Pozytywne Inspiracje
Forum => DDA i terapia wewnętrznego dziecka => Wątek zaczęty przez: Blackrose w 2011-12-15, 11:07:23
-
Kochani,
zakładam ten wątek, ponieważ pracuję obecnie nad traumami i wzorcami, które powstają w efekcie doznawania przemocy fizycznej w dzieciństwie. Możliwe, że ktoś z Was ma podobne doświadczenia i zechce podzielić się odczuciami oraz sposobami pracy nad sobą. Dużo uzdrawiam przez Eft oraz WHH. Z rana pozwoliłam sobie wypisać co nieco skojarzeń - przyszły do mnie po sesji. W tym wątku oczywiście może być bogato od tematyki przemocy psychicznej, jedno z drugim się przecież mocno wiąże.
Ah to poczucie winy!
Złamanie pierwszej bariery fizycznej -
- szok, zastraszenie, zdziwienie
- niezrozumienie
- poczucie winy
- zagrożenie, lęk
- poczucie poniżenia
- strach, chaos
- zawód na rodzicu
- wzrost agresji i napięcia w ciele
- tworzenie się traumy - spięcie ciała - aby przeżyć tę sytuację.
Pojawia się sytuacja skojarzeniowa - Coś musi być ze mną nie tak skoro
dostałem. Dziecko najczęściej nie wie za co obrywa.
Na tym niezrozumieniu dziecka (nie ma jeszcze własnej pewności,
poczucia tożsamości) rodzic bazuje przez
późniejsze lata. Rozwija się w dziecku bezradność
oraz podporządkowanie.
Z upływem czasu
- gwałtowny zjazd samooceny
- podporządkowywanie się
- zbieranie poczucia winy, dbanie o nastrój innych lub bunt
- odmienne sposoby reakcji dziecka, najczęściej rozwijanie syndromu ofiary
i osobowości zależnej (różne zaburzenia)
- zamknięcie w sobie
- objawy nerwicowe
- bezsenność
- zastanawianie się co mogę zrobić, aby uniknąć kary
- co jest ze mną nie tak?
- unikanie kontaktu z rodzicem lub "podlizywanie się"
- wytwarzanie relacji kat - ofiara. Funkcjonuje w obie strony po latach.
(Rodzic pracuje na swojego oprawcę)
- nieumiejętność gniewania się, wyrażania sprzeciwu - jeżeli bicie
trwa od najmłodszych lat dziecko jest poniżone zanim nauczy się
zdrowo wyrażać emocje.
- wykonywanie poleceń innych
- rezygnacja z włąsnych potrzeb
- najczesćiej bardzo niska samoocena, niepewność,
osobowość alienacyjna, zależna, bierno -agresywna,
antyspołeczna
Będę wdzięczna za wskazówki i dzielenie się doświadczeniami. Afirmacje również są ważne.
:)
-
i kolejny 3 wątek o DDA/DDTR.
Przecież można to połączyć albo pisać w temacie założonym już.
-
Przykro mi z Twojego powodu BlackRose.
Też przez to przechodzę. Ja jeszcze miałem poczucie zaszczucia i duszenie się, krztuszenie, totalne stłumienie bo bito mnie tak długo aż przestawałem płakać. I dopiero niedawno sie otworzyłem żeby w sesji oddechowej wydobyć z siebie ten kwik. Kiedy jestem sam i próbuję to bardzo się męczę i nie umiem w to wejść. Przyciągnąłem osobę która udziela mi dużo wsparcia i przy niej potrafię z tym pracować. Myślę że ważna jest solidna praca nad poczuciem gruntu pod nogami i wtedy przyciągnięciu jakiegoś wsparcia, i poznaniu prawdziwej energii wsparcia (bo wcześniej rodzice twierdzili że mnie tak mocno wspierają - więc przyciągając wsparcie, przyciągałem ludzi którzy mi na dłuższą metę szkodzili), no i dużo samozaparcia. Cieszę się że założyłaś ten wątek, bo jestem w środku przerabiania tych rzeczy
J007
Kolą w oczy te wątki o DDA, co?
-
Co do umieszczenia tematu w wątku o DDA:
Powszechna opinia jest taka - "wątki o DDA/DDTR są dla specyficznych osób, które miały przewalone w domu. Ja tak nie miałam/miałem, więc nie mam DDA. Albo - jestem już czysta/czysty. A że dostawałam/dostawałem klapsy w dzieciństwie? To wyszło mi tylko na zdrowie.
Jestem wdzięcza/wdzięczny rodzicom, że potrafili wychować mnie na człowieka. Dzięki temu, że byłam/byłem bita/bity teraz potrafię się zdyscyplinować, itp.".
Smutne, ale prawdziwe. A problem jest duży, bo ogromna większość ludzi była bita w dzieciństwie.
Choć faktycznie możnaby umieścić ten temat w wątku "Terapia wewnętrznego dziecka", bo to jest jeden z aspektów dzieciństwa do uzdrowienia. No ale, tak jak napisałam, problem jest na tyle ważny, że może warto, by miał własny temat.
-
Mi wyrobiło się przekonanie że trzeba robić to co społecznie akceptowalne alby dostawać "miłość" czy być kochanym, i pojawia się z tym też jeden sposób funkcjonowania w świece jak się zrobi coś inaczej, to w podświadomości zapala się lampka że to jest źle, że teraz nie będzie miłości, będzie kara. Jeśli zrobię źle lub popełnię błąd to powinienie zostać ukarany, tylko kto mówi co jest dobre a co złe ? Wtedy wszystko robi się wg ustalonych kanonów, bo w innym wypadku to nie jest bezpiecznie. Z tego robi się też autokontrola i kontrola emocji, uczyć, tzn. niebezpiecznie jest pozwolić sobie na emocje i czucia, jeśli kiedyś się za płacz jeszcze bardziej oberwało itp.
z afirmacji
jestem kochany, akceptowany i doceniany nawet jeśli popełniam błędy i robię źle.
pozwalam sobie popełniać błędy i dlalej jestem kochany, akceptowany i doceniany.
-
Ja jak zacząłem czytać rozwojowe fora to przeczytałem o tym że najpierw trzeba wziąć odpowiedzialność za swoje życie. Wtedy myślałem że wystarczy jednorazowo, ale okazuje się że jak przekopię się przez kilka warstw obciążeń, na nowym poziomie świadomości dobrze jest znowu nad tym popracować. W kontekście bicia bitym, wytwarza się poczucie że w każdej chwili możesz dostać wpierdol i czyni to bezbronnym i zależnym od innych. Wzięcie odpowiedzialności za siebie na siebie pomaga mi zmierzyć się z tymi rzeczami.
Tu fajny filmik z którego korzystam:
http://www.youtube.com/watch?v=ndZgxOnIqN0
-
Zgadzam się że problem zalicza się do DDA/DDTR (temat rzeka). Nie zależy mi na zaśmiecaniu forum, wiem, że ten temat jest na tyle ważny, że może być rozpatrywany osobno.
Sebastian dzięki, pracuję również nad tematem, wiem jak to obciąża dorosłe życie. Nagle okazuje się, że ta cała bezradność wpływa na komunikację, na procesy podejmowania decyzji, ciągle pozostaje to poczucie zagrożenia i zaszczucia z dzieciństwa. Rodzina przyzwyczaja się do takiego funkcjonowania i potem już nie zadaje pytań. Wie,że Jest taka osoba, która zawsze zrobi to co jej się karze, zawsze się podporządkuje.
"Tak cię kocham, że cię biję"
"Robię to dla Twojego dobra"
"Kto cię wychowa jak nie ja"
Najważniejsze to dokopać się do pierwotnego poczucia winy. Dopiero Eft i WHH pomogło mi pouzdrawiać wiele spraw nie tylko emocjonalnie ale i biologicznie - dojrzałam też do spojrzenia na swoje dzieciństwo. Wiem, że rodzice są tylko ludzmi - ich zachowanie zdeterminowane jest sposobem w jaki byli wychowywani. To tylko w niewielkim stopniu ich usprawiedliwia. Niekiedy wyparcie jest tak głębokie, że relacje może uzdrawiać jedynie ofiara - rodzina nie chce współpracować.
Może za jakiś czas stworzę artykuł o tej tematyce, wiem, że byłby potrzebny.
Z tego co zaobserwowałam przemoc psychiczna zaczyna się najczęściej od przemocy fizycznej, kiedy dziecko zostaje złamane - pokazuje się mu, że jest "gorsze" i za coś winne.
-
http://www.edziecko.pl/rodzice/1,79361,6214107,Bite_dzieci_dwadziescia_lat_pozniej.html ciekawy artykuł. Po przeczytaniu zobaczyłem że ja nadal uważam to że byłem bity za coś oczywistego i normalnego, i dlatego niełatwo mi z tym zmierzać. I poczucie winy za to że byłem bity.
I wciąż kiedy jestem sam, w samotności chcę się wypłakać, to kiedy pojawia się płacz, to 2 sekundy później znika i czuję się wtedy fatalnie stłumiony
-
Często przeglądam różne fora, pełne są rozmaitych wzorców, bólu i zranień. Wypisuję sobie wzorce, zdania i potem rozpatruję w stosunku do swojej sytuacji. To pomaga układać afirmacje i dobrać skuteczne sposoby pracy nad sobą.
http://f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=3610685&start=0
"W kontekście bicia bitym, wytwarza się poczucie że w każdej chwili możesz dostać wpierdol i czyni to bezbronnym i zależnym od innych" - Tak i potem stajesz się ofiarą zależną od innych, zmuszoną do poprawiania im nastroju. Był czas, że robiłam wszystko byle tylko kogoś nie zranić, nie urazić czy nie podpaść. Teraz trzeźwiej to widzę.
-
Najlepsze jest to, że najczęściej nie wie się za co to uderzenie. Pamiętam bicie w głowę, aby mi matma tam weszła. To przecież niemożliwe, aby tak się stało. Potem już nic nie umiałam. Do tej pory mam zablokowane wiele umiejętności, tak działa trauma, jest oddzielenie od ciała i potem już większość życia funkcjonujesz jak głąb, odcięty od swoich potrzeb i emocji.
Nie wiesz co jest ważne, co potrzebne i jak się zachować...
-
Warto sobie jednak uświadomić, że to nie ta trauma w sensie wydarzenia blokuje Cie i ogranicza a to, jaką nadajesz temu wydarzeniu wartość i jak bardzo w to wierzysz. A to można zmienić - pierwsze co trzeba zrobić to wybaczyć sobie swoje intencje i wyjść z roli ofiary. I wtedy wychodzi słońce :))
-
Oro,
"pierwsze co trzeba zrobić to wybaczyć sobie swoje intencje i wyjść z roli ofiary."
Pierwsze co trzeba zrobić, żeby wyjść z roli ofiary, to uświadomić sobie, że zostało się skrzywdzonym i jak bardzo zostało się skrzywdzonym. Uznać swoją krzywdę i swój uzasadniony ból. To bardzo ważne przy uzdrawianiu traum z dzieciństwa.
I dopiero później można wybaczać sobie swoje intencje.
Jeśli zrobi się to w odwrotnej kolejności, to istnieje niebezpieczeństwo zablokowania procesu uzdrawiania.
-
... i otworzyć się na miłość i dużo i głęboko oddychać :))
-
Sebo,
tak, tylko że trudno jest się otworzyć na miłość wtedy, gdy czuje się winnym.
Dlatego tak ważne jest to, żeby w pierwszej kolejności zacząć od rozpoznania tego, kto tak naprawdę ponosi odpowiedzialność za to, za co dziecko czuje się winne. Czyli chodzi o uznanie, że zostało się skrzywdzonym, że tak naprawdę było się całkowicie niewinnym dzieckiem. A takie dziecko zasługuje na miłość, więc może sobie pozwolić na to, żeby się na nią otworzyć :)
-
Felicite
Tak, zgadzam się. U mnie nastąpił przełom po przepracowaniu afirmacji: Ja, Sebastian, jestem niewinny, bezpieczny i w porządku kiedy wyrażam swoje emocje, uczucia i potrzeby. Wtedy otworzyła mi się droga do pracy z tym, i jednocześnie wiele destruktywnych emocji
-
Bardzo przydatna do pracy nad tematem jest medytacja Leszka "Uzdrawianie związku z sobą i partnerem" - tam pierwsza medytacja tyczy się relacji z samym sobą i właśnie pozwolenia sobie na odczuwanie. Jest dobra, żeby odbudować w sobie kilka ważnych rzeczy.
-
Nie wiem,czy wszystkie bite dzieci czują to samo...
Ja poczułam się odarta z godności,zdradzona,poniżona i sprowadzona do roli worka bokserskiego,bo tato potrzebował wyładować swoją frustracje pod błahym pretekstem...Tak,czułam sie jak RZECZ,a nie żywa delikatna i krucha psychicznie dziewczynka...
Dziś wygląda to tak-nie umiem wyrażać kompletnie emocji-totalna blokada-krzyk więźnie mi w gardle...Nie umiem realnie ocenić skali ważności zjawisk i zachowań jako ważnych dla mnie lub nie,nie wiem ,co dokładnie jest celem w moim życiu,bo to czego najbardziej pragnę jest tym,co w panice i lęku od siebie odsuwam...
Mam ochotę stanąć przed moim ojcem,wykrzyczeć mu cały swój ból,zlać go na kwaśne jabzo,wywalić mu,jaką sierotą życiową,jest,ogryzkiem męskości,istotą niewartą bycia dawcą życia,marnującą życie swoje i innych...Bóg stworzył małe dziewczynki do kochania a nie do krzywdzenia...
A tym,co najbardziej rozkłada mnie na łopatki ,jest świadomość,że jakakolwiek zemsta,próba zadośćuczynienia jest niemożliwa,baaa-nic nie da,bo i tak nie zostanę zrozumiana i nie chcę stać po jego-kata-stronie,nie chcę mu być równa i podobna...To powoduje kompletne rozbicie wewnętrzne-czuję sie tak,jakbym była rozdarta na pół,jakby moja kobiecość stała w opozycji do męskiej części mnie samej...Walczę sama ze sobą...Nie umiem pozbierać sie do kupy...Nie mam kompletnie wyobrażenia,jakby to było,gdybym była scalona i w tej pełni doskonała taka,jaka realnie jestem...
Daję sobie prawo do czucia sie skrzywdzoną i poniżoną,daję sobie prawo do wyrażania gniewu,żalu i pogardy.Daję sobie prawo do uzdrowienia i uleczenia mojego bólu,niezależnie co na ten temat czuje i myśli mój ojciec...Mam prawo być kochana,kochająca i szczęśliwa,żyjąc bez lęku i oglądania się na innych...Jestem stworzona dla MIŁOŚCI...
-
Dzieci regularnie poddawane stresom, biciu, przemocy maja PTSD.
To co dla innych wydaje sie nie byc problemem, one przezywaja podwojnie.
Wysilkiem jest odezwac sie do kogos, powiedziec cos na forum publicznym, upomniec sie o swoje. Sprzeciwic sie, dokonac wyboru. To wszystko wiaze sie z ogromnym wysilkiem psychicznym. Znoszenie wieloletniego upokorzenia, tlamszenia powoduje w rezultacie chec unikania wszystkiego, co wywoluje emocje, stresuje lub stanowi zwyczajne wyzwanie. Nie musze dodawac, ze w tego typu ukladach rodzice-dziecko, dorosli nie maja cierpliwosci dla popelniania bledow, naturalnego procesu uczenia sie. Wszystko ma byc zrobione blyskawicznie, natychmiast, bezslownie. Na zasadzie "domysl sie", co mamusia, tatus chce od ciebie. Nie umiesz? A co ty taki glupi? Nie potrafisz sie domyslec? Na takiej zasadzie.
-
Mari,
domyślanie się, owszem. Musisz być takim radarem, który w poczuciu zagrożenia orientuje się w sytuacji. W takim napięciu, aby wszystko było dobrze, na czas i ku zadowoleniu innym. A za tym idzie kompletna rezygnacja z siebie, i niewiedza czego się chce.
Freefalling,
to jest ciężki problem i nie łatwo o nim pisać a tym bardziej mówić. Widać po Tobie, że przepracowałaś już jakąś istotną część, ponieważ masz świadomość swojego skrzywdzenia i piszesz o nim z dużą autorefleksją. Tak to jest, że w takim momencie tracimy ważną osobę i całe dziecięce zaufanie na lata.
Z czasem okazuje się, że najważniejszą staje się nauka krzyku.
-
Ja w ogóle mam problem z ruszeniem się z miejsca - jak się budzę, to musze użyć siły woli żeby wstać, jak wejdę pod prysznic, to musze użyć siły woli żeby z niego wyjść, jak siądę przed kompa to trudno mi od niego odejść itd. Jakiś czas temu ten stan wydawał mi się normalny ale teraz wiem że za tym siedzi jakaś trauma i dostałem już kilka razy posmak tego jak to jest tego nie mieć - załatwiałem 10 rzeczy w ciągu dnia gdy normalnie grzebałem się z dwoma. Czas nagle przestaje tak szybko płynąć i uciekać:)
BlackRose - po 3 latach udało mi się krzyczeć, płakać, wierzgać, wyć. 1 sesję oddechową tak wyłem, 2 sesję dołożyłem do tego słowo NIEEEE,NIEEEE,NIEEE, 3 sesję krzyczałem PRZEPRASZAM, a 4 wyrzucałem już z siebie jawną nienawiść. Czuję że wszystko jest na dobrej drodze, czuję że zaczyna płynąć przeze mnie życie! Choć wciąż się blokuję ale odczuwalnie słabiej, i łatwiej mi jawnie chodzić skurczonym i przyznawać się do swoich emocji w trudnych sytuacjach w życiu.
Nie mogę się doczekać następnych sesji bo czuję że coś we mnie pękło i bez wysiłku po kilku minutach oddychania zaczyna ze mnie wychodzić samo z siebie. Miałem mieć 21 grudnia ale wtedy akurat mam coś ważnego w pracy i nie mogę wtedy pojechać, a jeżdżę aż 200 km ode mnie. Za to mam 2 grudnia sesję a wieczorem lomi lomi gdzie też chcę głęboko do szczytów płuc oddychać.
-
Chciałam jeszcze wspomnieć, że bardzo często kłania się tutaj problem z motywacją, sensem życia i podejmowaniem decyzji. Osobiście cierpiałam przez lata na depresję i nasiloną fobię. A to powoduje unikanie bardzo wielu aktywności życiowych.
Sebastian,
bardzo się cieszę z Twojego przełomu i byle tak dalej :)
Właśnie po wyrażeniu wszystkiego - gniewu, nienawiści rozpaczy można próbować integrować siebie, te wszystkie zranione części. Do tego - przebaczenie.
Tak sobie myślę, że rebirthing jest bardzo istotny, ostatnio go doceniam i z powodzeniem stosuję :)
-
Mam jeszcze jedną wątpliwość,pytanie...
Czy czasem nie jest też tak,że ta blokada wyrażania się nie jest spowodowana samodzielnie wkodowanym lękiem przed siłą własnego gniewu,nienawiści,żalu w takiej sile,że mogłoby to doprowadzic do jeszcze większej destrukcji (o ile jeszcze jest co zanihilować :-p ) tudzież agresji fizycznej?
-
Pamietam to wyraznie do dzisiaj. Ojciec zbil mnie tylko jeden raz. Siedzial z kolega i popijal wodka a ja platalem sie miedzy nimi. Chyba czyms podpadlem bo zbil mnie po tylku reka. To, co trudne do zrozumienia, ze do dzis nie wiem za co. Czulem do niego zal za to, to bylo niesprawiedliwe. Odebralem to tez jako zdrade, zlamanie wzajemnej lojalnosci.
Co czulem gdy bila mnie matka ? Upokorzenie, oprocz fizycznego bolu. Na poczatku wine( bo cos widocznie przeskrobalem), potem strach przed bolem fizycznym, potem upokorzenie(kazala mi znalezc i jej dac do reki pasek ktorym mnie potem bila). Potem chcialem sie na nia obrazic, ale wydedukowalem, ze przeciez ja taki maly a ona duza no i jestem od niej w jakis sposob zalezny. Zaowocowalo to nieumiejetnoscia wyrazania uczuc, emocji, izolowaniem sie. Jeszcze do dzis czuje ogromne poklady gniewu zgromadzone na mojej klatce piersiowej. Tak duze ze sie boje swojego gniewu i jego sily. Czasami czuje ze mnie to dusi
-
Freefaling - ja miałem tak trochę że nie chciałem wyrażać emocji żeby komuś nie zrobić krzywdy. Terapeutka mi powiedziała że mam pełne prawo czuć i wyrażać emocje, że to a robienie krzywdy drugiej osobie to dwie różne rzeczy. Nie dałem jej dwa razy powtarzać:) Wtedy pierwszy raz świadomie pozwoliłem sobie na wyrzucenie z siebie nienawiści
-
I ciekawe jest to, że kiedy poEFTuję sobie miłość, lub to że siebie doceniam, że jestem wspaniały - cokolwiek co sprawia że czuję ten słodki flow we mnie - wtedy zanika mi ten paraliż.
-
Mnie też ten temat dotyczy i po przeczytaniu artykułu zaczęło mi wywalać, głównie nienawiść i chęć zemsty. Na razie zaczęłam od wybaczania sobie, że się wpakowałam w takie klimaty, jeszcze nie potrafię wybaczyć ojcu, choć teoretycznie wiem, że powinnam, że to mnie blokuje na coś lepszego. Moja podświadomość nie reagowała na afirmację "kocham i szanuję siebie"- słowo kocham kojarzyło mi się z wymuszaniem posłuszeństwa, a szanuję..... z całowaniem po rękach starszych i ...biskupa :) Ale od niedawna zaskoczyła na hasło "doceniam siebie".
-
Powiem coś od strony rodzica: doświadczyłam z jednej i drugiej strony tą sytuację: bycie bitą w dzieciństwie i przez ojca i przez matkę. Potem sama trafiłam na dziecko, które bardzo prowokowało, a ja byłam podatna. Też mi się zdarzało dać mu " na tyłek".
Choć bardzo nie chciałam i czułam duże poczucie winy, że daję się ponieść emocjom, to jednak czasem nie wytrzymywałam.
Zwłaszcza trudno nie odpowiadać na prawokacje, gdy jest się z taką istotą 24 godz na dobę, ma się swoje problemy, doświadcza jeszcze presji, manipulacji i ataków ze strony otoczenia. Taka karma...ale na pewno to nie pomaga.
Z obserwacji widzę, że takie dziecko ma silne wzorce odrzucenia, prowokowania rodziców na wszelkie możliwe sposoby, nawet pomimo ich dobrych chęci by udowodnić sobie, że nie zasługuje, jest niechciane i niekochane, a do tego pokrzywdzone, a cały świat zły i niesprawiedliwy. To ciężki przypadek, na prawdę. Cokolwiek rodzic nie robi, to dziecko i tak przekręca to na negatyw, albo doszukuje się dziury w całym. Do tego prowokuje różne sytuacje, czasem jedna za drugą by wkurzyć rodzica, by znów wejść w stary schemat. Najczęściej podświadomie wyczuwa jego słabość, wybierając momenty, gdy będzie szansa dostać to czego chce, np zmęczenie, stres, wywałki.
Zwykle w takich okolicznościach prowokacje się nasilają. Niektóre dzieci potrafią być w tym naprawdę baaardzo wytrwałe i z uporem maniaka dążyć do celu jakim jest udowodnienie sobie, że rodzic i cały świat zły, a on i tak oberwie.
Takiemu rodzicowi jest na prawdę trudno. A złość na dziecko, czy agresywne reakcja zaniżają samoocenę, powodują poczucie niemocy i bezsilności.
Często takie dziecko wciela się u takich rodziców i w takich okolicznościach, żeby stać się problemem, ciężarem. Pcha się tam, gdzie nie powinno już zaczynając od samych narodzin.
Ja musiałam bardzo dużo przepracować, aby mieć względną stabilność w relacjach z moim dzieckiem, by nie było już o co zahaczyć, bo taka podświadomość skanuje i wyszukuje tylko okazji. A jak wiadomo nikt nie jest chodzącym ideałem 24godz na dobę.
-
W chwili gdy przepracowałam znaczną część tego bolesnego tematu - zniknęło u mnie poczucie zagrożenia, elementy fobii społecznej, trudności z komunikacją, a także pojawiła się o wiele większa akceptacja ciała. Warto zabrać się za to wszystko, wyrzucić gniew i nienawiść, tak aby odblokować serce na nowe możliwości. Tak istotne jest uwolnienie się od poczucia bycia ofiarą i przegranym, bo to rzutuje na całe życie.
Sebastian, to mądra terapeutka musi być. Mi długo zajęła nauka szanowania moich emocji i budowania świadomości, że mam prawo je wyrażać nawet w sposób silny, głośny, czy niekontrolowany itd. Ciągle trudno jest dostrzec, że samemu miało się jakiś cel w wyborze takich doświadczeń. Akceptacja, zrozumienie, przyznanie się co czuję" może poprowadzić do wybaczania.
-
Mnie po tego rodzaju przeżyciach pozostał silny lęk, że jak zrobię coś nie tak, nie spełnię oczekiwań, to stanie się coś złego, coś strasznego. Teraz jak tylko coś idzie nie tak, to ja nastawiam się na obronę i odpieranie ataków. Oczekuję ze strony tych, których "zawiodłam" awantury, złości, pretensji, kary itp.
Nie jest łatwo wyjść z tego wzorca.
-
Ej co za watek!
Tyle mam do opowiedzenia a jak zwykle nie mam zbytnio czasu i wszystko w skrocie.. ech
Duzo mi daly slowa od madrych ludzi w watku uzdrawianie wewnetrznego dziecka. Dziekuje baaardzo!
Moja mama znecala sie nad nami fizycznie i psychicznie.
Pierwsze co zrobilam to dalam sobie prawo do popelniania bledow, ze to jest ok, co za odkrycie! Wczesniej zylam w wiemczym poczuciu winy, ze co ze mna nie tak, ze jestem winna itd. Czyli afirmacje na niewinnosc i ze kazdy czlowiek popelnia bledy, uczy sie na nich i stara sie ich nie popelniac . Jaka ulga.
Samoocena- wszelkie afirmacje.
Ja zawsze chodzilam przygarbiona, czesto dostawalam znienacka od mamy w plecy piescia "prostuj sie ty garbusie"
Po przepracowaniu afirmacji sylwetka automatycznie sie wyprostowala. Juz nie wspomne o korzysciach np w pracy, ze jestem wystarczajaco dobra, psychiczny luz.
Teraz zostala zlosc, gniew, na co nie pozwalalam sobie bo zakodowalam sobie ze mam wybaczyc. Wybacze jasne, ale to jest za wczesnie dla mnie, najpierw sobie pozwole sie pozloscic. Nawet sny mam takie ze bije i okladam moja mame, drac sie niemilosiernie;)
W watku uzdrawianie wewnetrznego dziecka madre glowy powiedzialy ze mam prawo czuc gniew i zlosc, ze to jest ok. To mi przynioslo nieopisana ulge!
Piszmy dalej, wspieram!
-
Fajnie wiedzieć że nie jestem z tym sam.
-
Mnie matka biła w głowę i ciągnęła za ucho, albo dostawałam z liścia. Od 6 roku życia do 10. Najczęściej to działo się wtedy gdy nie umiałam czegoś do szkoły. Płakałam i nie chciałam mówić ze strachu przed pomyłką, bo gdy się odzywałam dostawałam w twarz. Zaczęłam poważnie chorować na gardło, pogłębiła się fobia szkolna. Stałam się głąbem z matematyki, przedmiotów ścisłych. Często byłam popychana, poszturchiwana przez nią. Zaczęłam siebie nienawidzieć jako dorastająca nastolatka. Gdy miałam te 13 lat, zaczęłam się wkręcać w subkulturę i postawiłam się jej. Powiedziałam któregoś dnia gdy chciała mnie uderzyć, że zabiję ją własnym glanem. Wtedy przestała, ale przemoc psychiczna się nasiliła. Czyli czepianie się mojego wyglądu, ubierania, poprawianie, uciekanie przede mną na ulicy, bo źle wyglądam. Wyzywanie mnie od krów, świń, egoistek, poprawianie moich ubrań, dawanie znaków że źle wyglądam. Wpadłam w ciężką depresję i nienawiść do kobiecości, mojego ciała. Gdy miałam 14 lat trafiłam na regresing. Chłonęłam wiedzę ezoteryczną jak gąbka, wiedziałam, że tego właśnie szukałam. Ofiara przemocy domowej bardzo prowokuje podświadomie do ataków - dlatego w gimnazjum również stałam się zastraszoną ofiarą. Odrzuciłam sama siebie, dlatego oni mnie również. Tam też były ataki fizyczne na mnie - plucie, popychanie, odcinanie koncówek włosów. Ale cóż..
Zawzięcie pracowałam nad sobą, samoocena i te sprawy. Wkręciłam się od najmłodszych lat w sesje regresingu, i metody dla mnie dostępne. Dużo sobie namieszałam bo byłam z tym sama, ale i dokonałam dużego przełomu do chwili obecnej. Jedynie co mnie mocno bolało, to to że widziałam jak mój brat przechodzi podobne rzeczy do mnie i jest ofiarą matki. Nie zawsze mogę zainterweniować.
Uzdrawiam na własną rękę, bardzo dużo, z wiarą i motywacją. Bo widzę po sobie zmiany. I ciągle coś mi karze nie rezygnować z siebie. Ten problem trzeba uzdrowić dogłębnie - biologicznie. Czyszczenie emocji po wierzchu przyniesie jakąś świadomość ale trauma pozostanie, ten uraz po przekroczeniu bariery fizycznej.
Również się cieszę z tego wątku, widać że założenie go było dobrym pomysłem :)
-
Sebastian:) i buziak
dodam ze jako matka obsesyjnie sie pilnuje zeby nie stosowac przemocy ani fizycznej ani slownej na moich dzieciach.
Ze starszym nie udalo mi sie do konca, dostal raz w twarz ( buuuuuu! ) byl non stop chory, a ja kombinowalam kase na lekarstwa,l wyczyscilam sie z kasy a ten plul lekarstwem na odleglosc- za duzo stresu ze chory dzieciak, strach, brak poczucia bezpieczenstwa materialnego- nerwy mi wysiadly niestety. Rozmawialismy o tym, przeprosilam, on tego zupelnie nie pamieta. Jest wdzieczny ze mu samoocene zbudowalam:) Ma teraz 17 lat:) wtedy mial 5 :(
Maly ( ma teraz 3 lata) dal mi popalic w 1 roku zycia, wrobilam sie w poczucie winy, jako ze sie nie zgodzilam na cc i zostal poturbowany proznociagiem ( ryczal mi ok roku ) Nauczka. pare razy go troche potrzasnelam, po tym zaraz trafil do mnie artykul o zespole potrzasanych dzieci uff, dzieki aniele strozu, umowilam sie ze soba ze jak juz nie daje rady to klade dzieciaka do lozeczka i wychodze krzyczec w recznik:)
Tak ze ciezko mi zrozumiec argumenty ze nasi rodzice sami ciezko mieli i przeniesli wzorce wychowania na nas...
-
Ja szczerze mówiąc sam nie miałem problemu z biciem w domu (przynajmniej przez rodziców;P) - ojciec uderzył mnie chyba jeden raz i to po pijaku, to go wkręciłem w poczucie winy i wkurzeniem zachęciłem do przeprosin (nie powtórzył tego nigdy). Pod tym względem zawsze miałem przekonanie, że moja przestrzeń fizyczna jest nienaruszalna i mam prawo egzekwować próby jej naruszania. Raz nauczyciel w-f (a był karkiem) mnie popchnął w gimnazjum bo był wkurzony że kopałem piłkę od siatkówki (wraz z 10 innymi osobami), to zaciskałem pięści i szykowałem się do ataku:) Rozeszło się jednak po kościach, ale jakby spróbował coś więcej mi zrobić, to nie miałbym oporu przed przywaleniem mu, a co najmniej pójścia do sądu i usunięcia go na z zawodu nauczyciela. Po prostu nikt nie ma prawa do tego:) Przyznam jednak że mam pewne lęki związane z pijanymi osobami - zwłaszcza nastolatkami. Mam lęk że takie osoby bez względu na moją wolę, mogą naruszyć moją przestrzeń fizyczną. Ostatnim razem jak byłem na wczasach u Leszka, skończyło się to tym że mnie dwa łepki zaczepiały, żebym im dał kasę i ja chcąc uniknąć walki, musiałem biegiem uciekać (jeden z gości jeszcze mnie gonił).
Ojciec ustalił sobie zasadę że nie będzie bił swoich dzieci, a z tego co mi się przypomina że przejąłem od niego (poprzez pamięć "komórkową" czy coś takiego, wraz z wyborem plemnika) to on miał wzorce mocnego paraliżu i przerażenia w obliczu ojca który go lał, zwłaszcza jak był pijany.
Plus dla ojca za to:)
-
To się bardzo sprawdza. Bite dzieci biją swoje w przyszłości. Tak jak w mojej rodzinie. Bez przejścia terapii nie warto decydować się na macierzyństwo...
-
"Bez przejścia terapii nie warto decydować się na macierzyństwo..."
Zdecydowanie. Nawet jeśli skończy się bez bicia, to często i tak są zastępcze problemy związane z emocjami i przemocą psychiczną (czy brakiem okazywania miłości dziecku).
-
Witek D
Przez pamięć komórkową...mhhh jak to dobrze, że mój ojciec jest bardzo dobrym kierowcą. Moja siostra jeździła fatalnie, gdy się uczyła, a teraz jeździ autem bardzo dobrze:) Mam nadzieje, że to właśnie od ojca przejęte i ja też tak będę:D
Grażyna
Fajnie, że ten wzorzec opisałaś. Uświadomiłaś mi, ze to mam i że bardzo mnie to blokuje. Chyba to jeszcze jeden z najsilniejszych u mnie wzorców DDA( nie myślałam o tym jak o DDA) w relacjach z ludźmi i działaniu.
Przypomniałaś mi tym postem, dzięki:)
-
Może tak:) Mi się ostatnio w regresingu przypomniało, jak nie będąc jeszcze w ciele, wybrałem sobie jeden konkretny plemnik który ma dość do jajeczka, a który zawierał odpowiedni zestaw obciążeń, traum itp. które chciałem sobie odtworzyć.
-
Laka :) Na zdrowie.
Ja czuje, że z tym mocno związana jest praca z poczuciem bezpieczeństwa. By czuć się bezpiecznie z własnymi wyborami, z sobą, z popełnianiem błędów itp.
I nawet jak z powodu tego, że coś mi nie wyszło, jakaś relacja zostaje zerwana, to ja i tak mogę czuć się bezpiecznie, bo Bóg ma dla mnie coś innego, lepszego. Uff
-
Teraz mam akurat taką sytuacje, że być może będę miała znów rozmowę, że z czymś zawaliłam i w związku z tym coś musze .... Ja uważam, że akurat nie musze ;) I wzbiera we mnie chęć obrony, spinam się i zastawiam jak się bronić przed atakiem, czuję taką falę emocji/energii do obrony. I chwilowo nie mogę załapać, co się właściwie dzieje i czego chce bronić, i po co w ogóle mam się bronić.
-
Może chodzi o to, że czuje się winna za to że chcę się bronic, za to, że nie chce pozwolić by ktoś sobie coś na mnie rekompensował...., zamiast potulnie pozwolić by inni robili ze mną co chcą.
Sorry za monologi, ale akurat rozpracowuje temat, który teraz wypłynął.
-
Chyba chodzi o taki schemat:
Jeśli coś "zawaliłam" lub inni uważają, że to ja zawaliłam, to zaczynam się bać pretensji innych i konsekwencji, jakie mogą mnie spotkać (a podświadomość twierdzi, że będą straszne) - to duży lęk. Więc szukam argumentów by się obronić, by złagodzić sytuację, by przestać się tak bać, poczuć się bezpiecznie. Ale równocześnie czuje się winna, za to że chcę się bronić, usprawiedliwić, bo wg pś powinnam to przyjąć z pokorą i dać sobie po głowie jeździć ..., bo przecież jakaś w tym moja wina jest (może nawet i cała).
I jak tu to koło przeciąć??
Prośba do moderatora - jak pasuje do wątku zostawić, jak nie, to proszę przenieść do kącika oczyszczania :)
-
Grażyna Anna
Po pierwsze masz wyobrażenie że skoro idzie coś nie tak to jest wina. A jeśli jest wina, to musi być kara (albo właśnie pozwolenie innym na dowalenie). Trzeba by najpierw rozwiązać wyobrażenie że to tak właśnie jest. A to tak nie jest, w naturze to nie występuje:) To się dzieje z własnego wyboru jedynie,.
-
Witek
Trafiłeś:) Przyda mi się.
Ja odkryłam też u siebie przekonanie, że tak działa prawo karmy, że jeśli już popełniło się błąd to TRZEBA niestety ponieść negatywne konsekwencje a dopiero potem można uzdrawiać, by drugi raz się to nie powtórzyło.
-
Laka,
Dobrze to napisalas o dzieciach ktore prowokuja. Zaczyna mi sie przejasniac i zaczynam rozumiec siebie i swoja role :)
-
Dzięki Witek za duuuuużą inspirację :)
-
Na zdrowie:)
-
"Dziecko szuka miłości dorosłego, ponieważ nie może bez niej przeżyć; w celu przeżycia spełnia wszystkie jej żądania w ramach swoich możliwości. Kocha swoich rodziców, potrzebuje ich bliskości, przywiązania i czułości i będzie mogło rozwijać swoje starania o te niezbędne dobra tylko w ramach związku, który określili już na początku jego życia dorośli." cytat z książki A.Miller
Czyli koduje sobie jako własne wzorce,przekonania i wyobrażenia rodziców ugruntowując i / lub umacniając te doswiadczenia duszy,które już ma.... Cała ta gra po to,aby na jakimś etapie życia,jeżeli bedzie mu dane uświadomienie,że mozna inaczej,prosto,miło,bez bólu duszy i serca-podejmie decyzję,że dość rozmieniania sie na drobne,gwałcenia i oszukiwania siebie oraz bezsensownego udręczania za z góry nieokreśloną cenę i rżnie to wszystko w cholerę i zacznie odkrywać siebie prawdziwego...
Dzięki ci Boże,Wszechświecie,Boska Miłości,Mądrości I Mocy,dzięki i samej sobie za takie olśnienia i przebudzenie...
-
Właśnie wyszła mi dzisiaj ta zależność od rodziny. Nie potrafię sama sobie podarować miłości. Wróciłam pamięcią do momentu na sesji od którego zaczęłam poszukiwania miłości na zewnątrz. To Tylko dlatego, że poczułam się zależna, nie do końca dobra, wspaniała lub ładna. Od czegoś to się zaczęło. Uzależniłam wtedy swoje szczęście od szczęścia rodzinnego, miłość od drugiego człowieka. Na pewnym etapie gdy dziecko tak bardzo potrzebuje właściwej atmosfery w domu, a jej nie otrzymuje czuje, że coś jest z nim nie tak. Nie jest już kompletne, a rozerwane pomiędzy własnymi dylematami a dylematami rodziny. Wiele traum przyczynia się do tego.
Nagle okazuje się, że coś pękło. Gdzie jest ten moment w którym zaginęła umiejętność patrzenia na siebie z miłością? ta integracja z ciałem?
Sama, jestem sama i chcę to kochać.Kochać Siebie i swoją obecność. Chyba muszę powrócić do własnego artykułu o osobowości zależnej. Godziłam się na bardzo wiele, po to aby dostać uczucie, szukałam potwierdzenia na zewnątrz. Tak dłużej nie mogę. Analizując szczególnie temat bicia dotarło do mnie, jak ciągle czekam na zmianę otoczenia, na to że dadzą mi miłość i się zmienią. A tak nie musi być i nawet jak nie będzie ja mogę kochać.
To urocze, bo dopiero zaczynam poznawać siebie i dawać sobie to uczucie na trzeźwo. Potrafię. To się rzeczywiście sprawdza, że jedynie kochając siebie dajemy przyzwolenie innym aby się do nas zbliżyli i okazali miłość czy mówili ciepłe słowa.
Bicie to był dodatkowy efekt mojego samoodrzucenia i niepewności kim jestem.
-
"Dziecku nie można zaszczepić miłości ani biciem, ani dobrym słowem; żadne upomnienia, kazania, oświadczenia, przykłady, groźby, sankcje nie uczynią dziecka zdolnym do miłości. Dziecko, które słucha kazań, uczy się je wygłaszać; dziecko bite, uczy się bić. Człowieka można wychować na dobrego obywatela, dzielnego żołnierza, pobożnego Żyda, katolika, protestanta, ateistę, nawet na rzetelnego analityka, ale nie na żywego i wolnego człowieka. Spontaniczność i wolność, a nie wychowawcze przymusy są źródłem prawdziwej zdolności miłowania." cytatów A.Miller z książki"Mury milczenia..." ciąg dalszy...
Czytam książke i ryczę...Zastanawiam się i modlę się o ujrzenie realnej przyczyny traumy,która spowodowała taki a nie inny obrót spraw-czemu tak zamknęłam się na miłość ograbiając siebie z czegoś najcenniejszego...
-
Podczas studiów miałem taki przedmiot, ktory się zwał Historia wychowania. I tam poznałem mnóstwo koncepcji. Ale ta, ktora zakłada, że można wszczepić dziecku miłośc przez bicie, to jest mi zupełnie nieznana i chyba pochodzi z purytanizmu (uznaje on, że człowiek jest z natury grzeszny i zły, a dopiero właściwa obróbka może uczynić go istotą dobrą). Purytanizm jest w Polsce raczej niemodny, a rodzice biją dzieci (choć to PRAWNIE zakazane) z róznych powodów, a głownie z tego, że sami byli bici.
Ja dostałem od ojca lanie raz w życiu. Bolało. I w związku z tym obraziłem się na niego na kilka miesięcy - ignorowałem go, unikałem, nie odpowiadałem na pytania i znikałem mu z oczu. Do dziś nie wiem, czemu mnie tak zlał. Powód oficjalny znam, ale do rzeczywistego nie dotarłem. Chyba po prostu przyszedł zdenerwowany z pracy, a ja go jakoś sprowokowałem.
No i teraz jeszcze przypomniałem sobie, że mi wlał jeszcze kilka miesięcy później - wychowawczo, bo mu się ubzdurało, że kogoś oszukałem. Po tej akcji stracił w moich oczach wszelki szacunek. Okzazło się, że oszustem był kto inny, ale ja nie zostałem przeproszony. Tym bardziej miałem powód, by ojcem pogardzać, że nie potrafi HONOROWO przeprosić za poważny błąd, ktory popełnił. Tu zauważył, że przegiął i wiedział, że takie przegięcia moga się skończyć w przyszlości jak w jego relacji z ojcem, czyli że w pewnym momencie syn bije ojca tak, że ten już nie ma odwagi wiecej podnieść ręki.
-
Artykuł Pawła Karpowicza "Czemu winne niewinne klapsy?":
http://www.alkoholizm.jawnet.pl/viewtopic.php?t=3524
-
"Nieprzypadkowo tak popularne jest bicie dzieci w pupę, zaczynając od „niewinnego” klapsa dawanego przez ubranie, po brutalne formy bicia po nagich pośladkach z użyciem skórzanego paska, sznura od żelazka czy kabla. Otóż jest to najdelikatniejsza strefa ciała. Zbiegają się tu ważne szlaki fizjologiczne: odbyt (wypróżnianie), cewka moczowa (oddawanie moczu), narządy płciowe (prokreacja). Dziecko celowo zostaje poniżone, bowiem zmusza się je do odsłonięcia części intymnych. Bicie w nagie pośladki może prowadzić do zaparć, a w przyszłości również do problemów w życiu erotycznym i dewiacji seksualnych. Dziecko otrzymuje komunikat: uderzam w twoją intymność, seksualność, płciowość, wrażliwość. Uderzam w twoją godność."
Fragment zalinkowanego arta.
-
Artykuł mądry i poruszający
dziękuję za niego...
-
„Ukrywamy własne wady i karygodne czyny. Nie wolno dzieciom krytykować, nie wolno dostrzegać naszych przywar, nałogów i śmiesznostek. Pozujemy na doskonałość. Pod groźbą najwyższej urazy bronimy tajemnic panującego klanu, kasty wtajemniczonych, poświęconych wyższym zadaniom. Tylko dziecko wolno obrażać bezwstydnie i postawić pod pręgierz. — Gramy z dziećmi fałszywymi kartami; słabostki wieku dziecięcego bijemy tuzami zalet dorosłych. Szulerzy, tak tasujemy karty, by ich najgorszym przeciwstawić, co wśród nas dobre i cenne. Gdzie nasi niedbalscy i lekkomyślni, łakomi smakosze, głupcy, lenie, hultaje, awanturnicy, niesumienni, oszuści, pijacy, złodzieje, gdzie nasze gwałty i zbrodnie głośne i zatajone, ile niesnasek, podstępu, zazdrości, obmów i szantaży, słów, które kaleczą, czynów, co hańbią; ile cichych tragedii rodzinnych, w których cierpią dzieci, pierwsze męczeńskie ofiary. My ośmielamy się winić i oskarżać? Czyżeśmy aż tak bezkrytyczni, że jako życzliwość markujemy pieszczoty, którymi nękamy dzieci? Czyż nie rozumiemy, że tuląc dziecko, my właśnie tulimy się do niego, w jego uścisku kryjemy się bezradni, szukamy osłony i ucieczki w godzinach bezdomnego bólu, bezpańskiego opuszczenia, obarczamy ciężarem naszych cierpień i tęsknot". Janusz Korczak
-
Mi najtrudniej było poradzić sobie z odczuciem poniżenia, zlekceważenia mnie. Dzisiaj do mnie dotarło, jak w ogóle możliwe że ktoś podniósł na mnie rękę lub krzywdził mnie w jakikolwiek sposób a ja od razu nie interweniowałam? Jak mogło do tego dojść?
Przeżywamy niewielki incydent na ulicy, krzywe spojrzenie, a bicie w domu nieraz znosi się przez lata. Na zmianę traktując rodzinę jako sprawców i przyjaciół. Ot pomieszanie i podatność na manipulacje i szantaż.
Jak to się dzieje? że ktoś bliski jest w stanie uderzyć? Co mu daje takie przyzwolenie? Bo to nie tylko fakt, że matka rodzicielka...
-
Te role nie sa fajne. Dziś chciałam zrobić coś miłego mojemu dziecku. Wstałam rano, mam dzień wolny od pracy i jestem w domu sama z dzieckiem cały dzień, wymyśliłam, że pójdziemy na bajkę do kina:) Kupię jedzonko, gorącą czekoladę czekoladę i będzie nam miło.
Pomysł był fajny, jednak dziecko dało mi popalić już w tramwaju, bo nie chciało trzymać się poręczy, on mi chciał udowodnić, że nie musi mnie słuchać i że jak się uprze to nie upadnie. Powiedziałam, że jak nie będzie się trzymał to wracamy z powrotem pieszo. W kinie była jazda, wygłupy, zachowywanie się jak " nienormalny", głośno, głupio i bezmyślnie, prawie rozlewając gorącą czekoladę. Weszliśmy na salę, tu były głośne pretensje o jakąś głupotę, cała sala słyszała, potem jeszcze głośniejsze na moją prośbę, by mówił ciszej, bo jesteśmy w kinie, potem kładzenie nóg z butami na siedzenie, walenie całym tyłem ciała o siedzenie( bo na filmie morsy rozwalają lodowiec, by wydostać pingwiny to on też rozwala) wycieranie rąk brudnych od sosu w sweter( w czasie gdy wyciągałam chusteczkę, nie chciał oblizać palców), potem znów bardzo głośne kłótnie, pretensje, gdy się zirytowałam, brakiem efektów moich wysiłków z tłumaczeniem, zwracaniem uwagi i głośne krzyki do mnie "Cicho bądź!!". Trzy razy miałam zamiar wyjść z sali. Potem dałam szansę na jazdę tramwajem( było bardzo zimno i wiało), obiecał, że będzie się trzymał. Skończyło się na usilnym udowodnieniu mi, że nie musi i tak się nie przewróci, potem 2 osoby na raz zwracały mu uwagę( ja nic nie mówiłam, niech mu gadają jak chcą), a on się z nimi kłócił zaciekle i rosła jego determinacja.
Jak wyszłam z tramwaju poinformowałam, że jestem zła, ma karę i nakrzyczałam na niego. W domu powiedziałam, że nie mam już ochoty z nim gadać, wstyd mi za jego zachowanie, bo potem ludzie na mnie patrzą, że źle dziecko wychowuję. Może nie powinnam, ale już miałam serdecznie dość i nie obchodziło mnie w tym momencie czy urażę jego uczucia. I że ma się zająć sobą w swoim pokoju, bo nie chce mi się z nim czasu spędzać, bo to bardzo nieprzyjemne.
On się uspokoił nagle i już było zupełnie inaczej. Przyszedł po chwili i był normalnym, sensownym i fajnym dzieciakiem.
Tylko po co mnie wkurzać?
Rodzic się stara, ale dziecku w ogóle nie chodzi o to by było miło, tylko by była zadyma i kłótnie, nie ważne o co.
To tak apropo prowokujących dzieci, dzień z życia rodzica.
Niedawno jadąc "L" prawie zderzyłam się czołowo z tirem, nie czułam żadnego strachu, ani emocji, instruktor też 0, nawet jak napomknęłam o tym to nie pamiętał, a jedno dziecko potrafi mnie zdenerwować.
-
Jednego tylko nie bardzo rozumiem Laka. Czemu to było tak ważne, żeby on się trzymał tej poręczy... Jak nie stał w drzwiach to zagrożenia życia raczej nie było. Zawsze można wejść głębiej do tramwaju.
A jakby upadł to co? Kupa śmiechu i przy okazji nauka, że warto się trzymać poręczy i że mama czasem też ma rację i na przyszłość warto się jej posłuchać. Wiem, że dzieci potrafią czasem dać w kość. Ale zauważyłam też, że lepiej się raczej wyluzować niż forsować dziecku nawet najświętsze swoje racje.
-
Freefalling
Korczak miał najwyraźniej poważne problemy. A jest autorytetem w oczach wielu wychowawców!
Choć trzeba przyznać,że neurotyczne matki tulą się do dzieci, by w ich objęciach znaleźć ukojenie, jakiego nie znajdują w objeciach partnera (którego przy okazji odrzucają). Jednakże neurotyczne matki to margines, a nie norma (choć w dzisiejszych czasach, to już nie wiem, jak jest) :))
-
Pewnie miał,nie mogę sie z tym nie zgodzić :-).Tak jak potencjalnie miewają takie stany i co niektórzy psychologowie,psychiatrzy i psychoterapeuci...Między innymi i dlatego trafiają do nich pacjenci z problemami ,z którymi sami też poniekąd w trakcie terapii się konfrontują...Tak też bywa...Prawo karmy...
-
Lilliole
Stał w drzwiach;)
Ale nawet pomijając to, że stał, to on chce rządzić, a nie ma do tego czystych intencji, tylko wyobrażenia i wg tego chce działać, narzucać to rodzicom i ludziom wokoło. A tak nie może być by dziecko rządziło w domu i terroryzowało otoczenie.
-
Laka,
"Rodzic się stara, ale dziecku w ogóle nie chodzi o to by było miło, tylko by była zadyma i kłótnie, nie ważne o co."
To jest zwalanie winy na dziecko.
Już pomijając kwestię tego, że trudno tu mówić o czyjejkolwiek winie, to zobacz jak to wygląda od strony dziecka.
Czy dziecko, które jest nie do końca chciane (wpadka, gdzie jeszcze rodzic nie chce mieć dzieci), niekochane bezwarunkowo, wychowywane przez rodzica, który sam jest dużym dzieckiem może być inne? Przecież takie postępowanie to po prostu (między innymi) wołanie o miłość.
Tak jak pisałam - to nie jest kwestia winy, po prostu Wasze intencje się dograły, ale może ta sytuacja pokazuje Ci, że Ty sama masz nieuzdrowione dzieciństwo i - żeby uzdrowić relacje z synem - powinnaś "naprawić" relacje ze swoimi rodzicami?
-
Czasami wymierzenie dziecku klapsa może mieć uzdrawiające działanie. Szczególnie jeśli dziecko jest agresywne i tę agresję przejawia. Musi ono na własnej skórze odczuć, jakie są skutki agresji, jak boli, kiedy ono kogoś bije. Inaczej będzie mu się wydawałoże to tak zabawne jak na kreskówkach, kiedy wrogowie zatłukli kaczorka, wdeptali go w ziemię, a on się podniósł, otrzepał i uśmiechnął udowadniając wyższość wiary w Boga nad materią :)))
KIedyś pomogem koleżance zapanować nad dwójką agresywnych dziewczynek. Codziennie drapały się na wzajem, wydzierały włosy, kopały, pluły, biły, szczypały itd. Mama poczuła zagrożenie, dopiero wtedy, gdy jedna drugiej o mało nie wydrapała oka. Dotychczas wszystko przebiegało wg. jasnych regół gry: jedna przychodziła do mamy i skarżyła się, a druga była karana. Oczywiście, budziło to poczucie niesprawiedliwości u ukaranej i satysfakcji u skarżącej. A czegóż sie nie robi dla satysfakcji? Więc dziewczynki robiły to chętnie.
Nagle jednak wszystko się zmieniło. Wręczyłem koleżance kawałek plastykowego przewodu do gazu i powiedziałem,żeby zapowiedziała zmianę reguł gry. To znaczy, nie ważne, ktora zacznie, oberwą obie. Dzieci nie byłyby dziećmi, gdyby uwierzyły matce w takie zapewnienia. Musiały to sprawdzić. I oberwały równo, po razie, bez dyskusji i bez tłumaczenia.
A potem nastał czas sielanki. Nie mogłem uwierzyć, że te dzieci potrafią się z zobą bawić, że mają wspaniałe pomysły na zabawy. Po prostu stał się cud, ktory w dzieciach wyzwolił moce twórcze! I tak trwało przez 3 miesiące, aż dzieci pojechały na tydzień do babci - alkoholiczki. Gdy wrociły, nie było mowy o zabawie. Znów biły się, kopały, szczypały i targały za włosy. Tym razem musiały oberwać dwukrotnie, żeby im się odechciało takich "zabaw". I znów zapanowały miedzy nimi spokój, radość i harmonia.
Tylko jedno spedzało im sen z powiek - jak zdjąć z szafy ten znienawidzony kawał plastiku i ukryć go, żeby znów mogły bezkarnie zająć się destrukcją! Tęsknota za stanem, kiedy bezkarnie mogłyby sobie wyrządzać krzywdę, trwała jeszcze jakiś czas. Generalnie jednak była poprawa w zachowaniu i korzystaniu z twórzego potencjału w sposób konstruktywny :))
Felicite
Masz sporo racji, ale... to jest związek karmiczny, w ktorym dziecko też ma swoje intencje i chce odegrać taką rolę, jaka JEMU pasuje. Problem Laki jest taki, że się na to ciągle godzi, choć miała możliwości i propozycje rozwiązania tego konfliktu.
-
Leszek,
"Czasami wymierzenie dziecku klapsa może mieć uzdrawiające działanie. Szczególnie jeśli dziecko jest agresywne i tę agresję przejawia. Musi ono na własnej skórze odczuć, jakie są skutki agresji, jak boli, kiedy ono kogoś bije."
Być może jeśli się ma tzw. strzygę za dziecko, to tak. Choć też nie jestem o tym do końca przekonana. Ale nad tym nie będę się zastanawiać, bo nie zamierzam być rodzicem strzygi ;)
Jednak zasadniczo dziecko, jak każda boska istota, z natury jest dobre. I jeśli nie zostanie skrzywione przez system zwany wychowaniem, to samo będzie umiało rozróżnić, co jest korzystne dla niego i dla innych osób. Tylko dziecko, które nie było kochane nie bedzie tego umiało zrobić, bo niby skąd by się miało nauczyć?
Jeśli dziecko doświadczy przemocy, to co przekaże innym? Przemoc. I w takich sytuacjach faktycznie trzeba reagować przemocą, bo skoro się powiedziało "A" to trzeba powiedzieć "B". Ale nie ma co zamydlać oczu, że tak musi być, bo dziecko jest temu winne.
W przypadku klapsów jest jeszcze inna kwestia. Czasem faktycznie lepiej jest pozwolić sobie na uzewnętrznienie emocji nawet w takiej formie, niż w nienaturalny sposób powstrzymywać się i udawać, że jest się idealnym rodzicem, bo "ja nie biję swoich dzieci, więc jestem ok". Bo w takich sytuacjach dziecko czuje, że coś jest nie tak, czuje się oszukiwane, poza tym może nawet poczuć się gorsze, bo "rodzic taki idealny, a ja taka świnia".
No ale nawet takie sytuacje powinny (jeśli już) zdarzać się sporadycznie, jeśli lepiej nie umie się postąpić. I zawsze dobrze jest potem dziecko przeprosić i pokazać mu, że siłowe rozwiązywanie konfliktów nie jest dobre.
Odnośnie Laki - ja opisałam jak to wygląda z jednej strony, ale wiem, że jest jeszcze druga strona "medalu" :) No ale zawsze dobrze jest brać różne kwestie pod uwagę.
-
Niekoniecznie strzygi - dzieci się rodzą już z pewnymi tendencjami na podstawie ich wcześniejszej karmy i czasem bywa, że już od małego przejawiają mocno destrukcyjne zachowania - i to bez wkładu rodziców w ich wychowanie.
-
Clint,
owszem, ale bicie takiego dziecka, ogólnie - agresywne zachowanie wobec niego, umacnia tylko te wzorce destrukcji. Tak samo jak katowanie ofiary będzie umacniało jej wzorzec ofiary, a nie pomagało jej z niego wyjść.
Bicie dziecka jest pójściem na łatwiznę i powoduje tylko doraźny skutek w postaci "grzecznego" zachowania wobec rodzica (na bazie strachu), ale zawsze za cenę pogłębienia destrukcyjnych wzorców dziecka.
I jeszcze druga sprawa. Mówisz - "bez wkładu rodzica w wychowanie dziecka". Nie do końca tak jest, bo zauważyłam, że zasadniczo dziecko z taką karmą znajduje sobie rodziców, którzy swoim zachowaniem powodują jakby "aktualizację" destrukcyjnych wzorców.
To by tłumaczyło, dlaczego pracując nad wzorcami z obecnego życia można sobie oczyścić sporą część karmy. I to nie tylko z tego wcielenia.
-
Lacconia, daj mu bez wyrzutów porządzić. Powiedz że jak on rządzi, to niech zrobi obiad, pranie i coś jeszcze. Pokaż mu że warto mamy się słuchać. Daj sobie więcej szacunku.
-
W takich sytuacjach wchodzi jeszcze inna kwestia - jedno że dziecko może nie mieć ochoty się rozwijać (zmieniać pozytywnie), drugie że rodzic przyciągnął sobie dziecko destruktywne, czyli zrobił sobie w życiu co zrobił. Relacja dziecko-rodzic to relacja karmiczna no i w większości warunków stanowi ona że jest się przez ileś-naście lat odpowiedzialnym za dziecko, bez względu na to jakie to dziecko jest. Szczerze mówiąc nie wiem jakie są najlepsze rozwiązania w takich sytuacjach, bo nigdy w coś takiego się nie pakowałem, ale pewnie jakieś są:) Na pewno wiążą się z pojawianiem się realnych możliwości dania wolności sobie od dziecka i dziecku od siebie.
-
Felicite
"Jednak zasadniczo dziecko, jak każda boska istota, z natury jest dobre. I jeśli nie zostanie skrzywione przez system zwany wychowaniem, to samo będzie umiało rozróżnić, co jest korzystne dla niego i dla innych osób. Tylko dziecko, które nie było kochane nie bedzie tego umiało zrobić, bo niby skąd by się miało nauczyć?"
Każda Boska istota jest z natury dobra, ale to nie znaczy, że nie ma destrukcyjnych wzorców i że chce je uwolnić. Wiele osób bardzo się swoich trzyma.
Ja jestem dość otwarta na miłość i wiem, bo widzę, ze gdy on sie tak nie zachowuje, odpuszczają mu destrukcyjne tendencje to ja czuję miłość do niego i mam ochote robic dla niego miłe rzeczy. Wiem też, że dobrze mu życzę.
Natomiast jeśli ktoś jest wobec mnie wredny, złośliwy, czy prowokuje, wprowadza zamieszanie, to mam ochotę, by ta osoba zniknęła z mojej przestrzeni, nieważne czy to moje dziecko, czy ktokolwiek inny.
Dzieci rodzą się już z pewnym nastawieniem, wzorcami. Intencje jakieś musiały się dograć, że się przyciągnęło takich rodziców, czy dziecko.
Ja się jeszcze czuję odpowiedzialna. Mam poczucie, że gdyby był z kimś innym, to bym mu krzywdę zrobiła. Chcę się nim w pewnym sensie opiekować, chronić w materii, stworzyć mu jak najlepsze warunki. Trochę jakbym go chciała uchronić przed nim samym.
No i nie wiedzę opcji by był z kimś innym, bo nie dałabym go dziadkom ani jednym, ani drugim, bo uważam, że zrobiłabym mu krzywdę. Inną sprawą jest, ze oni wcale nie chcą, na nich działa podobnie jak na mnie, albo i gorzej. Bo ja mam jeszcze dystans do pewnych zachowań ogólnie, a oni nie koniecznie. Przy mnie jest spokojniejszy, niż przy dziadkach, ale też szybko go nudzi moje towarzystwo;)
Z dzieciństwa mam nieuzdrowione to, że mnie tak rodzice wyciągali. Chronili przed sobą samą, łamiąc przy okazji moją wolną wolę. Ja ich wybrałam chyba do tego, bo sama się bałam mojej własnej destrukcji i autodestrukcji i tego co się ze mną może stać. Ja bym nie chciała, żeby mnie porzucili w dzieciństwie, bo byłam okropna i sprawiałam im masę problemów.
Sebo
Czasem to stosujemy:-) Nawet z pozytywnym skutkiem.
-
Laka
Może on po prostu chce być przez Ciebie zauważony? Podejdź do niego na świeżo i zobacz jeszcze raz
-
To na pewno:) Nie tylko przeze mnie. Ale czy taką potrzebę da się zaspokoić? Nie jednorazowo, ale w ogóle.
Myślę, że nie, bo osobom z takimi wzorcami albo jest ciągle nie dość, albo one chcą właśnie udowodnić sobie, że nie zasługują, są ofiarami. Gdy ktoś im daje to niszczą to, dowalają często takiej osobie, odrzucają, bywa że zawczasu starają się nie dopuścić do tego, w najlepszym wypadku nudzą się tym i szukają wrażeń gdzie indziej, gdzie coś się dzieje wg ich oczekiwań.
Pś jest też coś takiego, ze ma się ochotę odrzucić taką osobę, nawet jeśli się samemu ją kocha i chciałoby się to wobec niej przejawiać. Dlatego, że jest: pretensjonalna i próbuje wymuszać w nieprzyjemny sposób, bo jej się należy, a z drugiej strony bardzo odpycha pś takiego kogoś, bo ma poczucie, ze nie zasługuje, albo jej to w jakiś sposób zagraża i emanuje tym na ps osoby, która mogłaby dać.
Ja mam taki sposób, że nie wchodzę w walkę i jazdy w domu. Staram się zachować neutral, ani nie zaprzeczam, ani nie potwierdzam, nie wchodzę. Wtedy nie daję pożywki. To dobrze działa.
To nie jest proste jeśli ma się takie podatności, a ktoś np prowokuje " zajmij się mną, bo zrobię sobie krzywdę, musisz mi pomóc". Ja się jeszcze na to łapię. I na presje, ataki otoczenia. Stąd ta sytuacja np w kinie, czy w tramwaju. To miejsce publiczne.
Patrzyłam na niego i byłam w szoku trochę, bo zaczął się zachowywać jak pacjent psychiatryka. Do tego ludzie wokoło patrzą i śledzą co zrobi rodzic, wywierają presje, atakują. ( właśnie sobie teraz pomyślałam, ze moze taka karma mnie z nim łączy, pasuje do tego co kiedyś już odreagowałam, czyli czarno tantryczne rytuały z nim, czy satanistyczne, a wiem z doświadczenia, że zwykle potem ktoś taki był upośledzony, albo chory psychicznie, a ta druga osoba nim się opiekowała, czuła taką powinność.
A ja się czuję winna, że muszę coś zrobić, zapanować nad własnym dzieckiem, a niby jak? Łamać jego wolną wolę? Jedyne co mogę zrobić, by zaspokoić te presje to go skarcić. Choć mi się nie chce.
I to jest chyba mój problem w tym wszystkim.
-
Laka,
"Natomiast jeśli ktoś jest wobec mnie wredny, złośliwy, czy prowokuje, wprowadza zamieszanie, to mam ochotę, by ta osoba zniknęła z mojej przestrzeni, nieważne czy to moje dziecko, czy ktokolwiek inny.
Dzieci rodzą się już z pewnym nastawieniem, wzorcami. Intencje jakieś musiały się dograć, że się przyciągnęło takich rodziców, czy dziecko."
Tutaj się z Tobą zgadzam. Nawet o tym pisałam.
Natomiast mój post, z którego cytat przytoczyłaś, był skierowany do Leszka i dotyczył zupełnie innej kwestii - bicia dzieci jako sposobu postępowania z tymi najbardziej krnąbrnymi.
"A ja się czuję winna, że muszę coś zrobić, zapanować nad własnym dzieckiem, a niby jak? Łamać jego wolną wolę? Jedyne co mogę zrobić, by zaspokoić te presje to go skarcić. Choć mi się nie chce.
I to jest chyba mój problem w tym wszystkim."
Laka, czy jak matka nie pozwoli dziecku wsadzić ręki do gniazdka to łamie jego wolną wolę? ;)
Nie można dziecka traktować jak dorosłego, bo nie jest małym dorosłym. Bycie rodzicem polega właśnie na tym, że podejmuje się decyzje za dziecko (i jest się konsekwentnym, w razie potrzeby karci się się dziecko). Oczywiście nie wszystkie. Dziecku pozwala się na to, na co można pozwolić. Wszystko inne robi rodzic i mądrość polega właśnie na tym, żeby wyczuć, gdzie lezy ta granica. Ona się cały czas będzie przesuwać, wraz z wiekiem.
Nie wiem, bardzo możliwe, że się mylę, ale mam wrażenie, że Ty patrzysz na swojego syna, jak na dorosłego człowieka i stąd może brać się część Twoich problemów z nim.
Tak czy inaczej wiem, że taka relacja karmiczna do łatwych nie należy, więc życzę powodzenia :)
-
Felicite
Tak czy inaczej wiem, że taka relacja karmiczna do łatwych nie należy, więc życzę powodzenia :)
Laka
Ja też trzymam kciuki.
Felicite
Fajnie piszesz.
Ja bym ze swojej strony chciała tylko dodać, że często jest tak, że największe problemy z dziećmi są tam gdzie brakuje jasnych reguł gry. Może być tak, że dziecko w domu jest diabłem, a np w szkole czy przedszkolu nie ma z nim żadnych problemów.
I bardzo trudno jest wychowywać dziecko gdy dziadkowie są blisko. Najpierw dziadkowie rozpuszczają dziecko, a potem winą za złe wychowanie obarczają rodzica.
-
"I bardzo trudno jest wychowywać dziecko gdy dziadkowie są blisko. Najpierw dziadkowie rozpuszczają dziecko, a potem winą za złe wychowanie obarczają rodzica. "
A to jest sprawa indywidualna:) (między rodzicem a dziadkami poza tym) U mnie dziadkowie byli blisko, tymczasowo mieszkanie nawet wspólne i nie było konfliktów na gruncie wychowania/zachowań dzieci. A ja potrafiłem czasem coś świńskiego zrobić np. wobec dziadka:) Rozliczył mnie z tego sam liściem ;)
-
No to fajny ten dziadek:)
Masz rację. Nie ma co generalizować.
-
Dziadek miał ciekawsze tematy do wyrażania swoich ubolewań wobec rodziców ;)
-
Lilliole,
"Ja bym ze swojej strony chciała tylko dodać, że często jest tak, że największe problemy z dziećmi są tam gdzie brakuje jasnych reguł gry."
Masz rację. Brak jasnych reguł gry i brak konsekwencji może być nawet gorszy od zbyt surowego wychowywania dziecka (z przemocą fizyczną i innymi niewspółmiernymi do "przewinień" karami). Po prostu, dziecko można skrzywdzić nadmierną dyscypliną, jak i jej brakiem. Wskazana jest tu droga środka, jak pokazał sam Budda ;))
Być może w przykładzie, który przywołał Leszek, to jasne reguły gry i konsekwencja rodzica zadziała, a nie lanie. Matka zagroziła, że coś zrobi i to zrobiła; wprowadziła więc (dość brutalnie, ale jednak) ład i porządek. Czasem nawet tak brutalnie wprowadzone uporządkowanie jest lepsze od chaosu.
-
Dzięki, dziewczyny:)
No coś w tym jest, że pś traktuję go trochę jak dorosłego, albo raczej traktowałam tak jego pś kiedyś. POtem mi się zmieniło.
Ale ja mam karmę rodzica na 100%, wiec nie wiem o co wlasciwie chodzi:)
W każdym razie bardzo nie lubię w moim bliskim otoczeniu, a zwlaszcza będąc w zależnościach, osob konfliktowych, powodujących zamieszanie, emocje, jakieś nieprzyjemne sytuacje. Nie mam też takich osób poza moim własnym dzieckiem.
-
"Bicie jako wykorzystanie seksualne":
http://www.koniecmilczenia.pl/index.php?id=19&tx_ttnews[tt_news]=32&cHash=10d89d36bc22a295ce35b56afbd784bc
Można się zgodzić z autorem lub nie, ale warto przeczytać. Być może poruszy to w kimś jakąś "czułą strunę".
I jeszcze coś w tym temacie: "Długofalowe szkody dla seksualności, jakie powoduje bicie":
http://www.koniecmilczenia.pl/index.php?id=19&tx_ttnews[tt_news]=33&cHash=405ea95ab6e562dbda0eca8948c26e04
W ogóle wszystkie arty tutaj są warte uwagi:
http://www.koniecmilczenia.pl/index.php?id=5
Np. mną telepało, gdy czytałam to:
http://www.koniecmilczenia.pl/index.php?id=19&tx_ttnews[tt_news]=24&cHash=f9244eb8e00016938b9230b0fc59ea66
Przypomniałam i odreagowałam sobie kilka rzeczy z poprzednich wcieleń (chyba tylko z poprzednich).
-
" W jaki sposób człowiek ma siebie kochać i szanować jeśli został nauczony, że nie jest godny miłości ? Skoro otrzymywał bolesne ciosy za to, że nie spełniał oczekiwań? Jeśli był dla swoich rodziców jedynie ciężarem, a nigdy radością; gdy wie, że nic na świecie nie zmieni odrazy i złości rodziców do niego? Człowiek ten przypuszcza, że jest jej rzeczywistą przyczyną choć nie jest to w najmniejszym stopniu prawdą. Czuje się winny i chce się poprawić, lecz nie znajduje sposobu by zaspokoić ich oczekiwania. Prawda jest taka, że rodzice wylewają na swoje dzieci złość, którą sami niegdyś musieli powstrzymać i stłumić będąc krzywdzeni przez swoich rodziców. Stanie się rodzicem zazwyczaj odblokowuje i wyzwala głęboko schowane uczucie dawnej złości.
Kiedy naprawdę to zrozumiemy przestajemy oczekiwać od rodziców miłości. Wiemy dlaczego jej nigdy nie otrzymamy. Możemy sobie wtedy pozwolić na to by stanąć w końcu po stronie dziecka w nas, dostrzec to, jak strasznie byliśmy kiedyś traktowani i poczuć jak bardzo z tego powodu cierpieliśmy. Zamiast odczuwać współczucie do rodziców, jak niegdyś, zamiast starać się rozumieć ich a obwiniać siebie, zaczynamy otaczać siebie opieką. Jest to moment w którym rodzi się miłość do tego dziecka w nas, na którą nie było miejsca poprzednio. Kończy się czas gdy wyśmiewaliśmy się z własnego cierpienia, traktując je niepoważnie. Nadchodzi moment, w którym zaczynamy z szacunkiem patrzeć na dawny ból bezbronnego dziecka jakim byliśmy. Otwierają się przed nami zamknięte, przez długie lata, drzwi. Nie da się ich jednak otworzyć słowami nakazu: ?musisz pokochać samego siebie?. Czujemy, że rady takie nas przerastają dopóki nie damy sobie prawa by ujrzeć bolesną prawdę o naszym dzieciństwie. " A.Miller
Dopiero,kiedy sobie teraz uswiadamiam,ze nie jestem NIC winna swoim rodzicom,nie muszę ich kochać,nie muszę im też nawet współczuć,tak naprawdę NIC nie muszę do nich czuć(ani nienawiści ani żalu) i nie mam żadnego obowiązku zadośćuczynienia wobec nich ani siebie;otwiera się dla mnie moje życie i możliwość uzdrowienia swoich ran...Cenne...
-
Freefalling,
wolno Ci wszystko, masz prawo do wszystkich odczuć. A Po uzdrowieniu nie masz obowiązku uwielbiać rodziców czy utrzymywac z nimi kontakt. Jak czuję nie nauczyli Ciebie wiele miłości i godności, podobnie jak moi.
-
http://psychotekst.com/artykuly.php?nr=298
Biję Cię z miłości i dla Twojego dobra.
-
Freefalling, Black Rose
Dzięki Dziewczyny za Wasze teksty, dużo mi pomogły :)
Jak pierwszy raz afirmowałam "Ja Ewa zasługuję na miłość" to odpowiedzi z podświadomości miałam: "ty na nic nie zasługujesz, jesteś niedobra, zasługujesz na baty", aż się zdziwiłam, że to siedzi we mnie aż tak głęboko.
Co jakiś czas ją powtarzam, ale czuję, że jeszcze to do mnie nie dotarło- "to sobie zasługuj, kto da ci miłość"
No więc zmieniłam 2 tygodnie temu na "doceniam siebie" i tu chyba podświadomość nareszcie się zainteresowała. Trochę przeszkadza mi poczucie winy, bo niedawno oddałam matkę do domu opieki, wiem, że moje życie jest dla mnie, nie wezmę jej z powrotem, ale w środku nie czuję się komfortowo. Ona mnie nie biła, tylko ojciec, ale w sumie też mnie miłością nie nasączyła, a właściwie to słowo miłość kojarzy mi się z wymuszaniem posłuszeństwa. No cóż, wiele mam jeszcze do przepracowania w tym temacie, ale widzę, że nie jestem sama. Dzięki wszystkim za inspiracje.
-
Gdy dziecko jest bite - objawy
Coraz częściej słyszymy o nasilającym się problemie maltretowania fizycznego dzieci. Czasem nie jesteśmy pewni, czy dziecko naszego sąsiada, przyjaciela, koleżanki jest bite i nie wiemy jak ani czy w ogóle reagować.
Podstawowe objawy w zachowaniu dziecka mogące świadczyć o tym, że jest ono maltretowane:
-unika fizycznych kontaktów z dorosłymi, niepewnie reaguje na przytulanie przez ciocię czy wujka, kuli sięga każdym razem, gdy klepnie się je przyjacielsko w ramię,
-zachowuje się dużo doroślej niż na jego wiek przystało,
-wpada w skrajności - jednym razem jest agresywne i niegrzeczne, innym kompletnie izoluje się od świata,
-niechętnie wraca do domu, mogłoby być na podwórku i u kolegów całymi dniami,
-ma niską samoocenę, nie cieszy się z pochwał
-nosi powyciągane ubrania zasłaniające ramiona i ręce, nawet w upały nie rozstaje się z bluzą dresową, często twierdzi, że jest mu zimno albo tak lubi
-każdy nowy uraz ciała tłumaczą jego rodzice, a nie on sam, rodzic mówi szybciej nie dając dojść dziecku do słowa ( najczęściej : spadł ze schodów, uderzył się w drzwi, puknęła go szafka, potknął się o krawężnik, źle stanął w autobusie i upadł itd..)
-nieprawdopodobne wyjaśnienia obrażeń : dziecko czuje, że nie może wiecznie spadać ze schodów, więc np. w szkole tłumaczy : " że babcia zachorowała, a on ją ratował i jak biegł do telefonu to się potknął i upadł na piec kaflowy, bo to było na wsi", albo "jechał sobie na rowerze i nagle zobaczył takie wielkie auto i go wiatr porwał i wrzucił do rowu" ( w rzeczywistości często dziecko w ogóle nie ma ani babci ani roweru..)
-różne wersje wyjaśnień, dziecko w szkole mówi co innego, rodzic kolegom co innego
Objawy zewnętrzne:
-często pojawiają się u niego siniaki na twarzy, policzkach, ramionach, szyi,
-wygląd uszkodzeń ciała dziecka nie wiąże się z wypadkiem, jaki opisują rodzice (spadł ze schodów, ale ma rany wyłącznie na plecach, albo uderzył się drzwiami a limo pod okiem jest okrągłe jak od pięści a nie podłużne..)
-ma dziwne ślady na stopach, dłoniach i pośladkach
-co chwilę widać u niego skaleczone usta, dziąsła, wargi, oczy
-wymiotuje, ma obrzęki w okolicach brzucha
-po weekendach, świętach i dniach wolnych od szkoły pojawiają się u niego siniaki
-
Wielu rodziców bije dzieci nie z powodu konfliktu lecz „profilaktycznie”, wychodząc z założenia, że jest to najlepsza metoda postępowania z dzieckiem. Niektórzy rodzice nawet uważają, że trzeba wprowadzić kary cielesne w szkołach. U podłoża maltretowania mogą leżeć głęboko wyparte, traumatyczne przeżycia rodziców z czasów, kiedy sami, jako małe dzieci doświadczały aktów przemocy. Tworzy to silny lęk w relacji rodzic – dziecko, jako sytuację zagrażającą odrzuceniem uczuciowym.
W wielu rodzinach, w których występują kłopoty wychowawcze panuje przekonanie o tym, że dzieci rodzą się dobre lub złe. Przekonanie o niedobrych skłonnościach dziecka utrudnia rodzicom poszukiwania przyczyn tych problemów w środowisku domowym, usposobieniu obojga rodziców i ich stosunku wobec dziecka. Nie dostrzegają własnych błędów, widzą jedynie ujemne cechy charakteru dziecka i ostrymi karami chcą zmusić je do zmiany zachowania. Poznanie rzeczywistej przyczyny tych trudności jest podstawowym warunkiem pozbycia się ich. Kiedy dojdziemy do tego, że nadmierna surowość względem dziecka jest ową przyczyną, możemy stopniowo ją łagodząc uzyskać pozytywne wyniki.
Nie wolno nie tylko bić dzieci, ale w ogóle używać przemocy jako metody wychowawczej. Każda przemoc jest szkodliwa, nawet jeśli doraźnie przynosi pożądany skutek. Także "klaps pedagogiczny". Mówi się, że jest pożyteczny, szczególnie jeśli chodzi o małe dzieci, które mają jeszcze słabo rozwinięte rozumienie mowy, więc nie działa na nie perswazja. Klaps rzeczywiście podziała: dziecko się wystraszy, przestanie robić to, o co mamy pretensję. Ten sukces jest zdradliwy: uczymy siebie i dziecko takiego sposobu reagowania. Zaczynamy to coraz częściej wykorzystywać, ale dziecko się do tego przyzwyczaja. I już nie starcza jeden klaps - trzeba kilku. A potem porządnego lania pasem... Trzeba ciągle wzmacniać bodźce, żeby osiągnąć efekt. Tracimy autorytet, bo dziecko widzi naszą bezradność. I samo uczy się wymuszania tego, co chce, siłą. Dochodzi do tego, że dwulatek rzuca się na rodzica z pięściami, żeby wymusić kupienie lizaka, a w piaskownicy tłucze kolegę łopatką, żeby zdobyć foremkę. Jednak nie każdy rodzic dając klapsa wpada w mechanizm tej rosnącej agresji, ale każdy to ryzykuje. Poza tym bicie samo w sobie jest złe. Jeśli nie uważamy za właściwe, kiedy mąż biciem wymusza na żonie pożądane zachowanie. Ani za dopuszczalne, gdy żona bije męża za to, że późno wraca do domu. To dlaczego przyjęło się uznawać, że dziecko można bić? Czy nie jest człowiekiem? Czy ma inną godność? Czy to nie absurdalne, że bicie kogoś słabszego, kogoś, kto jest od nas całkowicie uzależniony, uznaje się za dopuszczalne?
Władza rodzicielska nie tylko nie usprawiedliwia stosowania przemocy, ale przeciwnie - nakłada obowiązek szczególnej dbałości, opieki, ochrony. Dziecko nie jest własnością rodziców, ale odrębną osobą, której godność i odrębność trzeba uszanować. To nie jest tak, że skoro "powołaliśmy dziecko do życia", to mamy prawo dowolnie narzucać mu naszą wolę, kształtować wedle swoich upodobań. Dziecko nie jest po to, żeby spełniać nasze oczekiwania. To my jesteśmy po to, żeby pomóc mu się rozwijać. A ono jest na nas „skazane”.
Jednakże nikt nie jest ideałem, każdy czasem traci cierpliwość, bywa zmęczony, rozdrażniony, bezradny. Mamy prawo do słabości, do popełniania błędów. Ale przemoc nie może być regułą, nawykowym sposobem reagowania. Rodzic, który stale najpierw szarpie czy bije, a potem przeprasza, nie daje dziecku poczucia bezpieczeństwa, bo to znaczy, że nie panuje nad sobą i nad sytuacją.
ściąga.pl ;)
-
http://www.youtube.com/watch?v=uqE0KFUMWgk&feature=related
-
Opiszę na przykładzie kota jak trauma silnie zapisuje się w podświadomości.
Historię kota opowiedział mi ochroniarz z naszej pracy, w czasie gdy ten kot siedział u mnie na kolanach.
Jakiś czas temu przybłąkał się do niego kot, tak wygłodzony i tak chudy że słaniał się na nogach. Miauczał i pchał się pod nogi. Ochroniarz go odrzucił. Za jakiś czas kot powrócił i znów prosił o jedzenie. Ochroniarz był na obchodzie idąc z laską i stukając nią. Kot ledwo co szedł ale podążał za nim, ciągle wchodząc mu pod nogi. Tak przeszli 1,5 km. Po powrocie ochroniarz wpuścił go do budynku i dał mu jeść, sam jedząc kolację. W ten sposób uratował mu życie. Kot został. Teraz jest karmiony przez wszystkich tak że ciągle ma 3 pełne miski do wyboru i siedzi w cieple.
Kot powtarza ciągle swoją traumę.
Gdy ochroniarz wyrusza na obchód ze swoją laską, kot idzie za nim. Nawet gdy pada to kot wędruje kilka kilometrów w deszczu, przemykając obok kałuż albo wspinając się po drzewach. Ludzie nazywają go kotem obronnym. Kot musiał zakodować sobie stukot tej laski i teraz ona jest dla niego sygnałem że trzeba iść.
Gdy ochroniarz zaczyna jeść, kot wskakuje na stół i prosi o jedzenie bez względu na to czy jest głodny. Ochroniarz jedząc dał mu to co jadł sam, czyli kromkę chleba z sosem warzywnym i kot, pomimo że nie był głodny, zjadł tę kromkę z warzywami. Teraz ochroniarz przed posiłkiem wyrzuca kota za okno, bo kot ma przymus jedzenia razem z nim.
Tak mocno trauma się zapisała w kocie że musi powtarzać to co robił podczas niej. To dlatego tak trudno uwolnić się od przeżyć traumicznych, bo tak mocno się kodują.
-
Witam po dluzszej przerwie, pomiedzy tym forum a forum na cudownymportalu
Jesli chodzi o bicie, wychowywalam sie z rodzicami w latach 80tych i 90tych, wtedy bicie jako wyladowanie zlosci na dziecku lub kara za jakies tam przewienienia byla raczej czyms "normalnym", niewiele dzieciakow nie dostawalo przyslowiowego 'manta', u mnie w domu nie bylo to jakies nagminne, ale sie zdarzalo, najczesciej pasem, pamietam do dzis kilka takich sytuacji, zwlaszcza jedna gdy zostawilismy z bratem nie zamkniete na klucz drzwi, kiedy to rodzice byli na jakims zebraniu w szkole, a my majac 'kare' niewychodzenia z domu, polecielismy na podworko, nogami sie nakrywalismy jak matka zobaczyla ze nie jestesmy tam gdzie powinnismy, z uplywem lat zaczelam sie bronic, zakrywalam poduszka, albo lapalam za pasek, wiec bylo im trudniej trafic, moje dziecko nie jest bite w ogole, choc w roznych sytuacjach az korci, ale ńie dochodzi do tego, to samo jak widze ze jakies dziecko dostaje klapsa, albo ktos szarpie i dokucza niewinnym zwierzetom, los tych zwierzet o dziwo wywoluje we mńie wiecej zlosci i zdarzalo sie ze ktos zbieral za swoje zachowanie opierdziel ode mnie.niestety swiata nie 'zbawie'.....