Pozytywne Inspiracje
Forum => DDA i terapia wewnętrznego dziecka => Wątek zaczęty przez: Olga w 2013-05-12, 14:25:54
-
Zaburzenie stresowe pourazowe (PTSD) jako częsty początek różnych zaburzeń psychicznych.
http://psychiatria.mp.pl/choroby/show.html?id=74803
Połączenie psychoterapii z zabiegami uzdrawiania dają dobre efekty odbudowania kontaktu ze sobą a co za tym idzie- stopniowe polepszenie życia:)
-
Czy przypadkiem autor EFT nie chwalił, że jest bardzo skuteczna na PTSD?
-
Stres pourazowy mozna uzdrawiać róznymi metodami. Ich dobór zależeć będzie od celu życia klienta i od jego gotowosci do zmian, a także do współpracy.
Miałem klientów, którym po urazach z akcji militarnych mógł pomóv wyłacznie regresing w połaczeniu z afirmacjami. Z kolei przy innej srtrukturze osobowości regresing byłby zupełnie nieprzydatny. Znam przypadki, kiedy korzystny okazał się rebirthing. Innym razem odstresowanie relaksacyjne z wizualizacją. Pewnie EFT też sobie radzi z tematem. W niektórych przypadkach nie da się z klientem zrobić więcej niż otępić jego umysł psychotropami.
Ja zawsze w przypadku stresu pourazowego czy nerwicy zalecam używanie uspokajających środków ziołowych lub homeopatycznych. Chodzi o to, żeby najpierw uspokoić rozszalałe emocje i zmniejszyć napięcie emocjonalne i mięśniowe.
Sposób uzdrawiania musi być adekwatny do tego, jak głeboki jest stres i jakie są cele klienta. Bo on może wcale nie che być zdrowy, tylko wystarczy mu, żeby nie bolało. No i nie ma metod uniwersalnych dla wszystkich.
Wczoraj na FB klientka napisała, że na swoją dolegliwość przez 8 lat szukała róznych sposobów na uzdrowienie. Wydała mnóstwo pieniędzy, a efektów nie było. Dopiero kiedy trafiła na regresing, choroba została uzdrowiona.
Z kolei są i tacy, którzy w ogóle nie powinni korzystać z regresingu.
Ponieważ nie ma metod uniwersalnych, to warto ufać swej intuicji a nie polecać komuś coś, "bo mnie bardzo pomogło". Nie należy też obiecywac,że metoda jest dla wszystkich i na wszystko.
Owszem, są metody na wszystko, ale nie dla każdego! I zawsze to trzeba podkreślać,że
NASTAWIENIE KLIENTA W DUŻEJ MIERZE DECYDUJE O TYM, CZY METODA UZDRAWIANIA W JEGO PRZYPADKU DZIAŁA, CZY NIE DZIAŁA.
Ale rówwnie ważny jest dobór metody pod względem zgodności z celami klienta i genezą jego problemu.
Dlaczego z celami?
Bo zaawansowane metody wyprowadzają poza codzienne urojenia, do których klient moze być bardzo przywiązany i których nie chce zmienić, nawet za cenę pogrążania się w chorobie czy nawet śmierci.
Może się też zdarzyć, że klient się uzdrowił, a jego rodzina nie chce i nie potrafi tego zaakceptować, co się z nim stało podczas uzdrawiania (np. żona przestała się bać męża - psychopaty, dobry wcześniej katolik uświadomił sobie istnienie poprzednich wcieleń itd.).
Ja dlatego zawsze próbuję wyciągnąć od klienta, czeo on chce na przyszłość. I w zależności od tego, podejmuję decyzję czy z nim pracowac, czy nie. No i jak pracować.
-
Fajnie ze piszesz o tych celach, jak zaczynałam parę lat temu uzdrawianie to oczywiste było dla mnie że trzeba podpinać do czystej energii wszystko- a to błąd plus nieudany zabieg z mojej strony
Teraz wychodzi mi to intuicyjnie, wiem na co ktoś sobie pozwoli a na co na razie nie
-
Po ostatnich węzłach u Olgi dotyczących lęków przed ludźmi, zdarzyło się coś bardzo ważnego, coś czego bardzo pragnęłam.
Miałam znów mój powtarzający się co jakiś czas sen. Znów przyśniła mi się moja prawdziwa ja, za którą ja tak bardzo tęsknię i z którą bardzo pragnę się połączyć.
Rozłączyłam się z nią w niemowlęctwie wtedy gdy ojciec mnie mordował, a to rozłączenie uratowało mnie przed zwariowaniem. Ona uciekła ze strachu. Po jej odejściu pozostało puste ciało w którym powstała sztuczna osobowość. Po jej odejściu ojciec znęcał się nad jakimś ciałem a nie nad nią- ona tak to widziała. Zupełnie przestała się utożsamiać ze swoim ciałem. Ta duchowa istota uznała że może być bezpieczna tylko poza ciałem i do tej pory trwała w tym przekonaniu, bojąc się jak ognia powrotu do ciała.
Mój powtarzający się sen mówił o tym że ja nie wiem co mam robić w życiu, bo niczego nie potrafię, ponadto czuję wielki bezsens więc postanawiam iść na kolejne studia, po to aby cokolwiek robić. Tam już studiuje moja najlepsza koleżanka ze studiów, Baśka a ja chcę do niej dołączyć i z nią znów razem zamieszkać w akademiku.
Z Baśką mieszkałam w akademiku przez kilka lat i to są moje najpiękniejsze lata w życiu. Zawsze byłyśmy razem, zawsze stawałyśmy po swojej stronie i popierałyśmy się w towarzystwie. Razem byłyśmy niezwyciężone. Będąc z nią czułam się bezpiecznie bo wiedziałam że cokolwiek powiem to ona to poprze i nigdy nie zostawi mnie samej. Ona była silna i pewna siebie i mnie uczyła tego samego poprzez wspieranie mnie. Dużo się od niej nauczyłam.
Dalsza część snu była taka że ja próbowałam zdać egzamin na te studia ale mi się nie udawało. Nawet nie wiedziałam czego dotyczą te studia. Miałam też wiele innych problemów i nigdy nie udawało mi się zacząć studiować. Wiedziałam też że Baśka już nie chce ze mną mieszkać, że mnie odrzuca a ja za nią tak bardzo tęskniłam, widziałam jaka jest nadal młoda, niezmieniona i piękna ( bo Baśka była bardzo atrakcyjną dziewczyną) . Ona tak bardzo mi się nadal podobała i nie rozumiałam dlaczego ona mnie już nie chce.
Obecny sen miał zupełnie inny przebieg.
Tym razem zdałam egzamin i zorientowałam się że te studia to rolnictwo. Zdziwiłam się skąd taki kierunek wybrałam bo przecież jestem po studiach ścisłych. Może ze względu na rodziców którzy są rolnikami.
Udałam się do akademika i w tłumie ludzi wypatrywałam Baśki. Najpierw zobaczyłam ją z tyłu. Miała długie włosy blond i pomarańczową spódnicę, bardzo kolorowo i pięknie wyglądała. Pomyślałam – to na pewno ona. Potem zobaczyłam ją z przodu. I niestety ale znów to samo. Ona nie chciała ze mną mieszkać, chociaż ja byłam zakwaterowana w jej pokoju i było oczywiste że mieszkamy razem. Tym razem to odrzucenie z jej strony mnie nie zabolało. Nic sobie z tego nie robiłam. Ona na to że przecież nie mam kluczy do pokoju. A ja twardo - że sobie dorobię od twoich kluczy. Potem pojawiły się schody, bardzo niebezpieczne, które znałam z poprzednich snów i których bardzo się bałam. Tym razem pomyślałam że dam radę po nich wejść. Znalazłam się w naszym pokoju. Baśka tak mnie nie chciała że mówiła do mnie przez telefon.
Ja tyle razy byłam w poprzednich wcieleniach „kasowana „ przez ludzi że kompletnie przestałam wierzyć że mam jakąkolwiek moc sprawczą i to wierzenie było usuwane na węzłach.
Ten sen pokazywał że poczułam że mam na coś wpływ, że coś ode mnie zależy, że mam jakąś moc, że przestałam być pyłkiem na wietrze.
Ten sen pokazał też, że ja uwolniłam się od lęku przez byciem odrzucaną przez Baśkę czyli moje prawdziwe ja. Pozbycie się tego lęku pozwoliło mi na zamieszkanie z nią na siłę, wbrew jej woli, czyli na połączenie się z nią. A ona nie chciała ze mną zamieszkać dlatego że tak dugo mieszkała sama że się do tego przyzwyczaiła i nie chciała tego zmieniać. Tak długo byłyśmy rozdzielone że o mnie zapomniała.
Potem miałam terapię wraz z sesją oddechową.
Moje oddychanie na sesji jest bardzo nieprzyjemne. Nie czuję niczego gdy powietrze wpływa do pustego ciała jak do miecha a potem z niego wypływa. Gdy ja na siłę wciskam powietrze do tego miecha a potem z niego wyciskam. Ciało jako coś martwego i pustego. To bardzo nieprzyjemne odczucia pustki, braku czegokolwiek w sobie ale jedyne jakie znam.
Czasami podczas tych oddechów zaczynałam coś czuć, zaczynałam czuć przepływ powietrza i jakieś wibracje, ciepło. To był tylko moment, bo dostawałam tak silnych lęków przed tymi odczuciami że jedyne co mogłam robic to wrzeszczeć ze strachu. Największe lęki budziło we mnie to poczucie że we mnie coś jest w środku żywego, że nie jestem pusta i martwa. Tak się tego bałam że musiałam się tego pozbyć. I krzyczałam dotąd aż to żywe znikało.
Tym razem przed oddychaniem czułam duże opory, nie mogłam oddychać a tylko ciągle ziewałam. Czułam że to prawdziwa ja czegoś się boi. Po długim czasie poczułam to coś, że coś we mnie jest, ciepło, jakieś wibracje, odczucie przepływu powietrza. Bałam się tego ale nie tak bardzo. Moim zadaniem było przyjęcie tego. A ja nie chciałam. Nie chciałam aby coś obcego i nieznanego weszło do mnie, chciałam nadal być pusta bo zawsze taka byłam, bo się do tego przyzwyczaiłam. Nie było niczego a teraz nagle cos się zjawia, coś co absorbuje moją uwagę, coś żywego czym muszę się zajmować i o tym myśleć, coś co mi zaburza spokój. To tak jakby komuś nagle wyrosła 3 cia ręka i on musi się do niej przyzwyczaić. Wiedziałam że jak to przyjmę to pozostanie to we mnie na zawsze. Już nigdy nie będę taka sama, już nigdy nie będę sobą, już nigdy nie będę sama, na zawsze z tym kimś w sobie. To taka trudna decyzja aby połączyć się z kimś na wieczność. Nie mogłam się przyzwyczaić do tego uczucia że mam coś w środku, że pustka znikła. Długo trwało to przyzwyczajanie się.
Moje marzenie się spełniło. Połaczyłam się ze swoją prawdziwą ja, tą która uciekła ode mnie ze strachu i bez której się obywałam przez całe życie. Jej brak sprawiał że brak mi było realnej mocy sprawczej a w moim życiu działo się to co samo chciało. Ja byłam tylko pyłem na wietrze.
Jest inaczej, moje ciało przestało być puste. Czuję w sobie pełnię, ciepło, czuję się lepiej i bezpieczniej. Nadal się przyzwyczajam do mieszkania razem z Baśką.
A dzisiaj taka wiadomość.
Została zwolniona moja poprzednia kierowniczka, wredna strzyga, ta która mnie kiedyś zwolniła i posłała na bruk. U mnie przyczyną zwolnienia była likwidacja stanowiska pracy.
U niej przyczyna zwolnienia – likwidacja stanowiska pracy.
-
Inga gratuluję :)
-
Inga, dziękuję ci za twoje wyznania.
Piszesz, że tyle razy byłaś kasowana( ja podobnie + torturowana ) przez ludzi, ze przestałaś wierzyć, że masz jakąś moc sprawczą. I że to wierzenie zostało usunięte na węzłach u Olgi.
Jesteś żywą reklamą węzłów u Olgi :))
Plus dajesz mi nadzieję, że dwie małe istotki, które bardzo kocham, też mają realną szansę. Mimo, że mają strzygę za matkę.
Wiec ta końcówka twojego postu dot strzygi - suuuper !!!
So be it !!! :)
Znaczy, że zawsze jest szansa, jest nadzieja, mimo, iż czasem wygląda już prawie beznadziejnie .
I nadzieja nie jest "matka głupich". Pozwala dalej sobie radzić. Wszak gdyby powiedzieć pacjentowi, że nie ma już nadziei . . .
Nadzieja umiera ostatnia.
-
Druga strzyga, moja okropna sąsiadka z dołu, która ciągle wrzeszczy wyjechała do pracy za granicę.
Tak że strzygi się wykruszają.
U ciebie też jest szansa. Bardzo ważne że ci zależy na tych dzieciach i one to czują. To rodzi u nich chęć i nadzieję aby zmienić swoją karmę, wyjśc z tego. Nawet w takiej sytuacji nie trzeba za dużo robić aby to wsparcie działało i powoli przynosiło efekty. Jeżeli chęci są szczere i intencje czyste to okolicznośći same zaczynają się zmieniać na lepsze.
Jeżeli dzieci zdecydują się żyć, czując że ktoś stoi po ich stronie to potem też mają szanse się z tego co doznały wyleczyć i żyć normalnie.
Njagorsze jest powiedzieć że ktoś tak ma bo ma takie intencje i zostawić go samego sobie.
-
Prawda.
Czytałam o takim ewenemencie, że jacyś rodzice, gdzieś koło Japonii, nie uratowali topiacego się synka, bo "miał taką karmę", żeby utonąć !
We łbach się ludziom przewraca z tą karmą i intencjami !
A co do strzyg, trzeba z nimi być czujnym i ostrożnym. Są sprytne i przebiegłe. I bezwzględne !
Co do tej "mojej"- wiem, że próbuje ze mnie zrobić osobę niezrównoważoną psychicznie ( to jest ta bardziej elegancka wersja określenia ) - bo ??? "Zajmuję się regresingiem i tymi sprawami". Prawdopodobnie śledzi to forum - zresztą nie tylko ona.
Jej nie w smak moje "podpieranie psychiczne" małych, było nie było, bezbronnych - ze względu "na gabaryty" :) istot. Wiem, intencje dostania wpieprz, ale . . .
One istotnie, za każdym razem po mojej wizycie czują, przejaśnia się im, mają weselsze oczka, bardziej ufne spojrzenie - i w rezultacie bunt. Co powoduje - karę .
-
Inga gratuluję tak 'poważnego' postępu. :)
Jak Ciebie czytałam to wzruszyłam się :)
Ja też byłam kasowana i chyba też gdzieś mam problem z mocą sprawczą-fajnie wiedzieć ,że Ci się udało i dalej będzie udawać.
Fajnie to wszystko opisujesz, bardzo inspirujące.
-
Opisałam to bo chciałam się podzielić czymś dla mnie tak ważnym i tak trudnym do osiągnięcia.
Bardzo mnie ciekawi czy jest jeszcze ktoś taki komu udało się scalić siebie po oddzieleniu od swojego ciała na okres kilkudziesięciu lat.
Teraz mi pozostało zbudowanie swojej tożsamośći oraz powrót do odczuwania, bo nadal nie czuję emocji ani uczuć.
-
Doszłam w pracy nad sobą do momentu w którym moja sztuczna osobowść doszła do kresu swoich możliwości. Ona przez to że jest zbudowana z lęków nie ma możliwośći przestać się bać, bo jej natura to lęk.
Od teraz ona będzie powoli kasowana i wymieniana na moją prawdziwą naturę, na osobowość która potrafi czuć, być wrażliwa i odbierać różne impulsy ze świata, również pozytywne.
Moja obecna osobowość potrafi się łączyć tylko z lękami, zagrożeniami, cierpieniami i dlatego mi się wydaje że świat jest zbudowany z samych lęków, cierpień i ataków.
-
Ten cytat:
,Zwrócenie się do wnętrza nie oznacza udawania się dokądkolwiek. Wędrówka do wewnątrz nie jest żadną wędrówką, oznacza po prostu, że dotąd goniłeś, by spełnić takie czy inne pragnienie, goniłeś, goniłeś i raz po raz osiągałeś jedynie frustrację. Że każde pragnienie niesie ze sobą nieszczęście, że w pragnieniu nie ma spełnienia. Że nigdy donikąd nie docierasz, że zadowolenie nie jest możliwe. Dostrzegając tę prawdę, że pogoń za pragnieniami donikąd nie prowadzi, przestajesz to robić. Nie, żebyś trudził się w tym kierunku. Jeśli wkładasz jakikolwiek wysiłek, by przestać, to ponownie jest to pogoń, tyle że bardziej subtelna. Nadal pragniesz - być może teraz pragniesz nie mieć pragnień. Jeśli wkładasz wysiłek, by skierować się do wnętrza, to w dalszym ciągu wychodzisz na zewnątrz. Wysiłek może jedynie zaprowadzić cię na zewnątrz.
Wszystkie podróże prowadzą na zewnątrz, nie ma podróży do wnętrza. Jak możesz podróżować do wnętrza? Już tam jesteś, nie istnieje problem dotarcia tam. Gdy przestajesz iść, podróżowanie zanika; gdy twój umysł nie jest już wypełniony pragnieniami, jesteś wewnątrz. To jest właśnie nazywane zwróceniem się do wnętrza. Lecz tam wcale nie trzeba się udawać, wystarczy po prostu nie wychodzić na zewnątrz.''
- Osho
zachęcił mnie aby opisać swój sen.
Jest to ciąg dalszy moich snów o wyjeździe na studia.
Znów się wybierałam na te same studia co zwykle. Mieszkałam tak jak zwykle w swoim domu rodzinnym i się pakowałam a było już bardzo późno. Śpieszyłam się na pociąg i bałam się że nie zdążę. Wiedziałam że egzamin mam zdany. Było dla mnie oczywiste że muszę wyjechać i studiować, uczyć się. Było coraz później a ja coraz bardziej się bałam że nie zdążę. W pewnej chwili zaczełam się zastanawiać czy rzeczywiście muszę wyjeżdżać. Pomyślałam sobie że przecież nie dostałam zawiadomienia z uczelni o zdanym egzaminie i doszłam do wniosku że to wszystko był sen, że nie było żadnego egzaminu a ja nie muszę nigdzie wyjeżdżać. Dzieci siostry miały duży pokój w którym sobie jeździły na wózku. Pomyślałam że zostanę tu gdzie jestem i będę sobie jeździć na tym wózku zamiast uczyć się.
W tym śnie Baśka już się nie pojawiła.
Czyli było zgodnie z tym co mówi Osho- zrezygnowałam z podróżowania a zostałam tam gdzie jestem.
-
nadzieja nigdy nie umiera
nadzieja jest wieczna
-
No, moja sytuacja nie jest wesoła, bo cały czas jestem w uścisku traumy i nie widać z tego wyjścia.
Ważną rzecz sobie wczoraj na terapii uświadomiłam.
Powróciłam do niemowlęctwa i zobaczyłam że to co mnie spotkało było zbyt okrutne i zbyt straszne do wytrzymania dla mojej psychiki i prowadziło do zwariowania. Dlatego aby ratować swoją poczytalność, zniszczyłam sobie część mózgu w prawej półkuli. Zrobiłam to po to aby przestać czuć, widzieć i rozumieć co się dzieje, aby się stłumić i stać się mniej wrażliwa i czująca. Teraz mam powazne problemy z pracą prawej półkuli, bo nie mam zupełnie pamięci i koncentracji. Moja trauma jest otorbiona i tak tkwi we mnie bez możliwośći dotarcia do niej i przeżycia jej powtórnie, bo jest zbyt straszna. A dopóki jej nie usunę dopóty będę miała nieczynne niektóre ośrodki mózgu co mi uniemożliwia czucie i odzyskanie emocji i uczuć. No i czuję się że jestem w sytuacji bez wyjscia, zapieczętowana i zamknięta na zawsze.
-
Inga
Podawałaś kiedyś strony nt. zaburzeń, borderline itp. Poczytałem trochę i pojawiły mi sie takie odczucia, co do takich osób. Oczywiście bardzo ogólne, które są dużym uproszczeniem, ale podzielę sie.
Osoby takie są bardzo wrażliwe, wszystko w życiu biorą bardzo poważnie i mocno przeżywają. Jednocześnie mają wyjątkowo wielką potrzebę bycia zauważonym, wręcz pragną ciągłej uwagi ze strony innych. Jeśli jej nie mają, bardzo cierpią. Chyba ich największym cierpieniem jest zapomnienie o nich przez innych, samotność, brak jakichkolwiek uczuć, emocji ze strony innych w stosunku do nich. Ta potrzeba jest tak wielka, że gotowi są zapłacić każdą cenę, byleby tylko zwrócić na siebie uwagę i wzbudzić zainteresowanie innych sobą. Godzą się cierpieć w najrozmaitszy sposób, ponieważ w ten sposób najłatwiej, a jednocześnie najboleśniej można wzbudzić litość, uwagę i zainteresowanie innych. Gotowi są przyjmować rolę ofiary, męczennika, czy kogoś poświęcającego się dla innych kosztem swego życia. Pragną bliskości drugiej osoby tak bardzo, że gotowi są zasilać energią innych ludzi czy nawet duchy.
Takie działanie powodujące przeżywanie coraz to większych cierpień przez mnóstwo wcieleń robi swoje i w konsekwencji nie da się tego normalnie wytrzymać. Zwłaszcza, że jak widać takie osoby są bardzo wrażliwe. Umysł w samoobronie powoduje odcięcie się od tych straszliwych cierpień i dlatego przychodzi czas, kiedy nie czuje, bo blokuje odczuwanie negatywnych emocji wraz z pozytywnymi uczuciami.
Z pewnością szybkie i pełne odblokowanie byłoby bardziej szkodliwe niż trwanie w zablokowaniu. Dlatego też taki mechanizm odcięcia jest pewną formą obrony. Rozwiązaniem jest powolne i systematyczne oswajanie się z bagażem bolesnych emocji i uwalnianie ich.
Te same, czy podobne potrzeby i mechanizmy są powszechne u ludzi, ale stanowią one jakiś drobiazg, czy jakąś część ich osobowości. Natomiast u osób z zaburzeniami dominują.
-
Mateusz
Bardzo trafne te spostrzeżenia. Tak działa ten mechanizm i jest to równia pochyła.
Dlatego bardzo krzywdzące jest w takich przypadkach twierdzenie - dostała to bo miała takie intencje do siebie.
A wyjśćie z tego jest też bardzo trudne.
-
Inga :)
Miło mi za Twoje zwrotne info :)
Ja zauważyłem, że jak u siebie jakaś dziedzina jest zablokowana, to trzeba czasu, żeby to ruszyło. Jeżeli natomiast jest jakiś kontakt, przepływ, to łatwiej jest wtedy poszerzać, wydoskonalić. Myślę, że WJa czuwa nad tymi procesami.
-
I tak jak Leszek pisał że on potrafi pomóc ludziom pomimo że ich nie rozumie, tak w przypadku takich zaburzonych osób tego się nie da zrobić. Tutaj aby pomóc to trzeba najpierw zrozumieć po to aby udzielana pomoc była adekwatna do problemu. Piszę to po to aby naświetlić to że te wszystkie rady które otrzymywałam nie były w stanie mi pomóc, bo nie wynikały ze zrozumienia tego jaka jestem.
Mateusz
A ja się cieszę że masz tak dużą empatię, szczere chęci i coś jeszcze, że pomimo że tego sam nie przeżywałeś, to potrafiłeś dostrzec te uczucia i mechanizmy w innych i pewnie w jakiś sposób poczuć.
-
Inga :)
-
Kiedy przechodzimy poza poziom gadania i uzgadniania, wówczas da się pomóc / uzdrowić bez rozumienia problemu w całej jego złożoności. Wystarczy poznać i usunąć jego genezę i skutki.
Poza tym, są też metody oparte na zasadzie "wiara czyni cuda", gdzie o problemie w ogóle się nie gada, tylko koncentruje uwagę na jego przeciwieństwie.
-
Przeczytałam swoje wpisy sprzed 3 lat i zobaczyłam stan w jakim wtedy byłam widząc siebie jako jakąś inną osobę:
Osoba która pisze jest uduszona i zszarzała od tego, nieżywa. Jest duchem, kimś z zaświatów kto używa ciała medium do mówienia i ma taki związek z ciałem jak duch który wynajmuje ciało medium i przez niego mówi, bo sam z siebie jest niesłyszalny. Głos tego ducha dobiega z bardzo daleka, jak z zaświatów. Ten duch przebywa w zupełnie innej przestrzeni, w świecie umarłych.
Od tej osoby czuć bardzo silne wibracje śmierci.
Czytając w ogóle nie potrafiłam połączyć się z tą osobą uczuciowo, ponieważ tamtych najgorszych uczuć cierpienia już we mnie nie ma.
-
Nigdy nie lubiłam wierszy bo ich nie rozumiałam.
To pierwszy wiersz który zrobił na mnie ogromne wrażenie i ktory jest dla mnie doskonale zrozumiały. Bo ten wiersz opisuje mnie. I teraz myślę że niektóre stany mozna opisać tylko za pomocą wiersza. Nie da się wytłumaczyć tego co się czuję i jakim się jest. Ja sama też swojego stanu nie potrafię opisać.
A wiersz znalazłam na wystawie kamieni.
Wisława Szymborska
Pukam do drzwi kamienia
-To ja wpuśc mnie.
Chcę wejść do twego wnętrza,
nabrać ciebie jak tchu
Odejdź- mówi kamień-
Jestem szczelnie zamkniety.
Nawet rozbite na części
bedziemy szczelnie zamkniete
Nawet starte na piasek nie wpuścimy nikogo.
Pukam do drzwi kamienia
-To ja wpuśc mnie.
Przychodzę z ciekawości czystej.
Życie jest dla niej jedyną okazją.
Zamierzam przejśc się po twoim pałacu,
a potem jeszcze zwiedzić liść i kroplę wody.
Niewiele czasu na to wszystko mam.
Moja śmiertelność powinna cię wzruszyć.
Jestem z kamienia- mówi kamień-
i z konieczności muszę zachować powagę.
Odejdź stąd.
Nie mam mięśni uśmiechu.
Pukam do drzwi kamienia
-To ja wpuść mnie.
Słyszałam że są w tobie wielkie puste sale,
nieoglądane, piękne nadaremnie,
głuche, bez echa czyichkolwiek kroków.
Przyznaj że sam niedużo o tym wiesz.
-Wielkie i puste sale- mówi kamień-
ale w nich miejsca nie ma.
Piekne, być może, ale poza gustem
twoich ubogich zmysłów.
Możesz mnie poznać, nie zaznasz mnie nigdy.
Całą powierzchnią zwracam się ku tobie,
a całym wnętrzem leżę odwrócony.
Pukam do drzwi kamienia
-To ja wpuść mnie.
Nie szukam w tobie przytułku na wieczność.
Nie jestem nieszczęśliwa.
Nie jestem bezdomna.
Mój świat jest wart powrotu.
Wejdę i wyjdę z pustymi rękami.
A na dowód że byłam prawdziwie obecna,
nie przedstawię niczego prócz słow,
którym nikt nie da wiary.
-Nie wejdziesz- mówi kamień.-
Brak ci zmysłu udziału.
Żaden zmysł nie zastąpi ci zmysłu udziału.
Nawet wzrok wyostrzony do wszechwidzenia,
nie przyda ci się na nic bez zmysłu udziału.
Nie wejdziesz, masz zaledwie zamysł tego zmysłu,
ledwie jego zawiązek, wyobraźnię.
Pukam do drzwi kamienia
-To ja wpuść mnie.
Nie mogę czekać dwóch tysięcy wieków
na wejście pod twój dach.
-Jeśli mi nie wierzysz- mówi kamień-
zwróć się do liścia, powie to co ja.
Do kropli wody, powie to co liść.
Na koniec spytaj włosa z własnej głowy.
Śmiech mnie rozpiera, śmiech, olbrzymi śmiech,
którym śmiać się nie umiem.
Pukam do drzwi kamienia
-To ja wpuść mnie.
-Nie mam drzwi- mówi kamień.
Aby przeżyć musiałam się zamienić w kamień.
Od 6 lat terapii pukam do drzwi kamienia. Ale kamień nie ma drzwi.
Czy jest ktoś komu udało się wejść do kamienia? Czy kiedykolwiek odzyskam kontakt ze sobą? Czy na zawsze pozostanę martwa?
-
ale długi to on trochę jest
-
Nareszcie udało mi się nauczyć żywego oddychania. Teraz przyszła kolej na uczenie się żywych uczuć. Nie wiem kiedy i czy mi się to uda. Mam potworne lęki przy tym, takie jak przed śmiercią.
-
gratuluję Inga
nie bój się, silna dziewucha z ciebie?
-
Inga, co to jest żywe oddychanie? Pierwszy raz słyszę
-
Te roróżnienia na żywy i martwy oddech dotyczą tylko mnie, jako osoby martwej wewnętrznie.
-
To jak to wygląda w Twoim przypadku?
-
Mam rozczepioną psychikę i staram się obecnie nawiązać kontakt z tą odszczepioną i żywą częścią mnie.
-
Na wczorajszej terapii podczas sesji oddechowej, weszłam w bardzo dziwny stan, i bardzo trudny do wytrzymania, stan którego się nie da opisać bo jest tak odmienny od tego co się normalnie czuje. Wróciłam do bardzo wczesnego okresu, takiego gdy jeszcze nie miałam mózgu lub nie potrafiłam myśleć. Przeżywałam powtórnie moment przejęcia mnie przez ojca. Tak jak niemowlę jest zlane z matką i nie odróżnia jej od siebie , tak ja się zlałam z ojcem i stałam się z nim jedno. Do tej pory tkwię w tym stanie niewyodrębnienia się z ojca i postrzegania że ja jestem nim a on mną. Nie widzę siebie, nie zauważam swojego istnienia. Dla mnie, mnie nie ma.
Cieszę się że miałam odwagę w to wejść i uświadomić sobie że kiedyś coś takiego mnie spotkało.
-
Inga
bardzo mnie inspirujesz, czuję że u mnie ojciec też przejął jakąś część, czasami mam to odczucie takie niewygodne trudno nawet to opisać.
Mam nadzieję że jak tym razem z partnerem wejdę w sesję odważę się to przejść, wcześniej próbowaliśmy ale nie dałam rady.
-
Mnie się to udało tylko dlatego że wcale tego nie planowałam. Miałam zamiar zajmować się zupełnie czym innym a oddech sam mnie poprowadził do tego. Ja czułam że ktoś mnie w to wrobił, że gdybym miała nad tym kontrole to nigdy bym nie dopuśćiła do takiego wspomnienia. Tak strasznego wspomnienia.
Wnętrze samo kieruje procesami po to aby móc się uzdrowić.
-
może tak , może tu nie można planować
to uczucie u mnie pojawia się czasami pod wpływem nacisku na klatkę piersiową , lub gdy zakładam coś co obciska mi klatkę piersiową jak gorset. Ten ucisk wyzwala to uczucie tak niewygodne i wstrętne że trudno to opisać.
-
To warto doświadczać tego uczucia po to aby była motywacja do pozbycia się go.
-
Ja ostatnio przezyłam coś podobnego. Dostałam tak silnego bólu pleców i kręgosłupa że prawie nie mogłam się poruszać. I w takim stanie poszłam do lasu zbierać zioła. W lesie dostałam dalszych katuszy w postaci słabości, zarwotów głowy i innych cierpień. A ja w tych mękach chodziłam, schylałam się, wspinałam, bo chciałam z siebie wydusić przyczynę moich cierpień. W końcu podświadomość się poddała i stwierdziła że ja biorę na siebie cierpienia za grzechy mamy. Potem były kolejne uświadomienia a ból pleców zmniejszył się o 50 %.
Okazało się że miałam tak mocno napiete mięśnie że nie mogłam się poruszyć ze strachu przed utratą mamy.
-
Do wyrzucania z siebie takich róznych negatywów bardzo dobry jest oddech który ja stosuję na sesji. Ale przy tym musi być ktoś kto prowadzi. Jest to głebokie oddychania ustami, cały czas, bez przerw. Taki oddech na okrągło. Zawsze mam coś wyrzucane na wierzch.
-
Wczoraj spróbowałam trochę uwolnić i pokazało się jak ojciec implantował mi matrycę energetyczno informacyjną. Wciskał mi ją a były tam bardzo niewygodne energie. Chodziło mu o pieniądze abym za niego oczyszczała i przyciągała mu pieniądze. chciał też ze mnie zrobić swoją małą kochaneczkę , mieliśmy trzymać sztamę przeciwko matce i on mi miał mi dawać kasę, prezenciki. Z tym drugim udało mi się uporać w dzieciństwie i nie upokorzyłam się do tak durnej roli bo nie potrzebowałam jego miłości i aprobaty za to potrzebowałam możliwości życia i zgodziłam się go zasilać finansowo za to że mnie nie zabije.
-
Edyta,
Bardzo ale to bardzo podobną sprawę uskutecznia taka jedna strzyga, którą - niestety- znam. Nie tylko załapała się na kasę męża, który haruje jak wół, żeby było ok.
To jeszcze dzieci - dziewczynkę, 9 lat i synka 5 lat - szykuje tak, żeby czuły się ZOBOWIAZANE utrzymywać ją w przyszłości.
Jak tego obecnie dokonuje ? Oszczędzę szczegółów. Są drastyczne.
Dodam tylko, że mała się buntuje, ma dość. Za co jest w nieskonczoność karana.
Ale mały zachowuje się jakby był zahipnotyzowany.
Na chwilę oderwany od indoktrynacji strzygi - ma inne spojrzenie. Potem znowu nie jest sobą. Jest to tak silne, że on nawet wtedy fizycznie inaczej wygląda.
-
Bardzo ale to bardzo podobną sprawę uskutecznia taka jedna strzyga, którą - niestety- znam. Nie tylko załapała się na kasę męża, który haruje jak wół, żeby było ok.
To jeszcze dzieci - dziewczynkę, 9 lat i synka 5 lat - szykuje tak, żeby czuły się ZOBOWIAZANE utrzymywać ją w przyszłości.
Jak tego obecnie dokonuje ? Oszczędzę szczegółów. Są drastyczne.
Dodam tylko, że mała się buntuje, ma dość. Za co jest w nieskonczoność karana.
Ale mały zachowuje się jakby był zahipnotyzowany.
Na chwilę oderwany od indoktrynacji strzygi - ma inne spojrzenie. Potem znowu nie jest sobą. Jest to tak silne, że on nawet wtedy fizycznie inaczej wygląda.
dzieci prawdopodobnie mają zakodowane że nie ma możliwości życia jak nie bedą tego spełniać
druga sprawa to już na Policję bo w Polsce praca tak małych dzieci jest zakazana
-
ciekawe sprawy się pokazują po uzdrawianiu i modlitwach o uwolnienie od energii implantowanych mi przez ojca - dziś pokazało się że była tam informacja energetyczna jak mam reagować na mężczyzn jakie mają się we mnie pojawiać emocje i odczucia np. miałam doznawać odczucia przykrości psychicznej i fizycznego dyskomfortu na dezaprobatę ze strony mężczyzny to miało mnie zmusić do zabiegania o względy mężczyzn. Mężczyzna miał decydować czy mogę czuć się kobietą , oczywiście mogłam walczyć z mężczyznami ale wtedy nie mogłam czuć się kobietą bo kobietą wdł. tych informacji energetycznej mogłam być tylko gdy mężczyzna mnie za nią uznał.
Schodzi po woli ale widać takie ma być tempo :)
-
cd. moich wypocin :) wbrew pozorom to uzdrawianie pozwala mi zrozumieć ojca - zaimplementowana mi przez niego wzorzec kobiecości którą odrzuciłam to wizja kobiecości jego duszy - ta dusza bardzo mało przepracowała z kobiecości, ma bardzo ograniczone postrzeganie i jedyny atrakcyjny dla tej duszy wzorzec kobiecości to prostytutka.
Mogę zaakceptować tą duszę na jej poziomie i dać jej spokój , mogę też sobie pogratulować że się nie uwsteczniłam.
Okazuje się że ta dusza nawet próbowała mi dać miłość ale tak jak potrafiła a potrafiła bardzo marnie i pokracznie.
Mogę przestać walczyć z tą duszą bo to tak jak by walczyć z osobą na wózku inwalidzkim.
teraz rozumiem dlaczego nigdy mi nie potrafił powiedzieć że mnie kocha ale często na odchodne wciskał mi pieniądze do ręki, on tak mi okazywał miłość , tylko tak potrafił
-
Edyta, to jest bardzo mądre co piszesz, ja doznałam teraz olśnienia w innej sprawie...
ale też z mężczyzną
-
Edyta
Ciekawe masz te uświadomienia.
Ja ostatnio na terapii pracowałam nad wzorcem- nie zdążę.
Terapeuta twierdzi że to bardzo ważny wzorzec i był zadowolony że rozpoczęłam uwalnianie się od niego. Aż dziw że na forum nigdy się z nim nie zetknęłam.
-
Myślę, że wzorzec pt "nie zdążę" jest nam powszechnie wciskany. I to od małego.
Wokół, w mediach, wszędzie praktycznie, słyszy się :
Pośpiesz się, bo nie zdążysz !
Muszę lecieć - zamiast 'iść' po prostu.
Dalej szybko, szybko ! Bo nie mam czasu.
Itd.
Pełno tego . Wszędzie.
Takie popieprzone implantowanie nerwicotwórczego wzorca.
-
Ciekawe masz te uświadomienia.
Ja ostatnio na terapii pracowałam nad wzorcem- nie zdążę.
Terapeuta twierdzi że to bardzo ważny wzorzec i był zadowolony że rozpoczęłam uwalnianie się od niego. Aż dziw że na forum nigdy się z nim nie zetknęłam.
w dzieciństwie miałam często sny że spieszę się do szkoły i nagle przed wejściem do szkoły okazuje się że jestem w laczkach albo w samych rajtuzach i to były prawdziwe koszmary.
A to były początki budowania się nerwicy że "nie zdążę".
-
Olga,
Na temat PTSD
Zaburzenie stresowe pourazowe (PTSD) jako częsty początek różnych zaburzeń psychicznych.
http://psychiatria.mp.pl/choroby/show.html?id=74803
Połączenie psychoterapii z zabiegami uzdrawiania dają dobre efekty odbudowania kontaktu ze sobą a co za tym idzie- stopniowe polepszenie życia:)
-
I bardzo interesujące spostrzeżenia Mateusza w temacie,
Inga
Podawałaś kiedyś strony nt. zaburzeń, borderline itp. Poczytałem trochę i pojawiły mi sie takie odczucia, co do takich osób. Oczywiście bardzo ogólne, które są dużym uproszczeniem, ale podzielę sie.
Osoby takie są bardzo wrażliwe, wszystko w życiu biorą bardzo poważnie i mocno przeżywają. Jednocześnie mają wyjątkowo wielką potrzebę bycia zauważonym, wręcz pragną ciągłej uwagi ze strony innych. Jeśli jej nie mają, bardzo cierpią. Chyba ich największym cierpieniem jest zapomnienie o nich przez innych, samotność, brak jakichkolwiek uczuć, emocji ze strony innych w stosunku do nich. Ta potrzeba jest tak wielka, że gotowi są zapłacić każdą cenę, byleby tylko zwrócić na siebie uwagę i wzbudzić zainteresowanie innych sobą. Godzą się cierpieć w najrozmaitszy sposób, ponieważ w ten sposób najłatwiej, a jednocześnie najboleśniej można wzbudzić litość, uwagę i zainteresowanie innych. Gotowi są przyjmować rolę ofiary, męczennika, czy kogoś poświęcającego się dla innych kosztem swego życia. Pragną bliskości drugiej osoby tak bardzo, że gotowi są zasilać energią innych ludzi czy nawet duchy.
Takie działanie powodujące przeżywanie coraz to większych cierpień przez mnóstwo wcieleń robi swoje i w konsekwencji nie da się tego normalnie wytrzymać. Zwłaszcza, że jak widać takie osoby są bardzo wrażliwe. Umysł w samoobronie powoduje odcięcie się od tych straszliwych cierpień i dlatego przychodzi czas, kiedy nie czuje, bo blokuje odczuwanie negatywnych emocji wraz z pozytywnymi uczuciami.
Z pewnością szybkie i pełne odblokowanie byłoby bardziej szkodliwe niż trwanie w zablokowaniu. Dlatego też taki mechanizm odcięcia jest pewną formą obrony. Rozwiązaniem jest powolne i systematyczne oswajanie się z bagażem bolesnych emocji i uwalnianie ich.
Te same, czy podobne potrzeby i mechanizmy są powszechne u ludzi, ale stanowią one jakiś drobiazg, czy jakąś część ich osobowości. Natomiast u osób z zaburzeniami dominują.
« Ostatnia zmiana: 2013-06-28, 13:16:36 wysłana przez Mateusz »
Wtenczas szybkie odblokowanie moze byc bardziej szkodliwe niż trwanie w tym.
Też uważam, że należy powolutku oswajać się z bolesnym bagazem emocjonalnym. I równie powoli uwalniać.
-
CZy trauma jest dla nas korzystna? Cyzman Bany twierdzi że tak.
Ja się z nią zgadzam tylko częściowo.
Trochę się do niej rozczarowałam, bo widzę że moja wiedza jest na ten temat szersza, a to co ona mówi to tylko część prawdy.
https://www.youtube.com/watch?v=gFxQXtuzuus
-
Nie tyle korzystna co jest doskonałym skutkiem w sytuacji, gdy zgłupieliśmy i robiliśmy coś sprzecznego z naszym ND. Trauma podczas uzdrawiania jest zawsze związana ze stawianiem oporu uzdrawianiu i zdrowiu. Ja puszcza opór to trauma też puszcza.
Gdyby była korzystna do należałoby dążyć do większej ilości traumy w naszym życiu :-D
-
Wg Levina nie samo wydarzenie jest traumatyzujące, ale to w jaki sposób do niego podejdziemy. Jeśli wpadniemy w danej sytuacji we wzorzec ofiary - w bezruch, zamarcie, wtedy objawy traumy będą na pewno. Jeśli będziemy działać, wykorzystując instynkt walki (działanie) lub ucieczki (odejście w porę), to objawy tramy będą mniejsze lub nie wystąpią, a dana sytuacja może nas jeszcze wzmocnić.
-
To co mnie najbardziej niepokoi to myśl, że najgorzej może być 'po'.
Czyli kiedy jest stres, wtedy działamy, zapobiegamy, organizujemy- coś robimy.
Ale co będzie kiedy już stres minie ?
Kiedy nagle otworzymy oczy, rozejrzymy sie dookoła i zobaczymy, że jest na świecie w miarę normalnie, ludzie są/bywają szczęśliwi.
Wtedy dojdzie do głosu ból i ogromne zdziwienie na temat "Co to właściwie było ? W czym ja uczestniczyłem ? Co to było za piekło ?"
I wtedy może pojawić się zmęczenie, ogromne. I depresja.
I tu przypomniał mi sie artykuł. Z ukochanej Huny.
I taka myśl.
Można takiej osobie pomóc z zewnątrz. Z miłością.
http://www.ezosfera.pl/leszek/artykul/217
I tutaj jego fragment - mój ulubiony. O błogosławieniu w praktyce :)
" Właśnie wtedy mogą się wydarzać prawdziwe cuda!
Praktyka jest prosta. Polega na wykorzystaniu dwóch oddechów (oczywiście, pod warunkiem, że już czujesz w sobie nadmiar energii!).
Kiedy już wyrazisz życzenie, by stać się przekaźnikiem błogosławieństw lub uzdrawiających energii i kiedy z radością poczujesz, że chcesz, aby sie to dokonało , wówczas możesz zacząć praktykę:
Z pierwszym wdechem PRZYJMUJESZ (na luzie, a nie wciągasz na siłę!) najwyższe energie (wyższa mana) i inspiracje.
Z pierwszym wydechem GROMADZISZ te energie w sobie.
Z drugim wdechem WYRAŻASZ ŻYCZENIE , by błogosławieństwa i uzdrawiające energie płynęły przez ciebie tam, gdzie są potrzebne (to może być konkretna osoba, jeśli dostałeś inspiracje od Wyższego Ja).
Z drugim wydechem POZWALASZ , by energie i błogosławieństwa płynęły przez ciebie w takiej ilości, jaka jest potrzebna tym, którzy je przyjmują.
Jeśli uczynisz to z miłością i naprawdę czystymi intencjami, wówczas i twoje samopoczucie natychmiast niesamowicie poprawi się.
Odczujesz wdzięczność i uspokojenie, a może także i błogość.
Naprawdę warto być pożytecznym dla innych w tak miły dla siebie sposób".
[/quote]
Pomoc na po traumie.
-
http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,21272546,rzez-niewiniatek-operacje-bez-znieczulenia.html
ogólnie horror ale tez ciekawe o osiąganiu tej nieświadomości przez hiperwentylację
"W 1950 r. brytyjski anestezjolog Gordon Jackson Rees wprowadził tzw. procedurę liverpoolską. Zakładała ona nadzorowanie stanu dziecka poprzez stetoskop naklejony na klatkę piersiową, intubowanie bez znieczulenia i podtrzymywanie znieczulenia kurarą i podtlenkiem azotu. Stan nieświadomości osiągano przez hiperwentylację – szybsze i głębsze oddechy, które wypłukiwały z organizmu dwutlenek węgla"