Pozytywne Inspiracje
Forum => Anioły => Wątek zaczęty przez: Clint w 2011-09-12, 01:08:30
-
Dzisiaj mi wyszła bardzo ciekawa rzecz związana z upadkiem świadomości.
Modliłem się i wypełniałem miłością, aż w pewnym momencie poczułem że wkładam za dużo wysiłku w to i robię to nieco na siłę. Skierowałem więc uwagę na to i przypomniałem sobie jak to po upadku nie mogąc wrócić, zacząłem wkładać ogromny i rozpaczliwy wysiłek w to, aby wypełnić się miłością i móc wrócić. Oczywiście im bardziej się wysilałem tym bardziej się odcinałem od miłości, ale wtedy tego nie wiedziałem. I tak do dziś wyglądała sytuacja - nawet w tym życiu próbowałem ogromnym wysiłkiem stworzyć związek i nic z tego nie wychodziło. Rozpaczliwa i pozbawiona sensu walka.
W każdym razie puściłem ten wysiłek i poczułem się bardzo dziwnie. Poczułem ogromny spokój, ulgę i takie dziwne uczucie że wróciłem. Poczułem się jakbym wrócił do świata miłości z którego pochodzimy, jednocześnie pozostając tutaj - co zresztą nie jest niczym dziwnym, bo to są wzajemnie przenikające się płaszczyzny. To spora ulga dla mojej pś, która już nie musi się wysilać ucieczką z materii :P No i muszę przyznać, że to dla mnie zaskoczenie, bo nie spodziewałem się takiego powrotu :D
I teraz dopiero rozumiem inspiracje od WJ sprzed dwóch miesięcy - że w temacie związku mam przestać się wysilać z tym kreowaniem i po prostu skupić na przyjmowaniu :)
-
Clint
Pięknie:)
Tez tak widzę, że bywa z inspiracjami od WJ, są, ale czasem ich nie rozumiemy i nie potrafimy przyjąć:)
-
Clint:
Dzięki za kolejną fajną inspirację :) Ja mam jeszcze ciągle aktywny mechanizm, że jeśli nie zadziałam <głównie z poziomu umysłu i ego, co zazwyczaj oznacza wysiłek> to nigdzie nie dotrę, ale coraz bardziej widzę, że odpuszczenie i akceptacja, akceptacja i jeszcze raz akceptacja wraz z aktywnym przyjmowaniem jest tak naprawdę nie tylko najprostrszą, ale tak najprawdę jedyną drogą powrotną :}
-
Z tym wysiłkiem mam to samo, tylko że u mnie to oczywiście zaczeło się przy półówku, że jak odczedł, to trzeba wbyło coś zrobić żeby znów doświadczać miłości i harmonii (zbliżyć się do niego). Z tego powstało coś takiego że coś trzeba robić. No i wiadomo, potem sobie tak skojarzyłem że faktycznie dużo robiłem żeby doświadczać tej miłości, a im bardziej się starałem tym nic z tego nie wychodziło. Mam namliśli chcrześnijaństwo i buddyzm itp.
A sam upadek to już żal i rozpacz i oczywiście spadłem jako UNA, ale to ze specifiki mojego popieprzenia przy indywidualizacji, bo wcześniej to taki UBA malowany - czyli chęć przywróceniea miłości tam gdzie nie trzeba przywrócenie półówka do porządku itp.
A upadek w materie był masakryczny jak się spadało jako UNA że żal dupe ściska.
-
Clint, gratki gratki !alleluja i do przodu!:))
Łukasz, z tego co piszesz, to wtedy juz ze swoja połówka nieprzejawiałes jednak harmonii i pełni miłości, czystości swoich intencji skoro uznałeś że ona ci to gwarantuje [to trzeba wbyło coś zrobić żeby znów doświadczać miłości i harmonii (zbliżyć się do niego)]. I to jest wazne stwierdzenie;) Bo to rodzi zakręcenie potem we wszystkim. -> tzn, ja tak odbieram to co piszesz.
taak, zamiast kąbinowania i silenia się, wpuścić boga jego moc i miłość. To sie tyczy także technik uzdrawiania [ no, wszystkiego sie tyczy:D]
-
olga,
harmonia, była tylko połówka poszła w indywidualizacje, no a ja stwierdziłem że warto znów przywrócić to dowiadczenie harmonii z nią. To tak uproszczona idea. Tam dochodziło jeszcze kilka czynników,o których kiedyś pewnie napiszę, ale już poczucie winny mi zejdzię, bo miało to dosyć nieciekawe konsekwencje dalej.
-
aha, o to chodzi, oki
-
lukaszlm
No z autopsji, to jest karmiczna chec trzymania sie polowki, wynikajaca z oddzielenia juz od Boga, i niezrozumienia BOGa, to tworzy silne przywiazanie do polowki, jako pozostalosc po Boskosci jaka sie mialo niby:)
Ale to juz zaczyna dzialac po oddzieleniu od BOga, po tym gdy nabralo sie juz negatywnych wyobrazen na temat Boga. Tak sie dzialo u mnie, ale mysle ze to dosc powszechny mechanizm moze byc.
-
laka,
u mnie chyba inaczej było.
-
Kurcze, ciekawe czemu mi po za jednym przypadkiem zprzed 2 miesięcy, nie wali nic z Bogiem nigdy:)
Ani przy połówkach ani w innych przypadkach.
Albo naprawde mam ten temat Boga dośc ułorzony już, albo czai sie za mna jakaś mchroczna tajemnica i walnie niedługo;)
Puki co, nie mam personalnych jazd w strone Boga i jak czytam o nienawiści do niego itd, to wogóle niekumam tych emocji.
A jednocześnie nieumiem przyjąć całej jego mocy, miłości itd:)
Jakbym ja do niego nic niemiała już, tylko niemogła sie uporać z blokadami które kiedys powstały. Coraz bardziej mnie to ciekawi :p
-
Olga
Bo żeby to przyjąć to musiałabyś jeszcze nic nie mieć do siebie :D
Mnie tam od dłuższego czasu do Boga samego w sobie coś nieszczególnie wywala, ale to pewnie dlatego że z grubsza sobie uświadomiłem że On nigdy nie miał nic wspólnego z tym co dla mnie negatywne i zawsze mi dobrze życzył - w przeciwieństwie do mnie :D
-
no;)))
-
olga,
moje jazdy do boga miały podłoże w indywidualizacji, i te primitywne żale i nienawiści mi waliły ostro ale w jednym punkcie, ale teraz te subtelniejsze rzeczy prawie neutralne w stosunku do boga, walą mi tak globalnie teraz że można uznać że jest neutralnie, albo że wszystko jest rozpierdzielone itp. i ma to związek z całkowitym zablokowaniem mocy u mnie. Stanem neutralnym aniłka jest bierne/aktywne doświadczenie/przejawiania 100% mocy. Skoro nie ma to coś jest nie tak, tylko co... u mnie poszło o przywrócenie harmonię między mną a półówkiem, ale jakby cofnąć się jeszcze...
-
Olga: mam podobnie, jakieś takie plateau :/
Clint: Strzelasz tutaj w 10 - chodzi o akceptację tego, że samemu też jest się miłością etc. a z tym już bywa trudniej... Szczególnie jeśli pś uważa, że miłość = delikatność,a bycie delikatnym i wrażliwym się nie opłaca...
-
http://www.youtube.com/watch?v=aQeVNli6o80
nie wiedziałam gdzie to zamieścić, dla mnie to nie tylko muzyka, a wiec może upadek świadomośći;)
-
StArfire
Bycie delikatnym i wrażliwym się opłaca, ponieważ to są składowe miłości. Oczywiście wrażliwość nie oznacza podatności na negatywy, szczególnie że inną składową miłości jest jej ochronna moc. :)
-
Eh, a teraz mi wywala że jak nie mam po co się wysilać, to co ja właściwie mam robić i po co żyć :D
Świadomie oczywiście wiem co i jak, ale mimo to czuje się jakbym był w takim obrzydliwym zawieszeniu pomiędzy Bogiem a moim syfem - z jednej strony syf odchodzi i ja przestaje się wysilać walcząc z nim, a z drugiej ta cała Boskość dopiero się powoli wlewa we mnie. Muszę przeczekać, aż się pewne procesy zrobią i dopiero wtedy będzie miło i przyjemnie - teraz czuje się szambo z którego wybija obrzydliwa zawartość. :P
-
Mi Witek powiedział mądrą bardzo rzecz, że jak mi wali to zamiast wychodzić- to podświadomośc kontempluje cierpienie. W moim przypadku ważne było uporac się z tym, by szybko dac sobie szansę na uzdrowienie.I to sie sprawdziło, bo teraz mam wrażenie że jestem jakby poza tym wszystkim. Ale to tez zależy od siły obciążeń.Najbardziej waliło mi z indywidualizacja a potem z połowkiem. :D historia juz za mną przynajmniej ta druga:)
-
Bycie wrażliwym jest takie not-cool ;) To tak jak bycie naiwnym, niedoświadczonym i głupim ;D Ehhhh...
-
Upadek świadomości nawet jeśli przepracowany w 99,9 % potrafi się ujawnić jak czkawka i pokazać w nowym wymiarze dawne problemy po długim czasie :(
Relacje z WJ i medytacje trwające czasem niemal cały dzień i noc nagle okazują się niepełne gdyż możę być jeszcze lepiej, a pokazuje nam to nieoczyszczona karma w pewnych sytuacjach.
Ostrzeżenie:
- skutek uboczny całkowicie oczyszczonej karmy to oświecenie :)
-
jeszcze znajdz ten 0,1%, jak szukanie igły w stogu siana.
-
Gdy przychodzi pora nasza kochana karma wbija nam tą igłę w dupę więc łatwo znaleźć tylko boli i niektórzy boją się ją wyciagnąć, bo to kolejny ból więc i po znalezieniu cieszą się, że się udało, a igła tkwi.
Niektórzy robią z niej wyjątkową i cenną i świadomie chronią, żeby nie pozbyć się jej ;)
-
Zgadza się, boli. Ale często tak trudno odnaleźć, co naprawdę boli? Co jest powodem bólu?
Mnie ostatnio wreszcie się ukazało,że mnie bolało, iż inni, tacy ważni, "wybrani", tacy mądrzy, tacy wartościowi, nie mogą, nie potrafią, nie dają rady. A ja.... "takie nic" i daję radę.
Było mi z tego powodu bardzo, bardzo przykro poprzez tysiące lat i żeby nie sprawiać jeszcze wiekszej przykrości moim Mistrzom i Awatarom, wyrzekłam się mocy duchowych, których oni nie mieli. Załozyłem sobie bardzo bolesne ograniczenia. A na dodatek to wszystko było podszyte zapewnieniami moich guru, że najwazniejsze to rozwijać skromność i zwalczać ego. Siddhis wg nich to były tylko owoce rozdętego ego. Od kiedy więc przyjąłem tę tezę, dodatkowo walczyłem ze swymi mocami duchowymi i tłamsiłem je w sobie coraz bardziej. Jak mi kilka dni temu puściła część ograniczeń, to od razu przyspieszyły się procesy wypalania węzłów karmicznych w kilku tematach.
No a dziś werszcie puściły mi ograniczenia,żeby nie sprawiać przykrości moim guru.
Jestem bezpieczny i w porządku, gdy mnie doskonale coś wychodzi, podczas gdy inni partaczą.
Jeszcze troche czasu,żeby to ugruntować, bo czuje, że temat z gatunku cięzkich.
-
`najwazniejsze to rozwijać skromność i zwalczać ego. Siddhis wg nich to były tylko owoce rozdętego ego. Od kiedy więc przyjąłem tę tezę, dodatkowo walczyłem ze swymi mocami duchowymi i tłamsiłem je w sobie coraz bardziej.`
Noo, juz jak tylko to czytam to wiem, że swojski klimacik;/
Ja nadal z mocą, odblokowaniem mam główny temat i z samooceną. Im bardziej moc w górę [ choc sa to drobnostki ale jednak] tymmocniej wali mi samooocena. W ostatnich dniach to juz max. Najlepiej zakopac sie pod ziemię bo tu nie ma miejsca dla takich osób jak ja. Mnie od podstawówki ściga ocenianie mnie, że nie umiem prostych spraw ogarnąc a za to umiem rozwiązywac najtrudniejsze zadania z matmy. I w zyciu tak samo, nie umem ogranąc podstaw a umiem załatwic cos mega "trudnego". Tak mi wbili w głowe wszyscy ze jestem do dupy, że do dzis niepotrafie sie odnaleźc, mimo iz mam potencjał i wiele mozliwości. Wciąz czuje że mam siedziec cicho.
A upadek świadomości, co dokładnie wchodzi w niego oprócz indywidualizacji? co sie bada. Jak ktos wie to niech napisze proszę, nie miałam nigdy ARD
-
Umownie to decyzje, intencje, które doprowadzały do zaniżania swoich wibracji, zamykania swojej świadomości itp.
-
Czy w ARD jest upadek świadomości rozpisany na podpunkty, czy ogólnie?
Ja to mam jeszcze chyba duzo tego:)
-
Leszek,
to prawda.
Ja ciężko miałem nazwać tak konkretnie co mi doskwiera.
Ogólnie w czym problem szybciej wyczuwam niż to nazwę.
Myślałem, że na twoim poziomie to już żadnych kompleksów wobec łoświeconych, ale fajnie, że puściłeś tych niedouczonych nauczycieli.
-
"najwazniejsze to rozwijać skromność i zwalczać ego. Siddhis wg nich to były tylko owoce rozdętego ego."
Dla mnie to też swojskie klimaty - te świry to chciały zwalczyć całego siebie nie patrząc w ogóle na to, czy to jest rzeczywiście ego czy już prawdziwy ja. Miało nie być żadnego "ja/moje" i już. Taki rozwój na Kononowicza czyli "nie będzie niczego!" :D
U mnie efekty były tragiczne - samoocena tak niska, że chciałoby się nie istnieć(taki był cel, ale skutki miały być lepsze :D), kompletnie stłumione własne potrzeby, silne ograniczenia w przejawianiu się i wiele innych. Trzeba włożyć sporo pracy w to, aby się pozbierać po takim syfie.
Olga
W ARD jest tylko ogólnie, bez rozbijania na podpunkty.
-
Upadek świadomości to ogólnie zaparcie się siebie prawdziwego, szczególnie przez Anioły bądź istoty, które byy na wysokim poziomie świadomości, a potem tę świadomość z róznych pwoodów zawężyły. Głownie z powodu indywidualizacji, oraz szczególnie z powodu wcielenia się w materii. Były też i inne okacje, jak ćpanie, poczucie winy za niewłasciwe wykorzystywanie mocy (sprzeniewierzanie) i rozwijanie "skromności" przez zawężanie świadomości duchowej. :.
Jest tylko 1 punkt w ARD.
-
A z ta samoocena kontra moca to ciekawie, bo jak tylko podnosze swoja samoocenę [teraz]to w tej samej sekundzie rośnie mi moc i błogośc w sercu, poczucie bezpieczeństwa i spokuj. I zastanawiam się, bo wychodzi na to, że ostatnie moje dni, miały mnie doprowadzić do skraju wytrzymałości psychicznej chyba po to, by zdusic tą moc, nad której odblokowaniem ostatnio bardzo się skupiałam. Widocznie się udało przedrzeć na tyle, że ps uruchomiła swoją batalie. Prawie sie jej udało zrujnowac mnie
-
Naruszyłaś tabu. A to zawsze skutkuje szczególnie silnym oporem podświadomości.
-
Dzięki chłopaki za odp, ok
-
Musiałem sobie dodać afirmację:
TO sprawiedliwe, gdy mnie doskonale coś wychodzi, podczas gdy inni partaczą.
I teraz to mi wywalaja klimaty z Aniołkowa. Ufff. Bue.
No bo jak to innym Aniołkom udało się odciąć od Mocy Boga aż tak, że tylko na mnie liczyły?
Ufff.
-
Trzymam kciuki ;)
Są efekty puszczenia ekipy forum cudu.
-
Leszek, gratki:)
-
niech będzie w upadku świadomości. Jak wiadomo wszystkich ogarneła gorączka 50 milionów wczoraj, wszyscy o tym gadali, wszędzi to było. Więc i ja zostałem wciągnięty, w skrócie rozmyslałem o tym że mógłbym je wygrać, czułem że to by był hardocore ale że to w zasięgu moich 'możliwości', ale ogarną mnie strach że jak wygram to już po mnie, ok poczucie bezpieczeństwa myśle, ale później okazało się że to przeszieszanie świadomości, że jak użyłem daru/mocy od boga to wpieprzyłem się w destrukcje, teraz odpycham wszelką moc, miłośći i inne fajne rzeczy bo prowadzą do destruckji no i po mnie. I serducho mówi nie nie nie chce miłości i dostatku, nie bo to mnie skrzywdzi i mi płacze :) Całkowie przemieszanie pojęcić i co jest co. Dlatego tak się trzymam dda, żeby się uratować przed miłością, moca bożą - bo się znów wpierze w bagno. Chociaż uzdrawia co wychodzi, to ta moc już mi się pojawiła kilka razy jako coś hardcorowego, może teraz będę mógł zbadać temat głębiej no i oczywiście otworzyć serducho :)
-
Łukasz:
No właśnie, strzał w 10 (jeśli już mowa o trafianiu ;)) - Przemieszanie pojęć na temat mocy... Temat do dogłębnego wiercenia :) Dzięki!
-
Hej ludki, czy anioły w swoim naturalnym środowisku miały płeć?
Wydaje mi się, ze bardzo chciałam być kobietą na ziemi, przy pierwszym zejściu, porządanie takiego ciała w świetle igraszek z męskimi ciałami.I nigdy nie udało mi sie zatracić tak do końca swojej energii. teraz, gdy zaprzyjaźniam się z nią, zdarza się że wali mi że jestem obojniakiem, takim bezpłciowcem i nie chce tego akceptować. Mam przekonanie że powinnam być albo w 100% kobietą albo w 100% mężczyzną i każdy procent odstępstwa od tych 100% burzy mnie na poziomie tego kim jestem na ziemi.
Z moich odczuć wynika, że aniołki nie miały płci, płec jest ludzka domeną. Mam z tym pomieszania troche:) Tymbardziej, ze moja osobowość jest androgeniczna, ani męska a ni kobieca.
Jak możecie napisać coś o aniołkach to bardzo zachęcam, oraz może jakies inspiracje dla mnie:)
tak wiem że aniołki to nie oświecenie, ale teraz chcę te pochodzenie ogarnąć w sobie
-
Nie mają/nie miały:) Dusza nie ma płci - w zasadzie jest to coś co występuje na poziomie fizycznym, ale może występować utożsamianie się z jakąś płcią
-
Ok ale pierwotnie dusza nie utożsamiała sie z płacia prawda?
A teraz może? Co zatem, to trzeba odreagować? A jak moja dusza z niczym sie nieutożsamia to co mam zrobić?ghh;p
Wydaje mi sie że jedyne co moge zrobić to do końca zaakceptowac i pokochac moje ciało, moja obecna płec i to wszystko:) w świadomości, że wyrzej, nie ma podziałów.
-
A możesz mi jeszcze powiedzieć, bo moze wiesz, jak sie odczuwa energię u prawie oświeconych?
Wydaje mi się ze tak troche obojniacko niemniej sexualnie poprawnie i z pociągiem:))
-
Olga,
obejrz mnie, a sama się dowiesz :)
Tak na poważnie to jakbyś szukała swojej tożsamości, rodziców, domu....
Z pewnego punktu widzenia to pomaga jak wiemy kim jesteśmy, ale potem i tak pozostanie to przekroczyć więc sama sobie odpowiedz w którym jesteś momencie i zrób to lub to.
Podpowiem ci, że może i coś masz z UA, ale na pewno masz wiele z klimatów bogdana,mojrzesza tam szukaj odpowiedzi.
-
Brus, napisałam przeciez że aniołki to nie oświecenie wiem że to jest do przekroczenia, ale nieprzekroczę tego w pś puki nie poukładam po kolei hm:)
Wiem tez że mam bodziowe klimaty, ale i anielskie też. Z bodziowymi klimatami nie kojarzę w swojej ps androgeniczności, kojarzę ją z uczuciami, niewiem jak to okreslić.
Niewiem dlaczego wali mi to obojniactwo, chyba zrobię sobie sesje nt temat.:)
narazie coś mi zakukało, że obojniaki= więcej materiału do bzykania.
hihihi
A czy jest tak, że trzeba wysfobodzic się z kobiecej i męskiej ludzkiej energii? To by mi wiele wytłumaczyło dlaczego tak sie czuję, w sumie.I nie umiem zaakceptować
-
z najdalszego momentu który pamiętam, nie było płci, co więcej nie było podziału, nie było różnic (jakościowych) niby obojnactwo a i tak była atrakcyjność, i chęć zabawy z takimi samymi osobnikami ;P, coś słyszałem że przed tym dusza oddzialała się od wiekszej całości, ale tego nie pamiętam, chociaż czuje że nie było daleko od moich wspomnien. No i wtedy aniołkiom do oświecenia nie barakowało nic, oprócz świadomości siebie (świadomości swojej zajebistości)
płeć na ziemi to moim zdaniem osobiste doświadczenia, u mnie głównie kierowałem się tym co się stało podczas indywidualizacji.
olga,
twoje pytanie można zmienić, na czy bóg jest kobietą czy męźczyzną ?
-
Świadomość swojej zajebistości, haha ;P
A co do płci: na pewnym poziomie jest harmonia energii męsko-żenśkich <jing i jang czy jakkolwiek się je określa> co można odnieść do androgyniczności, a powyżej wszystko się i tak stapia i nie ma rozróżnienia <czyli bezpłciowość> :) Przynajmniej według moich doświadczeń i odczuć :)
-
Łukasz do dla ciebie:) [ w temacie]
http://www.youtube.com/watch?v=ecTm6G7AjcM&feature=related
-
Tak boskośc nie ma płci to ja wiem;p
Polaryzacja.najlepiej wśród swojaków
-
Olga, Uwolnić się od przymusu identyfikowania się z płcią. Jest ok jak się z nią nie identyfikujesz:)
-
olga,
zabiłaś mnie tym, co my jakieś ufoludki xD
-
Oooo, ja pierdziu.;P
a mi się wydawało, ze powinnam się utożsamiać ze swoją płcią i identyfikowac. Ciekawy temat do medytacji ...
-
Witek, musze jeszcze ugruntować ze boskość jest atrakcyjna dla związków partnerskich, o:)
Że moge miec partnera dla którego to będzie atrakcyjne, boskość, i odwrotnie:)
Łukasz, nie ze kosmici hihhi, mozna wyciagnąc tez inne wnioski z tego klipu:) że u pana boga za piecem najlepiej:) u swoich:)
-
Olga,
chociaż oglądałem z uśmiechem na ustach to torchę właśnie czułem sumtek jak oni chodzili i tak nikt ich nie chciał to też poczułem się taki własnie samotyny i niechciany wśród obcych, chociaż chyba moje modlitwy pomagają, bo ostatnio czuje się mniej samotny, mimo żem samotny ;)
-
Yeah, dotarło do mojej podświadomości:) nie sądziłam że tak szybko! fajnie:)
Moja podświadomość poczuła sie wolna gdy powiedziałam jej " nie musisz już męczyć sie z rola kobiety":D
Zaproponowałam jej boskość w związku z sobą i z innymi i chyba cos chwyciło:)
Rozbolało mnie oko teraz, ale to sobie zaraz pokukam o co chodzi;p
Karina, UPS ;D
-
Mi w medytacji przyszło, ze powinnam się poddać prowadzeniu mojego wewnętrznego mężczyzny i zaufac mu.;)
W ogóle ten watek o rozróżnianiu płci zasługuje na wyodrębnienie z upadku świadomości.
-
Olga,
proszę nie przemęczaj się, szczególnie z "rolą kobiety".:P
Najważniejsze, zeby część męska i żeńska nie były w konflikcie, tylko w równowadze.:)
Jestem zdziwiona bo w medytacji mi wyszło, ze mój mężczyzna wewnętrzny jest bardziej gotowy do zdrowego partnerstwa, niż moja wewnetrzna kobieta. Ciekawe.;)
-
Ooo...ciekawe. A ja myślałam, że ze mną jest właśnie coś nie tak, bo nie czułam się nigdy do końca w tym życiu "kobietą", no i zawsze patrzyłam z perspektywy " nie ważne czy kobieta, czy facet, najważniejsze że osoba, a jakiej płci, to już sprawa drugorzędna" :) - tyczyło się to zarówno jakiś moich spraw, jak i podejścia do innych. Kwestia płci uruchamia mi się jedynie w związkach, tu uważam, ze jest to ważne, chociaż doskonale pamiętam, jak tej płci w relacjach z aniołkami nie było ;)
-
Karina zaraz położę cie na kozetce, ciebie i twojego wewnetrznego mężczyznę i kobietę:D w 3 sztuki będziecie odreagowywać ludzi i ludzkie powinności:p
-
Olga,
jakby tak rozbić na czynniki pierwsze to dochodzi: wewnętrzne dziecko, matka, ojciec, wewnętrzne zwierzę i juz się straszny tłok robi ( nie wspominając o dziadkach).;D
I nie wspominając o powinnościach poszczególnych części - oszaleć można.:P
-
Lol.
Brak mi słów ;D
Ty masz wewnętrznego kota :p
Przypomina mi to jednego chłopaka z cudu który miał wewnętrzną Boginię.:)
No ale rozumiem to, ja miałam chyba wewnętrznego kosmitę.Teraz ewoluował na aniołka, w końcu i to poleci z dymem;p
-
czyli jednak kosmitka ;D z tąd ten teledysk żeby wracać do swoich. ET go home ;)
-
:))
Przy tak bogatym wnętrzu nie powinien zachodzić problem poczucia samotności.;P
-
hahaha;))
Łukasz, fakt! musze puścić te pierdoły;p
-
olga,
zastanów się jeszcze, w zielonym ci do twarzy xDDDD
-
A nie są to pozostałości identyfikacji z pewnymi rolami, które mniej lub bardziej dobrowolnie sobie narzucamy :)? Anyway, mi tam z kosmitą trudno się rozstawać ;D A zielony to kolor natury i fokule... ;)))
-
Ostatnio ciagle mam na tapecie upadek świadomości. Wiem dlaczego upadłam, miałam na to porządna sesję, a od ok 2 tyg pokazują się poboczne wątki. Ostatni taki, ze moim najwiekszym wrogiem jest moje poczucie winy za odejście od harmonii. i to prawda. Bo przez tysiące lat karałam się za to, a w tym zyciu postanowiłam spotkać najsilniejszych wykonawców mojego karania się. Z poczucia winy za odejście od jednej osoby, za rezygnację z harmonii z nią, bycia w świętym stanie, postanowiłam naradzać się ciagle koło niego w taki sposub, by on mógł mnie odrzucać w bolesny sposób, bym zawsze pamietała że jestem i będe winna. Ostatnio odrzucił mnie jako ojciec, czułam w sesji wielki ból,tak bardzo chciałam by mnie kochał. I by kochał moją mamusię, ktora teraz jest jego mamusią. To poczucie winy za odejście od harmonii silnie jest we mnie zakorzenione, bo nie mogłam puscić duzo, jedyne co, to udalo mi sie przytomnie zobaczyć mechanizm we mnie. Bu bu bu:)
-
W moim odczuciu "aniołki" pierwotnie - w świecie przyczynowym - nie miały rozwiniętych dolnych czakr tzn. splotu, 2 czakry i podstawy. Splot rozwinęły sobie jeszcze w astralu i przechodząc przez warstwy energetyczne; Za to 2 czakra i podstawa "powstały" dopiero po wcieleniu się.
Piszę o tym, by to moje odczucie zweryfikować z pamięcią i odczuciami innych w tym temacie :)
-
Hmm.. coś w tym może jest. W każdym razie, system energetyczny umożliwiał urzeczywistnienie cech związanych z tymi czakrami ;)
-
Poczucie winy za odejśćie od dobra.
Tak mi się wydaje że u mnie to początek wszystkich moich problemów.
Bo potem wszystko co robiłam, to było ciągłe niedopuszczanie siebie do powrotu do tego dobra.
I aby już nigdy tam nie wrócić, zakładałam sobie najróżniejsze blokady, hipnozy, programy samozniszczenia lub unicestwienia.
Ostatnio odkryłam taki program który bardzo skutecznie działa od wielu wcieleń, że jeżeli tylko zaczynam coś rozumieć, kumać, widzieć i przeczuwać prawdę to jestem torturowana i zabijana
Z tego powodu zostałam spalona na stosie, torturowana przez inkwizycję, umierałam na gruźlicę w młodośći, ścinana i topiona.
Gdy zaczynało mi coś świtać w głowie to był sygnał że mam zostać zabita. A potem nowe narodziny i wszystko od początku.
-
Może zadam głupie pytanie, ale zadam:) Czy wszystkie aniołki upadły? A jeżeli tak to może ktoś pamięta co z tymi ostatnimi. Z tymi co upadały ostatnie?
....wtedy aniołkiom do oświecenia nie barakowało nic, oprócz świadomości siebie (świadomości swojej zajebistości)
Skoro czegoś jednak brakowały aniołkom, to może jest jakiś głębszy sens tego upadku?
-
Wszystkie na pewno nie upadły, bo niektóre poszły w górę bez niepotrzebnego zaniżania sobie wibracji, jak choćby moja pierwotna połówka, która pewnie dawno, dawno temu się oświeciła.
Jeśli chodzi o aniołki to nie sądzę, żeby była ich ograniczona ilość, zapewne cały czas "powstają" nowe, więc cały czas upadają i jeszcze wiele pewnie upadnie.
-
Dzięki za wyjaśnienie. Widzę, że mam jeszcze sporo namieszane w tym temacie...
-
Wg mnie aniołkom brakowało przede wszystkim świadomości rozróżniającej... i może rzeczywiście docenienia, tego czym były i co miały (czyli jak to Clint określił - świadomości swojej zajebistości;)
-
No to już zupełnie nie rozumiem ):
Wszystkim brakowało? Ale jak wszystkim, to dlaczego wszystkie nie upadły? Dlaczego niektóre pomimo tego braku mogły się oświecić? Czy też pójść w górę jak to napisał Clint?
A te co się oświeciły to już nie potrzebowały świadomości rozróżniającej?
-
Upadek, to nie jedyny sposób na rozwój :) Są inne dostępne możliwości. I część aniołów skorzystała z tych innych opcji.
A część wybrała upadek...
-
Coś takiego jak wolna wola sprawiało, że tyle ile aniołków - tyle dróg.
Wyobraźmy sobie, że jest grupa ludzi na środku szczerego pola. Wszyscy mają takie same możliwości poruszania - o własnych nogach. Przed nimi jest piękna, wysoka góra, wokół są pola, lasy, jeziora. Warunkiem oświecenia jest wejście na szczyt góry, poznanie tego co jest na górze. Wczuj się jednak w sytuacje tych ludzi. Im jest dobrze, przyjemnie, nic złego się nie dzieje, a wokół jest tyle ciekawych miejsc. Niektórzy pewni pójdą prostą drogą w stronę góry, czując że to jest coś dobrego dla nich. Innych jednak może rozproszyć koń biegnący po łące i ciekawość zobaczenia o co chodzi z tym koniem. Może to też być informacja od innych istot, że na górze nie ma nic ciekawego i lepiej pójść gdzie indziej. Może to być chęć pójścia za jakąś grupą, która postanowiła wybrać się nad jezioro.
Możliwości był ogrom, a z powodu aniołkowej naiwności i braku świadomości rozróżniającej nie przywiązywały one wielkiej wagi do swoich początkowych wyborów, bo nie zdawały sobie sprawy z istnienia czegoś takiego jak bolesne konsekwencje. Nie wydawało się więc to takie ważne, czy się pójdzie w te czy we wte. Dopiero potem jak się pojawiały mentalne czy emocjonalne przywiązania do pewnych spraw, zaczynała się jazda bez trzymanki. Do Boga się nie miało tak silnego przywiązania, wiec powrót do Niego nie był czymś specjalnie ważnym. Dlatego większość aniołków musiała się porządnie zmęczyć i zatęsknić za miłością, żeby się ogarnąć na serio.
-
Fajnie to opisałeś:) Bardzo plastycznie.
-
Mnie zastanawia jedna rzecz,bo w analizie RD Leszka jest badany % upadku i nie wiem za bardzo jak to ma sie do codziennego zycia.Np osoba ,ktora ma 20% upadku swiadomosci jest bardziej nieprzytomna od tej co ma np 10%?Nie wiem za bardzo o co chodzi z tymi procentami.
-
"Do Boga się nie miało tak silnego przywiązania, wiec powrót do Niego nie był czymś specjalnie ważnym. Dlatego większość aniołków musiała się porządnie zmęczyć i zatęsknić za miłością, żeby się ogarnąć na serio."
:)
I tak jest do teraz, nadal jesteśmy bardziej przywiązani do wielu innych spraw.
-
Wzorce upadku świadomości mogą wpływać na sytuacje które się pojawiają, schematy karmiczne a przy tym można zachowywać jeszcze wysoką świadomość (to raczej gdy się już trochę oczyszcza). Ogólnie są to skutki długotrwałego zaniżania swojej świadomości, energii i intencje temu towarzyszące ("niebieskie, czerwone i białe" wzorce)
-
Z tego co pamiętam to mój upadek był specyficzny. Oddzielenie od Boga było jak najbardziej, uwierzyłam w głupoty na jego temat. To była podstawa pod resztę syfu.
A wchodziłam w ciężkie bardzo energie głębiej, dlatego że chciałam ratować. Te intencje sprawiły, że wchodziłam jedną nogą.
W dość specyficzny sposób, dlatego, że z jednej trony szlam za bliskimi aniołami w mega hardcore, ale z intencją wyciągnięcia ich z tego, lub ich ochrony( bo na Boga nie ma co liczyć) Mogłam być nawet osobą, która przewodniczy jakimś ostrym jazdom, np kapłanką w destrukcji, gdy wierzyłam, że to pomoże bliskim aniołkom, być może potem i mi: ochroni, pozwoli wrócić do stanu harmonii i miłości.
Moje wchodzenie w hardcory miało raczej charakter misyjny niż zaprzepaszczenie się " w zabawie". Jeśli ulegałam jakimś destrukcyjnym stanom, czy obrzędom to właśnie wynikało z tej wiary, że to pomoże. A miało pomóc, ponieważ zostałam w celu ratowania pokodowana na to u Przedwiecznych.
Starałam się od początku zachować jak najwięcej światła i świadomości, pierwotnej natury, jednocześnie wchodząc w bagno.
O dziwo nawet udawało się taką rozpiętość wibracji utrzymać.
Do tej pory męczę się z tym ratownictwem i relacją z Bogiem.
-
To co chciałbym przedstawić w temacie, na bazie osobistych wspomnień z wielu sesji regresingu, jest trochę odmienne od tego co wiele osób tutaj opisuje.
Dla mnie upadek świadomości jest ściśle związany z tematem połówek. Moje spojrzenie na oba tematy jest następujące.
Najpierw trzeba zastanowić się czym jest akt stworzenia jeśli nie „upadkiem” boskiej świadomości. Dlaczego tak się dzieje, nie wiem i być może nie dowiemy się tego nawet po oświeceniu. A może po oświeceniu po prostu ta wiedza przestaje być w jakikolwiek sposób istotna.
W każdym razie to, że powstaliśmy z „boskiej materii” jest wynikiem „boskiego upadku”. W skrócie wyglądało to tak. Część boskiej materii „upadała” zachowując większy lub mniejszy stopień boskiej świadomości. Część natomiast „upadła” o wiele mocniej tworząc znany nam dzisiaj świat fizyczny. W całym świecie tym znanym i nieznanym działają dwie boskie siły – „opadająca” i „wznosząca”. Pierwsza powoduje zaniżanie świadomości, druga – jej wznoszenie. Powstając jako indywidualne istoty byliśmy i cały czas jesteśmy poddawani obu tym pierwiastkom. W świecie ludzkim objawia się to np. destrukcyjnymi działaniami w kierunku zatracenia świadomości - np. narkotyki i in. używki (siła opadająca) oraz intencjami pozytywnymi, takimi jak rozwój duchowy (siła wznosząca).
W początkach naszego zaistnienia (mam w tej chwili na myśli UA) obie te siły spowodowały wewnętrzne rozdarcie, zaczęły pojawiać się sprzeczne intencje. Jedna część nas chciała się oświecić, inna – dokonać „przeglądu” niższych światów. W tym momencie następował fizyczny podział na dwie odrębne istoty. Tak tworzyły się, mówiąc w uproszczeniu, połówki. W aniołkowie nie było to już takie proste. Pojawiające się cały czas różne, sprzeczne intencje powodowały jedynie dyskomfort. Materia naszych ciał była jednak na tyle gęsta, że podział nie następował. Pojawił się „zawód” „rozpoławiacza”. Taka istota dokonywała na życzenie „rozbicia” rozdartej wewnętrznymi sprzecznościami istoty na dwie części. Być może niektóre osoby, występując niejako z pozycji tej bardziej bojaźliwej części, pamiętają to jako rozbijanie połówek. Te bardziej „odważne” z połówek schodziły do coraz niższych światów. Te drugie, tęskniąc za całością, podążały za nimi, budując całą historię znaną wielu osobom z regresingowych wspomnień.
-
Też mam wspomnienie z takiego podziału. Pamiętam to jako silne odepchnięcie, poczucie bycia niechcianą. Na tym bazowały u mnie bardzo silne wzorce bycia odrzuconą, za przejawianie światła.
Z drugiej jednak strony moja pś się jeszcze buntuje, że bycie w związku z połówką w jakiś sposób mi coś odbierze. Indywidualność zaniknie i nie będzie mi się chciało już żyć w materii i jej doświadczać, tylko połączyć się znów i do Boga.
Myślę, że stąd się też mogą brać pomysły, że trzeba być w związku z pierwotną połówką by się oświecić- powrócić do stanu całości.
-
To co piszesz (pierwsza część) miałoby potwierdzenie gdyby wszystko było boską materią. Jest to kwestia nazewnictwa ale bliżej stwierdzić że wszystko bez formy, ma potencjał tworzenia formy. Materia, astral, mental - płaszczyzny posiadające formę zostały stworzone dzięki nieograniczonej możliwości tworzenia. Dzięki temu że forma ma możliwość wyjawiać się z oceanu (przestrzeni) nie posiadającego formy. Zasadniczo świat bez formy nie ma możliwości upadnięcia - forma jest czymś tworzonym a nie przekształcanym z płaszczyzny bez formy. I tak cały upadek świadomości nie wpływa na boską naturę (będącą częścią świata bez formy) choć może się ona przejawiać w postaci upadku świadomości - który jest czymś tworzonym, polegającym (patrząc od tej strony) na tworzeniu form astralnych, mentalnych i materialnych. Świat boski, bezforemny pozostaje w trakcie tego procesu nietknięty - zgodnie z zasadą - świat bez formy może wpływać na świat formy, ale świat formy nie może wpływać na świat bez formy. "Wpływ" ze świata formy na świat bez formy może polegać jedynie na tym, że w świecie formy (mental, astral, materia) odpada jej część pozwalając pojawić się światu bez formy (dzieje się to na poziomie świadomości).
Co do połówek - nie mam u siebie pamięci podziałów, a za to to, że z połówkowymi osobami (z którymi w pełni harmonizuję na poziomie wibracji osobistej) to się poznałem i od razu się sobie spodobaliśmy. Ale może u innych osób inaczej to wyglądało. Tak czy siak, jeśli jest coś z uzależnień lub przywiązań we wspomnieniach danej sytuacji warto puścić i zobaczyć co było wcześniej. U mnie przed poznaniem nie było tego.
-
Z tego co ja pamiętam, to "połówka" była 100% harmonijną istotą, lecz już wcześniej była świadomość dwoistości w harmonii (czyli nie uważało się za jedną istotę), choć nie czuło się siebie jako odrębności, tylko było pełne i całkowite przenikanie, mogące sprawiać wrażenie jednej formy;
Rozdzielenie w moim odczuciu polegało na przerwaniu harmonijnych energetycznych połączeń między "połówkami", a nie na wydzieleniu z jednej istoty dwóch na skutek sprzecznych intencji. W moim przypadku był to atak z zewnątrz, własnie w wykonaniu jakiegoś "przepoławiacza", już wyindywidualizowanego. To były dwie formy w pełni harmonijne, ale nie takie same;
Choć na pewno było więcej możliwości przebiegu tego procesu.
U mnie najpierw nastąpiło oddzielenie się od Boga, na skutek kodów i działań "starszych istot" czyli "Przedwiecznych", a dopiero potem - rozdzielenie "połówek" - na skutek pś już intencji i przekonań w temacie "rozwoju" (wkodowanych tez przez Przedwiecznych i ich pomagierów), który miał być blokowany poprzez przebywanie razem z "połówką" i brak indywidualizacji.
-
Co do aktu stworzenia, jako "upadku" boskiej świadomości - wg mnie i tak, i nie; Bo chociaż z jakiegoś względu, może tej wolnej woli i wolności wyborów, jako utworzone świadomości z boskiej nie mieliśmy raczej pełni świadomości boskiej - i to można nazwać by pierwszym stopniem "upadku" - to samo tworzenie, stwarzanie nie łączyło się z zawężeniem świadomości związanym z powstaniem poczucia niegodności, odcięcia, poczucia winy, krzywdy itp. Dla mnie właśnie te elementy cechowały i mówiły o "upadku świadomości", a nie sam proces powstania z pełni, jako odrębne, z wolną wola i wyborem, iskry boskości.
-
Nie wiem jak to jest ale intuicyjnie nie umiem powiedzieć ze "wydzielenie z Boga" to JUŻ upadek świadomości. Mi sie wydzielenie z Boga nie kojarzy źle, a wręcz dobrze.
-
O tym właśnie też pisałam :) - wg mnie wydzielenie z Boga nie ma cech upadku świadomości; dopiero kiedy zaczęło się odcinać od Boga np.: na skutek działania Przedwiecznych czy ciekawości, i późniejszego poczucia winy itp. - to dopiero jest upadek świadomości.
Nawiązywałam do zdania Mirka "Najpierw trzeba zastanowić się czym jest akt stworzenia jeśli nie „upadkiem” boskiej świadomości."
-
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,1400/k,2
mitologia scjentologów wygląda jak historia upadku świadomości :-)
ps "implant R6" wow :-)
-
Alchemia Upadłych, zacząłem czytać i zapowiada się całkiem ciekawie:
http://ciemnanoc.pl/2013/10/16/klucz-do-alchemii-upadlych-mandala-cienia-cz1/
np.
"można pomóc Duchowi wyjść z uwięzienia, poprzez prześwietlenie podświadomości i cieni, by później pozwolić mu – już jako Wyższej Jaźni – poprowadzić do przebudzenia. Idea Szatana, który staje się Mesjaszem – Jeszuą, była już głoszona w tradycji chrześcijańskiej przez mistyków kościoła prawosławnego a w tradycji judaistycznej – przez kabalistów. O tym mówi też Pismo Święte: „Ostatni będą Pierwszymi”. Na mojej Mandali Cienia, pokazuję jak Szatan staje się Mesjaszem przy udziale człowieka i jego pracy z własnymi podświadomymi wzorcami, którego go trzymają w stanie duchowego zniewolenia czyli tym co religie nazywają „piekłem”, które nie istnieje nigdzie w enigmatycznych przestrzeniach, tylko w naszych własnych umysłach – nieświadomości."
-
http://www.wykop.pl/ramka/1779748/tak-wyglada-nowy-kosciol-scjentologow-ktory-powstal-za-145-mln-dolarow/
jeszcze odn scjentologów - niezły kościółek :-)
-
https://www.youtube.com/watch?v=OjiKnpLfpYA
-
https://www.youtube.com/watch?v=29UNi4COvh8