Pozytywne Inspiracje
Forum => Anioły => Wątek zaczęty przez: Leszek.Zadlo w 2011-08-30, 20:53:42
-
Przeniesione z mixxt
lukaszlm
Wg mnie na ten moment idea była taka żeby zwrócić aniołki przeciwko im samym czyl boskości w nich. Było w tym wiele sprzeczności i intencji nie do pogodzienia ze sobą. Próba realizacji tych intencji powodowała popadanie w destrukcje. Wydaje się także że każdemy kodowano wg "naturalnych predyspozycji". Czyli jeśli aniołek już coś tam chciał, był ciekawy itp. to kodowano wg tego.
Czy ktoś kto przerobił do końca temat, mógły podkreśić jakieś kluczowe sprawy/wzorce/kody w tym temacie.
-
temat wydaje mi się ważny z tego powodu że tutaj można szukać powodów dla których większość się rozwijała lub próbowała rozwijać w różnych nurtach ale zawsze bez sukcesów, a z coraz większym bagażem karmy. Co więcej te nieuzdrownione rzeczy mogą poważnie sabotoważ nawet przytomny rozwój duchowy w górę, przy tzw "dobrych intencjach" - bo jak się okazuje Indywidualizacja poważnie przekodowała pojęcia dobra i zła, że można dobre intencje uważać za złe, i złe za dobre itp. Chcę tutaj podkreślić że wiele osób rozwija się z tymi samymi intencjami/wzorcami teraz co będąc chrześcijanami czy buddystami czy co tam mogło jeszcze być.
Byłbym wdzieczny gdyby ktoś się podzielił swoimi doświadczeniami tutaj, jak dopiero co ruszyłem temat, więc nie będę się rozpisywać w temacie którego nie ogarniam.
-
Ja też przyznam szczerze, że rozwijam się duchowo już od dobrych kilku lat, ale wydaje mi się, że stoję w miejscu, a wręcz się pogarsza. To pewnie przez te intencje - czego się człowiek nie dotknie, to dąży do zniszczenia tego (podświadomie, oczywiście), a po drugie człowiek już tyle doświadczył na Ziemi przez te setki wcieleń, że mi się już chyba wszystko znudziło, więc i nawet ostatnio już kilka razy straciłem pracę (mam dobry zawód) - sam ze strachu, i chyba z tej nudy, rozpętywałem w pracy takie piekło, że już chyba nikt nie był ze mną w stanie wytrzymać. Przykre to, ale prawdziwe.
-
Istota INDYWIDUALIZACJI polega na staraniu się, by byc innym/ róznym od pozostałych (zazwyczaj Aniołków), ale przede wszystkim od Boga.
W ramach indywidualizacji pojawia się dążenie, by z nikim się nie zgadzać, by z zasady się róznić. I niektórym to dobrze wychodzi na codzień.
-
Leszek,
Czy przerobiłeś ten temat do końca. Bo istota istotą, ale realizacja techniczna była złożona z kompletnego zmieszania z sprzeczny sposób ze sobą wszystkiego. I im więcej odkrywam tam sprzeczności, i do czego miały prowadzić służyć, tym mniej chcę pisać o duchowości nawet, a już napewno nie indywidualizacji, bo gotowe odpowiedzi mogły by komuś zaskodzić zamiast pomóc, a już jakby sobie zinterpretował wg. swoich nieuzdrowionych intencji właśnie z tej indywidualizacji to jeszcze większe pomieszanie murowane. Ja to tak odczuwam chociaż ciągle coś wychodzi i ciągle zmiania mi się punkt widzenia to mogę się mylić ale na teraz tak to widzę.
-
wydaje mi się też że temat jest połączony ze wszystkim po koleim związkami, bogiem, pieniędzmi, oświeceniem, i że uzdrownionego punktu widzenia to wszystko wygląda inaczej, nawet rozwój duchowy i karma wygląda inaczej.
-
Trudno mi się zorientować we wszystkich wzorcach i mechanizmach indywidualizacji, a to dlatego, że różne grupy inaczej ją przechodziły.
1. Indywidualizacja u Przedwiecznych (galaretowatych, starszych od Aniołów). Prawie nic o niej nie wiem, poza tym, że obraziły się na Boga i żądały takiej wolnosci od karmy,żeby mogły robic, co im sie tylko podoba i nie ponosić negatywnych konsekwencji np. destrukcji czy autodestrukcji. Uważały, że tylko Bóg im przeszkadza w osiągnięciu pełnej wolności (od konsekwencji swych uczynków). Niektóre z nich załozyły "szkoły" dla Aniołów, gdzie prowadzono edukację zgodną z ideami Przedwiecznych i kreowano Archaniołów (czyli agentów Przedwiecznych). Inne tworzyły armię przeciw Bogu.
2. Indywidualizacja u Białych Aniołów (BA) - była indywidualizacją pierwotną u Aniołów. Polegała na zainteresowaniu, a następnie a dostrojeniu sie do oferty przedwiecznych poprzez zanizanie wibracji. Spośród tej grupy Przedwieczni inicjowali "archaniołów", którzy mieli w rzeczywistości odciągać inne Anioły od bezposredniego kontaktu z Bogiem. One rzeczywiście wierzyły, że są pośrednikami, że maja monopol na kontakt z Bogiem i że bez nich Anioły upadną. Ich samoocena bazuje na rozdętym ego i wmówionych misjach (oświecenowych, zbawczych itp.). Na pozór te istoty są bardzo uduchowione i mają rzeczywiście wysoki poziom duchowego rozwoju. Jednak misje, ego i inne elementy wynikające z indywidualizacji nie pozwalają im spojrzeć na siebie i swą rolę w sposób obiektywny.
Archanioły zstępując na Ziemię za swoimi pierwotnymi anielskimi "połówkami" stały se Awatarami, Mistrzami, przywódcami religijnymi przekonanymi o swej wyjątkowości, boskości, nieomylnosci i nawet samorealizacji :))
3. Indywidualizacja u Niebieskich Aniołów (NA) jest wtórna i wynika z pierwotnego szoku, jakie przeżyły one w związku z indywidualizacją swych pierwotnych "połówek". Najpierw było zdziwienie,że "połówki" wolą inne wibracje niż boskie, czyli pierwotne. Potem były próby nawracania oddalających się "połówek" a wreszcie żal do Boga,że się temu nie sprzeciwił. A na koniec bunt przeciw Bogu. tak postępował proces zaniżania wibracji i odcinania się od boskiej energii i świadomośc. Niektóre Anioły w ramach buntu wypary się w ogole Boga rezygnując przy okazji z mozliwości korzystania z ochronnego aspektu Jego Mocy i Miłości. I tu już zaczął się upadek na całego.
-
dzięki :)
1. tego nie kojarzę - chociaż ktoś nie anioły-mi coś kodowały
2. Kojarze to pośrednio - generalnie rozwój duchowy i miłość - tylko w taki sposób aby nigdy się tak naprawdę nie oświecić. Nawet te prawie oświeceni-awatarzy, byli po to żeby postawić granicę że to tu i dalej nie ma-dalej nie szukać i żeby szukać boga w nich a nie w sobie.
3. Ja zszedłem za półówkiem znaczy ale z jakąś inną specyficzną intencją, dlatego odbieram to trochę inaczej, wiadomo każdy trochę inaczej sobie pomieszał.
to co niżej piszę to może wynikać z pomieszania !
""I jakoś odebrałem to tak że wg pierwszej intencji lub naiwości-nie wiedzy schodziło się inaczej, i jakoś że najlepsze rzeczy w aniołku odwracalo się tak że one go sprowadzały w dół. Jeszcze tak to odczywam że jeszcze przed indywidualizacją jedne aniołki były bliżej oświecenia inne dalej i do bardzo wpływało na efekt indywidualizacji i pomieszania, ale nie tak że im bliżej oświecenia tym mniej pomieszania, tylko że pomieszanie było na innym poziomie, ale tak samo destrukcyjne. Jeszcze tutaj mi wychodzą ciągłe zawiłości i sprzeczoności i jeszcze wiele wiecej rzeczy których nie rozumiem i mi się miesza""
Jak oczysczę temat i stwierdzę że to głupoty dam znać
-
A co wynika z tego że jedno jest pierwotne a drugie wtórne. Jak mniemam wtórne łatwiej odreagować.
Ja zszedłem za półówkiem i wydaje mi się że to maksymalnie odbijało się na indywidualizacji i jak ona przebiegała, wyszło mi dużo rzeczy między półówiek indywidualizacją i nawet intencja-za półówikiem czy za miłością którego doświadczałem z półówiek nie jest taka do końca oczywista dla mnie teraz.
-
Możliwych scenariuszy indywidualizacji jest wiele. Ja napisałem o pierwotnych. Nie mam pojecia, czy o wszystkich.
Zanim nastąpiło zejście w materię, wiele Aniołków indywidualizowało sie w coraz bardziej degenerującym się Aniokowie, a potem w astralu razem ze strzygami, elfami i demonami. Nie wszyscy przeszłi te etapy Indywidualizacji (czyli wg przedwiecznych i niektórych UBA "koniecznego rozwoju duchowego" :)))
Kolejne etapy indwidualizacji odgrywały sie już w materii, ale pierwotna intencja zawsze była ta sama.
-
"Kolejne etapy indwidualizacji odgrywały sie już w materii, ale pierwotna intencja zawsze była ta sama."
właśnie teraz wiele rzeczy mnie zastanawia, tych powiązań że wszystko zaczeło się głównie od tego właśnie, ale też nurtują mnie pytania faktycznego powroty do boga, nawet coś sobie ostatnio przypomniałem że kiedyś chyba napisałeś w jakiś artykule, że na początku anioły mogłby szybko wrócić, na łasce boże i się oświecić, ale to jeszcze się tak karma nie pomieszała i to było na początku, i teraz nie da rady, bo zadużo pomieszania z poplątaniem w karmię no i właśnie nie da rady a jednak nawet jakoś ostatnio odnośnie indywidualizacji jakoś spontanicznie zaczołem się zastanawiać o co mogło chodzić z tą łaską.
Jest dużo rzeczy których nie mogą powiązać, ale to chyba związanych z moją drogą zejścia w dół.
-
Eh, ja zaliczyłem punkty od 1 do 3 plus elfy jeszcze, być może też strzygi :P
Co zabawne 3 punkt działał u mnie odwrotnie - ja miałem szok, że moja połówka wybrała Boga zamiast mnie, indywidualizującego się :D
-
Clint,
zebrałeś wszystkie punkty, i co wygrałeś coś ? :P
Ja pamiętam że pod Indywidualizacją było aniołkowo niby jeszcze miło i przyjemnie ale już tam był kompletny chaos i pomieszanie. Wyżej było jakby aniołkowo bez pomieszania, wydaje mi się że jest to bardzo ważne żeby zrozumieć co się stało mniędzy ja a półówek, i co się stać nie powinno.
-
lukaszlm
Łaska to taki mechanizm, który zawdzięczamy Bogu, w wyniku którego dostajemy coś, na co nie zasłuzylismy i czego nie wypracowaliśmy.
Korzystanie z łaski jest zależne wyłacznie od naszej ufności i otwartości na to, co od Boga.
ja przez etapy elfiego czy strzygowego astralu nie przechodziłem. Od razu wyrwałem na Ziemię :))
A wcześniej na jakąś planetkę, na którtej uczyliśmy się specjalnych sztuk walki, żeby sie nie dać Białym i ich wyslannikom mającym misje rozwalania połowek.
-
No właśnie mi tak chodzi po głowie ta łaska ostatnio, że można z niej skorzystać w dowolnej chwili, tak jak piszerz trzeba być otwartym i ufnym na 100% żeby dało radę. Mnie to strasznie zastanawia w konteksie indywidualizacji, zwłaszcza tej mojej.
taka refleksja mnie naszła, indywidualizacja polegała na zaparciu się boga maksymalnie, a ta łaska jest jedną z jego najpiękniejszych cech. Bo czy można przejawić bardziej miłość jak dać komuś coś na co nie zasłużył. A jednak podświadomość jak myśli że nie zasłużyła to w życiu nie pozwoli żeby coś dostać bez podstawnie, z drugiej strony jak już przeafirmujemy że zasługujemy to cała magiczna łaska - dostajesz coś na co niezasługujesz już mija, więc na czym polega sztuczka ? :)
-
lukaszlm
Niestety dziwnym trafem okazało się że na tym całym interesie się tylko przegrywa :P
Leszek
Ta definicja łaski zaskoczyła moją pś - że niby miałbym dostać coś, na co nie zasłużyłem i czego nie wypracowałem? Mój ojciec w fotelu się przewraca. Choć z drugiej strony zdarzały się w moim rd takie rzeczy, które można by zaliczyć do łaski, że sobie nie wypracowałem zasługiwania na łaskę jeszcze :D
-
Tu nie ma żadnych sztuczek. Łaska to łaska i tylko otworzyć sie, by ja przyjąc.
I otwartośc wcale nie musi być 100%-towa :)))
-
No właśnie mnie teraz jak ostatnio ruszyłem indywidualizacje, to się okazało że pewne odwieczne prawy to kłamstwa że to inaczej jest. I tak czuje że to tam trzeba szukać. I ciekawe czy takie dostać tylko jak zasłużysz też gdzieś nie kodowanio po drodze, żeby wrazie nie skorzystać broń boże :) Już teraz staram się uwolnić od kilkunastu/dziesięciu owwiecznych prawd indywidualizacji :) więc dodanie kilku nowych wcale mnie nie zaskoczy.
-
Lukaszlm
jakiś czas pracowałam nad tematem, nie dawno. Podobnie to widze jak Ty.
Wczoraj mi nawet jeszcze temat wyszedł, że ja się z połówkiem wręcz umówiłam, że każde będzie brało coś innego, inaczej sie indywidualizowało, bo wtedy razem będziemy mieć więcej:P
To bylo z tego co kojarzę załozenie dość swiadomie powiedziane, że tak robimy. Byla w tym jakaś zachłanność na wszystko co inne, chodziło o to by zaczerpnąć jak najwięcej. Usmiałam sie nawet w tej sesji, bo zalozylismy sobie, że kazdy bierze cos innego, ale jednoczesnie chcielismy byc razem( bo sie kochalismy i obiecalismy sobie, ze my sie tak nie zdradzimy jak nas Bog zdradził:P Wiec jak jedno cos wybierało, to drugie zupelnie cos innego, mieslismy byc razem bogatsi;)
Nie bylismy swiadomi konsekwencji indywidualizacji, bylo w tym potem duzo zalu, zawodu i pretensji do siebie na wzajem, ze nie pasujemy, a tak bardzo przeciez chcemy byc razem:) Potem poszly pretensjie do Boga, ze on cos zamieszal.
Mysle tez ze w temacie polowek trzeba odpuscic przywiazanie, uzaleznienie, wynika ono z braku swiadomosci. Ale czesto jest to mylnie traktowane przez UA, bo dla niektorych puszczenie uzaleznienia moze byc rozumiane jako odrzucenie polowki i zwiazku z nią. Jest to zwiazane z tym, ze poza uzaleznieniem sa jeszcze kody i inne rozne sprzeczne intencje, zeby polowke odrzucic i trzymac na dystans. Wiec wazne jest by uzdrowic tak by byla wolnosc od polowki i do polowki:)))
Jesli chodzi o to co Leszek napisał, to u mnie punkt 3 wygladal zupelnie inaczej. Co prawda bylam zszokowana jakos indywidualizacja polowka juz pozniej, a raczej skutkami tej indywidualizacji. Jednak ja z nim wspolpracowalam, tak mi sie w sesji pokazalo, choc moze cos jeszcze wyjdzie i inaczej sie okaze. Ja pamietam, ze nas przedwieczni przekabacili razem i razem odeszlismy od Boga. Bardzo bylismy zszokowani Bogiem( a raczej tym w co uwierzylismy, po tym jak nam go "pokazali" przedwieczni, ten szok i zal byl tak silny, ze postanowilismy odejsc, bo wydawalo nam sie, ze jest tak na prawde jak nam przedstawiono, wiec co mamy zrobić....odnaleźć sie na nowo. Ale trzymac sie razem, to najwazniejsze. Pewnie dlatego tak sie ze sobą tyle wcielen trzymalismy, jak rodzenstwo bliźniacze. Dość kurczowo, pomimo, że bylo boleśnie, bo przeciez kazdy mial co innego robić i wybierać. Pamiec wspolnie przezytej traumy to potegowala, ze tylko my sobie zostaliśmy.
-
Do nie najbardziej pasuje scenariusz 1, 2 i 3. :D
3 najbardziej mnie poruszył emocjonalnie, 1szy znam doskonale , 2 też, wszystko znajome, jak to puszcze bede expertem z indywidualizacji;)
-
Olga
Ja to jestem jakis specyficzny stwor;)
Jak schodziłam na ziemie to z intencjami czerwonych, mi wychodzi, a nie niebieskich;) Juz w materię.
-
No a wczesniej to jako syrenka sobie zylam na jakiejs wodnej planecie:) Wtedy bylo jeszcze całkiem prosto i lekko. Choc syreny to takie slodkie potworki wodne byly. Wpadaly w takie transy jak zwierzęta, wojowniczo agresywne. Jak koty czasem;)
Niby jest milo, przyjemnie, niewinnie i slodko a za chwile taki potwo wodny z obnazonymi klami:P A potem znow slodkie jakby nigdy nic:)
No i się seksily jak aniolki, ocierajac o siebie w wodzie;) To bylo bardzo przyjemne.
-
Mi temat bardzo miesza się np, myśle że już rozumiem a nie rozumiem. Dam przykład powiązania indywidualizacji i półówka. Ciągle oczyszczam i ciągle coś nowego.
1. Półówek wybiera dysharmonię, no to ja też
-intencja iść za półówkiem
pod 1 znajduje:
2.Półówek(miłość) wybieram dysharmonię/oddalenie od boga
szukam miłość skoro półówek poszedł w dysharmonię, to i miłość też tam znajde
-intencja szukam miłości i spełnienia w dysharmonii, i destrukcji itp.
pod 2 znajduje:
3. Półówek odchodzi, wybiera dysharmonię
wybieram ...dysharmonię...bo... tutaj jakby nie chodzi o półówka ani o miłość/ jakby o półówka pośrednio, że głównie coś innego
--- i tutaj nie wiem, coś mi wj podpowiada, ale jakieś sugestie ale nie rozumiem co z tym zrobić. Coś z tą dysharmonią i destrukcją i chyba to jest związane z tymi co kodowali -przedwiecznymi czuje że wj chce abym coś zobaczył/zrozumiał, ale jakoś nie łapię puki co co mógłbym jeszcze wycisnąć z tego.
-
lukaszlm
To są silne obciążenia, które z pewnością wiele raz wywalały, a świadomość byłą coraz bardziej ograniczona, nieprzytomna, itd. W ten sposób narastały kolejne warstwy wyobrażeń o tym wszystkim - samooszukiwanie się, żeby sobie poradzić z bólem, emocje które zaślepiały i powodowały nakręcanie się.
Tu nie ma co nawet próbować zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi bo i tak będą wychodziły sprzeczne ze sobą wyobrażenia - najlepiej się skupić na oczyszczaniu i puszczaniu kolejnych warstw.
-
oczyszczam i koleje warsty opadają ale jakoś czuje że wj chciało żebym coś zobaczył-może to będzie intencja albo jakiś wzorzec albo coś innego nie wiem.
dobra jestem już taki zmęczony że idę spać.
-
Takie porównanie mi jeszcze przyszło na temat Bożej łaski:)
Ja mam tak do ludzi, że obojętnie co dana osoba mi zrobiła, czy przejawiała, zawsze jestem otwarta na zmianę relacji.
Odsuwam się oczywiście na bezpieczną odległość, póki to przejawia, ale gdy tylko jest szansa na pojednanie i zdrową już relację to się bardzo cieszę:)
Przeszłość wtedy nie ma już znaczenia.
Jedyna osoba jak na razie z którą mam tu problem, to mój połówek, ale tu jest specyficzna karma.
Myślę, że Bog ma podobnie. Poki coś innego nas interesuje, on jest poza tym, gdy sobie sami pozwolimy na coś Boskiego, on automatycznie nas przyjmuje. Nawet przyjmuje to zle słowo, bo on nigdy nas nie odrzucił, tak jest z każdym aspektem Boskości. Wystarczy sie otworzyć, dostroić do Boskości w jakimś temacie i od razu to mamy.
Dostrojenie do wszystkich Boskich aspektów to już oświecenie:) A tak na prawdę to oświecamy się po kawałku;)
-
Laka
może Ci sie przyda do odreagowania. Nie trzeba znać jezyka :))
http://www.youtube.com/watch?v=Y-Vn8-w3bBM&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=28kZ_zMEfr0
-
<Ja tebia zaceluju>
hahaha
-
leszek,
oglądam, oglądam i się zastanawiam co tu można odreagować, przecież tu wszystko takie cacy ;) ... a śmieje się jak głupi do sera oglądają te słowiańckie wdzięki :D jeszcze teraz mam banana na twarzy ... jak to piszę, co za duchowy wstyd :P
-
Jeeej Leszku, odnośnie czego odreagowania:)?
Trochę przesłodzone:P
Ale takie syreno podobne:P
-
Rusałki, lolity;)?
-
Przyznam, że od kiedy popuszczały mi jakieś wzorce i kody uwodzenia, to jak poszłam na taniec brzucha, wydaje się sobie zbyt męska, ciężka, nie mam w sobie tych subtelnych, uwodzących ruchów. Nawet mi nauczycielka zwróciła uwagę" Więcej gracji!";)
Zwiewność i powiewność już poszła w siną dal...
Może zostały mi jakieś wyobrażenia jak powinna się przejawiać kobieca kobieta, atrakcyjna i seksowna.
-
Moja indywidualizacja zaczeła chyba konkretnie zchodzić. Wczoraj rozwalałam sie ATLem i innymi takimi i dzis czuję się względnie w rejonie pleców. Pisałam wam, że główne haczyki trzymające tą struktóre są w barkach i na dole pod miednicą. A uwalnianie zaczeło sie od rejony luźnego- widocznie tam była najłatwiej na początek. Teraz jest tam luz. Hura. Na barkach cos trzyma a na miednicy dziś obfity dzień w ból itd. I nie jest to związane ze zbliżającą sie miesiączką. Spotkałam dwuch alkoholików i wywaliło mi, te wibracje w konfrontacji roznieciły mi całość. Szłam i odliczałam tylko, i zchodziło. Potem wyszedł mi temat połówka. To ciekawe. Okazuje sie, że jest tu jakas zalezność. Gdy zaczełam o nim mysleć, poczułam bardzo rozpierające dobre uczucie i gorąc- myślę, że coś zeszło:)
Minus jest taki ze zaczełam za nim tęsknić. Więc znowu odliczanie. Im bardziej odliczam tym bardziej mi gorąco a uczucia miłości pozostają:) w tym wszystkim uświadomiłam sobie, że wcale nie chciałam go kochać, wolałam by go nie było. Mozliwe ze pierwsza zaczełam sie indywiduzalizowac a on mi przeszkadzał:( Ale narazie to tylko gdybanie to ostatnie zdanie.
-
Mi dziś bardzo na Boga wywaliło. dawno tak się nie czułam, takie poczucie bycia w czarnej d...e.
Że to wszystko bez sensu, bo połówek i tak nie chce uzdrawiać, a Bog nie ma dla mnie nic dobrego.
A potem poczułam i uświadomiłam sobie jak ja bardzo się czuję winna i odpowiedzialna za mojego połówka, za tą całą indywidualizację. Za naszą relację, że nie dość się starałam i nie zrobiłam wszystkiego co mogłam by było dobrze między nami.
To chyba z czasów gdy sie indywidualizowaliśmy, ale z założeniem, że my chcemy być zawsze razem. Wyszedł z tego hardcore. A ja się czułam mega winna, on mi w tym oczywiście bardzo "pomagał" obwiniając za wszystko i obarczając odpowiedzialnością. Ja na głowie stawałam, żeby coś zrobić by było dobrze. Ale nigdy to się nie udało, bo i udać nie mogło.
Mocno moja samoocena w związku się na tym opiera, tzn ta niska.
Chyba jeszcze czuję, że nie zrobiłam wszystkiego, nie byłam dość dobra. Jednocześnie jak pomyślę, o jakości takiego związku, to mam ochotę uciekać na drugi koniec świata byle z nim nie być.
Chyba popracuję nad wybaczeniem sobie i jemu no i Bogu+ afki ze Bog ma dla mnie to co najlepsze, niezależnie od tego co polowek wybiera. Jakoś szczerze to nie wierze w to, że on to uzdrowi ze swojej strony.
-
Ciekawy wzorzec mi wyszedł - bycie tak wyjątkowym i niepowtarzalnym indywidualistą, że nie ma żadnych istot które by ze mną harmonizowały. Można siedzieć samemu jak palec, pierdzieć w stołek i rechotać do lustra jakim to wyjątkowym się jest. Cudnie po prostu...
-
Klint ja całe zycie tak miałam. Od samego początku byłam ku^&%_ tak indywidualna że własnie niewierzyłam że ktos jest dla mnie do zabawy. To mi przechodzi dopiero od niedawna, w stosunku że wywaliło jak miałam pare latek.
Wzorce odrzucenia sa paskudne.
-
W tej chwili nie poprafię rozdzielić tematu indywidualizacji i półówka, jedno jest za związanie z drugim że nie da się uzdrowić jedenego bez drugiego. Niby wiedziałem że się to wiąże ale teraz to mysle że powinniem być temat wątku Indywidualizacja/Półówek ja tak to widzę teraz, chyba że wychodzią mi bardzo specificzne moje obciążenia.
-
Jazdy z połówkami to jeden z wielu aspektów indywidualizacji. Równie dobrze by trzeba było wrzucić relację z Bogiem i z samym sobą, wzorce UNA, UBA, UCA, elfów i innych oraz wszystko inne co służyło odcinaniu się od Boga i samego siebie. Indywidualizacja to bardzo szeroki temat, ponieważ generalnie to ona przyczyniła się do budowania silnego ego opartego na jak największej ilości wszystkiego(emocji, doświadczeń, popieprzeń, itd.). To ona jest odpowiedzialna w dużej mierze za większość nieudanych prób powrotu do Boga i pozbierania się z upadku. Bez puszczenia intencji do indywidualizowania się nie da się zajść za daleko.
I tu już nie ma znaczenia, co się w wyniku ind. działo - czy to były jazdy z połówkami czy co innego. Najważniejsze to uwolnić się wpierw od podtrzymywania wzorców ind., od wszystkich kłamstw, manipulacji i błędnych osądów na których była oparta. Trzeba puścić lęki i chore wyobrażenia na temat Boga. Potem można się brać za całą, ogromną nadbudowę która na bazie ind. powstała.
-
[Jak tak poza tematem napiszę:)
Klint, do ciebie,
Jestem pełna podziwu dla ciebie, tak super ci sie poszerza świadomość, lubie ciebie czytać, zawsze cos na nowo odkryję, zainspiruję się:) masz taka fajna nie presjonująca energię w wyjasnianiu innym róznych rzeczy- to jest bardzo ważne :)]
-
Dzięki :) Właśnie dlatego chce się zawodowo zajmować wspieraniem ludzi w rozwoju, bo czuje że mam do tego predyspozycje :)
A co do braku presji - to zapewne dlatego, że nie obchodzi mnie to czy inni skorzystają z tego co piszę czy tez nie - w końcu nie mój problem :D
-
Clint,
Indywidualizacja, została nabudowania na hmmm błędner realcji z półówkiem jak dla mnie (może tylko dla mnie to tak wygląda), albo jeszcz dużo się w przyszłości pokaże, dlatego piszę że na teraz tak to wygląda dla mnie.
-
lukaszlm
Może u Ciebie to inaczej wyglądało, ale z reguły najpierw była indywidualizacja i to ona powodowała, że połówki oddalały się od siebie i powstawały konflikty, które już się różnie toczyły w zależności od decyzji połówek.
No bo na początku byliście harmonijni i było super fajnie, ale coś musiało spowodować rozdarcie - samo z siebie się nie zrobiło.
-
Wczoraj mi wyszło przy eft ze ja sie boje, ze BOg nie ma dla mnie wszystkiego co najlepsze, ze chce mi zabrac moje spelnienie. Tak chyba bylismy kodowani z polowkiem, trzymamy sie siebie kurczowo z tego powodu, z przekonaniem ze Bog zle nam zyczy, ze mamy tylko siebie, a on chce nas rodzielić!
A z drugiej strony, ze jest taki wybrakowany i ulomny, bo jak dal wolna wolę, to tak naprawde nie moze mi zapewnic spelnienia. Bo co jak kazda harmonijna dla mnie istota wybierze cos innego niz mnie i Boga, no nie zmusi jej.
Boje sie tej wolnej woli swojej i innych, bardziej innych.
Z polowkiem sie nie da, bez polowka tez nic dobrego dla mnie nie ma. Bezsens totalny. Pomieszane to wszystko.
A my z P zawszcze chcemy w danym momencie coś innego, czasem to samo nawet, ale w innym czasie, na zmianę, byle tylko nic nie pasowalo i nie bylo harmonii. To takie pomieszane i sprzeczne intencje.
Wszystko jakoś latwiej idzie ale ten temat to jakaś petelka i nie wiem juz jak to ugryżć ,z ktorej strony zacząc.
Mysle ze to ma mi zapewniac i podtrzymywac ta indywidualizację.
-
Dochodzi jeszcze aspekt materii, ze tutaj to juz wogole nic sie nie moze udac: harmonijny, pelen milosci, spelniony zwiazek, bo praca, obowiazki, obowiazki, obowiazki, odpowiedzialnosci, walka o byt, aaaaa!
-
`Mysle ze to ma mi zapewniac i podtrzymywac ta indywidualizację.`
Tez tak myślę:))
A co do bytowania. Bardzo fajny post zamieścił Ficek, teraz, na cudzie. O tym, z jakim nastawieniem podchodzić do zarabiania kasy.:)O tym, ze kase zarabia sie inteligencją anie emocjami i uczuciami, to nie całość, ale bardzo dobra inspiracja napewno:)
-
Laka, ja bym Ci polecała to co sobie;) [chyba]
Przytomność i skupienie sie na tym co RZECZYWIŚCIE ważne na teraz.
Zapewne ps powie Ci, że P jest wazny i te sprawy, ale jego realnie teraz nie ma i nie ma. Wiem, że chcesz to uzdrowić i wspieram Cie w tym i zycze tego, dystans jest zdrowy i może nawet to przyśpieszyć:))
-
Ciekawy wzorzec zauważyłam jak czytałam tamten post Ficka.
Że takie bez uczuciowe podejście do zarabiania pieniędzy jest zimne i takie mechaniczne, jak u robotów.
I że emocje, uczucia są po to by wiedzieć, że się żyje, bo inaczej stajemy się zimnymi robotami ;)
Ciekawe skąd to może pochodzić?
-
Z tej szprycy co się szprycowałaś;)))
Uczucia ok, pozytywna kreacja mocy miłości, ale emocje w tym- fujka
Przerabiam materie i samodzielne zarabianie, ale chociaz tyle juz opanowałam;))
Przytomna kracja, logiczna kalkulacja, znajomośc rynku- zabawa
-
Laka
"Bo co jak kazda harmonijna dla mnie istota wybierze cos innego niz mnie i Boga, no nie zmusi jej."
Ha, i tu tkwi perełka. Harmonijność z innymi istotami polega m.in. na wspólnych celach (przynajmniej niektórych) i tym, że jest im z nami po drodze w niektórych obszarach naszego życia. Harmonia to nie tylko wibracje osobiste i inne energetyczne sprawy, które czujesz przy połówku. Harmonia przejawia się także na planie materialnym jako zgodność celów i działań. No, ale nie chcesz tego zauważyć, bo wtedy musiałabyś przyznać, że Twój połówek nie jest z Tobą harmonijny. ;P
Bóg zawsze miał i wciąż ma dla Ciebie harmonijne towarzystwo - nie staraj się Mu udowadniać że wiesz lepiej kto jest dla Ciebie najlepszy albo wmawiać Mu że na pewno całe harmonijna zgraja na pewno jest Tobą nie zainteresowana.
Bóg chce Cię obdarzać całymi masami szczęścia, spełnienia, miłości i wszystkiego co najlepsze. Bóg jest miłością i spełnieniem. A Ty się boisz tej energii miłości i spełnienia, boisz się że miłość i spełnienie nie da Ci miłości i spełnienia. Niezła logika, nie ma co. :D Teraz sama pomyśl - skoro pś tak się broni przed miłością i spełnieniem, bo ma być po Twojemu, to co Ty tak naprawdę chcesz osiągnąć? Podpowiem Ci tylko, że nie ma to nic wspólnego z miłością i spełnieniem, choć może się ukrywać pod jej przykrywką :D
-
Olguś, racja emocje są fuj.
No ale bez emocji nie ma smaczka w działaniu. Hmmm chyba muszę to przemyśleć ...
-
Clint
"A Ty się boisz tej energii miłości i spełnienia, boisz się że miłość i spełnienie nie da Ci miłości i spełnienia."
Hahaha no dokładnie tak:)
Ja wiem, że to głupie bardzo. Dostrzegam, ale z jakiegoś powodu moja pś swoje, nie wiem czy to są jakieś mentalne zasłony, blokady czy kodowania. Tak przypuszczam, bo to jakoś mało przytomne.
"A Ty się boisz tej energii miłości i spełnienia, boisz się że miłość i spełnienie nie da Ci miłości i spełnienia."
Tego kawałka nie rozumiem, co masz na myśli? Co nie jest miloscia i spelnieniem?
Olga
Odpisałam na priv. Dla mnie to trudny temat. Być może najtrudniejszy w całym moim rozwojowym uzdrawianiu. I czuję, że odkładanie go jest w moim przypadku ucieczką od problemu. Zrobiłam tak rok temu. I poczyściłam dużo, ale by iść dalej temat znow wrócił, bo mam tak poukładane w pś obciążenia, że bez uzdrowienia tego nie będzie szczęścia i spełnienia. Dla mojej pś temat pracy nie jest aż tak trudny i ważny( jest ważny, ale ja nie czuję tu takiego niespelnienia i napięcia). Podobnie jak temat bycia rodzicem, uzdrowił się u mnie mimochodem. Wiem też, że ruszy u mnie temat pracy bardzo, gdy uzdrowie to tutaj, tą karmiczną kluchę:)
Bo wtedy pś załapie, że już można się spełniać także w materii. To odblokuje przepływ. To wszystko połączone jest ze sobą. Obecnie piszę kilka afek ok 7. I tak na prawdę tylko jedna dotyczy tak konkretnie związku;)
Reszta jest na pracę, spełnienie, miłość do siebie, relacje z synem.
Mozliwe, że u Ciebie jest inaczej niż u mnie, lub Twoja pś wypiera temat, może widzisz związek ogolnie i polowka swojego w sprzecznosci wlasnie do Twojego spelnienia i pracy. Stad niecheć. Że albo albo:)
Dla mojej pś to jeden wielki temat połączony ze sobą. Ale rozumiem, że każdy może mieć inaczej.
-
Ja sie tylko zastanawiam przed czym moja pś tak bardzo sie broni i czego boji. Boga?
-
Laka
"Co nie jest miloscia i spelnieniem?"
To co naprawdę chcesz osiągnąć - chodzi mi o nieujawnione, nieczyste intencje stojące za mówieniem chce miłości i spełnienia, ale Bóg mi go nie da. Chodzi o to, że chcesz czegoś co wg Ciebie jest miłością i spełnieniem, ale w rzeczywistości nie ma nic wspólnego z miłością spełnieniem - z tego powodu nie dostajesz tego od Boga, choć pś wierzy że powinnaś - stąd złość na Boga i przekonanie że Ci czegoś odmawia.
-
Clint
Tak:) Podejrzewam kody na temat Boga( zaczelam medytacje na oczyszczanie relacji i wyobrazen), bo mi te osmiornice kodowaly, ze Bog jest beee i ze ja w to uwierzylam, potem biale poprawily:)
Bo dlaczego mialabym nie chciec Boga? W to jeszcze moj polowek jest wkrecony, ze mamy sie podtrzymywac, tak mi przyszlo wczoraj jak pukalam w EFT
Ale ja już chce to do konca doczyscić. Choc pś sie boji i oporuje jak dzika;P Chodzi o niepozwolenie sobie na spelnienie, zycie w milosci i przyjemnosci, lekkosci.
Nie tylko o IP. To idzie już po całosci.
-
Dam rade:) Tylko teraz pś wywala największy hardcore. Jak zwykle po kilku dniach afkowania;)
-
Laka, chyba masz rację z tym ze wypieram temat uzdrawiania z Wojtkiem, ale dojechało dopiero jak to przeczytałam. Poczułam to odgradzanie się.
To co myśle jest słuszne, ale dołożyłam do tego jakieś własnie takie...niewłaściwe podświadome podejście.
Mój opór polega na tym, że nie widzę sensu w uzdrawianiu tego:) [podświadomie]
Uświadomiłam sobie i puściłam to co istotne, oprzytomniałam już w efekcie w dużym stopniu, a dalej? nie widzę sensu:)) Może znowu chcę olać, albo nie jestem gotowa na dalsze uzdrawianie:)
Tak jest cicho, nie ma podmiotu, więc nie musze uzdrawiać, bo po co?:) :D
-
Olguś
Nie chcę się narzucać z moimi spostrzeżeniami i wglądami nikomu, zwłaszcza gdy ta osoba wypiera, bo wiem jak to potrafi wkurzyć:P
No i po co w sumie.
Ale tak poczułam, żeby tym razem napisać:)
Ja rok temu popełniłam podobny "błąd", piszę w cudzysłowiu, bo to nic się nie stało, uzdrowiłam inne aspekty w tym czasie i fajnie. No ale cóż temat się nie rozpłynął.
Wiele osób mi doradzało, żebym odpuściła, skupiła się na sobie, innych tematach. Ja trochę posłuchałam tych duchowych mądrości, ale tak na prawdę dla pś była to woda na młyn. Tzn dla tej części pś, która bardzo chce odrzucać połówka, spełnienie w związku, ale też przyjemność i spełnienie w życiu. W związku poprostu u mnie to najbardziej widać i najbardziej wywala, a już zwłaszcza w związku z P. Pś nie dopuszcza, bo taki związek mógłby wnieść wiele dobrego, ale do tego trzea by puścić tą całą indywidualizację i niebezpiecznie wg pś blisko zbliżyć się do Boga. A co to, to nie:P
Przecież ona nie wierzy w dobrego Boga;)
-
Olga
Podejrzewam, że możesz mieć coś podobnego jak ja. Sedno tkwi w uzdrowieniu relacji z Bogiem, i kodowan od przedwiecznych, pozwolenie sobie na milość, PRZYJEMNOSC, spełnienie w życiu. To podwalina dla tematu pracy i dostatku, jak i dla związku, a także ciała:)
Poddanie się Bogu.
Pś dlatego walczy ze spełnieniem w związku, bo to by miało oznaczać poddanie Boskości. Inaczej się nie da być spełnionym.
I jest taka ściema: pś przeskakuje z tematu związku, na temat pracy, potem znów na temat związku, byle tylko żadnego z tych tematów nie pociągnąć do końca, nie wejść głębiej. I tak ciągle. To zapętlenie.
Ja mam tu p tyle zamotane jeszcze, że P i ja współdziałaliśmy w tej indywidualizacji. Podejrzewam, że jesteśmy pokodowani, by się w tym podtrzymywać. To mocno obciąża karmę.
-
I jeszcze jedną rzecz dodam: ja też nie widziałam sensu w uzdrowieniu dalszym u siebie związku z P. Bo przecież to on taki jest, on i tak jest beee, i tak nie ma harmonii, i tak on nie chce uzdrowić. Itd
Pś jak w transie szuka powodów by go sobie obrzydzić jak się da i zniechęcić. Na podpowiedzi WJ reagowałam nagłą szczęśliwością, ale tylko na chwile, bo potem znów panika " O Boże, a co jak będziemy razem!"
Myślę, ze wzajemnie tak sobie przez wcielenia sobie siebie obrzydzaliśmy, i robiliśmy wszystko by być koło siebie, ale nie spełnieni. Relacja bazująca na budowaniu niespełnienia, poczucia beznadziei, ugruntowywania się w negatywnym nastawieniu do Boga i jego niemocy, a jednocześnie ogromna chęć trzymania się razem, i miłość do siebie pod spodem. Trzymanie razem, bo pś pamiętała jak byliśmy kiedyś blisko i jak nam cudnie było, choć żadne się do tego nie chce przyznać, odgrzebac, bo to by było zbyt Boskie, a Boga jak wiadomo się wyparliśmy.
-
Hmmmmmm:)
Myslę, ze jestem w "bezpiecznym" punkcie uzdrawiania [ to mówi pś], bo teraz mogę wyeliminowac W z życia, po prostu olać temat całkowicie, bo mi juz nie wywala nieprzytomnośc taka hajowa, wiesz. Jak pujde dalej, to uzdrowię do końca. Ale podświadomośc nie chce. Bo jesli uzdrowię ten temat to ......:)) A tego nasz scenariusz nie miał zakładac i niezakłada:) I wogóle niechce o tym pisac na forum, czuje sie pod obstrzałem.
Amen:D
Ps,doczytując kolejny Twuj post, ja nieuzdrawiam spełnienia w związku z W! :DD [nawiązując do Ciebie i P]
Nie mamy wspólnej drogi i o tym tez nie chce pisac na forum.:))
Moja relacja z Bogiem z tego co piszesz, jest bardziej poukładana, bo mi na Boga nie wywala generalnie i nie mam problemów z oddawaniem sie jemu, a to co mi wywala w jego kontekście, to zlatuje mi momentalnie- chociaż tu mam względny porządek.
Nie wiem czy sobie wkręciłam , ale moim zdaniem ja będe miała bum rozwojowy gdy wyprowadzę sie od mamy u której zaległam. Dlatego skupiam się na keszu teraz, na sprzedazy, rozkwicie moich prac:)
-
Teraz czuję coraz bardziej wyraźnie, że możemy być razem, że WJ miało rację. Że spotkaliśmy się by to uzdrowić i być ze sobą. Pś panikuje coraz bardziej:P
Ostatnio padł temat obrzydzenia do ciała, swojego, partnera, ciała w ogóle. Przez paskudne cielska nie mogę być spełniona w związku;)
Czego to pś nie wymyśli:P
-
Olga
Możliwe, że masz jednak inaczej:)
-
szczym?:)
z Bogiem?
Nie sądzę. Oczywiście że mam do uzdrawiania, bo może to zabrzmiało jakbym już lewitowała:) Ale to idzie bardzo lekko i szybko jak sie cos pojawia
-
Inaczej niż ja ;) I niż myślałam, że masz:)
-
Może się komuś przydać dla tych co destrukcja jest mocniejsza od boga albo dla tych którzy widza tam głębię itp.
Prubująć uzdrawiać indywidualizacje, ciągle miałem poczucie jakie to silne i cieżkie, jakby mocniejsze od boga itp. Uzdrawiając to odczuwałem to jak gówno na poziomie alkoholowych melanżów w domu rodzinny choas i bezradność. I faktycznie można by powiedzieć że to takie indywidualizacja to takie duchowe dda. Odetchnołem z ulgą gdy uświadomiłem sobie że destrukcja sama z siebie nie istnieje - że jej źródłem są istoty które wokół siebie tworzą dalekie od harmonii myśli, energie itp. A ja że miałem interes szukać tam miłości, to wpadłem w tą pułapkę, ale sam fakt uświadomniea sobie że to wynikało z wolnej woli tych innych istot wprowadza nowe spojrzenie na to czym to było. Było to mentalny słaby wytwór tych istot , i z tego wynika że bóg jest poporostu wszędzie i w każdym - kto poprostu pozwala bogu się przejawiać - a tak gdzie kombinują zamiast puszczać boga żeby płyną przez nich to tworzą swoje słabe niedoskonałe twory Ta destrukcja nie jest jaką ta ogromną siłą, czy czymś takim jest to porostu mentalna papka, której nie trzeba się bać, czy odczuwać lęk przed nią, można z niej zrezygnować. Cała jej głębia polegała właśnie na zakręceniu i skomplikowaniu, a tu też nie jest trudno z tego wyjść, uznać że papka nie potrzeba mi do niczego i tyle.
i taka ciekawosta uzdrawiając pomieszanie z indywidualizacji, zaciołem się bo wyszło mi całe dzieciństwo i dda które no jest pewną formą pomieszania już totalnego.
Żeby zrezygnować z papki, trzeba się cofną wcześniej i zobaczyć co i dlaczego się źle stało, mi ta świadomość motywuje żeby uzdrawiać indywidualizacje dalej.
-
Trochę myśle o Ani Atras oraz jej drodze rozwoju która proponuje i osobach które to popierają, bo okazuje się że w sumie troche tych osób znam. Czy Ania nadal uwarza, że aby się oświecić, muszą odnaleźć się wszystkie dusze z danej gałęzi dusz? cos takiego. Ktos wie? Pamiętam ze parę lat temu czytałam art Ani i tam była taka oświecająca treść.
Zastanawiam się na ile Ania się zmieniła od czasu gdy ja pamiętam.
-
Właśnie patrze na jej zdjęcie i mam nie odparte poczucie winy jeszcze w pś, że zeszłam z jej drogi.Wręcz walenie w serce bardzo nieprzyjemne.
Nadal ta karma nie jest do końca wypalona i w sumie niewiem jak ja nazwać, to jest jakiś mix z przedwiecznymi czuję że ten astral jest takze podpierany paradoksalnie bardzo nieciakywmi istotami, od których Ania innych oddziela. Ale mogę sie mylić, nie mam tego do końca uzdrowionego.
-
odnoście odnaleźienie tych dusz to wg. mnie to wysce prawdopodobne jest.. że tak nie jest. Uzależnianie oświecenia od czegokolwiek co jest zależne od innych nie wróży nic dobrego.
-
Kiedys gdy w tym siedziałam, podświadomie poniżałam innych. A teraz gdy z tego wyszłam, to czuje się przy tych osobach jak debil.Wychodzi że nie mam uzdrowionej samooceny bo jakbym miała, to przedewszystkim trzeźwo widziałabym te osoby, ta strukturę i napewno nieuwarzałabym ze sa super oświecone. To tez idealnie pokazuje, że te osoby tez zatem nie mają zdrowej samooceny a jedynie rozdęte ego, które im sie myli z duszą chyba. lol
Kurde, ale mi to zaczeło walić
-
Łukasz, no bo tak nie jest:))
-
http://www.annaatras.com/#
-
Ciekawe po co miałby by się dusze odnaleźć. Jak ktoś lubi fizykę to może sobie poczytać o idea hologramu. Powiedzmy że hologram tworzy pewien obraz, i go rozbiajmy na kawałki, i każdy kawałek nadal jest obrazem całości więc nie trzeba go nawet składać do kupy. A idea odnalezieniea dusz, hmm powiedziałbym nawet że jest dokładnie odwrotnie niż pisze ania, w zasadzie to jest na odwrot :)
-
http://www.annaatras.com/#start
art anioł z funkcji czy anioł z pochodzenia
Ciekawe że trafiłam na ten art bo Ania pisze tam o tych duszach z jej gałęzi w domyśle ze powinny się znaleźć bo..
Ten astral jest paqdny, energia która krązy w tych art jest obrzydliwa anie oświecająca. Przynajmniej dla mnie.
Jeśli ten portal jest o Bogu, jak sama Ania mówi ze odnalazła sie w Bogu, to skoro nieustający temat to dusza, to zaczynam juz kojazyc boga z duszą;)
-
no;)
Musze dzis zrobić sobie sesje z Anią.Dzis taki wkurw, ze ludzie wieżą w to. Może moja karma wraca do mnie;)))
-
wiara w to - jest powiązana pewnie z tym jak kto schodził w dół. Czyli najgorsze na końcu, to zobaczyć co było złe że się spadło. A mam wrażenie że wiele osób trzyma te najcenniejsze skarby do samego końca. Zresztą ja też jeszcze, ale próbuje powoli żegnać się z tymi perełkami.
-
Olga
Pewnie jeszcze nie pogodziłaś się do końca z tym, że sama w przeszłości brałaś aktywny udział w tworzeniu tego typu astrali - przyszła pora na przebaczenie sobie i odpuszczenie po całości :P
-
Każdy go tworzył w miejszym lub większym stopniu. Ja tam nawet nie mam zazłe już tym przedwicznym czy jak to tam ich nazywacie. Ja tam jakość nie szczegulnie to tworzyłem, ale dzięki 'mądrościom indywidualizacji' robiłem bardzo przykre rzeczy.
-
Wg mnie to są jakieś struktury pseudo rozwojowe i pseudooswieceniowe. Nie wiem pod co to podchodzi, ale wg mnie takie astralne oswiecenie i astralny rozwoj. "Pachnie" to przedwiecznymi i indywidualizacją. Jakimiś misjami. Jakby wszystko bylo niby duchowe, takie niby prawdziwe, ale przesuniete w bok. I slodko, milosnie nieprzytomne.
Bylam na takich warsztatach u Ania Atras raz, karma mnie przyciagnela, bo mi wywalalo z moim polowkiemm i z nią to związane było. Pojechałam raz, posłuchałam i chcialam przytomnie popatrzeć, trochę z dystansem o co chodzi i nic nie rozumiałam. Dla mnie to wszystko było jakby przewrócone do góry nogami. Te wszystkie teorie, które na moją świadomość się kupy nie trzymały, nawet ze sobą.
Wywalalo mi, że kiedyś tam mój P się pod to podpiął i z innymi istotami( ktore znam) zaczeli w tym dzialać, najpierw mnie namawiali, a jak nie chciałam, to uznali mnie za dno duchowe( bo oni widza taka glebie tego wszystkiego, Boga i wszechswiata, relacji aniolkowych, i caly tego sens, a ja jakos nie widzę). Wysmiali mnie wtedy i ponizali, on z nimi poleciał sobie.
Ja gdzies tam uwierzylam, ze cos ze mna nie tak. Pojechalo mi to po samoocenie, ze ja czegos niby nie wiem, jakbym byla poza nawiasem duchowych istot.
On sobie troche pojeździl jeszcze na te warsztaty, ale tez mu sie odechcialo, jakosc zaraz po tym jak ja cos puscilam. Mi też temat teraz jeszcze się czkawką odbił, drażnią mnie Ci ktorzy te glupoty gloszą, a ja ich( tak czuje). Wiec coś jeszcze u mnie jest, że nie moge sluchac o tych duszach i astralnych przedwodnikach.
-
Mi się wydaje że te pseudo rozwojowe rzeczy były na zasadzie - że masz się rozwijać itp. czyli taka dobra rzeczy, no i oczywiście niemożna z niej zrezygnować bo jak przestaniesz się rozwijać to się nie oświecisz. Problem był taki że żeby się rozwijać, trzeba było trzymać się niespełenienia, no bo jak już się spełnieni i będę zadowolony z tego co mam to nigdy się nie oświecę itp. Czyli podtrzymywania braku, niespełeninia ciągłego, tzn. rezgnuje się z doświadczania radości teraz za iluzję doświadczania radościo potem. A jak ktoś faktycznie chciał jeszcze bliżej to awatar był po to by koncentrować się na miłości w nim a nie w sobie, chociaż iluzja była miła.
-
Każdemu mówiono to co chciał. Że ja chciałem połówka, to mi chyba to zasugerowania że się oświecę jak go znajde itp. no i szukanie harmonii stało się ważniejsze niż samo jej doświadczanie.
-
Ostatnio uswiadomilam sobie dlaczego w sesjach skacze po roznych tematach:) Bo to co glebiej siedzi to moje wyparcie Boga, indywidualizacja, moja ps nie wierzy ze jak puszcze to do konca, wszystkie emocje ktore na tym bazuja i napiecia, to cos dobrego BOG dla mnie ma. Bedzie nic i pustka.
Tego sie ps boji, przy tym nie pozwala sobie na spelnienie i szczescie w jakimkolwiek temacie. NO i na przyjemnosc, blogosc.
Nie moge sie przebic przez te energie i wizje pustki, ze Bog nie ma nic dla mnie. I tylko indywidualizacja zostaje.Puscilam dzis trzymanie indywidualizacji z polowkiem i to wlasnie jest pod spodem:(
-
lukaszlm
Mhh ja tak dzis poczulam, w sesji, ze chodzilo o powrot do Boga, albo oswiecenie, ale bez Boga:) NIby wszystko pieknie: milosc, spelnienie, rozwoj itd ale bez Boga.
-
lukaszlm
To co piszesz idealnie pasuje do moich spostrzezen, dzieki, troche mi rozjasnilo temat:)
Hehe byle sie rozwijać, jak papier toaletowy:P
-
Czuje tez ze astral Ani Atras, bazował mocno na subtelnym zanizaniu samooceny. Tak " z miloscią" jestesmy lepsi.
-
Nie ma co się wkurzać na ludzi tworzących różne dziwne struktury i nawet wywyższających się z tego powodu. Wszyscy popełnialiśmy błędy i mieliśmy do tego pełne prawo. Sam spędziłem wiele wcieleń na byciu fanatycznym wyznawcą rożnych bzdur. Wtedy wydawało mi się to ważne i potrzebne, ale w końcu zauważyłem że nie tędy droga. Każdy ma swój czas i nie ma co się denerwować na innych że wciąż błądzą. Określenie, że wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi jest o tyle trafne, że my, nieoświeceni jesteśmy jak te dzieci - mamy niepełną świadomość i potrzebujemy dorosnąć do stania się jednością z Bogiem. Bóg niczym kochający ojciec nie potępia i nie karze dzieci, które błądzą. Dlatego warto wziąć z Niego przykład i odpuścić całkowicie ludziom, którzy nas krzywdzili, oszukiwali, poniżali. To się tyczy również Przedwiecznych, którzy nas od Boga odciągnęli jak i wszelkich struktur, które na bazie tych obciążeń od Boga nas wciąż i wciąż odciągały. Skoro już bardziej podrośliśmy to uśmiechnijmy się szczerze do tych dzieci, które chcą się jeszcze bawić w różne głupoty i pozwólmy sobie iść dalej, oddając im ich zabawki i wychodząc z piaskownicy :)
-
"Bedzie nic i pustka. "
No właśnie jak już skończy się odreagowywać, i nie będzie po co dalej się rozwijać ... to już nie ma sensu. Bo sens był taki żeby dążyć do oświecenia, więc można zminić że sensem jest doświadczanie spełenienia tu i teraz.
"Mhh ja tak dzis poczulam, w sesji, ze chodzilo o powrot do Boga, albo oswiecenie, ale bez Boga:) NIby wszystko pieknie: milosc, spelnienie, rozwoj itd ale bez Boga."
mi też tak wyszło że ma być bez boga, bo jak już z bogiem, no to .... no właśnie... np. mi wyszło że spełenieni, i harmonia i miłość przeszkadza mi w poszukiwaniu harmonii i spełenienia, no bo jak już będę miał to nie będzie do czego dążyć. Jakby istenienie boga w tobie tu i teraz przeszkadza ci w szukaniu go, no bo nie będziesz szukać czegoś czego nie zgubiłaś.
-
Mi przyszła taka inspiracja, dlaczego m,nie to nadal ciągnie i realna wskazówka jak to oczyścić.
"czuję sie bezpiecznie i w porządku gdy pozwalam sobie na coraz więcej boskości, na coraz więcej mocy boga we mnie, na coraz więcej miłości boga we mnie, na coraz więcej mądrości boga"
Intuicja mówi mi, że nie muszę teraz rozkminiać co to za karma itd, bo uświadomię to sobie w sekundę, gdy poczuje sie bezpiecznie z boskością we mnie.:) Teraz jest to stratą czasu, powinnam zając się bezpieczeństwem.
Dodam, że te tematy wywaliły mi gdy kontemplowałam:
"podnosze swoją samoocenę na tyle, by przyjąć całą moc boga, podnoszę swoja samoocenę na tyle by przyjąc całą miłość boga, podnoszę swoja samoocenę na tyle by przyjąc całą mądrośc boga"
-
ja tez dostałem fajną isnpracje specjalnie chyba na moje zakręcenie i moje intencje zejscia w dół, tylko że przez te moje dda, nie daje rady korzystać póki co.
olga, dobre :)
to ja sobie pozwolę przerobić na:
czuję sie kochany i akceptowany i właściwy gdy pozwalam sobie na coraz więcej boskości, na coraz więcej mocy boga we mnie, na coraz więcej miłości boga we mnie, na coraz więcej mądrości boga"
-
Łukasz, jesli dostałes inspiracje od wj, to na pewno można z niej korzystać TERAZ.
-
Skorzystałem już chyba 2-3 razy, taki temat do medytacji na odkręcenie mojego zakręcenia. I efekt taki że po max 5 minutach mnie przekręca w pozytywnym sensie :), a teraz dda i uzależnienie wywala i że trzeba jednak szukać tego spełenienia w półówku/ związku w kimś i nie daje rady, narazie muszę się uwolnić od uzależniania od innych, miłości z zewnątrz czyli syfiaste dda i dzieciństwo.
Clint,
Ja bym już oddał swoje zabawki, ale ten sentyment :) No chyba że mam dostać lepsze zabawki do zabawy, no to pewnie ze starych zrezygnuje.
-
Łukasz, jesli to wj to zaufaj i zrób to teraz, a nie jak przerobisz dda;)
-
Laka,
`Nie moge sie przebic przez te energie i wizje pustki, ze Bog nie ma nic dla mnie. I tylko indywidualizacja zostaje.`
Nie warto uzależniac swojego zycia od jakiegos gupiego boga, kim jest ten bóg co nic dla ciebie nie ma?
Moze to o to chodzi? Że nie masz sprecyzowanego pojęcia o BOGU, tylko moze podczepiasz sie własnie pod jakiegoś fałszywego boga, który kiedyś ci obiecał spełnienie w indywidualizacji? a może to były Archy którymi sie zaslepiłaś ze to Bóg przez nie przemawia?
No i, bóg jest w tobie, zyczy ci dobrze, więc sama sobie życz dobrze:) a nie ze jakas pustka- to nie pochodzi od prawdziwego boga.
`Hehe byle sie rozwijać, jak papier toaletowy:P`
Niesamowita puenta:DD
-
`Hehe byle sie rozwijać, jak papier toaletowy:P`
a jak już się rozwinie do końca, to się skończy i tragedia ;P
-
lukaszlm
"a jak już się rozwinie do końca, to się skończy i tragedia ;P"
Srajtaśmy zabraknie:P Sorry nie moglam sie powstrzymac;D
Dzieki Wam wszystkim za inspiracje.
To sa leki przed wybraniem Boga wlasnie, ze to już koniec i takie tam.
Clint
Wkurzanie sie na kogos, to niezrozumienie i pomieszanie w sobie:) Wiem, wiem, no ale zanim sie cos uswiadomi, pusci, a juz temat wylazi, to niestety emocje jako skutek uboczny sie pojawiają.
-
No mi po to jest ( brzydko mowiac) polowek, by ta indywidualizacje i odciecie od Boga na rozne mozliwe sposoby podtrzymywac, tzn po to jest mojej pś:)
I mamy taką karmę, że po to ja jestem i jemu. Tak nam sie karma oddzielenia od Boga akurat pokladała.
A co bedzie jak puszcze to mhhh nie wiem...pustka;)?
-
Prędzej pełnia :P
-
No wlasnie, ja swiadomie niby wiem ze to pewnie jakas bzdura ale nic innego lepszego nie umiem sobie wyobrazic. pomodle sie, zobacze co sie bedzie dzialo.
-
W ogóle wróciłem z parku, i przyszło do mnie ciekawa inspiracja od wj, całkowicie nie logicznie dla mnie i w ogóle nie wiadomo jak ma mi to pomóc, co więcej podświadomość mi krzyczy że zaskodzi. No to dopisałem sobie do modlity 3 zdania, i aż mi serce zadrżało, dostłownie się wystarszyłem. Czyli uderzam w czuły punkt ahhh aż strach pomyśleć co będzie dalej :)
-
Zmieniając nieco temat, wszedłem ostatnio na pewne forum "Energie, Pochodzenie, Dusze, Wyższe Jaźnie ": http://swiatdusz.pl/index.php?PHPSESSID=876ac7bec5dc9f4c3d53634528615183&board=15.0
i aż byłem lekko w szoku, że na Ziemi jest tyle różnych GATUNKÓW istot, które żyją sobie obok siebie w ludzkich ciałach. Zawsze wiedziałem, że na Ziemi są ludzie, anioły, trochę elfów i smoków, ale jak poczytałem sobie, że są krasnale, devy, jednorożce, skrzaty, hobbity, gnom, itp. istoty (ich lista jest bardzo długa), to się lekko zdziwiłem. A wyglądamy tak samo. :)
-
W astralu istnieją różne istoty, nie wszystkie posiadają WJ. Część z tego może istnieć rzeczywiście, część to twory sztuczne.
-
Mariomar,
To nowy wątek trzeba założyć o 'gatunkach' w odpowiednim dziale, zamias zmianiać temat, to nie czat. Wątkek jest o indywidualizacji
-
lukaszlm
Jaka to inspiracja, ktorej tak sie wystraszyles? Ciekawa jestem;)
-
laka,
generalnie że dda, i destrukcja indywidualizacja, że mam to pokochać poprostu :) No i podświadomość że hej przecież jak pokocham to na zawsze tak zostanie i w ogóle nigdy nie będę idealny. Bo tylko wytykając błędy, i wskazując (nieakceptujac) to co złe mam szanse się oświecić. No i tak mi przyszło że dlaczego by nie zrezygnować z tego że coś jest nie takie jak powinno być, ja w zasadzie właśnie przez to spadłem, więc może poprostu niekombinować a pokochać to co jest nawet jeśli jest złe(nie takie jak powinno być) i niech poprostu miłość i kochanie wszysto naprawi.
zastanówmy się jeśli dziecko ma talent i zrobi rysunek i wytykasz mu same błędy to czy osiągnie sukces ?
Czu jeśli pomimo że rysunek nie jest doskonały pokochasz jego dzieło, to dziecko naturalnie będzię się rozwijało wyżej i wyżej.
Słaby jestem w przekazywaniu moich mądrość, nawet nie wiem czy napisałem istotę tego co chciałem powiedzieć :) strasznie chaotycznie piszę.
No i to jest to związane z mną z półówkiem, zejśćie w doł itp.- więc dla mnie w sam raz lekcja.
Trochę jeszcze nie łapie bo przecież dda to jest takie nieakcepotowanie tylko mieszanie, kombinowanie, wszystko nie tak, wszystko źle.
-
Mnie coś podobnego przyszło kilka dni temu odnośnie pracy.
Wykonuj pracę z miłością (czyli rób najlepiej jak potrafisz i dla dobra innych osób), a jak popełnisz bład lub coś ci nie wyjdzie, to siebie traktuj z miłością :)
-
A moja podświadomość się boi, no bo jak pokocham to jak jest, to ... właśnie jak naprawie/uzdrowie resztę mega karmy która mi została. No ale coż wj wie lepiej :)
-
Ja tez czuje ze duzy ma to zwiazek wszystko z akceptacja i miloscią:) To tez leki przed miloscia wlasnie, w tym tez przed moca milosci, ale tez przekonanie ze milosc nie ma mocy, a destrukacja ma.
-
Albo lęki, że się ją znowu straci i znów będzie musiało się znosić ten straszny ból.
-
no właśnie mam wrażenie że jak pokocham to destrukcja się rozwieje :) ale podświaodmość mówi że trzeba znienawidzić destrukcje no bo zła itp. Czyżby kolejne przemieszanie pojęć przez przedwiecznych. To może strasznie blokować moc miłości, a raczej jej brak bo jest nieakceptacja.
Clint,
a to też sobie dodałem do modlitwy (lęki). U mnie raczej lęki że jak zaakceptuje destrukcje i dysharmonie to ona pozostanie na zawsze. Ale z drugiej strony nienawiść destrukcji, braku i niespełeniani doprowadziła tylko do jeszcez większej destrukcji, i niespełenienia. Na czym się koncentrujesz to wzrasta (chrześcijaństwo buddyzm, koncentracja na tym że nie ma zbawienie ani oświecenia) ale to śmiesznie bo jak ktoś mógł stwierdzić że nie ma oświecenie, skoro nawet nie wie co to jest. To jak jestem zły.... ale nie wiem na co konkretnie.
-
Tu też nie chodzi o to, aby pokochać negatywy ale żeby kochać mimo negatywów. Nie kochaj swoich wad, kochaj siebie mimo swoich wad. Zdrowy stosunek do negatywów to neutralny stosunek, a może on występować tylko wtedy kiedy wiemy że dany negatyw nas nie dotyczy, nie zagraża nam, itd. Lęk, nienawiść czy jakikolwiek inna emocja do negatywu jest energią, która podtrzymuje ten negatyw. Dlatego praca powinna polegać na puszczaniu wszystkiego co nas łączy z negatywem z jednoczesnym skupieniem się na pokochaniu siebie.
-
Clint,
Ja piszę pokochać destrukcje, aby ją uzdrowić, to znaczy zaakceptować(miłość) to że źle, i przebaczyć(miłość) sobie to że robiłem źle czy trzymam się zła. Pokochać jak ma się świadomość już jaką taką. Pokochać w sensie zaakceptować.
-
Clint
Zgadza się, lęki też mi wyszły, dopiero pod wieczor, wlasnie to co piszesz. Ja w tym wcieleniu juz mialam taki fajny kotakt ze sobą, cudnie mi było, moge to okreslić jako "czułam siebie", potem pojawił się zwiazek( z dość harmonijną w energiach osobą, za to bardzo nieharmonijną karmicznie) i różne osoby w otoczeniu i zostało to we mnie totalnie zniszczone. Niezła trauma to była i długo sie zbierałam. Teraz się boję.
-
Za mało miłości do siebie musiało być. Lęk przed utratą jest tak naprawdę lękiem, że w danych okolicznościach znowu sobie zabiorę prawo do odczuwania miłości. W końcu nikt i nic w świecie nie może mi odebrać prawa do swobodnego odczuwania miłości, po za mną samym.
W sumie dopóki nie uznamy nikogo za ważniejszego od nas samych, nie da się nas zranić. :)
-
Kurcze już niby wiem co i jak, a jednak podświadomość nie chce puścić jeszcze się trzyma, no nie dziwnie się jak się trzymała tego setek wcieleń, ale ileż można tłumaczyć i modlić. Nawet alternatywa jest jak z bajki a jednak przyzwyczajenie robi swoje, no nie kumam tego :) Poprostu wtf, uparte to jak osioł.
-
Mam silne wrażenie - że przedwieczni, przekodowali nawet efekt ochronny miłości i samą siłę miłości nawet uzdrawianie miłością. Wiadomo że odwrócli wszystko do góry nogami. Ale coś mi teraz tu wychodzi, takie typowe UBA - uzdrawianie miłością, a gdzieś głęboko pod destrukcja. Nawet same UBA do końca wierzyli że tak wygląda uzdrawienia, poprawianie itp.
Jak ktoś myśli nienawiść > miłość, ale nienawiśc/zło ochrania bardziej niż miłość, bo nienawiść może skrzywdzić miłość to niech sobie temat obejrzy dokładniej.
No to super dzielenia się miłością, zostało tak zrobionowe żeby walić gdzieś w tle destrukcją. Całe uzdrawnianie miłością o kand dupy potłuc. brrrrr.......
-
Miłość w stylu UBA nie jest prawdziwą miłością, a jedynie astralnym wyobrażeniem o miłości - niestety po praniu mózgu sporo aniołków przestało odróżniać prawdziwą miłość od jej podróby. Fałszywa miłość to energia z wyższego astralu, którą można kontrolować, narzucać innym, próbować pseudouzdrawiania, itd. Prawdziwej miłości nie da się kontrolować ani wysyłać innym - można tylko pozwolić na jej przepływ, a ona sama z siebie już robi co trzeba i gdzie trzeba.
-
"Prawdziwej miłości nie da się kontrolować ani wysyłać innym - można tylko pozwolić na jej przepływ, a ona sama z siebie już robi co trzeba i gdzie trzeba."
esencja :)
kurcze ulżyło mi, kilka ostatnich dni targałem się wewnętrznie i chyba to było to. Bo teraz z lekką pomodliłem sie i jakby ulżyło mi co co mnie cisneło ostatnio.
-
Jeszcze co do wysyłania miłości to sprecyzuje - pośrednio jest możliwe ale na zasadzie, że my wypełnieni miłością, koncentrujemy uwagę z miłością na danym fragmencie rzeczywistości, a miłość popłynie tam pod warunkiem, że jest na nią miejsce - a to już zależy od tego fragmentu rzeczywistości czy na to pozwoli. Tak więc przebieg procesu i efekt końcowy nie zależy od nas, ale to my możemy zapoczątkować jego powstanie - na tym polega nasza twórcza moc miłości :)
-
"a ona sama z siebie już robi co trzeba i gdzie trzeba"
:D
-
kurde za mną od wczoraj choci aspekt ochronny miłości oraz moc uzdrawiania miłości. Już lekkoś coś świadomnie łapie, ale jeszcze w pś taki śmietnik że jeszcze nic oświecającego jeszcze z tego nie wychodzi. W kontekscie miłość kontra dysharmonia i destrukcja.
Nawet ten aspekt jakby ochronny, jakoś to inaczej wyglada niż sobie podświadomość wymyśliła.
-
Teraz do mnie dotarło, że boję się przejawiać Boskość w sobie. Boje się jakiś ataków. Buuu. Co to ma być?
-
U mnie jest tak że miłość jest słaba bo jej nie czuć tak mocno jak destrukcji itp. Że lepiej mieć podniesiną gardę np. trochę destrukcji aby się bronić przed destrukcją. A miłość taka ulotna i w ogóle i jak ona ochroni ? To mi przychodzi z mojej podświadomości.
-
To jest bardzo proste - zgodnie z prawem przyciągania wysokie wibracje przyciągają inne wysokie wibracje, a niskie inne niskie. Jak się dostrajasz do destrukcji to przyciągasz destrukcje z twojego otoczenia. Jak się dostrajasz do miłości to przyciągasz miłość i wtedy nie ma się przed czym bronić - jesteś bezpieczny, bo destrukcja się odbija od Ciebie i nawet Cię nie dotyka :)
-
Clint
NO niby proste, ale ja mam jakieś takie obciażenia ze gdy pozwalam sobie na milosc, na przejawianie siebie, to obrywam zwykle.
-
No, ale nie obrywasz z powodu pozwolenia sobie na miłość, ale z powodu destrukcyjnych obciążeń, które się uruchamiają, gdy zaczynasz sobie na nią pozwalać. Więc to nie tylko nie ma nic wspólnego z miłością, ale wręcz jest zabezpieczeniem przed nią - obrywasz nim tej miłości pojawi się zbyt wiele, na tyle dużo że byłaby Cię w stanie ochronić.
Czyli obrywasz, bo właśnie nie pozwalasz sobie na miłość :D
Można więc powiedzieć, że robisz kilka pierwszych kroków ku miłości, ale nie przebijasz się przez zabezpieczenia i w efekcie się znowu cofasz. A wszystko dlatego, że nie ufasz Bogu i temu że gdybyś weszła w tą miłość całą sobą, to że te zabezpieczenie by się rozpuściły i byłabyś bezpieczna. Bez zaufania nie ma miłości.
-
Clint
tak:) dzieki,
-
mniejsza o większość tej histori, poprostu samą esencje napiszę, dzisiaj mocno poruszyłem to żeby dostać od boga to co najlepsze, no i wyszło mi że trzeba sie wysilić na to... ale czułem że to nie to drążę temat dalej... że nie zasługuje ale coś nie tak jest... nareszcie stwierdziłem że bóg mi daje ale ja nie biorę bo jest mi to nie na rękę, że destrukcja jest lepsza, że ja świadomie wybieram destrukcje, jest to we mnie tak zakorzenione że nawet świadomnie teraz wybieram destrukcje. I to akurat wiąże się z kilkoma tematami na raz że no cóż, nawet nie uzdrowie tego bo świadomnie tego nie chce. Mogę teraz stwierdzić że mam nasrane w głowie. Najgorsze że ta indywiualizacja i desturkcja odbiła się mocno w moim ddowym dziecińswie, co już w ogóle tworzy bigos i pomieszanie i pieprznik w głowie, no teraz wiem dlaczego mam takie życie jakie mam.
No i wiadomo czemu inspiracje nic mi nie dają, i jak troche coś uzdrowie i czuje sie dobrze i fajnie to i tak zaraz spadam w dół, i jest jeszcze gorzej bo to boli jak jest miło i przyjemnie i nagle walnie i pieprznie i wszystko się sypie.
-
Witam!
Nie wiem czy coś podobnego było już ze wspomnień wpisywanych jeszcze na cud-zie odnośnie indywiduacji.
Perfidią inicjacji i hipnoz Galaretowatych/Przedwiecznych było wmówienie przymusu bycia kimś, by udowodnić Bogu (który miał też wg. Galaretowatych być oskarżycielskim i pełnym pretensji Superrodzicem), że się sobą coś reprezentuje.
Tak rozpoczynała się droga oddzielenia od Boga. Indywidualny żywot jednostki z własnym wymyślonym (wmówionym przez Galaretowate) sensem wcielenia się w materię.
To jest już znane. A dalej to już nie wiem...
Galaretowate wmawiały role i tak zakręcały w hipnozie UA, że te z nienawiści i pretensji do Boga, czuły się zmuszone udowodnić Mu, że są lepsze od niego. Stąd część UA wmówiono nawet role bogów i pierwsazych po bogach, np. kapłanów, proroków... Jahwe to Archanielski wymysł, tak jak i wielu pewnie innych bogów (część to demoniczna robota pewnie), a jego prorocy na ziemi to dawni kumple z wmówionymi rolami pośredników, boskich synów.
-
Ah ta indu. Zajmuje się nia w sumie juz pare lat i ciągle coś wychodzi:) Teraz przerabiam karmę związkową, temat jak znalazł żeby powychodziło pare rzeczy;)Fujka.
-
Na ostatniej sesji dowiedziałem się, że indywidualizacja bazowała u mnie na tym, że galaretki przekonały mnie o niedoskonałości Boga z powodu tego, że nie ogarnia tego co nieboskie, więc ja zdecydowałem się zrozumieć wszystkie nieboskie rzeczy i wytłumaczyć Bogu o co w tym chodzi :D Tak powstała moja zachłanność na mnożenie wszelkich możliwych doświadczeń...
Oprócz oczywistych skutków, takich jak kończenie w wariatkowie od czasu do czasu, ugruntowały się przekonania (wciąż popularne u niektórych rozwojowców), że Bóg się rozwija poprzez nasze doświadczenia. To klasycznie powodowało złość na Boga i przekonania, że przez ułomność Boga my musimy cierpieć, itp. Istny standard pochopnie wyciąganych wniosków :P
-
"Oprócz oczywistych skutków, takich jak kończenie w wariatkowie od czasu do czasu, ugruntowały się przekonania (wciąż popularne u niektórych rozwojowców), że Bóg się rozwija poprzez nasze doświadczenia. To klasycznie powodowało złość na Boga i przekonania, że przez ułomność Boga my musimy cierpieć, itp. Istny standard pochopnie wyciąganych wniosków :P"
Też coś takiego mi pogłowie chodziło. Albo inna wersja, że Bóg poprzez nas empirycznie doświadcza swojego stworzenia ;)
-
Taaak, mi też "starsi" wmówili ułomność Boga - troszkę pod innym kątem, ale też powodowała i czasem powoduje moją złość - z jednej strony, ze dając nam "wolną wolę", po prostu się tak nas pozbył i stwierdził, ze nie chce mieć z nami do czynienia, nie obchodzimy go; A z drugiej strony - że tak naprawdę okazał w ten sposób swoją słabość, bo nie przewidział, ze dając jednocześnie tę wolną wolę i nieumiejętność przewidywania konsekwencji danych działań - stworzył bubel, czyli sam też jest "bublowaty" ;)
Uch. Dla każdego jakieś popieprzenie galarety wynalazły.
-
raczej nie wynalazły, ja tak to widzę że mnie mocno ugruntowały w moich przemyśleniach które miałęm zanim dotarłem do nich. Że tak powiem każdemu wmawiały to na co był najbardziej podatny lub jak w moim przypadku łasy :)
hydro,
a bóg może dał ci wolną wolę, abyś mogła sam wybrać miłość bo chcesz a nie bo musisz. Wymuszana miłość to już nie miłość.
-
Łukasz - fakt jest faktem, ze kompletnie nie jarzyłam na co mi "wolna wola", czym to się je i jak mam z tego korzystać, kiedy je spotkałam ;) Zatem to "wynalazły" tyczyło się właśnie tego, na co kto będzie najbardziej podatny i "łasy" ;)
"a bóg może dał ci wolną wolę, abyś mogła sam wybrać miłość bo chcesz a nie bo musisz. Wymuszana miłość to już nie miłość." - zapewne :) I teraz mi to pasuje, ale przez dłuuugi czas miałam z tym spory problem :)
-
Ciekawe rzeczy piszecie.
Ja mam nadal kłopot z ustaleniem dlaczego tu jestem (dlaczego się wydzieliłam), więc takie różne teorie w stylu galaretowatych pałętają mi się po głowie.
A to "a bóg może dał ci wolną wolę, abyś mogła sam wybrać miłość bo chcesz a nie bo musisz. Wymuszana miłość to już nie miłość." jeszcze jakoś mnie nie przekonuje ;)
-
grażyna,
może zamiast szukać powodu aby być, poprostu bądz ;)
-
...co do Boga , to do tej pory nie udalo mi sie przekonac mojej podswiadomosci do Boga i Jego milosci, mocy, zyczliwosci. W zwiazku z czym trudno mi sie zabrac do modlitwy, choc wiem ze moge duzo skorzystac. Dla niej Boga trzeba sie bac (jako dziecko stach paralizowal mi gardlo w obliczu proboszcza), Boga nie ma (ojciec umarl gdy mialem 4 lata) i Bog jest slaby i bez mocy (ojczym pod pantoflem mamy). Byc moze to tylko skutki skrzywionej wizji Boga ktora nabylem w poprzednich wcieleniach.
-
jarekcichy
Polecam w takim razie medytacje Leszka "Uzdrawianie związku z Bogiem" + jakieś techniki oczyszczające jak regresing czy EFT (bo będzie raczej sporo głupich wyobrażeń wychodzić). To powinno Ci ruszyć całkiem porządnie relacje z Bogiem, co warto przepracować bo ma to ogromny wpływ na rozwój i jego skutki.
-
Clint,
Dziekuje za inspiracje i skorzystam. Nawet mam polecana kasete Leszka a informacja o EFT od jakiegos czasu mi chodzila po glowie wiec teraz mnie upewniles zeby sprobowac te metode. :)
-
Sedno indywidualizacji:
http://demotywatory.pl/1950066/Unikalnosc
-
Leszek
Dobre;D
No i takie są poskręcane aniołki, ale co jeden to bardziej oryginalny i wyjątkowy;)
-
Skarby indywidualizacji.
Prowadziłem dziś sesję pewnej osobie, która była przekonana, że zeszła na Ziemię przez pomyłkę - bo inni pedzili. A jak pędzili to ona za nimi. Jednak... okazało się, że to nie był taki owczy pęd, tylko wcześniej była do tego przygotowana. Wiedziała, że na Ziemi doświadcza się tego, co nie jest miłością. Okazało się też, że w imię tego doświadczania nie - miłości, musi skorzystać z ciała, bo w materii tylko w ciele można doświadczać tego, co nie jest miłością. Ciało więc miało być narzędziem doświadczanie nie-miłosci. Dlatego miała wkodowany mechanizm blokuuący przepływ miłości do ciała. Skutkowało to tym, że mogła czuć miłość w sercu, ale tylko na poziomie energetycznym. Na poziomie ciała przepływ był zablokowany, a gwarantował go węzeł karmiczny na obręczy barkowej.
Przy puszczaniu węzła niespodziewanie pojawił się opór przed uwolnieniem. A za nim lęk, ze wraz z uwolnieniem staraci WSZYSTKIE swoje skarby zgromadzone w trakcie doświadczania nie-miłosci, czyli wszystkie skarby indywidualizacji!! No i że ciało przestanie być skutecznym narzedziem doświadczania nie-miłosci.
Puściło!
-
Leszek
Fajna inspiracja, chyba mam coś podobnego. To chyba dość popularny wzorzec:)
-
Dziś znów wyszedł ten motyw i przypomniało mi się, ze panowało takie przekonanie: "miłości jest wbród! Nie trzeba się o nią starać, bo to takie powszechne. Nie ma powodu trzymać się miłości, bo ona jest zawsze dostępna".
Po jakimś czasie pozostawał już tylko wzorzec: "Nie-miłości jest wbród i.... nie ma miejsca na miłość!"
Dla niektórych to był pierwszy szok poznawczy, decydujacy o poczuciu winy za odejście od Boga i za pogląd, ze droga powrotna do Boga została odcięta. I... coś w tym jednak jest. Tyle, że ta droga nie jest odcięta na zawsze, jak to się zdawało panikującym UA.
-
Miałem wczoraj sesję regresingu kręcącą się wokół tworzenia wszelkiego rodzaju sztucznych struktur w ramach indywidualizacji i tworzenia sobie świata po za Bogiem.
Nie chcąc wziąć odpowiedzialności za swoje intencje i wybory, nie chcąc zaakceptować tego, że nie powstałem w pełni doskonały i że byłem istotą, która ma wolną wolę i możliwość popełniania błędów - wymyśliłem sobie, że powinno być tak, że dla dobra innych istnieje możliwość gwałcenia ich wolnej woli i naprostowywania na właściwą ścieżkę. Uznałem, że może i ich cierpienie jest wyrazem ich wolnej woli, ale wynika ono też z powodu ich niepełnej świadomości, a tym już obwiniłem Boga i uznałem to za Jego błąd. Uważałem, że Bóg nie powinien był mi nigdy pozwolić popełnić moich błędów przez które się tyle nacierpiałem.
Tak się narodziły pierwsze intencje do tworzenia sobie wszelkiego rodzaju misji, do buntu przeciw Bogu i tworzenia struktur, w ramach których miała powstać nowa, lepsza rzeczywistość na nowych zasadach, gdzie Bóg nie ma nic do gadania (ah, galarety pewnie zacierały macki z radości). Wszelkie cierpiące i nieświadome istoty miały być uświadamiane na siłę co jest dla nich dobre, co było oparte na przekonaniu, że gdyby miały tą świadomość to by nigdy nie wybrały syfu i wszyscy byliby szczęśliwi. Oczywiście ich opór przed przyjęciem naszego daru świadomości, był tylko kolejnym objawem ich zagubienia i nieświadomości, więc nawracanie musiało być przeprowadzana bezwzględnie i bez patrzenia na reakcje obdarowywanego - dany osobnik mógł tego nie doceniać, ale to przecież wszystko było dla jego dobra.
W międzyczasie jednak pojawił się dość istotny problem. Okazało się, że odrzucając Boga i działając samemu, w oparciu o korzystanie tylko z tego co nieboskie, pojawia się wiele niedogodności. Nagle się okazuje, że brakuje niemal wszystkiego co wcześniej było ważne i istotne, a funkcjonowanie w nowej rzeczywistości jest bardzo trudne. Żeby wytrwać w swoich postanowieniach trzeba było więc sobie wcisnąć kit, że tak właśnie życie ma wyglądać i jest to największa wartość (pozdro chrześcijanie). Miało być bez Boga, bez Jego pełni i dostatku, więc dostosowujemy teorie do realiów i tworzymy sobie filozofie oparte na pustce i braku.
To jednak na dłuższą metę okazywało się zbyt męczące. Narastające pragnienia i niespełnienie zaczynały coraz bardziej przesłaniać ważność misji. Coraz częściej misja pomagania innym stawała się wymówką do zaspokajania swoich własnych, egoistycznych potrzeb, co doprowadzało m.in. do rosnącego poczucia winy.
Odrzucając Boga, odrzuciłem jednocześnie Boską cząstkę w sobie, a co a tym idzie - straciłem nie tylko miłość, bogactwo i szczęście, ale także siebie, swoją moc, wartość i Boskie możliwości. Stałem się nic nie wartym śmieciem i pyłem marnym. Jakoś sobie musiałem to rekompensować, bo ciągłe bycie ofiarą też było zbyt męczące. I tak w którymś wcieleniu wręcz stworzyłem wokół siebie jakiś kult, w którym po prostu naobiecywałem ludziom wszystko, czego tylko chcieli, a ja w zamian pobierałem ich energię i niemal się zachłysnąłem możliwościami jakie za tym szły. Byłem podziwiany, wielbiony i mogłem kontrolować cały tłum, co mi dawało sporą władzę. Tu jednak z czasem odezwało się poczucie winy, za wykorzystywanie ich wszystkich i mamienie obietnicami nie do spełnienia. I tak jak ja zmanipulowałem ich, to oni gdy z czasem się skapnęli co się święci - zmanipulowali mnie, włażąc mi na poczucie winy i zmuszając do tego, abym im wynagrodził to wszystko. Stwierdzili, że oni dali od siebie to co mieli dać, więc ja teraz jestem zobowiązany im służyć, aż nie spłacę długu. I tak mnie pewnie wykorzystywali jeszcze długo w kolejnych wcieleniach, a ja nie byłem świadomy, że oni przecież też musieli mieć nieciekawe intencje, aby się dać tak wkręcić.
W tym całym pomieszaniu oczywiście pojawiała się tęsknota za Bogiem i chęć powrotu. Niestety zbyt zwężona świadomość i ciągłe tracenie pamięci, po niemal każdej śmierci powodowały narastanie sprzecznych ze sobą dążeń bez świadomości, że próbuje się iść w kilku różnych kierunkach na raz. I tak wszelkie próby powrotu do Boga były skażone bardzo silnie tymi wszystkimi misjami, nieufnością, buntem i wieloma innymi. Z tym całym bagażem karmicznym człowiek ciągle właził w taki szajs jak choćby chrześcijaństwo, gdzie próbował uzyskać efekty przez karanie siebie, ucieczkę z ciała i wiele innych bzdur nie mając świadomości, że to wszystko jest tylko odgrywaniem starych programów.
A to wszystko było oparte m.in. na przekonaniu, że to niepełne przejawianie się jako nowopowstały aniołek jest już pełnią tego, co Bóg ma dla nas. Stąd pojawiło się przekonanie, że to co Bóg ma dla nas nie jest aż tak ciekawe i atrakcyjne, a na dłuższą metę nawet nudne(ile można fruwać jako kulka światła po świecie przyczynowym i nie robić nic konkretnego?), więc po prostu szukałem ciekawszych możliwości przejawianie się we wszechświecie(i tak powstał UNA). Eh, gdybym zauważył, że Bóg ma dla nas dużo, dużo, duuuuuuuuuuuuużo więcej i wystarczyło tylko poprosić - będąc w zgodzie z Bogiem wcale nie musiałem spędzić wieczności jako kulka światła, która rozwija w sobie tylko głębsze uczucia miłości i nic więcej nigdy nie zrobi :D
-
Clint
Fajny ten post. Coś mi od niedawna bardzo zaczęło wywalać, aż się dziś rozchorowałam. Czuję pomieszanie i wychodzi dużo różnych wydaje się spraw, na których bazuję moje obecne życie. Coś mi się mocno zaczęło chwiać. Jest w tym wiele elementów, że nie wiem za co się zabrać, co najważniejsze, ale czytając tego posta nagle zaczyna sie układać w całość:)
Podejrzewam się o coś podobnego. Nawet mi się lżej zrobiło jak go przeczytałam.
Misje są koszmarne, a u mnie jest lęk, że jeśli ja nie będę pomagać tym cierpiącym istotom, to sama nie mam co liczyć na pomoc.
A przecież sama nie jestem w stanie poradzić sobie na tym świecie: bo w pewnych sytuacjach nie ma opcji by poradziła sobie jedna osoba, potrzeba dwóch, albo i więcej, dla jednej jest to fizycznie nie wykonalne, nie mam dość energii, czasu, siły by temu wszystkiemu podołać. A i jeszcze potrzebuję czas na tyle ważnych rzeczy.
Z drugiej strony czuję się winna jeśli odciągam innych ludzi od ich przyjemności, zawracam głowę swoimi problemami, czy po prostu sprawami.
Ogólnie w mojej pś panuje silne przekonanie, że tu w materialnym świecie nie ma szans, możliwości na życie w miłości, harmonii i spełnieniu.
No i muszę pomóc najbliższym osobom, w razie potrzeby bo jak inaczej? Nawet jeśli widzę, że mają nieczyste intencje wobec mnie i siebie.
Z dzieckiem tym bardziej mam problem, bo ok wolna wola, ale to dziecko jeszcze. Dzieci są mniej świadome od dorosłych, nie mają takich możliwości by zadbać o siebie. A poza tym to chodzi o to, że właśnie czuję sie winna, że inni cierpią, choć nie muszą, bo nie są świadomi...
Coś jak opisałeś poniżej. Taka świadomość niepełności i niedostatku, braku możliwości. Przekonanie, że jest sie niedoskonałym, nie można być w pełni samowystarczalnym.
Mam wrażenie, że gdy pomagam innym to mnie to odciąga od harmonii i miłości, zajmowania się przyjemnościami, spełnienia.
Czuję się nie w porządku, gdy ja potrzebuję pomocy, a jednocześnie zła, gdy jej nie dostaję.
-
W tym co piszesz, właśnie widać to nastawienie podświadomości, która w ogóle nie uwzględnia w całym procesie obecności Boga. A Bóg Ci może w tym wszystkim o czym piszesz pomóc, nawet przez podsuwanie w odpowiednim czasie odpowiednich osób, które pomogą Ci albo bezinteresownie albo w ramach warunków, które Ci odpowiadają. Bóg jest tak świetnym organizatorem, że wszystko może zorganizować przez całe łańcuchy odpowiednich wydarzeń i interakcji międzyludzkich.
A gdy właśnie pś kombinuje jak tu żyć bez tego Boga, to musi polegać na innych ludziach, wyciągać i wymuszać od nich to czego brakuje - a do tego są potrzebne te wszystkie gierki i kombinacje w stylu "ja muszę najpierw pomóc im, to oni potem pomogą mi" itd.
-
Clint
Bóg jest świetnym organizatorem:) Jak to fajnie brzmi. Podoba mi się:D
Moja pś uważa, że Bóg nic już nie może, pomóc mi, ochronić. Dlatego bo dał ludziom wolną wolę. Wg mojej pś wynika z tego, że jeśli "mam czyste intencje wobec siebie" to muszę zadbać o to, by obronić się sama, a to oznacza wiele różnych rzeczy. Nie dać sobie zrobić krzywdy, nie dać się oszukać, nie dać się wykorzystać, pokonać. Wolna wola i ludzie robią co chcą: wygrywa silniejszy, mądrzejszy, sprytniejszy, bardziej przebiegły, bardziej inteligentny i ten kto ma większą wiedzę, wszystkie chwyty dozwolone. Czyli lepszy. Bo dając wolną wolę, Bóg pozwala ludziom się krzywdzić, oraz krzywdzić innych i nie może tej wolnej woli łamać np broniąc kogoś przed agresorem. Bo niby jak miałby to zrobić? Porazić światłem osobę atakującą? Skoro dał wolną wolę to pozwala każdemu robić co chce. Na tym polega wolna wola. Bóg się zupełnie nie wtrąca, to trochę tak, ze zostawił nas samym sobie.
Wiem, ze brzmi to dość strasznie, ale takie są te wzorce. Świadomie wiem, że to do uzdrowienia, ale pś nadal w to wierzę.
Dla mnie to jest mocny wzorzec, który jest podstawą by podtrzymywać w sobie jeszcze wzorce walki, jakiejkolwiek.
Tu się pojawia kolejny problem, bo mam przekonanie, że nie zasługuje na miłość i harmonię. Poczucie winy, niegodności za te wszystkie walki, bycie magiem itp itd A jednocześnie wiara, że bez tego się nie da.
-
No to pozostaje wypytać podświadomość o to, jaki masz interes w tym, aby postrzegać wolną wolę właśnie w tak wybiórczy sposób - no bo niby dlaczego wolna wola ma gwarantować innym ludziom wolność do krzywdzenia Ciebie, a już nie może pozwalać na prawo do Twojej woli bycia bezpieczną?
W końcu we wolnej woli chodzi o to, że każdy ma prawo do doświadczania tego, czego on chce. Każdy może wybierać jakość i rodzaj doświadczeń tylko i wyłącznie dla siebie. A jeśli te doświadczenia wymagają interakcji z innymi istotami np. przytulenie kogoś lub skopanie mu twarzy to istnieje możliwość zrobienia tego tylko z takimi osobami, których wolna wola jest zgodna z naszą wolną wolą.
A nawet jak ktoś się uprze, że chce pobić właśnie Ciebie, a w Tobie nie ma otwartości na bycie pobitą, to ta osoba w życiu nie będzie w stanie tego zrobić. Najczęściej będzie tak, że jej się odechce, jak w Tobie nie ma żadnych prowokacji ani podatności, a jeśli będzie bardzo uparta, to się zawsze będzie za to zabierać w taki sposób, że coś jej to uniemożliwi np. poślizgnie się i złamię sobie rękę albo będzie próbowała to akurat wtedy, gdy obok znajdzie się policja i ją zgarnie. Wszechświat zawsze tak wszystko wykreuje, aby to było dla tej osoby w ogóle niemożliwe.
-
Clint
podoba mi sie to co napisales, kolejna struzka swiatla przeplynela przez moj ciemny baniak :-)))))))))))))
-
Clint
:) No tak.
Coś mi się lekko przejaśniło.
-
Clint co rozumiesz pod tym, że powstałeś nie w pełni doskonały?
-
To, że powstając przejawiałem pewien poziom Boskiego urzeczywistnienia, ale niepełny - brakowało choćby świadomości rozróżniającej, głębszego urzeczywistnienia pewnych cech np. mądrości i wielu innych rzeczy.
Nie wiem jak to wszystko dokładnie wyglądało na początku, bo jedynie czuje ten temat intuicyjnie w takim stopniu, w jakim jest mi to teraz potrzebne, ale upraszczając opisałbym proces jako wyodrębnienie się i uzyskanie samoświadomości przez pewien niedoskonały fragment rzeczywistości, który tym samym zyskał potencjał do osiągnięcia pełnej doskonałości.
-
Doskonałość jest w zasadzie związana z naturą, nie jej przejawianiem:) To co piszesz jest powiązane ze świadomością swojej doskonałości (natury) i życiem w zgodzie z nią.
-
wyodrębnienie się to dosyć złożony proces, tak samo złożony jak dojrzewanie dziecka w brzuchu mamy. Po powstaniu duszy, przez jakiś czas się kształtowała, nabierała różnych cech, mocy, świadomości, także że jak akceptowała cały ten proces to po wydzielenie była w pełni świadomości, mocy, mądrością itd.
-
Witek
Nie wiem czy dobrze zrozumiałem, ale chodzi Ci o to, że na początku byliśmy doskonali, ale po prostu nie mieliśmy pełnej świadomości tej doskonałości? I że nie chodzi o stawanie się doskonałym, ale zyskiwanie świadomości własnej doskonałości?
-
Od początku - tak. Przykładowo - masz system czakr, one potrafią funkcjonować na poziomie oświeconym i dowolnym innym. Ale ich potencjał jest w każdej chwili taki sam i zdolność do przejawiania poziomu oświecenia jest zależna od poziomu świadomości. Mam na myśli że - to na ile przejawia się swoją naturę (w tym świadomość jej i skutki tego) jest zależne od zmiennych cech, w rodzaju właśnie świadomości itp. a stała cecha - doskonałość, boskość zawsze pozostaje taka sama. Czyli że latarka ciągle jest latarką, nawet jeśli nie świeci:)
Odpowiadając na twoje drugie pytania - tak, o czymś takim mówię. Świadomość i działanie w zgodzie z tą świadomością, sama rodzi skutki.
-
Dzięki za rozjaśnienie tematu :)
-
Clint dzięki za odpowiedź :)
Witek, też dziękuję :)
-
Dziś miałam sesję w tym temacie:) Trochę głupot poschodziło i dużo lęków przed Bogiem i czystym światłem.
Niezłe pomieszanie sprzecznych intencji w temacie: Bóg, a życie i spełnienie w materii.
Rozumiem teraz dlaczego tworzyliśmy sobie z połówkiem taką dysharmonię w życiu na ziemi, między sobą i dlaczego tak wywalało. Gupiutkie aniołki:)
Nie spodziewałam się też, że mogę tak bardzo bać się Boga i światła:)
Chodziło o to, że moja pś za nic nie mogła uwierzyć, że Bóg ma dla mnie wszystko co najlepsze, był duży opór, gdy chodziło o sprawy materialne. Wierzyłam, że przecież Bóg nie chce, żebym sobie żyła w materii i najlepiej to by mi wszystko ograniczył, albo ukarał. Że się gniewa i nie popiera tego, że zeszłam w materię.
Moje zejście w materię oparte było na wyparciu się i buncie przeciwko Bogu, więc nie mogłam uwierzyć, że może mnie tu wspierać.
Bałam się światła, że mnie stąd zabierze, że Bóg chce mi zabrać przyjemność zmysłową, z doświadczania w materii i tego nie popiera. Dlatego muszę wybierać między życiem w materii, a Bogiem, miłością, harmonią, spełnieniem.
Bałam się, że światło( Bóg) mi wszystko zepsuje i nie wolno go do siebie dopuścić, miłość podobnie.
To powodowało rozdarcie. Poza tym czułam się winna za przyjemności materialne, że to nie w porządku wobec Boga. Trochę jak dziecko które po kryjomu robi coś dla siebie przyjemnego, czego rodzice zakazują i ma poczucie winy za to.
Z połówkiem były sprzeczne intencje, bo z jednej strony bardzo nas do siebie ciągnęło i chcieliśmy się siebie trzymać oboje, a z drugiej bojąc się miłości, harmonii, światła, które nam zabierze przyjemność i możliwość doświadczania w materii, unikaliśmy siebie i robilismy dużo by nie być dość blisko, by miłość i harmonia, wysokie wibracje się nie przejawiły bo wtedy wrócimy do Boga i nici z materii i doświadczania. Nawet jeśli interesowaliśmy się tym samym, to z przesunięciem czasowym. Wyszło na to, że każde miało zajmować się w materii czymś innym, by nie było harmonii i byśmy nie byli zbyt blisko siebie. Zawsze byliśmy obok, ale tak kreowaliśmy, że nie było opcji bycia razem, zawsze coś nam nie pozwalało na to, albo mieliśmy inne cele. Potem oczywiście było mase niespełnienia i pretensji wzajemnych, bo się zapomniało jaka była ta prawdziwa intencja na początku.
Czasem któreś miało dość i chciało już wracać do Boga, odrzucając materię i wszystko co z nią związane, a to drugie akurat nie chciało:P I znów jazda była.
Stąd nasze ciągłe niespełnienie w zabawie w materii ze sobą razem.
No i przekonanie, że aby wrócić do Boga, to trzeba się wyrzec materii, a jeśli chce się bawić w materii to trzeba wyrzec się Boga.
Wyszły też silne lęki i opory by doświadczać dostatku i spełnienia w materii, bo bałam się że to oznacza powrót do tego co było przed oddzieleniem od Boga, a co zanegowałam: czyli nuda, stagnacja i brak rozwoju. Bo jak już wszystko będę miała, i będzie wszystko dla mnie mozliwe, latwe , jasne, oczywiste, proste i lekki to jakby powrot do tego co było kiedyś. Tak się pś kojarzy.
-
Doskonałość jest w zasadzie związana z naturą, nie jej przejawianiem:)
Od początku - tak. Przykładowo - masz system czakr, one potrafią funkcjonować na poziomie oświeconym i dowolnym innym. Ale ich potencjał jest w każdej chwili taki sam i zdolność do przejawiania poziomu oświecenia jest zależna od poziomu świadomości. Mam na myśli że - to na ile przejawia się swoją naturę (w tym świadomość jej i skutki tego) jest zależne od zmiennych cech, w rodzaju właśnie świadomości itp. a stała cecha - doskonałość, boskość zawsze pozostaje taka sama. Czyli że latarka ciągle jest latarką, nawet jeśli nie świeci:)
Witek, fajnie napisane :)
Też tak to czuję. Z jedną różnicą – ja czuję, że nie było żadnego początku, a dokładniej ja-prawdziwa nie miałam początku, istniałam od zawsze. Początek miała jedynie moja ograniczona świadomość (albo inaczej - ograniczenie świadomości), czyli Ja taka, jaką znam obecnie.
-
a dokładniej ja-prawdziwa nie miałam początku, istniałam od zawsze.
A jeszcze dokładniej, to moja prawdziwa natura nie miała początku. Bo JA (w takim znaczeniu, w jakim jest ono zazwyczaj rozumiane) tam nie czułam :P
-
Do dziś nie uruchomiono możliwości korzystania z archiwalnych wątkow na CUD. Ale trochę się zachowało.
Tu pierwsze wzmianki o indywidualizacji:
http://www.cudownyportal.pl/forum/watek.php?id=2871
Trochę tam pomieszania, ale jak na początki rozgryzania tematu OK.
-
mam to na tapecie od paru dni
pamięta ktos czasy okoloaniolkowe, gdy juz szlo na noze i nalezalo sie okreslic. O cos chodzilo z prawdą i z ochronną mocą milosci. I te 2 sprawy nie dawały się pogodzic. I tylko nie wiem co tam było dokladnie tylko mniej wiecej
-
Iustitia
Chodziło o "prawdę", której nie dało się pogodzić z miłością.
Bo "prawda" była taka że "miłość i harmonia ograniczają w rozwoju, a Bóg jest zły".
-
Leszek
czyli zaczac od Bog jest na tyle dobry, ze...
to jeszcze ogarniam
ale z ta miłością i harmonią to jednak strach, ze jakby sie IP mialo przypomniec o mnie to juz za wiele i nie chce
Poprosze o porade bo wymiekam
Dzieki z gory