Pozytywne Inspiracje
Forum => Karma i reinkarnacja => Wątek zaczęty przez: Leszek.Zadlo w 2013-05-03, 14:46:58
-
Temat przewija się w róznych wątkach, a jest bardzo ważny.
Tu ciekawy wykład:
"Jądra talentów"
W nadświadomości znajduje się „element dziedziczności”,
mieszczący w sobie wszystkie talenty,
zdolności i skłonności, które rozwiną się podczas
życia w materialnym świecie. Istnieją one w
„elemencie dziedziczności” jako małe organy, które
nazwałem „jądrami talentów”. Ich funkcjonowanie
odbywa się według tej samej zasady, dzięki której
malutkie ziarenko kiełkuje, by wzrastać i stać się
ogromnym drzewem.
Jądro talentu jest organem budowanym przez
trening, ćwiczenia, przez powtarzanie danej czynności,
przez nabywanie przyzwyczajeń. Żywa istota,
wykonując odpowiednie ćwiczenia, może wykształcić
na przykład zdolności muzyczne lub z
zakresu innych dziedzin sztuki. Na skutek częstego
wykonywania określonej czynności, treningu i powtarzających
się ćwiczeń rozwijają się umiejętności w
określonej dziedzinie i tym samym następuje wzrost
„jądra talentu”. Staje się ono samodzielnym
organem, który tak odciąża mózg, że człowiek nie
musi być w pełni świadomy wszystkich szczegółów
wykonywanej czynności — w przeciwieństwie do
sytuacji, gdy zaczyna robić coś nowego. Żongler na
początku ćwiczy z jedną albo dwiema piłeczkami i
kontynuuje ćwiczenie z trzema, czterema, pięcioma,
sześcioma, siedmioma, ośmioma, by w końcu żonglować
nimi, jednocześnie patrząc na publiczność i
uśmiechając się do niej albo myśląc o czymś innym.
Żonglowanie piłeczkami następuje teraz całkiem
automatycznie, ponieważ żongler ma organ
umożliwiający mu wykonywanie tej czynności bez
koncentrowania na niej uwagi.
W taki sposób z biegiem czasu, poprzez stopniowo
następującą ewolucję, powstała nasza zdolność
oddychania oraz narządy zmysłów takich jak wzrok i
słuch. Na obecnym etapie ewolucji człowieka ten
naturalny rozwój jąder talentów jeszcze się nie
zakończył. Do tego dochodzi okoliczność, że ludzie
mogą rozwijać bardzo niepożądane „talenty”, gdyż
mają wolną wolę, a jednocześnie są nieoświeceni.
Można na przykład rozwijać swoje „zdolności”
zażywania używek, które niszczą inne jądra
talentów.
Stworzenie nowego organizmu
Gdy fizyczny organizm umiera, jądra talentów
żyją nadal w organie zwanym „elementem
dziedziczności”, by brać udział w tworzeniu nowego
organizmu. Następuje to, gdy w materialnej sferze
zaistnieją odpowiednie warunki do poczęcia poprzez
rozmnażanie. Podczas poczęcia przyszli rodzice
przyciągają do siebie jaźń bezcielesnej istoty, która
wiąże się z embrionem w macicy. Dana istota
dziedziczy ciało fizyczne po rodzicach oraz przejmuje
własne zdolności i skłonności nabyte w poprzednich
wcieleniach. Tak więc na organizm poczętej
istoty wywierają wpływ „jądra talentów”, które dana
istota wykształciła w poprzednich wcieleniach.
Niektórzy ludzie zmierzają do stanu
„niedorozwoju”, inni zaś z niego wychodzą
Jądra talentów mogą ulec uszkodzeniu albo nawet
zniszczeniu i odpowiadające im organy, które teraz
mają powstać, będą w takim samym stopniu niesprawne.
Tak oto uszkodzone przez ludzi jądra talentów
sprowadzają ich w dół i powodują degenerację ich
organizmów. Mogą oni w następujących po sobie
wcieleniach staczać się, stając się coraz słabsi i
niepełnosprawni, by w końcu osiągnąć kulminację,
w której wszystkie narządy zmysłów będą uszkodzone.
Znamy ten, niestety bardzo rozpowszechniony,
stan chorobowy pod pojęciem „niedorozwój”.
Tę właśnie kulminację choroby, kulminację wykolejenia,
ludzie osiągają poprzez niszczenie swoich
organizmów. Ludzie mogą trwać w stanie niedorozwoju
przez wiele kolejnych wcieleń.
Osoby mające wgląd w ponadczasową strukturę
bytu i potrafiące przeniknąć wnętrze człowieka
łatwo mogą dostrzec, że wielu ludzi jest w trakcie
staczania się. Można tutaj zobaczyć, że jeśli nie
zmienią oni swojego postępowania, to w przeciągu
następnego albo kolejnego jeszcze wcielenia staną
się całkowicie niedorozwinięci. Są też ludzie, którzy
opuszczają stan niedorozwoju i teraz są w drodze do
góry.
Wywód ten jest podany tylko w ogólnych zarysach,
ale rzeczywiście poważnie myślący człowiek, który
chce stworzyć zdrowy organizm, może zadać sobie
pytania:
„Co ja dzisiaj robię?
Czy żyję tak, że mogę być pewny posiadania pełnosprawnych narządów
zmysłów w następnym wcieleniu?
Czy moje organy zmysłów są już uszkodzone albo czy jestem w trakcie niszczenia niektórych z nich?”.
Nauka duchowa pomoże ludziom znaleźć prawdę
przez samodzielną percepcję i obserwację
Dotychczas ludzie nie mogli otrzymać pomocy, by
zapobiec uszkadzaniu organów zmysłów, ponieważ
konieczna jest do tego nauka duchowa. Wiemy, że
bez nauki materialistycznej ludzie nie mogliby
osiągnąć tak wielkiej wiedzy i geniuszu w sferze
materialnej. Tak samo bez nauki duchowej nie są w
stanie zgłębić rzeczywistej wiedzy o swojej naturze,
o swoim zachowaniu i o swoich z codziennego życia
wziętych myślach. Ludzie mają teraz tak dużo
doświadczeń, że mogą sami znaleźć potwierdzenie
wywodów nauki duchowej w osobiście doświadczonych
faktach. Gdy wywody nauki duchowej
zostaną tak uproszczone, jak to jest celem mojej
misji, wtedy do jej zrozumienia nie będzie wymagana
kosmiczna świadomość. Pragnę je przekazać w taki
sposób, by analizowane prawa i zasady mogły stać
się postrzegalnymi faktami poprzez samodzielną
percepcję zmysłami i obserwację. W żadnym wypadku
nie życzyłbym sobie, by przyjmowano moje
analizy na wiarę, ponieważ wtedy mogą zostać
przyjęte lub odrzucone ze względu na sympatię albo
antypatię do mojej osoby. Wcale nie o to mi chodzi.
Ludzie posiadają dzisiaj tak wnikliwy umysł, że
potrafią zrozumieć, jaki jest sens życia, co jest
prawdą, a co fałszem.
Gdy większość ludzi ma uszkodzone zmysły lub
jest chora, to stan ten uważa się za normalny.
W naszych czasach bardzo często spotykane jest
uszkodzenie pewnego zmysłu, co powoduje
spowolnienie rozwoju całego świata oraz duchowego
rozwoju ludzi. Uszkodzenie to jest tak nagminne, że
gdy słyszy się o nim pierwszy raz, to aż trudno
uwierzyć, że to prawda. Ale gdyby wszyscy ludzie
utykali, też nie uważano by tego za inwalidztwo.
Gdyby wszyscy mieli niesprawne oczy, uważano by
to za normalne. Z reguły większość decyduje o tym,
co zostaje uznane za normalne. To bardzo
powszechne i ogólnie akceptowane uszkodzenie
owego zmysłu spowodowane jest poglądem, że
zażywanie używek należy do dobrego tonu i stało się
modne.
Nauka duchowa a prawo bytu
Nauka duchowa jest wielką dziedziną wiedzy. Ma
ona tę dużą zaletę, że od samego początku, gdy
zaczniemy ją studiować, obcować będziemy z
pozytywną materią myślową, która w organizmie
przemieni się w promieniującą energię życiową. Pod
jej wpływem człowiek będzie miał dobre
samopoczucie i będzie odczuwał radość. Dodatkową
korzyścią jest fakt, że nie jest konieczne czekanie na
innych. Można samemu osiągnąć spokój ducha,
wznieść się ponad swoją karmę i choroby oraz
uzyskać odporność na wszystkie zmartwienia i
uciążliwości losu, z którymi ludzie normalnie się
borykają. Można się wznieść ponad nie, ucząc się
prawidłowego myślenia. Ale na czym polega
prawidłowe myślenie? Jego fundament zawarty jest
w sentencji: Miłuj bliźniego swego jak siebie
samego! Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. Przeto
miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa.
Fragmenty z:
„Sansedefekter”. Na podstawie
wykładu wygłoszonego w 1954 roku. Publikacja w
biuletynie „Kosmos” 9/92. Przekład: Tadeusz
Hynek. © Martinus Institut 1981.
Tu można poczytać więcej, np o uszkodzeniach spowodowanych przez alkohol:
http://kosmologia.info/uszkodzenia-narzadow-zmyslow/
-
Według mojego rozeznania do kalectw, które w wyniku opisanej przez autora ewolucyjnej degeneracji (to prawie oksymoron) uznaje się w społeczeństwie za normalne, należą: konieczność odżywiania się oraz starzenie się (zwłaszcza obecnie, gdy na dodatek jego tempo zostało doprowadzone do granicy rozsądku). Te dwa zwyrodnienia zawsze interesowały mnie najbardziej, choć na pewno jest ich dużo więcej. Chociaż potrzeba jedzenia i starzenie się dają możliwość zdobycia wielu doświadczeń, dzisiaj widzę w nich już raczej ograniczenia. Na szczęście w każdym z nas pozostało "jądro nieśmiertelności" - jak wynika z wykładu, trzeba tylko pozwolić rozwinąć mu się ponownie:)
-
Myślę też, że podobnie jest z jasnowidzeniem. Jasnowidzów uznaje się dziś za osoby uzdolnione, a tak naprawdę one po prostu nie zaprzepaściły naturalnych zmysłów. Tak samo osoby długowieczne/długo wyglądające młodo widziane są jako "genetyczni szczęściarze", podczas gdy to naturalne cechy zostały w nich stępione w mniejszym stopniu.
-
Bardzo ciekawy temat.
Z mojego doświadczenia: przy nauce niektórych języków obcych mam wrażenie, że nie uczę się czegoś nowego, tylko stopniowo PRZYPOMINAM sobie coś co już znam. Niesamowite uczucie i oczywiście opanowanie języka błyskawiczne.
Z kolei jeśli chodzi o inne języki, to mimo lat nauki, wciąż nie jestem w stanie osiągnąć poziomu płynnego posługiwania się. Ale do tego mogą dochodzić też negatywne intencje i autosabotaż - zwłaszcza w przypadku języków, których dobra znajomość byłaby dla mnie (zbyt:-) korzystna.
-
przy nauce niektórych języków obcych mam wrażenie, że nie uczę się czegoś nowego, tylko stopniowo PRZYPOMINAM sobie coś co już znam.
Karmiczna Szkoła Językowa
błyskawicznie przypomnimy ci twoje języki!
bam bam wahadłem i już, angielski, niemiecki, francuski
opłata 1500 pln
niech ktoś to zrobi :)
-
Szkoda, że wahadłem się nie da :)
A z wasnego doświadczenia wiem,że czasami zdarzają się rózne sytuacje. Hunę sobie przypomniałem z zasobów pamięci poprzednich wcielen. Również dość dobrze rozpoznałem równe praktyki magiczne czy duchowe.
Kiedy słyszałem,że w Australii żyły, aż do czasu sprowadzenia psów, wyłacznie pokojowo nastawione zwierzątka, to aż mi się przewracało we flakach, że to kłąmstwo. I po latach przeczytałem, że zyją tam najbardziej jadowite stworzenia.
Podobnie reagowałem, kiedy opowiadano mi o wspaniałych Indiach. Moja podswiadomość dokłądnie pamiętała powszechny syf, brud, smród i biedę. I... do dziś nic się nie zmieniło.
A w kwestii językowej - kiedy odreagowałem sobie życie w łódzkim getcie, to przez kilka dni rozumiałem piosenki w jidish i swobodnie czytałem ze zrozumieniem niemieckie instrukcje. Po 3 dniach chciałem powtórzyć ten wyczyn i ... już prawie nic nie rozumiałem.
Niemieckiego chciałem się uczyc, ale w liceum miałem do wyboru angielski, albo angielski. Tym niemniej zdarza się,że bardzo dobrze rozumiem, co do mnie mówią. Gadać nie potrafię, co jest komentowane: "ty dobrze znasz niemiecki, tylko nas nie lubisz". Ręce opadają :)
Kiedyś podczas wycieczki, jeszcze w czasach studenckich, kierowca opowiadał nam ciekawe historie na temat mijanej okolicy. Mówił tak prostym językiem, że trudno było nie zrozumieć. TYm bardziej zdziwiłem się, że nie zrozumiały go osoby, ktore uczyły się niemieckiego i bywały w Niemczech co roku.
Podobnie też dobrze rozumiałem, co tłumaczyła przewodniczka w zamku Hohenshwangau w Bawarii.
Inna sprawa jest z rosyjskim, bo jednak potrafię się nim posługiwać. Na pewno brakuje mi kilkudziesięciu tysięcy słów, ale mówię poprawnie. Mimo to jednak podczas pewnej sesji z Rosjanką, musiałem liczyć tylko na siebie, bo nawet tłumacz padł przerażony tym, co ona opowiadała i mimo biegłej znajomości 2 języków, nie był w stanie tłumaczyć. A ja... wszedłem w rolę i odreagowywałem ją. A po sesji okazało się, że uzywałem słów, których wcześniej nie znałem, a które były konieczne do odreagowania klientki.
Rosyjski wyszedł mi kiedyś podczas prowadzenia sesji. Musiałem klientkę - Polkę - ochrzanić po rosyjsku, żebym mógł dalej prowadzić sesję.
Z kolei śmieszną sytuację miałem na Słowacji. Język niby podobny, a wielu sprawia trudności. Mnie raczej niewielkie.
Gadałem sobie ze Słowakiem, opowiadaliśmy sobie dowcipy i śmialiśmy się zdrowo. I w pewnym momencie doszedł do nas kolega i powiedział: "To ty mówisz po słowacku?" I wtedy jak ręką odjął, zacząłem myślec, co mam powiedzieć po słowacku i nic mi nie przychodziło do głowy :)
A angielski... Uczyłem sie 6 lat i... kiedy znalazłem się w jaskini w Peak District, w Anglii, to zrozumiałem tylko wysokośc, szerokość i długość. A facet nadawał przez 40 minut. W kolejnej jaskini zrozumiałem,że coś było poświęcone królowej Elżbiecie.
-
Inna sprawa jest z rosyjskim, bo jednak potrafię się nim posługiwać. Na pewno brakuje mi kilkudziesięciu tysięcy słów, ale mówię poprawnie.
Leszku, jak tyś to obliczył? Wahadełkiem na biometrze? ;)
-
Tu wystarczy wiedza słownikowa :)
I porównanie zawartości słownika z zawartością pamięci.
Słownik zawiera chyba ponad 13 tysięcy słów. Moja głowa ok 3-4 tysięcy.
-
Chęc pisania fantastyki jest u mnie zdecydowanie karmiczna ;) - a że kołowałam wokół tego i kołowałam, raz pisałam, raz zarzucałam - a mimo to nadal miałam ochotę tym się bawić, tylko że wywalał mi lęk i opór, iż nie potrafię, że kiepskie, że to tylko grafomania;) - to postanowiłam wziąć byka za rogi i założyłam bloga (http://przypowiescoswietle.blox.pl/2013/07/Wstep.html). Oraz stronę na facebooku (https://www.facebook.com/PrzypowiescOSwietleICiemnosci), na których będę wrzucać kolejne poczatkowe rozdziały.
W ten sposób będę bezpośrednio zderzać się ze swoimi lękami, czytelnikami, krytykami i recenzentami :D
-
Jeśli chodzi o języki karmiczne, to ja nie umiem się takiego uczyć z książki, wg zasad, zdecydowanie
lepiej wchodzi gdy się w niego wczuję, gdy słucham i gadam. Tak gadanie po angielsku szło mi zawsze zdecydowanie sprawniej niż testy z gramatyki...których albo nie rozumiałam, albo nawet jeśli
to zaraz mi ta pamięć teorii z głowy wylatywała.
-
hydrozagadka,
Fajny pomysł z udostępnieniem fragmentów książki. W wolnej chwili poczytam :)
U mnie lekkość pisania zapewne też zalicza się do talentów karmicznych. Myślę, że oprócz tego, duży wpływ na rozwinięcie się pewnych zdolności i cech ma wychowanie, samotność płodzi przecież wielu zdolnych artystów.
Ostatnio zaczęłam szkolić się w kierunku masaży, pracuję intuicyjnie i jestem zachwycona. Nie sądziłam, że będzie mi to sprawiało taką frajdę i przyjemność:)))
-
Laka,
a propos nauki języków : Testy gramatyczne mają się nijak do przyswajania wiedzy przez studenta !
Gramatyka to tylko taki stelaż, żeby plus minus rozróżnić, czy facet mówi tobie, że cie KOCHA, KOCHAŁ, lub POKOCHAŁBY, GDYBY ;)
Na tym stelażu się nie należy koncentrować.
Practice makes perfect . So keep on practising ;)
Voice of experience - trust me on that one.
-
Marylka
Dokładnie tak samo myślę:)
BlackRose
A jakich masaży się uczysz:)?
-
Jeszcze trochę o językach "karmicznych":
Matej Kus - czeski, żużlowiec, który po wypadku zaczyna mówić po angielsku jak native speaker
http://pl.wikipedia.org/wiki/Matěj_Kůs
Syndrom obcego akcentu
http://pl.wikipedia.org/wiki/Zespół_obcego_akcentu
http://www.nautilus.org.pl/?p=artykul&id=2077
Osobiście jestem prawie pewna, że istnieją sposoby na uaktywnienie języków używanych przez nas w poprzednich wcieleniach...
-
Kiedy słyszałem,że w Australii żyły, aż do czasu sprowadzenia psów, wyłacznie pokojowo nastawione zwierzątka, to aż mi się przewracało we flakach, że to kłąmstwo. I po latach przeczytałem, że zyją tam najbardziej jadowite stworzenia.
Obawiam się, że się pomyliłeś, Leszek, a ten co pisał że w Australii żyją pokojowo nastawione zwierzęta miał (prawie) całkowicie rację. Fakt, że są tutaj jedne z najbardziej jadowitych zwierząt w dowolnych kategoriach (włączając w to jedne z najbardziej bolesnych... roślin), wcale nie oznacza tego, że są one agresywne. Podobnie, jak to, że ktoś ma rewolwer, wcale nie oznacza że jest automatycznie mordercą ;)
Większość z australijskich zwierząt nikogo bez powodu nie atakuje, jedynym znanym mi wyjątkiem są krokodyle (stąd to prawie powyżej), które są naprawdę groźne i co roku konsumują 1-2 osoby, nieopacznie wchodzące na ich łowne terytoria. Wszystko inne, nie zaczepanie, nie zrobi Ci najmniejszej krzywdy, choćby nie wiem jak jadowite to było i choćby nie wiem co podawał National Geographics ;)
Byłem kilka tygodni temu na snorkellingu, w jednej z moich ulubionych zatok. Znam to miejsce bardzo dobrze, zwykle jest tam sporo małych i średnich kolorowych rybek, i bardzo, bardzo się zdziwiłem, aż zaniemiałem z wrażenia, jak nagle zobaczyłem płynącego na przeciwko mnie 2 metrowego rekina. Zwolił, osiadł na dnie, a ja wraz z dwoma kolegami przez 15 minut pływaliśmy wokół, podziwiając jego piękno. Niesamowite stworzenie. Zanurkowałem kilkukrotnie, mając jego paszczę na wyciągnięcie ręki... i co? Nic. Nie zaczepiany, nie atakuje. Proste.
W gruncie rzeczy, dość paradoksalnie, najgroźniejszym dla człowieka stworzeniem są... kangury. No i jeszcze "drop bears" haha :)
-
Australia i jej 'pokojowo' nastawione śmiertelnie jadowite pająki , wow :))
-
Mirea, co do sposobów uaktywnienia języków uzywanych przez nas w poprzednich wcieleniach.
Otóż z doświadczenia wiem coś takiego.
Dany jezyk może nam sie podobać lub nas odrzucać - zależy co tam pamietamy z tego wcielenia. Ale język znamy tak czy owak.
Teraz wystarczy pójść 'za ciosem' i zająć się tym językiem, jakkolwiek - bardziej profesjonalnie lub jako hobby. Przypomni się . A nauka bedzie łatwa :)
Nauka - bo jednak język jest żywy, zmienia się. I my już nie mówimy tak jak nasze babcie i dalej. Zależy ile czasu od wcielenia minęło. Dzisiejszy angielski jest inny od tego jaki używał Shakespeare, n'est - ce pas ? :))
To są takie 'pokojowe' sposoby na uaktywnienie pamieci języka :)
-
BlackRose - przyznam, że już widzę korzyści z tego kroku :) Założenie bloga, to była bardzo dobra decyzja! Będzie mi miło, jak przeczytasz :) (nota bene, dziś wprowadziłam korektę do wcześniej opublikowanych wersji)
U mnie pisarstwo tez jest talentem karmicznym, lecz ze względu na to, iż ostatnio parałam się nim pod koniec XIX wieku... to mam tendencję do nadmiernej kwiecistości stylu, oraz pewnej jego toporności, jak na współczesne czasy. Powoli jednak to zwalczam :-D
-
O matko, Asiu co ty mówisz ?
Zbytnia kwiecistość ? ? Toporność ???
Właśnie taki, jaki masz jest piękny !
Jest TWÓJ ! :)
Jest klarowny, przejrzysty, czytelny = takie tzw "lekkie pióro" + ta plastyczność wyrazu !
Mam nadzieję, że wyrażam sie jasno ?
Mówię to z pozycji odbiorcy, czytelnika :)
-
Marylko, bo to są wersje już zwalczone :)))
I dziękuję za opinię :-)
-
Australia i jej 'pokojowo' nastawione śmiertelnie jadowite pająki , wow :))
Marylka,
No wiele osób które nigdy nie miał styczności z australijskimi zwierzętami się dziwi, ale tak to w rzeczywistości wygląda to zupełnie niewinnie. Wyobraź sobie że ugryzł cię jeden z groźniejszych i bardziej popularnych pająków, Redback. Redbacki są dość powszechne na północy Australii, i ugryzienia to normalka. Ugryzł Cię i biegniesz jak oszalała pędem do lekarza, a ten... daje Ci lodowy okład na ranę aby zmniejszych opuchliznę i odsyła do domu. Szok? Nie, normalka. W 80% przypadków ugryzień ten śmiertelnie groźny pająk nie wstrzykuje lub wstrzykuje zupełnie minimalną dawkę trucizny, jako że człowiek nie jest na jego liście dań ;)
Podobnie z wężami. Przypomniała mi się historia, gdy na kamieniu, zaraz przy jednym z popularnych szlaków leżał i wygrzewał się Easter Brown Snake – jeden z najbardziej jadowitych wężów świata. Leżał i się wygrzewał, a kilka metrów obok przechodzili turyści... i co? Nico. Turyści przechodzili, wąż leżał, nikomu nie stała się krzywda. Nie zaczepiany, nie atakuje, prosta zasada która dotyczy 99% australijskich zwierząt.
-
Daniel
Tak z ciekawości-czym są te "drop bears " :-) ?
-
Free
Drop bear (ewentualnie dropbear, dosłownie spadający niedźwiedź) Phascolarctos hodgsonii – mityczny australijski torbacz rzekomo przypominający koalę. Opowieści o drop bears używane są zazwyczaj do straszenia turystów.
Jest to podobno większa, drapieżna i mięsożerna odmiana koali, żyjąca na czubkach drzew. Według większości opowiadanych historii na ten temat zwierzęta te atakują bez ostrzeżenia, spadając na głowy swoich ofiar ze znacznej wysokości.
Współczesna miejska legenda o drop bears wywodzi się zapewne ze starych legend aborygeńskich. W czasach prehistorycznych kontynent australijski rzeczywiście zamieszkiwały wymarłe już zwierzęta takie jak Phascolarctos stirtoni czy Phascolarctos involus, które przypominały dzisiejsze koalę, ale były od nich dwukrotnie większe.
;-))))
-
Tulia
:-)))
-
Tulia, wow ! Jestem pod wrażeniem :))
Czy przypadkiem ten drop bear ma cos wspólnego z taka bestią jak diabeł tasmański ?
Skacze to ponoć na ofiare niespodziewanie. A diabeł - bo 'chichot', taki wrzask, ma diabelski do tego :(
-
W jaki sposob poznaliscie swoje talenty karmiczne? Ja mam problem z poznaniem swoich w oecnym wcieleniu a cio dopiero z poprzednich ;) Mam do wszystkiego lewe ręce, od dziecka zero zdolnosci manualnych, jesdynie rysowac lubilam i moglam to robic calymi dniami, ale rewelacji nie ma, co ciekawe żeby ładnie coś narysować muszę mieć doła i musi mnie ktoś zranić inaczej nie umiem
-
Perska - też tak kiedyś miałam, że najlepiej technicznie rysowało mi się, jak szarpały mną np.: "głębokie" emocje ;) Przy dołach też, ale tych mniejszych.
Prosta sprawa - jest to karmiczne podłączenie pś do astralu "artystycznego" tzn. artysta cierpiący, powalony, nacpany, pijany itp - miał byc najbardziej płodny ;)
Jak to puściłam, to przez pewien czas w ogóle nie wiedziałam, jak tworzyć (rysować, pisac itp).
Dopiero od jakiegoś czasu udąło mi się przestawić i teraz mogę pracować twórczo, i najlepiej obecnie kreuje mi się, jak mam dobry nastrój lub taki neutralny, tak ze mi nie wywala - odwrotnie niż kiedyś :)
Co do odkrywania talentów karmicznych - najczesciej na wierzch, w pierwszej kolejności, wychodza wg mnie te, w których w poprzednich wcieleniach nie czuliśmy się do końca spełnieni. Pś przywiązana jest do tych aspektów, w których nam sie nie udało - i to najczęsciej nas pchało w kierunku dziedzin, których nie opanowaliśmy w pełni, ale czujemy dalej chęć spełnienia w nich.
Za to jak w czymś osiagneliśmy mistrzostwo i spełnienie - to nie czujemy przymusu udzielania się w tych dziedzinach - i najczęściej talenty w pełni już rozwiniete dochodza do głosu, kiedy puścimy przymus działania w kierunku spełnienia w dziedzinach, w kórych tego spełnienia nie osiągnelismy wczesniej. Albo kiedy się w nich spełnimy.
Wg mnie utalentowane dzieci, kóre co jakiś czas się pojawiają, to moga być przypadki ośób, kóre osiągneły sporo w danej dziedzinie, nawet mistrzostwo, w poprzednich wcieleniach - ale nie czuły się jeszcze w nich spełnione.
Spełniony talent karmiczny pojawia się najczęsciej ot tak, po częsci jakby sam z siebie, kiedy znajdziemy się w sytuacji, kiedy jest nam potrzebny - nie ma jednak przymusu działania w nim, podporządkowania życia i marzeń, co nie oznacza, że działanie poprzez spełniony talent karmiczny, nie bedzie nam przynosić zadowolenia i satysfakcji, Bedzie, jak najbardziej lecz bez przymusu.
-
Asia, miałam tak samo:))
Teraz dodatkowo zupełnie inne obrazy i inne sposoby malowania zaprzątają mi głowę.
-
Olguś, mi podobnie:))
I najlepsze, ze przestałam - a propos przymusów - ograniczac się, że tylko wtedy, gdy w konkretnej dziedzinie osiagnę spełnienie, będę mogła czuć się szczęśliwa i zadowolona z siebie ;)
-
uf, to dobrze!
-
:)))
-
"Za to jak w czymś osiagneliśmy mistrzostwo i spełnienie - to nie czujemy przymusu udzielania się w tych dziedzinach - i najczęściej talenty w pełni już rozwiniete dochodza do głosu, kiedy puścimy przymus działania w kierunku spełnienia w dziedzinach, w kórych tego spełnienia nie osiągnelismy wczesniej. Albo kiedy się w nich spełnimy."
To chyba wszystko co najlepsze jeszcze przede mną:D
-
4-latek pomyka na pianinie na poziomie całkiem zaawansowanym http://www.youtube.com/watch?v=omuYi2Vhgjo&feature=share
-
Talent można mieć, tylko trzeba umieć z niego skorzystać:
http://www.youtube.com/watch?v=KYcsSiTcvtI
-
Tu jest mowa o talentach.
W 14 minucie że wcale nie trzeba wykorzystywać talentów zawodowo, bo one służą również do podnoszenia wibracji, a to uzyskuje się gdy talent wykorzystuje się jako hobby.
https://www.youtube.com/watch?v=xwzAyQJG8RY