Pozytywne Inspiracje
Forum => Karma i reinkarnacja => Wątek zaczęty przez: Bonkers w 2013-06-29, 17:43:30
-
Hej :)
Jak do końca odreagować karmę z Atlantydy ?
Wychodzą mi obciążenia, bardzo ciężkie i silnie związane z Atlantydą. Z tego co mi się aktualnie przypomina największym skurwie*** jakim byłem po przez różne wcielenia to właśnie na Atlantydzie.
Makabra jeżeli chodzi o niskie wibracje.
Mam bardzo mieszane i porąbane odczucia związane z tym okresem czasu. Mam silne poczucie winy i odczucie, że osiągnąłem wtedy głębokie dno jeżeli chodzi o poziom wibracji. Bycie zwyrodnialcem level hard. I z drugiej strony mam poczucie, dużej fascynacji całym tym klimatem, przynależnością do "elity złych". Przez to też mam spory problem odpuścić do końca obciążenia z SS - ten sam klimat, podobna ekipa.
A i mi nie żal jest, Atlantydy materialnej - nienawidziłem jej. Co prawda sam rozpier*** Atlantydy bardzo mojej pś się podobał.
Mi szkoda, tej astralnej Atlantydy, miałem w niej siedzieć wiecznie, a tu buła… :(
Na Atlantydzie byłem czymś w rodzaju czarnego maga/ kapłana. Chyba średnio wysokiego szczebla. Wydaję mi się, że „pracowałem” incognito. Inicjowałem „bateryjki” i kolejnych inicjatorów „bateryjek”. Wiedziałem, że to co się wmawia innym, to bzdury, że bateryjki mają nam służyć do tego, żeby można było siedzieć w astralu wieczność. Byłem też odpowiedzialny za masowe mordy na Atlantydzie, pod koniec jej istnienia. Działałem jako „szara eminencja” – nikt nie miał się domyśleć, że jestem za to odpowiedzialny. W ogóle, „mnie nie było na Atlantydzie” ;) Pilnowałem wykonania misji tych, którzy oficjalnie mieli być za to wszystko odpowiedzialni –stanowili oni coś w rodzaju „mięsa armatniego”, „tarczy” na którą mają iść wszystkie ataki energetyczne. Ofiary miały ich zapamiętać jako oprawców i w razie czego mścić się karmicznie na nich. Ja i moi współpracownicy mieliśmy być „czyści”. Wiem, że dochodziło też do tego, że z astralu opętywałem „oficjalnych oprawców” ze swoją ekipą – by ich dopilnować. Podobnie robiłem w czasie drugiej wojny światowej z SS.
Byłem mistrzem jeżeli chodzi o jak najbardziej skomplikowane manipulacje( przynajmniej tak mi się wydawało). Szczególnie podobał mi się pomysł, żeby zmanipulować tak swoim umysłem, żeby nie zorientować się jakim manipulatorem jestem i żeby nie dostrzegać, że coś złego robiłem. Uwielbiałem zakładać, manipulacje na manipulację, hipnozę na hipnozę. I najlepsze, że to było tak skuteczne, że święcie wierzyłem w to co sam sobie wkręciłem. A później jak dostawałem spłatę karmiczną, to byłem taki zdziwioooony, że mnie "niewinnego" ktoś krzywdzi ;) Wiem, że w późniejszym okresie w pewnym momencie przez tego rodzaju „zabawy” – nie widziałem kim jestem, po co żyje i która moja osobowość jest prawdziwa. Pozostał mi po tym, też silny „lęk”, że jak odliczę i puszczę wszystkie wzorce/ wyobrażenia/ zaślepienia to nic ze mnie nie zostanie, bo nie ma „mnie” prawdziwego. Także… świetny wzorzec jak ktoś chcę wylądować w psychiatryku…
Jako czarny mag byłem bezlitosnym psychopatą. Na Atlantydzie miałem jeszcze dużo mocy. Później jako mag to już raczej same porażki lub urojeniowe sukcesy… Co zauważam w porównaniu z obciążeniami czarno tantrycznymi i satanistycznymi ? Na Atlantydzie nie byłem tak „szalony”, impulsywny. Działałem bardziej przemyślanie, z dużą większą precyzją. To co się działo na Atlantydzie było zaplanowane. Byłem „spokojny”, zdyscyplinowany i bardzo cierpliwy. Nie atakowałem jak Assur na lewo i prawo z całą mocą, jak pojawiał się najmniejsza prowokacja. Zimno kalkulowałem, jak sytuacja była naprawdę ciężka, to wpadałem w potężny „kontrolowany szał” i atakowałem energetycznie. Wiedziałem jak energia jest cenna. Wydaję, mi się, że dobrze sobie radziłem w astralu. Zresztą wtedy byłem przekonany, że jestem strzygą .
Moja silna fascynacja Atlantydą związana jest chyba przede wszystkim z tym, że tam byłem „kimś”. Że miałem dużo mocy. I że wszystko mi się udawało, że wszystko szło po mojej myśli, według mojego planu.
Czy ktoś ma podobne wspomnienia z Atlantydy ?
Pamięta ktoś jak wyglądały masowe mordy na Atlantydzie ?
Czy ktoś odreagował sobie do końca bycie magiem/ kapłanem na Atlantydzie ?
-
Wow Bonkers, jak szczerze . I plastycznie ;)
Super opis. Wiele mi wyjaśnił nt pewnych mechanizmów, osób.
Tylko czy wiesz może GDZIE ta Atlantyda była ???
Może to kojarzysz ?
-
Bonkers,
Atlantyda istniała przez setki lat i miała ciemne i jasne okresy. Sama miałam parę wcieleń na Atlantydzie, jedno czy dwa były przyjemne ;). Akurat opisujesz ciemny okres Atlantydy.
Tak z moich obserwacji odnosząc się do tego, co opisujesz:
- jeśli inicjowałeś innych w bateryjki, to zapewne wciąż masz połączenia energetyczno - telepatyczne z tymi istotami/ /ludźmi, być może nadal cie zasilają swoją energią - jeśli pozostali posłuszni i nie zdołali się wyzwolić. Można zwolnic tych ludzi z mechanizmu zasilania,
- zobacz, czy jest ktoś nad tobą wyżej w hierarchii jako osoba lub istota w astralu, która inicjowała Cię w całą tę strukturę, być może ty ją z kolei zasilasz i cały astral atlantydzki. W myśl zasady, że nawet jak się uważam za super maga / kapłana to nade mną jest cwańszy i silniejszy osobnik, który mną steruje,
- często kodowano też strażników astralnych i żyjących misji atlantydzkiej,
- dosyć uciążliwe mogą być kody odnawiania i samoodnawiania się tych inicjacji. Odnawiać może osoba żyjąca - w tym przez seks, strażnik astralny itp.
- jeśli zabijałeś ludzi możesz mieć ich w swoim orszaku astralnym,
- bywają też wkodowane kary i klątwy za uwolnienie się od misji atlantydzkich oraz programy autodestrukcji
- w pracy nad tym tematem przydaje się otwarcie na boskie, kosmiczna energie, które to mają być źródłem prawdziwie czystej energii oraz oczyszczenie serca na swobodny przepływ miłości, dawania i brania
-
Marylka
Dzięki :), cieszę się, że mój opis ci się spodobał i do czegoś przydał :)
Niestety nie pamiętam, gdzie była dokładnie Atlantyda. Na oko to bym obstawiał, że
gdzieś na ocenia spokojnym, ale to tylko moje domysły...
Zresztą ja najlepiej będę pamiętał Atlantydę astralną. Jak pisałem ta materialna mi się
zbytnio nie podobała...
Małgosia
Fakt, ja opisuje Atlantydę jednostronnie, bo taką ją szczególnie zapamiętałem.
Czytałem/czytam książkę o Atlantydzie o tym jak była fajna i rozwojowa. I choć moim zdaniem
autorka zbytnio utopijnie ją przedstawia, to faktycznie czuję, że na Atlantydzie w pewnym
okresie czasu nie było źle.
Wiem, że na Atlantydzie byłem na pewno jak działy się najgorsze rzeczy.
Dlatego dla mnie Atlantyda głównie to miejsce największych manipulacji i najgłupszych chorych akcji. Większego "wariatkowa" nie pamiętam. Nic mi tak nie "zrysowało" mi psychiki jak wydarzenia stamtąd.
Dzięki za podpowiedzi :)
Pogrzebię i zobaczę co z tego wyniknie.
Na pewno coś na rzeczy jest z tym orszakiem astralnym i z dziwnymi układami z astralem. Nie boję się jakoś astralu, bo wiem, że jest jakaś struktura, która mnie w razie czego ochroni.... Od tego muszę się na pewno uwolnić.
http://www.youtube.com/watch?v=79qFbFZxQbY
-
Czytałam że Atlantyda trwała 800 tys lat. Ja stamtąd pamiętam mnostwo wcielen i niestety żadnych przyjemnych ani rozwojowych. Sama magia i eksperymenty.
-
Nie zajmowałem się magią, to nie moja działka. Czytałem gdzieś, że zniszczenie Atlantydy dokonywało się w trzech etapach. Po trzecim została całkowicie zatopiona.
Ja trochę pamiętam Atlantydę i rzeczywiście losy jej, to równia pochyła z dół. Już pod koniec, życie na niej było koszmarem, aż w wyniku nagromadzenia ogromnych ilości złej karmy rozpadła się. Były walki, bo sam tak oberwałem, laskami laserowymi, jak w filmach fantast. To był raj dla magów.
Część ludzi dysponowała wielką mocą, np. widziały czakry i wypalały je laserem. Nie jestem do końca pewien tych działań, bo klątwa może działać jak laser, ale dysponowały one ogromną mocą magiczną i używały je do walki z nieposłusznymi.
Były grzyby wybuchów atomowych, wszystko się paliło i rozsypywało. Nie jestem pewien, ale przypuszczam że całkowite zatopienie Atlantydy nastąpiło w wyniku wybuchów jądrowych.
-
A wiecie jak wyglądały szpitale na Atlantydzie?
Na lóżkach leżeli nie pacjenci tylko bateryjki. Ja byłam takim lekarzem leczącym innych. Leżałam bo nie miałam sił na stanie i dawałam energię chorym. Tak wyglądało moje życie.
A taka była metoda podnoszenia sobie samooceny:
Do tego była wykorzystywana pewna grupa osób ocenianych jako śmiecie. Taką osobą byłam ja.
Chodziłam na kolanach będąc pod wpływem narkotyków a moim zadaniem było podnoszenie samooceny przechodniom. Gy widziałam zbliżającego się człowieka to krzyczałam pochwały na jego temat i biłam przed nim pokłony. Pochwały musiały być jak najwsapnialsze.
Pomiędzy takimi wcieleniami byłam magiem i mściłam sie za moje upokorzenia.
Tam nie było etyki, nie było pojęcia dobra i zła i dlatego wyprawiano tam największe zło zgodnie z prawem.
Nie mogło byc inaczej w sytuacji że gdy się chciało miec jakąś wyższą pozycję to musiało się być magiem. Bo tam wyższa szkoła to była szkoła magiczna i albo się było magiem albo się było nikim.
Pamiętam jak w jednym wcieleniu udawałam głupią bo nie chciałam aby rodzice mnie posyłali na tamtejsze studia czyli do szkoły magicznej.
-
Ciekawy wykład między innymi o Atlantydzie w 30 minucie
http://www.youtube.com/watch?v=w-Uhcj00QTA
-
Inga
Atlantyda na pewno nie trwała 800tys lat, raczej około kilku, góra kilkunastu tysięcy.
Na pewno używanie magii w złych celach może narobić niesłychanego zamieszania. Strach pomyśleć co by było gdyby tacy ludzie jak Dynamo, czy Copperfield i inni współczesni magowie(ze zdolnościami typu teleportacja, odczytywanie mysli, przekształcanie materii wg woli, hipnoza itp itd) byli liczni i bawili się w taki sposób jak na Atlantydzie
-
Inga
No to dopiero historia z tymi szpitalami, nic o tym nie wiem. Taki sposób zasilania jest całkiem realny.
Z tego, co wiem na Atlantydzie rządziły kobiety, które nie miały uczuć, kierowały się instynktami, często tymi najniższymi.
Dla mnie wspomnienia, które teraz właśnie odreagowuję, jakby drugą warstwę, bo poczatkowe przypomniałem sobie jakiś czas temu, to trauma. Odczuwam bardzo silny ból fizyczny podczas odreagowania.
Zaczęło się od tego, że bardzo sie podobałem kobietom na szczytach oraz takich, co dzięki swoim umiejętnościom magicznym i okrucieństwu panowały w społecznościach. Drugim powodem była moja niewiara w moce magiczne a za to, zbytnia ufność we własne siły i umiejętności walki m.in. mieczem. Nic sobie nie robiłem z tych gróźb, że mnie zaatakują magią. Nie chciałem być ich kochankiem, sprzeciwiałem się i wówczas według nich przebrała się miarka. Postanowiły mi zafundować największe katusze. To było gorsze od okaleczeń fizycznych. Odreagowywałem wymyślne katusze, głowę miałem rozpaloną a na całym ciele czułem straszne zimno, czymś mnie oprawcy zamrażali, potem ciągłe uderzanie energetyczne w głowę, czułem warstwę mnóstwa blokad otulających głowę, prąd elektr. Wszystko na tle seksualnym.
Wydaje sie, że na Atlantydzie oprócz bezwzględnej walki o władzę dominował seks i okrucieństwo.
W obozach naziści robili właśnie takie eksperymenty, część ciała zamrażali a druga była w normalnych warunkach. Takich podobieństw znalazło by sie sporo, zwłaszcza w ideologii nazistów, przemowy Adolfa żywcem wzięte z atalntydy, liczy się siła i potęga, w walce o panowanie bądźcie okrutni i bezlitośni, w działaniach kierujcie sie przemocą, to jest naszą dumą; gardzimy słabymi, należy przełamać wszelki opór. My jesteśmy wybraną rasą.
-
" np. widziały czakry i wypalały je laserem."
Potem podobne praktyki stosowane były z tego co pamiętam w Egipcie, mi wypalono 3oko chyba wahadłem...
-
Mariusz
A skąd ty masz takie konkretne informacje? Jak dotąd to nie ma żadnego dowodu że Atlantyda istniała.
Mateusz.
to raczej żylismy w innym okresie, bo ja pamietam tylko rządy mężczyzn, a kobiety traktowane jako samice.
Pamietam siebie jako kobietę gdy były na mnie wykonywane przez mężczyzn eksperymenty seksualne z afrodyzjakami pod wpływem czego zmarłam z powodu zbyt silnego podniecenia.
Pamietam też taki eksperymet który ja przeprowadzałam.
Sala, a wokół porozciągane ciała ludzkie, żywi ludzie porozcinani tak aby były widoczne narządy wewnętrzne. Oni tak sobie leżeli i cierpieli dla dobra nauki a ja z ciekwaością naukowca robiłam badania. To było normalne życie na Atlantydzie.
Żyjąc potem na Bliskim wschodzie doświadczyłam tego samego i zrozumiałam jak ich to bolało.
-
800tysięcy lat to strasznie dużo, w praktyce oznaczałoby to że 90% wszystkich naszych inkarnacji byłaby z okresu atlantyckiego i byłoby ich koło 8 tysięcy (jesli liczyć jedna inkarnacja na 100 lat, nie wiem jak była długośc zycia wtedy). Dla mnie za dużo.
ja sie sugerowałem artykułami i osobistym wyczuciem
http://www.cudownyportal.pl/article.php?article_id=907
https://www.youtube.com/watch?v=SKcINTt3udI Bashar mówi o tysiącach lat i o tym, że zabawę zakończyła asteroida. Pewnie kapłani wyczuli wcześniej co się dzieje i uciekli w astral zgodnie z tym co pisal Leszek
-
Mariusz
Myślę, że Atlantyda mogła sobie istnieć bardzo długo, a oprócz niej były też inne kontynenty, na których ludzie żyli w tym samym czasie. Ci, którzy się "uczepili" Atlantydy wcielali się często na niej, ale dla innych mogła byc epizodem, bo ten czas spędzali, gdzie indziej. Słyszałem, że byli i tacy, co nie mają obciążeń z Atlantydy, mogli więc spokojnie na niej żyć, albo na innych kontynentach.
Ja pamiętam, że tym okrutnym kobietom dostało się za to, co robiły, ale już nie na Atlantydzie.
-
Przeczytałem ten artykuł z Cudu i jest bardzo rzeczowy, część tego, o czym piszą pamiętam, a pozostałe też wydają mi sie bardzo realne, bardzo dobry opis :)
-
Ciekawy wątek powiązań Atlantów i Lemuryjczyków z Tybetem w filmie Ernst Muldaszew - Żywa, martwa woda - Tajemnice Tybetu.
-
Yupi !!! wreszcie dokopałem się do najcięższych moich obciążeń karmicznych:) 6 lat rozwoju duchowego nie poszło na marnę :) 2 dni temu miałem odreagowaną dużą cześć wzorców z Atlantydy :) Czuję się zdecydowanie lepiej :) Czuję jakby mój rozwój duchowy zaczynał wrzeszczcie etap, że będzie coraz łatwiej i przyjemniej :) Wiem, że jeszcze mam różne rzeczy do przerobienia… Ale, teraz pojawił się taki luz… Uff… Jakby mój rozwój duchowy mógł iść już z górki… :) Nie pamiętam, żebym miał poczucie aż takiego „luzu we wzorcach” kiedykolwiek po sesji.
Co mi w dużej części odpadło po odreagowaniu Atlantydy/co się zmieniło:
- nie muszę krzywdzić siebie i innych, zniknął mi przymus robienia co jakiś czas czegoś „złego”
- nie muszę walczyć ze wszystkimi, nie muszę robić wszystkiego na odwrót, ( znalazłem główną przyczynę tego dlaczego tak silnię pociągało mnie zło)
- wreszcie odpadła mi fascynacja 3 rzeszą i SSmanami, podświadomość dostrzegła w końcu, że astralna „Atlantyda” to nie jest najwspanialsze miejsce na świecie
- przestały mnie interesować bardzo ciężkie klimaty
- mogę się cieszyć z życia :)
- praca może być dla mnie przyjemnością :)
- życie, Bóg i świat są po mojej stronie :)
- odpadło mi zakodowane wyobrażenie, że rozwój duchowy prowadzi do upadku świadomości – już się nie dziwię, że jak byłem coraz bliżej wysokich wibracji to włączyła mi się, żeby zaniżyć je maksymalnie (np. nachlać się)
- czuję jakby z pleców spadło mi ze 100 kg ciężaru :)
- czuję wyraźnie afirmację: „Pozwalam sobie żyć i cieszyć się swoim życiem”
- życzliwość i wdzięczność przestała być dla mnie czymś „nienormalnym”, nie muszę jej ukrywać – nie są już dla mojej pś frajerstwem
- dużo obciążeń z magii mi odpadło – wreszcie pś traci fascynację magią :D
- odpadł mi mocne wzorce autodestrukcji, nie muszę już prowokować innych, żeby mnie zniszczyli, nie muszę niszczyć świata. Czuję, że w końcu nie będę musiał ginąć tragicznie: nikt mnie nie zabije, nie powiesi, nie spali na stosie, nie będzie torturować, nie zginę na śmierć głodową, nie będę więziony. Mogę spokojnie i szczęśliwie dożyć podeszłego wieku :)
Jestem wdzięczny 2 panom, którzy mi pomogli: Darkowi Loga i Witkowi Dopierała :))) i szczególnie jestem wdzięczny sobie, że byłem konsekwentny w swoim rozwoju i nie poddawałem się nawet, jak mi było ostatnio dziwnie ciężko :))) I jeszcze jestem wdzięczny Bogu, bo bez niego to by była „dupa zbita” ;)
-
Bonkers
opisz prosze co to za wzorce byly i z kad sie braly.
No i gratuluje:)))
-
Bonkers
ależ się przyjemnie czyta takie wpisy :)
gratulacje i oby tak dalej
-
Hej właśnie miałam to samo napisać co Karina....gratuluje i cieszę sie dla ciebie :-)
-
:) Aloha
-
a ja wczoraj widziałam kosmitów u użytkowniczki JenKa, a dzisiaj śniło mi się że zaatakowali ziemię
jakimś strasznie czerwonym smarem
wszystko stało się czerwone i mokre
-
Karina
Dzięki :)))
Jolanta 14
Dzięki :))
Witek
:)
Laka
Dzięki :)))
Pytasz o wzorce autodestrukcji ?
Największy problem miałem z silnym wyobrażeniem, że w astralu jest naprawdę raj –„Atlantyda”. „Nie ma na świecie wspanialszego miejsca niż Atlantyda.” Pomimo, że na Atlantydzie byłem „granatowym degeneratem” – bardzo brakowało mi Boga – byłem już wtedy mocno zmęczony magią i wieczną walką. Byłem zdesperowany i czułem, że nie mam kompletnie nic do stracenia. Byłem zachłanny na powrót do Boga. Obiecano mi raj. Wielokrotnie inicjowano mnie na Atlantydzie, że Atlantyda astralna to jest to. Ponieważ byłem „wybrany” do wielkich rzeczy i beze mnie nie uda się stworzyć tego raju – bez mojej mocy . Jako „wybrańcowi”– Koordynatorowi ds. związanych z masową eksterminacją i rozwalaniem od środka wszelkich struktur (wprowadzaniem chaosu)- miałem „zaszczyt” po opuszczeniu Atlantydy materialnej przebywać w "raju" astralnym trochę czasu ( czuję, że na oko kilkaset lat) – tam jeszcze bardziej inicjowano mnie w wyobrażenie o świetności astralnej Atlantydy i dużo mocniej ugruntowano wyobrażenie, że Atlantyda to „jedyna droga”. Ponieważ, ktoś zdradził i nie udało się dokonać pełnej destrukcji materii i wszystkich istot – musiałem wracać na ziemie by dokończyć dzieła - to moja główna misja.
Wzorce z Atlantydy, które w głównej mierze powodowały u mnie autodestrukcję:
- materia jest be , tylko Atlantyda jest jedynym miejscem gdzie będę szczęśliwy, nie ma innego miejsca, tam jest najwspanialej, będę miał wszystko co najlepsze
- rozwój duchowy to nieustanny upadek świadomości, im bliżej do Boga tym bardziej będę musiał upaść. To był kod na zasadzie takiej: mam się rozwijać duchowo do pewnego momentu, jak już będzie mi dość przyjemnie i będę miał fajny poziom RD to w tym momencie zaniżyć maksymalnie wibracje – żeby odczuć jak najbardziej dotkliwie upadek świadomości – i uświadomić sobie prawdę: „ Rozwój duchowy nie działa, nie ma go, jest bez sensu – jedyne wyjście to Atlantyda astralna” Chcesz poczuć klimat: to puść piosenkę Manamu – raz dwa, raz dwa. Podobne rzeczy miałem już wcześniej zakodowane od strzyg. Chyba jak mnie inicjowano w strzygę: „Przez zaniżenie wibracji wrócisz do Boga”.
-zakodowane w ogromnej nieprzytomności „ Astralna Atlantyda jest lepsza od powrotu do Boga”.
- bez Atlantydy jesteś nikim, jesteś zerem – na Astralnej Atlantydzie jesteś kimś bardzo ważnym, cennym, będziesz miał najlepszy seks i będą Ci służyć gorsze istoty, spełniać wszelkie zachcianki, będziesz miał pełną Moc, jesteś najpotężniejszy, seks astralny jest najlepszy
Inne inicjacje:
-tylko Ty jesteś w stanie znieść tyle bólu i cierpienia, dla naszej misji !!! widzisz jak Ci ufamy, możesz inicjować "baterię" i znasz wielką tajemnicę, że słabe/gorszę istoty będą nam zasilać raj astralny
-masz swoją „ekipę”, która ma obowiązek Ci służyć do końca realizacji misji - jesteś za nich odpowiedzialny
- trzymamy się razem, jak tylko uda Ci się zrealizować misję i materia zostanie unicestwiona, to na wieczność będziesz mógł przebywać z nami w raju – jesteśmy elitą Atlantydy
- masz wprowadzić jak najwięcej zamieszania, potem zginąć i koordynować z astrala (opętując) naszych by realizowali masowe mordy, mogą sobie nie dać rady sami , ale Ty sobie poradzisz – jesteś taaaaaki wyjątkowy i masz w sobie tak dużo bezwzględności, jesteś taaaaki silny
- wszystko jest tajemnicą , masz być niewidoczny – jesteś nikim, nie zostawiasz śladów – nie widać Cię, nie ma Cię – jesteś nikim – nie wiesz co się dzieje. Tu na ziemi jesteś nikim, nikt Cię nię będzie znał i pamiętał. Nie rozpoznają Cię. Nie liczysz się. Jesteś bezbronny.
-
Bonkers
dziekuje:)
pytam dla siebie bo czuje ze cos moge jeszcze miec w temacie, a przy okazji przyda mi sie, moze komus bede odreagowywac kiedys:)
-
ta ogromna nieprzytomność jest częsta u osób które pamiętają Atlantydę
''-zakodowane w ogromnej nieprzytomności „ Astralna Atlantyda jest lepsza od powrotu do Boga”.''
a wiecie że jan paweł 2 był szefem na Atlantydzie?
Jak przyjeżdżał do Polski to naród wpadał w taką nieprzytomność właśnie
-
-zakodowane w ogromnej nieprzytomności „ Astralna Atlantyda jest lepsza od powrotu do Boga”.
Czy dokładnie taką treść ci wmówiono ?
To by znaczyło, że były to bardzo świadome osoby , mające świadomośc linii pochodzenia, a jednak działające świadomie destrukcyjnie.
Możesz przybliżyć krótko jak wyglądało takie wkręcanie ?
Mam z Egiptu pewne hipnozy i ciekawi mnie jak 'technicznie' to wyglądało w dawnych czasach i na ile było to metodyczne podejście.
-
to jest cytat od Bonkersa, a ja się z nim zgadzam
z tego co pamiętam był to cały system społeczny polegający na kolejnych wtajemniczeniach
coś na kształt szkoły, przechodzenie z klasy do klasy
ale każdy etap kończył się jakimś ślubowaniem, pieczęcią
oczywiście, że Atlantyda postrzegana była jako raj
więź jest silna do dzisiaj
-
a kobieta myśli, że to ciśnienie:
http://f.kafeteria.pl/temat/utrata-przytomnosci-p_4893473
-
Laka
prosze :))
medżik
Nie, takiej dokładnie treści mi nie wkodowali - to nie cytat - chodzi mi raczej o sens. Nie wiem czy użyli terminu "powrót do Boga" ? Mam wrażenie, że oni wyczuli, że mi jest bardzo tęskno do nie określonego stanu wysokich wibracji i miłości ( do Boskich wibracji - do aniołkowa- jak zwał tak zwał) i wmówili, że zrobimy coś lepszego, lepszą wersję tego stanu - to będzie astralna Atlantyda.
A to, że oni byli bardzo świadomie destruktywni to tego jestem pewien -sam fakt stworzenia tak skomplikowanej struktury różnych pokrętnych powiązań o tym świadczy. Nie wiem czy byli świadomi lini pochodzenia. Dla mnie w każdym razie działali z pełną premedytacją w robieniu zła. Myślę, że to zasługa też przedwiecznych.
Ciężko mi dokładnie określić procedurę. Dla mnie tam hipnoza i kod, była zakładana na kolejną hipnozę i kod. Ja mam poczucie, że było tak nieprzytomnie w pewnym momencie, że jeden drugiego inicjował w co chciał - bez opamiętania. Myślę, że ważne jest to, że tam istniało coś na zasadzie odwrotnego rozwoju duchowego - różne inicjacje były regularnie odnawiane i wzmacniane – przez lata i wcielenia. Tak, żeby się było aż znudzonym tymi treściami – aż można było stracić poczucie ja. Tak jakby niszczono osobowość - strukturę ja i tworzoną nową – jedną osobowość nakładano na drugą. Myślę, że spadkobiercami tych praktyk są niektórzy nlp-owcy i Aleister Crowley. Główną intencją tych co kodowali na samej górze - było wprowadzenie takiego zamieszaniu, żeby nikt nie dokopał się do pierwotnych treści. W końcu chodziło o przebywanie na wieczność w astralu.
Jeśli chodzi o techniczne strony, to na pewno na początku ( było bardzo metodycznie – szczegółów nie pamiętam):
- wszystko było robione pod wpływem określonych narkotyków odpowiednio zmieniających świadomość
- hipnozę zakładano na hipnozę
- dbano o tym, że by pś – miała mocno zakodowane zarówno wzorce „bata i marchewki”
- używano różnych kryształów
- były jakieś zmyślne urządzenia – którym, wprowadzano ciało i pś w szok- w szoku pś świetnie łyka różne treści – ( np. rażono prądem odpowiedni części mózgu i układu nerwowego)
- robione różne eksperymenty, by jeszcze lepiej i mocniej wpływać na pś
- propaganda i wmawianie ludziom rożnych treści był na takim poziomie – że trzecia rzesza przy Atlantydzie wygląda jak szkółka niedzielna – zresztą naziści nie zdążyli się porządnie „rozkręcić” – a okres czasu „obłąkanej” Atlantydy trwał zdecydowanie dłużej niż panowanie 3 rzeszy
-odnawiano, odnawiano i jeszcze raz odnawiano inicjacje
- najważniejsze był najpierwotniejsze treści jakie zakodowano –późniejsze kody miały tworzyć „zasłonę dymną” dla podstawowych.
W późniejszym okresie, jak już rozkręciła się „moda” na inicjacje. Kodowano sobie wszystko jak leci, co dusza pragnęła. Wszyscy byli „wolni” - mogli kodować sobie co chcieli nawzajem .Kody stawały się coraz bardziej sprzeczne. Powstawało jeszcze większe pomieszanie w umysłach. Wszystko to pomagało nie dokopać się do pierwszych kodów.
-
Bonkers
Ogładałeś "Igrzyska śmierci", tam też jest klimat taki mocno krzywy i okrutny. No i cześć klimatów południowych w Grze o Tron.
Mi sie jedno i drugie kojarzy z atlantydą. Jestem ciekawa co o tym sądzisz. Kojarzy to mam na myśli pś mi podpowiada.
-
ale pomimo to - Atlantyda była cudowna
-
Laka
"Igrzysk śmierci" nie oglądałem, za to "Grę o Tron" oglądałem regularnie.
Jeżeli chodzi o klimat bezwzględności, braku życzliwości, nieuczciwości i ciągłe manipulacje, to jak
najbardziej pasuje do Atlantydy. Pasuje mi też do klimatu Atlantydzkiego ciągłe napięcie i chaos - jakby
miało się wydarzyć coś ciężkiego, tylko jeszcze nie wiadomo kiedy. Po sesji straciłem ochotę na oglądane "gry o tron" i podobnych seriali. Zresztą po ostatnim odcinku po scenie walki Góry ze Żmiją myślałem, że się porzygam i zdecydowałem
tym bardziej skończyć oglądanie tego.
Atlanta
Atlantyda ponoć miał swój okres świetności i dobrego funkcjonowania. Ja niestety pamiętam
tylko mroczne czasy na tej wyspie.
-
dzięki Bonkers za odpowiedź, to b. ciekawe... no jednak to narkotyki, ciekawe jakie to były substancje, czy pochodzenia naturalnego , ale tego pewnie się nie dowiemy : )
-
Nie bardzo wiem w jakim wątku napisać dalszy ciąg moich doświadczeń na Jasnej Górze w Częstochowie. W pewnym sensie pasuje to trochę do tematu Atlantydy. W tej historii również chodzi o stworzoną strukturę z wielu istot i ich energii. Najpierw zamieszczę tutaj to co pisałem w innym wątku na ten temat w zeszłym roku:
"Od dawna intrygowało mnie co tak naprawdę kryje się za cudownymi relikwiami takimi jak obraz MBJ. Kilka lat temu przy obrazie poczułem, że jest w tym miejscu jakaś istota, którą na swój użytek nazwałem "strażnikiem obrazu". Nie byłem wówczas zdolny do większego przekazu. Ostatnio, podczas powrotnej podróży z Krakowa, zatrzymaliśmy się z żoną w Częstochowie. Oczywiście "zaliczyliśmy" zabytki itp., jednak moim jedynym celem było "porozmawianie" z "strażnikiem obrazu". Nie było to łatwe, bo był 3 maja i w katedrze odbywała się msza za mszą. Jednak obraz można było obchodzić tradycyjnie, od tyłu. Posuwając się na stojąco wśród wędrujących po kolanach pielgrzymów, mogłem podejść pod sam obraz i poczuć silne wibracje, niemal słyszalne fizycznymi zmysłami. Potem wypytałem "strażnika" o to kim jest i o co w tym wszystkim chodzi. To była zresztą wymiana informacji, gdyż potem pozwoliłem mu odczytać wszystkie informacje o sobie do jakich uzyskał dostęp.
"Strażnik obrazu" okazał się istotą połączoną z wieloma mu podobnymi na wysokim poziomie astralnym. Istoty te nie mają nic wspólnego z astralem katolickim czy jakimkolwiek innym, religijnym. Tworzą coś jakby boga energetycznego, a zasilają się poprzez energię modlitw ludzi religijnych. Nie interesuje ich ideologia, to jak dana religia powstała. Bez znaczenia są dla nich historie o człowieku powieszonym na krzyżu, czy o walecznym wielbicielu Allacha, albo przebudzonym hindusie z rodu Sakjów. Pojawiają się wszędzie tam, gdzie ludzie gromadzą się i generują energię zdolną do zasilenia ich tworu. Nie manipulują wiernymi, nikogo nie opętują, niczego nie wymuszają, z nikim się nie komunikują w celu niesienia jakichś przekazów typu objawienia itp. Jeśli trafi się ktoś otwarty na zmiany, to pomagają mu wspomagając zgromadzoną energią. Przekaz "strażnika" był jasny. Poza nimi (a raczej chyba poza ich sferą) nie ma niczego, żadnego boga do jakiego ludzie wznoszą modły. Nie było w tym przekazie nawet nuty chęci nawracania mnie czy czegoś podobnego. Po prostu stwierdzenie tego co jest ich rzeczywistością."
A teraz dalszy ciąg historii.
Na wstępie dodam to czego chyba nie miałem odwagi napisać poprzednim razem. Podczas gdy pozwalałem tym istotom "czytać" we mnie okazało się, że i ja kiedyś uczestniczyłem w tym "projekcie". Kiedyś w jednej z sesji regresingu przypomniałem sobie jak brałem udział w tworzeniu czegoś co nazwałem "alternatywnym bogiem". Chodzi o to, że zapamiętałem tamten okres swojego istnienia jako działanie w opozycji do prawdziwego Boga. Było to połączenie wielu istot, gdzie dochodziło do różnych starć i napięć między poszczególnymi członkami tego "stowarzyszenia". Porzuciłem tę grupę rozczarowany brakiem harmonii i brakiem spełnienia moich oczekiwań. Przynajmniej tak to zapamiętałem. Jak się okazało w Częstochowie, rzeczywistość była nieco inna.
1 maja tego roku znowu odwiedziłem Jasną Górę. Ciągnęło mnie tam coś nieuzdrowionego w tym temacie. Oficjalnie jechałem, żeby wykorzystać moc tych istot do uzdrowienia pewnej dolegliwości fizycznej. Gdy stanąłem w miejscu mocy zostałem powitany bardzo życzliwie przez istoty o których piszę. Ale nie dochodziło do uzdrowienia, a nawet okazało się, że "moc" nie bardzo wie po co tu przyjechałem. W pewnym momencie oni zrozumieli, ja uświadomiłem sobie dopiero po chwili. Gdzieś w mojej pś tkwiło jakieś poczucie winy i chyba żalu za to, że opuściłem grupę z negatywnymi emocjami.
I poczułem ze strony istot coś jakby życzliwe pożegnanie. Dały mi do zrozumienia, że absolutnie nikt nie ma do mnie żalu za moją decyzję. To wolna grupa i każdy może decydować o sobie. Wszyscy uczestnicy tworzą ten projekt absolutnie z własnej i nieprzymuszonej woli. Jeśli ja wówczas odbierałem to inaczej, była to tylko moja wewnętrzna presja i rozpaczliwa próba "odnalezienia się" po pierwszym upadku.
W znakomitym nastroju, chociaż z lekkim niedosytem wyszedłem z kaplicy.
Wieczorem razem z żoną znowu poszliśmy na Jasną Górę. Uparcie chciałem uzdrowić swoją fizyczną dolegliwość. I znowu "moc" nie bardzo rozumiała po co się pojawiłem. I wówczas ja uświadomiłem sobie, że w tej sferze istnienia odczytują oni tylko to co mocno emanuje z naszego wnętrza. Nie odczytują oni naszych świadomych myśli i celów. Aby zostać uzdrowionym trzeba nie tylko otwarcia, ale też niezłej determinacji i poczucia zasługiwania na uzdrowienia. Mnie zabrakło determinacji. W końcu dolegliwość ta nie daje mi się aż tak mocno we znaki i sądzę, że przez ćwiczenia rytuałów tybetańskich z biegiem lat pozbędę się jej.
W tym momencie poszedłem w innym kierunku. Spytałem, czy mogę im "zrzucić" moje niektóre obciążenia w pś. "Usłyszałem" coś w rodzaju: "jasne, dawaj" wypowiedziane z dużą życzliwością. Poczułem jak schodzi ze mnie to co nagromadziło się w pś podczas pracy z afirmacjami. To było jak sesja regresingu.
Po wyjściu z kaplicy żona przyznała mi się, że w pewnym momencie poczuła niezwykłą ulgę i zeszły z niej wszystkie negatywne emocje. A to akurat mnie nie zdziwiło :))
-
Mirek
Fajny post, dziękuję Ci za niego. Ja wczoraj siedziałam na murku pod kościołem i rozmawiałam z nową znajomą i zeszło na tematy religijne. Zastanawiałam się jak działa taka właśnie moc. A tu dziś wchodzę i to czytam:)
Ciekawe rzeczy mi ostatnio wychodzą, poznałam tą dziewczynę, gdy poczułam intencje ugruntowania się, pogodzenia z ziemią, naturą ciałem. A ona mi tu mówi, że siedziała kilka lat w pogaństwie;) Czyli wiedźmy, druidzi, kult ziemi i rytuały;)
A przy okazji w temacie Atlantydy, to mam od zawsze zajawkę na białe włosy i ostatnio znów zaczęłam do tego dążyć. Dziś w rozmowie z kimś mnie
olśniło i zaczęłam coś kojarzyć. Białe włosy mojej pś kojarzą się z godnością, mocą( taką naturalną, wrodzoną), pewną innością. Doszłam do tego, że chodzi o jakąś kastę, ród. Możliwe, że jakąś wysoką kapłańską, może magiczną. I tak mi się właśnie nasuwa Atlantyda.
Stąd moja fascynacja Targerynami w Grze o Tron.
Kojarzy ktoś może coś takiego?
Ja kojarzę Atlantydę bardzo pozytywnie. Całkiem możliwe, że potem doświadczałam już tego upadku, ale póki co mi to nie wywala.
Chyba, że na razie mam tą fascynację, a pod tym jest syf.
-
Laka,
A jak Ci się podoba magiczna wojowniczka z filmu `zakazane królestwo`?
http://film.onet.pl/zakazane-krolestwo-galeria-zdjec/kc1pl
Ma białe włosy, używała ich nawet do walki.
-
Od dawna intrygowało mnie co tak naprawdę kryje się za cudownymi relikwiami takimi jak obraz MBJ.
Kryje się to do czego się tam dostrajamy i z czym harmonizujemy, również na zasadzie odnawiania się obciążeń
więc jedni korzystajac z energii miejsca mocy dostrajają się tam łatwiej do Boga, inni do Boskiej Matki jako pewnego duchowego bytu , jeszcze inni do aniołów, np. uzdrawiających, albo do energii wyobrażeń i myślokształtów wiernych, często do egregorów religijnych, a niektórzy do różnych często samozwańczych strażników i zainteresowanych tym co się tam dzieje istot :-)
Co do tych boginek, bóstw czy istot to im większe ich oddalenie od Boga , od etapów pewnej niewielkiej odrębności, przez wiele pośrednich poziomów, istnienie pomiędzy wymiarami, aż do
oddzielenia i odwrócenia się i walki z Bogiem, tym większe zapotrzebowanie na energię z zewnętrznych źródeł, i związane z tym przechodzenie od korzystnych dla obu stron układów kooperacji i symbiozy, czasem dobrowolnej i niezobowiązującej, a czasem obwarowanej przysięgami i zobowiązaniami, poprzez neutralność , aż do wyzysku, eksploatacji,wampiryzmu i szkodzenia "dawcom"
-
małgosia
Nie, jest dla mnie odpychająca i zimna.
Wole Daenerys Targaryen z Gry o tron:)
http://www.imdb.com/media/rm963952128/ch0158597?ref_=chmd_md_nxt
Uwielbiam ją:)
-
Frisky
To o czym piszesz nie dotyczy miejsc prawdziwej mocy takich jak Jasna Góra. Tam "rządzi" prawdziwa siła i nie ma w takim miejscu na indywidualne dostrajanie się. Takie rzeczy jakie opisujesz dzieją się w zwykłych miejscach kultu religijnego itp.
-
Przypomniała mi się w tym kontekście, o którym pisze Mirek sprawa Willarda Fullera. On został pobłogosławiony w jednym momencie swojego życia przez coś, co nazywa Duchem Świętym mocą uzdrawiania. I zaczął np materializować zęby i uzdrawiać inne choroby w sposób natychmiastowy. Niby dowód na to, że to moc Boga ale mnie zastanowiło to, że gość ciągle siedział w tematach biblijnych i nie wyszedł poza to. Jakby się chciał trzymać ostro swojego wyczucia to jest niemożliwe żeby coś ciągle płynęło do niego do Boga i facet nie wyszedł poza pewne ograniczające schematy, bo Bóg prowadzi nas do Oświecenia. To jest najważniejsze, bo gwarantuje ostateczne rozwiązanie problemów. Uzdrawiac można całeżycie ale jeśli się nie podniesie świadomości to można spaść i w następnym wcieleniu robić coś dużo gorszego.... Nie wiem, może się mylę
-
Mirek
prawdziwa siła jest tym co przyciąga i działa tam, a teraz rządzi tam przeor ; ) w sensie że ludzie to czy inne, różnego rodzaju miejsca mocy, o różnym pochodzeniu itp. zwykle i tak modyfikują i wykorzystują z różnymi intencjami i w różnych celach, np. zasilania swoich symboli, struktur i związanych z tym wierzeń, idei i wyobrażeń, co widać słychać i czuć, a skoro ludzie to inne również te niematerialne istoty itp. też, więc i można się załapywać na te modyfikacje i wpływy zwłaszcza jak mamy takie intencje, wierzymy w coś, zwyczajnie jesteśmy do czegoś przywiązani, widzimy korzyści w tym, i/ lub nam się odnawia np.
ponoć było to wcześniej miejsce kultu bogini Łady :-) Zagrabione święte miejsca:
http://opolczykpl.wordpress.com/zagrabione-swiete-miejsca/
Mariusz
Spokojnie mógł to być i Duch święty, otwartość na jego dary i ich obecność , nie oznaczają przecież pełnego wyzwolenia i niczego nie gwarantują na przyszłość, a gdy ktoś coś takiego osiąga czy otrzymuje w darze poprzez biblię to czasem/często mu się ten środek do celu utrwala i przywiązuje się do niego, np. lubię czasem oglądnąć TB Joshuę ale z pominięciem tych jego pewnych ograniczeń w których się nie mieszczę
-
Laka,
No bo ona właśnie taką gra, to ciemny charakter w tym filmie. Tak Ci ją tylko wkleiłam, bo ma białe włosy ;)
Gry o tron nie widziałam, ale wydaje się dobre w swoim gatunku :)
-
A propos tego co pisze Mirek-NASA robiac zdjecia slonca jakąs technika odkryła w aurze slonca pewna postac,czy jakby krzyz(podaje link na facebooku).mi to od razu skojarzylo sie z poteznym mysloksztaltem straznikiem progu. https://www.facebook.com/photo.php?fbid=778183505559871&set=a.778183485559873.1073741825.100001046862746&type=1&theater
-
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=778183498893205&set=a.778183485559873.1073741825.100001046862746&type=1&theater
-
małgosia
:)
z tego wynika, że nie wszystkie białe włosy do mnie przemawiają;)
-
To dobrze :))
-
http://www.farsight.org/FarsightPress/Atlantis_The_True_Story.html
Jakieś poważniejsze opracowanie nt Atlantydy, zrobione "z otwartym umysłem", uzywajac tez jasnowidzenia, ale w duchu naukowym
-
Remote viewing is a mental procedure that was originally developed by the United States military and used for espionage purposes.
No no. Ciekawe :)
-
Dzisiaj mi się przypomniało, że moja mama, kobieta bardzo zwyczajna, prosta, na Atlantydzie wyciągneła ze mnie moją duszę a potem wykorzystywała moje ciało, które w pełni jej służyło. Od tamtej pory jestem w 100% jej posłuszna i karmię ją energią nie tylko z czakramów, ale z całej powierzchni ciała.
Mama n a Atlantydzie również mnie unicestwiła, czyli rozbiła moje ciała energetyczne w drobny pył, tak aby już nigdy moje cząstki ni e potrafiły sie odnaleźć.
-
Mi jak był taki moment jak zniszczenie osiągnęło apogeum, to nie mogłem się oprzeć już energii i opadłem z sił, i puściłem i całość zniszczenia zalała mnie, i wszystko było niszczone we mnie, aż został jedne punkt, wśród ciemności. Potem będąc tym punktem zgasłem. I nic nie pamiętam.
słucham eminema teraz od kilku dni, jakoś mi współ gra w tych energiach.
-
Moglibyście coś powiedzieć o skutkach karmicznych takiej "śmierci"?
Trochę rozwinąć? Oczywiście może być na priv :)
-
Ja to czuje jakbym zgubił/stracił siebie. Jakbym niby był, ale faktycznie jakbym nie był tym kim jestem bo to kim jestem zostało zniszone/zgubione.
Trochę jakby patrzył na swoje ręce. I czuł że są należą one do prawdziwego mnie, ale go nie ma zgubiłem go. Czuje się jakbym zgubił się w jakimś labiryncie, i szukał tam siebie.
-
Dzięki, że się podzieliłeś. Tak przypuszczałam. A pytam bo może mnie to też dotyczyć, w jakimś sensie.
Nie jestem pewna czy Atlantyda akurat, na razie pozytywne względnie rzeczy pamiętam z tego miejsca. Ale karmicznie wiele aniołów mnie niszczyło, a że teraz uzdrawiam ten temat, pogodzenia w pełni z sobą to tak coś mnie zainteresowało :)
Mi się tak oberwało w Egipcie, który jak wiadomo był popłoczyną po Atlantydzie. Niszczenie wyglądało trochę bardziej prymitywnie powiedzmy ;) Ale za to spektakularnie. Bali się mnie wtedy magowie,
bo miałam inne moce, wynikające z duzej świadomości i duzo światła w sobie. A już na Atlantydzie
się pchałam by jakieś ważniejsze funkcje pełnić, w Egipcie była kontynuacja. Pamiętam, że chcieliśmy
wskrzesić dawną chwałę Atlantydy. Nie pamiętam nic tak bardzo złego z tych czasów. Jak myślę o Atlantydzie, to kojarzę piękno, chwałę, moc, dostatek, sporą świadomość.
No ale zostaje potem lęk przed przejawieniem tego tzn siebie tak naprawdę.
-
Ja to czuje jakbym zgubił/stracił siebie. Jakbym niby był, ale faktycznie jakbym nie był tym kim jestem bo to kim jestem zostało zniszone/zgubione.
Trochę jakby patrzył na swoje ręce. I czuł że są należą one do prawdziwego mnie, ale go nie ma zgubiłem go. Czuje się jakbym zgubił się w jakimś labiryncie, i szukał tam siebie.
Warto odnajdywać zagubione cząstki własnej duszy, uzdrawiać je i odprowadzać z tamtych miejsc i tamtych czasów do miejsca ich przeznaczenia, zwykle uzdrawiając po drodze ich związki, póki sie tego nie zrobi to ich wpływ bywa zniewalający zwłaszcza jak ma się takich kilkanaście odnowionych podłączeń pochodzących z przeszłości , od własnych cząstek zwykle cierpiących, zdezorientowanych, uwięzionych, rozpaczających i wołających o pomoc, to trochę tak jakby słuchać na raz kilku kanałów radiowych z dołującymi informacjami i energiami
- w przypadku Atlantydy to zwykle trzeba je wyciągać spod wody , jakoś swego czasu te potopione tu i ówdzie moje cząstki mocno dawały mi się we znaki :-)
-
Mr. Robot || Where Is My Mind?
https://www.youtube.com/watch?v=kDqdM7wLVns
Laka,
Zawsze pamięta się rzeczy przez pryzmat, czasem jedno wspomnienie, u mnie tak miałem wywraca cały kontekst zdarzeń. Trochę jak film piękny umysł, koncówka z jednej strony nie odmienia to tego co się działo przez cały film, ale rzuca całkowicie inną perspektywę na to co się działo.
-
W mojej firmie teraz trwa atak magiczny, spółki macierzystej na spółkę córke za karę za nieposłuszeństwo i brak pokory. Oczywiście wszystko wygląda racjonalnie jako kontrola, ale ja wiem że to walka magów ze sobą. Ja też jestem w to zamieszana i ten atak mnie też dotyczy. Muszę jakoś to zneutralizować i oczyścić. Wiem też że są włączone w to siły zła.
-
Intrygowało mnie prawdziwe zastosowanie piramid. Niedawno przyszło od Wj wyjaśnienie. Na Atlantydzie piramidy służyły władcom do przechowywania ciała. UA po wcieleniu się mogli przeżyć w materii w jednym wcieleniu nawet 1000 lat. Jednak od czasu do czasu musieli na kilka, kilkanaście lat udawać się do astralu, pozostawiając ciało na ziemi. Piramida była potrzebna do "zabezpieczenia" ciała, żeby było do czego wrócić. W Egipcie, kiedy świadomość w materii ulegała zaciemnieniu, budowano piramidy dla "przechowania" ciała ale już po śmierci.
-
Byla tam na Atlantydzie religia, albo cos w tym stylu?
-
Dzisiaj mi się przypomniało, że moja mama, kobieta bardzo zwyczajna, prosta, na Atlantydzie wyciągneła ze mnie moją duszę a potem wykorzystywała moje ciało, które w pełni jej służyło.
Mam wrażenie, że na Atlantydzie walka o energię była na porządku dziennym. Ale działo się to w wyższej kaście. Zwykli ludzie w ogóle nie rozumieli co się dzieje a jakby ponad ich głowami toczyły sie walki o energię, którą umiano wykorzystywać do swoich egoistycznych celów, zwłaszcza przeciw innym magom.
Mirek
Ciekawe odkrycie.
Ja nie pamiętam piramid na Atlantydzie, za to pracowałem przy budowie egipskich piramid. Chciałem się dowiedzieć po sie je buduje, ale nikt nie był w stanie mi odpowiedzieć. Dziwne, być może wtedy już nie wiedziano jaki był ich pierwotny cel a zaczęto się skupiać na balsamowaniu ciała.
-
Strasznie chore klimaty z ta Atlantydą.
Wiem, ze i mnie to nie ominelo. Pamietam poniekąd ogolną niezafajną energię , jakies manipulacje energetyczne. Mialem tez wizje jakby miasta, gdzie byly pojazdy, chyba latajace. Ogolnie masakra, ze cos takiego bylo.
-
Nie wiedzialem gdzie to wrzucic, ale chyba tu nie bedzie calkiem 'od czapy' ;)
http://vistriai.com/psychopathtest/
-
https://youtu.be/5k__m8niyEA
O atlantydzie
-
Ciekawe... Nawet Bardzo
-
ciekawe, jest druga czesc ?
-
Słaby punkt teorii z filmu?
Skoro nad niszczona Atlantyda krążyły ówczesne statki powietrzne ówczesnych mieszkańców Atlantydy, to gdzie ss obecnie ich wraki?
Skoro budowali swoje statki z materiałów sztucznych, powinny być gdzieś ich resztki. Przecież chociażby nasz plastik rozkłada się 1000 lat.
A po drugie - skoro ktoś z taką technologią odleciał do Egiptu, to dlaczego tam nie założył np. kolejnych fabryk takich statków kosmicznych?
Coś mi tchnie bajeczka.
-
filmik ciekawy :)
-
Dla mnie ma "relacja" z tamtąd ma o tyle wartość, że coś tam we mnie pobudza, bo mam aktywną pamięć, nawet jeśli nie jest to 100% prawda. Na to czemu nie ma wraków jak i chyba samego lądu odpowiedź też pewnie jest . Może sie stopilo wszystko od wybuchow jądrowych, moze jest 50m pod powierzchnia dna oceanu (przez ten okres to chyba nawet uksztaltowanie lądow się zmieniło).
Zbyt wiele niezaleznych od siebie ludzi to wszystko pamięta , by w to wątpić.
-
Z tą Atlantydą to jest o tyle coś dziwnego, bo:
Skoro życie było na niej tak rozwinięte, że były statki latające, to musiało być życie rozwinięte również na innych kontynentach Ziemi - tak jak obecnie, poziom technologiczny na Ziemi jest mniej więcej jednakowy.
Skoro więc nastąpił wybuch na Atlantydzie, to dlaczego zniknęła technika na CAŁEJ PLANECIE, a nie tylko na Atlantydzie.
No chyba że wybuch na Atlantydzie zniszczył życie na CAŁEJ PLANECIE, wówczas zniszczona zostałaby ludzkość i technologia na całej Ziemi. Ale wówczas sprzeczne byłoby to z osobami, które mówią, że przeżyły katastrofę na Atlantydzie.
Więc skoro INNE KONTYNENTY (a wraz z nimi życie, ludzie i TECHNOLOGIA) zostały nietknięte podczas wybuchu Atlantydy, to jeszcze raz zapytam: GDZIE SĄ SZCZĄTKI TAKIEJ TECHNOLOGII NA INNYCH KONTYNENTACH?
Bo, owszem, Atlantyda poszła na dno oceanu, ale pozostałe kontynenty przetrwały. W geologii (a studiowałem tą naukę), zachowały się skamieniałe odchody dinozaurów (a więc coś bardziej nietrwałego od TECHNOLOGII), więc GDZIE SIĘ PODZIAŁY RESZTKI TECHNOLOGII na pozostałych kontynentach?
A przypomnę, że skoro obecnie plastik rozkłada się tysiąc lat, technologia z tamtego okresu też powinna się zachować w wielu miejscach na Ziemi?
Czy ktoś jest mi to w stanie wytłumaczyć? Bo nie wierzę w taki dogmat, że tylko Atlantyda dysponowała technologią potężniejszą od obecnej, ale ówczesne pozostałe kontynenty (Europa, Azja czy Afryka i Ameryki) zamieszkiwał lud pierwotny, biegający tylko z dzidami?
To tak, jakby obecnie Australia miała mega technologię, a my - Europejczycy - żylibyśmy w jaskiniach i ledwo umieli ogień rozpalić. Przyznacie, brzmi jak BUJDA.
-
Skoro życie było na niej tak rozwinięte, że były statki latające, to musiało być życie rozwinięte również na innych kontynentach Ziemi - tak jak obecnie, poziom technologiczny na Ziemi jest mniej więcej jednakowy.
To tak, jakby obecnie Australia miała mega technologię, a my - Europejczycy - żylibyśmy w jaskiniach i ledwo umieli ogień rozpalić. Przyznacie, brzmi jak BUJDA.
Czy to że w NY sa drapacze chmur znaczy ze musza byc na Ruskim stepie i Afryce?
Opierasz wszystko na jednym wydumanym i bzdurnym założeniu, że musiało to wszystko być też gdzie indziej, a może nie musiało i nie musimy znac szczegolow, a może tam był generator pola energii, dzięki czemu wszystko dzialalo, czy coś , ktoż by to teraz wiedział? Może fizyk-jasnowidz zafascynowany atlantydą z własną pamiecią pop wcieleń, moglby odpowiedziec na twoje pytania .
A moze lepiej się zastanowicpo co tak na siłe kombinować?
-
W tamtycvh czasach żyło chyba o wiele mniej ludzi. Z jakichś powodów nie mieli takich skłonności do rozmnażania się.
-
Jeżeli są jakieś wraki to przykryte metrami mułu na dnie Oceanów. Tak samo na Saharze.
-
Kij tam z wrakami czy innym baziewiem, chciałbym mieć taki mózg i taką moc jak ci dawni mieszkańcy atlantydy :O ale im musiało być dobrze.. to pewnie dla nas ludzi nie osiągalne
-
jakies ksiazki na ten temat sa do poczytania?
-
"A moze lepiej się zastanowicpo co tak na siłe kombinować?"
A moim zdaniem to nie kombinowanie, tylko zdrowy rozsądek. Nawet po takim wybuchu powinny jakieś resztki zostać. Problem jest również inny, z punktu widzenia geologii i tektoniki płyt nie ma miejsca na ziemi <ani śladu po> Atlantydzie czy Mu.
-
Zresztą Atlantyda była mała wyspą - coś jak Polska, może trochę większą. Więc może to nie była taka światowa potęga, jak wielu podaje.
Akurat, jako geolog, dużo uczyłem się o tzw. ruchach płyt, i nie zniszczylyby one pozostałości po technice Atlantydy na innych kontynentach.
Bubu
Procesy na Ziemii działają tak, że jedne rzeczy przysypuja, a drugie odsłaniają. Minęły tysiące lat, kopiemy na lądzie i na dnach oceanów i nic.
Po drugie, oprócz oceanu i Sahary, są jeszcze np. stepy Polski. Ale pewnie tu nie dolecieli uratowani ludzie z Atlantydy, więc nie ma u nas ich wraków.
A może Atlantyda to mit? Wymyślony w stanach silnego odurzenia?
Bo za dużo rzeczy się wylkucza, brakuje logiki, a ja DOGMATÓW NA WIARĘ NIE PRZYJMUJĘ BEZ ICH WCZEŚNIEJSZEGO ZWERYFIKOWANIA. :)
-
Moim zdaniem było kilka cywilizacji branych teraz za Atlantydę.
Po pierwsze nie można tych przekazów odbierać dosłownie i liniowo w czasie. Każdy przekazuje to co widzi na miarę swoich możliwości poznawczych i otwartości.
Ta oryginalna była tak dawno i tak zaawansowana technologicznie, społecznie i duchowo, że statki z Atlantami, którzy nie zaliczyli upadku, tylko mieli nadal pozytywne intencje, odleciały w kosmos, a nie na inne kontynenty i nie było wtedy jeszcze cywilizacji homo sapiens. Był totalny kataklizm i to co jest teraz jest nowe. Odpryski Atlantydy w różnych cywilizacjach, to kwestia pewnych przejść w czasoprzestrzennych tunelach, które w desperacji były wykorzystane przez niektórych do ratowania się. Generalnie nie wolno było korzystać z tych tuneli poza ściśle określonymi celami.
Teraz Atlanci, którzy odlecieli są oddzielnym gatunkiem od ludzi i czasami coś się od nich przebije, ale są nadal o wiele dalej pod tymi samymi względami od ziemskiej cywilizacji
Złote Czasy Atlantydy były niesamowite energetycznie.
Struktura ciał "ludzi", była inna, niż teraz. Bardziej wytrzymała i otwarta na zdolności parapsychiczne. Przeżywało się wtedy w jednym ciele po 200-300 lat.
-
Kiedyś oglądałem jakiś film i tam było, że atlanci mieli po kilka metrów wzrostu, żyli sobie po setki lat.
Według tego filmu cywilizację w Tybecie założyli właśnie oni.
-
A przypomnę, że skoro obecnie plastik rozkłada się tysiąc lat, technologia z tamtego okresu też powinna się zachować w wielu miejscach na Ziemi?
plastik rozkłada się 1000 lat, a metal 100 lat , więc co chcesz znaleźć po tych kilku tysiącach lat? nie znajdziesz nawet plastiku po takim czasie, zwykle gdzieniegdzie zostaje kamień : )
a może używali materiałów mniej trwałych i bardziej ekologicznych? np. latających dywanów : )) albo innych (nie)zwykłych przedmiotów scalanych i poruszanych siłą umysłu albo dźwięku?