Pozytywne Inspiracje
Forum => Rozwój osobisty i prosperity => Wątek zaczęty przez: hydrozagadka w 2012-01-04, 12:18:08
-
Remedium na znudzenie, znużenie, brak radości, szczęście przytrafia się tylko innym, przekonanie, ze nie ma nic ciekawego w życiu, w świecie, dookoła, że wszystko się już widziało. Ciekawy artykuł i wartościowy temat :):
"Bo za twoje znudzenie nie odpowiada rzeczywistość, tylko to, że nigdy się jej uważnie nie przyjrzałeś. Wrota twojej percepcji są przymknięte. Masz zaparowane okulary, pomazane błotem. I mówisz: 'Wszystko, co widzę, jest takie samo'. A może po prostu wyczyść sobie okulary.
Kiedy pierwszy raz pojechałem nad Biebrzę oglądać ptaki, wszedłem na punkt obserwacyjny, wziąłem lornetkę i po chwili obwieściłem: 'Niczego tutaj nie ma'. Doświadczeni ornitolodzy tarzali się ze śmiechu. 'Zacznij patrzeć uważnie' - poradzili. I rzeczywiście, okazało się, że na tych mokradłach dookoła są dwa cietrzewie, siedem czapli, trzy orliki i mały krogulec. Kiedy jechałem tam po raz dziesiąty, już bez lornetki widziałem, że łąka pulsuje życiem. ".
"Niewiedza, ignorancja mają dobrą stronę - entuzjazm, witalność. Jak wydasz pierwszy tomik poezji, to jesteś o 6 rano pod księgarnią. Cieszysz się. Kolejne takie doznania to już nie jest to. W końcu - dla niektórych ludzi - 'życie staje się równiną bez zdarzeń'. Nawet jak dostanę Nagrodę Nobla, to co z tego? Moja ulubiona fraza na ten temat padła z ust holenderskiego naukowca. Odebrał Nobla, dziennikarz go pyta: 'Co to dla pana oznacza?'. 'Nic - odparł. - Co mi z Nobla, jak za kilka lat i tak będę pod ziemią'."
"Sekret leży w naszej uwadze i koncentracji. Prof. Jon Kabat-Zinn, który wymyślił terapię opierającą się na buddyzmie, tę zdolność koncentracji nazywa 'mindfulness', czyli uważność. Uważność człowieka wyzwala. Jakość twojego życia bardzo by się podniosła, gdybyś umiał podążać uwagą - chwila po chwili, w pełni skoncentrowany - za tym, co się dzieje. Dzięki uważności nic nie blaknie. Siła wydarzeń jest większa, rzeczy - bliższe, pełne sensu i kolorów. Patrzysz na znane przedmioty tak, jakbyś widział je pierwszy raz."
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,10886817,Zachwyt_nad_falda_spodni.html?as=1&startsz=x
-
"Niektórzy popełniają błąd życia w przyszłości. Snują nieustanne marzenia: 'Kiedyś zacznę nowe życie". Wtedy teraźniejszość też przechodzi koło nosa. Nowe życie nie zaczyna się od zmiany otoczenia, tylko od zmiany perspektywy. Musisz nauczyć się uważnie obcować przede wszystkim z tym, co znasz"
Tak samo jak z kreacją lepszej jakości życia - będę szczęśliwy gdy otrzymam to lub tamto, gdy znajdę się w jakiejś sytuacji. Grunt to poczuć się na co dzień jakby już się to miało, lub doświadczało wymarzonego otoczenia, warunków ; ) Inaczej wszystko odsuwa się na dalszy plan i o radości wynikającej z prawdziwego spełnienia możemy jedynie poczytać w dobrych książkach.
Artykuł fajny, z energią lekkości, a jednocześnie dobitnie przedstawia zagadnienie. Dla mnie wciąż skupienie się na obecnej rzeczywistości jest trudne i gdzieś odlatuję ;)
-
BlackRose
swiete slowa. Ubolewam nad moim oporem przed praca nad soba. Tak jak bardzo tego pragne i potrzebuje, tak samo bardzo uciekam przed tym. Albo sobie musze zrobic herbate, albo gdzies zadzwonic, albo cos przeczytac, uff. Nie wiem jaka afirmacja zwalczyc ten opor. Pozdrawiam
-
Amelka,
ja też do pewnego okresu nie potrafiłam zupełnie odpoczywać, być tu i teraz a o relaksie już nie wspomnę. Ciągle byłam skupiona na tym co trzeba zrobić co osiągnąć. Za tym siedzi duże poczucie zagrożenia i prawdopodobnie wzorce bezradności, które nakręcają poczucie - że muszę coś robić, inaczej stanie się coś, lub będę w takim a nie innym położeniu, które nie jest dla mnie korzystne. Ta nerwica odpuściła mi w dużym stopniu gdy zaczęłam dawać sobie prawo do popełniania błędów, zmęczenia itp.
Mam prawo do pomyłek i błędów. Mogę się uczyć.
Jestem w porządku gdy odpoczywam i robię to co lubię
Jestem bezpieczna z moimi emocjami i odczuciami w ciele
Moja przyszłość jest bezpieczna.
Warto ustalić co jest przyczyną tak silnych emocji i nieumiejętności pozostawania tu i teraz i na przytomne zajęcie się swoim rozwojem. Nerwica nerwica...
Amelka, piszesz o tym, że uciekasz przed pracą nad sobą. Krótki teścik skojarzeń:
Gdy myślę o pracy nad sobą to czuję...
Gdy myślę o pracy nad sobą to mysle...
Gdy myślę o pracy nad sobą to zawsze chce ..
Gdy myślę o pracy nad sobą to zawsze musze ..
Gdy myślę o pracy nad sobą to nigdy ...
Gdy myślę o pracy nad sobą to nie moge ..
W pracy nad sobą liczy się...
W pracy nad sobą najważniejsze dla mnie jest...
Zawsze gdy mam pracować nad sobą, to wymagam od siebie tego, aby...
W pracy nad sobą najbardziej boję się tego, że...
Nauczona jestem aby wymagac od siebie...
Rodzice wymagali ode mnie tego abym...
Najczesciej przymuszano mnie do...
Gdybym miała nic nie robić i odpoczywać to czułabym, że...
Na co dzień nie pozwalam sobie na odczuwanie...
Tak naprawdę najbardziej potrzebuję...
Pracując nad sobą czuję, że muszę uciec od...
Najbardziej boję się zrozumieć, doświadczyć...
Nauczyłaś się być niespokojną. Kto Cię nauczył takiego nienaturalnego sposobu funkcjonowania? Popatrz na rodziców, czy potrafili usiedzieć w miejscu, zastanowić się. Zaobserwować co znajduje się wokół. Uważność i spokój, a tym samym możliwość na prawdę skutecznej pracy nad sobą tu i teraz są możliwe, gdy popracuje się nad poczuciem bezpieczeństwa, ufności do siebie, bo to jest istotne przy nerwicy - "Mogę mieć zaufanie do siebie i do swojego życia", "Ufam, że moje wybory są dobre","zasługuję na zaufanie, jestem osobą godną zaufania", a także globalnie podnieść samoocenę, która gdy jest zaniżona nie pozwala odnieść się zdrowo do teraźniejszości. Ciągle czeka się na coś czego można dokonać w przyszłości, bo będzie lepsze czy istotniejsze, a tym samym wpłynie na chwilę obecną.
-
BlackRose
Dobry tekst.
Ja zacząłem pisać afirmację, że czuję się dobrze, bezpiecznie i w porządku kiedy jest cisza i spokój, i po 5 dniach przestałem, bo jeszcze nie jestem gotowy na taki spokój. Pojawiła się cała lawina zachłanności na silne wrazenia, niemozność wykonywania codziennych czynnosci-brak cierpliwosci, pośpiech.
-
Można sobie spojrzeć wtedy, jakie są tak naprawdę te silne wrażenia itp., czy w praktyce - to to o co nam chodzi? Jak się tak trochę popatrzy co się przeżywa to łatwiej się rozstać z tym:)
-
Witek
Ja miałem przez wieki problem z tym, że mnie umiałem cieszyć się codziennymi, zwyczajnymi doswiadczeniami, bo one mnie nudziły. Chciałem, by działy się nadzwyczajne rzeczy i dlatego wpadałem w różne tarapaty. Czasem do granic wytrzymałości. Wiele mi z tego przeszło, ale przydałoby mi się więcej akceptacji spokoju, harmonii, zwyczajności.
Dzięki, przyjrzę się temu lepiej.
-
Spokój na co dzień to wspaniała rzecz. Ja miałem dość monotonne życie, więc wrażenia sobie zapewniałem przez masę lęków, stresów, niepokoju i innych emocji. Nieraz różne sprawy, które miałem do załatwienia komplikowały mi się niepotrzebnie tylko po to, aby tą dawkę emocji zapewnić. Rok temu to już w ogóle sobie wykreowałem taki bajzel, że byłem ostro zestresowany przez dobre kilka miesięcy, a przez krótki czas przeżyłem chyba najsilniejszą i najdłuższą dawkę stresu jaką sobie zafundowałem w tym życiu. A wszystko dlatego, że nie potrafiłem docenić tego co mam, nie potrafiłem zadowolić się tym co jest, nie potrafiłem zaakceptować pewnych ograniczeń.
Na szczęście ostatni czas(szczególnie po ostatnich węzłach, jak mi Leszek wypalał jakąś większą dawkę niepokoju) to pogłębiający się luz, ugruntowywanie się w spokojnym, niepospiesznym smakowaniu życia, codzienności. I choć moje życie wciąż zachowało swoją monotonię i bardzo rzadko dzieje się coś ponad typową codzienność - zmieniła się jakość odbioru tego wszystkiego. Coraz więcej zadowolenia i przyjemności sprawiają mi drobnostki. Nie czuje też ciśnienia, aby na siłę robić coś, wchodzić w jakieś nowe rzeczy tylko po to, aby coś się działo.
Uspokoiła mi się też znacznie nad-odpowiedzialność, czyli przede wszystkim presje rodziców, abym jak najszybciej osiągnął masę różnych rzeczy. Dotychczas w swoim rozwoju się presjonowałem żeby jak najszybciej osiągać swoje cele, bo ja musiałem jak najszybciej stać się człowiekiem idealnym - świetnie prosperującym, mającym super związek i radzącym sobie w każdej sytuacji.
Teraz wrzucam na luz, pozwalam sobie nie wiedzieć dokładnie co do cala, co ja będę robił w życiu zaraz po studiach(i tak się dużo jeszcze zmieni przez te 1,5 roku). I nagle odkrywam, że ja nie mam za bardzo czym się stresować na chwilę obecną. Rzeczywistość staje się cudownie stabilna i spokojna, a ja korzystam z dodatkowych możliwości tego stanu - pełnego odprężenia się, pogłębiania w sobie pozytywnych odczuć i wyraźniejszego widzenia swojego wnętrza. Teraz kiedy mnie nie rozprasza to co jest na zewnątrz - mogę się zatopić w sobie i na spokojnie, bez pośpiechu odkrywać siebie i to co Bóg ma dla mnie każdego dnia - kawałek po kawałku. Żadne emocje nie są warte rezygnacji z tego wspaniałego stanu :)
-
Clint
Mnie właśnie nosi przy monotonnych zajęciach, ale to chyba jakiś fragment nerwicy. Kiedyś np. nie mogłem pół godz. usiedzieć przy komputerze, teraz ten czas sie kilkakrotnie wydłużył :)
To jest bardzo ważne, umieć cieszyć się drobnostkami, jakby to były małe cuda codzienniości.
Ciekawe to co piszesz:
"Teraz kiedy mnie nie rozprasza to co jest na zewnątrz - mogę się zatopić w sobie i na spokojnie, bez pośpiechu odkrywać siebie i to co Bóg ma dla mnie każdego dnia - kawałek po kawałku. Żadne emocje nie są warte rezygnacji z tego wspaniałego stanu :)"
Ja mam odwrotnie, oczekuję, czy też potrzebuję dużo wrażeń z zewnątrz, często nawet nie za bardzo korzystnych, byle by były...
Ja się chyba sobą nudzę i dlatego szukam atrakcji na zewnątrz.
Jakbyś miał jakieś sugestie, to dzięki z góry : )
Co byś mi polecił na wywieranie presji, poganiania się, by szybciej, lepiej, wiecej, jakaś zachłanność...
-
Oczywiście w wolnym czasie bo już może teraz trochę późno :)
-
Z reguły przymus koncentrowania uwagi na zewnątrz wynika z niechęci do kierowania uwagi do wewnątrz. Krótko mówiąc jest to ucieczka przed rzeczami, które w Tobie siedzą i domagają się uwagi, a Ty ich nie chcesz czuć czy być świadomy.
"Ja się chyba sobą nudzę i dlatego szukam atrakcji na zewnątrz."
Znudzenie to właśnie efekt oporu pś, taki zniechęcacz który sprawi że nie będziesz miał ochoty zbyt długo się zajmować tym co Cię nudzi - w tym przypadku sobą. Na odtrutkę polecam regularną kontemplację Boskich cech urzeczywistnienia - najlepiej spokoju(przede wszystkim!), radości, przyjemności, błogości i miłości.
"Co byś mi polecił na wywieranie presji, poganiania się, by szybciej, lepiej, wiecej, jakaś zachłanność..."
Jest trochę afimracji w temacie, choćby:
"Jestem wystarczająco dobry, mam wystarczająco dużo"
"Potrafię być/jestem zadowolony z siebie i swojego życia"
"Doceniam to co mam"
"Przebaczam wszystkim, którzy presjonowali mnie, abym..."
"Im więcej spokoju i luzu w moim działaniu, tym więcej osiągam"
-
Mateusz,
uciekasz od siebie. Wydajesz się sobie nieatrakcyjny, nudny, nie wiem, być może zły, w każdym razie nie taki, jaki być powinieneś, więc szukasz atrakcji na zewnątrz. To tylko zaślepienie. Patrzysz na siebie nie swoimi oczami. Czyimi?
-
Clint
To mnie zaskoczyłeś. :) Jakoś sądziłem, po części chyba słusznie, że ta niechęć do zajmowania się sobą i znudzenie bierze się z zaprzeszłego odurzania się, wzorców i energii nudy, nie akceptacji. Jedna znajoma twierdziła, że to przede wszystkim brak nawyków, brak przyzwyczajenia się do skupienia się na sobie, bo rzadko ludzie to robią. Zazwyczaj zajmują się wszystkim co poza nimi.
I tak, wzorce nudy itp. wiele razy odreagowywałem, jednak poprawa była mała.
Wiesz, nie pomyslałem o tym, że "jest to ucieczka przed rzeczami, które w Tobie siedzą i domagają się uwagi."
Już wczoraj przed snem zwróciłem uwagę na to, przed czym uciekam i co domaga się uwagi. Odpowiedź pojawiła się od razu: nie czuje się bezpieczny i dlatego uciekam od swego wnętrza, nie chcę się sobą wewnętrznie zająć. Do tego by nie czuć jak bardzo się boję i zagłuszam swoje lęki, używałem mnóstwo przeróżnych zabiegów: niepokój, brak koncentracji, prowokowanie zamieszania, chaosu wokół mnie. Okazuje się, że nie tyle potrzebowałem mocnych wrażeń, co uciekałem od siebie i zagłuszałem swoje wnętrze.
Dzięki za rady i afirmacje :)
Felicite
Też cenne uwagi. Trafione w sedno. Dzięki :) To będzie do zrobienia zaraz po pracy nad bezpieczeństwem.
Patrzę na siebie oczami tych, którzy mnie krytykowali, m.in. ojciec.
-
"Jakoś sądziłem, po części chyba słusznie, że ta niechęć do zajmowania się sobą i znudzenie bierze się z zaprzeszłego odurzania się, wzorców i energii nudy, nie akceptacji. "
Bo to się zapewne pojawiało, ale właśnie jako efekt tej ucieczki - ucieczka w nieprzytomność czy zajmowanie uwagi mnóstwem różnych emocjonujących rzeczy to dość popularne sposoby zagłuszania samego siebie.
"Jedna znajoma twierdziła, że to przede wszystkim brak nawyków, brak przyzwyczajenia się do skupienia się na sobie, bo rzadko ludzie to robią. Zazwyczaj zajmują się wszystkim co poza nimi."
No czymś musi być spowodowany ten brak nawyków :)
Czyli wychodzi na to, że zostaje Ci popracować porządnie nad bezpieczeństwem i przy odrobinie szczęścia zaczniesz się w międzyczasie oswajać ze spokojem - a jak nie - to zawsze można to później osobno przepracować :)
-
Clint
Słusznie piszesz :)
Te efekty ucieczki wydawały mi się tak czymś wielkim, że jakby samoistnym. Pś w zakamuflowany sposób przejawiała swoje lęki-prawdziwy problem. Wiedziałem, że mam problem z bezpieczeństwem, ale nie wiązałem tych spraw ze sobą na zasadzie przyczynowo-skutkowej.
Dzieki :)
-
Wiele wartościowych osób walczy ze swymi wadami czy to rzeczywistymi, czy urojonymi. Jednak nie ma takich wad, którychy nie dałoby się obrócić w sukces. A jak to zrobić?
każdy z nas jeest wyjątkowy i na tej wyjątkowości może odnieść sukces. Inność nie powinna być powodem do poczucia porażki, tylko do poczucia wyjątkowości. Tak więc pozorną wadę zawsze można przekuć na sukces.
Pewnego razu we Wrocłąwiu zauważyłem plakat zapraszający na koncert.
"Światowa rewelacja! Gra zespół rodzinny. Autyzm, schizofrenia, ADHD".
Głupio brzmi?
Jak dla kogo. Zamiast się wstydzić, ukrywać przed swiatem, walczyć z sobą, można docenić to, czego inni nie mają.
Tu przykład, jak można wykorzystać ADHD do odnoszenia sukcesów w szow-biznesie:
http://www.youtube.com/watch?v=vxIOUJ7by6U&feature=relmfu
Są też inne możliwości.
Kazdą z tych możliwości trzeba zacząć od docenienia swej wyjątkowości.
Tymczasem, co się powszechnie dzieje?
Dzieciaki się wstydzą, rodzice się wstydzą i zamiast udzielać dzieciom wsparcia, rodzice dokładają im dodatkowych obciążeń.
Znam rodzine, w której ojciec był wybitnym sportowcem, zaś syn urodził się niepełnosprawny, co załamało ojca. Bo ojciec liczył, że syn też bedzie odnosił sukcesy w drużynie sportowej, a tu taaaaki wstyd. Nie ma znaczenia, ze syn świetnie gra na gitarze, że koncetrował z gwiazdami bluesa. W oczach ojca jest nieudacznikiem i najwiekszą życiową porażką. Tak działa zaślepienie.
Zaślepienie rodziców działa też inaczej. Np. matka dzieci - mulatów żąda od czałego społeczeństwa, żeby jej dzieci były traktowane jednakowo z pozostałymi! Żeby dzieci białe widziały w jej dzieciach istoty, które od białych niczym się nie róznią! Traci czas i energię walcząc z "wiatrakami", negatywenie nastawia dzieci do społeczeństwa i do siebie itd. Tymczasem powinna uczyć je DOCENIĆ ich wyjątkowość! Udzielić im wszechstronnego wsparcia psychicznego. I wpoić im, że sukcesy osiąga się dzięki WYJĄTKOWOŚCI, a nie dzięki zniknięciu, schowaniu się w grupie.
Bo tak naprawdę, WYJĄTKOWE sukcesy osiąga się TYLKO dzięki zaakceptowaniu i wykorzystaniu WYJĄTKOWOŚCI!
WYJĄTKOWOŚĆ ma być atutem, a nie powodem do wstydu czy walki ze swą innością!
Ale ludzie chcą byc tacy, jak cała reszta, jak inni. Dziecko widzi sukcesy innych dzieci, jakie one odnoszą w grupie, z powodu których są zauważane i lubiane. jednostki słabe chcą naśladować swych idoli. Chuliganów, lolitki, i inne wyjątkowe postaci, którym inni zazdroszczą popularnośco. Myslą, że w ten sposób (jak się upodobnią) też zdobędą popularnośc. I nie zauważają, ze ich idole mają w sobie coś WYJĄTKOWEGO, czego nie da się podrobić.
Poprzez rozwijanie nadziei na upodobnienie się do idola, chcą osiągnąć sukces równy sukcesowi idola. I.... niewiele im wychodzi, bo zawsze są w tle.
Trafiła do mnie śliczna dziewczyna z ciężką nerwicą, po 9 latach terapii konwencjonalnej. Była przekonana o swej wyjątkowości, tylko.... no waśnie. Miała poczucie swego wyjątkowego wpływu na ludzi. Myślała, że jak zmieni swoje zachowanie, to będzie bardziej lubiana. W tym ugruntowywała ją przez 9 lat pani psycholog! I przez 9 lat nie udało się jej zmianić zachowania. Kiedy trtafila do mnie, nie chciała słyszeć o tym, że ma zaakceptować siebie taką, jaką jest (śliczną, mądrą, inteligentną, wykształconą). Nie! Ona chciała być KIMŚ, kim nigdy się nie stanie. Chciała być towarzyska (wręcz duszą towarzystwa). Bo wreszcie by była w centrum uwagi, za czym tęskniła. Tymczasem lubiła spokój i samotność. I nie potrafiła zmienić swego charakteru.
Podczas kilku spotkań ze mną czegoś się nauczyła i coś zrozumiała. Ale przestała przychodzic na kolejne spotkania. Być może jednak zrozumie, że najważniejsze jest BYĆ SOBĄ i DOCENIAĆ ATUTY wynikające ze swej innosci, czyli WYJĄTKOWOŚCI.
Radość życia właśnie z tego wynika, że cieszymy się tym, co mamy, że doceniamy to i potrafimy z tego uczynić nasze atuty! .
-
Idole wyjątkowi? Hmmm, kiedyś może tak, teraz odbieram ich bardziej jako takie społeczne foremki, które poddaje się mass produkcji w milionach egzemplarzy ;)
Anyway, jak się zaprogramuje swoje sieci neuronalne na wysoką samoocenę zupełnie znika potrzeba rozumienia ludzkich pokręceń i funkcji trygonometrycznych kątów ich odchylenia. Dzięki Leszku za posta :-)
Hmmm, zaraz zaraz, to chyba ja byłam tym odchyleniem... chociaż to w sumie zależy od tego, gdzie kreśli się prostą :D
-
stArfire
Nie mogę-rozwalasz mnie swoimi tekstami.By the way-wszystko,co piszesz to prawda ;-)...
-
O tym jak radość dodaje skrzydeł (i szybkości;))
W czasie rozgrzewki nieskażona nieprzytomnością radość, a potem rewelacyjny, wymagający skupienia bieg przez płotki Michelle Jenneke:
http://youtu.be/tMgmYutL9W0
http://deser.pl/deser/1,111858,12171118,Miliony_widzow__zdjecia_i_memy__Michelle_Jenneke_swoja.html
-
każdy z nas jeest wyjątkowy i na tej wyjątkowości może odnieść sukces.
Pracuję w temacie, ale przyznam że póki co to jeszcze nadal mi bliżej do takiego zdania o mojej wyjątkowości http://bit.ly/OcLxaE (http://bit.ly/OcLxaE) ;)
Najtrudniej mi dostrzec jak można to wszystko wykorzystać w realnym życiu, bo nadal mam przekonanie że jak moje, to na pewno musi być odleciane. To trochę z niezrozumienia w dzieciństwie (bo czasem mnie interesowały zbyt "poważne" rzeczy), a trochę z tego że od późnego dzieciństwa odkryłem że najprościej mogę być sobą właśnie kiedy sobie poodlatuję w krainę gier, książek czy tylko fantazji.
Zastanawiam się jak ukształtować afkę. "Dostrzegam jak najkorzystniej przejawiać moje talenty tu, w tym świecie i robię to"? Coś nie do końca mi leży...
-
Lynd
Spróbuj tej afki z kolumną reakcji, a potem się przekonasz, czy coś zmienić?
-
Hmmm, zaraz zaraz, to chyba ja byłam tym odchyleniem... chociaż to w sumie zależy od tego, gdzie kreśli się prostą :D
Nie ważne gdzie jest prosta, ważne żeby ją kreślić samemu :)
-
Dobry artykuł http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,127763,12868930,Magdaleny_Mierzwinskiej_zycie_bez_przeszlosci.html
Kobieta w wieku 22 lat traci pamięć i potem "tworzy siebie na nowo", między innymi właśnie dzięki skupieniu się na tym, co naprawdę jej sprawia frajdę. Dlatego zamieszczam go w tym temacie.
Ciekawe jest tez zagadnienie pamięci "faktów" i pamięci ciała (odruchów, wyuczonych wcześniej czynności).
Mowę po wypadku rozumie, ale nie pamięta znaczenia wszystkich słów. Zachwycają i zaskakują ją śnieg, pączki na drzewach wiosną - ale też na początku boi się nieznanego.
To co mnie szczególnie ruszyło, to fragment:
"Długo nie przychodziło jej do głowy, że ludzie mogą mieć złe cechy: kłamią, są zawistni i nielojalni. - Wierzyłam wszystkim na słowo - podkreśla. - Żeby komuś nie ufać, musisz mieć w pamięci złe doświadczenia, a ja ich nie miałam. O tym, że ktoś byłby w stanie mnie okłamać, pierwszy raz pomyślałam podczas spotkania ze znajomymi. Jeden z nich powiedział do Sebastiana: ''Teraz możesz jej wcisnąć każdy kit, a ona to przyjmie''. Zastanawiałam się, jak to w ogóle możliwe, żeby ktoś chciał mnie oszukać. I po co?!"
Pamiętam, ze nie tylko jako dziecko, ale i długo jeszcze potem, nie rozumiałam po co ktoś miałby chcieć mnie skrzywdzić, oszukać czy np.: zakpić. Kłamstwo rozumiałam, bo sama kłamałam czasem ze strachu ;) Tak się zastanawiam, czy to nie jest stan takiej "dziecięcej niewinności" (podobnie to zresztą określają w artykule), w której każdy jest na początku kolejnej inkarnacji, a u niej się przydarzył po amnezji.