Pozytywne Inspiracje
Forum => Karma i reinkarnacja => Wątek zaczęty przez: Clint w 2012-02-12, 01:15:59
-
Ostatnio na forum zauważyłem dość sporo pretensji czy żalów do społeczeństwa - tu ACTA, tam ZUSy, a gdzie indziej jeszcze popieprzeni ludzie. Poruszyło mnie to do pewnych przemyśleń odnośnie wpływu społeczeństwa na nasze życie przy jednoczesnym urzeczywistnianiu wolności przez rozwój duchowy.
Zacznę może od najważniejszego czyli iluzji tego jak ogromny wpływ ma nasze życie społeczeństwo w którym żyjemy. Wpływ jest i to dość duży, ale na pewno nie taki, który uniemożliwiał by realizację naszych celów, które są w zgodzie z ND. Niezależnie od tego jacy są ludzie w tym kraju, jaka jest stopa bezrobocia czy inne warunki - nie ma to wpływu to nasze kreacje związków czy pracy. Ten wpływ mają nasze podświadome programy, które tylko wykorzystują te zewnętrzne warunki do stwarzania przeszkód. Stąd iluzja, że to właśnie te zewnętrzne warunki są przyczyną naszych nieszczęść, a one są tak naprawdę tylko skutkiem naszych intencji. Bogu nie przeszkadza wysokie bezrobocie. On załatwi ci wymarzoną pracę od ręki, jeśli jesteś na to otwarty, ponieważ on tej pracy nie szuka ci przez urząd pracy, tylko korzysta ze znacznie lepszych metod :) Nawet jak bezrobocie wynosi 60%, to bądź w tych 40%. Nawet jak podatki są strasznie wysokie, to po prostu zarób więcej tak, aby starczyło zarówno na nie, jak i na twoje cele. Nawet jak wokół dominują sami głupi ludzie, to zaprzyjaźnij się z tymi fajnymi. Niemożliwe? Trudne? Przeszkody tkwią tylko w twoim umyśle, a nie w społeczeństwie. Pozbywaj się problemów z twojego umysłu, a nie ze społeczeństwa. Siebie możesz zmienić, całego kraju już nie.
Kolejna sprawa czyli społeczne ograniczenia i zależności, których się nie przeskoczy nawet z czystymi intencjami np. dziurawe drogi, po których musisz jeździć. Dopóki żyjesz w danym społeczeństwie, musisz zaakceptować pewne ograniczenia. Nie są to jednak rzeczy, które uniemożliwiałyby osiąganie kluczowych dla nas celów. Jeśli buntujesz się, bo ty przecież chcesz być wolny jak ptak - to podetnę ci skrzydełka i zacznę od tego, że nawet ptaki są ograniczone przez środowisko w którym żyją :) I nie ma w tym nic strasznego. Tylko nadęte ego musi mieć wolność do wszystkiego co się da. Przejechało się na tym już choćby sporo aniołków, które buntowniczo udowadniało Bogu, że może osiągnąć wolność przez doświadczanie wszystkiego jak leci. Dało to tylko mnóstwo roboty psychiatrom.
A prawda jest taka, że można być szczęśliwym i spełnionym jeżdżąc po dziurawych drogach, płacąc ZUS czy też mając głupich polityków. Co z tego, że państwo zabiera mi np. 80% pensji skoro Bóg daje mi takie możliwości zarobkowania, aby te 20% w pełni mnie satysfakcjonowało?
No i tu przechodzimy do finalnej części mojego wywodu czyli reakcji na społeczne głupoty i ograniczenia. Wszystkim, którzy się denerwują na społeczeństwo, polecam się zastanowić - co wam daje ta złość? Jak myślicie, co taka postawa wam kreuje w życiu? Po co się wkurwiać na ograniczenia, skoro w tym czasie można korzystać z Boskich możliwości i szans? Jeśli się wkurzacie, że społeczeństwo nie daje wam żyć "po waszemu" to może warto przemyśleć ile tych potrzeb jest naprawdę w zgodzie z waszą prawdziwą naturą, a ile pochodzi z ego? Może warto przemyśleć na ile realna jest ta "krzywda", którą robi wam społeczeństwo? Przecież zgodzenie się na pewne ograniczenia, wbrew pozorom nie musi od razu oznaczać braku wolności. Prawdziwa wolność to wolność do wszystkiego co najlepsze, a że to jest już w nas - społeczne ograniczenia nie mogą nam tego odebrać! Społeczne ograniczenia mogą ograniczać tylko wolność do naszych potrzeb, celów i zachcianek z ego, i to właśnie ego się tak wkurza na społeczeństwo, które nam na to nie pozwala. Warto się szczerze zapytać " Czy ja naprawdę muszę to mieć/zrobić? Czy bez tego nie mogę też być szczęśliwy?"
Zaraz ktoś mi powie, że no dobra, ale on przecież ma jeszcze mnóstwo negatywnych programów w pś i jest tak bardzo zależny od społeczeństwa, a tak bardzo mało otwarty na możliwości od Boga, więc w międzyczasie będzie narzekał i walczył ze społeczeństwem. W takim wypadku mogę powiedzieć tylko jedno: przestań zwalać winę za swoje problemy na społeczeństwo, pozwól mu się przejawiać w takiej formie na jaką ma ochotę(niech sobie ludzie żyją jak chcą!) i weź odpowiedzialność za swoje ograniczenia i niedoskonałości. Jak się sobie nasrało negatywnej karmy, to się tak ma. Nie ma co się wypłakiwać, że "jakby politycy byli lepsi czy ludzie bardziej świadomi, to ja miałbym lepiej". Nasyfiłeś sobie, to się musisz pogodzić z tymczasowymi trudnościami i brakami. Zresztą te x lat, które będziesz potrzebował na oczyszczenie intencji cię nie zabije - wobec wieczności to tyle co mrugnięcie okiem, więc cierpliwości...
-
Pozwolę sobie jeszcze na taki przykład, aby to wszystko ładnie zobrazować.
Wyobraźmy sobie, że Polska to sklep, jedyny w naszej okolicy zawierający produkty niezbędne do życia. Sklep ten ma pewną wadę, ponieważ drzwi są dość małe i trzeba się nieco schylić aby przejść. Codzienne schylanie głowy przy wchodzeniu do tego sklepu jest pewnym ograniczeniem - trzeba uważać, aby nie walnąć głową o framugę, nie można sobie iść wyprostowanym nawet jak się ma na to ochotę. Mądry człowiek szybko zauważy, że to ograniczenie nie jest realnym ograniczeniem dla niego, w żaden sposób mu nie szkodzi i nie zakłóca jego szczęścia. Podejdzie do tego na luzie i będzie normalnie robił zakupy, a od czasu do czasu zapewne zdarzy się tak, że ktoś zrobi zakupy za niego albo znajdzie się jakiś wygodniejszy dostawca niektórych towarów.
Głupi człowiek natomiast będzie narzekał na debilizm właściciela, irytował się, walił gołymi rękoma w ściany budynku, kombinował jakby tu wejść oknem, aby nie schylać głowy w drzwiach i robił wiele równie "inteligentnych" rzeczy - szkodząc sobie tylko i utrudniając życie, a nie osiągając w ten sposób żadnych realnych osiągnięć.
Jak się chce żyć w danej strukturze, to trzeba się zgadzać na grę zgodną z jej zasadami. Jak nie pasi to zawsze można zmienić strukturę na inną albo w ogóle porzucić wszystkie i żyć w jakiejś jaskini wcinając szyszki i mech.
Akurat nasze, polskie społeczeństwo jest o tyle dobre że nie zmusza nas do żadnych naprawdę niekorzystnych działań, które by mogły nam przeszkodzić w pełnym urzeczywistnieniu. Moim zdaniem w tym kraju, w obecnych warunkach można się spokojnie oświecić. Nie widzę więc problemu, aby tu żyć i akceptować wszelkie ograniczenia - przy czym przypominam jak zawsze - akceptować nie znaczy aprobować i być biernym.
-
Clint:
Czasem ta wolność polega właśnie na wolności do zmiany warunków i wyboru najlepszej możliwości. I.e. jeśli żyję w Pl i mi się nie podoba to szukam sobie kraju, który by mi odpowiadał i w którym nie muszę czuć się ograniczony. Czasem lepiej, prościej jest po prostu zadziałać :)
-
Ciekawe czy powiesz to samo kiedy będziesz zarabiał krajową medianę (jakieś 1600 netto) i opłacał z tego pokój i jedzenie w większym mieście (1000? nie wiem, od kilku lat tak nie mieszkałem). Nagle takie warsztaty regresingu stają się sporym wydatkiem.
Nie wiem jak w innych krajach na zachodzie, ale tego typu pensja w skandynawii + podobne wydatki zostawiłyby ok. 4000 (bardzo przybliżone).
To nie jest "sklep z niskim wejściem" (może mówisz tak dlatego że jesteś na utrzymaniu rodziców, więc dotyka Cię tylko jedna ze stron medalu, czyli przyoszczędzanie -- nie musisz poświęcić swojego czasu i energii aby te pieniędze zarobić). Do tej metafory bardziej pasuje stwierdzenie że sklep jest drogi -- w innym kupisz kikukrotnie więcej za te same pieniądze (czyli: czas i kreację poświęcony na zdobycie ich). W dodatku może być czystszy, ładniejszy i z milszą obsługą ;) Natomiast oczywiście, można mieć albo na tyle pieniędzy żeby nas było stać na taki sklep, albo takie potrzeby aby ten sklep nam wystarczał.
Po prostu: nasze prosperowanie zależy w jakimś stopniu od otoczenia w którym jesteśmy. Na bezludnej wyspie nie zarobisz nawet 2 zł na godzinę ;) Owszem, można mieć na tyle fajną kreację że wystarczy aby sobie fajnie żyć nawet w Polsce (albo nawet krajach trzeciego świata, bo nie zapominajmy że są kraje w o wiele gorszej sytuacji od tego), ale za granicą... tego po prostu nie potrzeba mieć. Tam nawet człowiek o słabej prosperującej świadomości żyje sobie dobrze.
-
A czy ja gdziekolwiek sugerowałem, że życie w Polsce dla przeciętnego obywatela jest takie lekkie? Mogłem dać ostrzejszą metaforę, ale dobra... :P
W każdym razie to nie ma znaczenia jak trudno jest w tym kraju - chodzi o fakt, że nikt nie kazał Ci się tu wcielać, jesteś tu tylko i wyłącznie z własnej woli. Jak się nie podoba to sobie idziesz gdzie indziej, a jak zostajesz - to nie narzekasz, bo trudne warunki są efektem tylko i wyłączenie Twoich wyborów, a nie polityków, gospodarki - taki jest przekaz mojej wypowiedzi.
-
Clint -> jest w tym, co mowisz maly haczyk, otoz zgoda - po co meczyc sie i narzekac, skoro mozna zaczac sie koncentrowac na tym, co mozesz w danej chwili zrobic (np. nie podoba Ci sie placenie ZUS to mozna albo nie legalizowac dzialalnosci albo zalegalizowac ja w innym kraju UE).
Jednak uwazam, ze mozna tez swiadomie i spokojnie mowic ludziom o ograniczeniach i wlasnie nie poprzez narzekanie a poprzez spokojne, wyartykuowane uswiadamianie podnosic ogolny poziom swiadomosci spoleczenstwa. Nie musi to byc jakas misja, po prostu nie bac sie mowic o tym publicznie, co powoduje dyskomfort. Przeciez w pewnym sensie to my na okres danego zycia ,,wladamy" dana czastka naszej planety i jestesmy za nia odpowiedzialni. Bez zadnych zmian i podnoszenia swiadomosci ta planeta juz dawno by umarla :) a wraz z nia wszyscy ludzie.
Po prostu dzis jest taka ,,moda" na zajmowanie sie wylacznie soba (cywilizacja Ego).
-
Po za tym prawo kreacji dla mas działa podobnie jak dla jednostek. Gdyby wystarczająco duża część społeczeństwa potrafiła być zadowolona z tego co ma - to by im przybywało powodów do zadowolenia, czyli kraj by się zmieniał na lepsze. Zamiast tego niemal wszyscy narzekają ile wlezie i ładują w to biedne państewko takie ilości negatywnej energii, że szkoda gadać.
Narzekaniem i koncentracją na negatywach jeszcze nigdy nikt nic sensownego nie osiągnął. A tu nawet rozwojowcy nie potrafią przestać narzekać - przebaczyli tatusiowy że chlał, mamusi że nie kochała, ale ZUSowi już nie odpuszczą :D
Leszek powinien wydać nowe medytacje: "Uzdrawianie relacji ze skarbówką i ZUSem", "Poczucie bezpieczeństwa w urzędach", "Medytacje podatkowe" :D
Tristen
Ja nie wykluczam żadnych działań, zresztą pisałem: "akceptować nie znaczy aprobować i być biernym."
-
,,Po za tym prawo kreacji dla mas działa podobnie jak dla jednostek. Gdyby wystarczająco duża część społeczeństwa potrafiła być zadowolona z tego co ma - to by im przybywało powodów do zadowolenia, czyli kraj by się zmieniał na lepsze. Zamiast tego niemal wszyscy narzekają ile wlezie i ładują w to biedne państewko takie ilości negatywnej energii, że szkoda gadać.
Narzekaniem i koncentracją na negatywach jeszcze nigdy nikt nic sensownego nie osiągnął. A tu nawet rozwojowcy nie potrafią przestać narzekać - przebaczyli tatusiowy że chlał, mamusi że nie kochała, ale ZUSowi już nie odpuszczą :D
Leszek powinien wydać nowe medytacje: "Uzdrawianie relacji ze skarbówką i ZUSem", "Poczucie bezpieczeństwa w urzędach", "Medytacje podatkowe" :D"
Zgadza sie. Polacy sa wyjatkowo narzekajacym narodem.
-
Wśród rozwojowców to chyba najbardziej liczna jest grupa, która może i z grubsza odpuściła sobie narzekanie, ale nie potrafi pójść o krok dalej i być zadowolona z kraju w którym żyje. Nie mam oczywiście na myśli zadowolenia ze wszystkiego jak leci, a z tego z czego rzeczywiście można być zadowolonym, a czego się nie docenia(bo gdzie indziej mają lepiej). A powodów do zadowolenia sobie można znaleźć wiele, ja np. jestem zadowolony z możliwości zdobycia wyższego wykształcenia bez konieczności płacenia za studia.
Mam nawet dobry pomysł - w ramach przestawienia się na pozytywne podejście do Polski - będę przez jakiś czas szukał na każdym kroku powodów do zadowolenia i wdzięczności. Myślę, że gdy pś się przestawi i załapie co i jak - zaczną się pojawiać dodatkowe powody do zadowolenia z tego kraju, z których inni powszechnie nie korzystają, bo są zbyt zajęci narzekaniem.
-
<"Medytacje podatkowe">, podoba mi się ten pomysł :))))))
-
W sumie to nie głupi pomysł, by nagrać medytacje dla osób samodzielnie prowadzących działalność. Ja się staram nie narzekać, ale też nie bardzo mogę jeszcze przetrawić że płacę duże podatki, i ZUS, gdzie np ja wogóle nie korzystam ze służby zdrowia, a jeśli już to tylko prywatnie. I mam poczucie zmarnotrawwienie moich własnych pieniędzy, bo z własnej woli nie zapłaciłabym ani grosza :)).
-
,,W sumie to nie głupi pomysł, by nagrać medytacje dla osób samodzielnie prowadzących działalność. Ja się staram nie narzekać, ale też nie bardzo mogę jeszcze przetrawić że płacę duże podatki, i ZUS, gdzie np ja wogóle nie korzystam ze służby zdrowia, a jeśli już to tylko prywatnie. I mam poczucie zmarnotrawwienie moich własnych pieniędzy, bo z własnej woli nie zapłaciłabym ani grosza :))."
Ale po co chcesz placic skoro masz swiadomosc tego, ze ta polityka podatkowa jest zla, ze marnotrawisz swoje pieniadze? Znajdz sposob na nieplacenie albo nie plac. Wlasnie ludzie, ktorzy chca obarczac innych podatkami bazuja na tym, ze jednak ludzie beda placic. A mozna sie temu sprzeciwic w bardzo pokojowy, bierny sposob i nie placic.
Bierne akceptowanie sytuacji w polaczeniu ze swiadomoscia, ze cos jest nie tak, i nic nie robienie z tym tylko daje jeszcze wiekszy preteskt do tego, aby bylo tak dalej. Wyobrazmy sobie sytuacje, gdzie nagle wybucha wojna - czy dalej biernie przygladalabys sie temu, ze zolnierze chca Ciebie zabic? Chyba nie bo albo bys uciekla albo w jakis inny sposob starala sie uratowac swoje zycie. Z podatkami i z wszystkimi innymi rzeczami jest bardzo podobnie - jesli czujesz, ze ich placenie jest marnotrastwem, masz do tego jak najpelniejsze prawo i do tego, aby cos z tym zrobic sensownego.
-
Rozumiem omijanie ZUSu czy jakiś składek zdrowotnych bo to w domyśle jest kasa na nasze potrzeby, z których możemy nie chcieć korzystać. No, ale omijanie wszystkich podatków już nie jest dobre - mimo wszystko korzystamy z wielu rzeczy opłacanych przez te podatki - choćby wszelkiej infrastruktury, mamy też służby publiczne takie jak policja, straż pożarna czy drogówka i wiele innych rzeczy. Na ławeczce w parku to by się chciało usiąść, ale już dokładać do ławeczki, a nawet samego parku już nie? :P
Tak więc z tym omijaniem podatków to ja bym uważał, przesada może się łatwo zmienić w zwykłe pasożytnictwo, które jest kosztem nie tylko tych polityków, ale także wszystkich pozostałych obywateli tego kraju.
-
Zgadzam sie, dlatego nalezy podchodzic do tego z duza rozwaga.
-
Chociaz tak po dluzszej chwili zastanowienia to doszedlem do wniosku, ze zdecydowana wiekszosc podatkow w/g mnie idzie na rzeczy, ktore dla mnie w zaden sposob nie daja niczego wartosciowego. Ok, moze jakas tam czesc na zasadzie podstawowych potreb typu budownictwo, energia, czy rzeczy z tym zwiazane ale juz te tzw. wyzsze sprawy typu szkolnictwo, edukacja itp. to dla mnie czyste nieporozumienie, kupe kodow spolecznych, manipulacji.
-
Clint-
"Po za tym prawo kreacji dla mas działa podobnie jak dla jednostek. Gdyby wystarczająco duża część społeczeństwa potrafiła być zadowolona z tego co ma - to by im przybywało powodów do zadowolenia, czyli kraj by się zmieniał na lepsze. Zamiast tego niemal wszyscy narzekają ile wlezie i ładują w to biedne państewko takie ilości negatywnej energii, że szkoda gadać."
- Więc Ty bądź tą zmianą, którą chcesz widzieć w Polsce.
Ale oczywiście latwo powiedzieć, trudniej wykonać. Wiem do z doświadczenia. (Narzekam? ;)
Tristen-
"(np. nie podoba Ci sie placenie ZUS to mozna albo nie legalizowac dzialalnosci albo zalegalizowac ja w innym kraju UE)."
Sprawdziłam i nie jest to takie proste, aby zalegalizować tam a pracować tu, ponieważ ośrodek życiowy jest nadal TU. Więc zapłacisz TU. Może nie wszystko, ale przecież nie o to chodzi, co?
Oczywiście, mogę się mylić.
-
,,Sprawdziłam i nie jest to takie proste, aby zalegalizować tam a pracować tu, ponieważ ośrodek życiowy jest nadal TU. Więc zapłacisz TU. Może nie wszystko, ale przecież nie o to chodzi, co?
Oczywiście, mogę się mylić."
No mnie wlasnie przede wszystkim chodzi o to, aby placic jak najmniej poniewaz nie zgadzam sie z ogolnie narzuconymi formami prawno-spolecznymi.
Jeszcze nie sprawdzalem, ale wiem, ze mozna np. zalegalizowac dzialalnosc w innym kraju i odprowadzac podatki z tego tytulu do tamtejszego fiskusa. Nie wiem jeszcze tylko, czy nalezy rowniez wtedy byc obywatelem tamtejszego kraju ale jesli nawet, co w tym zlego?
-
Clint
podpisuję sie pod twoim podejściem rękami i nogami.
Ludziska!!!
Spróbujcie pomedytować - co jest łatwiej przekonać - swoją podświadomość do otwarcia się na wystarczające dochody(żeby was nie obchodziły ZUSY itp), czy przekonać podświadomości 36 milionów polaków do reform szkolnictwa, wojska, administracji publicznej, sądownictwa, opieki społecznej, służby zdrowia, podejścia do pieniądza, Boga, kreacji, siebie nawzajem i 102 innych ważnych rzeczy bez których i tak będzie w tym kraju jakiś problem ????
Ja juz mam odpowiedź :-)
ps przypomnijcie sobie co myśmy robili w poprzednich wcieleniach. Ganialiśmy się po okopach z karabinami maszynowymi. Mordowaliśmy, dawaliśmy się mordować. BO TAKIE MIELIŚMY INTENCJE. Dlaczego teraz jest inaczej? Bo intencje się zmieniły. Żeby w tym kraju i w innych krajach było lepiej musza się zmienić intencje ludzi. A to nie jest taki prosty proces. Nie da sie wymusić zmiany intencji na pozytywniejsze, może na krótką chwilę gdy tłum dostroi się do jakiejś nowej wibracji, która zdominuje dotychczasową. To będzie działać aż tworzący tą wibrację się zmęczą i odpuszczą. Wtedy tłum wróci do tego, co lubi. A pozytywnym kreatorom zostanie kac.
Tak więc jesli medytacje to owszem ale medytacje w swojej sprawie
-
Mariusz, tylko powiedz mi, dlaczego mam poswiecac swoja energie i czas na ZUS i inne tego typu?
Ja mam naprawde gleboko w powazaniu wymogi panstwa i nie mam zamiaru dawac mu cokolwiek.
-
Tristan
<Ale po co chcesz placic skoro masz swiadomosc tego, ze ta polityka podatkowa jest zla, ze marnotrawisz swoje pieniadze? Znajdz sposob na nieplacenie albo nie plac. Wlasnie ludzie, ktorzy chca obarczac innych podatkami bazuja na tym, ze jednak ludzie beda placic. A mozna sie temu sprzeciwic w bardzo pokojowy, bierny sposob i nie placic.>
Kombinowanie jak unikać podatków też mnie nie interesuje, bo widzę z obserwacji, że wynika głównie ze świadomości biedy i braku.
Tak więc ja póki co, próbuje sobie ugruntować, że stać mnie na płacenie dużych podatków i luksusowe życie.
I odką to afirmuje, to płacę coraz większe :), ale też mi coraz więcej zostaje, bo tym samym coraz więcej zarabiam.
Tak więc, ja mam podobne podejście do Clinta, tylko mam jeszcze jakieś poczucie niesprawiedliwości do odreagowania :). Ale jednak jestem za tym, by zamiast na kombinowaniu jak obejść system podatkowy, wykorzystać go pozytywnie do przepracowania własnej prosperity :).
-
Czemu chcesz placic za cos, co w ogole nie sprzyja Tobie tak naprawde? Czemu chcesz dawac cos komus, kto na to nie zasluzyl?
-
"Ale jednak jestem za tym, by zamiast na kombinowaniu jak obejść system podatkowy, wykorzystać go pozytywnie do przepracowania własnej prosperity :)."
I to jest fajne podejście :) Życie w takim bogatym kraju gdzie się żyje o wiele łatwiej jest jak najbardziej przyjemne i ok, ale niesie za sobą pewną pułapkę - łatwo bowiem o olanie pracy nad prosperitą, bo jest w miarę wygodnie. No i wszystko jest ok, dopóki np. gospodarka się nie posypie i nagle wychodzą na wierzch wszelkie braki w prospericie - a taka osoba idzie na dno razem z całą gospodarką. Świetnym przykładem są grecy, który mieli bardzo wygodnie - a teraz sami pewnie wiecie co się dzieje.
A jak ktoś się nauczy świetnie prosperować w Polsce, to powinien poczuć się bezpiecznie już niemal w każdych warunkach :D
-
"Czemu chcesz placic za cos, co w ogole nie sprzyja Tobie tak naprawde? Czemu chcesz dawac cos komus, kto na to nie zasluzyl?"
Gdy dojdziesz do poziomu, że z tej kasy, która Ci zostaje masz już dostatek, to co Ci szkodzi fakt, że to co Ci zabierają jest w dużym stopniu marnotrawione?
Zdrowe podejście do bogactwa sprawia, że traktujemy tę energię i jej przejawy w postaci pieniędzy czy przedmiotów nie jaką coś "tylko mojego", ale coś co jest wspólne, a z czego ja po prostu korzystam na tyle ile chce. Bogactwo jest jak miłość - to energia która sobie płynie między wszystkimi, którzy są na nią otwarci i w takich ilościach na ile są otwarci. Jak jestem otwarty na bogactwo to płynie ono przeze mnie i mam go tyle, ile potrzebuje. I teraz kiedy moja praca ma wpływ na przepływy tej energii to jedyne co mnie obchodzi, to to aby tej energii do mnie przepłynęło tyle ile chce. To, że w wyniku mojej pracy powstało więcej bogactwa i spora część go została zmarnowana przez innych mnie nie obchodzi, gdy mam świadomość że i tak ilość bogactwa jest nieskończona i niezależnie od tego jak wiele inni będą go marnować - dla mnie zawsze będzie wystarczająco dużo. I tylko ego woła "ale to moje, to nie może być marnowane!"
Na dodatek to, że pracujesz i to, że wyniki twojej pracy są kupowane zawdzięczasz współuczestniczeniu w społeczności. Piekarz nie miałby swojej pracy i jej efektów, gdyby ktoś mu nie zbudował piekarni, nie stworzył urządzeń, nie wyhodował i nie dostarczył składników, nie kupił chleba. Tak więc to nie jest tylko jego praca. To jest jego wkład w ten wielki, żywy organizm - w to wspólne, społeczne dzieło.
Przepływ jest niezbędnym składnikiem bogactwa. Bycie integralną częścią społeczności jest warunkiem zdrowego życia w niej. A to wymaga akceptacji dla warunków tworzonych przez tą społeczność. Jak się nie podoba to można sobie poszukać innej, ale jak się chce zostać - to niech się nie gra jej kosztem i niech się jej nie oszukuje, tak aby była stratna.
-
Gdy dojdziesz do poziomu, że z tej kasy, która Ci zostaje masz już dostatek, to co Ci szkodzi fakt, że to co Ci zabierają jest w dużym stopniu marnotrawione?
->Moze dlatego, ze pieniadze to energia a ja nie chcialbym aby moja energia szla na ,,zle" cele?
Zdrowe podejście do bogactwa sprawia, że traktujemy tę energię i jej przejawy w postaci pieniędzy czy przedmiotów nie jaką coś "tylko mojego", ale coś co jest wspólne, a z czego ja po prostu korzystam na tyle ile chce. Bogactwo jest jak miłość - to energia która sobie płynie między wszystkimi, którzy są na nią otwarci i w takich ilościach na ile są otwarci. Jak jestem otwarty na bogactwo to płynie ono przeze mnie i mam go tyle, ile potrzebuje. I teraz kiedy moja praca ma wpływ na przepływy tej energii to jedyne co mnie obchodzi, to to aby tej energii do mnie przepłynęło tyle ile chce. To, że w wyniku mojej pracy powstało więcej bogactwa i spora część go została zmarnowana przez innych mnie nie obchodzi, gdy mam świadomość że i tak ilość bogactwa jest nieskończona i niezależnie od tego jak wiele inni będą go marnować - dla mnie zawsze będzie wystarczająco dużo. I tylko ego woła "ale to moje, to nie może być marnowane!"
->Rozumiem. Jesli tak to w porzadku. Nie mam nic przeciwko.
Na dodatek to, że pracujesz i to, że wyniki twojej pracy są kupowane zawdzięczasz współuczestniczeniu w społeczności. Piekarz nie miałby swojej pracy i jej efektów, gdyby ktoś mu nie zbudował piekarni, nie stworzył urządzeń, nie wyhodował i nie dostarczył składników, nie kupił chleba. Tak więc to nie jest tylko jego praca. To jest jego wkład w ten wielki, żywy organizm - w to wspólne, społeczne dzieło.
Przepływ jest niezbędnym składnikiem bogactwa. Bycie integralną częścią społeczności jest warunkiem zdrowego życia w niej. A to wymaga akceptacji dla warunków tworzonych przez tą społeczność. Jak się nie podoba to można sobie poszukać innej, ale jak się chce zostać - to niech się nie gra jej kosztem i niech się jej nie oszukuje, tak aby była stratna.
->Widzisz, jest u mnie maly problem - dla mnie przytlaczajaca wiekszosc tego, czego laknie spoleczenstwo mnie nie jest potrzebna a wciska mi sie to wszelkimi mozliwymi sposobami. Natomiast jakos nie moge zostac zrozumiany jesli idzie o moje wlasne potrzeby, bo sa one totalnie rozne od zapotrzebowan przytlaczajacej wiekszosci i ktore stoja w jawnej opozycji do tego, co wiekszosc traktuje jako pozytek publiczny czy jak to sam nazwales, wymiana energii. I jak tu ma byc wymiana energii skoro mnie ciagle obliguje sie do dawania a nie otrzymuje osobiscie nic w zamian?
-
Hmm, ciekawy temat. Jeśli daje żebrakowi pieniądze to nie interesuje mnie co z nimi zrobi. To jest mój dar dla niego. A on zrobi z tym to co uzna za stosowne. Ja daje te pieniądze z czystymi intencjami a one wracają do mnie również z takowymi.
Podobnie z podatkami :))
-
Tristen
Jak popracujesz nad harmonią i innymi rzeczami to zobaczysz, że pojawi się w Twoim życiu dużo więcej osób, które chcą się z Tobą wymieniać tym co Cię interesuje, a ci którzy wciskali Tobie coś czego nie chcesz - odpuszczą sobie i poszukają sobie innych ofiar :)
-
Clint, ja juz mam takie osoby :)
Mnie chodzilo bardziej o proces Ja - spoleczenstwo i jego struktury prawne itp.
-
"Życie w takim bogatym kraju gdzie się żyje o wiele łatwiej jest jak najbardziej przyjemne i ok, ale niesie za sobą pewną pułapkę - łatwo bowiem o olanie pracy nad prosperitą, bo jest w miarę wygodnie. No i wszystko jest ok, dopóki np. gospodarka się nie posypie i nagle wychodzą na wierzch wszelkie braki w prospericie - a taka osoba idzie na dno razem z całą gospodarką. Świetnym przykładem są grecy, który mieli bardzo wygodnie - a teraz sami pewnie wiecie co się dzieje."
Masz racje że trochę to jest napompowane i że niektórzy żyją z socjalu i leniuchują, to jest coś jak życie w blasku dobrobytu, bo nawet żebrak w bogatym mieście może zarobić bardzo bardzo dużo.
Ale weź też pod uwagę że przerobienie "prosperity" może objawić się właśnie wyjazdem z tego kraju. Nawet Leszek gdzieś pisał, że jak podnieśli niektórzy samoocenę to pouciekali do UK. Ale wielu było też takich polaków, którzy z tamtąd uciekli, uciekli z dobrobytu zachodniego gdyż pewne rzeczy jak "tęsknota za domem" (ciekawe jakie to energie) były dla nich nie do zniesienia.
"A to wymaga akceptacji dla warunków tworzonych przez tą społeczność. Jak się nie podoba to można sobie poszukać innej, ale jak się chce zostać - to niech się nie gra jej kosztem i niech się jej nie oszukuje, tak aby była stratna."
Teoretyzujesz sobie Clint w tym wszystkim. Mówisz jak by rząd i zasady prawne były z zasady czystą uczciwością. Po pierwsze, to nie ta społeczność stworzyła te warunki, po drugie żeby przetrwać to niektórzy są ZMUSZENI do unikania podatków i ograniczania kosztów zusu. Nikt nie zajmuje się unikaniem płacenia ZUS i zakładaniem w tym celu firmy w innym kraju, gdy zarabia na czysto 3-4 tys zl wzwyż. Oczywiście są zamiłowani kombinatorzy, którzy czują sie wtedy "sprytniejsi" ale to malutki %.
Dlaczego też sądzisz że będzie stratna społeczność gdy ktoś w niej żyje i unika płacenia podatków, a zarobione pieniądze (i zaoszczedzone na podatku) wyda w Twoim czy moim biznesie ? Problem w tym że ta kasa nie idzie na łąwaczke w parku tylko jest w wielu przypadkach roztrwaniana na wielką skalę.
A jeszcze co do ZUS, gmachy, każdy za kilka milionów, koniecznie w centrum miasta gdzie grunty są najdroższe tak jak byłby to supermarket do którego każdy musi co dzień iść. Popolemizuj sobie z tym :)
-
Ja bym jeszcze dodal do postu Marcina, ze i owszem - spoleczenstwo w wypadku nieplacenia jakis tam podatkow (juz nie kloce sie o to, czy ida na dobre cele czy nie bo to oddzielny watek) - ale ciagle na swiecie przyjelo sie stosowac tzw. odpowiedzialnosc zbiorowa. A lepiej byloby rozpatrywac wszystko jednostkowo tylko wtedy panowie tego swiata musiliby sie wziasc do roboty a tak zeruja na niewiedzy i nieswiadomosci innych a jak komus cos sie nie podoba, to wynajduja paragraf i do pudla. Do kitu z takim systemem!
-
Hehe, gdyby wybudowali ZUS na obrzeżach miasta to pewnie odezwałyby się głosy oburzenia, że na zachodzie to urzędy są w centrum a u nas jakiś idiota zmusza ludzi do jeżdżenia na obrzeża jednym autobusem (o ile w ogóle by tam coś kursowało) :P
Jak ktoś chce pomarudzić i ponarzekać, to zawsze się dobry powód znajdzie ;-)
-
Poza tym jest duza roznica w tym, ze np. rzuce na tace zebrakowi (choc pewnie zamiast jedzenia kupi pryte albo wyda na inna glupote) niz placic bzdurne podatki na zbrojenia i inne syfy, ktore tylko zatruwaja zwyklym ludziom zycie.
-
"Hehe, gdyby wybudowali ZUS na obrzeżach miasta to pewnie odezwałyby się głosy oburzenia, że na zachodzie to urzędy są w centrum a u nas jakiś idiota zmusza ludzi do jeżdżenia na obrzeża jednym autobusem (o ile w ogóle by tam coś kursowało) :P"
Z tą różnicą że taki powód jak ty przytaczasz jest bzdurny , a taki jak ja jest poważny i uzasadniony do protestów społecznych. A dla niektórych różnica ta jest niewidoczna i wrzuca wszystko do jednego wora i jednej szufladki.
-
Tristen: Tylko czy aż tak duża? Dla mnie nie bardzo. To kwestia nastawienia, intencji z jaką daję te pieniądze i braku oczekiwań co do sposobu ich wykorzystania. Tak ja przy dawaniu "prezentu".
Ktoś mi kiedyś powiedział, że płacąc co miesiąc parę tysięcy podatków czuje się jak wielki filantrop. Choć faktycznie, można też czuć się niewolnikiem - ofiarą. Albo wielkim ideologicznym buntownikiem. Możesz czuć się jakkolwiek chcesz ;-) Pytanie tylko, jakie nastawienie Ci odpowiada. Które Cię motywuje, inspiruje do rozwoju, życia, działania...
Ja płacę podatki i widzę wspaniałą obwodnicę Wrocławia. Bosko się nią jeździ. Widzę piękne, ciche i wygodne tramwaje. A raz, gdy byłem świadkiem wypadku, ktoś zadzwonił na 112 i po paru minutach na miejscu były 2 karetki i policja. I wszystko z tych podatków.
A o wynalazkach, z których korzystamy dzięki podatkom przeznaczonym na armie już pisałem w wątku o ACTA. Boże, błogosław Departament Obrony USA za Internet i GPS! ;-)
-
Marcin: buahahahaha, poprostu upadłem. No, z taka argumentacją to faktycznie nie pogadam :))))
-
,,Ja płacę podatki i widzę wspaniałą obwodnicę Wrocławia. Bosko się nią jeździ. Widzę piękne, ciche i wygodne tramwaje. A raz, gdy byłem świadkiem wypadku, ktoś zadzwonił na 112 i po paru minutach na miejscu były 2 karetki i policja. I wszystko z tych podatków."
Ja natomiast widze wciaz narastajaca bezmyslna materialna konsumcpje, bezsensowne nowe hipermarkety, ciagla dewastacje srodowiska naturalnego na rzec z nowych mieszkan czy autostrad, przeznaczanie naszych podatkow na zbrojenia/diety poselskie/roznego rodzaju ,,udogodnienia: ktore mi sa tak potrzebne jak zeszloroczny snieg itp.
Moglbym wymieniac do wieczora i pewnie lista nie wyczerpalaby sie :).
-
Tristen, jeśli Ci to sprawia radość, to super. Wyliczaj dalej :))) Mi tam z moim nastawieniem żyje całkiem dobrze i miło. I pozwalam sobie korzystać z tych dobrodziejstw, które dostrzegam :))) Dla każdego coś miłego.
A że dałoby się system zorganizować lepiej? Pewnie że tak! Zatem do dzieła, wystarczy tego marudzenia ;-)
-
Greg - jest jedno ,,ale" : ja nie chce egzystowac w zadnym systemie!
Poza tym dla Ciebie sa to dobrodziejstwa, a dla mnie przeklenstwa bo ani do niczego mi nie sa potrzebne, a wrecz przeciwnie: czesto przeszkadzaja mi.
-
Tristen: toś se wybrał kiepskie miejsce na inkarnacje... no cóż: możesz oczekiwać że miliony ludzi dostosują się do Twojego gustu, albo coś zmienić. Nastawienie albo otoczenie... Albo żyć dalej w charakterze ofiary systemu. Choć tego już masz chyba dosyć :)
-
Choć gdzieś czytałem niedawno o facecie, który żył przez wiele, wiele lat w lesie, bez dowodu osobistego, bez zusu, krusu i innych takich. Całkiem oderwany od społeczeństwa. Znaleźli go zupełnie przypadkiem. Więc w sumie to się da :D
-
,,Tristen: toś se wybrał kiepskie miejsce na inkarnacje... no cóż: możesz oczekiwać że miliony ludzi dostosują się do Twojego gustu, albo coś zmienić. Nastawienie albo otoczenie... Albo żyć dalej w charakterze ofiary systemu. Choć tego już masz chyba dosyć :)"
Jakos nie widze kraju i panstwa, gdzie dostrzegalbym warunki dogodne dla mnie.
Nastawienie...tylko wtedy by sie poniekad stal podobny do tych, do ktorych podobny byc nie chce. I kolo sie zamyka.
Mozliwe, ze wcielilem sie bez mojej zgody na to lub ze nastapila pomylka?
-
Tak mi się skojarzyło, więc potraktujcie to jako przerywnik, bez aluzji.
Wypowiedzi Kononowicza, kandydata, dokładnie nie pamiętam czy na posła, czy na prezydenta:
"Żeby nie było bandyctwa, żeby nie było złodziejstwa, żeby nie było niczego.
Na jakiej zasadzie to zrobić. Jak uczynić. Jak usprawnić drogi. Jak wszystko. Jak zlikwidować papierosy. Jak wszystko zlikwidować.
-
Nie rozumiem z czego się śmiejesz Greg. Nie dodałeś nic do faktycznej dyskusji wpadłeś tu i wyśmiewasz to co pisze, właściwie nie podając przyczyny. Jak dla mnie to zgłosić się do lekarza powinienes :)
Jak nie zrozumiałeś mojej argumentacji to może słowa Tristena będą lepsze:
"ednak uwazam, ze mozna tez swiadomie i spokojnie mowic ludziom o ograniczeniach i wlasnie nie poprzez narzekanie a poprzez spokojne, wyartykuowane uswiadamianie podnosic ogolny poziom swiadomosci spoleczenstwa."
Powodzonka
-
Tristen: pomyłka zapewne nastąpiła. Pytanie tylko gdzie...i mówię poważnie.
Co do nastawienia: nie chodzi mi o to, żebyś pokochał życie w systemie. Ale zaakceptował, że on istnieje, skoro już przyszło Ci w nim żyć. Abyś przestał czuć się ofiarą systemu. Nie musisz być jego fanem ani go popierać. Ale o to aby "system" nie ograniczał Twojego działania. Bo ograniczenie tkwi w Twojej głowie a nie w systemie.
Przypomniała mi się taka afka: "Zawsze jestem we właściwym miejscu, we właściwym czasie".
-
<Co do nastawienia: nie chodzi mi o to, żebyś pokochał życie w systemie. Ale zaakceptował, że on istnieje, skoro już przyszło Ci w nim żyć. Abyś przestał czuć się ofiarą systemu. Nie musisz być jego fanem ani go popierać. Ale o to aby "system" nie ograniczał Twojego działania. Bo ograniczenie tkwi w Twojej głowie a nie w systemie.>
Dokładnie.Rola ofiary to punkt widzenia siebie jako osoby wciąż poszkodowanej,a z takim nastawieniem do siebie trudno będzie budować szczęśliwe, bogate i spełnione życie tu i teraz :).
-
Clint
Z zusami to jest tak - ja bym wolał żeby państwo ułatwiało i zachęcało, niż żeby utrudniało i zniechęcało. I tak samo jak państwo utrudnia prowadzenie np. działalności, tak samo utrudnia rozwijanie prosperującej świadomości. Oczywiście że to odpowiada zbiorowej kreacji ale jednocześnie, utrudnia wyjście do czegoś lepszego tym którzy niekoniecznie mają jakąś dużą świadomość, a którzy by chcieli coś nowego zamiast.
Zobaczmy też co człowiek WSPIERA wrzucając swoje pieniądze bez gadania, w różne niesprawne systemy. Większość osób podchodzi do tego tak - "ok, po prostu płacę to co ode mnie wymagają jeśli chcę prowadzić tu działalność". I można do tego podchodzić tak. Ale można też podchodzić do tego tak, że człowieka interesuje na co idą te pieniądze i że chce by one szły na cele w ramach państwa, które go interesują.
Tu nie chodzi o to żeby kręcić, wymigiwać się od płacenia podatków - ale żeby też potrafił wyrazić swój sprzeciw wobec niesprawnie działających systemów. Bo jak ludzie się nie sprzeciwiają to rządom się wydaje że wszystko jest ok. Powiedzenie "nie" na początek, jest jednym ze sposobów wprowadzania również pozytywnych zmian. W Polsce dlatego nie ma komuny bo ludzie się sprzeciwili. Sprawa ACTA jest niepewna (pewnie to nie przejdzie) bo ludzie powiedzieli "Nie". Łatwiej to oczywiście stosować do zmian systemowych które jeszcze nie weszły, ale można też wyrażać swój sprzeciw wobec tych zmian, które już są.
-
,,Tristen: pomyłka zapewne nastąpiła. Pytanie tylko gdzie...i mówię poważnie."
->Wlasnie tez coraz bardziej dochodze do wnisoku, ze moze moje intencje w celu inkarnowania sie...byly nieczyste tzn. ze po tamtej stronie chcialem sie inkarnowac z pobudek, ktore nie do konca mialem uswiadomione i tu na Ziemi nie poszlo to tak, jak nalezy. Czytalem sporo na temat Aniolow itp. i znalazlem ciekawa wypowiedz Leszka, ktory opisuje, ze istnieje cos takiego jak kategoria tzw. kosmicznych wedrowcow. U mnie jak narazie pasuje jak ulal bo z jednej strony mam sporo z Aniolka ale cos tam ciagle mi nie zgryta a ci kosmiczni wedrowcy to dokladnie takie przypadki jak ja - rowniez dusze spoza glownej linii ewolucyjnej czlowieka ale tez bez wielu obciazen charakterystycznych dla Aniolkow no i rowniez sa starymi duszami, czesto posiadajacymi juz glebsza wiedze i swiadomosc i stad mecza sie w warunkach ziemskich.
Ma ktos wiecej z Was materialow na ten temat moze?
,,Co do nastawienia: nie chodzi mi o to, żebyś pokochał życie w systemie. Ale zaakceptował, że on istnieje, skoro już przyszło Ci w nim żyć. Abyś przestał czuć się ofiarą systemu. Nie musisz być jego fanem ani go popierać. Ale o to aby "system" nie ograniczał Twojego działania. Bo ograniczenie tkwi w Twojej głowie a nie w systemie."
-.Wiem. I z tym mam problem. Nie potrafie jak narazie sobie uswiadomic i stanac na takiej pozycji ,ook, system jest, ja tez w nim jestem ale koncentruje sie wylacznie na zaletach a nie wadach (i podswiadomie przyciagam wylacznie dobre rzeczy, takie ,,okienka" ulatwiajace egzystencje czy to poprzez spotykanie odpowiednich ludzi czy okolicznosci). Znaczy wiem juz na poziomie swiadomym ale podswiadomie mam jakis wzorzec. Moze jakies male podpowiedzi co to za wzorze c moze byc?
-
Witek
No tak, masz rację - za bardzo zacząłem się zapędzać w tym wszystkim w drugą stronę. Mam wrażenie, że może mi wywalać przekonanie o niemożliwości zmian na większą skalę opartą na zmęczeniu wielowcieleniowym i nieefektywnym naprawianiem świata w stylu UBA :D
-
Jak świat/system ma mechanizmy które są odczuwalnie ograniczające dla osób żyjących w świecie/systemie, no to się pojawia Rewolucja! :)
-
Racja. Na tzw. chłopski rozum, to nie człowiek jest dla systemu, ale system dla człowieka. I jak nie odpowiada potrzebom, to trzeba go zmienić.
-
Tristen: ja tam na ewolucji i typach dusz się nie znam, więc nic szczególnego Ci nie podpowiem.
To co widzę, to zbieżność Twojego podejścia do aniołkowych wywalanek w stylu "To nie mój świat, to nie moje miejsce".
Nie wiem, jakiego jakie życia pragniesz. Za to znam ludzi, którzy np marzą o życiu w odcięciu od cywilizacji, w drewnianej chacie, bez prądu, wodu, gazu. Ot w takiej pradawnej osadzie. Tacy ludzie istnieją, i co ważniejsze - swoje plany realizują. Istnieją też zapewne bezludne wyspy (lub z minimalnym zaludnieniem) gdzie mógłbyś zjadać banany i cieszyć się słońcem....
Tak więc możliwości jest wiele. Ale żeby się otworzyć na takie możliwości najpierw trzeba wyjść z mechanizmu ofiary.
-
Tristen: i jeszcze jedna myśl. Pomyłki faktycznie się zdarzają, ale w przypadki nie wierze ;-)
Pytanie więc, co spowodowało Twe pojawienie się w tej części świata... Jakie wzorce, intencje Cię tu ściągnęły?
-
Wlasnie tego nie moge w ogole dociec, nic mi sie w ogole nie kojarzy - wrecz przeciwnie: czuje sie, jakbym zostal wyrzucony z jadacego samochodu na pustyni i nie wiedzial, co robic dalej...
Wracajac do Aniolow, to mysle ze wiekszosc istot nie bedacych z linii ewolucyjnej czlowieka moze miec odczucie niedopasowania. Mnie od zawsze ciagnelo do natury, swiata roslin i zwierzat. Wiec musi byc cos w tym kierunku. Natomiast jakos nigdy zbytnio nie ciagnelo mnie do ludzi, do cywilizacji. Wiec nie ma co wrzucac do jednego worka wszystkiego naraz.
A sie maly offtopic nam zrobil :).
-
Tristen
Ja mam wrażenie, że Ty jesteś z elfiej rodziny. Poczytaj gdzieś, poszukaj coś o nich, może Ci się sporo rozjaśnić. Wiem, że elfy kochają przyrodę, życie proste na łonie natury, angażują się w ekologię.
-
Mialem nie uprzedzac ale ja waham sie wlasnie albo ze jestem Elfem albo Indygo albo jedno i drugie, plus pomieszkiwanie wsrod Aniolkow przez jakis czas. Czyli niezly balagan :).
-
Mateusz
Gdzie można o tym poczytać? Też bym chętnie zgłębiła temat : )
-
Chyba jest na stronie Ani Atras.
Był wątek na CUDzie, ale jest zablokowany. Można dotrzeć do postów wpisując w wyszukiwarce hasło elf/y i pojawią się posty z tym słowem.
-
Mateusz
Dzięki : ))
Poszukam sobie.
-
Tristen:
Jak przyćpałeś ostro w poprzednim wcieleniu to niekoniecznie wybór wcielenia był świadomy. + Jeśli czegoś nie lubisz i czujesz silne negatywne emocje to wg prawa przyciągania inkarnujesz się w takim miejscu i czasie, żeby tego doświadczać...
Grześ:
"Nie wiem, jakiego jakie życia pragniesz. Za to znam ludzi, którzy np marzą o życiu w odcięciu od cywilizacji, w drewnianej chacie, bez prądu, wodu, gazu. Ot w takiej pradawnej osadzie. Tacy ludzie istnieją, i co ważniejsze - swoje plany realizują. Istnieją też zapewne bezludne wyspy (lub z minimalnym zaludnieniem) gdzie mógłbyś zjadać banany i cieszyć się słońcem.... "
Też tak kiedyś chciałam, dopóki nie zdałam sobie sprawy, że 'cywilizacja' zapewnia mi chociażby ciepły prysznic i internet ;)
Mateusz:
"Ja mam wrażenie, że Ty jesteś z elfiej rodziny. Poczytaj gdzieś, poszukaj coś o nich, może Ci się sporo rozjaśnić. Wiem, że elfy kochają przyrodę, życie proste na łonie natury, angażują się w ekologię. "
O tym też było na starym cudzie :) Także o tym, że to właściwość uniwersalna także dla UA, przynajmniej niektórych :)
-
Witek
"Jak świat/system ma mechanizmy które są odczuwalnie ograniczające dla osób żyjących w świecie/systemie, no to się pojawia Rewolucja! :)"
rzecz w tym, że znaczna większośc pracujących w gospodarce to nie pracodawcy lub samozatrudnieni we własnej firmie - tylko najemni pracownicy. Oni nie czuja się ograniczani przez ZUS czy podatki, albo państwo. Oni czuja się ograniczani i kontrolowani przez pracodawców.
-
http://technowinki.onet.pl/inne/agd/dlaczego-urzadzenia-psuja-sie-tuz-po-zakonczeniu-o,1,5019910,artykul.html
A tu ślepa uliczka w która brnie kapitalizm. De facto wysoki współczynnik akumulacji jest jednym z ważniejszych elementów sprzyjających bogaceniu się społeczeństwa, a zaplanowane szybkie zużywanie się sprzętów to jedno z największych oszustw w ekonomii. Pokazuje silne pęknięcie na kapitalistycznej teorii gospodarki, która nie jest w stanie zagwarantować pełnego zatrudnienia i stabilności ekonomicznej w warunkach nasycenia rynku trwałymi produktami i skutecznymi usługami. W takich warunkach może działać tylko ekonomia socjalistyczna, gdyż w takiej miejsca pracy sa zapewnione przez sam system. Jesli więc fabryka naprodukuje supertrwałych pralek i nie będzie już na nie zapotrzebowania to żaden problem. Zacznie produkowac co innego, np supertrwałe zmywarki. Jak sie skończy produkcja zmywarek, będzie można zacząć robić elementy do samochodów, itp itd czego dusza zapragnie.
-
Jak przyćpałeś ostro w poprzednim wcieleniu to niekoniecznie wybór wcielenia był świadomy. + Jeśli czegoś nie lubisz i czujesz silne negatywne emocje to wg prawa przyciągania inkarnujesz się w takim miejscu i czasie, żeby tego doświadczać...
->Teraz pytanie czy tak bylo.
Też tak kiedyś chciałam, dopóki nie zdałam sobie sprawy, że 'cywilizacja' zapewnia mi chociażby ciepły prysznic i internet ;)
->Otoz to. Po co uciekac w skrajnosci.
O tym też było na starym cudzie :) Także o tym, że to właściwość uniwersalna także dla UA, przynajmniej niektórych :)
->Maja ale ja caluy czas twierdze ze Aniolkiem jednak nie jestem do konca.
-
Z ta cywilizacja i niechecia do niej to u mnie jest tak, ze j gdzies w sobie nosze wspomnienia swiata, gdzie ludzie i cywilizacja zyla w calkowitej harmonii z natura, i ogolnie gdzie spoleczenstwo stalo na bardzo wysokim stopniu rozwoju duchowego a tutaj na Ziemi nie mam tego.
A co do tego, ze byc moze inkarnowalem sie przez pomylke...mnie cos bardziej swita w glowie jakis wypadek smiertelny ale moge sie mylic.
-
"Jak przyćpałeś ostro w poprzednim wcieleniu to niekoniecznie wybór wcielenia był świadomy. + Jeśli czegoś nie lubisz i czujesz silne negatywne emocje to wg prawa przyciągania inkarnujesz się w takim miejscu i czasie, żeby tego doświadczać..."
To by mogło tłumaczyć dlaczego mieszkam w Polsce;)
Ale chyba jednak nie do końca. Chęć trzymania się "swoich" i rozwoju duchowego po wcieleniu "odreagowywania" jazd z poprzedniego też była:-)
To zabawne, bo ja nie lubię zimy, zimna, śniegu zbytnio. A od jakiegoś czasu jak się rozwijam, to mam wrażenie jakby pogoda spełniała moje życzenia. Chciałam i mówiłam, że dla mnie zimną mogłoby być ciepło i tak było przez długi czas w tym roku. Potem stwierdziłam, ze ok, teraz jakiś krótki okres mrozu ze śniegiem by się przydał, bo jednak szkoda by nic śniegu nie było. I jest:) Ale powoli zaczynam mieć ochotę na wiosnę, jak już nabiorę zdecydowanej ochoty to pewnie szybko przyjdzie:)
NO i zwykle jest tak, ze jak mi okresowo wywala i jestem smutna to pada i niebo jest zachmurzone, jak się otwieram na radość, działanie i chęć do życia, to nagle wychodzi słońce. Często jest tak, że jest pochmurnie cały dzień i cały dzień mi wali, kładę się do sesji i coś mocnego puszczam i dokładnie jak to puszczam wychodzi słońce i mnie rozświetla. To jest genialne:D
Pogoda jest zestrojona z moim chceniem, ale tym wewnętrznym, a nie deklarowanym:)
-
Moze i mogloby ale czemu nie widze siebie w zadnym kraju?
Ja mam cos takiego, ze za nic w swiecie nie potrafie dzialac w grupie. Przebywanie dluzej wsrod innych osob sprawia mi meke. Nie rozumiem, jak mozna mieszkac w jednym mieszkaniu z kims jeszcze i ciagle zwazac na to, aby nie przeszkadzac tej drugiej osobie. Przeciez to istna meka ciagle uwazac, ze muzyka za glosno, ze swiatlo gdzies zapalone, ze ktos lazi a ty chcesz spac. Kto w ogole wymyslil mieszkania w blokach? Powinni tego zabronic :). To samo z praca - jak mozna w ogole pracowac razem, dostososowywac sie do tempa, do wymogow.
Ja chcialbym byc calkowicie wolny, tak jak sa wolni ludzie z olbrzymimi spadkami i po prostu zajmowac sie wylacznie tym, co akurat mnie interesuje. W ogole u mnie nie ma checi uczestniczenia w czymkolwiek, w byciu czescia czegos. Kazda proba zaszeregowania mnie do jakis struktur powoduje u mnie olbrzymi bol, bunt i poczucie zabierania mi wolnosci.
Kiedys myslalem, ze Zachod jest takim miejscem ale kiedy tam pojechalem, okazalo sie ze to mit. Tam ludzie zyja podobnie jak my, jest wszechogarniajaca konsumpcja i ped zycia w dazeniu do pozycji, hierarchii itp.
W ogole nie wiem, po co mam placic jakies podatki, skoro ja z tych rzeczy w ogole nie korzystam. Mnie nie sa potrzebne jakies telewizje, mistrzostwa w Euro, super szybkie autostrady, wielkie sklepy...w ogole nie potrafie pojac, skad u mnie to niedopasowanie. Nie ma we mnie zadnej nienawisci do ludzi, ze robie to im na zlosc, mszcze sie za cos. Zupelnie na odwrot - brak zrozumenia. Dziwie sie, ze ludzie tak lakna wciaz materializmu, ze przypisuja rzeczom materialnym taka cene zamiast zyc spokojnie. To samo z przyrostem naturalnym - wrecz odczuwam, ze ludzie chca miec dzieci wylacznie dla podniesienia swojego mniemania, ze to spelnianie osobistych zachcianek, jakas forma rekompensaty a nie prawdziwa milosc do nich. Po co tyle ludzi na Ziemi jakby nie bylo zbyt wielu jeszcze. Wszedzie sa ludzie, nawet juz w Bieszczadach czy innych odstepach jest ich pelno. Mieszkanie w miescie meczy mnie - ciagly tlok, tempo, zgielk, brud, inne syfy.
Wiem, ze Wam moze sie moja postawa wydawac skrajnie egoistyczna - ze ja ciagle czegos chce, ale nie daje nic w zamian. Problem w tym, ze ja w ogole nie czuje jakiejs wiezi z tym, co daje spoleczenstwo. Moglbym na palcach jednej reki wyliczyc to, za co jestem wdzieczny innym ludziom. Inne rzeczy sa mi calkowicie obojetne.
Co do tego wcielenia sie po nacpaniu ja mam inna teorie - ja od bardzo dawna sie w ogole nie wcielalem i jst to chyba moje pierwsze lub drugie wcielenie (bo czuje zwiazek z Ameryka konca lat 60-tych jakis) z rzedu w tym okresie. U mnie poczucie przynaleznosci do swiata konczy sie gdzies na poczatku ery chrzescijanstwa, potem w ogole czarna dziura, zero fascynacji kultura, historia itp. Pamietam ze dla mnie wrecz meka bylo uczenie sie o sredniowieczu czy epokach pokrewnych bo tam nie czulem niczeo interesujacego, zero wspomnien, odczuc. Przerazal mnie tylko w tym stan cywilizacji wtedy, pelno zabobonow, wszechobecna wladza Kosciola, jakies wojny. Syf i tyle.
Ja odnosze wrazenie, ze jestem bardzo stara dusza, ktora wiekszosc swoich wcielen miala jeszcze przed tzw. znanymi cywilizacjami bo niby skad te wspomnienia, ktore dokladnie pasuja do opisow Lemurii czy Atlantydy czy glebokiej starozytnosci?
-
Z tego co wiem, to wcielanie jest zazwyczaj po jakimś roku z hakiem - a żeby przedłużyć ten okres musiałbyś siedzieć w astralu i czerpać jakoś energię od żywych istot np. przez opętania.
Pamiętasz najbardziej te stare czasy dlatego, ze Twoją pś jest do nich najbardziej przywiązana i częściowo tkwi w nich żyjąc przeszłością pomimo upływu tak długiego czasu. W poprzednich wcieleniach pewnie też się męczyłeś z teraźniejszością i tęskniłeś za tą przeszłością dlatego nieszczególnie ci się wyryły w pamięci.
W każdym razie patrzysz na problem ze złej strony - kombinujesz jakby się tu uwolnić od tego społeczeństwa i uzyskać tą swoją wizje wolności, bo Cię do tego ciągnie. Rzecz w tym, że to iż postrzegasz to wszystko w ten sposób jest wynikiem Twoich obciążeń, zawężonej świadomości a nie Twoimi naturalnymi potrzebami! Masz mocno nieuzdrowiony stosunek do materii i życia w niej. Zszedłeś, a właściwie upadłeś w materię zapewne jak większość aniołków w taki sposób że dorobiłeś się ciężkich traum, a potem uczyłeś się na temat materii od takich osobników że szkoda gadać. Zresztą wszystko masz opisane w artykułach. Pracuj nad oczyszczaniem intencji i trzeźwym postrzeganiem materii, ludzi, możliwości życia tutaj. Wiem o czym mówię, bo byłem w identycznej sytuacji :)
-
Clint - mnie wlasnie dosc mocno irytuje tutaj to, ze wszystko co zwiazane z niezdrowym stosunkiem do rzeczywistosci pakuje sie do jednego worka zwanego Anioly. Problem jest taki, ze poza Aniolami istnieje naprawde wiele roznych linii ewolucyjnych i im bardziej czytam o Aniolach, tym mniej widze z nimi wspolnego.
Ezystowac poza planem fizycznym mozna przez bardzo dlugi czas i to niekoniecznie w astralu i niekoniecznie pobierajac od kogos energie. Dusze moga ponadto inkarnowac sie na innych planetach/cywilizacjach i generalnie im starsza dusza, tym mniejsze parcie na wcielanie sie (bo po co robic cos, co sie juz robilo).
Co do kwestii obciazen na pewno jakies sa ale narazie nie dotarlem do tego jakie. Co zas do warunkow panujacych teraz, to odnosze takie wrazenie ze nasza cywilizacja - ujmujac rzecz globalnie - bardzo myli sie co do swojego podejscia do zycia i stad to moje niedopasowanie. Wiem, bo wyczuwam ze zylem w o wiele bardziej rozwinietych spolecznosciach, gdzie panowaly calkowicie inne warunki.
Poza tym intencja uciekania od wchodzenia w relacje z materia moze miec bardzo konkrenty powod - dusza nie chce budowac kolejnych wiezi karmicznych, i to mogloby sie zgadzac, ze jestem tylko dlatego, ze cos wiaze mnie z kims lub jakas rzecza/sprawa wlasnie z powodu karmy. Inaczej albo bym sie nie wcialal albo zyl zupelnie gdzie indziej.
-
Ja to z tym oczyszczaniem sie z Aniokowych obciazen to widze tak, ze i owszem - po drodze wywala kupe syfow i z ktorych mozna rzeczywiscie sie oczyscic ale jednoczesnie programuje sie swoja podswiadomosc na to, ze ta rzeczywistosc w ktorej sie zyje jest wlasnie ta wlasciwa, porzadana.
A tu nagle myk bo nasza dusza nagle zaczyna mowic: ,,nie, tutaj cos nie gra, jak mozna zyc w takich warukach, godzic sie na takie a nie inne zasady". Przeciez dusza swoja madrosc ma i im bardziej oczyszczona, tym bardziej czyste intencje w stosunku do rzeczywistosci.
I teraz powstaje problem, bo ja np. zauwazam, ze duzo osob tutaj kroczy wlasnie po takiej sciezce, ale popelnia jednoczesnie cos, co ja nazwalbym rozdwojeniem w swojej postawie. Bo z jednej strony oczyszczajac sie, zapodaje swojej podswiadomosci, ze wszystko jest ok z tym swiatem, gdzie sie teraz zyje, ale w innym miejscu ta sama osoba pisze, ze te a te rzeczy sa jednak niekorzystne.
To ja sie pytam - rzezywistosc w koncu jest ok czy nie jest ok. No sa jeszcze subiektywne odczucia i to one w bardzo duzej mierze decyduja o jej odbieraniu ale generalnie to moze wlasnie dlatego zawsze odrzucalo mnie od afirmacji typu ,,Ja....czuje sie spelniony w rzeczywistosci tu i teraz", bo im mocniej to pakowalem do swoje glowy, tym mocniej z mojej duszy wydobywal sie glos, ze jednak to nie jest prawda.
Poza tym, czy gdyby ta rzeczywistosc byla naprawde taka idealna, to czy ludzie chcieli by w niej zmian? Nie sadze, a jednak wiekszosc z nas ich pragnie. Wiec cos musi byc na rzeczy...
Bez zmian nasza cywilizacja stalaby w miejscu! Dlatego ciagle bede uparcie sie upieral, ze to co mowie, jest prawda i jednoczesnie nie jest obciazeniem.
-
Tristen,
Wszystko co jest, jest właściwe. Nie jest idealne, bo idealność to rzecz względna i każdy ma swoją. Nawet idealne światy rozwojowców są różne ;)
Dużo czasu spędziłem wśród ludzi którzy marzyli o "zmianie świata" i "systemu" na duchowy, opierający się na godności ludzkiej itp. Niestety z moich obserwacji, prawie wszyscy z nich w kwestii prosperity byli w dupie ciemnej, a projekty edukacji śwata na temat idealnego systemu były finansowane przez średnio-dobrze prosperujących ludzi którzy dorobili się na zasadach sprzecznych z owym idealnym systemem ;)
Wniosek z tego taki, że jak się chce mieć głowę w chmurach to warto do tego mieć również nogi na ziemi. Nader często marzenia o stworzeniu idealnego społeczeństwa to tylko przykrywka dla własnej nieporadności.
A świat jest naprawdę bogaty i różnorodny, i nawet teraz można sobie znaleźć miejsce gdzie się można realizować. Jeśli się chce :>
-
Ja niestety nie zauwazam doslownie niczego, co by mnie w tej rzeczywistosci interesowalo. Nic! Wszystko-dzisiejsza kultura, muzyka, edukacja, doslownie wszystko wywoluje u mnie niechec i zapomnij o tym, ze sie dostosuje. Nie widze takiej mozliwosci. Po prostu ja nie chc e byc taki jacy sa inni i dopasowac sie do wymogow wiekszosci.
,,Dużo czasu spędziłem wśród ludzi którzy marzyli o "zmianie świata" i "systemu" na duchowy, opierający się na godności ludzkiej itp. Niestety z moich obserwacji, prawie wszyscy z nich w kwestii prosperity byli w dupie ciemnej, a projekty edukacji śwata na temat idealnego systemu były finansowane przez średnio-dobrze prosperujących ludzi którzy dorobili się na zasadach sprzecznych z owym idealnym systemem ;)"
To wymien prosze owych kilku, abym mogl zobaczyc ze sie myle.
-
Tristen
Chyba mam z Tobą jakąś karmę, w tematach o których piszesz, albo podobną pocprostu.
Nie bardzo mnie interesowało co pisałeś od paru dni w niektórych wątkach, np tym tutaj.
Dopiero teraz zaczęłam czytać ten obecny. A zaczęłam po tym jak wróciłam z mojego wydziału i czuje nagłe wkurzenie na materię,na ludzi, na struktury, społeczeństwo, ten niedoskonały świat.
Zaczęłam robić sobie EFT bo mnie naszły różne emocje. W trakcie opukiwania tematu poczułam nawet, że mam ochotę to wszystko rozwalić- destrukcja. Bo taki syf i chaos. Bo ja nie chce takiego świata. Nie chce czytać kruczków prawnych, kombinować, śledzić, podejrzewać wszystkich wokoło, bo odbiera mi to wolność i radość życia, zaniża wibracje, a jak nie będę tego robić to i tak ktoś wykorzysta moją niewiedzę, w coś wkręci itd.
Skojarzyłam też, że już kiedyś miałam misję rozwalania struktur, świata, tworzenia nowego lepszego porządku.
Teraz już czuje tylko niemoc i bezradność. Że inni mogą wszystko i ja muszę im na wszystko pozwalać, bo mają tą cholerną wolną wolę, którą trzeba szanować. A co ze mną w takiej sytuacji? Też mam wolną wolę i co? No właśnie nic, jakby nie było dla mnie tu fajnego miejsca na ziemi...bo wszędzie syf wokoło.
Po tych opukiwaniach wchodzę na forum i czytam Twoje posty:)
Moja skojarzenie na Twój temat, że albo jesteś aniołkiem, albo elfem, albo jedno pomieszane z drugim:)
Drugie skojarzenie- jakiś mistrz duchowy, z nieuzdrowionym stosunkiem do materii, który dłuuuuugo siedział w astralu i się nie wcielał. Albo spadłeś właśnie z astralnej Atlantydy, w której też się zasiedziałeś;)
To moje luźne skojarzenia, nie wiem na ile trafne.
-
Trafne w przytlaczajacej czesci, Laka :).
Tylko widzisz-ja nie chce siedziec latami i pisac jakis afirmacji czy w ogole ciagle grzebac sie w duchowosci. Ja w koncu chce zyc w takiej materii, gdzie bedzie mi dobrze. Bo tu na Ziemi dobrze mi nie jest.
Te inklinacje do rozwalania swiata tez mialem i tez zrozumialem, ze to nic nie da. No bo co-to tak, jakby pijakowi na sile zabierac butelke z wodka. A on i tak zaraz znajdzie nastepna. I tak w kolko. To samo z ludzmi-jak wiekszosc chce sie nawzajem krzywdzic, to ty nic tu nie poradzisz. I tez dopada mnie ta bezradnosc.
To jak tu funkcjonowac w takim razie, skoro mam o wiele wyzszy stopien swiadomosci? Gdzie szukac miejsca dla siebie, zeby i nie rezygnowac ze zwyklych ziemskich przyjemnosci i nie powtarzac wzorcow ascetycznych i opdadania a jednoczesnie nie wlazic na powrot w ten caly syf, niekorzystne energie bijace od innych ludzi, miejsc itp.?
-
"Z ta cywilizacja i niechecia do niej to u mnie jest tak, ze j gdzies w sobie nosze wspomnienia swiata, gdzie ludzie i cywilizacja zyla w calkowitej harmonii z natura, i ogolnie gdzie spoleczenstwo stalo na bardzo wysokim stopniu rozwoju duchowego a tutaj na Ziemi nie mam tego."
Mam podobnie :) Byłam bardzo podobna do Ciebie swego czasu, a teraz dochodzę do wniosku, że ta cywilizacja wygląda tak, a nie inaczej też dlatego, że osoby takie, jak my mają wszystko w dupie a społeczeństwo traktują, jako guz u nogi ;) <albo trochę wyżej ;P> Prawda jest taka, żeby nie cywilizacja <stworzona właśnie przez ów społeczeństwo> to mieszkalibyśmy w jakiniach i jedlibyśmy banany ;)) Zawsze można znaleźć coś dla siebie, znaleźć swoją ścieżkę i podzielić się nią ze światem. Sądzę, iż to lepsze ukierunkowanie energi niż bunt i skupianie uwagi na tym, jak jest źle. Można się koncentrować na rozwijaniu swojego potencjału, stworzyć geekowo-ekologiczną komunę i takie tam ;}
,,Dużo czasu spędziłem wśród ludzi którzy marzyli o "zmianie świata" i "systemu" na duchowy, opierający się na godności ludzkiej itp. Niestety z moich obserwacji, prawie wszyscy z nich w kwestii prosperity byli w dupie ciemnej, a projekty edukacji śwata na temat idealnego systemu były finansowane przez średnio-dobrze prosperujących ludzi którzy dorobili się na zasadach sprzecznych z owym idealnym systemem ;)"
Oj tam oj tam, Ananda Marga to nie przykład ludzi z dobrym prosperity ;D Myślę, że z czystymi intencjami da się zmienić coś na lepsze, ale najpierw trzeba zacząć od siebie :)
-
,,Zawsze można znaleźć coś dla siebie, znaleźć swoją ścieżkę i podzielić się nią ze światem. Sądzę, iż to lepsze ukierunkowanie energi niż bunt i skupianie uwagi na tym, jak jest źle. Można się koncentrować na rozwijaniu swojego potencjału, stworzyć geekowo-ekologiczną komunę i takie tam ;}"
Ale ja naprawde nie dostrzegam absolutnie nic interesujacego w terazniejszosci. Nie interesuje mnie zadna dziedzina i mam tak od dziecka.
A checi do zmian nie mam z jednego prostego powodu - to nie ja jestem poobciazany checia zabijania, materializmu i rywalizacji i robienia czegos nawet za cene niszczenia czegos innego. I nie zamierzam partycypowac w tym chorym spoleczenstwie tylko dlatego, ze jestem mniejszoscia w swoich pogladach.
I tej cywiliziacji nie da sie pomoc-wiekszosc ludzi ma tak nawalone we lbie ze chocbys przywolal wszystkie anioly i wszystkich swietych, to i tak oni nic nie rozumieja. Wiec mam ich naprawde gdzies w tym sensie, ze jak chca dalej sie zabijac to prosze bardzo ale niech pamietaja ze sa jeszcze osoby, ktore chca czegos innego. Ja wierzysz, ze mozna to spoleczenstwo uzdrowic to zycze powodzenia, wypada chyba odreagowac jakas misje.
-
Tristen
No ja kiedyś też sobie posiedziałam w astralu jako super miszcz:) Fajnie było nawet, miałam tylu wyznawców. Do czasu, aż mnie ściągnęło w materię. Poczułam przymus/chęć zejścia, bo coś moja pś jeszcze tam chciała:) A byłam taaakim oświeconym mistrzem;D
No ja tak nie podchodzę, że nie warto grzebać się w afkach, czy czyścić pś. Robię to od kilku lat i widzę zmiany w sobie, też w otoczeniu, w jakości życia. Wcześniej byłam totalnie od materii odcięta. Teraz jeszcze mam coś takiego, że albo materia, albo duchowość. Jakby mam jeszcze kłopot ze zrównoważeniem, zharmonizowaniem jednego z drugim w życiu, na co dzień, np idę do pracy, a tam relacje z ludźmi nie bardzo, albo praca mnie nudzi, jest męcząca. Siedzę dużo w tym w ciągu dnia, więc zaniżają mi się wibracje, dostrajam się by jakoś sobie tam radzić, odnaleźć się, co jest w sumie w sprzeczności do rozwoju i radości życia.
Ostatnio mnie frustracja dopadła, że mam za mało kasy na wszystko co bym chciała i poczułam właśnie niemoc w materii. Ale tak się stało dlatego, że bardziej się otworzyłam na przyjemność, zachciało mi się ją odczuwać, spełniać swoje marzenia, robić różne przyjemne rzeczy, więc nagle zaczęłam potrzebować do tego pieniędzy:) To jest kolejny aspekt. Wcześniej było zamknięcie na przyjemności, nie pozwalanie sobie.
Chcę działać bardziej w materii to wychodzą nowe pokłady wzorców. To normalka:) Do uzdrowienia i do przodu.
Tristen to ze Cię nic nie interesuje to może być zamkniecię właśnie na materię, na przyjemności z materii. Odcięcie wręcz siebie od materii. Może to było potrzebne, by móc siedzieć sobie w jakiś astralach wyższych. Mi nic nie sprawiało przyjemności, nic mnie nie ciekawiło, wszystko nudne, bez sensowne, cała materia bez sensu i ja tutaj...przeciez chodzi o to by się do niej nie przywiązywać, nie ugruntowywać i wracać. To tez lęki przed przyjemnoscią właśnie i zakorzenieniem się tutaj:)
Takie"duchowe".
Aaa i to, że Cię coś nie interesuje to nie znaczy jeszcze, że nie masz talentów:D Możesz być na nie zamknięty.
-
No ja tak nie podchodzę, że nie warto grzebać się w afkach, czy czyścić pś. Robię to od kilku lat i widzę zmiany w sobie, też w otoczeniu, w jakości życia
->A ja do tego glowy nie mam. Po prostu mam juz dosc szukania przyczyny, grzebania sie i tyle.
Wcześniej byłam totalnie od materii odcięta. Teraz jeszcze mam coś takiego, że albo materia, albo duchowość.
->A ja nie. Mozna zyc i bogato materialnie i byc uduchowionym. Kwestia swiadomosci.
Jakby mam jeszcze kłopot ze zrównoważeniem, zharmonizowaniem jednego z drugim w życiu, na co dzień, np idę do pracy, a tam relacje z ludźmi nie bardzo, albo praca mnie nudzi, jest męcząca.
->Nic dzwiengo, skoro przytlaczajaca wiekszosc osob jest na tak niskim poziomie rozwoju. Wystarczy popatrzec na zainteresowania ludzi, na zawody ktore daja im spelnienie. Syf i tyle.
Siedzę dużo w tym w ciągu dnia, więc zaniżają mi się wibracje, dostrajam się by jakoś sobie tam radzić, odnaleźć się, co jest w sumie w sprzeczności do rozwoju i radości życia.
->No i na tym polega strategia tych, ktorzy tym swiatem celowo manipuluja - stworzyc tak niedogone warunki dla wyzej rozwinietych aby doslownie pozbawic ich nadzieji na lepsze jutro. Bardzo praktyczne.
Ostatnio mnie frustracja dopadła, że mam za mało kasy na wszystko co bym chciała i poczułam właśnie niemoc w materii. Ale tak się stało dlatego, że bardziej się otworzyłam na przyjemność, zachciało mi się ją odczuwać, spełniać swoje marzenia, robić różne przyjemne rzeczy, więc nagle zaczęłam potrzebować do tego pieniędzy:) To jest kolejny aspekt. Wcześniej było zamknięcie na przyjemności, nie pozwalanie sobie.
->Mozliwe. Ja od zawsze mialem ochoty na przyjemnosci i od zawsze bylem za to temperowany, ze one sa zle, ze trzeba ciezko pracowac zamiast cieszyc sie nimi itp. A niech se pracuja nawet po 24/h, to ich problem nie moj. Ja juz dawno zaczalem omijac prawo i przepisy po to aby miec pieniadze i moc pozwalac sobie na przyjemnosci.
Chcę działać bardziej w materii to wychodzą nowe pokłady wzorców. To normalka:) Do uzdrowienia i do przodu.
->Ja bym dodal, ze wychodza wciaz nowe ograniczenia stawiane przez osoby, ktore po pierwsze nie rozumieja Ciebie i Twoich potrzeb, po drugie celowo to robia. Dlaczego-nietrudno sie domyslic.
-
Tristen
To wyjaśnij jakim cudem takie osoby jak Leszek i wielu innych, którzy już sobie pooczyszczali porządnie pś - potrafią lekko, przyjemnie i bez problemów które opisujesz, żyć w tym samym świecie, w którym Ty twierdzisz że to niemożliwe.
-
Bo sie moim zdaniem dostosowali i zaprogramowali swoja podswiadomosc. To jedyna roznica.
To jest podobnie, jak np. z resocjalizacja - dajesz takiemu czlowiekowi do wyboru: albo bedzie dalej siedzial w wiezieniu lub mial ciezkie zycie albo sie dostosuje i bedzie problem z glowy. Wszystko zalezy od tego, jak sie pouklada w swojej podswiadomosci i czy sie przyjmie obecne wzorce postepowania czy nie. To by wyjasnialo, dlaczego de facto wiele z tzw. osob niedostosowanych tak naprawde nie wykazuje jakichkolwiek symptomow szkodliwych dla spoleczenstwa. Oni po prostu nie potrafia przyjac zasad, ktore sa calkowicie niezgodne z ich wlasnymi wzorcami. Ale to nikogo nie interesuje poniewaz swiatem nadal rzadza ludzie o tak niskich wibracjach, ze stanowia owe jednostki niedostosowane jawne zagrozenie dla takowych. Historia potwierdza tylko te argumenty.
Myslisz, ze skad sie wzielo ACTA? Z powietrza? Oni chca zamknac usta tym, ktorzy mowia prawde i sa rozwinieci duchowo! Doskonale zdaja sobie sprawe, ze bierny opor i walka slowem i uswiadamianiem jest o wielokroc skuteczniejsza niz walka zbrojna wiec proboja takim, jak my zatkac usta aby nikt o niczym nie wiedzial i dalej zasowal w kieracie i pracowal dla nich.
Rzadzacy od dawien dawna znaja wszystkie ,,sztuczki" z afirmacjami, praca z podswiadomoscia itp. i dlatego panicznie boja sie, aby inni ludzie nie zaczeli robic tego samego. Wojsko od lat wykorzystuje te techniki.
-
Tristen
Z tego co piszesz, to by wynikało, że nic tylko uciekać z tego świata. Beznadzieja i nie ma szans..na nic.
Taki bunt, że byle na przekór. To mi się kojarzy z nieuzdrowionym stosunkiem do Boga i białymi aniołami:)
-
Gdyby tylko afirmowali to mogłoby się jeszcze tak zdarzyć - no, ale dzięki medytacji i otwieraniu się na Boga oni urzeczywistniali kolejne aspekty Boskości i je po prostu swobodnie przejawiają mając świadomość ten świat jest wystarczająco bogaty, aby zapewnić im wszystko czego im trzeba.
Tylko z kolei wolisz się upierać, że tutaj się nie da, a rzeczywistość Ci odpowiada zgodnie z wierzeniami. I obojętnie w coś byś sobie nie wierzył - są ludzie, którzy jednak potrafią i tak żyją dzięki swoim duchowym osiągnięciom.
-
Laka -> a co tu do rzeczy ma Bog? On jest wszystkim i ma gleboko (nie powiem gdzie) czy sie bedziemy na niego buntowac czy nie bo to tak jakby buntowac sie na samego siebie (skoro jestesmy jego czescia w pewnym sensie).
Masz racje...beznadzieja a bedzie jeszcze gorzej, jak nic z tym nie zrobimy. Jak Ci sie wydaje, ze bedzie lepiej to musze Ciebie rozczarowac. A nadzieja jest ale widze, ze wszedzie nic tylko slepe dostosowanie sie ,,bo tak jest i nic z tym nie zrobisz". To powiedz mi, dlaczego na swiecie od zawsze pojawialy sie osoby i ruchy spoleczne, ktore jednak zmienialy cos na lepsze i wcale nie musialy korzystac z ograniczajacych wzorcow? Bo oni wierzyli, ze swiat mozna zmienic na lepsze jednoczesnie zmieniajac i siebie i zachecajac do zmian innych, pokazujac co daje taka zmiana. Ale dzis ludzie maja gleboko gdzies takie cos, bo wola isc do roboty, kupic sobie jeszcze jeden nowy telewizor, mebel itp.i w ogole nie zwracaja uwagi na to, jak coraz glebiej sa manipulowani, jak ich podswiadomosc jest kodowana. i jak ma byc lepiej skoro nawet tutaj panuje atmosfera, ze totylko my jestesmy obciazeni a inni sa cacy?
-
,,Gdyby tylko afirmowali to mogłoby się jeszcze tak zdarzyć - no, ale dzięki medytacji i otwieraniu się na Boga oni urzeczywistniali kolejne aspekty Boskości i je po prostu swobodnie przejawiają mając świadomość ten świat jest wystarczająco bogaty, aby zapewnić im wszystko czego im trzeba."
->Skoro nie widza nic zlego w tym, ze trzeba np. placic podatki ktore ida na zbrojenia i inne syfy to rzeczywiscie maja wszystko czego im trzeba. Szkoda, ze nie maja swiadomosci tego, ze za ich wygode ktos cierpi. Sorry ale nikt tu nie jest sam na tej planecie.
I pewnie nie wierza tez w to, ze jak maja tego swiadomosc, to ze nie narobia sobie karmy. Ok, ich sprawa...
-
Tristen
Bóg ma dużo:) A raczej nasze wyobrażenia o nim, jego możliwościach, co może, a co nie:)
Ja nie chcę się tutaj wymądrzać w temacie, bo czuję i dostrzegam, że moja pś też różne ma. Jestem w trakcie uzdrawiania tych tematów własnie. Jednak z doświadczenia wiem, ze w wiele różnych rzeczy wierzyłam, że się nie da, a za każdym razem gdy temat oczyszczałam okazywało się, że się da, jak nie tu to pojawiały się nowe możliwości.
Moja pś trzyma się pewnych wzorców i przekonań, jeszcze w nie wierzę, ale ja już świadomie wiem i część mojej pś też:), że to tylko iluzje i zawsze sie dawało sporo zmienić w swoim życiu, zmieniając tylko SWOJE intencje i wyobrażenia.
Uzależnianie swojego szczęścia od woli, decyzji i wyborów innych ludzi to jakieś zaślepienie. Tak samo jak przekonanie, że Bog nie ma dla nas wszystkiego co najlepsze i to tylko od nas zależy. Od naszej woli, a nie innych ludzi.
Clint
Miałam odruch kliknąć "lubie to" obok Twoje posta, a tu nie ma opcji:P
-
,,Uzależnianie swojego szczęścia od woli, decyzji i wyborów innych ludzi to jakieś zaślepienie. Tak samo jak przekonanie, że Bog nie ma dla nas wszystkiego co najlepsze i to tylko od nas zależy. Od naszej woli, a nie innych ludzi."
To dlaczego nie moge robic tego co chce, w taki sposob jaki chce i jeszcze nie dostosowywac sie do wymogow spoleczenstwa (podatki, zasady) itp.?
-
„Ja niestety nie zauwazam doslownie niczego, co by mnie w tej rzeczywistosci interesowalo. Nic!”
Hm, intrygujące. Rozumiem, że rozmowa z nami na tym forum tez Cie nie interesuje :D
Wiesz, były kiedyś takie praktyki obrzydzania sobie wszystkiego dookoła aby się tu ponownie nie inkarnować. A potem taki lądował tu znowu i obrzydzał sobie jeszcze bardziej. I jeszcze bardziej się wiązał z tym miejscem i tak wkółko…
A tak na serio – takie zdanie od razu zapala mi w głowie alarmowa lampkę – bo w różnym bagnie w życiu bywałem ale zawsze było coś pięknego, pozytywnego, co nadawało mi kierunek. Ot choćby gwiazdka na niebie, księżyc, ciepło słońca… :)
Popracowanie nad percepcją polecam ;-)
„To dlaczego nie moge robic tego co chce, w taki sposob jaki chce i jeszcze nie dostosowywac sie do wymogow spoleczenstwa (podatki, zasady) itp.?”
No właśnie: dlaczego? Ja codzinnie łamię tyle przepisów drogowych, że powinni mi codziennie zabierać prawo jazdy… i co? I nic :) Kolega permanentnie nie płaci za bilety parkingowe. I co? I nic :))
No więc pytanie: z czym konkretnie masz problem? Co konkretnie Cie ogranicza?
I jeszcze jedna myśl: tak długo jak masz osobiste „widzimisie” to możesz je sobie realizować do woli. Tyle, że Tobie marzy się zmiana społeczeństwa. Ty wiesz lepiej jak ludzie żyć powinni! Chcesz aby inni dali Ci żyć jak chcesz? To pozwól i innym żyć jak chcą. Nie krytykuj, nie oceniaj, nie bulwersuj się i nie zatruwaj innym życia swoimi pomysłami, którymi oni w ogóle nie są zainteresowani :)
-
Niby nie w temacie, ale jak dla mnie jak najbardziej w temacie:)))
Podzielę się moją inspiracja:)
Spełnienie= spełnienie najgłębszych nawet pragnień( ale z czystymi intencjami).
Spełnienie= wolność do materii i od materii i otwarcie się na coś jeszcze innego co ma dla nas Bóg:)
Choć warto zwrócić uwagę, że czasem chcemy się spełniać w czymś co jest wytworem naszego ego, np udowodnić coś sobie, komuś, a nie wynika to z pragnienia serca.
-
Tristen:
Nigdzie nie napisałam, aby w społeczeństwie partycypować, ani żeby je uzdrawiać. Wyluzuj trochę, zawsze można założyć komunę ;}
-
No, ale najpierw trzeba przestać się ofiarzyć i buntować i wziąć się do działania :)
-
Bóg jakoś nie odczuwa niechęci, nienawiści, obrzydzenia, odrzucenia i innych negatywnych odczuć w stosunku do tych wszystkich ludzi, społeczeństw. Ciekawe dlaczego? :D
-
GREG:
Hm, intrygujące. Rozumiem, że rozmowa z nami na tym forum tez Cie nie interesuje :D
->Interesuje dlatego, ze szukam odpowiedzi, co mi dolega, czemu nie potrafie znalezc sobie miejsca w zyciu. Uwierzmi-kiedy to znajde, na sto procent przestane grzebac w sobie, bo jestem juz szczerze zmeczony tymi poszukiwaniami. Pragne glebokiej stabilizacji, celu w zyciu i drugiej osoby, ktora bedzie mnie kochac. A nie znalazlem ani jednej zrzeczy, ktore wymienilem.
Wiesz, były kiedyś takie praktyki obrzydzania sobie wszystkiego dookoła aby się tu ponownie nie inkarnować. A potem taki lądował tu znowu i obrzydzał sobie jeszcze bardziej. I jeszcze bardziej się wiązał z tym miejscem i tak wkółko…
->Wiem, nazywalo sie to ascetyzmem. Ale nie czuje, abym zyl wczesniej w Polsce.
A tak na serio – takie zdanie od razu zapala mi w głowie alarmowa lampkę – bo w różnym bagnie w życiu bywałem ale zawsze było coś pięknego, pozytywnego, co nadawało mi kierunek. Ot choćby gwiazdka na niebie, księżyc, ciepło słońca… :)
->Kiedys tak potrafilem ale jakos z czasem zaczely przyciskac mnie inne sprawy, typu zarabianie pieniedzy, spelnienie miedzyludzkie i inne. Stad moja koncentracja na tych sprawach a nie na cieszeniu sie sloncem itp.
No właśnie: dlaczego? Ja codzinnie łamię tyle przepisów drogowych, że powinni mi codziennie zabierać prawo jazdy… i co? I nic :) Kolega permanentnie nie płaci za bilety parkingowe. I co? I nic :))
->Ja tez nie wiem.
No więc pytanie: z czym konkretnie masz problem? Co konkretnie Cie ogranicza?
->Z tym, ze nie potrafie znalezc sobie miejsca w zyciu, zawodu, drugiej osoby, miejsca. Czyli wszystkiego.
I jeszcze jedna myśl: tak długo jak masz osobiste „widzimisie” to możesz je sobie realizować do woli. Tyle, że Tobie marzy się zmiana społeczeństwa. Ty wiesz lepiej jak ludzie żyć powinni! Chcesz aby inni dali Ci żyć jak chcesz? To pozwól i innym żyć jak chcą. Nie krytykuj, nie oceniaj, nie bulwersuj się i nie zatruwaj innym życia swoimi pomysłami, którymi oni w ogóle nie są zainteresowani :)
->Moze dlatego tak sie dzieje, ze przez lata wyzywano mnie od takich i owakich, oceniano mnie?
LAKA:
Podzielę się moją inspiracja:)
Spełnienie= spełnienie najgłębszych nawet pragnień( ale z czystymi intencjami).
Spełnienie= wolność do materii i od materii i otwarcie się na coś jeszcze innego co ma dla nas Bóg:)
->Chcialbym tak, naprawde. Moze nie widac tego po tym, co pisze ale to co Ty napisalas tutaj jest mi bardzo bliskie.
Choć warto zwrócić uwagę, że czasem chcemy się spełniać w czymś co jest wytworem naszego ego, np udowodnić coś sobie, komuś, a nie wynika to z pragnienia serca.
->Wiem, o czym mowisz. Dzisiaj wlasnie zrezygnowalem z jednej rzeczy, ktora byla zachcianka Ego a nie potrzeba serca.
STARFIRE:
->Mozna :) Ale ja nie chce zyc w komunie. Moze dlatego, ze poniekad widzialem, jak wyglada takie zycie.
CLINT:
Bóg jakoś nie odczuwa niechęci, nienawiści, obrzydzenia, odrzucenia i innych negatywnych odczuć w stosunku do tych wszystkich ludzi, społeczeństw. Ciekawe dlaczego? :D
->Bo jestesmy tylko jego jakas tam czescia i przez to ograniczeni w postrzeganiu rzeczywistosci, omylni?
-
Tristen
:)
Myślę, ze warto byś odpowiedzi poszukał w swojej podświadomości. My tu inspirujemy, gadamy, ale i tak co Twoje to w Tobie:)
Intencje, przyczyny i wyobrażenia mogą być różne.
Fajna jest Twoja szczerość.
A tak w ogóle jak myślę o Tobie to jakoś zielono Cię widzę;) A to, że Cię ciągnie do natury jeszcze nie znaczy, że jesteś elfem. Ja gdy się oddzieliłam od Boga po drodze na ziemie zaliczyłam elfy i zostałam w takiego przekodowana. Jeszcze do teraz mnie postrzegano jako elfkę, a ja się nimi fascynowałam bardzo. W tej chwili już nie emanuję tą energią tak myślę, ale jeszcze zdarzają się osoby, co we mnie elfa widzą:) Chyba sporo aniołków zahaczyło o elfikowo. Poza tym naturę to nawet anioły nie inicjowane w elfy lubią.
-
Poszukalem i dzis dotarlo do mnie cos, co dusilem w sobie od wielu lat: ze nie potrafie na dluzej zajmowac sie czymkolwiek. Po prostu mam tak, ze po pewnym czasie kazde zainteresowanie, rzecz czy cokolwiek innego zaczynaja mnie nurzyc, nudzic, bo ciagle jest to samo, ten sam temat, te same sprawy itp. Dlatego nie umiem chodzic do pracy dzien w dzien, ksztalcic sie w jakims konkrentym kierunku czy w ogole zajmowac sie jakims zawodem. Jest to dla mnie nuzace i przygnebiajace. Z serca, gdzies z tego miejsca plynie gleboka tesknota za zyciem bez obowiazkow takich jak my ludzie nazywamy zycie spoleczne, za zyciem gdzie wylacznie podrozowalo sie, ogladalo cos lub przezywalo.
Wlasnie to by tlumaczylo, dlaczego od dziecka nie przejawialem wiekszej aktywnosci zarowno fizycznej jak i umyslowej. Nie cierpialem zajec z wychowania fizycznego, wszelkich sportow, zmagan czyli tego co wiaze sie z duzym wysilkiem fizycznym. To samo z umyslem-odrzucalo mnie zawsze od czytania lektur, zajmowania sie zagadnieniani, w skrocie ,,mielenia umyslem" naokraglo. Natomiast od zawsze lubilem po prostu trwac w takim ,,zawieszeniu", jakby wewnetrznej medytacji. Owszem, lubie sie czyms interesowac na co akurat mam ochote ale kiedy przestaje mnie to zajmowac, nie umiem do tego wracac czy traktowac tego jako obowiazek.
Dlatego nie umiem odnalezc sie w swiecie ludzkim i podolac wymaganiam stawianym przez spoleczenstwo, gdzie ciagle trzeba myslec o przetrwaniu, jak na siebie zarobic i w rezultacie zajmowac sie przez dlugi okres czau jakas rzecza, na ktorej sie zarabia (miec pasje, zawod, dazyc do bycia mistrzem w danej dziedzinie). Mi sie marzy po prostu zycie bez potrzeby martwienia sie o zarabianie, o przetrwanie.
To jest tak silna potrzeba bijaca gdzies z okolic serca i splotu, ze wywoluje u mnie czesto tesknote polaczana ze smutkiem, tak jakbym cos utracil.
W porownaniu do tego cala ludzka cywilizacja wydaje mi sie toporna.
A ze widzisz mnie na zielono to nic dziwnego bo kolory takie jak zielen czy niebieski od zawsze byly moimi ulubionymi i dlatego w zimie cierpie na duza depresje wlasnie z braku tych kolorow. Moze i masz racje, ze moge byc jednak Aniolem, dla mnie nie ma to wiekszego znaczenia. Wiem, ze nie chce byc czlowiekiem, i co wazniejsze, nie chce sie nauczyc zyc wsrod ludzi. Chcialbym od nich uciec na zawsze, nigdy wiecej sie tutaj nie inkarnowac. Po prostu zerwac wiezi. Jako dziecko czesto myslalem o ucieczce gdzies w rejony tropikalne, z dala od cywilizacji. Dzis mam podobnie tyle tylko, ze chcialbym uciec duchowo, a raczej wrocic tam skad przyszedlem, do innego swiata.
-
Dlatego tez za kazdym razem, kiedy wstaje i otwieram oczy, pierwsza mysla jest ,,znowu to samo". Czuje juz takie obrzydzenie do mojego mieszkania, miasta, ludzi, przedmiotow w domu ze chcialbym to wszystko porzucic, oddac. Nie potrafie zrozumiec, jak mozna ciagle dbac o to, utrzymywac to, mordega na niespotykana skale. Ja pragne wolnosci i wygody a nie ciaglej pracy i dbania o cokolwiek.
-
Tristen:
Możesz spróbować tego: http://www.wwoof.org. Tutaj jest strona polskiego pododdziału: http://wwoofpoland.wall.fm/index
Ew. bardziej 'poważnie': http://gen.ecovillage.org | http://directory.ic.org/records/ecovillages.php |
A co do zainteresowań: myślę, że jeszcze potrzebujesz znaleźć coś, co by Cie na prawdę wciągnęło. Spróbuj nad tym pomedytować, a jeśli nawet teraz tego nie czujesz to na pewno kiedyś się pojawi i zapewne nie będzie związane z ludźmi :) Może to muzyka? Albo jakakolwiek inna forma artystycznej ekspresji :)? A może pomoc organizacjom charytatywnym zajmującym się ekologią? Dla mnie przynajmniej działa :)
-
Starfire :)
Ja tych metod, o ktorych piszesz probowalem uz ladnych kilka lat temu.
Mnie naprawde od dziecka wciagalo mnostwo rzeczy, ale zawsze wczesniej czy pozniej fascynacja nimi mijala z blahego powodu-po prostu doglebnie zaznajamialem sie z tematem i nie czulem dalszej potrzeby tkwienia w tym.
Muzyka zajmuje sie od wielu lat, fakt ze nie gram na niczym ani nie komponuje, ale mam dosc scisly zwiazek z muzyka, artystami itp. i mam juz szczerze dosc calego tego srodowiska. Jest przepelnione skrajnym egoizmem, checia rywalizacji, pelno w niej osob naduzywajacych alkoholu i narkotykow, mnostwo niezdrowych emocji. To samo z tzw. milosnikami muzyki-audiofilami, kolekcjonerami - przerost egoizmu i snobizmu, proby wywyzszania sie ponad innych u tych osob nie zna granic. To wszystko wystarczajaco zniesmaczylo mnie, aby chciec oposcic to srodowisko i w ogole przestac interesowac sie tym tematem.
To samo mialem z wszystimi innymi zainteresowaniami-za kazdym razem, gdy wchodzilem w srodowiska ktore sie tym zajmowaly, napotykalem to samo: egoizm, walke, proznosc i wiele inncych syfow po ktorych musialem dlugo dochodzic do siebie. Dlatego pomimo zainteresowan naukowych typu biologia czy archeologia nigdy nie chcialem dostac sie na uniwersystet, pracowac tam, byc czescia srodowiska. To samo z tzw. organizacjami humanitarnymi czy ekologicznymi i wszystkimi innymi.
Mam dosc ludzi i ich brudnych intencji, bazujacych na rozgrywkach umyslu a nie poteafiacych sluchac serca, czyli tego, co pozwala w sposob bezposredni komunikowac sie z dusza, czastka Boga w nas samych. Dlatego takim cierpieniem jest dla mnie przebywanie wsrod ludzi, w cywilizacji, w spoleczenstwie bo jest ono przesiakniete tym wszystkim, od czego czuje naturalna niechec.
-
Tristen
Faktycznie, mamy podobne obciążenia;)
Miałam kiedyś tak samo, albo prawie tak jak to opisujesz, teraz mam mniej. Wtedy miałam słabo rozwiniętą czakrę podstawy i wcale nie chciałam jej rozwijać. Uciekałam na łąkę i kontakt z drzewami, zwierzętami( bardzo mnie lubiły).
Jak wchodziłam do lasu to czułam tam różne istoty,a wchodziłam jak "swoja", jako elf. To było moje miejsce. Lasy tropikalne nadal mnie kręcą. Ale żyć bym tam na stałe nie chciała. W szałasie na łące też nie;)
Trochę mi się pozmieniało:) Musiało, bo bym nie mogła normalnie funkcjonować.
Na teraz został mi jeszcze trochę ten wzorzec by w nic sie nie angazować, ze niewiele mnie interesuje. Marzyłam o tym w pewnym momencie, że znajdę połówkę i będziemy sobie razem żyć, działać, bawić się w materii. A gdy znalazłam, moja pś stwierdziła: super, to teraz uciekamy już z tej materii do Boga. Oczywiście absolutnie nie poprzez spełnienianie się w niej;)
Myślę, że to jest lęk przed ugruntowaniem, nie chodziło o to, żebym znalazła to co lubię, bo to ja to znam, całkiem duzo znam swoich talentów i nawet ide wich kierunku, ale moja pś wybrnęła w ten sposób, z dylematu, że szybko mi się nudzi i ciągle chce czegos innego niż to co aktualnie robię. Bo mi wywala, ze to staje sie obowiązkiem, pracą. Wiec zaczyna tesknić za robieniem czegoś innego, do czego też ma talent;) I tak w kółko.
-
Laka
Ja mam tylko jedno pytanie: dlaczego te nasze cechy mamy traktowac jako obciazenia? A moze zamiast ciagle ,,obwiniac" sie o to, ze cos z nami nie tak warto spojrzec na to z drugiej strony - ze to z wiekszoscia ludzi jest cos nie tak.
Co jest zlego w zyciu na lonie natury i w tym, ze posrod murow, zgielku czujemy sie zle? Jakie to jest ociazenie bo ja tu nie dostrzegam zadnego, wrecz przeciwnie - tendencje do powrotu do swojej naturalnej postawy, naturalnego srodowiska dla nas.
Mowisz ze nie mozesz funkcjonowac. Fakt, skoro przytlaczajaca wiekszosc ludzi poza cywilizacja rozumiana w naszym kartezjanskim, zachodnim pojeciu nie widzi nic innego ale czy to znaczy, ze mamy sie do tego dostosowac? Jakim kosztem, ja sie pytam i jakim prawem zmusza sie nas do dostosowania?
Wzorzec nie zangazaowania sie...a moze nie wzorzec tylko gleboka swiadomosc, ze przebywajac w tak ograniczonym i obciazonym srodowisku nie ma sensu spalac sie i angazowac skoro i tak nie zostanie to nalezycie docenione i zrozumiane.
Ja tez marze o partnerce, ktora spelni moje oczekiwania i ja jej i nie widze w tym nic zlego. Na tym polega dojrzalosc w zwiazku, w relacjach. Po co sie oklamywac i byc ze soba z jakis innych pobudek np. typu zaspokajanie potrzeb seksualnych bez glebszej wiezi czy innych?
Wiesz dlaczego nie moemy tacy jak my sie spelnic w tej materii? Bo wiekszosc ludzi nie rozumie naszych potrzeb i tym samym nie stawrza samoistnie warunkow dogodnych do egzystencji dla takich istot, jak my.
Nie rozumiem troche tego o czym piszesz w sensie leku przed ugruntowaniem. Ja postrzegam to jako ciagly rozwoj. Poznaje jedno i potem szukam czego innego, aby poszerzac moja swiadomosc. Niestety, wiekszosc poszerzac jej nie chce i dlatego ciagle twki w tym samym i w dodatku jeszcze wmawia, ze tak byc powinno (ze trzeba ciagle nad czyms jednym pracowac itp.). Po co wchodzic w te ograniczajace wzorce?
Wywala Ci ta niechec do obowiazku i pracy bo to, jak obowiazki czy praca sa pojmowane w naszej cywilizacji jest chore, nieproporcjonalne do prawdziwej natury czlowieka. A ze Ty czy J aczy inne tego typu osoby sa bardziej swiadome i przez to wrazliwe, to maja tego dosc.
Ja w glebi wiem, ze gdybym mogl egzystowac na swoich zasadach, moglbym i przede wszystkim chcialbym duzo dawac od siebie, bo widzialbym glebszy sens takich dzialan. A tak...rzeczywiscie w kolko, bo ja jedno a oni drugie, I jak grochem o sciane.
Dlatego dla mnie ten caly regresing i ciagle doszukiwanie sie, ze to z nami akurat cos nie tak skoro nie pasujemy do wiekszosci jest mocno naciagany.
A w tym wszystkim dostrzegam u Ciebie (i u mnie tez) lek przed zginieciem, jesli nie dostosujemy sie. I to nie jest sprawa slabo dzialajacej pierwszej czakry. To jest sprawa innej wrazliwosci, tego ze jestesmy niejako innymi istotami (dzialamy bardziej na ,,wzyszych" plaszczyznach, cialach subtelnych stad i mniejsza czakra podstawy bo dla nas rzeczy materialne nie maja juz takiego znaczenia, wymiaru postrzegania). Ja sie tylko pytam-jakim prawem in ni zmuszaja nas czy nie daja nam zadnego wyboru? Bo chyba tylko z czystego egoizmu, zaparcia i wszechobecnej manipulacji w ktorej upatruja wciaz nowych korzysci.
-
I jeszcze jedna refleksja: czemu oczyszczac sie z czegos, co jest w nas zupelnie naturalne i traktowac to cos jako obciazenia?
Przypuscmy taka sytuacje: rodzimy sie jako istoty wlasnie z cechami typowymi dla dzisiejszego szarego czlowieka na planecie gdzie panuje tak olbrzymia harmonia i polaczenie pomiedzy swiatem natury a czlowiekiem, ze tamta jednostka nie potrafi normalnie egzystowac. Czy jest to obciazenie? Moim skromnym zdaniem nie-jest to odmiennosc. A zadna odmiennosc nie dzieje sie przypadkiem. Ma swoj glebszy ukryty cel-pokazuje innosc i inna perspektywe, to cos w rodzaju poslanca, kogos przynoszacego zupelnie rozny od ogolnie przyjetego pu8nkt widzenia. Jest to po prostu ewolucja.
-
Oj Tristen
Widzę że masz ogromną niechęć do wzięcia odpowiedzialności za siebie i swoje życie.
Po co się inkarnowałeś na ziemi jeżeli widzisz że to miejsce nie jest dla ciebie?
Czy ktoś cię do tego zmusił?
-
Bardzo dobre pytanie, Inga :).
Jak najbardziej, cel musial byc dosc konkretny.
Jednak nie uwazam, abym nie bral odpowiedzialnosci za swoje zycie ani jej unikal.
Moje niezgadzanie sie z przyjetymi ogolnie zasadami ma zupelnie inne podloze anizeli zwykle ,,tupanie" noga i mowienie ,,nie bo nie".
-
Jaki cel chcesz osiągnąć przez to nie wyrażanie zgody na to co jest?
-
Cel bycia wolnym od ograniczen narzucanych poprzez ten system. Uprzedzajac Twoje kolejne pytanie, mianowicie ze skoro przed inkarnacja tutaj zaakceptowalem zasady bedace na Ziemi wiec czemu teraz sie na nie nie zgadzam, moge odpowiedziec: ze nie jestem do konca taki pewien, czy abym je wtedy zaakceptowal. Coraz bardziej przychylam sie do tezy, ze nie tylko ich nie zaakceptowalem, ale tez powzialem decyzje o niewyrazaniu zgody na nie i o mowieniu o tym, o postawie przeciwko tym zasadom.
-
Czy dzięki pisaniu o tym na forum takich długich tekstów zbliżasz sie do tego celu?
Bo jeżeli nie to może trzeba wybrać bardziej efektywną metodę?
-
Tak, poniewaz moge dzieki temu nie tylko przekazac to, co chce ale tez zweryfikowac to, co mowie i mysle. Uwazam, ze mowienie jest bardzo efektywna forma dzialania, bardziej anizeli wciskanie ludziom czegos na sile lub zwyczajna walka.
I jeszcze jedno: ja nie pragne zmieniac swiata. Ja pragne, aby swiat dal mi zyc w ten sposob, jaki jest dla mnie dogodny i nie odbieral mi tego, co jest przynalezne kazdej zywej istocie.
-
Jeżeli tak, to znaczy że w tej chwili jesteś bardziej wolny od ograniczeń, w stosunku do tego kiedy zacząłeś pisać na tym forum.
Jak myslisz, ile dni jeszcze będziesz musiał pisać aby stać się całkiem wolny?
-
Nie, nie czuje sie bardziej wolny, wrecz przeciwnie: jeszcze mniej rozumiany.
Nie zadaje sobie tego pytania, ile. Czuje, ze mam prawo mowic to, co mysle nawet jesli jest to calkowicie niezgodne z tym, co mysla inni i nawet, jesli mialby to trwac do konca mojego zycia tutaj.
Teraz ja zadam pytanie: dlaczego moja postawa Ciebie irytuje i wywoluje chec lekkiej prowokacji?
-
"I jeszcze jedno: ja nie pragne zmieniac swiata. Ja pragne, aby swiat dal mi zyc w ten sposob, jaki jest dla mnie dogodny i nie odbieral mi tego, co jest przynalezne kazdej zywej istocie"
Pragniesz aby świat dał Ci żyć ale też odmawiasz światu życia takiego jakiego pragnie.
Ty potępiasz świat i ludzi, a świat i ludzie potępiają Ciebie.
Psipadek?
Piszesz, że to oni zaczęli. Tylko, że Twoja niechęć do świata i ludzi krzywdzi jak na razie tylko Ciebie. To co robisz wraca do Ciebie i to Ty cierpisz. A świat ma się dobrze :) No cóż, Twój umysł - Twój wybór :)))
-
Pragniesz aby świat dał Ci żyć ale też odmawiasz światu życia takiego jakiego pragnie.
-Poniekad prawda, bo jesli swiat traktuje mnie ze wgledu na moja innosc jako istote gorszej kategorii i ktory proboje odebrac mi to, co nalezy mi sie tak samo jak innym, wiec nic dziwnego ze wywoluje u mnie kryyke, prawda?
Ty potępiasz świat i ludzi, a świat i ludzie potępiają Ciebie.
Psipadek?
-Wszechobecny egoizm?
Piszesz, że to oni zaczęli. Tylko, że Twoja niechęć do świata i ludzi krzywdzi jak na razie tylko Ciebie. To co robisz wraca do Ciebie i to Ty cierpisz. A świat ma się dobrze :) No cóż, Twój umysł - Twój wybór :)))
-Brawo! W koncu ktos to zauwazyl. Swiat ma sie dobrze....pytanie tylko, skad coraz wiecej glosow, ze cos jest na tym swiecie nie tak?
-
"Teraz ja zadam pytanie: dlaczego moja postawa Ciebie irytuje i wywoluje chec lekkiej prowokacji?"
Heh, może dlatego, że Twoje nastawienie zawiera pogardę i potępienie wszystkiego i wszystkich. Łacznie z ludźmi na tym forum i faktu istnienia samego forum :)))
Wiesz, generalnie ludzie nie lubią być "wyzywani", "krytykowani" czy też "potępiani". To budzi reakcje obronne.
I tu Ciekawa kwestia: z aktualnym nastawieniem Ty jesteś skazany na wieczne życie w konflikcie ze wszystkimi. Bo gdybyś żył z kimś/z czymś w zgodzie to byś to akceptował. A przecież wszystko i wszyscy są be.
Ot, taka refleksja :)))
-
Tristen
Twoje podejście można porównać do podejścia człowieka, który zamieszkał na bagnie i narzeka, że musi znosić błoto i komary, chociaż on tak bardzo chce żyć z dala od błota i komarów, tylko to straszne bagno mu nie pozwala. A przecież on wprowadzając się na bagno jasno powiedział, że nie będzie się zgadzał na błoto i komary.
I teraz pytanie - kto ma problem? Błoto i komary, które sobie po prostu istnieją po swojemu i do czego mają pełne prawo czy też ten człowiek, który najpierw wparował na to bagno, a potem chciałby je dostosować pod siebie, bo jemu coś nie pasuje.
I kto tu tak naprawdę jest prawdziwym egoistą? Piszę to ponieważ, tak często sam narzekałeś na egoizm społeczeństwa, a tak naprawdę Twoje podejście też jest mocno egoistyczne.
-
Teraz ja zadam pytanie: dlaczego moja postawa Ciebie irytuje i wywoluje chec lekkiej prowokacji?
Nie irytuje.
Swoimi pytaniami chciałam ci pomóc zrozumieć o co ci tak naprawdę chodzi.
Bo myslę że o zwrócenie uwagi na siebie
-
bo jesli swiat traktuje mnie ze wgledu na moja innosc jako istote gorszej kategorii
To jest wzorzec odrzucenia.
Jeżeli czujesz się odrzucony i niechciany na tym świecie to musisz rozpocząć pracę nad sobą, bo samo pisanie nie zmieni tego poczucia.
Nikt za ciebie nie zmieni tego że czujesz się źle, bo twoje samopoczucie zależy tylko od ciebie.
-
GREG
Heh, może dlatego, że Twoje nastawienie zawiera pogardę i potępienie wszystkiego i wszystkich. Łacznie z ludźmi na tym forum i faktu istnienia samego forum :)))
->A czy okrucienstwo i brak empatii nie zasluguje na negatywna ocene? Jesli Ty lub ktos jeszcze poczul sie potepiony i pogardzany to moze jednak nie jest taki czysty i oczyszczony jak mu sie zdawalo i ma w sobie takie wlasnie intencje skoro tak sie poczul. Bo ja nie znalazlem u nikogo z Was cech, ktorymi bym w jakikolwiek sposob gardzil. To, ze mam odmienne zdanie wynika z odmiennej percepcji. Nie czuje od was natomiast zagrozenia, tylko niezrozumienie ale po to chyba jest dyskusja aby rzeczy dla obu stron niezrozumielae wyjasnic.
Wiesz, generalnie ludzie nie lubią być "wyzywani", "krytykowani" czy też "potępiani". To budzi reakcje obronne.
->Zgadza sie. Teraz widzisz, jak ja czulem sie wielokrotnie, kiedy bylem wyszydzany i wyzywany ze wgledu na moje odmienne podejscie do swiata. Nieprzyjemne, prawda?
I tu Ciekawa kwestia: z aktualnym nastawieniem Ty jesteś skazany na wieczne życie w konflikcie ze wszystkimi. Bo gdybyś żył z kimś/z czymś w zgodzie to byś to akceptował. A przecież wszystko i wszyscy są be.
->Trudno zyc w zgodzie z czyms/kims kto do zgody nie dazy. Patrz komentarz a propo okrucienstwa.
CLINT
Twoje podejście można porównać do podejścia człowieka, który zamieszkał na bagnie i narzeka, że musi znosić błoto i komary, chociaż on tak bardzo chce żyć z dala od błota i komarów, tylko to straszne bagno mu nie pozwala. A przecież on wprowadzając się na bagno jasno powiedział, że nie będzie się zgadzał na błoto i komary.
-Juz wspomnialem, ze mam coraz silniejsze uczucie ze nie inkarnowalem sie tutaj z czystej woli wiec mogloby to tlumaczyc moje zagubienie oraz niezrozumienie, dlaczego sie tutaj znalazlem.
I teraz pytanie - kto ma problem? Błoto i komary, które sobie po prostu istnieją po swojemu i do czego mają pełne prawo czy też ten człowiek, który najpierw wparował na to bagno, a potem chciałby je dostosować pod siebie, bo jemu coś nie pasuje.
-No coz, ja bym rzekl ze problem maja obie strony. Ja mam problem, bo nie umiem zaakceptowac srodowiska w ktorym przyszlo mi zyc. Srodowisko ma problem, bo nie potrafi zrozumiec i zrobic miejsca dla takiej jednostki. Czyli jedna strona nie popusci drugiej. Schemat stary jak swiat. I wiesz co-ja wielokrotnie probowalem zrezygnowac z siebie ale wiesz co dostawalem niemal zawsze w zamian? Domysl sie...
I kto tu tak naprawdę jest prawdziwym egoistą? Piszę to ponieważ, tak często sam narzekałeś na egoizm społeczeństwa, a tak naprawdę Twoje podejście też jest mocno egoistyczne.
-Wykarz mi prosze, gdzie w moim postepowaniu dostrzegasz egoizm.
INGA:
Owszem, ale nie tyle o zwrocenie uwagi na mnie samego, co na problem z ktorym sie zmagam i na mozliwosc jego rozwiazania.
To jest wzorzec odrzucenia.
Jeżeli czujesz się odrzucony i niechciany na tym świecie to musisz rozpocząć pracę nad sobą, bo samo pisanie nie zmieni tego poczucia.
Nikt za ciebie nie zmieni tego że czujesz się źle, bo twoje samopoczucie zależy tylko od ciebie.
-Bingo! Ciekawe tylko czemu coraz wiecej tych ludzi co ciagle kogos odrzucaja zamiast na odwrot. Nie zastanowilo Ciebie to nigdy? A co do samopoczucia-zalezy od czego je uzaleznimy. Widzisz, ja mam tak ze i owszem, w duzej mierze samopoczucie wynika z tego, co mam w srodku ale tez i z tego, co mnie otacza. A ze otacza mnie cos, co mi sie po pierwsze nie podoba, po drugie ciagle proboje na rozne sposoby na mnie wplynac bez uprzedniej zgody to i moje samopoczucie po czes ci jest nienajlepsze. No bo czy Ty bys chciala, aby cos na Ciebie wplywalo bez zgody z Twojej strony?
-
Tristen
Głównym problemem u Ciebie jest upieranie się, że Ty tu trafiłeś przez przypadek, jakąś pomyłkę czy inne fatum. Nie ma takiej siły we wszechświecie, która mogłaby złamać czyjąś wolną wolę. Aby cokolwiek Ci się stało - musi być na to Twoje przyzwolenie. To, że wcieliłeś się tutaj to efekt Twoje karmy, a Twoja karma to efekt Twoich działań i decyzji - ty i tylko ty jesteś odpowiedzialny za to, że się inkarnowałeś tutaj, a nie gdzie indziej.
"Wykarz mi prosze, gdzie w moim postepowaniu dostrzegasz egoizm."
W tym, że nie chcesz pozwolisz ludziom realizować ich własną karmę, szkodzić sobie i tworzyć chore struktury. To jest ich wybór do którego mają pełne prawo. Niektórzy potrzebują sobie upaść dno i porządnie zaszkodzić, aby sobie uświadomić że to niepotrzebne i głupie. To jest ich indywidualna sprawa. A ty próbujesz zwalić na nich odpowiedzialność za to, że Tobie jest źle i jeszcze chcesz, aby żyli po twojemu.
Wychodzisz z błędnego założenia, że inni mogą Ci coś robić wbrew Tobie, a to jest tylko iluzja. Każda przykrość jakie Cię spotkała musiała mieć wcześniej źródło w Twoim umyśle - gdybyś miał czyste intencje, to dana rzecz albo by Cię nie spotkała albo by nie była w stanie Cię ruszyć.
Po prostu ewidentnie nie chcesz brać odpowiedzialności za jakość życia jaką sobie kreujesz.
-
Głównym problemem u Ciebie jest upieranie się, że Ty tu trafiłeś przez przypadek, jakąś pomyłkę czy inne fatum. Nie ma takiej siły we wszechświecie, która mogłaby złamać czyjąś wolną wolę. Aby cokolwiek Ci się stało - musi być na to Twoje przyzwolenie. To, że wcieliłeś się tutaj to efekt Twoje karmy, a Twoja karma to efekt Twoich działań i decyzji - ty i tylko ty jesteś odpowiedzialny za to, że się inkarnowałeś tutaj, a nie gdzie indziej.
-Bo jest to jak najbardziej mozliwe. Czy myslisz, ze zawladniecia czyjas wola zdarzaja sie tylko w swiecie fizycznym? Ale rozumiem, wcale nie mowie ze byly inne przyczyny. Chcialbym poznac ta, ktora pokierowala mna ze akurat znalazlem sie tutaj. Jak narazie nie widze zadnego sensu w tym, nie czuje sie z nikim ani z niczym zwiazany.
W tym, że nie chcesz pozwolisz ludziom realizować ich własną karmę, szkodzić sobie i tworzyć chore struktury. To jest ich wybór do którego mają pełne prawo. Niektórzy potrzebują sobie upaść dno i porządnie zaszkodzić, aby sobie uświadomić że to niepotrzebne i głupie. To jest ich indywidualna sprawa. A ty próbujesz zwalić na nich odpowiedzialność za to, że Tobie jest źle i jeszcze chcesz, aby żyli po twojemu.
-A niech sobie szkodza, moga nawet zaczac sie nawzajem zabijac. Problem w tym, ze bardzo czesto chca szkodzic rowniez mi i maja w dupie to czy ja chce uczestniczyc w ich chorych rozgrywkach czy nie i jak ich poczynania wplywaja na mnie. Tu jest problem. I przeciez logiczne jest ze jesli tacy ludzie robia taki zamet i maja w dupie innych ktorzy chca zyc inaczej to ze czynia zle bo to rozumie nawet dziecko.
I gdzie ja napisalem, ze chce aby zyli po mojemu. Ja chce aby dali mi zyc tak jak ja chce a nie ustalali mi normy i zasady wedlug swojego widzimisie.
Wychodzisz z błędnego założenia, że inni mogą Ci coś robić wbrew Tobie, a to jest tylko iluzja. Każda przykrość jakie Cię spotkała musiała mieć wcześniej źródło w Twoim umyśle - gdybyś miał czyste intencje, to dana rzecz albo by Cię nie spotkała albo by nie była w stanie Cię ruszyć.
-Jakie sa to w/g Ciebie intencje ze spotyka mnie cos takiego?
Po prostu ewidentnie nie chcesz brać odpowiedzialności za jakość życia jaką sobie kreujesz.
-A moze nie rozumiem albo nie dostrzegam pewnych rzeczy a nie uciekam od odpowiedzialnosci?
-
Tristen: co bylo, to bylo. To co dajesz swiatu wraca do Ciebie. To co Cie spotyka, to nie jest wina swiata tylko Twoich intencji.
Mozesz sie buntowac i zaprzeczac temu do wolii. Jak Ci sie znudzi to daj znac, popracujemy nad zmiana ;)
I jeszcze ciekawostka: przy calej niecheci do tego swiata odrazy by utorzsamic sie z czymkolwiek tu na Ziemi, nie masz problemu aby utorzsamic sie z okrucienstwem i innymi negatywnymi energiamii :)))
Ciekawie dobierasz sobie energie w okol Ciebie. Tylko poco Ci tyle syfu? I jak to wplywa na Twoje zycie?
Ps. sorry za brak polskich liter. Pisze z telefonu bez pl czczionek...
-
Tristen,
1. Nie tylko jesteś tu bo chciałeś być, ale otaczasz się dokładnie takimi ludzmi jakim chcesz się otaczać, i dostajesz w dupę bo tak chcesz, co więcej dostajesz w taki sposób jaki sobie wcześniej obrałeś. Jeśli jesteś w niszczącym środowisku to wybrałeś je, aby cię właśnie tak niszczyło. Nie ma tu przypadku, nie jest to kiepski film w którym bohater przypadkiem znajduje się w nieodpowiednim czasie w nie odpowiednim miejscu, przeciwnie wszystko jest zaplanowanie i ułożone jak w trybiki w szwajcarskim zegarku :)
2. Czy korzystałeś z jakiś metod regresywnych czy w ogóle z czegoś z jakimś pozytywnym skutkiem, czy tylko narzekasz.
-
"Bo jest to jak najbardziej mozliwe. Czy myslisz, ze zawladniecia czyjas wola zdarzaja sie tylko w swiecie fizycznym?"
Nikt nie mógłby zawładnąć Twoją wolą, jeżeli nie byłoby w Tobie na to zgody. Nawet do tego, aby być zmanipulowanym, zmuszonym, stłamszonym, itd trzeba mieć do tego takie intencje.
Ja Ci nie powiem jakie Ty miałeś intencje, aby tak wylądować. Na pewno nie jest to kwestia jednej czy dwóch rzeczy, ale raczej cała sieć złożonych problemów. Nie rozgryziesz tego w kilka dni. To jest praca na lata stopniowego odkrywania własnych intencji i coraz głębszego rozumienia co się skąd brało. Pewnie Cię taka perspektywa nie zachwyca, ale to i tak naprawdę niewiele w porównaniu z czasem jaki Ci zajęło zakopywanie się w tym(pewnie z kilka tysięcy lat przynajmniej). Nie dziw się, że Ty nie czujesz skąd miałoby to wszystko wypływać z Ciebie skoro na drodze stoi Ci pewnie cała masa przeróżnych zawężeń świadomości, zaślepień, urojeń, nieprzytomności i całej masy innego syfu, który zbierałeś przez kolejne wcielenia. To wszystko trzeba sobie najpierw wyczyścić.
-
Tristen: co bylo, to bylo. To co dajesz swiatu wraca do Ciebie. To co Cie spotyka, to nie jest wina swiata tylko Twoich intencji.
Mozesz sie buntowac i zaprzeczac temu do wolii. Jak Ci sie znudzi to daj znac, popracujemy nad zmiana ;)
-W porzadku. Pokaz mi moje intencje abym mogl zobaczyc, gdzie popelniam blad.
I jeszcze ciekawostka: przy calej niecheci do tego swiata odrazy by utorzsamic sie z czymkolwiek tu na Ziemi, nie masz problemu aby utorzsamic sie z okrucienstwem i innymi negatywnymi energiamii :)))
-Pokaz mi gdzie napisalem czy dalem do zrozuminia, ze sie z takowymi utozsamiam.
-
Ja Ci nie powiem jakie Ty miałeś intencje, aby tak wylądować. Na pewno nie jest to kwestia jednej czy dwóch rzeczy, ale raczej cała sieć złożonych problemów. Nie rozgryziesz tego w kilka dni. To jest praca na lata stopniowego odkrywania własnych intencji i coraz głębszego rozumienia co się skąd brało. Pewnie Cię taka perspektywa nie zachwyca, ale to i tak naprawdę niewiele w porównaniu z czasem jaki Ci zajęło zakopywanie się w tym(pewnie z kilka tysięcy lat przynajmniej). Nie dziw się, że Ty nie czujesz skąd miałoby to wszystko wypływać z Ciebie skoro na drodze stoi Ci pewnie cała masa przeróżnych zawężeń świadomości, zaślepień, urojeń, nieprzytomności i całej masy innego syfu, który zbierałeś przez kolejne wcielenia. To wszystko trzeba sobie najpierw wyczyścić.
-Clint :) Ja jestem w stanie duzo zrozumiec i sobie uswiadomic ale teza, ktora podales wyzej po prostu wydaje mi sie tak absurdalna, ze nie wiem co mam odpowiedziec. Bo wynika z niej, ze oprocz Ziemi nie ma ani jednej innej planety czy cywilizacji w ktorej nasze dusze moga sie inkarnowac, i ze jestesmy skazani na oczyszczanie sie przez setki wcielen po to by kiedys hen hen daleko w przyszlosci w koncu spotkac swoja wmarzona polowke, osiagnac wymarzony spokoj itp. Naprawde ale wlasnie o jest glowny powod, dla ktorego odrzuca mnie od takiego sposobu wgladu w te sprawy bo o ile regresing sam w sobie uwazam za fajna i skuteczna meotde (choc samemu mi nie wyszlo) to twierdzenia tego typu wskazuja na maksymalnie zawezony, skoncentrowany wylacznie na planecie Ziemia punkcie widzenia.
Jak wybuchnie III wojna swiatowa albo cos innego to tez pewnie bedziesz to tlumaczyl jakims obciazeniem z przed xxxx tysiecy lat bo kiedys w poprzednim wcieleniu zrobiles cos np. dziecku czlowieka ktory dzis jest dyktatorem. Naprawde ale wyczuwam tutaj sredniowiecze i totalny brak widzenia nadzei na lepsze jutro. Nic, tylko polozyc sie, medytowac i czekac na koniec swiata.
Ok, masz prawo do takiego pogladu tak samo jak ja mam prawo do swojego. Choc mi osobiscie wydaje sie, ze wcale nie trzeba kopac tak gleboko w przeszlosc aby uczynic swoje zycie szczesliwszym. Ale cos tam...Atlantyda huknela z lomotem o ziemie i przestala istniec, to i nasza cywilizacja tez ma runac. Po co sie martwic o to, jak nasze wybory beda wplywac na innych. Po co sie zastanawiac, czy czyniac dana rzecz nie szkodzimy innym? Po co w ogole dbac o drugiego czlowieka i nie wykazywac nici zrozumienia dla jego innosci. Po co zrwacac uwage na przejaw okrucienstwa u kogos - przeciez taka karma i nic nie da rady zrobic. Wiecie co? Jakbym byl przybyszem z innej planety i zdal sobie sprawe, w co wy wierzycie to bym mial idealny material na stworzenie z Was rasy niewolnikow, ktorej wystarczy wmowic ze wszystko jest przesadzone i ze lepiej siedziec cicho bo inaczej bedzie zle, ze nic nie da rady zrobic w tym zyciu (bo karma). Szczerze wspolczuje...
-
tristen: wypisalismy Ci tu juz z tuzin poparanch wzorcow i intencji, nad ktorymi moglbys popracowac. Nie chce mi sie powtarzac. Przejzyj watek i wybierz cokolwiek ;)
A druga kwestia: cale Twoje podejsci i zdegustowanie do swiata i ludzi pokazuje jakie mysli i energie dominuja w Twoim zyciu. A pasma nieszczesc, ktore tu opisujesz to tylko dywidenda z Twych intencji i tego jakimi energiami zyjesz.
Mozesz to przerwac. Albo brnac dalej. Twoj wybor :)))
-
A czy ja mówię, że tylko tutaj się można inkarnować? Nie zmienia to jednak faktu, że inkarnujemy się tam gdzie jesteśmy przywiązani karmicznie i gdzie znajdują się ważne dla nas istoty - stąd całe grupy powiązanych ze sobą istot, które potrafią przez tysiące lat wcielać się na tej samej planecie. Karma zniewala i ogranicza, czy Ci się to podoba czy nie.
-
,,tristen: wypisalismy Ci tu juz z tuzin poparanch wzorcow i intencji, nad ktorymi moglbys popracowac. Nie chce mi sie powtarzac. Przejzyj watek i wybierz cokolwiek ;)
-Alez pewnie, Greg. Jestem Upadlym Aniolem, ktory nosi w sobie chec rzadzenia innymi po to aby moc znowu po raz enty sprawowac na dinnymi wladze z chorych podudek typu ,,odwrocilem sie od Boga"; ze jestem inkarnowanym kaplanem atlantydzkim palajacym checia zemsty....stary, od dziecka w moim sercu bylo wylacznie pragnienie zycia w spokoju, milosci i wglednym dobrobycie. Nigdy nie mialem zadnych swiadomych ani podswiadomych intencji dazenia do sprawowania wladzy czy innego intencjonalnego wplywania na innych. Nigdy nie chcialem byc czescia jakis ruchow spolecznych, ktore uwazaly ze to one maja monopol na racje a jesli z takimi sie scieralem, dosc szybko odpadalem wlasnie z uwagi na te rzeczy. Ale znalezli sie tacy co jednak wiedza ode mnie lepiej jak mam zyc i dlatego po czesci wlasnie tak zyje."
Ale co tam...to pewnie karma, urok, klatwa albo inny syf. Jak mozna byc zdrowym i nieobciazonym skoro chce sie zyc posrod natury, w cywilizacji opartej na wzajemnym zrozumienu i milosci, na pracy ktora daje wymierne efekty innym, na nieuznawaniu przemocy oraz okrucienstwa. No ale przeciez to sa obciazenia z ktorych nalezy sie leczyc po to aby moc egzystowac w swiecie przemocy, gdzie o wszystko trzeba walczyc, udowadniac itp.
"A druga kwestia: cale Twoje podejsci i zdegustowanie do swiata i ludzi pokazuje jakie mysli i energie dominuja w Twoim zyciu. A pasma nieszczesc, ktore tu opisujesz to tylko dywidenda z Twych intencji i tego jakimi energiami zyjesz."
-Wiesz, nagle cos dotarlo do mnie? A moze by tak zostac zasranym egosita i miec wszytkich w dupie i nagle zaczac sie cieszyc wylacznie swoim wlasnym szczesciem. Chyba tak zrobie, w koncu to takie modne dzisiaj. Tak, to jest to!
-
A czy ja mówię, że tylko tutaj się można inkarnować? Nie zmienia to jednak faktu, że inkarnujemy się tam gdzie jesteśmy przywiązani karmicznie i gdzie znajdują się ważne dla nas istoty - stąd całe grupy powiązanych ze sobą istot, które potrafią przez tysiące lat wcielać się na tej samej planecie. Karma zniewala i ogranicza, czy Ci się to podoba czy nie.
-Ale caly szkopul w tym, ze ja nie spotykam waznych dla mnie istot a jesli juz, to na palcach jednej reki policzyc moge takie spotkania! Ja sie tu czuje jakbym zostal wyrzucony ze statku kosmicznego.
Chociaz ty jeden sproboj uwierzyc w to, co mowie bo nie mam zadnych intencji aby klamac i spierac sie dla samego faktu.
-
pytanie podstawowe jest takie
Czy piszesz tylko po to żeby ponarzekać czy też szukasz dla siebie pomocy?
-
Chce zrozumiec, dlaczego sie dzieje w moim zyciu tak a nie inaczej i czemu metody i wyjasnienia, ktore pomagaja innym, na mnie nie skutkuja.
-
Dlatego że jeszcze nie zastosowałeś żadnej z metod.
A wyjasnienia na nikogo nie skutkują
-
Inga -> odbylem killanascie sesji regresingowych z terapeuta ktore niczego nie przyniosly. Jestem po kilku terapiach u psychoterapeutow, ktorzy nie potrafili stwierdzic, czym spowodowane sa blokady oraz nieumiejetnosc dostosowania sie. Mam za soba okoloroczne leczenie lekami antydepresyjnymi z powodu depresji pourazowej w wyniku wypadku, w ktorym o malo co nie przenioslem sie na tematen swiat.
Jak Ty czy ktokolwiek inny bedziecie mi ciagle wmawiac, ze wszystko mozna tlumaczyc obciazeniami z tytulu bycia UA to naprawde nie widze sensu kontynuowania tej dyskusji.
W moim zyciu dzieja sie rzeczy, ktorych nie rozumiem.
-
Tristen
Ja Ci powiem krótko - Ty jesteś po prostu nieświadomy swojej własnej, negatywnej karmy. Powiedz mi - skąd bierzesz pewność, że znasz swoje podświadome intencje? Ja nie mówię, że tu chodzi o takie jak opisałeś w tym poście, ale równie dobrze jakieś inne.
Co z tego, że Ty chcesz spokoju i miłości? Każdy w mniejszym bądź większym stopniu odczuwa taką potrzebę. To nie wyklucza jednoczesnego posiadania sprzecznych z tym dążeń. To, że nie jesteś ich świadomy nie sprawia, że one nie działają - ba, wręcz działają jeszcze silniej wykorzystując Twoją nieświadomość i wypieranie że tego wcale nie ma.
Ja Ci nie chce wmawiać żadnych obciążeń i z tego miejsca to nie ważne czy to jakieś anielskie, ascetyczne czy jakiekolwiek inne sprawy. Sprawa jest bardzo prosta - jak masz gówniane życie to masz gównianą karmę. To jest nieważne czy to kwestia obciążeń związanych z jakąś atlantydą czy z tym, że tatuś nie kochał. Gdzieś tam w Twoim umyśle są problemy. Po prostu je znajdź, cokolwiek by to nie było i to uzdrów. A coś na pewno jest. Nie oszukuj się, że Twój umysł jest zdrowy, a tylko społeczeństwo chore.
A metody rozwojowe działają jak wszystko inne, czyli zgodnie z intencjami - jeżeli nic Ci nie pomaga, to dlatego że nie chcesz tego, co by się wiązało z tym uzdrowieniem. I po Twoich postach widać, czego się boisz - przyznania się do tego, że to Ty sobie tak psujesz życie, a nie społeczeństwo, że to Ty jesteś odpowiedzialny za tyle nieszczęść, które wcześniej zwalałeś na innych. Niby jak miałbyś dojść do przyczyn swoich nieszczęść, skoro z góry odrzucasz właśnie tą prawidłową odpowiedź? Z takim nastawieniem taki regresing nie jest w stanie Ci pomóc.
Aby poznać przyczyny swoich problemów, musisz być gotowy zaakceptować przyjęcie do wiadomości faktów, które mogą stać w całkowitej opozycji z tym co uznawałeś za słuszne i niepodważalne.
-
I po Twoich postach widać, czego się boisz - przyznania się do tego, że to Ty sobie tak psujesz życie, a nie społeczeństwo, że to Ty jesteś odpowiedzialny za tyle nieszczęść, które wcześniej zwalałeś na innych.
-Wlasnie tego fragmentu nie rozumiem: skoro nie popelnialem w swoim zyciu az takich bledow, dlaczego takie cos mnie spotyka w zyciu?
-
No to nie wiedziałam że jednak próbowałeś sobie pomóc.
Regresing nie jest dla każdego więc mógł ci nie pomóc.
interesują mnie te terapie bo coś mi się tu nie zgadza.
Masz małą świadomość siebie jak na osobę która chodziła na terapię.
Napisz cos więcej o nich. W jakich nurtach, okres czasu, jak wyglądały relacje terapeutyczne, co sobie na nich uświadomiłeś
-
Karma to nie jest jakaś kara boska za popełnianie błędów. To są tylko konsekwencje naszych wyborów, nastawieniem, decyzji. Choćby Twoją wielka niechęć do społeczeństwa, choć może się wydawać logicznie uzasadniona - obciąża Ci karmę - jak zresztą każda niechęć i wszelkie inne negatywne nastawienia. Twoja karma to nie tylko uczynki, ale także nastawienia i oczekiwania - a sam chyba widzisz czego Ty oczekujesz od życia tutaj? A dostajesz dokładnie to czego oczekujesz. Chcesz zmienić swoje życie to zmień nastawienie.
Budda powiedział taką fajną rzecz "Nie ma drogi do szczęścia - to szczęście jest drogą". Urzeczywistniaj w sobie uczucia wyższe - miłość, szczęście, spokój, akceptacje i wiele innych, a one będą kreowały Twoją rzeczywistość. Nie czekaj, aż na zewnątrz się pozmienia tak jak Ty chcesz, aby dopiero wtedy pozwalać sobie na szczęście, bo tak się nigdy nie doczekasz. W świecie duchowym to działa na odwrót - najpierw czujesz, potem dostajesz.
-
Bo w/g mnie Ci terapeuci byli do kitu.
Uczeszczalem na kilka terpaii, ktore w wiekszosci byly polaczeniem klasycznej terapii behawioralnej (czyli dochodzenia do swiadomosci, skad moga brac sie nasze wybory, zachowania i wynikajace stad blokady). Chodzilem od momentu nieco przed wypadkiem az gdzies tak do okolo 2005/6 r z przerwami oczywiscie. Duzo by pisac, ale o wiele wiecej sobie uswiadomilem pracujac samemu ze soba anizeli chodzac na tego typu rzeczy.
Piszesz, ze mam mala swiadomosc siebie-nie zgodzilbym sie z tym. To, ze nie rozumiem struktur spolecznych moim zdaniem wynika z rzeczy daleko bardziej wykraczajacych poza terazniejsze zycie, stad moglas odniesc takie wrazenie. Mam bardzo duzo wspomnien reinkarnacyjnych natomiast wlasnie w ogole nie moglem w sesjach regresingu dojsc do przyczyn owych blokad czy nieumiejetnosci radzenia sobie w zyciu terazniejszym.
Musialabys zapytac o cos bardziej szczegolowo, wtedy moglbym wiecej powiedziec. Wolabym wtedy prywatnie rozmawiac.
-
Clint- czyli to, ze pragne byc rozumianym i kochanym, zyc tak jak tego ja chce jest ograniczeniem?
-
Nie jest ograniczeniem i nie wiem co to ma do rzeczy. Te zdrowe potrzeby, które są w Tobie nie wykluczają całej reszty.
-
No bo napisales:
,,Twoja karma to nie tylko uczynki, ale także nastawienia i oczekiwania - a sam chyba widzisz czego Ty oczekujesz od życia tutaj? A dostajesz dokładnie to czego oczekujesz. Chcesz zmienić swoje życie to zmień nastawienie."
Wiec zrozumialem, ze skoro oczekuje wlasnie takich rzeczy, to mnie spotyka...no wlasnie, spotyka mnie cos innego. Dlaczego?
-
Bo zazwyczaj mamy w umyśle wiele, bardzo wiele różnych i często sprzecznych ze sobą oczekiwań - to co dostajesz potem to jest generalnie wypadkowa całej zawartości umysłu.
-
Rozumiem ale w takim razie czemu regresing nic nie pomogl?
-
Z jednej strony, możesz pragnąć bliskości, ale z drugiej strony w umyśle mogą tkwić lęki przed bliskością, lęki przed odrzuceniem(więc unikanie bliskich relacji, aby nie zostać skrzywdzonym), negatywne wyobrażenia na temat kobiet, związków, ogólnie ludzi, itp, itd. Kreuje się potem to co przeważa.
-
Czemu regresing nie pomógł? Nie wiem, ale to nie jest magiczna metoda. Być może nie jest to metoda dla Ciebie, a być może nie byłeś gotowy na uzdrowienie albo też nie dbałeś o ugruntowywanie pozytywów po sesjach(co jest konieczne!)
-
,,Z jednej strony, możesz pragnąć bliskości, ale z drugiej strony w umyśle mogą tkwić lęki przed bliskością, lęki przed odrzuceniem(więc unikanie bliskich relacji, aby nie zostać skrzywdzonym), negatywne wyobrażenia na temat kobiet, związków, ogólnie ludzi, itp, itd. Kreuje się potem to co przeważa."
Rozumiem i wiele razy czytalem na te tematy.
Wiesz, ja sie troche pogubilem bo...setki razy analizowalem sytuacje np. z wczesnego dziecinstwa, moje relacje z rodzicami, pierwszymi rowiesnikami czyli rzeczy, ktore mocno wplywaja na pozniejsze uksztaltowanie sie i choc znalazlem sporo roznego rodzaju syfow to nie byly one az tak mocne (moim zdaniem) aby do tego stopnia skomplikowac mi zycie. Czyli przyczyna musi tkwic glebiej.
Ponadto od ,,zawsze" mialem w sobie te dziwna wrazliwosc, nieumiejetnosc przebywania w halasie dluzej, w grupie ludzi i od zawsze bylem wyczulony na wszelkie rzeczy typu obowiazek, wladza itp. tak jakbym podswiadomie wyczuwal w nich jakas forme narzucania mi czegos.
Ktos z tego forum kto jest regreserem zasugerowal mi, ze moge miec tzw, syndrom dziecka Indygo. Poczytalem i rzeczywiscie, przytlaczajaca wiekszosc cech dokladnie zgadza sie ze mna jednak nie znalazlem odpowiedzi, jak mozna sobie pomoc bedac doroslym z takim czyms bo owe dzieci charakteryzuja sie ogromna wrazliwoscia i sa jakby urodzonymi buntownikami, odrzucajacymi wiekszosc przyjetych wzorcow zachowan.
Piszesz o tej bliskosci..ja mam tak ze bardzo jej pragne ale w ogole nie spotykam tego rodzaju bliskosci wsrod ludzi. W ogole nie spotykam wsrod ludzi tego, czego pragne wewnatrz.
-
Tristen
Jak się nie jest gotowym na zmianę to regresing nie pomoże. To tylko metoda, bez gotowości na uzdrowienie, nie ma cudów.
Znam osobę, ktora niby badzo chce sobie pomóc i uzdrowić, ale chce zrobic to tak by nie wybaczyć. Więc sesję z nia mają sredni efekt, bo odreagowuje się dużo rzeczy, ale nie chce ta osoba zrezygnować z roli ofiary. Broni się przed tym na rozmaite sposoby.
No i nie da rady, dopóki sama sie choć po części na to nie otworzy. Ona by chciała wykorzystac regresing do udowodnienia sobie wrecz, że ma rację i ze jest ofiarą, a inni są źli, paskudni.
-
Tristen,
Co ciekawe jak tak zrobić ankietę w społeczeństwie to się okaże że 99% ludzi pragnie być bogata... więc jest różnica między tym co się mówi, a tym co tkwi w podświadomości.
-
A nie próbowałeś sobie robić testy skojarzeń? To są połówki zdań, które musisz sam dokańczać, pierwszą myślą jaka przyjdzie Ci do głowy np.
"Nie mogę dostawać bliskości ponieważ..."
"Bardzo pragnę bliskości, ale boję się..."
Drugą rzeczą jest pisanie afirmacji z kolumną reakcji, która też ujawnia źródła problemów.
-
Laka -> mnie juz dawno minela chec na ,,waznosc" i udowadnianie bo ja chce po prostu zyc normalnie. Ale z jakis powodow nie potrafie odnalezc sie w strukturach spolecznych. Meczy mnie zgielk maista, tempo zycia itp. To rodzi we mnie stres, lek, zmeczenie, powoduje depresje i napiecia z ktorymi sobie srednio radze. Ja rozumiem, ze inni ludzie moga byc bardzo poobciazani i dlatego zachowuja sie tak a nie inaczej tylko nie znalazlem sposobu jak posrod takich ludzi zyc, jak umiejetnie unikac ich atakow, nie reagowac na nie.
Czy dostrzegasz u mnie wzorzec ofiary i czy moglabys wskazac mi np. jakis punkt, gdzie zachowuje sie w ten sposob?
To samo z zawodami - nie umiem wpasowac sie w wymogi stawiane przez rynek, przez pracodawcow, przytlaczajaca wiekszosc z nich nuzy mnie, ne potrafie na dluzsza mete im podolac.
Ja nie tyle czuje sie ofiara nawet co osoba w ogole nie potrafiaca w takich strukturach egzystowac. Pytalem sie wielokrotnie dlaczego tak jest. Od zawsze przychodzi ta sama odpowiedz: brak spokoju, ciszy, naturalnego rytmu. To nie ma nic wspolnego z ucieczka od materii jak wczesniej sugerowalas tylko jest ogromnym pragnieniem zycia w o wiele bardziej spokojnym swiecie.
Clint -> kiedys robilem cos takiego. Mozna takie cos znalezc teraz gdzies u was na forum? Chetnie zrobie, nawet z czystej ciekawosci. Afki kiedys mocno strzelalem ale podobnie jak regresing nie skutkowaly i sie zniechecilem.
-
Terapia behawioralna jest bardzo powierzchowna i nieskuteczna.
Czyli jak dotąd nie miałeś żadnej skutecznej metody pracy nad sobą.
Więc stwierdzenie że wykorzytstałeś tyle różnych metod i żadna ci nie pomogła jest nieprawdziwe.
Chęć do zmiany, terapia psychodynamiczna, dobry terapeuta i nie ma możliwośći aby ci to nie pomogło.
-
Inga -> po moich doswiadczeniach z psychoterapia mam dosc male zaufanie....i brak odpowiedniej gotowki aby wydawac miesiecznie okolo 1000 PLN na terapeute. A wiec kolo sie zamyka-kto bogaty tez moze sie leczyc.
Sto razy bardziej wole jeszcze raz sprobowac z regreserem, moze teraz akurat zaskoczy cos.
-
Tristen
Na forum za bardzo takich pytań nie ma - znajdziesz jedynie w niektórych tematach jakieś zestawy, które gdzieś tam ktoś wypisał czasem. Może spróbuj poszukać w Internecie. Dużo fajnych pytań znajdziesz w książce A. Atras "Zanim rodzina Cię wykończy i zanim Ty wykończysz rodzinę ". Możesz też w interesujących Cię tematach popytać na forum o jakieś konkretne zagadnienie, a może ktoś Ci by wypisał zestaw takich pytań.
A co do afirmacji - to, że Ci z nimi nie wyszło pokazuje tylko opór Twojej pś przed zgodą na pozytywy w Twoim życiu. No bo co to za problem regularnie powtarzać sobie coś co jest prawdą? Np. afirmowanie, że zasługujesz na bliskość i miłość. No bo przecież zasługujesz. No to w czym problem, żeby takie zdania sobie codziennie pisać?
-
Dzieki Clint, postaram sie poszukac tego.
Z afirmacjami tez racja, czuje ten opor w sobie.
Sprobowalem na spokojnie uporzadkowac to, co mnie meczy i wyszlo mi to:
-od dziecka odczuwalem bardzo silny, wewnetrzny lek przed opuszczeniem domu (z niewiadomych przyczyn balem sie isc do zerowk, szkoly - odczucie ze jestem opuszczony, ze nie ma przy mnie nikogo [ rodzicow? ] ), co dziwne uwielbialem bawic sie na podworku (moze czulem, ze jednak dom wtedy jest blisko?); poza tym pamietam z dziecinstwa ze bardzo czesto ogarnial mnie smutek zwiazany z brakiem bliskosci, przytulania, obecnosci kogos; czulem ogromna samotnosc i chyba zamykalem sie w sobie przez to
-od zawsze towarzyszyla mi bardzo silna niechec do szkoly w sensie nauki, nie potrafilem sie zainteresowac tym, co bylo w szkole wykladane, tutaj tez pamietam ogromny lek kiedy musialem zostac w szkole i nie moglem byc z rodzicami lub kolegami na podworku , wrecz paniczny strach (do dzis czuje to na splocie jak wracam pamiecia do tamtych zdarzen)
Teraz tak sobie troche uswiadomilem, ze ta moja tendencja do siedzenia w domu i braku poczucia bezpieczenstwa na zewnatrz (poza domem) kojarzy mi sie z tymi samymi emocjami. Rowniez dzis czuje sie o wiele pewniej w domu anizeli poza nim.
-nieumiejetnosc nawiazywania kontaktu z rowiesnikami (rowniez od dziecka male zrozumienie przez innych dla mojej wrazlwosci, duzo dokuczania, wysmiewania itp.)
Wlasciwie to zawsze jakos wracam pamiecia do tamtych zdarzen, tak jakby one byly dla mnie wazne.
Czy te wydarzenia mogly miec az tak destrukcyjny wplyw na moje obecne zycie i spowodowac az taki chaos i niechec do zycia wsrod ludzi, do pracy, do wszystkiego co zwiazane ze swiatem zewnetrznym? Jak to sie nazywa dokladnie i jak to mozna probowac uzdrawiac?
Teraz az mnie mdli i lekko boli w okolicach trzeciej czakry bo przypomnialem sob ie, jak wtedy bardzo sie balem i wrecz skrecalo mnie tam w srodku z leku.
I tez uswiadomilem sobie, ze od kiedy zaczalem szukac partnerki od zawsze podswiadomie szukam kogos, kto by mnie przytulil, dal mi to niezrealizowane poczucie bliskosci ktorego wtedy nie mialem. Takie jakby wrecz wolanie ,,przytul mnie", wpadanie w ramiona.
-
Jak to wywołuje takie emocje, to na pewno ma duży wpływ i z dużym prawdopodobieństwem jest też kontynuacją jakiś wzorców z wcześniejszych wcieleń(z jakiegoś powodu musiałeś się wtedy tak czuć).
W takim przypadku podstawą będzie praca nad bezpieczeństwem - zarówno ogólnie, jak i z dużym naciskiem na poczucie bezpieczeństwa wśród ludzi, w relacjach z nimi. Jest taka fajna medytacja Darka Logi "Bezpieczeństwo w świecie", która by z pewnością dość mocno uderzyła w Twoje problemy.
-
Rzeczywiscie cos w tym jest, bo do dzis najwiekszym lekiem u mnie jest lek samotnosci ktory czulem rowniez jako dziecko. Wychowywalem sie jako jedynak a rodzicow czesto nie bylo w domu i czesto brakowalo mi czyjejs obecnosci (do dzis brakuje mi tego, czesto czuje sie samotny posrod ludzi, nie umiem jakby wejsc w grupe, zagadac, to ja oczekuje ze ktos zwroci na mnie uwage - szczegolnie dostrzegam to w relacjach z kobietami gdzie wrecz szukam zrozumienia i poczucia bliskosci, nie potrafie dzialac tak jak przecietny mezczyzna ze to ja ,,podrywam").
W ogole to do dosc poznego wieku bylem bardzo lekliwym dzieckiem (przez co bylem wysmiewany i odrzucany przez rowiesnikow), a pozniej nagle odpal w druga strone zupelnie - maksymalny bunt, subkultury, narkotyki, klopoty wychowawcze i wszystko inne.
-
"szczegolnie dostrzegam to w relacjach z kobietami gdzie wrecz szukam zrozumienia i poczucia bliskosci, nie potrafie dzialac tak jak przecietny mezczyzna ze to ja ,,podrywam"
No i moim zdaniem to jest zupełnie normalne :) Tak samo jak potrzeba przebywania w ciszy na łonie natury - wyjedź sobie w miejsce, gdzie natura jest silna :) Mi bardzo pomógł pobyt w Puszczy Białowieskiej i zawsze jak tam wracam bardziej czuję siebie, to kim naprawdę jestem :) A 'rozbitków ze statków kosmicznych' na prawdę jest więcej, zdziwiłbyś się, ile jest istot tak samo zagubionych jak Ty :)
-
Tristen: normalnie jesteś miszczem :))) To my/ja piszemy Ci o prostych jak kij rzeczach jak przebaczenie lub akceptacja, a Ty czepiasz się tych aniołków :)))
Problemy, z którymi się borykasz to nie kwestia tego czy jesteś lub nie aniołkiem, elfem czy Kosmicznym Wędrowcem z 6 Kręgu Astralu Post-Atlantycznego z Domieszką Kosmicznej Świnki, ale banały wyjęte z pierwszego lepszego poradnika psychologicznego.
No ale jak tam chcesz. To też pokazuje, co w życiu wybierasz i jakie masz intencje - z całej dyskusji mogłeś wybrać cokolwiek i wybrałeś te nieszczęsne aniołki. No ale przynajmniej mogłeś sobie znowu pomarudzić zamiast zrobić coś ze sobą :))))
-
Greg -> mylisz 2 rozne rzeczy. Nie kapujesz, co mialem na mysli krytykujac struktury spoleczne i nie kapujesz, co mialem na mysli mowiac o swoich obciazeniach.
Ale to Twqoj wybor, Chcesz byc manipulowany i dalej zyc pod dyktando oglupialego spolecznestwa, prosze bardzo. Ja nie zamierzam.
-
Tak tak, jak to trudno być takim "lepszym", który "widzi więcej." Bo inni, co sobie sobie jakoś radza w tym życiu, robią tak tylko dlatego że są zaślepieni. A tu, im bardziej się człowiek rozwinie duchowo tym bardziej cierpi!
No ale, przynajmniej można sobie nakarmić ego że jest się takim bardziej świadomym od tych ciemnych mas. A od tych rozwijających się to może nie bardziej świadomym, ale jakimś takim moralnie lepszym.* I najlepsze, że nic nie trzeba robić ze swoimi problemami, bo to wina świata! Tylko jakoś tam jeszcze przecierpieć, łez się naronić nad swą duszą wrażliwą, ale ok, to taki znany ból do którego się przywykło. A i może na te łzy ronione któraś w końcu poleci. Oczywiście bratnia dusza, najlepiej taka która jakimś cudem** ma dom i w ogóle może takiego niedostosowanego wrażliwca utrzymać.
A wcielenia lecą, a świat się nie zmienia...
--
* To taki szczególny rodzaj bycia lepszym, wykorzystywany w przypadku braku jakichkolwiek innych powodów.
** Najlepiej gdyby była breathonomistką -- od breatharianin, osoba która uzyskała zdolność przekształcania energii kosmicznej w pieniądze.
-
Aniolkom dziekuje za rozmowe. Chcesz zasuwac w pocie czola, placic podatki, Twoj wybor. Ja nie zamierzam a jak mi ktos wejdzie w droge, to bedzie miec problem. Zreszta juz niektorzy mieli i wchodzic przestali. Teraz jasne?!
-
Gdzie tu była mowa o płaceniu podatków i zasuwaniu w pocie czoła o.O ?
-
Hahahaha , Tristen, oczywiście, że Ciebie nie rozumiem. W końcu to jest podstawa Twojej osobowości, którą ciężko przez lata budowałeś. Twoja prawda osobista o Tobie brzmi: "nikt mnie nie rozumie". I OK, rozumiem. Ale zaraz. Jak to rozumiem? Przecież mam nie rozumieć :DDD
Ojoj chyba się zapętliłem ;-)
Zresztą, najważniejsz abyś Ty sam siebie rozumiał. Choć mam wrażenie, że z tym też jest ciężko :D
-
Tristen
Pisałeś o tym, że chcesz się zaszyć gdzieś z dala od ludzi , zgiełku miejskiego i hałasu, do tego nie płacić podatków, nie pracować więc może się spróbuj takiego życia. Znajdź takie miejsce, nie po to by być pustelnikiem, choć niewykluczone, że to Ci się może spodobać :), ale po to, żebyś spróbował tego za czym tak bardzo marzysz. Daj sobie np. rok czasu a petem zobaczysz, czy to było prwdziwe pragnienie, czy iluzja.
-
@Lynd: ale nawet w takim „idealnym” świecie dalej można czuć się niewolnikiem. Ograniczonym, osaczonym we „własnym” domu. Można wierzyć, że osobista wolność jest opłacona niewolą ukochanej breathonomistki. I dalej żyć w lęku, karmiąc się nienawiścią do złego systemu i paskudnych ludzi.
Poczucie wolności to stan umysłu i ducha. Podatki to rzecz fizyczna.
Można płacić podatki będąc człowiekiem wolnym.
Można płacić podatki będąc niewolnikiem i pod przymusem, żyjąc w strachu przed Systemem.
Można podatków nie płacić będąc wolnym człowiekiem.
Można podatków nie płacić będąc niewolnikiem systemu. Ot, choćby w imię walki z tym systemem, buntu, protestu, ucieczki.
Ja akurat wybrałem tę pierwszą opcję. Podoba mi się:)))
@Tristen: jak rozumiem lubisz opcję 4. Jak Ci z tym dobrze,Twoja sprawa. I tu masz rację: nie rozumiem, jak możesz tak funkcjonować. Jak dla mnie sam sobie zbudowałeś więzienie i wlazłeś do środka a teraz krzyczysz, że jesteś więźniem?
A w ogóle: taka z Ciebie stara dusza, tak pełna mądrości i wiedzy. A żyjesz w lęku przez U.S.?
-
Widzisz, Greg, caly problem jest w tym, ze wy probojecie pozbyc sie Ego i uciekacie od materii zamiast ja akceptowac i uwazacie ponadto, ze rzeczy materialne a zle itp. Ok, ja mysle na odwrot - mozna byc bardzo duchowo rozwinietym i posiadac duzo bogactw i wcale nie koliduje to jedno z drugim, podobnie jak Ego ze swiadomoscia.
Mateusz, mam prawo do zycia jednoczesnie poza tzw. normami i posiadaniem tego, co inni.
A co do strachu, owszem - obawiam sie ludzi pokroju dyktatorskiego, bo jedynie glupiec sie nieczego nie leka. Jednak jest roznica miedzy slepym strachem a uzasadniona obawa.
-
Hehe, tak Tristenie, miłośniku Ego i gromadzenia bogactw. Najważniejsze to umieć sobie własne leki i paranoje dobrze uzasadnić :)))
A swoją drogą: skoro gardzisz wszystkim co ludzie tworzą, to jakie Ty bogactwa chcesz gromadzić? Borówki?
-
Gardze? Gdzie powiedzialem, ze ktos z Was jest gorszy? To chyba Ty masz jakas paranoje, skoro czujesz sie taki.
Gardze poronionym systemem spolecznym ktory krzywdzi tak samo was jak i mnie a jedyna roznica to ta, ze ja potrafie otwarcie o tym mowic podczas gdy Ty na przyklad dalej smiesz twierdzic, ze to z nami cos jest nie tak skoro dany system nam sie nie podoba
Ok, masz do tego pelne prawo.
-
Tristen
No właśnie. Sam sobie przeczysz.
"Mateusz, mam prawo do zycia jednoczesnie poza tzw. normami i posiadaniem tego, co inni."
Z jednej strony nie chcesz płacić podatków i zusów, bo tego wszystkiego, na co idą podatki, i z czego wszyscy ludzie korzystają Ty nie potrzebujesz. O tym pisałeś ileś tam postów wcześniej. Nie chciałeś korzystać z cywilizacyjnych udogodnień, nawet coś mówiłeś o Średniowieczu :), chyba tak chciałeś żyć.
A z drugiej strony chcesz żyć tak jak inni, i korzystać z tego co daje społeczeństwo. Wynika z tego, wbrew Twoim obawom żeby nie być wykorzystywanym, jest to postawa biorcy a nie dawcy.
Co do wyborów...
Masz dwie opcje, jak na obecną sytuację;
1. Wybór życia z dala od społeczeństwa, co się wiąże z rezygnacją ze "społecznych udogodnień".
2. Życie w społeczeństwie, ze wszystkimi prawami, obowiązkami, udogodnieniami i ograniczeniami.
Można więc powiedzieć, że wszystko ma swoją CENĘ.
A jak ułożysz się ze społeczeństwem, to już TWÓJ WYBÓR.
-
No tym razem nie wytrzymałam ;)
Greg nigdzie nie napisał, że uważasz, że ktoś jest gorszy, tylko, że gardzisz tym co ludzie tworzą. Greg też nie napisał nic o czuciu się gorszym. Chyba, że coś przegapiłam.
Rozumiem Twoje niezadowolenie z systemu społecznego. I tak naprawdę nie znajdziesz na tym forum nikogo kto jest z niego w pełni zadowolonym :) Chodzi o postrzeganie siebie w tym systemie. Pogarda wiąże Cię z nim jeszcze bardziej niż cały system zakłada. Mateusz ma rację. Znajdź takie miejsce bez ludzi, zgiełku i podatków, są takie. Może tam znajdziesz spokój w sobie. Choć zaczynam też rozumieć punkt widzenia Grega. Zmiana otoczenia może Ci nie pomóc. No ale lepiej działać w jakimkolwiek kierunku niż nie robić nic.
-
Co do wyborów...
Masz dwie opcje, jak na obecną sytuację;
1. Wybór życia z dala od społeczeństwa, co się wiąże z rezygnacją ze "społecznych udogodnień".
2. Życie w społeczeństwie, ze wszystkimi prawami, obowiązkami, udogodnieniami i ograniczeniami.
Można więc powiedzieć, że wszystko ma swoją CENĘ.
A jak ułożysz się ze społeczeństwem, to już TWÓJ WYBÓR.
A jak nie to co? Policja mnie postraszycie? Wojskiem? Ekskomunika?
-
Oh, Tristen, wyjaśnijmy kilka rzeczy, co byś czasu nie marnował. Ja nie czuję ani gorszy ani tłamszony, prześladowany, zniewolony czy co tam sobie jeszcze wymyślasz. To Ty przyszedłeś tu ze swoimi problemami i pytaniami, na które szukasz odpowiedzi. Ja już nie szukam. Już znalazłem i akurat ze swojego życia na ziemi jestem bardzo zadowolony. A tu jedynie dzielę się swoją wizją, która do tego stanu doprowadziła.
Dzielę się, nie narzucam! Możesz sobie z tego co piszę wziąć co chcesz, albo wzorem Marcina odesłać mnie do lekarza.
Choć ciekawe, który z nas trzech będzie miał bardziej udany wieczór :)))
-
"A jak nie to co? Policja mnie postraszycie? Wojskiem?"
Tristen: jak sam napisałeś, nie chodzi o strach tylko o uzasadnioną obawę ;) Każdy wybór ma swoje konsekwencje. Każda akcja powoduje reakcję. Jeśli zaczniesz zagrażać społeczeństwu (np: zechcesz okradać ludzi albo ich krzywdzić) to możesz się spotkać z odpowiednią reakcją m.in. wspomnianych organów. Tak jak pisałem wcześniej: swoboda działania jednostki ma swoje granice :)))
Patrz: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114881,11173529,Zamachowiec_samobojca_aresztowany_w_drodze_na_Kapitol.html
Najwyraźniej kapitol jest zadowolny z tego, że jest i nie ma ochoty wylecieć w powietrze ;-)
-
Znam o wiele bardziej wyszukane formy obejscia systemu i korzystania z jego przywilejow :).
I nie musisz mi przypominac o metodach jego dzialania, bo dzieckiem nie jestem. Wiec prosze Cie, nie martw sie o konsekwencje moich wyborow...chyba ze czujesz, ze rowniez i na Ciebie moje wybory maja negatywny wplyw.
A to, ze przytlaczajaca wiekszosc ludzi woli biernie dostosowac sie do owego systemu zamiast go przebudowac, aby dzialal z prawdziwym pozytkiem dla spoleczenstwa swiadczy dobitnie o tym, jak ludzkosc zostala zmanipulowana i zastraszona. Ale to nie moj problem. Ja nie zamierzam byc ani kolejnym Jezusem ani kolejnym bin Ladenem.
-
Greg
Ty mówisz z pozycji ustawionego w życiu posiadacza, Tristan - buntownika. W ostatnim poście przemawia przez Ciebie lęk "Jeśli zaczniesz zagrażać społeczeństwu (np: zechcesz okradać ludzi albo ich krzywdzić) to możesz się spotkać z odpowiednią reakcją m.in. wspomnianych organów. Tak jak pisałem wcześniej: swoboda działania jednostki ma swoje granice :)))".
Nawet w żartach taki pomysł, ze Tristan mógłby zagrażać komuś ? Czyzby lęk o Twoją pozycję ?
A Tristan reprezentuje tutaj cień społeczeństwa i troche go rozumiem, bo mam podobną część w sobie. Uważam, że muszą nastąpić zmiany społeczne, bardziej uwzględniające dbanie o ludzi, którzy sobie nie radzą w społeczeństwie.
-
Karina: a mi chodzi o to, że mając oczyszczone intencje do ludzi i społeczeństwa można żyć wśród nich, realizować się i rozwijać. Wówczas społeczeństwo i jego struktury nie są ograniczeń. Po prostu są, istnieją sobie obok i już. No, przynajmniej mi się tak udaje :)) Wtedy nie trzeba się obawiać ani policji, ani wojny, ani ACTA ani Tristana ;)
A pisząc o Tristanie odnoszę się do jego własnych wypowiedzi. Tristan pisze, że obawia się dyktatorów-fanatyków a jednocześnie sam ma podobne zapędy: uważa, że wie lepiej jak ludzie (łącznie ze mną) powinni żyć, co robią dobrze, co robią źle. Och jaki ten świat byłby piękny gdybyśmy wszyscy żyli zgodnie z wizją Tristana!
Ot samo-nakręcająca się spirala. Można to brać na poważnie albo się śmiać. Tristan bierze to na poważnie - w końcu do jego umysł. On wierzy w ograniczenia, które sam sobie narzucił. Ale winę za to zwala na otocznie.
A mi się nie chce przejmować - szkoda życia :)))
-
Ale nie forsuje moich przekonan za pomoca wojska czy innych rozwiazan narzucajacych moja wole innym.
Poza tym, gdybys Greg chcial wiedziec, kazda dusza jest inna, kazda ma inne blokady i przede wszystkim kazda pragnie doznac czegos innego. Mozliwe, ze Twoja akurat ma za cel doznanie zupelnie innych sfer zycia anizeli kontroli ze strony sluzb czy przepisow i dlatego ma to gdzies. Moja pragnie wolnosci, mozliwosci autokreacji zgodnie z wlasnymi potrzebami a te kloca sie z ustanowionymi normami.
Wiec nie wiem, skad u Ciebie ten smiech.
-
"przytlaczajaca wiekszosc ludzi woli biernie dostosowac sie do owego systemu zamiast go przebudowac,"
Sam przecież też nie chcesz go przebudowywać, tylko wolisz o nim (o sobie?) gadać. Między Polakami powinieneś więc czuć się jak w domu ;)
"Ale to nie moj problem."
Właśnie cały wątek piszesz jak to nie Twój problem, tylko cudzy ;) tylko ile Tobie nastręcza problemów. Patrząc na to z tej strony, wygląda zaskakująco jak problem który sam masz, co? ;)
Ciekawe podejście: coś mi bardzo przeszkadza w życiu, ale to "nie mój problem", więc nic z tym nie robię. Stół mi się złamał w domu, ale to nie mój problem, tylko stołu. Co prawda śniadanie i obiad muszę jeść na łóżku, ale przynajmniej to nie mój problem :D
-
Lynd -> Ty chyba naprawde masz do tego stopnia narzucone przekonanie o tym, ze doslownie kazda dusza ktora napotyka na ograniczenia z zewnatrz ma ze soba problem, ze Ty nie umiesz juz dostrzec ze sa rowniez inne formy ograniczen, niekoniecznie wynikajace z blokad danej jednostki. Ale masz prawo tak myslec. Jednak tym samym dajesz bardzo duze mozliwosci do manipulacji Twoja osoba tym, ktorzy czekaja na to, aby poprzez tego typu myslenie zmusic Ciebie do ciaglego wysilku w celu uzyskania jeszcze wiekszej energii (niewazne, czy pieniedzy, wkladu czegos, pracy).
A nie przyszlo Ci nigdy do glowy, ze Ziemia moze byc sterowana przez obce cywilizacje lub ze system zostal tak gleboko zaszczepiony w ludzkiej psychice (niewazne przez kogo, wazne ze zdal oto swoj egazmin), ze teraz nikt juz prawie nie zdaje sobie sprawy z tego faktu?
Mowisz, abym staral sie cofac i patrzec na siebie z perspektywy. I ja to robie. Powiem wiecej, moze za jakis czas dojde do przekonania, ze to Ty i inni mieliscie racje. Ale narazie tak nie sadze, bo to, co widze uklada mi sie w pewien szerszy algorytm pod tytulem ,,manipulacja".
PS
W Polsce rzeczywiscie czuje sie dobrze, ale raczej nie a sprawa ludzi bo nie podoba mi sie wszechobecne chamstwo, kultura picia na umor, wstretu do materii i w ogole zacietrzewienia jakiegos.
-
Ah Tristen
Śmieję się bo jestem szczęśliwy. To takie straszne? Hm, dla Ciebie pewnie tak. Ty byś pewnie nigdy nie upadł do mojego poziomu.
No cóż, mamy zupełnie inne systemy wartości. To co dla mnie jest wolnością, dla Ciebie jest szczytem niewoli. To co dla mnie jest rozwojem dla Ciebie jest uwstecznianiem się.
Na szczęście świat jest wielki i pomieści najróżniejsze osobliwości :)))
[tak wiem, dla Ciebie świat jest mały, ciasny i ograniczający]
-
"A nie przyszlo Ci nigdy do glowy, ze Ziemia moze byc sterowana przez obce cywilizacje lub ze system zostal tak gleboko zaszczepiony w ludzkiej psychice (niewazne przez kogo, wazne ze zdal oto swoj egazmin), ze teraz nikt juz prawie nie zdaje sobie sprawy z tego faktu?"
To lubię. To się nazywa argument ostateczny. Każdemu kto się ze mną nie zgadza kosmici zrobili pranie mózgu i jest marionetką imperium zła. Jakież to proste!
Zatem zostawiam Cię z tym kosmicznym problem do rozwiązania. Całe szczęście, że są jeszcze na świecie tacy świadomi ludzie jak Ty, którzy zdają sobie sprawę z wielkości zagrożenia.
Jak dojdziesz do jakichś konkretnych wniosków to daj znać :))))
-
Śmieję się bo jestem szczęśliwy. To takie straszne? Hm, dla Ciebie pewnie tak. Ty byś pewnie nigdy nie upadł do mojego poziomu.
-Ja raczej wyczulem szyderstwo ale ponoc w ten sposob smieja sie Ci, ktorzy nie maja juz zadnych argumentow i w ten sposob proboja zdyskretytowac swojego przeciwnika. A szkoda, bo jedno z powiedzen Dalekiego Wschodu mowi, ze aby z kims walczyc, najpierw trzeba go uszanowac.
To lubię. To się nazywa argument ostateczny. Każdemu kto się ze mną nie zgadza kosmici zrobili pranie mózgu i jest marionetką imperium zła. Jakież to proste :))
-Wroc jeszcze raz do calosci tego co napisalem wczesniej i odpowiedz jeszcze raz.
-
Kochani, ciekawa jestem co sądzicie o tym filmiku.;)
http://www.youtube.com/watch?v=KfwM4W96Ay0&feature=share
-
Ja to skomentuje tak:
http://youtu.be/BNsrK6P9QvI (http://youtu.be/BNsrK6P9QvI)
-
Greg, jesteś jak Shimoda z "Iluzje czyli człowiek, który nie chciał być mesjaszem" :D:D
-
http://vod.onet.pl/zanim-przeklna-nas-dzieci,23976,film.html
Czy nam zagraża terrroryzm, podatki itp.? Są gorsze rzeczy,które sobie robimy. W imię zysku niektórych z nas.
-
Greg:
Facepalm rlz ;DD
-
http://vod.onet.pl/zanim-przeklna-nas-dzieci,23976,film.html
Czy nam zagraża terrroryzm, podatki itp.? Są gorsze rzeczy,które sobie robimy. W imię zysku niektórych z nas.
->A teraz zadajcie sobie pytanie: kto to chce wciaz utrzymywac na rynku? I drugie pytanie: po co?
-
http://tobrze.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?814928
-
http://tobrze.blox.pl/2011/11/Marchew-Tak-ale.html
http://tobrze.blox.pl/2010/02/PKB-a-zima-czyli-marchew-is-the-future.html
:D
-
http://www.youtube.com/watch?v=LThebmMeBm8&feature=related
A co powiecie na 3ch mężów;)?
Wszyscy pracują, zajmują się dziećmi, zawsze któryś jest w domu, no i jak jeden nie ma ochoty na seks, to pozostaje jeszcze 2ch:P
-
Laka, haha - to może być ciekawe :-)))
-
Hydro
Ja tak żartuję, nie chciałabym;) Choć przyznam, że to ciekawa odmiana w stosunku do haremów:)
-
Laka - ja tez bym nie potrafiła żyć w takim związku z 3 facetami.... ale brzmi to interesująco, właśnie ze względu na tą odmianę. Niektórym kobietom mogłoby się to naprawdę podobać ;)
Chociaż gdyby jeden był do bliższego związku, a dwóch pozostałych do zajmowania się domem itp., to już nie miałabym chyba większych oporów ;) Tylko że tamci dwaj bardziej podpadaliby pod służbę niż pod mężów ;)
-
W najbliższy poniedziałek mamy taki mały "wyjazd inegracyjny" na kajaki - naszego departamentu z jednego biura. Jedzie jakieś 30 osób. No i jak to przy wyjazdach integracyjnych bywa....ludzie planują nie tylko w co się ubrać na te kajaki ale i co i kiedy sobie "wypiją". Nasza ekipa nie jest jakoś moccno pijąca ale zawsze jakiś alkohol sie pojawia. I dzisiaj rozmawiając z moją koleżanką, z którą mam płynąć w kajaku powiedziałam, że skoro płyniemy razem to ja proszę aby przed spływem albo w jego trakcie nie piła alkoholu. Zapytała się czy się boję, że się wywrócimy. Odpowiedziałam spokojnie, że nie chcę płynąć w jednym kajaku z osobą, która piła alkohol. Usłyszałam na to, że najwyżej zamienimy się i popłynę z kimś innym - na co odpowiedziałam - nie ma sprawy;-)
Czuję, że zrobiłam dużą rzecz. Postawiłam jasno swoje warunki - ale zrobiłam to w taki spokojny i pewny siebie sposób, że dziewczynie się nawet nie chciało "szarpać" w temacie. Dobrze się z tym czuję;-) Laska pewnie teraz przerabia temat w głowie bo jej mąż ma problem z alkoholem i ona w związku z tym ma dziwne podejście do tematu alkoholu ale - to już nie mój problem.
Dodam, że przy ostatnich imprezach firmowych nie przeszkadzało ludziom, że piję drinki bezalkoholowe a na zeszłoroczny wyjazd pod tytułem - park linowy i ognisko nie pojechałam bo akurat tak się szczęśliwie złożyło, że miałam urlop. Pamiętam, że starali się mnie przekonać na zmiane terminu wakacji ale uciełam temat stwierdzeniem, że skoro nie lubię wisieć na linach, nie piję alkoholu i nie jem mięsa to na wyjeździe gdzie atrakcjami są liny, wino i kiełbasa - nie ma dla mnie atrakcji;-)
-
Tulia gratuluję!
Gdy ja znajduję sie podobnego typu sytuacjach to nie przychodzi mi to jeszcze tak łatwo... stanowczości mam wystarczająco w wypowiedzi, ale brak mi takiego wewnętrznego spokoju... pewnie kryje się tam gdzieś we mnie jeszcze jakieś poczucie winy, że odmawiam znajomym, czy coś w podobie... dlatego też pewnie dość często jeszcze trafiają się sytuacjie gdzie pakuję się w alkoholowe towarzystwo, choć sam już nie piję wcale...
-
Dziękuję Tomku;-)
Mnie to się działo stopniowo zatem i Tobie się zmieni!
-
Dodam, że przy ostatnich imprezach firmowych nie przeszkadzało ludziom, że piję drinki bezalkoholowe a na zeszłoroczny wyjazd pod tytułem - park linowy i ognisko nie pojechałam bo akurat tak się szczęśliwie złożyło, że miałam urlop. Pamiętam, że starali się mnie przekonać na zmiane terminu wakacji ale uciełam temat stwierdzeniem, że skoro nie lubię wisieć na linach, nie piję alkoholu i nie jem mięsa to na wyjeździe gdzie atrakcjami są liny, wino i kiełbasa - nie ma dla mnie atrakcji;-)
Dla nich to pewnie abstrakcja, że kogoś nie ciągnie do takich energii:D
Dla mnie też są w życiu inne, o wiele przyjemniejsze i ciekawsze atrakcje, niż wino i kiełbasa - to jest abstrakcja:)
-
Sylwia
Czasem robię za ciekawostke przyrodniczą;-) jak np zajadam na obiad kaszę gryczaną z soczewicą i ziarnami slonecznika;-) Ale widzę, że sie juz przyzwyczajają....
-
Ostatnio mnie tak właśnie zastanawiało, że ludzie mają "poczucie harmonii" i jakiejś bliskości( w swoich pijanych urojeniach) gdy się właśnie wspólnie spiją. Inaczej nie mają o czym ze sobą rozmawiać, albo się boją.
To się teraz nazywa "integracja".
Potem dochodzi jeszcze wzorzec, że jak się z kimś pije, to jest "swój".
To jak wytwarzanie urojonych więzi i bliskości za pomocą wspólnego picia. Taka trochę inicjacja: zakodujmy sobie pod wpływem alkoholu, że jesteśmy dobrymi znajomymi i dobrze się rozumiemy;)
-
Jak kiedys sprobowalem wino, to malo nie padlem, i pierwsze co pomyslalem to:
"o kurcze to im smakuje!? chorzy czy co... idioci" ;)
Wino i kiełbasa - to mnie wręcz rozbawiają. Wydaje sie byc jakas abstrakcją, taką jak sztuczna czekolada, ze słodzikiem w herbacie, a później cukierkiem z gumy :)
Kiedy brat mnie odwiedzil, zapamietalem pewna rozmowe. Opowiadal swojej dziewczynie, ze tutaj ciasta, czy wypieki, napoje, sa po prostu slodkie, ale na takim odpowiednim poziomie, a nie przeslodzone że aż mdli :)) Mam podobne odczucia do plastiku, co do mięsa. Cenię jakość.
Po uzdrowieniu tematu nieprzytomnosci, sprobujcie kiedys uslyszec argumenty za tym, po co macie sie napic. W moim przypadku uslyszalem, ze warto sie naje..ć bo jest piękna zwała, lub "o tak, po prostu, nachlać się, aby było milo"! :)
Laka,
Ta owa harmonia wydarza sie dlatego, poniewaz zmienia im sie aura po wypiciu alko.
Uzyskują namiastkę tego, co dla wielu ludzi zajmujacych się praca z energia, aurą, swoim ciałem jest naturalne wręcz :)
To samo z Euro 2012. Jeśli drużyna nie gra pieknie, to jedyna radość z oglądania meczu bierze sie stąd, że pół stadionu napina swoje ciało, oczekuje, spina się .. do momentu aż piłka wpadnie do bramku. Następuje upragnione rozluźnienie mięsni, i uwarunkowana radość.
Gorzej, jesli ludziom się uroi, ze tylko mozna miec bliskie, przyjacielskie relacje po 1 butelce na głowe. Efekt - wspaniały dobrobyt krajów słowiańskich. :D
A zatrważający jest fakt, że wiekszosc studentow psychologii chleje na potęge, nie róźniąc się od statystycznego Polaka ani na jotę, a potem ma czelność wyrażać opinie na temat, którego kompletnie nie pojmują, podczas gdy czują się tak kompetentni jak sam papież w sprawach religii. Bo co może powiedzieć psycholog, który nie przeżywał naturalnej radości, do osoby, która ma problem z depresją? " Co czujesz? Będzie lepiej. Och, a może się napij?". Z tego powodu konieczność dokształcania wieloletniego psychologów czasem ma sens.
To teoria musi się uczyć od doświadczenia, a nie być pouczaną :)
-
Genialny film, który każdy powinien obejrzeć;
http://www.youtube.com/watch?v=jxTEPQGIEXg&feature=share
-
"Jak kiedys sprobowalem wino, to malo nie padlem, i pierwsze co pomyslalem to:
"o kurcze to im smakuje!? chorzy czy co... idioci" ;)"
Mi też nie smakowało, ale zdarzało mi się lekko popić przy wydawałoby się ciężkiej depresji bez wyjścia. Mam na myśli okres tygodnia-dwóch przebywania w samotności i rozmyślań w wieku 14 lat. Oczywiście to w niczym nie pomogło i nie wróciłam nigdy do takich
rozwiązań ; p
Unikam jak ognia imprez i spotkań towarzyskich, szczególnie gdzie upijają się na umór. Po prostu nie przekraczam jakiejś granicy, po której czułabym nie akceptowany przez siebie prymitywizm ze strony ludzi.
"Gorzej, jesli ludziom się uroi, ze tylko mozna miec bliskie, przyjacielskie relacje po 1 butelce na głowe. Efekt - wspaniały dobrobyt krajów słowiańskich. :D"
Na studiach to była normalka. Strzelić sobie kilka piwek na rozgrzanie atmosfery.Jednak Anka oczywiście była dziwna i zawsze znikła wcześniej niż zdążyli ją zaprosić ; )
-
Indigo kids: Does the science fly?
By Sharon Jayson, USA TODAY
James Twyman is convinced that there's a new generation of special children among us who are psychically sensitive and spiritually evolved.
Those who follow metaphysics and ancient spiritual teachings have for years quietly nurtured the belief in these kids, known as Indigo children for the deep blue color of the "auras" psychics say they see around them.
Skeptics point out that there's no scientific research backing up the existence of these children, and Twyman, 43, knows that's true.
"Certainly in the scientific realm, this is just a bunch of New Age nonsense," says Twyman, a writer and musician known as a "peace troubadour" in his hometown of Ashland, Ore. "But I think anyone with an inquisitive and rational mind can look at many children out there today and say there's something about them."
Twyman was so inspired by Indigo children that he has co-written and produced a movie called Indigo about a girl with intuitive abilities.
In the film, a fictional girl called Grace has psychic and healing powers. She senses harmful situations before they happen and feels an instant kinship with other Indigos.
Tammy Glover says she sees evidence of the phenomenon in her daughters, ages 9 and 3, who she says have talked about past lives and seem to know things before they happen.
Glover says her preschooler, for example, described a bathing suit in detail that Glover had purchased for her, even though she says she never told the child she was going to buy her anything.
"I'm absolutely a believer," she says.
Glover's daughters are both in the movie, which was filmed in Ashland using local actors, including Neale Donald Walsch, author of the best-selling Conversations with God (Penguin Group) books.
In a one-day event in late January, more than 600 churches, movie theaters, schools and bookstores screened Indigo in the USA and Canada. The independent film took in almost $1.2 million, Variety says. Now the movie is available on DVD at mainstream video and other stores.
The movie, along with several new books and Indigo-focused Web sites, is bringing the Indigo phenomenon to the attention of the general — and often skeptical — public.
Even among believers, Indigo kids are known to exhibit some unruly behaviors similar to attention deficit hyperactivity disorder; they are often diagnosed with ADHD.
Some mental health experts fear that parents may embrace the Indigo label because they don't want to believe their children have behavior problems associated with ADHD, such as resistance to authority and trouble with school rules.
"The odds are that mixed in that group are a number of children who are very, very bright and astute and alert and very sensitive to picking up cues in other people," says David Stein, a psychology professor at Longwood University in Farmville, Va.
But "I would not call them Indigo children. I would simply say it's a bright child who misbehaves."
David Cohen, a clinical social work professor at Florida International University in Miami, agrees.
"The view in medicine is that ADHD is a defect. It's a disorder," he says. "If you're a parent, the idea of 'gifted' is much more appealing than the idea of a disorder."
March data from the National Center for Health Statistics say 6% of children ages 3-17 had ADHD in 2003.
But believers say Indigos are special kids who have been misunderstood.
"These are sensitive, gifted artists who are non-conformists and don't fit in, and that's what gets them sent to the school psychologist," says Doreen Virtue, author of the 2003 book The Crystal Children: A Guide to the Newest Generation of Psychic and Sensitive Children (Hay House Inc).
Teresa Zepeda's daughter Crystal is among the case studies in Virtue's book. Zepeda, of San Antonio, says Crystal healed herself of an earache when she was 6. Zepeda says she told her to "lie down, put her hand on her ear and ask God and Jesus to heal her."
Indigos may have existed in many generations. But in the past, parents may have discouraged kids from developing psychic talents, says Wendy Chapman, director of a Web site called MetaGifted.org.
Twyman believes Indigo kids will play a significant role in the evolution of humanity. "It's such an important time in human evolution and our history that we need wise souls," he says. "Maybe it's possible these children are coming to save the planet."
Meghan McCandless, now 11, stars in the Indigo movie, but her family is not convinced Indigos really exist.
"We are from fundamentally different places spiritually," says Cameron McCandless, Meghan's mom. "There has never been any shred of evidence that I've seen to support the existence of Indigo or that phenomenon. However, there are people that we respect and admire who believe in that."