Pozytywne Inspiracje
Forum => Ezoteryka => Wątek zaczęty przez: Daniel w 2013-04-05, 18:12:13
-
Hejka
spotkał się kiedyś ktoś z tematami klątw? Poza ogólnymi przypadkami, interesuje mnie temat klątw rodzinnych oraz takich, które oprócz klątwy mają jeszcze "zabezpieczenie" w postaci astralnego strażnika.
Będę wdzięczny za opisy przypadków i wszelkie informacje, włącznie z tym jak owe ustrojstwa demontować.
-
O klątwach dużo jest w Egzorcyzmach Leszka i Ani Atras, oraz można popytać samą Anię Atras na jej stronce.
-
Ja o klątwach wiem tyle że my sami podtrzymujemy je za pomocą własnej energii. Bardzo mnie to zdziwiło gdy to zauważyłam bo byłam przekonana że to ten kto rzucił, nadal tę klątwę zasila aby działała. A wystarczy że przestaniemy ją podtrzymywać to ona odpadnie. Własną energię zuzywaamy na to aby taka klątwa działała.
-
Inga,
Ja też tak myślałam jak ty wcześniej. Ale cieszę się, że jest inaczej:) Że samemu można przestać to podtrzymywać. Prawie aż podskoczyłam z radości :))
-
Zgadzam się co do klątw. Najczęściej podtrzymuje je poczucie winy i wiara w to, że one na nas działają.
-
Zgadzam się co do klątw. Najczęściej podtrzymuje je poczucie winy i wiara w to, że one na nas działają.
No chyba że jest inaczej. Jak w przypadku klątwy rodzinnej założonej kilkaset lat temu + strażnik, który ma za zadanie odpowiadać, aby klątwa działała. I działa... O te przypadki pytam.
Inny, jeszcze bardziej hardkorowy przypadek klątwy o jakiej słyszałem to jedna założona w średniowieczu przez rząd sąsiedniego państwa mająca na celu hamować rozwój całej okolicy. Kilkaset lat później, w czasach nowożytnych, próbując cokolwiek rozpocząć prace ziemne w tamtym miejscu, zginęło conajmniej kilkunastu robotników, kilkudziesięciu kolejnych odmówiło pracy. Sprawa była na tyle poważna, że zaangażował się w nią... rząd owego kraju (!), szukając pomocy wśród najbardziej uznanych ekspertów.
Na szczęście, wygląda na to że ludzie z takimi możliwościami odeszli dawno temu a ich wiedza poszła w niepamięć.
-
Danielu, a to nie jest tak, ze tradycja o klątwie rodzinnej przekazywana jest z pokolenia na pokolenie? I w ten sposób utrzymywana jest siła jej "rażenia"? Świadomie wcale nie muszą w to wierzyć - wystarczy podświadome zakodowanie.
Podobnie może być z tamta okolicą - nawet jeśli nie wszyscy ludzie pamiętają o średniowiecznej klątwie, to wiele rodzin może o tym wiedzieć i podświadomie zasilać swoją wiarą w taką możliwość - znajdując tez w klątwie usprawiedliwienia dla wszystkiego, co się nie uda czy nie zadziała. W gruncie rzeczy to jest dość wygodny "deal' ;) - taka świadomość, ze istnieje klątwa i ze można wszystkie niepowodzenia zwalić na ten fakt. BA! Świadomość klątwy może dodatkowo spinać, usztywniać np.: pracujących - co powodować może rzeczywiście więcej wypadków - oraz przyciągać ludzi z tendencjami i intencjami auto(destrukcyjnymi).
Myślę, ze gdyby ktoś odegrał przekonujący i efektowny spektakl zdejmowania klątwy - mogła by puścić lub się zmniejszyć - o ile ludzie byliby już na to gotowi, czyli podświadomie mieliby już klątwy bardziej dość, niż widzieli w niej "korzyści".
-
Myślę, ze gdyby ktoś odegrał przekonujący i efektowny spektakl zdejmowania klątwy - mogła by puścić lub się zmniejszyć - o ile ludzie byliby już na to gotowi, czyli podświadomie mieliby już klątwy bardziej dość, niż widzieli w niej "korzyści".
No właśnie. A jakie są "korzyści" utrzymywania klątwy? Pierwsza to taka, o której napisała Hydrozagadka- czyli zrzucanie z siebie odpowiedzialności za to co się robi, wszelkich niepowodzeń na klątwę.
Czy są jeszcze jakieś?
Wydaje mi się, że temat klątw ściśle się wiąże, z utrzymywaniem świadomości ofiary i korzyści mogą być takie jak korzyści bycia ofiarą.
A w przypadku klątw rodzinnych to tak się zastanawiam, czy przypadkiem nie tworzy sie jakiś myślokształt dotyczący klątwy, który członkowie rodziny podtrzymują- świadomie lub nieświadomie...
-
W przypadku każdej klątwy korzyści są indywidualne.
Ja np wierzyłam że jeżeli będę miała tę klątwę od mamy to ona za to mnie pokocha.
-
Klątwa podobnie jak choroba zwalnia od odpowiedzialności za siebie i swoje życie. To jest świetna wymówka, na klatwe jak i na chorobę można zwalić wszystko co mi sie nie udaje.
-
Karina
wyluzuj i serio-to się ciesz jeśli nigdy nie obcowałaś bezpośrednio z klątwą bo inaczej byś pisała. Apropos wymówek to wszystko wszystko przed oświeceniem jest tylko wymówką więc za bardzo generalizujesz
-
Iustitia
"obcowałam" z klątwą rodzinną własciwie to chyba jeszcze trochę obcuję. A wyluzowana to akurat dzisiaj bardzo jestem.
-
Karina
po prostu nie lubię kategoryczności i wrzucania wszystkich do jednego worka typu "skoro masz a to na pewno potrzebne Ci zachowanie c"
-
Iustitia
to sobie uwolnij swoją awersję, a nie czepiasz się.
-
Karina
dla mnie nie lubię oznacza tyle co nie pozostaję w takich wibracjach. Widzisz teraz znowu kategorycznie stwierdzasz tym razem co ja mam zrobić. I nadal twierdzisz, ze to jest luz? ok nie wnikam i się wyłączam.
Pozdrawiam
-
Mysle ze mowicie po prostu o dwoch roznych rzeczach stad nieporozumienie. Na pewno sa ludzie, ktorzy szukaja wymowek by pozostawac ofiara ale bywaja tez tacy ktorzy sa naprawde obciazeni spora iloscia negatywnej energii od innych ludzi. Jast bardzo wiele roznych przypadkow i kazdy trzeba rozpatrywac osobno :)
-
Danielu, a to nie jest tak, ze tradycja o klątwie rodzinnej przekazywana jest z pokolenia na pokolenie? I w ten sposób utrzymywana jest siła jej "rażenia"? Świadomie wcale nie muszą w to wierzyć - wystarczy podświadome zakodowanie.
Przypuszczam, że takie scenariusze mogą istnieć, ale bardzo wątpię w ten przypadek. Koleś, któremu o tym powiedziałem, miał zasadniczo czystą energię, raczej mało obciążoną magią i w ogóle jakimikolwiek duchowymi praktykami, haha, i w ogóle nie pomyślałbym, aby cokolwiek mógł trzymać. JEDNAK - ciekawostka że jego zmarła babka parała się czarną magią i początkowo myślałem, że to ona ściągnęła tą rodzinną klątwę (mój nauczyciel mnie później skorygował mówiąc, że to jest jednak znacznie starszy temat). Bardzo możliwe, że poprzez czarnomagiczne praktyki, co więcej możliwe, że sprowokowane przez astralnego strażnika, babcia zasilała energią ową energię. Dziwne jednak, że ma tak jeszcze obecna rodzina, jako że w niej nikt nie zajmuje się, jak już wspomniałem, takimi rzeczami.
Podobnie może być z tamta okolicą - nawet jeśli nie wszyscy ludzie pamiętają o średniowiecznej klątwie, to wiele rodzin może o tym wiedzieć i podświadomie zasilać swoją wiarą w taką możliwośćPodobnie może być z tamta okolicą - nawet jeśli nie wszyscy ludzie pamiętają o średniowiecznej klątwie, to wiele rodzin może o tym wiedzieć i podświadomie zasilać swoją wiarą w taką możliwość
Wiesz, znowu bardzo wątpię w taką opcję. Te scenariusze aktywowały się nagle i znienacka, kiedy w miejscu, gdzie klątwa została rzucona, zaczęto prowadzić prace ziemne (przypuszczam, że chciano postawić nowy budynek) i zaczęli ginąć robotnicy. Co ciekawe, odkryto częściowo jakąś konstrukcję z pali (którą potem zniszczono; niestety nie mam zdjęć), a przy niej szkielety osób - możliwe, że ktoś po prostu stworzył jakiś układ energetyczny, który miał ową klątwę zasilać. Ciekawe też co robiły tam owe szkielety - czyżby ofiary czarnomagicznych rytuałów? Możliwe.
Interesujący fakt, ze rząd Wietnamu, tam się bowiem owa historia działa, zwrócił się z prośbą o pomoc, a właściwie to nakazał liderowi jeden z czołowych buddyjskich świątyń zajęcie się tą sprawą. Lider stwierdził, że może spróbować... ale to ponad jego siły i w rezultacie przypłacił to życiem, umierając kilka tygodni po próbie oczyszczenia miejsca.
I teraz ciekawostka, ową klątwę zdemontował jakiś zupełnie anonimowy człowiek, przyjeżdżając na wypożyczonym motocyklu ponad 100km (niezły dystans jak na Azję) i odprawiając oczyszczający rytuał w samotności, w środku nocy. Rząd Wietnamu probował ustalić, kto to, ale nie udało się tego człowieka zidentyfikować. Anonimowo w prasie jednak otrzymał oficjalne podziękowania ;) W sumie, takie akcje mnie nie dziwią, w Azji można spotkać wielu bardzo interesujących duchowo ludzi :)
-
Daniel, mocna historia :) Ale skąd było wiadomo o tym anonimowym człowieku w środku nocy na motorze skoro chciał pozostać anonimowy? Miejscowi widzieli?
-
Co do klątw to najczęściej sami sobie wywołujemy na siebie klątwy. Są też klątwy pokoleniowe gdzie podlegamy pod nie Bogu ducha będąc winnym.
-
Wczoraj sobie uświadomiłam że zebrałam na siebie wszystkie klątwy z całej rodziny i przez to czuję się przeklęta.
Tak przeklęta że jestem zamknieta na jakiekolwiek działania, bo z każdej strony jest mur.
Oczywiście te klątwy sama przejęłam z własnej woli, ponieważ były mi potrzebne. Czułam się nieistniejąca, niewidoczna, niezauważana, nieżywa a rzucanie na mnie klątw było mi potrzebne po to aby się poczuć zauważona i istniejąca.
To że zebrałam wszystkie rodzinne klątwy miałam potwierdzone przez regreserkę.
-
Nigdy nie praktykuj magii, aby denerwować, smucić, krzywdzić, ranić albo zabić kogokolwiek
Nigdy nie praktykuj magii do niewolenia, manipulowania, kontrolowania czy wpływania na innych
Nigdy nie praktykuj magii, aby zdobyć czyjąś miłość, lub względy seksualne
Nigdy nie sprzedawaj swoich usług magicznych
Nigdy nie praktykuj magii w celach egoistycznych
Nigdy nie praktykuj magii dla innych bez ich wiedzy i zgody
Nie praktykuj magii w stanie nietrzeźwym
Czynienie zła i myślenie źle o innych, obciąża Twoją karmę
Palenie papierosów, picie alkoholu i używanie narkotyków obniża Twoją moc osobistą
Wszelkie zło powraca z trzykrotnie wzmocnioną siłą, do tego, kto je wyrządził*
*ta ostatnia zasada działa zawsze i wszędzie, nie zależnie od tego jak bardzo „ezoteryczne” życie prowadzimy. To jedno z praw uniwersalnych. Jest jak grawitacja i tak jak ona, nie pyta, czy jesteśmy świadomi jej działania, czy nie – po prostu działa.
-
A jak to się dzieje że to zło powraca? Ktoś tym kieruje i to zło zawraca wzmacniając je po drodze? Ktoś tym wszystkim steruje gdzieś ze świata niematerialnego?
-
Po prostu powraca . Najważniejsze aby samemu na siebie nie ściągać klątw wyznaniowych, pokoleniowych i wielu innych. Normalnie człowiek nie musi się obawiać że ktoś na niego rzuci klątwę. Pod warunkiem ,że nikomu nie wyrządza krzywdy ,jest z czystym sumieniem ,uczciwy itp. Rzucanie klątw wtedy na człowieka uczciwego jest dużym narażaniem dla klątwiarza albowiem wtedy klątwa od razu zadziała odwrotnie .
-
Nie reagowałabym, bo możesz pisać to co chcesz, ale przeczytają to jacyś nieświadomi ludzie i w to uwierzą.
To co napisałeś jest nieprawdą.
-
a co jest nieprawdą Ingo ?
mi się wydaje ,że to co dajemy faktycznie powraca, tak działa prawo karmy. tak jak grawitacja ,choć też nie wiemy kto tym steruje
A kto ma czyste intencje , czystą aurę, klątwa może mu nie wyrządzi szkody
-
a zalecenia "magiczne" jak najbardziej słuszne. nie wykorzystywać mocy dla niecnych celów, bo przyjdzie za to odpłata
-
A jak to się dzieje że to zło powraca? Ktoś tym kieruje i to zło zawraca wzmacniając je po drodze? Ktoś tym wszystkim steruje gdzieś ze świata niematerialnego?
zło powraca zwykle w ten sposób, że osoby, którym wyrządzilismy krzywdę maja intencję żeby sie zemścić na nas(póki nam nie wybaczą).
(Oczywiście jest też mozliwe, że niektórzy sami postanowią sie ukarać)
teoria, że jest ono wzmocnione trzykrotnie moim zdanie jest wymyślona po to, żeby zastraszyć potencjalnych złoczyńców :-)
-
czyli czynione zło nie wraca albo przynajmniej nie 3 krotnie ?
to może np. 1.25- krotnie albo 0.65- krotnie ?
no bo że nie wraca to nie uwierzę. podobnie dobro :)
-
Czynione zło wraca pod postacią konsekwencji danego czynu.
-
Nie wraca, bo żeby wrócić to musiałoby mieć nogi. Zło nie jest jakąś inteligentną istotą która kieruje się moralnością i wraca do tego kogoś złego kto powinien być ukarany za to co zrobił.
Nie ma czegoś takiego jak zło. Są tylko złe czyny lub niskowibracyjna energia.
-
Może to kwestia nazewnictwa-wracają czy ponosi się właśnie konsekwencje złych i dobrych czynów. czyli konsekwencją złego czynu jest coś negatywnego czyli zło, np., ból, cierpienia, strata itd.
-
Może to kwestia nazewnictwa-wracają czy ponosi się właśnie konsekwencje złych i dobrych czynów. czyli konsekwencją złego czynu jest coś negatywnego czyli zło, np., ból, cierpienia, strata itd.
Dokładnie chodzi o nazewnictwo. I by posługiwać się pojęciami zrozumiałymi dla rozmówcy :)
-
Gwoli scislosci, aby cos "wrocilo", nie musi od razu posiadac nog ani byc inteligentna istota, wystarcza prawa fizyki (lub "metafizyki" w wypadku rzeczonego "zla") - np. bumerang, pilka odbita od plotu itp.;)
-
Matek
To może wytłumacz jak działają prawa fizyki w przypadku klątw czy też innego zła i w jaki sposób one na mocy tych praw wracają do nadawcy.
To wszystko są naiwne wierzenia, wymyślone po to aby mniej się bać tych klątw i aby wierzyć że w świecie zwycięża dobro i sprawiedliwość. Oraz po to aby odstraszyć ewentualnych chętnych do posługiwania się magią.
I niestety ale są powtarzane w wielu książkach ezoterycznych, a opierają się na powierzchownych obserwacjach. Bo rzeczywiście najczęściej tak się dzieje że te osoby które czyniły zło, później same tego doświadczają. Ale to się nie dzieje samo z siebie tylko ma konkretne przyczyny. Głownym powodem tego niby "powracania zła" jest poczucie winy i samokaranie.
Jak to się ma do wolnej woli? Do tego że to my w 100% jesteśmy odowiedzialni za to co nas spotyka i to my w pełni kierujemy swoim życiem?
Czy wierzenie- Jak zrobię coś złego to to zło do mnie wróci - nie jest ograniczające?
-
Nie wraca, bo żeby wrócić to musiałoby mieć nogi. Zło nie jest jakąś inteligentną istotą która kieruje się moralnością i wraca do tego kogoś złego kto powinien być ukarany za to co zrobił.
Nie ma czegoś takiego jak zło. Są tylko złe czyny lub niskowibracyjna energia.
Inga
Tutaj masz rację, nic do nas nie wraca, a nie wraca ponieważ przyczynę tego czy krzywdzimy kogoś lub nie, nosimy w sobie.
I tak z punktu widzenia świata materialnego, kara przychodzi z zewnątrz - jesteśmy karani przez coś lub kogoś. Z poziomu duchowego widzimy karę jako konsekwencje naszych myśli-działań.
-
Nigdy nie jesteśmy karani bez wyrażenia na to zgody. Kto czuje się niewinnie wysyłając zło to nie spotyka go za to żadna kara. Zawsze karzemy się sami chociaż jest to wykonywane rękami innych.
-
Inga,
To może wytłumacz jak działają prawa fizyki w przypadku klątw czy też innego zła i w jaki sposób one na mocy tych praw wracają do nadawcy.
Z tego co wiem i mam okazje obserwowac, wszelkie klatwy i zlorzeczenia - czyli negatywna energia - poslana w strone innych, moze sie doslownie "odbic" od adresata, jesli ten jest energetycznie czysty i energii nie przyjmie. Ta odbita energia moze byc wzmocniona i wyrzadzic jeszcze wieksze szkody nadawcy.
Jesli zas nadawca dobrze wybierze ofiare (np. kogos z poczuciem winy albo zasyfionego energetycznie), to bezposrednich konsekwencji ponosic nie musi.
A jesli mowisz o karaniu sie za zlo, ktore wyrzadzamy - to, co nasza osobowosc odbiera jako "kare" moze pochodzic od Wyzszej Jazni. Jest to sygnal, ze oddalamy sie od Nas prawdziwych. Ja nie rozumiem, dlaczego istota czuajca sie w pelni niewinnie mialaby czuc potrzebe wyrzadzania innym "zla", czyli wtracania sie w nie swoje sprawy.
-
Inga:
To może wytłumacz jak działają prawa fizyki w przypadku klątw czy też innego zła i w jaki sposób one na mocy tych praw wracają do nadawcy.
Tu działa prawo fizyki o wzajemnym oddziaływaniu- akcji i reakcji. Każdej akcji towarzyszy reakcja.
Kto czuje się niewinnie wysyłając zło to nie spotyka go za to żadna kara.
Prawo karmy i tak działa nawet jak czujemy się niewinni. Prawo karmy jak każde inne prawo duchowe po prostu jest i działa, i nie potrzebuje jakiegoś wykonawcy czy nadzorcy. Tak jak koncentrując się nad czymś dajemy temu energię, tak wysyłając zło wzmacniamy je.
Kiedy popełnimy przestępstwo, to nie zostaniemy ukarani tylko dlatego, że czujemy sie niewinni?
-
"Jak to się ma do wolnej woli? Do tego że to my w 100% jesteśmy odowiedzialni za to co nas spotyka i to my w pełni kierujemy swoim życiem?
Czy wierzenie- Jak zrobię coś złego to to zło do mnie wróci - nie jest ograniczające?"
Mamy wolność wyboru ale na pewnym etapie (do oświecenia ) nie jesteśmy wolni od konsekwencji naszych wyborów.
Prawdziwie wolni jesteśmy wtedy , kiedy możemy czynić wyłącznie dobro sobie i innym.
-
Mateusz
Więc w jaki sposób mozna wyrwać się z tego koła prawa karmy? Czy tak zwany kat ma przez wcielenoa ponosic skutki skutki dawnych czynów, nawet jezeli już zmienił intencje?
-
Indra
Właśnie z prawem karmy jest tak, że łatwiej sie go czuje a trudno sie o nim pisze. Bo to gra intencji, jak mówi Leszek, a potem z tym kołem jest już płynnie. Ktoś chce dalej tkwić w kole karmy, bo mu to odpowiada albo mu sie tak wydaje, a ktoś inny powie dość i zmienia intencje i w ten sposób zaczyna się zmiana układu, czy wyjście poza układ.
Czy tak zwany kat ma przez wcielenoa ponosic skutki skutki dawnych czynów, nawet jezeli już zmienił intencje?
Jeśli kat zmienił intencje, to myślę, że zmienia się relacja, a ten proces jest zależny od np. wielkości karmy, naszych działań nad uwolnieniem i również, jak zauważyłem, od osób związanych z nami w sensie takim, że np. trzeba coś poprzebaczać czy potrzeba trochę dłuższego czasu by sie uzdrowiło.
Byłem zdziwiony, jak będąc w przeszłości w różnych relacjach, osoby agresywne mocno trzymały chęć odwetu w stosunku do mnie, takie decyzje podjęły żeby się zemścić na mnie dokładnie w taki sam sposób jak ja im zrobiłem, niektórzy nawet w sposób zwielokrotniony, ale były też takie osoby które nie miały intencji odwetu w stosunku do mnie i nie przypominam sobie, żebym wszedł w koło karmy z nimi. To co poczułem do nich, to wielka wdzięczność dla nich za to że tak się zachowały wobec mnie.
-
Tak, to ma sens.
Czylu karma oczyszcza się i uzdrawia wraz z uzdrowieniem intencji. Moze uproszczenie, ale chyba tyle na piczatek wystarczy, aby przestać w kólko odgrywać stare schematy
-
Tak, intencje to podstawa. Często jest tak, że one wystarczają, kiedy jest drobna sprawa. To co opisałem, dotyczy bardzo silnych związków. Ja przy swojej ciężkiej karmie muszę się nagimnastykować, żeby to poodkręcać, ale wiele osób jak nie ma tyle zakręceń, to puszcza łatwo i szybko.
-
Inga:
Tu działa prawo fizyki o wzajemnym oddziaływaniu- akcji i reakcji. Każdej akcji towarzyszy reakcja.
Prawo karmy i tak działa nawet jak czujemy się niewinni. Prawo karmy jak każde inne prawo duchowe po prostu jest i działa, i nie potrzebuje jakiegoś wykonawcy czy nadzorcy. Tak jak koncentrując się nad czymś dajemy temu energię, tak wysyłając zło wzmacniamy je.
Kiedy popełnimy przestępstwo, to nie zostaniemy ukarani tylko dlatego, że czujemy sie niewinni?
Prawa fizyki dotyczą materii i nie działają w przypadku psychiki.
-
A tu Witek wytłumaczył że krzywdziciel wcale nie jest karany dzięki jakiemuś tajemniczemu prawu, które sprawia że zło samo i automatycznie do niego wraca za pomocą akcji i reakcji lub poprzez odbicie się. I krzywdziciel wcale nie dostaje tyle na ile skrzywdził innych.
"Sprawiedliwość karmiczna jest tu w tym, że dałaś Leszkowi w szpitalu dostęp do swojego umysłu i on z tego skorzystał. To był układ na który oboje zgodziliście się. Nie ma kary, ale nie ma też zabierania ludziom możliwości dogrywania się, również takimi intencjami. Nie ma w tym sprawiedliwości na zasadzie że ktoś zostaje ukarany za krzywdy które wyrządził innym. Ceną jaką się za to płaci z punktu widzenia krzywdziciela jest (do czasu puszczenia obciążeń) własne zniszczenie i degradacja związane z podtrzymywaniem takich intencji.
Tak jak mówię, krzywdziciel karmicznie cierpi na skutek zniszczeń powodowanych przez swoje intencje do krzywdzenia. Te skutki mogą być inne niż u osób które krzywdzi. Pod tym względem krzywdziciele są bezkarni bo inne skutki u nich się pojawiają. Oni ponoszą skutki na swój sposób, ale mniej krzywdzące, z tego względu że nie mają intencji do krzywdzenia samych siebie i do tego by ich krzywdzono. Tak to działa"
-
Jeżeli wierzyć że każde zło musi wrócić do nadawcy, to jak wytłumaczyć że Mengele żył sobie miło i przyjemnie do samej starośći?
Nie da się tego inaczej wytłumaczyć niż tym że czuł się niewinnie z tym co zrobił i dlatego żadne zło do niego nie wróciło.
A jeżeli w przyszłym wcieleniu dalej będzie się czuł niewinnie to nadal żadne zło do niego nie wróci.
A w kolejnym wcieleniu może wejść w rozwój i wszystko sobie przebaczyć i w ten sposób żadne zło do niego nie wróci na zasadzie akcji i reakcji.
-
Inga,
Ja nie rozumiem, dlaczego istota czuajca sie w pelni niewinnie mialaby czuc potrzebe wyrzadzania innym "zla", czyli wtracania sie w nie swoje sprawy.
W pełni niewinnie czują się tylko istoty oświecone więc ta dyskusja ich nie dotyczy.
-
Mengele faktycznie mógł czuć się niewinnie i zmarł dopiero w wieku 70 lat utopiwszy się w rzece.
to był moim zdaniem specjalny przypadek - negatywna wersja wibracji 22 oznaczająca zło trudne do zniszczenia.w sumie nie wiemy w jakich warunkach odrodził się Mengele, wydaje mi się ,że zło odpokutuwujemy nawet w przyszłych wcieleniach (co się objawia niemiłymi zdarzeniami, chorobą itp.)
Natomiast czołówka hitlerowskiej wierchuszki jednak dosyć szybko straciła życie.
Ale faktycznie podobno wśród rozwojwców też są byli ss-mani (może nie aż tylu ilu widzi ich Sławomir Majda) i żyją w miarę normalnie , a nawet dobrze.
Może karma jest ,ale w pewnych przypadkach w zawieszeniu i jak człowiek się rozwija , nie musi się zaktywować, tylko ulega transformacji ?
-
Utrata zycia przez powieszenie ma się nijak do tego co zrobili.
Znam więcej przypadków rozwijających się hitlerowców, którzy nie ponieśli konsekwencji swoich czynów.
A nie ponieśli ponieważ sami się nie ukarali.
I dlatego sprawiedliwość karmiczna to dla mnie bajki.
-
Na podstawie własnej karmy widzę że wszystkie cierpienia których dośwaidczam w ramach pokuty za to co zrobiłam kiedyś ludziom, serwuję sobie sama z powodu poczucia winy. I gdyby nie moje poczucie winy to żadne zło by do mnie nie wróciło.
-
Leszek pisał ,jeśli dobrze zrozumiałem, że wymierzając sobie pokutę czy cierpienie zmniejszamy poczucie winy ,ale to nie jest przepracowywanie karmy.
-
"I dlatego sprawiedliwość karmiczna to dla mnie bajki."
Może to wyjątki potwierdzające regułę, wydaje mi się zdeklarowane zło nie ma racji bytu, chyba ze za cenę ogromnych wysiłków magicznych,ale też z zapłatą na końcu.
Albo się transformujesz albo giniesz lub rodzisz w gorszych warunkach.
-
Obserwując siebie i otoczenie tez doszłam do takich wniosków jak Inga.
Poczucie winy i już odpala się salwa kary. Potrzeba jej jak dżdżu. Jeśli nie ma poczucia winy a w dalszym zyciu człowiek zaczyna dostrzegać błędy ale z poziomu miłości moze sam chciec zadoscuczynic ale tylko tyle. Zmienia się wektor .
Ale jak ktos tu słusznie zauważył w pełni niewinne są tylko dusze oświecone to może to poczucie winy gdzieś siedzi ale jest tak małe kilkumilimetrowe, że go nie czuć , nie widać i wraz z rozwojem, wzrostem świadomości ładnie się przekształca ;)
A choroby i nieszczęscia jakie spadaja np w kolejnych wcieleniach mogą byc wynikiem nieciekawych intencji względem samego siebie. No i rodzi się kolejne pytanie czy czuć się z tego powodu winnym czy niewinnym?
-
"
Może to wyjątki potwierdzające regułę,
Wczesniej nie było mowy o regule tylko o prawie które działa zawsze i bezwględnie tak jak prawo grawitacji.
A jak działa to prawo w stosunku do drapieżnych zwierząt,które wyrządzają wielkie zło innym zwierzętom?
Dlaczego to zło i cierpienie do nich nie wraca?
A co powiedzieć o małym dziecku znęcającym się nad zwierzęciem i robiącym to z pełnym poczuciem niewinności. Czy to zło też do niego wróci?
A co z nieczystymi, złymi istotami opętującymi lub wyrządzającymi inne zło. Dlaczego to zło do nich nie wraca?
Jeżeli jest prawo to powinni mu podlegać wszyscy, tak jak podlegają prawu grawitacji.
-
Faktycznie ,od prawa karmy nie powinno być wyjątków,cofam to moje stwierdzenie, może ono działa w sposób bardziej złożony niż prawo grawitacji
Możliwe ,że zwierzęta nie podlegają prawu karmy w ludzkim rozumieniu, choć określone tendencje zapewne przejdą dalej w trakcie rozwoju .
To, ze nie każdy jest ukarany tak szybko i tak mocno jakbyśmy chcieli nie musi oznaczać ,że w ogóle nie istnieje sprawiedliwość karmiczna (ponoszenie konsekwencji własnych czynów)
-
A co to jest ponoszenie konsekwencji własnych czynów?
Moja znajoma strzyga, krzywdzi mocno innych i odkąd pamietam, a jest to wiele tysięcy lat, zawsze żyje sobie miło i przyjemnie. W tym wcieleniu jest tak samo, jest jej coraz lepiej, a ona uważa że jej się to nalezy.
-
Wierzenie że jest coś poza nami, co samo z siebie działa i nie mamy na to wpływu powoduje że zaczynamy czekać aż to samo zadziała i unikamy brania odpowiedzialnośći za swoje życie.
Bo jeżeli zgodnie z tym prawem wróci do mnie całe zło które uczyniłam, to tylko mogę czekać aż ono wróci, bo przecież prawu się nie sprzeciwię i go nie zmienię.
Ciagle mam przed oczami toczące się bezwzlędnie i miażdżące koło karmy przed którym nie ma ucieczki i nie da rady go zmienić.
A przecież mogę sobie przebaczyć, mogę zmienić intencje i nie ponosić konsekwencji zła które uczyniłam, czyli nie muszę być karana chociaż zrobiłam coś złego.
-
"A co to jest ponoszenie konsekwencji własnych czynów?"
Wg mnie jest to zwrot karmiczny na miarę naszych intencji i czynów - to co robiliśmy innym ,zostanie nam uczynione lub wróci w innej bolesne/obciążającej formie.
Zgadzam się ,że nie zawsze wydaje nam się to oczywiste i taki przypadek i inne mogą postawić w wątpliwość istnienie tej karmicznej sprawiedliwości. Sam mógłbym też znaleźć podobne przykłady, Ja się jednak uprę intuicyjnie i bazując na wielu innych obserwacjach,że co do zasady karma działa jak nie tak to inaczej...
Strzygi nie mają Wyższego Ja , chyba mogą najwyżej psuć i dokuczać innym za to w świecie materialnym nierzadko świetnie sobie radzą. I faktycznie gdzie tu sprawiedliwość ktoś zapyta. No nie znam się na strzygach, powstały zdaje się jako chore wymysły ludzi i może też jako takie zostaną unicestwione.
-
"Bo jeżeli zgodnie z tym prawem wróci do mnie całe zło które uczyniłam, to tylko mogę czekać aż ono wróci, bo przecież prawu się nie sprzeciwię i go nie zmienię.
Ciagle mam przed oczami toczące się bezwzlędnie i miażdżące koło karmy przed którym nie ma ucieczki i nie da rady go zmienić.
A przecież mogę sobie przebaczyć, mogę zmienić intencje i nie ponosić konsekwencji zła które uczyniłam, czyli nie muszę być karana chociaż zrobiłam coś złego."
Ja też uważam,że zmieniając intencje,szczerze żałując za popełnione zło wraz z jasną motywacją nie popełniania tego nigdy więcej w przyszłości, można zmienić swoją karmę i wtedy nauka przez ponoszenie konsekwencji swoich czynów być może nie jest potrzebna
-
Są przypadki np w przypadku klątw pokoleniowych iż spadają na daną np rodzinę czyniąc to do 7 pokolenia za czyn popełniony np w rodzinie czy przez osobę 2 bub 3 pokolenia wcześniej. Są to tak zwane klątwy co spadają do siódmego pokolenia. W tym przypadku dana rodzina - obecna nie jest nic winna a jednak dziedziczy klątwę . O klątwie o której pisze jest to klątwa spadająca na przyszłe pokolenia za zamordowanie kogoś lub wydanie kogoś na śmierć . Kiedyś sam nie wierzyłem w to , ale znam co najmniej trzy przypadki o których mówią mieszkańcy o obserwuje to zjawisko i to by się zgadzało
-
"A co to jest ponoszenie konsekwencji własnych czynów?"
Wg mnie jest to zwrot karmiczny na miarę naszych intencji i czynów - to co robiliśmy innym ,zostanie nam uczynione lub wróci w innej bolesne/obciążającej formie.
No a jak wróci i my w ten sposób odpokutujemy za nasz czyn to już potem to wszystko znika z naszej podśwaidomości? Już czujemy się niewinni? Co się dzieje z tym dalej?
-
Wydaje mi się ,ze jeśli wróciło, zabolało i w efekcie nastąpiło uświadomienie ,że zrobiło się coś wcześniej źle to wtedy zależy to od świadomości danej osoby co będzie dalej- czy będzie się tylko karać czy może dokona zadośćuczynienia z mocnym postanowieniem poprawy , i czy będzie rozwijać się duchowo przebaczając sobie i oczyszczając podświadomość i zmieniać tym samym swoją karmę
-
W innym wątku piszecie że ja jako ofiara powinnam być ukarana, bo to ja prowokuję oprawcę do ataku na mnie.
W tym wątku piszecie że każde zło uczynione przeze mnie wróci do mnie czyli że spotka mnie za to kara, bo takie jest prawo karmy i poniosę konsekwencję tego co robię.
Naprawdę można sobie namącić w głowie czytając to wszystko i wierząc w to.
Barnaba
A ty miałeś taki przypadek jak opisujesz? Co do ciebie wróciło? Co sobie uśwaidomiłes? Jak zadośćuczyniłeś?
No chyba że nigdy nie uczyniłeś niczego złego w tym wcieleniu ani w przeszłych.
-
Ja akurat piszę ,że zło owszem co do zasady w jakiś sposób wróci ,ale wspomniałem też o możliwości transformacji karmy poprzez zmianę intencji.
"A ty miałeś taki przypadek jak opisujesz? Co do ciebie wróciło? Co sobie uśwaidomiłes? Jak zadośćuczyniłeś? "
Oczywiście. gdy byłem dla kogoś niemiły dając tylko upust swojej negatywności,bywało ,że szybko spotkała mnie niemile zdarzenie. Odkryłem ,ze bycie dobrym i uświadomienie sobie swoich nie zawsze do końca czystych intencji jest skuteczną tarczą na niemile zdarzenia. To czym emanuję wróci do mnie.
-
to że ofiara powinna być ukarana bo prowokuje oprawcę to jakieś absurdalne i nieludzkie stwierdzenie
To oprawca powinien być ukarany; chodziło pewnie o to ,że ofiara mając gdzieś intencje cierpienia może - na zasadzie prawa dogrywania się intencji niestety przyciągnąć kogoś z chorymi intencjami zadawania bólu.
-
Naprawdę można sobie namącić w głowie czytając to wszystko i wierząc w to.
Budda kiedyś powiedział: "nie wierz w nic tylko dlatego, że ja tak mówie, nie wierz świętym księgom tylko dlatego że są bardzo stare , ani prorokom, dlatego, że mocą swojego autorytetu tak twierdzą. Uwierzysz , jeśli na drodze doświadczenia i praktyki sprawdzisz ,że to jest dobra droga dla Ciebie i dla innych czujących istot "
Czasem trzeba sobie wybaczyć, że wierzyło się w cudze gadanie.
-
Nikt tu oświecony jeszcze nie jest ,więc nie ma konieczności wierzenia w 100 % od razu co tu się pisze.
ja też nie jestem wielkim znawcą prawa karmy i mechanizmu działania wszechświata na płaszczyźnie psychiki; może faktycznie i dobro i zło nie wraca samo z siebie tylko my to kreujmy itd,na razie piszę w co sam wierzę i co mi się wydaje, i o czym też wspominają, z szerszymi doświadczeniami i świadomością, inni.
-
Podajcie mi przykłady osób, które czynią zło na masową skalę, krzywdzą innych a przy tym żyją w szczęściu i miłości, bo czują się niewinne.
-
Reasumując
Ofiara prowokuje oprawcę a oprawca krzywdzi ją wysyłając jej jakieś zło np klątwę. To zło krzywdzi ofiarę a potem zgodnie z prawem karmy odbija się od niej i wraca do oprawcy, krzywdząc go.
Przy tym ofiara za to że sprowokowała oprawcę, powinna ponieść dodatkową karę.
Mateusz
A Mengele ci nie wystarczy?
Czy wszyscy zbrodniarze hitlerowscy zostali ukarani?
Mogę ci kogoś podać na priv
-
Przy tym ofiara za to że sprowokowała oprawcę, powinna ponieść dodatkową karę.
Inga, ja nie wiem skąd ty masz taką informację. Ja się nie spotkałam z taką interpretacją.
Jak dla mnie jest to szkodliwa nadinterpretacja.
Inga, odnoszę wrażenie, że nosisz w sobie ogromny ból z powodu tego, że uwierzyłaś w praktyki, które zamiast zaprowadzić cie tam gdzie obiecywały przyniosły ci tylko ból i cierpienie. I teraz szukasz jakiegoś logicznego wyjaśnienia, zrozumienia dla tego bólu tego cierpienia.
Mam tylko wątpliwość czy w logice i zrozumieniu znajdziesz odpowiedź.
-
Inga
Podaj, bo mam wątpliwosci czy to prawda.
Inga
Reasumując
Ofiara prowokuje oprawcę a oprawca krzywdzi ją wysyłając jej jakieś zło np klątwę. To zło krzywdzi ofiarę a potem zgodnie z prawem karmy odbija się od niej i wraca do oprawcy, krzywdząc go.
Przy tym ofiara za to że sprowokowała oprawcę, powinna ponieść dodatkową karę.
No chyba do takiej pointy nikt nie dążył. Jesli ofiara sprowokowała krzywdziciela, to efektem jest ta krzywda którą jej wyrządził. Nikt nie mówi, że trzeba jej dać jeszcze dodatkowy "bonus" i ją ukarać, lub sama musi sobie wymierzyć taki bonus karząc się za to, że sprowokowała kata.
-
Absolutnie nic nie narzucam, masz prawo się nie zgadzać z czymkolwiek i jest OK.
-
Grażka, mądry cytat :)
I wg niego napiszę to co najbardziej mi teraz przychodzi. Jesli chodzi o klatwy pokoleniowe, z moich doświadczeń technicznie idzie to tak, że taką klatwe można założyć i komuś i samemu sobie. Chodzi o taki bodziec i taką wkodowaną informację, która zagnieździ się w polu informacyjnym genetycznym, w polu przenoszenia informacji pokoleniowych, wtedy faktycznie nie ma znaczenia czy ktos o tym wie, puxniej, czy nie bo to jest kodowane w polu linii dalszych pokoleń.Często osoby które sie na tym znały doskonale wiedziały jakie będa dalsze pokolenia bo generalnie jest cos takiego jak zapisy dotyczące przyszłych losów, chociaz nie wiem jak to tak do końca działa, myśle ze tworzy sie pewien zapis informacji do którego potem dopasowywuja sie dusze. Ale jest też coś co klatwa nie jest a działa podobnie i na tej samej zasadzie działa, zagnieżdża sie w tym polu z tym że sa to kodowania z pokolenia na pokolenie i sa to inne kodowania od przenoszonych wzorców z rodziców na dzieci aczkolwiek bardzo zbliżone.
Klątwy często wiszą wiele wiele wcieleń sa wbite jak stęple, kiedys było duzo specjalistów od tego, np w Aleksandrii.
Podoba mi sie stwierdzenie Ingi że klatwa nie ma nóg i że nie chodzi :D czy jakoś tak
Osobiście uwarzam że tu nic nie wraca ale każdy odpowiada za siebie i jak ktoś xle komus życzy to czy to jest klatwa czy nie to i tak ta osoba jedzie sobie po karmie a jednocześnie jesli uwierzy w swoja niewinność bo kazda boska istota ma absolutne prawo do tego, to moze wszystko "odkręcić"
Chybaaaa...że ktoś rzuca złe myśli na kogoś z częściami swojej energii, ze straznikami tych energii, no to wtedy energia moze wrócić, ale gdy ktoś to puszcza to zazwyczaj musi wybaczyć i tej osobie i te sprawy porządkuja sie poprzez światło, więc jest ok.
A z odbijającmi sie klatwami rzucanymi na odporna osobę- sliskie pojęcie wraca czy nie wraca, moim zdaniem poprostu intencje złe nam szkodzą i pogłębiają negatywna karmę która sama w sobie jest aktem sprawiedliwości.
-
WSZYSTKO CO WYSYLASZ WROCI DO CIEBIE W TAKIEJ SAMEJ FORMIE . BOG JEST MILOSIERNY LECZ JESLI SIEJESZ JECZMIEN NIE SPODZIEWAJ SIE , ZE ZBIERZESZ PSZENICE
Rumi - mistyk i poeta perski
-
Lub inny mistyk "Co zasiejesz,to żąć będziesz" ;)
Choć raczej nie chodzi tu o gatunki zbóż. ;) A o rodzaj energii i doświadczeń. Przynajmniej tak mi się teraz wydaje.
Jeśli ktoś zabił, niekoniecznie oznacza, że sam zginie. Ale może doświadczyć jakiejś straty, która wynikła z tamtego zdarzenia. Np. stracić kogoś kogo bardzo kochał. Bo nie o samą śmierć chodzi, ale o cierpienie, które z niej wynikło.
Więc tak naprawdę nie wiemy, co za swoje czyny zebrał Mengele. Bo to jego biznes. Ale raczej jego powojenny życiorys nie wygląda na życiorys osoby z poczuciem niewinności. Skoro przez resztę życia się ukrywał przed Mosadem i cierpiał na różne choroby (migreny, bóle głowy, zawroty głowy, biegunki, problemy z krążkiem międzykręgowym i pęcherzem, reumatyzm.)
Poza tym żadne z nas nie jest od tego by wyznaczać kto za co jaką odpłatę powinien dostać. Zgodnie ze słowami znanego mistyka "Nie sądźcie byście sami nie byli sądzeni" (do siebie też to pisze :).
-
dokładnie :)
karma działa również na przestrzeni wcieleń. dlatego Putin pozna na własnej skórze co wyrabiali jego ludzie z Omonu w Czeczenii. tak kiedyś pisał Leszek
na pytanie zadane Edgarowi Caycemu jak to jest ,że ludzie niegodziwi żyją miło i spokojnie, ten odparł ,że już możemy płakać nad ich losem.
kto wie. nie znamy dokładne każdego przypadku i nie musimy, bo też właśnie "nie do nas pomsta należy" :)
-
Ingo,
zaciekawilo mnie to, co mi odpowiedzialas:
W pełni niewinnie czują się tylko istoty oświecone więc ta dyskusja ich nie dotyczy
.
Przypuszczam, ze sa osoby, ktore sie z tym nie zgodza i powiedza, ze mozna miec urzeczywistniona niewinnosc w 100%, a nie byc oswieconym.
Ja jednak jestem w stanie sie z Toba zgodzic - mnie to sie widzi tak, ze dopiero, kiedy w pelni stajemy sie i zyjemy Soba, kiedy w pelni juz wiemy, kim Jestesmy (czyli jestesmy oswieceni), dopiero wtedy mozemy czuc pelna niewinnosc.
Ale to przeczy temu, co napisalas wczesniej - ze jesli czynimy zlo i czujemy sie z tym niewinni, to nie ponosimy konsekwencji.
Bo wtedy: albo oswieceni rowniez czynia zlo, wiec ta dyskusja dotyczy takze ich (bo skoro czuja sie juz w pelni niewinni, to moga czynic zlo bez konsekwencji), albo wynika z tego, ze istoty czyniace zlo nie czuja sie jednak w pelni niewinne. Nawet jesli prawie w pelni, to jednak "prawie" robi wielka roznice:)
Jesli nie w pelni niewinne, to znaczy, ze jednak winne, wiec predzej czy pozniej albo siebie ukarza, albo zadoscuczynia za wyrzadzone zlo.
-
Nie dam sobie wmówić że zło wraca w jakikolwiek sposób bo za długo w to wierzyłam i za dużo zła to wierzenie mi wyrządziło. Życie przez kolejne wcielenia w lęku że każde zło które wyrządziłam wróci do mnie i nieustanne pokutowanie i karanie się aby tego uniknąć i sama się ukarać jeszcze mocniej.
Teksty tu powtarzane, że zło wraca wzmacnia jeszcze moje lęki i prowokuje moją podświadomośc do dalszych kar.
„Mam tylko wątpliwość czy w logice i zrozumieniu znajdziesz odpowiedź.”
Dlatego Grażyna w zrozumieniu i logice chcę znaleźć odpowiedź z nie w wierzeniach. I dlatego sama myślę i się zastanawiam zamiast cytować różnych mistrzów straszących powrotem zła które się uczyniło innym. Możecie sobie w to wierzyć ale ja widzę co innego, widzę że działa to wszystko w inny sposób i na innych zasadach niż mechaniczny powrót zła które się kiedyś wysłało.
„Przy tym ofiara za to że sprowokowała oprawcę, powinna ponieść dodatkową karę”
To jest cytat z tego forum i dlatego napisałam to z przekąsem aby uwypuklić brak logiki w tych wierzeniach o odbijaniu i powracaniu zła.
Mój ojciec uczynił piekło całej rodzinie i dożywa starośći prawie bez chorób i w bardzo spokojnej atmosferze. Żadne zło do niego nie wróciło ponieważ on nie ma intencji karania siebie.
Nie da się czynić zła, mieć negatywne myśli i jednocześnie być w wysokich wibracjach, pomimo że można się czuć niewinnie kogoś krzywdząc. I to jest jedyna realna szkoda jaką sprawca sam sobie wyrządza i z powodu której cierpi. Poza tym może już tylko działać poczucie winy, lęki przed zemstą ofiary, lęki przed odrzuceniem przez społeczeństwo.
Jednak to nie dotyczy strzyg, dla których życie w niskich wibracjach jest naturalne. I dlatego strzygom tak dużo uchodzi na sucho i tak długo mogą bezkarnie krzywdzić.
-
„Przy tym ofiara za to że sprowokowała oprawcę, powinna ponieść dodatkową karę”
To jest cytat z tego forum i dlatego napisałam to z przekąsem aby uwypuklić brak logiki w tych wierzeniach o odbijaniu i powracaniu zła.
To poproszę o źródło cytatu - konkretny post.
Inga może masz rację.
Ale to by oznaczało, że nie ma czegoś takiego jak karma.
Co jest możliwe.
-
Najważniejsze jest abyśmy sami na siebie nie wywoływali klątw.
Trzeba też zauważyć ,że tylko klątwy rzucane na kogoś zawsze wracają ze wzmożoną reakcją .Natomiast klątwy wywołane przez nas to nie są klątwy ,które się wracają ,czy też do nas się wróciły .
-
Katolicy wierzą że Bóg za złe karze z za dobre wynagradza.
Wy wierzycie że robi to jakieś bezimienne prawo karmy.
Czy to taka duża różnica?
-
A ty cały czas wierzysz, że to kara.
A my mówimy, że konsekwencja.
Nie widzisz problemu?? Różnicy??
-
Gdyby szukać jakiegoś prawa to chyba jest tylko takie że nie można jednocześnie czynić zła, być w niskich wibracjach i czuć miłośći i szczęścia. Nie można mieć jednego i drugiego.
I tylko to można postrzegać jako ograniczenie wolności i prawa wyboru.
I to cierpienie z powodu braku szczęścia i miłośći jest tą karą czy też konsekwencją.
-
Grażyna
Co za róznica jakiego słowa użyjemy jeżeli sens jest ten sam.
-
Różnica jest taka, że słowo kara budzi lęk i służy do kontrolowania.
Słowo konsekwencja uczy odpowiedzialności za swoje czyny i namysłu nad tym co się robi i wybiera, jakie decyzje podejmuje.
Dla mnie różnica spora i skutki zupełnie inne.
-
Dla mnie to nie duża róznica czy zło wróci do mnie jako konsekwencja moich złych czynów czy jako kara za te złe czyny.
-
Karma to prawo przyczyny i skutku.
To ogólnikowe pojęcie i wcale nie oznacza że przyczyną są złe czyny a skutkiem powrót tych czynów do twórcy.
Może to znaczyć że skutkiem czynienia zła jest obniżenie wibracji i gorsze samopoczucie.
-
Złe czyny popełnione w poprzednich wcieleniach mogły już mieć swoje i najpewniej miały konsekwencje w kolejnych ,ale również minionych wcieleniach, tak więc nie musi by na dzień dzisiejszy żadnej karmy z tego powodu, czyli "tamto zło już nie wróci" .Podobnie dla ludzi czyniących zło obecnie konsekwencje tego mogą nadejść dopiero w następnym wcieleniu (wcieleniach). Karma to nie tyle nieubłagane fatum i le prawidłowość zbierania tego co się zasiało. Karma jest jednocześnie czymś dynamicznych i można ją zmieniać.
-
Matek
Ja myślę że w stanie oświecenia nie ma pojęcia winy czy poczucia winy, bo tam takie coś nie istnieje. A wynika to z tego że miłość nie zawiera w sobie niczego innego poza miłością i z miłości nie może wypłynąć nic niskiego. Bedąc w stanie miłości nie da się uczynić niczego złego, niczego co nie jest miłością.
A to przechodzenie w stan oświecenia widzę nie jako wypieranie i zmniejszanie poczucia winy tylko jako wypełnianie w sobie coraz więcej obszarów miłością, a gdzie jest miłość tam już nie ma winy
Można natomiast robić rzeczy złe, czy krzywdzące i czuć się z tym niewinnie czyli bez poczucia winy. Tak może być w przypadku gdy się nie ma świadomości że to coś złego.
„Ale to przeczy temu, co napisalas wczesniej - ze jesli czynimy zlo i czujemy sie z tym niewinni, to nie ponosimy konsekwencji.”
Nie ponosimy konsekwencji daltego że sami nie wymierzamy sobie kary oraz żadne zło do nas nie wraca.
A konsekwencją może być obniżenie wibracji co jest związane z przyciąganiem negatywnych myślokształtów z czego tworzy się dalszy łańcuch przyczynowo- skutkowy.
-
Myślę, że tradycyjne pojęcie karmy musi być w końcu uaktualnione. Bo można je przyrównać do interpretacji wiele lat temu zaćmienia Słońca jako kary boskiej. Z czasem nauka pokazała, że jest inaczej.
-
Karma to prawo przyczyny i skutku.
To ogólnikowe pojęcie i wcale nie oznacza że przyczyną są złe czyny a skutkiem powrót tych czynów do twórcy.
Może to znaczyć że skutkiem czynienia zła jest obniżenie wibracji i gorsze samopoczucie.
Inga zgadzam się z tym :)
Mechanizm karmy jest skomplikowany i spłycenie go do paru sentencji nie jest wstanie oddać całości zjawiska.
-
Myślę, że tradycyjne pojęcie karmy musi być w końcu uaktualnione. Bo można je przyrównać do interpretacji wiele lat temu zaćmienia Słońca jako kary boskiej. Z czasem nauka pokazała, że jest inaczej.
Też tak myślę.
-
Tak, karma - przyczyna, skutek. Czyli jest to prawo jak prawo w fizyce, jak prawo ciążenia, nie jak prawo w kodeksie karnym. Coś co po prostu tak działa, a nie ocenia i rozlicza i przydziela kary i zasługi w swojej ocenie. Nie sąd, tylko zasada działania. Wcale w prawie karmy nie istnieje "ocena moralna" czyjegoś postępowania. W ogóle trzeba by tu odrzucic pojęcie kary. Bo nie ma tutaj żadnego sądu, oceny moralnej ze strony prawa karmy. Dobro i zło to są pojęcia z ludzkiej moralności. "Bóg" nie ma ludzkiej moralności. Kara i nagroda kojarzą się z przypodobaniem, albo nieprzypodobaniem się komuś, ale tu chyba nie ma wcale "kogoś". Skoro Bóg "jest miłością", to tak samo "kocha" "złego". Ale wcale nie dlatego, że taki wspaniałomyślny on, ten Bóg jest, tylko może sama tam miłość jest częścią tego, czym jest Bóg. Bóg nie jest człowiekiem. Zły, kochać, to zbyt ludzkie pojecią, bo kochać musi jakaś osoba. Sam nie wiem kto to, czy co to jest Bóg i jak dokładnie działa prawo karmy. Chciałbym się też dowiedzieć.
-
Myślę, że tradycyjne pojęcie karmy musi być w końcu uaktualnione.
Jezeli myslisz, ze musi to na pewno tak musi byc.
Tylko kto, kiedy i jak ma ta sprawe uaktualnic ?
-
No chyba że jest inaczej. Jak w przypadku klątwy rodzinnej założonej kilkaset lat temu + strażnik, który ma za zadanie odpowiadać, aby klątwa działała. I działa... O te przypadki pytam.
Co do klątw rodzinnych to interesujące jest to że przechodzą one nie na wszystkch członków rodziny tylko na niektórych.
Dlatego myślę że są one przekazywane poświadomie z pokolenia na pokolenie i tylko tym osobom które są chętne do ich wzięcia.
-
Co do klątw rodzinnych to interesujące jest to że przechodzą one nie na wszystkch członków rodziny tylko na niektórych.
Dlatego myślę że są one przekazywane poświadomie z pokolenia na pokolenie i tylko tym osobom które są chętne do ich wzięcia.
No tak, chcą odgrywać jakąś rolę, bo pasuje im to do ich obciążeń.
W rodzinie mojego męża jest tak, że praktycznie w każdym pokoleniu jest ktoś, kto jest wykluczany z rodziny.
Dobrze byłoby to przerwać ...
-
Ciekawe czy te chętne osoby do brania klątw to takie , które finalnie potrafią się z nimi rozprawić,zdjąć z rodziny...
-
W mojej rodzinie jest tak że ja przejęłam wszystkie klątwy ale moja córka już ich ode mnie nie wzięła. Dzieci mojej siostry też ich raczej nie przejęły, co widać po tym jak im się powodzi, a drugiej siostry to nie wiadomo ale raczej też nie.
-
Inga:
Tu działa prawo fizyki o wzajemnym oddziaływaniu- akcji i reakcji. Każdej akcji towarzyszy reakcja.
Prawo karmy i tak działa nawet jak czujemy się niewinni. Prawo karmy jak każde inne prawo duchowe po prostu jest i działa, i nie potrzebuje jakiegoś wykonawcy czy nadzorcy. Tak jak koncentrując się nad czymś dajemy temu energię, tak wysyłając zło wzmacniamy je.
Mnie obecnie, tak jak i przez całe życie nadal spotyka dużo złego, wobec czego czuję się bezsilna. Dawno temu czyniłam wiele zła a teraz być może zgodnie z tym prawem to zło wraca do mnie. A jeżeli to jest prawo, to nie ma od tego ucieczki i całe to zło musi do mnie wrócić. I z tego powodu, być może u mnie nie da się niczego zmienic, bo to zło przecież musi wrócić. A jeżeli tak jest to po prostu muszę to przyjąć, aż ono się wyczerpie. Być może moje obecne wcielenie zakończy się tak jak poprzednie ( i wszystko na to wskazuje) czyli śmiercią w cierpieniach. Bo ja tego zła uczyniłam naprawdę bardzo dużo. A to że nie daje się niczego z tym zrobić, wskazuje na to że wraca poprzez odbicie tamto zło.
A prawo działa zawsze i bezwzględnie.
-
Różnica jest taka, że słowo kara budzi lęk i służy do kontrolowania.
Słowo konsekwencja uczy odpowiedzialności za swoje czyny i namysłu nad tym co się robi i wybiera, jakie decyzje podejmuje.
Dla mnie różnica spora i skutki zupełnie inne.
Gdy byłam w Oświęcimiu, to powtarzałam sobie że to co mnie spotyka jeat karą za to że nie słuchalam się mamusi i tatusia.
Czy gdybym powtarzała sobie że to nie kara tylko konsekwencja tego że nie byłam im posłuszna, to by to przynosiło lepsze skutki? Uczyłoby mnie to odpowiedzialności za swoje czyny ? I dlaczego skutki miałyby być w tym wypadku lepsze? Skutki w następnym wcieleniu oczywiście bo w tamtym to już nie było możłiwośći niczego zmienić.
Teraz moja podświadomość powtarza mi że jeżeli poczuję się lepiej to spotka mnie za to kara. I tak się dzieje.
Konsekwecją tego że czuję się lepiej jest to że spotyka mnie coś złego.
Czy coś się zmieni, czy nauczę się czegoś jeżeli zamienię słowo kara na słowo konsekwencja?
-
Gdy byłam w Oświęcimiu, to powtarzałam sobie że to co mnie spotyka jeat karą za to że nie słuchalam się mamusi i tatusia.
Czy gdybym powtarzała sobie że to nie kara tylko konsekwencja tego że nie byłam im posłuszna, to by to przynosiło lepsze skutki? Uczyłoby mnie to odpowiedzialności za swoje czyny ? I dlaczego skutki miałyby być w tym wypadku lepsze? Skutki w następnym wcieleniu oczywiście bo w tamtym to już nie było możłiwośći niczego zmienić.
Teraz moja podświadomość powtarza mi że jeżeli poczuję się lepiej to spotka mnie za to kara. I tak się dzieje.
Konsekwecją tego że czuję się lepiej jest to że spotyka mnie coś złego.
Czy coś się zmieni, czy nauczę się czegoś jeżeli zamienię słowo kara na słowo konsekwencja?
Inga uwierzyłaś, że spotyka cię kara za to że nie słuchałaś się mamusi i tatusia. Bo inaczej nie mogłaś sobie tego wytłumaczyć wtedy.
Teraz konsekwencją tej wiary są różna mało przyjemne zdarzenia w twoim życiu. Wiara w karę jest przekonaniem, a jak każde przekonanie ma swoje konsekwencje i przyciąga to, co jest z nim zgodne.
Każde przekonanie można zmienić, również wiarę w karę.
To, że po lepszym samopoczuciu spotyka cię coś złego nie jest konsekwencją lepszego samopoczucia, ale jest konsekwencją przekonania że po tym jak się lepiej poczujesz, to spotkać cię musi też coś złego.
Ja też miałam swoje przekonania, które traktowała jak święte niezmienne prawa. Też wierzyłam, że tak musi być i basta. Udało mi się je po kawałku rozbijać, aż ukazała się ich iluzja i że może być inaczej.
Czy coś się zmieni, czy nauczę się czegoś jeżeli zamienię słowo kara na słowo konsekwencja?
Zmieni się, kiedy odkryjesz jakie przekonania doprowadziły do tej kary.
-
"Inga uwierzyłaś, że spotyka cię kara za to że nie słuchałaś się mamusi i tatusia. Bo inaczej nie mogłaś sobie tego wytłumaczyć wtedy."
Było wiele innych możliwości wytłumaczenia sobie tego ale ja wybrałam akurat taką, bo taka była zgodna z moją karmą.
"Teraz konsekwencją tej wiary są różna mało przyjemne zdarzenia w twoim życiu".
To co piszesz jest dużym uproszczeniem. To co mnie spotyka to konsekwencja całej mojej karmy.
"Wiara w karę jest przekonaniem, a jak każde przekonanie ma swoje konsekwencje i przyciąga to, co jest z nim zgodne.
Każde przekonanie można zmienić, również wiarę w karę."
Można i co z tego. Przecież ja nie o to pytałam.
"To, że po lepszym samopoczuciu spotyka cię coś złego nie jest konsekwencją lepszego samopoczucia, ale jest konsekwencją przekonania że po tym jak się lepiej poczujesz, to spotkać cię musi też coś złego."
Zauważ że moje pytanie dotyczyło czegoś zupełnie innego a ty mi tłumaczysz coś spoza zakresu mojego pytania pisząc o rzeczach o których ja doskonale wiem.
"Cytuj
Czy coś się zmieni, czy nauczę się czegoś jeżeli zamienię słowo kara na słowo konsekwencja?
Zmieni się, kiedy odkryjesz jakie przekonania doprowadziły do tej kary."
Nie o to pytałam.
Napisałaś mi coś zupęlnie niezgodnego z tym czego oczekiwałam. Nie zrozumiałaś moich pytań?
-
To ciekawa kwesita jak czy i w jakim tempie /zakresie mozna sie uwolnic od konsewkwencji zlych czynow popelnianych w poprzednich wcieleniach.
Czy modliwy i medytacje o uwolnienie od konswekwencji karmicznych tu pomoga ? Czy afirmowanie sobie trraz milego, szczesliwego, bezpiecznegoi i zdrowego zycia moga wstrzymac materializaje efektow popelnionych wczesniej zlych czynow ? Czy przypominienie sobie co zlego sie robilo ,z zalem i mocnym postanowiem nie czynienia tego nigdy wiecej uchroni przed konserkwencjami karmicznymi ?
A moze praca a z afirmacjami przebaczania sobie za zlo czynione innym i nam przez innych + afimacja niewinnosci sa tu rowniez wlasciwa droga ?
A moze nie ma zadnego zla , ktore wraca, tylko my siebie z poczucia winy karzemy wybierajc ciezkie wcielenie i wobec tego w chwili obecnej nie musimy sie niczym przejmowac tylko po prostu zyc dobrze tu i teraz wg naszej swiadomosci, bo zawsze mozemy sobie wytlumaczyc ,ze ssmani robili gorsze rzeczy a teraz niektotrych z nich spokojnie sobie zyja i rozwijaja sie i inspiruja innych duchowo a mengele za zalugi dla rozwoju transplantologii nie musi sie niczego obawiac, ?
troche przejaskrawiam, ale metlik faktycznie powstaje, moze ktos wie jak nalezy na to wszystko spojrzec... ?
-
Inga
Dawno temu czyniłam wiele zła a teraz być może zgodnie z tym prawem to zło wraca do mnie. A jeżeli to jest prawo, to nie ma od tego ucieczki i całe to zło musi do mnie wrócić. I z tego powodu, być może u mnie nie da się niczego zmienic, bo to zło przecież musi wrócić.
Myślę, że nie o to chodzi, zresztą takiej wykładni nie pisałem. Karma się materializowała, bo nie znałaś sposobów usuwania jej. Ona już zrobiła swoje na przestrzeni wieków i teraz wcale nie musisz oczekiwać jakiejś odpłaty. To wszystko już nastąpiło, a teraz pracując nad sobą zmieniasz negatywne wzorce, odnajdujesz przyczyny i jest coraz lepiej. Ty teraz pracujesz nad poprawą swojego życia a nie nad pogarszaniem.
Tak myślę, jestem prawie pewien, że Tobie ktoś wmówił, że za każde nawet drobne przewinienie spotka Cię kara, że będziesz bardzo dokładnie rozliczana. I to może być sprawa z bardzo odległych czasów.
Ja też miałem podobnie, i to nie jeden raz, takie różne nauki mi wmawiano, np. że Bóg na mnie patrzy i widzi każdy nawet najmniejszy grzech i na sądzie mnie rozliczy, albo np. sytuacja: jak nabroiłem za bardzo, to próbowałem oszukać władców karmy.
Przyczyną są właśnie wierzenia, że trzeba tak dokładnie odpracować odpokutować to co się złego zrobiło. To dlatego u Ciebie czy u mnie taka materializacja nastąpiła. To można było zmienić, bo wcale tak nie musiało się realizować. Te przekonania powodują że tak się właśnie dzieje.
Być może moje obecne wcielenie zakończy się tak jak poprzednie ( i wszystko na to wskazuje) czyli śmiercią w cierpieniach. Bo ja tego zła uczyniłam naprawdę bardzo dużo. A to że nie daje się niczego z tym zrobić, wskazuje na to że wraca poprzez odbicie tamto zło.
A prawo działa zawsze i bezwzględnie.
To są fałszywe przekonania, w które człowiek uwierzył na podstawie jakiś pozornych zależności. Te fałszywe przekonania sie przyczyną naszych nieszczęść. Ja przestałem tworzyć zasady, przekonania, bo często było tak że mnie ograniczały zamiast porządkować mi życie. Oczywiście najlepiej rozwijać intuicję.
Tak jak opisałem, myślę, że nie chodzi o prostą zależność na zasadzie odpłaty, odbicia. Każdy w zależności od swojej jakby natury może inaczej to przeżyć. Może jest tak, że ktoś z wzorcami ofiary będzie chciał doświadczyć na sobie tego, co zrobił komuś, a ktoś z wzorcami pomagania będzie pomagał osobie, którą skrzywdził, a ktoś rozwijający się duchowo będzie uwalniał, oczyszczał i oboje na tym skorzystają, bo w miejsce nienawiści pojawi się przebaczenie a może nawet miłość.
-
http://strefatajemnic.onet.pl/duchy/opetanie/moda-na-cyrografy,1,5576747,artykul.html (http://strefatajemnic.onet.pl/duchy/opetanie/moda-na-cyrografy,1,5576747,artykul.html)
-
Teraz moja podświadomość powtarza mi że jeżeli poczuję się lepiej to spotka mnie za to kara. I tak się dzieje.
Konsekwecją tego że czuję się lepiej jest to że spotyka mnie coś złego.
Czy coś się zmieni, czy nauczę się czegoś jeżeli zamienię słowo kara na słowo konsekwencja?
Zadałaś takie pytanie.
Ale w pierwszym zdaniu jest błąd w postrzeganiu przyczyn i ich skutków. Co starałam się ci pokazać.
A póki jest ten błąd, to nie mogę dać ci satysfakcjonującej odpowiedzi na twoje pytanie.
-
A ty cały czas wierzysz, że to kara.
A my mówimy, że konsekwencja.
Nie widzisz problemu?? Różnicy??
Tu napisałaś że wiesz czym się różni konsekwencja od kary a ja chciałam abys mi to wyjaśniła i po to zadałam tamte pytania.
Dołączyłam też konkretne przykłady aby na ich podstawie wyjaśnić te różnice.
Podam może inny przykład.
Ktoś coś kradnie i idzie za to do więzienia.
Jaka bedzie różnica w tym gdy on będzie wierzył że został za kradzież ukarany w porównaniu do tego jeżeli będzie wierzył że poniósł konsekwencje swoich czynów?
Nie wiem dlaczego mój ewentualny błąd przeszkadza w wyjaśnieniu czym się różni konsekwencja od kary.
"Ale w pierwszym zdaniu jest błąd w postrzeganiu przyczyn i ich skutków."
Jeżeli najpierw jest lepsze samopoczucie a potem następuje kara to sposób mojego myślenia jest właściwy. W konsekwecji lepszego samopoczucia spotyka mnie kara. Takie są fakty. Jest przyczyna i skutek.
-
Żeby była kara musi być i wina. Musi być sąd (obojętnie czy chodzi o sędziego czy dotyczy to tylko nas, którzy sami siebie osądzimy). Towarzyszą temu ciężkie, negatywne emocje.
Konsekwencja dotyczy wyborów i decyzji. Jeśli kradnę, to zdaję sobie sprawę, co mnie czeka, jakie mogą być tego konsekwencje. W rezultacie zamiast obwiniać siebie lub innych za to, że trafiam do więzienia, przyjmuję to, co mnie spotyka. Bo biorę odpowiedzialność za swoją decyzję. Emocje i uczucia są znacznie lżejsze można powiedzieć na wyższym poziomie wibracyjnym.
Różnicę pomiędzy karą a konsekwencją odczuwam w emocjach i uczuciach.
Jeżeli najpierw jest lepsze samopoczucie a potem następuje kara to sposób mojego myślenia jest właściwy. W konsekwecji lepszego samopoczucia spotyka mnie kara. Takie są fakty. Jest przyczyna i skutek.
Tak możesz to postrzegać. Ale faktyczna przyczyna jest inna. A i skutek może dotyczyć też czegoś innego. Choć pozornie mogą mieć ze sobą powiązanie.
To tak jakby myśleć, że ktoś ma ciemny kolor skóry, bo lubi jeść dużo ciemnej czekolady.
Kara spotyka cię, bo masz przekonanie że jak poczujesz się lepiej, to spotka cię kara. Przekonanie jest przyczyną. A nie to że czujesz się dobrze. To że czujesz się dobrze nie ma nic do rzeczy. Jest pozornym związkiem wykształconym w dzieciństwie (i poprzednich wcieleniach).
Ten pozorny związek znany jest w psychologii. W NLP też i nazywa się kotwicą.
Powstaje wtedy gdy dwa niezwiązane ze sobą zdarzenia następują jedno po drugim. W mózgu tworzy się wtedy skojarzenie, że pierwsze zdarzenie wywołało drugie. Choć na poziomie faktów mogły nie mieć ze sobą żadnego związku.
Np. dziecku jest dobrze i przyjemnie. Fajnie się bawi zabawkami, jest radosne i szczęśliwe. Do domu wraca matka, zła, w nerwach, bo coś jej nie wyszło i zaczyna krzyczeć na dziecko, że zrobiło bałagan, być może uderzy. Jeśli powtórzy się kilka razy taka sytuacja u dziecka utrwali się skojarzenie fajna zabawa = kara ze strony matki. Gdy tak naprawdę przyczynną było to, że matka swoje frustracje rozładowywała na dziecku.
-
Polecam (ogólnie, bez związku z dyskusją) uzdrowienie sobie wzorca:
"Jestem dla nich błogosławieństwem, a oni dla mnie przekleństwem".
Następuje duża ulga i zmiana relacji - jedne odchodzą, inne się transformują, dzięki odpuszczenie zobowiązań swoim kosztem i pewnych ról społecznych.
-
No widzisz? Trzeba było od razu napisać że konsekwencję od kary różni wina, zamiast mi doradzać abym zmieniała przekonania.
Ten który oczekuje kary czuje się winny, ten który widzi konsekwencje nie czuje się winny.
"To tak jakby myśleć, że ktoś ma ciemny kolor skóry, bo lubi jeść dużo ciemnej czekolady"
Wcale nie.
Bo od jedzenia czekolady skóra nie ciemnieje i nie ma tu żadnego związku. W moim przypadku związek występuje.
"Kara spotyka cię, bo masz przekonanie że jak poczujesz się lepiej, to spotka cię kara"
O to chodzi że tak nie jest. Przyczyny są bardzo zawiłe, wielopoziomowe i wielowątkowe. Ja nie mam takiego przekonania a tylko mam obserwacje że tak się dzieje. U mnie to nie wynika z przekonania.
-
Wg. teorii praktycznie wszystko, co nas spotyka związane jest z naszymi przekonaniami.
Te przekonania mogą być nieuświadomione.
Ale nie mam zamiaru się upierać, że i twoim przypadku też chodzi o przekonanie.
Może jeszcze za wcześnie by się ujawniła faktyczna przyczyna.
To jest pewien skrót myślowy, przykład i faktycznie niekoniecznie musi być to akurat takie przekonanie.
Życzę ci by udało ci się dotrzeć do przyczyn :)
-
Kolejna różnica pomiędzy karą a konsekwencją jest taka że konsekwencja jest efektem niewłaściwych, niekorzystnych wyborów, decyzji zaś kara jest wymierzana za czyn.
Konsekwencje są efektem wyborów, a kary czynów.
Ja popełniałam taki błąd że wierzyłam, że zło które mnie spotyka, jest powracającym do mnie złem, które kiedyś czyniłam, a naprawdę to wszystko co mnie spotykało było konsekwencją moich decyzji i wyborów. A działo się tak dlatego że efekty moich wyborów zbierałam dopiero w kolejnym wcieleniu, stąd było niemożliwe dostrzeżenie ciągu przyczynowo- skutkowego. Z lęku przed karą wchodziłam w coraz silniejsze pokuty i podejmowałam decyzje że chcę żyć w coraz większych cierpieniach. realizowało się to w warunkach w jakich rodziłam się w następnym wcieleniu. Rodziłam się w piekle więc uznawałam że życie na ziemi jest piekłem oraz że spotykają mnie kary za to że byłam zła. I tak się tworzyły nowe przekonania. Do tego mam przekonanie że źli ludzie powinni być karani. Zastanawiałam się czy Bóg mnie już wystarczająco ukarał za to co zrobiłam, czy powinnam być dalej karana?
Przekonania powstają na skutek doświadczeń lub mogą być w mówione.
A skąd się biorą doświadczenia? Z przekonań? Co było pierwsze? Trudno to rozsądzić.
-
Frapujące różnice między karą a konsekwencją zależą też od tego, czy się tę karę wymierza, czy przyjmuje. :-)
Od strony wymierzającej kara to metoda wpływu. Dobra i skuteczna, bądź nie, w zależności od tego, czy przynosi oczekiwane konsekwencje.
Od strony przyjmującej są tylko konsekwencje. Reszta zależy od oceny, przyznanej przez stronę inkasującą. Niechciane, nieprzyjemne skutki (wyborów, myśli, słów, uczynków) i konsekwencje zwykliśmy nazwać karą. Przyjemne lub pożądane - nagrodą.
-
Kara spotyka cię, bo masz przekonanie że jak poczujesz się lepiej, to spotka cię kara. Przekonanie jest przyczyną. A nie to że czujesz się dobrze. To że czujesz się dobrze nie ma nic do rzeczy. Jest pozornym związkiem wykształconym w dzieciństwie (i poprzednich wcieleniach).
Jednak to nieprawda.
To nie przekonania są przyczyną kar które mnie spotykają.
Jestem atakowana, zastraszana i karana przez astrali i te silne lęki przez dobrym samopoczuciem są spowodowane ich groźbami i atakami na mnie.
Cały czas wiedziałam że to nie przekonania tylko coś innego, coś z czym nie potrafię sobie poradzić. I w końcu dzięki węzłom wyszła przyczyna. A dzisiaj w nocy to już byłam pewna że to oni mnie atakują za to że postanowiłam zwrócić się w stronę pozytywów.
Pomiędzy dobrym samopoczuiem i karą za to stoją astrale. Działo się to samo w dzieciństwie gdy ojciec karał mnie za to że było mi dobrze.
-
no ale widzisz - nie każdego zaraz astrale karają za dobre samopoczucie.
Z czego to wynika jesli nie z odpowiednich przekonań osoby karanej, które powodują bycie wystawionym na te ataki? MOże jakaś część ciebie czuje sie winna za dobre samopoczucie i sama wystawia się na te ataki
-
Mariusz
Leszek na pewno gdzieś pisał o tym jak działają astrale i o co w tym chodzi, na jakiej zasadzie to działa, to poczytaj sobie.
-
Mariusz
Sposób twojego myslenia jest zadziwiający.
Najpierw nazwałeś pozytywne myslenie - identyfikowaniem się w głębokiej medytacji z czystą natura Buddy, identyfikowanie się z Boską Miłością itp itd
A teraz wpływy astralne, hipnozy i inicjacje nazywasz przekonaniami.
-
ale w sumie co może negatywnego w boskiej miłości albo czystej naturze Buddy ? ja tez odbieram to jako oczywiste pozytywy
Mariuszowi chodziło zapewne , że przekonania mogą stanowić o podatności na wpływy astralne.
ale czy tak jest i czy tylko one , to już inne pytanie
-
Barnaba
Pozytywne myślenie składa się z dwóch umiejętności:
a) pierwsza z nich - to wiara w pozytywny skutek naszegodziałania;
b) druga - to zdolność dokonywania operacji myślowych, a w ślad za nimi - fizycznych, zmieniających zdarzenia nieprzyjemnena takie,które nam w jakiś sposób służą.
Więc medytacja w żaden sposób nie jest pozytywnym myśleniem.
-
U niektórych osób da się zidentyfikować trans oczekiwania na prześladowania.
Mozliwa motywacja:
1. "Dla imienia mego będą was prześladować"
2. Pragnienie zostania świetym.
3. "Jeśli Bóg wykończył swego jedynego, ukochanego syna, to co lepszego może mnie spotkać z Jego strony?"
4. Mogą być inne powody, jak np zazdrość wobec "kozłów ofiarnych", że byli w centrum zainteresowania i "spełnili tak ważną misję". Inne też.
Medytacja z zalążkiem (tematem) może być formą budowania pozytywnego nastawienia.
-
Mariusz
Sposób twojego myslenia jest zadziwiający.
Najpierw nazwałeś pozytywne myslenie - identyfikowaniem się w głębokiej medytacji z czystą natura Buddy, identyfikowanie się z Boską Miłością itp itd
A teraz wpływy astralne, hipnozy i inicjacje nazywasz przekonaniami.
A co ma piernik do wiatraka? :-)
poza tym to wpływy astralne nie sa przekonaniami tylko skutkami negatywnych przekonań
-
To ma piernik do wiatraka, ze to nie sa moje przekonania wiec praca nad zmienianiem ich nic mi nie da. Droga do zmian nie prowadzi poprzez zmienianie swoich przekonan, bo to sa wmowienia od astrali.
Mozesz rozwinac to ze wplywy astrlne sa skutkiem negatywnych przekonan?
-
to czy przekonania pochodzą z własnych procesów myślowych, czy są zaakceptowanymi przez nas wmówieniami od astrala nie ma znaczenia. Istotne jest tylko to, ze je przejawiamy.
Jeśli nie zmienisz przekonań (przykładowym przekonaniem jest np Nie mogę ufać Bogu, bo się na Nim zawiodłam całkowicie kiedyś ) to o jakiej drodze do realnych zmian mówisz ?
wpływy astralne sa skutkiem negatywnych wyobrażeń/przekonań nt świata, relacji z ludźmi, Bogiem itp Ja miałem kiedys tak, że pojawiły mi sie wpływy astralne od grupy istot, które się miały jakby mna opiekować, gwarantowac mi towarzystwo i w zamian pobierały trochę energii. A wszystko bo czułem sie całkowicie osamotniony, utraciłem zaufanie do Boga i .... znalazłem sobie alternatywę :-)
-
Ja nie mam tych przekonan. Czy jak ci ktos cos wmawia to znaczy ze ty masz takie przekonanie?
-
niekoniecznie, chociaz pewnie też moga być takie sytuacje że ktoś coś mi presjuje wzmacniając juz istniejące wzorce
-
Bardzo niebezpieczne są klątwy wyznaniowe - które sami sobie nabywamy. Dotyczy to osób które prowadzą podwójną grę wyznaniową . przykład : Np osoba na co dzień jest katolikiem do tego przyjmuje sakramenty tj przystępuje do spowiedzi nieszczerej , do komunii, zawiera ślub kościelny uczestniczy czasem w ceremoniach kościelnych ,mszach itp Równocześnie ta sama osoba wiąże się z innym wyznaniem czy sektą co jest równoznaczne z z paktem diabła . Ekskomunika tą osobę nie spotyka bo nikt o tym nie wie . Ale taka osoba ściąga na siebie różne odmiany klątw wyznaniowych . Jest to odmiana klątw ,które nie są rzucane przez nikogo tylko sami sobie je nabywamy. I jest to odmiana ,gdzie możemy sami się wyzbyć takich klątw tylko po niezbyt długim czasie jej posiadania i jej skutków które są uzależnione od organizmu. Niektóre typu opętanie musimy potem leczyć .
-
a dlaczego koniecznie musi ktoś w takiej sytuacji ściągac na siebie jakies klątwy?
-
taoish
jesli leon tak na poważnie z tym "zawarciem paktu z diabłem " przez przynaleznośc do innej struktury, kiedy jednoczesnie sie jest w KK - faktycznie sa to głupoty i to ciężkie.
nie trzeba być oświeconym, żeby to widzieć
-
[...]
a dlaczego koniecznie musi ktoś w takiej sytuacji ściągac na siebie jakies klątwy?
Mam wrażenie , że Twoje pytanie podszyte jest nie wiarą/ brakiem świadomości w istnienie klątw (nie mylić z wierzeniem w ich moc), ale na logikę- jak ktoś jest jednocześnie zainicjoiwany w KK i w to co ze sobą niesie i "zdradza" swoją religie, to powstaje jakieś poczucie winy, które jest przyczyną "przyciągnięcia" klątw. W świetle mojej wiedzy to pisze leon może mieć miejsce, nie mam powodu by go negować, [...]
-
Mariusz
W "diabła" nie wierzysz, ale o opętujących demonach itp bys się wypowiedział... taka dyskusja.
Na Razie.
-
taoish
diabeł taki jakim go przedstawia Kościół Katolicki nie istnieje.
Natomiast demony(twory mentalne lub astralne nie mające kontaktu z Wyższym Ja)) istnieją jak najbardziej. Czy akurat one mogą opętywać to nie wiem, trzeba pytac egzorcystów. Opętują najczęściej zwykłe duchy/dusze czy jak tam. Te ostatnie mogą wierzyć, że sa diabłami i przejawiać się adekwatnie do swoich wyobrażeń.
-
To było pytanie retoryczne , prostactwo to delikatnie powiedziane, bo to jeszcze pomieszane z różnym syfem (chodzi o całokształt)
Mam wrażenie , że Twoje pytanie podszyte jest nie wiarą/ brakiem świadomości w istnienie klątw (nie mylić z wierzeniem w ich moc), ale na logikę- jak ktoś jest jednocześnie zainicjoiwany w KK i w to co ze sobą niesie i "zdradza" swoją religie, to powstaje jakieś poczucie winy, które jest przyczyną "przyciągnięcia" klątw. W świetle mojej wiedzy to pisze leon może mieć miejsce, nie mam powodu by go negować, a już na pewno nie jak jakiś debil.
No i to poczucie winy miał podsycić post leona ,który notabene jest klątwą.
Leon
Zamiast tu się bawić w jakieś dziwne ,zawoalowane nawracanie i straszenie ,lepiej się z "sekciarzami " nie zadawaj a także co niedzielę na mszę a nie na internet ,bo jedno i drugie to grzech i pakt z diabłem :o
Nawracanie zostaw Bogu on wie lepiej co to dobro a co zło ,choć Ci się w Twojej pysze wydaje ,że wiesz lepiej.
-
Ci co prowadzą podwójną grę tj katolik + sekciarz to różnie sobie tłumaczą swoją zdradliwą podwójną grę . Mówią o Bogu ale u nich to nie wiadomo kto i co jest Bogiem. Powinni się wstydzić swojej natury . Ja z takimi ludźmi nie chce mieć nic do czynienia. Bo oni w życiu też tacy zdradliwi są.
-
A co się dziwisz takim ludziom ,po co się mają afiszować ze swoją innością skoro gro katolików myśli tak jak Ty ,jak by tylko mogli to by na stosie spalili ...ale w imię miłości i Boga to nawracać chcą bo oni mają racje ,tylko oni znają prawdę ...bo przecież większość się nie myli,bo skoro ojciec w to wierzył,dziadek wierzył to musi tak być.
Zdradliwość i podwójna gra to udawanie tolerancji a knucie po cichu spisku i szukanie kolejnych możliwości szantażu ,żeby przekabacić na jedynie słuszną drogę.
"Bóg jest miłością wiadomo "-cytat pewnego mądrego księdza ,który jest rzadkością wśród kleru.Dla Ciebie kim jest Bóg? Może starszym panem z brodą na tronie w niebiesiech ,który tylko patrzy kogo piorunem trzasnąć ,że do kościoła nie poszedł w niedzielę?
Elementarnych podstaw tolerancji się naucz .Wierz w co chcesz i pozwól innym wierzyć w co chcą, dopóki Cię nie krzywdzą .
Dla mnie kompletnie nie jest problemem katolicka wiara osób z rodziny ,nie nawracam ich ,akceptuję to i nigdy nie czułem presji od nikogo ,żebym się "nawrócił" . Bywałem w kościele na chrzcinach ,czy ślubach żeby porobić zdjęcia ,czy uczestniczyć w jakiejś rodzinnej uroczystości ,bo mi to zbytnio nie przeszkadzało .
Dla mnie najważniejsze jest to jaki człowiek jest ,ile ma tej dobroci w sobie a nie w jakiego Boga wierzy .
-
Ontoja
Trzeźwo i w sedno.
Kilka lat temu moja przyjaciółka była świadkową na ślubie w małym miasteczku. I będąc osobę całkowicie niewierzącą ani niepraktykującą (choć znała wszystkie rytuały z dzieciństwa) przyjęła komunię. Wiedziała, że jakby jej nie przyjęła, to by spadła krytyka na tą dziewczynę, która brała ślub (że taką świadkową wybrała ;)). I opowiedziała mi o tym na totalnym luzie. I pamiętam, że przez sekundę włączyło mi się coś takiego jakby lęk, że to świętokradztwo, mimo że świadomie także dawno podziękowałam religii chrześcijańskiej. Moim zdaniem te czipy z dzieciństwa mogą działać na osoby, które mają coś nie do końca oczyszczone, czyli mnie w podobnej sytuacji w tamtym momencie życia pewnie by jakieś nieprzyjemne coś spotkało, a przyjaciółka miała się doskonale ;P
-
Ontoja
Ja cały czas piszę o zdrajcach o tych co prowadzą podwójną zdradziecką grę .
Ontoja tobie się pomyliło zdrada z nawracaniem . ja nie piszę o nawracaniu bo nawracać można kogoś kto chce zmienić wyznanie lub można kogoś komuś sugerować określoną wiarę. natomiast zdrajca wyznaniowy to jest coś potwornego to jest człowiek .który potrafi czerpać wpływy czasem zyski z dwóch przeciwnych sobie wyznań. Taki człowiek nie ma ani charakteru ani godności na takim człowieku nie można nigdy polegać. . Taki człowiek szybko się uzależnia .chwiejny niczym chorągiewka na wietrze.
A więc jest różnica miedzy zdradą a nawracaniem
Kornelia
Twoja koleżanka jako osoba niewierząca nie powinna być świadkiem na ślubie - niedopatrzenie na parafii .ale jej postępowanie nie można nazwać zdradą wyznaniową .
-
Leon
Żadne niedopatrzenie. Większość Polaków wg kościelnych dokumentów to wierzący, a w tą zdradę wyznaniową nie wnikam, bo na mój gust lansujesz jakąś nieprawdopodobną teorię i sam problem też wydaje się sztuczny. Na tym forum chyba nie istnieje taka osoba o jakiej piszesz. Obawiam się walczysz sam ze sobą. Czego szukasz Leonie? I dlaczego na forum ezoterycznym?
-
Elementarnych podstaw tolerancji się naucz .Wierz w co chcesz i pozwól innym wierzyć w co chcą, dopóki Cię nie krzywdzą .
ontoja, jestem w szoku czytajac twoja wypowiedź, bo jakoś nie widziałem żeby leon nagabywał tu kogos na katolicyzm :) Może się nie wczytywałem, albo skupiałem na samej treści, ktora chcial przekazac, zamiast na analizie leona, ale jednak tam chyba nic takiego nie ma.
i tak btw, tak jak mogą byc skuteczni egzorcysci w kk, tak mogą być osoby majace duza wiedze o tej tematyce rowniez (spotkałem się). chyba że odgrywamy tu sobie (z przeszłości) małe prześladowanko chrzescijan, to sie nie wtracam, hehe
-
K woli wyjaśnienia
Dla przykładu podałem zdrajcę ,który jest np katolikiem + sekta np satanistów .Dotyczy to również zdrajcy każdego wyznania co prowadzi podwójną grę i jest równocześnie w dwóch wyznaniach w sposób czynny To takich zdrajców dotyczą klątwy.
-
Zastanawiałam się właśnie jakiś czas temu nad podobnymi sprawami. Też obserwuje ludzi rozwijających się duchowo, którzy np potrafią jednocześnie uczestniczyć w obrzędach katolickich (biorą śluby kościelne, chrzszczą własne dzieci, albo zostają chrzestnymi). Ja na przykład tego kompletnie nie rozumiem. I o ile nie ma dla mnie problemu iść do kościoła (czasami wchodzę obejrzeć jakiś kościół), to przyjmowanie jakichś kościelnych inicjacji, jest dla mnie zakłamaniem, czy po prostu brakiem własnego ugruntowania w rozwoju i tym co się naprawdę robi i jakim się jest. Osobiście już kilka razy odmówiłam zostanie matką chrzestną i czuję się z tym w porządku. I na przykład moje mieszkanie i przestrzeń w nim jest całkowicie wolna od alkoholu, papierosów, mięsa i osoby, które przychodzą (np. rodzice, którzy jedzą mięso, piją alkohol, a odwiedzają mnie raz do roku na kilka dni), wiedzą o tym i wiedzą, że mają tego nie robić u mnie w domu :).
-
Moim zdaniem te czipy z dzieciństwa mogą działać na osoby, które mają coś nie do końca oczyszczone, czyli mnie w podobnej sytuacji w tamtym momencie życia pewnie by jakieś nieprzyjemne coś spotkało
Kornelia sama tutaj potwierdziłaś to co leon napisał (tyle, że jakby bez poszerzenia o tematyke klątw, o której jest tu mowa)
Sądze że dobrze by na temat klątw i na inne tematy wypowiadały się osoby które mają o nich jakiekolwiek pojęcie, a nie takie które czyhają by kogoś pognębić, prześladować (bo najprawdopodobniej sami tego doznawali) wiadomo- leona nikt nie wesprze , jest jakis inny, wiec jest dobrym celem itd klasyka
-
Kinga,
a co jest złego w byciu chrzestnym ?
Ja jestem dumnym ojcem chrzestnym, a rozwijam się wieloma metodami i jak ksiądz wymaga odemnie, że wychowam chrześniaka w duchu religii gdzie guru jest Jezus to nie mam z tym problemu.
To co leon pisze to psychoza i lęki, ale jak patrzeć na różne światopoglądy to HINDUSKI JEZUITA został wykluczony z KK, ale sam nie miał problemu z łączeniem metod.
-
taoish
Napisałam coś bardzo prostego, jeśli w coś wierzysz, czy czegoś się obawiasz, to się może przydarzyć i tyle. To właśnie w jakimś sensie rozbraja teorię mocnych i tajemniczych klątw kk, którą lansuje leon.
kinga
Ja tak samo. Nawet pogrzeb chcę mieć świecki ;)
-
Kinga,
a co jest złego w byciu chrzestnym ?
Ja jestem dumnym ojcem chrzestnym, a rozwijam się wieloma metodami i jak ksiądz wymaga odemnie, że wychowam chrześniaka w duchu religii gdzie guru jest Jezus to nie mam z tym problemu.
To co leon pisze to psychoza i lęki, ale jak patrzeć na różne światopoglądy to HINDUSKI JEZUITA został wykluczony z KK, ale sam nie miał problemu z łączeniem metod.
Z założenia ojciec chrzestny powienien wspierać wychowanie dziecka w wierze katolickiej :P Taką się przecież przysięgę składa w trakcie chrztu.
-
J034,
mam swiadomosc jakie są skutki sakramentów czyli inicjacji KK. Więc głównie dlatego nie mam ochoty brać w tym udział, nawet jako ktoś postronny. Jak cię temat bardziej ciekawi, to Leszek (ale chyba tylko na FB), kiedyś wkleił świetny artykuł opisujący właśnie kościelne sakramenty, z punktu widzenia karmicznych i energetycznych skutków. Jak znajdę to wkleję.
-
Znalazłam, ale jako tekst, a nie linkt, więc wklejam z FB z posta Leszka:
Tekst anonimowy, który może się przydać do odreagowywania katolickich rytuałów:
"Jest siedem sakramentów tzw. kościoła apostolskiego (są obecnie dwie denominacje kościoła posiadającego rzekomo tzw. sukcesję apostolską: kościół katolicki oraz prawosławny): chrzest, bierzmowanie, komunia, pokuta, małżeństwo, kapłaństwo oraz namaszczenie chorych (zwane również ostatnim namaszczeniem).
Nauka o sakramentach zdaniem kapłanów kościelnych została przekazana w całości przez samego Jezusa, co jest historycznie rzecz ujmując nieprawdziwym twierdzeniem i nieuprawnioną nadinterpretacją, gdyż na przykład sakrament małżeństwa, jako odrębny rytuał ukształtował się dopiero w XI wieku. Przedtem uznawano po prostu lokalne tradycje ożenku, nie przypisując im charakteru sakramentalnego. Bywały okresy, gdy do sakramentów zaliczano pogrzeb oraz postrzyżyny zakonne.
Nie będę się rozwodził zbytnio nad tymi kwestiami i zanim przejdę do meritum, wspomnę tylko o rytuałach, które pochodzą z samego Nowego Testamentu aby czytelniej zobrazować problem.
Pierwszym jest chrzest przez zanurzenie w wodzie. W ten sposób chrzcił Jan Chrzciciel i uczniowie Jezusa. Ten obrzęd ma wymowną symbolikę - jest symboliczną śmiercią, powrotem do świata akwatycznego (prapoczątku) - i powrotem w odmienionej świadomości. Jest to klasyczny obrzęd przejścia. Drugim obrzędem opisanym w NT było przekazanie mocy Ducha Świętego przez nałożenie rąk na głowę adepta. Trzecim opisanym rytuałem jest nakładanie rąk na chorego i namaszczanie go olejem oraz zanoszenie zań modłów w intencji uzdrowienia. Czwartym jest obrzęd rytualnego posiłku z użyciem chleba oraz wina na pamiątkę śmierci Jezusa.
Obecnie kościół sprawuje siedem sakramentów, które nie mają nic wspólnego z nowotestamentowymi rytuałami żydowskiej sekty uczniów Jezusa. Mało tego, chrześcijaństwo ma w ogóle niewiele wspólnego z Jezusem gdyż założona przez jego bezpośrednich uczniów gmina jerozolimska, której przewodził rodzony brat Jezusa - Jakub zwany Sprawiedliwym, przestała istnieć w 70 roku n.e. gdy Żydów pogromili Rzymianie. Wtedy to kościół jerozolimski przestał definitywnie istnieć a prawdziwa sukcesja apostolska została przerwana i bezpowrotnie utracona.
Całe znane nam chrześcijaństwo instytucjonalne wywodzi się od Szawła z Tarsu, zwanego Pawłem, który pierwej będąc oprawcą chrześcijan, nawrócił się niespodziewanie podczas rzekomej wizji Jezusa i zaczął głosić jakoby jego naukę (nawet dla niewtajemniczonych nowotestamentowe pisma Pawła, pełne jurydyzmu, mizoginizmu, homofobii, jak i w ogóle fobii wszelakich, pozostają w jawnej sprzeczności z ewangelicznymi naukami Jezusa). Paweł pozostawał w permanentnym sporze z uczniami Jezusa i jego apostolstwo było samozwańcze i nigdy nie uznane przez gminę jerozolimską.
Obecnie kościół katolicki jest organizacją sprawującą magiczną kontrolę nad duszami swoich wiernych. Wierni są tylko owcami które się regularnie strzyże. Jedynym celem tej struktury jest gromadzenie (kradzież) energii i oddawanie się praktykom pieczętowania ludzi. Czynione jest tak od 1700 lat. Sobór nicejski w 325 roku był momentem ostatecznego zawarcia przez kościół paktu z diabłem, poprzez przyjęcie we władanie całej ekumeny, którą oddał kościołowi cesarz Konstantyn. Ta siła której oparł się Jezus, przemogła biskupów i patriarchów czyniąc ich swymi wasalami. (Mat 4.8-9: Jeszcze raz wziął go [Jezusa] diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do niego: Dam ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon. ) Tak oto chrześcijaństwo stało się swym cieniem.
Od wieków trwa pieczętowanie ludzi. Odbywa się to poprzez czarnomagiczne rytuały zwane sakramentami. System ten działa tak, że już nowonarodzone dziecko rodzice dobrowolnie przynoszą kapłanom aby ci dokonali pierwszego rytuału - chrztu. Jednak nie ma on nic wspólnego z obrzędem opisanym w Ewangeliach. Przede wszystkim nie jest aktem świadomym, dobrowolnym, pomijając inne kwestie. W czasie chrztu polewa się głowę niemowlęcia, przedtem wzywając szatana... Tak, szatana - już tłumaczę. Przed obrzędem chrztu następuje egzorcyzm, który ma sprawić aby szatan i inne demony opuściły dane dziecko. Ale dlaczego domniemywa się że to dziecko jest już nawiedzone przez szatana?! Skąd taki pogląd?... Magia działa tak, że jeśli coś wzywasz po imieniu to to przychodzi. Kontekst inwokacji jest wtórny. Jeśli cos wypędzasz, a tam tego czegoś w rzeczywistości nie ma, to to przyjdzie, bo usłyszy swe imię. Egzorcyzm przed chrztem jest wskazaniem demonicznym siłom, gdzie mają swoją nową ofiarę. Po egzorcyzmie, inwokacji szatana, kapłan namaszcza dziecko tzw. olejem katechumenów, następnie polewa dziecku wierzch głowy wodą i namaszcza ją tzw. świętym krzyżmem (specjalnym, poświęconym olejem) kreśląc na niej znak krzyża.
W starych tradycjach uznaje się, że na czubku głowy znajduje się ujście centralnego kanału energii, znanego jako czakram sahasrara. Przez ten czakram dusza opuszcza ciało w momencie śmierci lub też w momencie oświecenia przezeń następuje łączność z światem duchowym. Znam świadectwo pewnej osoby, która poddała się regresji hipnotycznej - kiedy doszła do momentu chrztu miała wizję zalewającej ją czarnej, śmierdzącej smoły, która wpływała weń przez czubek głowy...
Według mojego rozeznania kapłani w momencie chrztu kradną duszę dziecka, pieczętują ciało poprzez wykonanie wspomnianych czynności magicznych tak, aby ta dusza nie mogła swobodnie do ciała powrócić. Pisząc dusza mam na myśli szamańską wykładnię tego terminu. Zgodnie z szamańskimi doświadczeniami mamy wiele dusz, w tym jedną najważniejszą, którą można utracić i wtedy trzeba ją odzyskiwać. Po chrzcie człowiek nie ma kontaktu z najważniejszą częścią siebie, pozostając przez resztę życia tworem niekompletnym, niezintegrowanym i pokawałkowanym. Nie ma kontaktu z Jaźnią i jest praktycznie rzecz biorąc martwą istotą. Zdarza się że wskutek różnych doświadczeń życiowych, determinacji, owa pieczęć się poluźnia i można odzyskać częściową łączność ze swą duszą. Ale są to przypadki sporadyczne. Aby w pełni odzyskać duszę i sprowadzić ją do ciała konieczne jest podjęcie trudnego procesu.
Następnym sakramentem, wykonywanym w Polsce ok. 15-16 życia jest bierzmowanie. W starym rycie formuła tego obrzędu wyglądała tak: biskup czynił palcem umoczonym w św. krzyżmie znak krzyża na czole adepta, wypowiadając formułę: pieczęć daru ducha świętego, uderzał adepta w policzek i dmuchał nań. W nowym rycie formuła brzmi: przyjmij znamię daru ducha świętego i biskup dotyka symbolicznie policzka delikwenta. W kościele prawosławnym bierzmuje się zaraz po chrzcie pieczętując czoło, dłonie, pierś, stopy św. krzyżem, wypowiadając formułę: pieczęć daru ducha świętego.
Pomiędzy brwiami znajduje się wg starych tradycji tzw. trzecie oko, zwane czakramem adżnia. Jest to wewnętrzny, duchowy narząd percepcji pozazmysłowej. Aktywny umożliwia przeżycie wizji, iluminacji, jasnowidzenie itd. Kapłani zamykają to trzecie oko, przystawiając na nim swą pieczęć, aby adept nie był zdolny do samodzielnego doświadczania wizji. Jedyna wersja ich doktryny jest przekazywana intelektualnie przez urząd nauczycielski kościoła. Nikt nie ma prawa samodzielnie poznawać tamtej strony. Wszyscy mistycy, którzy widzieli tamtą stronę, np. Ojciec Pio, byli szykanowani i dręczeni przez kościelnych funkcjonariuszy bezpieczeństwa. Jeśli udało się tym mistykom otworzyć trzecie oko działo się to wbrew polityce kościoła i oznaczało zwykle wielkie problemy dla widzącego. Kilka przypadków oficjalnego uznania wizji i objawień, np. we Fatimie, było w praktyce wymuszone przez miliony wiernych i zostawały one uznawane chociażby z tego powodu, że ich uznanie oznaczało kolosalne wpływy do kościelnej kasy.
Zdolność doświadczania wizji jest tym, co odróżnia nas od reszty ożywionej materii. Świadomość człowieka jest tak skonstruowana, że jest ona polem wizyjnym. Umysł człowieka to ocean możliwości. Jeśli adept ma dostęp do swego umysłu, swej Jaźni, jest wolną istotą. Jeśli traci prawo dostępu tam, jest jak martwa maszyna... Jest niekreatywną masą mięsa i ścięgien, zaprzęgniętą do niewolniczej pracy na rzecz systemu i zasilania go swą energią. Taka osoba jest pokawałkowanym tworem policentrycznym - nie ma w nim centrum, nie ma duszy, nie masz nic oprócz tego co zwie się ego, które jest jedynie płytkim i nietrwałym wrażeniem transcendencji swego istnienia, nieustannie zagrożonym możliwością dezintegracji.
Kapłani karmią adepta ciałem i krwią zbawiciela. Rytualny posiłek, zamieniono w kolejny obrzęd magiczny. Najpierw mówią adeptowi że jest winny, że w mistyczny sposób brał udział w mordzie na Mesjaszu. Każą mu jeść jego ciało i pić jego krew. W ten sposób łamane jest tabu kanibalizmu. Eucharystia chrześcijańska, z konsumpcją ciała i krwi Jezusa, ma te same cechy, co rytualny kanibalizm, mimo że została przeniesiona do sfery symbolicznej. W magii coś jest tym, za co to coś uznajesz. Jeśli uznasz, że kawałek chleba jest ciałem Jezusa to w magiczny sposób on się nim staje. Działa to do tego stopnia, że odnotowano udokumentowane i zweryfikowane naukowo wypadki, że konsekrowana hostia zamieniała się w ustach adepta w kawałek skrwawionego, ludzkiego mięsa. [Tzw. Cud w Dubnej, Polska, rok 1867; Cud w Stich, Niemcy, rok 1970. Jedno z ostatnich tego rodzaju zdarzeń odnotowano w 1984 r. w Watykanie w czasie komunii , której Jan Paweł II udzielał w swej prywatnej kaplicy grupie pielgrzymów z Azji. Gdy Komunię przyjmowała pewna Koreanka, hostia stała się kawałkiem ciała ludzkiego. Znane są 132 udokumentowane przypadki podobnych wydarzeń. przyp. autora].
W ten sposób w miejsce własnej duszy, przyjmuje się jej substytut w postaci swoistego egregora. Mówiąc bardziej obrazowo instalowany jest w ciele i świadomości obcy byt o naturze metafizycznego wirusa, który potrafi przejąć stopniowo władzę nad całym człowiekiem. Egregor ten nie ma nic wspólnego z nowotestamentowym Jezusem, poza tym że nazwano go podobnym imieniem. Jego macki obejmują wszystkich uczestniczących w łamaniu tabu kanibalizmu podczas przyjmowania chleba i wina zmienionym poprzez dokonanie na nich magicznych operacji.
Kolejne sakramenty to: spowiedź i pokuta, zwana sakramentem pojednania, małżeństwo i kapłaństwo, których w tym tekście szerzej nie opiszę tylko nadmienię, że pokuta związana jest utrzymywaniem adepta w poczuciu winy aby kontrolować jego poczynania. Z kolei małżeństwo i kapłaństwo związane są po pierwsze z kontrolą nad popędem płciowym ale też pilnują ważnej w patriarchalnym społeczeństwie systemu dziedziczenia. Kapłan zachowuje celibat aby zgromadzony przez niego majątek kościelny nie był przez nikogo dziedziczony. Kontrola energii seksualnej daje kościelnemu egregorowi potężną moc. Małżonkowie katoliccy powinni uprawiać seks tylko w dniach niepłodnych kobiety. Wstrzemięźliwość seksualna powoduje że gromadzi się w ciele i świadomości potężna energia, którą karmi się zainstalowany egregor. Brak kontroli urodzin powoduje niekontrolowane płodzenie dzieci - nowych ofiar egregora, nowych źródeł energii.
Ostatnim sakramentem jest tzw. ostatnie namaszczenie, którego pierwowzorem było uzdrawianie przez nakładanie rąk. Dzisiaj nie ma nic wspólnego z uzdrawianiem, wykonuje się je głównie na człowieku w stanie agonii. Kapłan w czasie tego rytuału w praktyce zamyka umierającemu czakrę u podstawy kręgosłupa, gdzie drzemie najsilniejsza z mocy, zwana w sanskrycie jako kundalini. Jest to chtoniczna moc witalności, siły, oświecenia. W prawidłowym procesie w chwili śmierci kundalini powinna się przebudzić i wędrować wzdłuż kręgosłupa aż do czakry korony, na czubku głowy, i doprowadzić adepta do iluminacji. Ale adept ma zapieczętowaną czakrę korony, zapieczętowaną czakrę podstawy i kundalini zostaje przejęta przez kapłana i rytualnie przekazana egregorowi.
W ten sposób od wieków trwa proceder rabowania dusz niczego nie podejrzewającym ludziom. Pozostają one uwięzione i zasilają kościelną organizację, która nieprzerwanie przez 1700 lat pozostaje silna i niezłomna. Opiera się wszystkim wiatrom historii. Gromadzi bogactwa Ziemi i ludów, mając jednocześnie wszystko w pogardzie. Nie boi się ani bogów ani demonów. Ani królów ani rewolucji. Mało kto odważył się podnieść rękę na kościół. Kiedy rozmawiam z ludźmi wielu z nich przyznaje mi rację ale nigdy nie mieliby odwagi otwarcie się do tego przyznać. Podejrzewam, że niektórzy czytelnicy tego tekstu, o ile dotrą do tego miejsca, wyrażą swoje głębokie oburzenie na fakt targnięcia się na świętości. Im większa ich złość, tym silniej zainstalowany u nich ów egregor, o którym wspominałem. Im silniejszy protest, tym większa pewność, że mam rację. Im żarliwiej będą protestować, tym bardziej potrzebują pomocy.
Wielu przed nami poszło na zatracenie, wielu bezpowrotnie zaginęło w czeluściach mrocznych przestrzeni kościelnego egregora. Wielu już nie da się uratować. Kościół działa jak koń trojański - ludzie biorą go za coś, czym w rzeczywistości nie jest. Myślą, że spotkają tam Jezusa, miłość, przebaczenie i taki jest zewnętrzny pozór. W rzeczywistości jest to jedna z najniebezpieczniejszych organizacji, jakie kiedykolwiek nosiła ziemia. Jedynym sposobem na jej zlikwidowanie jest pozbawienie jej dopływu energii poprzez zaprzestanie chrzczenia ludzi i żerowania na ich energii.
Powyższy tekst jest wynikiem moich kilkuletnich obserwacji oraz przeprowadzonych działań. Zdaję sobie sprawę z tego, że dotykam tutaj materii bardzo delikatnej i (zwłaszcza w naszym kraju) moje poglądy mogą być bardzo kontrowersyjne, z czego zdaję sobie sprawę i na co jestem przygotowany, w tym na ewentualne ataki, ale uważam, że poznawszy ten problem nie mam prawa dłużej milczeć. Z uwagi na sytuację w naszym kraju, który stoi na krawędzi systemu państwa wyznaniowego, publikuję ten tekst anonimowo."
Dziękuję Autorowi
-
wiadomo- leona nikt nie wesprze , jest jakis inny, wiec jest dobrym celem itd klasyka
Wiele razy zauważyłam, że ktoś kto pisze odmiennie i nie kracze tak jak wszyscy, staje się obiektem ataków lub krytyk i ocen i za jakiś czas odchodzi.
Może więcej tolerancji na tym forum, zamiast zarzucać brak tolerancji i oceniać negatywnie innych?
Ostatnim przykładem jest Magic.
Ontoja.
Jak potrafiłeś na podstawie tak krótkiego wpisu Leona tak szeroko się o nim rozpisać i tak szczegółowo? To potrafi tylko wprawny psycholog.
-
Co do tematu który sie rozwinął - Bóg kocha zdrajców, Bóg akceptuje zdrajców, Bóg zdrajcom już wszystko wybaczył. Bierzmy przykład z Boga i nie sądźmy innych :) Wiele osób jest zagubionych pod względem duchowym i niech sobie mają tyle wyznań ile chcą, jeśli nie krzywdzą przy tym innych. Tak długo jak te osoby nie narzucają niczego innym ani nie robią im krzywdy, myślę że można dać im spokój skoro to ich życie i ich wybory.
Inga
Zazwyczaj tak się dzieje w przypadku osób które prowokują bądź wchodzą na forum by oceniać lub atakować rzeczony "nurt" forumowy. Jeśli na forum wchodzi osoba o odmiennych poglądach ale która sama akceptuje poglądy odmienne od niej, to nie pojawia się ani konflikt ani dyskusja czasem nawet. Po prostu jeśli jej nie odpowiada, odchodzi albo zostaje - bez potrzeby uznania jej poglądów jako właściwych.
-
Grażyna,
ale ja napisałem, że mi Jezus nie przeszkadza i będę wspierał chrześniaka w tej wierze (po lekkich modyfikacjach nie lękając się klątw za zdradę )
Kinga,
ja nie piszę, że sakramenty inicjujące to coś mocno pozytywnego, ale on i tak zostałby ochrzczony, a lepiej żeby miał mnie za opiekuna niż jakiegoś fanatyka.
Ja wyrosłem w tej religii i wiem, że gdybym nie był w żadnej wierze to i tak zanim bym znalazł swoją drogę to jakaś religia by mnie nauczała
-
Ok, rozumiem :)
-
Takie mniejsze zło ;) choć podobno coś takiego nie istnieje.
Sakramenty mu odreaguje, bo mam wprawę na sobie, a powiem szczerze, że mam "lęki", że laicka Europa to nie wolność wyboru religii, a uciekanie od czegokolwiek co niemierzalne i wyśmiewanie ludzi za ciemnogród gdy wierzą w jakiegoś tam boga.
Może to gdzie jestem teraz to wypadkowa KK i RD i dobrze mi z tym.
-
Witek.
Bardzo mądrze to napisałeś, tyle że ja nie widzę takich przypadków o których pisałeś.
I dlaczego ja nigdy nie czuję się prowokowana?
I dlaczego osoby na wysokim poziomie tak łatwo ulegają prowokacjom?
Uważam że osoby z innym punktem widzenia wnoszą coś nowego, co jest korzystne.
-
I dlaczego ja nigdy nie czuję się prowokowana?
I dlaczego osoby na wysokim poziomie tak łatwo ulegają prowokacjom?
Uważam że osoby z innym punktem widzenia wnoszą coś nowego, co jest korzystne.
Inga a teraz Ty mądrze napisałaś...
-
W to czemu poszczególne osoby reagują na prowokacje nie wnikam, zauważam że ktoś chce sprowokować, nawet jeśli nie reaguję. Ja reaguję (jako moderator) wtedy gdy ktoś prowokuje, nakręca a niekoniecznie na to do czego prowokuje. Były takie osoby, niektóre sam banowałem, niektóre same odeszły. Odchodziły też osoby które nie były krytykowane ale z których poglądami się nie zgadzano gdy toczyła się w ich temacie dyskusja. Myślę że osoby które odchodziły z forum bo były rzeczywiście atakowane, są w mniejszości w porównaniu do tych osób.
-
K woli wyjaśnienia
Dla przykładu podałem zdrajcę ,który jest np katolikiem + sekta np satanistów .Dotyczy to również zdrajcy każdego wyznania co prowadzi podwójną grę i jest równocześnie w dwóch wyznaniach w sposób czynny To takich zdrajców dotyczą klątwy.
Mogłem Cię z kimś pomylić , z kimś mi znanym, stąd ta dogłębna diagnoza ,bo dokładnie takimi samymi słowami mówicie ,być może inaczej jednak myślicie .Jeśli tak to przepraszam .
Dopytam się więc:
Jaką masz definicje sekty? Czy za sekciarzy masz też osoby rozwijające się duchowo w jakiś inny niż katolicki sposób ?
Faktem jest ,że są tacy ,którzy są szanowanymi członkami jakiejś społeczności ,także religijnej a nocami czczą lucyfera ,molocha itp. jak np. polityczna elita w USA .Zdrada jednej sekty na rzecz drugiej .Bóg wie co gorsze .
Zdrajca to bardzo emocjonalne określenie ,napiętnowuje jakąś osobę a przecież jest wielu którzy korzystają z róznych ścieżek duchowych czy religijnych biorąc z nich co lepsze .Takimi przykładami dla katolików powinny być takie osoby jak jezuita de Mello czy ksiądz Klimuszko .Jednak dla katolików to są zdrajcy i wszystkie "psy na nich wieszają" :)
-
Takie mniejsze zło ;) choć podobno coś takiego nie istnieje.
Sakramenty mu odreaguje, bo mam wprawę na sobie, a powiem szczerze, że mam "lęki", że laicka Europa to nie wolność wyboru religii, a uciekanie od czegokolwiek co niemierzalne i wyśmiewanie ludzi za ciemnogród gdy wierzą w jakiegoś tam boga.
Może to gdzie jestem teraz to wypadkowa KK i RD i dobrze mi z tym.
Ja mam podobne wrażenie .
Mam też wrażenie ,ze to pewne wpływowe grupy walcza o dominację dlatego teraz takie ataki na KK w mediach w Polsce i w Europie .
-
Ja reaguję (jako moderator) wtedy gdy ktoś prowokuje, nakręca a niekoniecznie na to do czego prowokuje. Były takie osoby, niektóre sam banowałem, niektóre same odeszły.
Regulamin nie zawiera punktu zakazującego prowokacje.
-
Nie zawiera, ale jeśli ktoś to robi uparcie zwraca mu się uwagę. A jak dochodzi do nieuprzejmości (bo tak było też) lub czynność jest wielokrotnie powtarzana użytkownik dostaje ostatnie ostrzeżenie i możliwość zmiany podejścia albo jest usuwany.
-
Tylko że ja cały czas myślę o osobach które same odchodzą, a ty mówisz o banowaniu. Zdaje się że myślimy o zupełnie innych osobach.
-
Mówię i o tych i o tych. Chyba że w ostatnich 3-4 miesiącach się coś stało bo nie bywałem na forum :)
-
Warto zwrócić baczną uwagę na tekst, który napisał leon, a który tak rozjuszył forumowiczów.
Dlaczego rozjuszył? Przecież to najprawdziwsza prawda! I ja o tym też czasami pisałem.
Pakt z diabłem to zbyt mocno powiedziane, ale w świetle wartości katolickich takie postępowanie (np udzielanie się katolika na tym Forum) w świetle obowiązującej go wiary winno być uznane właśnie za "pakt z diabłem". :)
Bardzo niebezpieczne są klątwy wyznaniowe - które sami sobie nabywamy. Dotyczy to osób które prowadzą podwójną grę wyznaniową . przykład : Np osoba na co dzień jest katolikiem do tego przyjmuje sakramenty tj przystępuje do spowiedzi nieszczerej , do komunii, zawiera ślub kościelny uczestniczy czasem w ceremoniach kościelnych ,mszach itp Równocześnie ta sama osoba wiąże się z innym wyznaniem czy sektą co jest równoznaczne z z paktem diabła . Ekskomunika tą osobę nie spotyka bo nikt o tym nie wie . Ale taka osoba ściąga na siebie różne odmiany klątw wyznaniowych . Jest to odmiana klątw ,które nie są rzucane przez nikogo tylko sami sobie je nabywamy. I jest to odmiana ,gdzie możemy sami się wyzbyć takich klątw tylko po niezbyt długim czasie jej posiadania i jej skutków które są uzależnione od organizmu. Niektóre typu opętanie musimy potem leczyć .
-
Leszek,
przez księdza nie reformowalnego pewnie tak, ale pytanie czy ty też uważasz, że nie można medytować, afirmować robić rebrehtingu, bo:
1 klątwa nas spotka
2 te metody nie działają gdy ktoś jest katolikiem ;)
-
Zupełnie o co innego mi chodzi.
Widzę, że często ludzie, którzy uważając się za katolików, wejdą w jakieś praktyki duchowe, które pokazują im zupełnie inną rzeczywistość duchową, zaczynają mieć problemy z lojalnością i poczuciem winy.
Znam chrześcijan, którym nie przeszkadza formalna przynależność do K.K. Znam też takich, ktorzy wybaczyć sobie nie moga, że próbowali poprawić jakość swego życia metodami z katolicyzmem nie mającymi punktów stycznych (konflikt wartości - katolicyzm = cierpiętnictwo, zaś huna, joga, rebirthing = szczęście osobiste).
-
uff ;) bo już się bałem, że coś muszę wybrać.
Tak na poważnie to pisałeś to już gdzieś Leszku, że ludzie gdy zaczynają łączyć Hune z KK to mają takie zgrzyty, że odpadają albo z kk albo z huny.
To najprawdopodobniej dzieje się teraz z Leon.
Ja jednak uważam, że gdy nie jest się fanatykiem to można to sobie pogodzić choć podejrzewam, że KK już by się do mnie nie przyznał w wielu kwestiach, ale kiedyś i ta organizacja podda się ewolucji choć De Mello wyrzucili.
-
Błogosławieństwo Boga jest zawsze silniejsze od klątwy, czyli złych życzeń i ataków.
Artykuł na ten temat (prawie skończony;)) z afirmacjami otwartości na błogosławieństwa Boga:
http://www.ezosfera.pl/sylwiawolf/artykul/970
-
super :-)
w zdaniu "Bóg błogosławi moje szczęściem. ", chyba chodziło o 'szczęście' tylko 'm' ci sie dopisało?
-
Mariusz
Tak:)
Jak ja lubię swoje drobne błędy, można się wtedy pośmiać:))
-
w zasadzie to nie jest nawet jakiś błąd, tylko z kontekstu to wynika ;)
-
Sylvia :)
Dzięki za piękny tekst :)
Jak miło się robi.
-
Też bym dodała, żeby ludzie sobie to wreszcie uświadomili - Jest wiele religii, ale tylko jeden Bóg, tylko w różnych odsłonach i wtedy nie muszą się bać, że łamią przykazanie "nie będziesz miał Bogów innych przede mną". Zreszta jak na ironię tymi Innymi Bogami są przede wszystkim nałogi i wszystko co pragniemy bardziej od Boga (najczęściej jest to pragnienie pieniędzy, seksu, relacji, sukcesu itp).
-
Jest wiele religii, ale tylko jeden Bóg,
Podobnież kiedyś było więcej bogów, ale tylko jeden z nich osiągnął wyjątkowy sukces pijarowy, i od tamtej pory przedstawia się jako ten jedyny i prawdziwy. Oraz wcale nie jest powiedziane, że tak będzie już zawsze. Ale znowu nie wiem, czy to odpowiedni wątek. :-)
-
Jest wiele religii, ale tylko jeden Bóg,
Kto osiągnął pewien wgląd, będzie to wiedział. Dla reszty ludzi będzie ten temat targany watpliwościami i dywagacjami dopóki nie osiągna odpowiedniego wglądu.
-
Pytanie po co dany człowiek wyznaje religię. Bo dla wielu jest to tylko wygodny sposób podzielenia świata na my-oni, i w takim podejściu do religii nigdy nie będzie jednego Boga.
-
Podobnież kiedyś było więcej bogów, ale tylko jeden z nich osiągnął wyjątkowy sukces pijarowy, i od tamtej pory przedstawia się jako ten jedyny i prawdziwy. Oraz wcale nie jest powiedziane, że tak będzie już zawsze. Ale znowu nie wiem, czy to odpowiedni wątek. :-)
dobre :) niestety mi jako "bogu" swego czasu nie udało się osiągnąć tego sukcesu pijarowego :P za to spore obciążenia z tym związane ;)
-
Pytanie po co dany człowiek wyznaje religię. Bo dla wielu jest to tylko wygodny sposób podzielenia świata na my-oni, i w takim podejściu do religii nigdy nie będzie jednego Boga.
ostanio jakoś wpadł mi w oczy ten tekst i taki fragment, który oddaje chyba istotę tej naszej jedności..
"A w zasadzie są to kreacje jednego superumysłu – wszechumysłu, który jest tak doskonały, że potrafi sam na siebie patrzeć pod różnymi kątami – z różnych punktów widzenia, które stają się zaczątkiem osobowości pozornie oddzielonych od siebie istot."
http://www.cudownyportal.pl/article.php?article_id=1440
-
F : drąż z wrażliwością wobec tego co żywe i zrozumieniem dla tego co martwe
G: drążąc zgłębiaj i odkrywaj istotę spójności w tym co różne i pomiędzy tym co odmienne
inspiracja dla rozwijania tej sztuki drążenia : )) stąd:
"Konsekwencja autorki w poszukiwaniu i drążeniu istoty spójności pomiędzy tak różnymi elementami, jak ciało kobiece i kawałki metalowych odpadów, zaowocowało niekończącą się inspiracją i fascynacją nieZŁOMnego piękna metalu. Trzeba mieć wrażliwość tak na ciało żywe i jego reakcje jak i zrozumienie dla martwego, a jednak pięknego kawałka stali. Veroniq Zafon to ma."
http://plfoto.com/aktualnosci,wydarzenia,materia-nie-zlomnie-inspirujaca,1324.html
-
Inga
np. jak mnie coś w jakiejś rozmowie porusza albo inspiruje to się "wcinam", czyli po mojemu włączam do dyskusji na ogólnie przyjętych zasadach, często tylko odnoszę się do tego aspektu który mnie interesuje, ciekawi, gnębi czy bulwersuje ,
np. nie interesuje mnie w tej rozmowie kto ma rację, ale to o czym pisałem w pierwszym wcinającym się : ) poście ,
czyli o ten rodzaj drążenia w motywie co ktoś musi czyli koniecznie powinien robić, myśleć albo czuć, wbrew chęciom i wyrażanym potrzebom przez tą (nie)zainteresowaną osobę
albo teraz dla odmiany bardzo podobny motyw: pytanie jest czego nie można/ nie powinno się tu czy tam robić wg kogoś innego - bo trochę tak odbieram to pytanie o wcinaniu się w cudzą rozmowę, jako pewnym nadużyciu z mojej strony, albo czymś nieuprawnionym, niegrzecznym i niestosownym
ale może nie zrozumieliśmy się bo różne słowa różnym ludziom kojarzą się inaczej? : )
tak czy inaczej mam nadzieję, że ta odpowiedź Cię zadowoliła i tym tekstem zaspokoiłem twą ciekawość ,
jakby co możemy ten temat dalej podrążyć ; )
-
kochajmy wszelkie drazenia
- oj, ciut bardziej dbajmy o siebie i innych, nie gwałćmy się osądami, presjami i schematami, podnośmy jakość wzajemnych drążeń ; )
-
Nie drążcie, abyście nie byli drążeni :)
-
drazenia - tak , wypaczenia - nie
-
https://fbcdn-sphotos-h-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn2/v/1456842_10152053735501803_865620883_n.jpg?oh=8c633468cc1c70cee69efe1b960ea431&oe=527F2DBF&__gda__=1384075650_893b253c47d55266a47eb440f91a3495
-
http://www.youtube.com/watch?v=5gSroh2XP-0
-
jest suma sumarum jakiś pozytywny efekt tego wszystkiego:
no ba, ja widzę u siebie i innych nie jakiś jeden, ale wiele różnych pozytywnych efektów, w tym radości i uświadomień, z tego wszystkiego : )
żeby było trochę w temacie: klątwy to taka ekstremalna forma narzucania (się/ograniczeń) innym z intencją karania ich za coś , albo niszczenia innych w celu wymuszania na nich zmian
-
Ja myślę, że jeśli mamy opcję wywalania śmieci albo do offtopic, albo w "kosmos", to nie ma co szukać w wątku tego, co zostało dawno wywalone :)
A więc wszelkie dyskusje na ten temat to picie piany.
-
uwaga na teściowe hehe:
"Ks. Rufus Pereira na X Forum Charyzmatycznym w Łodzi powołał się na przykład pewnej kobiety, która od 20 lat uskarżała się na ból brzucha. Podczas egzorcyzmu okazało się, że to cierpienie spowodowała teściowa – dając jej w dniu ślubu do wypicia szklankę mleka. Ono było nośnikiem przekleństwa teściowej, która nie zaakceptowała młodej kobiety jako żony swojego syna."
http://www.odnowa.jezuici.pl/szum/prowadzenie-spotkainmenu-33/modlitwa-o-uwolnienie-mainmenu-83/402-bog-amie-moc-przeklestwa