Pozytywne Inspiracje
Forum => OFFTOPIC => Wątek zaczęty przez: Doktor-X w 2012-11-02, 23:16:04
-
Oglądałem przed chwilą film na YT o wszechświecie który wprowadził mnie w refleksje z przed lat.
Jak myślicie po co jest życie ? Z jakiego powodu jest istnienie ?
Mogło by niebyć niczego i niczego ale jednak istnieje materia i życie, istnieje wyższa inteligencja która zarządza stworzeniem i wszystkim co jest.
Po co to wszystko powstało ?
-
A kto powiedział, że musi być jakieś "po coś"? Czy życie sobie nie może istnieć od tak, dla samego istnienia? ;P
-
Wydaje mi się że musi być jakaś przyczyna.
Żyjemy w świecie gdzie obowiązuje prawo przyczyny i skutku. Nie wiem czy to prawo obowiązuje poza schematami istot żywych ale jestem skłonny tak powiedzieć.
Ciekawy też jestem jaki był początek wszechświata.
Niektórzy mówią że nie było początku i nie będzie końca.
Trudno to pojąć. Przecież w naszym świecie tu na ziemi wszystko ma początek i koniec.
-
Doktor-X
Co do końca - tak się wydaje, ale jeśli spojrzeć na to z drugiej strony - budynek np. z czasem runie, ciało umrze i się rozłoży. Jednak to co tworzyło ten budynek i ciało, nie znika, tylko wraca do ziemi, do materii z której powstało. Czyli końca nie ma, choć jest jakaś przemiana. Ludzie rodzą się i umierają, drzewa i rośliny rosną, zamierają a potem dzieje się to od nowa. "Życie" wykorzystuje materię do zaistnienia, gdy z materii znika, ta materia znowu pojawia się jako przestrzeń, środek do zaistnienia nowego życia. I tak się kręci to. Życie rodzi się i umiera - zanika w jednym obszarze, skupieniu materii i pojawia w kolejnym. Tak długo jak jest wola, zaprogramowanie (biologiczne, genetyczne) to życie zachowuje się w jednym konkretnym skupieniu, ciele itp. Ciało to w sumie zbitka "piachu" i wody gdy kompletnie jest pozbawione życia:) Jednak najsilniejszy aspekt tego, co sprawia że ta zbitka piachu i wody zachowuje formę ciała, to wola życia, wola istnienia w materii (najsilniejszy u wszystkiego co żyje - instynkt przeżycia). To w jaki sposób pojawiła się ta wola życia, to już kwestia nieodgadniona jednoznacznie przez naukowców:) Ja optuję za przekonaniem że materia ożywiona powstała z materii nieożywionej i zaszły odpowiednie "warunki" by zaiskrzył główny czynnik nadający istnienie życia - czyli wola życia.
Temat jest fajny, więc go wydzieliłem
-
Ja optuję za przekonaniem że materia ożywiona powstała z materii nieożywionej i zaszły odpowiednie "warunki" by zaiskrzył główny czynnik nadający istnienie życia - czyli wola życia.
Czyli życie powstające na konkretnych płaszczyznach powstaje z energii istniejącej na danej płaszczyźnie, przybierając jakąś wyodrębnioną, żyjącą formę? Czyli w takim przypadku w świecie materialnym, gdzie energia ma formę materialną, powstaje życie również w takiej formie. A jako, że materia jest płaszczyzną niższą/bardziej zagęszczoną/mniej subtelną (nie wiem jak to nazwać) to życie powstałe tutaj wyższe ciała musi sobie wykształcić w żmudnym procesie ewolucji lub mniej żmudnym rozwoju duchowym. Z kolei takie aniołki rodzące się w świecie przyczynowym mogą dużo łatwiej wyhodować sobie te niższe ciała, ale przy tych wyższych już muszą się więcej napracować. Stąd byłaby różnica w długości czasu, jaki jest potrzebny przeciętnemu osobnikowi do oświecenia. Potencjał ten sam, ale różne miejsce startu.
Dobrze to rozumiem?
-
Doktorze,
Pomyliła Ci się przyczynowość z celowością.
Przyczynowość oznacza że była jakaś przyczyna. Np puszka z colą zostawiona w samochodzie wybuchła. Czemu? Bo było zbyt gorąco. Ale pytanie "po co" nie ma już sensu, bo wymaga jakiejś motywacji ze strony coli czy puszki. A one nie wybuchły po to zachlapać samochód -- choć jak najbardziej jakiś niemiły znajomy mógł zostawić tę puszkę po to aby mi zrobić kawał.
Po prostu: przyczyna musi być, natomiast motywacja wymaga już świadomości.
Witek,
Życie też może się skończyć, kiedy zabraknie surowców i źródeł energii w danym środowisku. I teraz zakładając że wszechświat jest zamkniętym systemem, czyli żadna energia nie dochodzi z zewnątrz, ilość entropii (energii niezdatnej do ponownego wykorzystania) cały czas wzrasta, aż w końcu zwyczajnie cała energia się "zużyje" (przejdzie w formę niezdatną do wykorzystania) i to będzie na tyle.
-
Doktorze,
Pomyliła Ci się przyczynowość z celowością.
Przyczynowość oznacza że była jakaś przyczyna. Np puszka z colą zostawiona w samochodzie wybuchła. Czemu? Bo było zbyt gorąco. Ale pytanie "po co" nie ma już sensu, bo wymaga jakiejś motywacji ze strony coli czy puszki. A one nie wybuchły po to zachlapać samochód -- choć jak najbardziej jakiś niemiły znajomy mógł zostawić tę puszkę po to aby mi zrobić kawał.
Po prostu: przyczyna musi być, natomiast motywacja wymaga już świadomości.
A co jeśli wszechświat jest świadomym 'ciałem Boga', przekształcającym się i ewoluującym w coraz to nowe formy przejawiania w celu samopoznania poprzez doświadczenie samego siebie za pomocą jednostkowej świadomości, która rozszerza się w ramach ewolucji/rozwoju ;]?
Myślę, że świadomość sama potrafi nadać sobie celowość (w ramach istnienia wolnej woli) zaś wszechświat sam w sobie nie ma żadnej celowości poza samym istnieniem. To umsł nadaje znaczenia, prawa natury rządzą się prawem przyczynowości, nie celowości.
Co do prawa zachowania energii to ostatnio jest ono podważane (przez drugich potwierdzane, w zależności od zajmowanych punktów siedzenia ;)) w ramach rozważań o ekspansji wszechświata i związaną z nią energią próżni. Musiałabym sięgnąć do źródeł :)
No i faktycznie, jedna z teorii ewolucji wszechświata przewidująca coraz szybszą akcelerację ekspansji (czyli ta najbardziej prawdopodobna, zgadzająca się z obserwacjami) zakłada tzn. big rip czyli w luźnym tłumaczeniu wielki krach/rozerwanie - scenariusz, w którym wszelkie źródła energii powoli gasną, po 10 do 100 milionach lat parują nawet czarne dziury i nieliczne pozostałe gwiazdy (głównie białe karły i gwiazdy neutronowe)
-
Przyczepię się: Wielki Pruj i Wielki Mróz to akurat dwie różne rzeczy.
(Zastrzegam sobie wszelkie prawa do określenia "Wielki Pruj" ;)
-
Dzięki za poprawkę. Faktycznie inne, choć w sumie dotyczą tego samego scenariusza.
PS. Strzał w 10 z tym 'prujem' :D Chyba pada najbliżej oryginalnego znaczenia :)
-
http://www.astraldynamics.pl/artykul-20,,.html
-
Doktor-X
Co do końca - tak się wydaje, ale jeśli spojrzeć na to z drugiej strony - budynek np. z czasem runie, ciało umrze i się rozłoży. Jednak to co tworzyło ten budynek i ciało, nie znika, tylko wraca do ziemi, do materii z której powstało. Czyli końca nie ma, choć jest jakaś przemiana. Ludzie rodzą się i umierają, drzewa i rośliny rosną, zamierają a potem dzieje się to od nowa. "Życie" wykorzystuje materię do zaistnienia, gdy z materii znika, ta materia znowu pojawia się jako przestrzeń, środek do zaistnienia nowego życia. I tak się kręci to. Życie rodzi się i umiera - zanika w jednym obszarze, skupieniu materii i pojawia w kolejnym. Tak długo jak jest wola, zaprogramowanie (biologiczne, genetyczne) to życie zachowuje się w jednym konkretnym skupieniu, ciele itp. Ciało to w sumie zbitka "piachu" i wody gdy kompletnie jest pozbawione życia:) Jednak najsilniejszy aspekt tego, co sprawia że ta zbitka piachu i wody zachowuje formę ciała, to wola życia, wola istnienia w materii (najsilniejszy u wszystkiego co żyje - instynkt przeżycia). To w jaki sposób pojawiła się ta wola życia, to już kwestia nieodgadniona jednoznacznie przez naukowców:) Ja optuję za przekonaniem że materia ożywiona powstała z materii nieożywionej i zaszły odpowiednie "warunki" by zaiskrzył główny czynnik nadający istnienie życia - czyli wola życia.
Temat jest fajny, więc go wydzieliłem
Też tak uważam. Koniec może nigdy nienastąpić. Będzie następywać tylko ciągła zmiana i transformacja.
Ale co z początkiem wszystkiego ?
I po co wszystko istnieje ?
Lynd
Słuszna uwaga. Miałem na myśli cel w jakim powstało wszystko co jest.
Jak myślicie, po co powstał wszechświat ?
-
To są dość abstrakcyjne tematy, ale ja czuje tak, że wszechświat nigdy nie powstał, a po prostu zawsze był, a właściwie to "jest". O co chodzi? Przede wszystkim o pojęcie czasu. Dla mnie czas jest tak samo prawdziwy jak liczby - jest to pojęcie służące jedynie do opisu rzeczywistości, a tym przypadku do opisu przemian wszystkiego co istnieje.
No bo jakby nie spojrzeć, realnie istnieje tylko "teraz". Wszystko co istnieje ulega przemianom - zmienia formę, położenie, itd. I te wszystkie przemiany mają miejsce teraz. Ludzki rozum dla ułatwienia sobie postrzegania tych przemian stworzył pojęcie czasu. Wyobraźmy sobie, że była sobie kałuża, ale wyparowała. To co się dzieje z tą wodą, dzieje się tylko w teraz, ale umysł jakoś musi się odnieść do stanów tej wody, których już nie ma i które dopiero będą, więc stworzył sobie pojęcie przeszłości i przyszłości.
Gdyby cały wszechświat nagle zastygł, gdyby nagle zatrzymane zostały wszelkie przemiany i ruch, to czy wciąż płynąłby czas? A gdyby nagle wszystkie przemiany i ruch przyspieszyłyby, ale świadomość i myślenie odbywały się w tym samym tempie, to czas płynąłby szybciej?
Postrzeganie czasu i jego upływu jest uzależnione od naszego postrzegania rzeczywistości. Tak samo jest z kwestią początku i końca. Umysł potrzebuje nadać czemuś zamknięte ramy, nie potrafi sobie wyobrazić nieskończoności. Pół biedy, gdy mówimy o braku końca, o tym że coś zawsze będzie - bo skoro to już jest to jeszcze potrafimy sobie jak tako wyobrazić, że po prostu to jest zawsze i tyle. Ale jak tu sobie wyobrazić minus nieskończoność? Już trudniej sobie wyobrazić, że coś zawsze było i nie miało początku. Jesteśmy tak bardzo przyzwyczajeni do koncepcji początku i końca, że wykracza to po za nasze możliwości pojmowania.
A wszechświat sobie po prostu jest. I to "bycie sobie" jest stanem permanentnym, bo taka jest natura wszechświata, że on po prostu jest. Oczywiście mówię tu o samym istnieniu, a nie tylko materialnej formie wszechświata. Płaszczyzna fizyczna może mieć swój początek, a być może także koniec. Podejrzewam, że kolejne płaszczyzny istnienia (np. materialna, astralna, mentalna, itd.) powstają sobie w procesie istnienia, a być może także ulegają zużyciu, choć w to akurat wątpię. Być może kiedyś powstaną jeszcze inne płaszczyzny i możliwości przejawiania się - w końcu wszystko ulega ciągłemu rozwojowi (w różne strony, także te spaczone).
W każdym razie teoria Wielkiego Wybuchu miałaby sens, jeśliby przyjąć że materia kiedyś nie istniała, a potem pod wpływem jakiejś kreacji po prostu powstała. Tak jak powstają nowe formy życia w materii pod wpływem ewolucji, tak być może powstają nowe płaszczyzny istnienia - trzeba by spojrzeć na istnienie w skali dużo szerszej niż materialny wszechświat, gdzie ten jest tylko jakąś częścią całości istnienia i nagle widać ten ogrom wszelkiego istnienia :P
-
Mnie zastanawiał fakt, że zawsze istnieje bardziej "coś" niż "nic". A nawet "nic" stanowi "coś". W zasadzie poza to nie potrafię wyjść ;)
-
A czy aby na pewno istnieje jakiekolwiek nic? Wg mnie określeniem "nic" ludzie nazywają coś, co im się wydaje niczym z powodu ich zawężonego postrzegania, a co w rzeczywistości jest czymś :P
I tak półżartem, to tak jak przy tych sfochowanych ludziach.
- Co ci jest?
- Nic!
:D
-
Clint:
Fajnie piszesz, ale dorzucę parę groszy ;]
Otóż, czas istnieje jako czwarty wymiar na płaszczyźnie materialnej. Owszem z wyższych płaszczyzn duchowych to wygląda dokładnie tak jak piszesz - wszystko istnieje od zawsze, pojęcie czasu jest tworzone przez umysł itp. Ale w rzeczywistości, której obecnie doświadczamy rządzą prawa fizyki wg. których czas jest najknajbardziej realny.
A co do tego, co było przed Wielkim Wybuchem i jak powstała materia krążą tylko spekulacje, bo póki co nie da się tego zweryfikować empirycznie. (I empirycznie zapewne się nigdy nie zweryfikuje, podobnie jak z reinkarnacją i istnieniem płaszczyzn duchowych)
Gdyby cały wszechświat nagle zastygł, gdyby nagle zatrzymane zostały wszelkie przemiany i ruch, to czy wciąż płynąłby czas? A gdyby nagle wszystkie przemiany i ruch przyspieszyłyby, ale świadomość i myślenie odbywały się w tym samym tempie, to czas płynąłby szybciej?
Fajne pytanie. Myślę, że czas jest względny, podobnie jak jego upływ. Z resztą pięknie tłumaczy to teoria względności ;)
BR:
Bo to bardzo ciekawy koncept - umysł po prostu nie potrafi pojąć pojęcia 'nic', bo nic z zasady po prostu nie istnieje*, więc nie może zaistnieć jako konkretna reprezentacja w umyśle. Tworzy się tylko pewna idea, przybliżenie, które powoduje że owe 'nic' sami powołujemy do istnienia na płaszczyźnie mentalnej. Jesteśmy przyzwyczajeni do myślenia o całości w kategoriach jej wycinków, co tworzy taki mały paradox loop. Ehh, chyba nie umiem tego wyjaśnić, bo to już poziom konkretnych abstrakcji :P
*ja widzę wszechświat jako 'self-contained entity' czyli w przybliżeniu byt zawierający się sam w sobie - nieskończony, więc każde rozważanie o początku/końcu, krawędzi etc. nie ma sensu z punktu widzenia całości, może odnosić się tylko do elementów wewnątrz. Pozostaje pytanie, które elementy można uznać za wewnętrzne ;)
-
Owszem ciekawy. Jednak swojego czasu najsilniej mnie dołował, gdy przerabiałam temat sensu życia. Docierało do mnie, że nie istnieje "nic". Nie ma szansy, na to, aby się zredukować z tego świata, istnienia w ogóle. Nawet pojęcie "nic" zawiera w sobie przestrzeń na coś, co jak napisaliście podlega prawom umysłu, który nazywa, wyobraża sobie, tworzy.
Nawet nicość, tak zwana pustka jawi mi się jako przestrzeń, czerń, a to nie jest nic. ( omg!)
No cóż ;)
Ja sobie od rana piszę książkę, mam nadzieję, że nie zawrę w niej tak optymistycznych spostrzeżeń na temat pustki jak tutaj ;)
-
No właśnie, ta 'pustka' w rzeczywistości nie jest wcale pusta, a jest stanem wszechmożliwości, płaszczyzną, z której może się narodzić prawie każda idea. Nawet przestrzeń w senie fizycznym nie jest pusta, a zawiera w sobie całe mnóstwo cząstek subatomowych, promieniowań, pól etc.
A co do świadomości - nie da się jej zniszczyć. Niektórzy próbowali różnymi metodami przez wcielenia, efekty trzeba było odreagowywać w tym :D
-
No właśnie, ta 'pustka' w rzeczywistości nie jest wcale pusta, a jest stanem wszechmożliwości, płaszczyzną, z której może się narodzić prawie każda idea. Nawet przestrzeń w senie fizycznym nie jest pusta, a zawiera w sobie całe mnóstwo cząstek subatomowych, promieniowań, pól etc.
Podobno nawet ta słynna, buddyjska pustka w oryginalne znaczy mniej więcej to co napisałaś, ale z braku lepszych słów została tak niefortunnie przetłumaczona rodząc wiele nieporozumień :P
A co do samounicestwienia się, empirycznie sprawdziłem że się nie da ;D Niszczenie fizycznego ciała niczego nie dało, nigdzie się dusza nie uwolniła, a w razie przesady powstawało nowe ciało. Kreowanie sobie pustki we łbie i emocjonalnej jakoś nie rozpuściło ciała astralnego i mentalnego. Przeginka w drugą stronę polegająca na wypełnianiu destrukcyjnymi myślami i emocjami także ich nie rozsadziła. Jeśli zaś chodzi o odcięcie się od Boga i miłości, tak bardzo aby zerwać całkowicie łączącą z nimi wieź i pozbyć się swojego WJ to także zakończyło się niepowodzeniem. Zobojętnienia się na wszystko tak bardzo, aby przestać czuć cokolwiek i mieć na wszystko wyrąbane, a więc w pewnym sensie nie istnieć - porażka. Rezygnacja z siebie, swoich myśli, pragnień i potrzeb, aby stać się wyłącznie cudzymi myślami, pragnieniami i potrzebami i tym samemu zastąpienie swojego istnienia cudzym, również nic nie dała.
Jak widać próbowałem niemal wszystkiego :D
Dżizas, ja to naprawdę musiałem mieć siebie dość :P
-
No więc, powiedz mi jak mam tutaj po wieczność żyć.....:D (przed chwilą tak leciało w radiu gdy czytałam Wasze posty)
-
Ja tam się cieszę, że to wszystko było niemożliwe. Perspektywa wiecznej szczęśliwości, nieskończonych możliwości przejawiania się we wciąż rozrastającym się wszechświecie brzmi ciekawie. Szkoda by było stracić taką możliwość, tylko dlatego że się było gościem po przejściach. :P
-
Lynd
Zauważ że życie ma jednak sposoby sposoby na to, żeby pozyskiwać nowe surowce, korzystać ze źródeł odnawialnych itp. Człowieka np. :) No i pewnie jakichś kosmitów ;P Nie sądzę by we wszechświecie istniała taka energia, która nie mogłaby być ponownie wykorzystana w wyniku odpowiedniego procesu. Myślę że technologia odpowiednia jest możliwa do rozwinięcia. Nad ograniczonością energii też bym się zastanowił.
-
Witek,
To o czym mówisz, nowe surowce itp. odbywają się w obrębie naszej Ziemi, która w skali kosmologicznej znaczy mniej niż dla Ciebie ziarenko kurzu w piwnicy u mieszkańca Rio De Janeiro ;) "Źródła odnawialne" tak naprawdę zapewniane są z zewnątrz przez Słońce (i w mniejszym stopniu przez energię wnętrza Ziemi, która też mocno jest zasilana przez pływy spowodowane orbitowaniem wokoło Słońca i orbitowaniem Księżyca wokół nas ).
We Wszechświecie większość (jeśli nie całość) energii która nadaje się do jakiegokolwiek wykorzystania pochodzi z gwiazd. Gwiazdy mają ograniczoną ilość paliwa i ograniczony okres życia. Jest ograniczona ilość wodoru we wszechświecie, z której mogą tworzyć się kolejne gwiazdy.
Co do entropii: to nawet na Ziemi masz tego mnóstwo przykładów. Wydychasz CO2, którego nie jetseś już w stanie wykorzystać. Roślina jest w stanie "przywrócić" go do O2, ale tylko kiedy ma dostęp do, właśnie, energii słonecznej. Podobnie wypalony łebek zapałki nie może już być ponownie wykorzystany do rozpalenia ognia, czy popiół do... no w sumie do niczego poza może nawozem dla roślin (i znowu Słońce :) Jak odzyskałbyś energię wykorzystaną do np. zaparzenia sobie herbaty, która wystygła? Całe ciepło rozeszło się po Twoim pokoju, owszem, ale jest już tak rozrzedzone że nie byłbyś w stanie go użyć do napędzenia np. turbiny.
(Ciemno za oknem i entropia ogarnęła mój mózg, mam nadzieję ze to jest trochę zrozumiałe. :) Jakby coś, tu jest dobry przykład: simple.wikipedia.org/wiki/Thermodynamic_entropy (http://simple.wikipedia.org/wiki/Thermodynamic_entropy)
-
"Całe ciepło rozeszło się po Twoim pokoju, owszem, ale jest już tak rozrzedzone że nie byłbyś w stanie go użyć do napędzenia np. turbiny."
Przy obecnym poziomie technologicznym:) Nie mówię że efekt ten musi zostać osiągnięty na poziomie biologicznym, ale że biologiczne stworzenie jakim jest np. człowiek, z czasem będzie mógł technologicznie wypracować proces odzyskiwania takiej energii
-
A co z ciepłem które wytworzyła ta obracająca się turbina? ;)
-
Nie będę się wypowiadał na temat poziomu technologicznego na jakim jest turbina, bo spodziewam się technologii daleko wykraczającej poza obecną :) Startrekowe "materializatory" jedzenia i innych rzeczy np. są dla mnie urządzeniem których stworzenie w przyszłości jest pewne.
-
Lynd
skoro entropia ciągle rośnie to dlaczego wszechświat ciągle istnieje w nie całkiem poddanej entropii formie? ;p
-
Mariusz:
A czemu fakt wzrostu entropii miałby zagrażać wszechświatowi? Za równie realne zagrożenie możnaby uznać np. fakt jego ekspansji ;) Po prostu nie ma tu związku przyczynowo-skutkowego, albowiem to jedno z podstawowych praw fizyki, dzięki któremu m.in. czas nie może płynąć w odwrotnym kierunku (odwrócenie jego biegu jest niemożliwe właśnie z powodu wzrostu entropii - jeśli zbijesz kieliszek to nie cofniesz czasu w celu odtworzenia jego pierowtnej formy. W celu jej przywrócenia musiałbyś od nowa przetopić szkło, z którego się składa, a to z kolei wymaga doprowadzenia energii z zewnątrz, co spwoduje owszem spadek entropii kieliszka, ale jej wzrost w systemie/miejscu, z którego ta energia została pobrana) Po prostu im dalej od momentu startu (wielkiego wybuchu) tym większa entropia, a fakt, że jej nie zauważamy w codziennym życiu zawdzięczamy m.in. temu, że inteligencja, jak i samo życie ma zdolność porządkowania swojego otoczenia kosztem energii z zewnątrz. (BTW, to cecha, która pozwala odróżnić żywe komórki od materii nieożywionej jak i planety posiadające biosfery od tych, które ich nie mają)
-
Lynd
skoro entropia ciągle rośnie to dlaczego wszechświat ciągle istnieje w nie całkiem poddanej entropii formie? ;p
...powiedział facet na 12000-kilometrowej kuli żelaza, krzemu i tlenu (już bezwartościowego, bo zawartego w utlenionych związkach). Gwiazdy z tej kupy śmiecia już nie zrobisz, a piaskiem czy wodą w piecu nie napalisz ;)
A tak już całkiem poważnie: aktualnie jest szacowane że wszechświat "całkiem" podda się entropi, za długi, długi, dłuuuuuuuuugi czas. Samo zaprzestanie powstawania nowych gwiazd jest szacowane na 10^14 lat, czyli kilka tysięcy razy dłużej niż wynosi aktualny wiek wszechświata. Jest jeszcze sporo czasu żeby się oświecać ;)
http://en.wikipedia.org/wiki/Future_of_an_expanding_universe (http://en.wikipedia.org/wiki/Future_of_an_expanding_universe), fascynująca lektura :)
-
A tak już całkiem poważnie: aktualnie jest szacowane że wszechświat "całkiem" podda się entropi, za długi, długi, dłuuuuuuuuugi czas. Samo zaprzestanie powstawania nowych gwiazd jest szacowane na 10^14 lat, czyli kilka tysięcy razy dłużej niż wynosi aktualny wiek wszechświata. Jest jeszcze sporo czasu żeby się oświecać ;
I co potem ?
-
Lynd
Ja mam na myśli to, że Wszechświat już istnieje od nieskończenie długiego okresu czasu. Nie ten "nasz" lokalny co wybuchł coś z 14 mld lat temu tylko Istnienie w ogóle
-
Mariusz,
Na dobrą sprawę nikt nie wie co było przed Wielkim Wybuchem. Tuż przed nim wygląda na to że cała energia która teraz tworzy nasz Wszechświat była skupiona w jednym punkcie, osobliwości która. m.in. powoduje że czas stoi w miejscu. (No, czas zrobił się razem z WW:)
Co do Istnienia, to już kwestia natury filozoficznej. My wiemy tylko o naszym Wszechświecie. A może Wszechświaty tak się tworzą i stygną, w jakiejś wielkiej maszynie do robienia baniek wszechświatowych ;)
Doktor,
Potem sprawa się rozwidla w różne strony, zależnie od tego co jest czy nie ma (i to tylko w przypadku Wielkiego Chłodu). Nie na moją głowę aby to streścić :)
-
Fajny ten artykuł Mariusz.
Aż czuje że mi słów brakuje żeby to opisać. Łatwiej by było wyrażać emocjami co się myśli , sądzi i czuje niż słowami.
-
Wielki Pruj, Wielki Chłód, Wielki Zgniot... a teraz Wielki Mlask: z obliczeń nad prawdopodobnym bozonem Higgsa wynika że za kilkadziesiąt miliardów nasz wszechświat może przestać istnieć, bo jest niestabilny.
Kiepski polski artykuł (http://www.geekweek.pl/aktualnosci/15534/zle-wiesci---wszechswiat-sie-konczy)
Lepszy artykuł angielski (http://cosmiclog.nbcnews.com/_news/2013/02/18/17006552-will-our-universe-end-in-a-big-slurp-higgs-like-particle-suggests-it-might?lite)
-
Wielki Pruj, Wielki Chłód, Wielki Zgniot... a teraz Wielki Mlask: z obliczeń nad prawdopodobnym bozonem Higgsa wynika że za kilkadziesiąt miliardów nasz wszechświat może przestać istnieć, bo jest niestabilny.
Kiepski polski artykuł (http://www.geekweek.pl/aktualnosci/15534/zle-wiesci---wszechswiat-sie-konczy)
Lepszy artykuł angielski (http://cosmiclog.nbcnews.com/_news/2013/02/18/17006552-will-our-universe-end-in-a-big-slurp-higgs-like-particle-suggests-it-might?lite)
Ameryki, wcale tym nie odkryli ;)
-
GA, to żart czy o czymś nie wiem?
-
"The universe wants to be in a different state, so eventually to realize that, a little bubble of what you might think of as an alternate universe will appear somewhere, and it will spread out and destroy us."
[trolling] Czyli wszechświat, jak twór samo-świadomy, tworzy swoją kopię o odmiennych parametrach cząstek elementarnych, bo jego własne są na granicy stabilności ;)? [/trolling]
-
http://www.youtube.com/watch?v=9EPlyiW-xGI&feature=player_embedded
facet zrobił coś na kształt małego sztucznego słoneczka, które... zaczęło objaśniać jego zdaniem niektóre zjawiska w kosmosie bez konieczności odwoływania się do np ciemnej energii i paru innych teorii
jest jeszcze cześc druga
-
Szlag, szkoda że po angielsku. Co wy tak wszyscy ten angielski umiecie ?
Co do naszej galaktyki. Tak będzie prawdopodobnie wyglądać za niespełna 4 miliardy lat
http://www.nasa.gov/mission_pages/hubble/science/milky-way-collide.html
-
Szlag, szkoda że po angielsku. Co wy tak wszyscy ten angielski umiecie ?
Co do naszej galaktyki. Tak będzie prawdopodobnie wyglądać za niespełna 4 miliardy lat
http://www.nasa.gov/mission_pages/hubble/science/milky-way-collide.html
To both: Cannot beat mutual love ;) ~~~~ Do obu: trudno się oprzeć sile miłości :D
-
prędzej grawitacji ^^
-
http://demotywatory.pl/4057179/Widok-rozgwiezdzonego-nieba-sklania-mnie-do-refleksji
-
http://strefatajemnic.onet.pl/apokalipsa/superwulkan-ktory-zniszczy-europe/942m7
ciekawe czy ich przeznaczeniem jest w koncu wybuchnąc cz tylko gorąco mruczeć
-
http://www.wykop.pl/i/link/1718986/dwa-miliardy-planet-podobnych-do-ziemi-w-drodze-mlecznej/ czy Ziemia jest naprawdę taka wyjątkowa ?
-
No coz, w Ukladzie Slonecznym Ziemia moze i jest wyjatkowa, a poza tym...czy to w Drodze Mlecznej, czy w odleglych galaktykach moze byc tyle "Ziem", co mieszkancow Ziemi:D
Ale kazdy i tak jest wyjatkowy...;)
-
jak sam tytuł mówi "podobnych" planet
dla mnie oczywiscie jest wyjątkowa bo innej nie znam :) a i pewnie na róznych poziomach bytu, jak sie człowiek uwrazliwia ma odczucia ze poznaje ją na nowo
moze stamtad przylatuja do nas i rzeżbią w zbozu
kiedys sniły mi sie inne palnety , ze 3 razy a takze lądowania ufo na naszej
w jednym z nich (komicznym) ufoludki latały nad moim podwórkiem, 3 statki, wysiadło 2 szukali czegos cennego, myslałam sobie a czego oni tu moga szukać? Na to padła odpowiedź- przylecielismy po żółty ser :))))
moze na innych planetach tego nie ma ;)
-
Mnie tam bardzo sie podoba wizja, ze jest sporo planet chociaz w duzym przyblizeniu podobnych do Ziemi, tzn. ze powiedzmy Ziemianie mogliby taka planete odwiedzic i tam przezyc - moze nawet bez chodzenia w skafandrach:)
W koncu w przyszlosci turystyka miedzyplanetarna moze sie rozwinac - to dopiero jazda, nowe planety, nowe miasta, nowe miejsca, nowa przyroda - czad:)
W sumie, poki co mam jeszcze jakies 99,9% ladow na Ziemi do zwiedzenia;))
-
http://www.rozwojduchowy.net/ksiazki-pierwszekroki-4_kosmos_i_ludzie_stamtad_wejscie_w_strefe_wegi.html
turystyka międzyplanetarna już się rozwija !! :-))
-
b.ciekawy link DarkAngelBubu. no to potwierdza przeczucie niektórych,że jest całkiem prawdopodobne ,iż Wszechświat tętni życiem w tym inteligentnym a my możemy być tylko peryferyjnym i mało dostrzeganym systemem :)
poza tym to tylko nasza Droga Mleczna a znanych nam innych galaktyk jest jeszcze 100 miliardów, większość mniejszych od naszej,ale zawsze.
-
No i jeszcze inne Wszechswiaty...
-
Tak jeszcze w temacie http://faktopedia.pl/482889/Znany-nam-Wszechswiat
-
W koncu w przyszlosci turystyka miedzyplanetarna moze sie rozwinac - to dopiero jazda, nowe planety, nowe miasta, nowe miejsca, nowa przyroda - czad:)
W sumie, poki co mam jeszcze jakies 99.9% ladow na Ziemi do zwiedzenia ;))
Matek,
Dobrze to napisales. Jest w nas cos co pcha ku zwiedzaniu, poznawaniu i jest w tym element ekscytacji.
Do zwiedzania iinych galaktyk i ladow na Ziemi dodalbym jeszcze poznawanie siebie, odkrywanie swojej prawdziwej natury, talentow, mocy... :)
-
http://www.youtube.com/watch?v=mPyCZ-nGSIc
-
:-) http://www.youtube.com/watch?v=ms9AEVjSez8
-
(po angielsku)
Jeśli wszechświat się rozszerza, to w co się rozszerza? Jeśli nic nie może poruszać się z prędkością większą od światła, to jak miała miejsce inflacja?
http://www.youtube.com/watch?v=XBr4GkRnY04
I z rozpędu: czy my powiększamy się z wszechświatem?
(Szturch sztuch, Mariusz, bo coś chyba nie masz pewności w temacie:)
https://www.youtube.com/watch?v=th_9ZR2I0_w
-
Lyndzik
przetraw to koleżko (hłe hłe )
http://www.oobe.pl/ksiazki_online/Podroz_poza_wszelkie_watpliwosci_B.Moen/199-36.htm
zadziwiająco podobnie myślał niejaki obywatel Tesla - jak znajdę linka to zapodam
-
Mariusz,
Trochę nie kumam związku tego co napisałeś z filmikami.
Teoria ciekawa, ale nie mam wystarczającej wiedzy w zakresie fizyki aby się o niej wypowiedzieć :/
-
związku bezpośredniego nie ma , jakoś tak mi się przypomniało o tej teorii
Dla mnie Big Bang jest trochę tajemniczy. Nie rozumiem np dlaczego wszechświat nie jest rozszerzającą sie we wszystkie strony sferą( z pustą przestrzenią w środku i pustą na zewnątrz).
-
Smacznego :)
https://www.khanacademy.org/science/cosmology-and-astronomy/universe-scale-topic/big-bang-expansion-topic/v/big-bang-introduction
-
Wszechświat jest niesamowity.Nieskończona potęga i tajemnica.
-
Też się zachwycam:)
-
A kto powiedział, że musi być jakieś "po coś"? Czy życie sobie nie może istnieć od tak, dla samego istnienia? ;P
No tak chyba istotnie jest, tylko z tego wniosek, że i cierpienie istnieje "dla samego" doświadczania cierpienia. Jestem na etapie budzenia się i bardzo mi doskwiera ilość cierpienia na Ziemi.
Ja czuję, że się męczę w tej materii. Chciałabym się wyswobodzić.
-
Moje zdanie jest takie: wszystko jest po coś. Wszechświat, życie daje nam to na co jesteśmy gotowi. A cierpienie jest rodzajem doświadczeń, ciężkich i na pozór bezsensownych, ale nie, bo też czemuś służy. Po sobie wiem, że z uporem maniaka wybierałem cierpienie i śmierć, bo nie mogłem zaakceptować życia tu na ziemi. Cierpienie było wyrazem buntu przeciwko wszystkiemu tu w materii, jak również przeciw Bogu. Potem pojawiało się cierpienie, które było konsekwencją powyższego.
Teraz po latach doświadczeń zrozumiałem (po to było mi potrzebne cierpienie), że w materii też dostajemy to, na co jesteśmy gotowi. Jeśli już zdecydujemy się przyjąć życie na ziemi a jest to pierwszy ważniejszy wręcz milowy krok to wszystko zacznie się zmieniać. Zaczniemy otwierać się i dostawać od życia inne rzeczy.