Pozytywne Inspiracje
Forum => OFFTOPIC => Wątek zaczęty przez: Mariomar w 2011-09-17, 15:51:33
-
Dziś dzieje się niesamowita rzecz we Wrocławiu, gdyż ściągnęły tu dusze z całego świata.
1. Dziś odbywa się we Wrocławiu forum ekonomiczne, na które przyjechali ministrowie finansów, bankierzy, ekonomiści i inne tego typu szychy z całej Unii Europejskiej, w tym z parlamentu z Brukseli, oraz ze Stanów Zjednoczonych.
2. Dziś do Wrocławia zjechali się z całej Europy związkowcy na manifestację - około 20 tysięcy ludzi.
3. Dziś we Wrocławiu odbywa się koncert Georga Michaela, na który przyjeżdża około 20 tysięcy melomanów.
A więc zjechały tu dziś dusze z Europy i z USA - cwane i bogate (finansjera), a obok nich biedne i wojownicze (związkowcy), a gdzieś obok melomani. Niektóre części miasta są sparaliżowane przez te tłumy.
4. Ponadto, na autostradzie, wiodącej do Wrocławia, był dziś niecodzienny wypadek - wojskowa ciężarówka stuknęła w filar mostu w pobliżu Wrocławia (na szczęście bez uszczerbku dla ludzi) i... wysypała się z niej ostra amunicja i granaty wprost na pasy autostrady. Miejsce to zakorkowało się na wiele godzin (a więc kolejne dusze, które tylko chciały tylko przejechać autostradą w pobliżu Wrocławia, zostały tu niejako "zatrzymane na siłę" w korku na kilka godzin).
Czegoś takiego we Wrocławiu jeszcze nie było. Na wielką skalę podświadomie ściągnęły się tu nawzajem tłumy dusz różnego pochodzenia społecznego. :)
-
Hmmm. A wiadomo coś o tym moście? Mam nadzieję, że nie uszkodzili go za bardzo. Szkoda by było. Takie ładne, nowe ;-)
-
Z tego, co wiem, to wiadukt stoi i ma się dobrze. Bo co ma wisieć, nie utonie... :)
A swoją drogą, niezłe jaja. Ludzie finansjery, którzy zjechali się do Wrocławia z Europy i USA, obradowali o ty, jak pomóc ludziom w UE i USA, jak ich obronić przed kryzysem, jak się dowiedzieli, że do Wrocławia zjechało z 20 tys. związkowców, o... godzinę skrócili posiedzenie i po prostu uciekli (nawiali) przed związkowcami z Wrocławia, zanim Ci zdążyli się pojawić przed salą obrad finansistów. A tak obradowali przecież, żeby zwykłym ludziom pomóc. :)
-
Hej Wrocławiacy. Mam przyjemność siedzieć właśnie we Wrocławskim parku na jakiejś wyspie nieopodal rynku. W plecaku 21 instrumentów. Zapraszam do spotkania, wymiany energii, potencjału, mocy i wspólnego muzykowania. Wysiedzę tu do 16:p0 jeśli nie zacznie padać :)
Najlepsze z serca, przejaśniające umysł i wprowadzające go na drogę powodzenia Życzenia!!
-
A w którym dokładnie miejscu? Bo z chęcią bym podjechał i pogadał. :)
-
Ul Tamka nr 1. To jest jak się idzie od rynku w kierunku Rzeki, i jak są mosty, to wyspa zwie się"Wyspa Tamka". Czekam :)
-
Moja dusza też będzie ciągnęła do Wrocławia. Już 22/23 października, jeśli, oczywiście, będą chętni na zajęcia z regresingiem.
http://www.cudaducha.pl/
-
Sam jestem z Wrocławia, lubię to miasto... Z jednej strony najbardziej dynamicznie rozwijające się miasto Polski, z drugiej... Najbardziej zadłużone! O czym tez warto pamiętać.
Zgodnie z wieloletnią prognozą finansową miasta uchwaloną przez Radę Miejską 27 grudnia 2010 roku, zadłużenie Wrocławia na koniec 2011 roku wyniesie prawie 2,1 mld zł, czyli 61,5 procenta tegorocznych dochodów, które wynoszą niewiele ponad 3,4 mld zł.
Na jakież to ważne cele zadłużony Wrocław wydaje w tym roku pieniądze podatników? Oprócz wydatków na pomoc społeczną (284 mln zł) i utrzymywanie armii samorządowych biurokratów (około 219 mln zł), w tym olbrzymich niepotrzebnych kosztów promocji miasta (23 mln zł) oraz potrzebnych remontów ulic i dróg (509,1 mln zł) urzędnicy zdecydowali między innymi o takich wydatkach, jak: budowa stadionu piłkarskiego (prawie 107 mln zł), przebudowa Teatru Muzycznego CAPITOL (40,3 mln zł), budowa Narodowego Forum Muzyki (30,9 mln zł), inwestycje w muzea (6,1 mln zł), program rowerowy (500 tys. zł), reaktywacja koszykarskiego klubu „Śląsk” (2 mln zł), filharmonia i festiwal Wratislavia Cantans (2,2 mln zł), wystawa „Pan Tadeusz” urządzana przez Ossolineum (1,5 mln zł), organizacja obchodów „Roku Różewicza” (1 mln zł), Ośrodek Pamięć i Przyszłość (1 mln zł) czy budowa rzeźby „Krzesło” Tadeusza Kantora (220 tys. zł).
Uchwała budżetowa na ten rok przewiduje spory deficyt w finansach Wrocławia. Radni zdecydowali, że mimo iż dochody miasta niewiele przekraczają 3,4 mld zł, to wydatki zaplanowano na znacznie wyższym poziomie 3,56 mld zł. Jednym słowem zabraknie ponad 157 mln zł. W jaki sposób zostanie sfinansowany ten deficyt? Oczywiście nowymi kredytami. Przede wszystkim Wrocław weźmie kredyty w bankach komercyjnych na kwotę 114,6 mln zł, a 41 mln zł pochodzić będzie z kredytu udzielonego przez Europejski Bank Inwestycyjny. Reszta deficytu zostanie sfinansowana z pożyczki z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w wysokości 931 tys. zł oraz ze spłaty pożyczki udzielonej z budżetu miasta w wysokości 780 tys. zł. Jednak 114,5 mln zł kredytów to nie wszystkie nowe kredyty, które Wrocław jest zmuszony zaciągnąć w tym roku, gdyż tylko w tym roku ma jeszcze do spłacenia stare kredyty w wysokości 215 mln zł. Aby zadośćuczynić wierzycielom, miasto musi w tej właśnie wysokości zaciągnąć kolejne kredyty. Czyli łącznie w tym roku Wrocław zadłuży się w bankach komercyjnych na sumę 330,6 mln zł, z których to pieniędzy spłaci stare kredyty na sumę 215 mln zł.
Wrocław zadłuża się nie tylko na podstawie corocznej uchwały budżetowej, ale także poprzez podejmowanie uchwał w sprawie emisji obligacji komunalnych. Takie uchwały radni Wrocławia podejmowali wielokrotnie, między innymi w latach: 1998, 2000, 2001, 2002, 2003 czy 2006. Ostatnią tego typu uchwałę przyjęto w zeszłym roku. W wyniku jej wdrożenia w życie Wrocław wyemitował obligacje na okaziciela na łączną kwotę 130 mln zł. Oferta kupna obligacji komunalnych została skierowana do banków, a mają one zostać wykupione przez miasto do 2017 roku. Co ciekawe, obligacje te wyemitowano nie na inwestycje, lecz w celu… spłaty kredytów zaciągniętych rok wcześniej. Podobnie zresztą 182 mln zł, jakie Wrocław otrzymał w październiku br. w ramach unijnych dotacji, posłużą do spłaty kredytów zaciągniętych na budowę inwestycji przygotowujących miasto na Euro 2012 – chodzi o obwodnicę śródmiejską (175 mln zł) oraz remont ulicy Wyścigowej (7 mln zł).
Na koniec bieżącego roku dług Wrocławia w przeliczeniu na jednego mieszkańca wyniesie 3,3 tys. zł (nie licząc zadłużenia każdego Polska długiem publicznym w wysokości około 21 tys. zł). I tu właśnie pojawia się niebezpieczeństwo polegające na tym, że ludzie ci albo ich potomkowie będą musieli niniejsze zadłużenie spłacić swoimi podatkami, a co gorsza, na bieżąco obsługiwać odsetki od długu. Warto przypomnieć, że tegoroczny koszt obsługi zadłużenia krajowego i zagranicznego Wrocławia wynosi niebagatelną kwotę 100 mln zł.
Aktualnie samorząd Wrocławia niemal sięga limitu zadłużenia, określonego w ustawie o finansach publicznych na poziomie 60 procent rocznych dochodów. Mianowicie po dokonaniu pewnych wyłączeń, dług dla celów ustawowych na koniec tego roku wyniesie nie 61,5 procenta, lecz 58,94 procenta tegorocznych dochodów. Należy jednak mieć na uwadze fakt, że Wrocław nie jest jedynym polskim miastem, które boryka się z tak dużym zadłużeniem. Warto podać, że z podobnym problemem zmagają się też samorządy Torunia, Krakowa czy Bydgoszczy. Jednak trzeba pamiętać, że to właśnie samorządowi politycy doprowadzili do tej sytuacji, często zadłużając swoje miasta po to, by realizować inwestycje z udziałem unijnych dotacji. I właśnie poprzez problem dotacji unijnych długi samorządowe powiązane są z polityką ogólnokrajową i unijną. To właśnie dotacje napędzają wydatki samorządów i to one odpowiedzialne są też w znacznym stopniu za gigantyczne zadłużenie Grecji czy Włoch i rosnące długi Polski. Nie musiało to tak wyglądać, bo nie ma przymusu brania dotacji unijnych. Żaden samorząd, tak samo jak rząd centralny, nie musi się zadłużać czy to przy okazji unijnych dotacji, czy też z innych powodów i jeśli radni zdecydowaliby o prowadzeniu zrównoważonej polityki finansowej, to mieszkańcy nie musieliby się martwić o swoje portfele w przyszłości.
http://tomaszcukiernik.pl/?s=wroc%C5%82aw
-
Mnie tez pociągneło życie w te okolice i jadę za ponad tydzień.:)
-
na dłużej ?
-
że Breslau najbardziej dynamiczne gospodarczo ? :))
gdynia numerem jeden, czakram na świętojańskiej nie może się mylic
-
Mariusz, nie, na krótko
Btw, ostatnio mam ochote pojeździc po Polsce, jakoś nie mam ochoty siedzieć w Wawie, mimo iz tutaj mam wszystko co potrzebuję
-
Olga
Potrzebujesz się przewietrzyć;)?
Jak byłam u P to zdziwiło mnie, jaką macie dobrą wodę, pierwszy raz czułam tak dużą różnice. W Toruniu woda jest okropna stwierdziłam. U Was działała na moją skórę i włosy świetnie. Poprawiło mi się wszystko po kilku dniach mycia;)
-
No coś ty:)
A mnie ta woda rujnuje:))
Mamy rodzinny dom w pobliży Supraśla- i tam to jest woda!!! cudowana.
Tak, muszę sie przewietrzyć;p
-
a ja jako rodowita Wrocławianka napiszę, ze bardzo się cieszę, ze już we Wrocławiu nie mieszkam.
Miasto zdecydowanie mnie nie lubi. Spotykałam tam prawie samych wrednych, szajbnietych i zmanierowanych ludzi zarówno w pracy jak i w domu. NIe wiem co ludzi w tym mieście zachwyca. Zaduch, mało przyrody, ludzie nerwowi i ogólne przytłoczenie.
Ale to oczywiście moja subiektywna opinia wyrażona w początkach przeziębienia i ogólnym wkurzeniu na mą sytuację życiową;-). To się przynajmniej na Wrocławiu wyżyję.
-
Aniu, przykro mi, że Cię to spotkało
-
A ja tu mieszkam sobie od 7 lat i muszę powiedzieć, że to moje miasto. Odkryłam to całkiem niedawno, jak wracałam z domu rodzinnego i wjeżdżając do Wro pomyślałam tak odruchowo "jestem w domu" :) Studiując nie znosiłam tych ulic, hałasu, tabunu ludzi, ale poznałam tylko skrawek miasta. Później mój "już" mąż pokazał mi park szczytnicki, okolice Odry, trasy spacerowe, Biskupin i to zachęciło mnie do zamieszkania tu. Ale dopiero możliwości kulturalno - rozwojowe pomogły mi docenić to gdzie jestem:) Rozwojaki różnej maści czasem są wybuchowym koktajlem, ale każdemu wg jego potrzeb i intencji :) Każdy znajdzie coś dla siebie. I to jest super:)
-
za dużo tam wojska, centrum dowodzenia wojsk lądowych, szkoły oficerskie i akademie wf , nie znoszę koszarowej mentalności, choc same miasto wizualne pięknie i ma swoja historię i klimat.
-
Olga
Laka raczej mówi o wodzie z Otwocka bo ta z Wawy to taka jak we wszystkich nadwiślańskich miastach ;P
Ja we Wrocławiu jeszcze nie byłem, ale gdyby Kraków nie działał na mnie jak magnes to pewnie bym tam zjechał :D
-
W dużej części Warszawy od kilku miesięcy jest woda ozonowana w kranach (zamiast chlorowania jak dotychczas). Jest też filtrowana bardziej naturalnymi sposobami , także bardzo możliwe, że jest lepsza, niż gdzie indziej i w przeszłości. Jest tak dobra biologicznie i chemicznie, że można ją pić nawet nie przegotowaną, chociaż ja nadal ją przegotowuję - taka to już nawet jest lepsza, niż butelkowana.
Ozonowana woda jest też o niebo lepsza do mycia się, szczególnie kąpieli, niż chlorowana.
Chociaż świeża oligoceńska jest jeszcze lepsza energetycznie:)
-
"Studiując nie znosiłam tych ulic, hałasu, tabunu ludzi, ale poznałam tylko skrawek miasta. Później mój "już" mąż pokazał mi park szczytnicki, okolice Odry, trasy spacerowe, Biskupin i to zachęciło mnie do zamieszkania tu. Ale dopiero możliwości kulturalno - rozwojowe pomogły mi docenić to gdzie jestem:) Rozwojaki różnej maści czasem są wybuchowym koktajlem, ale każdemu wg jego potrzeb i intencji :) Każdy znajdzie coś dla siebie. I to jest super:)"
To samo można napisać o Warszawie, gdy już się ja pozna od tej urokliwej, swojskiej, zielonej strony i rozwojowej.
A jak się wjedzie na Pałac Kultury zobaczyć panoramę, to dopiero widać całościowo, jakie to zielone miasto.
Mieszkając w Warszawie blisko lasu - to dopiero klimat jak na wsi:)
-
Może za krótko bywałam tak na co dzień we Wrocławiu, ale kojarzę go właśnie z zielonym miastem, malowniczym, z wieloma pięknymi zakątkami i - co najważniejsze - genialną okolicą - góry, górki w pobliżu, mnóstwo zabytków, zamków, rzeczki, jezioro, na którym można żeglować... bardzo atrakcyjne miejsce :)
-
Mi się Wawa podoba, a znam właśnie od urokliwej strony:) Tak myślę.
Chociaż inna sprawa to to, że ogólnie Warszawa energetycznie jest chyba niezbyt fajna.
-
Przyszło do mnie, że dobrze gdyby w Polsce było coraz więcej takich fajnych miast energetycznie.
Najbardziej to zależy od ludzi, od kreacji, myślokształtów, które tworzą.
Jakie mają cele w życiu i intencje.
Laka
Zależy gdzie, są miejsca lżejsze niż w innych miastach i cięższe.
Na pewno na południu W-wy jest lżej energetycznie, w tym bardziej przestrzennie, tak ogólnie ujmując:)
-
Dla mnie idealne są niewielkie miasteczka graniczące z większym miastem. Przez 4 lata mieszkałem w Swarzędzu koło Poznania i muszę przyznać, że w nowszej części tego miasta, która składa się praktycznie z samych osiedli (zarówno bloki jak i domki jednorodzinne) jest naprawdę super energetyka. Wtedy nie rozwijałem się jeszcze duchowo i szczerze mówiąc przeżywałem najgorszy okres swojego życia zawierający depresje i potrzebę skoku z mostu, a mimo to sama okolica potrafiła wpływać pozytywnie na mój humor. Mimo dominujących na co dzień negatywów, często odczuwałem przyjemność z samego przebywania w tamtym rejonie.
Z ludźmi tam było o tyle ciekawie, że stosunkowo dużo było tam osób o wiele bardziej otwartych na bogactwo niż przeciętny polak oraz sporo jakieś takiej beztroski i lekkości życia. Przeniosłem się tam w połowie gimnazjum z centrum Poznania i dla mnie różnica między jednym, a drugim była ogromna. W Swarzędzkim było mnóstwo zabawy z różnymi okolicznościowymi akcjami, uczniowie mogli się angażować w wiele różnych fajnych rzeczy, itd. Ci ludzie żyli w zupełnie innym świecie niż Ci, których znałem z Poznania.
Dzisiaj aż tęsknie za tamtym miejscem i na pewno w przyszłości szukając miejsca do zamieszkania będę szukał okolicy z odpowiednią energetyką, bo to naprawdę robi różnicę.
-
Ciekawostką było moje wczorajsze obcowanie z Wrocławiem. Chodziłem po różnych uliczkach 3 godziny i czułem wyraźnie jak energetyka jest tam wyższa niż w moich Katowicach. I znacznie mniej szalenie i dekadencko niż w sąsiadującym ze mną Krakowie. A społeczeństwo mimo że tłoczne to wydaje się bardziej zbliżone do Skandynawskiego. Wszedłem na Rynek i myślę - tłumy ludzi na otwartej przestrzeni, a ja się w tych tłumach czuję przyjemnie? Coś nowego! Leciała łagodna gitarka z głośników, ludzie spacerowali bez żadnego pośpiechu, jacyś tacy szczęśliwi. Czułem że obcuję z wyraźnie wyższą energetyką, która mnie podnosi do góry. A może to tylko zmiana percepcji po udanej sesji rebirthingu. W każdym razie kocham to miasto.
A na deser: troche zmarzłem i wszedłem do pubu niedaleko rynku na herbatkę. W lokalu byłem sam. Leciała Eryka Badu na najlepszej jakości głośnikach, bardzo ładny wystrój... ok, rozwaliłem się na kanapie i patrzę w sufit a tam... Stół i krzesło stojące na suficie, do góry nogami. Na stole do tego stała butelka po winie, popielniczka, 2 lampki do wina i świeczka :)))) Szkoda że nie miałem okazji zrobić zdjęcia. Każdemu kto będzie we Wrocławiu polecam lokal ze zmysłową murzynką na ścianie i zapasowym miejscem siedzącym na suficie.
Do tego przechodząc trafiłem na czerwony plakat z napisem: Do Not Think. Urzekł mnie!
I ulotkę na słupie reklamującą vege party z DJ-em i bez alkoholu i dymu.
POLSKA A++++ w porównaniu do tego średniowiecza u mnie.
-
Właśnie przenoszę się do stolicy Dolnego Śląska :) Co byście polecili z rzeczy i miejsc wartych zobaczenia/odwiedzenia?
-
Prócz samego miasta (całość starówki) oczywiście Ślężę :)
-
Przeprowadzki do Wrocławia zaczynają mnie zadziwiać:) Wokół mnie dużo osób się tam wybiera.
-
Duchowa komuna się szykuje ;))
-
albo wojna [ to tylko moja pś;]
-
Atomowa :D Zacznijmy budować schron już dziś ;D (we Wro, żeby nie było ;))
-
ActOne,
Z fajnych miejsc do posiedzenia w towarzystwie to Kalaczakra, herbaciarnia chińska, może też czekoladownia. W kalaczakrze dużo się dzieje i w odróżnieniu od kalambura nie ma alkoholu.
Fajnie jest sobie połazić wczesnym wieczorem po Sępolnie -- tudzież ogólnie na Wielkiej Wyspie można łazić i łazić, jest sporo ciekawych miejsc żeby tak się pobłąkać bez celu. Aa, możesz zawsze też znaleźć ten dom-iglo tam. Wejść nie można, ale ciekawie wygląda :)
(Kurde, dawno już tam nie mieszkałem i pozapominałem to, co na mnie wywierało takie wielkie wrażenia..:P
StarFire,
Właśnie rozwalili schron pod dworcem głównym, żeby zrobić parking, eh.
-
ActOne,
Z fajnych miejsc do posiedzenia w towarzystwie to Kalaczakra, herbaciarnia chińska, może też czekoladownia. W kalaczakrze dużo się dzieje i w odróżnieniu od kalambura nie ma alkoholu.
Fajnie jest sobie połazić wczesnym wieczorem po Sępolnie -- tudzież ogólnie na Wielkiej Wyspie można łazić i łazić, jest sporo ciekawych miejsc żeby tak się pobłąkać bez celu. Aa, możesz zawsze też znaleźć ten dom-iglo tam. Wejść nie można, ale ciekawie wygląda :)
(Kurde, dawno już tam nie mieszkałem i pozapominałem to, co na mnie wywierało takie wielkie wrażenia..:P
Kalaczakra to mus ;] W herbaciarni raczej nie posiedzisz, ale przynajmniej można się zaopatrzeć w ciekawe herbatki (i nie tylko). Do zaopatrzenia się polecam jeszcze Indysjsko-wege sklep z książkami i sklep z produktami fair-trade (oba jak się idzie od rynku w stronę galerii Dominikańskiej) Czekoladowania, bar Vega, naleśnikarnia (a co ;D), resturacje w Renomie - trochę tego jest :) I wiele więcej można odkryć po prostu sobie spacerując :)
Aaa, i jak się nazywała ta wegetariańska księgarnia z tymi fajnymi tantrycznymi obrazkami, jak się idzie od renomy w kierunku dworca? Też fajne duchowe miejsce :)
Parking na dworcu? Między pociagami ;]?
-
StArfire, Olga, Lynd Seagull, dzięki za odpowiedź :)
Kalaczakra, słyszałem już o tym miejscu, rzeczywiście wydaje się warte odwiedzenia.
Prócz samego miasta (całość starówki) oczywiście Ślężę :)
O tak, Ślężę sam polecam wszystkim :)
Przeprowadzki do Wrocławia zaczynają mnie zadziwiać:) Wokół mnie dużo osób się tam wybiera.
Ciekawe co piszesz :)
Aaa, i jak się nazywała ta wegetariańska księgarnia z tymi fajnymi tantrycznymi obrazkami, jak się idzie od renomy w kierunku dworca?
Zapewne masz na myśli Nalandę :)
A z miejsc z zajęciami z Jogi itp. możecie coś polecić?
-
Mnie też od jakiegoś czasu Wrocław chodzi po głowie, ale czuję, że jeszcze trochę...
-
ActOne,
zależy jaką jogę lubisz
w Akademii Ruchu na Ruskiej i Kolorach Życia Magdy Nowak (choć teraz to już nie wiem gdzie zajęcia prowadzą, dawniej były blisko Placu Kościuszki w przedszkolu) były zajęcia Kundalini Jogi (fajnie prowadzone przez kilku nauczycieli na zmianę), zwykłej Hatha Jogi dość sporo było, np. wg Iyengara gdzieś w samym rynku
Lynd,
na Biskupinie odnowili trochę willi, bajerancko wyglądają :)
Z nowości jakie pokazali mi duchowiacy wrocławscy to restauracja wege "Złe mięso", zaraz obok Pachnącej księgarni, obsługa zakręcona, ale miejsce dość klimatyczne :P
-
Chyba nie wszyscy do Wrocławia ;)
Ciekaw jestem jak odbieracie Kraków?
-
Ja, jako mieszkaniec tego szacownego grodu, odbieram nader pozytywnie^^ Słyszałem też od brata, że na jednych z zajęć (prawie 10 lat temu wprawdzie) Ania Atras mówiła o różnych miastach i oceniła energię Krakowa jako bardzo piękną:)
Tylko jeśli chodzi o jakieś konkretne warsztaty duchowe jest tu jakby skromniej. Albo to ja mam takie intencje, że nie mogę na nie trafić;)
-
Karola,
dzięki :) Kundalini od Hatha różni się asanami, intensywnością, dodatkowymi medytacjami, czy czym?
Z nowości jakie pokazali mi duchowiacy wrocławscy to restauracja wege "Złe mięso", zaraz obok Pachnącej księgarni, obsługa zakręcona, ale miejsce dość klimatyczne :P
Byłem tam jakiś czas temu, wystrój rzeczywiście klimatyczny (jakkolwiek to rozumieć :D), ale dla jedzenia warto się wybrać :)
-
ActOne,
Kundalini jest bardziej wytrzymałościową formą jogi, ćwiczenia są wykonywane na czas (zazwyczaj) - 3 minuty dla początkujących, 7 minut dla praktykujących i 11 min dla tych co im życie nie miłe ;) (to głównie przeznaczone jest dla osób zaawansowanych). Te czasy się lekko zmieniają w zależności od ćwiczenia, ale generalnie tak je pamiętam z zajęć.
Różni się też tym, że to cały system - od ćwiczeń fizycznych w określonej kolejności i odpowiednich czasach, które pozwalają przełamywać wewnętrzne bariery i struktury umysłu, przez mantrowanie (których ja akurat nie uznaję) i medytacje (wszystko jest odpowiednio dobrane pod konkretny zestaw).
Takie zestawy działają na określone tematy, czakry itd.
Są np. zestawy, które wykonuje się na konkretną czakrę, a codzienna praktyka przez co najmniej 40 dni bez przerwy podobno mocno zmienia podejście i ogląd rzeczywistości odnośnie tej czakry. Moja nauczycielka tłumaczyła to tak, jakby praca na danej czakrze powodowała, że z coraz szerszej i globalnej perspektywy (jak z coraz wyższych gałęzi drzewa, im wyższa czakra tym wyższa gałąź) widzi się życie.
Nigdy nie dotarłam do 40 dni, zazwyczaj po 2 tyg rezygnowałam ;)
Jest to też joga bardzo energetyczna, np. oddech ognia, który stosowany jest w wielu ćwiczeniach, bardzo mocno oczyszcza i dotlenia organizm (to ten typ oddychania jaki stosują np. psy).
Poza tym KJ uczy też dużego skupienia i koncentracji. Przekłada się to też fajnie na życie. Są np. ćwiczenia, które pomagają otworzyć się na przyjmowanie nowych i ciekawych rozwiązań w życiu, to akurat mogę potwierdzić.
-
Karola,
dzięki wielkie za fajną i wyczerpującą odpowiedź. :) Widzę, że to osobny system z własnymi technikami itp. ciekawe.