Pozytywne Inspiracje
Forum => Medytacja => Wątek zaczęty przez: ontoja w 2012-11-02, 22:19:04
-
Chciałbym aby osoby ,które doświadczyły ekstazy duchowej w wyniku praktyk medytacyjnych opisywały tu swoje doświadczenia, a także jak do tego doszły .
-
Pytanie, czy to czego doświadczam jest ekstazą duchową ;)
Bo może są etapy uniesień duchowych, pamiętam swoje pierwsze które były dla mnie wzniosłe bo dziewicze, ale teraz wiem, ze to było tylko poszerzanie świadomości i wbicie się w nią. Każde znaczne poszerzanie jest odczuwalne, a potem przychodzi coś kolejnego;). Gdzieś od roku świadomie umiem wejść w wibrację która jest dla mnie narazie szczytem moich szczytów i opisuję to jako zlanie się z absolutem w sobie i na zewnątrz, a uczucia wyrzsze w których się przebywa wtedy, są ekstazą niewątpliwie, wibracja unosi, mam wrażenie że i ciało. No własnie, to podnosi niesamowicie wibracje ciała. Ja mam jeszcze za niskie, więc odczuwam to jak "młynek", ale pewnie osoby zaawansowane nie mają żadnych młynków i kolejek górskich:) na moim etapie, myślę że ciało mnie jeszcze ogranicza, tzn muszę podnieść jakość ciała.Nie wiem czy o to pytasz, nie wiem tez co jest dalej:)
-
Nie wiem co prawda, co uważasz za ekstazę duchową, a co za zwyczajne, miłe odczucia medytacyjne, ale jakieś dwie godziny temu miałem coś, co prawdopodobnie by się kwalifikowało pod pojęcie ekstazy (choć było całe wyjątkowe spokojne, a ekstaza kojarzy mi się z jakimś gwałtownym uniesieniem, ale co tam).
W każdym razie usiadłem sobie do medytacji, bo chciałem pokontemplować niewinność. Zacząłem od kilku minut relaksu i jakoś tam zaczęło mi się robić dobrze i spokojnie. Poczułem nagle potrzebę, aby pogadać z Bogiem, nie poprzez klepanie afirmacyjnych próśb, ale tak szczerze, od serca. Jakoś tak w ostatnich miesiącach moja relacja z Bogiem była taka dość sucha, niemal mechaniczna i pozbawiona intymności, bliskości, więc był to taki dość istotny krok dla mnie. No jak już powiedziałem, co chciałem powiedzieć, to pozwoliłem się wyciszyć otwierając się na odpowiedź. W wyniku tego pojawiały się coraz coraz głębsze i przyjemniejsze odczucia spokoju i błogości. Powstrzymałem się od kontroli tych odczuć jak to miałem w zwyczaju i skoncentrowałem się na tym, aby samemu nie robić kompletnie nic, jedynie siedzieć i doświadczać Boga. No i odczucia były tak miłe, że w pewnym momencie było mi lepiej niż podczas orgazmu, co jednocześnie było nietypowym doświadczeniem - nigdy wcześniej nie miałem orgazmu w górnej części pleców i w kolanach :D Po raz pierwszy też czułem Boga jako oblewającą złocistą, ciepłą energię, która była we mnie i wokół mnie. Niemal widziałem ten złoty kolor wewnętrznymi zmysłami, co mnie bardzo cieszy bo do tej pory ciągle czułem białą albo co najwyżej srebrną energię.
Samo doświadczenie wiązało się też z tymczasowym poszerzeniem świadomości Boga w sobie (nie wiem jak inaczej to nazwać). No i też tak jakby dogadałem się ze sobą i Bogiem w kilku kwestiach.
Kiedyś już miałem też tego typu doświadczenia, ale każde z nich było unikatowe i wiązało się z różnymi rzeczami. jedno mogę jednak powiedzieć - one zawsze przychodzą niespodziewanie, nie wtedy człowiek się na nie nastawia, ale kiedy po prostu jest na nie odpowiedni moment.
-
Takie odczucia ekstazy miałam po pierwszej sesji WHH i różnych procesach z tym związanych. Wróciły mi pewne stany szczytowe, które dość łatwo wzbudzam teraz w medytacji, wiele z nich się utrzymuje tak po prostu. Gdy poznałam mojego partnera i rozmawialiśmy na odległość, odczucia harmonii wyzwalały we mnie takie silne uzdrawiające stany a zarazem związane z wielką błogością. Innych sytuacji wcześniej nie pamiętam. Za dużo depresji. Dopiero od 3 lat po długotrwałym uzdrawianiu, moje ciało jest w stanie przyswoić i zaakceptować duże pokłady harmonii, miłości, zadowolenia. Ta energia nie przechodzi łatwo, jeżeli są zapisane silne traumy.
-
Jak dla mnie Wasze opisy to jak najbardziej to o co pytałem:)
-
Black Rose,
możesz napisać coś więcej o tym rozmawianiu na odległość? To ciekawe:)
Ontoja, fajny wątek założyłeś:)
-
Tu o poziomach i źródłach ekstazy:
http://www.ezosfera.pl/leszek/artykul/124
-
Przeczytałam artykuł, który zalinkował Leszek. Ciekawy :)
W trakcie medytacji doświadczałam ekstazy duchowej - wewnętrzna radość, błogość, spokój, poczucie wewnętrznej pewności, ze jest dobrze i będzie jeszcze lepiej. Czasem to poczucie trwało jeszcze parę godzin po medytacji, niestety nie zawsze. Mam tez wrażenie, ze elementy ekstazy duchowej doświadczałam także w trakcie działań artystycznych (kiedy sama coś tworzyłam i płynęło, lekko i strumieniem, z wnętrza) lub słuchania muzyki.
-
Ja nie miałem stanu ,który mógłbym nazwać ekstazą duchową a czuję ,że gdzieś głębiej tęsknię za tym (co prawda doświadczałem czasem głęboko uczuć wyższych przy kontemplacji na cechach urzeczywistnienia i miałem raz bardzo przyjemny ,dość głęboki myślę stan spokoju i poczucia rozświetlenia bez przepływu myśli w którym wydawało mi się ,ze mogę trwać i trwać ,który był efektem ćwiczeń chi kung w harmonijnym towarzystwie ).
Zmieniłem wyobrażenia o tym co to jest medytacja i do czego służy i teraz medytuję z innym nastawieniem .Teraz czuję ,że przyszedł czas na doświadczenie głębokiej medytacji a ekstaza duchowa o której ludzie mówią jest zawsze wynikiem wejścia w taką medytację ,właściwie ekstaza duchowa i medytacja są tożsame i nierozerwalne .Tak myślę i czuję.Będę eksperymentował ,mam nadzieję ,ze teraz mi się uda za jakiś czas.
-
Mi się zdarzyło doświadczyć ekstazy duchowej zaledwie 3 razy w życiu. Pierwszy raz z 7 lat temu, eh stany depresyjne i inne cuda, o których nawet nie chce mi się pisać i pewny poranek kiedy obudziłam się i poczułam coś co nazywa się błogością, stan tak cudowny, że oniemiałam z wrażenie. I kiedy chciałam żeby trwał, wtedy go zepsułam. Bóg wiedział dokładnie co zrobić żeby mnie zachęcić do rozwoju. Drugi raz, nie pamiętam kiedy ale była to podobna błogość. No i trzeci, odczucie boskiej niewinności jakiś może miesiąc temu, kiedy wniknęło to do mojego serca i się rozgościło, bajka.
Głęboko w sobie jestem zła, że nie czuję takiej ekstazy częściej albo cały czas. Takie domaganie się praw, które i tak są moje.
No nic, może te stany będą się spontanicznie pojawiać, nie wiem ;) Na dzień dzisiejszy mam sobie sporo spokoju, choć jeszcze staram się go powiększyć. No, ale odczuwam brak właśnie przepływu boskości przez siebie.
-
U mnie, ekstazy się przydawały, bo pomagały mi przetkać energię, tak jakby nagły zalew (czy wylew) energii który pozwolił mocno podnieść wibracje w krótkim czasie i rozpuszczać blokady po drodze. Od jakichś 2 lat, raczej się sporadycznie pojawiają jeśli w ogóle, bardziej jest miłe i przyjemne samopoczucie, spokój. Czyli mogą wiele dać (a pojawiają się wtedy gdy potrzeba) ale sam rozwój nie staje się jechaniem na samych ekstazach:) Ale przydaje się to do rozniecenia w sobie iskry
-
Karola:
Bliskie jest mi to, co opisujesz. Ja doświadczałam stanu uniesienia, jakby picia sercem boskiej miłości i jednocześnie czucia jej subtelnej i delikatnej, a jednocześnie niezwykle realnej mocy (związało się to z odczuciem 'skrzydeł' czyli wypływu tej energii poprzez tylne czakry serca, z łopatek) Stan błogości, harmonii, spokoju... - jakby właśnie Bóg chciał pokazać, co można osiągnąć poprzez rozwój. Niestety, nie udało mi się tego utrzymać, skutek jest taki, że teraz bardzo się tych stanów boję :/ Jak podobne mi wychodzą przy bliskich aniołkach to zawsze czymś je muszę zablokować... Myślę, że lęk jest tak silny, że po prostu sobie na to nie pozwalam, no i zapewne trzymam jeszcze resztki zachłanności na ekstazę, która daje większego 'kopa' energetycznego ;]
-
Ja czuję ,że to by mogło coś we mnie uleczyć ,zaspokoić jakiś głód który gdzieś czuję od zawsze.
-
"Czyli mogą wiele dać (a pojawiają się wtedy gdy potrzeba) ale sam rozwój nie staje się jechaniem na samych ekstazach:) "
A ja myślę ,że to jest sens rozwoju i że jego ostatecznym skutkiem jest pozostawanie w takim ekstatyczno-medytacyjnym stanie już na stałe.
-
Ja w tej ekstazie nie jestem w stanie prosto stać, więc domyślam się że coś bardziej spokojnego jest:) Przynajmniej teraz tak mam.
Zresztą - spróbować biegać czy cokolwiek robić w trakcie orgazmu:) A to jest jeszcze mocniejsze, tak w uczuciach jak w ciele. Wrzucę Jagadguru jak znajdę był filmik jak wpadał w ekstazę że aż mdlał prawie:) ps. nie wrzucę bo nie znajdę, w każdym razie filmiki jak wpada w "bhao" :)
-
Haha, to sie zgadza że cięzko w pionie, ale raczej chodzi o ruch, no ja nie jestem w stanie sie ruszać bo moja świadomość jakby kręcila się wokół ciała a jak zamykam oczy to czuję że unoszę się ruchem wirowym:) Myslę ze ciało nie nadąża, i że to się zmieni w czasie, ale dziwi mnie, ze Jogadguru omdlał, tzn nieuważam ze tak powinno być, ciało za nisko. Ciekawe jakie jest ciało, gdy jest zharmonizowane z boskością?:))
Czasem te wibracje trzepią mnie cały dzień i zawsze mam czerwone policzki wtedy, usta i oczy błyszczące:D Chyba jestem wtedy ładniejsza:)) Lubię mysleć i mówić o tym:) Takie to radosne i fajne i ciekawe, czuje się wtedy jak na statku kosmicznym: P
-
ontoja,
Ja czuję ,że to by mogło coś we mnie uleczyć ,zaspokoić jakiś głód który gdzieś czuję od zawsze.
mnie min. ten głód właśnie prowadził w rozwoju, jak założyłeś ten wątek to mnie jasna cholera wzięła przez chwilę ;) i gdzieś w środku poczułam ogromne wkurzenie, że ja jeszcze nie mam urzeczywistnionych tych przepływów, a dawno powinnam!
taka mała wywalanka, ale pod spodem siedzi coś większego
-
No ,rozumiem .
-
Ale powiem Wam ,że to jest fajna perspektywa te stany ,które są efektem rozwoju ,rozkwitu duchowego.Perspektywa zagwarantowana tylko dla tych co idą drogą rozwoju duchowego.Wszystko inne może mieć każdy ,majątek ,związek ,wysoką samoocenę ,pozycje w świecie ,szacunek społeczny itd. a tego może doświadczyć tylko medytujący ,a czy jest coś lepszego?
-
Majątku, samooceny, itd też nie może mieć każdy, tylko ten kto właściwie działa ku osiągnięciu tych rzeczy. Ja bym tak tych ekstaz nie traktował jako coś aż tak ważnego i istotnego w rozwoju, bo to nie one są celem rozwoju. Celem jest zjednoczenie ze sobą prawdziwym i Bogiem, a drogi do tego są różne. Być może jedna osoba potrzebuje wielu ekstaz, a inna nie potrzebuje ich w ogóle. Nie ma co się oglądać na innych i ich doświadczeniach, bo to może prowadzić do zgubienia własnej ścieżki i podążania za urojeniami. Trzeba się rozglądać za Bogiem w sobie, cokolwiek by to nie oznaczało w praktyce :)
-
Clint
wartościujesz i oceniasz, a potem piszesz o Bogu...sprzeczne i tyle. Albo jest Bóg albo mojsza prawda,ocenianie, etc.Boskim aspektem jest i majątek i samoocena i to, że każdy może to mieć bez względu w co wierzą oni lub ich "znajomi"
A w temacie=opisać nie umiem, choć polecam każdemu:)energia niesie i jest to tak przyjemne, że autentycznie niesie:) i nie jest to tylko radość na twarzy i banan na ustach /ja nie mogę się przestać usmiechać/ ale autentyczne zmiany wokół, coś jak turbowęzły :D, wychodzi się przez rozwarstwienie /choć wychodzi z ekstazy to nie do końca właściwe słowo/ ale wlasnie rozwarstwienie poekstazowe pokazuje całą powierzchniowość urzeczywistnienia. Aż do następnego scalenia:)
P.S. mowiłam, że nie umiem opisać:D
-
Iustitia, umiesz:)
Clint, tak, ekstazy nie są celem rozwoju i zarazem są, bo są efektem medytacji jedności, oddania/przyjęcia. To jest królestwo niebieskie, nasz naturany stan miłości. Zatem nie można powiedzieć, ze jeden ich potrzebuje a inny nie, bo ten kto z miłości jest stworzony- do niej wraca:)
-
Zgadzam się z Olgą.
Clint
Rozejrzyj się dookoła ile osób jest majętnych , ile osób jest w związkach czasem i spełnionych a i są tacy co mają wysoką samoocenę przy niezbyt wysokiej świadomości duchowej .To nie jest zarezerwowane tylko dla tych którzy są zainteresowani rozwojem duchowym, ani nie są to weryfikatory rozwoju bezpośrednio się przekładające .
-
Myślę ,że jeśli istnieje coś takiego jak oświecenie to jest ono nieustającym zatopieniem się w radości ,miłości ,po prostu w ekstazie duchowej.
-
ontoja,
Ale powiem Wam ,że to jest fajna perspektywa te stany ,które są efektem rozwoju ,rozkwitu duchowego.Perspektywa zagwarantowana tylko dla tych co idą drogą rozwoju duchowego.Wszystko inne może mieć każdy ,majątek ,związek ,wysoką samoocenę ,pozycje w świecie ,szacunek społeczny itd. a tego może doświadczyć tylko medytujący ,a czy jest coś lepszego?
i tu kurcze zgodzić się nie mogę co do tego, że te doświadczenia są zarezerwowane dla medytujących, bo ja np. nie medytuję, a doświadczałam tych stanów. Zawsze były one spontaniczne i zawsze miały miejsce po tym jak uzdrowiłam jakąś traumę. Czasem zdarzało mi się, że po prostu szłam chodnikiem i doświadczałam bardzo głębokiego spokoju, ciszy i lekkości, trwało to chwilę i znikało. Próbowałam wielokrotnie medytować, kiedyś na siłę, później już czasem czułam, że mam coś tam zrobić, ale nigdy w czasie tych moich medytacji nie doświadczyłam takich stanów jak wtedy kiedy nie medytowałam. Czułam też, że ja mam inną ścieżkę, że nie muszę robić tego co inni robią w rd żeby czuć się lepiej, wiedziałam co ja mam robić, praktykowałam mnóstwo różnych rzeczy, ale szybko potrafiłam wyłapać co jest dla mnie i co mi służy. Na dzień dzisiejszy mam trochę inne podejście do tych duchowych doświadczeń, uważam, że pewne traumy blokują dostęp do nich. Ale jestem też osobą, która tych doświadczeń ekstatycznych miała niewiele więc nie wiem na ile jestem wiarygodna. Może mi się zmieni, może nie, ale póki co, to co robię jest dla mnie najlepszą ścieżką, a czas pokaże czy rzeczywiście ;)
I mam też wrażenie, że są ludzie na świecie, którzy nie medytują, a doświadczają takich uniesień.
-
Carolieen, medytacja to nie siedzenie na tyłku i wysiłkowa próbwa…..no właśnie, czego? :) To stan ducha i umysłu. Dlatego Ty wielokrotnie medytowałaś, i jak sama mówisz kilka razy doświadczyłaś ekstazy duchowej, mimo, że akurat nie siedziałaś na tyłku. W miarę rozwoju i coraz głębszego oczyszczania siebie zmienia się perspektywa. Człowiek coraz mniej na co dzień, żyje w stanie regresywnym, a coraz bardziej w medytacji. Granica między medytacją, którą znał do tej pory (siedzienie na tyłku), a życiem codziennym zaciera się. Codzienne życie coraz bardziej staje się medytacją, a nie jest już tylko krótkim fragmentem wyrawanym z niego :).
-
Po to są techniki ,żeby były pomocne inaczej wszystkim wystarczyło by żyć i wszystko samo by przychodziło ale tak nie jest .Tak jest może dla niektórych ,tych którzy karmicznie (czyli wcześniej) sobie coś takiego wypracowali .Takim ludziom może się wydawać ,że nie trzeba nic tylko żyć bo zapomnieli o tym ile pracy w to włożyli .Nawet bez wysiłkowe osiąganie celów wymaga ogromu pracy włożonej w to aby taki mechanizm mógł działać i zaistnieć.Jednak w którymś momencie ,w życiu faktycznie może być tak ,że pojawiają się stany spontanicznej medytacji a nawet życie staje się całe medytacją .
Uwolnienie od bagażu traum i emocji chyba też może samo w sobie w taki stan spontanicznej medytacji "wbić".Nie wiem na jakiej zasadzie to działa.
I jest jeszcze jedna ważna rzecz ,ludzie mogą coś praktykować i nawet nie wiedzieć ,że to co robią to jedna z technik medytacji .Tak jest np. z EFT ( obserwujesz pojawiające się emocje ,jesteś tym cała sobą ,obserwujesz zmiany w nich ,pojawiają się następne ,nagle coś uwalniasz wchodzisz w stan medytacji )-to nic innego jak medytacja w swej podstawowej formie VIpassana .Rebirthing - oddychasz -obserwujesz oddech ,uciekasz w myśli ,wracasz do oddechu,pojawiają się emocje obserwujesz emocje ,nie utożsamiasz się z nimi dalej oddychasz jesteś świadoma oddechu -nagle bahh i cudowny stan jesteś w medytacji -to nic innego jak medytacja Vipassany !
Te techniki to nic innego jak medytacja .Owszem pogłębiony oddech powoduje pobiudzenie energetyczne ,emocje silniej wychodzą to samo EFT opukiwanie punktów akupunkturowych ma takie samo znaczenie ...ale to znana od wieków technika medytacji .Tak ,że carola jak robiłaś EFT to medytowałaś.
Tak ja to widzę ,takie jest moje zdanie na ten temat.
-
Kinga,
hmm sama nie wiem, może ja trochę inaczej pojmuję medytację ;) jeśli medytuję to robię to właśnie raczej spontanicznie niż wyznaczam sobie na to specjalny czas, a tym bardziej siedzenie na tyłku mnie nie urządza :P
ontoja,
odnośnie tego, że w eft to też może być medytacja, to jeśli tak rozumiana to rzeczywiście sporo czasu spędziłam w medytacji i spędzam, ale czuję to zupełnie inaczej. Dla mnie to właśnie stan bez emocji, stan ciszy, spokoju wewnętrznego, jasności i lekkości - coś takiego jestem w stanie nazwać stanem medytacyjnym, przepływ emocji to już coś innego dla mnie i w tym przepływie to średnio lubię być. Jakby to był innego rodzaju przepływ - błogości itp. to jak najbardziej :)
-
carolien
Obserwacja emocji ,myśli ,oddechu to tylko technika która ma prowadzić do stanu poza, gdzie myśli i emocji już nie ma a zostaje tylko świadomość .Tę medytację nazywa się vipassana ,ale może słusznie zauważasz ,że medytacja to ten stan po a nie sama technika.
-
carolieen,
właśnie o to chodzi :) O doświadczanie tego o czym piszesz: spokoju, radości, jasności umysłu, jak nie "czujesz siedzenia", to nie próbuj tego robić na siłę, idź na łąkę, na spacer, albo włącz muzykę, którą lubisz najbardziej i doświadczaj :). Mnie swego czasu najłatwiej było medytować pod prysznicem. Tak naprawdę początkowo, wogóle nie umiałam medytować po prostu siedząc sam na sam z Bogiem w ciszy, nie mogłam "patrzeć na Boga", a tym bardziej widzieć w nim swoje własne odbicie. Zmieniło się to z czasem :). Teraz lubię oglądać swoje życie i swój świat Jego oczami, za każdym razem się zaskakuje :)).
-
Myślę, że jeśli istnieje coś takiego jak oświecenie to jest ono nieustającym zatopieniem się w radości, miłości, po prostu w ekstazie duchowej
Konstatacja Ontoi jest znakomita;) Dorzuciłbym do tego jeszcze absolutne panowanie nad materią - no, i to są dla mnie realne korzyści i wartościowe cele!:)
-
Piotr
chyba jednak nie panowanie nad materią. W pewnym momencie materia jest jak powietrze-wdychasz/przyjmujesz ile chcesz. I po początkowym zachłyśnięciu wcale się nie chce panować, zdobywać, etc. Jest:)
-
Iustitio,
no, to już pewnie kwestia dodefiniowań (?).
"Panować" nie rozumiem jako "zdobywać", a jako "mieć opanowane".
Chcę (tzn. mam wolę, aby) mieć młode ciało - mam młode ciało. Chcę (mam wolę, aby) mieć stare ciało - mam stare ciało. Chcę (mam wolę, aby) mieć pałac - mam pałac. Chcę (mam wolę, aby) mieszkać w jaskini - mieszkam w jaskini. Pełna swoboda w poruszaniu się w materii i innych planach duchowych.
To są tylko moje wyobrażenia o oświeceniu, ale mogą okazać się prawdziwe ')
-
Piotrze
może to i ta kwestia, dla mnie "mieć opanowane"też nie gra, ale to Ty masz to rozumieć/czuć, a nie ja:D
A w temacie
jeśli ekstaza wiaże się ze stanem medytacyjnym to wychodzi, że jako dziecko miałam takie stany. Rozumiem za pierwszym razem, ale za drugim...zastanawiające
-
Słowa niekoniecznie są najodpowiedniejsze do opisywania stanu oświecenia;) A dzieci, o ile wiem, przebywają permanentnie w stanie alfa, który nie jest głębokim stanem medytacyjnym (nie jest poziomem ekstazy duchowej)?
-
Ja tam jako dzieciak przebywałem raczej w permanentnym stanie lęku :D
-
Piotr
no tak, ale...ekstaza, ktora nota bene zmieniła moje życie wtedy i to dość mocno nastapiła...po smierci pewnego człowieka, ktory mnie bardzo skrzywdzil. Bardzo osobiste doswiadczenie i duzym plusem z persperktywy jest dla mnie to, że mimo katolickiego klimatu wtedy udało mi się nie wbic się w wieksze poczucie winy, że ja sie ciesze a tu dookola smutek /bo mu sie upieklo, a byl szanowanym obywatelem/-ale zmiany i caly klimat wokół mnie jasnosci, radosci jaki wtedy nastąpil pamiętam wyraźnie do dziś. Tak wlasciwie tamto zdarzenie zaowocowalo m.in tym, ze trafilam po kilku latach szukania najpierw na ksiązki Sondry Ray a potem na Leszkowe. Długo energia tamtego zdarzenie mnie prowadziła
-
Iustitio - różnymi drogami ekstaza chadza, jak widać:)
Clint,
ja też byłem zestresowanym dzieciakiem. Ale to jednak zaczęło się dopiero niedługo po siódmym roku życia, gdy już zacząłem wychodzić z alfy:)
-
U mnie chyba też zaczęło się pieprzyć po 7 roku ,gdy się zaczął okres uspołeczniania i pomagania ojcu .Do tego czasu to miałem wysoką samoocenę , w przedszkolu byłem szefem ,w piłkę kapitanem ,później było coraz gorzej aż do 18 roku.
-
Ontoja,
widziałem Cię już dość dawno (widzieliśmy się prawie 10 lat temu na RSR w Szczecinie;)), ale pamiętam, że miałeś w sobie coś gościowego, tak jakbyś był fajnym bohaterem fajnego filmu.
-
kinga,
fajnie to napisałaś, aż chciałabym spojrzeć na świat i na siebie oczami Boga, tak dłużej, zobaczyć jak to jest i na ile mam zaślepienia odnośnie tego wszystkiego (chciałam napisać cyrku ;)).
Nie będę się zmuszać do siedzenia, to nie dla mnie, ale spacery, leżenie na łące czy w górach, zachody słońca, wdychanie wiatru czy picie dobrej kawy jak najbardziej :P
-
jakie to fajne, na zajęciach z KJ babka kazała zamknąć oczy i czułam jak głowa wypełnia mi się takim bardzo przyjemnym, boskim odczuciem, tak się to przelewało w głowie i sobie było, a ja nic nie zrobiłam w tej sprawie :P zero wysiłku z mojej strony, zero intencji, nic
ale oczywiście jak zwykle chciałam kontrolować to uczucie żeby trwało jak najdłużej i po niedługiej chwili się skończyło
-
Zdarza mi sei na codzien odczuwac blogosc, czy spokoj, ale dzisiaj we snie przezylam cos na co nie znajduje pojec w zadnym znanym mi jezyku (czyli glownie polskim ;P ) Zaczelo sie od zwyklego jasnego/swiadomego snu. kiedys celowo wywolywalam takie sny, ale od paru lat tego nie robie. poczatek taki, ze jestem w jakims mieszkaniu na wysokim pietrze w bloku, jest noc, nagle uswiadamiam sobie, ze to sen. wybor jest prosty, polatam sobie ;) przenikam przez szybe, nie czuje najmniejszego strachu (w przeszlosci zdarzalo mi sie czuc strach we snie przy takich wysokosciach). niestety powoli opadam w dol. ale przestaje sie tym martwic i wystrzelam do gory jak raca. nadal noc, ale pojedyncze swiatla maja w sobie cos kojacego. ogarnia mnie poczucie mocy i zaczynam spiewac pieknym mocnym glosem (nie pamietam co nawet od razu po obudzeniu, ale fajne jest to, ze moge dlugo spiewac i nic mi nei przerywa). zupelnie zmienia sie otoczenie, zaryzykowalabym, ze widze cos w rodzaju pieknych ogrodow. potem wiruje, piekno staje sie coraz bardziej abstrakcyjne, wszystko sie mieni, gra kolorow i swiatel. trwa to jakis czas i tutaj wlasnie brakuje mi slow na opisanie swoich odczuc, bo chyba jestem w tym momencie w jakims sensie poza odczuciami, nie ma zadnych emocji, nawet poczucie mocy z fazy przed, przy tym blednie. potem to sie urywa i przechodze na chwile w dosc mily sen o tym jak wyjadam ze sloika konfitury winogronowo-figowe wlasnej roboty (w zyciu takich nie jadlam w realu, ale wyraznie czuje smak, sa doskonale ;)), po czym sie budze.
A przed snem sluchalam tylko plyty na bezpieczenstwo finansowe ;)))
-
mhmmmm, ale fajny sen :))))
Nie ma zmiłuj się, to ewidetnie znak, że jesteś skazana na finansowy sukces w poczuciu niczym nieograniczonego przepływu pieniędzy, własnych możliwości i mocy :).
-
Kinga
:))))) :*
-
U mnie falami zmieniało się nastawienie do rzeczywistości wokół mnie. Najczęściej był to przejmujący lęk z depresją, zdarzały się również doświadczenia szczytowe, gdzie dominowała ogólna radość, przytomność, ekstaza wręcz. Można powiedzieć, że na pewnym etapie wynikało to z praktyki medytacji oraz rebirthingu, uświadomień - takich mini oświeceń gdy wchodziłam w inny ważny da mnie etap rozwoju. Potem zostałam przytłoczona, przez silniejsze obciążenia, które musiałam ruszyć bardziej zaawansowanymi technikami. Rzeczywiście pomagało, stany które opisuje Grant w swojej książce o peakstates, są mi teraz coraz bliższe. Nie potrafię ich rozróżniać tak jakbym tego chciała, jednak bardzo często jestem głęboko spokojna, zadowolona, pozostaję w stanie zakochania. Gdy poddaję się medytacji przychodzi coś podobnego jak w czasie praktyki i doświadczania tantry - błogość i przyjemność. Chciałabym bardziej rozróżniać te wszystkie stany - jak na razie zlewają mi się w coś ogólnie pozytywnego - jako jedna przyjemność.
Miałam raz w życiu doświadczenie ekstazy i prawdę mówiąc nie mogłam tego przetrzymać. Moje ciało świrowało, serce nie dawało rady. Po konkretnej praktyce WHH (około 20 razy), odblokowałam sobie pewne ważne ośrodki, moje ciało stało się wolne po latach ugruntowanej depresji. W bliskim czasie spotkałam bardzo harmonizującego partnera co mi dołożył dodatkowo wibracji.
Był okres, około 2 tygodni gdy trwałam w stanie olbrzymiej błogości i ekstazy. Czułam ją głównie w głowie i na sercu. Nie mogłam chodzić wtedy na zajęcia, bo blokady w nogach i dłoniach, trochę dawały o sobie znać. Wykręcało mi od tej przyjemnej energii ciało, ciągle się przeciągałam, nie mogłam leżeć w miejscu. Rozsadzało mi czakry z przyjemności, miałam wrażenie że tego nie wytrzymam. Śmiałam się i płakałam co jakiś czas, tak dziwnie wyginało mi ciało, które nie mogło znieść zbyt wysokiej harmonii i tych doświadczeń, na które się otworzyłam. Trwało to dwa tygodnie, a ja myślałam, że zgłupieję. Wtedy właśnie zaczęłam nieco pojmować Boga, który jawił mi się jako nieskończona miłość, przyjemność i błogość. Rozchodziła mi się z serca taka miłość, że nawet pragnęłam aby to już zniknęło, skończyło się i przestało mnie męczyć. Po jakimś czasie miałam skurcz w okolicach klatki piersiowej, gdzie przyjemność ostatecznie się rozeszła. To nieco niesamowite, ale wiem, że można dostać orgazmu na czakrach, bądź tylko wybranych. To było jedno najsilniejsze wydarzenie, doświadczenie szczytowe jakie miałam szansę doświadczyć w tym życiu.
Po tym okresie, ono odnawiało się jak i inne, jednak nie w takim dużym nasileniu. Najwspanialsze jest kiedy ta przyjemność i ekstazja może czyścić, umysł, duszę, ciało...po prostu nie ma wtedy przed Bogiem niemożliwego.
Obecnie czuję dużą błogość i przyjemność na sercu od 3 dni, jednak nie potrafię sprecyzować co to za stan bądź doświadczenie. Wiem, że ekstaza i błogość wynikająca z długich medytacji i uzdrawiania może naprawić wszystko. To cud!!! :)))
-
BR - pięknie :) (szczególnie do końcówki ten komentarz, ale nie tylko)
Faktycznie, pojemność energetyczna musi się zwiększyć, by spokojnie odczuwać wzrastające przepływy błogości, miłości, radości itp. Praktyka medytacji i uzdrawiania bardzo to wspomaga :)
-
BR,
fajnie poszłaś do przodu ostatnio, sporo traum uleczyłaś, co czuć, także gratulacje :)
-
Dziękuję Wam za miłe słowa ;) faktycznie, otworzyłam się na znacznie lepszą rzeczywistość niż dawniej.