Pozytywne Inspiracje
Forum => Afirmacje i dekrety => Wątek zaczęty przez: Clint w 2012-01-25, 21:50:30
-
Nie wiem dlaczego, ale dopiero teraz stało się dla mnie oczywistym, że sam fakt uwolnienia mnóstwa obciążeń wiążących z się ze związkami nie wystarczy do kreacji tego związku. Zupełnie zapomniałem, że jako osoba pozbawiona przez całe życie bliskości i seksu oraz przyzwyczajona do ciągłego braku - muszę włożyć więcej wysiłku w budowanie pozytywnych wyobrażeń dostatku w temacie. Stąd ten dekret, który mi się praktycznie sam napisał, w którym wyraziłem to czego mi tak bardzo brakuje - szczególnie rzeczy, który nie było w domu, których się nie otrzymywało od matki. W swoim dekrecie mam jeszcze dodatkowy akapit dotyczący samooceny, ale że go przekopiowałem z książki, to go tu nie wrzucam.
A o to dekret:
Przebaczam sobie wszystko, co mi nie pozwalało na bliskość, seks i udany związek partnerski. Przebaczam wszystkim kobietom, które nie chciały być ze mną. Przebaczam wszystkim kobietom, które mnie poniżały. Już teraz uświadamiam sobie i dostrzegam obfitość idealnych dla mnie partnerek. Zauważam, że Bóg zawsze ma dla mnie wspaniałe, atrakcyjne, harmonijne kobiety z którymi mogę tworzyć spełnione związki. Pozwalam sobie zauważać te kobiety i przyjmować je do swojego życia. Już teraz w moim życiu zawsze znajdują się harmonijne ze mną kobiety, które odpowiadają mi pod każdym względem i które chcą być ze mną. Już teraz w moim życiu pojawiają się atrakcyjne, harmonijne, czułe, sympatyczne, cudowne kobiety, które chcą mi dać wiele ciepła, miłości, bliskości i Bosko czystego seksu. Jestem niewinny i w porządku, gdy otaczam się takimi kobietami.
Zasługuje na miłość, szacunek, wsparcie, przyjaźń, ciepło, harmonię i błogi seks w związku. Zasługuje i otwieram się na dostatek czułości, bliskości, ciepła, wsparcia, zainteresowania mną i harmonii w relacjach z ludźmi. Bóg w swojej nieskończonej miłości obdarza mnie tym wszystkim na każdym kroku. Mam prawo chcieć i pragnąć tyle miłości, wsparcia, bliskości, ciepła i seksu ile tylko zechcę i jestem z tym bezpieczny i niewinny. Otrzymuje tyle miłości, wsparcia, bliskości, ciepła i seksu ile tylko zechcę, a Bóg to akceptuje i wspiera. Każdego dnia otrzymuje ogromne ilości miłości, bliskości, ciepła i wsparcia od innych ludzi. W moim życiu jest mnóstwo miłości, bliskości, wsparcia i ciepła – jest to dla mnie naturalne i oczywiste. W moim życiu jest tyle harmonijnego seksu, ile tylko potrzebuje – jest to naturalne, niewinne i bezpieczne.
Czuje się chciany i kochany na każdym kroku. Czuje się chciany i kochany przez wystarczająco dużo kobiet. W moim życiu zawsze jest wystarczająco dużo kobiet, które chcą mnie kochać, wspierać, przytulać i obdarzać ciepłem. Dostrzegam, że istnieje mnóstwo kobiet, które chcą zaspokajać moje potrzeby seksu i bliskości z czystymi intencjami wobec mnie. Zasługuje na to, aby być często przytulany przez osoby, które kocham i które mnie kochają. To bezpiecznie i niewinne, gdy jestem przytulany i całowany przez bliskie mi osoby. Jest mi wspaniale i błogo, gdyż w moim życiu otrzymuje dostatecznie dużo czułości, przytulania, pocałunków i pieszczot. Wszystkie moje potrzeby związane z bliskością i seksem są zawsze zaspokajane w najkorzystniejszy i najprzyjemniejszy dla mnie sposób. Uwalniam się od lęków i wyobrażeń, że bliskość i seks mają swoją cenę. Otrzymuje tyle bliskości i seksu ile tylko zechcę, bez ponoszenia jakichkolwiek nieprzyjemnych konsekwencji. Bliskość i seks stają się naturalną częścią mojej codzienności.
Jestem gotowy na doskonały związek miłości i seksu, w którym doświadczam harmonii uczuć, energii, celów, świadomości i czystości intencji. Zawsze z łatwością tworzę udane i spełnione związki partnerskie, gdyż z pomocą Boga zawsze trafiam na najlepsze dla mnie kobiety. Bóg swoją potężną mocą uwalnia mnie od wszystkiego co nie pozwalało mi tworzyć spełnionych związków. Dzięki Bogu jestem wolny od samotności i bezsilności wobec kreacji związku. Bóg zawsze prowadzi mnie i moje idealne partnerki tak, abyśmy spotykali się ze sobą w odpowiednim czasie. Zawsze z łatwością i na luzie kreuje sobie nowe, udane związki. Poznawanie nowych ludzi i tworzenie spełnionych związków jest dla mnie proste, naturalne, przyjemne i bezpieczne. Uwalniam się od lęków i przekonań, że wszystkie kobiety chcą mieć dzieci. Zawsze z łatwością trafiam na atrakcyjne, harmonijne i świadome kobiety, które wybierają życie bez posiadania potomstwa. Zawsze trafiam na harmonijne, atrakcyjne i świadome kobiety, które mają takie same cele życiowe jak ja i które chcą być ze mną. Dziękuje Bogu i wszystkim kobietom, które chcą dzielić się ze mną swoim urzeczywistnieniem.
-
"Jestem gotowy na doskonały związek miłości i seksu, w którym doświadczam harmonii uczuć, energii i celów."
Dodałabym: doświadczam harmonii świadomości i czystych intencji; do tego co jest powyżej.
Większość związków kończy się lub nie zaczyna, z powodu tych dwóch ostatnich powodów, nawet przy harmonii uczuć, energii i celów. Chyba, że związek miłości i seksu nie ma być długofalowo rozwojowy, czy oświecający, to wystarczy bez harmonii świadomości i czystości intencji. Inaczej tworzy się formę iluzji i fasadę, zamiast Prawdy. Albo zaspokajanie podstawowych potrzeb - co najczęściej wystarczy większości i też ma swój sens na pewnym etapie siebie.
-
Dzięki, dopiszę sobie :)
-
Fajny dekret - na pewno z niego skorzystam.
Dziękuję!
-
Clint,
moje odczucia sa takie( pozwol ze je sobie tak na luzie wyraze ):
dekret Twoj fajnie sie czyta, jest taki tresciwy, soczysty, pelny.
Tylko jedna rzecz mi sie tutaj kloci, a mianowicie to, ze przez caly czas uzywasz liczby mnogiej, mowisz o partnerkach, a nie partnerce.
"Czuje się chciany i kochany przez wystarczająco dużo kobiet"
"Dostrzegam, że istnieje mnóstwo kobiet, które chcą zaspokajać moje potrzeby seksu i bliskości"
" Bóg zawsze ma dla mnie wspaniałe, atrakcyjne, harmonijne kobiety z którymi mogę tworzyć spełnione związki"
W MOIM ODCZUCIU jest w Tobie ogromna zachlannosc na uwielbienie ze strony plci przeciwnej, no bo czemu zaraz przywolywac cale te tabuny kobiet? skoro pragniesz az tylu zwiazkow milosci w swoim zyciu, to tak jakbys zakladal ich niedoskonalosc, no bo najpierw jeden musi sie rozpasc, zeby stworzyc nowy. W moim odczuciu w Twoim dekrecie kryje sie przekonanie ze zwiazki sa nietrwale, a jednoczesnie wychodzi wielka zachlannosc na DOSTAWANIE milosci, i ja tu widze wielka rane w Twoim sercu.Nie ma w tym dekrecie WYMIANY, jest branie. Tak jakby cale te tabuny kobiet mialy Ci na okraglo udowadniac, ze zaslugujesz na milosc, na czulosc, cieplo itd.Nie wiem, moze ja Ciebie nie tak odczytalam? ale poruszylo mnie to, bo ta zachlannosc na milosc plci przeciwnej jest tez we mnie, niestety, jak najbardziej.
Tylko jak sie myle to mnie nie zjedz od razu :-))
-
Clint, Amelka
Mnie też to uderzyło. Jak czytam dekret to widziałam oczami wyobraźni jak Clint siedzi na tronie a wokół niego te teabuny kobiet biją się by być bliżej niego. Potem jak jest ten kawałek, że jest pełno kobiet co chcą Cię przytulać - zobaczyłam jak Clint czeka na autobus by jechać na zajęcia a tam 3 dziewczyny się do niego tulą, wchodzi do autobusu a tam wszystkie babcie z wyciągniętymi rączkami czekają by przejąć Clinta do przytulania......mówić dalej? Troszkę by dla mnie takie uwielbienie męczyło;-)))) i zapewne rudno by było gdziekolwiek zdążyć;-)))))
-
Clint, Amelka
tylko to jest moje odczucie - monogamistki do szpiku kości;-))) może dla innych te "tabuny" to spełnienie marzeń;-))))
-
Widzicie - tu zupełnie nie o to chodzi.
Ja nie potrzebuję więcej niż jednej osoby do związku i nie zamierzam sobie tworzyć haremu. Chodzi o stworzenie sobie świadomości dostatku, żeby nie było tak że jak już spotkam jedną osobę, to się jej chwycę jak rzep psiego ogona i będę bał puścić, bo drugiej już takiej nie znajdę. Ja wiem, że w tej chwili jakbym spotkał odpowiednią partnerkę to bym się od niej uzależnił i nie spał po nocach ze strachu, że to jednak nie będzie "to" i się rozejdziemy. Wiem, że to się kłóci z romantyczną wizją związków, ale prawda jest taka że świadomość że zawsze mogę wymienić partnerkę, jak w związku coś zbyt mocno zgrzyta jest bardzo ważna. Bez tego mamy uzależnienia, trzymanie się na siłę, próby zmieniania partnerki albo tłamszenie siebie, itp. Dwie osoby się męczą, bo nie rozumieją że w momencie kiedy przestały do siebie pasować, powinny przekierować uwagę na tych, którzy w tym momencie pasują.
Po za tym celowo używałem takich zwrotów jak "wystarczająco dużo", aby nie było przegięć.
Po za tym druga rzecz - dla mnie, człowieka wiecznie samotnego i pozbawionego bliskości ze strony innych ludzi - przyda się więcej niż jedna osoba, która by mi tą bliskość dawała. Co jest złego w tym, żebym miał cudowną partnerkę i jednocześnie grupę przyjaciół, którzy także będą mnie obdarzać bliskością - po to w niektórych zdaniach zamiast sowa "kobiety" użyłem słowa "ludzie" - na kobiety jest jednak większy nacisk z jednego powodu - ze względu na ograniczające przekonania w mojej pś. Chodzi jednak o wizje świata, w którym mam dostatek bliskości od ludzi, niezależnie od płci. Nie zamierzam się bzykać z kim popadnie, więc spokojnie ;P
A nawet gdyby tych kobiet było zbyt dużo - po pierwsze nie mam obowiązku nikomu ulegać, po drugie z początku byłoby to bardzo uzdrawiające doświadczenie dla mojej psychiki, po trzecie - zawsze mógłbym to naprostować kolejnymi afkami.
-
Swoją drogą mam dobre ćwiczenie dla wszystkich pań(dla panów też, ale muszą sobie przerobić dekret) - przeczytajcie sobie cały dekret wyobrażając sobie, że przerabia go wasz partner/partnerka. Jakie macie odczucia w stosunku do tego faktu? Czego się boicie? Jakich konsekwencji oczekujecie?
Wiem, jestem zUy :D
-
Hehe, przyznam szczerze, że mnie też to zdanie ("Czuje się chciany i kochany przez wystarczająco dużo kobiet") poruszyło. Ale - że tak powiem - poszłam w odwrotną stronę niż koleżnaki ;)
Mianowicie pomyślałam sobie: a dlaczego Clint tak się ogranicza? Dlaczego nie napisał nic o mężczyznach? Ja tam wolałabym być chciana i kochana przez wystarczająco dużo ludzi (niezależnie od płci) :) I życzyłabym sobie, żeby mój partner też był :)
No ale rozumiem, że Clint miał powody, by położyć większy nacisk na kobiety (zresztą wyjaśnił to w poniższym poście).
-
Felicite - a w sumie masz rację, podopisuje sobie facetów tu i ówdzie, bo tatuś to też mnie za bardzo nie kochał :P
Amelka
Odniosę się jeszcze do kilku rzeczy o których pisałaś:
Najpierw afki:
"Czuje się chciany i kochany przez wystarczająco dużo kobiet"
No chyba głupio by było, gdyby moja partnerka miała być jedyną kobietą, która by mnie kochała? :P
"Dostrzegam, że istnieje mnóstwo kobiet, które chcą zaspokajać moje potrzeby seksu i bliskości"
To, że istnieje, nie znaczy jeszcze że one wszystkie jednocześnie się w moim życiu pojawiają. Chodzi o świadomość, że gdzieś tam w świecie są takie osoby i gdy zajdzie taka potrzeba, będzie można je spotkać.
" Bóg zawsze ma dla mnie wspaniałe, atrakcyjne, harmonijne kobiety z którymi mogę tworzyć spełnione związki"
No jakby Bóg miał dla mnie tylko jedną partnerkę, to dopiero by była presja żeby tego nie skopać :D A jaka nieakceptacja jej decyzji, gdyby np. po dwóch latach związku postanowiła pójść na dno. No to pewnie by trzeba pójść za nią, bo Bóg nikogo innego by dla mnie nie miał :P Mnóstwo aniołków już przerabiało ten scenariusz ze swoimi połówkami - ja nie zamierzam się tak bawić.
"skoro pragniesz az tylu zwiazkow milosci w swoim zyciu, to tak jakbys zakladal ich niedoskonalosc, no bo najpierw jeden musi sie rozpasc, zeby stworzyc nowy."
Nie pragnę tylu związków. Chciałbym mieć jeden udany związek na całe życie i byłbym szczęśliwy. Mam jednak świadomość, że to może być możliwe, ale nie musi. Po za tym nawet doskonałe związki nie trwają wiecznie - nie zapominaj, że mamy przed sobą całą wieczność, a nie tylko jedno życie i nie ma opcji, żebyśmy tworzyli związek trwały na zawsze. Przy całym bogactwie wszechświata uparte trzymanie się jednej istoty przez całe wieki jest głupie i ograniczające. Tak jak nasze cele życiowe, potrzeby i nastawienia zmieniają się - tak samo zmieniają się potencjalni, idealni dla nas partnerzy. Jako, że istnieje wolna wola - nie ma takiej opcji aby dwie istoty podążały w tym samym kierunku przez wieczność. Mogą to robić bardzo długo, ale kiedyś w końcu ich drogi się rozejdą - nie jesteśmy w końcu klonami.
No i z takiej perspektywy to chyba używanie liczby mnogiej w moich afirmacjach wydaje się bardziej sensowne? :)
"Nie ma w tym dekrecie WYMIANY, jest branie"
O tym co ja mam do zaoferowania jest w części na samoocenę, której tu nie przytoczyłem. Po drugie to że będzie zachodzić wymiana i że ja będę dawał równie dużo od siebie, jest dla mnie tak oczywiste, że nie muszę tego afirmować. Po za tym taka jest rola tego dekretu - pozbyć się braków w dostawaniu od innych.
-
Clint,
no tak też sobie pomyślałam (z tym Twoim ojcem) :P
Ja mam podobnie z matką, jednak z tą różnicą, że matka wcale mnie nie kochała.
Być może dlatego tak bardzo zwracam uwagę na możliwości otrzymywania wyrazów miłości nie tylko od mężczyzn, ale też od kobiet.
Mam taką jedną trochę starszą ode mnie koleżankę, która w prawie każdej wiadomości (e-mail, sms) pisze mi, że mnie kocha (być może dlatego, że jest związana z huną). Jakie to jest przyjemne :)))
A propos huny - przypomniało mi się, że na Polinezji "Gdy ktoś poczuł się nieakceptowany, czy niekochany, skuteczną praktyką okazywał się „krąg miłości” - kiedy to ludzie tworzyli okrąg, a w środek sadzali takiego niekochanego. Poczym wymawiali „aloha” co znaczy „miłość”. Taka terapia głęboko ingerowała w podświadomość uzdrawianego, powodując poczucie prawdziwego wsparcia psychicznego, akceptacji i miłości. Dzięki temu można poczuć się naprawdę kochanym i akceptowanym przez społeczność."
Fajna sprawa :))) Ta praktyka przydałaby się też u nas :D
***
"Dostrzegam, że istnieje mnóstwo kobiet, które chcą zaspokajać moje potrzeby seksu i bliskości"
Tak mi jeszcze przyszło na myśl, że z tym jest tak, jak z naszym prawem do robienia niekorzystnych rzeczy.
Mam prawo np. do zabijania. I choć mam taką świadomość, że wolno mi, to jednak nie korzystam z tego prawa, bo nie chcę (robiąc to, nie byłabym w zgodzie ze sobą).
Podobnie ze świadomością istnienia mnóstwa kobiet, które chcą zaspokajać potrzeby seksu i bliskości Clinta (nie wątpię, że faktycznie istnieją takie kobiety w dużej ilości, w końcu Clint to bardzo atrakcyjny mężczyzna). To, że Clint będzie miał taką świadomość nie oznacza, że ze wszystkich okazji będzie on chciał korzystać. To zupełnie inna kwestia.
Takie ograniczanie się na siłę do jednej możliwości może wynikać ze strachu, np. że gdyby było ich więcej, to możnaby się nie powstrzymać.
A tymczasem ten strach jest niepotrzebny: on tylko oddziela od prawdziwej natury. Wystarczy pozwolić sobie na bycie sobą w pełni i wszystko będzie zgodne z ND :)
Amelka, nie twierdzę, że u Ciebie wynika to ze strachu (choć może wynikać :P). Piszę ogólnie :)
-
Felicite
No i dokładnie o to mi chodziło w tym dekrecie :)
-
( o matko. ledwo nadążam! )
Clint,
"Po za tym nawet doskonałe związki nie trwają wiecznie - nie zapominaj, że mamy przed sobą całą wieczność, a nie tylko jedno życie i nie ma opcji, żebyśmy tworzyli związek trwały na zawsze. Przy całym bogactwie wszechświata uparte trzymanie się jednej istoty przez całe wieki jest głupie i ograniczające. Tak jak nasze cele życiowe, potrzeby i nastawienia zmieniają się - tak samo zmieniają się potencjalni, idealni dla nas partnerzy. Jako, że istnieje wolna wola - nie ma takiej opcji aby dwie istoty podążały w tym samym kierunku przez wieczność. Mogą to robić bardzo długo, ale kiedyś w końcu ich drogi się rozejdą - nie jesteśmy w końcu klonami."
Tak czy siak smuci mnie taka perspektywa.
"No jakby Bóg miał dla mnie tylko jedną partnerkę, to dopiero by była presja żeby tego nie skopać :D A jaka nieakceptacja jej decyzji, gdyby np. po dwóch latach związku postanowiła pójść na dno. No to pewnie by trzeba pójść za nią, bo Bóg nikogo innego by dla mnie nie miał"
Niekoniecznie, niekoniecznie.
Zamiast kreowac kobiety na zapleczu, nie lepiej kreowac zwiazku bosko doskonalego?
Modlic sie o niego?
Zwiazek bosko doskonaly pozwala sie rozwijac i to jak! nawet przejsciowe zgrzyty moga byc rozwijajace. A skoro zwiazek jest jak lustro i pokazuje z czym TY masz problem? to masz dopiero szanse rozwoju! jesli uzdrowisz cos tam w sobie, zwiazek momentalnie na tym skorzysta ( no chyba ze jest toksyczny, no ale takiego to sobie przeciez nie bedziesz kreowal ).
Clint, w zwiazku wszysko jest pol na pol, wiec jesli ona po 2 latach zwiazku z Toba, po 2 latach mieszania sie jej energii z Twoja, postanawia isc na dno, to znaczy ze po 2 latach zaszla tez W TOBIE jakas zmiana. Rozumiesz, nie ma dymu bez ognia, podobne przyciaga podobne. Jesli bedziesz wewnetrznie harmonijny, to Twoj bliski zwiazek TO bedzie wyrazal, energia dobra najczesciej zwycieza ta nieharmonijna. A szlifowanie diamentu ( przyjazni, milosci ) zabiera troche czasu jednak.
-
"Tak czy siak smuci mnie taka perspektywa."
Czemu? Skoro z jedną osobą dało się stworzyć coś pięknego, to da się i z drugą, trzecią, czwartą... Dla mnie to wspaniała perspektywa, że zawsze mogę zmienić podejście do życia, zacząć wybierać coś innego niż wcześniej - i zawsze znajdzie się osoba, która będzie do tego pasować - nie trzeba do niczego zmuszać obecnej partnerki ani się samemu ograniczać.
"Zamiast kreowac kobiety na zapleczu, nie lepiej kreowac zwiazku bosko doskonalego?"
Nawet Bosko doskonałe związki nie trwają wiecznie, jak już pisałem wcześniej.
"Clint, w zwiazku wszysko jest pol na pol, wiec jesli ona po 2 latach zwiazku z Toba, po 2 latach mieszania sie jej energii z Twoja, postanawia isc na dno, to znaczy ze po 2 latach zaszla tez W TOBIE jakas zmiana. Rozumiesz, nie ma dymu bez ognia, podobne przyciaga podobne."
Bycie razem jeszcze nie oznacza stanowienia całkowitej i nierozłącznej jedności. Ode mnie zależy z jakimi tendencjami partnerkę sobie przyciągnę - to prawda. Ale nie ode mnie zależy jak ona się będzie zmieniać, co ze sobą robić, jakie decyzje podejmować, itd. Mogę mieć na to pewien wpływ, ale nigdy nie będzie to całkowicie zależne ode mnie. Było już wiele osób, które były na dobrej drodze, ale w wyniku pewnych rzeczy zawracały. Piszesz o mieszaniu się energii, a to właśnie klasyczny motyw rozpadu takich związków - nieraz bywało tak, że w wyniku rezonansu miłości, wzmacniania się pozytywnych energii i w efekcie tracenia kontroli - niektórzy wpadali w panikę i uciekali.
Zresztą upadek to akurat dość skrajny i mało prawdopodobny przykład dla mnie, który podałem bardziej dla kontrastu. Zamiast tego może być tak, że po prostu nasze cele, które na początku były wspólne - przestaną być wspólne w wyniku życiowych doświadczeń. Jesteśmy cały czas kształtowani przez różne czynniki i nawet Bóg nie może mieć pewności w jakim kierunku dana osoba podąży. Dlatego nie da się stworzyć związku, który dawałby gwarancję 100% harmonii na całe życie. Mogą być takie tendencje, potencjał - ale gwarancji nie ma nigdy.
-
<< "Gdy ktoś poczuł się nieakceptowany, czy niekochany, skuteczną praktyką okazywał się „krąg miłości” - kiedy to ludzie tworzyli okrąg, a w środek sadzali takiego niekochanego. Poczym wymawiali „aloha” co znaczy „miłość”. Taka terapia głęboko ingerowała w podświadomość uzdrawianego, powodując poczucie prawdziwego wsparcia psychicznego, akceptacji i miłości. Dzięki temu można poczuć się naprawdę kochanym i akceptowanym przez społeczność."
Fajna sprawa :))) Ta praktyka przydałaby się też u nas :D>>
Felicite, tak, to jest genialne :) Taki krąg miłości może mieć bardziej terapeutyczną moc niż wiele różnych innych terapii i metod. Piękne! :-)
-
Amelka
Wg mnie przyczyną tych "kontrowersji" są po prostu społecznie i kulturowo wbijane przekonania na temat związków. Jako ideał miłości kreuje się bycie ze sobą na zawsze, totalne uzależnienie, wzajemne dostosowywanie się w stopniu przekraczającym wewnętrzną wolność, itp. bzdury. Co drugi romantyczny film kończy się tekstami w stylu "bądźmy ze sobą już na zawsze", w filmach fantastycznych często pojawiają się motywy nieśmiertelnej miłości, która przetrwała całe wieki, itp. Nie będę wspomniał już nawet o aniołkach, które czepiły się swojej pierwotnej połówki jak rzep psiego ogona i ubzdurały sobie, że drugiej takiej istoty nie ma w całym wszechświecie - zresztą to pewnie one odpowiadają za co drugi film tego typu. :P
A prawda jest taka, że związki można traktować jak swojego rodzaju biznes. Jestem sobie biznesmanem, który ma konkretne cele i potrzeby, więc szukam sobie bizneswoman której cele i potrzeby współgrają z moimi. Jeżeli nam wszystko w sobie nawzajem odpowiada to robimy ze sobą interesy czyli tworzymy związek. Nie wymieniamy się kasą czy usługami, lecz uczuciami wyższymi i innymi ważnymi dla nas rzeczami.
I teraz trzeba wziąć poprawkę na to, że my jako osoby, nasze interesy, cele, potrzeby, itd wciąż się zmieniają. Jeśli mamy dobrą karmę to robimy interesy z osobą, której zmiany podążają w tym samym kierunku, dzięki czemu możemy być ze sobą dość długo. Jednak prędzej czy później(nawet gdyby miało to zająć setki lat) dojdzie do jakiś rozbieżności, które będą narastać, aż w końcu ten cały wspólny biznes przestanie być opłacalny. Wtedy po prostu szukamy kolejnej osoby do robienia interesów i jesteśmy z nią tak długo, jak długo ma to dla nas sens.
Wiem, że takie podejście jest skrajnie nieromantyczne, ale co ja poradzę że wszechświat się rządzi nieromantycznymi prawami? I całe szczęście, bo dzięki temu nie ma niepotrzebnych dramatów :)
-
Clint,
U Ciebie silnie przebija asceza jeszcze - 3 dolne czakry oraz na gardle, gardło ze swoja funkcją kontroli może pilnować dolne czakry, by były grzeczne, ascetyczne i minimalistyczne.
Dekret dobry, ma energię ciepła i porusza energię, powinien poruszyć dolne czakry- energia ascetyczna ma charakter zastoju i pustki.
-
małgosia
Dzięki za wskazówki :) Tak właśnie czułem, że gardło mi broi najbardziej - tyle się ostatnio napina, szczególnie w okolicach karku.
A co do dekretu - nie planowałem go. W pewnym momencie po prostu poczułem, że powinienem coś takiego napisać, więc usiadłem i praktycznie samo mi się napisało - zajęło mi to może z 20 minut. Poczułem się jakbym prezent dostał od WJ :D
-
:)
-
Z dekretu wyłoniła się dyskusja nt. wizji związków. A one mogą być różne.
Clint
Jeśli taka wizja Ci odpowiada to Ok.
Jeśli chodzi o mnie to podzielę się czymś co łączy się w temacie.
Jakiś czas temu zauważyłem, że życie polega na robieniu interesów i dlatego wybieramy takie osoby, z którymi możemy te interesy robić. Dostrzegałem wszędzie interesowność innych ludzi a także własną. Nawet ktoś z rozwojowców potwierdził mi te spostrzeżenia, że życie polega na interesowności. Jeśli z tej interesowności pojawia sie dobro to jest to interesowność pozytywna.
W sumie trochę mnie zasmucała ta nauka o interesowności. Jakoś w moim życiu zaczęła się wysuwać na pierwszy plan. Tu działało moje przekonanie w które kiedyś uwierzyłem, że świat opiera się na interesowności. Czułem się jednak z tym źle.
Po pewnym czasie uznałem, że czas to zmienić. Są inne lepsze powody do wchodzenia w relacje, działania jak np. przyjemność, dobro, miłość, wzajemny rozwój, jakieś nowe doświadczenie, a przy okazji gdzieś tam jest/może być interesowność, ale na dużo dalszym miejscu.
I takie jest moje obecne podejście. Nie skupiam się na interesowności, nie koncentruję, i czuję się lepiej.
Chyba podobnie może być w związkach. Czy takie biznesowe podejście nie jest czymś jednostronnym. Mam na myśli skupianie się na robieniu interesów z partnerką?
-
Jest dobra i zła interesowność (analogicznie jak np. mamy dobry i zły egoizm). Ja mam na myśli interesowność właśnie na zasadzie dzielenia się miłością, bliskością, szczęściem, itd. Jak wchodzę z kimś w relacje po to, aby powymieniać się miłością to jest to pewnego rodzaju interesowność, ale korzystna.
-
Mateusz
Nie przywiązywałbym zbytniego znaczenia do porównania związku między dwiema osobami do biznesu. Raczej odbieram to jako metaforę wymiany energii między dwiema osobami (podobnie jak to zachodzi w biznesie).
Prawdopodobnie możesz mieć coś do oczyszczenia w temacie biznesowym skoro taka metafora ,,cię zasmuciła".
Także słowo ,,interesowność" wyzwoliło u Ciebie jakieś negatywne skojarzenia. Oczywiście, że można być interesownym w negatywnym tego słowa znaczeniu czyli mieć na uwadze tylko koniec własnego ego ale czytując Clinta od lat raczej podejrzewam go o ,,interesowność" w celu otwarcia na zwiększenie przypływu boskiego dziedzictwa do niego.
Każdy nadaje poszczególnym słowom swoje znaczenia i stąd te rozbieżności w interpretacji.
P.S. Mam nadzieję, że Cię nie ,,drasnąłem" moją wypowiedzią.
-
Clint
OK :)
Ps. Dekret mi się podoba. Też mam w tej dziedzinie poczucie braku więc świadomość "dostatku" się przyda :)
Dariusz
Nie. Raczej dzięki za uwagi.
Moja ps rozumie te słowa jak ogół ludzi. Czyli coś za coś; egoizm, choć już z nim mam dużo lepiej niż było. Pewnie mam tu coś do oczyszczenia.
Mi chodziło o sam aspekt myślenia, np. idę do kogoś po coś, bo jestem interesownym egoistą, a mysleniem, że idę, po coś, bo lubimy się nawzajem obdarzać więc będzie to radość spotkania, i przyjemność w wyniku tego obdarowania. No ale w sumie to też można nazwać interesownością.
-
Dopiszę, że to podejście mi się sporo zmieniło, jak powiększyła mi się czakra serca.
-
Clint
:)
Podobnie odbieram temat. Podoba mi się twoja klarowność w świadomości tematu. Życzę ci spełnienia:)
-
Dziękuje :)
-
Tak zajrzałam do tego dekretu i postanowiłam napisać wersję żeńską (także dla siebie, bo i u mnie acetyzm oraz wyrzeczenia nieźle dawały się we znaki ... i czasem nadal odbijają czkawką) :) Bardzo fajny ten dekret, miło go było sobie przypomnieć!
-----------------
Przebaczam sobie wszystko, co mi nie pozwalało na bliskość, seks i udany związek partnerski. Przebaczam wszystkim mężczyznom, na których mi zależało, a którzy nie chcieli być ze mną. Przebaczam wszystkim mężczyznom, którzy mnie poniżali i odrzucali. Już teraz uświadamiam sobie i dostrzegam obfitość idealnych dla mnie partnerów. Zauważam, że Bóg zawsze ma dla mnie wspaniałych, atrakcyjnych, harmonijnych mężczyzn, z którymi mogę tworzyć spełnione związki. Pozwalam sobie zauważać tych mężczyzn i przyjmować ich do swojego życia. Już teraz w moim życiu zawsze znajdują się harmonijni ze mną mężczyźni, którzy odpowiadają mi pod każdym względem i którzy chcą być ze mną. Już teraz w moim życiu pojawiają się atrakcyjni, harmonijni, czuli, sympatyczni, cudowni mężczyźni, którzy chcą mi dać wiele ciepła, miłości, bliskości i Bosko czystego seksu. Jestem niewinna i w porządku, gdy otaczam się takimi mężczyznami.
Zasługuję na miłość, szacunek, wsparcie, przyjaźń, ciepło, harmonię i błogi seks w związku. Zasługuję i otwieram się na dostatek czułości, bliskości, ciepła, wsparcia, zainteresowania mną i harmonii w relacjach z ludźmi. Bóg w swojej nieskończonej miłości obdarza mnie tym wszystkim na każdym kroku. Mam prawo chcieć i pragnąć tyle miłości, wsparcia, bliskości, ciepła i seksu, porozumienia i inspiracji, wspólnych celów w życiu, ile tylko zechcę i jestem z tym bezpieczna i niewinna. Otrzymuje tyle miłości, wsparcia, bliskości, ciepła i seksu ile tylko zechcę, a Bóg to akceptuje i wspiera. Każdego dnia otrzymuję ogromne ilości miłości, bliskości, ciepła i wsparcia od innych ludzi. W moim życiu jest mnóstwo miłości, bliskości, wsparcia i ciepła – jest to dla mnie naturalne i oczywiste. W moim życiu jest tyle harmonijnego seksu, ile tylko potrzebuje – jest to naturalne, niewinne i bezpieczne.
Czuje się chciana i kochana na każdym kroku. Czuję się chciana i kochana przez wystarczająco dużo mężczyzn. W moim życiu zawsze jest wystarczająco dużo mężczyzn, którzy chcą mnie kochać, wspierać, przytulać i obdarzać ciepłem. Dostrzegam, że istnieje mnóstwo mężczyzn, którzy chcą zaspokajać moje potrzeby seksu i bliskości z czystymi intencjami wobec mnie. Zasługuję na to, aby być często przytulana przez osoby, które kocham i które mnie kochają. To bezpiecznie i niewinne, gdy jestem przytulana i całowana przez bliskie mi osoby. Jest mi wspaniale i błogo, gdyż w moim życiu otrzymuje dostatecznie dużo czułości, przytulania, pocałunków i pieszczot. Wszystkie moje potrzeby związane z bliskością i seksem są zawsze zaspokajane w najkorzystniejszy i najprzyjemniejszy dla mnie sposób. Uwalniam się od lęków i wyobrażeń, że bliskość i seks mają swoją cenę. Otrzymuje tyle bliskości i seksu ile tylko zechcę, bez ponoszenia jakichkolwiek nieprzyjemnych konsekwencji. Bliskość i seks stają się naturalną częścią mojej codzienności.
Jestem gotowa na doskonały związek miłości i seksu, w którym doświadczam harmonii uczuć, energii, celów, świadomości i czystości intencji. Zawsze z łatwością tworzę udane i spełnione związki partnerskie, gdyż z pomocą Boga zawsze trafiam na najlepszych dla mnie mężczyzn (partnerów). Bóg swoją potężną mocą uwalnia mnie od wszystkiego, co nie pozwalało mi tworzyć spełnionych związków. Dzięki Bogu jestem wolna od samotności i bezsilności wobec kreacji związku. Bóg zawsze prowadzi mnie i moich doskonałych partnerów tak, abyśmy spotykali się ze sobą w odpowiednim czasie i miejscu, w zgodzie z Najwyższym Dobrem moim i innych. Zawsze z łatwością i na luzie kreuję sobie nowe, udane związki. Poznawanie nowych ludzi i tworzenie spełnionych związków jest dla mnie proste, naturalne, przyjemne i bezpieczne. Uwalniam się od lęków i przekonań, że mężczyźni chcą, by kobiety rodziły im dzieci i by zajmowały się nimi i domem. Zawsze z łatwością trafiam na atrakcyjnych, harmonijnych i świadomych mężczyzn, którzy wybierają życie bez posiadania potomstwa, za to w radości wspólnych działań, inspiracji, rozwoju, podróżach i bogactwie zarówno materialnym i duchowym. Zawsze trafiam na harmonijnych, atrakcyjnych i świadomych mężczyzn, którzy mają takie same cele życiowe, jak ja i którzy chcą być ze mną. Dziękuje Bogu i wszystkim mężczyznom, którzy chcą dzielić się ze mną swoim urzeczywistnieniem.
-
piękny dekret, Asiu :)))
zastanawia mnie tylko ta mnogoć idealnych męzczyzn i partnerów. Mojej pś to się kojarzy z czymś takim jak poliamoria.. tak jakby wiele bliskich relacji, ale bez jednego konkretnego związku milosci z jednym kokretnym męzczyzną, który jest zyciowym partnerem
-
Indra
Poczytaj sobie cały temat od początku, była o tym cała dyskusja :D
-
Indra - to piękny dekret Clinta :)
Chodzi o przekonanie podświadomości, ze istnieje OBFITOŚĆ także w temacie doskonałych dla mnie męzczyzn - nie trzeba z nimi wszystkimi być, ale świadomość, ze Bóg ma wielu wspaniałych partnerów dla mnie - otwiera na obfitość i spełnienie, bez lęku i bez poczucia braku. Dla byłych ascetów i żyjących w poczuciu braku niezbędna rzecz wg mnie.
Do mnie to trafia:)
-
aaaa, ok, sorry, nie jestem w temacie, muszę poczytac całośc w takim wypadku ;))) pardon ;>
hydro
masz rację, teraz i do mnie to trafia :))) fajnie :))
-
Witam, przeczytałam dekret Clinta i dyskusję i taka myśl przyszła mi do głowy -
jeśli ktoś przez całe swoje dotychczasowe życie nie zaznał przyjemności z bliskości i seksu, to wydaje się bezsensowne afirmowanie ..."jestem gotowy na doskonały związek miłości, seksu..... itd.
Moim zdaniem taka osoba nie wie jeszcze tak na prawdę czego chce, bo nie miała okazji "posmakować" , a nasza podświadomość działa jak komputer, potrzebuje konkretów. Taka osoba nie jest gotowa i afirmowanie może zając sporo czasu.
-
Tulia - masz wizję jak tabuny kobiet oblegają Clinta i w Twoim odczuciu jest to bardzo męczące,
ale jeśli Clint pragnie być uwielbiany, rozpieszczany i adorowany przez tabuny pięknych kobiet, to nie ma w tym niczego złego :))
Moim zdaniem ( może się mylę) jeśli to pragnienie jest bardzo silne i nie zostanie zaspokojone , to w stałym, doskonałym związku z jedną partnerką, nie będzie się czuł spełniony :(.
Przepraszam Clint, mam nadzieję,że nie masz mi za złe,że piszę o Tobie :)
-
Viola
Nie mam za złe, ale temat już dla mnie jest nieaktualny - aktualnie jestem w związku w którym w pełni są zaspokajane moje potrzeby dopieszczania i nie mam chęci na doświadczenie tabunu kobiet, ale oczywiście dekret wciąż uważam za sensowny :)
-
Clint - wobec tego przepraszam ( myślałam,że temat świeży)
GRATULUJĘ I ŻYCZĘ NAJLEPSZEGO :))))
-
Tulia - masz wizję jak tabuny kobiet oblegają Clinta i w Twoim odczuciu jest to bardzo męczące,
ale jeśli Clint pragnie być uwielbiany, rozpieszczany i adorowany przez tabuny pięknych kobiet, to nie ma w tym niczego złego :))
Moim zdaniem ( może się mylę) jeśli to pragnienie jest bardzo silne i nie zostanie zaspokojone , to w stałym, doskonałym związku z jedną partnerką, nie będzie się czuł spełniony :(.
Przepraszam Clint, mam nadzieję,że nie masz mi za złe,że piszę o Tobie :)
Spełnienie ma to do siebie, że jesli sie je odczuwa, nie ma potrzeby tworzenia dodatkowych wrażen, w tej sferze, w ktorej czuje sie spelnienie. Harmonia w zwiazku spowoduje automatyczne odpadniecie intencji tworzenia tabunu kobiet, poprawiajacych samopoczucie osobnika. Viola, pewne twoja wyobrazenia powoduja, ze nie jestes w stanie poczuc, ze moze byc prawdziwe zdanie, ze w zwiazku jest przyjemnie, ciekawie, i mozna doswiadczac spelniania, wyciszenia pragnien bliskosci, przytulenie, milosci - tych, ktorych nie dostarczyli rodzice wcale, lub niemal wcale.
To emocje małego brzdąca, który liczy na coś od rodziców, a oni nie potrafiąc mu tego dawać, wciąż wywołują w nim emocje: frustracje, niezaspokojenie, żal, smutek. Wtedy rodzi sie nadmiar potrzeby dostanie "tego" wreszcie, jeśli nie od jednej osoby, to od wielu. Rekompensata za braki.
-
MariuszEro - jeśli się odczuwa spełnienie, to oczywiste jest ,że nie ma potrzeby tworzenia dodatkowych wrażeń,
chodziło mi o to, że jeśli silne pragnienie zostanie " zgłuszone" , to może po jakimś czasie wypłynąć.
Mariusz, moje doświadczenia z dzieciństwa i długoletni toksyczny związek były dalekie od doskonałości, teraz wkładam sporo wysiłku,aby zmienić swoje wyobrażenia i wykreować doskonały dla mnie związek. Z pewnością mam jeszcze wiele do zrobienia i nie wstydzę się tego.
Mam obecnie pewien dylemat - jest w moim życiu coś czego nie chcę, co mnie męczy, ale obecnie nie mam wyboru i muszę to zaakceptować( czy muszę??), pytanie- czy w kreowaniu związku uwzględniać to co jest? czy wyobrażać sobie związek bez tego? a moze wogóle o tym nie mysleć?
-
Dorzucę się tu z dekretem, który sobie niedawno spreparowałam ; ) Może się komuś przyda do przerobienia pod siebie.
Ja Magda całkowicie kocham i akceptuję Siebie. W pełni szanuję Siebie i stawiam swoje cele i potrzeby na pierwszym miejscu, jestem z tym w pełni bezpieczna i w porządku. Kiedy kocham, szanuję i doceniam Siebie, zauważam, że z każdym dniem wokół mnie jest coraz więcej osób, które także mnie kochają, szanują i doceniają zupełnie bezwarunkowo. Wybaczam wszystkim mężczyznom, którzy mnie wykorzystywali. Wybaczam wszystkim mężczyznom, którzy mnie ranili. Wybaczam wszystkim mężczyznom, którzy wykorzystywali mnie wyłącznie do spełniania ich seksualnych zachcianek. Wybaczam wszystkim, którzy wmawiali mi, że jestem nic nie warta, że nadaję się jedynie do seksu i że Miłość nie jest dla mnie. Wybaczam Sobie, że uwierzyłam w to kłamstwo i że sama je sobie wmawiałam. Wybaczam Sobie, że wchodziłam w relacje z mężczyznami, w których byłam raniona, wykorzystywana i traktowana przedmiotowo. Wybaczam Sobie tą całą nieprzytomność. Już teraz rezygnuję z podtrzymywania tych kodów w moim umyśle i na mojej drugiej czakrze. W zamian wybieram odkrycie Prawdy o mojej prawdziwej naturze, którą jest czysta Miłość i Niewinność. Już teraz rezygnuję z pełnienia roli stricte seksualnej i z roli ofiary wobec mężczyzn na rzecz bycia prawdziwie kochaną i szanowaną, na rzecz bycia pełnoprawną partnerką. Wiem, że zasługuję na prawdziwą Miłość, właśnie taka, jaka jestem. Rozumiem już, że jestem wystarczająco dobra jako Kobieta i w pełni zasługuję na prawdziwą czystą Miłość:) Bóg stworzył mnie z Miłości, całkowicie czystą i niewinną i to jest moja prawdziwa natura, bez względu na to, co kiedykolwiek robiłam i co się ze mną działo. Jestem stworzona do pełnego doświadczania prawdziwej Miłości, do jej bezwarunkowego otrzymywania, do bycia obdarzaną Miłością każdego dnia : ) Jestem tego godna! Mam prawo czuć się niewinna i w porządku, niezależnie od tego, kim byłam i co robiłam w przeszłości. Mam prawo kochać i szanować siebie, niezależnie od tego, kim byłam i co robiłam w przeszłości. Mam prawo być prawdziwie, szczerze kochana w związku z Mężczyzną, niezależnie od tego, kim byłam i co robiłam w przeszłości. Mam prawo przyjmować Miłość niezależnie od tego, kim byłam i co robiłam w przeszłości. Prawda jest taka, że jestem całkowicie czysta i niewinna, a Miłość JEST dla mnie!!! :) Jestem ukochanym dzieckiem Boga, a to oznacza, że mam pełne prawo do korzystania ze wszystkich darów i błogosławieństw, jakie ma dla mnie Bóg, ponieważ jestem tego godna. Jestem doskonała właśnie taka, jaka jestem i taka zasługuję na całą Miłość wszechświata. Zasługuję na cudowny związek Miłości z Mężczyzną, który jest dla mnie najbardziej odpowiednim partnerem i który prawdziwie mnie kocha. Zasługuję na cudowny związek Miłości przez serce, z Mężczyzną, który jest dla mnie bardzo atrakcyjny pod każdym względem, a ja dla niego. Wiem, że Bóg ma to dla mnie, a ja już teraz jestem otwarta i gotowa, aby to przyjąć. Rozumiem, że jestem w tym całkowicie bezpieczna, Bóg błogosławi mi i mnie chroni, kiedy otwieram się na Miłość i na związek przez serce z najlepszym dla mnie partnerem. Ja Magda przyciągam do mojego życia tylko takich Mężczyzn, którzy mają wobec związku ze mną czyste intencje, a reszcie pozwalam odejść bez żalu, bo wiem, że Bóg ma dla nas wszystkich zawsze coś lepszego, pozwalam sobie to dostrzec i zaakceptować. Już teraz rezygnuję całkowicie i do końca ze starania się o Miłość Mężczyzn, którzy nie chcą lub nie mogą mi jej dać. W zamian wybieram Miłość płynącą do mnie szerokim strumieniem bezwarunkowo, z Boskiego Zródła czystej Miłości :) Jestem już zawsze całkowicie bezpieczna w bliskich relacjach z Mężczyznami, jest to dla mnie naprawdę realne. Wiem, że w związku Miłości z Mężczyzną może być mi dobrze, może być mi bardzo dobrze, może być mi nawet za dobrze:))) Już teraz pozwalam sobie to dostrzec i zaakceptować, że taka możliwość dla mnie istnieje i jest całkowicie realna. Zauważam, że świat jest pełen fantastycznych Mężczyzn, którzy z własnej, nieprzymuszonej woli są gotowi obdarzyć mnie prawdziwą Miłością, szacunkiem, wsparciem, akceptacją, bliskością i czułością. Akceptuję i doceniam ten fakt. Zasługuję na Partnera, który bezwarunkowo mnie kocha, wspiera mnie, szanuje, rozpieszcza, obdarza cudowną bliskością, czułością i wspaniałym seksem : ) Zasługuję na Partnera, z którym zawsze jestem prawdziwie szczęśliwa i spełniona jako Kobieta. Zasługuję na Partnera, którego potrzeby, cele i chęć ich realizacji doskonale pasują do moich. Już teraz pozwalam sobie dostrzec, że są tacy Mężczyzni i z ufnością w Boże prowadzenie otwieram się na to, aby ten najwłaściwszy dla mnie pojawił się w moim życiu od zaraz, zasługuję na to i jestem na to w pełni gotowa. Widzę też, ile sama mam do zaoferowania takiemu Partnerowi, jak i wszystkim żyjącym istotom, doceniam to i potrafię wykorzystać zgodnie z Najwyższym Dobrem. Nareszcie widzę Siebie jako ukochane dziecko Boga, istotę zrodzoną z Miłości i powołaną do pełnego doświadczania Miłości :) Miłość i bycie szczerze, bezwarunkowo kochaną to moje Przeznaczenie :) Kiedy pozwalam Sobie spojrzeć na Siebie oczami Boga zauważam, że ja sama jestem czystą Miłością, że w pełni zasługuję na Miłość i jestem czysta, niewinna i doskonała właśnie taka, jaka jestem :)
-
Indra, fajny dekret, ale trzeba też sobie uświadomić, że takich wspaniałych, kochających bezwarunkowo mężczyzn jest bardzo mało, gdyż musieliby sami się najpierw nauczyć siebie bezwarunkowo kochać, a prawda jest taka, że mężczyźni bezwarunkowo kochający praktycznie nie istnieją.:)
-
skoro są takie kobiety, to i mężczyzni ;) oni się aż tak bardzo od nas nie różnią :)
-
no wierzyć zawsze można :)
-
Ameryki nie odkryję- świat jest taki, jaki myślisz, że jest :) akurat przypomniałaś mi, jak mi kilka lat temu waliło na facetów, że to zimne potwory bez serca, które nie umieją kochać, nie są zdolne do miłości. Strasznie w tym byłam uparta i zatwardziała. Nie dziwota, że zaczęłam przyciągać mężczyzn, którzy mnie odrzucali, ponieważ nie mogli mnie pokochać:)) dostałam dokładnie to, czego oczekiwałam.
Dlatego warto uzdrawiać swoje wyobrażenia i oczekiwania :)
-
Karina,
rety, Ty to na serio piszesz?:)
Indra,
oni się aż tak bardzo od nas nie różnią :)
ja mam takie same wrazenie. Chociaz lubie sie bawic w takie mesko-damskie stereotypy - to ma sporo uroku:)
A jednak - to, co nas rozni, to tylko szczegoly.
-
podpuszczam Indrę :)
-
matek
tożsamość płciowa jest fajna, ja tam lubię być kobietą, akurat w tej roli jestem dość tradycyjna i dobrze się z tym czuję:) co się jednak tyczy głębszego poziomu to przecież wszyscy jesteśmy boskimi istotami, które zostały stworzone z Miłości, zatem dla każdego z nas bez względu na płeć umiejętność kochania jest czymś naturalnym. Fajnie wreszcie zacząć to czuć :)
-
Karina
hahahaha, dobre :))) fajnie, dzięki:)))
-
Sprawdzam Twoje przekonanie do dekretu :))
-
Karina,
ufff, to fajnie, odpuszczam sobie w takim razie uswiadamiajaca tyrade:D
-
i dobrze, przydało mi się :))
-
matek
ale możesz mnie pouświadamiać, bo czasem nachodzi mnie zwatpienie :)
Indra :)
-
Karina,
nie, no tak na niby to nie potrafie, musialoby sie we mnie emocjonalnie zagotowac troche:)
Ale moge Ci napisac, ze kiedys, przez dosc dlugi czas w moim zyciu, idealizowalem kobiety. Mialem takie troche spojrzenie na zasadzie: kobiety to mile, delikatne, madre i dobre, a faceci tepi, ograniczeni, no i oczywiscie "gdyby nie bylo facetow to nie byloby wojen". Wynikalo to przede wszystkim z tego, ze sam czulem sie jakby zbyt wrazliwy jak na "realia" tego swiata:)
Potem spotkalem swoich najlepszych kumpli, a potem jeszcze lepszego. I jakos wszystko mi sie w glowie wyprostowalo:D
Faceci sa zajebisci, co tu duzo gadac;)
-
:)) wierzę na słowo
-
Zycze Ci, zebys przekonala sie o tym na wlasnej skorze;)
A takze na tych bardziej niewidzialnych poziomach:)
-
matek, dzięki i wzajemnie (jeżeli chodzi o kobiety, a tak na marginesie to uważasz, że kobiety są rółwnież zajebiste - tylko szczerze ? ) :)
jakiś wzorzec mi wychodzi coś w stylu, nikt cię nigdy nie pokocha, czy coś podobnego, musze mu się poprzyglądać.
-
Karina,
Szczerze?:)
Tak naprawde to uwazam tak, jak napisalem wczesniej - ze nie roznimy sie jakos bardzo doglebnie, wiec mozna spotkac zarowno fajnych facetow jak i kobiety.
Jesli chodzi o atrakcyjnosc psychiczna na poziomie "kumplowskim", przyjacielskim - to spotkalem troche zajebistych kobiet:)
A poza tym, jesli chodzi o te "zajebistosc", to mam na mysli cechy psychiczne i "wartosci", ktore stereotypowo przypisuje sie mezczyznom i uwaza za meskie, chociaz moga w dowolnej ilosci wystepowac u obu plci:)
Na przyklad: mowi sie, ze kobiety plotkuja, obgaduja siebie nawzajem (ang. "bitching":))a jak przychodzi co do czego, przylepiaja sobie sztuczny usmiech i udaja milutkie. A faceci, wiadomo - zamiast sciemniac, wyjasnia sobie wszystko od razu twarza w twarz, jesli trzeba to dadza po mordzie, i sprawa jest czysta, moga nawet potem isc na piwo;)
Oczywiscie jest to olbrzymia generalizacja i stereotyp: z doswiadczenia wiem, ze w plotkarstwie i obgadywaniu faceci spokojnie potrafia dorownac kobietom, a i z wyzej wspomniana szczeroscia bywa bardzo roznie. I odwrotnie, kobiety tez potrafia zalatwiac sprawy prosto z mostu. Regul nie ma. Chociaz obluda i wyrafinowanie, jesli chodzi o wady, to chyba jest w kliszowym mysleniu przypisana wlasnie kobietom...:))
I jeszcze troche znalazloby sie pozytywnych meskich stereotypow. Chociazby "meska przyjazn". To czysta bezwarunkowa milosc:))
-
oj matek, chyba teraz trochę idealizujesz mężczyzn :)
Jeśli chodzi o bezwarunkową miłość w przyjaźni to zawsze przegrywa ona z inną kobietą :))
Miałam raz przyjaciela i było super do momentu, aż nie poznał zazdrosnej kobiety. W dniu ślubu oznajmił mi, że nasza przyjaźń się dzisiaj kończy i nawet na ślub mnie nie zaprosił.
-
Około 30 % mężczyzn i 20 % kobiet nie potrafi tworzyć miłości i z niej korzystać.
Co do Mężczyzn to niektórzy mając zwierzęcy charakter i zadufanie czasem o sobie gdy mają pieniądze lub zupełni debile niepracujący a czasem niemyjący się nie są w stanie korzystać z miłości i piękna kobiety. Nie są w stanie stworzyć związku z kobietą na dłuższą metę . Takich można rozpoznać gdy co chwilę się rozchodzą i całe życie szukają drugiej połówki i dalej są sami. Tacy mężczyźni nie powinni się wypowiadać o miłości . Miłość jest piękna jak i kobieta zarówno po ślubie jak i 20 czy 30 lat później i trwa do końca życia ale u niektórych. Ci co do tego nie dorośli i prawdziwej miłości nie zaznali i nie potrafią jej stworzyć to dla nich kobieta się kojarzy z seksem burdelem itp. Powtarzam takie osoby nie powinny się nawet wypowiadać o miłości. tylko zacząć nad sobą pracować.
-
A ty jesteś w długoletnim związku ?
-
Czy ktoś przyciągnął harmonijnego partnera stosując te dekrety? W jakim czasie to działa?
-
Dekrety same w sobie nie mają żadnej mocy ani określonego czasu działania. Jeśli chcesz przyciągnąć sobie odpowiednią osobę to wpierw musisz się dogadać ze sobą, oczyścić intencje, wywalić przeszkody z pś, itd. to dosyć złożony proces i czas jego trwania zależy od wieeeeeelu różnych czynników, więc tego się nie przewidzi. W najlepszym razie może ktoś Ci wywahać jakieś tendencje czasowe, które i tak mogą się mocno zmieniać kiedy się pracuje nad sobą.
-
Dzięki za odp, Clint. Myślałam, że to właśnie dekretami się rozwala blokady. Szkoda, że to nie takie proste.
-
Clint chyba troszkę przeszarżował z tym stwierdzeniem, że dekret nie ma mocy :-) Dekret leżący na stole może nie ma ale ten odczytywany z właściwą intencją to już owszem :-)
-
Też tak myślę, dekret musi grać z intencją i trafiać celnie w blokadę. I jeszcze musi być pisany językiem, który jest przyswajalny i zrozumiały dla danej osoby (zależnie od zasobów językowych).
-
No bo dekret sam w sobie nie ma mocy - moc ma odpowiednie dopasowanie treści do podświadomości i odpowiednia praca nad nimi.
-
Matek, a to wpłynęło na twoją orientację czy tylko mówisz o przyjaźni?
Potem spotkalem swoich najlepszych kumpli, a potem jeszcze lepszego. I jakos wszystko mi sie w glowie wyprostowalo:D
Faceci sa zajebisci, co tu duzo gadac;)
-
Dorzucę się tu z dekretem, który sobie niedawno spreparowałam ; ) Może się komuś przyda do przerobienia pod siebie.
Ja Magda całkowicie kocham i akceptuję Siebie. W pełni szanuję Siebie i stawiam swoje cele i potrzeby na pierwszym miejscu, jestem z tym w pełni bezpieczna i w porządku. Kiedy kocham, szanuję i doceniam Siebie, zauważam, że z każdym dniem wokół mnie jest coraz więcej osób, które także mnie kochają, szanują i doceniają zupełnie bezwarunkowo. Wybaczam wszystkim mężczyznom, którzy mnie wykorzystywali. Wybaczam wszystkim mężczyznom, którzy mnie ranili. Wybaczam wszystkim mężczyznom, którzy wykorzystywali mnie wyłącznie do spełniania ich seksualnych zachcianek. Wybaczam wszystkim, którzy wmawiali mi, że jestem nic nie warta, że nadaję się jedynie do seksu i że Miłość nie jest dla mnie. Wybaczam Sobie, że uwierzyłam w to kłamstwo i że sama je sobie wmawiałam. Wybaczam Sobie, że wchodziłam w relacje z mężczyznami, w których byłam raniona, wykorzystywana i traktowana przedmiotowo. Wybaczam Sobie tą całą nieprzytomność. Już teraz rezygnuję z podtrzymywania tych kodów w moim umyśle i na mojej drugiej czakrze. W zamian wybieram odkrycie Prawdy o mojej prawdziwej naturze, którą jest czysta Miłość i Niewinność. Już teraz rezygnuję z pełnienia roli stricte seksualnej i z roli ofiary wobec mężczyzn na rzecz bycia prawdziwie kochaną i szanowaną, na rzecz bycia pełnoprawną partnerką. Wiem, że zasługuję na prawdziwą Miłość, właśnie taka, jaka jestem. Rozumiem już, że jestem wystarczająco dobra jako Kobieta i w pełni zasługuję na prawdziwą czystą Miłość:) Bóg stworzył mnie z Miłości, całkowicie czystą i niewinną i to jest moja prawdziwa natura, bez względu na to, co kiedykolwiek robiłam i co się ze mną działo. Jestem stworzona do pełnego doświadczania prawdziwej Miłości, do jej bezwarunkowego otrzymywania, do bycia obdarzaną Miłością każdego dnia : ) Jestem tego godna! Mam prawo czuć się niewinna i w porządku, niezależnie od tego, kim byłam i co robiłam w przeszłości. Mam prawo kochać i szanować siebie, niezależnie od tego, kim byłam i co robiłam w przeszłości. Mam prawo być prawdziwie, szczerze kochana w związku z Mężczyzną, niezależnie od tego, kim byłam i co robiłam w przeszłości. Mam prawo przyjmować Miłość niezależnie od tego, kim byłam i co robiłam w przeszłości. Prawda jest taka, że jestem całkowicie czysta i niewinna, a Miłość JEST dla mnie!!! :) Jestem ukochanym dzieckiem Boga, a to oznacza, że mam pełne prawo do korzystania ze wszystkich darów i błogosławieństw, jakie ma dla mnie Bóg, ponieważ jestem tego godna. Jestem doskonała właśnie taka, jaka jestem i taka zasługuję na całą Miłość wszechświata. Zasługuję na cudowny związek Miłości z Mężczyzną, który jest dla mnie najbardziej odpowiednim partnerem i który prawdziwie mnie kocha. Zasługuję na cudowny związek Miłości przez serce, z Mężczyzną, który jest dla mnie bardzo atrakcyjny pod każdym względem, a ja dla niego. Wiem, że Bóg ma to dla mnie, a ja już teraz jestem otwarta i gotowa, aby to przyjąć. Rozumiem, że jestem w tym całkowicie bezpieczna, Bóg błogosławi mi i mnie chroni, kiedy otwieram się na Miłość i na związek przez serce z najlepszym dla mnie partnerem. Ja Magda przyciągam do mojego życia tylko takich Mężczyzn, którzy mają wobec związku ze mną czyste intencje, a reszcie pozwalam odejść bez żalu, bo wiem, że Bóg ma dla nas wszystkich zawsze coś lepszego, pozwalam sobie to dostrzec i zaakceptować. Już teraz rezygnuję całkowicie i do końca ze starania się o Miłość Mężczyzn, którzy nie chcą lub nie mogą mi jej dać. W zamian wybieram Miłość płynącą do mnie szerokim strumieniem bezwarunkowo, z Boskiego Zródła czystej Miłości :) Jestem już zawsze całkowicie bezpieczna w bliskich relacjach z Mężczyznami, jest to dla mnie naprawdę realne. Wiem, że w związku Miłości z Mężczyzną może być mi dobrze, może być mi bardzo dobrze, może być mi nawet za dobrze:))) Już teraz pozwalam sobie to dostrzec i zaakceptować, że taka możliwość dla mnie istnieje i jest całkowicie realna. Zauważam, że świat jest pełen fantastycznych Mężczyzn, którzy z własnej, nieprzymuszonej woli są gotowi obdarzyć mnie prawdziwą Miłością, szacunkiem, wsparciem, akceptacją, bliskością i czułością. Akceptuję i doceniam ten fakt. Zasługuję na Partnera, który bezwarunkowo mnie kocha, wspiera mnie, szanuje, rozpieszcza, obdarza cudowną bliskością, czułością i wspaniałym seksem : ) Zasługuję na Partnera, z którym zawsze jestem prawdziwie szczęśliwa i spełniona jako Kobieta. Zasługuję na Partnera, którego potrzeby, cele i chęć ich realizacji doskonale pasują do moich. Już teraz pozwalam sobie dostrzec, że są tacy Mężczyzni i z ufnością w Boże prowadzenie otwieram się na to, aby ten najwłaściwszy dla mnie pojawił się w moim życiu od zaraz, zasługuję na to i jestem na to w pełni gotowa. Widzę też, ile sama mam do zaoferowania takiemu Partnerowi, jak i wszystkim żyjącym istotom, doceniam to i potrafię wykorzystać zgodnie z Najwyższym Dobrem. Nareszcie widzę Siebie jako ukochane dziecko Boga, istotę zrodzoną z Miłości i powołaną do pełnego doświadczania Miłości :) Miłość i bycie szczerze, bezwarunkowo kochaną to moje Przeznaczenie :) Kiedy pozwalam Sobie spojrzeć na Siebie oczami Boga zauważam, że ja sama jestem czystą Miłością, że w pełni zasługuję na Miłość i jestem czysta, niewinna i doskonała właśnie taka, jaka jestem :)
dziękuję. zacznę pracę z dekretem, bardzo tego potrzebuję. zobaczymy, co się wydarzy.
-
Nie wiem, co się u was działo po tych dekretach, u mnie wyszło, że muszę więcej dawać tego, czego chcę dostać.
Trudno przełknąć, bo mam tendencję do myślenia, ze jestem cudowną partnerką, ale guzik z pętelką. Nie można siedzieć na kuprze i CHCIEĆ czegoś, i znowuż więcej od kogoś, od drugiej istoty, samodzielnej jednostki, która ma swoje emocje, wahania nastrojów, problemy... Dać sobie więcej tego, czego się dla siebie chce i dać więcej tej drugiej osobie - to lekcja dla mnie i dla mojej specyficznej samooceny, oscylującej między narcyzmem i stanami beznadziei/poddepresyjnymi.
-
VanillaOrchard,
u mnie wyszło, że muszę więcej dawać tego, czego chcę dostać.
,
Naprawdę ?
To trochę takie "handlowe" podejście ;))
I niczego nie 'musisz'. MOŻESZ :) Jezeli ci tak pasuje i sprawia tobie to radość i przyjemność :)
Dać sobie więcej tego, czego się dla siebie chce
I to je to ! :))
Clint ostatnio miał cudna wypowiedź na temat swojego związku. Jak ją znajdę to wkleję.
-
Ok. To jest ta wypowiedź Clinta. Najpierw zadałam mu pytanie ( jest zacytowane) i on odpowiedział.
Cytuj
Bo wiesz, na ogół się mówi, że NAJPIERW trzeba poczuc miłość DO SIEBIE/ POKOCHAĆ
siebie i dopiero potem można pozwolic sobie na związek miłości. Wtedy dopiero przyciagniemy odpowiednią osobę.
Czy u ciebie tak było ?
I tak i nie :D
Jasne, przez te kilka lat wzbudziłem do siebie sporo miłości, której nie było wcześniej. Z drugiej jednak strony było wciąż jeszcze wiele nienawiści i nieakceptacji. Dużo mi brakowało do doskonałości, a mimo to spotkałem swój ideał. I ten ogrom miłości zaczął nas oczyszczać z niesamowitą siłą, co z jednej strony było cudowne, a z drugiej doprowadziło do naprawdę ciężkich prób i konfrontacji z naszymi emocjami, przeszłością, poczuciem własnej wartości. Na szczęście przetrwaliśmy najgorsze, głównie dzięki tej cudownej miłości, która cały czas w nas była i nie pozwalała się poddać.
Mogę więc powiedzieć, że nie trzeba całkowicie pokochać siebie czy spełniać inne wymyślne warunki. Wystarczy szczerze chcieć, co jest równoznaczne z gotowością przyjęcia konsekwencji. A im mocniej trzymamy się kłamstw na swój temat, głupich wyobrażeń, zaślepień i uzależnień, tym boleśniejsze i straszniejsze mogą się one wydawać. Dla mnie to oznaczało zburzenie sporego fundamentu mojej osobowości i nie przesadzam tutaj, ja naprawdę czuję i myślę jak kompletnie inne osoba.
A wydawało mi się, że już jestem taki ogarnięty, że naprawdę mam sporo rzeczy poukładane i najgorsze za sobą. Byłem spokojnym, medytującym chłopcem, któremu niewiele zaburzało codzienne delektowanie się doświadczaniem życia. Miałem swoje wywałki, gorsze chwile, gdzieś coś tam przeszkadzało, ale wszystko wydawało się naprawdę w porządku.
A potem bach. Niesamowita miłość, gwiazdka z nieba, istny cud. Bardzo szybko pojawiły się pierwsze maski, oblicza których nigdy wcześniej nie miałem okazji poznać. Zacząłem zgrywać cwaniaka, pewnego siebie śmieszka z głupimi i chamskimi żartami. Kompletnie nie ja, ale wydawało mi się, że taki będę atrakcyjny. Te maski po licznych rozmowach, wyjaśnieniach i budowaniu wzajemnego zaufania, więzi i bliskości zanikały. Niestety pojawiały się kolejne warstwy. Najintensywniejszy okres zaczął się oczywiście po wspólnym zamieszkaniu. Narastające napięcia i nieradzenie sobie z różnymi emocjami sprawiły, że zacząłem coraz bardziej przypominać mojego ojca - potrafiłem wpaść w furię, kontrolowaną na tyle żeby nikomu nie zrobić krzywdy, ale mimo to rzucałem rzeczami, kopałem meble, waliłem pięścią w ścianę. Oboje mieliśmy problemy i wzajemnie się prowokowaliśmy do niefajnych zachowań. Potrafiłem krzyczeć, wyzywać, puszczać fochy o głupoty, czepiać się i krytykować jakieś pierdoły bez znaczenia, szukać dziury w całym, itp. itd.
Wszystkie problemy rozwiązywaliśmy na bieżąco, niczego nie zostawialiśmy bez wyjaśnienia. Zmieniało się to często w przesadne analizy, zbyt długie dyskusje, nieraz puszczały w trakcie nerwy, ale zawsze wiedzieliśmy, że się kochamy i że nam na sobie zależy. Czuliśmy tą miłość i to nas ratowało. Przez pewien czas mimo poczucia, że robimy ciągły progress, miało się wrażenie że te problemy nie mają końca i wciąż i wciąż będą kolejne i kolejne. To był naprawdę trudny etap, ale nie bezsensowny czy toksyczny. To był nasz wspólny detoks. Bardzo szybki i intensywny. Przerobić tyle problemów w tak krótkim czasie to jakieś emocjonalne nieporozumienie. No ale taka jest siła miłości. Nieświadomie się na to zgodziliśmy się, szczerze chcąc już wtedy jej doświadczyć, bez kolejnych, mozolnych lat oczyszczania się.
I zdecydowanie było warto. W ciągu roku samego bycia w związku bez praktycznie żadnych technik rozwojowych (nie było ani czasu ani siły na afirmowanie, zresztą zanim ja bym przerobił jedną afkę, już mi się rozwiązało 10 innych problemów) przerobiłem tak ogromną partię obciążeń że to się w głowie nie mieści. To jednak by nie mogło działać, jeśli nie bylibyśmy gotowi na diametralne zmiany dosłownie we wszystkich aspektach naszego istnienia. Mi się po takim czasie tak intensywnych przemian rozmazał obraz samego siebie. Patrzę w lustro i ciężko mi przypisać jakie stałe cechy z którymi bym się tak fundamentalnie utożsamiał. Tyle "prawd" o mnie mi się rozbiło w pył, tyle rzeczy odchodzi i nawet jeśli wraca, to z coraz mniejszą siłą i coraz rzadziej.
Mam coraz mniejszą potrzebę, aby odbudowywać jakieś poczucie własnej tożsamości. Co z tego, że powiem iż jestem taki czy taki, że reprezentuje sobą to czy tamto, skoro zaraz się to może zmienić? Z chęcią powiem o sobie, że jestem kochany czy ciepły, nawet jeśli nie przejawiam tego cały czas, ale to jedyna prawda jaką o sobie znam i której mogę być pewien. Nie będę pisał o sobie negatywnie, bo to będzie ani prawdą, ani nie będzie zawsze faktem. Bez sensu się z tym utożsamiać. Może pojawiać się we mnie złość, ale to nie czyni mnie wściekłą osobą, przynajmniej nie z natury. To tylko fale, które pojawiają się przy nieodpowiednim wietrze.
Troszkę zszedłem z tematu, ale musiałem sięgnąć po te opisy, żeby oddać jakoś skalę zmian i doświadczeń związanych ze spotkaniem swojego ideału. Samo powiedzenie, że życie wywala się do góry nogami nie oddaje tego wszystkiego. Myślę sobie, że o dziwo wiele mi dały moje obciążenia karmiczne, tzn pewne ich aspekty. Dużo czasu spędziłem praktykując nieprzywiązywanie się i niszczenie swojego ego i oczywiście przyniosło mi to głównie obciążenia, ale jakaś część praktyk z pewnością przyczyniła się do tego, że mniej przywiązuje się do swojej osobowości, światopoglądu i wyobrażeń o sobie, dzięki czemu łatwiej jest mi je zmieniać, co przydało się bardzo w tym przypadku. Nie wszystko jest czarno białe i nawet z naszych obciążeń można wyciągnąć coś pozytywnego :)
Od dłuższego czasu jest naprawdę dobrze i spokojnie. Poradziliśmy sobie z najgorszym i zrobiło się naprawdę słodko i miłośnie, praktycznie bez zakłóceń. Zupełnie inaczej rozwiązujemy problemy, zresztą niesamowicie nas to wszystko do siebie zbliżyło - w końcu zaufaliśmy sobie na tyle, żeby pootwierać przy sobie wszystkie najgorsze rany i nikt nikogo nie zranił - była miłość i kompletna akceptacja. Przeszliśmy razem przez to piekło i na każdym kroku dawaliśmy sobie dowody na to, że warto iść dalej razem, że najważniejsza jest miłość i uzdrowienie tego wszystkiego. Z nikim innym bym nie dał rady, nie miałbym motywacji ani siły dla pierwszej lepszej kobiety, nawet dla "dobrej". To musiała być Ona :)
Nie chce oczywiście nikogo straszyć, tymi wszystkimi opisami, ale cóż - z taką przeszłością jak nasza, mogliśmy doświadczyć albo tego albo mozolnych lat z setkami zeszytów od afirmacji. Ja się strasznie cieszę, bo dzięki temu jestem teraz w takim punkcie, w jakim samodzielnie bym dotarł może za kilka lat, a może i nawet nie (nie mając odpowiednich bodźców do ruszenia pewnych bolesnych i trudnych spraw)
-
To jest pierwsza część :)
Post Clinta.
Amelka
Wg mnie przyczyną tych "kontrowersji" są po prostu społecznie i kulturowo wbijane przekonania na temat związków. Jako ideał miłości kreuje się bycie ze sobą na zawsze, totalne uzależnienie, wzajemne dostosowywanie się w stopniu przekraczającym wewnętrzną wolność, itp. bzdury. Co drugi romantyczny film kończy się tekstami w stylu "bądźmy ze sobą już na zawsze", w filmach fantastycznych często pojawiają się motywy nieśmiertelnej miłości, która przetrwała całe wieki, itp. Nie będę wspomniał już nawet o aniołkach, które czepiły się swojej pierwotnej połówki jak rzep psiego ogona i ubzdurały sobie, że drugiej takiej istoty nie ma w całym wszechświecie - zresztą to pewnie one odpowiadają za co drugi film tego typu. :P
A prawda jest taka, że związki można traktować jak swojego rodzaju biznes. Jestem sobie biznesmanem, który ma konkretne cele i potrzeby, więc szukam sobie bizneswoman której cele i potrzeby współgrają z moimi. Jeżeli nam wszystko w sobie nawzajem odpowiada to robimy ze sobą interesy czyli tworzymy związek. Nie wymieniamy się kasą czy usługami, lecz uczuciami wyższymi i innymi ważnymi dla nas rzeczami.
I teraz trzeba wziąć poprawkę na to, że my jako osoby, nasze interesy, cele, potrzeby, itd wciąż się zmieniają. Jeśli mamy dobrą karmę to robimy interesy z osobą, której zmiany podążają w tym samym kierunku, dzięki czemu możemy być ze sobą dość długo. Jednak prędzej czy później(nawet gdyby miało to zająć setki lat) dojdzie do jakiś rozbieżności, które będą narastać, aż w końcu ten cały wspólny biznes przestanie być opłacalny. Wtedy po prostu szukamy kolejnej osoby do robienia interesów i jesteśmy z nią tak długo, jak długo ma to dla nas sens.
Wiem, że takie podejście jest skrajnie nieromantyczne, ale co ja poradzę że wszechświat się rządzi nieromantycznymi prawami? I całe szczęście, bo dzięki temu nie ma niepotrzebnych dramatów :)
-
A to ta wersja super - Hydrozagadki.
Dla kobiet, również tych z wszelkimi ascezami w tle :)
Tak zajrzałam do tego dekretu i postanowiłam napisać wersję żeńską (także dla siebie, bo i u mnie acetyzm oraz wyrzeczenia nieźle dawały się we znaki ... i czasem nadal odbijają czkawką) :) Bardzo fajny ten dekret, miło go było sobie przypomnieć!
-----------------
Przebaczam sobie wszystko, co mi nie pozwalało na bliskość, seks i udany związek partnerski. Przebaczam wszystkim mężczyznom, na których mi zależało, a którzy nie chcieli być ze mną. Przebaczam wszystkim mężczyznom, którzy mnie poniżali i odrzucali. Już teraz uświadamiam sobie i dostrzegam obfitość idealnych dla mnie partnerów. Zauważam, że Bóg zawsze ma dla mnie wspaniałych, atrakcyjnych, harmonijnych mężczyzn, z którymi mogę tworzyć spełnione związki. Pozwalam sobie zauważać tych mężczyzn i przyjmować ich do swojego życia. Już teraz w moim życiu zawsze znajdują się harmonijni ze mną mężczyźni, którzy odpowiadają mi pod każdym względem i którzy chcą być ze mną. Już teraz w moim życiu pojawiają się atrakcyjni, harmonijni, czuli, sympatyczni, cudowni mężczyźni, którzy chcą mi dać wiele ciepła, miłości, bliskości i Bosko czystego seksu. Jestem niewinna i w porządku, gdy otaczam się takimi mężczyznami.
Zasługuję na miłość, szacunek, wsparcie, przyjaźń, ciepło, harmonię i błogi seks w związku. Zasługuję i otwieram się na dostatek czułości, bliskości, ciepła, wsparcia, zainteresowania mną i harmonii w relacjach z ludźmi. Bóg w swojej nieskończonej miłości obdarza mnie tym wszystkim na każdym kroku. Mam prawo chcieć i pragnąć tyle miłości, wsparcia, bliskości, ciepła i seksu, porozumienia i inspiracji, wspólnych celów w życiu, ile tylko zechcę i jestem z tym bezpieczna i niewinna. Otrzymuje tyle miłości, wsparcia, bliskości, ciepła i seksu ile tylko zechcę, a Bóg to akceptuje i wspiera. Każdego dnia otrzymuję ogromne ilości miłości, bliskości, ciepła i wsparcia od innych ludzi. W moim życiu jest mnóstwo miłości, bliskości, wsparcia i ciepła – jest to dla mnie naturalne i oczywiste. W moim życiu jest tyle harmonijnego seksu, ile tylko potrzebuje – jest to naturalne, niewinne i bezpieczne.
Czuje się chciana i kochana na każdym kroku. Czuję się chciana i kochana przez wystarczająco dużo mężczyzn. W moim życiu zawsze jest wystarczająco dużo mężczyzn, którzy chcą mnie kochać, wspierać, przytulać i obdarzać ciepłem. Dostrzegam, że istnieje mnóstwo mężczyzn, którzy chcą zaspokajać moje potrzeby seksu i bliskości z czystymi intencjami wobec mnie. Zasługuję na to, aby być często przytulana przez osoby, które kocham i które mnie kochają. To bezpiecznie i niewinne, gdy jestem przytulana i całowana przez bliskie mi osoby. Jest mi wspaniale i błogo, gdyż w moim życiu otrzymuje dostatecznie dużo czułości, przytulania, pocałunków i pieszczot. Wszystkie moje potrzeby związane z bliskością i seksem są zawsze zaspokajane w najkorzystniejszy i najprzyjemniejszy dla mnie sposób. Uwalniam się od lęków i wyobrażeń, że bliskość i seks mają swoją cenę. Otrzymuje tyle bliskości i seksu ile tylko zechcę, bez ponoszenia jakichkolwiek nieprzyjemnych konsekwencji. Bliskość i seks stają się naturalną częścią mojej codzienności.
Jestem gotowa na doskonały związek miłości i seksu, w którym doświadczam harmonii uczuć, energii, celów, świadomości i czystości intencji. Zawsze z łatwością tworzę udane i spełnione związki partnerskie, gdyż z pomocą Boga zawsze trafiam na najlepszych dla mnie mężczyzn (partnerów). Bóg swoją potężną mocą uwalnia mnie od wszystkiego, co nie pozwalało mi tworzyć spełnionych związków. Dzięki Bogu jestem wolna od samotności i bezsilności wobec kreacji związku. Bóg zawsze prowadzi mnie i moich doskonałych partnerów tak, abyśmy spotykali się ze sobą w odpowiednim czasie i miejscu, w zgodzie z Najwyższym Dobrem moim i innych. Zawsze z łatwością i na luzie kreuję sobie nowe, udane związki. Poznawanie nowych ludzi i tworzenie spełnionych związków jest dla mnie proste, naturalne, przyjemne i bezpieczne. Uwalniam się od lęków i przekonań, że mężczyźni chcą, by kobiety rodziły im dzieci i by zajmowały się nimi i domem. Zawsze z łatwością trafiam na atrakcyjnych, harmonijnych i świadomych mężczyzn, którzy wybierają życie bez posiadania potomstwa, za to w radości wspólnych działań, inspiracji, rozwoju, podróżach i bogactwie zarówno materialnym i duchowym. Zawsze trafiam na harmonijnych, atrakcyjnych i świadomych mężczyzn, którzy mają takie same cele życiowe, jak ja i którzy chcą być ze mną. Dziękuje Bogu i wszystkim mężczyznom, którzy chcą dzielić się ze mną swoim urzeczywistnieniem.
-
W temacie Osho o potrzebie bliskości:
"Każdy obawia się bliskości, bez względu na to, czy jest tego świadomy, czy nie. Bliskość oznacza odkrycie się przed obcym. Wszyscy jesteśmy sobie obcy: nikt nie zna nikogo. Jesteśmy obcy nawet sobie samym, gdyż tak naprawdę nie wiemy kim jesteśmy.
Bliskość, zbliżenie się do kogoś obcego oznacza, że musisz odrzucić wszystkie mechanizmy obronne; tylko wtedy owa bliskość jest możliwa. Ale powstaje lęk, że gdy przestaniesz się "bronić"; gdy zrzucisz wszystkie maski jakie nosisz... kto wie, co zrobi z tobą ten obcy, ta druga osoba?
Wszyscy ukrywamy tysiące rzeczy - nie tylko przed innymi, ale nawet przed samymi sobą - gdyż byliśmy wychowani w chorym społeczeństwie, które narzuciło nam tysiące zahamowań, tysiące zakazów, nakazów, tabu. Stąd lęk przed obcym, bez względu na to, czy żyjesz z tą osobą dziesięć, dwadzieścia, czy trzydzieści lat - owa obcość nigdy nie znika. I czujesz się lepiej, gdy zachowujesz trochę dystansu i masz w zanadrzu swoje mechanizmy obronne, gdyż ktoś może wykorzystać twoją słabość, twoją podatność na zranienie. Tak, każdy, dosłownie każdy obawia się bliskości.
Ten problem staje się znacznie bardziej poważny, gdyż każdy PRAGNIE bliskości. Każdy pragnie bliskości, gdyż bez niej jesteś samotny we wszechświecie, żyjesz bez przyjaciela, bez ukochanej, bez kogokolwiek komu mógłbyś ufać, bez kogokolwiek przed kim mógłbyś odkryć swoje rany. A pamiętaj, że rany nie zabliźnią się, jeśli nie są odsłonięte. Gdy je zasłonisz, wypełnią się jedynie jeszcze większą ropą.
Bliskość jest podstawową potrzebą człowieka, więc każdy jej pragnie, ty też... ale jednocześnie pragniesz też, aby to ta DRUGA osoba się zbliżyła; aby się odsłoniła, odrzuciła swoje mechanizmy obronne, odkryła swoje rany, zerwała maski które nosi, odkryła swoją autentyczną osobowość, stanęła zupełnie "nago" przed tobą. A jednocześnie pragnąc bliskości, sam obawiasz się odrzucić swoje "obrony".
Jest to jeden z zasadniczych konfliktów pomiędzy przyjaciółmi, ukochanymi: nikt nie chce się odsłonić, stanąć w "nagości", zupełnie szczerze przed tym drugim. A oboje pragną bliskości...
Stąd, jeśli nie odrzucisz zahamowań i stłumień, którymi "obdarowali" cię twoi rodzice, twoje wychowanie, twoje społeczeństwo, twoja kultura i twoja religia, wtedy nigdy tak naprawdę nie zbliżysz się do nikogo. Ale to TY musisz przejąć inicjatywę, nie przerzucaj tego na tę drugą osobę.
Często, nawet gdy ktoś inny jest gotowy by obdarzyć cię swoją miłością... wtedy wycofujesz się. Pojawia się obawa: "tak, to piękne, ale jak długo będzie to trwać? Wcześniej, czy później będę musiał się odkryć". A miłość oznacza bliskość, miłość to dwie osoby zbliżające się do siebie, miłość to dwa ciała w jednej duszy. I pojawia się lęk, lęk o swoją duszę, swoje wnętrze... "przecież nie jestem doskonały, lepiej się ukryć, lepiej się nie odkrywać, niż narazić na odrzucenie"... I w ten sposób lęk przed odrzuceniem nie pozwala ci przyjąć miłości, nie pozwala ci zbliżyć się do innej osoby.
Co zatem robić? Pierwszy, podstawowy krok to akceptacja siebie samego, takiego jakim jesteś... odrzuć tradycję, która doprowadziła niemal cały świat do szaleństwa. Spójrz do wewnątrz i odrzuć wszystko, co zostało ci narzucone; wszystko co powoduje twój wstyd. Musisz zaakceptować swoja naturę, taką jaka jest, a nie taką jaka "powinna być". Nie nauczam żadnych "powinienem/nie powinienem". Wszystkie "powinienem/nie powinienem" to przyczyna choroby ludzkiego umysłu. Odrzuć wszystkie powinności bycia kimś ważnym, pobożnym, respektowanym... nie ma nic piękniejszego od bycia prostym i zwyczajnym, od bycia po prostu sobą. Możesz wyrażać siebie autentycznie i szczerze - stajesz się otwarty i ta otwartość pomoże innej osobie otworzyć się przed tobą. Twoja bezpretensjonalna, autentyczna prostota to zachęta dla bliskości, zaufania i otwartości ze strony drugiej osoby. Gdy znikają wszystkie "powinienem/nie powinienem", gdy nie musisz się już ukrywać i bać, wtedy pojawia się bliskość.
Kiedy pojawia się miłość, kiedy chcesz w nią głębiej wejść, powstaje następny problem. Wchodząc głębiej w miłość, tracisz swoje fałszywe "ja". I zaczynasz się bać, unikać głębi miłości, gdyż ta głębia jest jak śmierć. Zaczynasz tworzyć bariery między sobą a twoją ukochaną, gdyż kobieta wydaje się jak przepaść, przepaść przez którą możesz zostać wchłonięty. Powstałeś z kobiety, ona jest łonem, przepaścią... jeśli może dać ci życie, może dać ci też śmierć. Kobieta jest niebezpieczna, tajemnicza. Nie potrafisz żyć bez niej i jednocześnie nie potrafisz żyć z nią. Nie możesz się od niej oddalić, gdyż bez niej życie jest puste; nie możesz się do niej zupełnie zbliżyć, gdyż wtedy tracisz swoje "ja".
Ten konflikt jest typowy w każdej miłości. Zatem czynisz kompromisy: nie oddalasz się zbyt daleko, ale też nie zbliżasz się totalnie. Stoisz gdzieś w środku, balansując sobą... ale wtedy miłość nie może się pogłębić. Głębia miłości jest osiągalna tylko wtedy, gdy odrzucisz lęk i skoczysz z zamkniętymi oczami głową w przód.
Jest to niebezpieczne - miłość może zabić twoje ego, twoje "ja". Miłość to trucizna dla twojego fałszywego "ja". Miłość to życie dla ciebie prawdziwego, miłość to śmierć dla twojego ego. Musisz skoczyć. Musisz się zbliżyć i dosłownie rozpłynąć w kobiecie... ta bliskość to drzwi do boskości, do wieczności.
Kobieta ma podobny problem. Im bardziej zaczyna zbliżać się do mężczyzny, ten tym bardziej stara się od niej uciec i znajduje tysiące wymówek by się oddalić. Zatem kobieta musi czekać, a czekanie to następny problem: jeśli kobieta nie przejmuje inicjatywy, wygląda to na obojętność, a obojętność może zabić miłość. Nic nie jest bardziej zabójcze dla miłości niż obojętność. Nawet nienawiść jest lepsza, gdyż jest przynajmniej pewnym rodzajem relacji miedzy dwojgiem osób. Miłość może przetrwać nienawiść, ale nie znosi obojętności. I stąd kobieta ma trudności; jeśli przejmuje inicjatywę, mężczyzna ucieka, gdyż większość mężczyzn nie znosi kobiet, które podejmują inicjatywę. Mężczyzna czuje, że zbliża się przepaść, więc lepiej uciec, zanim będzie za późno. Tak właśnie powstają donżuani. Krążą od jednej kobiety do drugiej, wypełnieni lękiem, że przepaść może ich wchłonąć. Donżuani nie są prawdziwymi kochankami, choć na nich wyglądają - każdego dnia nowa kobieta. Donżuani to przestraszeni ludzie, obawiający się bliskości.
Zatem kobieta również stoi pośrodku; tak jak mężczyzna między lękiem przed przepaścią a pragnieniem bliskości, tak kobieta między przejęciem inicjatywy a obojętnością. Obie sytuacje są złe, to zwykłe kompromisy. A kompromisy nie pozwalają rozkwitnąć miłości. Kompromisy nie pozwalają niczemu rozkwitnąć. Kompromisy to kalkulacja, spryt... potrzebne w biznesie, ale nie mające nic wspólnego z miłością. Więc zaryzykuj, odrzuć bariery swojego ego i skocz... skocz w prawdziwą bliskość, skocz w prawdziwą miłość.
Na początku miłość ma barwę seksu. Jeśli jest płytka, pozostanie do tego seksu zredukowana; tak naprawdę to nie będzie żadna miłość. A bez miłości seks sprowadza życie do prymitywnego, wręcz obrzydliwego poziomu. Seks może być piękny, gdy towarzyszy mu miłość. Sam w sobie jest obrzydliwy. To tak jakby najpiękniejsze oczy najpiękniejszej kobiety wyjąć z oczodołów. Pozbawione ciała, nawet najpiękniejsze oczy są obrzydliwe.
Bliskość w stosunku do jednej kobiety lub mężczyzny jest dużo lepsza, niż mnogość relacji partnerskich. Może ta mnogość jest zabawna, ale powierzchowna - nigdy nie zdołasz rozwinąć się wewnętrznie. Miłość to nie sezonowy kwiatek, potrzeba jej wiele czasu by rozkwitła. Każdy mężczyzna ma w sobie pierwiastek kobiecości, każda kobieta ma w sobie pierwiastek męskości. Jedyny sposób, aby się o tej jedności przekonać, to bycie w głębokiej bliskości. Postaraj się bliskości rozkwitnąć tak bardzo, jak to tylko możliwe. Pozwól rozkwitnąć zaufaniu, odrzuć wszystkie bariery dzielące cię od drugiej osoby.
Według mnie, uduchowienie oznacza ciepło, miłość i bliskość. Źródłem ciepła jest kobieta. Jej miłość i oddanie, połączone z intelektem mężczyzny; jej serce połączone z głową mężczyzny, mogą uczynić cud...
Dzielcie się swoja miłością, swoimi sercami. Pragnę, aby kobieta i mężczyzna rozwijali się wspólnie, w głębokiej harmonii i poczuciu nieograniczonej bliskości. Tylko w ten sposób możemy zmienić świat."
http://foof.most.org.pl
-
o potrzebie bliskości:
I o jej plusach :)
-
Ciekawy jest temat pozornej bliskości i prawdziwej bliskości.
-
Jeszcze jeden fajny dekret: Doskonały związek z idealnym partnerem (http://studioamarante.pl/wp-content/uploads/Dekret_Doskonaly_zwiazek_z_idealnym_partnerem.pdf)