Pozytywne Inspiracje
Forum => Karma i reinkarnacja => Wątek zaczęty przez: hydrozagadka w 2012-02-28, 12:37:22
-
Tak sobie rozmawiałyśmy z Laką na fb, pod moim statusem z nagłym atakiem weny;) Wkleję część naszej wymiany zdań:
Laka: Moją wenę najbardziej blokują presje innych ludzi: oczekiwań z nastawieniem, że i tak będzie to słabe, ciągle niezadowolonych, niedoceniających, ogólnie negatywnie nastawionych, no i presja czasu. Choć to ostatnie chyba i tak najmniej. Choć w przypadku malarstwa to jest inaczej, bo ja wchodzę zwykle w "trans malarza" i maluję bardzo szybko, nawet się za dużo nie zastanawiając, a wychodzą wtedy najlepsze prace. To ciekawe.
Ja: Zgadzam się, w "transie malarza" zawsze wychodzą najlepsze prace - tez tak mam. Co do nastawień innych i presji - chwilowo udało mi się puścić gros podatności na to i w dużej mierze przestałam się przejmować -jeszcze nie w 100%, ale jest już tak, że skoro mi dana działalność przynosi zadowolenie, to nie oczekuję juz koniecznie zadowolenia po stronie innych (choć jest mile widziane);)
Akurat wczorajszy atak weny tyczył się zaczętej przed rokiem historii ;)
Laka: Fajnie, że tak się otworzyłaś:):)
Mi jeszcze jakaś k. artysty leży. Coś w klimacie impresjonistów, choć podejrzewam, że nie tylko.
Ja: Oby dalej i skutecznie;) bo przed rokiem tez się na chwile otworzyłam, a potem było parę miesięcy wyjątkowo pod tym względem słabych.
Laka, a jak Ci się to przejawia? Bo u mnie głównie leki, ze jak będę się zajmować twórczością, to z tego nie wyżyję. I ze albo przyjemność tworzenia, albo przyjemność życia na jakimś poziomie ;)
Laka: Mocno mi się przejawia niestety. To co napisałaś to też. Ale to moje przekonania na temat pracy zarobkowej takie są. Nie tylko twórczość, choć to się wiąże. Chodzi bardziej o temat doświadczania przyjemności w życiu. Że praca przyjemna być nie może, to poświęcenie by zarobić pieniądze. Gdy praca staje się dla mnie przyjemna, to musi zniknąć z mojego życia, bo ja sama nie dopuszczam takiej opcji. Ale też zjawia się zwykle sporo osób, które mi pokażą jak praca może być nieprzyjemna i męcząca. Kij ma dwa końce:) Ja miałam też coś takiego, że jak coś tworzę, to ma być od razu dzieło sztuki, bo tego inni po mnie oczekują, no i ja sama. Jeśli nie, to moja praca jest bezwartościowa, no i ja jako "artysta". To mi przeszło już jakiś czas temu, ale jak widzę nie do końca.
Mam zdecydowania obciążenia jeszcze w tym temacie;)
Ja: To widzę, ze mamy/miałyśmy pod tym względem bardzo podobny pakiet wzorców.
Laka: Haha chyba tak. To k. artysty jak nic, z jednej strony dużo talentów, a z drugiej sporo pomieszania. Jeszcze dołożyć do tego indywidualizację UA, materię i pakiet gotowy:P Dobrze byłoby to uzdrowić i hej do przodu:)
Mnie uwiera i pojąć nie mogę jak można się tak interesować techniką, matmą, czy fizyką. Może to śmieszne, ale mi to ciąży. Nie rozumiem tego na maksa. I bardzo nie lubię.
Ale się teraz ucieszyłam, że jednak pojawiają się osoby, które interesuje to co mnie:):) To chyba jakiś postęp.
-
I tak się zastanawiam - jak najlepiej uzdrawiać tę karmę.
Chyba warto skupić się na wypracowaniu sobie bezpieczeństwa materialnego oraz przekonania - że tworzenie z przyjemnością przynosi duże dochody.
Podniesienie samooceny tez jest ważne, by przestać się oglądać i ograniczać przez docenienie/lub jego brak od strony innych ludzi.
Warto też - bo choć ataki weny są dobre i przydatne, to bywają kapryśne;) - wypracować jakiś stały przepływ, myślę że przez miks rytualności (regularności) z poczuciem swobody w sobie.
-
Dość charakterystyczne jest też to, o czym wspomniałaś Laka - presje na siebie samego, że od razu ma wyjść dzieło sztuki.
Cholernie upierdliwe to i blokujące jest. Bo jak nie wpadnie się w "trans malarza", to potem taki obraz stoi sobie niedokończony na sztalugach, blokowany przez obawę, ze dziełem sztuki nie będzie ;) Przynajmniej u mnie tak jest.
Ostrzej u mnie to działa własnie w przypadku sztuk wizualnych, do sztuki literackiej podchodzę bardziej polubownie - i może dlatego ostatnio łatwiej mi się tworzy na tym polu?
Dobrze na mnie wpływa uświadamianie sobie, ze i tzw. uznani obecnie artyści często tworzyli swoje dzieła latami, stopniowo, w różnych wersjach. Że dobra sztuka może być zarówno wynikiem "ataku weny", jak i dalszej regularnej pracy nad tym - by nie zostać z rozgrzebanym projektem.
-
Hydrozagadka
Mnie przeraża to, że ja coś zrobię na zamówienie, a komuś się nie będzie podobać, chodzi o ocene innych ludzi, klientów, którzy za to płacą. Czy pracodawców.
Poza tym ile osób może mieć taki gust jak ja???
Literaturę, też traktuję z większym dystansem.
-
Hmm, a nie wydaje Wam sie, ze sztuka to tez trafienie w odpowiednie gusta? Jak tak patrze sie na ludzi sztuki, co calkiem pokazna ich liczba zostala doceniona dopiero po smierci.
-
Tez mnie to trochę jeszcze przeraża (i zniechęca) - ale generalnie "rzeczy na zamówienie" traktuję inaczej niż te, które robię całkowicie i do końca z własnego poduszczenia i czerpię z nich 100% przyjemność.
Z rzeczy na zamówienie tez niejednokrotnie czerpię przyjemność, ale tylko wtedy, gdy zamówienia są różnorodne i nie podchodzą pod ta samą dziedzinę twórczości non-stop (i schematy). I chyba mniej się przejmuję, kiedy klientowi nie od razu się spodoba - zawsze zostawiam sobie czas na "trafienie w gusta" - a jak nie trafię, to akceptuję, ze wszystkich zadowolić się nie da.
Już akceptuję :D
I ze w przypadku kompletnego rozmijania się, zamiast się męczyć z upierdliwym klientem nie wiadomo jak długo - lepiej zrezygnować wtedy ze współpracy z nim.
-
Hehe, Tristen, akurat do tego nawiązałam przed chwilą - uważam, ze nie ma co na siłę "trafiać w czyjeś gusta" - tylko robić to, co samemu najlepiej "płynie" - bo i tak nigdy nie trafi się gusta w 100% odbiorców. Szczególnie w przypadku własnego spełnienia artystycznego.
Zaś w przypadku zamówień dla klientów - to jak poniżej :)
-
A znalazlyscie recepte na to, aby jednoczesnie tworzyc/zyc z tego,co wy ukochaliscie a co niekoniecznie juz wpada w gusta przecietnego odbiorcy?
Ja mam podobny dylemat, tyle tylko ze ja chcialbym bardzo zyc wylacznie z tego, co mi sie podoba a mam jakies duze zniechecenie do robienia tego, co akurat pozada konsument :D.
-
Często artyści mają intencje żeby ich dzieł nie doceniać (oni np. sami ich nie doceniają) i wartość tych dzieł zostaje doceniona czy to bezpośrednio po śmierci czy jeszcze później.
Laka
Jak masz jakieś portfolio w którym uwidacznia się twój styl, no to klient wie mniej więcej czego się spodziewać:) Można powiedzieć że jak mu się wtedy nie podoba no to już jego sprawa.
A ogólnie dla artystów, patrząc po sobie warto zacząć od wyrozumiałości wobec siebie i swoich dzieł:)
Z weną itp. to jest tak - jak ja coś chcę rysować, to to rysuję. Stronę techniczną, umiejętności, ma się zawsze przynajmniej takie same, więc kwestią jest tylko określenie co chcę zrobić (mieć też wizję tego) i to zrobić:)
-
"Często artyści mają intencje żeby ich dzieł nie doceniać (oni np. sami ich nie doceniają) i wartość tych dzieł zostaje doceniona czy to bezpośrednio po śmierci czy jeszcze później."
Pewnie tak jest. Ale, że nagle po śmierci są doceniani to ciekawe. Może są na tyle doceniani, na ile wartościowe były te dzieła, a oni żyjąc blokowali sobie doświadczenie tego.
Chociaż mówiąc w kontekście sztuki i gustów to nie wiem co to znaczy wartościowe. Bo to się wydaje bardzo nieobiektywne.
Twórczość, którą chyba każdy gdzieś ma, a talent. Jaka jest różnica. Każdy może być twórczy i robić słabe bardzo rzeczy, ale wyrażać się twórczo.
Ja widzę wiele twórczych osób, które wg mnie robią słabe prace, wręcz"gnioty". NO i nie umiem się okłamywać, ze to są dobre prace, bo przecież widzę, że są słabe. Natomiast co do gustu to potrafię docenić dobre prace, na wysokim poziomie, pomimo, że one są zupełnie inne niż te które ja robię, albo nie pasuje mi tematyka. Ale podobają mi się, bo widzę, że mają coś w sobie, są dobre. Nawet jeśli czasem lekko zahacza o kicz, to potrafię docenić. Natomiast nie trawię już prac infantylnych. Trochę krytyką może to pachnie z mojej strony, no ale nie będę udawać, że mi to się podoba.
Inna sprawa jest tak, że potrafię się szczerze zachwycić pracami mojego syna, choć ma 6 lat i wcale nie chodzi o to, że jest moim synem. On jak rysuje coś sam, poza przedszkolem, gdzie trzeba wszystko sztampowo, to tworzy na prawdę fajne i przemyślane prace. Widzę w nich dużo atrakcyjnych elementów jak to jak dobiera kolory, kształty, faktury no i kompozycje. Te ostatnie to mnie najbardziej fascynują, bo uważam, że jest momentami lepszy ode mnie.
W sumie to kręci mnie to, że on myśli, gdy coś tworzy, u niego wszystko ma sens. Jest przemyślane, celowe. On nie wpada w trans malarza, jak ja. Gdzie jest dużo czucia, intuicji i bezmyślności.
-
A moze chodzi o to, ze za zycia Ci ludzie niejako ,,chowali" sie przed popularnoscia, meczylo ich to klebowsiko cale, chcieli tworzyc w zaciszu i ze wgledu na wrazliwosc i empatie nie radzili sobie w twardym swiecie sho-wbuzinessu jakbysmy to dzis powiedzieli?
Patrzac np. na muzykow to dzisiaj Ci, ktorzy nie maja dobrego managmentu albo sponsora raczej sami nie potrafia sie przebic.
-
Pewnie było różnie. Na tyle na ile ja pamiętam, np. w różnych stowarzyszeniach artystów, literatów itp. mnóstwo osób miało ogromną pogardę wobec odbiorców swojej sztuki. A swoją sztukę mieli za coś tak wielkiego że ten "głupi lud" i tak nie będzie nigdy w stanie jej pojąć. Spotkałem się też z artystami mającymi mocno negatywny stosunek do swojej sztuki (mimo talentu) albo którzy mieli silne intencje cierpienia, życia w biedzie. Kiepscy byli z nich biznesmeni:)
-
Witek D
Tak, zgadza się, oni się chełpili swoją innością i wyjątkowością. I tym, że są tacy inni, że nikt ich nie rozumie. I tak musi być, by byli wartościowi.
Ja doszłam do takiego momentu, że mi wali na bycie mistrzem duchowym, nie chce już pracować w tym za bardzo, tzn w tematach duchowych. Na masaż mi wywala, chyba karma jakiejś prostytutki lub coś podobnego z usługami.
A zapragnęłam być wartościowa w materii. Być ceniona za to co umiem robić, co jest cenne dla ludzi w materii.
Czuję się gorsza chyba od tych co potrafią coś tworzyć, technicznie. Np naprawiać sprzęty w domu:P
-
,,Tak, zgadza się, oni się chełpili swoją innością i wyjątkowością. I tym, że są tacy inni, że nikt ich nie rozumie. I tak musi być, by byli wartościowi."
He, no bo po czesci to prawda, w koncu to sa niezli kosmici :D.
-
Witek napisał "w różnych stowarzyszeniach artystów, literatów itp. mnóstwo osób miało ogromną pogardę wobec odbiorców swojej sztuki. A swoją sztukę mieli za coś tak wielkiego że ten "głupi lud" i tak nie będzie nigdy w stanie jej pojąć. Spotkałem się też z artystami mającymi mocno negatywny stosunek do swojej sztuki (mimo talentu) albo którzy mieli silne intencje cierpienia, życia w biedzie."
Zagadza się, to takie wręcz podstawowe objawy:
- z jednej strony pogarda dla motłochu, co sztuki i tak nie doceni;)
- z drugiej - klepanie biedy - myślę, że prócz cierpiętnictwa, to bruździ tu pokutujące przekonanie, że ze sztuki/twórczości przeżyć się nie da. Ten wzorzec jest naprawde silny i wielu artystów (czy stowarzyszeń artystycznych) nadal go utrwala - a skoro żyją w takim przekonaniu, to dokładnie to sobie w życiu kreują.
- oraz jeszcze popularne przekonanie, ze do tego , by tworzyć i utrzymywać się w twórczym nastroju, trzeba ćpać, pić - używać różnych zmieniaczy nastroju i "rozszerzania świadomości" - i ze bez tego tak naprawdę tworzyć się nie da ;)
I dlatego zastanawiam się, jak najskuteczniej rozkminić te wzorce:
1. uzdrowienie samooceny - wtedy zarówno nie ma poszukiwania poklasku, ani pogardy dla innych
2. uwolnienie się od tego przekonania o niemożliwości przeżycia ze sztuki - skupiając się na wyrobieniu w sobie stałej podstawy bezpieczeństwa materialnego plus otwartości na klientów, odbiorców, sponsorów, marszandów itp
- uwolnienie się od przekonania, ze praca na zamówienie musi być nudna i odtwórcza, nie kreatywna - oraz od negatywnego nastawienia do takiego typu kreacji (często sami artyści gardzą utworami, dziłąmi robionymi na zamówienie -a przecież wiele dzieł w przeszłych wiekach zostało w ten sposób stworzonych).
3. uwolnić "wenę" od uzależnienia emocjonalnego (kiedyś im bardziej w smętno-filozoficznym nastroju byłam, tym łatwiej uciekałam w "swój" świat i tworzyłam) - teraz w końcu zaczynam tworzyć bez nakręceń emocjonalnych, bardziej poprzez otwartość na WJ
- od uzależnienia od chemicznych poszerzaczy świadomości (z tym nie miałam nigdy problemu, ale wiem, że są osoby, co jak nie wypiją, nie sztachną się, to cierpią na posuchę twórczą).
- uwolnienie się od blokerów typu: - "to od razu musi być dzieło!" (nadmierna samokrytyka i nadmiernego perfekcjonizmu, odmawianie sobie możliwości błędów i tworzenia czegoś w przemyśleniu i etapami) - poprzez akceptację, ze nie wszystko od razu musi być genialne, ze niekiedy do tego dochodzi się stopniowo
-
No i chyba też bywa - przekonanie że sprzedaż własnej sztuki deprecjonuje, pomniejsza jej wartość.
-
Po sobie zauważyłam, że robię się bardziej twórcza, kiedy mam zarówno swobodę organizacji własnego czasu, jak i podstawowe bezpieczeństwo materialno-finansowe (kiedy nie muszę przesadnie kombinować, jak przeżyć).
I jak największy spokój i luz wewnętrzny. Stresy kompletnie niszczą moje możliwości twórcze.
-
Fakt, masz rację Witek - nie pomyślałam o tym, bo sama nie mam tego wzorca, ale występuje. I to wraz z automatyczną pogardą dla wszelkich handlarzy sztuką :)
Ja zaś uważam, że handel sztuką i twórczość dobrze może iść w parze :))
-
Laka - "A zapragnęłam być wartościowa w materii. Być ceniona za to co umiem robić, co jest cenne dla ludzi w materii.
Czuję się gorsza chyba od tych co potrafią coś tworzyć, technicznie. Np naprawiać sprzęty w domu:P"
Ale przecież sztuka jest także bardzo materialna i manualna - obraz, rzeźba, książka - wszystko namacalne :) i też potrzeba do nich unikalnych umiejętności tworzenia - oraz techniki:)
-
Ja tam mogę sprzedawać swoją twórczość, nie razi mnie to wcale. Chyba, że w pś coś siedzi i nie wiem o tym. Puki co nie wyszło.
Hydrozagadka
Ja mam podobnie jak Ty, ze potrzebuje rownowagi, spokoju, bezpieczenstwa, miec "wolna glowe" i luz. Dzieci sa tworcze bo one nie maja presji, bawia się, mają dużo czasu, nie martwia sie o byt itp.
Z tą materialnością sztuki, to masz rację, dlatego mnie to kręci. Ja lubiłabym też sprzedawać, tak myślę. Tylko, że ludzie... ja nie kumam ludzi i aniołów pokręconych też. Kiedyś zakręcałam się razem z nimi, a teraz już mi się nie chce, więc ich nie kumam.
Natomiast chodzi chyba o coś innego, ja się czuję jakaś głupsza, że nie umiem tak technicznie, mechanicznie myśleć. Nie wiem dlaczego, ale boje się takiego mantalnego myślenia, uważam za antyrozwojowe. Uważam też, że gdy ktoś interesuje się robotami, fizyką, itp klimatami, to tak jakby chciał coś sztucznego tworzyć, oszukać Boga czy coś w tym stylu.
Ciągle mi tez wali, że za mało wiem, tak życiowo w materii, np podatki, prawo, elektronika itp a jednocześnie nie cierpię tego i nie jestem w stanie się zmusić by to zgłębiać, tak mnie odrzuca.
Co ciekawe nie było zawsze tak, że tylko sztuką się zajmowałam, byłam też kiedyś konstruktorem maszyn na Atlantydzie, budowałam statki. Lubię klimat steampunka, ale tylko wizualnie, stylistycznie;) Mechanika już mnie odpycha, rozumienie jej.
Chyba chodzi o to że odpycha mnie planowanie, mechanika... materii. Mentalne rozumienie tego. Gdybym już miała zacząć to śledzić, próbować zrozumieć to mnie niecierpliwi, skręca, wydaje się bez sensowne i w końcu kończy się na nieprzytomności byle tylko tego nie dopuścić do siebie.
Paradoksalnie najwięcej w tym życiu uczyłam się fizyki, chemii i matmy, na korkach, ciągle, żeby zdać kolejną klasę w LO. Z innych przedmiotów wcale się nie uczyłam, a było ok.
Trochę się uczyłam do matury;)
Ta materialność sztuki to jest inna materialność: faktura, kolor, kształt, kompozycja, budowanie nastroju, to jest piękne, pełne uczucia, zabawne, zmysłowe.
-
Laka
Nikt nie powiedział, że musisz być dobra w technicznym czy mechanicznym myśleniu. Wystarczą Ci talenty i zdolności w tych dziedzinach w których je masz, a pozostałymi niech się zajmują inni - potem się możecie wymieniać swoją pracą w zależności od potrzeb - tak funkcjonuje społeczeństwo :)
Niechęć i przekonanie o nierozwojowości jednak mimo wszystko warto sobie odreagować, bo co złego w tym że ludzie sobie budują roboty czy inne szmery-bajery? Toż to jedynie zabawa z materią, zmienianie jej formy, wyodrębnianie jej elementów, łączenie na nowo i nadawanie im nowych funkcji. Toż to inna forma sztuki :)
-
Clint
No może i tak jest coś w tym co mówisz.
Ale mi się wydają tacy ludzie głupi i z nieczystymi intencjami. Oni tylko w tym mentalu są dobrzy, a świadomości 0.
Ja ich chyba jako magów i takich mentalnych manipulatorów inteligentnych kojarzę.
Niestety te osoby które spotykam, lubiąc tego typu rzeczy, właśnie tacy są.
-
Statystycznie rzecz biorąc najwięcej dziur na świecie kopią ludzie głupi i o znikomej świadomości duchowej - czy to jednak czyni samą czynność kopania dziur jakąś złą, głupią czy niepotrzebną? :P
Po za tym to różnie z tymi ludźmi bywa - ja akurat zawsze miałem przylepianą nalepkę ścisłowca, więc w takich szkołach byłem i to czy w liceum czy też na studiach spotkałem masę tego typu ludzi - wielu moich znajomych z liceum zresztą wylądowało na politechnice na kierunkach typu "robotyka i automatyka". I jest tam sporo powalonych i niefajnych ludzi, ale w takim samym stopniu jak wszędzie indziej. Swoista elitarność intelektualna sprawia, że niektórym odbija ponad przeciętny poziom powalenia społecznego, ale dokładnie to samo jest wśród artystów, którzy też czują się lepsi od zwykłych śmiertelników - zmienia się tylko tło. I to właśnie inne tło sprawia, że to powalenie tych ludzi przejawia się na inny sposób, ale w gruncie rzeczy to jest to samo jeśli chodzi o działanie.
Podejrzewam, że po prostu Ty jako karmiczna artystka jesteś bardziej przyzwyczajona i obyta w stosunku do artystycznego powalenia, dlatego pś inaczej reaguje na te różne światy. Jednego jesteś i byłaś częścią, inny jest zupełnie obcy - to zmienia perspektywę postrzegania pewnych rzeczy. Ja z kolei stałem bardziej właśnie po tej intelektualnej stronie barykady i w moich odczuciach, to właśnie artyści mają jeszcze bardziej nasrane w głowach niż ci wszyscy naukowcy :D Wiem, że to tylko głupie wyobrażenia, ale właśnie tak to wygląda w moim umyśle.
-
Clint
To prawda, co napisałeś o artystach, wielu takich jest i z tą częścią ja też nie czuję w ogóle tematu, no ale widzę ich powalenie i nawet nie staram się zrozumieć o co im chodzi, bo na 1y rzut oka widać;)
Jeśli chodzi o ścisłowców( nie bierz tego personalnie, nawet nie wiedziałam, że na takich studiach jesteś:)) to tutaj Ci wydają mi się gorsi, od artystów o tyle, że artyści żyją sobie w swoim małym światku, zwykle nie starają się wpływać na otoczenie jakoś szczególnie. Nawet jeśli, to jest to raczej nie szkodliwe. Skupiają się bardziej na sobie i swoim powaleniu.
Natomiast ci drudzy już nie koniecznie, to są dość inteligentne, a zarazem głupie istoty z nieczystymi intencjami, a tacy wg mnie są najbardziej niebezpieczni, najwięcej szkód wyrządzają, bo oni zwykle mają tym bardziej upośledzone w temacie relacji na większą i mniejszą skalę. I co gorsze, zwykle wychodzą ze swojego małego światka i starają się wpływać na rzeczywistość. Jak artyście palma odbije, że jest och ach i wyjątkowy, piękny, cudny i z namaszczeniem będzie wielbił jakieś "dzieła" to jest jeszcze nic, niż wtedy gdy inteligentny kretyn zaczyna manipulować "świadomością", umysłami innych ludzi i pragnie władzy.
Co gorsze nie trudno im przekonać innych, bo ludzie widzą inteligencję, ale nie widzą zwykle intencji. A mentalnie wszystko wydaje się doskonałe i sensowne.
-
Spoko, ja się z tym wszystkim nie utożsamiam na tyle, aby odbierać cokolwiek personalnie :)
Szczerze mówiąc to ja nie widzę wielkiej różnicy między artystami a ścisłowcami jeśli chodzi o wpływ na świat. W obu grupach są ludzie, którzy mają swoje małe światy, po za które nie wychodzą oraz tacy, którzy starają się docierać do mas i zmieniać ich sposób postrzegania rzeczywistości.
Po co tworzy typowy, ambitny artysta? Dla pieniędzy? Nie, on chce poprzez swoje dzieła wpłynąć na ludzi, pokazać im swój punkt widzenia. Z pozoru nie ma w tym nic złego, ale co powiesz na to, gdy pod wpływem jakiejś popularnej, mrocznej i depresyjnej sztuki ludzie sobie wytwarzają obraz świata jako czegoś złego i popadają w taki sam bezsens jak i autor? Na pewno spotkałaś ludzi pochłoniętych czyimiś dziełami - a sztuka działa na człowieka głębiej niż nauka, bo niejednokrotnie dociera do niego na wielu poziomach - nie tylko mentalnym, ale także emocjonalnym.
Zarówno naukowcy jak i artyści mają możliwości, aby siać spustoszenie na większą skalę i wielu to robi. Nie uogólniałbym też tak bardzo obu tych światów, bo one samo w sobie nie są ani złe ani dobre - po prostu są wykorzystywane w różnych celach i jak dla mnie - z obu można wynieść tyle samo dobrego, co i złego. Dlatego kompletnie nie widzę sensu w traktowaniu któregoś jako całości, jako gorszego od drugiego.
-
Clint
Może nie doceniam wpływu artystów:)
Ich pomieszanie rozumiem, nie boję się go. Natomiast intencji tych drugich się boję. To tacy zwykle stali u władzy i siali spustoszenie. Artyści do władzy się zwykle nie pchali, nawet jeśli już tam byli, to zwykle kierowani byli przez tych drugich;) Nawet tego nie zauważali.
To trochę jak białe i niebieskie anioły.
-
U władzy to zazwyczaj stała jeszcze inna grupa, nie mająca zbyt wiele wspólnego ani z jednymi, ani z drugimi.
Gdyby w tym kraju sprawowali władze ludzie inteligentni, wykształceni porządnie w tym czym mają się zajmować - chociażby taka gospodarka miała by się o wiele lepiej :D
No i ścisłowcy posłuch zyskali dopiero z kilka wieków temu - wcześniej byli też dość mocno prześladowani (kościół pozdrawia) :P
-
Porównanie z UA mi nie pasuje. Białe się za bardzo materii brzydzą, żeby się nią tak intensywnie zajmować. Po za tym oba kolorki mogły mieć podobne ciągoty do sztuki - niebieskie do tej przećpanej, białe do tej religijnej, tworzonej na cześć Pana :)
-
Clint
Oj białe się niby brzydzą, ale zajmować potrafią, zwłaszcza jeśli chodzi o władzę i manipulacje.
One się brzydzą materią, ale nie władzą. To nie są tylko święci i misjonarze. Byli jeszcze kapłani, którzy tym wszystkim kręcili.
Białe budowały różne struktury ile wlezie. One lubią władzę, ale taką trochę zza kurtyny.
Niebieskie, często przekodowane na białe, robiły "brudną robotę".
Wielu magów, było w średniowieczu kapłanami, inkwizytorami, szpiegami, "prawą ręką" władców, zaufanymi doradcami itp klimaty.
Inteligencja inteligencją, ale jeszcze intencje wchodzą w grę.
-
No tak, ale jak już pisałem - grupa trzymająca władzę to zupełnie inna grupa niż ta budująca roboty :D
-
Clint
No nie wiem:) Może z Atlantydą kojarzę to budowanie robotów.
A jest jeszcze coś, te osoby które znam i lubią technikę, roboty itp klimaty, zwykle mają obciążenia magiczne i demonologią.
One chciały i często nadal chcą tworzyć swój własny świat przeciw Bogu.
-
Ja mówię o dzisiejszych naukowcach, a nie szalonych magikach sprzed kilku tysięcy lat - mnie na Atlantydzie prawdopodobnie w ogóle nie było albo dawno straciło to dla mnie znaczenie, więc nie patrzę przez jej pryzmat, który swoją drogą dla mnie jest czymś zupełnie innym.
No, ale na swój sposób masz częściową odpowiedź skąd takie nastawienie - jak się spotyka dawnych znajomych z Atlantydy i się przypominają tamtejsze jazdy, to nic dziwnego że wywala. Tacy naukowcy też są, ale stanowią niewielki odsetek i na pewno nie determinują tego jak wygląda główny nurt dzisiejszej nauki.
Szczególnie, że mamy czasy kiedy to ludzie z pochodzenia rozwinęli się intelektualnie na tyle, że mogą już spokojnie dominować w dziedzinach naukowych, a nie liczyć na wybitne jednostki jak kiedyś. Jako, że ludzie są zazwyczaj tylko materią zainteresowani i po za nią nie wychodzą - świetnie sobie z nią radzą na polach tego typu i szalone aniołki nie mają już takiego dużego wpływu na masy jak niegdyś. Stąd też w podejściu naukowym duże braki w duchowości jak to u ludzi, ale z drugiej strony nie ma też tych wszystkich strasznych rzeczy, o których piszesz.
Oni sobie po prostu siedzą i dłubią, w tym co ich interesuje - szczególnie że na obecnym poziomie ludzkości jest to swojego rodzaju szczytowa możliwość poznawania rzeczywistości dostępna dla szarych mas. To jest najzwyczajniej w świecie pewien etap rozwoju ludzkości - poznawanie pułapu mentalnego, zachłyśnięcie się jego możliwościami i przez to przesadne wgłębianie się w ten poziom. Kiedyś to podniecenie wygaśnie, odkryte zostanie już tak dużo że zapanuje pewien zastój i prędzej czy później zrodzi się naturalna potrzeba, aby odkryć coś więcej i pójść jeszcze dalej.
-
Clint
Ja nie twierdzę, że mówię to z czystą świadomością i mi nie wywala. Ewidentnie tak. Pisałam jak moja pś to widzi.
Także, z dystansem. No ale masz racje, ta rozmowa mi trochę rozjaśniła:)
-
Ja tylko sobie rozmawiałem z tą częścią Ciebie, która to widziała w ten sposób :)
-
Jestem dosyć raczkujący w temacie ale moja droga do życia ze sztuki w pewnym sensie rozbijała się o afirmację i wizualizację więc może pomęcze temat..
"2. uwolnienie się od tego przekonania o niemożliwości przeżycia ze sztuki - skupiając się na wyrobieniu w sobie stałej podstawy bezpieczeństwa materialnego plus otwartości na klientów, odbiorców, sponsorów, marszandów itp
- uwolnienie się od przekonania, ze praca na zamówienie musi być nudna i odtwórcza, nie kreatywna - oraz od negatywnego nastawienia do takiego typu kreacji (często sami artyści gardzą utworami, dziłąmi robionymi na zamówienie -a przecież wiele dzieł w przeszłych wiekach zostało w ten sposób stworzonych)."
U mnie zadziałało coś takiego -> wchodzę na level umiejętności na którym moje odpowiedniki (inne osoby których rzeczy mi się podobały) pracują dla najlepszych marek / klientów. Oczywiście były to rzeczy niezwykle pasjonujące, takie chciałem robić. Przestaję być też ofiarą - typem van gogha i nikifora, malującego do szuflady i odkrytego po śmierci..nie o to mi chodzi.
"3. uwolnić "wenę" od uzależnienia emocjonalnego (kiedyś im bardziej w smętno-filozoficznym nastroju byłam, tym łatwiej uciekałam w "swój" świat i tworzyłam) - teraz w końcu zaczynam tworzyć bez nakręceń emocjonalnych, bardziej poprzez otwartość na WJ"
Jeśli nie ma emocji w sztuce to na nikogo nie zadziała, u mnie tworzenie to wynikowa obserwacji i wewnętrznego głosu. Swego czasu najbardziej znaną moją pracą była rzecz nie najlepsza technicznie z mojej galeryjki ale praca najmocniej wyładowana emocjami (dziewczyny, żyletki..;) ).
"- od uzależnienia od chemicznych poszerzaczy świadomości (z tym nie miałam nigdy problemu, ale wiem, że są osoby, co jak nie wypiją, nie sztachną się, to cierpią na posuchę twórczą)."
Obeszło się bez.
"- uwolnienie się od blokerów typu: - "to od razu musi być dzieło!" (nadmierna samokrytyka i nadmiernego perfekcjonizmu, odmawianie sobie możliwości błędów i tworzenia czegoś w przemyśleniu i etapami) - poprzez akceptację, ze nie wszystko od razu musi być genialne, ze niekiedy do tego dochodzi się stopniowo"
Stopniowość dostrzegałem zawsze po pewnych odcinkach czasu, wtedy tez zauważa się progres. Ale przyznaję że każdą kolejną rzecz traktowałem jako dzieło życia ;) Wydaje mi się że nie chodzi tu o założenia przed projektem tylko sposobu myślenia podczas pracy. Wtedy z zasady nigdy nie odpuszczam.
Dla mnie jest pewna różnica między "daję z siebie wszystko" a "pozwalam sobie na błędy". Owszem pozwalam, ale dając z siebie wszystko ;)
Polecam też wizualki miejsca pracy, studia, altelier - mi to bardzo pomogło :)
A tu taki ostatni art dla podsumowania
http://4.bp.blogspot.com/-t5MeV_nRO_s/TyiIEvopnyI/AAAAAAAAAXg/hjyVdIWvtJk/s1600/szaman1fin.jpg
-
A ja dopowiem co mi jeszcze wyszło w tym temacie:)
1) intuicja - dać się ponieść wewnętrznemu drogowskazowi, który niekoniecznie musi być wykształconym koneserem sztuki:) Zaufanie, że to co robię i jak robię jest w porządku.
2) akceptacja swojego dzieła, bez względu jakie ono jest. Mam kilka obrazów, które z czasem straciły dla mnie magię, ale w momencie ich tworzenia byłam zachwycona efektem jaki uzyskałam. Z pewnością nie są to dzieła, które mogłyby wzbudzić zachwyt krytyków, choćby z samego faktu, że czasami przypominają bazgroły. Jednak na tym etapie na jakim byłam stworzenie tego działa tak a nie inaczej było mi potrzebne. W końcu każde dzieło jest częścią mnie, stworzone z pieczątką mojej energii i sam ten fakt sprawia, że zasługuje na moją bezwzględną akceptację. To część mojej duszy, która się przejawiła a jej przejawienie jest kolejnym krokiem rozwoju moich umiejętności, także umiejętności wyrażania i przejawiania siebie. Wartość dzieła nie jest przecież miarą mojej wartości :)
3) twórcza energia - jest uniwersalna. Dotyczy dzieł malarskich a także każdego innego dzieła. Warto ją celebrować, czuć i pozwalać sobie na jej swobodny przepływ, w jakiejkolwiek pozytywnej formie :)
4) harmonia - nic na siłę i bez presji. Energia tworzenia jest naturalną energią mojej istoty, tak jak jest naturalną energią całego świata materialnego. Gdy jest harmonia, jej przepływ jest niezaburzony i po prostu płynie...
5) Talenty i umiejętności są cenne. Zauważyłam, że moje umiejętności doceniają szczególnie ci, którzy ich nie posiadają.
Ja nie żyje ze sztuki i raczej nie mam takich świadomych planów:D w dzieciństwie tak silnie zablokowałam się w temacie tworzenia, że jakikolwiek prosty akt twórczy, np. przyszycie guzika, stanowił dla mnie problem. Dopiero stopniowe zrzucanie tych blokad pokazało mi jak przyjemne jest spontaniczne tworzenie i jak ważny jest aspekt swobodnego i naturalnego przejawiania siebie.
-
Dziękuję za inspirację:)
Hydrozagadka
Doszłam o co chodzi u mnie z blokowaniem swojej twórczości: lęk przed ocenianiem i niespełnianiem oczekiwań, krytyką.
Przed skutkami tego. Boje się dlatego zaszaleć, a pś szukam " co jest dobre". Kiedy moje prace są dobre i na poziomie.
To mnie najbardziej ogranicza w sumie.
-
Tak słucham sobie płytke z zajęć RSR " Samoocena w pracy" i jest tam pytanie : co chciałeś robić gdy byłeś dzieckiem.
No i mnie olśniło, co chciałam, a zaraz potem mnie olśniło, że to zakazane. Nie mogę robić tego co kocham i co mnie uskrzydla, bo to nie możliwe, to nie przynosi kasy, nie wolno mi marnować na to czasu:/
-
Laka.... ja też będąc dzieckiem, chciałam być malarzem, artystą - a w późniejszym etapie włączył mi sie na to bezsens, - z jednej strony jak u Ciebie, że kasa to jest gdzie indziej, a z drugiej - że sztuka nie przynosi mi miłości oraz zainteresowania innych ludzi, kiedy tego chcę, czyli się "nie sprawdza" i w takim razie nie ma sensu.
Nie chciałam też studiować sztuki, np.: na ASP, bo bałam się, ze się tym znudzę - normalnie włączyła mi się wtedy panika, że nie chcę by mi się znudziło - zatem trafiłam na "bezpieczniejszą" archeologię, na której korzystałam z innych karmicznych talentów (m.in. mistrza runicznego;).
Ten lęk przed ocenianiem i niespełnianiem oczekiwań też trochę jeszcze mam - bardziej jednak się boję, że moje pracę nie spełnią moich własnych oczekiwań w nie pokładanych (jak te z przyciągnięciem miłości i zainteresowania innych, szczególnie bliskich dla mnie osób) ;)
-
Robin "Jeśli nie ma emocji w sztuce to na nikogo nie zadziała, u mnie tworzenie to wynikowa obserwacji i wewnętrznego głosu. Swego czasu najbardziej znaną moją pracą była rzecz nie najlepsza technicznie z mojej galeryjki ale praca najmocniej wyładowana emocjami (dziewczyny, żyletki..;) )."
Nie zgadzam się, ze muszą być drastyczne emocje w sztuce, by zadziałała - działa też sztuka przekazująca harmonię, piękno i uczucia - i wcale nie musi być przy tym infantylna lub banalna.
PS. Fajny rysunek :)
-
Hydzia
Miotam się przez to bardzo, bo chciałam ciągle robić "coś" w czymś się realizować, ciągnęło mnie do robienia tego co lubię, co czuję, ale to zakazane, to co mam robić, czym się zająć? Sama już nie wiedziałam, a i tak mnie pchało w tym kierunku, w którym mam talenty, ale zawsze tylko po wierzchu.
Tylko nie kumam skąd mi się wzięło to głębokie przekonanie, że to zakazane. Mogłabym zwalić na rodziców, bo oni mi blokowali, obrzydzali to co lubiłam. No ale dlaczego w takim razie przyciągnęłam takich rodziców?
Dziś cały dzień mam wolny i od kilku dni mam niby ochotę coś zacząć robić, a jednocześnie czuję silny opór. Taki bezpodstawny, bo cały dzień mogę marnować czas na siedzenie w necie i zajmowanie się pierdołami, przelewanie po domu, ale do czegoś związanego ze sztuką, twórczego to już się nie zabiorę. Nawet czuję opór by pooglądać gazety z tym związane:P
Robiłam sobie dziś sesje, to jakie mam przekonania na temat pracy i zarabiania pieniędzy to włosy się jeżą na nogach:P
Co ciekawe moja pś dzis stwierdziła, że pragnie być przywódcą, np kierownikiem w firmie, bo takie fajne, ale...boi się rebelii(dziwne słowo, jak na mnie, ale tak powiedziała). Bycie kierownikiem oznacza walkę z buntownikami, a tego już by nie chciała;)
-
hydrozagadka - nie negatywne, ale jednak jakieś emocje. Mówimy tu de facto o zarabianiu na sztuce a co dziś najlepiej się sprzedaje?
Co do sztuki dającej harmonię to chciałbym żebyś coś zalinkowała. ja poki co własnie trafiałem na banały. Inaczej z muzyką - tu mam już poukładane ;)
-
Roman (sorry za pomyłkę w nicku wcześniej)
Najlepiej sprzedają się również abstrakcje ;-) niekoniecznie musi to być krwawa rzeźnia z żyletkami ;-)
Napisałam o tym, ze nie ma konieczności szafowania drastycznymi emocjami, a nie że w ogóle trzeba unikać emocji (emocje generalnie dla mnie są negatywne, a uczucia pozytywne, tak gwoli wyjaśnienia definicji, jakimi się posługuję).
Co do sztuki zarówno pięknej, jak i harmonijnej - to przykładów jest mnóstwo, także przez wieki - większość mistrzów przed XIX wiekiem opierało sztukę na pięknie i harmonii. Nie uważam, by była banalna, jak np.: La Tour http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/29/Georges_de_La_Tour_009.jpg czy http://www.mdhistory.net/whatishistory/latour.htm itepe.
Z bardziej współczesnych, choć pewnie niektórzy pięknem by nie nazwali, ze względu na styl "prześwietlający" - jest sztuka Alexa Greya - przekazuje również uczuć, w sposób niebanalny.
http://www.arthistoryarchive.com/arthistory/visionary/images/AlexGrey-Kissing-1983.jpg czy http://alexgrey.net/a-gallery/cpltng.html bądź proces twórczy wraz z jego energiami ;) http://alexgrey.com/gs.html
Z abstrakcji np.: Monika Skarżyńska http://strony.aster.pl/webmaestro/monika/obraz5.gif lub http://strony.aster.pl/webmaestro/monika/kolo1.gif lub http://strony.aster.pl/webmaestro/monika/obraz13.gif
Oczywiście to tylko nieliczne przykłady "na szybko", bo jest ich dużo więcej i to bardziej zróżnicowanych :)
-
Rozumiem, jednak zakładam że Kanevsky, Natalia Fabia, Hanuka, Monica Cook itp artyści mają do powiedzenia współczesnemu odbiorcy coś co bardziej do niego trafi.
Może James Jean jakoś wpisuje się w podobne klimaty o których wspomniałaś. Bo rozumiem że cały czas mówimy o funkcjonowaniu jako artysta tu i teraz i utrzymaniu się z tego.
BTW ostatnio bardzo modne jest sportretowanie gwiazdy porno..
-
Roman - Ci artyści współcześni, których podałam, jak najbardziej utrzymują się ze swojej sztuki - i to na poziomie dobrze - bardzo dobrze :-)
Alex Grey jest bardzo popularny.
Współcześni odbiorcy są zróżnicowani, nawet bardziej niż w wiekach poprzednich - i każdy może znaleźć swoją niszę i się w niej utrzymać - o ile będzie dobry.
-
Przypadkowo znalazłam fajnego bloga:)
Piękne, pomysłowe i jednocześnie harmonijne:)
http://www.cococakecupcakes.blogspot.com/
-
Laka "Dziś cały dzień mam wolny i od kilku dni mam niby ochotę coś zacząć robić, a jednocześnie czuję silny opór. Taki bezpodstawny, bo cały dzień mogę marnować czas na siedzenie w necie i zajmowanie się pierdołami, przelewanie po domu, ale do czegoś związanego ze sztuką, twórczego to już się nie zabiorę. Nawet czuję opór by pooglądać gazety z tym związane:P"
Aaaa... ja ten opór mam od dawna, z ledwością go przełamuje - a ostatnio to wręcz kosmicznie mi się odpalał ;) Dokładnie wiem, co chcę tworzyć, mam pomysły, nawet bardzo konkretne - ale jak próbuję zabrać się do ich realizacji - odrzuca mnie na kilometr, robię wszystko, tylko nie to. Taki autosabotaż. Opór przed działaniem, przed tworzeniem - w innych dziedzinach, nie łączonych tak mocno z kreacją i talentami, oraz pokazywaniem siebie - nie mam takiego oporu. W nich mogę działać.
Postanowiłam najbliższą sesję na wymianę plus węzły u Leszka poświecić właśnie temu tematowi. Bo strasznie mi teraźniejszość sabotuje. Jak coś mi wyjdzie ciekawego, to się podzielę.
Podejrzewam trochę, że może tu chodzić o moc błyskawicznej kreacji, którą się kiedyś miało, ale która bywała też destrukcyjna... kiedyś czegoś takiego się wypierałam.... czuję też lęk przed pełnym korzystaniem ze swoich możliwości, oraz przed "odkryciem się" z nimi przed innymi. Wonieje starymi czasami... ;)
-
Hydrozagadka
Mi wyszło w kontekście relacji z Bogiem. Że opieram się przed kreatywnością, dlatego, że mam przekonanie, że kreatywność jest ograniczona, jakby Boska kreacja, moc, ale też twórczość jest ograniczona. Ja jako niby Boska istota też. Do tego doszedł lęk, że jak sobie pozwolę, to się to wszystko szybko skończy. Że jak będzie spełnienie to potem koniec, nic już nie będzie.
Ps też moja uważa, że lepiej czuć niespełnienie i pragnienia niż spełnienie i szczęście. Bo to się skończy, będzie ograniczone. No w końcu Bóg to oszust, to szczęście i spełnienie to tylko ściema, a potem jest cierpienie. Moja pś chyba uważa, że Bóg to ściema, iluzja. Coś co wydaje się piękne, ale jest nie prawdziwe.
Nie wiem ile z tego juz mi zeszło, bo to wychodziło przy eft.
-
Laka - dzięki za wpis :) Mi chyba (?) już tak nie wali do Boga, ostatnio całkiem mocno czuję jego moc i możliwości tejże mocy... jednak na pewno ograniczam jeszcze jej wpływ na materię. Czyli moc jest, ale nie 100% ;) Zatem w tym kontekście to kreacja też może być ograniczona...
Właśnie! pik, pik, pik - dopiero załapałam ;) Choć może w innym natężeniu - to blokuje nas jednak coś podobnego: - bo kreacja w myślach wychodzi mi obecnie w 100%.... za to "wali się" kreacja w materii (czyli realizacja owych pomysłów). Czyli sednem sprawy jest pewnie to, ze pś nie wierzy nadal w realną moc Boga w materii...
Dziś jednak załapałam tez jeszcze coś innego (choć nie jest to żadne wiekopomne odkrycie;) - w materii nie da się sprawnie i skutecznie działać jedynie poprzez energię górnych czakr - potrzebne jest też porządne, zdrowe uziemienie i korzystanie z energii dolnych czakr - o których zdarza mi się cały czas zapominać, że w ogóle są ważne w działaniu. Dlatego może ostatnio fascynują mnie "uziemieni" ludzie, realnie wpływający na materie swoją mocą i świetnie w niej sobie radzący :)
Wniosek - czas się skupić na zdrowym uziemieniu i zharmonizowaniu energii "ziemskiej" z "duchową". Niby to oczywiste, niby o tym wiedziałam, ale jak przychodziło co do czego, to dotychczas o tym zapomniałam ;)
-
Hydzia
Mi też chodzi właśnie o moc w materii:)
Właśnie skończyłam auto sesję: no wiec wyszło: moje szczescie, kreacja zalezy od innych, od ich wolnej woli( bo Bóg im dał), a nie ode mnie.
Jeśli mam zarabiać pieniądze to zawsze moim kosztem. Czegoś innego.
Jeśli otwieram się na coś pozytywnego, to zawsze jest koszt w postaci np innej sprawy która nie idzie, albo coś się nagle psuje.
Przekonanie, że Bóg nie dał mi wystarczajaco dużo energii, mocy, siły, itd bym mogła sobie radzić w materii, być niezależna od innych ludzi, ich woli, która nagle może się zmienić, intencji itd.
No i jeszcze tutaj to bycie ofiarą. Że aby inne istoty jakieś zatrzymać, to muszę pozwolić im wykorzystywać mnie w roli ofiary, a jeśli nie to zostanę sama, coś stracę( np pracę). Jakby życie w materii polegalo na podkładaniu się i spełnianiu cudzych negatywnych oczekiwań, co na jedno wychodzi. Pisząc bycie ofiarą mam na myśli wszelkie sytuacje, gdzie pozwalam na coś, co jest dla mnie nie do końca dobre, korzystne, co mi ujmuje.
Chodzi też o wszelkie okoliczności, które mnie zmuszają do tego by wybierać nie w pełni korzystne działania itd
np energia za energię. Aby zarobić pieniądze, czy coś dostać muszę robić coś co jest niekorzystne choćby trochę dla mnie, zaniżające itd.
I chyba na takiej afce się skupię.
Trochę jakbym była przez Boga już tworzona jako upośledzona jakaś niedoskonała istota i teraz by dobrze funkcjonować potrzebuję wsparcia innych. No niby ok, ale zawsze za jakąś cenę.
Nie wierzę, że pomagać i wspierać można z czystymi intencjami. Bez uzależnienia. Wydaje mi się, że niezależność polega na byciu samotnym, bez niczyjego wsparcia i trzeba wszystko robić samemu i tylko sobą się zajmować.
-
Hydro
No więc po wczorajszej sesji i męczącym dniu zaczęłam śpiewać;) Zaraz też idę do parku zbierać badyle i robimy z Kacprem radosną twórczość wczesno- wiosenno- wielkanocną;)
-
Jako że studiowałem na wydziale pedagogiczno artystycznym, to znam trochęludzi, którzy żyją z twórczości artystycznej czy z chałtur. No i niektorym nieźle się powodzi.
Kolega z roku prowadzi w Bielsku Bialej galerię sztuki. Od lat zarabiał dobrze na legalnym handlu międzynarodowym. O ile wiem, jego głownymi dostawczami są absolwenci naszego wydziału.
Muzycy z kolei lepiej zarabiają na weselach niż na koncertach. 1 z nich doprowadził orkiestrę kopalnianą do takiego poziomu,że zaczęła nagrywać płyty. Ale co z tego miał on? Raczej niewiele. Stały etat.
Większość absolwentów pracuje w szkołach ucząc wychowania muzycznego lub plastycznego. Niektórzsy już pewnie są od kilku lat na emeryturach nauczycielskich (przekroczyli 55 lat).
Dzieła plastyczne jednego zkolegów były kupowane przez muzea i miedzynarodowe galerie. Nie ze względu na ich piękno, tylko filozofię:) Jedna z koleżanek prowadzi dla dzieci zajęcia muzyczne rewelacyjną metodą Orrfa.
Już podczas studiów często było widac, że ktoś czuje to, co robi, albo nie czuje, czyli znalazł sie na kierunku przypadkowo.
Artystów (z karmą artysty) było widać. Lecz niektóre osoby odnalazły siebie dopiero po studiach, kiedy poszły w kierunku, który je bardziej pociągał. Nie mogę wykluczyć, że u niektorych bylo to związane z karmą. Znajomości się pourywały, bo nie było powodu ich potrzymywać. Tylko koleżanka ma córkę, która jest związana ze mną karmicznie. To wszystko, co zostało z tamtych lat.
Kontakt mi się urwał nawet z moją najlepszą koleżanką, która zawsze marzyła o produkcji glinianych potworów. Piec zafundował jej świetnie zarabiający mąż. A już niedługo po tym musiala utrzymywać i jego, i całą rodzinę, bo po wybuchu Solidarności został wywalony ze Stoczni w Gdańsku. Od innej koleżanki - artystki, wiem,że potwory świetnie się sprzedają w Austrii.
Znam też artystów - abstrakcjonistów, dla których życie to abstrakcja. I takich chyba jest najwięcej :) A może tylko w moim "otoczeniu"?
-
Teraz jeszcze zastanawiam się, jak się ma moja karma artysty.
Chęc rysowania czy malowania przeszła mi, gdy mialem 6 lub 7 lat.
Potemprzeszła mi chęć śpiewania, gdy przyszła mutacja.
Tańczyłem w zespołach tańca ludowego i towarzyskiego. Też się wypaliło.
Coś tam próbowałem grać - na perkusji - też mi przeszło, i to szybko.
Podczas studów trochę chalturzyłem kabaretowo. Ale też mnie nie wciągnęło.
Ale już po rozpoczęciu praktyki duchowej zacząłem sobie przypominać coś, co mnie kiedyś fascynowało - taniec brzucha. Po kilku zabawnych popisach też mi prawie przeszło. Prawie, bo jeszcze lubię pokręcić sobie tym i owym w rytm muzyki.
Chyba jednak karma artysty ma umnie mały udział. Zazwyczaj ograniczam się bowiem do słuchania pięknej muzyki czy oglądania dobrego tańca.
Jednak wolę uzdrawianie :)
A przy uzdrawianiu karmicznym mam dostęp do wszystkich artyzmów i "rozrywek" :)
-
"Znam też artystów - abstrakcjonistów, dla których życie to abstrakcja. I takich chyba jest najwięcej :) A może tylko w moim "otoczeniu"?"
;) Dobre. No i jak patrzę na osoby niektóre na studiach to często prawdziwe.
Miałam nauczycielkę malarstwa, karmiczną ze mną, ale miała coś takiego, że gardziła tym co estetyczne, ładne, ceniła brud i hardcore. Zwracała uwagę przy tym jeszcze by dzieła były "dobre", na poziomie. Podobno gdy rozwiodła się z mężem pomalowała sobie pokój na czarno:) Jakoś się nie mogłyśmy dogadać, choć moje prace czasem doceniała bardzo.
Mi to jej nastawienie jak sobie teraz pomyślę to pokazywało, że syf jest "na poziomie", a to co ładne to kicz, tandeta, nuda.
Mój obecny promotor lubi portrety starych ludzi, lubi też "brud". Uważa, że to takie wartościowe, że na twarzach chorych starych nieszczęśliwych ludzi widać doświadczenie, które jest niepowtarzalne i jest PRAWDĄ o życiu.
Chyba się zastanowię czemu ja takich przyciągam.
Dla mnie najgorsza z możliwych opcji to jest uczyć innych sztuki, na której samemu się nie zarobiło, nie spełniło bo nie było możliwości czy popytu. Porażka. Nie miałabym sumienia kształcić kolejnych takich nauczycieli. To bez sensu.
Skłaniam się raczej ku sztuce użytkowej, a nie "sztuce dla sztuki". Może być coś użytecznego, funkcjonalnego, a jednocześnie estetycznego, ciekawego. Choć jak sobie pomyślałam to muzyka jest chyba wyłącznie dla przyjemności, doświadczania czegoś.
Choć może za mało doceniam sztukę dla sztuki właśnie, dla przyjemności. Bo jestem za mało otwarta na przyjemność.
Ludzie lubią w sztuce to na co są otwarci, niestety często na emocje i jakieś niskie klimaty.
W sztuce użytkowej jednak bardziej na estetykę, niż na te emocje. W sumie wnętrza i wyposażenie mają za zadanie poprawiać nastój, by się przyjemnie w tym siedziało. A ciuchy mhh...sposób na wyrażanie siebie. I to na zewnątrz, tu już jest różnie. Pytanie co kto czuje i czy w ogóle chce to na zewnątrz wyrażać i ujawniać.
To takie moje przemyślenia ostatnie.
Dopiero odkryłam Monikę Brodkę i jej najnowszą płytę. Jest świetna, bardzo inspirująca dla mnie. Podoba mi się ten dystans do emocji, uczuć, akceptację czuję, trochę to wszystko z przymrużeniem oka. Nie ma takiego manipulowania, a sporo różnorodności i kreatywności. Taka zabawa. Super to jest. Kolorowe, ale na poziomie:-)
-
Leszku, a może to tylko karma była co?
Bo ja czuję, że pomimo karmy, która mi przeszkadza, to ja czuję radość i "czuję, że żyję", wiesz entuzjazm, motyle w brzuchu itd. Tylko wlasnie tez dlatego sobie na to nie pozwalam mi.
Taniec brzucha mnie jakoś mniej fascynuję gdy patrzę, ale bardziej gdy tańczę. Czuję, że to są "moje" ruchy:)
"A przy uzdrawianiu karmicznym mam dostęp do wszystkich artyzmów i "rozrywek" :)"
Hahaha, sprytne:P
Jeśli chodzi o duchowość to chyba mamy odwrotnie, bo ja mam karmę guru, awatara chyba coś jeszcze, ale czuję, że to tylko do uzdrowienia, a samo uzdrawianie innym mnie raczej nie uskrzydla. Nawet mi nie zależy na takich mocach, a jeśli nawet trochę, to z lęku, że mogę potrzebować dla siebie, albo kogoś bliskiego.
Natomiast kręci mnie przechodzenie przez ściany, teleport, materializacja, telekineza:D I chyba nie tylko z praktycznych względów. Bardzo bym chciała móc to robić, mieć taką świadomość tworzenia i przekształcania materii:)
-
Mam nadzieję, ze wypalenie się wzorców obciążających w karmie artysty, wpłynie na wzrost realnej kreatywności w życiu, przejawianiu. Czuję, ze to jest "moje", ta kreatywność - i raczej się nie skończy, a właśnie rozkwitnie, jak uda mi się pozbyć tych artystycznych obciążeń.
Bo fakt jest faktem, ze ongiś kreatywność łączyłam pś wyłącznie z działaniami artystycznymi (również sztuka dla sztuki - uczuć, emocji, wrażeń), mniej nawet z estetyką użytkową - i to przekonanie z całą pewnością mnie ograniczało (i nadal trochę ogranicza). Ostatnio jednak coraz wyraźniej widzę, że kreatywność może się przejawiać w bardzo wielu dziedzinach życia i bardzo różnorodnie. To mnie cieszy - oby tylko pozbyć się oporu (to jest jakiś lęk...) przed przekształcaniem pomysłu w coś materialnego, i przynoszącego również materialne korzyści.
-
U mnie kreatywność przejawiła się pisaniem ksiazek. I z tego miałem kasę, choć nie taką, jak z zajęć.
A teraz jeszcze bawi mnie fotografia.
Fotografia służy mi do wybierania tego, co piękne. A więc do koncentracji na pięknie. Jest więc dla mnie formą medytacji.
Owszem, robię też czasem fotki dokumentujące stan aktualny, ale mnie to mniej bawi.
Tyle, że na tych dziesiątkach tysięcy zdjęć, które zrobiłem, udało mi się zarobić dotychczas jakieś 500 zł, przy wydatkach na sprzęt.... Oj, nie policzę :)
Mialem niesamowitą radochę, gdy trafiłem na wystawę rzeźb podwieszanych na linach.
http://www.flickr.com/photos/leszekzadlo/2649242468/in/photostream/
-
Leszek
Robienie fotek jest super:) Ja gdy dorwalam się do aparatu kolegi nie moglam sie odkleic. Chodziłam z nim wszedzie i wszystko chciałam poprzez ten aparat oglądać.
Ale wtedy towarzystwo zwykle sie nudziło;) Fajnie gdy 2 osoby chodzą sobie ze swoimi aparatami. Wtedy nikt sie nie nudzi:)
Potem kolejne kilka godzin siedziałam jeszcze je obrabiając, to też bardzo lubię:)
Pisanie mnie zaczelo zastanawiac, bo mam latwosc pisania i zwykle moje prace byly cenione na studiach. Na egzaminie na studia polonistyczne nawet byłam jedną z garstki osob, ktore dostaly za prace pisemną duzo punktów:)
Mam też wyższą samoocenę w tym temacie, większy dystans. Ale jakoś mi się nie chce, nie wiem też o czym miałabym pisać;)
Nie mam cyfro lustrzanki, ale może wyciągnę mojego starego Zenita :)
-
http://www.youtube.com/watch?v=R-_Q_-SwECk
Michał Anioł, film
-
Z sesji która robiłam koledze w temacie kreatywności:)
galarety chciały wykorzystywać aniołki by zabezpieczyć sobie tzw równowage we wszechświecie, wszechswiatach, bo baly sie ze je wywali z ich wszechswiata czy planety, a tak sie stało przez podwyższenie wibracji tam i nie bylo juz dla nich miejsca.
Upatrzyly sobie aniołki, ktore chciały wykorzytac do tego by stworzyc cala jakby strukture, ktora ma za zadanie nie dopuscic do takiej sytuacji, czyli zaniżać wibracje, blokować itd.
Chodzilo także o Boską moc kreacji, wkrecały przekonanie, ze Bog za duzo kreuje i to sie juz nie mieści wszystko, za duzo bedzie wszystkiego, zeczywistosc bedzie przepełniona. Potrzeba wiec nie dopuscic do tego. Zrównoważyc miala to destrukcja. Cos w rodzaju ying yang, aby byla rownowaga. Rozne aniolki miały wkręcone coś innego.
Kolega miał blokowaną tą tworczość, więc czuł niespelnienie i m potrzebę się w tym spelnić.
Generalnie te istoty blokowały aniołkom Boskie cechy, wypaczały, różne aniołki mogły być blokowane i wypaczane w różnych aspektach. To już tak moje wnioski. Na podstawie sesji jakie miałam i jakie robilam.
-
Laka, ciekawe. Szczególnie ruszyło mnie to połączenia kreacja-destrukcja. hmmm.
-
Leszek - zgadzam się, że kreatywność, działania artystyczne często są jak medytacja :) Zarówno skupienie na pięknie, jak i na przepływie, całkowite wejście w proces twórczy i skupienie się na nim tak działa.
Kwestia finansowa to już indywidualna sprawa zapewne - jeden na swojej kreatywności zbije kokosy, drugiemu będzie służyła wyłącznie dla przyjemności, bez zysków.
Zastanawiam się jeszcze nad tym zanikaniem ochoty na kreatywność, przy puszczaniu karmy artysty.
Pewnie jeśli coś z musu było, jakiegoś zewnętrznego przejęcia i służyło np.: do podnoszenia sobie samooceny. poczucia się bardziej wyjątkowo itp. - to rzeczywiście zaniknie. Jeśli jednak wypływa z głębi, z wewnętrznego spełniania się, daje przyjemność i radość - to będzie się rozwijać :) I jak najbardziej może też przynosić zyski - zarówno bezpośrednio, jak i bardziej pośrednio - jak w tym przykładzie z handlem sztuką.
-
Zamiłowanie do fotografii to, wstyd się przyznać, mam z bardzo dannych czasów, kiedy na ścianach pozostawały cienie wrogów (Mohenjo Daro, Harappa). A podejrzewam,że jeszcze wczęsniej. Satysfakcja była, tylko zupełnie inna wymowa artystyczna :)
Jakoś tak od dziecka ciągnęło mnie do aparatu i od razu już jako 6-latek robiłem calkiem przyzwoite fotki rosyjzką lustrzanką Ljubitiel.
Potem ciocia mnie uzczęśliwiła kupując mi aparat marki Zuch, który robił foty dużo gorsze niż idioten camera w pierwszych komórkach. TO się zniechęciłem, aż sobie zakupiłem lepszy sprzęt. I wędrowalem z aparatem po Polsce. Tylko że klisze były bardzo drogie, jak na moje potrzeby. :)
Pierwsza moja cyfrówka była świetna do robienia zdjęć szpiegowskich,ale nie artystycznych. Mimo to dzięki niej nauczyłem się, jak pracować z naturalnym światłem. Bo kiedy się udaje zrobić kiepskim aparatem dobre zdjęcie, to już jest COŚ :)
Obecnie mam Canona EOS 450D. Ma tę wadę, że prawie każde zdjęcie wychodzi z niego w miarę przyzwoicie. I to mnie rozleniwia. A jak szukam wyzwań, to wracam do starego Sony z obiektywem Zeissa. TO jest fajna zabawka (ruchomy obiektyw) :)
Zanikanie ochoty na kreatywność kojarzy mi się też z jakimiś przymusami, wysiłkami, które sobie odpuszczam. No i z zanikaniem poczucia nespełnienia w róznych dziedzinach (co akurat jest OK).
-
:D Czyli w Mohendżo Daro było u Ciebie połączenie destrukcji i kreacji ;) Pałętałam się także w tamtych rejonach i brałam udział w tych walkach... ale czy zafascynowało mnie wtedy coś więcej niż destrukcja, to nie pamiętam :>
Najbardziej lubię w fotografii, kiedy mogę do swojej amatorskiej lustrzanki dokręcać stare analogowe obiektywy różnych firm - nie dość, ze czasem jest wyzwaniem szybkie i sprawne ich użycie, to dodatkowo za ich pomocą można osiągać przepiękne lub wyjątkowo ciekawe efekty. To eksperymentowanie i badanie możliwości chyba najbardziej mnie w tym kręci.
-
Leszek
"No i z zanikaniem poczucia nespełnienia w róznych dziedzinach (co akurat jest OK). "
To znaczy, że w końcu ma zaniknąć ochota robienia czegokolwiek? Gdy się już w czymś spełnimy, to zanika ochota? Zajmujemy się czymś innym i wtedy znów zanika? To co na końcu. To trochę dziwne. Wychodziło by na to, że nic już taką osobę nie interesuje.
Spełnienie w związku, to zanika chęć tworzenia związku?
-
Laka, ja to zrozumiałam raczej tak, że zanika przymus, ale radość robienia czegoś pozostaje. Tzn, nie wiem czy to Leszek miał na myśli;), ale ja tak to zagadnienie odczuwam. Że zwiększa się radość i swoboda działania, a zanikają przymusy (oraz wynikające z przymusów opory).
Czyli jak będę się czuła spełniona np.: w kreacji, to będę mogła zarówno kreować, jak i tego nie robić - i nie zakłóci to mojego poczucia szczęścia. Oba - działanie i brak działania nie będą miały na mnie negatywnego wpływu, choć mogą mieć pozytywny.
-
Hydzia
Ja też tak to czuję i widzę jak TY:) Dlatego mnie trochę zdziwiło, co Leszek napisał. Ale mogłam źle zrozumieć.
-
Moją wypowiedź oprę jedynie na przeczytaniu treści: po spełnieniu znika potrzeba robienia czegoś tam + obawa że jak się we wszystkim spełnimy to nie ma nic.
Warto pamiętać o jednej rzeczy.
Obawy, że po spełnieniu nie ma nic, są obawami z punktu widzenia osoby która sie jeszcze nie spełniła i ma w związku z tym różne przekonania które dają takie efekty, stwierdzenia, w sumie : lęki.
Dalej, z punktu widzenia osoby ktora się spelniła, nie ma lęków że nie ma już rzeczy do roboty. To nie tak. Znikają WYOBRAŻENIA a nie rzeczy do roboty. Można robić wszystko, lecz punkt wyjściowy do tego robienia, jest już inny. Ja oczywiscie takiego stanu nieprzejawiam, ale co nieco się juz spelniłam i gdzieś tam czuję o co chodzi.
Bardzo ważne jest w rozwoju niewyprzedzać wyobrażeń lub ich braku, swoim obecnym stanem świadomości nt czegoś odległego:)Bo mozna pogorszyć sobie sprawę. Lepiej myslec o tym co teraz, w tej chwili.
Człowiek spełniony jest szczęśliwy i hojny w uczucia do siebie i innych, naprawdę jesli ma potrzebe robienia czegos to to robi, ale nie musi jej mieć i tez czuje się szczęsliwy. Mi WJ zawsze mówi ze w wolnym czasie zawsze najlepiej jest medytować. Mozna to tez robić w ruchu lub poprzez przyjmne zajęcia:)
-
Spełniłem się w tym i mi przeszła ochota .Z tego wynika ,że niespełnienie jest motorem działania .Nie podoba mi się takie stawianie sprawy.
Znacie kogoś kto jest spełniony we wszystkim według tej definicji?Musi być strasznym nudziarzem albo trupem.
Ja to widzę ,że ludzie jak"spełnią się " w jednym to sobie to zastępują drugim nawet na wysokich etapach rozwoju duchowego i uważam ,że to jest o.k .
Chęć robienia czegoś ,działania jest czymś pozytywnym .
W mojej definicji oświecenia nie ma takiego spełnienia gdzie już się nic nie chce .
W moim odczuciu oświecony może mieć pasje ,cały być pasją .Może być przy tym spokojny ,radosny i aktywny.To się nie wyklucza wzajemnie.
Utożsamianie spełnienia z ustaniem aktywności i chęci śmierdzi gnozą i niechęcią do życia i świata co jest na przeciwnym biegunie do oświecenia ,przynajmniej w moim odczuciu.
-
Moja ostatnie mozaikowe niespełnienia:) :
http://nasze-mozaiki.ning.com/photo/stolik-s-oneczniki-bez-fugi?context=latest
http://nasze-mozaiki.ning.com/photo/mozaika-wo-p-2013?context=latest
Ta na orkiestrę wspólnie z Marzeną .
-
Piękne te mozaiki:)
Jak żywe
-
"Często artyści mają intencje żeby ich dzieł nie doceniać (oni np. sami ich nie doceniają) i wartość tych dzieł zostaje doceniona czy to bezpośrednio po śmierci czy jeszcze później."
Żeby artyści byli doceniani to by musiało istnieć społeczeństwo z dobrym gustem albo przynajmniej musieli by istnieć tacy ludzie bogaci .
Ludzi z dobrym gustem jest trochę ale to nikły procent społeczeństwa .U nas docenia się artystów tworzących takie dzieła jak "Ona tańczy dla mnie".Mało tego ,bo do pewnego momentu celebrytami byli głównie artyści (aktorzy ,piosenkarze ,muzycy) nie wszyscy wysokich lotów ale jednak artyści a teraz promuje się takie miernoty ,które nie potrafią i nie potrafiły nic jak np.Jola Rutowicz czy pseudo bokser Najman .
To się ludziom podoba bo taki mają gust .Podziwiam prawdziwych artystów ,którzy potrafią dobrze żyć z tego co robią .
W Polsce jeszcze całkiem dobrze mają w branży muzycznej ,bo muzyka towarzyszy chyba wszystkim a poza tym jednostkowy koszt
zakupu jakiegoś dzieła muzycznego (płyty ,czy pójścia na koncert ) jest prawie stosunkowo niewielki a trafia do ogromnej rzeszy ludzi .
W sztukach plastycznych to już nie jest takie łatwe .Bo tworząc jeden obraz można go sprzedać jednej osobie .Artyści plastycy mogą się utrzymać w społeczeństwach gdzie jest duża klasa średnia ,bo tam więcej ludzi z dobrym gustem i pieniędzmi na dobra luksusowe a właśnie takim dobrem jest sztuka .U nas jest mało komu potrzebna za to jest pełno ludzi ,którzy z jakiegoś powodu wierzą ,ze na swoim hand made mogą nieźle zarobić .Zdarzają się artyści ,którzy mają wielką kasę jak np.Beksiński miał ale to jeszcze oprócz tego że mają talent to muszą stać się modni wówczas ich prace będą łakomym kąskiem głównie dla snobów ,którzy mają kasę i chcą się pokazać jacy to oni arystokratyczni ,wrażliwi i z dobrym gustem(bo kupują to co zdaniem najlepszych krytyków jest dziełem sztuki).Dla nich też to jest inwestycja bo podobnych snobów nie brakuje.
Ja się jeszcze nie uważam za artystę ,bardziej za kogoś kto pretenduje do artystycznego rzemiosła .Przynajmniej było tak do tej pory bo powoli zaczynam odkrywać w sobie ten artystyczny pierwiastek i widzę ,że w miarę działania w tej materii mój gust się zmienia a prace są coraz lepsze .Nie wiem już nawet jak mogłem kiedyś zrobić coś takiego i jak mogło mi się to podobać (nie znaczy to że tego nie doceniam ,czy że tym gardzę)
Powoli też skłaniam się ku myślą ,ze praca artystów powinna być wysoko ceniona .Raczej z twórczości nie zrezygnuję i będę zarabiał nawet po to aby móc tworzyć (bo na dzień dzisiejszy to mnie najbardziej kręci ) i do tego dokładać ale rodzi się we mnie myśl ,że nie warto się nie wiem jak starać żeby coś sprzedać .Artysta powinien się cenić wszak gdy mówi się o spuściźnie ludzkości to głównie myśli się o twórczości artystycznej.
W szkolnictwie też tendencja jest totalnie spadkowa .Plastyki uczą w szkołach podstawowych i gimnazjach artystyczne miernoty ,którzy sztukę mają gdzieś ,ukończyli jakąś pedagogikę i zrobili kurs ,bardzo często ,w ogóle mówi się o tym żeby plastykę zlikwidować bo po co to komu.Po co ludzie którzy coś potrafią w nauczaniu dzieci i młodzieży ,przecież z dzieciakami pomalować to każdy potrafi .To jest krzywda dla dzieci bo oni będą kształtowani na podobieństwo nauczycieli a wielu ma talent ,który można rozwinąć .
Na szczęście nie ma tego złego ,bo robi się luka dla zajęć pozalekcyjnych ,które są alternatywą dla nudnych zajęć plastycznych w szkołach .Na szczęście są też osoby zaangażowane w kulturę ,które sztukę doceniają i twórców chcą promować .Na nieszczęście to nauczyciele zarabiają więcej i mają ciepłe posadki gdzie nie trzeba się wysilać i angażować .
Dzieciaki prowadzone przez kompetentne osoby ,mogą się rozwinąć i fajnie jest na to patrzeć .Nasi podopieczni zaczynają zdobywać nagrody w ogólnopolskich konkursach z międzynarodowym jury gdzie są nadsyłane setki prac z całej Polski.Widać ,że taka praca ma sens wtedy .
No w końcu się zebrałem i jakieś luźne mysli wyraziłem chyba sam przed sobą na temat tej całej twórczości w dzisiejszym świecie .
-
A dziękuję Olga !Twoje zdanie ma dla mnie dużą wartość bo też cenię Twoją twórczość .
Ja już jednak czuję "niedosyt" i czuję ,ze mogę znacznie więcej potencjalnie chociaż jak zrobiłem to się zachwycałem :)
-
A sztuka to dzisiaj jakaś pseudofilozofia najlepiej wywołująca emocje i prowokująca jak papiez prz...y kamieniem.Wiadomo będzie o mnie głośno a sama Bóg wie co miałam na myśli ,ale nie ma co ,przecież to sztuka .Albo jakaś kula na środku pokoju częsty temat ,głębia ,Bóg wie co twórca miał na myśli ,ale to sztuka ,to musi być głębokie .Wielu ,wielu ludzi po ASP idzie w tym kierunku ,tak ich kształtują tam.
Ja rozumiem ,że w prostym kształcie może być piękno ale dla współczesnych snobów sztuka nie wiedzieć czemu jest równoznaczna z pseudo filozofią i pseudo głębią .
-
Uff czuję jakąś katharsis ,że wreszcie napisałem co mi lezy na wątrobie (a nawet sobie tego nie uświadamiałem do końca) :)
-
Mozaika z kuniem na WOŚP była najdroższym wylicytowanym fantem w mojej miejscowości .Marzena była zachwycona :)
Ja miałem odczucie ,ze fajnie ale to żadna rewelacja ,no dajcie spokój 450 zł :) Choć z drugiej strony blaszany garaż w sąsiedniej miejscowości najwyżej licytowany osiągnął taką samą cenę ,tak że sukces jest:)
No i czułem się trochę jak celebryta,lokalny bo lokalny ale jednak, jak sobie z tą mozaiką między ludźmi przeszedłem na tej aukcji .
-
Ludzie kiwali głowami i taki zachwyt wow .Cześć autentycznie, ale część to bo trzeba pokazać ,ze doceniam ,żebym nie wyszedł na niewrażliwego chama co się nie zna na sztuce ,a nuż to jest sztuka .No takie miałem wrażenie:)
-
ontoja,
gratulacje wam obojgu! :)
obie te mozaiki piękne.. i chyba kupę pracy musieliście w to włożyć?
-
Dziękuję Karolina.
No mozaika to w ogóle bardzo pracochłonna technika .Te kwiaty to tak z dobry tydzień układałem po 8 godzin .Ogólnie to to z pół roku trwało bo coś dokleiłem za jakiś czas znowu siadłem na kilka godzin .Ostatnie 3-4 dni intensywnie .
Konia dość szybko .Marzena go rozrysowała na kilka dni przed licytacją i stwierdziła ,ze go zrobi w dwa dni .Ja ją oczywiście wyśmiałem i stwierdziłem ,ze jej będę musiał pomagać na ostatnią chwilę .Oczywiści było co ja się tam znam i ,że jestem guzdrak .
No i w noc przed licytacją siedzieliśmy oboje do 8 rano (dla niej to była 24 godzina pracy:) ) .Po czym ja się kimnęłem 3 godziny i wstałem ją zafugować .Mieliśmy dobre wejście bo właściwie pod koniec licytacji:)
Nie żałuję bo chyba najfajniejsza z wszystkich ,choć w szczegółach niedopracowana ,różna grubość tesser .Klientowi bym tak nie robił.
-
Poznałem niedawno jedną babkę na weselu .Pytam się skąd zna pannę młodą .Okazało się ,że była jej instruktorką plastyki w GOK-u.
Opowiadała jak przeżywała gdy tamta szła na egzaminy do liceum plastycznego ,i jak później na ASP i jaką ma satysfakcję ,gdy widziała jej rozwój w tym i to ,że jej praca na to wpłynęła.
Ja to się muszę przyznać ,że tak nie patrzyłem na to kiedyś ,nawet czasami to mi się wydawało bez sensu ,tak te dzieciaki tak babrają ,zniechęcało mnie ,że jak nie dałem tematu i się nie wysilałem w wymyślaniu ciągle to czegoś nowego to większość tak siedziała i albo babrała albo nie robiła nic i wariowała .Nawet z czasem jak już poczułem się bezpiecznie to siadałem robiłem sobie kawę i oglądałem telewizor z podejściem ,ze 30 dyszki wpadną za godzinkę i miałem to gdzieś co oni robią byle całkiem się drzeć nie zaczęli .
Ale teraz zmieniam zdanie powoli bo widzę ,ze dla niektórych to ma sens i chodzą regularnie od kilku lat i autentycznie widać progres i że im to frajdę sprawia autentycznie .Mam nadzieję ,ze któryś z nich kiedyś skończy ASP i doceni naszą pracę .Ja co prawda nie czuje ,że to praca życia dla mnie ale dobrze się z Marzeną uzupełniamy tu .Ja od strony technicznej (bo oni po liceum ceramicznym to nie mają pojęcia o wypałach ,urabianiu gliny i takich tam .Zresztą po ASP wielu też ,żeby było śmieszniej ) i też niektóre rzeczy potrafię lepiej zrobić czy wytłumaczyć ale jednak to Marzena jest na swoim miejscu tam.
-
Jeszcze powiem ,jak mi się już to wszystko wylało ,że nie wiem czemu się mówi ,że o gustach się nie dyskutuje ...i często myśli ,że to chodzi o to ,że nie ma gustów dobrych i złych . Są gusty złe i dobre i jest obiektywna ocena tego .Ja potrafię sam siebie obiektywnie ocenić i bez kompleksów właściwie .Np. wiem i mogę to powiedzieć ,że nie mam jakiegoś tam mega wyrobionego gustu muzycznego ,nie jestem na miernym poziomie fanów disko polo ale też nie jestem na bardzo wysokim ludzi dla których muzyka jest na prawde ważna ,czują ją i są wrażliwi muzycznie .Nawet jeśli chodzi o mój gust w sztukach plastycznych to oceniam go na jakieś 80 % aczkolwiek czuję ,że mam jeszcze potencjał na rozwinięcie go w zanadrzu i on mi się zmienia jednak i ewoluuje. Nie bardzo wiem jak można się obrażać ,ze ma się mierny gust ,chyba ,że przemawiają za tym kompleksy (czyli w istocie wewnętrzne przekonanie ,ze mam mierny i jestem przez to gorszy niż Ci co mają lepszy)lub zaślepienie .
-
Ontoja fajny temat "gustu" poruszyłeś. Też nie rzadko zastanawiam się nad tym. Mam swoją skalę, w której jest kategoria: tandeta; oraz geniusz. Środkowe mogą mnie zainteresować o tyle, o ile widzę geniusza okrytego jeszcze skorupką.
Dla mnie jest coś stylowe albo nie. I to akurat nie jest już kwestia gustu, bo np pewnych dzieł, np Leonarda da Vinci, raczej nikt by na przytomnie nie określił "tandetą". Tam jest talent, jest geniusz. Konkret. Poza tym sprawny artysta krytyk umie dostrzeć czy ktos jest genialny nawet w niezbyt udanym dziele i w tym wypadku lepiej się wstrzymać z oceną przedmiotu.
Jest jeszcze sztuka "poprawna" która nie wywołuje we mnie ani poruszenia ani zgorszenia:)
Mogłabym podsumować że dyskutuję nt gustu przez pryzmat talentu.
A teraz kolejny temat:
"Żeby artyści byli doceniani to by musiało istnieć społeczeństwo z dobrym gustem albo przynajmniej musieli by istnieć tacy ludzie bogaci ."
Moich dziwnych sukienek nikt nie chciał kupować. Musiałam sama pokazać jak to się nosi, zachęcić do sprubowania, rozmawiac o tym co to tak naprawde jest, jak wielką to ma wartość [ bo ma]. Musiałam przesunąć ludzi na drogę pozytywnego myślenia o moich ubraniach. I gdy babka łykneła to [ właścielka sklepu do którego wstawiam] to była w stanie to sprzedawać a klientki były zadowolone że maja w domu unikat skansenowy. Oczywiście trzeba trafić tez na odpowiednie osoby bo nie każdy potencjalnie może sie przekonać o geniuszu naszych prac- ale to jest do zrobienia.
Kiedyś dla mnie było nie do pomyślenia że ja artystka mam chodzić i namawiać kontrahentów?
Patrzyłam na to z błędnego punktu widzenia, nie rozumiałam że pokazywac komuś swoje bogactwo tzn cenić je, wielbić je, chciec wzbogacić świat. Ontoja, to ty światu daj szansę, siła przebicia, bo świat daje tobie cały czas tak naprawdę przez różnorodność ludzi :)
-
Olga
"Ontoja, to ty światu daj szansę, siła przebicia, bo świat daje tobie cały czas tak naprawdę przez różnorodność ludzi :)"
Możesz sprecyzować?:)
-
Jakaś złość mi się przebijała przez te wypowiedzi ,że tak to wygląda .Rozżalenie może bardziej.
-
W temacie gustu:
Też się nad tym zastanawiam ostatnio. Z jednej strony jest kwestia wyrobionego gustu, pewnej świadomości. Ja widzę po sobie, że mój gust plastyczny w różnych latach był różny, przeszłam niezłą ewolucję.
To też pewna droga odkrywania swojego gustu. Po sobie widzę, że mam szeroki spektrum lubię i kicz w pewnym wydaniu i bardziej ambitne rzeczy. Ważne jest by miały " to coś" co mnie gdzieś głębiej w duszy interesuje, fascynuje, jest bliskie, albo czasem po prostu karma, coś pociąga, za czymś się tęskni itp
Pewne kształty, formy są dla mnie atrakcyjne, wciąż te same.
Ale lubię pewien kicz, to co ktoś by nazwał sztuką niską, albo nawet nie nazwał sztuką, tak jest z gwiazdami pop jak np Britney Spears, czy Shakira. Dla mnie mają coś w sobie, pewien geniusz. A moze chodzi o to, że to też aniołki, które przejawiają pewną twórczą wibracje?Albo czuję, że ich muzyka jest w pewnym sensie autentyczna, prawdziwą, harmonijna z nimi i to mi się podoba. Choć dla wielu osób to kicz, sztuczny twór, tandeta itd. Zastanawiam się właśnie.
-
Tak z tego co przeczytałam i z własnych przemyśleń to wychodzi na to: że poczucie tego co jest dobre na poziomie jest kwestią rozwijania artystycznej świadomości, a drugą sprawą jest indywidualny gust upodobania:)
-
Kiedy mam zjebany nastrój biorę gitarę do ręki i napierdalam.
Tak, ja nie gram na gitarze tylko napierdalam byle szybciej i ostrzej.
Od kilku dni mam taki nastrój, ale dziś już mnie zmęczyło na tyle, że nie miałem nawet sił napierdalać.
Szarpałem po strunach usiłując wydobyć coś z instrumentu.
I nagle coś fajnego mi wyszło. Zgrałem na looperze. Odtworzyłem w pętli i dograłem do tego fajny motyw.
Najzajebistrzy ze wszystkich jakie do tej pory wymyśliłem.
Kurwa, czemu dopiero jak mam rozdartą duszę, to mam wenę?
/przeniesione z "Kącika Oczyszczania" - dop. Administracji/
-
dr02d2u
A jakbys mógł bardziej kulturalnie?
-
Przepraszam.
-
Kiedyś, zanim dopadł mnie skrajny perfekcjonizm, dużo rysowałem i najlepsze rysunki wychodziły mi nie wtedy kiedy miałem jakąs depre tylko wtedy kiedy znajdywałem jakiś inspirujący kawałek, piosenke, wówczas to działało tak, jakby ona przepływała przezemnie, a ja to wszystko przelewałem na kartke. Ostatnio usłyszałem od zawodowych kucharzy że mają bardzo podobnie..
zauwazyliscie to ? to działa podobnie jak wtedy kiedy rozmawiamy z kimś przez telefon i rysujemy sobie serpentynki na kartce obok, ale wtedy kiedy się mocno skupimy na samym rysunku to nic z tego nie wychodzi..
czyli wychodziło by na to że wkurw i 'depresja' nie są jedynimi impulsami do tworzenia wielkich dzieł ? powstało coś wybitnego pod wpływem jakichś pozytywnych emocji ?
-
Ja obecnie tworzę tylko wtedy, kiedy odczuwam pozytywne emocje i spokój; to co tworzę, przynosi mi satysfakcję i wg mnie bywa lepsze jakościowo niż to, co było tworzone pod wpływem smutku.
Negatywne emocje, depresja itp. zabijają mnie twórczo.
Kiedyś jednak, w wieku lat nastu, rzeczywiscie sprawnie mi się tworzyło pod wpływem np.; smutku czy niepokoju (odczuwałam jednak przy tym "radośc tworzenia". o niej niżej); To taki "artystyczny" wzorzec, że "artysta" ma cierpieć, przeżywać (negatywnie) i tylko wtedy moze tworzyć.
Teraz, po paru latach depresji i kolejnych przeplatanych epizodami depresyjnymi, jeszcze nie w pełni odzyskałam "radość tworzenia", ale zaczynam ją już odczuwać znowu - gdzieś od półtorej roku:), co mnie bardzo cieszy i pwływa pozytywnie na wzrost kreatywności :)
Mam bowiem teorię, ze najlepiej się tworzy, kiedy jest się w fazie "radosci tworzenia" - wtedy twórczośc dzieje się niejako sama, np.; rysuje czy pisze się lekko, sparwnie, wysokojakościowo - bez potrzeby poprawek; To taki stan, jakim potrafił posługiwac się np.: Mozart. Mogą za tym stać różne emocje "na zewnątrz", ale kiedy jest właściwa radość tworzenia i działania, kiedy włącza sie ten stan - te emocje traca na znaczeniu, liczy się tylko przepływ :)
-
Ja kiedyś też wierzyłam, że trzeba być mocno pojechanym emocjonalnie, by tworzyć. Tylko że w praktyce wtedy własnie zupełnie byłam zblokowana na twórczość. Ostatnie na co miałam ochotę to twórcze działanie;)
-
Myślę ,że z tworzeniem jest tak jak z wszystkim innym ,im lepiej się czujemy tym lepiej wychodzi.
Wielu twórców było pokręconych ,depresyjnych ale myślę ,że najlepsze dzieła tworzyli akurat gdy czuli się lepiej ,gdy czymś zachwycili.
Ogólnie tworzenie to czasem jedyna pozytywna rzecz w życiu wielu twórców i ono zawsze dawało im jakąś radość ,spełnienie ,niezależnie jak bardzo byli depresyjni i jak źle czuli w świecie czy sami ze sobą .A ,że dawało im spełnienie( także talent ,wrażliwość większą niż inni)to im wychodziło .Gdy czuli się gorzej wychodziło gorzej .Jak te wrony u van Gogh'a namalowane w ostatnim miesiącu życia ,być może nawet tuż przed śmiercią .
http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Vincent_van_Gogh_%281853-1890%29_-_Wheat_Field_with_Crows_%281890%29.jpg
-
W porównaniu do tego:
http://en.wikipedia.org/wiki/File:Starry_Night_Over_the_Rhone.jpg
Ten jest piękny.
Wrony nie dość ,że przytłaczające to jakieś infantylne .Jakby je malowało dziecko .No ja tak to widzę.
-
Zawsze uważałam, że aby stworzyć coś wyjątkowego, trzeba być nieco szalonym. Niezrównoważonym, aby napisać wiersz poruszający duszę, depresyjnym, aby oddać cały emocjonalny klimat powieści. To nie do końca tędy droga. Doświadczenie, świadomość emocjonalna, również tych dołów jest potrzebna, jednak nie przez cały czas.
Chciałabym to zmienić, jednak najlepiej mi się pisze książkę gdy jestem w melancholijnym ciągu. Ciekawe :)
-
Za pomocą sztuki można oddawać piękno świata (zamiast sztucznej złożoności), z tym że to z reguły będzie raczej prosta sztuka (bo świat jest prosty) - a więc obraz przedstawiający piękny krajobraz, wiersz oddający radość autora, rzeźba przedstawiająca piękną kobietę - dla mnie to jest wartościowa sztuka, warta poznawania. No, a że ludziom się szybko takie klimaty nudzą to już inna sprawa ;P
Błędem jest szukanie wyjątkowości, inności, wrażeń, nieznanych odczuć - zamiast prostej kontemplacji naszego ślicznego świata. No może nie tyle błędem, co mało wartościowym podejściem.
-
Zawsze uważałam, że aby stworzyć coś wyjątkowego, trzeba być nieco szalonym. Niezrównoważonym, aby napisać wiersz poruszający duszę, depresyjnym, aby oddać cały emocjonalny klimat powieści. To nie do końca tędy droga. Doświadczenie, świadomość emocjonalna, również tych dołów jest potrzebna, jednak nie przez cały czas.
Chciałabym to zmienić, jednak najlepiej mi się pisze książkę gdy jestem w melancholijnym ciągu. Ciekawe :)
No a później ta melancholia udziela się czytelnikom i taki Twój wkład .Fajny? ;)
Ty masz talent pisarski co można było chociażby dostrzec czytając Twoje artykuły ale myślę ,ze bez tej melancholii Ci lepiej i na pewno to wpłynie pozytywnie na Twoją twórczość.Jak czytałem Twoje artykuły to zawsze czułem w tle jakąś melancholię właśnie i to silną czasem, mimo ,ze tekst był zgoła odmienny,duchowy i pozytywny.Te nastroje "sprzedajesz"innym .Dla mnie taka niemelancholijna jesteś o niebo fajniejsza i zdecydowanie bardziej przytomna:)
Myślę ,ze nawet w prozie masz coś więcej do zaoferowania niż tą melancholię.
-
Może świat i jest prosty ale to właśnie artysta dzięki swojej wrażliwości i talentowi może ujrzeć ten Świat inaczej, w nowatorski sposób, w który jeszcze nikt inny przed nim go nie opisał .Do momentu kiedy pojawili się impresjoniści nikt tak na świat nie patrzył ,a przecież świat składa się z barwnych plamek .Rzeczywistość jest nieskończenie bogata i różnorodna i można ją postrzegać na nieskończenie wielu płaszczyznach mimo jej prostoty .To jest pozorny paradoks ale w boskim świecie możliwy do zaistnienia .
-
ontoja,
to miło, że doceniasz moją twórczość. Powstaną dwie książki, mam nadzieję, że odniosą pozytywny sukces, w sensie spodobają się czytelnikom. Piszę je i tak z dużo lepszymi energiami oraz nastrojem, niż dawniej. Będę miała wkrótce więcej czasu, aby dzielić się z innymi tym co mi w duszy gra ;)
Ładnie piszesz w ostatnim poście o byciu artystą :)
-
Rozmawiałam niedawno z koleżanką która się malarstwem zajmuje, jak ona czuje i widzi sztukę. Sama z tego co widzę, jest ciepłą, radosną osobą, otwartą na zmysłowość, bliskość i rozwój duchowy.
To była inspirująca rozmowa o tym co nasz kręci w sztuce kilka spraw mi się nasunęło. Faktycznie to co ontoja pisał o artystach, którzy tworzyli mając problemy emocjonalne, gdzie ich twórczość być może była jedyną pozytywną rzeczą w tym czasie w życiu i sprawiała im jakąś radość. To co tworzyli oddawało stan ich duszy, ok mogli mieć talent, warsztat, mogło im nawet wychodzić.
Tylko jaka jest wtedy jakoś energetyczna tych prac? Można przyjąć, że reszta była nawet całkiem całkiem: kompozycja, dobór kolorów i inne takie bardziej formalne kwestie. Można by tą pracę uznać z punktu widzenia plastycznego za dobrą, na wysokim poziomie.
Potem jeszcze dochodzi właśnie kwestia tego co kto lubi, jakie energie mu odpowiadają, jaka stylistyka( gust osobisty).
Zastanawiam się czym jest ten niezmienny osobisty gust: czy chodzi o to, że podobają się nam jakieś określone kształty, zestawianie barw, tak patrząc od strony plastycznej, czy chodzi o emocje, klimat który oddaje praca( co jak dla mnie jest akurat zmienne), czy też może odgrywać w tym rolę świadomość plastyczna.
A świadomość plastyczna myślę, że zależy od tego jakie ktoś ma intencje wobec sztuki, czym dla niego w ogóle sztuka jest, czemu w jego życiu służy. Choć to tylko moje rozważania.
Zauważyłam, że osoby które tworzą z fajną wysoką energią, potrafią w stworzonej pracy oddać piękno. Coś nieuchwytnego, czego nie da się zamknąć w jakiś określeniach, a co sprawia, że ta praca żyje, można patrzeć i patrzeć i dzieło " ma to coś", pewną głębię.
To chyba nie do końca zależy od warsztatu. Bo widziałam prace infantylne, które miały to, choć pewnie łatwiej to "coś" oddać mając warsztat czy talent.
Jeszcze jedna sprawa jest taka, że każdy człowiek ma pewna swoje karmiczne ciągoty: jednych kręci klimat hawajski, innych orientalne formy itd. No i każdy człowiek szuka też czegoś w pracach, w zależności od tego na co jest otwarty: jeśli fascynują go stany emocjonalne, to będzie podziwiał jak to świetnie ktoś oddał pewien stan.
Tych którzy lubią ciężkie energie i emocje i widzą wartość w tym co oryginalne, nieodgadnione, osoba prosta, nie pokręcona, oraz prace które tworzy mogą się wydawać pozbawione "tego czegoś" , tej właśnie " głębi".
Zaobserwowałam u siebie pewien wzorzec związany z twórczością plastyczną: gdzieś bardzo głęboko chciałabym stworzyć coś oryginalnego, zupełnie innego, własnego i chodzi bardziej o formę, która jest zlepkiem czegoś różnego, a jednocześnie pasującego do siebie tak, by stworzyło genialną i zupełnie nową, oryginalną całość. Jakbym chciała stworzyć coś nowego w sztuce. Tylko nie bardzo rozumiem po co i dlaczego. Takie chyba karmiczne niespełnienie.
Gdy idę np do kina na jakiś film to idę z różnych powodów: bo mnie coś karmicznie ciągnie, emocjonalnie, uczuciowo, jakaś historia, która jest dla mnie na ten moment ważna( film może być słaby, ale to wystarczy by to obejrzeć), innym razem chodzi o wizualne smaczki, krajobrazy, klimat, efekty specjalne, jeszcze innym podziwiam to jak film został zrobiony, mam przyjemność przebywania z tym filmem, same sytuacje które się tam dzieją mają mniejsze znaczenie, kiedy indziej kręci ma gra aktorska itd itd:)
Piszę jakiś czas afkę że wiem czego chcę i o co mi chodzi. Wiele rzeczy teraz sobie układam, temat sztuki jest jedną z nich:)
Fajnie być świadomym o co mi właściwie chodzi:)
-
JA wprawdzie za artyste sie nie uważam, bo i zajmuję sie swoja twórczością zbyt krótko dopiero 1,5 roku. wykonuje prace z ceramiki, gliny, masy solnej (tu szczególnie aniolki) obrazy z materiału na styropianie i decoupagem. Prace, które wykonuje to część mnie, moich braków, przeżyć, emocji, patrzac teraz na twarze moich aniołków widze które wykonywałam majac stany depresyjne a które gdy byłam otwarta na radość(sa wtedy inne barwy, inna wyobrażnia i kreatywność) Na obrazach świat w stanie depresji jest szaro - bury, bez wyrazu - zaś inne sa kolorowe:) Jest też tak, że jak mam czas kiedy mnie dopada deprecha to w ogóle nic nie tworze, nawet czasami wtedy mysle. WIec jak najbardziej dostrzegam w swoich pracach różne emocje, dojrzałość, przemyślenia, czasami wyrażam złość, gniew i nienawiść i do takich prac przyciagam takich samych klientów. Nie wydaje mi sie by szarościa, marazmem, zainteresował sie ktoś, kto jest w pełni otwarty na szczęscie. W różnych stanach emocjonalnych, każdy ma inne postrzeganie świata, siebie itd.
-
Laka
"Faktycznie to co ontoja pisał o artystach, którzy tworzyli mając problemy emocjonalne, gdzie ich twórczość być może była jedyną pozytywną rzeczą w tym czasie w życiu i sprawiała im jakąś radość. To co tworzyli oddawało stan ich duszy, ok mogli mieć talent, warsztat, mogło im nawet wychodzić.
Tylko jaka jest wtedy jakoś energetyczna tych prac? Można przyjąć, że reszta była nawet całkiem całkiem: kompozycja, dobór kolorów i inne takie bardziej formalne kwestie. Można by tą pracę uznać z punktu widzenia plastycznego za dobrą, na wysokim poziomie.
Potem jeszcze dochodzi właśnie kwestia tego co kto lubi, jakie energie mu odpowiadają, jaka stylistyka( gust osobisty).
Zastanawiam się czym jest ten niezmienny osobisty gust: czy chodzi o to, że podobają się nam jakieś określone kształty, zestawianie barw, tak patrząc od strony plastycznej, czy chodzi o emocje, klimat który oddaje praca( co jak dla mnie jest akurat zmienne), czy też może odgrywać w tym rolę świadomość plastyczna."
Ja piszę i twierdzę ,że oprócz energii niefajnych gdy się tworzy np. w depresji to również jakoś warsztatowa tych prac jest znacznie gorsza.Podałem przykłady konkretnych obrazów van Gogha'a ;)
-
"Zaobserwowałam u siebie pewien wzorzec związany z twórczością plastyczną: gdzieś bardzo głęboko chciałabym stworzyć coś oryginalnego, zupełnie innego, własnego i chodzi bardziej o formę, która jest zlepkiem czegoś różnego, a jednocześnie pasującego do siebie tak, by stworzyło genialną i zupełnie nową, oryginalną całość. Jakbym chciała stworzyć coś nowego w sztuce. Tylko nie bardzo rozumiem po co i dlaczego. Takie chyba karmiczne niespełnienie."
Twórczość polega na ...stworzeniu czegoś nowego,jakiejś nowej jakości .Trochę masło maślane gdyż już w samym słowie twórczość jest to zawarte .
Tak ,że to nic złego stworzyć coś nowego i żadne tam karmiczne niespełnienie ,po prostu chęć twojej wewnętrznej istoty .Męcząca może być tylko nerwica ,żeby koniecznie coś stworzyć .
-
Ontoja:
"Może świat i jest prosty ale to właśnie artysta dzięki swojej wrażliwości i talentowi może ujrzeć ten Świat inaczej, w nowatorski sposób, w który jeszcze nikt inny przed nim go nie opisał .Do momentu kiedy pojawili się impresjoniści nikt tak na świat nie patrzył ,a przecież świat składa się z barwnych plamek .Rzeczywistość jest nieskończenie bogata i różnorodna i można ją postrzegać na nieskończenie wielu płaszczyznach mimo jej prostoty .To jest pozorny paradoks ale w boskim świecie możliwy do zaistnienia."
Zgadzam się z tym w 100% :-)
Dodam też, że przedstawienie świata w sztuce jako pojechanego lub przez pojechane emocje jest łatwiejsze, niż ukazanie go poprzez uczucia, miłość, piękno itp. A czemu? Bo przez wiele lat wbijano nam (ludziom) do głowy, że "wielkie i wartościowe artystycznie" jest to, co jest pojechane i pokręcone w cierpieniu i smutku (bo to niby takie zyciowo-prawdziwe), a to co kończy się dobrze, ukazuje szczęście, miłośc - to banał, kicz itp. Oczywiście, były tez uwtory w tym stylu banalne i realnie kiczowate, jednak jest w tej chwili tendencja do uznawania wsyztskiego co ma np."happy end" za mniej wartościowe niż to, co kończy się źle lub z niedopowiedzeniami.
-
ontoja
tu faktycznie, widzę różnicę w warsztacie, ale myślę, że nie zawsze tak musi być.
-
Bardzo ciekawy i inspirujący serial dokumentalny"Karpaty dyzajn" .Każdy odcinek przedstawia innego twórcę-artystę.
Każdy świetny w swojej robocie .Ogólnie ,fajne ludzkie historie .Jeden np.buduje piece z kamienia i gliny .Zaczęło się tak ,że chciał sobie postawić piec i zatrudnił zduna -80 letniego dziadka .Dziadek przyszedł usiadł i powiedział ,że on sam będzie musiał ten piec zbudować i powie mu jak .Po zbudowaniu pieca dziadek wziął zapłatę ,oddał mu narzędzia i powiedział ,że mu przekazuje fach bo jego dzieci się nie chciały uczyć .Dziadek więcej piecy już nie zbudował i wkrótce zmarł natomiast ten przedstawiony w dokumencie twórca od tego czasu buduje piece.Inny po filozofii bezrobotny -teraz sprzedaje swoje dzieła za granicą .Motywujący bo to chyba odpowiedź na moje zniechęcenie twórczością w zarobkowym aspekcie.
Zycie na luzie ,z pasją ,spokojem w pieknych górskich pejzażach .Takie mam odczucia po obejrzeniu.Polecam
http://www.domoplus.pl/2010/karpaty-dyzajn-karpaty-dyzajn_597
-
To nie tylko chodzi o to co wbijano ludziom do głowy na temat sztuki,ale o to, że te wzorce społeczne, narodowe, środowiskowe i rodzinne, tak właśnie działają, iż w ten sposób stworzony został system odniesień i zależności.
Tacy są artyści i tacy są odbiorcy. Jaki naród taki artysta. Jakie społeczeństwo taki krytyk literatury czy sztuki.
Jak rodzina taka sztuka. Jaka sztuka takie wartości. A jakie wartośći takie społeczeństwo, naród, rodzina, szkoła.
I koło się zmknęło.
Czy tak jest? Tak że sztuka promuje świrów, uzależnionych, wykolejonych, opętanych? Nie do końca.
ALe odsetek nieprzytomnych odmieńców wśród artystów jest bardzo wysoki. Bo to jest promowane. Bo tak się odbiera sztukę w społeczęństwie. Bo wielu podziwia ćpuna-artystę czy artystę zaangażowanego, bo sam nie ma czasu odlecieć.
A tego typu odmiennośc jest w społecześńtwie w cenie.
I to się sprzedaje.
Najczęściej.
Najwięcej.
-
Jarek G -lubię to ;)
-
Ja już wytrzeźwiałem. Więc sztuka się obchodzi beze mnie. I ja bez sztuki.
Ale zawsze można sięgnąć do tych umiejętności.
Mimo to bardziej odpowida mi bycie mistrzem sztuki życia.
-
Może w Twoim przypadku wytrzeźwienie wiąże się z zanikiem chęci do tworzenia, jeśli sztuka to było dla Ciebie to co opisałeś a może tylko częściowo wytrzeźwiałeś i jak wytrzeżwiejesz całkiem to zaczniesz tworzyć z innych pobudek i wyrażać poprzez sztukę uczucia wyższe zamiast przelewać w to swoje emocje i wyobrażenia społeczne ,narodowe itd.
Bycie mistrzem sztuki życia nie wyklucza twórczości a właściwie to się bardzo dobrze uzupełniają.
Mój pogląd na to zagadnienie jest taki ,że jeśli coś wypływa z prawdziwego ja to nie zanika tylko się transformuje w lepsze .Talent pozostaje a nawet ma większą możliwość się wyrazić, natomiast treść , przekaz i energie tego co robimy się zmieniają.
Nie pierwszy raz słyszę ,ze jak ktoś wytrzeźwiał to przeszła mu ochota na tworzenie :)
Ja tu jeszcze wyczuwam lekkie obrażenie ,gdzie się twórczość kojarzy z pomieszaniem emocjonalnym u siebie z tamtego okresu.
W naszej kulturze tak jest ,że artysta jest porąbany i się go za to ceni ,tzn.krytycy go cenią a za nimi snoby co to kupują bo doceniają krytycy.Ja na szczęście mam też pamięć z innej kultury ,zdaje się z jakiegoś kraju islamskiego ,gdzie twórca był bliżej Boga ,tworzył dla niego i tak żeby było pięknie i harmonijnie .Na Zachodzie też tak było np.w architekturze tylko ,że jej nie określa się raczej sztuką .W naszym społeczeństwie sztuka to coraz bardziej filozofia ,coraz mniej w tym twórczości a coraz więcej idei i filozofii ,mam wrażenie ,że często naciąganej właśnie po to ,żeby być docenionym przez krytyków.... ale nie wykluczam ,ze ja po prostu mogę nie mieć takiej wrażliwości ,żeby ją zrozumieć ,choć ta opcja wydaje mi się mniej prawdopodobna:)
-
ontoja
W pełni się z Tobą zgadzam :)
Tworzenie z natchnienia z poziomu intuicyjnego jest wspaniałe.
Ale... krytycy tego rodzaju twórczości nie doceniają.
A wtedy pozostaje doceniać siebie i swoją twórczość bez względu na to, co bredzą inni :)
-
Dziwne, a Darek Loga na jednym ze swoich wykładów na YT powiedział, że sztuka to manowce RD, bo artyści zaczynają czerpać w poziomu astralnego, a widz dostraja się do bałaganu myślowego artysty. Więc jak to jest? :)
-
Mariomar - cześć artystów z tego pewnie czerpie. Ale na pewno nie wszyscy. Prawdziwe natchnienie, kiedy coś powstaje lekko i po prostu "samo płynie", bez żadnych wspomagaczy, emocji, pokręceń - tacy artyści również istnieją i o tego typu działalności piszą np.: ontoja i Leszek.
-
Pisanie to ważna umiejętność. Czytanie jest komplementarną do niego. Ale internet jest ciekwym medium. Ciekawym do tego stopnia, że niejednokrotnie... nieciekawym. Trzeba nuczyć się na nowo pisać i czytać. Tego wszyscy się uczymy, bo z internetem i możliwością takiej komunikacji "pisaniem na żywo" się nie urodziliśmy. Kiedyś pisaliśmy listy, telegramy. I to trwało. Kontakt był inny. Pisało się więcej i jaśniej, gęściej, emocjonalnie. Teraz to są niejednokrotnie krótkie "niusy". I trzeba umieć łączyć wypowiedzi. Czytać miedzy wierszami. Trzeba się nauczyć komunikacji innego rodzaju.
Ontoja - a gdzie ja napisałem, że przeszła mi ochota do tworzenia?
Ontoja, Leszek - a gdzie ja napisałem, że tworzenie z poziomu intuicyjnego nie jest wspaniałe.
Ontoja - czy to nie jest tak, że raczej czujesz siebie jako artystę, który został zaklasyfikowany do grupy, która mu się nie za bardzo podoba? Obrażasz się Ty na mnie, że tak piszę o sztuce, bo się identyfikujesz ze sztuką. A ja pisałem o tym jak ja widzę sztukę uznaną przez społeczeństwo, ktróre w WIĘKSZOŚCI tak definiuje, odbiera i wartościuje. Jeśli to Cię dotknęło to tak i czujesz. Dla mnie bycie takim artystą jest przeszłością - jest karmą, na którą mogę popatrzeć z zewnątrz jako obserwator. Ale mogę użyć tych umiejętności do tworzenia intuicyjnego. Jak tak się stanie to będę wiediał jak to zrobić. Ale nigdy z poziomu ARTYSTY tak jak postrzega go społecześntwo. Wiem jak to robić, ale nie wiem po co miałbym to robić. To jest poza mną.
O sztuce to tak, wypowiadałem się. Nie pisałem o TWÓRCZOŚCI. Dla sztuki mam swoją definicję, ale o tym niżej trzeba poczytać. Sztuka uznana za SZTUKĘ przez społeczeństwo to coś innego niż TWORZENIE z poziomu intuicyjnego.
A przecież wątek nosi nazwę - KARMA ARTYSTY. Karma a nie transformacja. Także trochę się zagolopowaliście.
O tym oczywiśćie mógłbym napisać, ale nie napisałem. To wszystko.
-
Jarek G
Fajnie że tego nie napisałeś, ale można było to tak odebrać, jak odebraliśmy :)
-
No wasnie. Internet. Fora. Niusy. Jakie czasy taka komunikacja. -)
-
Jarek G
"Ja już wytrzeźwiałem. Więc sztuka się obchodzi beze mnie. I ja bez sztuki.
Ale zawsze można sięgnąć do tych umiejętności.
Mimo to bardziej odpowida mi bycie mistrzem sztuki życia."
Szczerze mówiąc ciężko było zrozumieć Twoją wypowiedź inaczej niż zrozumiałem ale nie obraziłem się na Ciebie ,wypowiedziałem
się tylko przeciwko wrzucaniu twórczości do jednego wora z nieprzytomnością i w opozycji do rozwoju duchowego.Jak Cię to nie dotyczy to super .
Swoją drogą ta dyskusja nasunęła mi refleksje po co w ogóle tworzyć i jedyna odpowiedź jaka mi przychodzi to ...bo lubię:)
-
No a jak jeszcze to kogoś cieszy to w ogóle rewelacja:)
Jeszcze ,żeby z tego wyżyć :)
I jedyne emocje negatywne jakie mogę tu czuć, to tylko z tym tematem, a to co kto uważa na temat sztuki ,ot to se można czasem coś napisać ale bez egzaltacji i zbednych emocji.
-
Tu obrazowy przykład na to o czym mówiłem :)
Choć nie wiem czy do śmiechu czy płaczu .
http://demotywatory.pl/1933239/Sztuka
-
Tu jeszcze jeden demot w temacie (ale bez tej marychy już) .Może nie do końca dobry dobór dzieł ,widziałem lepszy ale nie mogę znaleźć
http://kwejk.pl/obrazek/1012261/sztuka-kiedys-a-dzis.html
-
Ontoja - nie jestem obrażalski. Pisze się zawsze z własnego doświadczenia.
Sztuka z poziomu intuicji czyli TWORZENIE jest w Polsce mało znana.
Jest na tyle niszowa, że właśnie można ją oddzielić od sztuki powszechnej.
A ta powszechna, uznana to np. pisanie Poe`a, Kafki, Wojaczka.
A to jest mocno nietrzeźwe. Ale też powszechnie uznawane za wielkie.
-
I jeszcze.
Tworzenie z poziomu intuicyjnego może stać się sztuką.
Jak ktoś chce zostać artystą to niech pamięta, że świat sztuki i artystów taki jest jak o nim piszę.
Chyba, że ktoś chce tworzyć wtedy transformuje to i z poziomu intuicji TWORZY.
Tylko wtedy miesza mu się jeszcze przez jakić czas SZTUKA z TWORZENIEM.
A potem coraz bardziej transformuje swoje intencje i jeśli karma się wypala - to co jest do zrobienia wtedy?
Ja piszę o wolności od intencji czyli o wypaleniu karmy. W wątku o karmie artysty. Piszę o celu.
Bo celem wątku na forum duchowym w takim temacie jest WYPALENIE KARMY.
Przykład: Siedzę i widzę ptaszki jak baraszkuiją sobie na drzewie. Kiedyś inspiruje mnie to do napisania wiersza z odniesieniami kulturowymi czy innymi. Później inspiruje mnie to do tworzenia wiersza z odniesieniami duchowymi i takimi porównaniami. Teraz patrzę - i po co mam pisać, skoro jestem świadomy wielu odniesien i braku odniesień.
A ptaszki baraszkują. I nic nie ma do napisania. One same piszą ten wiersz, który trwa chwilę. A ja patrzę.
-
Pół roku temu robiłam dyplom artystyczny na uczelni, miałam problem pewien, bo czułam, że odstaję w tym jak postrzegam sztukę. Że nie jestem rozumiana. Nie chce mi się wymyślać ideologii, filozofii czy jakiejś mentalnej koncepcji do tego co robię.
I postanowiłam w końcu zrobić coś swojego, tak jak ja czuję, obawiałam się, że nie zostanie to zrozumiane i docenione.
Okazało się wręcz przeciwnie, dostałam 5 i dużo pochwał. Choć faktycznie wywalało mi, nie wiedziałam jak mam moją pracę
obronić, coś tam powiedziałam( choć wg mnie było to takie trochę dorabianie czegoś na siłę), za to mój promotor na temat tej pracy mówił kilka minut i to takie rzeczy wymyślał, że sama być się czegoś takiego nie doszukała.
W efekcie końcowym praca się większości osób bardzo podobała i dostałam sporo pochwał, że oryginalna, dojrzała i że jestem odważna. Trochę mnie to zdziwiło, bo wcale nie uważam by to co zrobiłam było oryginalne, po prostu wyszło to z mojego wnętrza. Taki dziwny twór, tak jak miałam ochotę i czułam, bez używania mentala:P Skupiłam się na formie, kolorach, fakturach:)
-
Laka, a ja myślałam że tylko ja (jako niewykształcony artysta amator i beztalencie) mam takie rozterki :)
Taki dziwny twór, tak jak miałam ochotę i czułam, bez używania mentala:P Skupiłam się na formie, kolorach, fakturach:)
No własnie ten mental. Może dlatego ostatnio mi tak wywala na tę moją "twórczość" bo nie używam w niej mentala (albo w znikomym stopniu). Raczej skupiam się na odczuciach, inspiracjach i temu co w trakcie pracy przychodzi i żeby to jakoś wyglądało. Natomiast gdzieś mi wywala, że to ani artystyczne, ani orgyginalne, ani przemyślane itp ... i o kant stołu potłuc. Jako zabawa dla dzieci może być, ale do ludzi zeby wypuścić, to się nie nadaja ... etc.etc.etc.
Chyba jakieś wcielenie "artystyczne" mi wyłazi, bo zupełnie nie wiem skąd to...
-
Grażyna Anna
No ja się długo dość kształciłam jako plastyk, artysta czy jakby to nazwać.
Różnie było, ale zwykle czułam, że mocno odstaję. Wiedziałam że mam pewne talenty w tym kierunku: do malarstwa, rysunku,
dobrze mi szło. W sumie to robiłam to od zawsze intuicyjnie(tak automatycznie wręcz, jakbym miała to na płycie wgrane:P), nie umiałam pracy przemyśleć, stworzyć najpierw koncepcji. Stanęłam przy sztaludze i bezmyślnie, na czuja machałam pędzlem i obraz był gotowy, pś wiedziałam jak to się robi.
Nawet ta moja praca dyplomowa, to była "od czapki": musiałam coś zrobić, nie wiedziałam co, zrobiłam sobie burzę mózgu
wypisałam na kartce wszystkie odjechane pomysły jakie mi przyszły do głowy. Potem je przeanalizowałam. Jak miałam ogólny zarys to jeszcze dyskusja była z promotorem. Chodziło o to, żeby praca miała pewien artystyczny poziom i jeszcze dochodziła kwestia techniczna i finansowa. Ale samej koncepcji mentalnej w ogóle nie było:P Bo ja nie czułam takiej potrzeby.
Działało to odwrotnie: była chęć stworzenia pewnej formy, ale zupełnie nie ważne było po co.
A ludzie mają zwykle odwrotnie( nie tylko ludzie bo aniołów na studiach artystycznych jest bardzo dużo): najpierw chcą coś wyrazić, jakiś stan emocjonalny, problem emocjonalny, społeczny, chcą coś ludziom przekazać, a dopiero potem dobierają do tego środki, jakiś pomysł się pojawia, idea, a potem dopiero przychodzi czas na formę.
Ja tego zupełnie nie kumam i nie czuję, choć doceniam jak ktoś coś pomysłowo zrobi.
Jestem albo niby bardzo oryginalna, jak coś od czapki połączę, tak jak czuję, albo zupełnie skupiam się na przetwarzaniu natury. Ale jest to dalekie od rzeczywistości.
Mam kompleks pewien, że nie używam mentala za bardzo. W twórczości jak i w życiu. Mi się po prostu nie chce używać umysłu.
To jest dość dziwne. Nie wiem czy to jakieś zablokowanie, czy mam część mózgu wyłączoną czy jak. Czasem staram się zmusić, coś zaplanować, stworzyć koncepcję, ale jestem tym zaraz bardzo zmęczona, czuję wtedy, że się bardzo usztywniam, jakbym jakiś gorset założyła. To powoduje tylko potem frustrację, gdy coś nie idzie zgodnie z planem.
-
Laka nie sadze, żeby z naszym myśleniem było coś nie tak ;)
Czyli, żebyśmy miały jakieś blokady (chociaż można by Olgę poprosić o sprawdzenie ;)))
Są różne style myślenia. U mnie dominuje myślenie globalne - czyli bardziej interesuje mnie ogólny obraz, a jego szczegółu już mniej. Dlatego mam na przykład problem z syntezą. Jak mi ktoś rzuci garść szczegółów i nie daj Bóg powie, że one jeszcze na siebie wzajemnie wpływają, to mój mózg zgłasza stan error ;D
Ty masz bardziej intuicyjny styl myślenia i też dobrze :)
Szkoła (każda) uczy jak uczy, preferuje uporządkowanie i powtarzalność. A życie jak zwykle jest wielowymiarowe i nie mieści się w ramach szkolnych :) Tak samo style myślenia.
-
Znalazłam teraz taki artykuł: http://www.eid.edu.pl/archiwum/2002,100/padziernik,183/pluralizm_stylow_myslenia,1357.html
Jak się wydaje, we wszystkich odmianach myślenia nie istnieją żadne związki funkcjonalne na zasadzie wynikania lub zawierania, jednak w wielu procesach poznawczych może dominować jeden styl myślenia, np. informacyjny (statyczny, ogólny, recepcyjny, formalny, uporządkowany, pojęciowy) albo percepcyjny (dynamiczny, jednostkowy, spontaniczny, skojarzeniowy, merytoryczny, obrazowy) bądź też ekspresyjny (subiektywny, irracjonalny, sygnałowy, introspekcyjny, impulsywny, eksterioryzacyjny) lub impresyjny (metaforyczny, symboliczny, idealistyczny, transracjonalny, twórczy, interioryzacyjny).
Dochodzę do wniosku, że nie ma co sobie robić wyrzutów, że myśli się w taki czy inny sposób bo taką mamy po prostu konstrukcję :)
-
Grażyna
Może masz racje:) Ja się nie znam na stylach myślenia.
Na pewno byłam wychowywana w otoczeniu, gdzie preferowane było myślenie analityczne, takie też było postrzegane jako inteligencja.
Kiedyś miałam duże skłonności do skupiania się na szczegółach, a nie zajmowanie się ogółem. To było widać w pracach plastycznych. A uczono nas od początku zupełnie odwrotnie np malarstwo jest takie, że trzeba od ogółu do szczegółu, no i cały czas ogarniać wszystkie elementy, porównywać jak się każdy kolor zachowuje względem siebie, jak sąsiednie barwy na siebie oddziałują, ogarniać kompozycję itd. Szczegóły to wisienka na torcie.
To sprawiło, że mi się zmieniło. Zaczęłam bardziej ogarniać całościowo. Potem przy dziecku trenowałam skupianie się na tym co w danym momencie robię, wyłączając się na bodźce z zewnątrz( bo on stał często nade mną i mi celowo przeszkadzał, chcąc zwracać na siebie uwagę), teraz jestem w stanie skupić się na czymś tak bardzo, że nie nie słyszę co się dzieje w około, a nawet z kimś pogadać w tym czasie, jak mi przerywa i gdy wyjdę z tego stanu koncentracji na celu, w ogóle tego nie pamiętać, jakbym coś między czasie zrobiła i nie zarejestrowała. Nauczyłam się też koncentrować uwagę na jakimś celu, wyłączać nawet emocje, uczucia, totalnie zimne wykalkulowane decyzje podejmować. Jak oficer na polu bitwy. No ale to są już wyuczone latami mechanizmy, kształtowane często w ekstremalnym stresie, gdzie trzeba było sobie radzić.
Dzięki za linka, poczytam:)
-
sztautynger:
To nie sztuka zabić kruka ale sztuka całkiem świeża gołym tyłkiem siąść na jeża
-
Totalnie odblokowujące, strasznie fajne, przynajmniej na mnie podziałało ;)
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=10152168580178375&set=a.10151728148973375.1073741835.6565888374&type=1&theater
-
Totalnie odblokowujące, strasznie fajne, przynajmniej na mnie podziałało ;)
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=10152168580178375&set=a.10151728148973375.1073741835.6565888374&type=1&theater
Mnie to sie skojarzylo z degradacja sztuki w ogole i nazywania sztuka wszystkiego co tylko czlowiek stworzy :). Mozliwe, ze to tylko domysly ale w/g mojego zdania kiedys, aby byc nazywanym artysta trzeba bylo po pierwsze naprawde posiadac fach w reku, po drugie chyba jednak nie wszyscy artysci tkwili w nieprzytomnosci (jak np. spora czesc impresjonistow czy malartswa dwudziestolecia miedzywojennego), spora liczba to byly bardzo ulozone, szanowane osoby.
-
Skojarzyło mi się ze zdaniem które ostatnio usłyszałem od przyjaciela:
"W momencie kiedy sam zacząłem tworzyć, odeszła mi ochota na krytykowanie innych."
Krytykowanie, nawet jeśli tylko innych, bądź co bądź najbardziej zamyka nas samych. Jasne, nie trzeba się ze wszystkimi swoimi dziełami obnosić, ale do swojego kreatywnego wnętrza warto mieć otwartość i pełną akceptację. Krytycznym okiem można spojrzeć na to, co się już stworzyło i jest mniej lub bardziej kompletne, aby zobaczyć gdzie to udoskonalić.
-
Dokladnie. Ale tez trzeba sobie wyrobic jakis przynajmniej delikatny zmysl estetyczny i umiec odroznic sztuke od kiczu czy wszystkiego, co sztuke po prostu nie jest (zeby mialo sie chocby jasny obraz tego, co widzimy, szlyszymy itp.).
-
Grażyna Anna
No ja się długo dość kształciłam jako plastyk, artysta czy jakby to nazwać.
Różnie było, ale zwykle czułam, że mocno odstaję. Wiedziałam że mam pewne talenty w tym kierunku: do malarstwa, rysunku,
dobrze mi szło. W sumie to robiłam to od zawsze intuicyjnie(tak automatycznie wręcz, jakbym miała to na płycie wgrane:P), nie umiałam pracy przemyśleć, stworzyć najpierw koncepcji. Stanęłam przy sztaludze i bezmyślnie, na czuja machałam pędzlem i obraz był gotowy, pś wiedziałam jak to się robi.
Nawet ta moja praca dyplomowa, to była "od czapki": musiałam coś zrobić, nie wiedziałam co, zrobiłam sobie burzę mózgu
wypisałam na kartce wszystkie odjechane pomysły jakie mi przyszły do głowy. Potem je przeanalizowałam. Jak miałam ogólny zarys to jeszcze dyskusja była z promotorem. Chodziło o to, żeby praca miała pewien artystyczny poziom i jeszcze dochodziła kwestia techniczna i finansowa. Ale samej koncepcji mentalnej w ogóle nie było:P Bo ja nie czułam takiej potrzeby.
Działało to odwrotnie: była chęć stworzenia pewnej formy, ale zupełnie nie ważne było po co.
A ludzie mają zwykle odwrotnie( nie tylko ludzie bo aniołów na studiach artystycznych jest bardzo dużo): najpierw chcą coś wyrazić, jakiś stan emocjonalny, problem emocjonalny, społeczny, chcą coś ludziom przekazać, a dopiero potem dobierają do tego środki, jakiś pomysł się pojawia, idea, a potem dopiero przychodzi czas na formę.
Ja tego zupełnie nie kumam i nie czuję, choć doceniam jak ktoś coś pomysłowo zrobi.
Jestem albo niby bardzo oryginalna, jak coś od czapki połączę, tak jak czuję, albo zupełnie skupiam się na przetwarzaniu natury. Ale jest to dalekie od rzeczywistości.
Mam kompleks pewien, że nie używam mentala za bardzo. W twórczości jak i w życiu. Mi się po prostu nie chce używać umysłu.
To jest dość dziwne. Nie wiem czy to jakieś zablokowanie, czy mam część mózgu wyłączoną czy jak. Czasem staram się zmusić, coś zaplanować, stworzyć koncepcję, ale jestem tym zaraz bardzo zmęczona, czuję wtedy, że się bardzo usztywniam, jakbym jakiś gorset założyła. To powoduje tylko potem frustrację, gdy coś nie idzie zgodnie z planem.
A moze masz zdolnosci do kopiowania czy tworzenia np. ornamentyki? Nie zawsze czlowiek ma zdolnosc stworzenia wylacznie swojej wizji, czesto moze umiec wiernie kopiowac cos lub bawic sie poszczegolnymi elementami. Ja jako nastolatek swietnie kopiowalem roznego rodzaju szkice, obrazy itp. olowkiem. I choc mam zdolnosci plastyczne to jakos nie ciagnelo mnie do pojscia w ta strone zbytnio....ale przydaja sie te zdolnosci w zyciu codziennym. Pracujac z muzyka i ludzmi torzy graja czesto sugeruje projekt graficzny okladki lub jej czesci; nawet powiedialbym ze takie plastyczne/estetyczne zdolnosci przydaja sie do innych dziedzin zycia szczegolnie kiedy czlowiek opanuje cos w rodzaju synestazji czyli umiejetnosci slyszenia kolorami np. czyli kojarzenia kolorow i dzwiekow, wtedy wyobraznia fajnie podsuwa pomysly i pomaga np. poslugiwac sie skojarzeniami typu brazowy utwor, czerwona solowka gitarowa itp. Potem mozna wedle tego ulozyc plyte na zasadzie koncpepcj tematycznych (zeby kazdy utwor mial swoje okreslone miejsce, sens) i nierzadko rzeczywiscie okazywalo sie, ze moje pomysly sa tafione w dziesiatke :P.
-
"Często artyści mają intencje żeby ich dzieł nie doceniać (oni np. sami ich nie doceniają) i wartość tych dzieł zostaje doceniona czy to bezpośrednio po śmierci czy jeszcze później."
Pewnie tak jest. Ale, że nagle po śmierci są doceniani to ciekawe. Może są na tyle doceniani, na ile wartościowe były te dzieła, a oni żyjąc blokowali sobie doświadczenie tego.
Chociaż mówiąc w kontekście sztuki i gustów to nie wiem co to znaczy wartościowe. Bo to się wydaje bardzo nieobiektywne.
Twórczość, którą chyba każdy gdzieś ma, a talent. Jaka jest różnica. Każdy może być twórczy i robić słabe bardzo rzeczy, ale wyrażać się twórczo.
Ja widzę wiele twórczych osób, które wg mnie robią słabe prace, wręcz"gnioty". NO i nie umiem się okłamywać, ze to są dobre prace, bo przecież widzę, że są słabe. Natomiast co do gustu to potrafię docenić dobre prace, na wysokim poziomie, pomimo, że one są zupełnie inne niż te które ja robię, albo nie pasuje mi tematyka. Ale podobają mi się, bo widzę, że mają coś w sobie, są dobre. Nawet jeśli czasem lekko zahacza o kicz, to potrafię docenić. Natomiast nie trawię już prac infantylnych. Trochę krytyką może to pachnie z mojej strony, no ale nie będę udawać, że mi to się podoba.
Inna sprawa jest tak, że potrafię się szczerze zachwycić pracami mojego syna, choć ma 6 lat i wcale nie chodzi o to, że jest moim synem. On jak rysuje coś sam, poza przedszkolem, gdzie trzeba wszystko sztampowo, to tworzy na prawdę fajne i przemyślane prace. Widzę w nich dużo atrakcyjnych elementów jak to jak dobiera kolory, kształty, faktury no i kompozycje. Te ostatnie to mnie najbardziej fascynują, bo uważam, że jest momentami lepszy ode mnie.
W sumie to kręci mnie to, że on myśli, gdy coś tworzy, u niego wszystko ma sens. Jest przemyślane, celowe. On nie wpada w trans malarza, jak ja. Gdzie jest dużo czucia, intuicji i bezmyślności.
Jeszcze mi sie skojarzylo to, o czym mowisz z czyms takim, ze przez dlugie wieki wszelkie odstepstwa od akademickiego pojmowania sztuki byly bardzo mocno pietnowane i np. bardzo czesto tego kogos ponizano, mowiono mu ze nie jest artysta. Mozliwe, ze takie blokujace wzorce ida wlasnie stad (takie skojarzenie teraz odczulem). Z muzyka bylo podobnie; pierwszych muzykow rock 'n' rollowych czy jazzowych wyrzucano z klubow, nie pozwalano grac itp.
-
"Często artyści mają intencje żeby ich dzieł nie doceniać (oni np. sami ich nie doceniają) i wartość tych dzieł zostaje doceniona czy to bezpośrednio po śmierci czy jeszcze później."
Żeby artyści byli doceniani to by musiało istnieć społeczeństwo z dobrym gustem albo przynajmniej musieli by istnieć tacy ludzie bogaci .
Ludzi z dobrym gustem jest trochę ale to nikły procent społeczeństwa .U nas docenia się artystów tworzących takie dzieła jak "Ona tańczy dla mnie".Mało tego ,bo do pewnego momentu celebrytami byli głównie artyści (aktorzy ,piosenkarze ,muzycy) nie wszyscy wysokich lotów ale jednak artyści a teraz promuje się takie miernoty ,które nie potrafią i nie potrafiły nic jak np.Jola Rutowicz czy pseudo bokser Najman .
To się ludziom podoba bo taki mają gust .Podziwiam prawdziwych artystów ,którzy potrafią dobrze żyć z tego co robią .
W Polsce jeszcze całkiem dobrze mają w branży muzycznej ,bo muzyka towarzyszy chyba wszystkim a poza tym jednostkowy koszt
zakupu jakiegoś dzieła muzycznego (płyty ,czy pójścia na koncert ) jest prawie stosunkowo niewielki a trafia do ogromnej rzeszy ludzi .
W sztukach plastycznych to już nie jest takie łatwe .Bo tworząc jeden obraz można go sprzedać jednej osobie .Artyści plastycy mogą się utrzymać w społeczeństwach gdzie jest duża klasa średnia ,bo tam więcej ludzi z dobrym gustem i pieniędzmi na dobra luksusowe a właśnie takim dobrem jest sztuka .U nas jest mało komu potrzebna za to jest pełno ludzi ,którzy z jakiegoś powodu wierzą ,ze na swoim hand made mogą nieźle zarobić .Zdarzają się artyści ,którzy mają wielką kasę jak np.Beksiński miał ale to jeszcze oprócz tego że mają talent to muszą stać się modni wówczas ich prace będą łakomym kąskiem głównie dla snobów ,którzy mają kasę i chcą się pokazać jacy to oni arystokratyczni ,wrażliwi i z dobrym gustem(bo kupują to co zdaniem najlepszych krytyków jest dziełem sztuki).Dla nich też to jest inwestycja bo podobnych snobów nie brakuje.
Ja się jeszcze nie uważam za artystę ,bardziej za kogoś kto pretenduje do artystycznego rzemiosła .Przynajmniej było tak do tej pory bo powoli zaczynam odkrywać w sobie ten artystyczny pierwiastek i widzę ,że w miarę działania w tej materii mój gust się zmienia a prace są coraz lepsze .Nie wiem już nawet jak mogłem kiedyś zrobić coś takiego i jak mogło mi się to podobać (nie znaczy to że tego nie doceniam ,czy że tym gardzę)
Powoli też skłaniam się ku myślą ,ze praca artystów powinna być wysoko ceniona .Raczej z twórczości nie zrezygnuję i będę zarabiał nawet po to aby móc tworzyć (bo na dzień dzisiejszy to mnie najbardziej kręci ) i do tego dokładać ale rodzi się we mnie myśl ,że nie warto się nie wiem jak starać żeby coś sprzedać .Artysta powinien się cenić wszak gdy mówi się o spuściźnie ludzkości to głównie myśli się o twórczości artystycznej.
W szkolnictwie też tendencja jest totalnie spadkowa .Plastyki uczą w szkołach podstawowych i gimnazjach artystyczne miernoty ,którzy sztukę mają gdzieś ,ukończyli jakąś pedagogikę i zrobili kurs ,bardzo często ,w ogóle mówi się o tym żeby plastykę zlikwidować bo po co to komu.Po co ludzie którzy coś potrafią w nauczaniu dzieci i młodzieży ,przecież z dzieciakami pomalować to każdy potrafi .To jest krzywda dla dzieci bo oni będą kształtowani na podobieństwo nauczycieli a wielu ma talent ,który można rozwinąć .
Na szczęście nie ma tego złego ,bo robi się luka dla zajęć pozalekcyjnych ,które są alternatywą dla nudnych zajęć plastycznych w szkołach .Na szczęście są też osoby zaangażowane w kulturę ,które sztukę doceniają i twórców chcą promować .Na nieszczęście to nauczyciele zarabiają więcej i mają ciepłe posadki gdzie nie trzeba się wysilać i angażować .
Dzieciaki prowadzone przez kompetentne osoby ,mogą się rozwinąć i fajnie jest na to patrzeć .Nasi podopieczni zaczynają zdobywać nagrody w ogólnopolskich konkursach z międzynarodowym jury gdzie są nadsyłane setki prac z całej Polski.Widać ,że taka praca ma sens wtedy .
No w końcu się zebrałem i jakieś luźne mysli wyraziłem chyba sam przed sobą na temat tej całej twórczości w dzisiejszym świecie .
W Polsce ludzie, ktorzy tworza ambitniejsze rodzaje muzyki tez dzis wcale tak latwo nie maja, co ne znaczy ze wszyscy zyja w biedzie. Wiem, co mowie bo wspopracuje z takimi ludzmi. 99,9 procent zlecen roie na ,,Zachod". Nie wiem, czemu tak jest-jak sie popatrzy np. na USA to tam mozna byc i bluesmanem, i raperem, i rock'n'rollowcem i zawsze nsie zarobi (przewaznie). W Europie juz trudniej-mozliwe, ze przez wieksza wybiorczosc gustu, spuscizne akademicka. Ale Polska kojarzy mi sie z przasnoscia, np. nasze disco polo czy fascynacja rapem amerykanskim-a nie docenia sie tego, co polskie (np. gdzie artysci ktorzy kontynuja sposcizne Czeslawa Niemena i laczenia polskiej poezji z muzyka). No jest jeszcze polski jazz ktory do dzis sie ceni na swiecie. Ale generalnie to nie za ciekawy ten nasz polski rynek (zreszta swiatowy tez niezbyt :P ). Mozliwe, ze problemem jest to, ze tworzacych ludzi jest za duzo i ze prawdziwa sztuka ginie w potoku mniej lub bardziej odtworczych ,,dziel". Znam wielu ludzi, ktorzy naprawde maja fajne pomysly, ale brakuje managementu czy promotora, a media (o ktore tez sie otarlem) nie sa zainteresowane (,,bot nie przyniesie potencjalnych zyskow" - niestety ale dzisiaj to media zamiast artystow ksztaltuja gusta odbiorcow i wiedza lepiej, co dla sluchacza dobre zamiast dac mu opcje wyboru). Zreszta, w radiu w miescie w ktorym zyje na kilkunastu dziennikarzy muzycznych w redakcji...jest tylko jedna osoba ktora posiada wlasne plyty! Dla mnie zakrawa to na absurd, zeby w redakcji odpowiedzialnej za muzyke pracowaly osoby ktore nie dosc ze nie dysponuja materialami to jeszcze nie posiadaly zadnej wiekszej wiedzy muzycznej (znam wiekszosc z nich i ani jedna nie pamieta dyskografii jakiegokolwiek muzyka/artysty i przekepuje wszystko z encyklopedii lub sieci). A z tego, co wiem taka sytuacja panuje wszedzie w Polsce (troche poznalem ludzi).
-
Ten filmik również nadaje się dla zakładki związki i talenty:https://www.youtube.com/watch?v=FeKnh-6N0ps
-
słuchajcie,
to jest moja znajoma:
https://www.facebook.com/karolina.wojtko.9
ona jest artystką, pracuje w tv, nagrywa, daje koncerty, zarabia na tym
I właśnie przedwczoraj poprosiła mnie, żebym porozmawiała z szefem tej restauracji koreańskiej, żeby ją przyjął, bo podczas wakacji ni ma żadnych koncertów i nie będzie miała z czego żyć.
Powiem wam szczerze, że ona się nie nadaje do takiej roboty, bo ona poza śpiewem nic nie umie robić, kiedyś już próbowała u tego koreańczyka, to ją prawie wyrzucił.
No ale dziewczyna nie ma wyjścia.
-
Tak to jest, jak buduje sie swiat oparty wylacznie na uslugach i technologiach.....niedlugo nikomu nie bedzie juz dane posluchac spiewu, ogladac obrazow..smutne to.
-
a kto umie coś robić póki nie zacznie ?
-
No wlasnie...to motto przydaloby sie wiekszosci naszych rodzimych pracodawcow, ktorzy oczekuje od razu od mlodej osoby poziomu pracownika z wieloletnim stazem i umiejetnosciami; nie da sie umiec od razu wysztskiego bez sprobowania czegos.
-
Zed
A to w ogłoszeniu pisze , że szukają młodej osoby ? Jak z wieloletnim stażem i po studiach to raczej nie :)
a tu nowy trend google (choc artykul sprzed roku :P)
http://www.businessinsider.com/google-hiring-non-graduates-2013-6
http://qz.com/180247/why-google-doesnt-care-about-hiring-top-college-graduates/