emocjonalnie jakoś nie podnosi mi samooceny. A nawet czuje sie z tym gorzej. No ale mniejsza o to.
Życzcie mi by mnie przeszedł na tą dziewczyne kac i nieprzytomność jak najszybciej :p
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: KorneliaX w 2014-05-28, 20:42:36
Doktor
Wiem, o czym mówisz. To przywiązanie dodatkowo może podtrzymywać tęsknota za bliskością z drugą osobą, z którą było Ci pod niektórymi względami dobrze. Minie ;)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-05-28, 21:43:32
KorneliaX
Tak jest :) Zwłaszcza że pierwszy raz miałem coś takiego w tym życiu :)
Minie na pewno :)
Dziękuje
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-05-29, 15:41:45
Ja dodam cos jeszcze - wiem, ze wielu z Was nie zgodzi sie ze mna do poda np. przyklad osobistej karmy ale czesto jest tak, ze czlowiek dochodzi do punktu, w ktorym czuje, ze zyjac w danym miejscu nie pojdzie dalej. Moze tak byc rowniez ze spotykaniem tych ,,wlasciwych"osob. Jesli czujemy, ze miejsce w ktorym mieszkamy, dzialamy ogranicza nas pod jakims wzgledem, to jesli mamy mozliwosc, mozna probowac zmienic to srodowisko albo miejsce zamieszkania. Tak sobie teraz mysle, ze prawo przyciagania i kreacji to jedno ale po sobie zauwazylem tez, ze kiedy juz zaczynamy byc swiadomi siebie i swoich pewnych ograniczen to mamy wtedy zwiekszona szanse, ze w nowym srodowisku bedziemy przyciagac bardziej wlasciwe osoby wlasnie z tego faktu, ze jestesmy juz swiadomi, jakie osoby i jakie sytuacje przyciaglismy wczesniej.

Tak wiec Doktor, moze czas pomyslec nad zmiana srodowiska lub miejsca zamieszkania? Otworzyc sie na nowe, poznac nowych ludzi, zaryzykowac i przekonac sie samemu? Nie wiem jak u Ciebie, ale w miejscu gdzie ja mieszkam jest dosc maly odsetek osob ktore zrozumialyby np. to o czym my tu sobie gadamy i tez nie spotykam czesto kobiet, z ktorymi w ogole potrafie wejsc w jakis bardziej wewnetrzny, intymny dialog.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-05-29, 17:11:05
Zed1
Jesli ktos tak czuje ze powinien zmienic srodowisko to pewnie tak jest.
Ja osobiscie nieczuje narazie potrzeby zmiany otoczenia. Nie jestem jeszcze otwarty na zwiazek z rozwojowa kobieta. Chce najpierw uzdrowic swoje traumy otwierajac sie na milosc do siebie a potem poprostu pobawic sie w zwiazki ze zwyklymi dziewczynami, poszalec poimprezowac. Kiedys moze przyjdzie czas na ta jedna wlasciwa kobiete. Taki mam plan.
Uslyszalem dzis znowu o bylej i zrobilo mi sie nieprzyjemnie.
Postanowilem ze za kazdym razem gdy o niej pomysle to bede powtarzal jakas pozytywna afirmacje.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: kopergamin w 2014-05-29, 21:56:16
Najbardziej rzewne intro ever.

http://www.youtube.com/watch?v=Vx5Pk-jNoKY
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Wniebowziecie Grubego w 2014-05-29, 23:37:21
Doktor-X

Ciekawe , ile   dowiadujemy  się  o  sobie  gdy  jest  już  PO


niepukająco
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Wniebowziecie Grubego w 2014-05-29, 23:37:42
Nie  ma  jak  to  Hania

,,Pod  Baranami " - http://www.youtube.com/watch?v=3wUN75jov7M

i  w  Opolu - http://www.youtube.com/watch?v=K9d6-lZ4ppg

Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: kopergamin w 2014-05-30, 00:05:26
http://www.youtube.com/watch?v=Dm6j-YDR15s

:-)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-05-30, 01:57:46
sranie w banie
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: kopergamin w 2014-05-30, 16:03:01
umiesz stworzyć romantyczny nastrój
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-05-31, 02:05:20
Gruby
Naprawde dużo sie możemy dowiedzieć. Związki to są super lekcje. Bardzo dużo można z nich wynieść o sobie samym i nie tylko. Ja uważam sporo wyniosłem i teraz zamierzam zrobić z tego pożytek.

Pomijając to że troche mnie wkużyliście z tymi linkami które były (dla mnie) nie na miejscu, ze względu na to że temat biore teraz bardzo poważnie, miałem dzisiaj drzemke i coś sobie uświadomiłem.

Śniła mi się moja była. Ten sen pokazał mi że wciąż mam jakąś nadzieje że z nią będe. To uświadomiło mi że gdy nadzieja znika, znikają też uczucia do danej osoby. A gdy znikają uczucia to znika też nieprzytomność związana z tą osobą i mozna patrzyć na trzeźwo jak to było.

Gdyby ktoś to czytał kiedyś i miał problemy miłosne podobne do moich to napisze jeszcze to.
Gdy w kimś się kochamy to często nie patrzymy na tą osobe przytomnie, wydaje sie że nie spotka się lepszej, w ogóle niemożliwe jest niemalże wyobrażenie sobie że można spotkać kogoś lepszego od tej osoby. Ale wierzcie że są lepsze & lepsi od tego co mieliście :) naprawde są.

By wyjść poza schematy cierpienia w związku istotne są 3 rzeczy>
1. miłosć do siebie
2. samoocena
3. Trzeźwe i przytomne patrzenia na kobiety & mężczyzn

Naszczęście to wszystko sie z sobą zazębia :)
Pozdro niepukająco ^^ choć przygotowująco się jusszz :p
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-05-31, 08:41:02
Ja w czasach kiedy jeszcze się zakochiwałam i potem miałam wielki problem z tym żeby się odkochac też doszłam do wniosku, że najlepsza na odkochanie jest utrata nadziei. I starałam się w sobie zabić tę nadzieję.
Ale teraz widze że podczas zabijania tej nadziei zabija się w sobie też coś cennego.
Lepsza jest metoda uświadamiania sobie.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-05-31, 09:50:47
Inga
A w jaki sposob zabijalas ta nadzieje ?
Ty z tego co wiem mialas duzy problem z odczuwaniem emocji. U mnie kazdego moze byc innaczej , w sensie ze niekazdy podczas pozbywania sie nadziei straci cos innego.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-05-31, 09:54:48
Możemy mieć co innego na myśli.
Ja sobie powtarzałam że nigdy go już nie zobaczę i podobne rzeczy.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: medżik w 2014-05-31, 10:13:25
można też opukiwac nadzieje to moga wyjśc głębsze aspekty, tzn to co jest pod tym, jej przyczyny

pukająco
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-05-31, 10:30:36
Aha Inga :) rozumiem.
EFT na nadzieje to tez nieglupi pomysl
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: małgosia w 2014-06-01, 10:24:39
Zauważam czasami, że nawet jak w naszym otoczeniu jest osoba / osoby, które mogą nas obdarzyć miłością, to uciekamy od nich, bo nie mają wzorców odrzucania. a osoba z wzorcami bycia odrzuconym szuka kogoś, kto go odrzuci, kopnie, a nie będzie kochał. Podświadomie wyczuwa się wtedy takie osoby w otoczeniu - kto zechce ze mną grać w grę odrzucania, kto dostarczy tych emocji bólu i zranienia? ktoś chce mnie kochać? E nuda i za spokojnie - brakuje w tym amplitudy skrajnych emocji, do których przyzwyczailiśmy się w dzieciństwie.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-01, 12:12:13
Zauważam czasami, że nawet jak w naszym otoczeniu jest osoba / osoby, które mogą nas obdarzyć miłością, to uciekamy od nich, bo nie mają wzorców odrzucania. a osoba z wzorcami bycia odrzuconym szuka kogoś, kto go odrzuci, kopnie, a nie będzie kochał. Podświadomie wyczuwa się wtedy takie osoby w otoczeniu - kto zechce ze mną grać w grę odrzucania, kto dostarczy tych emocji bólu i zranienia? ktoś chce mnie kochać? E nuda i za spokojnie - brakuje w tym amplitudy skrajnych emocji, do których przyzwyczailiśmy się w dzieciństwie.

Mi sie wczoraj uswiadomilo, ze ja odczuwam lek przez okazywaniem komus milosci. Niby chce ale wewnetrznie boje sie…ze nie dam rady sprostac wymaganiom, i ze przez to ta osoba odrzuci mnie. Wiec sie nie angazuje, albo robie to w infantylny sposob co dziala na moja niekorzysc bo wyczuwam spory potencjal we mnie jesli idzie o te sprawy i mysle, ze druga osoba moglaby byc szczesliwa ze mna. Co to jest za wzorzec i skad moze sie brac?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: małgosia w 2014-06-01, 12:46:48
Zed1

A nie doświadczyłeś odrzucenia w dzieciństwie przez któregoś z rodziców lub rówieśników, czułeś presję, że masz sprostać czyimś wymaganiom? zwykle takie wzorce ciągną się z dzieciństwa, jeśli Twoje potrzeby emocjonalne nie zostały zaspokojone w wystarczającym stopniu, część Twojej osobowości mogła się zatrzymać na poziomie dziecka, nie dorosła, stąd infantylne zachowania. Wewnętrzne dziecko to tylko jedna z podstruktur podświadomości, w zdrowym procesie powinna dojrzeć i przekształcić się w dorosłego, dojrzałego mężczyznę, który potrafi kochać i przyjmować miłość bez lęku i uzależniania się.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-01, 12:51:04
Zed1

A nie doświadczyłeś odrzucenia w dzieciństwie przez któregoś z rodziców lub rówieśników, czułeś presję, że masz sprostać czyimś wymaganiom? zwykle takie wzorce ciągną się z dzieciństwa, jeśli Twoje potrzeby emocjonalne nie zostały zaspokojone w wystarczającym stopniu, część Twojej osobowości mogła się zatrzymać na poziomie dziecka, nie dorosła, stąd infantylne zachowania. Wewnętrzne dziecko to tylko jedna z podstruktur podświadomości, w zdrowym procesie powinna dojrzeć i przekształcić się w dorosłego, dojrzałego mężczyznę, który potrafi kochać i przyjmować miłość bez lęku i uzależniania się.

Ze strony rodzicow raczej nie, natomiast od strony rowiensikow juz tak i to od najmlodszych lat. W ogole zauwazylem, ze cos jest nie tak w kontaktach z ludzmi u mnie, dziwnie na mnie reaguja dosc od dziecka. Co jeszcze dziwniejsze, dotyczy to tylko kontaktow u nas w kraju czy z ludzmi z naszego kraju; z obcokrajowcami (niezaleznie skad by byli) mam totalnie super stosunki, wlasciwie od razu rozumiemy sie bez slow. Ja bylem odrzucany przez rowiesnikow ale nie mam pojecia dlaczego, szczegolnie utkwilo mi w pamieci takie zdarzenie z zerowki, gdzioe podobala mi sie taka dziewczynka i probowalem sie z nia zakumplowac i ona powiedziala mi ze mnie nie lubi o to wyrylo tak ogrmne wrazenie na mnie ze pamietam ten scisk wprzeponie az do dzis.

Co do zwiazkow to po prostu trafiam zawsze na kobiety, ktore sa silniejsze ode mnie albo na takie, ktore tez maja cos nie tak uczuciami choc ostatnio zauwazylem poprawe, przyciuagam tez takie o ktorych moglbym powiedziec ze to osoby podchodzace partnersko do tematu czyli zdrowo. Ale cos jest tutaj nie tak czuje...
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-06-01, 16:01:35
Takie pytanie mi sie nasuneło.
Jeśli chodzi np. o relacje z kobietami (partnerkami). Czy tylko relacje z matką i osobami płci żeńskiej mogą rzutować, przenosić się na związki z kobietami w późniejszym życiu ?
No bo np. jak odrzucali mnie tylko koledzy a nie koleżanki to troche mi sie nie zgadza że relacje z kolegami przeniosą się na relacje z dziewczyną / kobietą
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-01, 17:16:04
Takie pytanie mi sie nasuneło.
Jeśli chodzi np. o relacje z kobietami (partnerkami). Czy tylko relacje z matką i osobami płci żeńskiej mogą rzutować, przenosić się na związki z kobietami w późniejszym życiu ?
No bo np. jak odrzucali mnie tylko koledzy a nie koleżanki to troche mi sie nie zgadza że relacje z kolegami przeniosą się na relacje z dziewczyną / kobietą

Zalezy, jakie kobiety przyciagasz ale widze pewne podobienstwo do mojej sytuacji, poniewaz czuje ze zarowno ja jak i Ty najczesciej przyciagamy kobiety, ktore mniej lub bardziej maja potrzebe bycia opiniowanym i jesli wedle tych opinii Ty jako ich partner/chlopak nie spelniasz oczekiwan, to wtedy one, w obawie przed opinia innych na ktorej bazuja swoje zycie, to wtedy automatycznei zaczynaja oskrzac Ciebie o cos i odchodza. Pytanie: jaki masz/mamy wzorzec, ze dajemy ie przez te kobiety karac. Tak strzelilem w ciemno ale intuicja mi to podpowiedziala. To ze bylismy odrzuceni przez rowiesnikow, szczegolnie przez naszych kolegow tez moze rzytowac, ze pozniej nie czujemy sie zbytnio mescy, moze podswiadomie dlatego wybieramy kobiety ktore nam beda przypominac o tym. Niech sie ktos madrzejszy wypowie, ja nie znam dokladnie tego tematu.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-06-01, 19:47:52
Faktycznie coś jest na rzeczy Zed1.
Dopiero zaczynam zgłębiać ten temat od 2 tygodni.
Ja też miałem coś zawsze z rycerzyka że kobietę stawiałem na piedestale i próbowałem spełniać jej oczekiwania w ogóle nie myśląc o swoich i o tym co ja lubie czy chce.
Też właśnie ciągną do mnie takie które mnie ranią i odrzucają, pokazują mi moją niską samoocene i inne wzorce jakimi trzeba sie zająć.
Póki co to najlepszym wyjściem było by wzięcie pod lupe wzorca odrzucenia z dzieciństwa. Uzdrowienia tego zapewne rozwiązuje problem który oboje mamy, a napewno dużo zmieni i po drodze sporo sie uświadomi.

Tu daje linka bo napisałem o jeden rzeczy jaka mi wylazła wczoraj
http://designersites.pl/cudaducha/index.php?topic=124.msg61538;topicseen#new
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: małgosia w 2014-06-01, 20:14:20
Zed,

To faktycznie zagwostka skoro tak masz tylko z ludźmi z naszego kraju :). Tak czy inaczej zapewne emanujesz jakąś energią, na którą ludzie tak reagują, wczuj się, jaki podświadomy komunikat im wysyłasz.
Ludzie w Polsce wypadają blado pod względem samooceny na tle innych nacji, a jak jest zaniżona samoocena to też łatwiej ulegać prowokacjom, by kogoś odrzucić, dowalić mu. Albo masz karmę związaną z poczuciem winy czy niegodności wobec Polaków i stąd takie efekty.
Tyle mi się nasunęło :)

A jaki miałeś poród?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-02, 10:18:39
Malgosia,

pierwsze, co mi przyszlo do glowy to arogancja, wyzszosc. Czuje, ze mam sporo z energii ludzi z Zachodu ktorzy traktuja Polakow i Slowian ogolnie jako rase nizszej kategorii (ale nie czuje, zeby to bylo cos z czasow III Rzeszy), bardziej kwestie kolonialne i przede wszystkim kapitalistyczne-dla nich zawsze uchodzilismy za ludzi jakby takich leniwych, nie chcacych pracowac (Protestantyzm?). Wyjasnialoby to dlaczego od dziecka zawsze fascynowala mnie ta ich protestancka kultura, sila, moc, kult pracy, posiadania, panowania nad swiatem. To mi sie nasunelo. Kilka razy, szczegolnie kobiety, mowily mi ze brak mi uczuc, tego romantycznego pierwiastka i rzeczywiscie-do dzis nie rozumiem naszej slowianskiej ckliwosci, nie rozumie tez w ogole podstaw chrzescijanstwa, o co tutaj chodzi, umartwiania sie. Nawet od wielu lat mam cos takiego, ze wiem ze na swoja smierc trzeba sobie zapracowac a to jest jedna z glownych cech religii protestanckiej. Dlatego tak bardzo ciagnie mnie na Zachod bo od razu czuje sie tak jak u siebie. Podoba mi sie tez porzadek, spokoj, to ze jak jestes specjalista w czyms to jestes doceniany, ze kobiety patrza na Ciebie jak na kogos z kims chca zwiazac swoje zycie, zalozyc rodzine. Tutaj wlasnie chyba zwracaja uwage na inne rzeczy ktorych im brakuje. Co smieszne, bardzo podobaja mi sie imiona meskie typowo niemieckie lub angielskie: henry, William, John, Ian, Godrfyd, Tristan i inne. Mam takie odczucie, ze kiedys bylem dostojnym panem we fraku (byc moze nawet rodzina szlachecka), ktory zawiadywal firma lub lennami. Tez rycerstwo sredniowieczne cos tutaj ma bo bardzo nie lubie tej epoki, wyczuwam lek a jednoczesnie idealy rycerskie nie sa mi obce, czuje ze do dzis mam cos z wojownika, ktory nie uznaje przegranej.

To wszystko napisalem po wsplywem intuicji, zaraz po przebudzeniu. Weryfikacje pozostawiam innym.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-02, 12:38:20
Jeszcze tak sobie skojarzylem, ze od zawsze nie umialem sie odnalezc w tej naszej typowo polskiej towarzyskosci - niby wszystko bylo ok do momentu, w ktorym nie czulem nacisku na wchodzenie na moje terytorium. Wtedy od razu albo uciekalem albo reagowalem agresywnie. Do dzis duzo osob poczytuje mnie za osobe niedostosowana wlasnie dlatego, ze nie wykazuje tej typowo polskiej, slowianskiej uczuciowosci, takiej jakby nadgorliwosci w kontaktach miedzyludzkich. Praca w grupe sprawia mi o tyle trudnosci, ze ja prace zespolowa rozumiem jako konkretny podzial obowiazkow gdzie niekoniecznie jestesmy ze soba razem - bardziej na zasadzie poszczegolnych rol ale wspolne dazenie do celu. To samo mialem i mam z przebywaniem z osobami tzrecimi w tym samym pomieszczeniu czy domu - nie wyobrazam sobie, abym np. mogl ciagle mieszkac z inna osoba, nawet ta najblizsza, w jednym pomieszczeniu. Wczesniej myslalem ze to przez to, ze jestem jedynakiem ale jak poczytalem o kulturze protestanckiej to doslownie jakby uderzylo mnie to, ze to jaki ja jestem zgadza sie z wychowaniem w tejze kulturze a jest troche przeciwstawne z nasza rodzinma kultura katolicka, ta goscinnoscia az do bolu, z  zagladaiem komus w przyslowiowy talerz.

I chyba ztsad jest u mnie to rozdarcie bo moja osobowosc ciagle pamieta stare czasy i teskni za nimi, nie umie sie odnalezc tutaj a dusza juz sie troche zaklimatyzowala po trzydziestukilku latach mieszkania tutaj (chyba ze mialem tutaj wczesniejsze wcielenia ale nie czuje tego zbytnio, na pewno nie przez ostatnie dziesieciolecia) i stad jednoczesnie chec wyjazdu stad i taka dziwna teksnota, ze cos utrace, co jest mi bliskie.

A co do relacji z kobietami to rzeczywiscie model zachodni zwiasku i ogolnie wchodzenia w relacje partnerskie jest mi blizszy bo nie rozumiem modelu opartego na niedostepnej kobiecie z idealami chrzescijanskimi za ktora trzeba ganiac przez dlugie miesiace i przysiegac milosc do grobowej deski, wole pragmatyczne kobiety kierujace sie po prostu albo uczuciem albo takim zwyklym racjoalnym podejsciem do drugiego czlowieka, zreszta sprawdzielm na sobie osobiscie wiec mam jakotakie porownanie.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-02, 14:54:52
Co jeszcze moglbym dodac to to, ze bardzo czesto mam wladcze usposobienie, jak cos powiem, wewnetrznie odczuwam to ze chcialbym aby inni to wykonali. Byc moze wynika to z tego, ze mialem poprednie wcielenia jako ktos kto rzadzil ale tez ktos, kto byl wyoskiej klasy profesjonalista i potrzebowal odpowiednich warunkow do tego, aby cos tworzyc, produkowac. Tutaj wiele razy mam spiecia z ludzmi odnosnie tego tematu, poniewaz odnosze wrazenie, ze wiekszosc z ludzi w ogole nie pociaga bycie kims szczegolnym stad i nie za bardzo rozumieja mozje potrzeby, dla nich jest to przejaw wylacznie egoistycznego patrzenia na swiat, kolejnych zachcianek ego, odgradzania sie od ludzi. Tutaj wyczuwam od wiekszosci ludzi cos takiego ze zyje sie z dnia na dzien, spokojnie ale tez i bez wielkich oczekiwan, bez wielu rzeczy ktore gdzie indziej sa powszechne. Cieszy sie czlowiek tym co jest a w ty wypadku tym co usoabia nasza lokalna kultura ktorej nie lubie zbytnio, szczegolnie tej zwiazanej z katolicyzmem czy taka specyficzna polska przasznoscia, fascynacja prostota, nawet zachaczajaca o kicz, tandete. A ja po prostu nie tyle co sie odgradzam co po prostu potrzebuje dzialac wedle moich potrzeb i trudno mi jest je dopasowac do otaczajacej mnie rzeczywistosci tutaj, gdzie jestem. Najprawdopodobniej przedklada sie to, ze tutaj zajmujac sie tym czym sie zajmuje mam pod gorke, poniewaz jest to odbierane jako cos malo istotnego, a na pewno mniej istotnego niz nasze pospolite sprawy czy problemy. Czesto spotykalem sie nawet z takim dosc negatywnym nastawieniem, ze po co robie to co robie skoro nikt tutaj tego nie docenia, ze malo jest ludzi zajmujacych sie tym co ja. I generalnie moja fascynacja mzliwosciami plynaca z gospodarczo-ekonomicznego Zachodu nie jest tutaj jakos szczegolnie rozumiana a czasem nawet mile widziana. To tez podejzewam, ze przez lata stworzylo u mnie cos na ksztalt ciala bolesnego, glebokiego zalu i pretensji do ludzi o brak akceptacji bo choc moze wygladac to tak, ze to ja nie akcpetuje ich to jest to raczej wynikiem tego, ze obecne warunki sa dla mnie obce a dla nich ja jestem jakby kims obcym z moim podejsciem. Dlugo sie dzis zastanawialem jak to odczuc zeby cos zrobic z ta wladcza osobowscia i nic mi konkretnego nie odczulo sie poza tym, zeby spasowac z tonu tylko ze wtedy automatycznie odzywa sie osobowosc ktora nie chce stracic tego, co ma a mam cholernie silne ego, wizje tego jak chce zyc i jak byc postrzegany. Trudno mi sie idzie z tym rozstac a juz tym bardziej przyjac do swojej osobowosci zasady panujace tutaj.

Ok, tyle ode mnie w tym temacie. Wydaje mi sie, ze mialem dzis spory wglad w siebie, czuje ze powoli wychodze do swiadomosci i znika mi odczuwanie siebie samego juz.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: małgosia w 2014-06-02, 21:37:28
Zed,

To sporo Ci się pokazało :).

Chyba będziesz się męczył w tej Polsce i możesz nie rozwinąć swojego potencjału, jeśli nie wyjedziesz :).

Znam sporo osób z karmą władcy czy arystokraty, dużo takich ludzi przyciągam, także trochę się naobserwowałam. Relacje z ludźmi mają różne, z reguły średnio udane ;). I to nie chodzi o siłę przebicia, ambitną wizję na życie, bo cechy charyzmatyczne są akurat atrakcyjne dla innych, tylko raczej o niedostateczną umiejętność tworzenia relacji z ludźmi przez serce. Dobrze wyuczony chłód, pogarda czy odcięcie odpychają innych.

Ale mam w swojej rodzinie ciotkę arystokratkę o bardzo dobrej inteligencji emocjonalnej, otwartej na ludzi i lubiącej ludzi i do niej wraca to samo, może tacy zwykli ludzie trochę jej zazdroszczą sukcesu, ale szanują ją i podziwiają i zawsze jest mile widziana w towarzystwie jako osoba atrakcyjna.

Także myślę, że rozwijanie serca - serdeczności, ciepła i akceptacji jest tu kluczowe, łatwiej wtedy znaleźć punkty styczne z innymi i nawet rozmowa z prostym rolnikiem może sprawić przyjemność :)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-02, 23:34:04
Zed,

To sporo Ci się pokazało :).

Chyba będziesz się męczył w tej Polsce i możesz nie rozwinąć swojego potencjału, jeśli nie wyjedziesz :).

Znam sporo osób z karmą władcy czy arystokraty, dużo takich ludzi przyciągam, także trochę się naobserwowałam. Relacje z ludźmi mają różne, z reguły średnio udane ;). I to nie chodzi o siłę przebicia, ambitną wizję na życie, bo cechy charyzmatyczne są akurat atrakcyjne dla innych, tylko raczej o niedostateczną umiejętność tworzenia relacji z ludźmi przez serce. Dobrze wyuczony chłód, pogarda czy odcięcie odpychają innych.

Ale mam w swojej rodzinie ciotkę arystokratkę o bardzo dobrej inteligencji emocjonalnej, otwartej na ludzi i lubiącej ludzi i do niej wraca to samo, może tacy zwykli ludzie trochę jej zazdroszczą sukcesu, ale szanują ją i podziwiają i zawsze jest mile widziana w towarzystwie jako osoba atrakcyjna.

Także myślę, że rozwijanie serca - serdeczności, ciepła i akceptacji jest tu kluczowe, łatwiej wtedy znaleźć punkty styczne z innymi i nawet rozmowa z prostym rolnikiem może sprawić przyjemność :)

Malgosia,

wlasnie im blizej podjecia decyzji o wyjezdzie, tym wiecej emocji, szarpania sie, tesknoty. Nie wiem, o co tu biega. Ale tez czuje, ze zostajac tutaj nie rozwine swojego potencjalu, choc teraz odczuwam cos takiego, ze gdzies wglebi ducha bardzo chcialbym wlasnie tutaj sie zrealizowac tylko jakos tak na przekor cos mi nie pozwala i nie wiem, co to jest dokladnie.

Tez mi brakuje w sobie tego serca, cieploty emocjonalnej bo im jestem starszy tym bardziej zauwazam, ze nie tylko atrybuty materialne ale i druga osoba czy ludzie w ogole sa wazni tylko jak na pecha im bardziej sie staram nad tym pracowac, tym mniej mi wychodzi na zasadzie ze jakby rzeczywistosc zlosciwie stawiala mi sytuacje odwrotne i wtedy trace cierpliwosc a pozniej mam wyrzuty sumienia do siebie, ze tak tych ludzi potraktowalem. Co tu mozna zrobic z tym rozwijaniem serca, akceptacji jesli rzeczywiscie jest to prawda co mi wyszlo?


PS

To ja jestem ta osoba, z ktora rozmawialas ze nie udawaly mi sie zadne wglady poprzez regresing czy medytacje przed kilku tygodniami. Wiem, ze sprawa jest powazna jesli idzie o blokady, o brak umiejscowienia sie.

To co mi sie teraz nauswa w odczuciach to to, ze jak juz niemal od urodzenia mialem wlasnie klopoty z relacjami z ludzmi czyli wychodzi na to, ze to cos emanowalo ze mnie juz bardzo silnie od dziecka tylko ze jako dziecko i pozniej nastolatek nie bylem tego swiadomy i dlatego wyrobilem sobie taka negatywna opinie o ludziach ale cos musi byc na rzeczy, skoro mam az tak duze klopoty z wejsciem w relacje z innymi, przynajmniej tutaj. Mozna cos z tym zrobic czy to raczej wielowcieleniowy proces a przynajmniej rozbity na dziesiatki lat? Bo wychodzi mi na to, ze ta energia tak silnie ze mnie bije, ze nawet jak zachowuje sie ok to ludzie cos wyczuwaja i to nie jest fajne na dluzsza mete. Tak, jakbym od wielu wcielen nie byl nauczony zyc z ludzmi i czuc z tego przyjemnosc.

Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-03, 15:15:28
I teraz powoli wyjasnia mi sie, skad u mnie niechec do nauki czy do pracy…tu nie idzie o zadna niechec tylko o rodzaj i forme pracy i nauki-bedac przez wiele wcielen osoba badz wysoko postawiona badz majaca fundusze, nie musialem chodzic do pierwszej lepszej roboty a uczyc czy zajmowac sie moglem tym, co mnie akurat pasjonowalo czy na co mialem zachcianke. Stad tez pewnie moje krytyczne nastawienie na Polske pod tym wzgledem bo rzeczywiscie u nas pracy moze nie tyle nie brakuje, co po prostu chocby z racji mniejszego bogactwa nie tak latwo o dobra prace (czytaj na kierowniczym stanowisku badz zalozeniu wlasnej firmy czy zajmowaniu sie tym, co chcialoby sie robic) badz nie jest latwo o prace ciekawa a jest dostepna praca w zawodach bardziej ,,podstawowych"do ktorych ja isc nie chce. Po prostu rynek pracy nie tak bogaty a i kultura inna troche….bardziej nastawiona na spoleczne oczekiwania, nie na jednostkowosc, rozwoj osobowosci, bycia kims poza reszta (tak jak to obserwuje chocby w krajach anglosaskich gdzie bycie kims waznym, majetnym jest uwazane za szlachetnosc spoleczna).

Chyba jednak zmiana miejsca bedzie sie oplacala…..

Malgosia -> a teraz powiedz mi: czy jesli rzeczywiscie dusza po tylu wcieleniach wybrala miejsce, gdzie jest odwrotnosc w tym, co sie wczesniej doswiadczalo i co sie posiadalo (czyli ze dusza specjalnie wybrala takie warunki aby nie wspomagac dluzej osobowosci) to czy np. zmiana miejsca nie bedzie dla duszy powodem do sabotowania osobowosci w dostepie do tego, co osobowosc miala w poprzednich wcieleniach? Czy moze byc tak, ze wyjazd okaze sie jeszcze gorszym doswiadczeniem niz zycie tutaj, np. poprzez calkowite ograniczenie mozliwosci osobowosi np. poprzez napotykanie wielu niekorzystnych dla osobowosci sytuacji? Mozna to jakos zbadac w ogole, odczuc?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2014-06-03, 17:33:54
Dyskusja trafiła do offtopicu, tam może być kontynuowana.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: małgosia w 2014-06-03, 19:30:11
Zed, a to Ty ;)
Z tego, co czytam, to masz przebitki karmiczne, nie zawsze są to obrazy, czasami skojarzenia. Ps komunikuje Ci różne rzeczy, czyli nie jest źle ;)

Jeśli chodzi o rozwijanie przymiotów serca jak miłość, ciepło, akceptacja czy życzliwość to najlepsza pewnie jest medytacja polegająca na skupianiu się na sercu i powtarzaniu tych cech przy jednoczesnym staraniu się, by je poczuć w sercu.
Choć jeśli masz serce poranione i nieufne z powodu negatywnych doświadczeń, to może nie być takie łatwe. Trzeba by równolegle oczyszczać serce z uraz. I wtedy to pójdzie do przodu.

Zed, ja Ci nie powiem, czy wyjazd jest dla Ciebie dobry, idź za tym, co podpowiada Ci intuicja.
Wyjazd nie musi być na stałe, znam ludzi, którzy wyjechali, otrzaskali się w świecie, łatwiej im było odnieść sukces za granicą i podnieść samoocenę, bo poczucie sukcesu wpływa korzystnie na poczucie własnej wartości, a potem wrócili do kraju i tutaj zaczęli dobrze zarabiać już na swoim.
Ważne co jest dla Ciebie najkorzystniejsze na teraz.
Może jak oczyścisz swoje nastawienia do Polski i Polaków, to będzie Ci potem tu łatwiej, trudno dobrze prosperować, jeśli nie lubi się miejsca czy ludzi :).
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-03, 19:39:21
Malgosia,

ja moimi urazami moglbym wypelnic niejedno serce bo az tyle sie nazbieralo od dziecka ze strony ludzi tutaj dookola. Dlatego mam ochote stad wyjechac, do ludzi ktorzy nie beda mnie tak traktowac. Wiec chyba moze byc trudno przebic to nie majac w sobie poczucia spokoju i pozytywnych emocji.

Teraz tylko pytam siebie co powoduje, ze ludzie tutaj traktuja mnie tak a nie inaczej, co powoduje ze tutaj ciagle nie moge realizowac tego co chce i w jaki sposob chce.

Nie pozwala mi to spac.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-03, 23:46:04
Tak mi sie jeszcze skojarzylo odnosnie leku okoloporodowego-czy jesli nie chcemy przyjsc na ten swiat, to czy potem owocuje to biernoscia, lekiem przed swiatem, przed ciezkoscia zwiazana z byciem tutaj, zyciem, ogolnie przed swiatem materialnym ktory jakby nie bylo nie jest przewaznie latwym srodowiskiem? Bo zawsze od narodzin odbieralem swiat jako pole walki, jak miejsce gdzie nie jest latwo, gdzie trzeba ciagle o cos konkurowac zamiast zyc bez wysilku, tak jak sobie wyobrazam zycie po smierci, gdzie ,,plynie sie".
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: małgosia w 2014-06-04, 09:46:33

Teraz tylko pytam siebie co powoduje, ze ludzie tutaj traktuja mnie tak a nie inaczej, co powoduje ze tutaj ciagle nie moge realizowac tego co chce i w jaki sposob chce.

Nie pozwala mi to spac.

Myślę, że po części sobie odpowiedziałeś na te pytania w swoich wglądach.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-04, 09:53:05
Myślę, że po części sobie odpowiedziałeś na te pytania w swoich wglądach.

Czyli chodzi o moje nastawienie, patrzenie ,,z gory", niechec do bycia z nimi w grupie.

Ok, teraz wiem ze bardzo trudno bedzie mi zmienic moje nastawienie do nich, poniewaz powstalo bledne kolo - oni od niemal zawsze traktowali mnie tak a nie inaczej, ja przez wiele lat rowniez traktowalem ich niegodnie poniewaz nie bylem na tyle swiadomy, aby to zmienic a teraz jest troche za pozno poniewaz usialbym budowac tutaj relacje od poczatku a co za tym idzie, rowniez moje zycie czyli krotko mowiac dostosowac sie do obecnych tu warunkow, przyjac podobna postawe do innych. A cos we mnie sie buntuje, aby tego nie zrobic, aby sie nie poddac woli ludzi tutaj.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: J034 w 2014-06-04, 10:00:26
Zed 1,
jest taka anegdota, że jak ktoś mówi mi, że jestem koniem to go olewam jak druga osoba mówi to samo to się człowiek zastanawia, a gdy trzecia osoba mówi, że jestem koniem to kupuje siodło ;)

Możesz olać RD i wyjechać sprawdzając namacalnie jak cię odbierze zachód i tam odnieść sukces lub zobaczyć, że problem jest w tobie.
Druga wersja przerobić temat tutaj duchowo, ale już od tego rzygasz wiec fizycznie, ale cie nie akceptują więc masz tylko jedno wyjście to powyżej.
To koniec drogi, ale miotać się możesz jeszcze kilka wcieleń bez zrozumienia.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-04, 10:22:30
Zed 1,
jest taka anegdota, że jak ktoś mówi mi, że jestem koniem to go olewam jak druga osoba mówi to samo to się człowiek zastanawia, a gdy trzecia osoba mówi, że jestem koniem to kupuje siodło ;)

Możesz olać RD i wyjechać sprawdzając namacalnie jak cię odbierze zachód i tam odnieść sukces lub zobaczyć, że problem jest w tobie.
Druga wersja przerobić temat tutaj duchowo, ale już od tego rzygasz wiec fizycznie, ale cie nie akceptują więc masz tylko jedno wyjście to powyżej.
To koniec drogi, ale miotać się możesz jeszcze kilka wcieleń bez zrozumienia.

Jakbys okreslil problem, z ktorym sie proboje uporac? Ale tak bez zadnego sciemniania.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: J034 w 2014-06-04, 12:12:38
Poszedłbym do psychologa i to nie jest obelga, bo to co tu robimy to auto-psychologia, a ty sam nie dajesz rady, bo tak masz.
Jednii potrafią przejść przez DDA za pomocą książki, a inni nawet po latach fachowej pomocy dalej siedzą w tym.
Tak już jest z talentami.
Jak boli ząb idę do dentysty jak egzystencja do psychologa.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-04, 12:23:42
Poszedłbym do psychologa i to nie jest obelga, bo to co tu robimy to auto-psychologia, a ty sam nie dajesz rady, bo tak masz.
Jednii potrafią przejść przez DDA za pomocą książki, a inni nawet po latach fachowej pomocy dalej siedzą w tym.
Tak już jest z talentami.
Jak boli ząb idę do dentysty jak egzystencja do psychologa.

Tylko skad Ty znajdujesz u mnie syndrom DDA skoro nikt w mojej rodzinie oprocz jednego przypadku nie mial problemow z alkoholem; malo tego, z tego co wiem w mojej rodzinie malo kto w ogole pil, bo nie bylo to mile widziane i nie przystalo.

Uswiadom mi to, moze wtedy i ja cos zrozumiem poniewaz wydaje mi sie, ze syndrom posiada sie badz z faktu, ze urodzilo sie w rodzinie z DDa badz jest sie samemu dotknietym np. choroba alkoholowa.

Bo co z tego, ze pojde do psychologa jak nie bede wiedzial z czym mam isc i o czym mowic.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2014-06-04, 12:34:46
Nie wiem dlaczego jakos mi ten artykuł pasuje do tego wątku, brawa dla Justyny za odwagę bycia sobą :

http://www.sport.pl/celebrities/1,96807,16089726,Depresja_Justyny_Kowalczyk___Trzy_ostatnie_lata_mojego.html?as=1
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: J034 w 2014-06-04, 12:57:21
Zed,
to był przykład.
Zaś komplikujesz zamiast iść.
Oni cię zdiagnozują i pomogą i nie mówię o chorobach psychicznych tylko o pomocy w twoich problemach.
Skoro jesteś taki zachodni to nie bądź z zadupia i nie myśl jak reszta polaków, że tylko "psychiczni" chodza do psychologa.
Ja mam bardzo częsty kontakt z nimi i nie ma się czego bać.

A dda przejawia się też w tym, że zamiast korzystać z pomocy kręcisz i szukasz komplikacji, bo się nie da, bo co mi to da i bedziesz tak kręcił się po forum stękając, że nikt ci nie pomógł, a potem będziesz pisał na innych, że RD to ściema i skończysz jak paru innych z cudu to już chyba jakiś schemat więc go przerwij.
Więc nie napiszę.
Powodzenia.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-04, 13:34:03
Zed,
to był przykład.
Zaś komplikujesz zamiast iść.
Oni cię zdiagnozują i pomogą i nie mówię o chorobach psychicznych tylko o pomocy w twoich problemach.
Skoro jesteś taki zachodni to nie bądź z zadupia i nie myśl jak reszta polaków, że tylko "psychiczni" chodza do psychologa.
Ja mam bardzo częsty kontakt z nimi i nie ma się czego bać.

A dda przejawia się też w tym, że zamiast korzystać z pomocy kręcisz i szukasz komplikacji, bo się nie da, bo co mi to da i bedziesz tak kręcił się po forum stękając, że nikt ci nie pomógł, a potem będziesz pisał na innych, że RD to ściema i skończysz jak paru innych z cudu to już chyba jakiś schemat więc go przerwij.
Więc nie napiszę.
Powodzenia.

Zdiagnozuja to, co zdiagnozowali wczesniej - niedostosowanie spoleczne plus depresja niewiadomego pochodzenia plus ubytki emocjonalne ze wzgledu na nieumiejetnosc wspolpracy w grupie. Szkoda czasu i pieniedzy bo ja dostosowac sie do tego, co sie tu dzieje i co w ogole dzieje sie dzis na swiecie nie chce i nie potrafie calym soba. Mam dosc tego syfu ktory jest naokolo, rozpierdzielnika, zaniku wartosci, dzendera, coraz to nowych przywilejow dla ludzi ktorzy oprocz narzekania nie chca nic robic. Gdybym mial wladze, cala te chalastre zagonilbym sila do roboty a jakby ktoremus sie nie podobalo to do wiezeinia albo na bruk i szybko by sie skonczyla ta neoliberalna samowolka ktora jest niczym wiecej niz ciaglym krzykiem doroslych dzieci ciagle nienasyconych z powodu przerostu swoich ego i braku szacunku dla tego, co pozostawily poprzednie pokolenia. Chce powrotu do starych i sprawdzonych idealow i kanonow oraz do starego prawodastwa ktore zlodzieja karalo jak nalezalo a czlowieka pracowitego wywyzszalo, a artyste stawialo za wzor do nasladowania.

Szkoda czasu na psychologow ktorzy upatruja w dzisiejszych zmianach czegos pozytywnego i tlumacza te bande nierobow i zyciowych kalekow, ktorzy jak przyszloby co do czego, nie daliby rady sprostac najprostszym czynnosciom.

I tyle.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: JenKa w 2014-06-04, 13:51:00
Zed, jak czytam twoje wypowiedzi, to mam wrażenie, że przedstawiasz postawę odwrotną do mojej. Bo chociaż całe życie usilnie próbowałam dopasować się do otoczenia i jego wymagań, nawet widzenie sobie sama zamknęłam, żeby nie patrzeć na to, co się tu wyprawia, a i tak żadnego korzystnego dla mnie efektu nie osiągnęłam. Na szczęście parę dni temu wylazło mi to, na czym moje błędne przekonania były oparte i teraz już idę w tym kierunku. Mimo wywałek czuję duuużą ulgę. A największą, że to wszystko już za mną :D

A wzorce DDA można mieć nawet wtedy, gdy nikt w domu nie pijał i nie bijał. Bo to wzorce, a nie faktycznie zaistniała przyczyna. Jeśli takie określenie Ci nie pasuje, to może być DDD, albo inny zestaw literek - nie o to tu przecież chodzi.
Ja niby też z "dobrego domu", a w głowie poprzestawiane, że aż strach  :)))
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: J034 w 2014-06-04, 13:52:45
Zed 1,
ale jazda ;)
Z tego co pisałeś do mnie miałem obraz nowoczesnego wyzwolonego europejczyka, a teraz dyktator wychodzi więc chyba nie wszystko jeszcze ci psychologowie zobaczyli.
Poszukałbym może takich z pogranicza coachingu oni może cię jakoś zmotywują do zmian.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-04, 13:58:01
Zed 1,
ale jazda ;)
Z tego co pisałeś do mnie miałem obraz nowoczesnego wyzwolonego europejczyka, a teraz dyktator wychodzi więc chyba nie wszystko jeszcze ci psychologowie zobaczyli.
Poszukałbym może takich z pogranicza coachingu oni może cię jakoś zmotywują do zmian.

Nowoczesnoc nie moze oznaczac degenracji czlowieka i mozliwosci robienia tego, co sie komu zywnie podoba a to sie teraz dzieje! Dzis ludzie wolaja o socjal za darmo, o pensje za ktore beda mogli jezdzic do cieplych krajow, o przywileje a za tydzien zaczna wolac o to, zebys pracowal na nich bo takie maja widzimisie. Skoro tak ma wygladac nowoczesnoc to jestem jej calkowitym przeciwnkiem. Nie daje sie wladzy piecioletnim dzieciom!
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Barnaba Kwapiński w 2014-06-04, 14:06:32
Zed
pisałeś chyba  ,że masz potąd pracy z afirmacjami i ok.
chociaż jest taka afirmacja "ja, (imię) akceptuję świat i ludzi takimi jakimi są". może się teraz czy kiedyś przyda.
 w moim wypadku chodzi m.in o wzorce cenzora egzekwującego porządek i też jeszcze dużo pisania tej i innych afirmacji przede mną :)
poza tym jest doskonały krótki dekret autorstwa Leszka na karmę ascety, bo ona tez może się wiązac z uciekaniem / niechęcią do ludzi czy czucia się skrępowanym w ich towarzystwie, jeżeli oczywiscie takie wzorce są u Ciebie.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-04, 14:11:16
Zed
pisałeś chyba  ,że masz potąd pracy z afirmacjami i ok.
chociaż jest taka afirmacja "ja, (imię) akceptuję świat i ludzi takimi jakimi są". może się teraz czy kiedyś przyda.
 w moim wypadku chodzi m.in o wzorce cenzora egzekwującego porządek i też jeszcze dużo pisania tej i innych afirmacji przede mną :)
poza tym jest doskonały krótki dekret autorstwa Leszka na karmę ascety, bo ona tez może się wiązac z uciekaniem / niechęcią do ludzi czy czucia się skrępowanym w ich towarzystwie, jeżeli oczywiscie takie wzorce są u Ciebie.

Barnaba,

chodzi o to, ze ja w ogole nie rozumiem cywilizacji w ktorej zyje! Ja nosze w sobie pamiec czy jak wolicie odczucia swiata, w ktorym panowal logiczny porzadek, gdzie wartosci typu honor, dobrze rozumiane prawa drugiego czlowieka i istot wszelakich byly powszechnie rozumiane i akceptowane, gdzie wynaturzenia ktore sa dzis czyms powszechnym badz nie istnialy badz byly bardzo szybko eliminowane z tamtego spoleczenstwa. Nosze slady epoki, w ktorej liczyla sie pozadna praca, dazenie do bycia kims ale nie w takim sensie w jakim dzis sie dazy czyli eksponowanie Ego tylko ze bylo sie kims dla spoleczenstwa a nie tylko dla siebie; gdzie nauka, sztuka czy nawet wladza miala realne przelozenie na dzien codzienny itp.

To, co sie dzieje teraz przeraza mnie albo totalnie nudzi. Nie znajduje w dzisiejszym swiecie praktycznie niczego, co by mnie wciagalo, inspirowalo lub dawalo impuls do checi wnikniecia w to, glownie ze wzgledu na brak atrybutow, ktore wymienilem powyzej.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Barnaba Kwapiński w 2014-06-04, 14:15:29
Nie musisz się sztucznie dostosowywać.
bądź sobą, a przyciągniesz podobnie myślących, na pewno tacy są.
dawniej może ludzie byli szczęśliwsi  ,ale są też stałe postępy w innych sferach, na pewno da się to dostrzec.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-04, 14:18:21
Nie musisz się sztucznie dostosowywać.
bądź sobą, a przyciągniesz podobnie myślących, na pewno tacy są.
dawniej może ludzie byli szczęśliwsi  ,ale są też stałe postępy w innych sferach, na pewno da się to dostrzec.

Znam takich ludzi bardzo, bardzo malo, ale to co mnie bardziej przeraza to sprawy czysto egzystencjalne-ja nie potrafiac wciagnac sie chocby w to, co wymaga sie dzis w wiekszosci zawodow/profesji jestem praktycznie skazany na prace podstawowe i to nie jest tak, ze ja sie ich brzydze, ale nawet kazdy stad wie ze w takich pracach nie rozwija sie swojego potencjalu, chyba ze ktos prowadzi zywot mnicha. Tu jest glowny problem z ktorym przyszlo mi sie borykac. Dziedziny, ktore dzis sa moze sa interesujace…ale nie dla mnie! Brak mi korzenia w tym swiecie, czegos o co moglbym sie zaczepic i czuc sie w danym miejscu, sferze bezpiecznie.

A najgorsze jest poczucie, swiadomosc ze nie uciekne z tego planu dopoki tutaj zyje wiec musze jakos zaplanowac swoje conajmniej nastepne 40 czy 50 lat i przezyc jakos godnie a to mnie kosztuje tutaj mnostwo energii ktora moglbym pozytkowac na zajmowanie sie sprawami, ktore w moim odczuciu bardziej mnie rozwijaja i sprawiaja radosc wewnetrzna.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Barnaba Kwapiński w 2014-06-04, 14:31:18
warto  znaleźć swoją drogę ,czyli najpierw wiedzieć czego chcesz.
brak uziemienia to ewidentnie coś z dolnymi czakrami, prawdopodobnie podstawy.
choć jak nie cierpisz technik RD, to musisz sobie w inny sposób pomóc
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-04, 14:41:50
warto  znaleźć swoją drogę ,czyli najpierw wiedzieć czego chcesz.
brak uziemienia to ewidentnie coś z dolnymi czakrami, prawdopodobnie podstawy.
choć jak nie cierpisz technik RD, to musisz sobie w inny sposób pomóc

Ja juz to, co chce robic znalazlem bardzo dawno; problemem jest fakt ze to jakbym mogl je robic w rzeczywistosci, wktorej zyje totalnie mie nie odpowiada, nie jest tozsame z wewnetrznymi potrzebami ktore czuje ze musze zaspokoic. I kolo sie zamyka...
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-06-04, 15:00:47
Zed
Przedstwiasz jakąś idealistyczną wizję świata którego nigdy nie było i jesteś zły że takiego świata nie ma. Kiedy było tak jak opisujesz? W jakiej cywilizacji? Kiedy to uczciwi ludzie rządzili? Kiedy były te dobre czasy do których tak tęsknisz?  Bo mnie się wydaje że tylko wtedy gdy byłeś w łonie mamy.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-04, 15:02:38
Zed
Przedstwiasz jakąś idealistyczną wizję świata którego nigdy nie było i jesteś zły że takiego świata nie ma. Kiedy było tak jak opisujesz? W jakiej cywilizacji? Kiedy to uczciwi ludzie rządzili? Kiedy były te dobre czasy do których tak tęsknisz?  Bo mnie się wydaje że tylko wtedy gdy byłeś w łonie mamy.

Mozliwe, nie pytaj sie mnie skad ja mam te pamiec bo nie wiem. Ale mam odczucie, ze to byla bardzo odlegla i stara cywilizacja, na pewno z przed epoki Chrystusa jesli w ogole z tej Ziemi. Od dziecka czulem nieokreslona tesknote do czegos, co nie pochodzilo z tej rzeczywistosci, z tych czasow. Podejrzewam, ze stad u mnie od malego dziecka fascynacja wrecz maniakalna z tym, co zwiazane z przeszloscia, nie tylko czlowieka ale i Ziemi w ogole.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-06-04, 15:08:05
To na pewno nie z tej ziemi.
I albo się pogodzisz że zyjesz na ziemi gdzie jest jak jest i sam zaczniesz zmieniać swoje życie albo do końca życia poprzestaniesz na narzekaniu jak tu jest źle. Sam wybierasz. Masz tylko te dwie opcje.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-04, 15:10:04
To na pewno nie z tej ziemi.
I albo się pogodzisz że zyjesz na ziemi gdzie jest jak jest i sam zaczniesz zmieniać swoje życie albo do końca życia poprzestaniesz na narzekaniu jak tu jest źle. Sam wybierasz. Masz tylko te dwie opcje.

Ale po co mam tu zyc skoro zyje mi sie tu tak ciezko? To pytanie gnebi mnie od bardzo dawna, doslownie jakbym wyladowal tu za kare.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-06-04, 15:18:24
Może jesteś takim przypadkiem jak ja która na siłę została wrzucona na ziemię przez istoty zła i już tu muszę się inkarnować.
Ale teraz nie ma stąd ucieczki jak tylko poprzez podniesienie wibracji.
Co się stało to się nie odstanie. Trzeba się z tym pogodzić i szukać wyjścia stąd poprzez pracę nad sobą.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Barnaba Kwapiński w 2014-06-04, 15:21:53
Zed
jeżeli  Ci to poprawi humor to w przekazie channelingowym  i książce pt.  "Misja"
jest mowa o tym ,że pod względem duchowym istnieje umownie 9 poziomów planet , na których się wcielamy.Podobno Ziemia nalezy do najniższego pierwszego poziomu,  nawet   nie kosmiczne duchowe przeszkole czy żłobek,  ale coś jak piekiełko :).Ciekawostkę jest ,że  Jezus przez autora uważany jest za osobę z 9 poziomu, inkarnowaną tu na Ziemi.
Czyli :
Jakby było właściwsze dla nas miejsce w tej chwili to byśmy w tym miejsu byli.
i faktycznie lepiej zaakceptowac i cieszyć sie naszą najpiękniejszą przecież ze znanych Ziemią :)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2014-06-04, 16:34:16
Może jesteś takim przypadkiem jak ja która na siłę została wrzucona na ziemię przez istoty zła i już tu muszę się inkarnować.
Ale teraz nie ma stąd ucieczki jak tylko poprzez podniesienie wibracji.
Co się stało to się nie odstanie. Trzeba się z tym pogodzić i szukać wyjścia stąd poprzez pracę nad sobą.

To trochę nie tak. Nie chodzi o to, żeby stąd odpłynąć jak najszybciej. Materię trzeba zaakceptować do końca i nie stawić jej żadnego oporu, bo ona nie jest źródłem problemów. Wyjścia to trzeba szukać z systemu błędnych wobrażeń, w tym nt materii. Nawet jeśli te istoty zła cię tu zepchnęły.
"Oswiecona świadomość" nie zauważa, że "już nie trzeba inkarnować". Raczej zauważa, że "wszystkie inkarnacje sa nasze chociaż ....nie inkarnowaliśmy ani razu"
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-06-04, 17:40:29
Wyjściem stąd jest zaakceptowanie materii do końca, bo to nie ona jest źródłem problemów.
Nie wiem po co mi to tłumaczysz.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2014-06-04, 18:16:44
jakoś to tak zabrzmiało (rozumiem, że z powodu skrótowego pisania)

a tak w ogóle to skoro materia zasługuje na 100% akceptacji to dlaczego trzeba szukać wyjścia stąd?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: J034 w 2014-06-04, 18:32:39
A trzeba "wyjść" ?
Nie sądzę, a tym bardziej po oświeceniu, bo już wszędzie jest dobrze.
Jedynie gdy ciało już doczeka końca, ale to już kolej rzeczy,a nie ucieczka.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-06-04, 18:35:23
Pisałam to w kontekście odpowiedzi dla Zed 1. I dlatego w takiej formie to napisałam.
To jest też dla podświadomośći która tylko myśli o ucieczce stąd za wszelką ceną a nie wie że tego się nie da. Żeby ją nakierowac na pracę nad sobą zamiast na próby ucieczki.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-04, 22:41:50
Ludzie, ja kompletnie nie rozumiem o czym wy tu piszecie. Po prostu przerasta mnie tempo, w jakim dzisiaj wszystko sie zmienia, ile trzeba sie uczyc, ile czasu poswiecac na zarobienie na siebie itp. Ja chce spokojnego zycia we wzglednym dobrobycie a nie walki o przezycie! Mnie nie materia nie pasuje tylko ludzie i ich zachowania, przez ktore jestem determinowany zyjac wsrod nich. A do lasu nie uciekne. I tyle. Nie wiem dlaczego majac trzydziesci kilka lat nie dorobilem sie zadnego konkretnego wyksztalcenia itp. Moze po prostu nic konkretnego mnie nie interesuje. Moze wystarcza mi zwykle zycie. Tylko przynajmniej u nas w Polsce cena tego zwyklego zycia jest conajwyzej etat w Biedronce na kasie lub na budowie za 15000 na miesiac. Sorry, ja nie chce tak zyc ie nie godze sie nato i nie zamierzam brac udzialu w wyscigu szczurow, dostosowywaniu sie do wymogow dzisiejszej gospodarki itp. Chce zyc w spokoju!

Byc moze jest tak, ze nie robie nic konkretnego poniewaz aby to robic, musialbym poswiecac strasznie duzo energii a dla wnetrza moze bardziej istotny jest spokoj niz gonienie za czyms i sciganie sie o cos (o stanowisko, o klienta, ocokolwiek). A ja odkad pamietam najbardziej lubialem zycie polegajace na spokojnym jego przezywaniu z normalna iloscia ziemskich przyjemnosci. I o dziwo, wiekszosc ludzi ktorych znam miala to wzglednie za czasow PRLu a nie ma tego teraz. (Nie to, ze mitoligizuje PRL, podalem przyklad tego co widzialem wczesniej; zapewne sporo osob tak ma dzisiaj-ja takich nie znam jednak.)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: JenKa w 2014-06-04, 23:00:30
To żyj. I pozwól żyć innym, tak, jak tego chcą - Wolnej Woli nie przeskoczysz, a to jest akurat coś, co wszyscy otrzymali z góry. Ty również.
I nie ma co się szarpać, tylko tę wolność wyboru własnego i cudzego zaakceptować. Skoro świat jest taki, jaki jest i jeszcze się kręci, to widocznie Najwyższy ma w tym jakiś cel. I nikt z nas nie musi wiedzieć jaki - nie od tego tutaj jesteśmy. Rób to, co masz do zrobienia, albo i nie rób - twoja Wolna Wola.
A jeślibyś nadal miał ochotę na zmienianie świata, to ... zacznij od SIEBIE :)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2014-06-04, 23:10:10
Zed
Masz wizję swojego życia i super:) Nie chodzi o to byś żył jak inni, tylko byś znalazł (rozszerzył swoją świadomość) możliwości realizowania tego co ty chcesz. Jak Ci Polska na to nie pozwala, to zawsze są inne kraje. Jak ktoś wcześniej trafnie napisał - być może za granicą znajdziesz siły i pomysły, tak że nawet w Polsce będziesz potrafił sobie poradzić tak jak lubisz.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2014-06-04, 23:22:32
Zed1
Puść tą kontrolę nad ludźmi, przestań przewodzić światu. Zrób jak król Hiszpanii i abdykuj, bo i tak nie masz już żadnej władzy nad ludźmi.
I właśnie, daj ludziom żyć tak jak chcą, to ich sprawa i osobiste prawo.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-05, 08:59:23
Problem jest taki, ze to Wy panujecie na de mna! To cholerne spoleczenstwo wyznacza mi to, jak mam zyc i to jest problem. To wy w koncu zrezygnujecie z czegos. Wyznaczacie poziom zycia i jednostka nie moze tego przeskoczyc. O to mam do Was zal bo nie pasuje do Was a tak naprawde tez chcialbym tu zyc a nie moge zyc tu tak jak tego bym chcial.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-05, 09:49:58
I zadna Wyzsza Wola czy Wola Boska nie sprawuje nad zadnymz ludzi zadnej wladzy, Bog ma nas w glebokim powarzaniu jesli idzie o te rzeczy, to my sami jestesmy odpowiedzialni za nasze uczynki i wybory i wkurza mie, jakktos zwala to na Boga czy Wole. To tylko pokazuje, jak zacofanym krajem i spoleczenstwem jest Polska! Przez takich ludzi jak Wy ludzie mojego pokroju musza emigrowac do obcych krajow i zaczynac tam od nowa! Wolicie gnusniec i cieszyc sie byle czymz amiast brac to co jst do wziecia i dolaczyc do bohatych i nowoczesnych spoleczenstw. Nic dziwnego ze sie z nas smieja na calym swiecie bo oprocz posagu Jezusa w Swiebodzinie, Papieza i Lecha Walesy nie mamy sie pochwalic czym wiecej za bardzo. Zal dupe sciska!
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: JenKa w 2014-06-05, 10:39:23
Hej, Zed - ten fragment o Woli to do mojego wpisu? Bo jeśli tak, to kompletnie minąłeś się z jego zrozumieniem.
Pisałam o Wolnej Woli, czyli samodzielnym podejmowaniu decyzji, dokładnie takim samym, jak twoje. Bo to ty sam podejmujesz decyzję, żeby udowadniać wszystkim wkoło, a przede wszystkim sobie, że tu się nie da nic zrobić, bo taki kraj, tacy ludzie, taka materia i bla,bla,bla. I TY SAM podejmujesz decyzję co TY chcesz z tym zrobić - i to jest właśnie TWOJA Wolna Wola.

I już mi się nie chce na Toje posty odpisywać, szkoda mojego cennego czasu i energii. Powodzenia w podejmowaniu decyzji.
Adieu!
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-05, 10:50:56
Hej, Zed - ten fragment o Woli to do mojego wpisu? Bo jeśli tak, to kompletnie minąłeś się z jego zrozumieniem.
Pisałam o Wolnej Woli, czyli samodzielnym podejmowaniu decyzji, dokładnie takim samym, jak twoje. Bo to ty sam podejmujesz decyzję, żeby udowadniać wszystkim wkoło, a przede wszystkim sobie, że tu się nie da nic zrobić, bo taki kraj, tacy ludzie, taka materia i bla,bla,bla. I TY SAM podejmujesz decyzję co TY chcesz z tym zrobić - i to jest właśnie TWOJA Wolna Wola.

I już mi się nie chce na Toje posty odpisywać, szkoda mojego cennego czasu i energii. Powodzenia w podejmowaniu decyzji.
Adieu!

Owszem, nie podoba mi sie tutaj co sie dzieje. I tez szkoda mi czasu na tlumaczenie tego bo w normalnym kraju ludzie zmieniliby coa a tutaj kazdy sie godzi z tym ze jest jak jest. I o te drobna roznice mi chodzilo.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-06-05, 11:33:42
Zed1
Dobrze że wyrzuciłeś z siebie to co leżało Ci na sercu, może to pomoże ci zrozumieć bardziej twój problem. Nie ma co brać tego do siebie.
Przecież nie chodzi o to by się sprzeczać tylko by rozwiązywać problemy, choć sprzeczka to też jakaś kiepska forma rozwiązywania problemów :p
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-05, 11:43:08
Doktor,

problemem moim jest to, ze nie chce sie godzic na warunki, jakie panuja m. in. na rynku pracy w Polsce a dobrze wiem, ze wyjezdzjac stad, bede musial naprawde bardzo ciezko pracowac na to, co osiagnalem tutaj. Na cale lata moge zapomniec o swoim wlasnym mieszkaniu i spokoju w zaciszu domowym, bo nie bede na poczatku zarabiac tyle, aby tam sobie na to pozwolic. Nie lubie zbytnio mieszkac z innymi osobami, a bede do tego zmuszony. Po prostu nie jestem czlowiekiem lubiacym zycie na walizkach, stad moja niechec do zmian miejsca zamieszkania. Nie rozumiem tego, dlaczego ludzie w Polsce nie robia nic aby rozlizyc sie z komunistyczna przezloscia i pozbyc sie z wszelkich miejsc pracy wszystkich osob, ktore mialy jakis zwiazek z aparatem wladzy jak stalo sie to m. in. w Wegrzech i na Czechach, gdzie ludzie maja o wiele lepsza w porownaniu do nas sytuacje konomiczna i gdzie moze nie ma rozowo, ale latwiej o prace i ogolnie warunki bytowe sa lzeszje. Nie rozumiem, dlaczego wsrod Polakow bardziej liczy sie kolezenstwo ponad obowiazki sluzbowe, gdzie na stanowiskach przez cale lata zasiadaja ludzie wylacznie dlatego, ze sa znajomymi kogos a tak naprawde maja nedzne kwalifikacje lub ich w ogole nie maja. Ja ze swoimi w normalnym panstwie mialbym bardzo wysoki poziom materialny ale tutaj malo kogo to interesuje, tam nie wiem czy w ogole bede mogl wykonywac swoj zawod. Nie rozumiem, dlaczego w Polsce ciagle rzada sie od potencjalnego pracownika tony papierkow zaswiadczajacych o doswiadczeniu zawodowym podczas gdy mozna to zweryfikowac zatrudniajac dana osobe na okres probny i sprawdzic jej umiejetnosci de facto. Nie rozumiem wielu rzeczy ale nie chce mi sie juz pisac o tym. Czuje sie maksymalnie rozczarowany, rozgoryzony i zmeczony polska rzeczywistoscia, wszechobecnym marazmem, akceptacja sytuacji i brakiem pomyslow na to, co moznaby tu jeszcze zrobic aby cokolwiek osiagnac.

Po prostu nie rozumiem Polski i polskiej mentalnosci i tego, ze przytlaczajaca wiekszosc ludzi tutaj nie chce nic z tym zrobic, chociaz dobrze wie, jaka cene placa za to mlode pokolenia, ktore traca na zawsze kontakt ze swoimi najblizszymi i rodzinami. Ci ludzie powinni poniesc odpowiedzialnosc za ten stan rzeczy! Mowie tu o naszym spoleczenstwie ale to juz zaczyna sie dziac, bo jeszcze kilkanascie lat i nie bedzie komu robic czegokolwiek tutaj, nie bedzie rak do pracy i wystarczajacej ilosci pracownikow, aby zapewnic emerytury osobom ktore teraz sa w sile wieku i maja w d…e mlodszych ktorzy tz chca cos zrobic ze woim zyciem. Ale moze to i dobrze ze tak sie stanie bo te osoby w koncu poczuja na wlasnej skorze jak to jest nie miec zadnego oparcia. Jak mawiacie-karma sie wypelni. i tego im zycze z calego serca!
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: medżik w 2014-06-05, 11:54:24
Generalnie Zed, to można by się z Tobą zgodzić praktycznie w całości co do tego co mówisz nt Polski i polaków (ogólnie , nie tylko w tym wątku. Zauważ, że nikt za bardzo nie zaprzecza temu co mówisz, a powiedziałeś przez ostatnie tygodnie o tym dużo. Nikt nie kłóci się z tobą co do tego, że wcale tak nie jest, że polacy są ok i wcale nie sa tacy jak mówisz.
Można mieć takie zdanie, wszystko rozchodzi się o to, by nie mieć do tego stosunku emocjonalnego, tylko patrezć na to z życzliwością/ obojętnością, że ludzie są na takim (niższym od ciebie ) poziomie, co powiązane ze świadomością (czyli dostrzeżeniem) , że to nie oni cie blokują tylko ty sam siebie blokujesz, tym co masz w podświadomości. Bo przeciez chodzi o twoją sytuacje materialną, o to żebyś normalnie sobie pracował i był zadowolony, bez porąbanych relacji służbowych i bez głupoty, a nie o zmianę całego kraju na lepszą, zgadza się ?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-05, 12:00:00
Generalnie Zed, to można by się z Tobą zgodzić praktycznie w całości co do tego co mówisz nt Polski i polaków (ogólnie , nie tylko w tym wątku. Zauważ, że nikt za bardzo nie zaprzecza temu co mówisz, a powiedziałeś przez ostatnie tygodnie o tym dużo. Nikt nie kłóci się z tobą co do tego, że wcale tak nie jest, że polacy są ok i wcale nie sa tacy jak mówisz.
Można mieć takie zdanie, wszystko rozchodzi się o to, by nie mieć do tego stosunku emocjonalnego, tylko patrezć na to z życzliwością/ obojętnością, że ludzie są na takim (niższym od ciebie ) poziomie, co powiązane ze świadomością (czyli dostrzeżeniem) , że to nie oni cie blokują tylko ty sam siebie blokujesz, tym co masz w podświadomości. Bo przeciez chodzi o twoją sytuacje materialną, o to żebyś normalnie sobie pracował i był zadowolony, bez porąbanych relacji służbowych i bez głupoty, a nie o zmianę całego kraju na lepszą, zgadza się ?

Tak, zgadza sie tylko zauwaz, ze ja naprawde kocham to miejsce (a nie ludzi tutaj) i bedzie mi sie naprawde trudno roztac z ta czescia swiata; ponadto jak juz wspomnialem, nie jestem osoba lubiaca zyc na walizkach a szykuje sie na to ze bede musial spedzic tak nastepne kilka lub kilkadziesiat lat zycia a mnie ciagnie juz do spokoju i stabilizacji, swojego wlasnego kata.

I nie rozumiem, jak mozna nie miec emocjonalnego stosunku do tego, o czym mowie/pisze podczas gdy ludzie w sensie doslownym r……a mi zycie zawodowe i prywatne? Nie wiem, co moglbym miec w podswiadomoscie ,,nie tak" aby unzac ze to ja mam cos nieprzepracowane `(pewnie cos mam, jak kazdy, swiety nie jestem). Wiec kompletnie nie rozumiem, kiedy ktos mowi mi,  ze sam sie blokuje. Prosze, wyjasnij mi to, moze rzeczywiscie kryje sie tutaj klucz do odpuszczenia sobie czegos. Inaczej chyba nie zalapie o co tu biega.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2014-06-05, 12:16:20
Chodzi o to że masz prawo czuć emocje wobec innych - i udzielać sobie tego prawa. Jednocześnie, możesz przestać przywiązywać się do tego co nie zależy od Ciebie (wobec czego czujesz się bezsilny, niemoc) i skupić się na tym co od Ciebie zależy i rozwinąć się na tym gruncie - to w działaniu. W emocjach -  możesz zaakceptować, uznać swoje emocje i dać się im wypalić, do końca. I wtedy - mimo że to jeszcze nic nie zmieni w otaczającej Cię rzeczywistości to przestanie Cię to tak rozburzać i będziesz miał więcej energii, siły a być może i ochoty, by spróbować działać w tym co jest dla Ciebie możliwe i co od Ciebie zależy. I próbując wraz z działaniem poszerzyć swoją świadomość, zdolność tego co jest możliwe. Czyli to co się zmienia to nie rzeczywistość społeczna w której żyjesz, a to jakie ma ona znaczenie dla Ciebie i to jaki jest wpływ tego znaczenia na twoje życie, perspektywy i możliwości.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2014-06-05, 12:24:27

I nie rozumiem, jak mozna nie miec emocjonalnego stosunku do tego, o czym mowie/pisze podczas gdy ludzie w sensie doslownym r……a mi zycie zawodowe i prywatne? Nie wiem, co moglbym miec w podswiadomoscie ,,nie tak" aby unzac ze to ja mam cos nieprzepracowane `(pewnie cos mam, jak kazdy, swiety nie jestem). Wiec kompletnie nie rozumiem, kiedy ktos mowi mi,  ze sam sie blokuje. Prosze, wyjasnij mi to, moze rzeczywiscie kryje sie tutaj klucz do odpuszczenia sobie czegos. Inaczej chyba nie zalapie o co tu biega.

Można. Polska nie jest jakąś jednolitą masą, gdzie wszyscy mają taka samą świadomość i podejście do życia. Nawet w Polsce ludzie są różni, firmy są różne :) Nie wiem dlaczego widzisz tylko tych co ci nie pasują i co cię drażnią i wg ciebie nie robią nic, aby zmienić Polskę, Polaków w kierunku, w którym Ty byś chciał. A zapytam przewrotnie : czy Ty osobiście zrobiłeś, żeby zmienić to co Ci się nie podoba? Bo nie sztuka narzekać na innych. Wiele osób w Polsce to robi. Wkoło słychać, że jest źle, że coś nie pasuje. A może warto poszukać osób, które są do przyjęcia dla ciebie i spróbować coś z nimi działać.
Odnoszę też takie wrażenie, że masz wzrok ( w tym wewnętrzny) skierowany na wszystko, tylko nie na siebie. I przez to możesz czuć, ze nie masz władzy nad swoim życiem, że jesteś tak jakby sterowany z zewnątrz, że inni coś ci robią.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-05, 12:30:34
Można. Polska nie jest jakąś jednolitą masą, gdzie wszyscy mają taka samą świadomość i podejście do życia. Nawet w Polsce ludzie są różni, firmy są różne :) Nie wiem dlaczego widzisz tylko tych co ci nie pasują i co cię drażnią i wg ciebie nie robią nic, aby zmienić Polskę, Polaków w kierunku, w którym Ty byś chciał. A zapytam przewrotnie : czy Ty osobiście zrobiłeś, żeby zmienić to co Ci się nie podoba? Bo nie sztuka narzekać na innych. Wiele osób w Polsce to robi. Wkoło słychać, że jest źle, że coś nie pasuje. A może warto poszukać osób, które są do przyjęcia dla ciebie i spróbować coś z nimi działać.
Odnoszę też takie wrażenie, że masz wzrok ( w tym wewnętrzny) skierowany na wszystko, tylko nie na siebie. I przez to możesz czuć, ze nie masz władzy nad swoim życiem, że jesteś tak jakby sterowany z zewnątrz, że inni coś ci robią.

Podejrzewam, ze chodzi tutaj o dziedziny ktorymi chce sie zajmowac zawodowo, a ktore w Polsce sa po pierwsze niszowe (co juz zaweza pole poszukiwan), po drugie ilosc miejsc pracy zwiazana z tymi dziedzinami jest mozno ograniczona. Wiec odpowiadjac na Twoje pytanie owszem, widze rowniez bogactwo i rozwoj w wielu innych sektorach ale mnie te dziedziny nie interesuja! Wiec jakby dla mnie nie istnieja w tym sensie, ze nie skupiam na nich swojej uwagi.

Odpowiadajac na pytanie, co zrobilem aby zmienic siebie odpowiadam, ze zrobilem tyle, aby zdac sobie sprawe ze wyzej d…y nie podskocze bo nie mam takiej mocy aby zmienic wole ludzi, ktorzy mogliby cos zmienic w tej materii. Uwaznie przypatrzylem sie polskiemu rynkowi pracy pod wzgledem tego, co chce robic. Mysle ze to sporo aby moc wytykac to co mi sie nie podoba.

Umiem byc rowniez krytyczny wobec siebie i nie uwazam siebie za nie wiadomo kogo. Po prostu ja wyczerpalem tutaj swoje mozliwosci, tak zuje. Brak mi sil do dalszej penetracji tego obszaru, chce luzu, odpoczynku czegos innego.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-05, 12:32:21
Chodzi o to że masz prawo czuć emocje wobec innych - i udzielać sobie tego prawa. Jednocześnie, możesz przestać przywiązywać się do tego co nie zależy od Ciebie (wobec czego czujesz się bezsilny, niemoc) i skupić się na tym co od Ciebie zależy i rozwinąć się na tym gruncie - to w działaniu. W emocjach -  możesz zaakceptować, uznać swoje emocje i dać się im wypalić, do końca. I wtedy - mimo że to jeszcze nic nie zmieni w otaczającej Cię rzeczywistości to przestanie Cię to tak rozburzać i będziesz miał więcej energii, siły a być może i ochoty, by spróbować działać w tym co jest dla Ciebie możliwe i co od Ciebie zależy. I próbując wraz z działaniem poszerzyć swoją świadomość, zdolność tego co jest możliwe. Czyli to co się zmienia to nie rzeczywistość społeczna w której żyjesz, a to jakie ma ona znaczenie dla Ciebie i to jaki jest wpływ tego znaczenia na twoje życie, perspektywy i możliwości.

Witek,

ja mysle podobnie ale to ciagle nie rozwiazuje problemu, ze bede musial sie przenisc niekoniecznie tam, gdzie mi bedzie sporo rzeczy pasowac i przede wszystkim ze bede musial zasmakowac zycia na walizakch czego osobiscie nie znosze; nie znosze mieszkania na stancjach w kilka osob, ciaglych imprez, braku posiadania swojej wlasnosci itp. A to mnie czeka jako imigranta.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2014-06-05, 12:57:15

Umiem byc rowniez krytyczny wobec siebie i nie uwazam siebie za nie wiadomo kogo. Po prostu ja wyczerpalem tutaj swoje mozliwosci, tak zuje. Brak mi sil do dalszej penetracji tego obszaru, chce luzu, odpoczynku czegos innego.
Wcale nie chodziło mi żebyś był krytyczny wobec siebie. Patrzeć na coś wcale nie oznacza bycie krytycznym wobec tego. Raczej chodziło mi o patrzenie z życzliwą akceptacją. Krytycyzm bardzo zawęża pole widzenia. Może w domu rodzinnym ktoś bardzo cię krytykował? Napisałeś, że chcesz luzu, odpoczynku. Trudno być krytycznym i wyluzowanym jednocześnie.
W sumie to teraz tak sobie pomyślałam, że ja mam podobnie z moja pracą. Ludzie z którymi pracuję nic nie robią , żeby coś zmienić w firmie, swoim życiu. Zero rozwoju. I wkurza mnie to. Długo się na nich wkurzałam i chciałam żeby się zmienili. Mnóstwo energii na to straciłam. A teraz jednak powoli dojrzewam do opuszczenia tego towarzystwa.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-05, 13:06:22
Trudno mi zrozumiec, jak mozna patrzec z zyczliwa akceptacja na obojetnosc (czyli ,,mam wszystko w d….e") lub co gorsza na swiadome, intencjonalne robienie komus na zlosc (bo mi sie tak podoba, bo tak bylo i tak ma byc, wytlumaczen/intencji sa tysaice).

Nie bylem krytykowany w domu nadmiernie, uwazam ze odebralem calkiem normalne wychowanie choc na pewno byly bledy jakies. To srodowisko zewnetrzne mnie od dziecka krytykowalo bo - jak teraz sie na to patrze z perspektywy czasu - zawsze mialem wieksze ambicje, chcialem wiecej niz inni (oczywiscie za cene pracy, nie zeby komus zabrac cos). To sie ludziom nie podobalo, bo naruszalo ich spokoj oparty na nic nie robieniu, na biernym czekaniu az ktos zrobic cos za nich. Dlatego mam dosc tego kraju, bo przecietny Polak wlasnie tak sie zachowuje i nic sie nie zmienia pomimo 25 lat uzyskania niepodleglosci i opuszczenia strefy polityki socjalnej.

Ja tez dochodze do takiego samego wniosku, jedyne co mnie martwi to czy tam znajde mozliwosc aby moc wykonywac to, co robie tutaj bo to mi daje cholernie duzo satysfakcji.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: medżik w 2014-06-05, 13:10:49
Cytuj
I nie rozumiem, jak mozna nie miec emocjonalnego stosunku do tego, o czym mowie/pisze podczas gdy ludzie w sensie doslownym r……a mi zycie zawodowe i prywatne?

tutaj mówisz już o czymś innym , mianowicie o jakiejś konkretnej sytuacji, która cię dotyka (a to spotyka ludzi na całym świecie)
więc odpowiadając ściśle na to, to tak jak pisze Liliole:

Cytuj
Polska nie jest jakąś jednolitą masą, gdzie wszyscy mają taka samą świadomość i podejście do życia.

Więc na poczatek znajdź sobie w tym kraju lepszych ludzi, najpierw dostrzeż, że tacy są , odreagowując stosunek do tych, nie projektuj na cała reszte ich cech

No i czasem trzeba sobie coś odpuścić żeby się nie blokować.
Możesz mieć też błędne poglądy (zafiksowanie) na to, co dawałoby ci prawdziwe spełnienie. Często to się zmienia, na zasadzie dysonansu poznawczego, gdy nie jest prawdziwą naturą.
Czy ta twoja nisza nie jest czymś co zapewnia ci dowartościowanie, pozycje (być może też wśród znajomych, środowiska)  , poczucie bycia kompletnym ?
Co z tego że ja  chciałbym/ wolałbym być np. tenisistą, bo miałbym fajną robotę, spotykał się z fajnymi , bogatymi ludźmi i zarabiał pieniądze, które by mnie satysfakcjonowały, jeździł po świecie, czułbym prestiż itd gdy nie mam na to szans ? Nic, bo to ma tylko wypełniac jakąś luke emocjonalną, która trzeba znaleźć .
To wyynika z podstaw teorii rozwoju duchowego, może powinieneś o tym więcej poczytać, zamiast pytać na forum , bo to na prawde elementarz i nie jestes taki wyjątkowy ze swoją sytuacją ; )
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: medżik w 2014-06-05, 13:18:37
Poza tym, ten Zachód to tez chyba taka projekcja utraconego raju, no bo tu wszystko do dupy, a tam to już nawet ludzi nie spotykają żadne złe rzeczy na gruncie personalnym... troche czarno białe postrzeganie

i tak to jest że jak masz złe wzorce to przyciągasz hieny, ale to sam jestes ich pierwotnym tworcą i świadomie decydujesz się na to (po czym wypierasz) to tez jest elementarz teorii rozwoju duchowego i gdyby nie hieny to byś nie mógł się od tego uwolnić

Osho pisał , że gdziekolwiek idziesz bierzesz ze sobą swoje piekło lub niebo..
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-05, 13:20:36
Jesli cos, co robisz sprawia ci przyjemnosc i satysfakcje wylacznie juz samego faktu zajmowania sie tym, to raczej nie jest to proba dowartosciowywania sie. Juz kiedys zreszta wspomnialem o tym, ze zrezygnowalem z jednego miejsca pracy bo wlasnie tam chodzilo glownie o dowartosciowwyanie sie a robota byla na drugim planie (miala wspierac te rzeczy a nie stanowic de facto o miejscu pracy).

Ja tez mam pewne zajecie, ktore bardzo mnie pociaga ale wiem, ze nie bede raczej mogl go wykonywac poniewaz nie mam do tego konkretnego wyksztalcenia (ktore w ddoatku jakos az tak mnie nie pociaga bo idzie tu o biologie czy chemie), ale tesknie za tym, bo sie z ta rzecza wychowalem.

To, co dobierasz jako nadmierne parcie i chec dowartosciowania sie jest niczym wiecej jak lekiem ze wyladuje w pracy pt. handlarz w sklepie czy jakis ukladacz glazury bo i owszem, zajecia te sa potrzebne ale ja za zadna cholere nie chce byc takim czlowiekiem, pracowac w takich zawodach. Chce pracowac w zawodzie, kory mnie interesuje i tyle. Koniec kropka.

Zachod to nie zaden raj, szczegolnie teraz gdy ciagna tam hordy emigrantow dojacych socjal na lewnoi prawo, stad moje obawy czy dla mnie znajdzie sie tam miejsce. Natomiast maja wciaz dobrze prosperujaca gospodarke i ceche ktorej nam Polakom raczej brakuje dzisiaj: spora liczba ludzi docenia uczciwa i ciezka prace, choc niekoniecznie trzeba tam pracowa az tyle czasu jak u nas aby miec to samo za to.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: medżik w 2014-06-05, 13:41:42
To, co dobierasz jako nadmierne parcie i chec dowartosciowania sie jest niczym wiecej jak lekiem ze wyladuje w pracy pt. handlarz w sklepie czy jakis ukladacz glazury bo i owszem, zajecia te sa potrzebne ale ja za zadna cholere nie chce byc takim czlowiekiem, pracowac w takich zawodach. Chce pracowac w zawodzie, kory mnie interesuje i tyle. Koniec kropka.


Tu nie chodzi o żadną satysfakcje z pracy moim zdaniem , to totalna bzdura.
Napisałeś : "Nie chce być takim człoiwiekiem".
Własnie to jest problem niedowartościowania , który widzisz u innych polaków i o tym piszę.
Dlatego też "nie ma pracy dla ciebie w zawodzie ktorym chcesz" (elementarz rozwoju duchowegO)

Jako "prosty pracownik" sklepu na Zachodzie miałbyś już to co od tygodni DEKLARUJESZ że chcesz: większe pieniądze i pracowałbyś z obcokrajowcami, móglbyś tez mieszkać z obcokrajowcami i odciąć się od polaków, którzy są źródłem zła, ale nie chcesz bo... "nie bedziesz żadnym szeregowym pracownikiem", więc problem nie jest z polakami.
Więc skoro tyle sobie wyjasniliśmy rozumiem , że nie ma już powodów by narzekac na polskę i polaków ?

Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-05, 13:47:01
Tu nie chodzi o żadną satysfakcje z pracy moim zdaniem , to totalna bzdura.
Napisałeś : "Nie chce być takim człoiwiekiem".
Własnie to jest problem niedowartościowania , który widzisz u innych polaków i o tym piszę.
Dlatego też "nie ma pracy dla ciebie w zawodzie ktorym chcesz" (elementarz rozwoju duchowegO)

Jako "prosty pracownik" sklepu na Zachodzie miałbyś już to co od tygodni DEKLARUJESZ że chcesz: większe pieniądze i pracowałbyś z obcokrajowcami, móglbyś tez mieszkać z obcokrajowcami i odciąć się od polaków, którzy są źródłem zła, ale nie chcesz bo... "nie bedziesz żadnym szeregowym pracownikiem", więc problem nie jest z polakami.
Więc skoro tyle sobie wyjasniliśmy rozumiem , że nie ma już powodów by narzekac na polskę i polaków ?

W Twoim planie jest mama luka: jesli bede pracowac w podrzednej pracy i z podrzednymi ludzmi, nie bede miec czasu i okazji na rozwijanie tego, co chce robic tam. Kapujesz teraz skad u mnie ta niechec ,,do znizenia progow"? Nie z jakiegos durnego szlacheckiego mniemania o sobie, ale ze swiadomosci ze niezajmowanie sie tym, czym sie zajmuje teraz rowna sie utracie kontaktu z tym, co kocham i chce robic zawodowo. Ale mozliwe, ze bede miec szanse na to: czekam na info od czlowieka z UK, byc moze bedzie dla mnie praca, ktora nie bedzie mi zjadac calego wolnego czasu i pozwoli po godzinach kontynuowac to co chce i poznawac ludzi z branzny. Oby!
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: medżik w 2014-06-05, 13:48:26
klasyczne oczekiwanie żeby zewnętrzne okoliczności zapełniły lukę niedowartościowania
tak ludzie oczekują miłości od kogoś innego , a później... patrz nazwa wątku
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: medżik w 2014-06-05, 13:56:41
Cytuj
nie bede miec czasu i okazji na rozwijanie tego, co chce robic tam. Kapujesz teraz skad u mnie ta niechec ,,do znizenia progow"? Nie z jakiegos durnego szlacheckiego mniemania o sobie, ale ze swiadomosci ze niezajmowanie sie tym, czym sie zajmuje teraz rowna sie utracie kontaktu z tym, co kocham i chce robic zawodowo

Nawet nie pomyślałem o szlacheckim mniemaniu a bardziej o wzorcach UA, które są bardziej pierwotne i to je tu widzę.
być może i słusznie czujesz się wyżej od innych, świadomościowo musisz być dużo wyżej , mimo tego wszystkiego
być może boisz się, że się energetycznie zasyfisz (schemat UA)
natomiast nie wiem , czy typ pracy ma tu coś do rzeczy
a czasu po pracy masz w każdej tyle samo !!
i czy kasa cie nie wesprze w dążeniu do tego celu ???

Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-05, 16:14:47
Nawet nie pomyślałem o szlacheckim mniemaniu a bardziej o wzorcach UA, które są bardziej pierwotne i to je tu widzę.
być może i słusznie czujesz się wyżej od innych, świadomościowo musisz być dużo wyżej , mimo tego wszystkiego
być może boisz się, że się energetycznie zasyfisz (schemat UA)
natomiast nie wiem , czy typ pracy ma tu coś do rzeczy
a czasu po pracy masz w każdej tyle samo !!
i czy kasa cie nie wesprze w dążeniu do tego celu ???

Robiac np. prace fizyczna zuzywasz duzo wiecej energii niz pracujac np. umyslowo. Ja zajmuje sie muzyka, wiec musze miec czas i energie na doksonalenie umiejetnosci i nabywanie wiadomosci a do tego potrzebna mi jest lzejsza praca, ktora dodatkowo nie bedzie mnie obciazac psychicznie. Jasne czy nadal nie rozumiesz o czym pisze? Pieniadz tez sa wazne, ale nie najwazniejsze-jak masz dostateczne umiejetnosci to dorywasz zajecia i kontrakty na duze pieniadze wtedy.

A propo wyzszosci czy nizszosci to mam to gdzies, podobnie jak badanie swojego poziomu duchowego. Jest jaki jest. I tyle. I co mam niby nasyfic energetycznie? Nie kumam tego.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-05, 16:15:16
klasyczne oczekiwanie żeby zewnętrzne okoliczności zapełniły lukę niedowartościowania
tak ludzie oczekują miłości od kogoś innego , a później... patrz nazwa wątku

Niedowartosciowania w czym niby???
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: medżik w 2014-06-05, 16:52:17
możesz mieć sobie gdzies świadomie, ale twoja podświadomośc może wiedzieć co innego
no ale dobra,  masz racje i tyle i to ze światem jest źle, nie z tobą, nie będe tracił więcej energii na tłumaczenie, bo nie ma otwartości na zmiane poglądów typowej dla rozwojowcow

jeszcze tylko wyjasnię to co napisałem,

Cytuj
-jak masz dostateczne umiejetnosci to dorywasz zajecia i kontrakty na duze pieniadze wtedy.


wcześniej pisałeś, że problemem jest to, że nie ważne jakie masz umiejętności i kompetencje, bo i tak rządzą układy

praca czysto fizyczna akurat daje większe psychiczne odprężenie , niż inna
pracowałem i fizycznie i ciężko umysłowo, więc wiem akurat co ma jaki wpływ na energie
jeśli porównywac na sucho same czynności, to ZA TE SAME PIENIĄDZE wolałbym pracę fizyczną (choć nie wyjątkowo cięzką) niż umysłową
co do energii ludzi w tych pracach, również wolałem energie osób z prac fizycznych (ale to juz moj przypadek)

z zasyfieniem pisąłem o wzorcach UA, które doznały szoku w zetknięciu z ludzkimi energiami , jak nie kumasz to wróc do edukacji związanej z RD , nie wymagaj od innych by ci wykładali osobiście, trzeba mieć jakiś poziom teoretyczny do takiej dyskusji
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-05, 18:42:59
[quotewcześniej pisałeś, że problemem jest to, że nie ważne jakie masz umiejętności i kompetencje, bo i tak rządzą układy[/quote]

Odnosilem to przede wszystkim do Polski, jesli nie wiedziales.

Cytuj
praca czysto fizyczna akurat daje większe psychiczne odprężenie , niż inna

Szczegolnie budowa lub zmywak…..

[quotejeśli porównywac na sucho same czynności, to ZA TE SAME PIENIĄDZE wolałbym pracę fizyczną (choć nie wyjątkowo cięzką) niż umysłową[/quote]

I ja bym wolal ale czasem robimy cos czego nie wolimy, szczegolnie na obczyznie.

Cytuj
z zasyfieniem pisąłem o wzorcach UA, które doznały szoku w zetknięciu z ludzkimi energiami , jak nie kumasz to wróc do edukacji związanej z RD , nie wymagaj od innych by ci wykładali osobiście, trzeba mieć jakiś poziom teoretyczny do takiej dyskusji]/quote]

Byc moze jest jak mowisz, ale nawet zeby ie oczyszczac, trzeba z czegos zyc. Swiata nie zmienisz.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-05, 18:56:33
Czy roznica miedzy byciem UA a ,,czlowiekiem"polega na tym, ze ten pierwszy ciagle oczekuje czegos wielkiego a ten drugi zadowala sie codziennoscia? Czy pierwszy ciagle nosi w sobie goraczke poszukiwan a drugi docenia spokoj monotonii i radosc z prostego zycia tu i teraz?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: medżik w 2014-06-05, 19:17:30
Można sobie wybierać, jak się przestanie gardzić. Pogarda to przywiązanie.

To akurat własnie typowe dla polaków, na tle zachodnich nacji, za granicą nie jest obciachem iśc przez miasto uwalonym po łokcie, tam się szanuje prace nie tylko finansowo.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-05, 19:22:46
Nie zrozumialem Twojego wpisu teraz. Mozesz rozjasnic nieco?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: medżik w 2014-06-05, 19:24:22
Niestety nie mogę.

Ale na koniec wymyśliłem dla ciebie ćwiczenie , by zmienić płytę i zacząc skupiać się (i pisac w stosownym wątku ; ) jak dobrze jest na zachodzie, zamiast jak źle jest w Polsce :)))
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-05, 19:48:50
ozesz, ale nie chcesz. Przejrzalem Cie, ale ok, od poczatku czulem jakis ciern miedzy nami. Pewnie cie to zdziwi, ale nie chce mi sie wiecej walczyc z Toba. Czuje, ze to nic nie da.

La na pewno cie zaskocze, jesli powiem ci, ze to nie pogarda nie pozwala mi zajmowac sie innymi rzeczami, tylko strach przed tym, ze nie bede mogl zajmowac sie tym, co bardzo lubie i z czym czuje sie zwiazany.

Skoro ty uczysz mnie popracowac nad pokora, Ty popracuj wiec nad pycha. Bo lubisz stawiac sie w roli medrca a nim nie jestes.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: medżik w 2014-06-05, 20:20:20
mędrcem nie jestem , ale do wyciągania łapy po informacje to jestes chętny

też nie czuję tu relacji mistrz - uczeń , dlatego uznałem za bezsadne dalsze tłumaczenie podstaw

ty pytasz o podstawy teorii, bo ci się nie chce poczytać, nazywa się to spoonfeeding

poza tym, jesli coś faktycznie poczułeś, to może być to rycerstwo

może dobrze czujesz

tyle, że tutaj nie przejawiłem żadnej intencji walki z toba
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-06-05, 20:39:21
Zed
Z tego forum już więcej nic nie wyciągniesz. Bo nie wiem czy jeszcze ktoś się znajdzie kto zechce ci pomagać.
I tak jak jest w tytule wątku, chyba będziesz sie musiał z czymś pogodzić.
Czyli z tym że rzeczywistość jest jaka jest.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-06-05, 20:48:52
podstawowa sprawa - akceptacja ? :)
O najoczywistszych rzeczach najczesciej sie zapomina
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-06-06, 10:31:19
Zed
Z tego forum już więcej nic nie wyciągniesz. Bo nie wiem czy jeszcze ktoś się znajdzie kto zechce ci pomagać.
I tak jak jest w tytule wątku, chyba będziesz sie musiał z czymś pogodzić.
Czyli z tym że rzeczywistość jest jaka jest.

No raczej skoro wiekszosc z uzytkownikow wali wspolnie konia. Nara!
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-06-06, 10:45:30
Buhahahahaha Zed1 jesteś mistrzem :D
Jeszcze sie tak z niczego nie śmiałem na tym forum jak z tego co teraz dowaliłeś :)
Nie odchodź
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2014-06-06, 11:35:32
Zed1
Przykre to jest, jak tylu ludzi podchodzi do Ciebie z życzliwością i chęcią pomocy, a w zamian dostaje impertynencje i chamstwo, juz nawet nie wspomnę o słowie "dziękuję".

Doctor - X
a Ciebie co tak cieszy w chamskim zachowaniu ?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2014-06-06, 12:33:26
A poza tym znam ten syndrom - ptak sra do własnego gniazda, a potem dziwi się, że gniazdo go nie wspiera. Brrr wstrętny to wzorzec. Ale to tez znak, że tenże ptak potrzebuje pożądnego kopa na do widzenia.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Atlanta w 2014-06-06, 13:13:00
Karina dobrze mówisz
ja w ogóle po kilku postach to myślałam, że on jest troll i że szpieguje to forum
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: medżik w 2014-06-06, 18:19:48
mi Zeda pożegnanie nie przeszkadza, choć też nie wiem co w nim imponującego

widziałem, że w pewnym momencie dyskusji ze mną otworzyły mu się oczy, troche zagoniłem go w kozi róg
z tą paranoją nt Polski , oczywiście nie przyzna się do tego , ale nie dziwcie się że odchodzi bo skończyły mu się tematy i teraz może tylko albo się wziąśc za siebie w realu albo strzelić baranka o ścianę :)

dużo mu pomogliśmy, a to i tak do nas wróci, tyle że nie od Zeda, więc nad czym tu ubolewać ? 
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2014-06-06, 18:35:39
własciwie to masz rację medżik, nie ma się co obrażać

my walimy wspólnie konia, a Zed poszedł walić sam konia ;)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Wilson w 2014-06-06, 20:09:35
Zed,
wylądowałeś w takim miejscu świata z konkretnych przyczyn, możesz ich teraz nie zauważać, nie być świadomy, może nawet w stanie tak wielkiego niezadowolenia, pogubienia, rozgoryczenia warto w pierwszej kolejności wyrzucić na zewnątrz, wyartykułować gniew i zagubienie - to już czyniłes tutaj :D , dwa - choć to może głupie- docenić te warunki bo pozwalają Ci one zobaczyć czego nie chcesz, wyłuskać brudy z pś i powiedzieć ok widzę was a potem zdecyduj czy chcesz walczyć z całą Polską i systemem czy przeobrażając siebie od wewnątrz również wpływać na polskie środowisko i mentalność, mimo woli niemal, bez tak wielu emocji. I odnosnie wyjazdu za gramanicę- może to syndrom ucieczkowy a może faktycznie podszept intuicji...Twoja praca to odróżnienie jednego od drugiego.
Na ten monet bo za rok możesz być zupełnie innym człowiekiem i cenić inne wartości, czuć różne możliwości realizacji pasji itp.
Powiem Ci o ile jeszcze tu zajrzysz- upraszczaj . U mnie to się sprawdza.
Znajdź sposob na rozładowanie emocji, może być duchowy z technik jakie pewnie poznałeś ale czytałam ,że chyba coś nie bardzo działalo więc może z drugiej - strony wysiłek fizyczny, oddech ,  dobierzesz się do odwirowania brudów i dotrzesz  do siebie prawdziwszego. Tak troszkę od podstaw. Najpierw 1 dziedzina w jakiej chcesz coś uzdrowić, 1 temat one i tak będą się zazębiać ale pomału bo się tylko nerwicy nabawisz. Jeśli masz zrobioną analizę czakr i obciążeń to z tą tabelką czarno na białym jak z planem lekcji sobie ćwicz i odchaczaj co podreperowałeś. Zawsze warto próbować afirmować przytomność i samoocenę. Rozwijać serducho i próbować modłów, kontaktu z WJ, intuicją.
Czasem rozwój duchowy zaczyna się w chwili kiedy porzucisz cały rozwój duchowy . Ze mną tak było ;)
Wtedy zajmując się bardziej "zwykłym" zyciem łapiesz balans i wiedza, której się wyuczyłeś, rady, które dostałeś przypominają się w strategicznych momentach. Tak bywa. Może kluczem jest prostota?
I jeśli nie wisi nad Tobą żadna poważna czarna energia czy inna blokada to pójdziesz do przodu i będzie dobrze :)
P.s.
Chyba fajnie by było i lżej na duszy gdybyś oprócz pisania z kimś na te tematy mogł porozmawiać. Albo mów na głos .

Wiem, że nic nie wiem. Za to Ty powinieneś, daj się prowadzić intuicji .
Choć ze swojego podworka wiem, że kiedy miałam totalny chaos wszędzie i co smieszniejsze gniew na Boga i mało zaufania do niego - mówiłam sobie - niech się dzieje i ryzykowałam jakiś krok, np. w sprawie pracy czy nowej znajomości, w trakcie zyskiwałam i przybliżałam się do Boga na nowo ;) Także to Twoje decyzje i zycie, podpórki masz i znasz , wybieraj, wzrastaj, żyj i daj żyć .
Nie cierpię tak pisac ale napisałam , mam nadzieję, że nie zaszkodzę tym.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-07-07, 23:07:08
Hej
Odezwała sie do mnie była laska i napisała że nie może o mnie zapomnieć. Ja na to czy może czasem numery pomyliła (między czasie miała innego chłopaka ). A ona że tak, pomyliła. Poczułem sie okropnie bo ciągle miałem jakąś głupią ukrytą nadzieje, łudziłem sie że ona coś do mnie czuje a tu w jednej chwili wszystko pękło. Oprócz tego zawodu (odrzucenia) bo odczułem to jako odrzucenie mnie, wywalił mi znowu znajomy strach. Drogą logicznej analizy ustaliłem że to strach przed stratą miłości.
Zawsze gdy mnie obwiniała i odrzucała mnie czułem ten strach więc uważam że to strach przed utratą miłości lub precyzując, tego co dawała mi ta dziewczyna i co miałem nadzieje że wróci.

No i takie pytanie do was. Jak sobie poradzić z tym lękiem przed utratą dziewczyny & miłości ?
Wiem oczywiście ze jak sam sobie dam miłość to nie będzie problemu ale otwieranie sie na miłość do siebie to długi a czasem baardzo długi proces. Da się przerobić ten lęk jakoś innaczej ? Afirmacjami ? Czy zostaje opcja pierwsza ?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Olga w 2014-07-07, 23:33:13
Mniej lub bardziej cały czas można się bać utraty miłości puki człowiek w sobie jej nie odkryje, nie podniesie samooceny. Boisz się puki nie uzupełnisz własnego zbiornika własnym uczuciem płynącym z kontaktu z własnym źródłem. Nikt nie może nic Ci zabrać tego, czym  jesteś ponad czasem. Nie możesz stracić niczego, czym jesteś. Po prostu. To jest cel Seba, do tego punktu prędzej czy później każdy dojdzie i tą świadomość wskutek wewnętrznych zmian, zdobywa się w procesie, dłuższym. Uważam że na każdym poziomie warto to układać. Na emocjonalnym [ wiadomo] mentalnym [ wiedza psychologiczna czyli znajomość "jak to działa"] duchowym oraz fizycznym jako zwieńczenie.
Są osoby które nie dostały miłości w dzieciństwie i szarpią się nadal o nią, walczą, próbują dziecięcymi rączkami zaczerpnąć tego, i to jest normalne w takiej sytuacji. Tak jak rodzic daje to małemu dziecku, tak w dorosłym wieku już tego nikt nie da, bo czas na to już był, i inny wymiar i cel miała ta energia,  teraz to co można zrobić to stać się własnym rodzicem, mądrym rodzicem, kochającym rodzicem, tych części, które nie zaznały tej beztroski za młodu która jest po to by być autentycznym by poznać siebie i czuć się bezpiecznie ze swoją autentycznością, otwartością

Tracisz "miłość" bo jeszcze jej nie odkryłeś w pełni. Gdy ją odkryjesz, będziesz wiedział, że nie można jej stracić bo ona to Ty Seba. A ludzie przychodzą i odchodzą..i przychodzą :) i odchodzą ;)
Może nie udzialiłam konkretnej rady, ale to co wyrzej, też jest istotne :)

Ps, ona wcale nie musiała pomylić numeru...ale.. to nic nie zmienia tak naprawdę
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-07-07, 23:53:53
Bardzo Ci dziękuje za ten uświadamiający post Olga.
Zatem długa droga przedemną zanim stane się sam dla siebie takim dobrym wręcz wspaniałym rodzicem ale tak mnie mimo to podbudowało co napisałaś i zmiany jakie ostatnio u siebie zauważam że chętnie godze sie na to by ten proces trwał tyle ile ma trwać.
Cierpliwość i determinacja moim przewodnikiem.
Dzięki
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: medżik w 2014-07-08, 08:32:45
Cytuj
Wiem oczywiście ze jak sam sobie dam miłość to nie będzie problemu ale otwieranie sie na miłość do siebie to długi a czasem baardzo długi proces. Da

nie jest to aż tak długi proces , żeby nie opłacało się do niego podchodzić ; )

mimo że Poczułem sie okropnie bo ciągle miałem jakąś głupią ukrytą nadzieje,
mimo że łudziłem sie że ona coś do mnie czuje a tu w jednej chwili wszystko pękło.
mimo tego zawodu (odrzucenia)
mimo strachu przed stratą miłości
mimo że czułem ten strach Zawsze gdy mnie obwiniała i odrzucała mnie 
mimo strachu przed utrata tego co dawała mi ta dziewczyna i co miałem nadzieje że wróci.

; )
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-07-08, 09:19:16
nawet jesli to bardzo dlugi proces to i tak sie oplaca.
Dzieki za podpowiedzi do eft. wczoraj tak sie czulem ze niemialem ochoty na opukiwanie.
a ta glupia nadzieja niestety nieznikla. ale przynajmniej wiem czego chce
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: medżik w 2014-07-08, 09:40:10
napisałem, bo czasem ciężko ogarnąć i nie wie sie co można opukiwać : )
a można wszystko to co czujesz na ten temat, nawet jak obiektywnie jest bez sensu
a grunt to by zacząć, mimo tego dyskomfortu, nie uledz temu że lepiej zajmowac się czym innym, bo umysł ucieka od zajmowania się tym, mówie, chociaz sam często uciekam : ) 
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Olga w 2014-07-08, 10:01:35
nie jest to aż tak długi proces , żeby nie opłacało się do niego podchodzić ; )


No pewnie:)
Mówię że długi, bo tak naprawdę obejmujący wszystko w nas, to fundamentalna zmiana jak spojrzeć z boku. Lecz warto mieć w sobie harmonię czyli pogodzić się ze sobą. gdy godzisz się ze sobą, Bóg pojawia się sam.
Doktor pokora cierpliwość, to mądrość, miło czytać że tak do tego podchodzisz, bo więcej zyskasz. Byle by tylko nie stopować się w jakiś sposób, żeby pokora i cierpliwość nie weszły w wykrzywienie " nie teraz", to tak na marginesie tylko

No, to niech moc będzie z Tobą i papa, całuski 102.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-07-08, 11:46:30
:)
hehe dzieki
elo elo 320 :p
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Atlanta w 2014-07-08, 16:19:17
321
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2014-07-09, 00:10:21
Wilson, pieknie napisałaś :)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2014-07-09, 00:16:01
Olga,
'Gdy pogodzisz się ze sobą, Bóg pojawia się sam".
No comments.

Kiedyś, pewien mądry człowiek  powiedział mi tak :
'Najważniejsze to dogadać się samemu ze sobą'.
:)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: stokrotka 13 w 2014-08-27, 22:36:41
Witam. Czytam to forum już od dłuższego czasu i zastanawiam się ile jest prawdy w tym co niektórzy  z was piszą.Czy przypadkiem nie sa to zmyślone historie po to tylko aby przez chwilę być w centrum zainteresowania ze swoimi wyimaginowanymi problemami.Niektórzy z was w dobrej wierze starają się pomóc człowiekowi który manipuluje innymi a na odległość to jest łatwiejsze niż w cztery oczy. Poświęcacie swój czas i uwagę komuś kto zwyczajnie robi was "w bambuko" Maciek Pawłucki który tak dramatycznie opisywał swoja miłość do Ani w tym samym czasie zaręczył się z rudowłosą Gretą.?Podobno.A propos pytania- Maciek Pawłucki jest z Przemyśla. Nie jestem ani jego zoną, ani kolejna porzuconą dziewczyna tylko dobrze znam człowieka i wiem że jest mistrzem w manipulacji.To co wam pisał to zmyślone w większości chorobliwe fantazje niedocenionego pisarza.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: matek w 2014-08-27, 22:42:23
Kto to Maciek Pawlucki bo nie kojarze zupelnie:)
Byl tu na forum pod jakims nickiem czy jak?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-08-27, 22:47:17
To chyba ten co założył ten temat pare lat temu
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2014-08-27, 22:47:44
Witaj. Cóż, zdarzają się takie osoby, ale odpowiedzi nie są i tak zmarnowane, bo ktoś rzeczywiście może mieć określony problem i tej z kolei osobie, taka dyskusja może się przydać. Angażują się też czasem osoby z podobnymi problemami w takie dyskusje i nawiązują kontakt ze swoimi emocjami, więc w tym kontekście, prawdziwość bądź nie historii nie ma znaczenia (autor jak ten, mógł niezamierzenie coś dobrego zrobić).
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Atlanta w 2014-10-19, 20:55:25
nie wiem co się stało, ale nagle zaczęło mi się wydawać, że mój partner to obca osoba.
Jakbym patrzyła i słyszała kosmitę.
To szokujące bo znamy się prawie 20 lat.
Może potrzebujemy odpocząć?
Albo ja weszłam na inny poziom.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: DarkAngelbubu w 2014-10-19, 22:27:46
Atlanta, ale czy inny poziom znaczy lepszy lub wyższy ? Może On wszedł na wyższy i lepszy i nie czujesz się godna z nim być ? A może faktycznie jest kosmitą i go już nie rozumiesz(pewnie pole siłowe mu szwankuje i nie zauważył, że zobaczyłaś coś co było przez 20 lat ukryte przed Twoimi oczami) ;)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2014-10-19, 23:30:22
Atlanta
Mężczyźni lubią zaskakiwać ;) zwłaszcza kobiety.

A kobiety podobno lubią być zaskakiwane.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Atlanta w 2014-10-20, 00:55:45
Chłopaki,
na was to zawsze można liczyć !
:-D
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Zed1 w 2014-10-20, 09:55:22
Atlanta
Mężczyźni lubią zaskakiwać ;) zwłaszcza kobiety.

A kobiety podobno lubią być zaskakiwane.

To juz wiem dlaczego nie mam baby-niecierpie kogos zaskakiwac.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2016-11-02, 00:35:27
Jak wyleczyć złamane serce cz 1
https://www.youtube.com/watch?v=82qjgb9Wyow
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: furyah w 2016-11-03, 19:50:50
Ta pani ma niesamowite oczy, kto to jest z pochodzenia?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: ontoja w 2017-10-17, 22:20:12
Dziwne ale pierwszy raz w życiu nie chce być w związku i już nie utożsamiam bycia czy niebycia w związku z poczuciem spełnienia czy szczęścia.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2017-10-17, 22:31:49
ontoja
może karma związków Ci się przerobiła :)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: ontoja w 2017-10-17, 23:08:29
Wątpię;)

Potrzebuję kilka spraw samemu przepracować to praca na kilka lat o ile się uda.Ogólnie samemu żyje mi się łatwiej i lżej, jak na razie przynajmniej.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: dżonny w 2017-10-17, 23:52:29
ontoja , pamiętam jak jeszcze na cudzie pisałes i inspirowales innych o tym jak w wyniku świadomej "kreacji" przyciągnąles sobie atrakcyjną dla ciebie i harmonizującą dziewczynę i chyba sie z nia ozeniles, nawet mi coś tam pisałes w kontekscie zaufania Bogu w tym temacie, że Bog wie czego potrzebujesz, ze jak zaufasz bedziesz mial zajebiscie itp ciekawi mnie, oczywiscie jesli masz ochote pisac, jak teraz na to patrzysz ? czy to ci przestalo cos dawac? cos bylo nie do przejscia dla ciebie ?
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: ontoja w 2017-10-18, 00:07:40
Opowiem Ci na to pytanie ale nie dziś bo już nie kontaktuje za bardzo.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: dżonny w 2017-10-18, 00:16:05
Spoko ;) dzięki :)
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: ontoja w 2017-10-18, 00:18:49
Na razie napiszę tylko ,że dostałem idealną na miarę moich ówczesnych wyobrażeń o tym co jest doskonałe i harmonijne.Mimo wszystko do końca nie czułem potrzeby zmiany i wymiany na lepszy model, tym bardziej ,że trudno o lepszy a ludzie nie są doskonali.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: dżonny w 2017-10-18, 00:27:52
Rozumiem to , to fajnie , że nie miałeś potrzeby zmiany na inną i że masz nadal dobre zdanie na temat tego poniekąd, tak odczuwam / z tego co piszesz, dowodzi, że było to na świadomej podstawie, a nie tylko jakies zakochanie.
Tytuł: Odp: Pogodzić się z utratą miłości...
Wiadomość wysłana przez: ontoja w 2017-10-18, 00:31:26
Nie byłem zakochany ale w tym związku po raz pierwszy w życiu czułem miłość .Nie na okrągło ale się zdarzało i to dość często .Nawet pod sam koniec.
No poniekąd mam.

tzn. miłość taką spersonalizowaną bo takie odczucie miłości do ludzi ogólnie czy jako dobro to mi sie zdarzało w medytacji wcześniej.