Pozytywne Inspiracje
Forum => OFFTOPIC => Wątek zaczęty przez: Doktor-X w 2012-09-12, 22:15:50
-
Witam
Dziś przy pisaniu afrmacji pomyślałem że fajnie było by założyć taki temat gdzie każdy mógłby się podzielić i napisać swoją historię, jak to tam u niego było, jak zaczynał swoją przygode z rozwojem osobistym, rozwojem duchowym, jaką miał karmę na starcie, jakie miał główne problemy życiowe do uzdrowienia, no i jak sobie z tym poradził.
To naprawde ciekawe i inspirujące czytać historie ludzi którzy mieli ciężko a wyszli na prostą. Wiem że nie tylko ja lubie tego typu teksty bo mogą one być świetną motywacją dla wszystkich którzy w danej chwili chcieli by przeczytać o kimś kto miał podobne problemy i dał sobie z tym rade. To pomaga.
Moją jakąś część życia i karmy znacie z tematów w których pisałem, jestem zresztą jeszcze na bardzo niskim poziomie i nie za wiele zdziałałem w rozwoju duchowym dlatego na ten moment nic nienapisze bo nie ma czego.
W każdym razie Wy którzy czujecie taką potrzebę lub macie chęć, piszcie ile wlezie, nie miejcie oporów przed pisaniem całych tomów :)
-
Moja historia jest taka.
W poprzednim wcieleniu umarłam jako zakonnica w wieku 30 lat na gruźlicę. Po 30 latach odrodziłam się w tej samej rodzinie co poprzednio . Mój poprzedni ojciec jest moim obecnym ojcem, moja poprzednia matka jest teraz moją starszą siostrą, moja poprzednia babcia jest teraz moją matką, moja poprzednia młodsza siostra jest teraz moją córką. Moje i córki wspomnienia z tamtego wcielenia są zgodne. Miałam ponadto wtedy wielu braci którzy teraz są moimi kuzynami.
Tak długo przebywałam w zaświatach ponieważ ze względu na silną autoagresję nie mogłam się wcielić chociaż próbowałam wielokrotnie. Udało mi się w końcu tam gdzie wiedziałam że czekają mnie największe cierpienia, bo tylko na to pozwoliły moje lęki i nienawiść do siebie. Gdy się zagnieździłam w łonie mamy poczułam że dokonałam czegoś niemożliwego, tak to był ogromny wysiłek.
Zostałam poczęta z gwałtu. To jest bardzo obciążające bo są w tym bardzo silne negatywne wzorce.
Mama nie chciała tej ciąży i planowała jej usunięcie. Mam z tego bardzo silne lęki przed zostaniem zabitą. Ubłagałam mamę jako dusza duszę, aby mnie pozostawiła przy życiu a w zamian obiecałam jej bycie jej służącą. Umowy dotrzymałam.
Jako dusza wiedziałam jakie czeka mnie życie. Tak bardzo się tego bałam że chciałam popełnić samobójstwo bedąc w łonie ale w końcu zrezygnowałam.
Urodziłam się w dzień zimowy gdy mróz był tak silny że na porodówce było zimno nie do wytrzymania- o tym opowiadała mi mama. Odebrał mnie lekarz gardzący kobietami, który spojrzał na mnie i uznał mnie za istotę gorszej jakości.
Potem był pierwszy kontakt z potworem- spojrzał na mnie z pogardą i powiedział- znów dziura .
Zamieszkałam z nimi w domu gdzie w zimie wszyscy siedzieli w małej kuchni, gdzie ojciec i dziadek palili papierosa za papierosem a ja noworodek spałam w tym dymie. Nikt się nie przejmował tym że dziecko musi spać prawie cały czas, wrzaski i kłótnie były cały czas a oni krzyczeli naprawdę głośno i z ogromną nienawiścią. Klątwy i ataki energetyczne latały jak na poligonie. Moja starsza siostra z zazdrośći rozpoczęła na mnie ataki.
Ja widząc że tu nie ma miłości wpadłam w czarną rozpacz i jedno czego pragnęlam to umrzeć. Rozpoczęłam błaganie ojca aby mnie zabił.
W moim planie karmicznym na to wcielenie miałam zapisaną śmierć z rąk członka rodziny. Przed wypełnieniem tego planu uratowała mnie łaska Boża.
Ojciec odpowiedział na moje błagania i uderzył we mnie jeszcze przed chrztem, molestując i doprowadzając do granicy śmierci. Ten szok spowodował u mnie amnezję, utratę kontaktu ze sobą i powstanie sztucznej osobowości. Od tej pory zlałam się z ojcem w jedno i jego postrzegałam jako matkę a molestowanie postrzegałam jako karmienie mnie.
To początek mojego tragicznego życia. Reszta życia była tak samo tragiczna.
-
Inga,
przeczytałam twoją historię.
I czuję, że ... to nie jest prawda o Tobie prawdziwej.
Ty musisz mieć też inne wspomnienia, jeśli nie z tego życia, to z wcześniejszych
żyłaś kiedyś w pięknie, miłości i radości
przecież jesteś piękną, czystą, silną i wspaniałą istotą
ty jesteś stworzona do tego, żeby płynęła przez Ciebie miłość!
jesteś światłem.
możesz wrócić do siebie prawdziwej, możesz wrócić do swojego światła
to gdzieś tam głęboko istnieje dla Ciebie i w Tobie. Pozwól sobie przypomnieć o tym, odkryj to i zacznij czerpać z tego siłę.
Ty pewnie, o tym wiesz, ale poprostu poczułam, że muszę Ci to napisać.
-
No nieźle Inga to napewno nie było dla ciebie łatwe. Moja matka miała podobne życie w takim mixie strachu, haosu, awantur, bójek domowych i alkocholu.
Nie znam cię ale jak patrze na twój nick to czuje że jesteś fajną i miłą osobą. Jak chcesz możesz opisać troche z późniejszego okresu życia bo narazie padła taka nacięższa artyleria :)
-
Tak, jest we mnie pamięć szczęścia, miłości oraz wielkie pragnienie tego. I to pragnienie sprawia że się nie poddaję tylko próbuję i próbuję.
Parę lat temu, już w trakcie terapii, gdy się wydawało że nie ma dla mnie ratunku, przyszło do mnie takie uświadomienie że moje pragnienie miłośći jest tak silne że uda mi się z tego wyjść.
Wtedy uczepiłam się tej wizji i się nią podpierałam i powtarzałam to sobie, aby mieć z czego czerpać siłę i wiarę że wyzdrowienie jest możliwe.
Bo u mnie utrata nadziei skutkowałaby skoczeniem w przepaść. Ciągle widziałam siebie jak stoję nad przepaścią i się zastanawiam czy nie skoczyć w ciemność.
Wszystko co najgorsze już za mną.
-
Skoro zajmujemy się rozwojem to musimy wierzyć że jest możliwe uzdrowienie swojego zycia. Bo jak byśmy nie wierzyli to byśmy się tym nie zajmowali.
-
Mnie nie chodziło o uzdrowienie swojego życia tylko o uniknięcie śmierci.
Ja walczyłam o przeżycie i to od momentu poczęcia. Całe życie walczę o to aby nie umrzeć..
-
Z rozwojem duchowym zetknęłam się w okresie gdy miałam bardzo silne emocje którymi sobie nie radziłam. Czytałam z zapałem książki Leszka w których on zalecał stosowanie afirmacji. No więc stosowałam te afirmcje tak jak pisał, powtarzając je sobie do oporu, przez wiele miesięcy a potem lat. Pisząc, słuchając, mówiąc i śpiewając. Miałam też odpowiedzi z podśwaidomośći, miałam wspomnienia z poprzednich wcieleń a stosowałam je po to aby się poczuć lepiej oraz po to aby się uwolnić od negatywów. Robiłam tak jak on pisał, czyli negatywne przekonania zamieniałam na pozytywne. Potrafiłam przez cały dzień non stop powtarzać sobie że przyjemności nie są grzechem lub że jestem niewinna, albo że uwalniam się od poczucia winy lub że sobie coś przebaczam. Celem było przeprogramowanie podśwaidomośći i zmienienie przekonań. Bo wg tych książek to miało sprawić że pozbędę się negatywnych uczuć i poczuję się dobrze. No więc tak robiłam, dążyłam do tego aby się pozbyć poczucia winy, złości, wściekłośći, nienawiści, furii jako uczuć negatywnych a chciałam poczuć się przyjemnie. Nigdzie nie pisało że należy zwracać uwagę na emocje jakie się pojawiają, że czucie emocji jakie by one nie były, jest ważne, że emocje są potrzebne, że w odpowiedzi na afirmacje powinny pojawić się emocje i to z nimi trzeba pracować.
Pisać afirmacje do oporu- i ja tak właśnie robiłam oraz też do oporu słuchałam medytacji, bo się po nich uspokajałam.
Po kilkunastu latach takiej pracy nad sobą poczułam się lepiej bo już nie czułam złośći, nienawiści, smutku, tęsknoty, żalu,poczucia winy, emocje przestały mną miotać a ja się uspokoiłam. Niestety ale wraz z negatywnymi emocjami gdzieś zniknęła radość, śmiech, zadowololenie i pozostałe subtelne uczucia. Stałam się drewnem. A potem pojawiły się bardzo silne lęki.
Wczoraj na terapii uświadomiłam sobie że ja mam ogromne, wyparte poczucie winy wobec córki, którą krzywdziłam. Uświadomiłam sobie że ja siebie karzę wtrąceniem siebie do piekła za to co jej zrobiłam . I niestety nawet o tym nie wiem, bo poprzez te afirmacje i tę pracę nad sobą, poprzez wmawianie sobie że jestem niewinna, że to przecież ona sama miała takie intencje aby się u mnie narodzić, całkowicie odcięłam się od swojego poczucia winy i w ogóle nie wiem co się ze mną dzieje, co we mnie tkwi, nie wiem że wymierzam sobie taką karę.
Przez te kilkanaście lat rozwoju duchowego, wykonywałam pracę odcinania się od swoich negatywnych uczuć i stawania się drewnem. Niestety ale teraz nie daje się tego odwrócić, bo mi tak łatwiej i przyjemniej gdy niczego nie czuję i jestem od siebie odcięta.
Dopiero na terapi się dowiedziałam że najważniejsze są emocje, że one są podstawą i że zmiany zachodzą poprzez emocje, że praca nad sobą to praca z emocjami a nie praca z myślami, tak jak to podkreślają wszystkie duchowe książki zalecając uspokajanie się i badanie swoich myśli.
Rozwój duchowy mi zaszkodził.
-
Takie ogólne przesłanie mozna wywnioskować z książek Leszka czy Luizy Hay, które ja realizowałam- uwolnij się od siebie a będzie ci dobrze, bo to ty jesteś źródłem swojego złego samopoczucia.
Więc uwolnij się od wszystkiego co w tobie jest złe, szkodliwe, nieprawidłowe, sprawiające ci kłopot a na to miejsce wprowadź sobie to czego pragniesz, to jaka chcesz być.
Taka prosta recepta bo przecież i rozwój i Bog jest prosty.
Więc się uwalniałam ile sił i wprowadzałam jak mogłam.
Efekt jest opłakany, bo to wszystko jest jednak bardzo trudne i skomplikowane. Bynajmniej nie jest to mechaniczne uwalnianie się i mechaniczne wprowadzanie nowych lepszych wzorców.
I moja podśwaidomość nie chce mi niczego przynosić jak pies w zębach. I nie jest na moje zawołanie.
-
Inga
Tak mi się nasunęło i napiszę w temacie afirmacji.
Jak zacząłem pracę z afirmacjami, a był to czas kiedy nie pracowałem jeszcze z regesingiem, poza kilkoma sesjami, to miałem na uwadze słowa Leszka o tym, żeby pisać afirmacje z kolumną reakcji. Miałem ogromną niechęć do życia i jedną z pierwszych była praca, w tym temacie. Pamiętam, że nie pisałem kolumny na jednej kartce, bo było za mało miejsce. Do pisania reakcji na afirmacje miałem drugi zeszyt. I nie pisałem przez 3-5 dni jak jest zalecane, ale w moim przypadku było to 2 miesiące. Zapisałem 3 zeszyty tego co pś miała mi do powiedzenia na temat niechęci do życia. Tam nie były tylko same określenia, ja tam pisałem wszystko, dyskutowałem ze sobą, pytałem pś - bo?, dlaczego? itp. a ona sie mogła wygadać. To były niesamowite bzdury jakby ktoś z zewnątrz to przeczytał. Nie praktykowałem wtedy regresingu i nie wiedziałem skąd i dlaczego, ale na poziomie emocji to działało.
A o pisaniu kolumny reakcji, to nie spotkałem się z tym u żadnego autora, tylko u Leszka.
-
Ja do niedawna też niezwracałem uwagi na emocje, liczyło się samo afirmowanie i autosugestia.
Teraz staram się łączyć afirmacje z EFT i widzę że sporo rzeczy wychodzi.
W sumie to prawda że sporo osób zapomina o emocjach i że sporo autorów zapomina podkreślić rolę emocji.
-
Niestety ale w duchowośći emocje są postrzegane jako coś czego należy się pozbyć na rzecz uczuć wyższych czyli jako coś złego i niepotrzebnego, co jest do likwidacji.
No więc należy się ich pozbyć i ja to robiłam.
A odpowiedzi na afirmacje jak najbardziej pisałam, tylko że to były myśli, wierzenia, przekonania tak jak to podawał Leszek na przykładzie.
-
Emocje potrzeba zaakceptować i pozwolić sobie je przeżywać (nie tłumić). Wtedy można zrozumieć z czego wynikają i uwolnić się (nie pozbyć, ale umieć świadomie wybierać, czy dalej je przeżywać, czy nie) na rzecz rozwijania uczuć wyższych (miłości, radości, spełnienia etc.)
-
Gdy na wczorajszej terapii czułam swoją bezsilność i niemoc a terapeuta powiedział do mnie- weź swoją niemoc ze sobą i .....- to mnie omal szlag nie trafił, bo przecież Leszek zawsze zalecał uwalnianie się od niemocy i bezsilności i ja teraz też to zamierzałam zrobić- uwolnic się od tego, wyrzucić to z siebie, pozbyć się tego czego się nie chce.
-
Inga ten terapeuta kazal Ci wziasc Twoja niemoc ze soba i..wlasnie co z nia zrobic??
-
I kontynuować oddychanie
-
Inga, osoby z takim stanem psychiki jak twój powinny zaczynać najpierw od terapii psychologicznej, konwencjonalnej a dopiero potem wchodzić w rozwój duchowy.
Terapia psychologiczna ma inne cele i zadania.
Rozwój duchowy również.
Pomimo tego, że rozwój duchowy wiele korzysta z psychologii i czasem na odwrót (psychologia czerpie z rozwoju duchowego), to jednak służy zupełnie do czegoś innego.
Emocje są skutkiem przekonań - a przekonania biorą się z myśli. Więc książki o rozwoju duchowym dobrze mówią.
A to, że ty zrozumiałaś to jak zrozumiałaś, to nie ich wina.
Ja też przez pierwsze lata swojego rozwoju byłam w błędzie, sądząc że służy on do tworzenia mnie innej, lepszej wersji mnie. Bo wychodziłam z założenia, że coś jest ze mną nie tak i muszę się dopasować, zmienić by działać zgodnie ze swoimi wyobrażeniami.
Zastanów się czego oczekiwałaś od rozwoju, co chciałaś tak naprawdę osiągnąć i czy rozwój duchowy to była odpowiednia metoda do tego?
-
Leszek napisal fajny artykul Czego spodziewac sie po rozwoju duchowym.
Szczerze powiedziawszy to nigdzie,w zadnej ksiazce duchowej jaka przeczytalam to nigdzie emocje nie sa postrzegane jako cos zlego-wrecz przeciwnie,emocje pomagaja nam zrozumiec wiele rzeczy..
Teraz akurat czytam ksiezke Anatomia Duszy i tam jest swietnie przedstawine jak emocje wplywaja na nasza dusze,cialo na wszystko i jak wazne jest ich odczuwanie a nie wypieranie,bo od tego zaczyna sie cale uzdrawianie.
-
Grażyna
Teraz to ja sama o tym wiem.
Ale poprzednio opierałam się na tym co pisał Leszek, a on bardzo krytycznie wyrażal się o psychologach i terapiach i ja mu wierzyłam.
A ponadto skąd ja mogłam wiedzieć że jestem chora. Myślałam na podstawie tego co pisał Leszek że mam DDA. A Leszek podkreślał wyższość metod rozwojowych nad psychologicznymi w przypadku leczenia z DDA. I pisał o tym wielokrotnie, nie tylko w książkach.
-
Leszek krytycznie wyrazal sie o psychologach?Jakos trudno mi w to uwierzyc..zwlaszcza,ze sam jest psychologiem z wyksztalcenia..
Z tego co czytalam niektore Jego publikacje to on nie zgadzal sie z wieloma rzeczami w psychologii,ale tak samo w rozwoju duchowym i to jest ok.Przeciez nie z wszytskim trzeba sie zgadzac.
Mozna natrafic na jakiegos odlecianego psychologa,ale tak samo jest w rozwoju .Ilez to chodzi po swiecie osob ktore uwazaja,ze tylko one znaja prawde..:)
-
Grażyna
Teraz to ja sama o tym wiem.
Ale poprzednio opierałam się na tym co pisał Leszek, a on bardzo krytycznie wyrażal się o psychologach i terapiach i ja mu wierzyłam.
A ponadto skąd ja mogłam wiedzieć że jestem chora. Myślałam na podstawie tego co pisał Leszek że mam DDA. A Leszek podkreślał wyższość metod rozwojowych nad psychologicznymi w przypadku leczenia z DDA. I pisał o tym wielokrotnie, nie tylko w książkach.
Acha :) Założyłam (błędnie) że wcześniej o tym wiedziałaś.
No fakt, z samych książek, zwłaszcza na początku rozwoju, można się zapędzić w ślepe uliczki.
-
Semira
Ja nie jestem pierwszą rozwijającą osobą która dopiero na terapii sie dowiaduje że emocji nie należy oceniać i nie należy z nimi walczyć, tylko je akceptować i przyjmować.
Chodzi mi o osoby z nerwicą które są z powodu swojej choroby przekonane że emocje są czymś złym i starają się z nimi walczyć.
I książki duchowe je w tym przekonaniu utwierdzają, tak samo jak mnie.
Na Cudzie czytałam takie posty pełnie zdziwienia że jednak terapeuta podchodzi do emocji zupełnie inaczej niż robi się to w duchowości.
-
Inga
Masz racje.Zapominam o tym,ze ludzie z roznych powodow podejmuja sie rozwoju i z roznym problemami startuja w duchowosc,wiec dla mnie moze byc oczywistym ze emocje to moj przyjaciel a nie wrog,ale niekoniecznie to musi byc oczywiste dla innych.
-
Zwłaszcza że te negatywne emocje są grzechem i idzie się za nie do piekła. Przecież nawet należą do grzechów głownych.
pycha,
chciwość
zazdrość
nieczystość
obżarstwo
gniew
lenistwo
No więc że te emocje są złe i trzeba się ich pozbyć to jest oczywista oczywistość.
Mnie rozwój duchowy wyposażył w odpowiednie narzędzie za pomocą którego uwolniłam się od tych niechcianych emocji a nie mając ich przestałam się czuć winna i zła z ich powodu.
-
A tak naprawdę cała ta walka we mnie przeniosła się jeszcze do większych głebin we mnie i tam poza moją kontrolą robiła we mnie spustoszenie.
-
Typowe katolickie trzepanie mozgu.W wielu rodzinach jest tak,ze dziecko jak pokazuje emocje-placze,krzyczy,za glosno sie smieje itp jest za to karane i pozniej wytwarza sie mechanizma ,ze kazda taka emocja jest zla-bo sie wczesniej dostalo klapsa za to,wiec dziecko uczy sie tlumic swe emocje.
Zauwazylam ten syndrom glownie w rodzinach,gdzie dzieci sa az zaspokojne,tzw wzorowe rodziny,gdzie dzieci i ryby glosu nie maja.
-
Każdy zaczyna rozwój ze swojego etapu i ze swoim bagażem obciążeń. Dla jednych przygoda z rozwojem jest przypomnieniem sobie tego co osiągnęli w przeszłosci i łatwa kontynuacja, a dla innych oduczanie sie tego w czym sie zakręcili itp.
Inga
Twoje doswiadczenia pokazują jak ważne są emocje, o których trochę za mało się mówi, ale chyba nie przez to że się je ignoruje.
Ja zacząłem od duchowości i też były momenty, że chciałem na siłę zmian wypierając emocje. Żeby nie walczyć z emocjami mnie pomógł regresing, autorefleksja, rozmowa, potem TU. W sprawach duchowych jest tak, że człowiek sie zabiera za pracę a pś działa według swoich dawnych mechanizmów i może używać wszystkiego by sobie zaszkodzić. Ja też miałem takie sytuacje, kiedy czytanie książek duchowych, praktyka powodowały pomieszanie umysłowe i konflikt wewnętrzny. Dlatego uważam, że na samodzielny rozwój może sobie pozwolić część ludzi. Dla wielu potrzebny jest terapeuta, przynajmniej na początku.
U mnie wygląda to tak. Zacząłem od duchowości i jestem sobie i innym, szczególnie Leszkowi i Darkowi L. bardzo wdzięczny. Przede wszystkim zacząłem w przyzwoity sposób funkcjonować, bez chronicznego zmęczenia, senności, otumanienia itd. Teraz mam wystarczająco energii, żeby sie zająć psychologią i mechanizmami działającymi miedzy ludźmi. Dodatkowo pomaga mi też szersza swiadomość.
W ogóle zauważam, że to nowe pokolenie coraz mniej funkcjonuje na zasadzie nakazów, tłumienia i wyparcia a bardziej zajmuje sie pracą z emocjami. Na miarę swojej świadomości starają sie rozpoznawać co się z nimi dzieje a nie jak dawniej ludzie mówi nie, bo nie, i koniec, bez dyskusji.
-
Inga
A tak naprawdę cała ta walka we mnie przeniosła się jeszcze do większych głebin we mnie i tam poza moją kontrolą robiła we mnie spustoszenie.
Może spróbuj prowadzić swiadomy dialog ze sobą. Jak pś ma swoje rozumienie wynikłe z prania mózgu, to dobrze jest z nią rozmawiać spontanicznie przy codziennych sytuacjach.
Ja mam tak, że kiedy pś pokazuje swoje zasady, to się jej pytam, czy na pewno tak jest? bez żadnych nacisków. Ona zdaje się być taka pewna swego, ale kiedy ją sie delikatnie podpyta, traci pewność i zaczyna rozumieć; jak widzi bezsens czegoś, to przyznaje się do błędu.
-
Swiadomy dialog? Z kim? Po kilkunastu latach prania sobie mózgu moja podświadomość się wycofała i już nie podejmuje ze mną żadnych rozmów. Bo moje rozmowy z nią polegały na przekonywaniu jej czyli na afirmowaniu, a to znaczy wpychaniu jej tego co ja myślałam i zmuszaniu jej aby w to uwierzyła.
Ona mówiła- jest tak a ja jej mówiłam- nieprawda bo jest akurat na odwrót. I tworzenie sobie wielu afirmacji powtarzanych do oporu aby ją przekonać że jest tak jak ja myślę.
A wszystko robiłam zgodnie z instrukcjami z książek Leszka.
Brałam jakiś problem do rozwiązania np. pracę. Wypisywałam sobie wszystkie przekonania jakie miałam na jej temat a potem zgodnie z radą Leszka zamieniałam to na afirmacje jako przeciwieństwa tamtych zdań. Nagrywałam te afirmacje i słuchałam w nieskończoność, wykończyłam w ten sposób wiele magnetofonów. Pisałam z odpowiedziami, powtarzałam sobie i wbijałam to do głowy.
W rozwoju duchowym pracuje się z myślami a nie emocjami i myślenie stawia się na pierwszym miejscu a na emocje nie zwraca się uwagi.
Oto co mówi na ten temat podręcznik
1. Myśl jest twórcza. Myśl poprzedza uczucia.
2. Twoje funkcjonowanie w świecie zależy od jakości twojego myślenia
3. Wszystkie myśli powiązane są z uczuciami. Gdy czujesz się dobrze i przyjemnie masz dowód żę w twoim umyśle przeważają myśli pozytywne. Gdy czujesz się podle zawdzięczasz to swej skłonnośći do negatywnych myśli.
4. Zmiana myślenia i odczuwnia leży w twej mocy ponieważ twoje emocje zależą od twoich myśli.
5. Świadomie i celowo możesz wyprzeć ze swego umysłu stare ograniczające cię myśli i struktury myślowe gdy zastosujesz afirmacje. Afirmacje to pozytywne myśli które często powtarzane, przywracają harmonię.
6. Myśl powoduje w twoim ciele konkretne odczucia emocjonalne- pozytywna: radość, szczęście, miłość. Negatywna- emocje bardzo nieprzyjemne.
7. Zmiana sposobu odczuwania jest tak samo łatwa, jak zmiana sposobu myślenia. Z tą róznicą że to myśli zawiadują emocjami, a w związku z czym, zmiana uczuć musi być poprzedzona zmianą sposobu myślenia.
Niestety ale to nie jest prawda. Sprawdziłam to przez kilkunastoletnie próby zmieniania swojego myślenia po to aby się zmieniły moje emocje.
Wprowadziłam rygorystyczną kontrolę swoich myśli. Negatywne od razu zmieniałam na pozytywne. Nie pozwalałam sobie na myślenie o czymś złym, od razu zmieniałam to na coś pozytywnego i to sobie powtarzałam. Nie pozwalałam sobie myśleć źle o ludziach a wszystko co mi się u nich nie podobało od razy jakoś wytłumaczyłam usprawiedliwiałam. Straciłam przez to mój osąd ludzi i ich postępowania. Przeniosłam się w jakiś wirtualny świat. Bałam się tworzenia myślokształtów, wysyłania ludziom złych myśli.
Prawda jest taka że to moje myśli zależą od moich emocji a nie na odwrót. Kompletnie nie potrafię wpłynąć moimi myslami na to co czuję.
Za pomocą swoich myśli nie udało mi się zmienić żadnej swojej emocji.
Byłam bardzo zdziwiona gdy terapeuta zamiast zapytać co pani mysli, zapytał co pani czuje. A potem tylko moje uczucia go interesowały. To był inny świat. Dowiedziałam się że ja to nie moje myśli tylko moje uczucia. Że uczucia są ważniejsze od myśli. Że zmiana przekonań niczego mi nie da.
Gdy rodzi się dziecko to najpierw ma emocje a potem po ukształtowaniu się kory mózgowej zaczyna myśleć, a jego myśli są adekwatne do uczuć jakie ma.
Mózg emocjonalny jest starszy od mózgu inteligentnego i myślenie nie ma na niego wpływu. Gdy jest konflikt między emocją a myślą to zawsze wygrywa emocja.
Tak to rozwój duchowy zawiódł mnie na manowce.
-
Jeszcze dodam że te kilkanaście lat pracy z myślami zaowocował zapanowaniem nad nimi. Gdy zaczynałam miałam w głowie tysiace galopujących bezładnie myśli i kompletnie nie dawałam sobie z nimi rady. Później było ich bardzo mało tak że czułam żę prawie przestałam myśleć.
-
Inga
Niesamowite to co piszesz. Pracowałaś nadzwyczaj intensywnie, miałaś tyle sił i determinacji. Ja bym tak nie potrafił. Głównie dlatego, że jak zauważyłem u mnie jest dużo negatywnych programów i w sumie ciężka karma. Prawie w ogóle nie słuchałem afirmacji, bo czułem silny bunt pś, że nie mogłem spać. Podobnie z dekretami i medytacjami. Tylko kilka dekretów mi zaskoczyło, czyli że pś w miarę się zgodziła. Przy innych po kilkunastu dniach przerywałem, bo bym nie spał, nie jadł i jeszcze wiele innych załamek a i w ogóle nie mógłbym w takim stanie żyć. Dlatego głównie zajmowałem sie przebaczaniem, poczuciem bezpieczeństwa i to najważniejsze odreagowaniem. Było to niesamowite jak sobie teraz przypominam. Prawie cały czas byłem w stanie regresywnym. 1-2 razy dziennie autoregresing. Wszystko w około powodowało we mnie wywałki i jak tylko znalazłem się na osobności to uwalniałem. To była moja główna praca.
Przypomniałem sobie sytuację w związku z tym co pisałaś, a mianowicie czytałem jeden bardzo pozytywny dekret, który wywoływał bunt we mnie, a ja nadal go czytałem i po kilku miesiącach jak go zaczynałem czytać, to wpadałem w letarg, po prostu zapadałem w dziwny sen. To mogło być to co piszesz. Zupełne wyparcie pś i jakaś głucha cisza. Jakby część mnie była uśpiona. Nie znałem metod regresywnych i pracy z emocjami i sądzę, że dlatego to się tak działo. Przerwałem więc ten dekret i w ogóle afirmowanie czegoś na siłę.
-
To ja miałam całkiem inaczej. Nie potrzebowałam tyle determinacji ponieważ po tych przyjemnych afirmacjach czułam się lepiej. Ja za pomocą afiramcji podnosiłam sobie nastrój i wychodziłam z tych ciężkich myśli. Czułam się po nich lepiej więc myslałam że się rozwijam. A okazało się że ja się odcianałam od negatywnych uczuć i to był powód mojego lepszego sampoczucia.
Ja do spania zakłądałam słuchawki bo dzięki temu mogłąm zasnąć, bo mi się przerywał tok okropnych myśli.
Dziwię się że tak mocno reagowałeś na afirmacje. U mnie odbywało się to bez echa.
-
Inga
Nie wiem czy konsultowałaś swoją praktykę duchową z kimś zaawansowanym, czy z jakąś grupą. Pamietam, że Osho mówił, że jak twoja praktyka sprawia, że stajesz się coraz bardziej nieszczęśliwy, to nie tędy droga, idziesz w zupełnie niewłasciwym kierunku. Praktyka powinna sprawiać, że stajesz się coraz bardziej szczęśliwy, coraz bardziej radosny, coraz bardziej świadomy. Ja wiem, że trudno jest się orientować gdy ma się mnóstwo wzorców.
Pamietam jak Darek mi powtarzał, żebym śmiało do niego dzwonił z każdym problemem i o wszystko pytał, żeby czegos nie robić źle.
Dowiedziałam się że ja to nie moje myśli tylko moje uczucia. Że uczucia są ważniejsze od myśli. Że zmiana przekonań niczego mi nie da.
Gdy rodzi się dziecko to najpierw ma emocje a potem po ukształtowaniu się kory mózgowej zaczyna myśleć, a jego myśli są adekwatne do uczuć jakie ma.
Czy tak jest, trudno powiedzieć. Bo z jednej strony tak jest, jak piszesz, ale w drugą stronę też jest prawdą, że myśli rodzą uczucia. W sumie to jest to chyba w tej kolejności, są jakieś doświadczenia i człowiek na nie reaguje, i ta reakcja jest zabarwiona emocjonalnie a potem pojawiaja się w związku z nimi myśli, wspomnienia.
Ale jak piszę, to, czy uczucie jest pierwsze to trudno dociec. A jeśli chodzi o autorów książek duchowych to najczęściej piszą o tym, że myśl rodzi uczucie.
Nawet Biblia mówi, że na początku było słowo, wypowiedziana myśl.
-
Inga
Ja za pomocą afiramcji podnosiłam sobie nastrój i wychodziłam z tych ciężkich myśli. Czułam się po nich lepiej więc myslałam że się rozwijam. A okazało się że ja się odcianałam od negatywnych uczuć i to był powód mojego lepszego sampoczucia.
Ja do spania zakłądałam słuchawki bo dzięki temu mogłąm zasnąć, bo mi się przerywał tok okropnych myśli.
To wyglada na autohipnozę. To było mechaniczne i nieświadome kodowanie, czy też bardzo mało świadome. Afirmacji trzeba używać w skupieniu i z uwagą, bo wtedy jest reakcja. Ja już widziałem jak nawet regreser pisał afirmacje i jednocześnie rozmawiał z innymi, wykłócał się. Ale co z takiego afirmowania było, raczej nic.
-
Przez cały ten okres moim największym marzeniem było pójście na regresing. Marzyłam o tym że wreszcie osiągne taki poziom że bede się nadawała do odbycia sesji regresingu. Bo Leszek postawił 2 warunki: umiejętość zrelaksowania się oraz znajomośc podstaw medytacji. Więc ja dążyłam do tego aby sie nauczyć samodzielenie tych 2 rzeczy i wreszcie skorzystać z regresingu. Lata upływały a moje próby wejścia w relaks kończyły się bardzo silnymi napięciami w ciele a o medytacji nie było mowy.
Więc co miałam zrobić w tej sytuacji jeżeli nie nadawałam się do regresingu?
Mogłam tylko stosować afirmacje.
Ja nie wiedziałam że mogłąbym się z kimś konsultować, bo do dyspozycji miałam tylko ksiązki. Wtedy nie było komputerów i inetrnetu. byłam zdana tylko na siebie i na to co wyczytałam w książkach.
Ja nie stawałam się coraz bardziej nieszczęśliwa. Było odwrotnie. Było lepiej bo przestawałam mieć te okropne uczucia i te okropne myśli.
tylko że potem nagle pojawiły się bardzo silne lęki.
-
Inga
To wyglada na autohipnozę. To było mechaniczne i nieświadome kodowanie, czy też bardzo mało świadome. Afirmacji trzeba używać w skupieniu i z uwagą, bo wtedy jest reakcja. Ja już widziałem jak nawet regreser pisał afirmacje i jednocześnie rozmawiał z innymi, wykłócał się. Ale co z takiego afirmowania było, raczej nic.
Robiłam tak jak Leszek to zalecał. Właśnie tak Leszek pisał żeby tak słuchać, mówić sobie, pisać, śpiewać i przełamywać opór podśwaidomości.
Innych informacji nie miałam.
-
Inga
A skorzystalas w koncu z sesji regresingu?Jesli tak to po ilu latach od rozpoczecia przygody z rozwojem moglas miec taka sesje?
-
Myślę, że u Ciebie m.in. zabrakło rozmów, spotkań choćby sporadycznych z rozwojowcami. U mnie to odegrało bardzo dużą rolę, jestem wdzięczny wszystkim osobom, zresztą nawzajem, bo to było pomaganie sobie wzajemnie, wszystkim którzy mi służyli dobrą radą.
Myślę, że chodzenie na terapię daje Ci własnie mozliwość konfrontacji tego co robisz z terapeutą, czy z grupą. Ty bardzo tego potrzebowałaś i potrzebujesz.
Jak zresztą wiele innych osób tego potrzebuje; to dlatego terapia grupowa jest taka popularna i skuteczna.
-
Robiłam tak jak Leszek to zalecał. Właśnie tak Leszek pisał żeby tak słuchać, mówić sobie, pisać, śpiewać i przełamywać opór podśwaidomości.
Innych informacji nie miałam.
Inga - z ciekawości - a nie było mowy o kolumnie reakcji, jak z nią postępować i do czego służy? Reakcje - w tym emocje, uczucia pojawiające się na afirmacje czy dekrety - są przecież bardzo ważne.
-
Tym bardziej, ze Leszek chyba zawsze podkreśla, jak ważna jest kolumna reakcji.
-
Leszek pisał że powinno się pisać afirmacje z odpowiedziami i ja tak też robiłam. Pisał że odczucia emocjonalne też są odpowiedzią. Oraz żeby pojawiające się odpowiedzi zamieniać powrotem na afirmacje.
Ale głownie stosowałam słuchanie. Dużo też rozmawiała z podświadomością ale to nie było wysłuchiwanie jej tylko zamienianie tego co mówiła na przeciwieństwa i przekonywanie jej do tego co ja wiedziałam lepiej od niej.
„podczas pisania afirmacji podświadomość często „ucieka”. Ucieczka ta może np. przejawiać się w formie nudy lub np. przekonania że to co robimy jest bez sensu, głupie itd. Podświadomość może tez uciekać w nieprzytomnośc, zmęcznie albo głód. Może przekonywać nas że ma nam do zaoferowania coś lepszego, lecz są to tylko jej wybiegi. Nie przejmuj się tym i nie wściekaj na nią, lecz wytrwale afirmuj dalej i przekonuj ją do treści afirmacji aż do skutku”
Miałam takie objawy ale nie poddawałam się i afirmowałam i afirmowałam aby złamać jej opór. Podświadomość w końcu cichła i przestawała stawiać opór.
No bo przecież celem było jej przeprogramowanie.
Po 13 latach afirmowania doszłam do takiego zastoju gdy nic się nie działo ani w moim życiu ani we mnie. Przestały mi się pojawiać odpowiedzi i jakiekolwiek reakcje na afirmacje a ja poczułam że doszłam do kresu swoich możliwości i już niczego w sobie nie dam rady zmienić. Nadal czułam się źle więc mój cel nie został osiągnięty a moje narzędzie pracy nad sobą przestało działać, wyczerpało się. Pisałam afirmacje a w odpowiedzi słyszałam ciszę. To był 2005 rok. Bałam się bo nie wiedziałam co się dzieje i co ze mną się stanie. Wtedy moją córkę spotkało coś bardzo złego. Byłam sama, nie wiedziałam co robić a przed wszystkimi musiałam ukrywać co się u nas dzieje i udawać że jest wszystko w porządku. Bałam się że umrze a wiedziałam że gdy pójdę z nią do lekarza to dostanie psychotropy i może szpital psychiatryczny. Postanowiłam szukać ratunku u regres era. I w ten sposób znalazłam się na regresingu. A moja córka została opętana przez demona i już była na granicy śmierci. Anna Atras uwalniała ją od tego opętania przez 3 dni.
Ja też byłam opętana i miałam wolę życia wynoszącą 20%. A do regresingu nie potrzebowałam żadnych umiejętności bo od razu weszłam w niego bardzo mocno.
Rozpoczęła się wielka akcja ratowania nas- egzorcyzmy, zakładanie odpromienników na żyłę wodną i na szlaki astralne, usuwanie z mieszkania szkodliwie promieniujących znaków feng shui.
O tym że nie należy szukać psychoterapeuty przekonał mnie Leszek.
„psychoterapia zajmuje się poprawianiem osobowośći tak aby pasowała do ról społecznych. Terapeuci nauczają jak radzić sobie lepiej w różnych życiowych sytuacjach i osiągać cele wyznaczone przez ego lub społeczeństwo.
Czerpiąc inspiracje z książek i spotkań poświęconych psychoterapii trzeba pamiętać że terapeuta pracuje na zlecenie klienta który go wynagradza za efekty zgodne z oczekiwaniami zleceniodawcy. Prawda nie jest najważniejsza gdy korzysta się z psychoterapii. Najważniejsze jest zyskanie umiejętności i zdolnośći efektywnego funkcjonowania w wybranych sferach życia gospodarczego czy społecznego.
Podobnie psychoterapia chrześcijańska powołuje się na uniwersalne wartośći moralne chrześcijaństwa”
Leszek ma rację ale tylko jeżeli chodzi o psychoterapię behawioralno-poznawczą w której pacjent dostaje rady a praca polega przede wszystkim na zmianie przekonań.
-
Inga
Jestem pelna podziwu,piszesz ze afirmowalas 13 lat i mimo tego,ze pozniej mialas te silne leki to nie poddalas sie .
-
Inga
A ta terapia na którą chodzisz jak się fachowo nazywa nurt wg którego jest prowadzona?
Ja chodziłam na terapię w której tylko gadałam i gadałam, a psycholożka słuchała, tak było 2 lata, czasem bąknęła jakąś radę ale rzadko i nie wiązało się to z niczym. Miałam wtedy natłok uczuc, sprzecznych impulsów, emocji ALE CZUŁAM. I ona nie wiedziała jak mi doradzić, bo chyba ją mój przypadek przeraził. Po tych 2 latach czułam się jak spuszczony z powietrza balon i wtedy przestałam czuc cokolwiek. a terapia miała na celu tylko to, bym jakos poradziła się z uczuciami i sprzecznościami które mną targały żebym mogła skonczyć studia.
Potem raz poszłam na jedno spotkanie do psychoterapeutki, która miała własny osrodek terapeutyczny dla DDA i zraziłam się bardzo, bo tez opowiedzialam jej w godzine swoja historie, wlasciwie wywaliła mnie po 50 min każąc płacić 80 zł a ona tylko sluchala jakby była bezosobowym, bezczuciowym tworem. Tacy terapeuci przechodza tez terapie i potem tak wygladają.
Nie wiesz jaki to nurt terapii który opisałam wyżej?
-
Moja terapia jest w nurcie psychoanalitycznym. Psychoanalitycy są tacy milczący, przyjmujący, nie narzucający niczego, słuchający, niedyrektywni. Dobry psychoanalityk słucha aktywnie, zadaje pytania, nakierowuje, choć mówi mało. Jest wycofany, mało emocjonalny, bez własnej osobowośći ale nie ma kamiennej odpychającej twarzy tylko przyjazną i zachęcającą.
Twoje terapie też chyba były w tym nurcie. Niestety terapeuci bardzo niekompetentni. Tacy terapeuci potrafią bardzo zaszkodzić.
Jeżeli psycholożka przez 2 lata słuchała i nie reagowała to musiałaś się czuć tak jakby Cię nie było.
2 lata mówienia bez odzewu, to musiało być tak straszne że wolałaś przestać czuć.
-
Ona mi-jedyne co pamiętam-radziła skupiac się na zadaniu, w momencie gdy miałam natłok, a pisałam np jakis egzamin czy miałam jakieś ważne zadanie. NIe umiała mi nic pomoc, a nieraz tylko coś tam usiłowała naprowadzić, ale dla mnie było to nietrafione w sedno i odciąganie od problemu. Ta pani miała dośc przyjemną twarz i generalnie była miła młoda, lubiłam ją nawet i wiem, ze chciała mi pomóc, ale chyba to nie to.
Ja wolałam chyba wtedy na tamten czas właśnie by troche więcej mówiła i pokazywała ze mnie słucha i rozumie a nie była taka mało aktywna. Potrzebowałam żywego kontaktu. Potrzebowałam własnie takiego wsparcia, zapewnienia ze nie jestem szalona, choc czułam, ze mój przypadek nie nadaje sie do psychologa i ze ona tego nie zrozumie, ale mimo to w to brnęłam, bo ojciec wyszedł z tym psychologiem i łudziłam się, ze może a nuż to pomoże.
Ale ta druga baba do której poszłam to była naprawdę porażka. Poszłam do niej zeby poczuć bo nie czułam już nic za bardzo po tamtej. Dała mi do zrozumienia ze już musze iść koniecznie w trakcie rozmowy, była jak automat do zbierania kasy miałam wrażenie. Potem wyszłam i zaniosłam się płaczem i nie mogłam uspokoić do powrotu do domu, tak mi to wszystko wywaliło, taki żal i ból z tych wszystkich lat. Ale to był koniec.
-
Ja też od psychologów doznałam odrzucenia.
Poszłam na studiach, gdy byłam na skraju samobójstwa, do poradni psychologicznej. Przyjęło mnie dwoje psychologów, gdzieś w moim wieku. Słuchali w milczeniu. Czułam się taka upokorzona gdy im wyjawiałam swoje sekrety a oni mi się badawczo przyglądali bez żadnego współczucia. Gdy im opowiedziałam o swoim problemie stwierdzili że nie potrzebuję pomocy psychologicznej.
-
Ehh jak to czytam to mi się przypomina moje studiowanie psychologii z egoistami, zamkniętymi na duchowość, katolikami, myślącymi, że wszystko rozumieją i potrafią. A po zajęciach piwko pod uczelnią. Nie dziwie się, że są takie sytuacje z psychologami jak tutaj opisujecie.
-
Jak z nimi studiowałaś to powiedz po co oni wybrali takie studia? Dla pieniędzy? Dla mody?
Wiem że na psychologię jest bardzo trudno się dostać i nie rozumiem z czego to wynika. Bo po takich studiach nie ma ani pracy ani żadnych kokosów. A żeby być dobrym terapeutą to trzeba mieć do tego powołąnie.
W tych pytaniach pomijam Ciebie bo wiem jak to się odbywało.
-
Ja bylam raz u psychologa 5 lat temu,zaplacilam 50zl za monolog jaki prowdzilam sama ze soba przez 40min i dowiedzilam sie,ze moje problemy tkwia w mojej rodzinie....Powiedzialam nigdy wiecej,predzej mi kaktus na rece wyrosnie jak skorzystam z uslug psychologa.Lepszym psychologiem okazal sie moj kot,bo przynajmniej nie chce kasy za to,ze wywoluje u mnie tak wspaniale uczucia.
-
Ja tez uwazam, ze klasyczna psychologia moze ale nie musi okazac sie fiaskiem, kiedy specjalista cos tam wie, ale niekoniecznie umie pomoc. Ja osobiscie wolalam isc od jasnowidza i go przepytac...o moje cele i boje bolaczki, albo sprawy sprawiajace mi trudnosc. Fakt nieraz bylo to niezrozumiale na poczatku ale efekt byl dobry. Jako dziecko i mloda osoba mialam wsparcie w mojej mamie, ktora mi zawsze dobrze doradzala lub probowala pomoc w rozwiazywaniu problemow. Potem juz sama szukalam, bo wiedza i doswiadczenie mamy nie pomagalo i szkalam pomocy gdzies indziej. Mialam to szczescie, ze zawsze trafialam na dobry trop i umialam sobie pomoc i zaispirowac sie kims odpowiednim...to duzo ulatwilo....mysle, ze zawsze ktos mi pomagal i prowadzil madrze po mojej drodze poznania.Tak jest i teraz.
Jednak jak czytam wasze wypowiedzi to szczeka mi opada....mniej pomogli jak zaszkodzili....zgroza...
-
Nie wiem Inga,
w Lublinie gdzie kończyłam studia zabijali się o ten kierunek, było może 25 osób na miejsce. Ja się dostałam ale na styk, trudno mi w to uwierzyć. W zasadzie nie chciałam tam iść, ale już gdzieś opisywałam, że tak mi doradzono pod presją. Stało się tak jak się stało i zaczęłam tam studiować. Wszyscy nas oczywiście zapewniali, mydlili nam oczy, że jesteśmy wybitnym kierunkiem, zdobędziemy wiedzę, dzięki której mamy szansę mieć na prawdę dużą przewagę w życiu. Jakkolwiek oni tę przewagę rozumieli, ja już nie wnikam. Od pierwszego roku krytykowali wszelką ezoterykę i to co się z nią wiązało - katolicka terapia rządzi ;) Ludzie zwyczajni studenci - oczywiście spotkanie integracyjne, dużo osób się upiło, bo widziałam to potem na zdjęciach na fejsie. Już krzywo na to patrzyłam i nie rozumiałam o co z tymi studiami chodzi. A wykładowcy dalej nam mamili, że jesteśmy cudowni, że tak rozchwytywani będziemy - a ja nawet nie wiedziałam, że po tym nie ma pracy, tylko trzeba mieć znajomości i masę dodatkowych szkoleń i uprawnień.
Wiele zajęć mnie ostro denerwowało, szczególnie jak prześmiewali tematy i terapie, którymi ja sobie pomogłam. Oni uważają się po prostu za lepszych od innych "pomagaczy".Przez długi czas nie mogłam tam nic zdać, ponieważ ich filozofia i moja głęboko się kłóciły. Nie podobało mi się rycie na pamięć. Rycie na pamięć oznacza brak zrozumienia, brak wrażliwości. Po kij mi setka definicji osobowości? Albo 200 nazwisk terapeutów niemieckich, którzy przyczynili się do rozwoju psychologii? Przez pierwsze lata stos głupot, których nie mogłam sobie przyswoić.
Ludzie jak ludzie. Moim zdaniem większość idzie ze względu na modę, na chęć dominacji, z powodu niskiej samooceny. Zdarzały się jak wszędzie dziewczyny tzw suki, obgadujące i śmiejące się gdy je mijasz. Z takiego powodu, że jesteś gorzej ubrany, lub widać po tobie problemy. Obgadywanie, śmieszki, były na porządku dziennym. Ja się trzymałam z cichymi dziewczynami przypominającymi zakonnice, ponieważ stanowiły mniejsze zło. Przynajmniej nie atakowały. Gdy przyszło co do czego i zwierzyłam im się z moich problemów na 3 roku, żadna nie wiedziała co z siebie wydusić. Po miesiącu mojego żalenia się, a było fatalnie - powiedziały - Anka, my byśmy się chyba zabiły na twoim miejscu ; p
Normalnie zdębiałam. Wtedy już wiedziałam, że psycholog, który jest zamknięty, ma klapy na oczach, czy to katolickie, czy ogólnie jest tępy, bo nigdy nie pracował nad sobą- w żaden sposób nie pomoże. To co opisujecie jest dosyć częste. Podczas studiów, spotkałam może 2-3 wykładowców, na prawdę otwartych, niekatolickich, szczerych. Mieli uśmiech, wrażliwość, chęć wysłuchania. Ale to wymaga dojrzałości i pracy nad sobą. Ci co ze mną studiowali, może i mają wiedzę, ale podejrzewam, że jest to sucha wiedza i dostosowana do ich pojmowania świata. A ich problemy są nieco inne - niż np moje. Nie poszłabym do nikogo z moich znajomych na terapię, znając ich przez 5 lat. Dla mnie ktoś pijący i ograniczony w tematach książkowych, skupiony na rzucaniu testów psychologicznych jak go nauczyli - nie jest wiarygodny.
Myslę że te studia dla mody, dla kasy. Tak.
Ta terapia w której trzeba się po prostu wygadać to podstawowy sposób, którego nas uczyli. To zbieranie danych o kliencie. Gadasz gadasz przez pierwsze spotkania a teraputa mruczy i udaje ze stosuje aktywne słuchanie. Potem może zaproponować dłuższą bądź krótszą terapię. I bez względu na nurt w jakim działa, jest uczony takiej beznadziejniej nienarzucającej się postawy, w której ni to się uśmiecha ni jest obojętny. Trudno stwierdzić. Zdarzają się dobrzy psychologowie, ale ja tylko o takich czytałam, niewielu spotkałam.
-
To dowodzi na jak niskim poziomie jest współczesna psychologia. Troche mnie to nawet drażni. Moja siostra skończyła studia pedagodiczne a potem robiła 3 lata psychologie. Ale to ja młodszy od niej brat o 9 lat daję jej psychologiczne rady i często ją pouczam.
Jak bym ja o tym decydował to na studia psychologiczne dostawały by się tylko osoby z powołania które od lat nad sobą pracują i mogą pochwalić się jakimiś osiągnięciam iw rozwoju osobistym. Bo w przeciwnym wypadku to wygląda tak jakby przyjmowac do wojska pierwszych lepszych z ulicy.
-
Wspomnienie terapii grupowej wprawia mnie teraz w rozbawienie. Udawaliśmy osoby z problemami, albo po prostu mówiliśmy o sobie. Wiele osób podśmiewało się i ciężko było się otworzyć. Złośliwości było bardzo dużo, szczególnie jak komuś się nie udawało zagrać jakiejś scenki. Jak ktoś kogoś nie lubił, potem oczywiscie był obgadany pod uczelnią z tego co powiedział o swoim życiu. Hehe porażka.
-
totalna porażka. Jak to Leszek ostatnio pisał. Kobiety o pustych oczach i zamkniętych sercach.
-
Pewnie się dziwicie, że ja tak jadę na te studia, chociaż sama je skończyłam. Tak zawiodłam się, jak i również na ludziach, którzy tam byli. Wiele się nauczyłam, ale również kończyłam je z bólem serca i ogromnym zmęczeniem. Ciesze się, że mam papier, postaram się go w życiu wykorzystać. Szczerze jednak wątpię w wiedzę każdego psychologa pozbawionego szerszej wizji postrzegania świata, sensu życia. Ze spokojem mogę powiedzieć, ze byłam tam osobą, która odwaliła największy kawał pracy nad sobą, a i tak nie daje mi to kompetencji i pewności siebie, aby doradzać ludziom. Przynajmniej ja tak czuję, bo wciąż mi wywala w tematach społecznych. Przeraża mnie rozdymane ego niektórych osób, siedzacych potem i mruczących w gabinetach, gotowych do skrytykowania lub dawania przestarzałych rad.
-
A mnie interesuje jaką to ci dyplomowani psychoterapeuci którzy wyglądają jak roboty na prochach przechodzą, że są tacy dystansowani i nieruchawi? No bo każdy psychoterapeuta chyba-poważny i któremu dużo się płaci w domysle-musi przejsć sam terapię, czy się mylę? Czy tez ta ich "postawa" jest wyuczona?
Wiem ze moja psycholożka pierwsza miała swojego superwajzora.
-
Po psychologii można być np psychologiem przy zatrudnianiu do firm nowych pracowników. Wydaje mi się to ciekawe, zwłaszcza gdy ma się wyczucie wynikające z rozwoju duchowego.
Gdy ja szłam na rekrutację do mojej obecnej pracy psycholog miał akurat urlop...i mi się upiekło, haha.
-
Zdaję sobie sprawę, że osoby które same czegoś nie przeszły nie będą w stanie pomóc, doradzić. Miałam koleżankę na studiach, której największy problem w ciągu ostatniego roku - to pęknięty klawisz w drogim telefonie komórkowym. Tak mi powiedziała na ćwiczeniu, które odbywało się w parach. Po czym wybuchła śmiechem. Za chwilę, gdy przyszła moja kolej, pyta - Anka, a Ty, a Ty, o czym mi opowiesz traumatycznym?
-
Ja mysle, ze nieraz cos co dla innego jest trauma...u kogos innego moze byc bzdura. Bo kazdy ma swoje priorytety. Moja mama przejmuje sie tragediami lecacymi na pasku w wiadomosciach, kiedy ja mysle o bolu egzystencji, lub no wlasnie o szczesciu. Maz tak nie chcial leciec do Wloch na delegacje, ze az go telepalo....ze zlosci...a ja sie dziwilam, ze mozna sie tak mierzic...zamiast zaakceptowac i sprobowac przemienic to w przyjemnosc ile sie da, ale kazdy ma intencje i swoje nastroje.
Dobry psycholog musi umiec bez szkody dla swoich uczuc....wczuc sie w polozenie emocjonalne klienta i zaakceptowac go i jego decyzje....bez tego to jest strata czasu. Potem podpierajac sie wiedza albo intuicja sprobowac mu zaproponowac jakis pomysl,bez wymagania, ze go zakceptuje. I szukac wspolnie z klientem mozliwie dobrego wyjscia z opresji, lub rozwiazania problemu- co nie jest latwe.
-
Wygląda na to że na studia psychologiczne idą największe snoby, egoiści i ludzie pozbawieni empatii.
Nie chce mi się w to wierzyć. Przecież oni są po to aby innym współczuć i pomagać.
Na moich studiach była bardzo duża wzajemna sympatia, pomoc, tolerancja, serdeczność a były to studia techniczne. Kto się próbował wywyższać to był wyśmiewany i sprowadzany do parteru.
Mój terapeuta jest po UJ i zastanawiam się czy tam nie jest inaczej, bo pewnie na UJ są wykładowcy są inni.
-
Może w innych miastach jest inaczej, piszę jak było u mnie :)))
Dużo rywalizacji, kto lepszy, kto wiecej wie, chęć zrekompensowania sobie niskiej samooceny.
-
To znaczy że na psychologię idą ludzie z niską samooceną?
Córka mojej koleżanki też poszła na psychologię a ma problemy sama ze sobą.
-
Myślę, ze trochę ludzi idzie na psychologie z mysla, ze pomogą sobie. No i to modne i takie "ą, ę" w ich mniemaniu.
U mnie na wydziale technicznym tez wszyscy sobie pomagali i byli dla siebie mili. Moze dlatego, ze wszyscy jechali na tym samym wózku i mało kogo te studia naprawdę interesowały:D. Gdyby nie przedmiot studiowania byłabym 100% zadowolona ze studiów i z ludzi ktorych tam poznałam:). Więc nie ma tego złego:).
-
Ja mam wrażenie że na poszczególne uczelnie, kierunki, grupy dobierają się ludzie dość mocno po karmie. Większość z tych ludzi ma prawdopodobnie już w drodze życia wybrane co i gdzie będzie studiować, a że większość ludzi jakoś szczególnie tej swojej drogi nie modyfikuje, to się potem tak zbierają odpowiednie ekipy.
A potem się dzieją takie akcja jak ta z moim znajomym, karmicznym mistrzem, który mnie w tym życiu naprowadził na rd - miał studiować w Gdańsku, miał tam już złożone papiery i nagle któregoś dnia go tak tknęło, żeby przepisać się do Poznania na zupełnie inny kierunek. Od tak poczuł potrzebę, aby to zrobić i wylądował ze mną w jednej grupie :P A z czasem się okazywało że więcej osób, z różnych miejsc kraju jest ze sobą powiązanych.
Mogę też dodać, że tam gdzie robiłem licencjat byli dosyć nieciekawi ludzie, Magisterkę robię na innym kierunku, choć tej samej uczelni i jest zupełnie inna bajka. Nawet prowadzący zajęcia w większości wypadków mają ciekawszą mentalność.
A co do psychologii - moja siostra ma jakąś znajomą, która poszła na ten kierunek i będąc dopiero w trakcie pierwszego semestru już uważała, że ma psychologiczną przewagę nad innymi ludźmi i doskonale wie skąd wynikają ich problemy i czym się kierują w życiu :D
-
No proszę
1) Emocje, uczucia są najważniejsze. Myśli i słowa mogą pomóc mi wywołać lub naprowadzić na to co chcę czuć. Wprowadzam się w stan, w odczuwanie czegoś, np. stan "mam dobrą pracę" i CZUJĘ to całą sobą, w całym ciele. Jednocześnie powtarzam tekst afirmacji, żeby nie wypaść z tego stanu. Ale to uczucia są podstawą, jeśli orientuję się, że zaczynam mechanicznie coś powtarzać, a przestaję czuć, to dla mnie w tej chwili afirmacja jest nie ważna/pusta.
Afirmuję-odczuwam SERCEM.
A wszystkie książki Leszka przekonują że to myśli są najwazniejsze i że wyłącznie z myślami, przekonaniami, wierzeniami trzeba pracować.
Na mojej terapi też uczucia są najważniejsze a myśli i wierzenia są n a drugim planie
-
Dla mnie uczucia,emocje sa najwazniejsze.
Na logiczny umysl-nad czym latwiej zapanowac nad tysiacem mysli jakie mamy w ciagu minuty,czy nad emocjami jakie sie pojawiaja?Dla mnie odp jest jednoznaczna:)
-
Na psychologie ida najczesciej ludzie, ktorzy maja motywacje do zrozumienia siebie, swoich problemow, a dopiero pozniej pomagania innym. Dom takiej osoby nie daje jej zadnej odpowiedzi. Nie ma tam najczesciej zrozumienia mechanizmow psychologicznych, wyrozumialosci. Zwykle nie ma takze empatii.
Rzadko sie zdarza, ze studenci psychologii dostaja konkretną wiedzę , co naprawde zrobic z jakims mechanizmem w zyciu, problemem. To poglebia frustracje, emocje, i wtedy nie sa w stanie uwierzyc, ze istnieja metody ktore dzialaja. Sami na studiach niewiele poznali. Powstaje u nich mania zanizania wartosci innych terapeutow, osob pomagajacych skutecznie innym. Pamietac nalezy, ze to co im pozostaje po studiach, to doszkalanie sie: pedagogika, kursy psychoterapii, trenerskie.
I to prawda co napisala BlackRose, co innego wiedza, co innego doswiadczenie z faktycznym uzdrowieniem jakiejs kwestii, nawet bez wchodzenia w teorie. Konkretnie, na temat, bez 2 letniego chodzenia na bajanie o niczym.
Aha, i jeszcze jedna sprawa. To co dla nas tutaj obecnych jest codziennoscia: praca z podswiadomoscia, afirmacje, wciaz pozostaje dla wiekszosci psychologow czarną magią, a sama podswiadomosc to jedynie pusty termin, do którego nie ma dostępu.
-
Inga
W książce Leszka - Duchowa ścieżka- jest cały rozdział o emocjach.
A tam wyczytać można:
Emocje są nam potrzebne, wszystko, co nie jest błogoscią bez przyczyny i bez warunku, ma jakiś cel. Każda emocja coś nam uświadamia, coś nam pokazuje. Jest to wskazówka, że jeszcze jest coś do zrobienia i kierunkowskaz, na co należy zwrócić uwagę. s. 92
Dalej
Skuteczne postepowanie z emocjami.
Polega na:
- akceptacji emocji (zgoda na to, co sie wydarza w e mnie)
- umiejętności wyrażania emocji
- nieutożsamianiu się z emocjami, które są we mnie.
Bardzo ważne jest też wyrażanie swoich emocji, mówienie o nich.
s. 97.
-
A mi pomogła terapia DDA grupowa. Pytałam jaki nurt to mówiła ,że mieszane. Trwała 8miesięcy. Bardzo fajne wsparcie grupy, bardzo intensywny czas w moim życiu. Przerabialiśmy poczucie krzywdy, winy, cele, akceptowanie emocji i wyrażanie ich(nazywanie). Przede wszystkim chodziło o wzięcie odpowiedzialności za swoje życie, za swoje emocje(akceptując je) , nauka asertywnego wyrażania ich. Terapeutka nie narzucała typowo katolickich stereotypów. Z wieloma rzeczami się nie zgadzałam, ale to uratowało mi życie. Byłam już na skraju obłędu więc terapia pomogła mi się otworzyć przed ludźmi. Gdyby nie ta terapia nie wiem czy nie byłabym na oddziale psychiatrycznym. Oczywiście zawdzięczam to też masą książek czytanych w trakcie terapii i ciągłym poszerzaniem świadomości. A teraz? mam masę pytań i masę zmian przed sobą , ale już jest mi trochę bardziej swojsko bo przecież MOGĘ.
Moim marzeniem była psychologia- by zrozumieć siebie i innych, by pomagać. Teraz to nierealne w obecnej sytuacji więc poszłam na pedagogikę. Zobaczymy co czas pokaże. Ale mi osobiście terapia pomogła wychodzić ze stanu 'przed obłędu' było ze mną już tak tragicznie ze to była jedyna deska ratunku. JEstem za to wdzięczna Bogu.
-
Inga
mozesz podeprzec swoją teze o popieraniu przez Leszka myslenia z jednoczesnym nieodczuwaniem siebie, swoich uczuć i emocji podeprzeć cytatami, bo ja tam wyczytuję coś zupelnie innego
http://www.ezosfera.pl/leszek/artykul/126
-
Muszka
bardzo ladnie...podoba mi sie Twoje podejcie...mam tez tak, ze mase pracy wykonalam, duzo jeszcze przede mna, ale jestem wdzieczna Bogu, za moj rozwoj i ze trafilam tutaj i na ludzi, ktorzy przytomnie i w sposob mi odpowiadajacy tlumacza i pomagaja w zyciu codziennym. Zawsze mialam w sobie wiele pytan, nikt mi ich nie umial wytlumaczyc...teraz jest dobrze i bedzie jeszcze lepiej.
Ciesze sie dla Ciebie- tak trzymaj ;)
-
Ja ostatnio uświadomiłem sobie że zmiana na lepsze jest Możliwa. Jest możliwe wyjść z bagna, trzeba tylko na to sysyematycznie i szczerze pracować, niepoddawać się, jak nie wychodzi to zmienić drogę, ale tak by ta inna droga zawsze prowadziła do celu.
-
Iustitia
Nigdzie nie wysuwałam tezy o popieraniu przez Leszka myslenia z jednoczesnym nieodczuwaniem siebie, swoich uczuć i emocji . Powinnaś uważniej czytać.
Ten artykuł jest zawarty w jakiejś książce?
Jest wręcz odwrotnie. Leszek bardzo mocno podkreślał że czucie siebie, uczucia są podstawowym warunkiem rozwoju, bo to one są pomostem łączącym nas z Bogiem. Ale nie chodziło mu w tym o negatywne uczucia.
Nigdzie też nie wyrażał się negatywnie o emocjach ani nie zalecał z nimi walki czy ich wypierania.
Ja też wcale nie dążyłam do tego aby się pozbyć emocji za rzekomą namową Leszka.
Moim celem była zmiana swojego życia na lepsze, poprawa samopoczucia, zdrowia i samooceny i robiłam to wg przepisów zawartych w jego książkach.
Nie mam przy sobie teraz jego książek więc nie mogę cytować ale chodzi o to że Leszek ciągle poleca pracę z umysłem po to aby zmienić nastawienie, przekonania, wyobrażenia. Podkreśla też ciągle że emocje są skutkiem myśli i że zawsze myśl jest pierwsza a za nią idzie emocja oraz że emocje zmieniamy poprzez zmianę myśli.
Podał taką sekwencję następstw: intencja- myśl-wyobrażenie-emocja-realizacja.
A za najlepszą i najskuteczniejszą metodę pracy z umysłem uważa pracę z afirmacjami
Mateusz
Pracowałeś z emocjami tą metodą?
Mnie te informacje niczego nie dają bo są zbyt ogólnikowe a nie jest to opis metodyki.
Może napisz mi dokładniej jak to trzeba robić.
Miałam ataki furii. To co miałam w takim przypadku robić zgodnie z tym co mi napisałeś?
Wyrażać to?
Psychologia może jednak być źródłem kokosów. Słyszałam o takim psychoterapeucie psychoanalityku, który za godzinę bierze 200 zł a na wizytę czeka się kilka miesięcy
-
Inga
my chyba rożne książki czytamy, albo rożnego Leszka książki. Mi się podoba, że Leszek nie propaguje emocji tylko stawia na uczucia i zaleca wszystko konfrontować przez serce.
Odnisłam się do jednego Twojego -uważnie przeczytanego i konkretnego zdania-tego "A wszystkie książki Leszka przekonują że to myśli są najwazniejsze i że wyłącznie z myślami, przekonaniami, wierzeniami trzeba pracować"bo ja w tych książkach wyczytuję coś zupelnie innego.
A żeby było konstruktywniej-to odpadam z tej dyskusji. Niepotrzebnie ją zaczęlam więc warto sie wycofać od razu.
-
Ekhm, sorki ze się wtrącę, ale jest jakaś rożnica między słowem "uczucie" a "emocja''? tak z ciekawości pytam.
dla mnie uczucia to emocje i na odwrót.
-
chyba, ze zakładamy od razu, ze emocje są raczej gwaltowne, bardziej burzliwe i mniej rzeczywiste, a uczucia już bardziej stonowane...i o szerszej gamie i róznorodności i bardziej wyrażające prawdę. taka dygresja, sorka jesli komus przeszkodziłam.
-
Akurat z tym zdaniem przesadziłam,bo jak to osoba z BPD wszystko widzę w kolorach czarno białych.
Faktem jednak jest że pracując nad sobą na podstawie książek Leszka moja choroba z BPD przekształciła się w zaburzenia schizotypowe a ja utraciłam uczucia które miałam.
Nie wiem co oznacza zdanie- propagować emocje.
-
Aniu
Leszek wszelkie uczucia dzieli na emocje i na uczucia wyższe. Czyli wszystko co nie jest uczuciem wyższym jest emocją.
-
Inga
nie bylaś przypadkiem św Teresą z Avili?
wiem, sama ucięlam dyskusję, ale coś mi zaczęło świtać:)
-
ania.82,
emocje powodują wydatkowanie energii, uczucia nas nimi napełniają.
Kiedy odczuwam błogość, jest mi dobrze a uczucie to sprawia, że jestem bliżej siebie, siebie prawdziwego. Mogę w tym trwać i trwać aż poczuję spełnienie; i przywoływać je kiedy tego potrzebuję. Kiedy się wku...wię, męczy mnie to, nie czuję się z tym dobrze, przeszkadza mi to, staram się jak najszybciej tej emocji pozbyć. Czuję się zmęczony i z niechęcią by do tego wracać.
-
Iustitia
Skąd coś takiego Ci przyszło na myśl?
Byłam.
-
Inga
Pracowałeś z emocjami tą metodą?
Mnie te informacje niczego nie dają bo są zbyt ogólnikowe a nie jest to opis metodyki.
Może napisz mi dokładniej jak to trzeba robić.
Miałam ataki furii. To co miałam w takim przypadku robić zgodnie z tym co mi napisałeś?
Wyrażać to?
Ja miałem takie multum emocji, że nie było czasu i spokoju, żeby je zostawiać i obserwować aż do wypalenia. Ja musiałem uwalniać wielkie lawiny emocji w regresingu, żeby przetrwać. Nie miałem nawet możliwości, by coś odkładać na później, bo się zaczynało wszystko walić i padałem z bólu. Z ich powodu jednak nie szedłem do lekarza, bo widziałem zmianę po każdej sesji. Np. miesiąc bolały mnie bardzo zęby i miałem do wyboru, albo wyrwać zdrowe zęby po jednej stronie, albo odreagować przyczynę. A ponieważ przyczyna była tak obszerna że ponad miesiąc zajęło mi to pracując po 2-3 godz dziennie, to cierpliwie znosiłem ból.
Jeśli chodzi o wyrażanie, to nie zawsze się da może być więcej szkody. Wszystko zależy od sytuacji, można szukać jak najbardziej humanitarny sposób. Ale jak wolałem sobie odreagować i nie odgrywać karmy- oczywiście taką miałem zasadę, co nie znaczy że zawsze udawało mi się tak robić. Czasem dawałem się ponieść emocjom do pewnego stopnia.
-
Inga
Leszek ciągle poleca pracę z umysłem po to aby zmienić nastawienie, przekonania, wyobrażenia. Podkreśla też ciągle że emocje są skutkiem myśli i że zawsze myśl jest pierwsza a za nią idzie emocja oraz że emocje zmieniamy poprzez zmianę myśli.
Podał taką sekwencję następstw: intencja- myśl-wyobrażenie-emocja-realizacja.
Jak dla mnie, tak właśnie jest- jeśli nie ograniczamy sie tylko do obecnego wcielenia.
No właśnie, a jak jest według Ciebie?
-
Nie znałam takiej definicji emocji i uczuć. Mnie generalnie nie uczono definicji słów, sama je sobie tworzyłam intuicyjnie. Kazdy chyba ma podobnie, nieprawdaż?
-
Mnie nigdy się nie udaje wpłynąć myślami na emocje ani ich zmienić. Za pomocą myślenia potrafię jedynie stworzyć sztuczne emocje a prawdziwe są poza zasięgiem mojej woli, chęci czy myśli. Żadne pozytywne myślenie nie sprawiło że poczułam pozytywną emocję. Żadne pozytywne wyobrażenia nie tworzą we mnie pozytywnych emocji.
Dzisiaj moje emocje się pogorszyły po tym jak moja siostra się darła przez telefon a myślenie że jestem bezpieczna bo ona jest daleko nie wpłynęło na moje emocje.
Natomiast zrozumienie i uświadomienie potrafią wpływać na emocje.
Emocje na pewno są związane z myśleniem ale nie zależą od niego w sposób bezpośredni. Zależą od wielu czynników, również od innych emocji, od całej konstrukcji wewnętrznej.
Czy emocja bitego dziecka tworzy się z myślenia? Nie, z bólu.
Emocja lęku tworzy się z pominięciem kory mózgowej czyli miejsca gdzie powstają myśli, tylko pochodzi z mózgu emocjonalnego. A przecież mózg emocjonalny jest starszy i bardziej pierwotny w stosunku do kory mózgowej i wiadomo że to on wpływa na korę a nie odwrotnie.
Trudno mi analizować emocje bo to jest coś czego ja nie mam.
-
Inga
skąd mi przyszlo?uczyli mnie pasjonaci i niezależnie od stopnia szkoły przekazywali fajne ciekawostki. Co Cię laćzy ze św Teresą-kobieta miala doświadczenia mistyczne i byla absolutnie przekonana, że to-co jak co-ale nie dzieło Boga. Z każdą wątpliwością latala do spowiednika usprawiedliwiając się bo przecież ona byla tylko kobietą. Tworzyla doskonale dzieła teologiczne, byyla wizjonerką, wyprzedzala wlasną epokę, radzili się jej hierarchowie kościelni, a ona żyla w obsesji marności i grzeszności swojej natury.
To jak Ty-genialna Kobieta punktująca wlasne niedoskonalości, mistrz autokrytycyzmu i niedostrzegania wlasnej genialności.
-
Iustitia
Nie powiem, zaimponowałaś mi.
-
To znaczy że ktoś Ci przekazał jako ciekawostkę że ona to ja?
Domyślam się kto.
-
Inga
nie, nikt mi wskazowki nie przekazywal. Zadziwiająca zbieżność losow po prostu i moja zdolność kojarzenia faktow. I tyle:)
-
Naprawdę?
No to wyrazy podziwu
Jestem bardzo zaskoczona, trudno mi w to uwierzyć.
Jednak musiałaś się nią wczęśniej interesować aby móc nas skojarzyć.
Ja się muszę przyznać że w ogóle nie dostrzegam między nami podobieństw.
A rozpoznałam siebie w niej ponieważ przypadkiem dostałam jej dzieło i jakoś mi zaczęło chodzić po głowie że to mogę być ja.
-
Naprawdę i nie interesowalam się Nią nadmiernie, po prostu skojarzyłam to, co mówili mi katecheci i wykładowcy.
-
Inga
Nie znam sie na zaburzeniu BPD, ale z tego co tu napisałaś, widzę, jakis rozdział między mysleniem a emocjami. Brak komunikacji między tymi sferami. A przecież to są rzeczy połączone i współzależne. Od której strony by nie zacząć, to cały system się rozmontowuje (z reguły). Można zacząć uwalnianie od emocji, a wtedy pojawiają się ich przyczyny, myslenie, przekonania, doświadczenia, intencje. Kiedy zacznie się od myśli, to idąc dalej, też natrafimy na stłumione emocje. Nawet więcej, można zacząć od sfery fizycznej, od ciała i też posypią się emocje. Tego też próbowałem. Przecież to się wszystko przenika i wpływa na siebie nawzajem.
-
Iustitia
Ty masz chyba jakiś szósty zmysł.
Mnie się z nią zgadza słaba pamięć, chorowanie i inteligencja intuicyjna no i oczywiście poczucie grzesznośći i bycia puchem marnym.
Mateusz
U mnie emocje wpływają na myślenie ale odwrotnie to już nie. A ciało to już w ogóle nie bierze w niczym udziału.
-
Inga, nie wiem czy teraz czegoś nie przekręcam bo czytałam już jakiś czas temu. Ale pisałaś że po pracy z afirmacjami przestałaś czuć i pojawiły Ci się lęki? Przecież lęk to też emocja.
-
Wiem że lęk to też emocja.
Ale ja nie stosowałam afirmacji po to aby stracić wszystkie emocje i zacząć się bać tylko po to aby za pomocą afirmacji przeprogramować umysł tak aby pod wpływem zmiany myślenia, przekonań i wyobrażeń moje emocje zmieniły się na bardziej pozytywne.
Drugim czynnikiem który równie mocno mi zaszkodził było pozytywne myślenie zalecane nie tylko przez Leszka ale przez wielu innych.
Zastępowanie nieprzyjemnych myśli pozytywnymi, skupianie się na pozytywach.
Prowadziło to do sukcesywnego odcinania się od siebie, od swoich prawdziwych myśli i uczuć a wciskania sobie pozytywnych.
-
U mnie w wyniku strasznych przeżyć nastąpiło rozdzielenie duszy ode mnie z którą teraz nie mam kontaktu. W moim przypadku praca z umysłem nie jest korzystna a wykonywana na siłę pogłębia to rozdzielenie.
Metody prac nad sobą typu regresing czy afirmacje mogą stosować osoby które dobrze czują swoje emocje. Dla osób mocno stłumionych są szkodliwe.
Przypominam sobie scenę- ja leżę na regresingu a moja dusza siedzi zrozpaczona obok mnie i nie wie co ma zrobić, bo oto zabierane są jej wszystkie wzorce na których ona się opierała, na których budowała swoje bezpieczeństwo a w zamian nie dostaje nic. Takie odarcie ze wszystkiego spowodowało powstanie we mnie ogromnej pustki z której były generowane lęki.
-
Hm, może właśnie powinnaś wtedy zacząć pracować z lękiem? Może to on blokował Ci odczuwanie tych pozytywnych uczuć? A może czyściłaś a nie wprowadzałaś pozytywów? Generalnie rozwój nie powinien odcinać od emocji tylko je uwalniać zmieniać, a nie zakopywać w sobie.
Ja jak skończyłam pracę nad złością i ona znów zaczęła wychodzić to miałam poczucie że ją tylko pozamiatałam pod dywan, ale wydaje mi się że to dlatego, że nie do końca ją przerobiłam.
-
Inga, a regreserka nie podawała afirmacji, które mają zastąpić stare wzorce?
Chociaż dla podświadomości nowe sposoby zachowań, mogą stanowić puste słowa zanim nie nabiorą jakiegoś realnego znaczenia, tzn. zanim nie wyobrazimy sobie jak to może działać.
Dla mojej pś wiele pozytywnych afirmacji to puste słowa, do momentu jak nie załapie na jakiej zasadzie to działa.
-
Inga ty czujesz - czujesz strach, pustkę, czujesz że cię szlag trafia. Skoro piszesz że dusza nie dostała w zamian nic to właśnie brakuje jej może tych pozytywnych wzorców.
-
Regreserka dawała mi do pisania 6 afiramcji oraz 10 dekretów do czytania. Robiłam to przez 2,5 roku codziennie a zabierało mi to 2 godziny dziennie, oczywiście nie było mowy o pisaniu z odpowiedziami bo by mi zajeło kilka godzin.
Dla mnie to były puste słowa ale skąd ja wtedy to miałam wiedzieć ?
Skąd miałam wiedzieć że powinnam coś czuć przy pisaniu?
Ona raz zapytała czy coś czuję a ja nawet nie wiedziałam co ona ma na myśli i o co jej chodzi. Coś czułam ale to była reakcja na autohipnozę- teraz to wiem.
Po 2,5 roku gdy pojawiły się lęki regreserka stwierdziła że regresing mi nie pomoże i że ja nie chcę się zmienić. I zakończyła współpracę. Czuła się bezsilna w moim przypadku.
A co to są pozytywne wzorce? Jak je sobie dać?
Mnie terapeuta podsunął pomysł abym rozpoczęła pracę nad odnowieniem kontaktu z duszą a ja czuję że praca z duszą to dobry kierunek dla mnie.
-
A co to są pozytywne wzorce? Jak je sobie dać?
Mnie terapeuta podsunął pomysł abym rozpoczęła pracę nad odnowieniem kontaktu z duszą a ja czuję że praca z duszą to dobry kierunek dla mnie.
Chodzi o takie zachowania, które cię wspierają, prowadzą tam gdzie chcesz, a nie działają na twoją szkodę.
Terapeuta moim zdaniem, dobrze radzi.
-
U mnie się nie daje wprowadzać żadnych pozytywnych wzorców za pomocą afirmacji. A inaczej chyba się nie da.
Dzieje się tak ponieważ w moim wnętrzu nie ma żadnych reakcji na nic, na żadne sugestie, myśli czy wyobrażenia.
-
U mnie się nie daje wprowadzać żadnych pozytywnych wzorców za pomocą afirmacji. A inaczej chyba się nie da.
Dzieje się tak ponieważ w moim wnętrzu nie ma żadnych reakcji na nic, na żadne sugestie, myśli czy wyobrażenia.
Nie ma zadnych reakcji w Tobie na nic?Jak np ktos Cie wkurzy to Ciebie to nie rusza?Albo jak ktos zaczalby Cie niesprawiedliwie oceniac to tez bys nie zareagowala nawet zloscia?
-
Niestety można się pogubić w tym wszystkim nawet korzystając z regresera. Sama zresztą tego doświadczałam i doświadczam jeszcze. Mi się wydaje że ty bardzo dużo dla siebie zrobiłaś tymi latami afirmacji, więcej niż Ci się wydaje, tylko właśnie gdzieś się pogubiłaś w trakcie i nie miał cię kto poprowadzić, teraz pozostaje ci to dokończyć. Czy zrobisz to z terapeutką, czy z kimś innym to ma mniejsze znaczenie ważne żeby skutecznie. Pozytywne wzorce to tak jak napisała Grażyna plus pozytywne uczucia których ci zabrakło tak jak pisałaś, złych już nie czułaś a pozytywnych nie było. Domyślam że je afirmowałaś ale może za mało? Czasami potrzeba bardzo długiego okresu żeby poczuć to. Ja sama chyba po roku afirmowania że kocham siebie dopiero poczułam, że się ocieram o to uczucie i to tylko od czasu do czasu, mimo że jeszcze parę lat temu czułam tą miłość
-
Inga
no ale to jak mogłas mieś np tyle sesji regrsingu skoro polegają one na tym, że na pytanie "kiedy po raz pierwysz coś tam było " tobie się coś przypomina i tak dalej i tak dalej - znaczy jeśli tobie się nic nie dzieje to po co tyle regresingu??
Coś tam musiało się dziać na tych sesjach, czyli pojawiały ci się odpowiedzi na formułę uwalniającą
-
U mnie się nie daje wprowadzać żadnych pozytywnych wzorców za pomocą afirmacji. A inaczej chyba się nie da.
Dzieje się tak ponieważ w moim wnętrzu nie ma żadnych reakcji na nic, na żadne sugestie, myśli czy wyobrażenia.
Inga umiesz powiedziec ile stosowałaś konkretną afirmację, podając jej treść?
-
U mnie się nie daje wprowadzać żadnych pozytywnych wzorców za pomocą afirmacji. A inaczej chyba się nie da.
Da się :D przez praktykę-działanie. Metodą małych kroków.
Są osoby, którym wystarczy teoria do zrozumienia i wprowadzenia zmian. Teoria to np. afirmacje, dekrety itp.
A są osoby, które muszą dotknąć, zobaczyć jak to działa, obejrzeć dokładnie, wtedy są wstanie to zastosować. Ja należę do tej 2 grupy. Musze się przekonać jak to działa, żeby być wstanie to zastosować. Musze sobie w umyśle wyrobić w jakiś sposób obraz jak coś funkcjonuje. Jak się da to przez praktykę, a jak się da przez czytanie i kontemplacje tematu.
Fakt czasem to czasochłonny proces, a u mnie inaczej się nie da.
Do momentu jak nie załapie mechanizmu działania, to dekrety i afirmacje, to dla mnie puste słowa.
-
Semira
W takich sytuacjach reaguję lękiem, albo poczuciem winy.
A za pomocą poczucia winy pokrywam lęk.
Nigdy nie czuję złośći. Nie mam żadnych mechanizmów wewnętrznych które by mnie chroniły.
Natomiast to o czym pisałam dotyczy możłiwośći pracy nad sobą. Bo przez to że nie mam kontaktu ze swoim wnętrzem, nie mam żadnych możliwości aby na siebie oddziaływać czy się ze sobą porozumiewać.
-
Semira
W takich sytuacjach reaguję lękiem, albo poczuciem winy.
A za pomocą poczucia winy pokrywam lęk.
Nigdy nie czuję złośći. Nie mam żadnych mechanizmów wewnętrznych które by mnie chroniły.
Czyli podstawy. Więc wg mnie najpierw powinnaś przerobić lęk, potem poczucie winy, bo z tym to w ogóle trudno o pozytyne uczucia.
-
Coś tam musiało się dziać na tych sesjach, czyli pojawiały ci się odpowiedzi na formułę uwalniającą
Uwalnianie u mnie bardzo dobrze zachodziło, wręcz hurtowo.
Te sesje były bardzo owocne. Bardzo dużo wzorców mi zeszło, ja chyba też trochę się zmieniłam.
Ale nie można pracować z samym uwalnianiem. Na to miejsce muszą być wprowadzane pozytywy a u mnie się tego nie dawało zrobić.
-
No wlasnie to jest bardzo wazne-nie wolno tylko uwalniac sie od zlych wzorcow bo sila rzeczy nadal sie w nich siedzi skoro nie zajmujemy sie niczym innym tylko uwalnianiem syfu.
Podobno 80%pracy nad soba to powinno byc wprowadzanie pozytywnych ,nowych rzeczy do naszej ps a tylko 20% praca ze szkodliwymi wzorcami.Bo jak skupiamy sie tylko na uwalniniu syfu wowczas obracamy sie w kolko.Bo wiadomo na czym sie skupiamy to to rosnie-nawet nad wzorcami ,ktore chcemy uwolnic dlatego tak wazne jest OD RAZU wprowadzanie nowych tresci ,pozytywnych do ps.
Natomiast u Ciebie jak takich tresci ps nie przyjmuje to naprawde nie wiem jakbys mogla ja pdejsc aby zaczela Cie sluchac i wierzyc w pozytywny ...
-
Inga umiesz powiedziec ile stosowałaś konkretną afirmację, podając jej treść?
Tak próbowałam pracować z jedną afiramcją, taką ogólnikową w stylu- jestem niewinna i w porzadku w początkowym okresie. Niczego mi to nie dawało, bo nie miałam żadnych odpowiedzi więc to zarzuciłam i zaczęłam stosować afirmacje na które miałam odpowiedzi i które sama sobie wymyślałam tak jak to radził Leszek,- pisząc zaprzeczenia.
Były bardzo konkretne i dotyczyły danego problemu.
To było przekonywanie swojej podś że jest tak ja myśle a nie tak jak ona.
-
No własnie, ciekawa jestem, jak się ma oczyszczanie/uwalnianie od wzorców do ładowania pozytywnych programów. Wg filozofii stosowanej w TU nie ma w ogóle potrzeby wrzucania pozytywnych programów, gdyż po uwolnieniu brudu zostaje w nas Prawda, czyli te pozytywy i tak już są w nas, są one naszą prawdziwą naturą.
Ciekawi mnie też, czy nie jest tak, że kiedy wrzucamy pozytywne treści bez oczyczenia danego wzorca, to wtedy mmay obydwa programy aktywne...? ja to bym się cały czas oczyszczała tylko ;) w ogóle nie umiem wrzucać pozytywów :(
-
Tu, czyli gdzie? :)
Pozytywy są w nas potencjalnie. Potrzeba poznać je w medytacji i pielęgnować w życiu codziennym.
Może być tak że dwa sprzeczne programy są aktywne, może być tak że jeden wobec drugiego kapituluje.
Jeśli umiesz czuć się dobrze i utrzymywać to, to umiesz wrzucać pozytyw:)
-
. Musze się przekonać jak to działa, żeby być wstanie to zastosować. Musze sobie w umyśle wyrobić w jakiś sposób obraz jak coś funkcjonuje. Jak się da to przez praktykę, a jak się da przez czytanie i kontemplacje tematu.
Ja tego nie potrafię zrobić, ponieważ ja żyję w wirtualnym wyobrażonym świecie a więc w moim świecie i działania i uczucia są wyobrażone.
Aby to potrafić zrobić, trzeba umieć to poczuć a ja jestem od swoich uczuć odcięta. Poczuć tak jak by się było rzeczywiście w tej sytuacji. Ja sobie to tylko mogę wyobrażać wizualnie, wzrokowo.
-
Inga nie wiem w takim razie jakie stosowałaś te afirmacje. Ja wiem z własnego doświadczenia że każda afirmacja zadziała – jak nie w tym wcieleniu to następnym:).
Ja zanim poznałam książki Leszka, stosowałam afirmacje na podstawie książek Luoisy Hay. Nie potrafiłam zrozumieć dlaczego jedne działają od razu jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, a inne nie. Teraz doszłam do tego że tym innym potrzeba więcej czasu i że w trakcie stosowania wychodzi wszystko co stoi na przeszkodzie (w jakikolwiek sposób, ja kolumny rekacji nie stosowałam). Po przerobieniu tego afirmacja zadziała. Tobie wychodzi strach i poczucie winy.
Druga rzecz to też może być złudzenie że pracujemy długo z daną afirmacją. Mi wiele pomogło jak sobie właśnie zaczęłam notować co i jak długo robię, dlatego zapytałam się o konkrety. Okazało się że wcale to nie było tak długo jak mi się wydawało.
Ja mam też problem że mam wiele tematów do przepracowania i chciałabym nad wszystkimi pracować i to mi utrudnia skończenie jednego. Ale kluczem mi się wydaje tu praca do końca, jak to się mówi w medycynie do ustąpienia objawów i potem jeszcze przez jakiś czas żeby ugruntować.
Mi Darek Loga mówił, że jak wyczyścisz negatywy a nie wprowadzisz pozytywów to będziesz miała pustkę. Czy robić to przez najpierw czyszczenie a potem wprowadzania, czy od razu wprowadzanie - nie wiem.
-
Witek
O Technike Uwalniania mi chodziło ;)
No właśnie, jeśli dwa sprzeczne programy są aktywne to można sobie tylko w życiu narobić bałaganu chyba. Choć jeśli ma się aktywne głównie negatywy to chyba jeszcze gorzej :)
Hmm.. umiem czuć sie dobrze, na pewno. Ale czy utrzymywać to? z tym już jest słabiej. W ogóle mi wywala dziś konkretnie ;>
-
Czyli podstawy. Więc wg mnie najpierw powinnaś przerobić lęk, potem poczucie winy, bo z tym to w ogóle trudno o pozytyne uczucia.
No właśnie.
Dlatego od kilku lat próbuję sobie poradzić z lękiem i na tym jest skoncentrowana moja terapia.
-
Aha, już myślałem ;)
-
Natomiast u Ciebie jak takich tresci ps nie przyjmuje to naprawde nie wiem jakbys mogla ja pdejsc aby zaczela Cie sluchac i wierzyc w pozytywny ...
Metodą poznawania siebie i rozumienia siebie, poszukiwania przyczyn, odreagowywania emocji przez ich powtórne przeżywanie, akceptowania swoich negatywnych emocji poprzez pozwalanie sobie na ich przeżywanie a nie poprzez pisanie że je akceptuje, i akceptowanie siebie takiej negatywnej.
Czyli przez obracanie się głównie w negatywach ale z pełną śwaidomością tego.
-
No własnie, ciekawa jestem, jak się ma oczyszczanie/uwalnianie od wzorców do ładowania pozytywnych programów. Wg filozofii stosowanej w TU nie ma w ogóle potrzeby wrzucania pozytywnych programów, gdyż po uwolnieniu brudu zostaje w nas Prawda, czyli te pozytywy i tak już są w nas, są one naszą prawdziwą naturą.
Oczyszczanie wzorców metodą regresingową jest zupełnie czymś innym niż TU emocji.
I przy regresingu muszą być wprowadzane pozytywy natomiast przy TU one jakby są odkrywane z zapomnienia, bo następuje wtedy powrót do swojej zapomnianej prawdziwej natury.
Pierwsza metoda opiera się na przeprogramowywaniu swoje umysłu a druga na odkrywaniu tego jakim się jest.
-
Inga nie wiem w takim razie jakie stosowałaś te afirmacje. Ja wiem z własnego doświadczenia że każda afirmacja zadziała – jak nie w tym wcieleniu to następnym:).
Mnie też by działały gdybym była normalnym czującym człowiekiem.
Ja nie neguję afirmacji tylko uważam że mają one swoje ograniczenia i warunki jakie trzeba spełnić.
-
Kaja
A oprócz afirmacji stosujesz jakieś inne metody?
Bo same afirmacje to stanowczo za mało.
-
Inga ja dalej nie rozumiem dlaczego Twojej ps jest tak latwo zaakceptowac Ciebie Ta negatywna,dlaczego ona tylko w to wierzy i nie chce zobaczyc Ciebie tez w pozytywnym swietle.?
Probowalas jej podpytac dlaczego trzyma sie tak tych wszystkich lekow,co jej to daje,dlaczego nie chce za cholere ich puscic?
Czego boi sie stracic jak pusci lek?Co zyskuje przez to ,ze raczy sie tak tymi negatywami?Moze Twoja ps boi sie ,ze jak pusci te wszystkie wyobrazenia negatywne na Twoj temat to juz nie bedziesz atrakcyjna dla innych ludzi?
-
Inga ja właśnie po to zaczęłam pisać w tym wątku żeby zwrócić twoją uwagę że jednak czujesz. No bo jak nie czujesz jak piszesz że czujesz? Mi nie chodzi o to żeby cie przekonać do afirmowania bo to tylko technika.
Ja na afirmacjach opieram swoją pracę nad sobą. Teraz znów je zaczęłam pisać. Głównie jest to powtarzanie w medytacji. Przez bardzo długo powtarzałam też dekret. Próbuję też samej medytacji, wizualizacji, techniki uwalniania ale póki co to na razie dała mi ona umiejętność rozluźniania ciała. Stosuję też coś co wydaje mi się że jest autoregresingiem :). Chodzę też niby na regresing od 3 lat ( co dwa tygodnie) – choć głównie to są rozmowy czasami coś mi regreser odlicza. Korzystam z uzdrawiania światłem u hydrozagatki, chce też u Leszka węzły zrobić ale póki co to nie umie się z nim umówić na drugą harmonizację. A i zaczęłam od tygodnia też korzystać z wahadeł. Genrelnia praca nad sobą przez te 3 lata wynosiła też 3 godziny dziennie. Wcześniej też coś robiłam ale bardziej chaotycznie.
-
Inga
Oczyszczanie wzorców metodą regresingową jest zupełnie czymś innym niż TU emocji.
I przy regresingu muszą być wprowadzane pozytywy natomiast przy TU one jakby są odkrywane z zapomnienia, bo następuje wtedy powrót do swojej zapomnianej prawdziwej natury.
Pierwsza metoda opiera się na przeprogramowywaniu swoje umysłu a druga na odkrywaniu tego jakim się jest.
Czy ta opinia jest tylko Twoją?
Na moje odczucie, tak nie musi być. To, że w regresingu po uwalnianiu zaleca się wprowadzanie pozytywnych treści to fakt, ale to nie znaczy, że to jest warunek skuteczności. Regresing jest metodą uwalniania od negatywnych wzorców, emocji a przeprogramowanie pś to juz praca z afirmacjami.
W regresingu, jak i w TU uwalniamy brudy, które się nawarstwiły na naszej prawdziwej naturze i dlatego nie ma tu różnicy między tymi metodami.
Z tego co napisałaś, afirmacje i regresing, jak na teraz, nie są dla Ciebie dobrymi metodami.
Myślę że to co teraz robisz jest własciwe. Ty się zbyt długo programowałas, różnymi naukami religijnymi żeby teraz dalej sobie wmawiać coś nowego, chociażby to było prawdą.
W miare mozliwosci odkrywaj siebie bez oceniania, krytykowania, narzucania czegokolwiek. Daj sobie wolność.
-
Powodem zalecania wprowadzania pozytywów jest to, że w regresingu bardzo dużo się uwalnia w krótkim czasie i dlatego może się pojawić poczucie pustki.
Kaja
Czy robić to przez najpierw czyszczenie a potem wprowadzania, czy od razu wprowadzanie - nie wiem.
Te procesy mogą zachodzić jednoczesnie i są rozłożone w czasie więc nie ma obaw.
-
W miare mozliwosci odkrywaj siebie bez oceniania, krytykowania, narzucania czegokolwiek. Daj sobie wolność.[
Bardzo trafne , bardzo podoba mi się to spostrzeżenie Mateuszu ;-)
-
to drugie zdanie w " " to moja wypowiedź , pomyłeczka;)
-
Semira
Może dlatego że całkowicie straciła zaufanie i już w nic nie wierzy? Bo tyle razy ufała i była oszukiwana, wykorzystywana, dręczona i atakowana?
A może przez to że tyle razy była przeprogramowywana i niczego jej to nie dało więc teraz zamyka się na wszystko? Gdy pewne zmiany zajdą za daleko to potem tego nie daje się odwrócić.
A może dlatego że nie czuję się bezpiecznie będąc całkowicie odcięta od Boga? Może dlatego że moja dusza nadal jest w piekle a stamtąd nie widać ratunku?
Ona nie odpowiada i zachowuje się tak jakby jej nie było. Nie mam z nią kontaktu.
Kaja
Dziękuję za dobre chęci ale ja sama lepiej wiem co czuję i jak czuję. Nie mam żadnych emocji poza lękiem. Mam terapię ze specjalistą od emocji więc wiem na czym stoję.
Mateusz
Ta opinia na temat tych dwu metod jest moja a wysnułam ją na podstawie moich doświadczeń.
W przypadku takiej osoby jak ja czyli nie mającej emocji dzieje się tak jak napisałam. Regresing odziera z wzorców zostawiając pustkę, którą trzeba wypełnić, natomiast przy TU następuje przemiana tych negatywnych emocji.
Te procesy przebiegają w całkowicie inny sposób i są zupełnie inne odczucia czy zmiany po nich.
Może w przypadku osób nie mających problemów z emocjami inaczej się to czuje.
Z tego co napisałaś, afirmacje i regresing, jak na teraz, nie są dla Ciebie dobrymi metodami.
Myślę że to co teraz robisz jest własciwe. Ty się zbyt długo programowałas, różnymi naukami religijnymi żeby teraz dalej sobie wmawiać coś nowego, chociażby to było prawdą.
W miare mozliwosci odkrywaj siebie bez oceniania, krytykowania, narzucania czegokolwiek. Daj sobie wolność.
Widzę że przez to że sam przeszedłeś wcielenia zakonne, wiesz co się po tym dzieje z psychiką i jak ją należy traktować.
-
No własnie, ciekawa jestem, jak się ma oczyszczanie/uwalnianie od wzorców do ładowania pozytywnych programów. Wg filozofii stosowanej w TU nie ma w ogóle potrzeby wrzucania pozytywnych programów, gdyż po uwolnieniu brudu zostaje w nas Prawda, czyli te pozytywy i tak już są w nas, są one naszą prawdziwą naturą.
Ciekawi mnie też, czy nie jest tak, że kiedy wrzucamy pozytywne treści bez oczyczenia danego wzorca, to wtedy mmay obydwa programy aktywne...? ja to bym się cały czas oczyszczała tylko ;) w ogóle nie umiem wrzucać pozytywów :(
Indra,
w rozwoju duchowym nie ma sensu zastępowanie jednego programu innym, bo wtedy w miejsce jednej fikcji (niemiłej dla Ciebie) wprowadzasz inną, milszą, ale też fikcję. Takie działanie, choć zmniejsza cierpienie, w żaden sposób nie przybliża Cię do Ciebie prawdziwej.
W RD chodzi o to, żeby uświadomić sobie jaka jesteś naprawdę, jaka jest rzeczywistość (a to się dzieje w medytacyjnym stanie umysłu). Gdy będziesz świadoma tego, jaka jesteś naprawdę, to żaden program nie będzie miał na Ciebie wpływu.
Tak więc samo "oczyszczanie" podświadomości z wzorców powinno (i może) odbywać się tylko przez rozszerzanie świadomości, prawdziwe zrozumienie, uświadamianie sobie prawdy, wyciąganie tego, co podświadome w obszar świadomości (jak zwał, tak zwał). A w stanie rozszerzonej świadomości "ładowanie pozytywnych programów" mija się z celem, bo po prostu jesteś naturalnie świadoma pięknej prawdy o sobie i o innych :)
A co do TU: Skutkiem dobrze stosowanego procesu uwalniania jest stałe rozszerzanie świadomości, uświadamianie sobie prawdy i ugruntowywanie się w niej. I dlatego nie jest potrzebne wprowadzanie jakichś pozytywnych, programów z zewnątrz.
Szerzej na ten temat napiszę w odpowiedzi do Mateusza.
Regresing jest metodą uwalniania od negatywnych wzorców, emocji a przeprogramowanie pś to juz praca z afirmacjami.
W regresingu, jak i w TU uwalniamy brudy, które się nawarstwiły na naszej prawdziwej naturze i dlatego nie ma tu różnicy między tymi metodami.
Powodem zalecania wprowadzania pozytywów jest to, że w regresingu bardzo dużo się uwalnia w krótkim czasie i dlatego może się pojawić poczucie pustki.
Mateusz,
o regresingu nie będę się wypowiadać, bo obecnie go nie stosuję, chcę natomiast napisać o samej tylko Technice uwalniania.
Otóż nie jest ona techniką oczyszczającą z negatywnych wzorców w ścisłym tego słowa znaczeniu. To jest bardziej aktywna/dynamiczna medytacja. I na tym, jak mniemam, polega jej skuteczność w dochodzeniu do prawdy. W Tu nie może powstać coś takiego jak stan pustki po uwolnieniu zbyt dużej ilości negatywnych wzorców, który trzeba by wypełniać pozytywami.
W wyniku uwalniania wchodzi się w stan coraz głębszej medytacji, a zatem osiąga się stan coraz głębszego spokoju, radości, wolności. W tym stanie normalne jest to, że osiąga się zrozumienie, uświadomienie, a zatem niepotrzebne jest wprowadzanie pozytywnych programów, bo nie ma po co.
W wyniku uwalniania negatywów dochodzi do odkrycia tego, co one zakrywały (a więc do odkrycia mojej prawdziwej natury, rzeczywistości). A ponieważ nie jesteśmy pustką, więc nie można odkryć pustki. Jeśli - po uwolnieniu negatywnych emocji i pragnień – czuję pustkę, tzn. że proces uwalniania się nie skończył i coś nadal przykrywa moją prawdziwą naturę, trzeba więc to odszukać, pozwolić temu wyjść i odejść. A nie na siłę wprowadzać w miejsce pustki pozytywny program.
Bo takie działanie oddala mnie tylko od mnie prawdziwej: Po wprowadzeniu nowego, pozytywnego programu będę nadal oddzielona od mojej prawdziwej natury, ale moje cierpienie wydatnie się zmniejszy, bo będę bardziej społecznie dostosowana, a więc bardziej akceptowana przez społeczeństwo i przez samą siebie. Ale to nadal nie będę ja prawdziwa.
Podsumowując - w Uwalnianiu chodzi o odkrycie swojej prawdziwej natury (rzeczywistości), jaka ona by nie była, a dochodzi się do tego odrzucając wszystkie programy wprowadzone z zewnątrz. Dzieje się to w medytacyjnym stanie umysłu. Odrzucenia tych programów nie dokonuje się siłą woli, ale odpadają one naturalnie, w wyniku uświadomienia sobie ich fałszywej natury.
Co ważne – w procesie uwalniania dochodzi do pogłębiania tego medytacyjnego stanu umysłu, a zatem obawa, że "nie będę wiedział jak postąpić, gdy odrzucę stare wzorce" jest zbędna. Bo w tym stanie umysłu, do jakiego prowadzi uwalnianie nie da się nie być świadomym. Bo uwalnianie to właśnie rozszerzanie świadomości.
Jeśli uwalnianie nie prowadzi do uświadomienia, jeśli nie ma tam miejsca na medytacyjny stan, tzn. że nie chodzi o ten proces, o którym piszę.
I co jeszcze jest ważne: Technika uwalniania zakłada, że proces uwalniania będzie obecny w każdej chwili życia człowieka, który pracuje z tą metodą (kiedyś o tym pisałam – w tej metodzie uwalnia się z dwóch stron: od dołu i od góry, czyli nie tylko intensywnie, w sesji, ale też w każdej chwili życia). W każdej chwili człowiek powinien być świadomy (na miarę swoich możliwości), tj. uświadamiać sobie i uwalniać. Dostrzegać coraz więcej. I coraz więcej uwalniać. I coraz lepiej się czuć. Aż do osiągnięcia stanu permanentnego szczęścia :)
Jak napisał Witek: "Pozytywy są w nas potencjalnie. Potrzeba poznać je w medytacji i pielęgnować w życiu codziennym."
No właśnie. I dlatego w Technice uwalniania nie trzeba stosować afirmacji, bo rzeczywistość (można nazwać ją pozytywami) poznaje się uświadamiając ją sobie w medytacyjnym stanie umysłu praktycznie w każdej chwili swojego życia. Im częściej tym lepiej, bo tym szybciej dochodzi się do prawdy o sobie samym i o świecie :)
-
Zastanawiam się czy to określenie "pozytywne programy" to nie naleciałość z jakichś dawnych czasów, kiedy regresing jeszcze był pomiędzy techniką samopomocy a metodą duchową.
Osobiście, mimo że stosuję afirmacje, to od dawna już nie czuję że "wprowadzam pozytywne programy", równie dlatego że przestawiłem się bardziej na współpracę ze świadomością. Kiedyś podniecałem się wywalankami, że "o rany, tak mi wali, że czuję że świetna afirmacja". I tłukłem się tak z tą podświadomością, wbijałem jej młotkiem do głowy nowe przekonania, ona też młotkiem odpowiadała, aż w końcu któreś się poddawało. Teraz to bardziej przypomina koncentrację na prawdzie, ale przy użyciu takich środków w normalnym stanie świadomości (więc nie można tak łatwo uciec) i rozciągniętą w czasie (na jakieś 2-3 miesiące). Wygląda to tak że pś m/w wie że to prawda, ale z jakichś przyczyn się nie zgadza, a że nie znam tych przyczyn to nie mogę wytłumaczyć logicznie co jest nie tak. I w kolumnie reakcji wychodzą przyczyny, a nieraz wystarczy je tylko zapisać aby się okazało jak są absurdalne :)
Natomiast nie zgadzam się co do tego że pozytywne, a dokładniej: korzystne programy nie zbliżają nas do nas prawdziwych. To oczywiste że na samych programach się tam nie dojedzie, ale o wiele "bliżej" jest do nas prawdziwych kiedy możemy się odprężyć, kiedy nie boli już tak, że się nie da myśleć i kiedy możemy zająć się sobą, zamiast gaszeniem pożarów, rozniecanych co chwilę przez programy negatywne.
Tyle że nie sądzę aby ludzie potrzebujący pozytywnych programów byli w stanie skorzystać z na tyle zaawansowanej praktyki jak TU. (To że jest prosta nie znaczy że nie jest zaawansowana.) Zresztą oni zwykle albo nie pozwalają sobie czuć, albo myślą że to prawda, albo wszystko przeinaczą na swoją niekorzyść. Takiego człowieka "boli wszystko, nawet aspiryna" ;)
-
Natomiast nie zgadzam się co do tego że pozytywne, a dokładniej: korzystne programy nie zbliżają nas do nas prawdziwych. To oczywiste że na samych programach się tam nie dojedzie, ale o wiele "bliżej" jest do nas prawdziwych kiedy możemy się odprężyć, kiedy nie boli już tak, że się nie da myśleć i kiedy możemy zająć się sobą, zamiast gaszeniem pożarów, rozniecanych co chwilę przez programy negatywne.
Hmm... historia Ingi (opisana w tym wątku) wyraźnie temu przeczy :P
Pozytywne (czy też korzystne) programy wprowadza się po to, żeby przykryć inne, negatywne. Negatywne nadal tam są, bo gdyby ich nie było, to nic nie ograniczałoby świadomości i żadne inne programy nie byłyby potrzebne.
A zatem po wprowadzeniu pozytywnych (które nie zostały uświadomione jako prawda, a tylko "wkodowane") mamy już 2 warstwy oddzielające nas od siebie prawdziwych. W takim wypadku dużo trudniej jest dokopać się do siebie :)
To może grozić też znieczulicą, utratą kontaktu z sobą, jak u Ingi.
Chodzi mi o to, że samo tylko "wprowadzanie pozytywnych programów" bez jakiegokolwiek uświadamiania sobie, jak jest naprawdę, to zwykła autohipnoza. Można to robić za pomocą afirmacji. Ale afirmacje mogą też służyć do uświadamiania sobie, jak jest naprawdę. To od nas zależy, w jaki sposób użyjemy tego narzędzia, jakim jest afirmacja: czy użyjemy go do rozszerzenia świadomości, czy do wmówienia sobie czegoś, co ładnie brzmi, bądź też co WYDAJE nam się prawdziwe.
Lynd, ja też stosuję afirmacje do rozszerzania świadomości :) Może trochę w niekonwencjonalny sposób, ale jednak ;)
-
Felicite jak stosujesz afirmacje? jestem szczerze pod wrażeniem tego co piszesz, trafia to do mnie.
-
Historia Ingi jest historią tylko Ingi, nie można w oparciu tylko o nią wnioskować że tak jest dla wszystkich.
Wiesz, wydaje mi się że mówimy trochę z różnych poziomów świadomości. M.in. dlatego nie umiałbym być terapeutą, bo terapeuta musi w jakiś sposób zrozumieć zaburzony sposób postrzegania świata przez klienta, aby mu skutecznie pomóc. Podobnie nauczyciel.
Osoba, o której mówię, ma poplątane wszystkie (lub prawie) bloczki z których składa się jej widzenie świata. Nie patrzy przez intuicję.
Opiszę to na przykładzie nauki języka. Widzi oto taka osoba wypowiedź w obcym języku, w którym nie zna żadnych słów (bloczków):
Ahugna gnarftlu iguhat apeghi xunha. Suratplu xih to xunha riftalu es nmapeghi rynxxu.
Że co?!'
Natomiast Ty, korzystająca z TU i będąca już na jakimś poziomie, masz pouzdrawiane słowa, może czasem z brakami. Więc dla Ciebie jest to:
Kobieta zdziwiła się, widząc apeghi psa. Zastanowiło ją jak ten pies mieści się do swojej nieapeghi budy.
Spokojnie możesz się już próbować domyślać z kontekstu. "Apeghi, nieapeghi. Hmm, czyżby chodziło o wielkiego psa, który nie mieści się do swojej niewielkiej budy?"
Natomiast taka osoba nie może sobie nic wywnioskować. Ot np odreaguje sobie przymus cieżkiej pracy całymi dniami. OK, i co na to miejsce? Normalnie samo z siebie powinno wskoczyć "zabawa, odprężenie", ale w tych kwestiach osoba ma program "nie wolno się bawić, to strata czasu i lenistwo". Więc nie zobaczy samoistnie zastępstwa. bo jest zablokowana w innej kwestii. Nie ma negatywnego programu, ale jest pustka, bo pozytywy które powinny wejść są zablokowane innym programem. Nie nastąpi samoistne wyrównanie ciśnienia, bo jej osobowość jest zbyt zdezintegrowana czy pocięta na kawałki szkodliwymi programami. (Oczywiście najlepiej byłoby aby sobie to odblokowała, ale nie zawsze praca nad sobą jest taka prosta, czasem można krążyć miesiącami czy latami wokół tematu z którym wiadomo że coś jest nie tak, ale nie ma się "klina" aby się do niego wbić.)
No to zaczyna sobie wprowadzać program, że może się bawić czy odprężać. Wydaje się jej to trochę nienormalne, ale działa w życiu. I teraz już kiedy ma wolny czas nie gapi się w sufit i myśli "ale to wszystko bez sensu", tylko lepi sobie dzbanki i się w miarę fajnie bawi. Owszem, bloczek "zabawa" jest nieco u niej sztuczny, i w pełni zintegrowany z innymi (bo nie ma na tyle świadomości w temacie), ale już chce się jej żyć, bo tak fajnie się lepi garnki, hej!
Uważam że lepienie garnków jest bliższe prawdziwej jej niż harowanie albo deprecha że nie ma co robić.
(Oczywiście mówię tu o sytuacji kiedy autentycznie coś zostalo uwolnione, np w sesji, a nie tylko ktoś dotarł do korzeni problemu, pogrzebał trochę i ale nie puścił, i teraz próbuje wepchnąć pozytywy. Wtedy rzeczywiście będą dwie warstwy.)
-
Natomiast taka osoba nie może sobie nic wywnioskować. Ot np odreaguje sobie przymus cieżkiej pracy całymi dniami. OK, i co na to miejsce? Normalnie samo z siebie powinno wskoczyć "zabawa, odprężenie",
To jest nieprawda że samo z siebie powinno coś takiego wskoczyć. Taki sposob myślenia jest ograniczający i zamykający w klatce wyobrażeń co być powinno.
Powinno się stać to co jest dla nas najkorzystniejsze a nie to co my z naszego obecnego poziomu myślimy że jest dla nas najlepsze.
W rozwoju chodzi o otwieranie się i ufność, rozszerzanie się a nie programowanie sobie tego co jest dla nas dobre.
-
Drugi raz mam wrażenie, że śnie i przecieram oczy ze zdumienia na tym forum
Dotarłam do początku wątku-ten wątek NIE POWSTAŁ bo Inga miala problemy i potrzebowała rady nawet dalej nie powstal założony przez Ingę więc dlaczego analizujecie Ingę?dzielcie się swoimi historiami a nie gloście prawdę objawioną co Inga i jak Inga bo to kompletnie nie na temat wątku
-
Rzeczywiście nie opisywałam swojej historii dlatego że potrzebowałam rady.
Dzieliłam się swoimi doświadczeniami i wnioskami.
-
Felicite jak stosujesz afirmacje? jestem szczerze pod wrażeniem tego co piszesz, trafia to do mnie.
Muszka, napiszę Ci na priv, jak znajdę trochę więcej czasu, bo w kilku słowach nie da się tego streścić :)
Wiesz, wydaje mi się że mówimy trochę z różnych poziomów świadomości.
Bardzo możliwe :)
A tak poza tym, to podoba mi się to, co napisała, w odpowiedzi do Ciebie, Inga (2012-10-03, 07:52:36).
Nie mam nic do dodania :))
-
Muszka, napiszę Ci na priv, jak znajdę trochę więcej czasu, bo w kilku słowach nie da się tego streścić :)
Poproszę kopię :)
-
Oki, Lyndzik :)
-
Feli
Ja tez poprosze o kopie:))
-
Hihi, Semira, oki doki :) Tylko że to może nie być szybko ;) Albo i będzie szybko? Nie jestem w stanie przewidzieć :) Ale jak wyprodukuję tekst, to Wam na pewno poślę :)
-
Haha,Feli :-)...
To ja tez poproszę kopię-może się zainspiruję...Nie bardzo umiem pracować z emocjami wychodzącymi przy afirmacjach...
-
Felicite :)
Ja też poproszę o kopię. Rozmawiam z pś o afkach i czuję, że mnie to zainspiruje.
Fajnie Cię znów poczytać :)
-
Feli
I ja też poproszę jeśli można:)
-
Jasne, podeślę Wam :)
-
To ja też proszę ładnie:) szukam inspiracji do pracy z afirmacjami
-
I ja również jeśli da rade ! :D hehe ale chętnych
-
ok :)
-
Hejka ludzie :)
Wszystkich, którym obiecałam opis mojej metody pracy z afkami zapraszam tutaj:
http://designersites.pl/cudaducha/index.php?topic=19.msg25814;topicseen#msg25814
-
Nie czytałem dotychczas tego wątku, ale zostałem dziś zachęcony przez klienta, którego przeraziło to, co niektórzy tu pisza.
Na początek chcę zachęcić wszystkich, by głęboko zastanowili się nad tym co do Ingi napisała Mirea:
"przeczytałam twoją historię.
I czuję, że ... to nie jest prawda o Tobie prawdziwej.
Ty musisz mieć też inne wspomnienia, jeśli nie z tego życia, to z wcześniejszych
żyłaś kiedyś w pięknie, miłości i radości
przecież jesteś piękną, czystą, silną i wspaniałą istotą
ty jesteś stworzona do tego, żeby płynęła przez Ciebie miłość!
jesteś światłem.
możesz wrócić do siebie prawdziwej, możesz wrócić do swojego światła
to gdzieś tam głęboko istnieje dla Ciebie i w Tobie. Pozwól sobie przypomnieć o tym, odkryj to i zacznij czerpać z tego siłę.
Ty pewnie, o tym wiesz, ale poprostu poczułam, że muszę Ci to napisać".
To samo można by napisać do wszystkich, którzy tu marudzą i kombinujĄ, "JAKBY SIĘ ROZwIJAĆ, ByLE NIE PÓJŚĆ DO PRZODU" (na szczęscie mało takich:)).
Inga:
Napisałes:
"Nigdzie nie pisało że należy zwracać uwagę na emocje jakie się pojawiają, że czucie emocji jakie by one nie były, jest ważne, że emocje są potrzebne, że w odpowiedzi na afirmacje powinny pojawić się emocje i to z nimi trzeba pracować".
Czy rzeczywiście nigdzie?
Na pewno napisane było w MOICH książkach przy omawianiu pracy z kolumną reacji.
W kolumnie reakcji opisuje się zarówno mysli, jak i EMOCJE, które się pojawiają jako bunt przed afirmacją.
Jednakże większość pracujących z kolumną reakcji w ogóle ignoruje emocje. Nie ważne, czy o pracy z kolumną reakcji czytali, czy nawet praktycznie przerabiali to na kursie. Ich umysł WYPIERA z jakiegoś powodu, że należy opisywać również to, co się czuje, a nie tylko to, co się myśli. U większości ludzi myśli, wierzenia, przekonania wiążą się z emocjami.
Prawdopodobnie stosując afirmacje załozyłaś, że masz się uwolnić od czucia, które kojarzyło Ci się nieprzyjemnie. I szłaś w tym kierunku. A więc osiągnęłaś efekt w postaci znieczulenia.
I dalej napisałaś:
"Dopiero na terapi się dowiedziałam że najważniejsze są emocje, że one są podstawą i że zmiany zachodzą poprzez emocje, że praca nad sobą to praca z emocjami a nie praca z myślami, tak jak to podkreślają wszystkie duchowe książki zalecając uspokajanie się i badanie swoich myśli."
A teraz mam pytanie: czy Ty na pewno czytalaś moje ksiązki?
Prawdopodobnie tak, tylko że z taką samą uważnoscią, jak wielu rozwojowcow, którzy korzystają z regresingu i afirmacji. Czytają o technikach, ale w ogóle ich nie obchodzi, po co się je stosuje. Na ten temat mają z góry powzięte i wyrobione zdanie. I dlatego rozwój duchowy im też szkodzi.
A wiec dopiero po latach terapeuta dotarł do Ciebie przekonując CIę, że najważniejsza jest praca z emocjami. To Twoja intencja nie pozwalała Ci tego zauważyć wcześniej w moich ksiązkach, które czytałaś.
Ale nie dziwię się. Podświadomość potrafi WYPIERAĆ to, co dla nas korzystne i konieczne.
Przykładem wypierania jest to, że wielu ludzi "nigdy nie słyszało", kiedy mówiłem, że podstawą uzdrowienia jest WYBACZENIE. Większość z nich też nigdy nie czytało tego w moich książkach, choć prawie w każdej o tym pisałem.
Prawda bardzo trudno dociera przez blokady podświadomości. Czasami trzeba wielu lat i setek zdań, żeby zauważyć, że ktoś "wreszcie" o tym napisał czy powiedział. I to dopiero jest odkrycie! Na skalę KOSMICZNĄ!
Nie ma sie co śmiać. Bo z wypowiedzi innych jesteśmy w stanie zrozumieć tylko to, na co jesteśmy otwarci i gotowi, co tak naprawdę moglibyśmy sami wymyślić. Jeśli tej otwartości brak, wówczas nawet nie zauważamy idei sprzecznych z naszymi UPRZEDZENIAMI czy też ZAKAZAMI, albo buntujemy się przeciw nim, jakby były najbardziej szkodliwe.
Słowa, które napisałaś, świadczą o niezrozumieniu tego, co przeczytałaś:
"Niestety ale w duchowośći emocje są postrzegane jako coś czego należy się pozbyć na rzecz uczuć wyższych czyli jako coś złego i niepotrzebnego, co jest do likwidacji.
No więc należy się ich pozbyć i ja to robiłam".
Jakbyś poczytała uważnie (co prawdopodobnie w tym stanie uprzedzeń z wieleń świętych nie było możliwe), to zauważyłabys, że nie tylko ja, ale i wielu innych autorów NIECHRZEŚCIJANSKICH pisze o TRANSFORMACJI emocji w uczucia wyższe. Nie o pozbywaniu się, nie o walce z nimi, tylko o ZAMIANIE.
O pozbywaniu się i zwalczaniu złych, negatywnych myśli, nauczają święci chrześcijanscy. Na litość boską, nie przypisuj mi chrześcijańskiego podejścia do emocji! :))
Oj, ta karma! Nie pozwala rozumieć, a nawet zauważyc, innego sposobu postrzegania praktyki! :)
Nie mam też pojecia, gdzie "podkreślałem wyższość metod rozwojowych nad psychologicznymi w przypadku leczenia z DDA"???
Takie wnioski wyciągnęłaś samodzielnie i na pewno bez mojej pomocy :))
W przypadku DDA wielokrotnie zalecałem terapię dla DDA, a szczególnie udział w grupach terapeutycznych. Artykuły o rozwoju duchowym DDA są przeznaczone dla osób, które mają obciazenia charakterystyczne dla DDA. Nie dla osób, które chcą leczyć się z DDA! A więc nie zwalaj teraz na mnie!
Tym bardziej jest to istotne, że 13 lat temu w ogóle temat DDA dla mnie nie istniał!
Napisałem tak dużo,żeby Ci wykazać, ze NA PEWNO NIE POSTĘPOWAŁAŚ ZGODNIE Z INSTUKCJAMI Z MOICH KSIAZEK.
Na pewno zapomniałaś o kilku ważnych punktach. Np.:
3. Wszystkie myśli powiązane są z uczuciami. Gdy czujesz się dobrze i przyjemnie masz dowód, żę w twoim umyśle przeważają myśli pozytywne. Gdy czujesz się podle zawdzięczasz to swej skłonnośći do negatywnych myśli.
6. Myśl powoduje w twoim ciele konkretne odczucia emocjonalne- pozytywna: radość, szczęście, miłość. Negatywna- emocje bardzo nieprzyjemne.
7. Zmiana sposobu odczuwania jest tak samo łatwa, jak zmiana sposobu myślenia. Z tą róznicą że to myśli zawiadują emocjami, a w związku z czym, zmiana uczuć musi być poprzedzona zmianą sposobu myślenia.
Ty, zamiast skupić uwagę na zmianach odczuwania, w wyniku afirmowania pozytywnych treści (czyli koncentrowania na nich swej uwagi), skupiłas się na TERRORZE wobec negatywnych myśli. TO NIE JEST MOJA NAUKA!
Postępowałaś ZGODNIE Z TYM, JAK ZROZUMIAŁAŚ TO, co nspisałem. A zrozumiałaś zgodnie z wcześniejszymi katolickimi uprzedzeniami. Ich do dziś nie poddałaś weryfikacji. Za to uziłujesz weryfikować moje ksiązki i wiedzę, którą z nich czerpałaś.
Czy to naprawdę jest uzdrawiające?
NA KONIEC CHCĘ CIĘ PRZESTRZEC przed potęgą działania Twojego podświadomego mechanizmu OBWINIANIA.
Podświadomie wychodzisz z założenia, że "zawsze ktoś musi być winny".
A ja niekoniecznie mam ochotę poczuwać się do wimy za Twoje katolickie zakręcenie, którego źródła przypisujesz ostatnio nawet mnie.
Ten numer nie przejdzie, ale na pewno może Ci zaszkodzić, jeśli zamiest na pozytywach, bedziesz nadal koncentrować się na obwinianiu. A czy siebie, czy kogokolwiek innego, to akurat nie ma to najmniejszego znaczenia.
Rozumiem, jednak, że swoje uczucie frustracji z powodu rozwoju duchowego chcesz przeżyć całkowicie i do końca. Nawet za cenę obwiniania tych, ktorzy krzywdy Ci nie wyrządzili.
Na pewno jednak tekiemu obwinieniu towarzyszą emocje, których nie warto tłumić.
Pozostaje jednak pytanie: Czy warto je podsycać, szczególnie jeśli juz wiadomo, że wiążą się z fałszywą wizją rzeczywistości?
Jeszcze jedna ważna uwaga - dałaś sobie wmówić, że negatywne myśli i emocje to Ty prawdziwa. A TO NIEPRAWDA, bo TY PRAWDZIWA JESTEŚ MIŁOŚCIĄ, SZCZĘSLIWOŚCIĄ, BOSKOŚCIĄ itd.
Na dziś może to dla Ciebie byłoby zbyt wiele (zbyt wysoko podniesiona poprzeczka, znów motywujaca do walki), ale nie odrzucaj tej prawdy :)
NA KONIEC, ZEBY NIE BYŁO NIEDOMÓWIEN:
NIE MAM DO INGI ZADNYCH ZALÓW I PRETENSJI.
Uważam,że taki sposób rozumienia czytanych tekstów jest zupełnie normalny. Czytamy z uprzedzeniem i często nie rozumiemy, co naprawdę Autor miał do przekazania. Co więcej, wyławiamy z tekstu tylko to, co nam AKURAT pasuje. A co nie pasuje, to pomijamy.
To normalne :))
Wiedza o tym, że to normalne, powinna schładzać nasze dązenia do reformowania świata czy Autora w taki sposób, w jaki już on sam, dużo wcześniej, to opisał :))
I na koniec bardzo pozytywne zdanie, które jednak bez komentarza staje się kłamstwem:
"Powinno się stać to co jest dla nas najkorzystniejsze a nie to co my z naszego obecnego poziomu myślimy że jest dla nas najlepsze.
W rozwoju chodzi o otwieranie się i ufność, rozszerzanie się a nie programowanie sobie tego co jest dla nas dobre."
Komentarz: otwieranie się i ufność, rozszerzanie się TO PROGRAM POZYTYWNY. Sam z siebie nie zadziała, jeśli w podświadomości dominuje program NIEUFNOŚĆ. A więc bez MADREGO programowania się nic się samo nie stanie!
Mateusz, Inga
O kolumnie reakcji piszę nie tylko ja. Pisali o tym Sondra Ray i Leonard Orr.
L.L Hay ujmuje temat "landrynkowo", czyli nierealistycznie. Niestety.
Felicite
Medytacja JEST WPROWADZANIEM POZYWTWNYCH WZORCÓW do podświadomości!
Afirmacje mają sens o tyle, o ile podtrzymują zainteresowanie podświadomości tymi pozytywnymi wzorcami, które zostały wprowadzone w trakcie medytacji.
Tak rozumiana i stosowana technika afirmacyjna na pewno nie jest wprowadzaniem milszej fikcji w miejsce niemiłej :))
PRZEŻYWANIE EMOCJI
Przeżywanie emocji jest bardzo ważne. W praktykach rozwoju duchowego stawia się jednak na ŚWIADOME przeżywanie emocji. A to zupełnie co innego, niż nakręcanie się, działanie pod wpływem emocji, czy roztrząsanie emocji, by je zrozumieć.
Zarówno w medytacji wykorzeniania, w medytacji wglądu, jak i w regresingu, emocje przeżywa się w TU i TERAZ, bo przecież niemozliwym jest przeżywanie ich gdzie indziej i kiedy indziej!
Metody te najlepiej stosować pod okiem doświadczonej osoby, która je zna i stosuje. Samodzielne próby moga doprowadzić do nieporozumień, a więc i poważnych błedów.
Istotą świadomego przeżywania emocji jest poznanie mechanizmu jej działania. Czyli początku, przebiegu i rozładowania. Także zrozumienie intencji wywolywania tej emocji. W ten sposób następuje uwolnienie. A uwolnienie następuje dzięki temu, że w naszym umyśle prócz negatywnych wzorców, są obecne wzorce pozytywne!
Cała zmiana polega na uwolnieniu się od przywiązania do wzorca negatywnego i na POZWOLENIU, by zaczął działać wzorzec pozytywny.
Tak więc przeżywanie negatywnych emocji dla samego ich przeżywania, niczego nam nie poprawi, nie zmieni na lepsze. Może ugruntować w przeżywaniu negatywnosci! Owszem, trzeba sobie pozwolić na przeżywanie negatywnych emocji, zeby chociaż się z nimi zapoznać (bo przecież obciązaja nam podświadomość, a wroga i jego metody trzeba poznać, by się uwolnić od przywiązania / uzależnienia), ale nie za cenę zatracania się w nich!
Oczyszczanie wzorców metodą regresingową jest czymś PODOBNYM, jak TU emocji.
Do wzorców pozytywnych docieramy głownie za pomocą MEDYTACJI! Przy uwolnieniu w sesji regresingu większość klientów spontanicznie wchodzi w stan medytacji, nawet jeśli wcześniej go nie znali. Podobnie dzieje się z WIĘKSZOŚCIĄ osób praktykujących oddychanie rebirthingowe.
A jeśli nie potrafimy medytować, to przydają nam się afirmacje, które mają nakierować uwagę na te pozytywne wzorce (np. uczucia wyższe). Jednakże kiedy mamy błednie (zazwyczaj negatywnie) zdefiniowane pojecia wiążące się z uczuciami wyższymi, to afirmacji nie powinno się stosowac. W tym wypadku warto nauczyć się oddychać, oddychać i jeszcze raz oddychac, aż wreszcie uda się poczuć coś pozytywnego (miłego, przyjemnego).
Właśnie dlatego, Że do naszych PRAWDZIWYCH uczuć możemy dotrzeć w medytacji i dzięki medytacji, to osoby, które decydują się na regresing, powinny się liczyć z taką możliwością, że u nich po uwolnieniu wzorca negatywnego nie nastąpi automatycznie przekierowanie uwagi na wzorzec pozytywny! Raczej następuje przekierowanie uwagi na kolejny wzozec negatywny, bo podświadomość COŚ musi mieć! A jak nie może mieć dobrego, to zadowala się złym.
Dlatego ostrzegam, że osoby, które nie potrafią medytować, nie powinny korzystać z regresingu. One moga bowiem nie wychodzić ze stanu regresywnego, a więc trwać w nim bez sensu.
Szczególnie zapiekłe wzorce negatywne mają postać węzłów i krzyży karmicznych. Usuwa się je BEZ przeżywania emocji. I jeśli klient przed sesją usuwania węzłów specjalnie się nakręca, żeby mu wywaliło, to znaczy, że pomylił metody. To co jest dobre przed regresingiem, uniemozliwia usunięcie węzłów karmicznych. Bo to zupełnie inny poziom energetyczny!
Wzorce zawarte w węzłach i krzyżach karmicznych to PROGRAMY paraliżujące nasze myśli, decyzje i działania. Usuwa się je aż do skutku. I zazwyczaj po ich usunięciu dociera się do PIERWOTNEGO, POZYTYWNEGO programu, zgodnego z boską mądrością. To dopiero początek, a nie koniec ugruntowywania go. Dalej przydają się afirmacje i medytacje w temacie.
-
dzieki Leszku za tego posta,wiele mi rozjasnil i potwierdzil to co czulam ,ale jakos balam sie o tym tutaj pisac:)
-
Felicite
Medytacja JEST WPROWADZANIEM POZYWTWNYCH WZORCÓW do podświadomości!
Afirmacje mają sens o tyle, o ile podtrzymują zainteresowanie podświadomości tymi pozytywnymi wzorcami, które zostały wprowadzone w trakcie medytacji.
Tak rozumiana i stosowana technika afirmacyjna na pewno nie jest wprowadzaniem milszej fikcji w miejsce niemiłej :))
Jak dla mnie medytacja prowadzi do rozszerzenia świadomości (a co za tym idzie jakby ograniczenia podświadomości, a raczej ograniczenia podświadomych uwarunkowań).
Rozszerzenie świadomości rozumiem jako wyciągnięcie z podświadomości wzorców i jakby ich oświetlenie. W nowym świetle dany temat wygląda zupełnie inaczej.
A zatem praktyka medytacji prowadzić powinna do coraz bardziej świadomego działania, życia. Aż do zupełnego objęcia czystą świadomością wszystkich (również tych, które były wcześniej w podświadomości) aspektów mojego istnienia.
Afirmacje mają sens wtedy, gdy prowadzą również do rozszerzenia świadomości, czy też jakby podtrzymania uświadomień z medytacji. Bo wiadomo, że zazwyczaj nie wystarczy uświadomić sobie coś jeden raz, żeby to zostało na stałe na poziomie czystej świadomości.
Nie wiem, Leszek, czy nie mówimy o tym samym, tylko innym językiem.
Aha, i jeszcze jedno:
Tak rozumiana i stosowana technika afirmacyjna na pewno nie jest wprowadzaniem milszej fikcji w miejsce niemiłej :))
Tak rozumiana nie, ale jeśli w afirmacji brak jest elementu rozszerzenia świadomości, czyli uświadomienia związanego z tym, co afirmuję, to jest to tylko "wprowadzanie milszej fikcji w miejsce niemiłej".
-
Felicite
Wygląda na to, że mówimy o tym samym :)
-
Uważam, tak samo jak i mój terapeuta, że regresing i afirmacje nadają się dla osób nie mających problemu z odczuwaniem emocji. Takim jak ja, mocno wytłumionym te metody szkodzą. Jestem przekonana że również inne metody szkodzą np. EFT , której nie wypróbowałam, więc nie mam na to dowodów.
A z tą oceną mnie się nie zgadzam, bo to co mi się przydarzyło nie wynikało z tego że marudzilam i kombinowałam jakby tu się nie rozwijać:
„To samo można by napisać do wszystkich, którzy tu marudzą i kombinujĄ, "JAKBY SIĘ ROZwIJAĆ, ByLE NIE PÓJŚĆ DO PRZODU" (na szczęscie mało takich:)).”
Zresztą ja na tym forum nie widzę ani jednej osoby która marudzi i kombinuje jakby tu się rozwijać byle nie iść do przodu.
A terapeuci którzy nie potrafią pomóc zawsze w taki sposób zwalają winę na klienta czy też pacjenta czego przykładem jest np. moja rereserka.
-
Widzisz Inga, dlatego trzeba było się trzymać tego mojego zdania, że jeśli nie medytujesz, to nie należy zaczynać regresingu.
Teraz to sobie najwyżej można pomarudzić, że..... regresing zaszkodził.
Rzecz jednak nie w tym, zeby szukać winnych. Rzecz w tym, zeby znaleźć wyjście z trudnej sytuacji.
I teraz to już w ogóle się zagubiłem. Bo obecnie piszesz tak, jakbyś miała problemy z odczuwaniem emocji PRZED rozpoczęciem stosowania afirmacji, a wcześniej pisałaś, że przestałaś odczuwać w wyniku pacy z afirmacjami.
Nie traktuj tego jako atak na siebie. Raczej jako inspirację do zrewidowania swojego podejścia do terapii, jakich używasz.
Otóż obawiam się, ze za kilka lat będziesz twierdziła, że to przeżywanie emocji też Ci zaszkodziło. A to z prostej przyczyny - możesz się w nie tak wkręcić, że nie będziesz miała miejsca na przeżywanie pozytywnych odczuć. Zresztą, dla Twojej podświadomości już teraz negatywne odczucia są czymś realnym, a pozytywne czymś raczej nieznanym (przynajmniej tak wynika z tego, co pisałaś).
Tymczasem w trakcie terapii konieczne jest zachowanie równowagi między pozytywnymi a negatywnymi odczuciami.
W podobnej sytuacji raczej próbowałbym terapii stosowanej wobec byłych więźniów obozów koncentracyjnych. Polega ona na przypominaniu sobie radosnych, szczęśliwych chwil z wcześniejszych faz życia. I jeśli udawało się ją zastosować wobec ludzi, których psychika uległa zdruzgotaniu w nieludzkich warunkach, to świadczy, że nie ma nieodwracalnych zmian w psychice.
-
Ja tu już o tym tyle razy pisałam że nie chce mi się tego powtarzać.
Przed rozpoczęciem stosowania afirmacji jeszcze coś czułam, miałam jakieś życie w sobie, emocje, a za pomocą afirmacji zabiłam je w sobie do końca. Tak że teraz jestem martwa. Nie czuję żadnych uczuć oprócz lęku (i poczucia winy jako wyrazu lęku).
Moim największym problemem jest martwota, całkowite odcięcie od siebie, brak jakichkolwiek emocji.
Więźniowie z pewnośćią czują emocje i dzięki temu to przypominanie sobie czegoś pozytywnego u nich ma sens.
Gdy ja sobie próbuję przypomnieć coś pozytywnego czuję poczucie winy i lęk.
Odczucia negatywne mam, ale to nie są emocje tylko bliżej nieokreślone cierpienie, poczucie pustki, bezsensu, bezwartościowości, beznadziejności.
-
Inga
To też są emocje. Może nie sklasyfikowane w podręcznikach, ale jednak emocje.
Nie mam pojecia, jak się uwolnisz od poczucia winy odrzucając afirmacje przebaczania?
Może jednak jakoś Ci się uda. Oby :)
-
Napisałam że to poczucie winy to zamiennik lęku. Nie czuję się winna z jakiegoś konkretnego powodu. Po prostu aby zniwelować lęk, zamieniam go w poczucie winy.
Jak mam przebaczać jeżeli nie czuję złości ani nie czuję się skrzywdzona? Co mam przebaczać, jeżeli tylko wiem że ktoś mnie skrzywdził a ja tego nie czuję?
Te pretensje do Ciebie też są tylko z głowy, bo nie czuję do Ciebie żadnej złości ani nie czuję się przez Ciebie skrzywdzona.
Po prostu uświadomiłam sobie co się stało i to opisałam.
-
... trzeba było się trzymać tego mojego zdania, że jeśli nie medytujesz, to nie należy zaczynać regresingu
A mi regresing bardzo pomógł, chociaż (prawie) nie medytowałem, afirmacje też stosowałem dość chaotycznie. Fakt, że sporo się modliłem:)
-
Leszku
dzięki za ostatnie posty- niby już gdzieś o wszystkim u Ciebie ( i nie tylko) czytaliśmy, słyszeliśmy,ale skondensowane w spójną całość dają fajny obraz na czym polega praca z emocjami i inspirują do pracy
-
W podobnej sytuacji raczej próbowałbym terapii stosowanej wobec byłych więźniów obozów koncentracyjnych. Polega ona na przypominaniu sobie radosnych, szczęśliwych chwil z wcześniejszych faz życia.
Czy te przyjemne wspomnienia więźniów miały pochodzić z okresu pobytu w obozie koncentracyjnym?
-
Inga
Zdecydowanie SPRZED tego okresu.
I u Ciebie też są takie pokłady pod świadomości, które pamiętają to PRZED.
-
Ja się urodziłam w obozie koncentracyjnym i każde miłe wspomnienie mnie prowadzi do tych najgorszych wspomnień.
Przed to mam najwyżej w poprzednich wcieleniach.
-
O właśnie! Nie ważne, gdzie jest to PRZED, ale ono musi istnieć :)
A jeśli istnieje, to można do tego dotrzeć.
-
Inga
z własnego doświadzczenia, ja przerabiałam obozy koncentracyjne, uwież to da sie zrobić.
tak mnie do obozu ciągneło że w ubiegłym roku, ze w ubiegłym roku wylądowałamw Monachium aby temat pzrerobić.tam jest obóz kontcentracyjny w którym zginełam.
pokaz podswiadomości coś w zamian, cos co bardzo lubi. w moim przypadku są to koty. mój ogródek.to jest moj punkt naprowadzania do rzeczywistości.
tak jak Leszek ci radzi , przebaczaj , przebaczaj, az poczujesz ulge. podświadomośc w koncu pusci.poczujesz
za lękiem jest schowany strach. jeżeli wykreowałaś sobie obóz i odcięcie od emocji to bardzo starałas się za coś ukarać.oj bardzo.
przebacz sobie,
poczucie winy tez się skąds wzieło.a ty je nadal pielegnujesz, zastanów się .
bardzo sie chcaiłas za cos ukarać, no i udało ci sie .
-
Ewaruda
Przerabianie wzorców z pobytu w obozie koncentracyjnym z poprzedniego wcielenia, to nie jest to samo co z tego wcielenia.
To co się działo w tym wcieleniu oddziaływuje o wiele silniej od tego co się działo w poprzednich i o wiele gorzej jest z tego wyjść.
-
Otóż obawiam się, ze za kilka lat będziesz twierdziła, że to przeżywanie emocji też Ci zaszkodziło. A to z prostej przyczyny - możesz się w nie tak wkręcić, że nie będziesz miała miejsca na przeżywanie pozytywnych odczuć. .
Leszek
Zamiast wkręcać się w emocje, lepiej jest je przyjmować i integrować ze sobą.
-
Inga
Nie bardzo pojmuję, o co chodzi z integracją emocji.
Wg mnie to nic innego, jak wkręcanie się w emocje.
Akceptacja emocji jest konieczna, żeby z nimi nie walczyć.
Wazne też jest zrozumienie, że w pewnych warunkach emocje pełnią ważną role w naszym zyciu.
Moje uprzedzenie wynikaa stad, że wielu psychologów gloryfikuje emocje, przypisuje im przesadną wartość i zaleca raczej zatracenie się w nich niż transformację do coraz wyższych poziomów energetycznych.
Zresztą, po co by mieli zachęcać, jeśli nie rozumieją, o co w tym chodzi?
Psychologowie zazwyczaj są uczuleni na chrześcijanskie pomysły walki z emocjami, które prowadzą do znieczulenia, wytłumienia i wewnętrznych konfliktow. Systemu transformacji wg. jogi raczej nie znaja, a więc nie są w stanie zrozumieć.
-
Leszek, nie zajmuj się tym czego nie pojmujesz ;)
Mówię bo do mnie ostatnio dotarło, że ludzie znajdują sobie metody które są dla nich skuteczne nawet jeśli mi osobiście wydają się jak z kosmosu. To idzie drogą innych struktur poznawczych i próby wzajemnego przedstawienia o co chodzi, dogadania się na gruncie swoich struktur, nie daje efektu. Ja wtedy (od jakiegoś czasu) akceptuję i zostawiam.
-
Przyjmowanie swoich emocji i integrowanie ich z własną psychiką zamiast uwalniania się od nich czy wkręcania się w nie, to metoda pracy którą ja stosuję. W moim przypadku chodzi tylko o te emocje które wymieniłam. Taka metoda pracy nad sobą jest stosowana w psychoterapii w przypadku osób które się boją włąsnych emocji i je tłumią.
Postępowanie jest podobne jak w początkowym etapie Techniki Uwalniania.
Mam kontakt z wieloma osobami chodzącymi na psychoterapię i nie ma tam takiego stosunku do emocji jaki opisujesz. Emocje są traktowane jako coś co istnieje, co jest potrzebne i czego się nie ocenia.
-
Witek D
Mądra podpowiedź.
Faktycznie, nie jestem w stanie pojąć cudzych struktur poznawczych :)
Ale dziwnym trafem jestem w stanie je wypalać przy węzłąch :)
I może nawet mi łatwiej z tego powodu, że nie rozumiem.
Inga
Dziękuję za wyjasnienie.
-
No chyba tak :) Fakt że można coś takiego przy węzłach itp. wypalać, bo starczy że widzi się wzorzec. A ta osoba żeby już coś dojrzeć, to czasem potrzebuje po różnych kątach swojego labiryntu się przejść