Pozytywne Inspiracje

Forum => Ezoteryka => Wątek zaczęty przez: Daniel w 2012-09-25, 12:03:43

Tytuł: Astralna Dzicz
Wiadomość wysłana przez: Daniel w 2012-09-25, 12:03:43
Hej, ciekawi mnie czy w waszej praktyce spotkaliscie sie z podobnym przypadkiem; generalnie malo informacji w sieci na ten temat, kazde cos-tam mile widziane :)

***************************************************

Kilka dni temu dostałem od bliskiej mojemu sercu H. emaila. w którym prosiła mnie o pomoc w pewnej dość nietypowej sprawie. Otóż jej sistrzenica, prawie 2 letnia V.M.H,, nagle zaczęła się dziwnie zachowywać, krzyczeć i panikować poza wszelką ludzką możliwość, nie dając się w żaden sposób uspokoić. Nonszalacko w parę chwil sprawdziłem, czy przypadkiem nie zamieszkali w jej domu jacyś astralni goście (wcześniej usunąłem 4, słownie: cztery osoby zamieszkające jej mieszkanie, które niemalże zabiły jej ojca) – okazało się, że nikogo nie ma. Ignorując intuicyjne przeczucie, że może jednak coś jest nie tak, odpowiedziałem, że nie należy się niczym martwić, bo żadnych martwych istot w jej mieszkaniu nie ma. Przekonany byłem, albo tak mi się też zdawało, że dziecko, jak to dziecko, krzyczy bo do tego zostało stworzone.
 
Faktycznie, dziecko krzyczało, miało jednak ku temu doskonały powód. 

Szczęśliwie, uparcie podążając za swoim przeczuciem i snem, o którym napiszę dalej, moja szanowna klientka odpisała mi, żebym sprawdził temat raz jeszcze, bo z jej siostrzenicą jest naprawdę źle i cała rodzina jest poważnie tym zmartwiona. Tym razem zamknąłem komputer, usiadłem w skupieniu, i zacząłem przyglądać się temu, co się w jej domu dzieje. Znowu jednak, wyszło mi jak krawcowi szydło, że w jej domu nikt nie mieszka. Jak to już nie raz na duchowej ścieżce bywa, zresztą nie tylko duchowej, ale i w codziennym życiu, na niefortunnie zadane pytanie dostaje się nie do końca celną odpowiedź. Tak samo było i teraz – otóż faktycznie, nikt w domu nie zamieszkał... ale regularnie wieczorami, a czasem też i za dnia, go odwiedzał. Jakby to powiedzieć: ups, problem namierzony. 

Stwiedziwszy, że coś tam faktycznie małą V.M.H. prześladuje i dręczy, zacząłem szukać przyczyn, starając się odkryć, co to jest. W sumie, poznałem już nieco różnego rodzaju astralnych istot i wytropienie kolejnej z nich nie powinno być problemem. Tym razem jednak, nie było to takie proste, jako że wpadłem na coś, czego wcześniej chyba nie spotkałem, i skupiając na tym uwagę, starałem się nawiązać kontakt. Werbalnej odpowiedzi nie otrzymałem żadnej (a może, nie potrafiłem jej odczytać?), lecz poczułem, że wszedłem w kontakt z dwoma istotami. Sprawiały wrażenie takich, które zupełnie świadomie robią, co robią, i zupełnie dobrze wiedzą, co chcą. Powiedziałbym: rutyniarze. Jedna z tych istot sprawiała wrażenie dojrzałej, w miarę mocnej i stabilnej, taki mózg całej operacji. Całkiem możliwe, że wcześniej inkarnowała jako człowiek i znała ludzkie obyczaje i słabości. Druga była dla mnie czymś dość zaskakującym: w swojej strukturze przypominała super-chaotyczną, poszarpaną i niestabilną kulę energii, o średnicy około 1-1.5 metra, którą mój umysł początkowo zinterpretował jako wściekłą, rozkrzyczaną małpę. Nie dziwo, pomyślałem, kiedy je zobaczyłem, że dziecko się tego panicznie boi. Nadal próbowałem nawiązać kontakt i kulturalnie zrozumieć, o co tym klientom chodzi. W końcu, jeśli można załatwić sprawy pokojowo, to czemu by nie spróbować, z chęcią odprowadzę potrzebujące dusze do światła. 

Nie to jednak było im w głowie. Po paru bezskutecznych próbach, odstawiłem na boczny tor wysiłki komunikacyjne, i zwyczajnie poszedłem do kuchni. Stoje, zmywam na spokojnie naczynia i ku mojemu niemałemu zdziwieniu odkryłem, że owe dwie istoty podążają do mnie, po czym po chwili pojawiły się w moim domu. Druga, wyższa, stojąc na końcu przylegającego salonu, napuściła na mnie ową dziką kulę energii. Ze stoickim spokojem obserwowałem co się będzie dalej działo. Tym razem umysł zinterpretował napastnika zupełnie inaczej – tym razem jako wściekłego, agresywnego, czarnego dobermana. Interesujące, uwielbiam psy, ale odkryłem że w podświadomym umyśle czaił się, zasadzony gdzieś we wczesnym dzieciństwie, lęk przed dobermanami właśnie. Pomyślałem, że w pewnym sensie może to być oznaka inteligencji owych istot – wybierają taką formę, którą ofiara uważa, najczęściej nieświadomie, jako groźną i niebezpieczną. Interesujące też, że w momencie, kiedy następował atak, w kuchni przepaliła się żarówka... jedna z trzech, na szczęście, ale wydało mi się to dość dziwnym „zbiegiem okoliczności”, jako że te żarówki projektowane są na lata pracy, a moja miała może nieco ponad rok. 

Zapewne czytelnik w tym momencie zastanawia się, cóż zacząłem robić? Modlić się, energetyzować, wzywać Buddę, Jezusa i wszystkich świętych, budować ochronne powłoki czy może też rzucać czosnkiem? A może uciekać gdzie pieprz rośnie? Choć wszystkie te metody bywają skuteczne, to jednak nic z tych rzeczy: stałem i nadal zmywałem naczynia, obserwując swoje reakcje.A to wszystko dlatego, że obydwie istoty, choć działające w pełni świadomie, sprawiały raczej wrażenie niezbyt dla mnie groźnych; czułem się może nieco tak, jakby weszło do domu dwóch chłopców ze szkoły podstawowej i chciało mnie pobić – nawet wydało mi się to w pewnym momencie zabawne. Obydwie istoty nie miały mocy lucyferian czy assurów, które uważam za bardzo silne energetycznie byty, lecz były bez wątpienia mocniejsze od zwykłego zagubionego, zmarłego człowieka.
 
Tak więc, patrząc co się dzieję zauważyłem, że atak wydał mi się nawet dość, hmm, przyjemny (przypominam, że są różne zboczenia, proszę mnie nie oceniać ;). Przez kark i plecy przechodziły delikatne ciarki, co nawet początkowo mi się spodobało. Po paru minutach jednak, to uczucie przestało być komfortowe i zupełnie odruchowo i bez zastanowienia wykonałem kilka kolistych wymachów rękoma. Zanim dotarło do mnie, co zrobiłem, okazało się że dzięki temu odrzuciłem od siebie astralnego stwora, oraz zbudowałem ochronny kokon, przez który już nie tak łatwo było się przebić. Skończywszy pracę w kuchni, chciałem wrócić do swojego pokoju, gdzie całe to towarzystwo nie miałoby wstępu – mam go nieźle „ufortyfikowanego” od czasu, jak kiedyś w środku nocy pojawiła mi się martwa kobieta, tak niespodziewanie, że wystraszyła mnie prawie na śmierć ;) Odcięłoby mnie to jednak od tego doświadczenia, tak więc, postanowiłem jeszcze chwilę postać i poobserwować. W tym samym momencie, poczułem do obu napastników ogrom sympatii, zrozumienia i szczerego wybaczenia. Otworzyło mi się serce, poczułem jak zmienia się energia... i tutaj wydarzyła się jedna z najdziwniejszych rzeczy w całej tej historii. W tym bowiem momencie stałem się dla swoich napastników kompletnie NIEWIDZIALNY. Wskakując na inny poziom energii, byłem poza ich zasięgiem i poczułem ogromne dziwienie szefa operacji, że nie może mnie dostrzec i konsternację pt. „gdzie jesteś misiu”. Postałem jeszcze chwilę w odległości kilku metrów od nich, rownie zdziwiony obrotem rzeczy, po czym spokojnie wróciłem do swojego pokoju. W tym samym czasie poczułem, jak nieco jakby zawiedzeni koledzy oddalają się ode mnie. Jestem pod niesamowitym wrażeniem, jak potężna jest energia szczerego wybaczania płynąca z serca – w ciągu kilku sekund, zostałem całkowicie zabezpieczony i stałem poza zasięgiem, że tak brzydko powiem, „wroga”. 

Gdy już było po wszystkim, postanowiłem dać upust swojej psotnej naturze – obydwie istoty powoli oddalały się ode mnie, a tym razem to ja rzuciłem na  nie, dla zabawy zakładając świetlistą siatkę, coś w stylu rybackiej sieci. O dziwo, udało im się wyrwać z niej bez kłopotu. Postanowiłem popsocić raz jeszcze, i tym razem zamknąlem je w pudle ze światła – tutaj też uwolniły się bez problemów. Uświadomiłem sobie, że mógłbym je w sumie zapudłować na jakiś czas, ale nie było w tym większego sensu, jako że musiałbym w to zainwestować całkiem niemało energii – a tymczasem uświadomiłem sobie, że moi oponenci to żadne kelnerstwo, gdyż szybko wydobywali się z zastawionych pułapek, pokazując, że może jednak potrafią więcej, niż mi się wydaje.

Rozsądniejsze wydawało mi się zabezpieczenie przed tymi stworami siostrzenicy mojej partnerki. Na początek zabezpieczyłem cały dom przed istotami z zewnątrz, dość jednak słabą i nietrwałą zasłoną, jako że było późno i nie chciało mi się zbyt długo nad tym pracować. Zasłona okazała się w zupełności skuteczna i w po raz pierwszy od trzech dni mała spała spokojnie, podobnie jak i jej rodzina. Planowałem następnego dnia wieczorem dokończyć sprawę, jako że zrozumiałem, że dziecku założono coś na kształt „kotwicy”, umownie to określając – czyli czegoś, dzięki czemu te dwa dziwne astralne byty mogły ją z łatwością zlokalizować. Co prawda, do domu nie mogły się dostać; lecz zapomniałem, że przecież dziecko nie będzie w środku lata cały dzień w domu, i okazało się że na zewnątrz, w środku dnia, przypuściły kolejny, 15-minutowy atak. Wieczorem dokończyłem więc dzieła, zabezpieczając porządnie cały dom jak i odcinając V.M.H. od napastników. Było to kilkanaście już dni temu (jak piszę ten tekst, jest wrzesień 2012) i od tamtego czasu, nie ma żadnych problemów – ani w domu, ani na zewntarz, małej nikt nie niepokoi.

Na koniec, dwie ciekawostki. Pierwsza to taka, że po pierwszym badaniu, jak wspomniałem wcześniej, H. miała sen, w której pokazałem się jej i powiedziałem, że istoty które pojawiły się w domu początkowo chciały ją nękać, lecz zdecydowały się na jej siostrzenicę, jako łatwiejszy cel i żeby się nie przejmowała, jako że w ciągu dwóch dni rozwikłam zagadkę i rozwiążę jej problem. H. przekonywała mnie, że był to bardzo wyraźny, realistyczny sen i moje instrukcje słyszała wyraźnie. Zdumiewa mnie to nieco, jako że ja nie kojarzę tego zupełnie; możliwe, że albo zrobiłem to nieświadomie, albo po prostu jakaś sprzyjająca istota przybrała moją postać, aby H. mogła łatwiej zaufać jej słowom. Faktycznie, potrzebowałem dwóch dni na rozwiązanie problemu – sen okazał się zadziwiająco dokładny.

Druga rzecz to taka, że w momencie, kiedy próbowałem ustalić co to za istoty dręczyły jej rodzinę, nagle poczułem, zupełnie bezsensowną z pozoru, potrzebę zabawy telefonem i uporządkowania znajdujących się tam plików. Podłączyłem go do komputera i przenosząc jakieś foldery nagle zauważyłem, że leży mi bykiem przed oczyma książka jednego z astralnych podróżników i guru OOBE, Roberta Bruca, pt. Astralna Dzicz. Zdumiało mnie, że opisane tam przypadki bardzo pokrywają się z moim doświadczeniem, tak też zaklasyfikowałem ową istotę – astralna dzicz, coś pośredniego pomiędzy niegroźnymi astralnymi robakami, które jak karaluchy czychają na okazję, aby gdzieś się podczepić i obeżreć za darmo, i raczej unikają konfrontacji, a bardzo silnymi energetycznie upadłymi istotami, jak assurowie czy lucyferianie. O dziwo, Bruce opisuje postać wściekłej małpy właśnie, jako takiej jaką najczęściej odbierają ludzie! Nie był to też żadnen martwy człowiek (chociaż możliwe, że kiedyś inkarnował), ani też cokolwiek innego, co znam. Tak więc, niech będzie, Astralna Dzicz. Może kiedyś wymyślę lepszą nazwę ;)

PS. Po kilku dniach zauważyłem, że owe byty jednak sponiewierały mi nieco aurę i musiałem nieco popracować z kryształami, aby połatać się w jeden kawałek.
Tytuł: Odp: Astralna Dzicz
Wiadomość wysłana przez: Jolanta 16 w 2012-09-25, 13:01:13
Hej Daniel

Ty to masz talent literacki ;) bardzo milo czytalo mi sie Twoj tekst. Potrafisz pisac i wzbudzac ciekawosc..uzywasz ciekawych sformulowan...i naprawde tekst i forma - klasa.
Ja nie mam takich doswiadczen...moze i lepiej.Swiat astralny poznaje powoli i z bezpiecznej perspektywy.Interesowalam sie jednak tematem- egzorcyzmy i przeczytalam do tej pory jedna ksiazke Pana Leszka i Pani Ani Atras "Egzorcyzmy". Mysle, ze jest super i skutecznie odpowiedziala mi na moje pytania dotyczace zycia astralnego ogolnie.
Tytuł: Odp: Astralna Dzicz
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2012-09-26, 08:29:08
Bezwzględnie trzeba tępić takie zlo. Nie dać mu szansy!
Zamykać w klatkach astralnych.
Tytuł: Odp: Astralna Dzicz
Wiadomość wysłana przez: ontoja w 2012-09-28, 03:03:50
Daniel
Zawsze miałeś takie zdolności ,czy je jakoś uruchomiłeś (wyćwiczyłeś)?
Tytuł: Odp: Astralna Dzicz
Wiadomość wysłana przez: Daniel w 2012-10-03, 14:34:41
Jolanta,
milej lektury zatem, wpadnij na mojego bloga tam jest nieco wiecej rozmaitych tematow.

Leszek,
w jakim celu budujesz takie klatki? I jak utrzymujesz ich istnienie przez dluzszy czas?
Z moich obserwacji wynika, ze trzeba by je nieustannie zasilac energia, aby dzialaly skutecznie.

Ontoja,
wszystkie doswiadczenia, ktore opisuje, sa wynikiem mojej swiadomej zgody. W slangu tego forum moglbym powiedziec, ze je sobie "wykreowalem". Oczywiscie, to w pewnym sensie iluzja - ja Daniel jako taki niczego nie kreuje, z poziomu ego to moge sie siusiakiem pobawic, tak naprawde doswiadczenia "sponsorowane" sa przez Wyzsza Jazn. Tam tkwi prawdziwy ich "silnik" - i z takiej perspektywy owe doswiadczenia wydaja sie zupelnie naturalne, niczego nie trzeba cwiczyc...
Tytuł: Odp: Astralna Dzicz
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-10-03, 14:50:27
Daniel
nie trzeba zasilać klatek energią, żeby je utrzymać. Wystarczy przekonanie zamykanej istotki że stamtąd nie ma wyjścia w jakąkolwiek inną stronę niż w stronę światła i że od niej zależy kiedy zdecyduje się wyjść. Nigdy nie podtrzymywalam energetycznie klatek, raczej wydaje mi się, że to istotki zamknięte utrzymują klatki. To w co wierzysz dzieje się-ta maksyma aż nadto tu się sprawdza
Tytuł: Odp: Astralna Dzicz
Wiadomość wysłana przez: Daniel w 2012-10-06, 16:08:39
Iustita,
milo ze sie starasz mi pomoc, ale niestety, to nie dziala tak jak opisujesz. Masz jakas praktyke w tej dziedzinie?
Tytuł: Odp: Astralna Dzicz
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-10-07, 17:18:38
Daniel
powiedzialam jak sama to robię i tyle. U mnie się sprawdzilo sporawo razy i mi to wystarczy. A i w ogóle moją intencją nie bylo pomaganie, tylko podzielenie sie sprawdzonym sposobem