Pozytywne Inspiracje

Forum => DDA i terapia wewnętrznego dziecka => Wątek zaczęty przez: Iustitia w 2012-07-19, 20:31:41

Tytuł: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-19, 20:31:41
Dwoje ludzi z nierozwiązanymi problemami z własnymi rodzicami zostaje malżeństwem. Ze wzrostem napięcia zwiazanym z potrzebą bliskości konflikty stają się coraz intensywniejsze. Zazwyczaj wpadają wtedy na pomysl "ustalenia granic" np. unikanie konfliktow, pseudointymność na zasadzie podniet etc.
Gdy rodzi się dziecko staje się trzecim w tym trójkącie, tyle że stoi w środku w samym centrum ograniczone przez rodziców-system stal się domknięty. Taką rodzinę zaakceptowal system właściwego przejawiania się, kościoł, znajomi. Zamknięte dziecko w systemie przez glosy i rodziców i osób spoza systemu uznaje, że wyjścia nie ma. Dziecko zaczyna cierpieć i to poważnie, przy w miarę rozsądnych rodzicach wysyłane jest na terapie "bo zawsze z nim były problemu, a my z mężem jesteśmy tacy normalni"To dziecko-ten wydelegowany pacjent tak naprawdę reprezentuje chory system rodzinny.
Para z nierozwiazanymi problemami z własnymi rodzicami może rownież wybrać relację bez posiadania dzieci. Taki system jest tak połączony, że nie w nim miejsca na oddech kogokolwiek. Każdy pojawiający sie w takim ukladzie będzie traktoway jako wróg-na pierwszy ogień zazwyczaj idą rodzice ukochanego/ukochanej.  Czasem taka para w momencie pojawienia sie dziecka traktuje dziecko jako wroga-bardzo często takie dzieci cierpią na powracające dolegliwości wieku dziecięcego z powtarzajacymi się hospitalizacjami lub są oddawne dziadkom.
Kolejna możliwość mixowanie-czyli dzieci mają dzieci. Niezintegrowani emocjonalnie rodzice posiadają dzieci pod czujnym okiem swoich rodziców. Przemieszczenia, zamiany ról i ogolne pomieszanie z poplątaniem.

Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-20, 00:13:19
"Te dzieci starają się wymazać dzieciństwo ze swojego życiorysu. Mają zazwyczaj kilka wyidealizowanych wspomnień utrwalonych na podstawie pogodnych rodzinnych fotografii i familijnej legendy opowiadanej na uroczystościach przez mamę
ciociom i wujkom. Są dzielne, robią karierę, planują swoje życie i kontrolują je niemal obsesyjnie. A kiedy cokolwiek wymknie się spod kontroli, wpadają w panikę.  Na pozór wszystko prawidłowo - aż za prawidłowo. Co kryje się za tymi pozorami? Np. niepohamowane łzy na widok płaczącego dziecka. Albo atak paniki, kiedy ktoś niespodziewanie dotknie dłoni takiej osoby, albo pogłaszcze po ramieniu. Zdarza się też głęboki smutek, choć dookoła wiosna i zadowoleni z życia ludzie. I brak zaufania do wszystkich a nawet do samego siebie - nie poparty żadnym, realnym doświadczeniem. Albo akty autoagresji, które przynoszą ulgę, bo są karą za noszoną w głębi duszy winę. Lub wybuchy złości - z wrzaskami i aktami przemocy, kiedy przyczyną takiego wybuchu bywa jakiś nieistotny drobiazg. Te i wiele innych pojawiających się emocji nieadekwatnych do tego, co dzieje się realnie, są sygnałem, że można wyrzucić wspomnienia z umysłu, ale nie da się ich usunąć ze sfery emocji"
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-20, 00:24:15
"Aby chronić swe emocjonalne skaleczenia i ze strachu, że ktoś nas dotknie, budujemy w swych umysłach coś niezwykle skomplikowanego: wielki system sprzeciwu i negacji. W ramach tego systemu stajemy się perfekcyjnymi kłamcami. Kłamiemy tak umiejętnie, że zaczynamy oszukiwać samych siebie i nawet głęboko wierzymy w swoje własne wymysły. Nawet nie zauważamy, że kłamiemy, a jeśli nawet o tym wiemy, chętnie usprawiedliwiamy i wybaczamy mijanie się z prawdą, byle tylko uniknąć bólu wywołanego otwartymi ranami.
System negacji i wypierania się jest niczym gęsta mgła przesłaniająca nam prawdę. Przywdziewamy specjalną maskę stworzoną na użytek otoczenia, ponieważ to boli - zobaczyć siebie takimi, jakimi jesteśmy, albo dopuścić, żeby inni ujrzeli nasze prawdziwe oblicze. System ów pozwala udawać i zmusza innych, aby widzieli nas takimi, za jakich chcemy uchodzić. Wznosimy te bariery, aby utrzymać innych w bezpiecznej odległości, ale równocześnie owe bariery zamykają nas samych, ograniczając naszą swobodę. Ludzie osłaniają się, kryją, ochraniają i kiedy ktoś mówi: „Nie rań mnie!", rzadko należy rozumieć to dosłownie, zwykle chodzi mu o rany duszy, które bolą, gdy się ich dotyka"
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Amelka w 2012-07-20, 00:34:51
Iustitia,

masz slodki awatar, czy jak to sie poprawnie nazywa :-)) Dziewczynka jest boska.
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-20, 00:38:03
Dziękuję:)pierwotnie miala być dziewczynka w zlotej czapeczce, ale rożowa też jest ok:)
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-21, 19:38:52
Syndrom stresu pourazowego /PTSD/
"PTSD występuje wtedy, gdy zwyczajne mechanizmy psychologiczne staną w obliczu niezwykłego natężenia stresu, uniemożliwiającego rozbicie go na łatwiej przyswajalne elementy. Wahadło, zamiast przesuwać się swobodnie, utyka w fazie zaprzeczania albo wtargnięcia emocji, lub gwałtownie buja się między nimi.
Nie każdy stres prowadzi do wystąpienia PTSD. Wiadomo, że przedłużająca się seria traumatycznych zdarzeń na pewno spowoduje wystąpienie zespołu stresu pourazowego, natomiast pojedyncze zdarzenie raczej nie. Wiemy też, że więcej symptomów wywołuje stres, którego źródłem są inni ludzie. Wiemy wreszcie, że osoba jest bardziej podatna na rozwój PTSD, jeśli doświadcza traumy, żyjąc w zamkniętym systemie społecznym, którego członkowie postrzegają reakcję na stres jako dowód słabości.
Aby PTSD się pojawił, stres musi być znacznie ostrzejszy od doświadczanego kiedykolwiek przez większość ludzi. Wszyscy się zgadzamy, że przeżycia weteranów spełniają ten opis. Rodziny dysfunkcyjne tworzą wiele rodzajów stresu podobnych do tych, jakie pojawiają się na polu walki. Traumatyzujące doświadczenia są codziennością dziecka z rodziny dysfunkcyjnej, a cierpienie w ich życiu powodują inni ludzie. Często uznawane są za słabe, jeśli nie dają sobie rady ze stresem. Takie przeżycia wykraczają daleko poza to, co uważane jest za normalne życie.
Istnieją cztery zasadnicze symptomy zespołu stresu pourazowego: powtarzające się przeżywanie traumy, psychiczne odrętwienie, nadmierna czujność i poczucie winy ocalonego."

"Cztery symptomy PTSD
Poniżej podaję kilka charakterystycznych przeżyć, które mogą towarzyszyć czterem głównym symptomom zespołu stresu pourazowego.
1. Ponowne przeżywanie traumy:
• nocne koszmary;
• powracające, obsesyjne myśli;
• nagły powrót zapewniających przetrwanie zachowań w obliczu zdarzeń, które przypominają pierwotną traumę.
2. Psychiczne odrętwienie:
• poczucie depersonalizacji,
• nieprzystawanie do otoczenia,
• poczucie emocjonalnego znieczulenia,
• tłumienie emocji, szczególnie w sytuacjach wymagających intymności, czułości albo seksualności.
3. Nadmierna czujność:
• niemożność odprężenia się,
• częste reakcje lękowe,
• chroniczne lęki,
• ataki paniki.
4. Poczucie winy ocalonego:
• chroniczna depresja,
• poczucie winy bez wyraźnego powodu.
Jeśli rozpoznajecie u siebie więcej niż jeden z tych symptomów, to prawdopodobnie jako dzieci przeżyliście poważny stres, choć nawet możecie go nie pamiętać.
Cztery symptomy PTSD mogą pojawić się w każdym wieku i niekoniecznie w stresie. Są raczej długofalowymi skutkami nadzwyczajnych strategii radzenia sobie, niezbędnych do przetrwania stresu. Te symptomy są bliznami po głębokich ranach, które zadał przytłaczający stres. W wielu przypadkach symptomy nasilają się z wiekiem, wraz ze spadkiem zdolności adaptacyjnych i fizycznej wytrzymałości albo z rosnącym poziomem chronicznego napięcia"
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-21, 19:42:36
PTSD ciąg dalszy

"Objawy emocjonalnego odrętwienia:
• brak jakichkolwiek uczuć w okresach stresu,
• nagłe doświadczanie „ściany”, która oddziela od uczuć,
• „dezorientacja” zamiast uczuć,
• zaciskanie zębów zamiast ujawniania uczuć,
• strach, że jeśli uczucia zostaną ujawnione, nie będą w stanie ich znieść.
Odrętwienie oraz sztywność emocji pojawiają się szczególnie wtedy, gdy potrzeba intymności i delikatności. Choć cierpiący z powodu PTSD mogą tęsknić za intymnością, to jednak za każdym razem, gdy ktoś chce utrzymywać z nimi bliższe kontakty, odczuwają wewnętrzną pustkę. Emocjonalne znieczulenie powoduje, że nie są w stanie precyzyjnie rozpoznawać własnych uczuć, kiedy najważniejsze jest, żeby być z nimi w bezpośrednim konta"
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-21, 19:47:34
PTSD ciąg dalszy

"Ponownemu doświadczaniu traumy towarzyszą między innymi:
• natychmiastowy gniew albo smutek, albo inna intensywna emocja, pojawiająca się, gdy w otoczeniu jest ktoś dobitnie przypominający rodzica dysfunkcyjnego
• reagowanie strachem na czyjś gniew albo na możliwość zerwania relacji;
• przyjmowanie skrajnie defensywnej postawy wobec krytyki;
• reakcje przestrachu na błahe wydarzenia, które prowadziły do awantur, gdy byliście młodsi [...]
Najbardziej widoczną wspólną cechą dziecka z rodziny dysfunkcyjnej i weteranów z Wietnamu /u których jako pierwszych zdiagnozowano PTSD/ jest gwałtowność, z jaką strategie przetrwania pojawiają się w odpowiedzi na wydarzenia, które symbolicznie przywołują pierwotną traumatyczną sytuację"
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-21, 19:54:19
PTSD ciag dalszy
"Nadmierna czjujność
 Na polu walki żołnierz musi być nadzwyczaj czujny, jeśli chce przeżyć. Po powrocie z Wietnamu wielu weteranów zorientowało się, że pozostają w stanie ciągłej gotowości. Ich czujnością kierował automatyczny pilot, zmuszający do nieustannego lustrowania otoczenia w poszukiwaniu ukrytych niebezpieczeństw. Nie potrafili uwierzyć, że istnieją bezpieczne miejsca. Dokuczał im chroniczny lęk, łatwo było ich przestraszyć i nie potrafili się odprężyć jeszcze długo po ustąpieniu traumy walki. O nadmiernej czujności świadczy m.in.:
• nieustanne sprawdzanie, czy inni właściwie wykonują swoją pracę,
• przekonanie, że nawet najdrobniejsze niepowodzenie jest pierwszą oznaką katastrofy,
• tworzenie list wszystkich rzeczy, które trzeba zrobić, zanim będzie można pozwolić sobie na relaks,
• ciągłe poczucie, że jest jeszcze coś, co trzeba zrobić.
Hiperczujność może też doprowadzić do licznych fizycznych zaburzeń, powiązanych ze stresem, jak: nadciśnienie, migrenowe
bóle głowy czy dolegliwości żołądkowo-jelitowe. Możemy zaprzeczać fizycznym i duchowym kosztom, jakie ponosimy z powodu chronicznego napięcia, ale nie oszukamy naszego organizmu, który stopniowo będzie ulegał coraz większemu zużyciu Nadmierna czujność jest naturalną ludzką reakcją na sytuacje wywołujące silny lęk, a rodziny alkoholowe są dla dzieci najpotężniejszymi jego źródłami. Dorastają wśród ludzi, których nastroje zmieniają się gwałtownie i bez wyjaśnienia. Małe dzieci nie są w stanie przewidzieć, co rodzic za chwilę zrobi, ponieważ nie zdają sobie z sprawy z jego picia albo nie potrafią jeszcze dostrzec związku pomiędzy piciem i zmianami zachowań. Na skutek nieustannego zmieniania zasad i zniszczenia normalnego toku życia rodziny przez alkoholizm rodziców, dzieci uczą się, że jedyna droga do zapewnienia sobie bezpieczeństwa to ciągła czujność wobec otaczającego świata. Im wcześniej niebezpieczeństwo zostanie dostrzeżone, tym szybciej można uciec z domu, udobruchać rodziców albo schować się pod łóżko.
Trzeba pamiętać, że nieprzewidywalne zmiany nastroju zdarzają się obojgu rodzicom, nie tylko alkoholikowi. Podczas przygotowywania obiadu matka może być w dobrym nastroju. Nagle, po cichej rozmowie telefonicznej, jej nastrój gwałtownie się zmienia, matka oddala się. Dziecko nie otrzymuje żadnego wyjaśnienia tej zmiany i na pewno zaczyna się zastanawiać, czy zrobiło coś, co spowodowało to ponure zamknięcie się matki. Brakująca informacja jest taka, że ojciec zadzwonił z kiepskim wytłumaczeniem spóźnienia się na obiad. Kobieta wie, że tak naprawdę mąż jest kompletnie pijany, ale nie chce tego powiedzieć dziecku. Behawioryści udowodnili, że najskuteczniejszym sposobem wywoływania lęku u zwierząt jest nagradzanie i karanie bez żadnych zasad. Laboratoryjne szczury zachorowały na wrzody, gdy były nagradzane na tyle często, że wydawało im się, iż znalazły system otrzymywania nagród, a chwilę potem były dotkliwie karane Kiedy dzieci nie są w stanie przewidzieć reakcji rodziców na podstawie minionych zdarzeń, zwykle poddają się i zaprzestają prób nauki zasad relacji między ludźmi. Znacznie skuteczniejsze okazuje się rozwinięcie zmysłu obserwacji. Nadmierna czujność powoduje jednak, że dzieci w tych rodzinach uczą się raczej reagowania na świat, a nie współdziałania z nim.
Choć nauczyliście się, jak przetrwać w świecie, któremu nie można zaufać, to płacicie wysoką cenę za hiperczujność. Niewiele w was miejsca na zabawę czy na własne uczucia, ponieważ nieustannie angażujecie się w kontrolowanie innych ludzi. Nigdy nie pozwalacie sobie na odprężenie. Nic dziwnego, że wiele dzieci z takich rodzin wchodzi w dorosłość z bagażem lęku i chronicznego przeczuwania nadciągającego nieszczęścia. Nie zaskakuje też to, że dla dziecka z rodziny dysfunkcyjnej problemem numer jeden są trudności w nawiązywaniu trwalszych relacji. Nadmierna czujność narusza fundamenty prawdziwie bliskich związków, ponieważ osłabia zdolność do zaufania, a bez niego takie  nie są możliwe."
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-21, 20:00:28
PTSD ciag dalszy
"Pocz ucie winy ocalonego
Ocaleni z katastrof często mają obsesyjne poczucie winy. Pytanie, dlaczego oni przeżyli, a tylu innych straciło życie, może dręczyć ich przez lata. Nie ma znaczenia, że jest ono irracjonalne. Mimo wszystko istnieje i męczy dotąd, aż znajdzie się jakiś sposób pomocy.
Do oznak poczucia winy ocalonego można zaliczyć:
• uznawanie siebie za nieczułego za każdym razem, gdy nie udzieli się pomocy ludziom, którzy twierdzą, że jej potrzebują
(nawet gdy sami sprowokowali swoje kłopoty),
• powstrzymywanie się przed odczuwaniem całkowitego zadowolenia,
znajdowanie sposobów na to, aby czuć się odpowiedzialnym za
czyjeś nieszczęścia i niepowodzenia,
• trwanie w niezdrowych związkach i sytuacjach, aby uniknąć poczucia winy z powodu ich zerwania.
Wielu weteranów z Wietnamu zadręcza się poczuciem winy, ponieważ oni przeżyli, a tylu ich kolegów zostało zabitych. U części przybiera ono postać depresji, u innych pozostaje ciemną chmurą, rzucającą cień na chwile, w których mogliby się w pełni cieszyć życiem. Weterani ze stwierdzonym PTSD mówili nawet, że czują się zobowiązani do ograniczania własnego szczęścia; do pielęgnowania innych uczuć – np. poczucia zdrady wobec tych, którzy nie wrócili.
Wielu weteranów dręczy pytanie, dlaczego oni przeżyli, a inni nie, albo gnębią myśli o tym, co mogli zrobić, żeby ocalić kumpli.
Tak jakby psychika nie była w stanie znieść pogodzenia się z tym, jak bezsilni bywamy wobec życiowych tragedii. Czymś niedorzecznym byłoby stwierdzić, że życiem i śmiercią wokół nas rządzi ślepy przypadek. Taki wszechświat stałby się przeraźliwie bezosobowy.
Dzieci alkoholików mogą odczuwać podobne obsesyjne poczucie winy, ponieważ emocjonalnie przetrwały w rodzinach alkoholowych, podczas gdy innym ich członkom to się nie udało. Jak już wspomniałem, w licznych rodzinach alkoholików obowiązuje niewypowiedziana zasada, że nikt nie może być zdrowszy niż najsłabszy z jej członków. Zatem gdy nawet wyrwiecie się z rodziny i zbudujecie własne niezależne życie, może was zadręczać poczucie, że każdy sukces jest znakiem nieczułości wobec tych najbliższych, którzy wciąż tkwią w chorobie.
To poczucie pojawia się szczególnie często u najstarszych dzieci w rodzinach alkoholowych. Gdy odchodzą, żeby prowadzić własne życie, odczuwają dojmującą winę, że pozostawiły młodsze rodzeństwo samo sobie. Często najstarsze dziecko wie, że do tej pory chroniło braci i siostry. W dodatku rozwojowy charakter alkoholizmu może oznaczać, że najgorsze lata rodzina ma dopiero przed sobą. Naturalnie najstarsze dzieci zastanawiają się, czy mają prawo odejść i cieszyć się własnym życiem. W przypadku dziecka z rodziny dysfunkcyjnej obowiązuje „paragraf 22”: im bardziej są gotowi rozpocząć własne życie, tym silniejszą odczuwają potrzebę pozostania w rodzinie i podjęcia jeszcze jednej próby „uporządkowania spraw”.
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-07-21, 20:03:39
Iustitia,

fajne teksty wrzucasz...na mojej specjalności na studiach dużo podobnych przerabiałam. Warto sobie to wszystko przyswajać i rozumieć :)
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-07-21, 20:34:18
Mnie chyba najbardziej dotyczy drugi punkt - ostatnio zacząłem zwracać większą uwagę na to jak potrafię się odcinać od siebie w relacjach z ludźmi których nie znam jeszcze na tyle dobrze, aby poczuć się pewnie. Moja podświadomość uznaje, że jeśli kogoś dobrze nie znam to nie mogę mieć pewności, że nagle nie pokaże swojej drugiej strony i nie sprawi mi jakiejś przykrości.

Kilka dni temu zaobserwowałem ten mechanizm odcięcia się. Byłem w grupie osób i jedna z nich zwróciła się do mnie, a ja automatycznie, natychmiastowo się odłączyłem do swoich odczuć, od siebie i odpowiedziałem coś co wcale nie pochodziło ode mnie, po czym wróciłem do siebie. Przez ten bardzo krótki moment nie mogłem nic robić, a jedynie obserwować.

Na szczęście wciąż zawęża się zakres sytuacji w których tak działam, a coraz więcej jest takich, gdzie w miarę swobodnie mogę się przejawiać, ale traumy wciąż są i czekają na uzdrowienie.
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-21, 21:05:19
Kiedyś miałam wszystkie symptomy
Teraz już nie mam dwóch:
 nocne koszmary;
 powracające, obsesyjne myśli;
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Szafirowy Błękit w 2012-07-21, 21:28:53
Iustitia
Bardzo interesujące są te informacje które zamieściłaś
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-21, 22:40:19
http://supermozg.gazeta.pl/supermozg/1,91626,8266757,Traumatyczne_dziecinstwo_to_krotsze_zycie.html
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-21, 22:41:20
http://polki.pl/zdrowie_i_psychologia_artykul,8150643.html?print=1
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-21, 22:44:20
Moglam wpisać na początku-chcę w tym wątku przedstawic wszystko, co ma korzenie w dzieciństwie, a co stanowi indywidualny bagaż doświadczeń rzutujący na dorosłe życie. Jeśli Ktokolwiek ma podobne materiały i chce udostępnić-z chęcią poczytam:)
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-21, 23:01:45
"Jak bronimy się przed wstydem
1. Zaprzeczanie -usuwamy wstyd z pola widzenia, przestajemy się nim zajmować, odcinamy się niejako udajac przed samymi sobą, że go nie ma i rzeczywiście po pewnym czasie przestajemy go zauważać, z nawet odczuwać
Koszty, jakie ponosimy
-utrata zdolności odczuwania innych uczuc. Psychika nie jest w stanie dokonać takiego cięcia nie jest możliwe wybiórcze cięcie i nie da się wykasować tylko tego co chcemy-zawsze efektem jest odrętwienie lub zamrożenie także tych uczuć, ktore chcielibysmy przeżywać, np. milości czy radości
-tracimy energię-to bardzo męczące koncentrować się na tym by nie czuć, nie słyszeć czy nie myśleć o tym co nas naprawde boli
 Osoba pogrążona w zaprzeczeniach sama powoduje, że staje się ślepa na wszystko, co dobrego mógłby dać jej wstyd. Za życie w zaprzeczeniach niestety placi sie wysoką cenę. Możemy ignorować rzeczywistość /chociażby wybielając nasze przeszle zachowania czy przeszłe zachowania rodziców, ale to nie sprawi, że uwierzymy i poczujemy, że tak wyglądalo nasze dzieciństwo jak sobie to wybieliliśmy.
-tracimy orientacje w rzeczywistości, zatracamy zdolność do podejmowania decyzji i dokonywania zmian--> bo ja można przeciwstawić się zawstydzeniu z zewnątrz, jeśli go nie odbieramy i pozornie ono nam nie przeszkadza?"
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-21, 23:11:39
C.D.
"2 Wycofanie - zaczynamy unikać miejsc, ludzi czy sytuacji narażajacych nas na przeżycie wstydu-albo rezygnujemy z gory przeczuwajac, gdzie wstyd może nas dopasć

Koszty
-zmniejszamy swoje szanse tracac z góry ważne dla siebie możliwości i kontakty. Tym bardziej, że oczekujemy zawsze czegoś znacznie gorszego od realnego zagrożenia: nawyk ucieczki dziala nawet wtedy, gdy jesteśmy jedynymi przekonanymi o zagrożeniu mimo, że projektowana przez nas sytuacja w tym konkretnym czasie oparta na wstydzie w ogole by sie nie zdarzyła lub mialaby charakter epizodyczny
-pozbawiamy sami siebie bliskich serdecznych kontaktów z innymi silnie przeżywajac wciąż jak wypadniemy w oczach innych blokujemy siebie. Gdy się wycofujemy- unikamy wstydu, ale tracimy też bliskość i serdeczne relacje."
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-21, 23:20:36
C.D>
" 3. Złość-zamieniamy na nią wstyd, gdy ten zaczyna sie do nas zbliżać. Zwykle nie zdajemy sobie z tego sprawy uparcie trzymajac się przekonania, że rzeczywiście zdarzylo się coś, co zasluguje na nasz gniew. Tymczasem to my odgrywamy schemat wyparcia wstydu prowokując sytuacje, w których obiektywnie mamy prawo rozlościć się i explodować

  Człowiek zarażony toksycznym wstydem jest przeraźliwie samotny
Koszty
-skutecznie trzymamy wszystkich na odleglość-tu również nie psychicznie nie ma wyboru, skoro każdy może być zagrożeniem to nie ma dla nas nikogo bliskiego
-gdy często wybuchamy zlościa-najbliżsi się nas boją, a strach skutecznie zamraża atmosferę w relacjach nie pozwalając się przebić np. serdeczności czy ciepłu
-"ci którzy lączą wstyd z furią mogą stać sie sprawcami przemocy w slowach i czynach. Atakując innych bronią wlasnego kruchego poczucia tożsamości"-Potter-Efron"
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-21, 23:30:46
C.D>
"4.Perfekcjonizm-ten mechanizm oparty jest na zalożeniu "spróbuję wszystko zrobić idealnie, żeby nie mieć się czego wstydzić". Jedną z postaci perfekcjonizmu jest próba postępowania tak, żeby wszyscy byli zadowoleni "będę taka jaką chcecie, żebym była"
Koszty
-stałe zmęczenie-to normalne przy nieustannym wspinaniu się "pod górkę i na palce" akceptacji innych
-usilując sprostać wymaganiom pozbywamy się luzu, spontaniczności i bycia sobą
-życie w ciąglym zagrożeniu, że się nie uda i zamiast szóstki będzie marna piątka, albo ktoś w końcu zobaczy nas prawdziwych i opowie innym za jaką fasadą żyjemy
-perfekcjoniści zazwyczaj skoncentrowani są na sobie-więc wlaściwie albo tworzą wysrubowane normy kogo dopuszczają, a kogo nie, a ich więzi są ograniczone-nie jets możliwe bycie w pelni empatycznym jeśli glównym celem jest koncentracja by znów wypaść najlepiej"
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-21, 23:48:48
C.D.
"5. Wywyższanie się poniżanie innych-bardzo popularna technika. Polega na mówieniu lub dawaniu do zrozumienia, że moje jest lepsze od twojego. Zawstydzacze mają nadmiernie krytyczne nastawienie do osoby, ktorą zawstydzają. Ciągle obserwują  ażeby wynaleźć błedy i szybko je wytknąć. Są oburzone prozpozycjami rozmow wprost czy na audytorium obiektywnym, potrzebne jest im "urobione" audytorium, a gdy audytorium milczy są przekonane, ze audytorium się z nimi zgadza. Wiedzą, jak najłatwiej zranić partnera i używają tych informacji, żeby w razie konfliktu zaatakować. Specjalizuja się w okazywaniu pogardy i lekceważenia pod płaszczykami wzniosłymi [np. z miłości, z troski wypominanie przy każdej okazji  zbraku merytorycznych argumentów]Preferują rozmowy oparte na braku metytorycznych argumentow sprowadzając rozmowę do wypominania i w rezultacie kolejnego lekceważenia. Aktywnie szukają możliwości poniżenia innej osoby przez podkreślenie jej niedostatku. Krótko mówiąc zawstydzacze aktywnie poszukują możliwości pomniejszenia wartości ludzi wokól siebie po to, żeby czuć się lepiej ze sobą.
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-21, 23:56:49
C.D.
"6. Nałogowe zachowania-pozwalają nie kontaktować się ze wstydem lub niekontaktować się aż tak mocno gdyż każde absorbuje, wciaga świadomość. Nawet niekiedy-jak na kacu doświadcza sie niemiłych przeżyc. Pozwalają natomiast na odwrócenie się od wlasnych deficytów czyli od wstydu.
Niektore koszty
- marnienie i ubożenie dziedzin życia niezwiązanych z nałogiem
- uzależnienie dyktuje zachowania dalekie od troski i miłosci-2 opcje-albo odchodzą osoby bliskie, albo ta osoba jest traktowana jak nieobecna-jest niezapraszana, a jej zachowania nie wywolują żadnej reakcji
-koszty zdrowotne
-koszty finansowe
-koszty duchowe i moralne -gdy na rzecz nalogu burzona jest dotychczasowa struktura moralna"
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-22, 00:07:03
C.D. wywyższającego się
"Skuteczna technika, bo ciężko zza surowej miny czy pewnego tonu wypowiedzi dopatrzeć sie niezadowolenia z siebie i wstydu zakrywanego przez wywyżdzającego się
Koszty wywyższania się
- powoduje w relacjach zamknięcie, pozorność, nastawienie na obronę przed poniżeniem
- wzbudza dużo zlości, irytacji nie wiedząc czemu przecież jego jest lepsze



Reasumując
Te taktyki obronne przyjęte najczęściej w dzieciństwie przekształcają sie w strategie życiowe a nawet stają się czymś więcej-częścią nastawienia do życia, charakteru, zdawaloby się integralną częścia jego samego. Zwykle Ci, co się bardzo wstydzą zajmują jedną z 2 pozycji życiowych
-pasywna-typowa szara myszka, siedząca w kącie, starają się nie pokazywać, nie wyróżniać, schowani przed życiem i ludźmi robią wszystko by ich nie zauważyć by uniknąć sytuacji, w której będą musieli się wstydzić. Niektórzy chętnie wtopiliby się w tło lub zniknęli, co oczywiście nie jest możliwe
-aktywna-niedopuszczenie swojego wstydu do głosu-z pozoru bardzo pewni siebie, jednak niepokojąco często to podkreślają. Na ogól lubią zawstydzać innych i są mistrzami w umniejszaniu [-->typowy przykład nauczyciela czy profesora, który zamiast krotko odpowiedzieć uczniowi wyglosi tyradę, z czego powinien skorzystać i na ktorym wykładzie uczeń nie byl, a nawet jeśli był to nie zrozumial jakże banalnie prostego przekazu z tego wykładu]"
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-22, 01:14:52
"Przystosowanie się do potrzeb rodziców dysfunkcyjnych prowadzi często do osobowości „jak gdyby” (as if personality) lub tego, co określane jest jako fałszywe ja. Człowiek wykształca w sobie postawę, dzięki której na zewnątrz pokazuje jedynie to, czego się od niego oczekuje, i w końcu całkowicie się z tym stapia. Jego prawdziwe Ja nie może się rozwijać i różnicować, gdyż nie ma praca zaistnieć. Nic dziwnego, że tacy pacjenci skarżą się na uczucie pustki, bezsensu, braku miejsca; albowiem pustka ta jest realna. Naprawdę doszło do wydrenowania, zubożenia, częściowego zabicia własnych możliwości. Integralność dziecka została głęboko zraniona, a tym samym odcięto to, co w nim żywe i spontaniczne.'
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-22, 01:18:46
"Wczesne przystosowanie się niemowlęcia zmusza je do wyparcia swoich potrzeb: miłości, szacunku, echa, zrozumienia, uczestnictwa i odzwierciedlenia. To samo odnosi się do emocjonalnych reakcji na głębokie rozczarowania, skutkiem zaś jest niemożność doświadczania w dzieciństwie, a później w wieku dorosłym, określonych uczuć (takich, jak np. zazdrość, zawiść, złość, poczucie opuszczenia, bezsilność, lęk). Jest to tym bardziej tragiczne, że dotyczy ludzi, zdolnych do odczuwania zróżnicowanych emocji. Zauważamy to kiedy opisują wolne od lęku i bólu doświadczenia swego dzieciństwa. Najczęściej są one związane z przyrodą: gdyż tylko tu dzieci mogą odczuwać nie raniąc rodziców, nie niepokojąc ich, nie uszczuplając ich władzy ani nie naruszając ich poczucia równowagi. Jednak te niesłychanie uważne i wrażliwe dzieci, które dokładnie pamiętają, jak np. w wieku czterech lat odkryły słoneczne światło odbijające się w kropelkach rosy na trawie, jako ośmiolatki niczego nie zauważyły u swojej brzemiennej matki, a ciążą nie interesowały się w najmniejszym stopniu. Do perfekcji rozwinęły niedopuszczania do siebie uczuć; dziecko może ich doświadczać jedynie wówczas, kiedy w jego otoczeniu jest osoba, która akceptuje je wraz z jego uczuciami, rozumie je i chce mu towarzyszyć. Jeżeli takiej osoby nie ma, jeżeli dziecko boi się, że może utracić miłość matki bądź kogoś, kto ją zastępuje, to nie może doświadczać tych najbardziej naturalnych reakcji emocjonalnych „dla samego siebie”, w samotności, lecz musi je wyprzeć. Pozostają one jednak zachowane jako informacje nagromadzone w ciele. "
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-22, 01:22:16
"W ciągu kilkudziesięciu lat pracy terapeutycznej wciąż miałam do czynienia z dziecięcym losem, bardzo typowym dla osób wybierających zawód, który polega na pomaganiu innym.
1.   Matce brak było poczucia emocjonalnego bezpieczeństwa i jej uczuciowa równowaga zależała od określonego zachowania i sposobu bycia dziecka. Niepewność często ukrywała przed dzieckiem i resztą otoczenia za twardą, autorytarną, wręcz totalitarną fasadą.
2.   Dziecko natomiast wykazywało zdumiewającą zdolność do intuicyjnego, a więc również nieświadomego wyczuwania matki lub obojga rodziców i odpowiadania na nie, tzn. przyjmowania nieświadomie przeznaczonej mu funkcji.
3.   W ten sposób dziecko zapewniało sobie „miłość” rodziców. Czuło, że jest potrzebne, i to nadawało jego życiu sens. Nieustannie rozbudowując i doskonaląc umiejętność przystosowywania się, takie dzieci stają się w końcu nie tylko matkami (zaufanymi, pocieszycielami, doradcami i oparciem) swoich matek, ale przejmują również odpowiedzialność za rodzeństwo i wykształcają w sobie szczególną wrażliwość, dzięki której rozpoznają potrzeby innych ludzi. Nie należy się więc dziwić, że później często obierają zawód psychoterapeuty. Czy ktoś kto nie miał takiego dzieciństwa, byłby gotów przez cały dzień odgadywać, co rozgrywa się w nieświadomości drugiego człowieka? W rozwijaniu i doskonaleniu tej zróżnicowanej wrażliwości, która kiedyś pomogła przeżyć dziecku, i która skłania dorosłego do przyjmowania roli osoby pomagającej, odnajdujemy również źródło zaburzenia. Zaburzenie powoduje, że osoba pomagająca próbuje zaspokajać swoje niespełnione dziecięce potrzeby poprzez osoby zastępcze."
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-22, 01:36:24
"Wyparcie doświadczonych w przeszłości krzywd skłania np. wielu ludzi do niszczenia zarówno życia innych, jak i własnego, do podpalania domów obcokrajowców i innowierców, do mściwych działań pod szyldem „patriotyzmu”, aby ukryć rozpacz udręczonego dziecka. Inni zadają tortury, których sami byli ofiarami, jak np. w sektach biczowników i wszelkich innych kultach cierpienia, gdzie praktyki sadomasochistyczne uznawane są za drogę przynoszącą wyzwolenie. Są kobiety, które przekłuwają sobie brodawki piersiowe, wieszają na nich kolczyki, pozwalają się fotografować prasie i opowiadają z dumą, że nie odczuwają najmniejszego bólu, że sprawia im to nawet przyjemność. Nie można powątpiewać w szczerość tych wypowiedzi, gdyż kobiety te musiały bardzo wcześnie nauczyć się nie odczuwać bólu. Dziś gotowe są na wszystko, byle tylko nie czuć cierpienia małej dziewczynki, wykorzystywanej seksualnie przez ojca, która musiała przekonać samą siebie, że sprawia jej to przyjemność. Kobieta wykorzystywana seksualnie jako dziecko, która wyparła swoją dziecięcą rzeczywistość i nauczyła się nie odczuwać bólu, nieustannie ucieka przed tym, co się kiedyś wydarzyło – przy pomocy mężczyzn, sukcesów, alkoholu, narkotyków itp. Stale potrzebuje „silnych wrażeń”, aby nie dopuścić do pojawienia się „nudy”, aby nie pozwolić sobie nawet na sekundę spokoju, w której mogłaby poczuć palącą samotność swej dziecięcej rzeczywistości, gdyż obawia się tego uczucia bardziej niż śmierci. Chyba że miała szczęście i okazję nauczenia się, że świadome przeżycie dziecięcych uczuć nie zabija, lecz wyzwala. "
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-22, 08:54:14
"Jeśli rodzice są zbyt pochłonięci własnym piciem lub partnerem alkoholikiem, aby poświęcać uwagę dzieciom, to jest wielce
prawdopodobne, że w późniejszym życiu nie będą one potrafiły uznać siebie za wartościowych. Wdowa, która twierdziła, że po stracie partnera jest niczym, zademonstrowała przerażającą utratę poczucia własnej wartości, charakterystyczną dla współuzależnionych.
Gdy jesteście współuzależnieni, zadowalacie ludzi, ponieważ uważacie, że nikt nie będzie chciał być z wami, jeśli przestaniecie służyć innym. Wciąż czujecie, że musicie zapracować na miłość i zaniedbujecie własne potrzeby, bowiem uważacie siebie za zbyt mało wartych, aby zasługiwać na spełnienie osobistych potrzeb."
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-22, 08:57:17
"Podstawowe oznaki współuzależnienia
• Nadmierne poczucie dumy z powodu samokontroli.
• Budowanie poczucia własnej wartości na tym, czy inni chcą pozostawać w relacjach z wami.
• Poczucie odpowiedzialności za spełnienie potrzeb innych osób, nawet kosztem rezygnacji z własnych pragnień.
• Nadmierne wykorzystywanie zaprzeczania, szczególnie wobec własnych potrzeb i uczuć.
• Poświęcenie własnej tożsamości na rzecz ochrony sekretów.
• Zmienianie siebie, żeby zadowolić innych.
• Słabe poczucie własnej wartości.
• Napędzanie przez zachowania kompulsywne.
• Nadużywanie środków odurzających.
• Próby kontrolowania innych za pomocą miłości lub gniewu.
• Poświęcenie swojego prawdziwego „ja”, aby utrzymać nienaruszoną fasadę fałszywego „ja”.
• Choroby powiązane ze stresem"
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Freefalling w 2012-07-22, 09:04:16
"Do perfekcji rozwinęły niedopuszczania do siebie uczuć; dziecko może ich doświadczać jedynie wówczas, kiedy w jego otoczeniu jest osoba, która akceptuje je wraz z jego uczuciami, rozumie je i chce mu towarzyszyć. Jeżeli takiej osoby nie ma, jeżeli dziecko boi się, że może utracić miłość matki bądź kogoś, kto ją zastępuje, to nie może doświadczać tych najbardziej naturalnych reakcji emocjonalnych „dla samego siebie”, w samotności, lecz musi je wyprzeć. Pozostają one jednak zachowane jako informacje nagromadzone w ciele. "

Takie informacje nagromadzone w ciele właśnie na bieżąco odczytuję-negatywne uzdrawiam,pozytywne pielęgnuję...Zauważyłam,że właściwie to tylko ciało zostało mi do porozumienia ze sobą samą,tak skutecznie odcięłam się od siebie...Totalnie się zakłamałam i schowałam w sobie...
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-22, 09:08:59
"Aby uleczyć ciało emocjonalne, zrobimy to samo. Musimy otworzyć rany, wyczyścić je, zastosować lekarstwo i opatrzyć je, by pozostały czyste, aż się wygoją. W jaki sposób można otworzyć rany? Posłużymy się prawdą jak skalpelem. Dwa tysiące lat temu jeden z największych Mistrzów rzekł: „I poznasz prawdę, a prawda cię uwolni".
Prawda jest jak skalpel, ponieważ otwieranie ran i oczyszczanie ich ze wszystkich kłamstw boli. Rany w naszym ciele emocjonalnym pokrywa system negacji, system kłamstw, który stworzyliśmy, aby ochronić swoje skaleczenia. Przyjrzenie się tym ranom oczyma prawdy powinno w końcu je uzdrowić.
Ćwiczenie się w prawdzie zacznijmy od siebie. Jeśli jesteś prawdomówny i szczery sam ze sobą, zobaczysz rzeczy takimi, jakie są, a nie takimi, jakie chciałbyś je widzieć. Użyjmy przykładu gwałtu, przeżycia niezwykle ciężkiego dla emocji.
Powiedzmy, że ktoś cię zgwałcił dziesięć lat temu, i zdarzyło się to naprawdę. Teraz to już nie jest prawda. To był sen i w tym śnie ktoś wykorzystał cię z użyciem siły. Nie prosiłaś o to. To nie było nic osobistego, ani w jakikolwiek sposób „zawinionego". Z niewiadomego powodu dotknęło to ciebie, chociaż mogło się przydarzyć komukolwiek innemu. Ale czy z tego powodu musisz się skazywać na cierpienie do końca życia? Do tego cię gwałciciel nie zmuszał. Jesteś ofiarą, więc czemu się oskarżasz i uznajesz, że je-steś winna? Przez ile lat będziesz się karać, odrzucając coś, co jest jednym z najpiękniejszych w świecie przeżyć? Czasami gwałt niszczy seksualność do końca życia. Czy to sprawiedliwe? To nie ty jesteś gwałcicielem, więc czemu cierpisz do końca życia z powodu czegoś, czego nie zrobiłaś? Nie jesteś temu winna, ale Sędzia w naszym umyśle przez wiele lat każe ci cierpieć i żyć w poczuciu wstydu.
Taka niesprawiedliwość oczywiście powoduje wielka, emocjonalną ranę i mnóstwo emocjonalnej trucizny, którą usunie z ciebie dopiero wieloletnia terapia. Prawda jest taka, że owszem, zostałaś zgwałcona, ale nie jest prawdą, że musisz nadal przeżywać to doświadczenie. To już jest twój wybór.
Oto pierwszy krok w posługiwaniu się prawdą jako skalpelem: odkrywasz, że niesprawiedliwość, która wypaliła w tobie ranę, już się skończyła, w tym momencie nie jest prawdziwa, odkrywasz, że może to, co jak sądzisz, przysporzyło ci tylu cierpień, w ogóle nigdy nie było prawdą. A nawet jeśli było kiedyś, to nie jest nią teraz. Posługując się narzędziem prawdy, otwierasz ranę i widzisz swoją krzywdę z innej perspektywy.
Prawda jest w tym świecie względna. Przez cały czas się zmienia, ponieważ żyjemy w świecie iluzji. Co jest prawdziwe teraz, po chwili już prawdziwe nie jest. Potem znowu może stać się prawdą. Prawda w piekle także może się stać kolejną koncepcją, abstrakcją, kolejnym kłamstwem do wykorzystania przeciwko tobie. Nasz własny system negacji jest tak potężny i wszechwładny, że potrafi wszystko skomplikować.
Istnieją prawdy osłaniające kłamstwo i kłamstwa osłaniające prawdę. To jak obieranie cebuli. Odkrywasz tę prawdę warstwa po warstwie, aż w końcu otwierasz oczy i widzisz, że wszyscy dookoła, łącznie z tobą, przez cały czas kłamią.
Niemal wszystko w tym świecie iluzji jest kłamstwem. Dlatego proszę moich uczniów, by przestrzegali trzech zasad, jeśli chcą dociec prawdy. Pierwsza zasada: Nie wierz mi. Masz sam myśleć i dokonywać wyborów. Wierz, w co chcesz wierzyć,

Nie wierz, że nie jesteś wart miłości i szczęścia. Nie wierz, że nie jesteś piękny.
Nie wierz niczemu, co powoduje twoje cierpienie
.

zgodnie z tym, co mówię, ale tylko wtedy, kiedy ma to dla ciebie sens, jeśli czyni cię szczęśliwym. Jeśli prowadzi to do przebudzenia, dokonaj wyboru, by wierzyć.
Odpowiadam za to, co mówię, ale nie odpowiadam za to, co ty z tego rozumiesz. Każde z nas żyje w całkowicie odrębnym śnie. To, co mówię, jeśli jest nawet absolutnie prawdziwe dla mnie, niekoniecznie musi być prawdziwe dla ciebie. A więc pierwsza zasada jest bardzo prosta: Nie wierz mi.
Druga zasada jest nieco bardziej skomplikowana: Nie wierz sobie. Nie wierz w te wszystkie kłamstwa, które sobie opowiadasz, w te wszystkie kłamstwa, których nie wybrałeś, ale które zostały tak wymyślone, by im wierzono. Nie wierz sobie, kiedy mówisz, że nie je¬steś wystarczająco dobry, wystarczająco silny, wystarczająco inteligentny. Nie wierz swoim własnym niemożnością i ograniczeniom. Nie wierz, że nie jesteś wart miłości i szczęścia. Nie wierz, że nie jesteś piękny. Nie wierz niczemu, co powoduje twoje cierpienie. Nie wierz w swój własny dramat. Nie wierz swemu własnemu Sędziemu i Oskarżonemu. Nie wierz wewnętrznemu głosowi, który wyśmiewa cię za głupotę i który kusi cię, żebyś się zabił. Nie wierz w to wszystko, ponieważ to nieprawda. Nastaw uszu, otwórz serce i słuchaj. Kiedy słyszysz swoje serce wiodące cię ku szczęściu, wtedy dokonaj wyboru i pójdź za nim. Ale wierz sobie nie tylko dlatego, że ty to mówisz, bo aż osiemdziesiąt procent tego, w co wierzysz, jest kłamstwem - nie jest prawdą. A więc druga zasada jest trudna: Nie wierz sobie.
Zasada numer trzy mówi: Nie wierz nikomu innemu. Nie wierz innym ludziom, ponieważ tak czy inaczej kłamią przez cały czas. Jeśli już nie masz emocjonalnych ran, nie musisz wierzyć innym ludziom tylko po to, by cię akceptowali. Sam widzisz wszystko o wiele jaśniej. Widzisz, czy coś jest czarne czy białe, jest czy nie jest. Co jest słuszne teraz, za mo¬ment może nie być. Wszystko zmienia się bardzo szybko, ale jeśli masz świadomość, dostrzeżesz zmiany. Nie wierz innym, ponieważ użyją twej własnej głupoty, aby manipulować twoim umysłem. Nie wierz nikomu, kto mówi, że zstąpił z Plejad, aby ratować świat. Ma pecha! Nie potrzebujemy nikogo, aby zbawiał nasz świat. Świat nie potrzebuje kosmitów, którzy mieliby przyjść i zbawić nas. Świat jest żywy. Jest żywą istotą i jest mądrzejszy od nas wszystkich. Jeśli uwierzymy, że świat potrzebuje ocalenia, bardzo szybko przyjdzie ktoś i powie: „Zaraz nadleci kometa. Zabijcie się, a wskoczycie na kome¬tę i polecicie do nieba". Nie wierz w takie bajki. Sam tworzysz swój sen o raju, nikt go nie stworzy dla ciebie. Nic prócz zdrowego rozsądku nie doprowadzi cię do twego szczęścia, twojej własnej kreacji. Zasada numer trzy jest bardzo trudna, ponieważ istnieje w nas potrzeba wierzenia innym ludziom. Nie wierz im.
Nie wierz mnie, nie wierz sobie, nie wierz nikomu innemu. Twoja niewiara w tym świecie iluzji rozwieje jak dym wszystko, co nieprawdziwe. Wszystko jest tym, czym jest. Nie musisz uzasadniać tego, co jest prawdziwe. Nie musisz tego objaśniać. To, co prawdziwe, nie wymaga potwierdzenia. Twoje kłamstwa wymagają wsparcia. Musisz zmyślić jakieś nowe kłamstwo, by uzasadnić poprzednie, a potem następne i następne, aby scalić i wzmocnić te wszystkie kłamstwa. Budujesz olbrzymią konstrukcję kłamstw, a kiedy prawda wychodzi na jaw, budowla rozpada się niczym domek z kart. Ale tak już po prostu jest. Nie musisz czuć się winny, że kłamiesz.
Większość kłamstw, w które wierzymy, po prostu się rozsypuje, kiedy przestajemy w nie wierzyć. Zmyślone, cokolwiek by to było, nie wytrzyma próby sceptycyzmu, ale prawda zawsze wygra.
Prawda jest prawdą, czy w nią wierzysz, czy nie. Twoje ciało składa się z atomów. Nie musisz w to wierzyć. Bez względu na to, czy wierzysz, czy nie wierzysz, to prawda. Wszechświat składa się z gwiazd. To prawda, wierzysz w nią czy nie. Przetrwa tylko to, co jest prawdziwe. Dotyczy to także twoich pomysłów na swój temat.
Wspomniałem, że jako dzieci nie mieliśmy okazji wybrać, w co mamy wierzyć, a w co nie wierzyć. Teraz jest inaczej. Jesteśmy dorośli. Teraz mamy możliwość dokonywania wyborów. Możemy wierzyć albo nie wierzyć. Nawet jeśli coś nie jest prawdą, skoro postanowiliśmy w to wierzyć, uwierzymy, tylko dlatego że chcemy wierzyć. Możemy wybrać, jak chcemy przeżyć nasze życie. Jeśli tylko jest się wobec siebie uczciwym, wie się, że zawsze jest wolność dokonywania nowych wyborów.
Jeśli tylko chcemy patrzeć oczyma prawdy, odkryjemy kłamstwa i będziemy mogli otworzyć nasze rany. Jednak nadal będzie w nich trucizna."
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-22, 13:13:25
http://zdrowie.onet.pl/porady-ekspertow/moj-koszmarny-malzenski-trojkat,1,5191226,artykul.html
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-22, 13:20:58
"Często zdarza się, że dorośli ludzie nie potrafią do końca być sobą w towarzystwie swojego brata czy siostry – czują się "zamrożeni" w przeszłości, kiedy byli dziećmi czy młodymi ludźmi mieszkającymi pod jednym dachem i rywalizującymi ze sobą. Nie zachowują się naturalnie, nawet nie mówią tak jak zwykle. Posługują się własnym językiem o specyficznej gramatyce i sobie tylko znanych odniesieniach.
Siłą rzeczy każda dłuższa rozmowa wykraczająca poza neutralne tematy (pogoda, polityka…) jest jak chodzenie po polu minowym. Jak pisze Safer, rodzeństwa starają się nigdy nie konfrontować i nie sprzeciwiać sobie nawzajem, zachowują się tak, jakby się siebie bały. W rzeczywistości to technika polegająca na unikaniu: omijając jakiekolwiek "trudne" tematy nie dopuszczamy do siebie myśli, jak fatalne relacje panują między nami w rzeczywistości.
Safer, która wraz z mężem mieszka w Nowym Jorku i od 35 lat jest psychoterapeutką, twierdzi, że zanim zaczęła pisać swoją książkę, nie zdawała sobie sprawy z rozmiarów problemu. – To niesamowite, ile osób ma problemy ze swoim rodzeństwem – mówi. – Wielu ludzi myśli, że skoro są już dorośli i nie mieszkają z bratem czy siostrą pod jednym dachem, to rodzeństwo nie ma już na nich wpływu. Prawda jest taka, że rodzeństwo ma na nas wpływ, dobry czy zły, do końca życia. Dziś zdajemy sobie już sprawę, że nasi rodzice nawet po swojej śmierci wpływają jakoś na nasze życie. Dlaczego inaczej miałoby być z rodzeństwem?
Pani Safer doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co było powodem jej fatalnych relacji z bratem. Ona była ulubionym, faworyzowanym dzieckiem; on – siedem lat starszy – miał nadwagę i trudny charakter i nigdy nie był "dumą i radością" rodziców. Ona podobnie jak ojciec wybrała karierę akademicką; on wyleciał z college’u. Ona jako dziecko akceptowała i uznawała za normalną swoją pozycję w domu; on coraz bardziej zamykał się w sobie. "

Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-22, 13:28:21
"Modele interakcji rodzinnych w zakresie agresji rodzeństwa
Poziom agresji rodzeństwa zwiększa się wraz ze wzrastającą liczebnością rodziny oraz ze zmniejszaniem się dostępności wychowawczej rodziców. W takiej sytuacji rodzeństwo musi same rozwiązywać własne konflikty (Bank i Kahn za: Kahn i Monks, 1997)).
Przegląd pięciu studiów indywidualnych przypadków rodzeństwa cechującego się wysokim poziomem nadużyć ujawnił, że rodzice charakteryzowali się jedną lub większą liczbą następujących cech:
1. byli rozwiedzeni lub żyli w separacji
2. ich relacje cechował poważny konflikt
3. jeden spośród małżonków/rodziców ujawniał psychopatologię lub przemoc wobec męża/żony
4. nie interesowali się dziećmi
Matki były często osobami społecznie odizolowanymi i brakowało im właściwego systemu wsparcia. Green zauważył także, iż we wszystkich pięciu przypadkach rodzeństwo agresywne, stosujące przemoc także było ofiarą nadużyć oraz było jedynym dzieckiem i dzieckiem urodzonym jako pierwsze, kiedy brat lub siostra będący jego ofiarą przyszedł na świat. Ich matki były dla ich niedostępne emocjonalnie, wtedy gdy skupiały się na tym, jakimi dysponowały środkami wychowawczymi wobec młodszych dzieci (Green za: Kahn i Monks, 1997). Felson i Russo (za: Kahn i Monks, 1997) zbadali, czy rodzice mogą wywierać wpływ na agresję między rodzeństwem przez stosowanie kar. Przyjęli hipotezę, że kiedy dochodzi do zatargów między rodzeństwem, chłopcy, którzy walczą z siostrami będą częściej karani przez rodziców, gdyż są dziećmi dużo starszymi od swojego rodzeństwa. Wyniki potwierdzają te hipotezy. Pokazują także, iż kiedy dziecko jest 4 lata starsze od rodzeństwa, to jest karane za przejawianie agresji w momencie gdy młodsze rodzeństwo nie jest. Agresja okazuje się także częstszym zjawiskiem wtedy, kiedy brat lub starsze rodzeństwo było karane. W badaniach Loeber i Tengs (za: Kahn i Monks, 1997) matki agresywnych dzieci były mniej zgodne.
Z kolei w badaniach 174 agresywnych chłopców i ich rodzin, McCord i in. (za: Kahn i Monks, 1997) stwierdzili następujące fakty :
1. rodzice chłopców odrzucali ich, karali ich lub grozili im;
2. kontrola rodzicielska chłopców była nieskuteczna (matki ujawniały albo nadmierną kontrolę albo niedobór kontroli, lub cechowały się niskim poziomem dążenia do samokontroli;
3. miał miejsce brak właściwej opieki;
4. model rodzicielskich oddziaływań nosił cechy niezgodnego z normami społecznymi;
5. związek rodziców pociągał za sobą wysoki poziom konfliktowości, brak wzajemnej oceny, chłód emocjonalny, niezadowolenie z pełnionych ról rodzicielskich w życiu.
W badaniach na mało licznej grupie 10 rodzeństwa cechującego się nadużyciami, Rosenthal i Doherty (za: Kahn i Monks, 1997) zaobserwowali trzy sytuacje:
1. rodzice trwale dopuszczali się nadużyć wobec dziecka;
2. zachowanie rodziców świadczące o ich braku świadomości społecznej przyzwalało na to, by nadużycia, których sprawcami było rodzeństwo, trwały nadal;
3. rodzice rozpoznawali w dziecku będącym ofiarą nadużyć kogoś będącego sprawcą przemocy w życiu rodziców dziecka.
Reasumując można uznać, że agresja rodzeństwa jest problemem, który może ulegać zaognieniu pod wpływem niekorzystnych, awersywnych, patologicznych czynników całego mikrosystemu rodzinnego (przemoc domowa, przemoc w rodzinie, rozpad rodziny). Ogromnego więc znaczenia nabiera jakość samego środowiska rodzinnego, w którym wychowuje się dziecko wraz z rodzeństwem. Wysoka jakość rodziny może stanowić przysłowiowy parasol ochronny dla dziecka i jego rodzeństwa w obliczu kryzysu, stresu, konfliktu, czy też negatywnego wpływu innych środowisk."
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-22, 13:48:48
"Jedynactwo

1. Zalety bycia jedynakiem
Bycie jedynakiem ma wiele zalet.
 potrzeby jedynaka i zainteresowania są łatwiej rozpoznawane i zaspokajane;
 rodzice mają dla niego więcej czasu, bowiem nie muszą go dzielić między kilkorgiem dzieci;
 jedynak ma duże szanse stać się przywódcą w grupie rówieśników i zostać uznawanym za autorytet;
 nie przeżywa negatywnych emocji związanych z rywalizacją czy porównywaniem;
 może rozwinąć swoje zdolności, bo porównywanie z rodzeństwem nie wpędza go w kompleksy;
 obca jest mu równie zazdrość o brata czy siostrę, czy te poczucie odrzucenia i krzywdy;
 życie codzienne toczy się w harmonijnej i spokojnej atmosferze wolnej od starć i napięć, jakie w większych rodzinach są rezultatem rywalizacji między rodzeństwem;
 rzadziej zdarzają się mu nieprzyjemne wypadki (np. oparzenia, urazy), bowiem rodzice mogą bardziej go kontrolować;
 na ogół jest dojrzalszy ni jego rówieśnicy, bowiem większość czasu spędza z dorosłymi, a otoczony przez dorosłych i stanowiący centrum uwagi, szybko przyswaja większy zasób słów i wzorców zachowań;
 szybsze przyswajanie dorosłych zachowań społecznych oraz większa pewność przy braniu na siebie odpowiedzialności i przewodnictwa, co często zapewnia udany start i powodzenie w karierze zawodowej;
 ma rozwiniętą bogato wyobraźnię, ponieważ musiał wymyślać sobie jednoosobowe zabawy;
 dzięki bliskim stosunkom z rodzicami, bardziej dostosowuje się do ich oczekiwań, co w efekcie powoduje mniej konfliktów;
 ma wszystko, co najlepsze, bowiem otrzymując cokolwiek od rodziców nie musi się tym dzielić z innymi;
 jest pilny i ambitny, zwłaszcza chłopcy często wiele osiągają; zdarza się, że może być bardzo niezadowolony, jeśli nie osiągnie sukcesów; jednak na ogół wiele rzeczy jemu się udaje;
 oczekuje dużo od życia – mając lepsze warunki materialne, psychologiczne; nie oznacza jednak, że jest zepsuty czy zachłanny, a wręcz przeciwnie - często jest bardzo oszczędny i rozsądny. Sytuacja, w której jedynak zawsze dostawał wszystko w całości, w późniejszym życiu może mieć duży wpływ na jego zdolność do dzielenia się z innymi ludźmi.

2. Wady bycia jedynakiem
Jedynactwo ma też wady. Należą do nich:
 wygórowane wymagania - którym dziecko za wszelką cenę usiłuje sprostać, a nie zawsze mu się to udaje. Taka presja może wywołać u niego silny stres oraz zaburzyć jego poczucie wartości. Możliwe, że dziecko przyjmie za własne marzenia innych, np. rodziców, dźwigając ciężkie brzemię odpowiedzialności, oczekiwań, poczucia winy, bowiem wie, że jest dla rodziców wszystkim. Presja oczekiwań, którym sam jedynak stara się sprostać, wykształca u niego silne poczucie obowiązku, które niezmiennie łatwo przeradza się w poczucie winy, które jest nieodłączną częścią charakteru jedynaka. W samych oczekiwaniach nie ma jeszcze nic złego. Dopiero zbyt szeroka skala i wysoki pułap wymagań stawianych jedynakowi jest dla niego wyrokiem na całe życie. Taka postawa może się utrwalić i często może spotkać dorosłych jedynaków, którzy wciąż czują się odpowiedzialnymi za cały świat;
 trudność w nawiązywaniu kontaktów z ludźmi – jedynak bowiem nie bardzo wie, na czym polega dzielenie się, skoro „wszystkie zabawki były zawsze jego”;
 egocentryzm – jedynak potrafi dużo i bez opamiętania mówić o sobie i swoich sprawach niezależnie od tego, czy słuchacz jest tym zainteresowany czy też nie. W końcu w domu zawsze dużo i chętnie jego słuchano;
 samotność – z rodzeństwem można się pokłócić, ale i można się również pobawić czy nauczyć się rozwiązywać konflikty. W ten sposób dziecko naturalnie nabywa umiejętności społeczne. Niektórzy z jedynaków stają się w życiu dorosłym wyjątkowymi samotnikami czy ekscentrykami, jednak większość z nich uczy się dobrego współżycia z innymi ludźmi i jest dobrze przystosowana społecznie. Dla wielu z nich dzieciństwo było naprawdę szczęśliwe, gdyż „zawsze sam” nie musiało wcale oznaczać „zawsze samotny”;
 dzieci, które nie mają rodzeństwa, mają jednocześnie najlepszą i najgorszą sytuację: stale są nastawionymi na osiągnięcia najstarszymi i rozpieszczanymi najmłodszymi. W efekcie mogą przejawiać wiele cech najstarszego dziecka, ale i również pod wieloma względami mogą pozostawać dziećmi;
 omija go cenne doświadczenie wejścia do rodziny brata czy siostry. Ciąża mamy jest wydarzeniem tak istotnym, iż jedynak traci coś ogromnie ważnego. Przez przybycie nowego członka rodziny dziecko otrzymuje cenne zapewnienie o więzi istniejącej między rodzicami;
 u dorosłego jedynaka, może pojawić się problem opieki nad rodzicami. Musi wziąć na swoje barki cały ten ciężar. Jedynak ma trudności z rozstaniem się z domem rodzinnym. Nie potrafi bez poczucia winy opuścić rodziców, zwłaszcza jeśli pozostało tylko jedno z nich. Może czuć się szczególnie obciążony w późniejszym życiu, kiedy starsi rodzice będą potrzebowali opieki. Zdarza się, zwłaszcza w wypadku jedynaków mężczyzn, że ignorują oni ten problem lub też pomagają rodzicom tylko sporadycznie;
 rodzice mogą stosować wobec dziecka surową dyscyplinę, starając się, aby ono było dobrze wychowane. Mają tylko jedną szansę na wywiązanie się z umiejętności rodzicielskich, więc oczekują od dziecka, że będzie „idealne”. W rezultacie jedynak często wcześniej dojrzewa i traci okazję do „bycia dzieckiem”, popełniając wiele błędów czy głupstw;
 zazwyczaj z trudem przyjmują krytykę i unikają robienia czegoś po raz drugi, jeśli usłyszały słowo krytyki już przy pierwszej próbie. Wydaje im się, że rodzice robią wszystko perfekcyjnie, a rzadko widzą, jak inne dzieci wielokrotnie próbują nowych rzeczy, zanim wykonają je właściwie - brak właściwego obrazu siebie, swych możliwości i ograniczeń przy jednoczesnej przesadnej obawie przed krytyką i oceną z zewnątrz;
 rodzice jedynaka mogą nie akceptować u dziecka potrzeby zabawy i robienia bałaganu. Często nie odstępują swej pociechy ani na chwilę, zbierając za nią zabawki i mówią o zadaniach, jakie muszą jeszcze wykonać. Jak zauważa J. Śledzianowski może to doprowadzić do trudności w dorosłym życiu w oddzieleniu pracy od zabawy. Zdarza się, że nie potrafią naprawdę cieszyć się zabawą ani w pełni realizować się w pracy zawodowej;
 jedynak pragnie sam decydować o kontaktach, ich częstotliwości i charakterze oraz pilnować, by nie stać się ofiarą. W dzieciństwie doświadczał bliskich kontaktów tylko z osobami, od których był w pełni zależny. W dorosłym życiu nie jest pewny, czy odpowiadałby mu związek, w którym byłby stroną niezależną, czy też pozwalający im udowadniać” swą niezależność. Najczęściej nie uświadamiają sobie, że najlepsze układy partnerskie to te, w których zależność jest zmienna, i gdzie stosownie do sytuacji strony zamieniają się rolami."
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-07-22, 18:08:19
Dużo tego :)))

Będzie co czytać.
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-22, 19:14:31
"Czym różni się zazdrość od zawiści?

Potocznie często myli się te dwa uczucia. Ludzie rzadko je rozróżniają, traktują jak synonim. Różnica polega na tym, że zazdrość jest oparta na uczuciach miłosnych. Temu, kto zazdrości, chodzi o ukochaną osobę, jakąś wartość, ideę i pojawia się niepokój, że to miłosne pragnienie może zostać pokrzyżowane przez rywalkę lub rywala. Łatwo zauważyć, że przy zazdrości mamy układ trójkątny. Pierwotny trójkąt między matka ojcem i dzieckiem jest matrycą dla przezywania zazdrości w dorosłym życiu. Silne namiętności miłosne, seksualne i rywalizacyjne tworzą podstawową tematykę zazdrości.
Zawiść to uczucie, które pojawia się przy relacji, w której są tylko dwie osoby: ta, która odczuwa zawiść i ukochany obiekt. Zawiść wybucha wtedy, kiedy odczuwamy wobec kogoś zależność. Pierwotnie chodzi w tej sytuacji o matkę, to punkt wyjściowy zawiści. Dziecko próbuje zdobyć dobro, które ma matka - chodzi zarówno o pokarm fizyczny jak i psychiczny. Zawiść popycha je do tego, aby posiadać wszystkie te dobra i uwolnić się od poczucia braku. Nie mogąc mieć tego, co matka - budzi się destrukcyjny impuls zniszczenia tego, co dobre. Przybiera to postać gryzienia ręki, która karmi. Zawiść niszczy uczucia miłości i wdzięczności. Mówiąc inaczej - zazdrość obawia się utraty tego, co posiada a zawiść jest urażona zobaczywszy innego, który posiada coś, czego chciałaby dla siebie.
Szekspirowski Otello w swojej zazdrości niszczy obiekt, który kocha – Desdemonę. Dadam, że w tych stanach psychicznych istotną rolę odgrywa też zachłanność i chciwość – nienasycone pragnienia opróżnienia drugiej osoby z pożądanych dóbr. Otello jest przykładem tego jak zazdrość i zawiść są sprzężone ze sobą. Chciwość napędzana lękiem roznieca zawiść. Biblijna przypowieść i braciach Kainie i Ablu jest przykładem działania zawiści. Ofiara złożona Bogu przez Kaina została odrzucona, gdy to, co dał Bogu brat Abel zostało przyjęte – i to, w odczuciu Kaina było nie do zniesienia. Zabił brata z zawiści o dobra Abla, które okazały się atrakcyjne dla Boga.

W jaki sposób radzimy sobie z zawiścią?

Jest kilka sposobów. Pierwszy to zaprzeczenie, udawanie, że ten problem nas nie dotyczy. Drugi sposób to projekcja - widzimy innych jako zawistnych. To nie ja odczuwam zawiść, tylko oni. Trzecia strategia polega na tym, że robimy nieświadomie różne rzeczy po to, żeby wzbudzić zawiść innych. Na przykład opowiadamy o sobie same super rzeczy, chwalimy się, prowokujemy - żeby ktoś, kto nas słucha, poczuł ukłucie zawiści. Kolejnym manewrem jest utrzymywanie poczucia, że posiada się wszystko i niczego się nie potrzebuje. Ta narcystyczna obrona opiera się na nieświadomej identyfikacji z idealną matką zasobną we wszelki pokarm.
Wtedy czujemy się lepiej?
Tak, z tego płynie ulga - to inni są zawistni. Ja jestem w tej sprawie czysty.
Na długo pomaga takie zwalanie winy na innych?
Na sucho to nam nie ujdzie. Odczujemy ulgę, że to ktoś inny jest wredny i zawistny, a nie ja. Ale zaraz pojawia się lęk przed odwetem, zawistnym odwetem, z powodu którego możemy ucierpieć, bo nieświadomie czujemy, że nasza zawiść jest agresywna i niszcząca.

Strategia krótkotrwała?

To miecz obosieczny, zaraz się obraca przeciw człowiekowi. Taka obrona na krótką metę. Ma przynieść odreagowanie ale za chwilę znów pojawiają się problemy.
Czy zazdrość też ma tylko negatywne skutki? Jeśli zazdrościmy komuś dobrych relacji w małżeństwie i robimy coś, żeby poprawić naszą sytuację, to chyba dobrze?
To zależy od tego, jaką drogę wybierzemy. Przypomnijmy, że w zazdrości chodzi o miłość, osobę lub ukochaną wartość, której ktoś zagraża. W takiej sytuacji jedni starają się poprawić swoje relacje - np. małżeńskie, inni angażują się bardziej w atak na rywala. Mąż zazdrosny o żonę i jej kontakty z innym mężczyzną może bardzo intensywnie koncentrować się na zwalczaniu konkurenta. Przybiera to postać obsesji – w umyśle tego mężczyzny konkurent zajmuje centralne miejsce. Dowiaduje się, gdzie pracuje, gdzie mieszka i z kim, jak wygląda obmyśla sposoby odepchnięcia konkurenta. Żona przestaje być w tym wszystkim istotna. Jest tylko on i konkurent. Nieświadomie staje się on zauroczony człowiekiem, którego świadomie chce zniszczyć. Tworzy się pewien rodzaj homoseksualnej więzi, z której żona jest wykluczona. Tak więc w tym przykładzie zazdrość przekształca się w zawiść. .
Jeśli coś nam się w kimś podoba, zazdrościmy komuś - chcemy to mieć, identyfikujemy się z kimś cenionym czy jakimś pożądanym aspektem tej osoby. Staramy się rozwinąć tę pożądana cechę. Zazdrość powoduje, że zaczynamy pracować, żeby to osiągnąć. Jeśli nie jesteśmy zbyt zachłanni, możemy się starać krok po kroku dążyć do celu. I osiągnąć pozytywny rezultat.

Czyli w zazdrości zalecany jest umiar? Nie powinniśmy chcieć zbyt dużo?
Jeśli nasz sąsiad zarobił 100 tysięcy zł, a my mu zazdrościmy, powinniśmy się zastanowić, czy nie bylibyśmy zadowoleni z jakiejś części tej sumy, biorąc pod uwagę nasze zdolności i mozliwości. Zachłanność nie bierze pod uwagę realiów naszych możliwości. Jeśli sąsiad ma 100 tysięcy, a my chcemy mieć tyle samo, a najlepiej jeszcze więcej - to ta ambicja jest niszcząca, bo może być niemożliwa do zrealizowania. Wtedy pozostaje tylko jedno. Zniszczyć tego drugiego. Albo tak jak w przypadku, o którym rozmawialiśmy - podłożyć bombę pod jego samochód.


Zazdrość jest bardziej dojrzałym uczuciem od zawiści?
Jest bardziej dojrzała i oparta na zdrowszej części osobowości. W przykładzie z zazdrosnym a defacto zawistnym małżonku – zrobi on coś złego wobec konkurenta i związku z żoną nie naprawi. Nad kryzysami w związku udaje się lepiej zapanować wtedy, gdy zazdrość staje się impulsem do naprawy związku a nie do obsesyjnej, zawistnej walki z konkurentem – rzeczywistą bądź wyimaginowaną osobą lub jakimiś trudnymi okolicznościami życia.


Czy ten podział jest zawsze taki prosty? Zazdrość prowadzi tylko do rozwoju, a zawiść - sieje zniszczenie? Czy te uczucia występują zwykle w stanie czystym?
W życiu trudno o sytuacje zero-jedynkowe. Zazdrość i zawiść mieszają się ze sobą. Jedna i ta sama osoba może w pewnych sytuacjach odczuwać zawiść, w innych funkcjonować w oparciu o zazdrość. Zwykle człowiek ma oba te uczucia, dominuje jedno lub drugie w zależności od typu osobowości.



Czy zazdrość w rodzeństwie pojawia się zawsze?Tak, to bardzo silne uczucie. Pojawienie się brata lub siostry zwykle wywołuje silną zawiść u starszego dziecka. Ono czuje się tak, jakby ktoś zabrał mu matkę. Ale uczucia do rodzeństwa są ambiwalentne - jest też miłość i troska. Znam historię kobiety, która w dzieciństwie bombardowała swojego młodszego brata leżącego w łóżeczku ciężkimi klockami, ale z drugiej strony, gdy nabrudził, starała się po nim posprzątać, zanim zauważyła to mama.

Zazdrość odczuwają nawet dzieci, które bardzo pragnęły siostry lub brata. Dlaczego tak jest?
Istotne jest, jakie znaczenie starsze dziecko nadaje faktowi, że pojawiło się rodzeństwo. Może takie, że ono już nie wystarczało rodzicom? Może czuje się, jakby czymś ich zawiodło, rozczarowało? Dla dziecka ważne jest też, kto był inicjatorem pojawienia się na świecie konkurenta, czyli rodzeństwa. W zależności od tego, czy matka, czy ojciec, przypisuje temu różne znaczenia. Jeśli obydwoje rodzice, to może czuć się tak, jakby mama z tatą zawiązali pakt przeciwko niemu.


Jak rodzice mogą pomóc przeżyć zazdrość starszemu dziecku?
Gdy młodsze dziecko jest w drodze, wyobraźnia rodziców powinna podpowiedzieć im, że ta sytuacja może być bardzo trudna dla rodzeństwa. Już w czasie ciąży warto rozmawiać o tym, co ma się zdarzyć, uwrażliwiać dziecko, starać się o dobrą relację między dziećmi w przyszłości. To są oczywiste rzeczy, ale wielu rodzicom nie przychodzą do głowy. Myślą, że nic się nie dzieje. Tymczasem dziecko bardzo szybko zauważa zmianę, często jeszcze zanim mamie zaokrąglił się brzuch. Rozpoznaje np. że twarz mamy inaczej wygląda. A kiedy ciąża jest już widoczna, czuje się zdezorientowane i zaniepokojone milczeniem rodziców. Warto rozmawiać z dzieckiem, nazywać to, co ono samo dostrzega. Że pojawi się brat lub siostra. Istotne są zapewnienia o miłości pod warunkiem, że rodzice rzeczywiście troszczą się o dziecko i oczekiwanie na kolejne nie zmienia tego nastawienia. Rozmowa o nowym członku rodziny, który jeszcze się nie narodził pomaga dziecku adoptować się do nowej sytuacji. Utwierdza je w poczuciu, że przy mamie, przy rodzicach jest miejsce dla niego i dla rodzeństwa.

Nawet rodzice, którzy są przekonani o tym, że ze starszym dzieckiem trzeba rozmawiać na taki temat, czekają zwykle na widoczne oznaki ciąży. Czy to zbyt długo?
Czemu nie przygotować dziecka na tę zmianę wcześniej? Tym bardziej, że dziecko szybko rozpoznaje oznaki nowej sytuacji. Wiele zależy od świadomości i wrażliwości rodzica i od jego własnych doświadczeń. Zdarza się, że dorośli, którzy nieprzyjemnie zaskakują dziecko, ukrywają przed nim wiadomość o rodzeństwie, odgrywają swoje własną traumę z przeszłości. Nieświadomie pobudzana jest zawiść dziecka wobec rodzeństwa, taka jaką sam rodzic kiedyś przeżywał.
Utrata przez dziecko pozycji pierwszego i jedynego może być bardzo traumatyczna, szczególnie wtedy, gdy ma to miejsce w rok lub dwa lata po narodzeniu tego pierwszego. Taka uraza wobec rodziców i rodzeństwa może trwać przez całe życie. Pierwsze dziecko na różne sposoby może ignorować brata lub siostrę, mieć niechęć a nawet wrogość. W fantazji odtwarza sytuację z przed narodzin tego drugiego i zachowuje się oraz myśli tak, jakby rodzeństwa nie było. Pamiętanie o dniu urodzin rodzeństwa jest zacierana, a złożenie życzeń urodzinowych nie raz jest niemożliwe.

Skąd się bierze zazdrość i zawiść w związku? Dlaczego niektórzy starają się nadmiernie kontrolować swojego partnera, np. przeglądając jego korespondencję, sprawdzając telefon, nie zawsze mając ku temu powody?
Silna nieufność i podejrzliwość jest wyrazem niepewności o status miłosnej relacji. Nieufność także może niszczyć związek. Może być powtórzeniem kompleksu Edypa, układu, w którym dziecko miało poczucie, że nie ma szans wygrać z konkurentem tej samej płci lub było drastycznie karane za taką rywalizację. Dziecko boleśnie odczuwa wykluczenie z pary rodziców, co budzi zazdrość i zawiść. Włamywanie się do czyjegoś kalendarza czy telefonu jest chęcią posiadania drugiej osoby, kontrolowania jej od wewnątrz. Jest próbą usunięcia poczucia wykluczenia i frustracji.
Zazdrość może oczywiście wynikać z tego, że partner czy partnerka nie są godni zaufania. Balzak powiedział kiedyś, że kobieta budząca zazdrość nie jest jej warta. Pomijając narcystyczny aspekt wypowiedzi Balzaka, jego myśl odnosi się do uzasadnionej nieufności w związku. To samo zapewne moglibyśmy powiedzieć niektórych mężczyznach, którzy naruszają intymność własnego związku i prowokują partnerkę do zazdrości – nieświadomie usuwając z siebie własny lęk przed byciem zdradzonym.

 

Czy zazdrość i zawiść wobec partnera wiąże się z poczuciem niskiej wartości?
Biorąc pod uwagę sytuację prototypową, czyli niemowlęcia i matki, tak właśnie jest - to ona ma wszystko, wszelkie wartości, których pragnie dziecko. Jeśli będzie korzystać z jej dóbr mimo czasowych frustracji, będzie się karmić i wzrastać. Gdy jednak zależność wobec matki jest zbyt trudna – działa zawiść i utrata dóbr matki przekształca się w depresje. I wtedy właśnie poczucie wartości jest niszczone czy nie rozwijane.


Jesteśmy w stanie żyć bez zazdrości i zawiści?
Nie, bo są to stany umysłowe wyrastające z pnia życia psychicznego. Kluczowa jest wiedza o sobie, o swoich trudnych cechach, sposobie reagowania, o znaczeniach jakie nadajemy różnym własnym reakcjom i zachowaniom innych. Z tego płynie szansa na bardziej racjonalną, uwzględniającą rzeczywistość postawę."
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-22, 19:23:50
"Choroba sieroca
Zdarza się, że pojawia się w domach, w których znajduje się rodzina, ale występują nieprawidłowe relacje. Choroba sieroca opiera się na trzech fazach: protestu, rozpaczy i wyobcowania.
Jakie są objawy choroby?
•apatia
•trudności w nawiązywaniu kontaktu
•zwolnione tempo rozwoju fizycznego i umysłowego
•obniżenie lub wzmożenie napięcia mięśniowego
•obniżona odporność na infekcje
•niechęć do jedzenia
•zaburzenia żołądkowo-jelitowe
•wymioty
•płacz, krzyk
•zachowania stereotypowe (kiwanie się, bujanie się, kręcenie głową, itd.)
•lepkość uczuciowa
•przewlekłe stany apatyczno-depresyjne
Objawy są odwracalne o ile dziecko w szybkim czasie zostanie przeniesione do właściwego środowiska."
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-22, 19:31:49
C.D.
"Największe szkody wyrządza choroba sieroca, która wystąpiła przed 3 rokiem życia. U małych dzieci choroba ta ma też z kolei największe szanse na odwrócenie jej przebiegu. To czas naszego intensywnego rozwoju i szczególnej potrzeby opieki i poczucia bezpieczeństwa.
Środowisko nie zaczyna na nas oddziaływać dopiero tuż po urodzeniu. Od początku naszego pojawienia się dochodzą do nas informacje z organizmu matki. Już w drugim i trzecim trymestrze nasze ciało uczy się środowiska, w którym przebywa i odczuwa docierające z niego bodźce. Nasz mózg przede wszystkim rozwija się już po urodzeniu, szczególnie pod wpływem otoczenia. Obwody nerwowe, którym dostarczane są prawidłowe bodźce będą się rozwijać w sposób optymalny, a te które tych bodźców zostaną pozbawione rozwiną się słabiej, a czasem nawet wcale. Dzieci, które czują, że są niechciane, lekceważone i ignorowane mogą zakodować sobie poczucie odrzucenia do końca życia. Skutki takiej choroby według Marii Łopatkowej objawiają się niedojrzałością uczuciową i zahamowaniem rozwoju emocjonalnego.
Chorzy mają problemy z nawiązywaniem i podtrzymywaniem kontaktów uczuciowych, poczucie niższości, samotności, lęki i często odczuwają depresję.  Mają niską aktywność życiową i ubóstwo inicjatyw i wykazują niewielkie zainteresowanie światem i otoczeniem. Dopada je ciągła huśtawka nastrojów, a ich zachowanie bywa  nieprzewidywalne. Nie potrafią radzić sobie w nowych sytuacjach, mają ubogą wyobraźnię, słabą koncentrację i niski poziom myślenia abstrakcyjnego i logicznego. Zachowania stereotypowe jak bujanie się i kiwanie, kręcenie głową potrafią zakorzenić się do końca życia i osoby dorosłe często ukrywają te objawy przed środowiskiem. "

"Choroba sieroca jest spowodowana brakiem więzi z osobami bliskimi, jest chorobą braku miłości - kochania i bycia kochanym. Może dotyczyć nie tylko dzieci pozbawionych rodzin, ale też żyjących w naturalnych rodzinach, w których brak prawidłowych relacji dzieci z rodzicami. Najogólniej można stwierdzić, że choroba ta zaburza rozwój człowieka od poczęcia aż do końca życia.
W zależności od wieku dziecka obserwujemy różne jej objawy. U najmłodszych niemowląt rozpoczyna się apatią, trudnościami w nawiązywaniu kontaktu, zwolnionym tempem rozwoju fizycznego i umysłowego, obniżeniem lub wzmożeniem napięcia mięśniowego, często obniżoną odpornością na infekcje.
Pod koniec pierwszego roku życia obserwuje się niechęć do nawiązywania kontaktu, do jedzenia, płacz, krzyk, protesty.
U starszego dziecka objawy narastają, dołączają się zachowania stereotypowe - kiwanie się, bujanie, kręcenie głową, bezmyślne stukanie zabawkami, rzucanie przedmiotami. W zaawansowanej chorobie sierocej obserwujemy zaburzenia zachowania, charakterologiczne, przystosowania społecznego, bardzo często niską samoocenę, wysoki poziom lęku i brak poczucia bezpieczeństwa.Objawy choroby sierocej są odwracalne, zwłaszcza u dzieci małych, pod warunkiem, że dzieci znajdą się dość szybko w prawidłowym środowisku rodzinnym. Gdy sytuacja osierocenia trwa dłużej, rośnie prawdopodobieństwo utrwalenia się lękowego nastawienia wobec ludzi, do otoczenia, zwiększonej wrażliwości na stresy, zachowań negatywnych, agresji.Osierocone dzieci pozbawione opieki rodziny, kiedy osiągają pełnoletność, nie mają na ogół warunków do samodzielnej stabilizacji życiowej z powodu braku mieszkania i pracy."
"Istnieją trzy konkretne fazy choroby sierocej:
1. Faza protestu. Dziecko protestuje przeciwko rozłączeniu z rodzicem, płacząc i krzycząc. Starsze dzieci reagują agresją fizyczną, słowną lub obiema równocześnie. Agresja taka może być skierowana przeciwko sobie, przedmiotom lub innym osobom.
2. Faza rozpaczy. Dziecko nadal czuje ból, zagrożenie i strach. Wie już, że protest niczego nie da i nic nie może zrobić, więc zaczyna rozpaczać. Staje się apatyczne, wpada w depresję, chodzi ciągle smutne i często płacze. Odmawia posiłków, aż w końcu staje się obojętne.
3. Faza wyparcia. Dziecko pozornie jest pogodzone z własnym losem i sprawia wrażenie, że dostosowało się do nowej sytuacji. Są to jednak tylko pozory wynikające z alienacji i zobojętnienia. Jego aktywność życiowa, rozwój umysłowy i emocjonalny ulegają zahamowaniu. Pojawiają się pierwsze zachowania typowe dla alienacji, np. kiwanie się, bezmyślne stukanie przedmiotami, rytmiczne ruchy głową, itp. Każde dziecko generuje inny, indywidualny odruch.
Istnieje bardzo wiele konsekwencji choroby sierocej, które w wielu przypadkach mogą być nawet nieodwracalne.
Do najważniejszych skutków choroby sierocej można zaliczyć:
• Niedojrzałość uczuciową, zahamowanie rozwoju emocjonalnego.
• Problemy z nawiązywaniem i podtrzymywaniem kontaktów uczuciowych.
• Poczucie niższości, samotności, lęki i depresja.
• Niska aktywność życiowa i ubóstwo inicjatyw.
• Niskie zainteresowanie światem i otoczeniem.
• Huśtawka nastrojów, nieprzewidywalne zachowania.
• Nieumiejętność radzenia sobie w nowych sytuacjach (bezradność lub agresja).
• Brak zainteresowania opiekunami (pracownikami domu dziecka).
• Duże zainteresowanie obcymi ludźmi
W praktyce psychopedagogicznej można odnaleźć wiele taktyk wychowawczych pozwalających na normalne funkcjonowanie dziecka.
Najpierw jest tzw. oswajanie. Opiekun dziecka nie może narzucać się dziecku (pozorna bierność), a równocześnie musi okazywać mu życzliwość i zrozumienie. Zatem powinien być zawsze w pobliżu, towarzyszyć mu i akceptować je takim, jakie jest.
Drugim etapem pomocy jest tzw. porozumienie. Okazuje się, że po początkowym, spokojnym okresie, dziecko zaczyna zachowywać się agresywnie, jest niespokojne i zaczyna rozpamiętywać przeszłość (frustracja). Wtedy należy nawiązać z dzieckiem porozumienie.
Trzecim etapem pomocy jest tzw. wyciszenie. Na tym etapie dziecko dochodzi do równowagi psychicznej, zaczyna przywiązywać się do opiekunów, staje się wrażliwsze i reaguje tak, jak inne dzieci w tym samym wieku rozwojowym.
Wydaje się, że pewna odmiana choroby sierocej może dotknąć także człowieka dorosłego. Dochodzi do tego wtedy, gdy rozłąka lub niechciane rozstanie jest długie i wywołujące wiele objawów psychosomatycznych.Trzeba też pamiętać, że w większości przypadków potrzebna jest pomoc specjalistów, niezależnie od wieku osoby dotkniętej tą chorobą. "
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-22, 19:37:22
C.D.
Opis pacjentki
""czy osoba z choroba sieroca jest w stanie powstrzymac sie od kiwania?"
TAK, poniewaz wstydzi sie tego przed innymi ludzmi. Nie wyobrazam sobie jakbym sie czula, gdyby ktos ze znajomych / sasiadow "przylapal" mnie na bujaniu. ZAWSZE jednak do tego wracam, przy kazdej okazji. To jest jak nalog. Nie moge bez tego zyc. W ciagu 15 lat probowalam niezliczona ilosc razy to przezwyciezyc i nadal trzymam sie nadziei, chociaz i tak wiem, ze nie mam szans. To siedzi zbyt gleboko w psychice.

"czy bujanie sie z nudow ("bo akurat jest wolna chwila, wiec wykorzystam to") mozna powstrzymac mowiac sobie poprostu "NIE"??
Niestety to nie jest bujanie "z nudow". To jest ucieczka od rzeczywistosci i problemow oraz sposob na to zeby nie oszalec. W czasie bujania kreujesz swiat, w ktorym wszystko ci sie udaje, jestes odwazny, przebojowy, podziwiaja cie ludzie, osiagasz niezwykle rzeczy i przezywasz niesamowite przygody. Nie ma dla ciebie rzeczy niemozliwych. Zadna inna czynnosc (typu chodzenie do kina, taniec, lyzwy czy inne zwykle rozrywi) nie daja mi takiej przyjemnosci jak bujanie sie (oczywiscie tylko w trakcie bo potem mam wyrzuty sumienia ze bujalam sie kilka godzin zamiast zalatwic pilne sprawy"
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-22, 19:38:25
Okiem specjalisty
http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=96
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-22, 21:38:34
"Rodzina dysfunkcyjna:
Rodzina dysfunkcyjna to (dysfunkcja ma źródło w zachowaniach rodzica):
- rodzina z problemem alkoholowym,
- rodzina z problemem wykorzystywania seksualnego,
- rodzina z terrorem psychicznym (przemoc emocjonalna),
- rodzina z przemocą fizyczną,
- rodzina z przewlekłą chorobą, przy czym chory obarcza winą za swój stan domowników, staje się postacią centralną w rodzinie, terroryzuje ją, wymusza pewne zachowania.
W rodzinie dysfunkcyjnej brak jest:
1. Akceptacji siebie – członkowie takiej rodziny maja zazwyczaj niskie poczucie własnej wartości, poczucie winy, nie akceptując siebie trudno im wytrzymywać dobre relacje z innymi ludźmi.
2. Wzajemności – nie wszyscy członkowie rodziny wywiązują się ze swych obowiązków, umowy nie są dotrzymywane.
3. Otwartej komunikacji – istnieją tematy, które należy pomijać lub trzymać w sekrecie. Członkowie rodziny boją się odsłonić swoje słabe strony.
4. Występuje zamkniecie i izolacja od świata zewnętrznego – w rodzinie tej najistotniejszy jest jakiś problem, który należy koniecznie ukryć przed otoczeniem. Brak tu otwartej komunikacji miedzy rodziną a szerszym środowiskiem.

W rodzinie dysfunkcyjnej zaburzony jest kontakt miedzy rodzicami a dziećmi. Rodzice przejawiają nieprawidłowe postawy rodzicielskie.
Są to postawy:
1. unikająca – zauważa się obojętność uczuciową rodziców, przebywanie z dzieckiem nie sprawia im przyjemności, bywa odczuwane przez nich jako trudne. Kontakt z dzieckiem jest luźny, pozornie dobry i maskowany np. nadmierną swobodą.
2. odtrącająca – dziecko odbierane jest jako ciężar ograniczający swobodę rodziców. Rodzice maja do niego dystans. Stosują surowe kary, nieproporcjonalne do stopnia przewinienia dziecka. Okazują mu wciąż swoje niezadowolenie, krytykują, dokuczają.
3. zbyt wymagająca – rodzice posiadają wysokie aspiracje w stosunku do dziecka, chcą je ukształtować według idealnego wzorca, nie licząc się z jego możliwościami i zdolnościami.
4. nadmiernie chroniąca – rodzice mają tendencję do utrzymywania z dzieckiem kontaktu stałego i bliskiego. Rodzice z jednej strony na wszystko dziecku pozwalają, z drugiej zaś są w ciągłym leku o jego zdrowie i bezpieczeństwo.
Ponadto niekorzystny wpływ mają MATKI:
· Matki agresywne (kierują agresje na dzieci)
· Matki nadmiernie skrupulatne i lękowe
· Matki perfekcjonistki (sprawdzają i kontrolują każdy krok dziecka)
· Matki dla których dziecko jest środkiem wyrównującym niespełnione marzenia, zawiedzione nadzieje życiowe. Są w stanie odrzucić dziecko emocjonalnie w sytuacji kiedy ono nie spełnia pokładanych w nim nadziei.

Niekorzystny wpływ na rozwój osobowości dziecka mają OJCOWIE:
· Ojcowie „nieobecni” – którzy nie interesują się sprawami dziecka
· Ojcowie rygorystyczni i surowi –nadmiernie egzekwują wymagania w stosunku do dziecka
· Ojcowie „groźni” –często spotykamy w rodzinach nadmiernie używających alkoholu
· Często jest tak, że matka nie mogą poradzić sobie z dzieckiem odwołuje się do „karzącej ręki ojca”, z którego robi się straszaka, wbrew prawdziwej postawie w stosunku do dziecka.
Każda z przedstawionych postaw rodzicielskich przez frustracje psychiczne wpływa na kształtowanie się zachowania i pewnych rysów osobowości dziecka. Na proces rozwoju dziecka duże znaczenie ma atmosfera życia rodzinnego, na którą też składają się osobowości matki i ojca, ich wzajemne współżycie, stosunki panujące między członkami rodziny.
Rodzina dysfunkcyjna nie spełnia swych zadań względem dzieci. Zaspakajane są w niej głównie potrzeby rodziców, a nie dzieci. Zaburzona jest w niej więź emocjonalna miedzy członkami rodziny, relacje nie są oparte na równości. Są osoby ważniejsze w rodzinie, którym należy się podporządkować. Zasady są narzucane, sztywne, często nieuzasadnione, błędy nie są wybaczane, lecz wypominane, nie można wyrażać wszystkich swoich spostrzeżeń, uczuć, myśli i pragnień. Atmosfera w rodzinie jest pełna napięcia a system rodzinny nie służy wszystkim jej członkom, nie wspiera ich, a nawet hamuje rozwój indywidualny.
Dzieci w rodzinie dysfunkcyjnej odgrywają cztery podstawowe role:
o bohatera rodzinnego - (mały rodzic, rodzic rodziców, opiekun, przyjaciel, powiernik, siłacz)
o kozła ofiarnego - (sztandarowa ofiara rodzica, czarna owca, zastępczy partner, buntownik, łotr)
o maskotki – (błazen, osoba poświęcająca się, sędzia, prześladowca rodziny)
o dziecka niewidzialnego – (osoba niewidzialna, pełna wdzięku, zagubione dziecko)

Bohaterem jest zazwyczaj najstarsze dziecko w rodzinie, które przejmuje na siebie obowiązki dorosłych i robi wszystko co może, by naprawić istniejącą sytuację i utrzymać rodzinę w normie. Jest odpowiedzialny, troszczy się o rodzeństwo, zajmuje się całym domem, przestrzega reguł, zawsze kończy zadaną pracę w wyznaczonym terminie. Stara się być perfekcyjny we wszystkim co robi. Bohater żyje w stałym napięciu, wpada w panikę w spontanicznych, nie dających się przewidzieć sytuacjach.
Kozioł ofiarny odwraca uwagę od rzeczywistych problemów rodzinnych, stając się wcieleniem rodzinnych frustracji. Wdaje się w bójki, wchodzi w konflikt z prawem, ucieka z domu. W grupie jest najbardziej przeszkadzającym dzieckiem. Kozłom ofiarnym trudno jest funkcjonować w układach społecznych. Zachowując się w sposób nieakceptowany przez innych, ciągle spotykają się z dezaprobatą.
Dziecko maskotka odwraca uwagę od rodzinnego problemu skupiając ją na sobie, zgrywając się, przymilając, błaznując. Jego rola polega na tym, by ulżyć rodzinie w ciężkiej sytuacji, rozweselając ją swoim humorem i żartami. Maskotka nie cofnie się przed niczym, byle tylko rozweselić innych. W życiu społecznym maskotki są duszą towarzystwa, ale płacą za to wysoką cenę - nikt nie traktuje ich poważnie.
Dziecko niewidzialne pozostaje z boku rodziny, nigdy nie sprawiając najmniejszych kłopotów. Odizolowane od rodziny, żyje we własnym świecie, w poczuciu samotności i krzywdy. Jest to dziecko nie dostrzegane, o którym nikt nie pamięta. Uczestnictwo w pracy zespołowej może sprawiać mu trudność. Na zewnątrz nieśmiałe i pełne rezerwy, dziecko niewidzialne jest niezdolne do stawiania czoła problemom.
Amerykańską psychoterapeutka P. Mellody , wyróżnia pięć charakterystycznych cech z jakimi rodzi się dziecko.

Są to :
· Cenność
· Niedoskonałość
· Bezradność
· Zależność
· Niedojrzałość

Rodziny funkcjonalne pomagają dziecku rozwijać każdą z tych cech, tak aby w przyszłości było w pełni samodzielne, zadowolone z siebie, potrafiło prawidłowo funkcjonować w społeczności.
Natomiast w rodzinie dysfunkcjonalnej relacje rodzice - dzieci są dość mocno zachwiane. Co nie sprzyja prawidłowemu rozwojowi osobowości dziecka, i nie tylko.
Te pięć cech przekształca się w dysfunkcjonalne cechy samozachowawcze.

DROGOCENNOŚĆ - dziecka nie jest mu uświadamiana. Dziecko nie ma poczucia ze jest kochane, wręcz przeciwnie, czuje się nie potrzebne, nie dowartościowane. Tego typu zachowania mogą utrudnić dziecku w przyszłości nawiązywanie kontaktu z innymi ludźmi, okazywania im uczuć itp. U takiego dziecka dość mocno zarysowuje się niskie poczucie własnej wartości.

BEZBRONNOŚĆ - z kolei w rodzinie dysfunkcjonalnej jest mocno nadużywana. Rodzice nie troszczą się o dziecko, nie otaczają go stosowną opieką, nie uczą jak nie być wykorzystywanym przez innych. W związku z tym dziecko w życiu dorosłym będzie zupełnie bezbronne, narażone na poniżenia i wykorzystywanie przez innych.

NIEDOSKONAŁOŚĆ - dziecka jest również naruszana. W rodzinie dysfunkcyjnej nie ma miejsca na akceptacje dziecka takim, jakim ono jest. Wręcz przeciwnie, bywa ono atakowane za swą niedoskonałość, inność. Kształtuje to u dziecka „skrzywiony” obraz samego siebie, niskie poczucie wartości itp.

ZALEŻNOŚĆ - dziecko jako istota bezbronna jest zupełnie zależne od swych rodziców. Nie jest ono w stanie samodzielnie zaspokajać swoich podstawowych potrzeb, dlatego tez winni to robić za nie jego rodzice i taka kolejność rzeczy ma miejsce w rodzinie funkcjonalnej. Natomiast w rodzinie dysfunkcyjnej zależność dziecka bywa bardzo często ignorowana, bądź rodzice atakują dzieci za wyrażanie swoich potrzeb i pragnień.

NIEDOJRZAŁOŚĆ - ona również nie jest egzekwowana. Rodzice domagają się od dzieci zachowań bardziej dojrzałych, przekraczające ich możliwości wiekowe."


Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-22, 21:48:17
C.D. odgrywania ról
Ratownik.Jak sama nazwa wskazuje, polega na nieustannym ratowaniu alkoholika z opresji. Osoba pełniąca taką rolę koncentruje się na ochranianiu osoby nadmiernie pijącej przed konsekwencjami jej picia. Chroni więc ją w domu w rodzinie, w zakładzie pracy, w relacjach sąsiedzkich a nawet w konfliktach z prawem. W efekcie kierując się dobrymi intencjami, w rzeczywistości pogłębia zaangażowanie osoby pijącej w alkohol, albowiem chroni ją przed skutkami jej picia.
Prowokator.Rola ta polega z kolei na doprowadzaniu do konfrontacji alkoholika z rzeczywistością w jakiej on żyje i jaką współtworzy. Ukazuje mu więc rzeczywiste związki, jakie występuję między jego problemem alkoholowym, a jego życiem osobistym, rodzinnym, zawodowym i społecznym. Działanie to z reguły pozbawione jest jednak wymiaru konstruktywnego, a więc nie pomaga alkoholikowi, a jedynie pogłębia w nim poczucie własnej winy i własnej bezwartościowości.
Ofiara.Rola ta sprowadza się do tego, że osoba ją pełniąca przejmuje na siebie obowiązki, które uprzednio należały do alkoholika. Obowiązuje tutaj dodatkowo taka prawidłowość, że w miarę narastania problemu alkoholowego, zwiększa również zakres przyjmowanych obowiązków. Osoba będąca „ofiarą” wykazuje również skłonność do sabotowania alkoholika w okresie abstynencji, gdyż wówczas stanowi on dla niej zagrożenie, bo odbiera jej swoje obowiązki. W efekcie może więc podejmować działania prowokujące alkoholika do złamania abstynencji, gdyż w ten sposób odzyskuje poczucie pewności siebie.
Innego podziału ról pełnionych przez dzieci w rodzinie z problemem alkoholowym dokonała Wanda Sztander wyróżniając dziecięce role: bohater rodziny, wyrzutek, maskotka, zagubione dziecko.
Bohater rodzinny.Rolę „bohatera” podejmuje najczęściej najstarsze dziecko, które godzi się na poważne wyrzeczenia osobiste dla dobra rodziny. Jest pełne poświęcenia, rezygnuje ze swoich potrzeb, aby służyć innym. Dziecko bohater rodziny nie potrafi się bawić, jest „małym dorosłym”.
Wyrzutek.Rolę tę w rodzinie z problemem alkoholowym pełni najczęściej dziecko, które buntuje się przeciw rzeczywistości życia rodzinnego, nie uczy się, sprawia kłopoty wychowawcze, wagaruje, kradnie, pije alkohol. Poprzez takie zachowanie chce zwrócić na siebie uwagę, chce być kimś ważnym w rodzinie lub chce ukarać rodziców.
Maskotka.Dziecko w tej roli przymilnie rozładowuje napięcie rodzinne. Dramat tej roli dziecka polega na tym, że nikt go nie traktuje poważnie, a nawet samo dziecko nie rozróżnia granicy między powagą, a żartem. Poprzez swoją postawę „odcina się” od uczuć smutku i cierpienia robiąc dobrą minę do złej gry.
Zagubione dziecko.Dziecko wchodzące w tą rolę wycofuje się w świat swoich fantazji, marzeń, w swój kąt po to by nie być zauważonym. Nie sprawia żadnych kłopotów wychowawczych. Cenę jaką za to płaci, jest nieumiejętność kontaktów z innymi ludźmi, co w konsekwencji prowadzi do osamotnienia.
Życie w rodzinie, w której obowiązują opisane powyżej zasady i role, doprowadza do trwałych deformacji w stylu funkcjonowania dziecka nawet wówczas, gdy osiągnie ono już okres dorosłości. Badania prowadzone wśród dorosłych dzieci alkoholików wykazały, że osoby te skłonne są pełnić szereg wadliwych ról społecznych. Nader często zdarzają się trzy z nich: Są to: marzyciel, konformista, przyjemniaczek.
Marzyciel to człowiek, który ma duże aspiracje, potrzebuje odnoszenia sukcesów, chciałby w życiu osiągnąć znaczące powodzenie. Realizacja tych marzeń stoi jednak pod dużym znakiem zapytania dlatego, iż człowiek taki charakteryzuje się niskim poczuciem własnej wartości, nie wierzy we własne siły i możliwości, odczuwa silny lęk przed doznaniem niepowodzenia. W konsekwencji marzy więc tylko o wspaniałej przyszłości, zamiast realizować własne pragnienia i ambicje.
Konformista z kolei skoncentrowany jest na jak najbardziej realistycznej ocenie rzeczywistości, obowiązujących norm i reguł postępowania, oczekiwań stawianych przed nim przez innych ludzi. Dąży do poznania uwarunkowań własnego życia po to aby maksymalnie się do nich przystosować, nawet kosztem rezygnacji z własnych potrzeb i zamierzeń. Woli zrezygnować z siebie niż doprowadzić do konfrontacji z innymi ludźmi.
Przyjemniaczek dąży natomiast przede wszystkim do uzyskania aprobaty i akceptacji innych ludzi. Chce aby inni go lubili, chcieli przebywać w jego towarzystwie, darzyli go sympatią. Chce istnieć głównie dla ludzi, zatracając w ten sposób poczucie własnej tożsamości
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Szafirowy Błękit w 2012-07-22, 22:37:55
O, widzę że tutaj jest więc wymienionych "ról" niż zazwyczaj jest to podawane w różnych materiałach i troszeczkę inna jest ta charakterystyka ale bardzo ciekawa
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-07-23, 07:21:28
Ciekawe to wszystko i jednoczesnie przejmujące.
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-24, 16:33:38
 "Znam prawdę o Moim dzieciństwie
  Znam prawdę o Twoim dzieciństwie
  Znam prawdę o Jej dziecińswie"
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-24, 16:41:09
To poniżej to oczywiście nie do afkowania, ale do medytacji i wizualizacji jak najbardziej:)
Choć znam osobę, ktora skutecznie pracowala z afką "poznając prawdę o moim dzieciństwie przywracam sobie samo szczęście w moim życiu":)
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-07-25, 11:00:43
Myślę, że skuteczna będzie afka; "Pozwalam sobie dopuścić prawdziwe odczucia z mojego dzieciństwa", "Pozwalam sobie dopuścić pełne (prawdziwe) wspomnienia z mojego dzieciństwa". "Jestem bezpieczna gdy odkrywam wspomnienia (odczucia) z mojego dzieciństwa"
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-25, 14:09:15
"Sen, jaki większość ludzi śni na tej planecie, jest oczywiście piekłem. To nie jest ani słuszne, ani niesłuszne, ani dobre, ani złe, i nikt nie jest temu winien. Czy możemy obwiniać rodziców? Nie. Chcieli jak najlepiej, kiedy jeszcze w dzieciństwie cię wychowywali. Ich rodzice robili to samo: też starali się ze wszystkich sił. Jeśli masz dzieci, też nie wiesz, jak mógłbyś je inaczej wychować. Stać się świadomym nie oznacza, że trzeba kogoś winić albo dręczyć się poczuciem winy za to, co sam zrobiłeś. Dlaczego mamy się poczuwać do winy za chorobę umysłu, która jest jak epidemia?"

"Czasami samoocena jest tak silna, że ludzie popadają w stan odrętwienia, bo tylko tak mogą ze sobą wytrzymać. Jeśli kogoś nie lubisz, możesz trzymać się od niego z daleka. Jeśli nie lubisz całej grupy ludzi, też możesz uniknąć ich towarzystwa. Ale jeśli nie lubisz siebie, chcesz czy nie, musisz być ze sobą. Aby pozbyć się siebie samego, potrzebujesz czegoś, co cię ogłuszy i odciągnie umysł od twojej własnej osoby. „Chyba pomoże mi w tym odrobina alkoholu? - myślisz. - A może działka narkotyku? Albo jedzenie, jeśli będę ciągle jeść". To zjawisko może osią¬gać stan krytyczny. Są ludzie, którzy naprawdę siebie nienawidzą. Są autodestrukcyjni, zabijają się stopniowo, tylko dlatego że nie mają odwagi zabić się od razu.
Jeśli się im przyjrzeć, od razu widać, że przyciągają ludzi bardzo podobnych do siebie. Co robimy, jeśli się nie lubimy? Odurzamy się alkoholem, by za¬pomnieć o naszym cierpieniu. Taka jest nasza wymówka. Dokąd pójdziemy po alkohol? Do najbliższego baru „na jednego". I kogóż tam spotkamy? Ano ludzi dokładnie takich samych jak my. Tych, którzy także chcą się od siebie uwolnić, odurzając się alkoholem. A więc zaczynamy pić razem, zaczynamy rozmawiać o naszym cierpieniu i znakomicie się rozumiemy! Zaczyna nas to nawet bawić. Doskonale pojmujemy nasze zmartwienia, ponieważ jesteśmy do siebie podobni jak bliźnięta. Jesteśmy tak samo autodestrukcyjni. Potem ja ranie ciebie, ty ranisz mnie - piekielnie doskonały związek."


Polecam z lipcowego "Twojego Stylu"  tekst "Rodzice rozgrzeszeni"


Black Rose
skuteczna afka to taka, ktora trafia w sedno, ale to Obie wiemy:)

Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-25, 14:21:43
"Jeśli się nad tobą rozczulam, to znaczy, że cię nie szanuję, a ty nie możesz dokonywać swoich własnych wyborów. Jeśli wy¬bieram za ciebie, nie szanuję cię w tym momencie. Skoro cię nie szanuję, staram się tobą rządzić i kontrolować cię. W większości przypadków, kiedy mówimy naszym dzieciom, jak mają przeżyć swoje życie, okazujemy im brak szacunku. Litujemy się nad nimi i próbujemy robić za nich to, co powinni zrobić dla siebie sami. Kiedy brakuje mi szacunku do siebie samego, rozczulam się nad sobą, czuję, że nie jestem wystarczająco dobry, aby poradzić sobie w skomplikowanym świecie. Jak rozpoznać, kiedy się nie szanujesz? Kiedy ciągle sobie powtarzasz: „Jestem bardzo nieszczęśliwy, nie jestem wystarczająco silny, wystarczająco inteligentny, wystarczająco piękny, nie poradzę sobie..." Użalanie się nad sobą samym pochodzi z braku szacunku."
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-25, 14:25:37
"Syndrom stresu pourazowego po porodzie
Do spektrum zaburzeń psychicznych, które wiążą się z ciążą i porodem należy również syndrom stresu pourazowego, pojawiający się po porodzie. Wiąże się on z przeżywaniem przez kobietę porodu, jako sytuacji traumatycznej.

Na PTSD po porodzie cierpią nie tylko kobiety, które rodziły na patologii ciąży, lub których poród był szczególnie trudny. Jako wydarzenie traumatyczne kobieta może przeżywać również poród prawidłowy – zależy to bowiem od jej własnego przeżywania tej sytuacji. PTSD poporodowe dotyka około 3% kobiet.

Na syndrom stresu pourazowego po porodzie w szczególności narażone są kobiety, które:
•mają osobowość neurotyczną, lękową
•są wrażliwe na ból
•mają lękowe nastawienie do porodu jeszcze przed jego doświadczeniem
•trudno znoszą stres
•lubią mieć wszystko zaplanowane, są mało elastyczne, niechętne nowościom i zmianom

Nasilić traumę i doprowadzić do sytuacji PTSD przy porodzie mogą również:

•złe warunki szpitalne w których odbywa się poród
•nieprofesjonalna (lub tak odbierana) opieka lekarska
•poczucie wyobcowania podczas porodu i połogu (związane z brakiem wsparcia ze strony rodziny)

Jak objawia się stres pourazowy poporodowy?
Kobieta doświadczająca stresu pourazowego po porodzie koncentruje swoje myśli na sytuacji porodu, ma trudności z zasypianiem, koszmary senne w których przewija się motyw porodu, lęk przed ponownym zajściem w ciąże, miewa stany lękowe, niechęć do kontaktu z lekarzami, napady lękowe podczas przechodzenia w pobliże szpitala. Częste są też zaburzenia nastroju, stany jego obniżenia, żal do siebie lun otoczenia (o to, że kobiecie nie udało się przed tym doświadczeniem uchronić – w większości przypadków jest to żal o nacinanie krocza).
Niektóre z objawów spójne są z objawami depresji poporodowej i dlatego część lekarzy (zwłaszcza pierwszego kontaktu) interpretuje niekiedy objawy PTSD jako objawy depresji poporodowej. "


"Do symptomów PTSD należy m.in.: niepokój, bezsenność, agresywność, depresja, dysocjacje, emocjonalne odseparowanie, uczucie wyobcowania, problemy z koncentracją uwagi, przesadna czujność, koszmary, natarczywe wspomnienia."

Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-25, 14:41:47
"Depresja poporodowa (DP) jest zjawiskiem występującym na całym świecie (z różnym nasileniem rozpowszechnienia). Jej najczęstsze objawy to zwiększona płaczliwość, irytacja, poczucie bezsensu i nudy, poczucie bycia złą matką, nadmierny lęk o życie i zdrowie dziecka.  Czasem symptomy są też bardziej przerażające i niepokojące: lęk, że zrobi się dziecku krzywdę, myśli samobójcze, zaburzenia koncentracji i snu, bardzo nagłe i głębokie zmiany nastroju, problemy z oddychaniem, palpitacje, ciągłe bóle głowy, myśli obsesyjne, a nawet halucynacje (zawsze jednak diagnozę depresji musi postawić lekarz psychiatra).
Niezależnie jednak od przyczyn depresji poporodowej, badania wskazują na jej wpływ na osłabienie tworzącej się więzi między matką i noworodkiem, a potem niemowlęciem.  Oznacza to, że konsekwencje depresji dotyczą nie tylko kobiety, ale również jej dziecka. Dziecko kobiety doświadczającej DP, z upływem czasu i nieleczenia DP, staje się bardziej pasywne, niepewne siebie, lękowe, negatywistyczne i zahamowane społecznie niż jego rówieśnik (w wieku 1-3 lat), którego matka była zdrowa. Badania wskazują również, że DP NIE ma długotrwałego wpływu na rozwój intelektualny
Badania pokazują jednak, że leczenie samej matki, mimo że skuteczne i często szybko przynoszące ulgę, nie jest wystarczające. Wyleczone matki nadal obserwowały bardziej lękowe przywiązanie i większy poziom negatywizmu u swoich dzieci. Dlatego, oprócz terapii indywidualnej (psychologicznej czy farmakologicznej), zaleca sie również terapię dla pary matka-dziecko. Celem takiej terapii jest wzmocnienie wzajemnej więzi dziecka i matki. Odbywa się to poprzez analizę interakcji matka-dziecko i zmianę niekorzystnych wzorców zachowań, które rozwinęły się w czasie trwania depresji.  Pozwala to na nie utrwalenie się lękowych zachowań u dzieci i zmniejszenie ryzyka wystąpienia problemów emocjonalnych i społecznych w przyszłości.  Terapia taka może odbywać się równoległe z leczeniem indywidualnym matki. Zwraca się również uwagę na ogromną rolę ojca (lub innej osoby), który poprzez rozwinięcie bliskiej, bezpiecznej więzi z niemowlęciem może osłabić efekt depresji matki na dziecko. "

Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-25, 15:28:02
"OKIEM SOCJOLOGA

Czułość to sygnał przywiązania, uczuć erotycznych, bliskości i więzi społecznej z najbliższymi krewnymi i powinowatymi. Nie trzeba komunikatu językowego, aby okazać komuś czułość. Zachowania nacechowane czułością dzielimy ze wszystkimi małpami człekokształtnymi, których aparat głosowy nie pozwala na przekazanie złożonych komunikatów, takich jak „kocham cię”, „zależy mi na związku z tobą”, „będę o ciebie dbał”, „wydłubię ci z futra wszystkie denerwujące insekty”, „nie opuszczę cię w niebezpieczeństwie”. Bez okazania czułości nie ma mowy o wychowaniu. Młoda jednostka, której nie okazuje się czułości, ma ogromne kłopoty z dostosowaniem się do reguł współżycia społecznego. Brak czułości to także jeden z bodźców środowiskowych, który uruchamia wadliwy program genetyczny u psychopatów. Najszybciej w obliczu niebezpieczeństwa przyjdzie nam z pomocą jednostka, która nam okazuje czułość, możemy na nią liczyć. Czułość jest widocznym sygnałem skłonności do opieki. Dlatego jest tak istotna wobec istot mniejszych, młodszych i słabszych. Jesteśmy czuli wobec tych, z którymi wiążą nas interesy – genetyczne i reprodukcyjne: wobec własnych dzieci i aktualnych partnerów seksualnych, z którymi spodziewamy się mieć potomstwo. To z nimi więź społeczna musi być najsilniejsza i czułość jest skuteczną metodą pogłębiania tej więzi. Brak czułości jest widocznym sygnałem zakończenia związku.
dr hab. Tomasz Szlendak"


Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-07-25, 23:09:42
Tak, wiem :)

napisałam takie, które mi pomogły kiedyś :)))
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-25, 23:43:42
"Zespół dziecka potrząsanego jest terminem używanym do opisania symptomów powstałych w wyniku gwałtownego potrząsania lub/i uderzania niemowlęcia lub małego dziecka w głowę.

Wielkość szkód w mózgu wywoływanych przez takie zachowanie zależy od intensywności i czasu trwania potrząsania, a także od siły uderzeń. Symptomy wahają się od niewielkich (drażliwość, ospałość, drżenie, wymioty) do bardzo poważnych (napady padaczkowe, śpiączka, stupor, śmierć). Powyższe zmiany neurologiczne są wynikiem uszkodzeń komórek mózgowych, spowodowanych urazem, niedotlenieniem mózgu lub jego obrzękiem. Często spotyka się również rozległe krwotoki w siatkówce jednego lub obu oczu. Klasycznej triadzie objawów (krwiakowi podtwardówkowemu, obrzękowi mózgu i krwotokowi w siatkówce) w niektórych przypadkach towarzyszą siniaki występujące w tych częściach ciała, za które dziecko było trzymane podczas potrząsania. W wyniku takiej sytuacji mogą mieć miejsce również złamania kości długich lub/i żeber.

Szacuje się, że zespół dziecka potrząsanego w 20% przypadków powoduje śmierć dziecka w pierwszych dniach po urazie, a większość pozostających przy życiu noworodków jest dotknięta upośledzeniami o szerokim zasięgu: od łagodnych, takich jak zaburzenia w nauce czy zmiany w zachowaniu, do umiarkowanych i ostrych – umysłowego i rozwojowego upośledzenia, paraliżu, ślepoty czy stanu wegetacji.Około 60% potrząsanych dzieci stanowią chłopcy. Dzieci pochodzące z rodzin, które żyją poniżej poziomu ubóstwa, zaliczane są do grupy narażonej na ryzyko wystąpienia syndromu dziecka potrząsanego, jak również innych rodzajów krzywdzenia. Szacuje się, że sprawcami potrząsania w 65% do 90% przypadków są mężczyźni, przeważnie ojcowie lub partnerzy matek. W większości przypadków dzieci z trwałymi urazami głowy mają od 5 do 9 miesięcy. Duża podatność mózgu noworodka na urazy wynika z kilku czynników, m.in. z nieproporcjonalnie dużej głowy noworodka, stosunkowo słabych mięśni szyjnych, nie zarośniętego ciemiączka, rozległej przestrzeni podpajęczynówkowej oraz dużej zawartości wody w strukturach mózgu. Powyższe czynniki w sposób szczególny predysponują niemowlęta do poważnych urazów, gdy są chwytane za tułów lub ramiona i potrząsane.

Zdrowy noworodek płacze od 2 do 3 godzin dziennie, ale 20% do 30% noworodków znacznie przekracza tę dzienną normę. Noworodki często płaczą z pozornie nieracjonalnych przyczyn i mogą nie reagować na próby uspokajania przez rodziców. Napady płaczu pojawiają się głównie w okresie od 6 tygodnia do 4 miesiąca życia dziecka, co pokrywa się z okresem najczęstszego występowania syndromu dziecka potrząsanego. Bezpośrednim następstwem potrząsania jest to, że dziecko jest spokojniejsze, a nawet ospałe, i może nie okazywać symptomów poważnych urazów, co w konsekwencji utwierdza rodziców w przekonaniu, że potrząsanie stanowi skuteczną metodę reagowania na płacz dziecka"

Z persperktywy lekarza  o tym syndromie i o okaleczeniach dzieci przez rodziców-aktualne wydanie Polityki-wywiad z dr Bibianną Mosakowską
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-26, 18:10:36
"Są cztery rodzaje maltretowania dziecka:
Fizyczne: bicie lub innego rodzaju nadużywanie siły wobec dziecka.
Seksualne: naruszanie intymnej przestrzeni dziecka, dotykanie o podtekście seksualnym, nadużycie, gwałt.
Emocjonalne: poniżanie dziecka i niszczenie jego poczucia własnej godności.
Zaniedbywanie: ignorowanie podstawowych potrzeb dziecka"
"Przyczyny krzywdzenia dziecka leżą zarówno po stronie dziecka jak i po stronie dorosłych. Pierwsze to: wady rozwojowe i choroby przewlekłe powodujące „inność” dziecka, opóźnienie lub niedorozwój intelektualny i zachowanie się dziecka. Przyczyny społeczno-sytuacyjne i ze strony rodziców to czynniki bytowe, bezrobocie, niskie wykształcenie,  nieodpowiednia więź miedzy rodzicami lub jej brak, nieprawidłowa więź między rodzicami a dzieckiem, poczucie niskiej własnej wartości, krzywdzenie w dzieciństwie, zaburzenia psychiczne i osobowości, nieznajomość potrzeb dziecka lub nierealne oczekiwania wobec dziecka, nadopiekuńczość, chłód emocjonalny, brak miłości,  uzależnienia, izolacja rodziny, gdy jedno z rodziców nie jest rodzicem naturalnym  itp. Najczęściej istnieje sytuacja spustowa, często bardzo banalna, która wywołuje określone zamierzone lub niezamierzone reakcje rodziców jak np. przewinienia dziecka lub kłótnie i konflikty rodzinne oraz poza rodziną. Czynniki te powodują szereg następstw zarówno fizycznych jak i psychicznych w r-ju dziecka do śmierci włącznie. Dziecko jest ufne wobec dorosłych i często nie zdaje sobie sprawy z czynionej mu krzywdy. Jest w tym zjawisku osamotnione i im młodsze tym bardziej bezbronne i zagrożone. Ma też wtedy większą skłonność do somatyzacji. Pomijając uszkodzenia fizyczne, ponieważ te są najbardziej rozpoznawalne przez otoczenie ale często nie zawsze klasyfikowane jako zamierzone krzywdzenie dziecka,  musimy mieć na uwadze jeszcze szereg zachowań dzieci  wywołanych przemocą emocjonalną takich jak niespecyficzne objawy somatyczne oraz zaburzenia w sferze poznawczej, emocjonalnej i zachowań. Objawy te to np. drżenie rąk, nawrotowe biegunki, wymioty, bóle brzucha i bóle głowy, nadmierna potliwość, popuszczanie moczu i stolca, zaburzenia rytmu serca i zwyżki ciśnienia tętniczego, napady duszności, omdlenia bez uchwytnej przyczyny organicznej. W tych wypadkach poza poszukiwaniem choroby organicznej musimy rozważyć również sytuację środowiskową dziecka. Musimy zwrócić uwagę na zmianę w zachowaniu się dziecka, które wcześniej znaliśmy, na jego zachowania agresywne i autoagresywne, nadpobudliwość psycho-ruchową lub przygnębienie, wycofanie się,  absencję w szkole,  trudności w kontrolowaniu emocji, trudności w nauce, w koncentracji uwagi, w kontaktach interpersonalnych, na niską samoocenę, zaburzenia snu, nieufność, lęk, myśli samobójcze i próby samobójcze, stosowanie używek, perfekcjonizm, prostytucja i rozwiązłość młodocianych, negatywne oczekiwania wobec innych, zachowania przestępcze, patologię odżywiania się, nadmierne uzależnienie się  od rodziców w określonych grupach wiekowych."
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Semira w 2012-07-26, 18:13:06
Iustitia

Ty te wszystkie posty piszesz z glowy czy wklejasz gotowe?Bo jesli z glowy to jestem pod ogromnym wrazeniem:)
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-26, 18:17:39
"Brak czułego dotyku pozostawia również "siniaki na mózgu" W podręczniku do neuroanatomii przeczytamy, że w skórze człowieka jest niezliczona ilość ciałek dotykowych ciałek blaszkowatych płytek dotykowych Te wszystkie receptory pobudzane przez dotyk "masują" mózg, aktywują połączenia miedzy neuronami, rozwijają synapsy. Brak czułości, głaskania, dotyku powoduje pewnego rodzaju upośledzenie w tej międzyneuronalnej komunikacji."

Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-26, 18:18:25
Iustitia

Ty te wszystkie posty piszesz z glowy czy wklejasz gotowe?Bo jesli z glowy to jestem pod ogromnym wrazeniem:)
To nie jest wątek od wywierania wrażenia...
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Semira w 2012-07-26, 18:20:08
Iustitia

Nie moge byc pod wrazeniem Twojej wiedzy?Ok:)
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-26, 19:28:18
Nie o to chodzi, to jest wątek ulatwiający pracę nad sobą przez przedstawienie mechanizmow dysfunkcyjnych, które dość często są wypierane. Zgromadzenie ich w jednym miejscu może pomoc. Nie, to nie jest moja wiedza, to są cytaty dosć specyficznie przeze mnie dobrane i co Ktokolwiek z tym zrobi wolna wola, dlatego tu wlaściwie nie ma gotowych recept co dalej, jak to przepracować do końca po to by się uwolnić. Kto będzie chcial-znajdzie sposób.
Więc luz:)
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Semira w 2012-07-26, 19:30:22
Uwazam,ze jak ktos bedzie chcial to moze naprawde duzo skorzystac z Twoich postow ,bo sama dla siebie wylapalam kilka perelek:)
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-26, 20:04:00
Syndrom odrzucenia

"Rodzice wychowując swoje dzieci przekazują im swoje cechy. Przykładowo matka lubi się wymądrzać, dziecko rośnie i widzi to, uczy się tego. Później kiedy już jest dorosłe stosuje takie same sztuczki. No i np lubi się wymądrzać, matka to widzi i wkurza się, mówi “przestań tak się wymądrzać, gówniaro!”. Matkę denerwuje to, wkurza się. Ten problem jest złożony, jest jak domino, jak fraktal"
“Od chwili narodzin sposób, w jaki rodzice reagują na potrzeby swojego malucha, stanowi główny czynnik kształtujący osobowość dziecka. Zauważcie, że nie chodzi tu o “stopień, w jakim rodzice zaspokajają potrzeby dziecka”. Nie. Klucz do rozwoju osobowość dziecka znajduje się w osobowości rodzica; innymi słowy – w rozwoju osobowości dziecka nie chodzi tylko o to, co rodzić robi, ale jak to robi.” - z książki “To wszystko wina twoich rodziców?”, Philip Van Munching, Bernie Katz
"Im bardziej matka wkurza się na swoje dzieci tym bardziej i coraz częściej okazuje im to. Dzieciaki to widzą i to na nich wpływa. Doświadczają wtedy tego co się nazywa “odrzuceniem”. Dziecko zostaje odrzucone od swojej matki lub ojca, albo dwoje naraz, i chyba najczęściej jest tak że właśnie od dwojga naraz.

Kiedy dziecko zostanie odrzucone odnosi się do swoich rodziców z pogardą. Dalsze stosunki raczej nie są w porządku.

Jeśli jesteś rodzicem i masz problem w kontaktach ze swoimi dziećmi, a chcesz to naprawić, powinieneś przede wszystkim rozpocząć od samego siebie, a skończyć na relacjach z twoimi dzieciakami. To naprawdę nie jest ich wina że zostali wychowanie tak a nie inaczej przez… ciebie. Pretensje tylko do siebie.

Jeśli jesteś potomkiem swoich rodziców i chcesz coś zrobić aby poprawić stosunki z rodzicami, musisz przedrzeć się przez las, poznawania siebie. Obserwuj siebie i swoich rodziców.

Jak to Susan Forward napisała w swojej książce, jeśli dziecko doświadcza negatywnych cech procesu wychowania, ale i też dobrych które to kompensują, wtedy jest w miarę normalnie. To taka delikatna równowaga. Jeśli wskazówka przechyli się za bardzo na jedną czy drugą stronę wtedy mamy nie normalny proces wychowawczy, a samo dziecko odpowiednio sie temu przyporządkowuje. Forward napisała że w dzisiejszych czasach jest masa rodzin gdzie wskazówka delikatnej równowagi przechyla się na stronę cech negatywnych. Wtedy to sami rodzice są toksyczni a dziecko… Dziecko będzie adekwatne do tych cech, można się domyślić że nic dobrego z tego nie będzie.

Więc ktoś tu zapomniał o czymś takim jak równowaga w procesie wychowania, o dobrych i złych cechach. Wszystko to definiuje jacy ludzie chodzą po tym świecie, jakie mamy społeczeństwo, jaką będziemy mieli przyszłość. Wydaje się że nikt nie zdaje sobie z tego sprawy, chyba dlatego że nikt nie dostrzega problemu, skoro czegoś nie widać tego nie ma.

Moja matka wychowując moją młodszą siostrę serwuje jej na co dzień właśnie dużo takich cech negatywnych:

•krytyka tego co robi, nie rób tak, rób tak jak ja robię bo inaczej będzie źle, popsujesz coś!
•poniżanie poprzez mówienie że jest niemądra, głupia, że nie będzie się chciał z nią nikt bawić
•jest nie potrzebna, sprawia tylko kłopot, matka jest za stara na wychowywanie kolejnego dzieciaka
•idź do ojca, idź do matki, sama się pobaw, nikt się z tobą nie będzie bawił
•sama naucz się robić sobie jedzenie (ma 6 lat), daj mi święty spokój!
•inne
Jest tego więcej, jest i tak już za wiele, jest zdecydowanie za wiele, za dużo, a za mało pozytywnych cech.

Konsekwencje

Dziecko zamyka się w sobie, obraża się, nic nie mówi. Matka narzeka na brak kontaktu z dzieciakiem. Nie ma się czemu dziwić że dziecko się odcina od…. toksycznego rodzica. Dzieciak stracił humor, więcej czasu jest bardziej smutne aniżeli uśmiechnięte. Jest nie pewna, jest strachliwa, boi się. Jest nadmiernie przywiązana do matki. To przywiązanie to taki paradoks, wyjaśnia go Pia Mellody w swojej książce “Toksyczne związki”, mianowicie chodzi o uzależnienie od rodzica. Rodzic jest nadmiernie opiekuńczy przez co dziecko nauczyło się wyręczenia przez mamę niż samo ma coś zrobić.

To jest samo nakręcająca się spirala, niczym czarna dziura i tak jest w wielu rodzinach. Występują coraz gorsze stosunki, nic się nie poprawia jest tylko gorzej. Rodzice chcą coś zrobić, robią i tylko pogarszają sprawę. Jak już wspomniałem, trzeba zacząć od siebie a nie od kogoś, ponieważ powtarzamy wzorce które są… destruktywne.

Wspomniałem o moim stosunku do rodziców, szczególnie do matki. Na początku zwykle występuje “ścieranie sie charakterów”. Polecam po obserwować matkę czy ojca kiedy się wkurzysz, przeanalizować jaki czynnik to spowodował, czynnik psychologiczny np mądrzenie się, poniżanie, wywyższanie się itd. Jakie elementy zwracają uwagę obserwatora. Później przyrównać to do siebie i obserwować czy też to posiadamy.

Warto też przyjrzeć się technikom wychowawczym takim jak np manipulacja, zastraszanie itd.

Ostatecznie można dojść do gorzkiej i bolesnej prawdy, mianowicie tego co to wszystko powoduje, jaki charakter to tworzy. To jaki jesteś, to jaki jest człowiek, zawdzięczamy naszym rodzicom, czy ktoś jest na sali idealny i nic absolutnie nie chciał by zmienić u siebie? Znaczy się czy wszyscy akceptują swoje życie i uważają że mają naprawdę dobre życie? Zapewne pojawią się wyjątki, ale to wyjątki, co z całą resztą?

Cóż, ja wiem że ja tkwie w bagnie, widzę to bagno i wiem że warto z niego wyjść.

Mam akurat przed sobą taki cytat:

“Prawie wszyscy dorośli, dzieci toksycznych rodziców, bez względu na to, czy byli bici jako malcy, czy pozostawieni samym sobie, seksualnie znieważeni czy traktowani jak głupcy, przesadnie chronieni czy też przeciążeni poczuciem winy cierpią na zaskakująco podobne symptomy: zachwianie poczucia własnej wartości prowadzące do autodestrukcyjnych zachowań. W pewien sposób wszyscy oni czują się bezwartościowi, niekochani i nieadekwatni. Uczucia te wynikają w znacznej mierze z faktu, że dzieci toksycznych rodziców, czasami świadomie, czasami nieświadomie, same siebie winią za rodzicielskie zniewagi. Bezbronnemu, zależnemu od rodziców dziecku łatwiej jest poczuć się winnym i zasłużyć na gniew tatusia za zrobienie czegoś “złego”, niż uznać przerażający fakt, że tatusiowi, który powinien je otaczać opieką, nie można zaufać.

Kiedy te dzieci stają się ludźmi dorosłymi, nadal dźwigają ciężary winy i nieadekwatności, co powoduje, że jest im wyjątkowo trudno zbudować pozytywny obraz samego siebie. W rezultacie brak pewności siebie i poczucia własnej wartości może odbić się na każdym aspekcie ich życia.” - z książki “Toksyczni rodzice”, Susan Forward

Myślę że odrzucenie najczęściej ma miejsce kiedy wychowujący rodzic jest narcyzem. Osoba która myśli o sobie, mówiąc w uproszczeniu."
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-26, 20:06:54
“Chory narcysta np moze panicznie sie bac okazac swoje slabosci, bo za malego zostal wytresowany do tego ze okazywanie slabosci jest zabronione. Jego matka bowiem nie znosila dziecka slabego, potrzebujacego jej opieki – dziecka ktorym nalezy sie zajc, pomoc mu – matkowac mu.
Dziecko wiec staje sie grzeczne dla matki i przestaje okazaywac swoja slabosc, swoje zranienia, bo wtedy byloby niewygodne dla matki.
Bo gdyby bylo prawdziwe, to matka by go zwrzeszczala, odrzuciala, pobila, wysmiala, zostawila itp….
Gdy nikt temu dziecku wtedy nie da w jakis sposob znac, ze jest ranione, to takie dziecko nie bedzie mialo innej mozliwosci, jak przejac poglady matki (internalizacja, introjekcja), ze okazywanie slabosci, robienie bledow, nie wiedzenie czegos itp, jest czyms zlym.
Gdy juz dziecko przejmie te poglady matki, to te poglady nie stosuje tylko do oceniania innych, ale tez do oceniania siebie samego (-> ta wiecznie karcaca matka w glowie)

Chory narcysta zyje wiec wiecznie z batem w swojej glowie. I zeby ten bat go nie bil – jak kogos w deprescji – zaczyna idealizowac siebie, a wszystkie swoje negatywy (prawdziwe, czy mamusiowe) projektuje na innych ludzi.
Dlatego z rasowymi narcystami tak ciezko jest wytrzymac. Bo im sie wydaje ze oni zawsze sa w porzadku (wobec wymagan tej chorej matki w glowie), a ze tylko inni sa beznadziejni i do niczego.
Narcysta jest takim nowym wcieleniem swojej matki terorystki, jej idealna kopia – innym dowala w idenyczny sposob, w jak on byl kiedys krzywdzony przez swoja matke.

Np, gdy matka lubiala dziecko nigdy nieplaczace, to pozniej, jej dorosle dziecko, swoj bol bedzie juz umialo ukryc przed soba i swiatem, ale bedzie pogardzac lzami innych ludzi, ktorzy maja wewnetrzna wolnosc, zeby plakac.

Typowe dla rasowych narcyzow jest to ze nie znosza, nie toleruja spontanicznych uczuc u innych – cos na zasadzie: “ja tak nie moge, to tobie tez zabronie”

Rasowy narcysta moze odnosic tylko sukcesy, bo przeciez jego matka potrzebowala wygodnego dziecka, ktore nigdy nie ma zadnych problemow, ktore jest zawsze zwycieskie, ktore prestuje, ktore nic od niej nie wymaga, jest samowystarczajace pod kazdym wzgledem -> grzeczne dla niej

Tylko ze takie zycie to oczywiscie jedna wielka mekola. Narcysta “leczy” wiec swoje emocjonalne wykastrowanie, poprzez wyzywanie sie na innych. Ci inni sa wiec zawsze wszystkiemu winni – chory narcysta jest przeciez zawsze grzeczny.
Ci inni popelniaja bledy – narcysta bledow nie popelnia, zeby tej mamusi w glowie nie doprowadzic do wscieklosci.
Itp itd
Wiec bycie rasowym narcysta to ciezka sprawa, bo 24 godz na dobe, 7 dni w tygodniu, trzeba byc “silnym” dla tej okrutnej mamusi w glowie, ktora najmniejszego potkniecia nie wybaczy.
I najgorsze co mozna dac narcyscie, to empatie. Bo rasowy narcysta odbiera empatie dla jego falszywego Ja jako slabosc, glupote, pretekst zeby komus na glowe wskoczyc i go zmielic i w ten sposob podbudowac swoja “wspaniala” fasade dla “kochanej mamusi”

Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-26, 20:10:10
"Skrzywiona odpowiedzialność

W zdrowej sytuacji rodzinnej, rodzice przyjmują odpowiedzialność za zaspokojenie różnorodnych potrzeb ich dzieci. Własne potrzeby zaspokajają samodzielnie, z pomocą partnera i/lub innych odpowiednich osób dorosłych. W takiej rodzinie panuje niezmienne nastawienie, że dzieci nie są odpowiedzialne za zaspokajanie potrzeb swoich rodziców. Dzieci są raczej “odpowiedzialne” za stopniowo uczenie się, w jaki sposób niezależnie zaspokajać własne potrzeby. Po dzieciach oczekuje się, że – przy wsparciu rodziców – zaangażują się w osiemnastoletni mniej więcej proces uczenia się, jak samemu troszczyć się o siebie. Jeśli proces ten będzie przebiegał jak należy, dzieci nauczą się również jak później być rodzicami, którzy będą potrafili zatroszczyć się o własne potrzeby emocjonalne i zaspokajać potrzeby ich własnych dzieci. Bradshaw tak o tym pisze:

“To, czego dziecko chce najbardziej, to silny ale rozumiejący opiekun, którego potrzeby będą zaspokojone dzięki współmałżonkowi. Taki opiekun musi rozwiązać ten problem w ramach swojego związku i musi mieć poczucie odpowiedzialności za siebie. Jeśli tak jest, taki opiekun będzie mógł być dostępny dla dziecka i zapewni dziecku to, czego ono potrzebuje.”

W rodzinie narcystycznej odpowiedzialność za zaspokojenie emocjonalnych potrzeb jest wypaczona – zamiast spoczywać na rodzicach, przesuwa się na dziecko. Dziecko staje się odpowiedzialne za zaspokajanie rodzicielskich potrzeb, a tym samym pozbawione jest okazji do niezbędnego eksperymentowania i rozwoju"
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-26, 20:14:20
"Istnieje bardzo liczna grupa niezauważanych ofiar. Często nie szukają one pomocy, której potrzebują, nie rozpoznają bowiem, że cierpią z powodu problemu, który daje się rozwiązać. Są to dzieci mniej lub bardziej narcystycznych rodziców. Aczkolwiek jest możliwe, że jeden z rodziców (albo obydwoje) może cierpieć na narcystyczne (albo inne) zaburzenie osobowości, nie o to tym razem chodzi. Stosowany tutaj termin narcystyczny używany jest raczej w sensie opisowym niż klinicznym.

Będziemy więc mówić o osobach dorastających w systemie narcystycznej rodziny, a nie o osobach cierpiących na narcystyczne zaburzenia osobowości. Napisano na ten temat dwie doskonałe książki, niestety obie są w języku angielskim i nie zostały jak dotąd przetłumaczone na język polski, a szkoda. Są to: „The Narcissistic Family” autorstwa Stephanie Donaldson-Pressman i Roberta M. Pressman, zajmująca się rodzinami – wydawałoby się – zupełnie normalnymi, a jednak wywierającymi szkodliwy wpływ na rozwój dziecka, oraz „Trapped in the Mirror” dr Elan Golomb, traktująca o rodzinach, w których przynajmniej u jednego z rodziców cechy narcystyczne były bardzo silne, a model rodzicielski mocno zaburzony. Ten wpis oparty jest na pierwszej z tych książek.

Narcyzm oznacza zaabsorbowanie sobą, brak prawdziwej troski o innych, pewną super-powierzchowność, zainteresowanie zewnętrznym wyglądem, wewnętrzną pustkę, dystans oraz niechęć do wchodzenia w bliskie relacje i do dawania. Te cechy będą opisywać wzory rodzicielskie w narcystycznej rodzinie. I chociaż te same cechy mogą również pojawiać się w opisach narcystycznych zaburzeń osobowości, to w tym przypadku stanowią one jedynie wierzchołek góry lodowej.

Związki pomiędzy doświadczeniami dzieciństwa a ich konsekwencjami dla dorosłego zachowania od dawna fascynowały obserwatorów ludzkiego zachowania. Szczególnym zainteresowaniem cieszył się wpływ najbliższej rodziny na rozwój osobisty. W ostatnim dziesięcioleciu pojęcie “dorosłe dziecko alkoholików” (DDA) pomogło zrozumieć niemal zupełnie przewidywalne skutki dorastania w rodzinie osób nadużywających alkoholu. Terapeuci pracowali z pacjentami cierpiącymi na niskie poczucie własnej wartości, niezdolność do utrzymania bliskich związków, i/lub zablokowane drogi do zrozumienia swojej sytuacji.

Ale co z osobami, które miały cechy DDA, ale ich rodzice nie pili i nie stosowali przemocy? Wśród cech tych dorosłych dzieci dominują chroniczna depresja, niezdecydowanie i niepewność siebie.

„W tej populacji znaleźliśmy też wspólne cechy związane z zachowaniem: chroniczna potrzeba dogadzania innym, niezdolność określenia własnych uczuć, chęci i potrzeb oraz potrzeba stałego bycia docenianym. Ta grupa pacjentów czuła, że rzeczy złe, które im się zdarzają, są jak najbardziej zasłużone, podczas gdy te dobre przytrafiają im się prawdopodobnie wskutek jakiejś pomyłki albo przypadku. Mieli trudności z byciem asertywnymi, a w skrytości doświadczali wszechogarniającego poczucia wściekłości i bali się, że może ono wypłynąć na powierzchnię. Czuli się jak papierowe tygrysy – często bardzo żli, ale łatwo dający się powalić. Ich relację z innymi charakteryzowały nieufność i podejrzliwość (granicząca z paranoją), przeplecione często z tragicznymi w skutkach sytuacjami całkowitego i nieroztropnego zaufania i odsłonięcia się. Byli chronicznie niezadowoleni, ale bali się być postrzegani jako osoby wiecznie jęczące albo uskarżające się, gdyby wyrazili swoje prawdziwe uczucia. Wielu potrafiło ukrywać swój gniew przez bardzo długi czas, po czym stawali się wybuchowi z powodu stosunkowo mało znaczących spraw. Mieli poczucie pustki i braku satysfakcji ze swoich osiągnięć – zdarzało się to nawet osobom, które wyraźnie odnosiły spore sukcesy. Lista tych osób obejmowała profesjonalistów, obsesyjnie zaangażowanych w swoje przedsięwzięcia, którzy jednak nie byli w stanie osiągnąć sukcesu na poziomie, który by ich satysfakcjonował. W związkach osoby te często znajdowały się w powtarzających się sytuacjach bez wyjścia.” – [The Narcissistic Family]

W ten sposób zidentyfikowany został wzór interakcji, opatrzony terminem narcystyczna rodzina. We wszystkich tych rodzinach pojawia się jedna wszechobecna cecha: potrzeby rodzica mają pierwszeństwo przed potrzebami dzieci. Potrzeby dzieci nie tylko są tu drugorzędne dla ich rodziców, ale często są poważnie problematyczne. Jeśli by zbadać narcystyczną rodzinę według którejś ze znanych skal rozwojowych (np. Maslowa albo Eriksona), okazałoby się, że najbardziej fundamentalne potrzeby dziecka – potrzeba zaufania i bezpieczeństwa – nie są zaspokojone. Ponadto, odpowiedzialność za zaspokojenie potrzeb przesuwa się z rodzica na dziecko.

W narcystycznej rodzinie zachowanie dziecka oceniane jest nie w kategoriach możliwych uczuć doświadczanych przez dziecko, ale pod względem jego wpływu na rodzica. Na przykład w zdrowej rodzinie otrzymanie przez dziecko kiepskiej oceny na świadectwie szkolnym powiadamia rodziców o istnieniu problemu. Taka sytuacja jest wówczas badana pod kątem potrzeb dziecka i jego rozwoju – praca jest dla niego zbyt ciężka, dziecko jest narażone na stres, potrzebuje pomocy, zajęć w małych grupach, wsparcia itp. W narcystycznej rodzinie ten sam problem badany jest w kontekście trudności, jaką sprawia rodzicom – dziecko jest nieposłuszne, leniwe, żenujące albo po prostu szuka ekstra uwagi.

W tym przykładzie, zdrowa rodzina zareagowałaby wyrażając troskę o uczucia dziecka i przedstawiłaby jego niską ocenę szkolną nie jak osobiste niepowodzenie, ale jak problem do rozwiązania. Natomiast w rodzinie narcystycznej reakcje rodzica(ów) wskazują dziecku, że jego uczucia mają niewielkie znaczenie lub zupełnie się nie liczą. Dziecko nie ma problemu, ono jest problemem. Idąc krok dalej, to nie dziecko ma potrzebę (poradzenia sobie z dysleksją, lękiem, opóźnieniem rozwoju, depresją), ale raczej dostaje etykietkę (jest leniwe, głupie, pośmiewisko klasy, nieudacznik itp). Pierwszorzędne znaczenie mają konsekwencje czynów dziecka dla rodziców. Z czasem dzieci te dowiadują się, że ich uczucia są o małej albo negatywnej wartości. Zaczynają odcinać się od swoich uczuć, tracić z nimi kontakt. Często to zaprzeczenie uczuć jest istotne dla dziecka, ponieważ wyrażanie ich tylko dolewa oliwy do ognia. Zamiast zrozumienia, rozpoznania, i uznania za ważne własnych potrzeb, dzieci te rozwijają przesadne poczucie swojego wpływu na potrzeby ich rodzica(ów).

Rzeczywiście, dzieci te stają się odbiciem emocjonalnych potrzeb swoich rodziców. Potrzeby rodzica stają się ruchomym celem, na którym starają się skupić. Ponieważ poczuwają się do odpowiedzialności za poprawianie sytuacji nie posiadając potrzebnej do tego mocy ani władzy, dzieci pogłębiają swoje poczucie niepowodzenia. Ponadto nie udaje im się nauczyć, jak zapewnić prawo bytu własnym uczuciom i wyjść na przeciw swoim potrzebom. Z czasem, dzieci te doznają drętwienia uczuć. Jako osoby dorosłe nie potrafią rozpoznać, co czują, poza różnymi stopniami rozpaczy, frustracji i niezadowolenia.

Droga powrotu do zdrowia wiedzie przez zrozumienie, że nie jest się odpowiedzialnym za postępowanie rodziców ani nie było się w stanie zapanować nad nim w okresie dzieciństwa. Obejmuje jednakże również rozumienie, że w wieku dojrzałym ma się kontrolę nad powrotem do zdrowia i jest się za to rzeczywiście odpowiedzialnym. Innymi słowy, dziecko z zaburzonej rodziny jest ukształtowane przez zaburzone postępowanie rodziców, ale – jak dorosły – już nie musi się z tym identyfikować.

"
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-26, 20:21:49
"Dorosłe dzieci narcystycznych rodziców i ich walka o prawdziwe Ja
Istnieje bardzo liczna grupa niezauważanych ofiar. Często nie szukają one pomocy, której potrzebują, nie rozpoznają bowiem, że cierpią z powodu problemu, dla którego istnieje rozwiązanie. Są to dzieci narcystycznych rodziców. Znam ich sytuację od środka, sama bowiem jestem jedną z nich.
Kiedyś przyjaciel zapytał mnie: “Kim są narcyzi? Czyż nie są to ludzie, który uważają siebie za kogoś wyjątkowego?” Odpowiedź brzmi: tak i nie. Wszyscy zdrowi ludzie mają się za szczególne, wyjątkowe jednostki, zdolne do osiągnięć i godne miłości, i nie jest przypadkiem, że dokładnie w ten sposób postrzegali ich w dzieciństwie rodzice. Ludzie stosunkowo wolni od cech narcystycznych (większość z nas jest nimi w pewnym stopniu obciążona) nie próbują wynosić się ponad innych. Nie są zainteresowani taką konkurencją. Mają kontakt ze swoimi emocjami i starają się postępować jak najlepiej i robić wszystko, co leży w ich możliwościach. Ich wzorce, zgodne z ich wewnętrznymi cechami, są realistyczne, bo ludzie ci mają dobre pojęcie o tym, kim są i co mogą osiągnąć (taka obiektywnosć nie jest bez znaczenia).

Narcyzi są zupełnie inni. Nieświadomie zaprzeczają nieujawnionemu i nieakceptowalnemu nędznemu obrazowi siebie poprzez napompowanie go. Zmieniają się w błyszczące, wspaniałe postacie, otoczone psychicznie nieprzenikalnym murem. Celem tego samooszustwa jest odgrodzenie się od dla budzącego grozę zewnętrznego krytycyzmu oraz od własnego morza wątpliwości.
Ta pełna paradoksów postać potrzebuje być przez wszystkich uważana za doskonałą. Osiągnięcie tego celu wymaga stworzenia dopracowanej persony (społecznej maski, objawianej światu). Persona potrzebuje publiczności, która ją będzie doceniać i oklaskiwać. Jeśli robi to wystarczająca ilość osób, narcyz odczuwa ulgę, że nikt nie jest w stanie przejrzeć jego charakteryzacji. Persona jest schematem obronnym, za którym można się skryć, jest jak sceniczne dekoracje w starych westernach. Kiedy spoglądasz za ten mur, znajdujesz… pustkę, nic. Podobnie narcyz, za swoim wspaniałym obnoszonym wizerunkiem czuje się pusty i pozbawiony wartości.
Ponieważ życie zorganizował sobie tak, żeby zaprzeczało jego negatywnym uczuciom na własny temat i utrzymywało iluzję wyjątkowości, rodzinie narcyza na siłę wyznaczona jest rola osób wspierających. Nie mają wyboru, jeśli zależy im na dobrych ukladach. Partner narcyza, żeby utrzymać małżeństwo, musi być nim oczarowany i uległy, a dzieci będą automatycznie powielać każdy obraz, który jest na nie projektowany.
Tu zaczyna się dramat. Narcyz nie może widzieć swoich dzieci takimi, jakie są, a wyłącznie jako odbicie swoich nieświadomych potrzeb. Nie pyta, dlaczego dzieci są takie wspaniałe (lepsze od wszystkich innych) albo takie okropne (najgorsze pod każdym względem), albo dlaczego w jego oczach ich wizerunek przeskakuje z jednej skrajności do drugiej, nie przyjmując wartości pośrednich. Dla niego one po prostu takie właśnie są.
Kiedy je idealizuje, ich zdolności postrzega jako wręcz mityczne. Takie napompowanie wskazuje, że dzieci wykorzystywane są jako przedłużenie jego imponującego ego. Kiedy je nienawidzi, a ich cechy są według niego nie do przyjęcia, to projektuje na nie własne znienawidzone przez siebie cechy. Czy je idealizuje, czy oczernia, pozostaje całkowicie nieświadomy, że to co widzi jest projekcją i że jego wizje nakładają na jego dziecko ogromny ciężar.
To niesamowite, jak wcześnie rozpoczyna się proces projekcji. Zanim dziecko zostało poczęte, już narcystyczny umysł przydzielił rolę swojemu potomkowi. Oczekiwane cechy potwierdzane są przez subtelne zachowania płodu w łonie, a kiedy dziecko przychodzi na świat, rodzic zaczyna zatwierdzać swoje projekcje przez interakcje z dzieckiem.
Przykładem tego może być narcystyczny ojciec, który był w stanie powstrzymać doświadczanie własnej słabości, odnajdując ją w osobowości swojej czterotygodniowej córki. Nigdy nie zakwestionował słuszności swoich spostrzeżeń – takie myśli pojawiały się sporadycznie, ale były natychmiast odrzucane, a najlepszą obroną przed nimi jest skupienie się na wadach innych, włącznie z wadami własnego dziecka. Narcyz podpiera swoją tezę oceniając fizyczne ruchy córki jako słabowite i pozbawione energii. Oczywiście córka jest “biologicznie gorsza”. Charakterystyka dziecka zostaje przyklepana, a jego los przesądzony.
Matka powiela pogląd partnera, nieświadomie tłumiąc własne wątpliwości i odmienne spostrzeżenia. Na jej myślenie wpłynął fakt, że mąż będzie ją akceptował tylko wtedy, kiedy ona się z nim zgodzi. Jest w nim teraz zakochana i nade wszystko chce go zadowolić. Dodajmy, że ten, kto poślubia narcyza, robi to często po to, żeby poprawić kiepskie poczucie własnej wartości przez podpięcie swojego ego pod ego kogoś, kto promieniuje wspaniałością. Takie osoby przeraża perspektywa odrzucenia przez partnera i zawsze gotowe są odpowiadać w wymagany sposób.
Dziecko dorastało zgodnie z planem rodziców. Dziewczynka stała się wyraźnie uległa, często zwracając się do swojego narcystycznego ojca o podjęcie za nią decyzji. Po matce przejęła uległość – jako właściwy sposób wyrażania kobiecości i relacji z mężczyznami. Tylko taką bowiem rolę mógł zaakceptować u kobiety narcystyczny ojciec.
Jedną z cech dziecka narcystycznego rodzica jest tendencja do hurtowego przyjmowania wartości od rodziców zamiast tworzyć je na miarę własnej osobowości. Narcyzi cenią dzieci będące dokładnymi ich kopiami, jakakolwiek bowiem zmiana czy różnica w stosunku do prototypu odbierana byłaby jako krytycyzm.
Młoda kobietka staje się “idealną” córką, posłusznie powielając dorobkiewiczowskie wartości rodzica. Gra w tenisa, uczy się żeglarstwa, zna francuski, wakacje spędza podróżując po Europie. Nie wybija się w żadnej z dziedzin, prawdopodobnie dlatego, że niczemu nie towarzyszy pasja. Jej jaźń nie jest zaangażowana w nic, co ona robi. Martwi się, że mimo wkładanych wysiłków, nie przejawia żadnego talentu. Mimo że nieco przy kości, jest niewątpliwie dziewczyną atrakcyjną, a jednak prawie nigdy nie umawia się na randki. Żaden z młodzieńców, których spotkała w życiu, nie mógł mierzyć się z jej tatą.
Jest zgodna, zawsze uśmiechnięta i przytakująca, podejrzanie wolna od wszelkich złośliwości. Prawdę powiedziawszy, jest nieco nudna. Z niezrozumiałych powodów ten chodzący ideał uprzejmości zaczyna nękać coraz silniejsze uczucie furii, co wprawia ją w zakłopotanie. Dlaczego odczuwa złość, skoro wszystko w jej świecie jest takie doskonałe? Nigdy nie widziała nic szkodliwego w wywieranej na nią presji stania się nienagannym egzemplarzem pokazowym. Takie myśli stanowiły tabu.
Straciła kontrolę nad swoją złością. Uczucie przybrało formę lęku, lęku, że cały świat legnie w gruzach, a wszystko zostanie zdmuchnięte jak w nuklearnej zagładzie. Obsesja ta odzwierciedlała projekcję jej stłumionych wybuchowych uczuć. Na szczęście lęki te zaprowadziły ją na psychoterapię. Rodzice byli zdenerwowani faktem, że córka potrzebuje pomocy, uderzało to bowiem w wizerunek ich jako rodziców. Dziecko musiało znaleźć się na skraju obłędu, żeby ktokolwiek z rodziny zdecydował się przyznać, że coś jest nie w porządku.
Potomstwo narcystycznych rodziców dorasta wypełniając wyznaczone role. Mogą wyczuwać, że żyją w kłamstwie, nie wiedzą jednak, co z tym uczuciem nieautentyczności zrobić. Próbują więc ze wszystkich sił stać się tym, czego się po nich spodziewa, jakby ich uczucie niepokoju wynikało z niewłaściwego wypełniania roli. Jeśli rodzice postrzegają ich jako sromotną porażkę czy nieszczęsne ofiary losu – od ich wyglądu po siłę umysłu – to tym właśnie się stają. Jeśli pokazuje im się, że są wspaniali i stać ich na wiele, to – szczególnie kiedy mają wrodzoną zdolność do wypełnienia silnej roli – stają się siłą napędową społeczeństwa.
W głębi duszy dzieci narcystycznych osób, gloryfikowane albo poniżane przez nieustannie wartościujących rodziców, czują się nikim, ponieważ muszą czymś „być”, żeby zaskarbić sobie rodzicielską miłość. Uwarunkowana miłość nie zapewnia wsparcia wewnętrznemu Ja. Tworzy ludzi, którzy nie mają osobistej wartości. Wychowywane na warunkowej miłości, dzieci osób narcystycznych same stają się warunkowe. Mają się za nierzeczywiste."
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-26, 20:22:39
"Jak rozpoznać narcyzm i narcyza

Jak powiedzieliśmy, narcyzm jest powszechną cechą współczesnego, nowoczesnego społeczeństwa (dawniej też zdarzali się narcyzi, ale nigdy w takiej obfitości). Ludwik XIV, wypowiadając swoją słynną kwestię “L’etat, c’est moi” (państwo to ja), wyraził typowy narcystyczny punkt widzenia osoby opętanej ideą egocentryzmu. Jego narcystyczne racje doprowdziły do wybuchu Rewolucji Francuskiej. Jego ego było tak nadęte, że wydawało mu się, iż reprezentuje potrzeby całej Francji. Kiedy Ludwik jadł, Francja miała czuć się zaspokojona. Podobnie Marie Antoinette – na błagania o chleb głodującego ludu odpowiedziała wykrzykując niefrasobliwie “niech jedzą ciastka!” – prezentując w ten sposób swoją narcystyczną reakcję. Ponieważ jej żołądek był pełen, prośba ludu o zwykłe jedzenia wyglądała śmiesznie. Te dwa komentarze ilustrują tę samą postawę – “moje potrzeby są wszystkim, nic i nikt poza tym się nie liczy“.

Narcyza interesuje tylko to, co się w nim odbija. Wszystko, co robi albo czego doświadcza, jest odbierane jako odbicie własnego Ja. Nazwa tego psychicznego zniekształcenia zaczerpnięta jest ze starożytnego greckiego mitu Narcyza – urodziwego młodzieńca, ulubieńca nimf. Nimfa Echo zakochała się w pięknie Narcyza, ale on nie zwracał uwagi na jej coraz bardziej żałosny płacz. Dla bogów przyglądających się grom ludzi, nieodwzajemnienie miłości było przestępstwem. Ukarali więc Narcyza w symboliczny sposób, powodując, że zakochał się we własnym odbiciu i wiecznie wyciągał ręce, by wziąć w objęcia… iluzję.

Za każdym razem, gdy Narcyz sięgał po uwielbiany obraz siebie odbity w spokojnej wodzie stawu, obraz rozmywał się w niezliczone zmarszczki. Narcystyczna osoba, która swoje zranione poczucie własnej wartości próbuje ratować przez przyozdabianie i podziwianie pozłoconego Ja, jest jednocześnie nawiedzana przez horror psychicznej fragmentacji. Powinna uświadomić sobie, że wbrew jej przekonaniu, to “ja” nie jest wszystkim.

[Olchanowski w swojej książce "Duchowość i narcyzm" pisze:

„Charakterystyczną cechą osoby narcystycznej jest to, że, paradoksalnie, nie interesuje się ona swym rzeczywistym ja, ponieważ zamiast siebie uwielbia i ceni swój własny obraz.(...) Jednym z efektów jest rozszczepienie ciała od uczuć. Zatem już nie tylko ego mentalne zostaje oddzielone od ja cielesnego, lecz również od tego ja zostają oddzielone uczucia. Wówczas poczynamy budować naszą tożsamosć w oparciu o wyobrażenia innych na nasz temat, słowa autorytetów, własne wyobrażenia o sobie (często zbyt maniakalne bądź zbyt depresyjne), zależne od wszelkich uwarunkowań kulturowych i rodzinnych, nagromadzonych opinii, wiedzy, pojęć, ideałów i zaczynamy wierzyć, że jesteśmy obrazem, ponieważ cały proces, który doprowadził do jego utworzenia, uległ poprzez wyparcie zapomnieniu. Jeżeli nawet zdarzy się, że własny obraz darzymy nienawiścią, nie możemy kochać własnego ja, ponieważ sądzimy, że ja to obraz i jesteśmy przekonani, że innego ja nie ma.” ]

Według DSM-III, dla narcystycznego zaburzenia osobowości charakterystyczne są następujące cechy: napompowane poczucie wysokiego mniemania o sobie, fantazje o nieograniczonym sukcesie, sławie, mocy, pięknie i doskonałej miłości (bezkrytyczna adoracja), ekshibicjonizm (potrzeba bycia dostrzeganym i podziwianym), skłonność do uczucia wściekłości na ogół bez obiektywnego powodu, odnoszenie się do ludzi z chłodną obojętnością jako kara za krzywdzące potraktowanie albo jako wyraz tego, że aktualnie danej osoby nie potrzebują, skłonność do silnego poczucia niższości, wstydu i pustki, poczucie uprzywilejowania ze skłonnością do wykorzystywania innych, tendencja do idealizowania albo dewaluowania ludzi, oparta w dużej mierze na niezdolności do empatii.

Ta lista, choć długa, nie jest jeszcze wyczerpująca. Mówi się, że żyjemy w epoce narcyzmu. Niewielu z nas jest całkowicie wolnych jego cech. Idea narcyzmu zawiera się w takich wyrażeniach jak “the Me Generation”, “co z tego będę mieć?” czy “dbać o własny interes”.

Jeśli społeczeństwo oddaje cześć takim zewnętrznym atrybutom jak prezencja, status, władza i pieniądze, można dojść do przekonania, że to co wewnętrzne – uczucia i czyny, o których tylko samemu się wie – nie liczą się. Jednak jedyne prawdziwe i trwałe poczucie własnej wartości, pochodzi z wyczuwania własnego Ja-esencji, z uczucia bycia realnym, z robienia tego, co prawdopodobnie tylko samemu uważa się za właściwe. Uznanie dla tej subiektywnej, nieuchwytnej rzeczy jest tym, co mamy na myśli, kiedy mówimy, że ktoś ma “charakter” – tę tak rzadką dziś cechę.

Stosowanie zewnętrznych wartości społeczeństwa do własnego Ja powoduje narcystyczne zranienie. Słowo “narcystyczny” ma tu za zadanie pokazać, że to miłość własna zostaje skrzywdzona. Gdy miłość własna zależy od rzeczy zewnętrznych, od cudzych opinii na temat tego czym jesteś i co robisz, własne Ja zostaje zdradzone. Pewna kobieta, charakteryzująca się niecodzienną naturalną urodą, została przedstawiona towarzystwu przez chełpliwą matkę słowami “piękna jak gwiazda filmowa”. Usłyszawszy te słowa, kobieta skuliła się ze wstydu czując się nic nie wartą, ponieważ oceniona została tylko za swój wygląd zewnętrzny.

Zdrowa jaźń nie ma nic wspólnego z gwiazdorstwem. Psychiczne zdrowie bierze się z akceptacji mającej swój początek we wczesnym dzieciństwie, akceptacji obejmującej całość tego, jakim jesteś – dobry i zły, brudny i czysty, grzeczny i nieposłuszny, bystry i głupi. U osoby dorosłej zdrowie przejawia się poprzez harmonię między ideałami a czynami, przez umiejętność docenienia siebie w równej mierze za to, co próbujesz robić, jak i za osiąganie celu. Oznacza to przyznanie, że pomimo iż nie jesteś doskonały, to wciąż zasługujesz na miłość.

W szkole trenerzy często próbują umocnić charakter podopiecznych sugerując, żeby robili, co w ich mocy i nie zwracali uwagi, czy odnoszą zwycięstwo czy porażkę. Nasze nastawione na zewnętrzność społeczeństwo jest tak uzależnione od wygrywania, że taka rada jest słabym antidotum na presję wywieraną na najmłodszych przez histerycznych rodziców i kadrę nauczycielską – ich ego zawsze bowiem potrzebuje zwycięstwa, żeby zaprzeczyć zasadniczo niepewnemu wyobrażeniu o sobie.

Żeby dorosnąć do bycia pełną osobą, niemowlęta, maluchy i dzieci w okresie kształtowania się potrzebują doświadczać prawdziwej akceptacji, muszą wiedzieć, że postrzegane są takimi jakimi są i nie przestają być doskonałe i warte miłości w oczach rodziców. Muszą się potykać, czasem nawet upaść, i spotkać się wtedy z ojcowskim lub matczynym współczującym uśmiechem. Dzięki rodzicielskiej akceptacji dzieci dowiadują się, że ich istność, ich wewnętrzne Ja, zasługuje na miłość. Miłości do siebie uczymy się przez identyfikację. Pozytywny szacunek do samego siebie jest czymś przeciwnym do tego, co znają osoby narcystyczne. Narcyz jest “zakochany” w sobie dokładnie dlatego, że nie potrafi siebie kochać.

Przyszły narcyz doświadcza jako dziecko, że jego Ja odrzucone zostaje przez narcystycznego rodzica. Rany rodzica stanowią szablon dla ranienia dziecka. Każdy narcystyczny rodzic w każdym kolejnym pokoleniu powtarza zbrodnię, która była popełniona przeciwko niemu. Tą zbrodnią jest brak akceptacji. Narcyz więcej wymaga i bardziej deformuje to dziecko, z którym silniej się identyfikuje, aczkolwiek wszystkie jego dzieci zostają wciągnięte w jego sieć subiektywności. Jak może akceptować potomstwo, które jest produktem jego własnego ja, którym nieświadomie gardzi? Jego nastawienie jest odmianą Syndromu Groucho Marxa – „nie zapisałbym się do żadnego klubu, który miałby mnie za swojego członka” – w tym przypadku zmienionego w “nie kochałbym żadnego dziecka, które miałoby mnie za swojego rodzica”. Przyrodzonym prawem takiego dziecka jest odrzucenie.

Dziecko, które ostatecznie wyrasta na pełnowymiarowego narcyza, przeważnie miało narcystyczną matkę. Ponieważ to matka na ogół roztacza nad dzieckiem opiekę, która definiuje wczesny świat dziecka, dlatego matka-narcyz częściej ma szansę zmienić swoje dziecko w kolegę- narcyza. W układzie, kiedy to ojciec jest narcystyczny, a nie matka, jego traumatyczny wpływ nie jest tak silny w okresie kształtowania przez dziecko poczucia własnego Ja.

Przyszły narcyz odwraca się od świata, który w jego oczach pozbawiony jest troskliwości, ciepła i miłości (ponieważ sposób, w jaki matka się nim opiekuje, dostarcza dziecku pierwszą wersję świata). Zamyka się w sobie i wycofuje w pompatyczne, ambitne fantazje, by ochronić się przed głębokim uczuciem bezwartościowości wywołanym przez fakt, że matka nie kocha go naprawdę. Gigantomania pozwala mu wierzyć, że jest pełny i doskonały, odgradzając go jednocześnie od skrytego poczucia, że jest żarłoczną bestią, gotową mordować, żeby tylko się najeść i przeżyć. Pożywieniem tej bestii jest podziw.

Narcystyczna matka, ta osoba czuwająca nad pierwszymi latami dziecka, jest wspaniała, chronicznie zimna, ale nadopiekuńcza. Narusza autonomię swojego dziecka i manipuluje nim dostosowując je do swoich życzeń. Odrzuca tę jego część, która wydaje jej się nie do przyjęcia, wywołując w dziecku strach, że straci jej sympatię, jeśli wyrazi niezadowolenie. Na jego dziecięce wybuchy złości odpowiada gniewem albo wycofaniem. Dziecko nie jest w stanie poradzić sobie ze swoimi „brzydkimi” uczuciami, które grożą wybuchem i zniszczeniem więzi między nim a matką, więzi, od której zależy jego życie.

Wspaniałość matki wskazuje dziecku – i kształtuje – sposób na wyjście z rozterek. Matka sadza dziecko obok siebie na wspólnym tronie, dzieląc się z nim własną wielkością. Przyswajając sobie tę aurę specjalności, którą go otoczyła matka, dziecko może tworzyć sobie imponujące fantazje na swój temat, w które następnie ucieka. Fantazje te ostatecznie krystalizują się w strukturę psychiczną, którą nazywamy imponującym Ja. W tym momencie rodzi się nowy narcyz.

Jeśli chodzi o samowystarczalność, matka-narcyz jest przepełniona interpersonalnymi potrzebami. Złakniona ich jest bardziej niż większość ludzi, którzy czują, że mają w sobie coś dobrego. Jeśli ma przeżyć, musi znaleźć sposób na zaspokojenie swoich potrzeb, bez jednoczesnego uznania niezależnego istnienia osoby, na której chce się żywić. Przyznanie, że ktoś jest jej niezbędny, prowadzi do uczucia niedoboru, a to z kolei wiedzie wprost do pustki trudnej do zniesienia, zazdrości i złości. Żeby tego doświadczenia uniknąć, zamieszkuje w jednoosobowym świecie. Albo istnieje ona, a inni ludzie są wymazani, albo odwrotnie. W jej umyśle ona stoi na środku sceny, a reszta ludzi to zwykłe cienie za kurtyną. Takie rozwiązanie stwarza nową łamigłówkę: “jak mogę się nakarmić nie przyznając racji bytu żywicielowi?” Rozwiązanie polega na przeanalizowaniu ludzi i zrobieniu z nich częściowo obiektów nieożywionych. Taka osoba zaczyna spełniać funkcję „zaspokajacza potrzeb”, jak dowolny organ ciała. Nie trzeba brać pod uwagę całego człowieka.

Pomimo napompowanej wspaniałości, matka-narcyz nie jest gruboskórna, wręcz przeciwnie. Wiecznie czuje się urażona i źle potraktowana, zwłaszcza kiedy ludzie zdają się ignorować jej nadzwyczajność. Pomijanie jej szczególności natychmiast sugeruje narcyzowi, że ktoś może myśleć, że cesarz jest nagi, a dokładnie tego najbardziej się boi. Deptanie jej po odciskach doprowadza ją do wściekłości.

Rani ją, kiedy dziecku, które uważa za wyjątkowe, nie udaje się spełnić jej oczekiwań. Reaguje wtedy wściekłością, taką samą, jaką można by czuć do kończyny niezapewniającej podparcia. Jej dzieci i współmałżonek uczą się, że można ją uspokoić wspierając jej gigantomanię, a dziecko uczy się jej nie zawodzić.

Narcystyczna matka ma skłoność do przelotnych społecznych relacji, niewiele bowim osób chce stosować się do jej zasad. Ma entuzjastów, znajomych z pracy, ale niewielu przyjaciół. Najbliższe osoby to inni narcyzi, którzy utrzymują wygodny dystans, wymieniając jednocześnie gesty wzajemnego podziwu. Żadna ze stron nie wysuwa emocjonalnych żądań.

To jak życie w automacie, w którym różne emocjonalne smakołyki wyłożone są za szybą – z jedną zasadniczą różnicą. W tym automacie klient nie musi płacić. On ma prawo do jedzenia. Zachowuje dystans wobec ludzi w swoim świecie-automacie. Ponieważ nie jest psychotyczna i zupełnie pozbawiona kontaktu z rzeczywistością, od czasu do czasu zmuszona jest zauważyć obecność dobroczyńcy. Wtargnięciu tej idei w sferę emocjonalną zapobiec można przez umniejszenie wartości prezentu albo ofiarodawcy. Jeśli prezent jest niewiele wart, nie ma potrzeby odczuwania wdzięczności. Nie trzeba dodawać, że narcyz rzadko dziękuje. Narcyz potrafi być niezwykle czarujący, kiedy chce wywrzeć dobre wrażenie, ale jego słowa brzmią płytko.

Narcystyczna matka nie widzi na ogół potrzeby posunięcia się aż tak daleko, kiedy chodzi o rodzinę. Członkowie rodziny należą do niej i mają zaspokajać jej potrzeby. Jej dzieci, z racji braku uznania dla ich prób sprawienia matce przyjemności, czują się szczególnie rozbite – jest ona bowiem główną postacią w ich świecie. Kiedy oferują coś, co jest poniżej jej standardów, zawsze mogą liczyć na krytykę i zniewagi, pogłębiające i tak już dotkliwe zranienie.

Jeśli chodzi o dobór partnera – o ile nie wybierze sobie narcyza – będzie żyć z osobą, która ma poczucie niższości i musi się ukryć w związku. To jej odpowiada, bo nie nie chce udzielać głosu innej istocie. Często jej partner sam jest dzieckiem narcystycznej matki, jest już więc zindoktrynowany, i wykorzystywanie oraz lekceważenie bierze za miłość. Inni, dający się zwabić przez narcystyczną aurę, to ci, których zdrowy dziecięcy ekshibicjonizm został stłumiony. Okres zdrowego ekshibicjonizmu to czas, kiedy chłopczyk popisuje się swoimi mięśniami przed mamą, która ma okazać uznanie, albo kiedy dziewczynka pokazuje się tacie w swojej nowej sukience, by wzbudzić jego podziw. Jeśli rodzic zawstydzi dziecko za popisywanie się, potrzeba uwagi zostaje stłumiona i zepchnięta do podświadomości. Zepchnięcie takie oznacza, że potrzeba nie zostaje zaspokojona i będzie próbowała się wyrażać w wieku dorosłym w sposób nieuświadomiony. Taka osoba może wybrać sobie ekshibicjonistycznego partnera, żeby niejako z drugiej ręki osiągnąć zaspokojenie tej potrzeby.

Należy zrozumieć, że osobowość narcystyczna wykazuje poważną nieprawidłowość, coś, co w kategoriach medycznych można by nazwać chorobą. Ponieważ jednak medyczny model nie zajmuje się opisem ludzkiej osobowości, lepszą miarą skłonności narcystycznych może być stopień, w jakim dana osoba zdolna jest do prawdziwej opiekuńczości i miłości. Narcyz może być skuteczny zawodowo, ale często powstrzymuje go (albo ją) strach przed okazaniem się niedoskonałym. Taki niepokój może obniżyć inwencję twórczą, a na pewno podkopuje relacje z innymi ludźmi.

Imponująca matka-narcyz może w swoim świecie-automacie nie czuć pustki swojego życia, pomimo że jej narcystyczne cechy powodują cierpienia wszystkich, z którymi jest w zażyłym kontakcie. Zaczyna zdawać sobie sprawę, że coś jest nie tak (niekoniecznie z nią), dopiero wtedy, kiedy otoczenie przestaje podtrzymywać jej wybujałe iluzje, a jej nie udaje się spełnić oczekiwania wielkości. W tym momencie może wpaść w depresję i szukać ulgi w bólu poprzez psychoterapię.

Narcyz, który ma nadzieję zmienić się poprzez psychoterapię nie ma przed sobą łatwego zadania. Proces musi być żmudny, ponieważ wymaga przyznania się do ludzkich wad, dostrzeżenia, że potrzebuje innych ludzi, a ci mają wybór, czy chcą dawać, czy nie (nie można komenderować miłością). Oznacza to konieczność ponownego doświadczenia uczuć bezradności i bycia manipulowanym dzieckiem, które doznało znacznej krzywdy od niekochających rodziców. Będzie musiała zobaczyć tę pustkę życia kompulsywnie kontrolowanego przez potrzebę bycia przedmiotem podziwu i przez ostentacyjne osiągnięcia. Efektem jej walki o odkrycie prawdziwego Ja będzie umiejętność prowadzenia zwykłego życia, życia pełnego prawdziwych radości i smutków, a nie fikcyjnych przyjemności płynących z odbitego obrazu"
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-29, 21:47:14
"Dziecko oczekuje, że jego towarzysz zabaw będzie chciał się bawić w grę, w którą samo pragnie grać. Jeśli jest inaczej, dochodzi do sprzeczki. Jedno i drugie szuka dorosłego, aby się poskarżyć: „On już nie jest moim przyjacielem!". Pogląd głoszący, że przyjaciel to ktoś, kto zrobi to, czego pragniemy, jest zakorzeniony w umyśle dziecka. Dziecko przejęło go od rodziców, którzy mówili, że je kochają, i nagradzali pochwałą, gdy było posłuszne, a karali, gdy odmawiało posłuszeństwa. Rodzice dziecka nigdy nie zakwestionowali myśli, że posłuszeństwo jest wyrazem miłości, dlaczego zatem ono samo miałoby to robić?
Niezakwestionowanie myśli dotyczących potrzeb i pragnień skłoniło nas do poszukiwania miłości i aprobaty Nic dziwnego, że gdy uda nam się kogoś zdobyć, myśli te powracają na nowo. Nie wiemy, jak zakwestionować to, czego oczekujemy od miłości. Nie wiemy, jak zakwestionować to, w co wierzymy Nie wiemy, że możemy po prostu kochać i zwyczajnie prosić o to, czego pragniemy, bez żadnych ukrytych motywów."
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-31, 21:50:15
Pigułka o molestowaniu
http://online.synapsis.pl/Molestowanie-seksualne-Jak-sprawca-manipuluje-psychika-dziecka/
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-08-02, 01:13:19
Anna Dodziuk
Bez wstydu źle, ze wstydem różnie             

           
1.Nie ma ludzi, którzy się nie wstydzą. Chyba rzeczywiście nie ma. Każda kultura nakłada jakieś ograniczenia i stawia jakieś wymagania, które w toku wychowania są uwewnętrzniane i jeśli człowiek nie spełnia tych – już własnych – standardów, pojawia się wstyd. Myślę, że w toku życia musi się to zdarzyć każdemu, i to wielokrotnie. A w naszej kulturze zwłaszcza, u nas zawstydzanie dzieci to jeden z głównych instrumentów wychowawczych. Dlatego potem żyjemy wśród ogromnie wstydliwych dorosłych, w większości wprost sparaliżowanych wstydem.

 
2.Gdyby nie wstyd, ludzie robiliby straszne rzeczy. Całkiem możliwe. Wydaje mi się, że wstyd jest jednym z głównych regulatorów zachowania i gdyby nie on, normy społeczne byłyby przekraczane dużo częściej. Przecież skontrolować, złapać na gorącym uczynku i ukarać udaje się tylko bardzo nieznaczny ułamek tych, którzy robią rzeczy niedopuszczalne. Weźmy przykład banalny: jazdę bez biletu – jak mała jest liczba ludzi, których mógłby złapać kontroler w porównaniu z tymi, którzy wstydzą się nawet pomyśleć o podróżowaniu na gapę.

 
3.Dzieci się nie wstydzą. Noworodki nie, ale po wyjściu z pieluch maluchy zaczynają się wstydzić bardzo szybko. Prawie każde dziecko, jak tylko wstanie na nogi, zaczyna być zasypywane gradem pouczeń i wraz ze świadomością siebie i początkami panowania nad otoczeniem wkracza intensywny trening „bycia nie w porządku”. Niemniej jeszcze przez jakiś czas są w znacznie mniejszym stopniu zainfekowane wstydem niż dorośli i dlatego mają tyle uroku, pomysłowości, spontaniczności, zadowolenia z siebie i łatwości nawiązywania kontaktu. Każdy z nas może sprawdzić, o czym myśli, kiedy poznaje nową osobę albo staje przed lustrem – większość z tego, co wtedy gra nam w głowie, to teksty z programu samozawstydzania. Dzieci zwykle jeszcze nie mają takich wyraźnych i kompletnych nagrań w głowie.

 
4.Gdybyśmy się nie wstydzili, żyłoby nam się lepiej. Wcale? Gdybyśmy mniej się wstydzili, pewnie bylibyśmy szczęśliwsi. Ale masowy bezwstyd doprowadziłby wkrótce – jestem o tym przekonana – do chaosu społecznego, co wyraźnie widać na przykładzie terroryzmu. Myślę, że nie obejdzie się bez rozróżnienia kontruktywnego wstydu, który powstrzymuje nas przed staczaniem się w bezład i motywuje do stawania się lepszymi, a wstydem destrukcyjnym czy toksycznym, który gasi radość życia, spontaniczność i autentyczność. Na pewno gdyby było w nas mniej toksycznego wstydu, nasze życie byłoby nieporównanie bardziej satysfakcjonujące.

 
5.Wstyd przeżywamy tylko w obecności innych osób. Ależ skąd! Sami jesteśmy swoimi głównymi zawstydzaczami. U źródeł wstydu rzeczywiście są inni ludzie – rodzice, nauczyciele, równieśnicy, partnerzy – ale jesteśmy zdolnymi uczniami, a wstyd to piekące, okropne uczucie, tak że bardzo szybko zaczynamy sami pilnować tego, żeby nie dopuścić do nawet niedużego zażenowania. Jak długo potrafi nas męczyć popełniona gaffa – już w samotności, często miesiące i lata po niefortunnym zdarzeniu. I to nieraz tak błahym, jak rozpięta spódnica czy wylana na kogoś kawa.

 
6.Kto się wstydzi, ten ma coś na sumieniu. Bynajmniej. To nie poczucie winy, gdzie wyznanie złego postępku przynosi ulgę, bo inaczej gryzą wyrzuty sumienia. Wstyd męczy, nawet jak człowiek do wszystkiego się przyznał. Albo jak nie ma się do czego przyznawać. Dwa przykłady: mężczyzna o słabej sprawności seksualnej i porzucona kobieta. Co oni mają na sumieniu? A wstydzą się jak potępieńcy.

   
  [tekst ukazał się w Magazynie Psychologicznym „Charaktery” nr 10 (93) październik 2004] 

         
..............................................
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2012-08-14, 08:42:03
Może kogoś zainspirować, bo piszą, jak zrąbać dzieciom psychike:
http://dzieci.pl/rgid,14841087,title,Gdy-dom-nie-jest-schronieniem,fototemat_zwiazek.html?smgputicaid=6efc0
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: katharina w 2012-08-14, 14:15:24
to wlasnie cala ja, z dziecinstwa..
bylam u ciotki 3 tygodnie- spokojnie, nie tesknilam i bylo mi dobrze
bylam na kolonii jako 7 latka- kurcze, czemu inne dzieci plakaly i chcialy do domu??? mnie bylo dobrze! nie tesknilam
moja mama nazywala mne "cyganskim dzieckiem" nie przypominam sobie zebym za nia tesknila, inne dzieci, te teskniace, nie mogace zasnac bez rodzicow, byly dla mnie wielkim zjawiskiem;)
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-08-14, 15:55:51
Bardzo niemiłym wzorcem jest oczekiwanie na karę. Przeświadczenie, że może stać się coś złego, co na prawdę ode mnie nie zależy. W dysfunkcyjnej rodzinie, zawsze ktoś jest winny. Nieważne czy to prawda, czy nie - zawsze ktoś jest winny. Musi być winny, inaczej napięcie w rodzinie sięgnęłoby zenitu. A tak na prawdę przy dobrej komunikacji nie byłoby takiego problemu.
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Shivani w 2012-08-15, 00:00:38
Cóż za ciekawy wątek. Kompendium wiedzy patologicznej :)))
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2012-08-15, 00:02:03
No:) Innymi słowy podstawy wychowawcze w Polsce :)
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2012-08-17, 00:32:36
Super posty też znalazłem coś dla siebie.
Czekam na artykuł o niezrozumieniu w rodzinie. Może coś sie pojawi.
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-08-17, 00:47:11
Maciej Wojewódka
Alienacja rodzicielska (PA) i zespół alienacji rodzicielskiej (PAS)

Zespół alienacji rodzicielskiej (parental alienation syndrome - PAS) to efekty zachowań rodzicielskich, będących skutkiem stosowania obecnych rozwiązań prawnych, dotyczących rozwiązywania małżeństwa, przyznających główną opiekę nad dzieckiem jednemu z rodziców i mogące wywoływać u dziecka m. in. zachowania autodestrukcyjne, blokadę własnej indywidualności, łatwość uzależniania się, obniżoną samoocenę, gniew, agresję, depresję, niepokój, a nawet tendencje samobójcze.

Do następstw PAS zalicza się także trudności w budowaniu intymnych związków, towarzyszące przez całe życie problemy z tożsamością, choroby psychiczne, problemy emocjonalne oraz zaburzenia seksualne w dorosłym życiu. Dziecko wykazujące zespół alienacji rodzicielskiej (PAS) może być zaangażowane w oczernianie i obmawianie rodzica, z którym nie mieszka, a nawet żywić wobec niego nienawiść i odmawiać widywania się z nim. Zjawisku PAS mogą towarzyszyć także nadpobudliwość i lęki, a jego zaawansowanej fazie problemy neurotyczne i psychosomatyczne, takie jak bóle głowy, brzucha, astma, problemy z przemianą materii i trudności z zasypianiem, a dziecko może być związane z pierwszoplanowym opiekunem nawet więzią opartą na fantazjach paranoidalnych dotyczących drugoplanowego opiekuna (rodzica).

Na występowanie takich negatywnych problemów u dziecka wpływa proces alienacji rodzicielskiej (parental alienation - PA). Amerykański psycholog sądowy dr Douglas Darnall zdefiniował PA jako zespół zachowań świadomych lub nieświadomych, które mogą wywoływać zaburzenia w relacjach pomiędzy dzieckiem, a drugim rodzicem. Alienacją rodzicielską, stanowiącą przemoc emocjonalną wobec dziecka, mogą być szantaż emocjonalny, okazywanie w obecności dziecka, niechęci wobec drugiego rodzica, wzbudzanie niechęci do niego, a także niedopuszczanie do kontaktu z nim czy inne manipulacje.

Gama zachowań indukujących u dziecka negatywne emocje, postawy i przekonania wobec drugiego rodzica, prowadzących do wywołania zaburzeń pomiędzy dzieckiem, a drugim rodzicem jest duża i niestety często bagatelizowana lub nawet wspierana przez funkcjonowanie prawa rodzinnego i jego otoczenie, a także najbliższe otocznie alienatora i inne instytucje.

W polskiej terminologii zespół alienacji rodzicielskiej (PAS) określa się także jako syndrom odosobnienia od jednego z rodziców, syndrom oddzielenia rodzica, syndrom oddzielenia od rodzica, syndrom oddzielenia od drugoplanowego opiekuna (PAS), syndrom oddzielenia od jednego z rodziców, syndrom oddzielenia opiekuna, syndrom PAS, zespół PAS.

Zespół alienacji rodzicielskiej jest także określany jako syndrom Gardnera czy też jako zespół Gardnera. Jednak te określenia nie są zbyt precyzyjne, gdyż badania na temat zjawiska były także prowadzone przez innych specjalistów. Ponadto zespół Gardnera (Gardner's syndrome), to także określenie z dziedziny medycyny, obrazujące powstawanie jednego z typów guzów mezodermalnych (typ kostniaków), a także guzów typu desmoid, przerostu nabłonka barwnikowego siatkówki oraz torbieli naskórkowych, opisany przez Eltona J. Gardnera. Pojawia się zazwyczaj około 15 roku życia i może prowadzić do powstania raka. Z kolei zespół PAS to również określenie jednego z negatywnych następstw, na które mogą cierpieć kobiety po dokonaniu zabiegu przerwania ciąży.

Niezależnie od tego, czy zajmujemy się zjawiskiem zespołu alienacji rodzicielskiej czy alienacji rodzicielskiej, mamy tutaj zazwyczaj do czynienia ze znacznym ograniczeniem w życiu dziecka jednego z rodziców, niewłaściwymi zachowaniami rodzicielskimi i negatywnymi efektami dla dziecka, chociaż procesy alienacyjne mogą występować także podczas wspólnego zamieszkiwania z dzieckiem obojga rodziców.

Zajmując się tym problemem należy także umieć i chcieć odróżnić konflikt pomiędzy rodzicami wynikający np. z wypalania się erotycznej treści związku od prowokowania konfliktu (nawet z ewentualnym wciąganiem do niego dziecka), aby wykorzystać wadliwe procedury, z zakresu funkcjonowania prawa rodzinnego, w celu wyrugowania z życia dziecka drugiego rodzica lub ograniczenia ich wzajemnych kontaktów do minimum.

Niezależnie od efektów wpływu przemocy emocjonalnej wobec dziecka stosowanej przez pierwszoplanowego opiekuna, na powstawanie i utrwalanie problemów u dziecka mogą mieć wpływ także postawa, zaburzenia i zachowanie drugiego rodzica, mogące być m. in. wynikiem reakcji na tą formę przemocy, a także postawa, zaburzenia i zachowania dziadków macierzystych czy nowego partnera rodzica, którzy niejednokrotnie sprawują, w znacznym stopniu, opiekę nad dzieckiem.

W literaturze wskazuje się na trzy formy zespołu alienacji rodzicielskiej - łagodną, umiarkowaną i ostrą. Badania nad zjawiskiem alienacji rodzicielskiej rozpoczął amerykański psychiatra sądowy - dr Richard Gardner. W późniejszym czasie pojawiły się kolejne prace z tego zakresu. W Polsce pierwsze badania dotyczące PAS były prowadzone w Instytucie Ekspertyz Sądowych im. prof. dr Jana Sehna. Jednak materiał badawczy w tym zakresie nie jest zbyt szeroki, na co mogły wpłynąć także działania mające na celu zdyskredytowanie zjawiska, z wykorzystywaniem metod manipulacji społecznych.

Do objawów PAS twórca koncepcji zaliczył takie nieuzasadnione zachowania dziecka wobec oddzielonego rodzica (drugoplanowego opiekuna) jak jego aktywne oczernianie, uzasadniane błahymi powodami, wyłącznie negatywny stosunek czy wrogość. Ponadto wyalienowane dziecko, zdaniem Gardnera, jest przekonane o niezależności swoich sądów ("fenomen niezależnie myślącego") chociaż posługuje się argumentami i sformułowaniami zapożyczonymi od głównego opiekuna, jednocześnie go wspierając. Nie wykazuje przy tym poczucia winy z powodu własnego postępowania, a negatywną postawę rozszerza na pozostałych członków rodziny oddzielonego rodzica.

Biegły psycholog z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. dr Jana Sehna, dr Alicja Czerederecka, w publikacji "Syndrom oddzielenia od drugoplanowego opiekuna (PAS) ? przydatność analizy w badaniach sądowych w kontekście krytyki zjawiska" ustosunkowała się również do krytyki zjawiska, rekomendując jego użyteczność m. in. w "ustalaniu źródeł zaburzeń, ocenie nasilenia objawów i przewidywania konsekwencji dla dalszego rozwoju dziecka" oraz wprowadzając swoje poprawki do jego koncepcji. W dostępnych materiałach szkoleniowych dla sędziów orzekających w sprawach rodzinnych, z 2008 roku, wskazała także m. in. na konieczność zrewidowania i dopracowania sformułowań, przeprowadzenie dokładniejszych badań, odrzucenie pochopnych wniosków i uproszczeń, indywidualne podejście do zjawiska oraz na potrzebę przygotowania rozwiązań w przypadku występowania sytuacji skrajnych.

W materiałach przygotowanych przez dr Alicję Czerederecką w 2008 roku, na zlecenie Ministerstwa Sprawiedliwości, znajdujemy wskazanie na udział postawy drugiego opiekuna w pogłębianiu zjawiska oraz na potwierdzającą (w wyniku badań prowadzonych w ostatnich latach) rolę składników przyczynowo-skutkowych pomiędzy "stosowaniem przemocy emocjonalnej przez głównego opiekuna, a kształtowaniem się u dziecka zaburzeń w postaci odrzucania drugiego opiekuna, a nawet jego najbliższego środowiska".

Dr Alicja Czerederecka wskazuje w swojej opinii, także, że nie jest błędny fakt powoływania się na objawy lub zależności, będące efektem relacji pomiędzy pierwszoplanowym opiekunem i dzieckiem jako opisane przez dr Richarda Gardnera pod nazwą PAS. Jednak uważa, że obecnie byłoby lepsze używanie określenia "oddzielenie od drugoplanowego opiekuna". Jednocześnie nie zaleca ona rozpoznawania określonych form PAS i dużą ostrożność w proponowaniu określonych zaleceń rozwiązywania sytuacji rodzinnej.

W publikacji "Manipulowanie dzieckiem przez rodziców rywalizujących o udział w opiece", zamieszczonej w nr 4 (25) kwartalnika "Dziecko Krzywdzone"z 2008 roku Czerederecka wskazuje na:

•obecne docenianie przez amerykańskich psychologów i psychiatrów wkładu gardnera "w opisywanie zjawiska, przy jednoczesnym określaniu go jako parental alienation" (alienacja rodzicielska);

•rzadkość podważania przez specjalistów zależności "pomiędzy stosowaniem przemocy emocjonalnej przez głównego opiekuna, a kształtowaniem się u dziecka zaburzeń, w postaci odrzucania drugiego opiekuna, a nawet jego najbliższej rodziny";

•udział obojga rodziców w powstawaniu zaburzeń u dzieci;

•konieczność rozpatrzenia każdego przypadku w sposób indywidualny oraz zwrócenia szczególnej uwagi na każdy przypadek manipulowania dzieckiem.

Z badań, które przeprowadziły we wspomnianym Instytucie Teresa Jaśkiewicz-Obydzińska i dr Alicja Czerederecka, wynika również, że postawa dziecka nie jest jednoznacznie wroga wobec wyalienowanego rodzica, a ewoluuje od negatywnej do pozytywnej, a wobec głównego opiekuna na odwrót, a ponadto występuje niezgodność deklarowanego i rzeczywistego nastawienia dziecka do obojga rodziców podczas omawianej sytuacji.

Reasumując, omawiane zjawisko, określane jako PAS, wywołują bezpośrednie lub pośrednie zachowania rodzica, z którym dziecko mieszka na stałe, chociaż może następować także relacja zwrotna, uwzględniania przez koncepcję zjawiska PA.

Należy również zwrócić uwagę, że dr Richard Gardner wskazywał, że alienacja rodzicielska występuje w sytuacji, gdy jednocześnie nie pojawia się inna forma przemocy wobec dziecka czy nadużycia seksualne ze strony drugoplanowego opiekuna oraz, że jest jednokierunkowa, tzn. alienatorem jest pierwszoplanowy opiekun. Natomiast dr Douglas Darnall wskazuje na możliwość występowania zjawiska PA niezależnie występowania innych negatywnych zachowań rodzicielskich oraz na rotację kierunków programowania. Alienację rodzicielską mogą oczywiście powodować także inne czynniki niż programowanie rodzicielskie. Moim zdaniem obie koncepcje się uzupełniają, a także wykazują pewne nieścisłości, wymagające korekty.

Jak wspomniałem powyżej, programowaniem rodzicielskim, stanowiącym przemoc emocjonalną wobec dziecka, mogą być szantaż emocjonalny, okazywanie w obecności dziecka niechęci wobec drugiego rodzica, niedopuszczanie do kontaktu czy inne manipulacje. Dr Douglas Darnall do przykładowych zachowań alienacyjnych zalicza opowiadanie dziecku o przyczynach rozejścia rodziców i ich relacji, winienia przy dziecku drugiego rodzica za rozpad rodziny, problemy materialne, posiadanie kolejnego partnera, utrudnianie drugiemu rodzicowi kontaktów z dzieckiem, odmawianie współpracy z nim i stwarzanie barier w dostępie do dokumentacji lekarskiej, wyników szkolnych czy pozalekcyjnych osiągnięć dziecka, nieelastyczność dotycząca terminów wizyt, aranżowanie pokus dziecku, odciągających go od spotkań z drugim rodzicem albo dodatkowych zajęć ograniczających czas spotkania, wywoływanie nieufności i pozorowanie ratowania dziecka przed drugim rodzicem, manipulowanie smutkiem i tęsknotą, w przypadku wyrażania przez dziecko zadowolenia z kontaktu z drugim rodzicem, uwypuklanie negatywnych cech drugiego rodzica, wmawianie dziecku, że drugi rodzic nigdy go nie kochał, porzucił etc., utwierdzanie dziecka w przekonaniu, że jeśli drugi rodzic skrzywdził głównego opiekuna to skrzywdzi i dziecko, sugerowanie dziecku zmiany nazwiska czy zaadoptowania przez nowego rodzica, wykorzystywanie dziecka do zbierania w tajemnicy informacji o drugim rodzicu, odmawianie dziecku przenoszenia jego przedmiotów pomiędzy mieszkaniami rodziców, przysłuchiwanie się rozmowie telefonicznej dziecka z drugim rodzicem oraz pozorne pozwalanie dziecku na dokonywanie wyboru, czy chce odwiedzin drugiego rodzica wraz z utwierdzaniem go w przekonaniu, że to jego wybór.

Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-08-17, 00:47:39
ciąg dalszy

Oczywiście alienujące są także takie działania jak manipulowanie strachem i lękami dziecka poprzez robienie drugoplanowemu opiekunowi awantur i okazywanie mu agresji, pod pozorem niewłaściwej postawy, w obecności dziecka czy trzaskanie drzwiami w momencie rozstawania się dziecka po spotkaniu z drugim rodzicem. Inne przykłady alienacji rodzicielskiej to odstraszanie lub nieuzasadnione zrażanie dziecka, w aspekcie korzystania z pomocy w nauce ze strony drugiego rodzica, brania z nim udziału w wycieczkach, wspólnych zabawach, wspólnego z nim korzystania z atrakcji kulturalnych, bądź sportowych czy rozmawiania dziecka z drugim rodzicem o swoich sprawach, zainteresowaniach i problemach. Alienacja rodzicielska może występować także w sytuacji, gdy oboje rodzice mieszkają wspólnie z dzieckiem. Tutaj do zachowań alienacyjnych możemy zaliczyć także zamykanie dziecka w pokoju czy zmuszanie go do jedzenia tego, co nie lubi, jako karę np. za rozmawianie z drugim rodzicem etc.

Moim zdaniem, nieuzasadnione jest ograniczanie występowanie zjawiska niemalże tylko wyłącznie do sądowej walki rodziców o powierzenie opieki nad dzieckiem. Przykładowo, w Polsce procesy o ustalenie wysokości alimentów i procesy opiekuńcze, oczywiście poza sprawami rozwodowymi i separacyjnymi, odbywają się osobno, a podczas rozpraw dotyczących alimentowania dziecka nie dokonuje się badań psychologicznych, w tym i oczywiście występowania alienacji rodzicielskiej i zespołu alienacji rodzicielskiej. Taka sytuacja także utrudnia precyzyjniejsze ustalenie społecznych i cywilizacyjnych reperkusji zjawisk PA i PAS dla naszego kraju i podjęcia działań im zapobiegających.

Jednocześnie uważam, że niezależnie od obaw obojga rodziców utraty kontaktu z dzieckiem, w sytuacji rozpadu związku pomiędzy nimi, spotykane w niektórych publikacjach koncepcje uogólniające rolę oddzielonego rodzica w nasilaniu się u dziecka objawów PAS oraz dotyczące uwarunkowania powstrzymywania się drugoplanowego opiekuna od programowania dziecka w drugą stronę, z powodu ograniczonego z nim kontaktu są zbyt daleko idące.

Również możliwość występowania u obojga rodziców zaburzeń nie uzasadnia takiego podejścia, pomimo że niepokój, frustracja czy złość wraz z poczuciem bezsilności, a nawet dyskryminacji, będące nieodłączną częścią wadliwie skonstruowanego i funkcjonującego prawa rodzinnego, mogą chociaż nie muszą sprzyjać takim niewłaściwym postawom. Z podobnymi zachowaniami możemy spotkać się także wśród rodziców, których dziecko wstąpiło do destrukcyjnej sekty, wówczas, gdy rozpaczliwie próbują pomóc mu odzyskać jego przedkultowe "ja".

Koncepcje te nie uwzględniają także autorytarnej potrzeby władzy, związanych z osobowością czy nabytymi wzorcami, przekonań i stylów wychowawczych, często różnych dla każdego z rodziców jak i niezależnego od płci ukierunkowania konfliktowości.

Musimy również pamiętać, że jednym z czynników sprzyjających przemocy domowej, jaką stanowi również alienacja rodzicielska, jest przewaga jednego rodzica nad drugim, a taką sytuację wytwarza funkcjonowanie prawa rodzinnego w obecnej postaci.

Proces alienacji rodzicielskiej i jego efekty mogą być pogłębiane, a także inicjowane na skutek bierno-zezwalających postaw, wobec tej formy przemocy emocjonalnej, w sądownictwie, edukacji oraz wśród biegłych sądowych i kuratorów, polegających na zaprzeczaniu lub nie zauważaniu występowania problemu. Z kolei źródłem takich postaw mogą być stereotypowe podejście do płci rodzica, niedouczenie lub inne pozamerytoryczne czynniki.

Z kolei koncepcje bagatelizujące występowanie zjawisk PA i PAS, jednocześnie traktujące je jako tylko jeden z czynników wpływających na psychikę i emocje dziecka lub patrzące na nie głównie z punktu widzenia walki rodziców, podczas procesu ich rozstawania się, są spłyconym podejściem do tego problemu, jednocześnie utrwalającym patologię, w funkcjonowaniu prawa rodzinnego, w zakresie zajmującym się rozpatrywaniem sytuacji dobra dziecka, podczas podejmowania ustaleń dotyczących jego przyszłych kontaktów z obojgiem rodziców, a w efekcie często i jego przyszłości.

W swojej publikacji "The Parental Alienation Direktory", dr Douglas Darnall radzi rodzicom, będącym celem w manipulacji dzieckiem, aby nie rezygnowali z dziecka ani kontaktów z nim, trzymali pod kontrolą swoją złość i zranienia, unikali odwzajemniania się, wywiązywali się z obietnic złożonych dziecku, nie poddawali się presji fałszywych oskarżeń, kontynuowali swoją dotychczasową aktywność, koncentrowali się na pozytywnych relacjach z dzieckiem, unikali bombardowania go informacjami o swoim wyalienowaniu, nie czekali z pomocą na pojawienie się problemów (które często rozpoczynają się wraz z nowym związkiem jednego z rodziców), wnioskowali do sądu o nakazanie terapii rodzinnej lub odprogramowania, monitorowali swoją postawę w zakresie zachowań alienacyjnych, aby ich unikać, w razie potrzeby otwarcie rozmawiali o swoich obserwacjach i uczuciach, przestrzegali postanowień sądowych i prawa cywilnego, nie stosowali gróźb ani siły fizycznej w celu zobaczenia się z dzieckiem. Dr Douglas Darnall wskazuje także na fakt, że sądy mają do dyspozycji kuratorów i muszą znaleźć sankcje, które nakłonią obsesyjnych alienatorów do umożliwienia kontaktów dziecka z drugim rodzicem.

Z kolei amerykański psycholog kliniczny dr Richard A. Warshak zaleca wybranie osób szanujących dziecko, które mogłyby interweniować w takiej sytuacji wśród nauczycieli, opiekunów, drużynowych w harcerstwie lub zuchach, trenerów, duchownych, przyjaciół, rodziców przyjaciół dziecka i członków rodziny, dostarczenie im informacji na temat zespołu alienacji rodzicielskiej, aranżowanie spotkań z dzieckiem w wyniku zaproszenia alienowanego dziecka i rodzica przez osobę szanowaną przez dziecko, którzy jednocześnie wspomną o tym, że obecność tego rodzica jest miła, nakłonienie tych osób do dostarczania dziecku pozytywnych sygnałów o alienowanym rodzicu, zachęcanie go do zapoznania się ze stanowiskiem innych rodziców, po uprzednim wysłuchaniu dziecka bez negowania jego spostrzeżeń, wynikających z charakterystycznego dla niego sposobu widzenia świata, a także korzystanie z książek i filmów jako punktu wyjścia do dyskusji o ważności obojga rodziców, smutku posiadania tylko jednego z nich oraz o tym jak myślenie jest podatne na wywieranie wpływów.

Dr Richard A. Warshak podkreśla także bezskuteczność i dziwaczność bezpośredniego apelowania do rozumu dziecka oraz zachęca do rozważenia, jak przekonujące twierdzenia wpływają na myślenie dorosłych i dzieci.

Pomimo, że specjaliści zajmujący się problemem zalecają terapię z udziałem dziecka lub odprogramowanie, sytuacja zaczyna się komplikować, gdy problem lekceważony jest przez sąd rodzinny, kuratora lub system edukacyjny, a biegli sądowi z przyczyn subiektywnych i pozamerytorycznych wskazują na wyalienowanego rodzica jako sprawcę zaburzeń u dziecka, jednocześnie bagatelizując sam proces alienacji.

Nie możemy również zapominać, że zarówno alienacja rodzicielska, jak i zespół alienacji rodzicielskiej są formą destrukcyjnej przemocy, stosowanej wobec dziecka, chociaż niestety są zbyt często wstydliwie ukrywane przez osoby zajmujące się pomocą dziecku i rodzinie, a także, w praktyce sądownictwa rodzinnego.

W listopadzie 2007 roku, w Polsce, rozpoczęły się próby zdeprecjonowania zjawiska PAS, wzorem innych krajów, z próbą uruchomienia manipulacji zwanej "kulą śnieżną" oraz z wykorzystywaniem innych czynników wpływających na podświadomość odbiorców tych oddziaływań. Niestety, pomimo ich pozamerytorycznego znaczenia nie pozostały one bez wpływu na postawę świata nauki wobec poruszanej w niniejszej publikacji tematyki.

We wrześniu 2009 roku w Polsce rozpoczęły się z kolei próby zdeprecjonowania występowania alienacji rodzicielskiej (zjawiska PA), próbując go utożsamiać ze zjawiskiem zespołu alienacji rodzicielskiej (PAS), a następnie oba zjawiska próbować przedstawiać w kontekście nieakceptowanych w naszej kulturze, niektórych poglądów inicjatora badań nad PAS. Niektórzy przedstawiciele świata nauki, zauważając niedociągnięcia koncepcji zespołu alienacji rodzicielskiej, zamiast domagać się ich dopracowania starają się zanegować lub podważać jej znaczenie podczas postępowania sądowego.

Musimy przy tym pamiętać, że amerykańskie środowiska psychiatryczne nie są wolne od wpływu nacisków społecznych, czego przykładem było usunięcie z testów zaburzeń osobowości DSM-IV m.in. zaburzeń autodestrukcyjnych pod naciskiem organizacji feministycznych.

Może dlatego, aby uczynić określenie problemu bardziej czytelnym warto by było, wzorem Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób i Problemów zdrowotnych ICD-10 oraz Diagnostycznego i Statystycznego Zbioru Zaburzeń Psychicznych DSM-IV wprowadzić pojęcie PAS II, zawierające postulowane korekty do pierwotnej wersji.

W kwietniu 2008 roku, Departament Sądów Powszechnych Ministerstwa Sprawiedliwości rozesłał do prezesów sądów apelacyjnych, z prośbą o rozesłanie jednostkom podległym, pismo zawierające opinie Instytutu Ekspertyz Sądowych oraz Polskiego Towarzystwa Psychologicznego w sprawie "posługiwania się tzw. syndromem Gardnera (PAS)".

Po dokonaniu analizy danych otrzymanych z Rodzinnych Ośrodków Diagnostyczno - Konsultacyjnych oraz uwzględnienia stanowiska IES i PTP, Departament stwierdził następująco:

•proponowanie oddzielenia dziecka od głównego opiekuna następuje tylko w skrajnych przypadkach manipulacji;

•opinie sporządzane są na podstawie analizy akt sprawy, obserwacji, pogłębionego wywiadu dotyczącego rodziny, poznawczych charakterystyk funkcjonowania dziecka w poszczególnych okresach życia dziecka i badań psychologicznych;

•niezwykle rzadko podważane są, przez specjalistów ustalenia Gardnera istnienia zależności pomiędzy stosowaniem przemocy emocjonalnej wobec dziecka, a kształtowaniem się u niego zaburzeń odrzucania drugiego rodzica;

•następuje skłanianie się amerykańskich psychologów ku określeniu parental alienation (alienacja rodzicielska);

•zaleca się zapoznanie z podstawami teorii oraz podstawowymi argumentami krytycznymi;

•preferowane jest powoływanie się na pojęcie "oddzielenie od drugoplanowego opiekuna";

•akceptowanie jest powoływanie się przez biegłych na objawy i zależności wynikające z relacji pomiędzy głównym opiekunem, a dzieckiem, opisane jako PAS

•występuje niebezpieczeństwo etykietowania rodziny podczas diagnozy i niewłaściwe interpretowanie zaleceń przez rodziców;

•konieczne jest indywidualne rozpatrywania przypadków

•konieczne jest każdorazowe ocenianie przez sąd rzetelności i obiektywizmu opinii (według stanu na 23.02.2009).

Niezależnie od przedstawianych propozycji terapii, dopiero wprowadzenie opieki naprzemiennej wraz ze wzrostem świadomości wychowawczej rodziców umożliwia pełne opanowanie problemu. Niezbędne jest także dokonanie właściwej korekty prawa rodzinnego, aby umożliwić wprowadzenie takich rozwiązań wraz ze stworzeniem systemów motywacyjnych i pomocy dla rodziców do prawidłowego wywiązywania się ze swoich ról.

Na zakończenie przedstawiam kilka przykładowych pytań, na które moim zdaniem powinniśmy znaleźć odpowiedzi podczas dalszych badań nad problematyką alienacji rodzicielskiej:


1.Co powinien zawierać katalog opisujący postawy i zachowania z zakresu alienacji rodzicielskiej, reakcje na nią i jej negatywne efekty?

2.Jaki jest zasięg problemu i jego negatywnych skutków w Polsce i na świecie?

3.Jak powinny wyglądać narzędzia diagnostyczne, identyfikujące objawy i efekty alienacji rodzicielskiej?

4.Kiedy zaburzenia występujące na skutek procesu alienacji rodzicielskiej są wywoływane i wzmacniane przez jednego, a kiedy przez oboje rodziców, a także przez zamieszkujących z dzieckiem dziadków i inne osoby?

5.Kiedy zaburzenia występujące w wyniku procesu alienacji rodzicielskiej nasilają się na skutek nieprawidłowego funkcjonowania instytucji, mających pomagać rodzinie w rozwiązywaniu problemów?

6.Jaki ma wpływ konstrukcja i funkcjonowanie prawa na występowanie i nasilanie procesu alienacji rodzicielskiej?

7.Jakie czynniki wpływają na występowanie i nasilanie się zachowań powodujących negatywne efekty alienacji rodzicielskiej i zjawisk jej towarzyszących?

8.Kiedy dziecko będące ofiarą alienacji rodzicielskiej czuje niechęć lub nienawiść do alienowanego rodzica, bądź opiekuna, a kiedy tylko deklaruje taką postawę?

9.Jakie środki profilaktyczne i zapobiegawcze należy zastosować?

10.Na czym powinna polegać efektywna terapia rodziny, bądź osób doznających problemu alienacji rodzicielskiej?

http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=495
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-08-17, 00:52:27
Doktor-X
nie pojawi się raczej, przynajmniej nie ode mnie z prostej przyczyny-niezrozumienie jest następstwem a nie przyczyną.
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-10-08, 22:52:51
http://www.edziecko.pl/rodzice/56,79361,10016964,Najbardziej_wstydliwe_rzeczy__ktore_robilismy_w_dziecinstwie.html
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-10-10, 19:13:19
http://monikasajkowska.natemat.pl/34557,dzieci-z-zelaza
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2013-02-16, 17:57:45
Ze względu na granice wewnątrzrodzinne David Field opisał typy dysfunkcjonalnych rodzin.

1. Rodzina chaotyczna- źle zorganizowana i rozdarta, występują w niej ciągłe konflikty, członkowie rodziny wzajemnie dręczą się swoimi problemami, dzieci ignorowane lub wykorzystywane, nie istnieją bliższe związki między rodzicami a dziećmi. Małżeństwo nie jest autentycznym związkiem, jest w nim mało lub brak miłości. Małżonkowie mogą sobie grozić wzajemnie rozwodem. Styl rodzicielski to przede wszystkim brak konsekwencji wobec dzieci, rodzice kierują się nastrojami. Rodzice są niesprawiedliwi, grożą dzieciom i używają wobec nich siły. Stosują dyscyplinarne środki a kara ma na celu poniżenie dziecka. Dzieci czują się niekochane, zagrożone, mają poczucie że są bardzo złe, czasem przeżywają chęć zemsty, gniew i gorycz. Na ogół odchodzą z takiego domu zbyt wcześnie, jako dorośli wracają tylko z poczucia obowiązku. Granice między rodzicami a dziećmi są zbyt sztywne.
Trudno tu mówić o dynamice życia rodzinnego, członkowie żyją obok siebie, nie mając poczucia wspólnoty.

2. Rodzina władzy- rodzicom brakuje umiejętności lub zainteresowania budowaniem wewnętrznych relacji. Występuje trwałe skoncentrowanie na efektach zadań. Dzieci są pod silną władzą rodziców, wiedzą czego się od nich oczekuje ale nie wiedzą że są kochane. Rodzice mają ściśle określone role a objawem miłości jest obowiązkowość. Dziecko dopiero po fakcie dowiaduje się, że źle postąpiło. Rodzice nie dają wskazówek liczą,
że dziecko samo wie jak postąpić. Nie zauważają postępów dziecka i uznają je za coś oczywistego, normalnego.
Dzieci bardzo dobrze wiedzą co znaczy obowiązek i praca. Traktują rodziców jak przełożonych i nie są wobec nich otwarte. Wydaje im się często, że rodzice są przeciwko nim. Dzieci starają się jak najszybciej opuścić dom i jako dorosłe opiekują się rodzicami jedynie z poczucia obowiązku. Starzejący się rodzice chcą nadmiernie ingerować
w dorosłe życie dzieci i ich rodzin. Granice są właściwie otwarte tylko w jedną stronę- to rodzice mówią, krytykują
i karzą. Nie ma przepływu informacji od dziecka.

3. Rodzina nad opiekuńcza- członkowie rodziny unikają niezgody, wolą spokój za wszelką cenę, nie potrafią skonfrontować się z konfliktem, unikają rozmów o problemach. Rodzina wspaniale radzi sobie w kultywowaniu rodzinnej tradycji, we wzajemnej lojalności. Dzieci są głównym czynnikiem wyznaczającym plany rodziny. Rodzice rzadko odwołują się do autorytetu i dzieci posiadają wpływowe pozycje w rodzinie.  Oczekują na nieustanną pomoc, uczą się tylko brać i przyjmują postawę roszczeniową. Mają przy tym wygórowane wymagania. Rodzice często pytają dziecko czego sobie życzy, chcąc spełnić wszystkie jego zachcianki. Dzieci nie godzą się na wykonywanie jakichkolwiek obowiązków, zadań. Częściej ulegają presji rówieśników, są narażone na złe wpływy grupy. Ze strony rodziców jest staranie by opóźnić odejście dzieci z domu. Dzieci tylko pozornie są niezależne. Często nie chcą opuszczać domu, a jeśli już to mogą odczuwać poczucie winy, że porzucili troskliwych rodziców. Mają trudności
w wypracowaniu właściwych kontaktów we własnej rodzinie. Przeżywają lęk, czy sobie poradzą bez rodziców. Dziecko ma często ambiwalentny stosunek: z jednej strony ma wdzięczność za troskę, a z drugiej żal za nadmierną opiekuńczość.

4. Rodzina uwikłana- silne zorientowanie rodziców na sobie, przesadnie przywiązują wagę do wzajemnych relacji. Dążą do przesadnej bliskości i naruszają granice prywatności. Rodzice są bardzo oddani dzieciom i jednocześnie bardzo zaborczy. Styl rodzicielski charakteryzuje się: manipulacją dziecka, wywieraniem presji, stawianiem w sytuacji bez wyjścia, wywoływaniem poczucia winy. Dzieci starają się dostosować do rodziców, odgadywać ich pragnienia ale nie są w tym autentyczne. Stąd biorą się zaburzenia w sferze emocjonalnej. Z takiego domu dzieci nigdy nie odchodzą, nawet jeśli odejdą fizycznie. Odejście dziecka traktowane jest jako brak lojalności. Nie ujawnia się prawdziwych uczuć, bardziej ceni się konformizm niż szczerość.

5. Rodzina prawidłowa- szanuje się prawa i uczucia innych, członkowie rodziny wzajemnie się wspierają i zachęcają do rozwoju. Dzieci czują się kochane, szanowane, rozumiane i wysłuchane. Podstawą relacji jest miłość. Styl rodzicielski oparty na własnym autorytecie. Rodzice znają mocne i słabe strony dziecka, wzajemnie zaspokajają jego potrzeby.


U mnie idealnie pasuje 1,2,4. Człowiek całe życie czuje się uwikłany  i jakby nie miał prawa do własnego istnienia.
Nawet gdy już odejdzie fizycznie. Wklejam, bo właśnie przerabiam jedną książkę, a to wydało mi się ciekawe.
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: poledwica w 2013-02-16, 20:40:04
Ja ostatnio przerabiam lęk przed zranieniem i lęk przed bliskością, bardzo blokują mnie te lęki nie tylko przed stworzeniem zwiazku, ale również przed relacjami z ludźmi.
Jakoś automatycznie widze taką relację w czarnych barwach i niewątpliwie czuję sie niebezpiecznie tworzac sobie takie wizje.
Ostatnio bardzo to przerabiam w pracy - w zwiazku, że jest nowa to i le lęki się bardziej ujawniły - bo znajduje sie wśród nowych osób, z jednej strony bardzo pragnę przynależeć do grona pracowników, z drugiej zaś jak ktoś sie zbliża daje sygnał, lepiej odejdź ode mnie, nie chciej mnie poznawać i ja też nie chce Cie poznać - jest to dla mnie bezpieczniejsze.
Sytuacje takie przerabiam cyklicznie ci jakiś czas, gdy pojawia sie ktos nowy, i jestem już tym bardzo zmęczona, wiec podjełam decyzję świadomego przepracowania tematu, jednak mało co jakieś artykuły mogę znaleźć jak sobie z tymi lękami radzić i jak je przepracować.
Jak ktoś z Was kochani to przerobił to może zechciałby podzielić sie swoją wiedza w tym temacie i napisać jak zacząć i przepracowywać te tematy ( bo chyba też trzeba zachaczyć trochę dzieciństwa)
A może ktoś zna jakąs ksiażkę to też może podać:)
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2013-02-21, 19:46:14
Rozwód w rodzinie

Rodzina dla dziecka jest systemem. Jest związkiem między dorosłym a dzieckiem. Dla prawidłowego rozwoju dziecka stosunek do matki i ojca jest tak samo istotny, jak atmosfera uczuć panująca między rodzicami. Uczucia i przeżycia działają w systemie na zasadzie sprzężenia zwrotnego. Emocja skierowana do kogoś, wywołuje reakcje i odwrotnie. Nic dziwnego więc, że zła kondycja rodzinna jest przez dziecko wyczuwalna. Rozwód to kryzys dotykający całej rodziny. Na liście najbardziej stresujących wydarzeń w życiu człowieka znajduje się na drugim miejscu.

W zależności od wieku, dzieci różnie reagują na rozstanie rodziców.

Dziecko w wieku 3-5 lat:

» może czuć, że straciło rodzica - może prowadzić to do agresji wobec matki/ ojca, nowych partnerów rodziców, rodzeństwa, dzieci lub nauczycielek w przedszkolu,

» może brać na siebie winę za rozpad małżeństwa rodziców - bardzo często dzieci uważają, że swoim zachowaniem doprowadziły do rozwodu (tatuś odszedł, bo byłem niegrzeczny),

» może wycofać się do wcześniejszych etapów rozwoju, kiedy było malutkie i miało pełną opiekę obojga rodziców (zachowania typu: moczenie się w nocy, brudzeniu majtek, ssaniu kciuka, wzmożonym przytulaniu się),

» miewa kłopoty z zasypianiem, może bać się ciemności, budzić się w nocy z krzykiem.

Dziecko w wieku 6-8 lat:

» może przeżywać przytłaczające uczucie smutku - popłakuje,

» bardzo tęskni za rodzicem, który z nim nie mieszka,

» odczuwa lęk przed tym, że utraci także rodzica, który z nim mieszka,

» złości się na tego rodzica, którego obwinia za rozpad związku,

» czuje, że musi wybierać wobec kogo być lojalnym - kogo kochasz bardziej: mamę czy tatę.

Dziecko w wieku 9-12:

» wyraża silną złość do rodzica, którego uważa za sprawcę rozwodu, często odrzuca złego rodzica,

» przeżywa głębokie poczucie straty, żalu i bezradności,

» może utracić wiarę i pewność siebie, konsekwencją mogą być gorsze wyniki w nauce, dolegliwości (takie jak: bóle głowy i brzucha, trudności ze snem),

» dziecko może zachowywać się agresywnie wobec rówieśników, nauczycieli i innych osób. Taka agresja jest próbą rozładowania nagromadzonej złości lub karaniem kogoś w zastępstwie winnego rodzica.

Dziecko w wieku 13-18 lat:

» może czuć się nadmiernie obciążone emocjonalnym wspieraniem rodzica lub zajmowaniem się młodszym rodzeństwem,

» może oczekiwać, że któryś z rodziców wynagrodzi mu straty związane z rozwodem, np. materialnie,

» może czuć się nieswojo, widząc rodziców umawiających się z nowymi partnerami, obserwując ich seksualność, może być zazdrosne o nowego partnera rodzica,

» przeżywa chroniczne zmęczenie; ma problemy z koncentracją,

» może zacząć kraść lub zażywać narkotyki,

» obawia się o swoje przyszłe związki, może być nieufne wobec ludzi i wobec trwałości związków między nimi.

Dziecko dorosłe:

» powinno wspierać rodziców,

» może przeżywać obowiązek opieki nad osamotnionym rodzicem, co może odbierać mu wolność w nawiązywaniu własnych relacji (Milewski, 2005).

Radzenie sobie dziecka z tak trudną sytuacją, jaką jest rozwód rodziców, można podzielić na kilka etapów:

Etapy przeżywania rozwodu rodziców nie następują po sobie w błyskawiczny sposób. Niekiedy dzieje się też tak, że dziecko nie przystosowuje się dobrze do sytuacji rozwodu rodziców. Rodzice dziecka stosują wobec niego toksyczne strategie, których ono nie rozumie lub co gorsza - nieświadomie się im poddaje. Najczęstszymi błędami rodziców, uniemożliwiającymi szybką adaptację dziecka do sytuacji zmienionych struktur rodziny są: domowe spory o dziecko i na jego oczach, brak oddzielenia sytuacji konfliktu między małżonkami od sytuacji dziecka (czyli ich wspólnej i najważniejszej części życia), unikanie wspólnych kontaktów z mężem (jeszcze obecnym lub już byłym) w obecności dziecka, robienie z dziecka posłańca i szpiega (gdzie byliście?, co robiliście? czy tata z kimś jeszcze był?), robienie z dziecka swojego sojusznika (jeżeli mama nie zgodzi się na zmianę naszych spotkań, to niestety nie pójdziemy w tą sobotę na mecz), przekazywanie dziecku tylko negatywnych informacji o drugim rodzicu, brak dbałości o systematyczny kontakt dziecka z drugim rodzicem (Asia śpi... Asia wyszła właśnie do koleżanki... Asia się uczy... Asia jest chora... Zadzwoń później!), brak rozważnego wprowadzania nowego partnera do rodziny, brak czujności wobec problemów dziecka, przekupywanie dziecka dobrami materialnymi, łudzenie dziecka możliwością powrotu drugiego rodzica, brak pogodzenia się z podobieństwem dziecka do drugiego rodzica (jesteś taki sam jak twój ojciec), brak umożliwienia dziecku podtrzymywania kontaktów z rodziną byłego męża/ żony.

W momencie, kiedy rodzice sami nie umieją odpowiedzialnie zająć się higieną psychiczną swojego dziecka w trakcie rozwodu, warto pomyśleć o terapii dziecka. Dostępne na rynku możliwości to: zwykła konsultacja psychologiczna, psychoterapia indywidualna dziecka, psychoterapia grupowa i indywidualna dzieci i młodzieży, grupy samopomocy, psychoedukacja rodziców, terapia rodzinna i mediacje rodzinne.

Podsumowanie: trzy wnioski

Rozwód zmienia formułę funkcjonowania rodziny. Rozwód rodziny nie kończy jej egzystencji. Zmienia się aktywność jej członków - każdego z osobna, a także rodziny w całości. Rodzina funkcjonuje dalej - tyle, że kształt egzystencji został zmieniony. W większości przypadków matka samotnie wychowuje dzieci, natomiast ojciec jest tzw. rodzicem pomocniczym. Rodzina w takim zmienionym składzie nadal spełnia niektóre z funkcji, np. socjalizacyjną oraz emocjonalną. Zmienia się plan dnia dzieci - teraz podporządkowani są opiece jednej osoby oraz kształt stosunków z drugim rodzicem (według badań najczęściej ojcem). Beisert zauważa, że wiek i płeć dziecka istotnie wpływa na proces jego adaptacji do sytuacji porozwodowej i zmian z tym związanych. Według badań cytowanych przez wspomnianą wyżej autorkę, niemowlęta i dzieci poniżej trzeciego roku życia nie umieją jeszcze funkcjonować w systemie więzi rodzinnych. Do trzeciego roku życia to głównie matka sprawuje opiekę nad dzieckiem - nawet w pełnej rodzinie.

Badania dowodzą także, że nieobecność ojca po rozwodzie podnosi ryzyko zachowań agresywnych, nieposłuszeństwa. Obecność ojca kształtuje osobowość i samokontrolę dziecka. Kobiecość matki nigdy nie ukształtuje syna tak, jak męskość ojca. Literatura przedmiotu zwraca dużą uwagę na kontakt syna z ojcem. Warto zauważyć, że ojciec jest równie ważny w życiu syna, jak i córki. W życiu kobiety jest on pierwszym ważnym mężczyzną. To na nim dziewczynka sprawdza, czy może się podobać się rówieśnikom płci przeciwnej. Często zdarza się słyszeć z ust małej dziewczynki: Najpierw ożeniłeś się z mamą, później ożenisz się ze mną - rzeczywistość po rozwodzie jest jednak inna - ojciec odchodzi i zostawia zarówno zaabsorbowaną swoimi uczuciami matkę, jak i córkę.

Badania wykazują, że kobiety dorosłe z rodzin rozbitych mają w życiu dorosłym istotnie niższe poczucie własnej wartości, niż te niebędące z rozwiedzionej rodziny. Mają skłonność do depresji i bywają nadmiernie krytyczne wobec siebie i innych. Często są ślepo ufne, angażując się w podobne związki, jak związek swoich rodziców. Warto więc zauważyć, że niezależnie od płci, brak ojca wpływa istotnie na jakość przyszłego życia dzieci. Kontakt z dziećmi staje się często słabszy oraz stają się one albo narzędziem walki, albo brak jest dla nich miejsca w nowo utworzonych rodzinach.

Ważna jest jakość kontaktów ojca z dzieckiem - zarówno córką, jak i synem - bliskość kontaktu i wspólnota doświadczeń, to może uchronić dzieci przed długoterminowymi skutkami rozwodu rodziców. Poza faktem zmiany w kontaktach z drugim rodzicem, istotne są też zmiany statusu finansowego rodziny. Statystyki dowodzą, że kobiety samotnie wychowujące dzieci często korzystają z usług pomocy społecznej. Różnica w zarobkach i pozycji społecznej kobiety powoduje, że tak powstała rodzina traci w hierarchii społecznej. Innym czynnikiem powodującym zmianę w funkcjonowaniu rodziny jest ponowny związek któregoś z rodziców. Wejście do rodziny nowego członka jest lepiej akceptowane przez dzieci młodsze, niż dorastające. Małe dzieci szybciej nawiązują kontakt z nowym partnerem rodzica, nastolatki natomiast łatwiej adaptują się do życia z jednym rodzicem. Hipoteza, którą postawiono sobie w latach osiemdziesiątych jest słuszna - rozwód zmienia strukturę funkcjonowania rodziny - jest głęboką reorganizacją zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci.

Rozwód niesie za sobą zmiany pozytywne i negatywne

Ujęcie rozwodu jako jedyną przyczynę negatywnych przemian zachodzących w rodzinie, nie będzie obiektywnym stwierdzeniem. Ważną kwestią są tu także konflikty i kłótnie między małżonkami oraz ich strategie radzenia sobie z nimi. To właśnie wewnętrzna sytuacja rodziny przed rozwodem jest odpowiedzialna za powstawanie negatywnych konsekwencji rozwodu. Najważniejszym skutkiem takiej sytuacji jest utrata przez dziecko poczucia bezpieczeństwa i konieczność odnalezienia się w nowej sytuacji. Dziecko traci najważniejszy dla niego punkt odniesienia - zgodną rodzinę. Z badań Westmana i jego zespołu wynika, że konflikt rodziców, rozpoczęty przed rozwodem, istotnie kształtuje zachowanie dzieci po nim. Emery natomiast doszedł do wniosku, że dzieci z rodzin rozwiedzionych, ale pozbawionych konfliktów, mają mniej problemów adaptacyjnych i osobowościowych, niż te z rodzin, gdzie dominowały konflikty. Należy zwrócić uwagę, że większość problemów dzieci z zaakceptowaniem sytuacji rodzinnej pojawia się przed rozwodem, a nie tuż po nim. Dzieci bardziej odczuwają bowiem fizyczny brak rodzica, który np. opuścił dom i zamieszkał przed rozwodem z nową rodziną, niż samą sytuację prawnego rozstania rodziców.

Dzieci są świadome sytuacji swojej rodziny. Widzą wzajemną izolację rodziców. Dlatego długotrwała egzystencja dziecka w rodzinie, gdzie nastąpić ma rozwód jest - niekorzystna - ma ona wpływ na jego społeczne i emocjonalne funkcjonowanie. Sytuacja jest bardzo podobna u dzieci żyjących w domach, gdzie rodzice żyją w ciągłym konflikcie, ale nie rozwodzą się dla dobra dzieci. Beisert (2000) przytacza także badania dowodzące, że istnieje młodzież, która reaguje na rozwód swoich rodziców w sposób patologiczny: rozwój zostaje zahamowany, cofa się do wcześniejszych stadiów rozwojowych. Często rozwód jest traumą, ale stanowi tylko jedno ogniwo łańcucha nieszczęść. Gdy jednak dziecko nie identyfikuje się z rodzicami, jego zdolności adaptacyjne są dużo większe. Dzieci takie zdobywają się na ochranianie siebie, odrzucają swoich rodziców jako atrakcyjnych modeli do naśladowania.

Relacje dziecko-rodzice

Relacje te mają wpływ na radzenie sobie dziecka z rozwodem. Od początku swojego życia dziecko nawiązuje interakcje społeczne z innymi ludźmi, najpierw z ludźmi z najbliższego otoczenia, najczęściej z biologiczną matką, później z ojcem. Jakość pierwszej więzi z opiekunami decyduje o tym, jakie będą jego dalsze kontakty społeczne. Kontakt między matką a ojcem, ich wzajemne odnoszenie się do siebie - staje się matrycą dla dalszych związków dziecka z innymi ludźmi.

Rodzice jako jednostki różne pod względem osobowości, doświadczenia, zainteresowań stanowią dla dziecka źródło bogactwa, niestety czasami są źródłem obciążenia. Dziecko, które jest świadkiem ciągłych konfliktów, dziecko wykorzystywane przez rodziców jako broń przeciwko współmałżonkowi, dziecko, na którym wymusza się określone zachowanie - jest bezsilne i bezradne. Kocha bowiem oboje rodziców. Dziecko jest KIMŚ i tak powinno być traktowane. Każdy rodzic pełni w jego życiu inną rolę, tak więc bardzo ważne jest, by relacje z obojgiem rodziców były dobre. Rodzice zapominają, że sytuacji rozwodu nie da się zawiesić na czas pobytu całej rodziny w domu. Często dziecko jest więc narażone na szereg niespójnych i niezrozumiałych dla niego informacji. Raz widzi rodziców normalnie rozmawiających, innym razem pełnych nienawiści, bijących się, bądź - co gorsza - będących pod wpływem alkoholu. Warto, by rodzice rozwodzący się, sprawdzili swoją odpowiedzialność. Głównym celem rozwodu nie ma być bowiem jak najszybsze uregulowanie spraw majątkowych, ale zadbanie o dobry stan psychiczny dziecka, które ma prawo nie tylko do kontaktu z każdym rodzicem w jednakowym stopniu, ale do prawidłowego kształtowania swojej osobowości.

Badania wykazują, że dziecko po rozwodzie ma lepszy kontakt z rodzicem, z którym mieszka. Często czuje się opuszczone przez tego drugiego rodzica - co zmniejsza jego samoocenę i czuje się niewart miłości. Ważne, by rodzic odchodzący z domu nalegał na spotkania, starał się utrzymywać kontakt w różnych okolicznościach i formie. Takie zachowanie zmniejsza okres żałoby dziecka po zmianie sytuacji w rodzinie, zwiększa poczucie bezpieczeństwa i zmniejsza poczucie winy. Badania, jakie przytacza Beisert (2000) pokazują, że im bardziej ojcowie są skłonni uczestniczyć w rozwiązywaniu codziennych trudności dziecka, tym lepiej dzieci radzą sobie z adaptacją. Brak dostatecznego kontaktu z ojcem zaburza, według badań, mechanizmy kontroli dziecka, wzmaga lęk i nasila wewnętrzny konflikt. Konstruktywne radzenie sobie z rozwodem rodziców zwiększa się, gdy rodzice dbają o ciepłe stosunki z dzieckiem, konsekwentną kontrolę i miłość. Na takie stosunki stać będzie jedynie tych rodziców, którzy są dojrzali emocjonalnie.

Po rozwodzie każda jednostka należąca do rodziny podejmuje inne strategie radzenia sobie ze zmianą. Sytuacja rozpadu małżeństwa to duża odpowiedzialność dla rodziców - muszą oni stać się oparciem dla dzieci w momencie, kiedy sami potrzebują pomocy. Wniosek wydaje się być oczywisty - w momencie, kiedy rodzice nie posiadają skutecznego sposobu zaradczego, ich dzieci także ich nie wykształcą. Agresywne zachowanie rodziców będzie naśladowane przez dzieci. Gdy rodzice będą raczej wycofani, również takiego zachowania możemy się spodziewać po dziecku. Dzieci obarczone takimi metodami reagowania, będą przejmowały się sytuacją finansową oraz brak im będzie mobilizacji w rozwiązywaniu swoich problemów.

Po przeanalizowaniu tych wniosków warto zadać pytanie: czy rozwód to dobre rozwiązanie? Eksperci twierdzą, że w większości przypadków okres zmartwienia i niepokoju i ogólne złe samopoczucie dzieci mija.

W rozmowach przeprowadzonych po 10 latach od rozwodu przez grupę psychologów, badacze stwierdzili, że młodsze dzieci przejawiają mniej problemów niż starsze. Chłopcy mają poważniejsze i dłużej trwające problemy niż dziewczynki. Dzieci, które spostrzegają swój świat społeczny jako katastroficzny, przejawiają więcej symptomów negatywnych niż dzieci z wyższą kontrolą osobistą i optymistycznym stosunkiem do przyszłości.

Proces adaptacyjny dziecka po rozwodzie to sprawa indywidualna - najważniejsze, by rodzice nie wciągali dziecka w swoje konflikty. Biorąc rozwód ze sobą, nie są zwolnieni z opieki nad dzieckiem - tej psychicznej i fizycznej.

Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Urban Guerilla w 2013-06-12, 23:00:43
http://now.msn.com/smarter-people-drink-more-study-says#scpshrjwfbs
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2013-06-13, 15:17:56
http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/jak-uporac-sie-z-przeszloscia,90501.html
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: pjm w 2014-01-21, 20:07:31
Ciekawy i mądry film. Bardziej dla znających język rosyjski, choć dialogi są proste i chyba zrozumiałe. Film naprawdę wart obejżenia.
http://www.youtube.com/watch?v=3UcLRb4XD-o
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2015-03-28, 13:45:27
DZIECI UCZĄ SIĘ TEGO, CZYM ŻYJĄ

Jeżeli dziecko żyje w atmosferze podtrzymującej je na duchu, pozna swoja wartość i będzie miało wysoką samoocenę.
Jeżeli dziecko żyje w poczuciu bezpieczeństwa, nauczy się ufności i wiary.
Jeżeli dziecko żyje w atmosferze akceptacji, nauczy się akceptować i lubić siebie.
Odnajdzie szczęście w życiu.
Jeżeli dziecko żyje w sprawiedliwości,  nauczy się sprawiedliwości.
Jeżeli dziecko otrzymuje pochwały za coś dobrego, nauczy sie doceniac zarówno siebie jak i innych.
Jeżeli dziecko żyje w atmosferze tolerancji nauczy się tolerancji i cierpliwości.

Jeżeli dziecko jest notorycznie krzywdzone,  otoczone poczuciem krzywdy,
nauczy się czuć winne.
Jeżeli żyje w ciągłym krytycyzmie, nauczy sie krytykować i potepiać.
Jeżeli dziecko jest wyśmiewane, słyszy ironiczne uwagi na swój temat, nauczy się wstydu.
Jeżeli dziecko jest otoczone wrogością, na codzień i wyczuwa i widzi podjazdy rodziców, nauczy sie walczyć w życiu.

DZIECI BIORĄ Z RODZICÓW WZÓR.
Ojciec jest wzorem partnera dla córki.
A dla syna wzorem tego, jak powinien sie zachowywać facet. W tym w rodzinie, która założy.
Podobnie matka.
Dla córki stanowi wzór tego jak może  zachowywać się kobieta.
A dla syna jest niejako wzorem partnerki.
Tytuł: Odp: Dziecko z rodziny dysfunkcyjnej
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2015-03-28, 23:30:42
Ciekawy tekst:

http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,138262,17581948,Czy_Polska_jest_DDA____Dzieci_alkoholikow_wchodza.html#TRwknd