Pozytywne Inspiracje

Forum => DDA i terapia wewnętrznego dziecka => Wątek zaczęty przez: Felicite w 2011-11-30, 19:14:54

Tytuł: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2011-11-30, 19:14:54
Zakładam ten wątek, żeby można było dzielić się swoimi doświadczeniami i sposobami pracy z wewnętrznym dzieckiem :)

Terapia wewnętrznego dziecka, odzyskiwanie w. dziecka, nawiązywanie z nim kontaktu, uzdrawianie go to proces dający tak wiele dobrego, że czasem aż się wierzyć nie chce, że tak proste działania mogą przynieść tak spektakularne efekty. Napiszę tutaj, jak to wyglądało u mnie.

Jakiś czas temu poczułam się gotowa do przerobienia tego zagadnienia, a że akurat wpadła mi w ręce  książka J. Bradshawa „Powrót do swego wewnętrznego domu”, więc zaczęłam od niej. No i jakoś przeszło to bez większego echa. Tzn. nie zauważyłam radykalnych zmian. Porzuciłam więc temat.
Tak się złożyło, że we wrześniu tego roku przypadkowo wpadłam na książkę Alice Miller „Dramat udanego dziecka”. I od niej zaczął się mój wielki powrót do dzieciństwa ;)
Już wiem, jaki wcześniej popełniłam błąd. Książka Bradshawa jest świetna na dalszym etapie terapii, ale zbyt mało w niej wiedzy na temat tego, w jaki sposób zranione zostają uczucia dziecka. A na początku terapii trzeba wrócić do pierwotnego bólu. Tego się nie da przeskoczyć, a jeśli zrobi się to po łebkach, to się to potem zemści.

Na tym właśnie skupia się w swoich książkach A. Miller. To dzięki tym książkom dotarłam do ran, których nawet nie byłam świadoma. Dzięki nim dowiedziałam się, w jaki sposób nie powinno wychowywać się dzieci, a nawet, że w ogóle nie powinno się ich wychowywać, ale jedynie czuwać nad ich rozwojem i pozwalać uzewnętrzniać cały swój wewnętrzny potencjał, z którym przyszły na ten świat.  Ale wychowywanie dzieci jest powszechne, jest bazą, na której oparte jest funkcjonowanie społeczeństwa i właśnie dlatego niedostrzegalny jest jego niszczący wpływ na psychikę ludzi. Powszechnie sadzi się nawet, że jest odwrotnie; że wychowywanie dzieci jest niezbędne, bo bez niego wyrosłyby na prawdziwe potwory.

Weźmy takie „nic nieznaczące” klapsy dawane dzieciom, gdy są „niegrzeczne”. Czy można sobie wyobrazić, że dorosły człowiek bije drugiego dorosłego wtedy, gdy ten drugi zrobi coś nie po jego myśli i nikogo to nie oburza? Nie. Bo takie zachowanie budzi sprzeciw. A bicie dziecka? Zazwyczaj postrzega się je w zupełnie innym świetle. A dziecko jest w gorszej sytuacji niż dorosły: jest bezbronne, nieprzygotowane do tego, żeby poradzić sobie z takim zachowaniem, a osoba która je uderza (prawdziwy olbrzym – z pozycji małego człowieka) jest zazwyczaj osobą najbliższą, od której zdrada (bo tak postrzega to wrażliwe dziecko) boli podwójnie.

Tak więc najpierw trzeba mieć wiedzę o tym, jak powinno wyglądać „wychowanie”, a jak nie. Na tej podstawie można wywnioskować, co było nie tak we własnym dzieciństwie po to , żeby można było wyciągnąć na wierzch wszystkie zablokowane emocje  z tym związane po to z kolei, żeby się od nich uwolnić.

W dowiedzeniu się, co mi się przytrafiło i w odczuciu tłumionych wcześniej emocji bardzo pomogły mi książki. Czytając je zagłębiałam się w opisach, jeśli coś poczułam (np. opór, albo gdy coś mnie dotknęło) pozwalałam sobie podążać „po nitce do kłębka”, czyli do tego co było powodem tego odczucia. I tak zazwyczaj dochodziłam do zablokowanej emocji z dzieciństwa, czasem do konkretnego wspomnienia.  Pozwalałam sobie na pełne tego przeżycie.
Książki A. Miller, które przeczytałam i polecam to:
„Dramat udanego dziecka” (pierwsza jej książka, niezbyt „zgrabna”, choć najczęściej chyba cytowana),
„Bunt ciała”,
„Mury milczenia. Cena wyparcia urazów dzieciństwa” (najtrudniejsza, ale najbardziej ją cenię),
„Gdy runą mury milczenia. Prawda faktów”,
„Zniewolone dzieciństwo. Ukryte źródła tyranii”,
”Ścieżki życia: historie, w których każdy odnaleźć może własne losy”.
Tyle udało mi się wypożyczyć w mojej bibliotece ;)

Po tych książkach sięgnęłam po „Toksycznych rodziców” Susan Forward. Ona też mi odblokowała pewne rzeczy. Poza tym robiłam też opisane tam ćwiczenia. Przygotowałam się nawet na konfrontację z rodzicami, czyli na powiedzenie im o swoich zranionych uczuciach (podczas konfrontacji omawia się 4 punkty: 1. To mi zrobiłeś, 2. Tak się wtedy czułam, 3. Tak to wpłynęło na moje życie, 3. Tego chcę od Ciebie teraz). Zaczęłam pisać do nich list, pewne rzeczy powiedziałam już mamie (ojciec nie żyje). Bardzo dużo mi to dało. Bardzo zmieniły się też stosunki z moją mamą. Po raz kolejny prawdziwe okazało się hasło „prawda cię wyzwoli” :)

Ważną kwestią jest też dowiedzenie się, w jaki sposób dziecko powinno być traktowane przez opiekunów. Trzeba zrobić to po to, żeby uzupełnić wiedzę w zakresie co było nadużyciem ze strony wychowawców, ale także – a może przede wszystkim – w jaki sposób traktować własne wewnętrzne dziecko, a także innych ludzi (szczególnie dzieci, jeśli się je ma). Pomogły mi w tym książki: „Pewne siebie i szczęśliwe dziecko. 5 zasad budowania poczucia własnej wartości u dzieci” E. Anderson, G. Redman, C. Rogers  oraz „Księga dzieci. Nie bój się być sobą” Osho.
W międzyczasie przeczytałam też książkę Pawła Karpowicza „Terapia wewnętrznego dziecka”, który na przykładach pokazuje błędy wychowawcze oraz właściwe zachowania rodziców. Druga część  książki to opis sposobów terapeutycznych pozwalających odzyskać wewnętrzne dziecko.

Po tym wszystkim zabrałam się za odzyskiwanie wewnętrznego dziecka, czyli za pozytywne działania. Wskazówki co robić znalazłam w książce „Powrót do swego wewnętrznego domu” Bradshawa. Okres dzieciństwa podzielony jest tam na kilka etapów. Na każdym z nich wymaga się nieco innego działania. Np. etap pierwszy - niemowlęctwo, a właściwie powitanie wewnętrznego dziecka na świecie, potraktowałam bardzo dosłownie. Fajnie się złożyło, że w czasie pracy nad tym okresem wypadły moje urodziny. Zrobiłam sobie piękną laurkę, a właściwie plakat. W środku nakleiłam zdjęcie, wokół wypisałam afirmacje dla niemowlęcia, pokolorowałam ją. Wisi teraz w centralnym miejscu w pokoju. Zamierzam zrobić takie plakaty dla siebie we wszystkich fazach rozwoju :)
A to link do fotki plakatu, jaki zrobiłam dla małej Hani:
http://img163.imageshack.us/img163/2152/dscn0109gs.jpg

Wcześniej dostałam też album „Księga Maleństwa” dla dziecka, które właśnie przyszło na świat. Uzupełniam sobie go, wklejam zdjęcia, wpisuję tam różne rzeczy, wklejam swoje listy od siebie dorosłej do dziecka i vice versa. Wypożyczyłam sobie książeczkę „Witaj maleństwo” z wierszykami dla niemowlaczka i wykorzystuję je do tych rzeczy.
Oprócz tego odsłuchuję nagranych afirmacji dla dziecka na różnych etapach rozwoju,  robię medytacyjne spotkania z dzieckiem, pisuję sobie z nim (ja prawą ręką, a dziecko odpowiada lewą). W każdej chwili staram się zwracać uwagę na  jego potrzeby, uczę się być coraz bardziej uważną i słuchać tego co mówi.
Jestem dopiero po przerobieniu niemowlęctwa (choć po trochu oczywiście pracowałam też już z sobą z innych etapów rozwoju), a efekty po prostu mnie powaliły na kolana :)

Aha i jeszcze jedno. A. Miller bardzo podkreśla rolę „akceptującego świadka” w terapii, czyli takiej osoby, która uznaje ból  skrzywdzonego dziecka, jego prawo do odczuć, która po prostu go wspiera, jest wobec niego prawdziwa. Zawsze stoi po stronie dziecka, a nie rodziców. Ponieważ wiele osób w dzieciństwie nie miało takiej osoby blisko, tak ważne jest żeby teraz ją znaleźć, żeby pozwolić sobie na bycie sobą (całkowicie) przy tej osobie. Wtedy proces uzdrawiania nabiera właściwego tempa. Jednak znalezienie takiej osoby nie jest łatwe, bo musi to być ktoś, kto sam uporał się z bólem pierwotnym (z problemami z dzieciństwa). Może to być terapeuta, ale także ktoś z rodziny lub przyjaciel.
U Bradshawa taką rolę zdaje się spełniać po części partner, z którym się pracuje lub grupa. Dlatego dobrze jest, gdy pracuje się nad tematem razem z kimś. Ja miałam wsparcie męża, choć też nie zawsze. Nie pracujemy w tym samym tempie i w pewnych momentach jego skrzywdzone wewnętrzne dziecko było np. zazdrosne i sabotowało moją pracę. Choć generalnie muszę stwierdzić, że gdyby nie jego akceptująca postawa, to byłabym jeszcze głęboko w lesie :)

Pełna terapia przydaje się przede wszystkim w przypadku wzorców DDA/DDTR, osób z nerwicą, nałogami, z większymi problemami życiowymi, a także z wzorcami UA. Oczywiście praca z wewnętrznym dzieckiem  jest dobrodziejstwem zawsze, nie tylko w ww. przypadkach, ale jeśli się ma poważniejsze problemy, dobrze jest „kompleksowo oczyścić teren”.  W innych sytuacjach (kiedy dzieciństwo było w miarę ok., albo ma się już to uzdrowione) można – jak sądzę – skupić się tylko na pozytywnym kształtowaniu relacji z wewnętrznym dzieckiem.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2011-11-30, 21:27:20
Feli bardzo dziękuję :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: lukaszlm w 2011-11-30, 22:10:14
dzięki bardzo ;) Tak mi przyszło na myś, żeby dekrecik uzupełnić, o takie zwroty jak w tej twojej laurce :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2011-11-30, 22:45:56
Ostatnio chwilę rozmawiałam z ludźmi, którzy twierdzili, że klaps to nie przemoc, tylko adekwatny komunikat dla dziecka, który w końcu zrozumie i przyswoi. Zupełnie nie rozumieli za jaką cenę. Jednak jak spojrzałam na ich wzorce i blokady z dzieciństwa związane z wyparciem własnego cierpienia, bólu, zagrożenia, przywiązania do oprawcy, zaburzonym poczuciem własnej wartości wobec silnych energetycznie osób, to mnie nie zdziwiła ich zawężona świadomość i brak empatii w tym temacie. Poczułam, że to co mogę dla nich zrobić, to dać, już bez słów, przez nasze Nadświadomości miłość, akceptację, zrozumienie i ciepło ich wewnętrznym dzieciom z modlitwą wstawienniczą. Widocznie dorośli coś innego myśleli w ramach znieczulenia biciem w dzieciństwie (znieczulenie to mechanizm obronny, żeby przetrwać takie przeciążenie traumą), a wewnętrzne dzieci coś innego komunikowały z uczuć.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: J007 w 2011-11-30, 22:57:38
sylwia,
chyba nie masz dzieci ?
Poczekaj na krnąbrnego 2 latka w postaci męskiej :)
Powodzenia z dawaniem miłości bez kar.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Jasiu w 2011-11-30, 23:06:04
Ja mam krnąbrnego 6-latka i zdecydowanie zgadzam się że kary czy fizyczne czy jakiekolwiek po prostu nie nadają się jako forma zdrowego wychowania. Kiedyś je stosowałem, dzisiaj preferuję podejście z akceptacją i miłością i efekty są tak oczywiste że nie mam już nawet cienia wątpliwości jakie metody stosować ;) zresztą dziecko zewnętrzne czy wewnętrzne, to właściwie to samo (tyle że zewnętrzne to nie my a to warto pamiętać ;D) wystarczy się samego siebie zapytać czy wolisz się karać czy zaakceptować, zrozumieć i pokochać ;)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2011-11-30, 23:13:36
J007
A ty masz dziecko i je bijesz?:o
Czy chciałbyś, żeby ktoś podszedł na ulicy i dał klapsa twojemu dziecku, bo dziecko coś robi co jest nie po myśli tej osoby? Albo tobie dał klapsa zamiast dziecku?
Bardzo lubię chłopców, świetnie się dogadujemy, nie spotkałam takiego, który by był dalej krnąbrny, gdy okazuje się jemu szacunek, zrozumienie, miłość i że jest ważny.
Właścicielem nie jestem (tak niektórzy traktują swoje dzieci i swoje prawa wobec dziecka, którzy stosują przemoc) i nie planuję (mam inne cele w tym życiu i wystarczy tych dzieci w poprzednich wcieleniach), ale byłam dzieckiem, opiekowałam się i opiekuję dziećmi.  Potrafię wpływać na dzieci bez bicia.   

Polecam literaturę. Ostatnio wyszła dobra książka polskich autorów "Sposób na trudne dziecko. Przyjazna terapia behawioralna".
Są też dobre programy edukacyjne typu Superniania np. z Jo Frost. Szczególnie wersje angielskie i amerykańskie pokazują jak można stawiać granice bez przemocy, gdzie rodzina odzyskuje zdrowie i szczęście. Jest też książka Jo Frost w języku polskim.
 

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2011-11-30, 23:31:52
Kurczę, aż mi się zaczęły przypominać różne ciężkie sytuacje związane z "wychowawczymi" metodami mojego ojca.

Przypomniała mi się sytuacja jak w szkole podstawowej wrócił z zebrania i za jakieś pierdoły (coś w stylu dostania trójki czy braku zadania) wywalił mnie z łóżka i wrzeszczał tak intensywnie, że stojąc przed nim najpierw zacząłem widzieć plamy przed oczami, a potem na chwilę w ogóle przestałem widzieć i prawie zemdlałem.

Albo z kilka sytuacji, gdy seria wrzasków zakończona klapsami doprowadzała do tego, że się popuściło w gacie. Całkowite obdarcie z godności i podeptanie poczucia własnej wartości. Nawet teraz czuje lekkie zażenowanie tylko o tym wspominając, więc jak musiałem się czuć wtedy... Tyle w tym strachu i bezsilności było...

Kompletnie wyparłem takie sytuacje, a one kurna siedzą we mnie i ostro zaniżają mi samoocenę. Szczególnie że to nie były pojedyncze sytuacje - takie akcje to był regularny i stały punkt mojego dzieciństwa. Byłem dość grzecznym dzieckiem (cichy, spokojny, słuchający się poleceń, itd.) więc obrywałem za niesamowite pierdoły i bez powodu, w szkole mi szło dobrze bom inteligentny, to obrywałem za oceny, za które innych chwalono. Obrywałem za to co zrobiła siostra albo za to, że nikt nie wstawił nowej wody do lodówki. Obrywałem za to, że się bałem albo nie potrafiłem dojść do tego czego ojciec chce ode mnie, kiedy sam sobie zaprzeczał. Ciągle dostawałem szlabany, raz nawet dostałem szlaban na czytanie książek, bo się przez nie niby za mało uczyłem (ah te trójki).

Jak po takim przemaglowaniu wyszedłem między ludzi, to się bałem nawet oddychać zbyt głośno wśród nich - to mi zrąbało resztę dzieciństwa i okresu nastoletniego. Totalne ofiary nie korzystają z uroków młodości.

A teraz kiedy wychodzę na prostą, to już muszę myśleć o pracy, wyprowadzce, usamodzielnianiu się, obowiązkach. Czuje się jakby mi ktoś ukradł moje dzieciństwo. Eh, dużo pracy z tym wszystkim jeszcze będzie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2011-12-01, 10:13:26
Clint
Ważne to co napisałeś. Przemoc psychiczna, emocjonalna, może być równie, albo i bardziej rujnująca samoocenę i życie, niż fizyczna. 

Afirmacja: Ufam tylko osobom godnym zaufania i przyciąga ich coraz więcej i bardziej do siebie, pomaga, również wewnętrznemu dziecku, uzdrowić poczucie bezpieczeństwa i zmienić własne podświadome granice, żeby nie otwierać się na tych, którym chce się zaufać, bo np. presjują "zaufaj mi", mimo, że nie są godni takiego zaufania, bo krzywdzą, gdy się na nich otworzy i pozwoli się na bliskość.

Jeśli ktoś jest miłością, mądrością i mocą w relacji z dzieckiem, wewnętrznym, czy zewnętrznym - jak to słusznie było zauważone wcześniej, że nie ma różnicy - nie jest zdolny do przemocy fizycznej, ani psychicznej, za to znajduje inne, pokojowe rozwiązania w każdej sytuacji.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2011-12-01, 13:25:18
Errata:
"Ufam tylko osobom godnym zaufania i przyciągam ich coraz więcej i bardziej do siebie"

Coś ostatnio zjadam literki i słowa, chyba czas na porządny, pasywny odpoczynek w niedzielę:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2011-12-01, 14:44:23
Sylvia, świetna afirmacja.;)

Feli
Jakie boskie jest zdjęcie małej Hani z tymi wszystkimi pozytywnymi zwrotami.;)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: katharina w 2011-12-02, 12:14:53
Ja tez dziekuje za ten watek. Toche krece sie w kolko w tym moim rozwoju i uzdrawianiu i faktycznie nie przeskoczy sie tego dziecintwa po lebkach. Z mama nie mam kontaktu juz ponad 1,5 roku, straszne jazdy robila i nie bylo sensu. Nerwica mi wrocila, objawia sie gula w gardle, wstrzymywaniem oddechu i to bez specjalnego jakiegos powodu.
Klatka z dziecinstwa:
Ja 6 lat ( z natury spokojna ) brat 3 lata ( bardzo zywiolowy dzieciak ) Szalelismy, skakalismy, wyglupialismy sie, halasowalismy. Mama cos tam robila i miala nas dosyc wiec wyrzucila nas za kare za drzwi. Postalismy na klatce i ja juz wtedy bardzo zamknieta w swiecie fantazji wymyslilam ze sobie pojdziemy gdzies. Wzielam brata za reke i w zbyt lekkich ciuchach i kapciach powedrowalismy z jakies 2 km. Nikt z doroslych mijajacych nas sie nie zaiteresowal, gdzies z daleko widziala nas kolezanka mamy. Mama w tym czasie zszokowana jezdzila rowerem i nas szukala. Sami wrocilismy do domu. Babcia ktora zawsze stawala w naszej obronie uciekla do sasiadki zeby nie patrzec na kare za ta ucieczke. Ja i brat zostalismy okrobnie zbici pasem przez mame. mnie dodatkowo wmowiono straszne poczucie winy, ze ja starsza i wyciagnelam brata na "ucieczke" itd. Za co dostal niewinny, nieswiadomy niczego 3 latek?
No tragedia doslownie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2011-12-02, 14:26:26
Katharina
Za co to niekoniecznie potrzeba wiedzieć, bo głupota może mieć dowolną motywację:)
Dla mamy pewnie główną motywacją był lęk przed konsekwencjami (dla niej) tego, jakby wam się coś stało.

Brat został pewnie obity w "szale" mamy i po to żeby na przyszłość zapamiętał (żeby nie podejmować się działań na własną rękę). No i pewnie też po to żeby wzmocnić w Tobie poczucie winy - co też miało Cię powstrzymać przed działaniami na własną rękę - takimi, których skutków, przebiegu, twoja mama nie potrafi przewidzieć - a za które jednocześnie czuła się ona odpowiedzialna.

PS. Mama stworzyła sobie z was takie właśnie więzienie własnego lęku - że dzieci to takie "cosie" których działania są zagrożeniem dla niej samej, więc musi ona cały czas te zachowania kontrolować. Pewnie była wychowana tak samo.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2011-12-02, 19:20:55
Karina,
u mnie w pokoju wisi bobasek całkiem nagi - to dopiero wygląda rozkosznie (widać, że jest dziewczynką, hihi) :)) Ale do zdjęcia zmieniłam fotkę, na "ubraną", żeby ewentualnie jakiś pedofil nie miał używania.

Katharina,
rodzice zazwyczaj zachowują się w ten sposób w stosunku do dzieci, bo sami kiedyś zostali skrzywdzeni, są po prostu dużymi, skrzywdzonymi dziećmi. Często zachowują się tak z automatu. Robią dzieciom to, co chcieliby zrobić rodzicom. Oczywiście nie są tego świadomi (bo zostali wychowani tak, żeby pod żadnym pozorem nie występować przeciwko rodzicom), dlatego „kozłem ofiarnym” najczęściej staje się dziecko (a czasem też partner i inni ludzie). Ono jest najbardziej bezbronne i na nim najłatwiej się wyładować.
Poza tym zachowanie dziecka jest bardzo często katalizatorem wyzwalającym emocje rodziców, których się boją lub wstydzą, więc muszą jak najszybciej zlikwidować to, co powoduje ich dyskomfort. Najłatwiej jest wpłynąć na zachowanie dziecka (zbić je, zawstydzić, wystraszyć), bo z własnymi emocjami ciężko im sobie poradzić. Przede wszystkim dlatego, że zostały one zepchnięte do nieświadomości, a wyciągnięcie ich stamtąd wiąże się z ogromnym bólem.
Jak widać rodzice nie są winni tego, że tak postępują, co nie zwalnia ich z odpowiedzialności za swoje postępowanie. Twoja matka nie miała prawa tak postąpić, wręcz przeciwnie: miała obowiązek chronić swoje dzieci. Jej zachowanie jest oburzające. I choć zrobiła to, bo sama była skrzywdzonym dzieckiem, to ponosi za to pełną odpowiedzialność, a Ty masz prawo się na nią złościć i opłakiwać swoją krzywdę.

Dobrze mieć też świadomość, że "to nie chodziło o Ciebie". Nigdy nie chodziło o Ciebie, tylko o przeszłość Twojej mamy. Postępowała w ten sposób, bo sama została skrzywdzona, a nie dlatego, że Ty byłaś "zła", czy że robiłaś "coś złego".
Dziecko - idealizując rodziców (musi tak robić, żeby żeby przetrwać) - myśli, że jeśli jest źle traktowane, to musi być jego wina, bo jest z nim coś nie tak. Tak się rodzi toksyczny wstyd za to, kim się jest i poczucie winy za samo istnienie. Dlatego warto sobie uświadomić powody, dla których byliśmy traktowani tak, a nie inaczej. To wcale nie chodziło o nas :) Myśmy się tam akurat znaleźli, bo mieliśmy takie intencje. I tylko tyle :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2011-12-02, 22:11:37
"żeby ewentualnie jakiś pedofil nie miał używania."

OMG - ugruntuj jeszcze niewinność i bezpieczeństwo.:))

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2011-12-02, 22:26:01
Karina,
"OMG - ugruntuj jeszcze niewinność i bezpieczeństwo.:))"

To się przyda, w moim przypadku, jak najbardziej :)
Jednak jeśli chodzi o kwestię niewystawiania zdjęcia nagiego niemowlaka, to nie zgodzę się z twierdzeniem, jakoby takie działanie można było sklasyfikować jako wynikające z braku ugruntowania bezpieczeństwa i niewinności. Zastanawiałam się nad tym (bo taki ruch doradził mi mąż, a teraz dbam o to, żeby nie sugerować się zdaniem innych i samodzielnie podejmować decyzję) i stwierdziłam, że to jest właśnie dowód na zachowanie "zdrowego rozsądku" oraz wyraz szacunku i opieki nad moim wewnętrznym dzieckiem.
Ugruntowanym bezpieczeństwem nie załatwi się sprawy oglądania i podniecania się na swoje ciało przez inne osoby. Można jedynie czuć się z tym bezpiecznie i niewinnie. Ale to inna sprawa. Ja nie chciałabym, żeby ktoś używał mojego ciała (czy tylko jego wizerunku) w ten sposób, nawet jeśli będę czuła się z tym niewinnie. To kwestia szacunku do siebie. Tak to czuję :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2011-12-02, 23:30:28
Fel,

nie oczekuję, zebyś zamieściła zdjęcie małej Hani na golasa, ale ten komentarz, no jakiś smutny strasznie ...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2011-12-02, 23:33:48
Karina,
to chyba kwestia filtrów przez jakie przepuszczamy komentarze czytając je, bo mnie on napawa prawdziwą radością :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2011-12-02, 23:39:39
"żeby ewentualnie jakiś pedofil nie miał używania."
 Nie żartuj ten komentarz napawa Cię radością ?

Dla mnie świadczy, ze masz coś jeszcze sporego do uzdrowienia w temacie wewnetrznego dziecka.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2011-12-02, 23:45:18
Karina,
ja nie o tym zdaniu pisałam, tylko o moim komenatrzu do tego zdania z godz. 22:26.
Natomiast jeśli dla Ciebie to zdanie o czymś świadczy, to ok, skoro to dla Ciebie ważne.
Dla mnie to zwykłe zdanie. Nic więcej.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2011-12-04, 20:16:01
Karina
Mi tez się podoba;)

Felicite
"A. Miller bardzo podkreśla rolę „akceptującego świadka” w terapii, czyli takiej osoby, która uznaje ból  skrzywdzonego dziecka, jego prawo do odczuć, która po prostu go wspiera, jest wobec niego prawdziwa. Zawsze stoi po stronie dziecka, a nie rodziców. Ponieważ wiele osób w dzieciństwie nie miało takiej osoby blisko, tak ważne jest żeby teraz ją znaleźć, żeby pozwolić sobie na bycie sobą (całkowicie) przy tej osobie. Wtedy proces uzdrawiania nabiera właściwego tempa. Jednak znalezienie takiej osoby nie jest łatwe, bo musi to być ktoś, kto sam uporał się z bólem pierwotnym (z problemami z dzieciństwa). Może to być terapeuta, ale także ktoś z rodziny lub przyjaciel.
U Bradshawa taką rolę zdaje się spełniać po części partner, z którym się pracuje lub grupa. Dlatego dobrze jest, gdy pracuje się nad tematem razem z kimś."

Kluczowy aspekt w poczuciu bycia akceptowanym, chcianym, kochanym, niewinnym, bezpiecznym, zrozumianym, zintegrowanym.

I to też dobra wskazówka dla regreserów, ze jak trafi się osoba z wzorcami krzywdy z dzieciństwa, to ważna jest taka postawa akceptującego świadka, bycia po stronie wewnętrznego dziecka tej osoby.
I dopiero po uzdrowieniu bólu i krzywd, można przejść do odreagowań typu
"uświadom sobie jak do tego prowokowałaś/eś, jaki miałaś w tym interes, że np. rodzice atakowali, bili, krzyczeli" i absolutnie nigdy wcześniej, bo może to doprowadzić do pogłębienia traumy i poczucia winy za to co się stało, a wtedy więcej szkody, niż pożytku (to jak kopanie leżącego), bo nie ma miejsca na wsparcie, czyli tzw. kotwicę, która ratuje z tego co przeżyło wewnętrzne dziecko i wyprowadza z ciemnego pokoju na światło. Czyli najpierw koło ratunkowe, żeby ktoś się poczuł bezpiecznie i akceptowany, a później uwalnianie przyczyn tego, że tak się wybrało toksycznych rodziców/opiekunów.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2011-12-04, 20:59:33
To też dobra wskazówka dla mnie :)

Ja tam przy uzdrawianiu dość brutalnie przechodziłem do swojej odpowiedzialności za dane sytuacje bez etapów pośrednich i potem właśnie było we mnie dużo złości i żalu za to, że to sobie robiłem. Na szczęście ostatnio mi się to podejście zmienia i jestem dla siebie coraz mniej bezwzględny i wymagający, co się bezpośrednio przedkłada na lepsze czucie się z samym sobą i znacznie większą gotowość do realne uzdrowienie różnych traum z dzieciństwa. Coś ostatnio dojrzewa we mnie gotowość do głębszego zajęcia się właśnie tymi tematami.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2011-12-05, 10:36:19
Clint
Bo uzdrawiając wewnętrzne dziecko warto zwrócić uwagę na wewnętrznego rodzica i dorosłego, jaki "mają" stosunek do wewnętrznego dziecka i innych, zewnętrznych dzieci. Czy odgrywają nauczone role wcześniej od otoczenia, czy mają inne nastawienie i intencje. Otoczenie to nie tylko rodzice, ale też dziadkowie, nauczyciele, dalsza rodzina, inni dorośli w dzieciństwie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2011-12-05, 13:54:30
Sylvia,
"Bo uzdrawiając wewnętrzne dziecko warto zwrócić uwagę na wewnętrznego rodzica i dorosłego, jaki "mają" stosunek do wewnętrznego dziecka i innych, zewnętrznych dzieci."

Dobrze to ujęłaś.

Faktycznie, stosunek do zewnętrznych dzieci też bardzo wiele mówi. Zauważyłam, że u mnie, w miarę pracy z w. dzieckiem, bardzo zmienił się sposób postrzegania dzieci. I mimo tego, że nie zamierzam mieć dzieci, to dostrzegam radość i możliwości rozwojowe jakie niesie ich obecność w życiu rodzica.

Natomiast odnośnie wewnętrznego rodzica, to ja bym nawet powiedziała, że terapia wewnętrznego dziecka to w zasadzie praca nad uwewnętrznionymi rodzicami w nas. W dniu, w którym przestaniemy traktować nasze wewnętrzne dziecko tak, jak byliśmy traktowani przez otoczenie, będziemy uzdrowieni. Nasze wewnętrzne dziecko jest już wspaniałe i cudowne, ale nie może tego w pełni ujawnić właśnie przez wewnętrznego, krytykującego i nieakceptującego wewnętrznego rodzica.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2011-12-05, 17:17:59
Dzisiaj mnie wzięło coś na przejrzenie zdjęć z dzieciństwa, więc mi zaczęło dość szybko wywalać. Skorzystałem z tego, że byłem sam w domu i pozwoliłem sobie wyrzucić z siebie nagromadzone emocje. Tym razem nie poświęcałem w ogóle uwagi na to, że to trzeba uwolnić, puścić, itd. W pełni skupiłem się na samym przejawianiu tych emocji dokładnie tak jak mam na to ochotę - po prostu pozwoliłem temu być i nie presjonowałem odpuszczenia.

No i to był strzał w dziesiątkę dla kogoś, komu nigdy nie pozwalano wyrażać swobodnie swoich emocji. Dawno nie czułem takiej ulgi. :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2011-12-05, 23:14:38
Clint,
mnie też takie pozwolenie sobie na przejawianie się emocji daje baardzo dużo.
Przytulas dla Twojego małego Łukaszka :))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2011-12-05, 23:51:04
Moje wewnętrzne dziecko bardzo lubi jogę, ożywia się wtedy do zabawy i czuję się jak na placu zabaw, nawet jak jest tak mocna jak dzisiaj:)
Było niby ostro fizycznie (kilkadziesiąt powitań słońca, a zaraz po tym 6 mostków, a później kolejne pozycje), a wróciłam z jogi rozbawiona i błogo. Odpoczęłam na innych poziomach:))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2011-12-06, 16:40:24
Felicite
:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2011-12-08, 16:16:45
Zgodnie z wyrokiem WJ, z powodu licznych zaniedbań i nadużyć, znęcenia się psychicznego i wielu innych patologicznych zachowań świadczących o niegotowości do bycia rodzicem, opieka nad wewnętrznym dzieckiem Łukasza zostaje powierzona samemu Łukaszowi, gdyż udowodnił on już wielokrotnie, że jest gotowy szczerze pokochać swoje wewnętrzne dziecko, obdarzyć je szacunkiem, czułością i wsparciem. Tym samym Łukasz zyskuje tytuł ojca i matki swojego wewnętrznego dziecka. Jego zadaniem staje się wychowanie go na nowo, w zgodzie z miłością i obdarzenie go tym wszystkim, czego nie dostał od biologicznych rodziców. W ramach wsparcia dla tego zadania, przydzielono Boga do pomocy.

Dziękuje, koniec rozprawy (cała sala bije brawo, wewnętrzne dziecko Łukasza płacze ze wzruszenia i radości)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tulia w 2011-12-08, 16:45:41
Clint;-)))))))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Fia w 2011-12-08, 17:39:58
Inspirujące, dziękuję.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2011-12-08, 17:58:47
Clint
Wspaniała deklaracja:))

Czasami czuję, że wiele osób jest dla mnie zdrową mamą i zdrowym tatą, a ja dzieckiem,
albo odwrotnie, zależy co kto potrzebuje:)

Są sytuacje, gdy to wewnętrzne dziecko może uzdrowić rodziców i dorosłych.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sebastian w 2011-12-08, 18:22:10
Ostatnio w sesji rebirthingu przypomniałem sobie jak patrzałem na moją mamę z perspektywy niemowlęcia/małego dziecka. Nie patrzyłem jak na "mamę" tylko jako na kobietę i kobiecą energię, nie oceniając i nie nadając zbytniego znaczenia temu że ona mnie urodziła przez co jest moją "mamą". Stąd uważam że nie jest tak że szukamy sobie kobiet takich jaka była nasza mama, tylko za młodu na podstawie obserwacji naszej mamy określamy czym jest "kobieta".

Taka ciekawostka, fajnie było to doświadczyć.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2011-12-08, 22:03:49
Clint  :)))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2011-12-08, 22:12:24
Clint gratuluję zostania rodzicem :)
Twojemu małemu Łukaszkowi również gratuluję takiego fajnego rodzica:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2011-12-10, 22:36:44
Dzisiaj jak sobie kontemplowałem radość, to czułem jakiś mocno stłumiony opór, emocje od których świadomość próbowała uciec jak najdalej. Skorzystałem więc z EFT i idąc przez warstwy dość standardowych emocji, dokopałem się w końcu do mocno zaniżających samoocenę odczuć.

Było to przekonanie mniej więcej z czasów szkoły podstawowej, że skoro inne dzieci nie są tak traktowane przez swoich rodziców i mają w swoim życiu różne fajne rzeczy, których ja nie mam to widocznie ja jestem jakiś gorszy od nich. To było pełne poczucia winy przekonanie, że skoro tak jest to muszę robić coś nie tak, coś musi być ze mną nie w porządku. Zapewne wiązało się z wtłaczanymi przez ludzi wyobrażeniami że rodzice zawsze kochają swoje dzieci i robią to co dla nich najlepsze, a skoro tak jest - to po mojej stronie musi stać odpowiedzialność ze to, że czegoś od nich nie dostaję.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2011-12-10, 23:02:27
Clint czytałeś książkę Neurotyczna Osobowość Naszych Czasów?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2011-12-10, 23:16:33
Nie miałem okazji, ale opisy znalezione na Internecie wyglądają zachęcająco, więc się pewnie za nią rozejrzę :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2011-12-11, 00:43:19
Zachęcam do przeczytania:)
Wyjaśniła mi czemu kręcę się od kilku lat jak pies za własnym ogonem.
Zmusza do bycia szczerym wobec siebie.
Ładnie opisuje wiele wzorców dot. lęku przed odrzuceniem, osobowości zależnej, nerwicy itp.
I np. wg. autorki (z czym się zgadzam) poczucie winy, to przykrywka, którą dziecko maskuje uczucia np. wrogości wobec rodziców, którzy je krzywdzą.
Jedyne czego tam nie znalazłam na razie (bo wciąż ją czytam), to recepty jak wyjść z pętli lęku.
Ale ta książka, to nie poradnik :) więc wyjścia trzeba szukać gdzie indziej :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Szafirowy Błękit w 2011-12-11, 11:39:34
Tutaj można poczytać też troszeczkę w temacie
"Osobowość neurotyka według Karen Horney"
http://www.marynistyka.net/mierzejewska/neurotyk.html
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: MariuszEro w 2011-12-11, 20:43:44
http://wiadomosci.wp.pl/title,Moga-byc-zabijane-gdy-przejda-na-emeryture-w-Internecie-wrze-rzad-chce-wyjasnien,wid,14072379,wiadomosc.html?ticaid=1d8a5&_ticrsn=3


Efekt przyzwolenia na przemoc, skutkuje wlasnie tym, co wyzej.

O ile latwiej jest przestac bic starsze juz dzieci, bo za duzo juz rozumieja, a pozniej mozna polegac tylko na wkodowanym leku, traumie, dzieki ktorej rodzic ma pseudo-autorytet, to  bicie zwierzat, zabijanie, to rzecz  niemal naturalna, przy tresurze.

Polecam zainteresowanie sie efektami bicia psow, i ich pozniejszym charakterem, a obejrzeniem 2, zdrowych psow, ktore sa wybiegane, przyjazne i szczesliwe. O przyklad mozna spytac Starfire ;p
Najzabawniej reaguje zestresowany kot, gdy widzi dwa, wielkie, szczesliwe psy ;p Spina sie, wygina, syczy, a one maja to w d... bo skupione sa na harcach ;p

J007
Trudno sie oswiecic jak trzeba spodziewac sie zaistnienia kary, aby dostac milosc ;p
Teraz rozumiem skad u ciebie tyle szorstkosci, o czym ci juz wiele osob pisalo, w ten czy inny sposob.

2 latek ma doznawac przemocy fizycznej. Odwazne deklaracje.

A pozniejszy skutek jest taki, ze  potem mezczyzna boi sie kobiet, bo  skoro przemoc dziala, no.. to latwiej porzadkowac swiat. Trzeba byc silnym, opryskliwym, stwarzac pozory sily.
No ale skoro nie wypada bic kobiet, to jak zapanowac nad rozgadana, powodujaca emocje "baba" ...  pozostaje wybierac te slabe ;)

Takie sa efekty.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Freefalling w 2011-12-11, 22:21:16
Mariusz Ero

"Trudno się oświecić jak trzeba spodziewać się zaistnienia kary, aby dostać miłość" .

Chcący-niechcący po twoich słowach nastąpił click w mojej głowinie i coś sobie uświadomiłam Dzięki .
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2011-12-12, 11:44:28
Grażynka,
dzięki za polecenie książki. Jest dostępna w mojej bibliotece, niedługo bedzie moja :))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2011-12-17, 19:32:36
"Próba przebaczenia bez oczyszczającego przeżycia gniewu okazuje się nader często nieudanym i frustrującym przedsięwzięciem. Pływanie po nie oczyszczonej rzece wiązać się będzie z ciągłymi kolizjami: na dnie bowiem wciąż znajduje się rdzewiejące żelastwo!"
Całość artykułu tutaj:
http://mateusz.pl/duchowosc/od-dg.htm
To przytomne spojrzenie katolika na kwestię oczyszczającego gniewu. Może się przydać osobom, na które religia zadziałała destrukcyjnie, ale nie tylko im. Polecam.
Tytuł: Odp: Pytania różne
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-01-06, 19:28:49
Ola,
dziecko, które nie doświadcza zrozumienia, miłości, akceptacji, ale czegoś zupełnie przeciwnego ze strony najbliższych (tj. rodziców), żeby przeżyć, musi wyprzeć pojawiające się wtedy uczucia złości, krzywdy, gniewu na rodziców itp. Bo nie może sobie wtedy na nie pozwolić. Zamiast tego kocha rodziców, "przebacza" im, jest im wdzięczne, po prostu ich idealizuje. Całą winę bierze na siebie. Zresztą zgodnie z trendem panującym w rodzinie. Kto jest winny temu, że dziecko dostało lanie? Ono, bo było niegrzeczne, itp. itd.
Prawdziwe uczucia: np. gniew na rodziców za to, co wyrządzili dziecku, są tak wyparte, że dorosły człowiek zupełnie nie zauważa ich przyczyn. Ale one są i ujawniają się, tylko że nie wobec tych, którzy są ich przyczyną, ale wobec innych osób, nazwijmy ich kozłami ofiarnymi, czyli wobec partnera, własnych dzieci, przygodnie spotkanych ludzi. A rodziców chroni czwarte przykazanie i tabu społeczne (na rodziców nie wolno powiedzieć nic złego, trzeba ich szanować, być im wdzięcznym, itd.). To siedzi tak głęboko w podświadomości, że trudno to dostrzec.

I teraz - wracając do dziecka z dysfunkcyjnej rodziny - gdy dorośnie, nie stanie się w pełni dojrzałe. Bowiem nadal będzie w nim siedziało to malutkie zagubione dziecko, którego potrzeby nie zostały zaspokojone w dzieciństwie. Nie będzie wiedziało, że - jako dorosły człowiek - może sam zaspokoić te potrzeby, a także że może spotykać ludzi, którzy będą w stanie go pokochać, akceptować, zrozumieć. Zamiast tego będzie się domagać zrozumienia zazwyczaj tam, gdzie nikt nie jest w stanie go zrozumieć (a to dlatego, że ludzie, od których się tego domaga, sami są skrzywdzonymi dziećmi). Czyli będzie odtwarzał sytuację z domu rodzinnego i udowadniał sobie, że nikt nie jest w stanie go zrozumieć i pokochać. Bo tak naprawdę przez nikogo nie był rozumiany, kochany, nikt nie uznał jego bólu, nikt nigdy nie powiedział mu, że to normalne, że tak się czuje, bo każdy normalny człowiek na jego miejscu czułby się tak samo (czyli byłoby mu źle i czułby złość).
Zamiast tego jego problemy były lekceważone, a może nawet wyśmiewane, czy zawstydzane. Zamiast tego kazano mu być wdzięcznym rodzicom za to, co mu dali. A przecież dali niemało: życie, nieprawdaż?

Taka jest sytuacja dorosłego dziecka z rodziny dysfunkcyjnej. Ono całe życie usprawiedliwiało rodziców, starało się "wybaczyć" (czyli w tym przypadku wyprzeć swoją złość i gniew) i być wdzięcznym. Było nierozumiane, a jego problemy wyśmiewane i ignorowane.
A zatem co dla takiego dziecka oznacza rada, by wybaczyć, być wdzięcznym, nie skupiać się na negatywnych stronach?
Pogłębienie problemu, który polega na wypieraniu swoich prawdziwych uczuć i coraz większej izolacji i rozpaczy z powodu bycia niezrozumianym.
Dlatego pierwszym krokiem w terapii jest nie zaprzeczanie uczuciom takiej osoby, pozwolenie sobie na ich odczucie ze zrozumieniem, że to jest w porządku. Bo żeby można było przebaczyć, trzeba najpierw pozwolić sobie na wypłynięcie wszelkich negatywnych emocji, które uniemożliwiają prawdziwe przebaczenie. Kiedy one odejdą, kiedy zniknie uraza, wtedy okazuje się, że wybaczanie nie jest potrzebne. Bo nie ma czego wybaczać.
Doświadczyłam tego na własnej skórze (oczywiście na razie jeszcze nie we wszystkich obszarach moje życia emocjonalnego), więc wiem o czym piszę. I dlatego napisałam, że wybaczenie powinno być skutkiem uzdrowienia, a nie drogą do wyzdrowienia. Bo gdy jest traktowane jak droga, to bardzo często (jeśli nie zawsze) przekształca się w wyparcie.

Czyli co - wg mnie - jest drogą do uzdrowienia? Pozwolenie sobie na prawdziwe uczucia. Zaakceptowanie ich. Nic na siłę. Nawet jeśli te emocje aktualnie są złe (tzn. powszechnie uważane za złe). Emocje nie są mną. A skoro to nie jestem ja, tzn. że one przejdą. A gdy miną, pozostanie to, co jest moją istotą, czyli miłość, akceptacja, wdzięczność. I tutaj dopiero można mówić o prawdziwej wdzięczności. Ale jako o skutku uzdrowienia jakiegoś problemu, a nie o drodze do jego uzdrowienia.

Zauważyłam, że ludzie, którzy sami wypierają pewne uczucia, chcą pominąć ten etap "wychodzenia emocji". Chcieliby załatwić sprawę w białych rękawiczkach, m.in. wybaczeniem i wdzięcznością, czyli jakby odwracają ten proces, o którym pisałam wyżej. Prawdopodobnie boją się bólu związanego z wyjściem na wierzch nieprzyjemnych odczuć. Poza tym pewnie powoduje nimi strach, że gdy pozwolą sobie na odczuwanie tych negatywnych emocji, to już im tak zostanie. A tymczasem jest odwrotnie - im bardziej się pozwala, tym szybciej to odchodzi. I zostaje to, co nigdy nie może odejść, bo stanowi naszą istotę :)

>"No to może pora zmienić swój sposób postępowania (albo przyjrzeć się chęciom/intencjom) skoro dotychczasowy się nie sprawdził?"
> Ale poważnie :) To był żart :)

Ja natomiast nie żartowałam.
Tytuł: Odp: Odp: Pytania różne
Wiadomość wysłana przez: Szafirowy Błękit w 2012-01-06, 19:51:26
Felicite :)
Świetny post :)
Zgadzam się z tym w pełni, najpierw musi nastąpić oczyszczenie się z bólu, żalu, negatywnych emocji. Uznanie że to jest w porządku odczuwać to co się odczuwa a potem może przyjść pełne uzdrowienie, przebaczenie.

Tytuł: Odp: Pytania różne
Wiadomość wysłana przez: Sebastian w 2012-01-06, 20:57:58
Ostatnio przyparłem mamę do muru i ona wreszcie uznała że ojciec całe życie mnie gnębił, uzależniał od siebie, nie pozwalał mi się rozwijać. Wcześniej jak poruszałem temat to dostawałem odpowiedź, że mój ojciec mnie kocha i chce dla mnie jak najlepiej. Teraz czas żebym ja to uznał całym sobą, że tak było.
Tytuł: Odp: Odp: Pytania różne
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2012-01-06, 22:22:08
OK, Felicite
Piszesz:
"Czyli co - wg mnie - jest drogą do uzdrowienia? Pozwolenie sobie na prawdziwe uczucia. Zaakceptowanie ich. Nic na siłę. Nawet jeśli te emocje aktualnie są złe (tzn. powszechnie uważane za złe). Emocje nie są mną. A skoro to nie jestem ja, tzn. że one przejdą. A gdy miną, pozostanie to, co jest moją istotą, czyli miłość, akceptacja, wdzięczność. I tutaj dopiero można mówić o prawdziwej wdzięczności. Ale jako o skutku uzdrowienia jakiegoś problemu, a nie o drodze do jego uzdrowienia."

Z pewnością to jest początek, jak piszesz, ale czy zawsze to wystarczy?
Jeśli zdajemy sobie sprawę z tego, że te urazy, poczucie skrzywdzenia itp. są w nas i wiemy jakie intencje je spowodowały, czyli rozumiemy dogłębnie całą zaistniałą sytuację, a mimo to jesteśmy wkurzeni i obrażeni to dalej mamy problem.

Co wtedy według ciebie?

Tytuł: Odp: Odp: Pytania różne
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-01-06, 23:13:47
Mateusz,
"Z pewnością to jest początek, jak piszesz, ale czy zawsze to wystarczy?"

Z mojego doświadczenia wynika, że kluczem jest właśnie pozwolenie sobie na zaistnienie emocji, tzn. całkowita ich akceptacja. A właściwie całkowita akceptacja siebie z tymi emocjami. Dopiero gdy ten warunek zostanie spełniony, może przyjść zrozumienie, że ja jestem kimś innym niż moje emocje, moja przeszłość, a nawet niż moja płeć itd. Dopiero wtedy przychodzi wyzwolenie. Wtedy te emocje nie są już potrzebne, bo one miały tylko coś sygnalizować.
Oczywiście emocje będą pojawiać się nadal. Dopóty, dopóki będą miały „zadanie do wykonania”, czyli dopóki będzie na nas jakaś sztuczna warstwa do odrzucenia,  coś co nie jest nami. Bo szeroko pojęte emocje to tylko narzędzie wskazujące, że coś jest nie tak, że coś oddziela nas od Boga.
Oczywiście swoje uczucia trzeba sobie w pełni uświadomić, to się nie dzieje od razu, wymaga czasu, ale jeśli ktoś ma intencję, by się uzdrowić, to zaakceptuje to, że do tego potrzebny jest czas i ten czas sobie da.

"Jeśli zdajemy sobie sprawę z tego, że te urazy, poczucie skrzywdzenia itp. są w nas i wiemy jakie intencje je spowodowały, czyli rozumiemy dogłębnie całą zaistniałą sytuację, a mimo to jesteśmy wkurzeni i obrażeni to dalej mamy problem.
Co wtedy według ciebie?"

Jeżeli nadal jesteśmy wkurzeni, czy obrażeni, tzn. że jednak nie zrozumieliśmy dogłębnie całej sytuacji. Właśnie tym zachowaniem, uczuciem, itd. coś chcemy zakomunikować, na coś ukrytego wskazać. Pozostaje tylko odkryć, co to jest.
Czasem faktycznie wydaje się, że poznaliśmy dokładnie sytuację, swoje intencje, no i w ogóle wszystko, co się z tym wiąże. I tylko nasze odczucia nam się nie zgadzają.
Ale jednak nie, nasze uczucia nie są irracjonalne. Ostatnio uświadomiłam sobie, że nie ma czegoś takiego, jak irracjonalne odczucie, irracjonalnie zachowanie, itp. Wszystko czemuś służy, wszystko jest po coś. Zawsze jest przyczyna, tylko że bywa ona dobrze ukryta. Warto zaufać sobie, uszanować siebie i pójść śladem tych uczuć. Czyli je zaakceptować. Wtedy wyłoni się przyczyna.
Tytuł: Odp: Odp: Pytania różne
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-01-07, 08:18:57
Felicite
To bardzo ważne co napisałaś, bo wiele osób  nie wie, jak dobre skutki przynosi praca z emocjami.
Tytuł: Odp: Odp: Pytania różne
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-01-07, 16:23:45
Mateusz,
doprecyzuję jeszcze kwestię akceptacji, bo chyba wiem, co miałeś na myśli pisząc: „Z pewnością to jest początek, jak piszesz, ale czy zawsze to wystarczy?”.
Jak pisałam, emocje zawsze na coś wskazują. Najczęściej (jeśli nie zawsze) wskazują na nie zaspokojenie podstawowych potrzeb, takich jak potrzeba miłości, szacunku, bycia rozumianym. Żeby uzdrowić siebie, potrzebne jest ich zaspokojenie, czyli pokochanie siebie, zrozumienie, otaczanie szacunkiem, słuchanie siebie, itd.
Całkowita akceptacja emocji powoduje dostrzeżenie i zaakceptowanie tego, co się za nimi kryje, czyli tak naprawdę powoduje dostrzeżenie tych potrzeb i pozwolenie na ich zaspokojenie. Dlatego napisałam, że kluczem jest akceptacja.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2012-01-07, 23:03:59
Felicite:)
Dzięki za opisy.
To co piszesz jest jak najbardziej słuszne. Wiele wyjasnia, najbardziej podoba mi się to doprecyzowanie.
Tak się zastanawiam, czy używasz też innych metod poza pracą z emocjami. Ciekaw jestem, jak wygląda praca z emocjami według Was. Czy to chodzi o to, co Felicite:) opisałaś w swoich postach?

Może ja mam inaczej, trudniej? Wiem, że wiele osób tak pracuje z emocjami i to przynosi im efekty. 

Co do mnie, jakiś spory czas temu czytałem o pracy z emocjami. Autor podawał 4 kroki:
1. Uświadomić sobie istnienie negatywnych uczuć- wejść z nimi w kontakt.
2. Zaakceptować fakt, że te uczucia istnieją we mnie, a nie na zewnątrz mnie- w sensie przyczyn.
3. Nie identyfikować się z tymi uczuciami.
4. Ja się muszę zmienić a nie świat wokół mnie.

Porównując z Twoim opisem, wynika, że w tym zestawie brakuje procesu akceptacji i roli jaką te emocje mają do wypełnienia czyli dotarcie do przyczyn.

W sumie to łatwo było mi to zastosować w moim życiu.
Z czasem działało to u mnie szybko, ale niektóre emocje ciągle tkwiły we mnie i nie chciały "wyparować". Miałem więc do wyboru albo długi proces przeżywania tych męczących emocji, albo zastosowanie konkretnych metod: odreagowanie i przeafirmowanie.
Jak nie chce coś odpuścić to np. afirmuję przeciwieństwo (tak postępuje większość).


Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-01-07, 23:14:56
Mateusz,
przemyślę i jutro napiszę, jak to wygląda u mnie. Bo zrobiło się późno, a ja mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2012-01-08, 23:42:34
http://demotywatory.pl/3629743/Rodzice
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-01-09, 19:15:11
Hahaha, Leszek, fakt ;)

Mateusz,
"Tak się zastanawiam, czy używasz też innych metod poza pracą z emocjami. Ciekaw jestem, jak wygląda praca z emocjami według Was."

Praca z emocjami to po prostu oczyszczanie podświadomości z niepotrzebnych programów. Dalej opiszę, jak ja sobie z tym radzę :)
Oprócz tego czasem się modlę, medytuję, kontempluję, choć ostatnio, od kiedy pracuję przede wszystkim nad dzieciństwem, dużo częściej tylko oczyszczam. I przy tej okazji wchodzę w stan medytacyjny. Skuteczny proces uwalniania zakończony jest wejściem w ten stan (emocjonalnego niewzruszenia), bo wtedy znikają emocje, które oddzielają mnie od prawdziwej natury.

Generalnie (od jakiegoś czasu) do oczyszczania podświadomości używam techniki uwalniania nieco zmodyfikowanej pod siebie (jak to robię można poczytać w wątku o technice uwalniania; nie opisałam tam tylko dokładnego łączenia emocji z pragnieniami). Poza tym dodałam element z EFT (likwidacja odwrócenia psychicznego), który świetnie działa w przypadku, gdy nie chcę czegoś puścić. Po prostu masuję punkt wrażliwy i używam formułki: "Nawet jeśli…, to i tak kocham i akceptuję siebie całkowicie". To zawsze świetnie działa, "rozmiękcza" problem i powoduje, że mogę uwolnić daną emocję, czy pragnienie.

Jeśli coś mi "wywala", albo chcę rozpracować coś, co mi przeszkadza, a czego przyczyny nie znam (czyli robię to prawie codziennie) wchodzę w relaks i puszczam sobie "Zmianę ograniczających przekonań" Z. Królickiego (ćw. z kursu Metody Silvy II stopnia). Tak wyćwiczyłam podświadomość, że w tym procesie zawsze wychodzą odpowiednie wzorce, które stoją za danym problemem.
Sam proces jest świetny. W skrócie wygląda tak, że najpierw wymyślasz, tzn. powtarzasz sobie  swoje stwierdzenia na temat danego problemu, zdajesz sobie sprawę z tych stwierdzeń, identyfikujesz uczucie, które wtedy się pojawia, a potem jest polecenie: "A teraz pomyśl o czymś, co uważasz za niemożliwe do wykonania, nie do osiągnięcia. Wyraźnie zdaj sobie sprawę z tego, jakie uczucia wywołuje w tobie to przekonanie. To jest właśnie to przekonanie, które cię ograniczało lub przeszkadzało". Potem myślisz, kiedy powstało to przekonanie i takie tam.
Następnie jest część pomagająca zlikwidować to ograniczające przekonanie. Ja najczęściej wtedy odpuszczam to sobie techniką uwalniania, albo zostawiam do rozpracowania tego na potem. Najważniejsze jest dla mnie uświadomienie sobie przyczyny problemu.

Oczywiście nie mogę tutaj nie wspomnieć o wypalaniu węzłów karmicznych. Świetnie działa u mnie ta metoda, tylko że tutaj to raczej Leszek pracuje nade mną, a nie ja sama ;)

Tak jak pisałam, od kilku miesięcy pracuję nad dzieciństwem i muszę stwierdzić, że to był kamień milowy w mojej pracy nad sobą. Jestem zdania, że przepracowanie tego, nawiązanie kontaktu i zaopiekowanie się wewnętrznym dzieckiem to podstawa. Większość ludzi nie jest nawet świadoma, jak dużo programów powstaje w dzieciństwie i jak wiele krzywd wyrządzono nam jako dzieciom starając się nas dostosować do życia w społeczeństwie (a to dlatego, że - jak pisze A. Miller - w mózgu małego dziecka, które jest źle traktowane, powstają jakieś zmiany, coś na kształt blokady pamięci). I nie mówię tutaj tylko o rodzinach dysfunkcyjnych, ale o prawie wszystkich.
Większość wzorców, które odkryłam u siebie związanych z takimi abstrakcyjnymi rzeczami, jak np.. upadek, relacja z Bogiem, itp., miały (i mają) swoje przełożenie na stosunki rodzinne. I mogę powiedzieć, że te kilka miesięcy pracy nad dzieciństwem dały mi dużo więcej niż lata pracy nad samymi tylko sprawami związanymi z pierwotnymi przyczynami oddzielenia od Boga.
Myślę, że jest tak dlatego, że w tym życiu (w jego historii) zawierają się prawie wszystkie elementy, które są potrzebne do uzdrowienia moich problemów. Często pracując nad abstrakcyjnymi kwestiami wypiera się te prozaiczne przyczyny, które mają korzenie w dzieciństwie. A tymczasem wzorce z obecnego życia (które są najczęściej tylko kontynuacją wcześniejszych) są najbardziej odczuwalne i najcięższe do zlikwidowania.
Nie wiem, czy u każdego będzie podobnie. Piszę tylko z własnego doświadczenia, choć podejrzewam, że u większości może tak być.

Ponieważ jesteśmy w wątku o pracy z wewnętrznym dzieckiem (nieprzypadkowo nas tu przeniesiono :), to polecam gorąco książki Alice Miller, którymi od jakiegoś czasu się zaczytuję. Bardzo wiele uświadamiają.

Jeśli chodzi o coś innego niż praca nad emocjami, to muszę wspomnieć też o stosowaniu się do wskazówek Deepaka Chopry (z książki "Siedem duchowych praw sukcesu"), czyli miedzy innymi praktykowaniu uważności, życzliwości, nie oceniania, akceptowania ludzi, zdarzeń, świadomej intencji. Oczywiście nie do końca mi się to jeszcze udaje, ale się staram :)
Od niedawna kontempluję też rady Melody Beatty zawarte w książce „Język wyzwolenia. Jak sobie radzić w trudnych związkach”.
Tytuł jest bardzo mylący – książka to zbiór tematów do rozważań/kontemplacji na każdy dzień roku, zwłaszcza dla ludzi z problemami. Cos wspaniałego).


A propos tych 4 kroków pracy nad emocjami, które podałeś, to mniej więcej na tym polega moja sposób radzenia sobie z nimi, tyle że nie zgadza się w punkcie 3, ponieważ ja nie oceniam tego co wychodzi. Chodzi o to, żeby akceptować to, co wychodzi i siebie z tym co wychodzi, a nie żeby zużywać energię na nie identyfikowanie się z tym. Na taki wniosek przychodzi czas później, to przychodzi samo. Oczywiście ja mam świadomość, że to co wychodzi nie jest mną, ale czując to, wchodzę w to całkowicie tak, jakby było zupełnie moje.
Nawet można powiedzieć, że ja robię coś zupełnie przeciwnego do wskazówki z 3 punktu. Mianowicie próbuję się zidentyfikować z daną emocją po to, żeby wypłynęła cała i żebym wreszcie zobaczyła po co ona była (nie zawsze muszę, ale czasami jest to konieczne). Na tym moim zdaniem polega całkowita akceptacja emocji.

"Miałem więc do wyboru albo długi proces przeżywania tych męczących emocji, albo zastosowanie konkretnych metod: odreagowanie i przeafirmowanie."

No i właśnie o to chodzi, żeby na konkretny problem znaleźć taką metodę, która zadziała. Jeśli dzięki tym konkretnym metodom dochodzisz do przyczyn i uwalniasz się od problemów, to wszystko ok :)
Emocje nie są po to, żeby je przeżywać, ale po to, żeby przekazać jakąś informację. Gdy przekażą, a ta informacja zostanie zaakceptowana przez posiadacza emocji ;) i wprowadzona w życie, to emocje znikają.
Gdy mam wypalankę i już nic nie działa (albo mi się nie chce stosować jakichś konkretnych metod), to często się poddaję, odczuwam na maxa, staram się określić to, co czuję i gdy już to zidentyfikuję, to pytam siebie, po co mi jest np. to poczucie winy. I kiedy już uświadomię sobie po co, to poczucie winy po prostu znika.
Czasem robię tak, a czasem inaczej. Zależy od sytuacji. A sposób postępowania (metodę) dobieram intuicyjnie :)

"Jak nie chce coś odpuścić to np. afirmuję przeciwieństwo (tak postępuje większość)."

Tak jak pisałam – afirmowanie nie jest gorszym sposobem radzenia sobie z emocjami od innych (jak tylko ktoś to lubi i w jego przypadku jest to skuteczne). Przecież przy afirmowaniu też wychodzą emocje i też chodzi o to, żeby w kolumnie reakcji pokazało się, o co tak naprawdę chodzi. Tylko że trzeba właściwie postępować. Bo afirmowanie to tylko narzędzie i tak jak każde inne może być niewłaściwie użyte (np. afirmacje można stosować tylko po to, żeby wmawiać sobie pozytywne rzeczy, czyli zamydlać sobie oczy).

Ja nie piszę afek. Nie lubię :) Za to czasami słucham ułożonych przez siebie dekretów afirmacyjnych. No i stosuję coś podobnego, tyle że w innej formie: piszę sobie "Pozwalam sobie na (tutaj pozytywna treść)" i wsłuchuję się w siebie. To co wychodzi puszczam techniką uwalniania. Dużo szybsza metoda niż tradycyjne pisanie afek :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2012-01-09, 21:05:28
Felicite
Dzięki za piękny wpis i podzielenie się metodami pracy nad sobą. :)
Na razie tyle tylko napiszę: zobaczę czy na męskie wcielenia te metody okażą się skuteczne. A naprawdę jest co uzdrawiać.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2012-01-09, 21:23:14
Cieszę się też, że fajnie sobie pracujesz i skutecznie ci się uzdrawia :)
Gratuluję :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-01-09, 23:14:34
Mateusz :)  dziękuję i życzę powodzenia :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-01-10, 10:00:32
http://pamietnik-dda.blogspot.com/2009/10/wlasciwie-co-znaczy-miec-nielatwe.html

fajny artykuł, podoba mi się.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-01-18, 20:23:32
Pracuję obecnie z tematem zadowolenia z siebie i docenienia. Pisząc afirmacje "Znajduję powody dla których mogę być z siebie zadowolona","dostrzegam powody dla których mogę lubić i doceniać siebie", "Przebaczam rodzicom, że byli ze mnie niezadowoleni" i wyszło mega wkurzenie, taki opór na mózgu ciała, płakałam z nieuświadomionej wściekłości. Po prostu sam płacz sprawiał mi ulgę, położyłam się na plecach i podkuliłam nogi, mocno się spięłam przez bolący splot i serce. ...jak ja siebie nie doceniałam przez całe zycie, ile od siebie wymagałam, aby coś osiągnąć - i ten perfekcjonizm bez końca. Dotarło do mnie ile szkół skończyłam, jakie kursy, ile doświadczenia i tak zdziwienie, że mi się udało... . Musiałam rezygnować ze wszystkiego, aby ktoś był ze mnie zadowolony, ciągle musiałam lepiej i lepiej, dalej i dalej, tylko ta nauka i samotność całe życie. To skutkowało nagromadzeniem się nienawiści do siebie, że nie mogę sprostać, że wciąż jestem niezadowolona z tego co osiągam. Nie potrafiłam znosić porażek.
Rodzice stosowali komunikaty
- Co robisz?
- ucze się
- to wiesz ucz się, bo trzeba

- przeszłam 2 etap olimpiady ale już 3 nie.
- po co się w ogóle do tego brałaś, za rok zdasz to lepiej
(nie ma to jak pomieszanie z poplątaniem i brak doceniania)

Dopiero początek pracy z tym....ale wierzchnia warstwa poszła. Opukałam główny opór ciała, zeszła wściekłość. Fantastycznie ; )))
Afirmacji oczywiście ciąg dalszy.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-01-18, 20:30:20
Teraz wiem, że bez przepracowania tematu doceniania i samozadowolenia daleko nie zajdę. Ciągle będę sobie wypominała co jest źle i nie wiedziała do czego zmierzam. Wszystko źle, wszystko niedoskonałe. I dokąd to prowadzi? Do doświadczania frustracji i ciągłego pasma porażek. ; )
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-01-18, 20:53:24
Jako że dopiero co przechodziłem przez te klimaty - powiem Ci, że przerobienie tego daje naprawdę zauważalne i przyjemne zmiany w życiu oraz samym podejściu do życia. Jest przede wszystkim dużo więcej luzu i pozwolenia sobie na spokojne, bez pośpiechu i presji osiąganie swoich celów. A jeszcze lepszym efektem jest narastająca lawina powodów do zadowolenia :)

btw. Pierwsza część medytacji Darka Logi "Moje prawo do istnienia" jest świetna do odbudowania pozytywów, których nie było z powodu tych obciążeń :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: lukaszlm w 2012-01-19, 00:36:56
blackrose,

może Ci się przydać.

Jestem cenna, wartościowa i atrakcyjna taka jaka jestem.
Pozwalam sobie popełniac błędy i dalej jestem cenna, wartościowa i atrakcyjna.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-01-19, 10:26:51
blackrose

naprawde fajny artykuł dzięki za zamieszczenie, nie taki lukierkowany afirmacjami, ale z pełną akceptacja krzywd i cierpienia. Podoba mi sie.

I gratuluje Tobie i sobie krzywd i cierpienia zadanego w dzieciństwie.;))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-01-19, 18:11:57
Afirmacje dają w kość ; ) ale wierzę, że warto to przepracować.

Dziękuję za rady :)))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-01-20, 13:47:34
Dzisiaj mi nie poszedł egzamin i to jeszcze przy niewykorzystaniu szans i podpowiedzi, które się pojawiły. W pierwszej chwili zepsuło mi to nieco humor, ale później przyszło mi uświadomienie że nie muszę się wcale źle czuć z powodu tej porażki, że wcale nie muszę wszystkiego tak idealnie robić, że nie muszę oceniać tego typu sytuacji tak mój ojciec, który robił wielkie halo z każdej złej oceny.

Sesja do tej pory szła mi bardzo dobrze, wszystko do tej pory pozaliczałem na jedno podejście i to jeszcze na całkiem dobre oceny, więc czemu miałbym się przejmować jednym potknięciem? Powiedziałem sobie to co zawsze chciałbym usłyszeć od rodziców w takich sytuacjach - że jest ok, że nie ma się czym przejmować i że spokojnie to poprawię. Dałem sobie ciepło i wsparcie zamiast krytyki i obwiniania - i czuje się z tym świetnie :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tulia w 2012-01-20, 14:09:40
Clint - brawo!

A ocene poprawisz jak bedziesz chciał;-)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sebastian w 2012-02-25, 10:04:04
Tak bardzo chciałbym się z kimś zaprzyjaźnić. Ostatnio poznałem fajną dziewczynę, polubiliśmy się, nawet sie przytuliliśmy i od wtedy boję się z nią rozmawiać i siedzę cicho i czuję się jak zero. Nie chcę być już bity, gnębiony i wyśmiewany jak w dzieciństwie. Płaczę z tego powodu i mi smutno.

Przeszkadza mi w relacjach z ludźmi to, że czuję się w środku jak małe dziecko a wszyscy już są tacy dorośli, ci w moim wieku.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lucjan w 2012-02-25, 10:22:35
Sebastian
A przerobiłeś wizualizację Leszka "Uzdrawianie związku z sobą"?
Mnie kiedyś bardzo pomogła + afirmacje + otwarcie się na ludzi(na przyjaznych mi ludzi).
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-02-25, 10:32:15
Sebo
To tylko pozory, że wszyscy są tacy dorośli - ja widzę po swoich rówieśnikach, że praktycznie każdy ma swój zestaw problemów i to co pokazują na zewnątrz innym nie ma zbyt wiele wspólnego z tym jak się naprawdę czują. W tym kraju 90% rodzin miało do czynienia z różnego rodzaju patologiami, więc zdecydowana większość ludzi gdzieś w tam środku tłamsi w sobie wewnętrzne, skrzywdzone dziecko.

Czujesz się gorzej od nich, a tak naprawdę jesteś wręcz krok przed nimi, ponieważ Ty doszedłeś do etapu przyznania się, że masz problemy i pracowania nad tym, a oni wciąż są na etapie samooszukiwania się. Czujesz się gorzej, bo pracujesz nad tym i po prostu wywala Ci na to wierzch, a oni mają to mocno stłumione i nauczyli się żyć z tym, dzięki czemu mają względny spokój i mogą spokojnie nosić swoje maski. Oczywiście uogólniam trochę, ale wiadomo o co chodzi.

A co do dziewczyny - jeśli się czujesz na siłach to spróbuj się przełamać przez zmianę nastawienia. Powtarzaj sobie, że nie wszystkie bliskie osoby muszą Cię krzywdzić tak samo jak ojciec czy inne osoby, które Cię kiedyś skrzywdziły. Nie musisz od razu się wielce otwierać przed nią - po prostu daj jej szansę na to, aby miała możliwość zbudować Twoje zaufanie do niej. Spróbuj przyjmować od niej bliskość i inne fajne rzeczy na zasadzie "skoro chce mi coś dać to chce i to jej sprawa, więc nie będę za nią decydował, że ona nie chce dać tego komuś takiemu jak ja".

Masz prawo dostawać fajne rzeczy od innych ludzi zupełnie bez powodu, niezależnie od tego jak bardzo Ci wywala i jak bardzo niegodny się czujesz. Możesz oczywiście odrzucać to, aby sobie udowadniać, że nie zasługujesz, ale sam pomyśl - czy Ci się to w ogóle opłaca? Czy Cię to przybliża czy oddala od tego, co naprawdę chcesz osiągnąć?

Zresztą sam pomyśl - skoro polubiła Cię, wtedy kiedy jeszcze byłeś sobą, zanim się zamknąłeś w sobie - to znaczy że w jakimś tam stopniu jej odpowiada to jaki jesteś. Jest wielu ludzi, którym nie będzie przeszkadzać to, że masz takie i owakie problemy i będą Cię lubić takim jakim jesteś. Być może ta dziewczyna jest taką osobą, a być może nie - nie przekonasz się, jeśli nie dasz jej szansy, a mam wrażenie że bardziej byś żałował zmarnowanej szansy na fajną znajomość niż nawet czarnego scenariusza, w którym by się ona okazała nie taka jak myślałeś.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sebastian w 2012-02-25, 12:10:53
No w sumie to tak. Boję się że nie będę wiedział jak sie zachować. Nie jestem taki przebojowy jak inni. Poza tym miałem tak w życiu że dziewczyny mnie poznawały żeby zobaczyć jaki jestem i potem chamsko opowiadały na forum klasowym moje słabe strony i wszyscy sie ze mnie śmiali :(
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-02-25, 12:42:26
Myślę, że jeszcze mogłyby pomóc modlitwy o oczyszczenie intencji względem tej relacji - jeśli ma ona potencjał, aby być korzystną to niech się dzieje co najlepsze, a jeśli nie - to niech się zakończy w taki sposób, aby nikt nie cierpiał :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sebastian w 2012-02-25, 12:58:20
Tak właśnie będzie ;))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2012-02-25, 13:02:51
Sebastian, co do tego zdania:
"Przeszkadza mi w relacjach z ludźmi to, że czuję się w środku jak małe dziecko a wszyscy już są tacy dorośli"

- Myślę, że wiem o co ci chodzi, jeśli dobrze zrozumiałem. Takie poczucie małosci wobec wielkości innych. Sam coś takiego mam. I nie chodzi o faktyczny poziom, ale o samopoczucie. Ja dużo więcej mogę wiedzieć, widzieć, rozumieć od innych przeciętnych ludzi, ale jak się spotykam z niektórymi, to wobec ich poczucia wielkości, patrzenia z góry na innych, bycia kimś ważnym, sprawia, że wywala mi niskie poczucie siebie. Czuję się wtedy jak dziecko przy dorosłym, czuję się taki mały wobec nich. To może być klucz do tego, że nie wychodzi Ci w relacji z kobietami.
Co do tego poczucia małym jak dziecko...
U mnie akurat częsciowo bierze się to z tego, że w zakonach w których bywałem uczono, że jesteśmy Braćmi mniejszymi, albo Braćmi małymi, albo w innych, że jesteśmy na samym końcu hierarchii.
Myslem też o afirmacjach, ale jak na razie tylko coś takiego mi się przyszło:
"Ja jestem ważny, jestem godny, liczę się"
"Uznaję swoją wartość"
"Doceniam siebie."

Afirmacja: ja jestem równy innym ludziom" mi nie podchodzi, bo wydaje sie że zaraz przyciągnę hołotę, która mnie sprowadzi do swego poziomu, czyli zapanują relacje chamskie i prymitywne.
Jakbyście mieli jakieś propozycje, rady, to bardzo proszę.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-02-25, 13:34:58
Mateusz
Ta ostatnia afirmacja to na pewno odpada, bo to na zbyt wiele sposobów można ją rozumieć, choćby że się jest równie popieprzonym jak inni ludzie :P

Umniejszanie swojej wartości na bazie jakiś mnisich obciążeń to jedno, ale w tym przypadku największy wpływ będzie miało to jak byliśmy długookresowo traktowani w tym życiu(przede wszystkim rodzice oraz relacje z codziennego otoczenia). W wielu domach na pewno było takie traktowanie w stylu "ty jesteś jeszcze dzieciak, ty nic nie wiesz, ty jesteś gorszy niż ja" - rodzice z niską samooceną nie mogli pozwolić, aby ich dziecko czuło się wartościowsze niż oni, bo by tu zburzyło ich pozycje lidera w domu. Stąd umniejszanie wartości dziecka na każdym kroku i na wszelkie możliwe sposoby, przez co takie dziecko przyzwyczaja się do bycia tym gorszym wśród innych i zaczyna taki stan rzeczy traktować jako naturalny.

To swoją drogą doprowadza do tragikomicznych sytuacji, kiedy spotyka się grupa takich ludzi i każdy czuje się gorszy od pozostałych nie mając świadomości, że nie jest jedynym, który tak ma.

Ogólnie temat jest dość złożony i jego przepracowanie wymaga w dużej mierze pracy z emocjami, które będą wychodzić w dużych ilościach, kiedy będziemy wprowadzać nowe, pozytywne przekonania na temat swojej wartości.

Co warto przeafirmować? No na pewno to, że jest się cennym i wartościowym niezależnie od tego co inni myślą, mówią, robią czy chcą. Ważne jest to, aby właśnie uwzględnić w afirmacjach ten aspekt otoczenia i jego reakcji. Dalej trzeba przekonać pś, że przejawianie swojej wartości jest niewinne, bezpiecznie i w porządku. Trzeba by sobie odreagować wszystkie oczekiwania na negatywne reakcje w wyniku przejawiania naszej wartości (przede wszystkim reakcje jakimi obdarzali nas rodzice), oczekiwania na walkę, wiarę w to, że swojej wartości trzeba bronić i ją udowadniać innym (tak jak rodzice i inni bronili swojej sztucznej samooceny) i idących za tym napięć. Dalej mogą się pojawić lęki przed odrzuceniem, na bazie tego jak nas odrzucali ci z niską samooceną. Mogą się ujawnić społeczne presje, że ktoś się za bardzo kocha czy uważa za zbyt cennego to jest zUy narcyz i egoista. Za tym może iść niechęć i pogarda do ludzi z wysoką samooceną i złość, że oni potrafi się cenić, a ja nie. Pozostaje jeszcze całe mnóstwo żalów i złości do rodziców, siebie, Boga i innych ludzi za przeróżne, mniej lub bardziej słuszne sytuacje.

To jest tylko część rzeczy, która się pojawiała u mnie, więc jak widać - jest z czym pracować :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2012-02-25, 15:04:50
Clint
Dzięki za piękny post :)

Ja sobie to tłumaczę wiekiem dusz. Te osoby ważne i znaczące są po prostu duszami dojrzałymi albo starymi i dlatego mając duże doświadczenie życiowe z racji wielości przeróżnych wcieleń znają się na życiu. Oni tak właśnie patrzą na młode dusze: co wy tam możecie o życiu wiedzieć. Ja to mogę powiedzieć dużo, bo już swoje przeżyłem.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sebastian w 2012-02-25, 15:22:37
Mateusz
Mi sie to kojarzy z tym że musiałem przesiadywać na pijackich imprezach rodzinnych jako małe dziecko, gdzie nic z tego o czym mówili nie miało sensu a oni sie czuli tacy wartościowi i wspaniali w całym tym popierdoloeniu.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Bonkers w 2012-02-25, 16:01:12
Mateusz
Według  mnie niekoniecznie osoby ważne i znaczące są duszami dojrzałymi albo starymi. Wystarczy mieć odpowiednie intencje by stać się kimś „ważnym”, „znaczącym” – nie musi to iść w parze z jakąkolwiek dojrzałością
.
A jak rozumiesz termin dusze dojrzałe ? Chodzi Ci o dusze, które są mądre dlatego, że są doświadczone ? Bo wiesz ilość przeżytych wcieleń nie musi w żadnym przypadku łączyć się z mądrością, z dojrzałością. Nie liczy się ilość przeżytych wcieleń tylko liczy się ich jakość, co się wtedy robiło.

Mnie np. można spokojnie zaliczyć do grona starych dusz,  a i tak mam taki wzorzec , że czuje się czasem przy innych niedojrzały, jak dzieciak- choć mogę mieć od nich dużo większą świadomość. A patrzenie na innych z góry na zasadzie: „ czego to ja nie przeżyłem, a ty jesteś młody niedoświadczony” -  nijak ma się do prawdziwej dojrzałości. Właściwie to świadczy o zaniżonej samoocenie i próbie je rekompensowania przez wywyższanie się nad innymi.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2012-02-25, 22:32:32
Bonkers
"A jak rozumiesz termin dusze dojrzałe ?"
- Chodzi mi o ilość wcieleń. To rzeczywiście nie musi iść w parze z mądrością, ale takie osoby mające dużo wcieleń czują się takie ważne, to jakby tacy starzy wyjadacze. Oni dają sobie prawo do wszystkiego, nawet jak się mylą to dalej uważają się za autorytety. To są tacy główni gracze w swoim środowisku. I nie ma to związku z mądrością, tak samo jak nie ma związku wysokie stanowisko z mądoscią, czy dojrzałością.

Ja się czuję bardzo młodą duszą- choć pewności nie mam.
Kiedy rozmawiam ze starymi duszami, to czasem zauważam jak patrzą na mnie badawczym wzrokiem myśląc sobie: skąd ty taki mądry jesteś, przecież ja jestem dużo starszy od ciebie i to ja powinienem cię uświadamiać, choć nawet ja nic nadzwyczajnego, czy duchowego nie mówię. Czasem też czuję jak myślą sobie o mnie: Coś ty się tak rozwinął, przecież ty powinieneś być daleko z tyłu za mną.

Zgadza się.
Tu rzeczywiście chodzi o wzorce, a nie o wiek dusz. Bo tą teorią można by wszystko wytłumaczyć i dalej nic nie robić, bo brak mi doświadczeń wielu wcieleń.
A przecież pracując nad sobą można osiągnąć to co się chce.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2012-04-20, 11:08:05
http://dziendobry.tvn.pl/video/kretyn-glupek-idiota-takie-slowa-rania-na-cale-zycie,104,newest,42028.html

Ciekawa rozmowa na temat przemocy słownej wobec dzieci. Jak budujemy samoocenę w dzieciństwie.
Bardzo dobrze pani wyjaśnia jak to działa.
Rozmowa z 19 kwietnia.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2012-06-01, 21:00:17
Z okazji Dnia Dziecka była dzisiaj podwójna tęcza nad Warszawą:)
Te są z maja, ale takie same https://picasaweb.google.com/sylwia.wolf/Tecza#5749133971930040834


Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Amelka w 2012-06-01, 21:33:20

Laka,

ogladajac ten filmik o traktowaniu dzieci czulam jak sie denerwuje w srodku. Ja nie wiem, JAK MOZNA do dziecka takie toksyczne slowa mowic, trzeba byc emocjonalnie prymitywnym chyba. Zal serce sciska kiedy pomysle co czuje takie dziecko....jak wielki bol to jest.Sama zreszta nigdy nie uslyszalam czegos podobnego od zadnego z rodzicow.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2012-06-01, 21:39:01
Jeszcze z okazji Dnia Dziecka

Deklaracja Praw Dziecka
"dokument przyjęty 20 listopada 1959 przez Zgromadzenie Ogólne ONZ. Zawierała 10 szczegółowo sprecyzowanych zasad praw dziecka":
http://portalwiedzy.onet.pl/49678,,,,deklaracja_praw_dziecka,haslo.html

I tańczący Joda, moje wewnętrzne dziecko bardzo go lubi, szczególnie, gdy coś mówi:)
http://www.youtube.com/watch?v=7RfDngxlYUw

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: ontoja w 2012-06-02, 02:10:39
"Zgodnie z wyrokiem WJ, z powodu licznych zaniedbań i nadużyć, znęcenia się psychicznego i wielu innych patologicznych zachowań świadczących o niegotowości do bycia rodzicem, opieka nad wewnętrznym dzieckiem Łukasza zostaje powierzona samemu Łukaszowi, gdyż udowodnił on już wielokrotnie, że jest gotowy szczerze pokochać swoje wewnętrzne dziecko, obdarzyć je szacunkiem, czułością i wsparciem. Tym samym Łukasz zyskuje tytuł ojca i matki swojego wewnętrznego dziecka. Jego zadaniem staje się wychowanie go na nowo, w zgodzie z miłością i obdarzenie go tym wszystkim, czego nie dostał od biologicznych rodziców. W ramach wsparcia dla tego zadania, przydzielono Boga do pomocy."

hehe
Chyba to sobie skopiuje i gdzieś powiesze ,zeby czasem przeczytać :) Genialne.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-06-04, 09:29:57
aaaa....ale fajne ;) podoba mi się.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2012-06-04, 15:07:12
Amelka

No ja znam bardzo dobrze z dzieciństwa, a potem bycia nastolatką. I szczerze mówiąc dawno o tym zapomniałam. Przypomniałam sobie, gdy sama zaczęłam pod wpływem frustracji, złości i bezsilności wrzucać swojemu dziecku. Nagle mnie olśniło, że mówię dokładnie to samo, tymi samymi słowami i w ten sam sposób, jak mówili do mnie rodzice.
Mało tego wkurza mnie bardzo u mojego dziecka to samo co moich rodziców we mnie. I ciągle słyszę od różnych osób, że mój syn to moja kopia( także obcych). Oni mają na myśli fizyczny wygląd, ale wkurzającymi wzorcami i intencjami jest moją kopią z dawnych lat. Choć czasem mam wrażenie że on jest w pewnych kwestiach bardziej hardcorowy, a w innych trochę mniej.
I prawdę mówiąc nie dziwię się że mnie tak traktowali, bo to jest nie do wytrzymania. Nie widzę możliwości, życia z kimś takim na codzień i nie reagowania emocjonalnie. Czasem nawet podziwiam, że tylko tak na mnie reagowali. Myślę, ze gdy ma się czysto to zwyczajnie nie można mieć w otoczeniu osoby, w tym wypadku dziecka, które ma takie wzorce i intencje.

Poczułam w ten weekend po raz pierwszy, w sobie, że bycie rodzicem jest fajne, że ja to lubię i ile fajnych rzeczy moge i chce z przyjemnością robić dla dziecka. Bardzo sie cieszyłam, zaplanowałam. A dostałam w odpowiedzi 3 dni hardcorowych jazd, wszystkie te piekne plany obrócily sie w istny koszmar i jazdę ze strony dziecka wobec mnie. Zniszczył każdą fajną rzecz, ktorą zaplanowałam i wykreowałam. Jakby cała jego uwaga była nastawiona na 3 dni dowalania mi na wszelkie możliwe sposoby.

Może jeszcze zmienię zdanie, gdy sobie pouzdrawiam. Na dzień dziecka wywaliło mi właśnie to. Zaczęłam pisać od niedawna afki na zaslugiwanie na harmonie i milosc i ze sa dla mnie bezpieczne i taki był efekt.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: hydrozagadka w 2012-06-04, 15:18:33
Laka, tak mnie uderzyło to, to się zapytam - czy to, co zaplanowałaś, aby zrobić dla dziecka, chciałaś, czułaś że bezie zrobione z przyjemnością - było czymś, co Twoje dziecko normalnie by chciało robić? Czy było to coś, co dziecko lubi czy bardziej było to coś, co Ty lubisz? Chodzi mi oto, ze może reakcja synka, jeśli np.: były to dość obojętne dla niego rzeczy, wynikała z pś buntu, może odbierał Twoją radość i zaangażowanie, jako przekaz: "Zobacz jakie to fajne! Zorganizowałam to dla Ciebie! Będziemy się dobrze bawić! Doceń to!"??

Bywa, ze jak ktoś ma dużo buntu w sobie, to wtedy reaguje agresywnie na coś, co ktoś mu chce nawet w dobrej wierze dawać. Odbiera to jako narzucanie i rodzaj przymusu.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2012-06-04, 15:58:40
Hydrozagadka

Nie sadze. Musiałabym się mocno rozpisać by dać pełen obraz sytuacji, a nie chce tego robić ze szczególami, bo to niezły syf. Poza tym trzeba było być na miejscu i widzieć, doświadczyć, poczuc energię, intencje by mieć pełen obraz.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-06-04, 16:13:08
Mimo wszystko Laka rozważ kwestię buntu :) może to być bunt np. przed organizowaniem czasu, planowaniem itp.

Z Twojej strony to może wyglądać inaczej i mimo Twoich najszczerszych chęci dziecko planowanie i organizowanie mu czasu może odbierać jako coś narzuconego, presje, coś nie swojego itp. i się buntować.

Ja się permanentnie buntuje gdy ktoś lub coś (formalne procedury) próbują mi coś narzucić.
W przypadku procedur to objawia się dużą niechęcią do ich stosowania i często robieniem wszystkiego by ich nie stosować :]
Dużo czasu mi zajęło, by przekonać samą siebie, że jednak warto się pewnych procedur trzymać (oczywiście z zachowaniem jakiegoś marginesu swobody i własnej ekspresji ;)))
A w przypadku ludzi, to np. gdy ktoś mi udziela rad i mówi co i jak można zrobić. Nie ważne jak słuszne by to były rady, pożyteczne i odpowiednie do sytuacji, jak mi je ktoś wciska bez pytania, to nie ma zmiłuj się, będę się buntować i robić na przekór. I choćby ta osoba nie wiem jak dobrze chciała i dobrze mówiła, nie ma szans na to żebym tę radę przyjęła.

Dopiero gdy jest we mnie wewnętrzna zgoda lub proszę kogoś o radę lub szukam rozwiązania, to mogę taką pomoc przyjąć.

Może jest coś co twój syn nie lubi, a ty tego nie rozpoznałaś i dlatego się mały buntuje.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: hydrozagadka w 2012-06-04, 16:14:13
Laka, ok, rozumiem.

Nie mam na pewno pełnego obrazu, nawet do tego nie pretenduję, jedynie zapytałam się, czy istnieje taka możliwość. Czasem warto zbadać sprawę z różnych stron, stąd była podpowiedź w tym kierunku.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-06-04, 16:23:38
A pro po wewnętrznego dziecka.
Na ten tekst Clinta z oddaniem małego Łukaszka dorosłemu Łukaszkowi moje wewnętrzne dziecko, gdy zaczęłam się zastanawiać nad samodzielnością i tym, że przecież mogę sama się sobą zająć, o siebie i moje wewnętrzne dziecko zadbać, zareagowało lękiem ... i stwierdziło, "ale wtedy zostanę sama".
Czyli mojemu wewnętrznemu dziecku bezradność i wieszanie się na kimś jest potrzebne, by nie czuło się same.

I masz tu babo placek i pracuj nad samodzielnością :/
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Amelka w 2012-06-04, 16:25:07
Laka,

Hydrozagadka dobrze pisze..."Bywa, ze jak ktoś ma dużo buntu w sobie, to wtedy reaguje agresywnie na coś, co ktoś mu chce nawet w dobrej wierze dawać. Odbiera to jako narzucanie i rodzaj przymusu."
Moze Twoj syn chce pokazac ze jest niezalezny, jedyny w swoim rodzaju, moze to taka demonstracja potrzeby oryginylnosci...podswiadoma oczywiscie, on sam swiadomie moze nie zdawac sobie sprawy...A moze domaga sie w ten sposob ustalenia granic, sprawdza Cie? na ile Ty rzadzisz a na ile on? ale raczej wydaje mi sie ze to kwestia buntu wewnetrznego bedacego w wiekszej lub mniejszej czesci dziedzictwem poprzednich wcielen, chociaz odpowiedzi moze byc cala masa.
Piszesz ze Twoj syn przypomina Ci Ciebie - wiec nie martw sie, Ty wyszlas na ludzi to i Twoj syn wyjdzie. Widocznie ten typ tak ma :-)) Z drugiej strony moze takie cos jak uzdrowienie miedzypokoleniowe? skoro bylas podobna... cos w Waszym rodzie wisi..jak w kazdym innym zreszta. Modlitwa o uzdrowienie?
Byc moze Ty sama nie wybaczylas rodzicom jak Cie traktowali i dalej gleboko podswiadomie czujesz zlosc i zal, a zachowanie Twojego dziecka jest tylko "narzedziem" przypominaczem, lustrem, co TY masz w sobie niewyleczone, wlasnie akurat relacja rodzic-dziecko, to tez moze byc podpowiedz...? Twoj syn jakby kontynuuje krzywdzenie Cie, "przejal paleczke" od rodzicow Twoich - Wszechswiat pokazuje Ci GDZIE uzdrawiac. Jak to zrobisz tak do konca i naprawde, dziecko powinno sie uspokoic...
To ze sie denerwujesz jego jazdami to normalne, kto by sie nie denerwowal, to w koncu Twoje dziecko. Jezeli reagujesz tak samo jak Twoi rodzice reagowali na Ciebie - to tez zadna nowosc, kazdy tak ma. Najwazniejsze to sie nie obwiniaj i akceptuj siebie taka jaka jestes razem ze swoimi reakcjami ktorych nie lubisz. Zaakceptuj tez zachowanie swojego "trudnego" dzieciaczka i lecz to z innej strony, bo przyczyna jest gdzie indziej:-)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2012-06-04, 16:30:37
Dziewczyny wydaje mi się, że tu nie chodzi o bunt, wobec konkretnej sytuacji, bo ja myśle daje mu sporo swobody, ale i tak są pewne granice. Jeśli dziecko buntuje się na każde możliwe granice, to ja mu ich i tak nie pozwolę przekroczyć. Bo jestem rodzicem i ja ustalam zasady i reguły gry w domu.
Poza tym jeśli np dostał grę planszową, to ja proponuję, żeby zagrać, a on chce po swojemu to ok, ale ja nie chce tak jak on lubi. Bo mi to nie sprawia przyjemności. I każdy się zajmuje sobą.
Możliwe, że między nami jest tak duża dysharmonia, że nie do pogodzenia. I o to chodzi.
Ja czasem się poświęcam, żeby mu zrobić przyjemność np idziemy do centrum handlowego i jest impreza dla dzieci, on wymyślił zupełnie nagle że chce iść do sali zabaw, mi się baaardzo akurat nie chciało tam iść i siedzieć bezczynnie prze 45 min, no ale ok, siedzę, nudzę się, czuję się tam źle bo chaos straszny, także energetyczny, no ale ok, niech mu będzie przyjemnie.
On chce ciągle coś innego niż ja i to takie rzeczy na które ja nie ma akurat ochoty, mam inne potrzeby, albo po prostu ich nie lubię. Albo lubimy te same, ale z innymi intencjami.
W tym parku zabaw on znalazł sobie zaraz dwoch chlopaków z którymi walczył przez 30 min, aż się zirytowałam i go wyprowadziłam. To są jego intencje do zabawy:(
No nie pasujemy zupełnie do siebie i czuję, że to się pogłębia, ja lubię spokój, porządek, jakąś tam jednak harmonię.A tu każde ciągnie w inną stronę zupełnie. Pod względem wzorców.

Poza tym on jest zwyczajnie, wredny i złośliwy. Lubi dowalać, wyzywać, wprowadzać napięcie i zamieszanie, chaos. Kręci go baaardzo walka i destrukcja: to jest jego główne zainteresowanie.
Na pytanie jak było w przedszkolu: Beznadziejnie( stała odpowiedz) i zaczyna opowiadać plan jaki wymyślił by zniszczyć kolegę. Jest on zwykle dość brutalny i masakryczny.
No i nie znosi harmonii. Niszczy ją na wszelkie sposoby i wyśmiewa. A ma dopiero 6,5 roku.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2012-06-04, 16:40:35
Wiecie co? Postanowiłam, że zaczynam uzdrawiać dogłębnie swoje dzieciństwo i wybaczać sobie, że taka byłam. Wczoraj już zaczełam pisać afki wybaczające, cokolwiek mi sie pojawiało w głowie.

Ja wiem, że on ma swoją karmę, swoją drogę i że może wyjść na ludzi, ale ja nie mam ochoty przez najbliższe 15 lat się z nim użerać, tak jak moi rodzice ze mną. Nie mam zamiaru tego doświadczać. Wybieram harmonię, a nie dowalanie sobie za to jaka byłam kiedyś.
Tylko te misje wobec niego jeszcze mi mocno siedzą. Buuu.
Nie mam zamiaru kogoś przez tyle lat wyciągać. W sumie moim rodzicom się nie udało mnie wychować, dopiero jak już doświadczyłam dna na tyle, że się przelało, znienawidziłam wszystko i wszystkich odwróciło mi się. Tylko, że ja nie chce znosić tego jego przelewania się i wciągania mnie w to.
Niestety widzę, jaki on jest zaślepiony i "głupi" w tym wszystkim:( I jak bardzo chce w tym tkwić. To jest taka zachłanność wręcz na na jazdy, hardcore i destrukcję.

Boje sie trochę co by było, gdyby oni mnie wtedy tak zostawili gdy byłam jeszcze mała, lub bardzo młoda samej sobie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: hydrozagadka w 2012-06-04, 21:40:37
Laka - super decyzja wg mnie :)) Mam wrażenie, ze jak uzdrowisz u siebie dzieciństwo i swoje wewnętrzne dziecko, to jest wg mnie szansa, ze i młody wyluzuje. Mam nadzieję i życzę Ci, by to rzeczywiście tak zadziałało :-)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-06-04, 21:46:28
Też tak sadzę - powiedziałbym wręcz na mojego czuja, że ta cała sytuacja jest przede wszystkim wyrazem nieuzdrowionego dzieciństwa, braku akceptacji dla tego co było i dla wewnętrznego dziecka.

Jak uzdrowisz co trzeba, to z pewnością syn przekieruje swoją destrukcję w innym kierunku :) Nie będzie zresztą miał wyboru, gdy znikną w Tobie punkty zaczepienia dla tej destrukcji.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2012-06-04, 23:02:59
:) Też tak czuję. Chyba nawet taka inspiracja z góry poszła. Bo modliłam się o wskazanie o co chodzi i mnie od razu zaczęły skojarzenia i wspomnienia nachodzić.
Dziękuję Wam wszystkim za rozmowę i wsparcie.

Zaczęłam, tak jak pisałam, pracować z afką na harmonie i miłość. I wychodzi duzo emocji, a takze nieuzdrowionych spraw, ktore zapomniałam. Do tej pory nie mialam potrzeby z nimi pracować, bo tego nie było aż tak upierdliwie w moim życiu. Ale czulam od pewnego czasu, ze cos mi nie pozwala isc dalej i blokuje. No i to, że odczuwam czasem agresję w sobie i nieakceptację, to daje mi przekonanie, że nie jestem godna miłości i harmonii.
Zabawne jest to, że wywaliło w dzień dziecka:P

Buziaki:*
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-06-11, 23:59:27
Niedawno wpadałam na to, dlaczego z zewnątrz nie jesteśmy w stanie otrzymać tego (tzn. chodzi o miłość), co możemy dać sobie samej (samemu). Spróbuję to wytłumaczyć.

Jeśli ktoś usilnie szuka zaspokojenia potrzeby miłości na zewnątrz (u innych ludzi), tzn. że nie dostał jej wystarczająco dużo od matki w okresie niemowlęctwa.
W tym czasie matka powinna być całkowicie do dyspozycji dziecka, być przy nim cały czas, zaspokajać każdą jego potrzebę, rozumieć je, akceptować je całkowicie, być na każde jego skinienie, itd. (To dlatego natura wyposażyła kobietę w silny instynkt, pozwalający na poniesienie "ofiary" polegającej na zajmowaniu się dzieckiem bez przerwy. Ale może on się tylko rozwinąć wtedy, gdy kontakt matki z dzieckiem zaraz po urodzeniu jest bardzo bliski i nieprzerwany. I gdy matka nie ma poranionej psychiki). To bardzo ważne, bo tylko w tym czasie mogą zostać „nasycone” podstawowe potrzeby (bezpieczeństwa i miłości) dziecka. Dlatego, że gdy tak faktycznie jest dziecko uczy się, że jego potrzeby mogą i są zaspokajane, uczy się samemu zaspokajać te potrzeby (bo ma wzorzec).
Po czasie tego najbliższego kontaktu z matką ono samo w stosunku do siebie zaczyna przejmować tę rolę. Role osoby, która zajmuje się sobą w każdym momencie, zaspokaja wszystkie swoje potrzeby, pragnienia, rozumie się, reaguje gdy jest głodne, czy spragnione, itd.
Taki człowiek nie będzie musiał szukać miłości na zewnątrz (w chory sposób), bo sam sobie będzie dawał to, czego nikt inny nie byłby w stanie mu zapewnić. Bo kto byłby w stanie poświęcić dorosłemu człowiekowi uwagę cały czas, w każdym momencie jego życia? Kto byłby w stanie reagować na każdą jego uwagę, gest, skinienie. Kto byłby w stanie tak bardzo się poświęcać? Nikt. To może zrobić tylko matka w odniesieniu do niemowlęcia (w zdrowej sytuacji) i człowiek sam w odniesieniu do siebie.
Bo tylko my sami jesteśmy z sobą ciągle. Bo tylko my sami jesteśmy w stanie tak dobrze się zrozumieć, itp. I – co więcej – nigdy nie odczujemy zajmowania się sobą jako poświęcania się. Wręcz przeciwnie, im bardziej będziemy wsłuchiwać się w siebie i poświęcać sobie czas, tym bardziej będziemy zadowoleni. Tego nikt inny nie jest w stanie dla nas zrobić! Bo każdy ma swoje własne potrzeby, które musi spełnić. I prędzej czy później zbuntuje się przeciwko zaspokajaniu ciągle tylko naszych potrzeb. Nikt nie jest w stanie dac nam uwagi 24H na dobę. A my sami możemy.

Dorosły człowiek, którego matka nie zajmowała się we właściwy sposób (tzn. nie opiekowała się nim w sposób totalny; a do tego - tak jak pisałam - są zdolne niektóre tylko matki), nie umie tego robić w stosunku do siebie, więc domaga się tego ze strony innych (którzy mają zastąpić mu matkę).
A ponieważ nawet najbardziej starająca się osoba z zewnątrz nie jest w stanie zapełnić tej „dziury” (czyli zajać się nim tak, jak noworodkiem), człowiek zawsze czuje niedosyt.

Jaka jest na to rada?
Ponieważ te nasze pragnienia pochodzą z okresu niemowlęctwa, to trzeba sobie uświadomić, że nie mogą być zaspokojone. Trzeba przeżyć tamte emocje, które wtedy odczuwaliśmy, pozwolic sobie przeżyć cały ten koszmar. Wtedy zrozumiemy, że nasze pragnienie miłości z zewnątrz (od matki) nie pochodzi z obecnego czasu, więc obecnie nie można zaspokoić od zewnątrz (ten czas już minął bezpowrotnie). Da się tylko od środka.
Teraz tylko my sami możemy traktować siebie tak, jak kiedyś powinna nas traktować matka. Tylko my sami możemy dac sobie 100% czasu (bo i tak zawsze ze sobą jesteśmy), 100% uwagi,  100% zrozumienia i w ogóle 100% tego wszystkiego, co składa się na miłość.

Dlaczego ludzie tak buntują się, gdy jest mowa o tym, że miłość mogą dac sobie sami? Dlaczego tak się boją? To jest bunt i lęk małego dziecka, które mysli, że samo sobie nie poradzi, że zginie bez miłości z zewnątrz. I to jest prawda. Tzn. to była prawda. Kiedyś. Wtedy małe dziecko nie przeżyło by, gdyby rodzice go porzucili. Ale teraz sytuacja jest inna. Trzeba to sobie uświadomić i zauważyć, że jest już zupełnie inaczej i że ten lęk teraz nie ma sensu! A jak to sobie uświadomić? Wypuścić na zewnątrz stłumione emocje, powrócić do tamtego czasu i przeżyć cały ten lęk przerażonego niemowlęcia.
A potem nauczyć się traktować tak, jak kiedyś powinna traktować nas matka :)))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-06-12, 08:39:55
Felicite na prezydenta !!! ;)))

Genialny tekst, tego powinni w szkołach uczyć.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-06-12, 08:51:49
Dla mnie nie jest to nic nowego bo tego uczą na psychoterapii.

A praca z emocjami jest jedną z technik stosowanych w psychoterapii.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-06-12, 09:05:50
 Felicite
 Dziękuję kochana! Dla mnie jak zawsze Twoje posty są bardzo przydatne. Teraz mam jaśniej w temacie, choć oczywiście od dawna wiedziałam, że moje problemy wynikają z zaniedbania moich potrzeb w domu. Niedawno nawet dowiedziałam się, że moja mama kiedy chodziła w ciąży ze mną celowo jadła jak najmniej, żebym ja była malutka i żeby dzięki temu mieć lżejszy poród.  I rzeczywiście, po urodzeniu nie ważyłam nawet 3 kg. Za to od czasu kiedy poszłam do przedszkola, mialam wówczas jakieś 3 lata, zaczęłam tyć i powolutku stawałam się naprawdę otyłym dzieckiem, z którego wyrósł otyły dorosły. Myślę, że u mnie te niezaspokojone potrzeby i brak miłości to już okres prenatalny i chyba zaczęłam utożsamiać jedzenie z miłością, stąd potem tak duży apetyt u mnie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2012-06-12, 09:24:01
Indra

Tak pomyślałam sobie, że kluczowe może być dla Ciebie, że jesteś bezpieczna i jest Ci przyjemnie, dobrze kiedy jesteś szczupła.
 To co opisałaś faktycznie może wpływać na Twój apetyt i wage. Pś może czuć, że jej potrzeby nie zostały zaspokojone jeszcze w łonie, albo, że mama Ci czegoś nie chciała dać, żałowała, a potem Ty zaczęłaś sobie to rekompensować z nawiązką.
Może warto zobaczyć jakie decyzje wtedy podjęłaś i z czym Ci sie to ograniczanie pokarmu  kojarzyło:)
Chociaż musiałaś już coś mieć w sobie wcześniej, że trafiłaś na taką mamę i doświadczałaś niedoboru, no i że tak to na Ciebie zadziałało, że zaczęłaś potem tyć.

Też mam problem z wagą, jak dla mnie jest to duży problem, choć realnie nie mam jeszcze nadwagi.
I doszłam do tego, że pś boi się być piękna i szczupła. Niby banalne;)

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-06-12, 09:31:12
 Nie mam już jakiegoś wielkiego problemu z wagą, na szczęście:) Tzn. nadal mam nadwagę, otyła już nie jestem, troszkę jednak ruszyłam temat samoakceptacji i waga sama zaczęła lecieć w dół. Oczywiście zaczęłam się inaczej odżywiać i bardziej o to dbać, jednak sało się to jakby bezwysiłkowo, to już nie była drakońska dieta, z którą sie męczyłam, po prostu wrzuciłam na luz i samo się naprostowuje. Owszem, nadal nie jestem szczupła, ale coraz bardziej podobam się sobie taka, jaka jestem i nie mam ciśnienia na rozmiar 38, mogę być trochę większa, a nawet mi się to podoba. Nadal chcę jeszcze trochę zrzucić, ale moim celem nie jest idealna szczupłość.
To ograniczenie pokarmu w tym momencie kojarzy mi się z odmawianiem mi miłości, byłam niechcianym dzieckiem i matka zawsze mocno dawała mi odczuć, że jestem dla niej ciężarem, co sprawiło, że wyrosłam w wiecznym poczuciu winy za sam fakt, iż miałam czelność w ogóle się urodzić.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-06-12, 09:49:37
Cytuj
Dlaczego ludzie tak buntują się, gdy jest mowa o tym, że miłość mogą dac sobie sami? Dlaczego tak się boją? To jest bunt i lęk małego dziecka, które mysli, że samo sobie nie poradzi, że zginie bez miłości z zewnątrz. I to jest prawda. Tzn. to była prawda. Kiedyś. Wtedy małe dziecko nie przeżyło by, gdyby rodzice go porzucili. Ale teraz sytuacja jest inna. Trzeba to sobie uświadomić i zauważyć, że jest już zupełnie inaczej i że ten lęk teraz nie ma sensu! A jak to sobie uświadomić? Wypuścić na zewnątrz stłumione emocje, powrócić do tamtego czasu i przeżyć cały ten lęk przerażonego niemowlęcia.
A potem nauczyć się traktować tak, jak kiedyś powinna traktować nas matka :)))

Feli :) Dzięki za ten fragment. Faktycznie, te moje lęki pochodzą z okresu niemowlęctwa, a moja pś cały czas uważała je za aktualne. Cały czas starałam się unikać sytuacji, która nie ma już miejsca. W tej całej układance brakowało mi właśnie tego jednego kawałka. Uświadomienia sobie, że te lęki nie mają już podstaw. Jestem już wystarczająco silna by poradzić sobie sama, by sama zatroszczyć się, zadbać o siebie :D
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-06-12, 09:52:55
Feli
jednego czego mi zabrakło w Twoim tekście, a co wg mnie również jest istotne w miłości, w jej odczuwaniu/okazywaniu/przyjmowaniu – to dotyku - (zewnętrzności ... wzrokiem, słuchem, smakiem, dotykiem, …) - "cielesności" – nie istniejemy „sami dla siebie” jako miłość – … w miłości bezwarunkowej – niezbędną staje się wewnętrzność/zewnętrzność, aby się w nich „obu” równocześnie rozpuścić. :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-06-12, 09:54:40
Tej potrzeby: bycia widzianym, dotykanym, wzrokiem, dłonią, sami sobie nie zaspokoimy.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-06-12, 10:08:57
Feli

I jeszcze mi przyszło: chodzi po prostu o drugą osobę, o jej obecność. Tego procesu "leczenia" dziecka z braku matki w okresie niemowlęctwa nie da się dokonać samemu. Po prostu się nie da. W ogóle nie da się żyć samemu:) I nie chodzi o to, żeby ktoś był dla tego dorosłego dziecka 24h/dobę. Ale to dorosłe dziecko ma zadbać o relację z człowiekiem i ze światem, poszukać, sięgnąć.
Samemu można siebie objąć ramionami, to jest bardzo ważne. Tylko że ta droga nie jest prosta. Ten krok może nie być możliwy samodzielnie. To jest trochę tak, jakby powiedzieć dziecku, które nie było w dzieciństwie przytulane: uświadom sobie, że powinieneś zadbać sam o siebie. Mówienie tego dziecku nic nie pomoże. Słowa nie leczą.
Przypomina mi się scena z pewnej terapii, sprzed paru lat. To jest jedna z chwil, która mi przypomina, wtedy kiedy w to zwątpię, że terapia ma sens.
Siedzę na podłodze, płaczę, trzymam w ręku "lalkę", która jest moim wewnętrznym dzieckiem. Coś mówię. I czuję w swoim ciele ruch, terapeuta "wie" o tym ruchu i pyta, co chcę zrobić. A ja chcę rzucić tą lalką o ścianę. Mówię o tym. On prosi, żebym mu obiecała, że jeśli będę chciała to zrobić, to żebym mu oddała "lalkę-dziecko", on się nią zaopiekuje. Oddaję. On ją przytula. Ja patrzę i płaczę. Ten ruch, ta scena, zatrzymuje wewnętrzną agresję. Której być może nie "widziałam". Przemienia ją. Pokazuje mi. Na chwilę wyskakuję z mechanizmu, któremu podlegałam przez wiele lat. Ktoś wszedł w rolę dobrego dorosłego, objął ramionami i sercem. I ja mogłam się tego nauczyć. Docenić. Poczuć jak to jest inaczej, poczuć to serce. To jeden krok, żeby zaufać. Po wielu miesiącach dotarło do mnie, jak ważny. Tych kroków było dużo więcej. Ktoś, kto nauczył mnie, jak przytulić Siebie. Zamiast matki, która tego nie robiła.
Są różne sposoby na pewno, odzyskiwania Siebie i miłości do siebie, przekraczania osobności. I to nie jest krótka droga...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-06-12, 12:14:05
Niedawno nawet dowiedziałam się, że moja mama kiedy chodziła w ciąży ze mną celowo jadła jak najmniej, żebym ja była malutka i żeby dzięki temu mieć lżejszy poród.  I rzeczywiście, po urodzeniu nie ważyłam nawet 3 kg.

Ojej, jakie to smutne! :(((( Biedna, biedna mała Madzia... <przytula>

Grażynka, Karina,
a wiecie, że nawet chciałam napisać, że jedyne czego człowiek nie jest dać sobie samemu, to dotyk (choć to też może, ale wiecie o co mi chodzi), seks, itd.?  No ale wtedy nie wydało mi się to takie ważne, bo w końcu pisałam o chorym pragnieniu, o pragnieniu dostania od ludzi tego, czego nie możemy dostać. A to, co piszecie , to zdrowa potrzeba, bo można to dostać od innych ludzi :)
Pominęłam tę kwestię, bo wydała mi się mało ważna. A teraz widzę, że jest on bardzo wazny! Fajnie, że nam się to krystalizuje :))
No właśnie: jeszcze zdrowa potrzeba bycia widzianą, zauważaną. Dla mnie to stosunkowo nowe kwestie. Poszukuję więc inspiracji na ten temat (czyli temat potrzeb dziecka, a tym samym w ogóle człowieka), żebym teraz mogła to wszystko dać mojej małej Hani. Sama, bądź przez innych ludzi :)
Jak człowiek był zaniedbywany w dzieciństwie to jedno przeczytanie o tym nie wystarczy. Trzeba to sobie powtarzać aż o skutku, czyli aż do przyswojenia :)

Tak, tak, tak! 3 X TAK :D
Człowiek to istota społeczna i nie jest i chyba nigdy nie będzie tak, żeby nie potrzebował w żaden sposób innych ludzi. W ograniczonym jednak zakresie, czyli w takim, w jakim inni ludzie mogą mu dać to, czego potrzebuje :)
Zresztą tak jesteśmy skonstruowani (a to ze względu na istniejącą jedność miedzy nami), że pomaganie innym, zaspakajanie ich zdrowych potrzeb, przebywanie z innymi, dotykanie, pieszczoty, "oddawanie innym części siebie" (jeśli jest to zdrowe), itd., cieszy jak nic innego na świecie.
Podsumowując: są potrzeby, które możemy zaspokoić tylko my sami i z tym trzeba się pogodzić. Są też potrzeby, które są w stanie zaspokoić tylko inni. I z tym też się trzeba pogodzić :)))
[przy tym drugim coś mnie ruszyło, bo chciałabym być samowystarczalna, a tu zonk, hehe. Dzięki Wam za inspirację :*]

Karina,
I jeszcze mi przyszło: chodzi po prostu o drugą osobę, o jej obecność.

Dokładnie tak. To dlatego A. Miller tak bardzo podkreśla wagę obecności w terapii tzw. akceptującego świadka. Nie musi to być terapeuta. Wystarczy ktoś, kto wysłucha, zrozumie, zaakceptuje. Jeden gest daje więcej niż miesiące pracy nad sobą!
Mój mąż był takim świadkiem w czasie mojego uzdrawiania dzieciństwa. I choć nie do końca wszystko był w stanie zaakceptować (bo gdy ktoś sam nie ma uzdr. dziecinstwa, to pewnych rzeczy nie przeskocz, nie zrozumie, nie jest w stanie znieść), to bardzo dużo mi to dało. Nie jestem nawet w stanie opisać, jak dużo.

Ale to dorosłe dziecko ma zadbać o relację z człowiekiem i ze światem, poszukać, sięgnąć.

Bredshaw pisze nawet, że teraz dorosły powinien nie tylko stać się rodzicem dla wewnętrznego dziecka, ale znaleźć mu odpowiedzialnych rodziców zastępczych. To taka przenośnia tego, o czym piszesz :)

***
Jeszcze jedno mnie naszło:
Kiedyś nie rozumiałam słów: miłość to czas i uwaga (powtarza je zawsze prof. Królicki, wykładowca metody Silvy). A teraz wiem, że jeśli ktoś nie daje sobie czasu i uwagi w odpowiedniej ilości, to jego zapewnienia o miłości wobec siebie to czcze deklaracje. I odwrotnie - daj sobie czas i uwagę, a pokochasz siebie :))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-06-12, 12:31:08
Feli
Dobrze że to wszystko tu piszesz, bo dzięki temu nie czuję się tu jakąś dziwaczką ze swoimi technikami psychologicznymi.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-06-12, 13:28:48
"Podsumowując: są potrzeby, które możemy zaspokoić tylko my sami i z tym trzeba się pogodzić. Są też potrzeby, które są w stanie zaspokoić tylko inni. I z tym też się trzeba pogodzić :)))
[przy tym drugim coś mnie ruszyło, bo chciałabym być samowystarczalna, a tu zonk, hehe. Dzięki Wam za inspirację :*]"

Feli
mnie wręcz złości fakt, że są potrzeby, które mogą zastąpić tylko inni, tak bardzo chciałąbym byc samowystarczalna też.:))
Ciekawe skąd taki opór ?

I tez bardzo dziekuję Ci, bo inspirujesz mnie odkąd Cię znam. *)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-06-12, 15:27:14
Najstarszą ludzką potrzebą, jest posiadanie osoby,
zastanawiającej się, o której w nocy wrócisz.

Margaret Mead - antropolog
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-06-12, 22:27:22
Najstarszą ludzką potrzebą, jest posiadanie osoby,
zastanawiającej się, o której w nocy wrócisz.

Margaret Mead - antropolog

Może i jest to najstarsza ludzka potrzeba, ale nie wygląda mi na naturalną. Po co miałabym potrzebować kogoś takiego? Chyba tylko po to, żeby się dowartościować tym, że ktoś zaprząta sobie głowę moim bezpieczeństwem, że ktoś mnie potrzebuje, itd.
Nie podoba mi się to. Miłość to nie kontrola i wybieganie w przyszłość na zasadzie "co by było, gdyby" i oczekiwanie na coś, co mnie uszczęsliwi. Miłość to wolność, szczęście i radość nawet wtedy, gdy osoby kochanej nie ma przy nas.

A w ogóle po przemyśleniu muszę stwierdzić, że to nie jest do końca tak, że zawsze potrzebujemy kogoś, "w kogo oczach będziemy mogli się przejrzeć". Podejrzewam, że taki ktoś jest potrzebny w chwilach uzdrawiania zastarzałych ran. Ale po nawiązaniu pełnego kontaktu z sobą prawdziwą, nie jest to już potrzebne. Przeciwnie, wtedy mamy w sobie tak dużo miłości, że inni ludzie są nam "potrzebni" do tego, żeby się nią dzielić, ewentualnie, żeby ją mnożyć :) Ujęłam słówko potrzebni w cudzysłów, bo to nie jest potrzeba na zasadzie konieczności, tylko na zasadzie pełnej dobrowolności.
Skąd mi to przyszło do głowy? Do takiego wniosku doszłam na podstawie moich doświadczeń (a także na podstawie opisów stanów przepływu innych osób). Kiedy mam chwile, gdy czuję pełny kontakt z prawdziwą sobą, to wtedy nikt i nic (dosłownie) nie jest mi do szczęścia potrzebny. Ani żeby od niego brać, ani żeby się z nim dzielić. Jeśli jednak ktoś jest w pobliżu, to "obejmuję" go jakby swoim uczuciem [nawet nie potrafię nazwać tego uczucia, takie jest nowe i piękne, jakby totalne - o, to jest najlepsze określenie, totalna radość z bycia :)))], ale nie jest on mi potrzebny do tego, by to odczuwać.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-06-12, 22:32:32
mnie wręcz złości fakt, że są potrzeby, które mogą zastąpić tylko inni, tak bardzo chciałąbym byc samowystarczalna też.:))
Ciekawe skąd taki opór ?

Nie wiem. Mam pewne podejrzenia, ale to jeszcze nic konkretnego. Jestem na etapie rozpracowywania problemu, a właściwe otwarcia się na intuicję i inspirację :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2012-06-12, 23:36:53
Cytuj
Najstarszą ludzką potrzebą, jest posiadanie osoby,
zastanawiającej się, o której w nocy wrócisz.

Margaret Mead - antropolog

Ciekawe jeszcze jak nas ta osoba chce przywitać, kiedy późno wracamy do domu ;)

Bywa że mamy takie "potrzeby", czy też podobne w takim stylu, jednak człowiek się zmienia i zmieniają się też potrzeby. To znaczy, że w pewnym momencie wcale czegoś takiego możemy nie potrzebować. To czego potrzebujemy odkrywamy w sobie, i możemy to dawać innym, jeśli chcą z tego skorzystać.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2012-06-12, 23:51:31
Felicite
Mam, jak na teraz, podobne spostrzeżenia. Amerykańscy psychologowie od długiego czasu wmawiają ludziom, że człowiek potrzebuje kochać i być kochanym. W domyśle przez innych ludzi. Ponadto przekonują, że do prawidłowego rozwoju potrzebujemy 5-6 przyjaciół, żeby zaspokoic tę potrzebę bycia kochanym. Dlatego ludzie sądzą, że to są ich prawdziwe potrzeby, a jeśli nie mogą ich zrealizować, to czują się nieszczęśliwi. Mówią nie mam nikogo, kto by mnie kochał.
Tak by nie mówili, gdyby dali sobie choć jakąś część miłości, a nie oczekiwali, że inni ją im dadzą. A ludzi są dziwni. Jak widzą, że masz, to ci też dołożą, a jak widzą, że nie masz i pragniesz, to ci jej nie dadzą, i jeszcze się tyłkiem wypną.

 
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-06-13, 07:10:45

Najstarszą ludzką potrzebą, jest posiadanie osoby,
zastanawiającej się, o której w nocy wrócisz.

Margaret Mead - antropolog

Jedmak póki co wydaje mi się, ze to jest najgłębsza ludzka potrzeba bycia kochanym i kochać. Mi sie wydaje, ze to jest bardzo przyjemne, gdy myślisz, ze ktoś o Tobie mysli i sie martwi, albo jeszcze czeka z kolacją. ;)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2012-06-13, 07:56:08
Tam gdzie brak tego, staje się to potrzebą. W zasadzie pragnieniem, bo wynika ono z poczucia braku (niezaspokojenia wewnętrznego). Jak nie ma braku, nie ma problemu.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2012-06-13, 08:46:59
Witek

ja zdałam sobie ostatnio sprawę, że moja pś lubi pragnąć:) Czasem bardziej niż być spełnioną. Tak jest np z chęcią posiadania czegoś, materialnie: jak tego nie mam to tyle rzeczy mi sie podoba, fascynuje, a gdy mam kase i moge to mieć w każdej chwili to już jakby mniej, albo pragnienie znika, po zaspokojeniu i...jest tak zwyczajnie. Jakby nigdy nic. Pustka. Dziwnie mi.

Gdyby nie to,  że pragnienie jest dokuczliwe, frustrujące czy męczące to chyba bym je wolała. Ale tych negatywnych odczuć nie lubię, więc wybieram spełnienie. Tylko, że zawsze wtedy jest coś nowego co można by pragnąć. Znów się za czymś goni.
Trochę mi chyba na harmonię wywałki wyłażą. Bo co ja będę robić, gdy będę już wszystko miała. Nuda i pustka.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Jolanta 16 w 2012-06-13, 09:35:00
Moja mama opowiadala, ze kiedys Pani z przedszkola spytala z ironia moja mame " Czy to dziecko ktos przytula w ogole" ????  Panie w przedszkolu uwazaly to za brak kompetencji w dawaniu czulosci dziecku i byly zbulwersowane , a moja mama zmieszana odebrala to jak prawie przestepstwo!....Napewno czula sie winna tej sytuacji...
Balam taka przylepa, ktora nie chciala sie odkleic, przechodzilam z kolan na kolana na rodzinnej imprezie...chyba wszyscy znajdowali to jako pozytywne mile zachowanie " taka pieszczoszka". Wiem, ze spalam razem w moja starsza siostra w lozku , ale zawsze musialam miec przytulanke i to bylo dziwne dla mojej siostry i wyrzucala ja z lozka, bo jej przeszkadzala.....
Uwazam, ze na tamte warunki, ciezkie czasy rodzice dali mi duzo milosci....ale i tak mam pare rzeczy do przerobienia- niedawno to dopiero odkrylam...bo mialam nieraz pretensje o cos tam, ale nie zdawalam sobie sprawy z innych spraw...emocji, ktore teraz widze....dzieki za ten watek
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: kinga roszczyniała w 2012-06-13, 11:09:21
Laka,

Gdyby nie to,  że pragnienie jest dokuczliwe, frustrujące czy męczące to chyba bym je wolała. Ale tych negatywnych odczuć nie lubię, więc wybieram spełnienie. Tylko, że zawsze wtedy jest coś nowego co można by pragnąć. Znów się za czymś goni.
Trochę mi chyba na harmonię wywałki wyłażą. Bo co ja będę robić, gdy będę już wszystko miała. Nuda i pustka.

Pragnienie jest atrakcyjne,  bo prócz skrajnie negatywnych emocji towarzyszą mu inne np. ekscytacja i „pozytywne” nakręcenie (czasami mylone z radością).  Jak przestaniesz swoje marzenia i plany realizować z poczucia braku, a zaczniesz  z harmonii i spełnienia, wtedy nauczysz się realnie korzystać z tego co będziesz osiągać (np. bogactwo).
Niestety, my nauczyliśmy się, by poprzez zaspokajanie swoich celów, zaspokajać głównie swoje braki (np. jak będę miała związek będę czuła większą miłość w swoim życiu - brak miłości, jak będę miała więcej pieniędzy, będę się czuła lepiej i bezpieczniej – brak bezpieczeństwa), dlatego nie wiemy co mamy robić dalej, jeśli już dane pragnienie zostanie zaspokojone : ).  W medytacji można poczuć, że Bóg ma mnóstwo wspaniałych inspiracji  na nasze życie i one nie wywodzą się z poczucia braku ale ze ŚWIADOMOŚCI bogactwa, miłości, harmonii, spełnienia. Jak uda się tą świadomość przełożyć na życie tu i teraz, wtedy zamiast "wiecznego niedosytu" będziemy czuli wyższe uczucia, które sprawią, że życie zacznie obfitować w to na czym nam zależy, a my będziemy potrafili realnie z tego korzystać.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-06-13, 11:47:26
Kinga
Gdyby to był Facebook kliknęłabym "lubię to" pod Twoim postem:) dzięki!
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: bziuuummm w 2012-06-13, 12:10:32
ja też :) albo zasubskrybowałabym całą stronę :D
(jak to dobrze mieć czasem czas żeby tu zaglądać)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-06-13, 12:40:47
ja też :) albo zasubskrybowałabym całą stronę :D
(jak to dobrze mieć czasem czas żeby tu zaglądać)

Bziuuummm :D Obok przycisku Odpowiedz jest przycisk Powiadamiaj :D
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: bziuuummm w 2012-06-13, 12:51:01
Grazka :D
no tak to jest jak się najczęściej w locie wpada, nie zauważyłam , takie małe zaślepienie :)
dzięki za uświadomienie istnienia takiej opcji :))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2012-06-13, 15:30:12
Wczoraj miałam spięcie z rodzicami, pierwsze od bardzo dawna. Nie bylo jakoś ostro szczególnie, ale uświadomiło mi to, ile poczucia winy, niskiej samooceny oboje moi rodzice we mnie wtłaczali. A mama także poczucia odpowiedzialności za jej złe samopoczucie, czy problemy ze zdrowiem, które to niby były wywołane...tym że sie nie zgadzam z jej wizją i prawdą o świecie, mam swoje zdanie, albo nie zamierzam robić tego co ona by chciała bym robiła.
Zobaczyłam też jak manipulowała mną wpajając jak największą ilość lęków na temat świata, tego jak ten świat funkcjonuje.
To trochę jakby chciała na wszelkie możliwe sposoby te wszystkie lęki, czy negatywne wizje, nastawienie we mnie wepchnąć, żebym je przejmowała.
Nie mam pojęcia po co to robi, ale niby w imię "dobra", wsparcia w życiu i pomocy;)
Bardzo dużo negatywnych wyobrażeń rodzice mają na mój temat. A ja tym przesiąkałam całe dzieciństwo. No to negatywne ocenianie, doszukiwanie się moich nieczystych intencji, interpretowanie, takze tam gdzie ich nie ma. Bardzo mnie nie akceptowali.


Kinga
:) Dzięki za posta. Faktycznie jest pewnie tak jak piszesz.
Ja już doświadczałam takich stanów świadomości, choć nie jest to ugruntowane i okazuje się że moja pś ma jeszcze troche sprzecznych wobec tego chęci.



Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Amelka w 2012-06-13, 16:06:09
Laka,

bardzo dobrze Cie rozumiem. Moja mama miala podobny zwyczaj; lapala sie za serce i gleboko wzdychala jak probowalam miec swoje zdanie....bardzo ja kochalam i ona byla dla mnie naprawde dobra, a jednak "wyrobila" we mnie wielkie poczucie winy- niechcacy.Ale ona dzialala ze tak powiem "mechanicznie" i nie zdawala sobie sprawy z tego jakie to toksyczne dla mnie bylo. Mysle Laka ze Twoja mama ma problem ze soba, tak jak moja miala a my jestesmy ofiarami ich duchowych ran.
Moja mama jeszcze dodatkowo "mielila" na glos swoje niezadowolenie glownie z powodu ojca i ja tego wszystkiego sluchalam, no i teraz sama taka jestem, ale u mnie to sie odbywa w ten sposob ze robie to "niemo", dusze w sobie, a zeby bylo ciekawie, to wynajduje, wyciagam z przeszlosci jakies brudy i wywalaja mi emocje, ohydne to jest i nienawidze tego, i to sie dzieje jakby wbrew mnie...Meza mam normalnego, w sensie ze jest ok, a ja takimi wywalankami kreuje po prostu jakies napiecie w naszym zwiazku. I ja jestem tego swiadoma i nie wiem jak mam sobie z tym poradzic...

"Bardzo dużo negatywnych wyobrażeń rodzice mają na mój temat. A ja tym przesiąkałam całe dzieciństwo. No to negatywne ocenianie, doszukiwanie się moich nieczystych intencji, interpretowanie, takze tam gdzie ich nie ma. Bardzo mnie nie akceptowali."
U mnie to samo, ale ze strony taty. Nigdy mnie nie akceptowal, zawsze ja bylam winna i w ogole najgorsza. Jak umarl, siostra przejela paleczke i mnie "nienawidzi" a ja nie wiem o co chodzi.

 
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-06-13, 19:11:39
Moja mama miala podobny zwyczaj; lapala sie za serce i gleboko wzdychala jak probowalam miec swoje zdanie....bardzo ja kochalam i ona byla dla mnie naprawde dobra, a jednak "wyrobila" we mnie wielkie poczucie winy- niechcacy.Ale ona dzialala ze tak powiem "mechanicznie" i nie zdawala sobie sprawy z tego jakie to toksyczne dla mnie bylo. Mysle Laka ze Twoja mama ma problem ze soba, tak jak moja miala a my jestesmy ofiarami ich duchowych ran.

Żaden rodzic nie krzywdzi swoich dzieci świadomie. Nawet taki, który celowo katuje swoje dziecko nie robi tego świadomie, ale dlatego, że coś mu zaciemnia świadomość.
A konkretniej to tym, co zaciemnia mu tę świadomość jest mechanizm wyparcia emocji z dzieciństwa. Skrzywdzone dziecko staje się katem dla swojego potomka. Odgrywa się też na partnerze i innych ludziach. Nie może inaczej dopóki nie rozpozna tych mechanizmów i ich nie zlikwiduje, będzie działać właśnie jakby mechanicznie, bo nieświadomie. Nie ma innej możliwości, żeby postępować inaczej w dziedzinach, w których jest coś nieuzdrowione, bo tego się po prostu nie widzi (tyle, że to od nas zależy, czy damy sobie szansę coś zobaczyć czy nie, dlatego jesteśmy za to odpowiedzialni).
[[Tak na marginesie - to dlatego ludzie, którzy mają dzieci, mają trudniej z przyznaniem się do tego, że w dzieciństwie byli krzywdzeni.  Bo podświadomie czują, że tym samym musieliby przyznać się do tego, że sami krzywdzą swoje dzieci. Czyli w tym przypadku do bólu przyznania się do tego, że byli niekochani w dzieciństwie, dochodzi ból przyznania się do swoich własnych błędów, do tego, że nie jest się tak wspaniałym, jak się myśli (duma własna bardzo na tym cierpi).]]
Dlatego każdy rodzic jest tak samo niewinny. Ale to nie znaczy, że nie jest odpowiedzialny. To dwie różne kwestie.
Są odpowiedzialni. To oni krzywdzą, nieważne, że nieświadomie. Dla dziecka nie ma to najmniejszego znaczenia. Ból dziecka jest zawsze taki sam.
To tak jakby ktoś przejechał Ci samochodem nogę. Zawsze boli tak samo, nieważne, czy zrobił to świadomie, czy nie.
Ale dzieci tłumaczą rodziców i wmawiają sobie, że nie bolało (dlaczego tak robią, napiszę poniżej). Gdy rodzic nie był jednoznacznie „zły” dla dziecko, tym trudniej przyznać się do bólu, tym łatwiej go tłumaczyć i „zrozumieć” (ale to nie jest prawdziwe zrozumienie, tylko tłumaczenie z intelektu).
Tylko żeby naprawdę zrozumieć, że tak naprawdę nikt nie jest winny, żeby to sobie uświadomić i prawdziwie przebaczyć, trzeba pozbyć się zaciemniających tę kwestie emocji (przede wszystkim gniewu), które kiedyś powstały i zostały zepchnięte w nieświadomość. Nie ma innego wyjścia niż dostrzeżenie ich, wyciągnięcie na wierzch i przeżycie ich.
A żeby to zrobić, nie można starać się rozumieć rodziców (nie może jednocześnie tłumaczyć rodziców i gniewać się na nich autentycznie, całą sobą. To nie możliwe). Trzeba to całe zrozumienie odsunąć na bok i stanąć całkowicie po swojej stronie. Czyli po stronie dziecka, które było krzywdzone. I obarczyć odpowiedzialnością rodziców. Tylko rodziców.
Dać sobie poczuć cały gniew oraz złość na nich i wzbudzić współczucie do siebie, jako do ofiary. Dać sobie prawo zapłakać nad swoim własnym losem i posmucić się tyle, ile trzeba. Bo to, co przeżyliśmy było naprawdę smutne.
I kiedy te wszystkie emocje wyjdą, pozostaje świadomość, że nikt nie był winny, że nie było katów i ofiar, że wszyscy – bez wyjątku – byliśmy ofiarami swoich własnych zaślepień. I to jest prawdziwe przebaczenie, kiedy widzi się, że nie było czego przebaczać. A potem człowiek dostrzega, że wszystko, co nam się przytrafiło, było właściwe i już nawet nie postrzega siebie jako ofiary.
Ale ta świadomość to naturalna konsekwencja pewnych działań. Nie można sobie tego uświadomić na siłę.


To standard, że rodzice wzbudzają w dzieciach poczucie winy. A dlaczego dzieci tak łatwo to łykają? Bo poczucie winy chroni za dużo większym bólem. Bólem przyznania, że było się niekochanym (tak, jak na to zasługiwaliśmy), odrzuconym. Na pierwszy rzut oka może się to wydawać dziwne, bo przecież każdy z nas kiedyś przeżył odrzucenie i może nie było przyjemne, trochę bolało, ale dało się przeżyć. Z pozycji dziecka wygląda to całkowicie inaczej. Ból jest nie do zniesienia, bo wiąże się z lękiem o to, co ma najcenniejszego, o swoje życie. Czyli z lekiem przed śmiercią (to w tym sensie poczucie winy wynika z pragnienia aprobaty, a to z kolei z pragnienia bezpieczeństwa. Bo gdyby rodzice nas nie zaaprobowali, to byśmy nie przeżyli).
Dziecko jest całkowicie zależne od swoich opiekunów. To od ich aprobaty zależy, czy przeżyje, czy nie (wystarczy przypomnieć sobie, jaki los spotykał nie-takie-jak-trzeba niemowlęta w Sparcie). Gdy dziecko czuje, że w jakiś sposób nie jest aprobowane przez rodziców, wtedy powstaje w nim lęk o swoje życie. Gdyby uznało, zgodnie z prawdą, że „wina” leży po stronie matki (rodziców), to musiałoby przyznać, że może tylko czekać na niechybną śmierć, że jest zdane na kapryśny los, że samo nic nie może zrobić. Nie mogłoby się poczuć bezpiecznie.
Dlatego woli uznać, że to z nim jest coś nie-tak. W takiej sytuacji samo może wpływać na swój los. Może się zmienić, może się postarać, może się przystosować, może stać się potrzebne (to dlatego np. wczuwa się w potrzeby matki, wypierając swoje).
A ponieważ sytuacja się nie zmienia, matka nie aprobuje go bardziej niż może (bo inaczej nie może), to powstaje w nim poczucie winy. I to poczucie winy przywiązuje dziecko do rodzica. Widać z tego, że ma funkcję ochronną – chroni przed bólem przyznania się, że nic nie zależało od nas, że to rodzice są wyłącznie odpowiedzialni za to, co się nam przytrafiło na początku naszego życia. A to jak już napisałam – boli najbardziej.

Co zrobić, żeby pozbyć się poczucia winy? (i nie tylko poczucia winy, oczywiście :)))
Zobaczyć tę sytuację ze swojego dzieciństwa taką, jaką była. Pozbyć się złudzenia, że mogliśmy coś zrobić, żeby nas kochano, że to nasz wina, że nas odrzucono, bo byliśmy nie tacy, jak trzeba. Nic nie mogliśmy zrobić. Za zachowanie naszych rodziców w stosunku do nas odpowiedzialność ponoszą nasi dziadkowie, czyli ich rodzice, a nie my.
Czyli trzeba położyć odpowiedzialność tam, gdzie jej miejsce. W tym celu trzeba pozbyć się złudzenia, że rodzice nas pokochają, JEŚLI TYLKO… (jeśli tylko będziemy bardziej się starać, itp.). Nigdy nie pokochają nas tak, jakbyśmy tego oczekiwali. Bo nie mogą. Skoro nie kochali nas, gdy byliśmy małymi, bezbronnymi dziećmi, to tym bardziej nie zrobią tego teraz.
Po drugie, uświadomić sobie, że nasz lęk przed zobaczeniem prawdy o nas jest lękiem małego dziecka. A małego dziecka już nie ma. Jest dorosły człowiek, który sam o siebie może się zatroszczyć i na pewno nie zginie, gdy zostanie odrzucony. Wręcz przeciwnie, poczuje się uwolniony od ludzi, którzy nie pasują do niego. I będzie mógł wreszcie pozwolić sobie spotykać takich, którzy dadzą mu to, na co zasługuje!
Żeby to wszystko sobie uświadomić, trzeba wypuścić na wolność emocje stłumione w dzieciństwie. Czyli tak jak już pisałam – nie tłumaczyć rodziców. Stanąć całkowicie po swojej stronie. I pozwolić sobie poczuć to wszystko, czego czuć nie można było, gdy byliśmy dziećmi. To jest pierwszy, najważniejszy krok do uwolnienia.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-06-13, 21:27:00
 Feli
 Kocham Cię, serio, naprawdę! nawet nie wiesz, jak bardzo mi pomagasz swoją mądrością tutaj- dziękuję Ci z całego serca. Piszesz dokładnie o tym, co aktualnie mam na tapecie i dzięki temu łatwiej mi pewne rzeczy zrozumieć. Zwłaszcza ważny dla mnie był ten fragment o tym, że czułam i czuję nadal, że byłabym kochana, gdybym była inna, lepsza... i że nie dostaję tej miłości, ponieważ jestem nie dość dobra. To dokładnie te odczucia, które miałam będąc dzieckiem.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2012-06-13, 22:44:29
Amelka

Moja mama manipuluje byciem biedną ofiarą. Ale nie tylko tym.
Wmawiano mi te straszne głupoty na mój temat, a ja to łykałam wszystko jak młody pelikan, jako prawdę o sobie. Ich zaślepienia, interpretacje i wyobrażenia na mój temat. Teraz to zobaczyłam. Cieszę się, bo gdy widzę jak wykrzywione to było i jak uczyłam się tych "prawd"  to łatwiej mi tą samoocenę uzdrowić i przestać wreszcie w te głupoty wierzyć.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-06-13, 22:55:55
A co myślicie o książce "Dzieci regresji" Krakowiaka?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Amelka w 2012-06-13, 23:12:49

Bardzo fajna ksiazka. Zawiera tez duzo trafnych afirmacji. Mnie, moza by powiedziec - olsnily afirmacje do uzdrawiania relacji z rodzicem tej samej plci i rodzicem plci przeciwnej. Wedlug mnie warto siegnac po ta ksiazke, to na pewno.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Amelka w 2012-06-13, 23:59:28
Felicite,

dziekuje Ci ze tak duzo napisalas... co mi sie najbardziej podoba w Twoim podejsciu do wielu tematow to to, zeby stawac po swojej stronie, zeby SIEBIE AKCEPTOWAC, zeby siebie bronic, byc dla siebie wyrozumialym, zeby SIEBIE KOCHAC. Niby to zadna nowosc dla mnie :-))) ale dopiero teraz widze ze ja nie mialam pojecia, co tak naprawde znacza te slowa. Bardzo plytko to rozumialam wczesniej. NIE CZULAM tego w sercu. Nigdy. Dopiero teraz widze jak bardzo cierpialam i jak w dalszym ciagu mnie boli. Kiedy bylam nastolatka i slyszalam fajna muzyke, taka romantyczna albo , no.... piekna - to ta muzyka nie porywala mojego serca, nie unosila go. Ona mnie ranila, dobijala. Czulam sie taka niegodna tej radosci ktora z niej plynela. Czulam potworny smutek i wrecz fizyczny bol w ciele. Dlatego wlasciwie nie sluchalam muzyki, wolalam cisze :-(
 Albo kiedy w ogladanym filmie wystepowaly zalozmy dwie bohaterki: jedna kochana, adorowana i piekna a druga odrzucana i malo atrakcyjna, to ZAWSZE utozsamialam sie z ta druga i to bylo dla mnie OCZYWISTE . Nigdy nie umialam poczuc sie jak ta piekna, adorowana i kochana. Uczucie spelnienia bylo mi obce. Cala mlodosc czulam ze mam w sobie ogromnie duzo placzu - na zewnatrz bylam oczywiscie wesola, rozgadana. Kiedys na sesji regresingu wyszly mi jakies zatargi z mezczyznami w poprzednim wcieleniu. Duzo mezczyzn na mnie krzyczalo i mnie wyzywali, mieli pretensje, widzialam ich rozkrzyczane twarze. Jako dziewczynka a potem mloda dziewczyna balam sie mezczyzn, wrecz sztywnialam przy nich. Na rodzica plci meskiej wybralam mezczyzne ktory mnie odrzucal i nie akceptowal. Teraz, jako dorosla kobieta nie mam problemow zeby sie porozumiewac z mezczyznami, jednak dziwnym trafem czesto mnie albo nie traktuja powaznie - w sensie ze robia sobie ze mnie jaja,albo mnie ignoruja, nie doceniaja, albo narzucaja swoja wole, i zawsze mnie przegadaja. Bo zaczelam to dokladnie obserwowac, tzn. reakcje mezczyzn na mnie. I jak ja mam sie poczuc atrakcyjna albo madra. Natomiast z kobietami zawsze mialam i mam super relacje. W relacjach z kobietami, przyjazniach - totalne spelnienie, zaspokojenie emocjonalne. Zadnych nieporozumien, pelna harmonia, calkowite zaufanie, wiele "zdanych egzaminow" w tych relacjach, po prostu cud-miod.  . Wyjatkiem jest moja siostra jak na ironie. Ale majac takie fajne i szczere przyaznie siostre zwyczajnie olewam - jej sprawa.
Felicite,
dzieki Tobie, rozmawiam ze swoim wewnetrznym dzieckiem i jestem dla siebie bardzo czula :-) pomaga :-)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-06-14, 00:13:18
Indra :))))) :*
Przytulam małą Madzię i dużą Indrę :D

O książce Roberta Krakowiaka nie wypowiadam się szczegółowo, bo, co prawda mam ją w domu, ale przeczytałam ją tylko fragmentarycznie (właściwie rzuciłam okiem). Jakoś nie przyciągnęła mojej uwagi, choć wydaje się bardzo fajna.
R.K. całościowo podchodzi do rzeczy [tak jak pisze Amelka - są afki. I nie tylko one :)] i to jest świetne. Jednak ja nie znalazłam tam niczego, czego wcześniej bym nie znała [choć może gdybym się wgryzła, to bym znalazł, nie zarzekam się :)]. I chyba to mnie w niej nie pociąga ;)
Ale jeśli dla kogoś temat jest w miarę nowy, to jak najbardziej można polecić :)

Niby to zadna nowosc dla mnie :-))) ale dopiero teraz widze ze ja nie mialam pojecia, co tak naprawde znacza te slowa. Bardzo plytko to rozumialam wczesniej. NIE CZULAM tego w sercu. Nigdy.

Heh, a myślisz, że dla mnie nie była? ;)) Ja też nie miałam pojęcia, co tak naprawdę te słowa oznaczają. Zresztą nadal poznaję i uczę się :))

Felicite,
dzieki Tobie, rozmawiam ze swoim wewnetrznym dzieckiem i jestem dla siebie bardzo czula :-) pomaga :-)

Bardzo, bardzo się cieszę :)) Pozdro dla Twojego wewnętrznego dzieciątka! :D


Za zachowanie naszych rodziców w stosunku do nas odpowiedzialność ponoszą nasi dziadkowie, czyli ich rodzice, a nie my.
Czyli trzeba położyć odpowiedzialność tam, gdzie jej miejsce.

Oczywiście nie chodziło mi o to, żeby obarczać odpowiedzialnością dziadków (do nich to niech "mają pretensje" rodzice ;), ale oczywiście rodziców. Z tymi dziadkami to wygląda na to, że zaczęłam jakąś inną myśl, ale w ferworze pisania nie rozwinęłam jej :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-06-14, 00:43:40
 I ja Ciebie przytulam, małą śliczną Hanię i dużą Felicite :))))) dziękuję, że tu jesteś :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-06-14, 00:51:30
Także mam tę książkę w domu i też przeczytałam ją tylko pobieżnie, z podobnych co Ty powodów. Ale chyba jutro poczytam dogłębniej, może znajdę jakieś fajne inspiracje :) chyba najwyższy czas zabrać sie za wewnętrzne dziecko. Może gdy trochę podziałam w temacie oczyszcze te intencje, które kreowały odrzucenie w moim życiu.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Amelka w 2012-06-14, 02:04:38
Felicite,

 u mnie jednak nie poczucie winy jest tym "nozownikiem" w moim zyciu. Ta najgorsza toksyna ktora wszystko infekuje to jest poczucie bycia GORSZA - poczucie, ktore przynajmniej w tym zyciu zawdzieczam tatusiowi. Prosze podpowiedz mi jak mam to ugryzc...probowalam pisac afki, np.
"ja Ania, jestem w pelni kochana przez mezczyzn????(nie, to mi sie kojarzy co najmniej z agencja), kochana, akceptowana przez mezczyzne??? ( moja podswiadomosc glupieje, nie wie o ktorego mi chodzi). Kochana i akceptowana jako kobieta? ( podswiadomosc pyta: przez kogo?nie czuje potrzeby bycia powszechnie uwielbiana , lubi " we dwoje")Czy w ogole tego nie odnosic do mezczyzn. Ale jak nie odniesc, skoro o to konkretnie mi chodzi? Mam sie nie nastawiac na konkretna osobe, ok. Ale wtedy czuje sie niepewnie, czuje lek, jakbym byla do dyspozycji calego swiata, patrzcie, bierzcie mnie, jestem fajna. I ta oaza bezpieczenstwa, jaka stanowi moj dom ( w sensie ja i moj maz) schodzi na dalszy plan, jakbym pozbawiala swoj zwiazek znaczenia. Moze i moje malzenstwo nie jest doskonale, ale jesli od 10 lat patrze z miloscia na mojego partnera i sie ciesze ze z nim jestem.... choc wiele psuja moje wywalanki....on bardzo wrecz natychmiastowo reaguje na moje zmiany w podswiadomosci. Czuje sie wrecz jak manipulantka jakas. Jestem zla w srodku...on sie zamyka w sobie, ucieka w swoj swiat. Ja sie otwieram na radosc, wybaczam ogolnie ( to sie odbywa tez w srodku - niczego nie pokazuje na zewnatrz)- nagle on staje sie radosny, pelen entuzjazmu (a to czlowiek bardzo niezalezny i na pewno nie jest pod pantoflem :-)). Normalnie jak lustro.
Wracajac do afek. Wiem ze klania sie samoocena. Ale czuje ze to nie wszystko. To poczucie bycia gorsza ma jakies glebsze dno, bo odnosi sie wylacznie do mezczyzn. Przy kobietach nie czuje sie gorsza :-) Jak ulozyc afke w zwiazku z mezczyzna???
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-06-14, 08:17:04
Żaden rodzic nie krzywdzi swoich dzieci świadomie. Nawet taki, który celowo katuje swoje dziecko nie robi tego świadomie, ale dlatego, że coś mu zaciemnia świadomość.


A co z rodzicem psychopatą który czerpie przyjemnośc z dręczenia dziecka?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-06-14, 08:53:07
Nie mam żadnego kontaktu ze swoim wewnętrznym dzieckiem. Jestem od niego całkowicie odcięta.
Na ostatniej terapii zorientowałam się że powinnam go szukać w lęku, pustce i śmierci. Bo tylko lęk jest moją prawdziwą emocją, czymś co jest moje. Mogę go odnaleźć poprzez wgłębianie się w swój lęk,  świadome przeżywanie go oraz zaprzestanie szukania ucieczek od niego poprzez zajmowanie się czymś przyjemnym lub myślenie o czymś przyjemnym
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-06-14, 12:59:24
Indra, ja też Ci dziękuję, że jesteś :* :))

u mnie jednak nie poczucie winy jest tym "nozownikiem" w moim zyciu. Ta najgorsza toksyna ktora wszystko infekuje to jest poczucie bycia GORSZA - poczucie, ktore przynajmniej w tym zyciu zawdzieczam tatusiowi. Prosze podpowiedz mi jak mam to ugryzc...

Tak samo, jak poczucie winy. Napisałam: "Co zrobić, żeby pozbyć się poczucia winy?" tylko dlatego, że wcześniej pisałam właśnie o tym. Ale zaraz to sobie uświadomiłam i dopisałam: "(i nie tylko poczucia winy, oczywiście :)))", bo nie chodzi tylko o to, a nawet nie przede wszystkim o to. Chodzi o większość upierdliwych mechanizmów, emocji, odczuć, itd.  Dotyczy to także tego, co napisałaś: "Jestem zla w srodku". Przecież o tym pisałam wcześniej :)) Tak właśnie czuje się dziecko. A czuje się tak dlatego, że wypiera to, że to rodzice są "winni" temu, że go nie kochali, a nie ono . A wypiera ze strachu przed śmiercią.
Z dzieckiem nie jest NIC nie tak. To rodzice mają spaczony (przez swoich rodziców, a ci przez swoich, itd.) obraz rzeczywistości i nie widzą całego piękna, dobra, itd. dziecka. Nie widzą, bo nie mogą. Tak zostali wychowani (znasz ten eksperyment? Kot wychowany w pokoju pomalowanym w pionowe pasy nie potrafił potem zejść po schodach (elementy poziome), bo ich nie widział!
Dziecko przegląda się w oczach rodzica (tylko tak może się zobaczyć), jeśli czegoś w nich nie dostrzega, to się tego nie nauczy. Jeśli nie dostrzega w nich prawdziwego siebie, tylko chore wyobrażenia, to się potem nie będzie widziało takim, jaki jest naprawdę. Będzie o sobie myślało, że jest złe, nie takie jak trzeba, itd.
Cały ten mechanizm jest podtrzymywany przez lęk przed zobaczeniem prawdy (że rodzice nas nie kochali), czyli przez pragnienie miłości aprobaty). Dopóki nie przyznamy, że rodzice nie mogli i nie mogą nam dać tego, czego od nich oczekujemy, dopóty będziemy więźniami tego mechanizmu i nie pozwolimy sobie zobaczyć siebie takimi, jacy jesteśmy naprawdę.
Dlatego trzeba zrobić to co, napisałam. Wszystko po kolei. Na początek: stanąć całkowicie po swojej stronie, nie tłumaczyć rodziców ("moja matka mnie kochała, to nie jej wina", itd.), przekonać siebie, że za WSZYSTKO odpowiedzialni są rodzice, a nie dziecko. Dziecko musi czuć, że jest rzy nas bezpieczne, że tym razem nie potraktujemy go tak, jak traktowali nas rodzice. Dopiero wtedy może pokazać, co było nie tak, dopiero wtedy pozwolimy sobie odczuć emocje stłumione w dzieciństwie.
To nie jest krótki proces. Przez całe życie byliśmy przyzwyczajeni do postawy odwrotnej ("czcij ojca swego i matkę swoją"), więc teraz nie można tego odwrócić w kilka, czy kilkanaście dni.
Dlatego trzeba pracować konsekwentnie, robić ćwiczenia. Np. takie, o jakich pisze S. Forward w książce "Toksyczni rodzice".
Obarczenie pełną odp. rodziców nie przychodzi łatwo. Ale się opłaca :)
Polecam też książki A. Miller. Ona dokładnie opisuje przyczyny takich kłopotów (szczególnie "Dramat udanego dziecka" i "Twoje ocalone życie"). Można też znaleźć wywiady z nią w necie.

To poczucie bycia gorsza ma jakies glebsze dno, bo odnosi sie wylacznie do mezczyzn. Przy kobietach nie czuje sie gorsza :-)

Prawdopodobnie dlatego, że to przez ojca byłaś bardziej skrzywdzona.
To jego chcesz zadowolić, przez niego poczuć się kochaną. Nie chcesz dostrzec, że on Cie nigdy nie kochał. Ciągle - jak małe dziecko - domagasz się miłości od niego, przez innych mężczyzn. I - gdy nie dają Ci tego, co oczekujesz - buntujesz się, wychodzą z Ciebie zepchnięte emocje.

Afirmacji żadnych Ci nie polecę, bo jedną afką, czy nawet dekretem nie da się tego załatwić. To narzędzie tylko pomocnicze, takie jest moje zdanie :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-06-14, 13:21:16
A co z rodzicem psychopatą który czerpie przyjemnośc z dręczenia dziecka?

To samo. W skrócie (i trochę upraszczając) - psychopata jest tak napięty wewnętrznie (ma tyle stłumionych emocji), że aby rozładować to napięcie, musi wyżyć się na kimś. A najłatwiej mu na dziecku. Wtedy czuje nieprzytomną przyjemność, która zagłusza jego cierpienie. To nie jest działanie świadome, to wewnętrzny przymus, którego ci ludzie nie są świadomi, bo tego nie chcą (albo nie mogą, podejrzewam, że np. tzw. strzygi nie mogą) widzieć. A my widzimy tylko objaw zewnętrzny - czyli że psychopata ma przyjemność z dręczenia dziecka.
Oczywiście, jeszcze raz podkreślam, z tego powodu taki człowiek nie staje się mniej odpowiedzialny z to, co robi. To co robi jest godne potępienia i należy to potępiać. To są dwie różne kwestie.
A. Miller duzo pisze o tym np. w książce "Zniewolone dzieciństwo. Ukryte źródła tyranii" (zresztą nie tylko tam). Fajnie pokazuje ten mechanizm wyparcia i potem symbolicznego zaspokojenia naturalnych potrzeb drogą przemocy na przykładzie Hitlera.
Skrzywdzone dziecko, które wyparło swoje emocje (którego potrzeby nie zostały zaspokojone), jako dorosły ma tylko dwie drogi do wyboru: może przyznać się do tego, że było nie kochane, przeżyć te emocje i żyć w zgodzie z sobą nikogo nie krzywdząc, albo pozostać nieświadome. Ale wtedy te wyparte emocje muszą mieć gdzieś ujście. Dziecko będzie więc nieświadomie krzywdzić innych (agresja), albo samo siebie (autoagresja), albo jedno i drugie będzie robić równocześnie.
To tak skrótowo, bo niedługo muszę zmykać z forum :)

Nie mam żadnego kontaktu ze swoim wewnętrznym dzieckiem. Jestem od niego całkowicie odcięta.
Na ostatniej terapii zorientowałam się że powinnam go szukać w lęku, pustce i śmierci. Bo tylko lęk jest moją prawdziwą emocją, czymś co jest moje. Mogę go odnaleźć poprzez wgłębianie się w swój lęk,  świadome przeżywanie go oraz zaprzestanie szukania ucieczek od niego poprzez zajmowanie się czymś przyjemnym lub myślenie o czymś przyjemnym

Inga, żeby było Ci łatwiej, to może zamiast wczuwania się w dziecko, którym byłaś, przyjmij postawę akceptującego świadka, który jest już dorosły, silny, który DZIŚ może ochronić to dziecko, które jest w Tobie. Bo ten lęk przed śmiercią - jak już pisałam - pochodzi nie z dziś, lecz z przeszłości. A Ty już jesteś dorosła. Teraz sama możesz ochronić siebie. Daj sobie tylko szansę :)

I jeszcze coś takiego mi przyszło: nie potępiaj siebie za to (nie gardź sobą), że tedy nie mogłąś się ochronić. Byłaś dzieckiem,to do Twoich rodziców należało chronić Cię i zapewniać miłość. To ich wina, że tego nie zrobili, a nie Twoja.
Zresztą teraz już jesteś w innej sytuacji. Teraz nikt nie może cię skrzywdzić, jeśli na to nie pozwolisz. To normalne, że się boisz, ale nie pozwól, żeby ten lęk Cię sparaliżował. Zaakceptuj go i pozwól mu odejść. Twoje wewnętrzne dziecko czeka na Ciebie i wierzy w Ciebie :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-06-14, 13:38:05
Mój ojciec jest strzygą psychopatą.
Zastanawiam się jak to jest z nim.

Ja się nie wczuwam w dziecko bo bedąc od niego całkowicie odcięta w ogóle go nie widzę ani nie czuję. Dla mnie ono nie istnieje.
Nie mogę na tym polu niczego zdziałać bo dziecka nie ma.
Nie mogę byc świadkiem dla kogos kogo nie ma.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-06-14, 14:02:57
Mój ojciec jest strzygą psychopatą.
Zastanawiam się jak to jest z nim.

Wiem.
Moja sytuacja była b. podobna do Twojej (choć nie taka sama), więc temat strzyg jest mi znany od strony praktycznej.
Dopóki nie dałam sobie odczuć całej złości, dopóty moje zastanawianie na niewiele się zdało. Lepiej tego nie rozkminiać tylko i wyłącznie intelektualnie, bo można ocipieć ;)

Ja się nie wczuwam w dziecko bo bedąc od niego całkowicie odcięta w ogóle go nie widzę ani nie czuję. Dla mnie ono nie istnieje.
Nie mogę na tym polu niczego zdziałać bo dziecka nie ma.
Nie mogę byc świadkiem dla kogos kogo nie ma.

Ok, rozumiem.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-06-14, 14:25:41
Wczuwanie się w strzygi po to aby sie dowiedzieć jakie one są to mój duży problem.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2012-06-14, 15:50:14
Inga

To całkiem powszechny problem u aniołków- strzygi.

Felicite

Ja bym nie była za potępianiem kogokolwiek, nawet psychopatów. Wszystko ma swoją przyczynę.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-06-14, 17:20:48
Inga

Przytulam Twoje wewnętrzne dziecko i śle mu dużo miłości, żeby uwolniło się od tego paraliżującego lęku. Jak zaczynałam swoją terapię wiele lat temu to też pamiętam, ze powiedziałam mojej koleżance, ze moje wewnetrzne dziecko nie żyje, tak wtedy czułam, ale ono było tak naprawdę sparaliżowane lękiem. :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2012-06-14, 21:47:44
Inga
Po co chcesz poznać strzygi?

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-06-14, 23:45:49
Inga,
mnie do strzyg przyciągnęło ogromne poczucie winy. Czułam się winna za to, że powstały (i muszą cierpieć), że Bóg (czyli pośrednio też ja) na to pozwolił.
Odpuściło mi, kiedy rozprawiłam się z konkretnym poczuciem winy w stosunku do matki (wynikającym z dzieciństwa). W sumie równolegle uzdrawiałam też relację z Bogiem (a właściwie z sobą samą, tzn. uświadamiałam sobie kim jestem ja, a kim Bóg), ale też bardzo konkretnie, w większości przez uzdrowienie stosunku do rodziców, którzy na poziomie podświadomym są traktowani jak reprezentanci Boga. Napisałam „w większości”, bo jednak na „abstrakcjach” też pracowałam. Samodzielnie i nie tylko (to robił Leszek na węzłach).
No ale przede wszystkim pomogło uzdrawianie relacji z rodzicami.
Zauważyłam, że umysł lubi konkrety. Być może dlatego dobrze uzdrawiało mi się te sprawy jakby od tyłu, tzn. od dzieciństwa w tym życiu, a nie od przyczyn pierwotnych (tj. od początków mojego istnienia). Kiedyś robiłam odwrotnie i kręciłam się w kółko. Dlatego cieszę się, że trafiłam na coś, co mi pomogło i poszło to tak szybko :)))

Życzę Ci, żebyś i Ty trafiła na coś, co pomoże Ci szybko i w miarę bezboleśnie rozprawić się z pociągiem do strzyg. Bo to syf nieziemski. Cieszę się, że one mnie już nie obchodzą.

Felicite

Ja bym nie była za potępianiem kogokolwiek, nawet psychopatów. Wszystko ma swoją przyczynę.

Laka,
o tym, że wszystko - nawet zachowanie psychopatów- ma swoją przyczynę napisałam dwa poniższe posty. Nikogo też nie potępiłam (jako osoby). Napisałam, że ich ZACHOWANIE jest godne potępienia, że ich zachowanie można i trzeba potępić. To zupełnie co innego.
Potępić, tzn. uznać (uznawać) coś za złe. Być może nie zgadzasz się z tym, że krzywdzenie innych można ocenić jednoznacznie negatywnie (mimo, że można rozumieć powody tego postępowania). Ja jednak mam inne zdanie na ten temat.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-06-15, 08:18:44
Mateusz
Teraz to już tak dobrze tego nie czuję bo się nie zajmuję tym tematem.
Na pewno z ciekawości oraz po to aby się móc przed nimi bronić a także po to aby wyplenić to zło ze świata.
Mój ojciec i siostra to strzygi, sąsiadka z góry i z dołu to strzygi, 2 byłe kierowniczki to strzygi oraz wiele innych strzyg było w moim życiu.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Amelka w 2012-06-15, 09:45:06
Kochana Felicite,

jeszcze raz bardzo Ci dziekuje. Bardzo, bardzo :-))) Zycze Ci milego dnia :-))
Wszystkim zycze milego dzionka :-)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-06-15, 13:28:09
Dziękuję, Amelko :)) Ja też Ci zyczę miłego dnia :))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2012-06-15, 15:09:13
Felicite

Uważam, że jak najbardziej mogę ocenić czyjeś zachowanie, jako korzystne, lub niekorzystne, czyli generujące, ból, emocje, cierpienie. Zauważyć jak  dane intencje, wzorce, zachowania działają i stwierdzić fakt.
Ale potępienie to już coś innego, mocno nacechowane zaślepieniem i emocjami+ intencja odrzucenia, nieakceptacji, wymierzania kary. Bóg nie potępia, nikogo, cokolwiek by ta istota robiła. To, że nie mam ochoty kogoś potępiać, to nie znaczy, że nie oceniam jakiegoś zachowania w kategoriach jak opisałam powyżej. Akceptuję, ale wybieram coś innego.

To mój punkt widzenia.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-06-15, 23:15:33
Ale potępienie to już coś innego, mocno nacechowane zaślepieniem i emocjami+ intencja odrzucenia, nieakceptacji, wymierzania kary.

Twoje słowa są nacechowane bardzo dużym ładunkiem emocjonalnym ("wymierzanie kary"?). A tymczasem słownikowa definicja słowa "potępić", brzmi tak "uznawać/uznać coś za złe" (podaję za słownikiem z internetu), czyli uznać coś za negatywne. Tak więc to co napisałaś o potępianiu, to wyłącznie Twoja nadinterpretacja. Ja tego słowa w ten sposób nie rozumiem, no i powszechnie też nie jest tak rozumiane (jak wynika z definicji).
I nie chodziło o to, że tego nie akceptuję, tylko o coś zupełnie innego. Ocena, że coś jest negatywne nie oznacza, że tego nie akceptuję (a tym bardziej, że kogoś chcę ukarać). Po prostu nazywam rzecz po imieniu.
Zresztą coraz częściej zaczynam dostrzegać, że to, co się nam przytrafia nie jest nawet niekorzystne (jeśli już idzie o ścisłość), że wszystko jest właściwe. Tylko że to odczuwanie jakby na innym poziomie. Na razie nie potrafię tego dokładniej wytłumaczyć, więc nie będę tego robić :)
Ale ok, akceptuję Twój pogląd na te kwestie :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2012-06-17, 12:34:11
Felicite

Ja się spotykałam właśnie z takim rozumieniem tych słów. Definicja słownika, to swoją drogą. Ludzie nie zawsze używają jakiegoś słowa dokładnie zgodnie z definicją, lecz potocznie.
Może dla Ciebie , z Twojego doświadczenia są przypisane mu inne znaczenia. To ok.
Możliwe, że chodzi nam o to samo, choć to samo słowo oznacza coś innego dla każdej, mamy inne doświadczenia w tym aspekcie. Stąd niezrozumienie.
Z Twojej ostatniej wypowiedzi, mam wrażenie, że właśnie mi coś przypisujesz;)

Tak dla sprostowania: nie są to moje emocje, tylko emocje, które przypisywane są( z mojego doświadczenia i obserwacji) słowu"potępić".
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Jolanta 16 w 2012-06-27, 16:25:21
Fajny artykul o wewnetrznym dziecku i nie tylko:

http://zenforest.wordpress.com/2008/01/20/utrata-niewinnosci-czyli-jak-zabijamy-wewnetrzne-dziecko/

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-06-27, 17:52:45
Jola,
świetny art! I fajna musi być ta książka, z której pochodzi ten fragment :) Szkoda tylko, że w moich bibliotekach jest tylko w czytelni (nie do wypożyczenia). No ale może jakoś do mnie trafi ta kniga :))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Jolanta 16 w 2012-06-28, 10:04:32
Nie wiem skad mam ta strone...ale jest tak duzo fajnych artykulow i co mi sie podoba w przystepny sposob opisane prawie kazde zagadnienie ( bez lania wody)
Wczoraj tez czytalam o blokadach na czakrach i jak do tego dochodzi....bardzo latwo jest to zrozumiec

http://zenforest.wordpress.com/2008/04/13/geneza-blokad-na-czakramach/
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-06-28, 11:06:53
Dotarło do mnie, jak bardzo nie akceptuję wewnętrznego dziecka :/  Strasznie irytują mnie dzieci! Dwa dni temu miałam styczność z kilkuletnim chłopcem- dziecko skakało po łóżku, po cudzych głowach, nie reagowało na spokojne prośby o zaprzestanie procederu, piszczało i krzyczało, rzucało się jak oszalałe... Miałam ochotę rozszarpać dzieciaka na strzępy!
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-06-28, 12:14:59
Dzieci obecnie dobrze odbieram. One pokazują nam, nasze ograniczenia, uwarunkowania społeczne, zakazy. Ich zachowania często nas zawstydzają, wpędzają w poczucie winy. Sama nie mogłam się długo wyluzować, cieszyć tym co zwyczajne, brakowało mi spontanicznych reakcji. Poszłam więc kilka razy na plac zabaw i pobawiłam się ; ) trochę ludzi patrzyło, ale to super podziałało i ściągnęło ze mnie poczucie winy. Ludzie umierają, ponieważ zapomnieli jak to jest się dobrze bawić i podziwiać świat. Dzieci nie zastanawiają się najczęściej, że ktoś na nie patrzy, obserwuje, nie mają świadomości jakby robiły coś niestosownego. Nieakceptacja dzieci w różnym wieku wskazuje na obciążenia prenatalne, zaburzone relacje z rodzicami.

Swojego czasu bardzo nie lubiłam niemowlaków, płaczących niemowlaków. Denerwowała mnie ich bezradność, to, ze sprawiają kłopot, są hałaśliwe. Do czasu gdy zrobiłam sobie sesję, w której odreagowywałam odrzucenie przez matkę, nienawiść do mnie za to że żyję i zawracam głowę. Dzieci odbijają nasze problemy, pokazują te części nas samych, które zostały odepchnięte lub znienawidzone.
Brakuje mi dobrej książki, w której opisane byłoby jak pozytywnie traktować wewnętrzne dziecko ;)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Semira w 2012-06-28, 12:31:23
Wewnetrzne dziecko i DDA
http://tenjaras.pl/koalkoholizm/wewnetrzne_dziecko.html
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-06-28, 13:14:41
Black Rose

Felicite polecała sporo książek odnośnie tego tematu, jednak wskazała dwie lub trzy jako podstawowe, które są chyba najważniejsze. Były to książki Alice Miller (Dramat udanego dziecka, Bunt ciała, Gdy runą mury milczenia) i jedna Johna Bradshawa (Powrót do wewnętrznego domu)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-06-28, 13:16:48
Tak w ogóle to proszę Feli o skorygowanie, jeśli coś zle podałam. Sama jestem ciekawa, czy dobrze uchwyciłam te tytuły podstawowe, które są najwazniejsze w pracy z wewnętrznym dzieckiem
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-06-28, 15:02:31
Brakuje mi dobrej książki, w której opisane byłoby jak pozytywnie traktować wewnętrzne dziecko ;)

Dziękuję, BlackRose, podsunęłaś mi świetny pomysł - swoją pierwszą książkę (jeśli w ogóle będą następne ;p) napiszę właśnie o tym!
Od jakiegoś czasu myślę o napisaniu książki, ale do tej pory nie mogłam się określić na jaki temat miałabym pisać, bo trochę interesujących  tematów jest :) A teraz zdałam sobie sprawę, że traktowanie wewnętrznego dziecka to jest, co umiem robić, bo się tego nauczyłam :))
Moja mała Hania czuje się ze mną bezpiecznie, wie, że zawsze ją ochronię, zawsze stanę po jej stronie, jest szczęśliwa i zadowolona.
I nawet gdy popełniam błędy [cóż, nie jestem JESZCZE idealną opiekunką, choć to się cały czas zmienia :)], to zaraz je naprawiam, a ona nie nie ma mi tego za złe, bo wie, że ją kocham i zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby się nie powtórzyły :)))
Czuję bardzo silną, pozytywną więź z moim wewnętrznym dzieckiem. I to jest cudowne! :D

Indra,
opiekowania się wewnętrznym dzieckiem nauczyłam się czytając książki o wychowywaniu dzieci. Pisałam o tym w poście na początku tego wątku :) To były różne książki psychologiczne, pedagogiczne, najlepsze (bo najbardziej treściwe) to J. G. Woititz "Wymarzone dzieciństwo. Jak wychować szczęśliwe dziecko, unikając błędów swoich rodziców" i "Pewne siebie i szczęśliwe dziecko. 5 zasad budowania poczucia własnej wartości u dzieci" E. Anderson, G. Redman, C. Rogers  oraz "Księga dzieci. Nie bój się być sobą" Osho.
Po prostu to, co odnosi się do wychowania dzieci trzeba zastosować do własnego dziecka wewnętrznego :) Oczywiście nie wszystko trzeba. Mnie np. nie podobało się u Woititz zalecanie stosowania kar (o ile dobrze pamiętam). Ale to dobry materiał do przemyślenia.

Natomiast te ksiązki (A. Miller i Bradshaw), które podajesz, to absolutna podstawa, jeśli chce się odzyskać własne wewnętrzne dziecko, albo szerzej - jeśli chce się odrzucić to, czym nie jesteśmy (w ogóle to dostrzec) i nawiązać kontakt z sobą prawdziwą. Choć w drugiej części Bradshawa (Powrót do wewnętrznego domu) też jest trochę o tym, jak należy traktować małego człowieczka w sobie.
No ale one w głównej mierze (choć nie tylko) skupiają się na tym, co powinno się zrobić na początku: na tym, żeby nam się otwarły oczy na prawdę, czyli siebie prawdziwego i na zaakceptowaniu siebie :)

Tak więc z tym, co jest, można sobie poradzić (dla chcącego nic trudnego), no ale myślę, że książka stricte o tym, jak traktować swoje wewnętrzne dziecko (pozytywne wzorce) by się przydała :D
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-06-28, 15:33:21
Małe sprostowanie: W książce Bradsawa "Powrót do swego wewnętrznego domu" jest całkiem sporo na temat traktowania wewnętrznego dziecka. Nawet w podtytule ma coś takiego "Jak odzyskać i otoczyć opieką swoje wewnętrzne dziecko" :))
Ona całościowo ujmuje kwestię wewnętrznego dziecka i dlatego można ją uznać za podstawową jeśli chodzi o uzdrawianie dzieciństwa.
No ale zauważyłam też, że czasem konieczne jest sięgnięcie po ksiązki traktujące pewne sprawy bardziej szczególowo, bo inaczej można coś załatwić tylko "po łebkach" ;) Dlatego w trakcie terapii wewnętrznego dziecka polecam, by poczytać i "przerobić" też inne ksiązki, a nie poprzestawać tylko na tej jednej.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-06-28, 17:38:35
Szkoda, że ja nie mogę sobie podsunąć naprawdę dobrego pomysłu na książkę ; )

Właśnie mnie zdenerwowali w rodzinie. Niby wyprowadziłam się z domu, ale ciągle słyszę teksty w stylu - i kiedy ty wrócisz dzieciaku...?!

A przecież mam 24 lata i nie powinnam się nikomu tłumaczyć. Ach to poczucie winy, jak to mocno może być zakorzenione.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-06-28, 18:34:37
Dzięki Feli za to sprostowanie :) To ok, praca z książkami, które wymieniłam jest wskazana na samym początku, bo wiąże się to z uzdrawianiem wewnętrznego dziecka. Jutro wybieram się do mojej biblioteki i pozyczę ksiązkę Bradshawa :)
Zapytam jeszcze- czy przy uzdrawianiu dzieciństwa może być tak, że zejdą emocje związane z jakąś relacją/osobą z terazniejszości? Tak sobie myślę, że skoro mi nie idzie puszczenie emocji związanych z osobą X, to może zejdą przy okazji czyszczenia dzieciństwa, bo to chyba pokrewne dla mnie tematy/emocje.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-06-28, 18:35:21
BlackRose
Mnie w tym roku mama kiedyś kazała wracać do domu, bo już było po 22, a dwa dni temu skończyłam 27 lat ;>
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-06-28, 19:08:05
Od 10 dni piszę dwie afirmacje; "Moja przyszłość jest bezpieczna i spokojna","Mam wszelkie środki oraz możliwości na zaspokojenie wlasnych potrzeb" i wyrzuca mi mnóstwo poczucia winy związanego z samodzielnością, odchodzeniem z domu i tak dalej.

Indra,
masz pomysł jak z tym pracować? Przecież dorosłe jesteśmy ;/

Oprócz afirmacji, dwa razy w tygodniu pracuję z eft oraz rebirthingiem - godzinne sesje. Czekam, aż mi się nazbiera od pisania afirmacji. Powinnam sobie dodatkowo afirmować - "Mam prawo do własnego życia i własnych wyborów", oraz "sama wiem co dla mnie najlepsze". Małe dziecko zawsze szuka potwierdzenia u rodziców, że dobrze robi, stara się przymilić. Nawet w sklepie pyta: Mamooo, a kupimy to??? Nie dziwię, się, że rodzice latami przyzwyczajają się do tego, że wiedzą lepiej, że mają prawo decydować.

Odkręcanie tego wszystkiego czasami zajmuje lata...I zanim poczujemy się dorosłymi dziećmi pełnymi miłości minie trochę czasu. Również postaram się dorwać te książki, połowę z nich kiedyś czytałam ;) wiem, że warto wrócić.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Jolanta 16 w 2012-06-28, 19:14:41
Indra

Wszystkiego dobrego z okazji Twoich bylych Urodzin  ;))....nie martw sie mama, moja martwila sie, o mnie dopuki nie wyszlam za maz...albo tylko jak bylam sama bez partnera.
Naprawde uwazam, ze to przesada... i zasugerowalabym, aby przestala sie martwic, bo jestes juz duza dziewczynka....powiedziany w mily ale stanowczy sposob. Choc nie wiem, czy pomoze.
Ja nie mam takich doswiadczen, choc i tak czulam zawsze duza presje szczegolnie mamy i balam sie bronic mojego zdania czy racji. Ale mi sie udalo, Wam tez dziewczyny tego zycze ;)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-06-28, 19:31:05
BlackRose
Ja jakoś specjalnie nad tym nie pracuję, bo mi to nie wadzi na co dzień, w końcu nie mieszkam w domu. Jednak wiem, że mama się o mnie martwi, zwłaszcza o moją sytuację materialną, która mowiąc prawdę za wesoła nie jest, więc się jej nie dziwię. Aczkolwiek to martwienie się wysyła nam komunikat i energię pt. "jesteś za słaba, sama sobie nie radzisz, trzeba ci pomagać", co jak wiadomo korzystne dla nas nie jest. Dobrze, że tyle pracujesz nad sobą, w końcu powinno puścić Ci to poczucie winy wobec mamy- masz prawo do swojego życia i swoich decyzji. Kiedy poczujesz się z tym naprawdę dobrze i niewinnie to mama zapewne sama wyluzuje.

Jola
Dziękuję za życzenia :) Moja mama też by chyba chciała, żebym wyszła za mąż, bo wtedy to mąż miałby się mną opiekować i ona mogłaby odetchnąć z ulgą;) Ale jak ją znam to nawet wtedy by się martwiła, bo ona to chyba jednak lubi się martwić. Mówiłam jej, że jestem dorosła i żeby się nie martwiła, ale to skutku nie przynosi.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-06-28, 19:50:15
Indra,
już od dobrych kilku lat odkręcam ten temat a nadal trzyma ; )

Dopiero praca z eft i whh coś ruszyła na dobre, że mogę podejmować konkretne decyzje, chociaż od lęku wolna nie jestem.

"....nie martw sie mama, moja martwila sie, o mnie dopuki nie wyszlam za maz...albo tylko jak bylam sama bez partnera." - Dobrze, że ja tak nie mam
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-06-28, 19:56:05
No i super, że znalazłaś metody, które jednak temat ruszyły, gratuluję:) Nie ma w nas niczego, czego nie dałoby się uwolnić w taki, czy inny sposób- to sobie powtarzam, kiedy zaczynam już tracić nadzieję na uzdrowienie czegoś, co mnie gniecie, a mam trudności po drodze. Zapewne uwolnienie może trwać nawet ułamek sekundy, jeśli ktoś jest na to naprawdę otwarty i gotowy, nie trzeba się z czymś męczyć latami- choć może teraz trochę idealizuję.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-06-28, 20:14:51
Obgadywali mnie za plecami, gdzie ja jadę, po co, dlaczego. Wprost spytałam mamę i jej konkubenta co o tym myślą, że mieszkam poza domem, o tym że boję się że o mnie źle myślą, obgadują...
A co tam, musiałam spytać aby rozładować napięcie - I wtedy od razu odwrotnie xD

-Jesteś dorosła! masz jechać, my się nie wtrącamy! Rób co chcesz, broń boże żebyśmy się wtrącali.

I tak mi siedzi jakaś trauma, zeby nie było, ale czasem dobrze jest po prostu spytać czy wyrażać własne emocje :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-06-28, 20:37:38
hehehe, dobre :))) ale widzisz, oni się wcale nie wtrącają, ale to wcale! gdziezby śmieli :D
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: MariuszEro w 2012-06-28, 21:11:55
Blackrose, Indra:

Ale tu rozmowa, az wre ;)  :)) Polska to dziwny kraj, duzych dzieci, patologii, i dda ;)
Czasem nie da sie zmienic sytuacji, bo uparte trzymania sie w katolickim kraju swoich wierzen jest podniesione do rangi cnoty - wiary !

Wierze w Boga.... lalalala. a potem moja wina, moja wina, bo ..costam.   Zgrzeszylem... ach, och.  Tak Boze, badz milosciwy, nie bij jak mamusia, ani tatus ;)  I pamietam, czcij ojca swego i matke swoja. Jeden wielki kolowrót sprzeczności :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-06-28, 22:40:01
Indirko - przede wszystkim: Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! Jak najszybszego powrotu do Twojego wewnętrznego domu życzę :**

Zapytam jeszcze- czy przy uzdrawianiu dzieciństwa może być tak, że zejdą emocje związane z jakąś relacją/osobą z terazniejszości? Tak sobie myślę, że skoro mi nie idzie puszczenie emocji związanych z osobą X, to może zejdą przy okazji czyszczenia dzieciństwa, bo to chyba pokrewne dla mnie tematy/emocje.

Oczywiście, że tak :) Przecież relacje z najważniejszymi dla nas osobami płci obojga (czyli rodzicami) rzutują na wszystkie inne relacje międzyludzkie.
Zresztą uzdrawiając dzieciństwo uzdrawiają się też inne, wydawałoby się nie związane z nim tematy. Np. ja od lat starałam się uzdrowić temat życia w materii i nie wychodziło. no i okazało się, że ten temat sam się w bardzo dużej części uzdrowił przy okazji przerabiania okresu niemowlęctwa.
Gdy ponownie przeżyjesz swoje dzieciństwo, gdy ponownie się "wychowasz" , ale w sposób prawidłowy, większość Twoich problemów po prostu samo zniknie :) Widzę to po sobie (ale twierdzę tak też na podstawie relacji innych osób, które podążały tą samą co ja drogą). A jestem dopiero w połowie procesu uzdrawiania :))

Odkręcanie tego wszystkiego czasami zajmuje lata...

Faktycznie może to tyle trwać, ale nie musi. Ja jestem tego świetnym przykładem :)
Po ponad pół roku intensywnej pracy nad sobą jest git (a było naprawdę źle)! Co prawda moje uzdrawianie jeszcze się nie zakończyło, ale już jest tak duża zmiana, że trudno to opisać.
Np. przedwczoraj miałam pierwszą wywałkę od dłuższego czasu Tzn. poczułam się gorzej. Mówię sobie: oho, coś chce wyjść ;) I faktycznie – relacje z ojcem domagała się uzdrowienia (bo tej relacji nie uzdrawiałam gruntownie). Ale co to była za wywałka! Miodzio, a nie prawdziwa wywałka :P Czułam się tak, jak kiedyś czułam się normalnie, hehe. A teraz nazywam to wywałką ;)
Nic dziwnego, bo teraz prawie ciągle jestem zadowolona, szczęśliwa i czuję się bezpiecznie :)) Nie licząc oczywiście wyjątków, gdy ktoś "nadepnie mi na odcisk" ;) Wtedy wyrażam zdrowy gniew :P I po sprawie :D
Taki efekt w krótkim czasie tobyć może dlatego, że za przerabianie dzieciństwa zabrałam się naprawdę poważnie. Nawet pracę rzuciłam (tzn. przeszłam na ¼ etatu, co w moim przypadku dawało kilka godzin pracy raz w tygodniu), żeby mieć więcej czasu dla siebie. Przez pierwsze pół roku od rana do wieczora czytałam książki, robiłam ćwiczenia, uwalniałam i w ogóle zajmowałam się tylko sobą. Postawiłam wszystko na jedną kartę, a właściwie lepiej byłoby napisać – na siebie :)
Dodatkowo tak się szczęśliwie złożyło, że urwał mi się kontakt z osobami, które negatywnie na mnie wpływały (rodzice, teściowie). A wiadomo, że w pierwszym okresie zdrowienia dobrze jest wyeliminować czynniki chorobotwórcze.
Wszystko tak zaczęło mi niesamowicie sprzyjać, że aż trudno uwierzyć :) A to dlatego, że wyraziłam intencję odzyskania kontaktu z sobą prawdziwą, bez względu na wszystko, bez względu na koszty. Po prostu uznałam, że jestem tego warta! :D
Tak jak pisałam – nie zakończył się jeszcze mój czas zdrowienia. Jestem dopiero w połowie Bradsawa ;) Tzn. skończyłam dopiero odzyskiwać swoje dziecko w wieku szkolnym.
Bo ja każdy okres uzdrawiam gruntownie, czytam wszystko, co znajdę w temacie, zajmuję się tematami pokrewnymi. Np. w czasie uzdrawiania okresu wczesnodziecięcego, gdy dziecko mówi "nie", przerobiłam temat asertywności, bo uznałam, że to właściwy czas. Bo właśnie wtedy zaniedbano ten temat. Więc to naprawiłam właśnie w czasie, gdy zajmowałam się sobą z tego okresu :)
No ale – żeby ktoś nie myślał, że wszystko wyglądało tak różowo – przez pierwsze kilka miesięcy byłam w permanentnym dole [choć nie, były i momenty bardzo pozytywne, gdy łapałam z sobą kontakt :)]. Wychodziły takie brudy z podświadomości, że hej! Nie chciałabym tego przeżyć ponownie, ale i tak uważam, że efekt wart był zachodu i gdyby trzeba było, przeszłabym to nawet jeszcze kilka razy :D

Również postaram się dorwać te książki, połowę z nich kiedyś czytałam ;) wiem, że warto wrócić.

Tak, faktycznie warto.  Ja np. niektóre rzeczy musiałam czytać po kilka razy (i przetrawiać), żeby dopuścić do siebie cały ich sens. Nasz umysł, zaprogramowany przez doskonałych programistów - rodziców, nie tak łatwo się poddaje ;)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-06-28, 22:58:38
Dziękuję:*  Niech się spełnia:) :*
 Jutro zacznę czytać "Powrót...", to chyba dobry czas dla mnie, żeby choćby ruszyć ten temat. Jeszcze mnie przeraża wrócenie do dzieciństwa, które było naprawdę koszmarne i nie wiem, czy będę miala siłę pracować tak intensywnie, jak Ty to robiłaś. Ale postaram się robić tyle, ile będę potrafiła, mam nadzieję, że to wystarczy.. i że po drodze uwolnię emocje i przywiązanie do relacji z X. :)  kto wie, może nawet przestanę się garbic ;)))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-06-28, 23:01:14
No i uzdrowienie poczucia braku w materii tez byłoby fajne. Mam nadzieję, że Bradshaw pisze, jak się uzdrawia okres niemowlęcy, bo w tym okresie (i prenatalnym) narobiło mi się mnóstwo poczucia braku- bezpieczeństwa, miłości.. O tym, że mama odmawiała mi pokarmu, kiedy jeszcze byłam w jej ciele już pisałam. Piersią też karmiła mnie chyba maksymalnie miesiąc... No cóż, kiedyś przecież trzeba dzieciństwo zacząć uzdrawiać, czemu by nie teraz?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-06-29, 00:05:16
Jeszcze mnie przeraża wrócenie do dzieciństwa, które było naprawdę koszmarne i nie wiem, czy będę miala siłę pracować tak intensywnie, jak Ty to robiłaś.

Ja miałam motywację, bo życie dało mi nieźle w kość ;) Nie miałam więc nic do stracenia :))
Dlatego jestem zdania, że czasem tragedie, czy niepowodzenia mogą być prawdziwym błogosławieństwem ;))

Mam nadzieję, że Bradshaw pisze, jak się uzdrawia okres niemowlęcy, bo w tym okresie (i prenatalnym) narobiło mi się mnóstwo poczucia braku- bezpieczeństwa, miłości..

Tak, wszystko tam jest :)
Będziesz mogła dać kochanej, małej Madzi wszystko to, czego nie dostałaś od mamy :))


***
Jak już pisałam, (prawie) zakończyłam przerabianie okresu szkoły podstawowej. Mam taki zwyczaj, że na każdym etapie robię dla mojego dzieciaczka laurkę, na której piszę różne afirmacje potrzebne dla dziecka na danym etapie rozwoju (są one w większości zaczerpnięte od Bradshawa). Tak się zazwyczaj składa, że koniec pracy nad laurką zbiega się z końcem pracy nad danym etapem rozwoju mojego wewnętrznego dziecka (układając afirmacje, myśląc nad nimi i pisząc je, po prostu je "przerabiam").
Tutaj zdjęcie mojej ostatniej "laurki" (może komuś ten pomysł się spodoba i ucieszy nim swojego małego człowieczka):
http://imageshack.us/photo/my-images/213/dscn0910u.jpg/

Moje wewn. dziecko uwielbia różne naklejki, kolory i takie tam. Dlatego kupuję różne takie rzeczy i potem mam frajdę :D
A afki są dostosowane do mojej "historii" (czyli do ról, jakie przyjęłam w podstawówce). Nie każdy musi mieć takie same.

Oczywiście ta laurka (tak jak poprzednie) wisi na honorowym miejscu w pokoju :)))
Na szczęście nie mam zbyt wielu "nierozwojowych" gości [tylko od czasu do czasu np. jakiś kominiarz się trafi ;)], bo tacy na pewno pomyśleliby, żem świr ;))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-06-29, 00:29:20
 Mnie też trochę życie przyciska ostatnio, ale dzisiaj jakby lepiej, mam nadzieję, że tendecja wzrostowa się utrzyma :) Zgodzę się, że czasem pewne rozczarowania, dramaty są mocnymi katalizatorami rozwoju. Ale to już zależy od otwartości i świadomośc podmiotu doświadczającego;> dlatego bądz dumna z siebie i z tego, co dla siebie zrobilaś:)
śliczna zrobiłaś laurkę dla małej Hani, jest cudna! I jaki masz równy i ładny charakter pisma :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-06-29, 00:39:19
Z tą otwartością i świadomością podmiotu to całkowicie się zgadzam.

Hihihi, "Jaki masz ładny charakter pisma. Jak mój lekarz." ;)))

Fajnie, że Ci się podoba :) Mnie też się bardzo podoba, mimo że z tym pismem to nie bardzo mi jednak wyszło (chyba właśnie dlatego, że tym razem pracowałam nad problem "nie muszę być najlepsza, a i tak jestem ok". Pozwoliłam sobie na błędy i niedociągnięcia. I świat się nie zawalił :))
Olać perfekcjonizm! Wcale nie muszę być najlepsza, najpiękniejsza i najładniej pisać, ani malować :P
I tak się sobie podobam i nie chciałbym być nikim innym :))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-06-29, 00:47:37
No właśnie... Poznałam osoby, które na skutek doznanych zranień bardzo mocno odcięły się od swoich emocji, zamknęły serce, lękają się panicznie bliskości. Strasznie to smutne jest. Mimo tego, że często sobie wyrzucałam intencje takie, czy siakie to jednak cieszę się, że idę w stronę rozwoju, bo widać jestem otwarta, żeby robić coś dla siebie i to jest fajne : )

Szok, że się z tym pismem wtedy nie starałaś, bo jak dla mnie jest idealne! w ogóle jesteś doskonala taka, jaka jesteś :) i na pewno nie musisz być perfekcyjna!
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-06-29, 01:01:30
Zawsze byłam bardzo krytyczna wobec siebie i widać jeszcze sporo mi zostało z tego programu.

w ogóle jesteś doskonala taka, jaka jesteś :) i na pewno nie musisz być perfekcyjna!

:)))

Mimo tego, że często sobie wyrzucałam intencje takie, czy siakie to jednak cieszę się, że idę w stronę rozwoju, bo widać jestem otwarta, żeby robić coś dla siebie i to jest fajne : )

No właśnie :) Fajnie, że to widzisz i doceniasz :)
Do mnie też kiedyś dotarło, że ja wcale nie mam tak złych intencji do siebie, jak zawsze myślałam, skoro przy takich obciążeniach znalazłam sposób, żeby sobie pomóc (że była otwarta na pomoce metody, na pomocnych ludzi, itd.).
A że miałam opory, że były gorsze okresy, że nie było to moje zdrowienie łatwe, lekkie i przyjemne? No i co z tego. Wtedy nie umiałam inaczej. Ale i tak jestem z siebie dumna, że się nie poddałam (czyli nie odcięłam od siebie całkowicie) i cieszę się, że tyle dla siebie zrobiłam i cały czas robię. Naprawdę to doceniam :) Siebie doceniam :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-06-29, 09:31:41
Krytycyzm też Cię kiedyś opuści, bo to nie jesteś Ty prawdziwa. Prawdziwa Hania jest dobra dla siebie i wyrozumiała :)
Dobrze, że napisałaś, iż zdrowienie czasem bywa trudne, bo czasem człowiek inaczej nie potrafi- to jest ok. Teraz już umiesz uzdrawiać się  w lżejszy sposób i gratuluję Ci tego bardzo : )
Ja tak sobie zaczęłam myśleć, że fajnie by było przeżyć te moje aktualne emocje raz, a dobrze i uwolnić je przy tym, zamiast je tak w kółko międlić :D  Pewnie podświadomie się ich boję, dlatego nie uwolniłam tego jeszcze, ale tak naprawdę cały czas się z nimi bujam i żyję, czyli uwolnienie ich tym bardziej by mnie nie zabiło ;>  Może spróbuję pójść tym tropem.
Czasem zazdrościłam ludziom, którym udało się zamknąć swoje serce i się znieczulić, bo skoro nie potrafią się na nikogo naprawdę otworzyć to nikt ich nie może zranić, bo sie nie zbliży. Aktualnie mam to na tapecie- złość na siebie, że tak łatwo mi kogoś pokochać, a to przecież wystawia mnie na zranienie.
Popróbuję z EFT, bo chyba należy tu iść w stronę akceptacji pomimo czegoś.
Ech, tak bym już chciala mieć to za sobą :/
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-06-29, 11:07:23
Krytycyzm też Cię kiedyś opuści, bo to nie jesteś Ty prawdziwa. Prawdziwa Hania jest dobra dla siebie i wyrozumiała :)

:)))

Już wiem, czemu akurat teraz to wyszło. Moje wewnętrzne dziecko wchodzi w okres dojrzewania, a to przecież czas, gdy nadmierny krytycyzm wobec siebie daje nieźle popalić. No i lęk przed oceną (krytyką) zwłaszcza ze strony rówieśników.
Niech więc wychodzi, więcej i więcej. Najwyższa pora :)))

Ja tak sobie zaczęłam myśleć, że fajnie by było przeżyć te moje aktualne emocje raz, a dobrze i uwolnić je przy tym, zamiast je tak w kółko międlić :D  Pewnie podświadomie się ich boję, dlatego nie uwolniłam tego jeszcze, ale tak naprawdę cały czas się z nimi bujam i żyję, czyli uwolnienie ich tym bardziej by mnie nie zabiło ;>  Może spróbuję pójść tym tropem.

To dobry trop :)
Bo gdy się tak międli te emocje, to tylko przedłuża się cierpienie (ja na to mówię, że przedłuża się agonię ;)
A gdy się zmierzysz z nimi raz, a dobrze (ale nie ze wszystkimi na raz, bo tak się nie da, dlatego musi to trochę potrwać), to one sobie odejdą na zawsze.


Tak, faktycznie warto.  Ja np. niektóre rzeczy musiałam czytać po kilka razy (i przetrawiać), żeby dopuścić do siebie cały ich sens. Nasz umysł, zaprogramowany przez doskonałych programistów - rodziców, nie tak łatwo się poddaje ;)

Zapomniałam o najważniejszym: pewne książki nie tylko warto przeczytać ponownie (nawet kilka razy, jeśli trzeba), ale przede wszystkim je "przepracować" :)) Bo samo zrozumienie intelektualne na niewiele się zda.

Podobnie z przypomnieniem sobie wydarzeń z dzieciństwa. To nie wystarczy. Żeby uzdrowić jakąś sytuację, trzeba wejść w kontakt z uczuciami z tamtego okresu i pozwolić sobie je przeżyć (odczuć). Dopiero to daje uwolnienie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-06-29, 12:31:55
Ha, przygotuj się więc na bunt nastolatki w niedługim czasie ;>  Okres dojrzewania to duża sprawa.
Tak, "agonia" to bardzo trafne określenie, pasuje idealnie ;) ale wszystko ma swój okres, nawet mój upór przed uwolnieniem kiedyś się skończy!
Tak właściwie to co myślisz o EFT? Jak dla Ciebie efekty są porównywalne z TU?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-06-29, 13:50:58
Wczoraj przedstawiło mi się moje ww dziecko i nazwało się: "Jestem dzieckiem, z którym inni się nie liczą".

Bardzo pięknie to określa większość moich problemów życiowych, które biorą się z tego, że pozwalam innym by się ze mną, z moimi uczuciami, potrzebami nie liczyli.

Tego się nauczyłam od ojca. Chcąc mnie chronić, kompletnie nie liczył się z moimi potrzebami, marzeniami, moim zdaniem.
I tak mi zostało do dziś.

Na razie delikatnie wyłazi mi złość, wściekłość i bezsilność.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Amelka w 2012-06-29, 23:46:20
Grazynka,

ja tez mam czasem takie uczucie... zepchniecia na drugi plan. Jak sie tak dobrze zastanowic to gdybym nie byla asertywna to tak wlasnie by to wygladalo - w relacjach rodzinnych. Bardzo wazne jest to czy reagujesz na to. Musisz reagowac. Zeby przynajmniej czuc sie dobrze sama z soba.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Amelka w 2012-06-29, 23:56:46
Grazynka,

sama zacznij sie liczyc ze swoim zdaniem - chyba troche zepchelas siebie na margines...z milosci? zeby zadowalac innych? bo jestes ukladna? no wlasnie, wszyscy tacy wazni sa... a gdzie TY ? Spoko, to tez moj orzech. Ale my wiewiorki sie nie poddamy :-) Brak nam zaufania, ze nasze JA moze byc z szacunkiem traktowane przez innych. Czyli nie szanujemy same siebie, niby szanujemy, ale jednak nie do konca. Brak nam pewnosci siebie. Bezkompromisowosci. Wewnetrznej pewnosci, ze zaslugujemy na milosc....
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-06-30, 15:21:48
Ha, przygotuj się więc na bunt nastolatki w niedługim czasie ;>  Okres dojrzewania to duża sprawa.
Tak, "agonia" to bardzo trafne określenie, pasuje idealnie ;) ale wszystko ma swój okres, nawet mój upór przed uwolnieniem kiedyś się skończy!
Tak właściwie to co myślisz o EFT? Jak dla Ciebie efekty są porównywalne z TU?

Indra, oj tak: Duża! :)) Przekonałam się o tym wczoraj: np. moja nastolatka chce być piękna, więc chyba pora zająć się ciałem i jego pielęgnacją  ;)) Póki co jeszcze się nie buntuje. No ale zobaczymy co będzie dalej ;)

O EFT kontra TU ;) napiszę z przyjemnością, ale nieco później, bo dziś wybieram się na Industriadę, a już się późno zrobiło :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-06-30, 15:36:32
 Młoda Hania jest bardzo, bardzo piękna, właśnie taka, jaka jest :) Serio śliczna jesteś:) A jeśli Hania ma ochotę się pobawić w pielęgnację ciała to tylko dobrze, bo zawsze warto o to zadbać :)
Fajnie, że masz doświadczenia w sprawie EFT vs TU, jestem tego ciekawa. Póki co TU mi nie wychodzi, zaczęłam jednak samodzielnie uczyć się EFT (z podręcznika G. Craiga) i czuję już pewną poprawę w emocjach. Ciekawa jestem, czy można dany problem po całości uwolnić za pomocą EFT.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-06-30, 15:37:07
Baw się dobrze na Industriadzie :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-06-30, 23:35:53
Grazynka,

sama zacznij sie liczyc ze swoim zdaniem - chyba troche zepchelas siebie na margines...z milosci? zeby zadowalac innych? bo jestes ukladna? no wlasnie, wszyscy tacy wazni sa... a gdzie TY ? Spoko, to tez moj orzech. Ale my wiewiorki sie nie poddamy :-) Brak nam zaufania, ze nasze JA moze byc z szacunkiem traktowane przez innych. Czyli nie szanujemy same siebie, niby szanujemy, ale jednak nie do konca. Brak nam pewnosci siebie. Bezkompromisowosci. Wewnetrznej pewnosci, ze zaslugujemy na milosc....

Dokładnie tak :)

ech ... wkurzające to ...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-07-01, 13:36:58
"Jestem dzieckiem, z którym inni się nie liczą". - niestety praktykowałam to większość życia - plus "przepraszam, za to że żyję". Nie ma to jak odnawianie buddyzmu oraz poddanie się głupiemu wychowaniu. Efekty są jakie są. Dużo pracuję z przebaczaniem sobie, tak wiele bezradności wychodzi ;/

Amelka, mądrze piszesz:)))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-01, 16:42:59
Młoda Hania jest bardzo, bardzo piękna, właśnie taka, jaka jest :) Serio śliczna jesteś:) A jeśli Hania ma ochotę się pobawić w pielęgnację ciała to tylko dobrze, bo zawsze warto o to zadbać :)

Dzięki, Indirko :) Bawiłam się dobrze, choć na Industriadę w końcu nie trafiłam ;))
I dziękuję za tak wspaniały komplement :* :))
Ale trochę się zaniedbałam kosmetycznie ostatnio (np. nie pamiętam kiedy ostatni raz robiłam maseczkę ;), bo gdy odpadła mi motywacja zewnętrzna do tego, żeby się podobać (przestało mi zależeć na opinii innych, bo w dużej mierze zeszło pragnienie aprobaty z zewnątrz), to przestałam zwracać uwagę na to, jak wyglądam ;)
Co prawda nie jest tak źle, bo gdy byłam kilka dni temu na badaniu skóry (trafiłam przypadkiem), to okazało się, że wyniki są lepsze niż kilka lat temu! To chyba brak pielęgnacji się do tego przyczynił ;P
No ale jednak trochę uwierało mi to nieinteresowanie się wyglądem zewnętrznym.
Czułam to jako taki stan próżni - motywacja negatywna już odpadła, a pozytywna jeszcze się nie pojawiła. Dlatego cieszę się, że to się zmienia. Bo teraz chcę zadbać o siebie dla siebie samej, dla mojej wewnętrznej nastolatki, która chce się podobać (być piękna), również - a może nawet przede wszystkim - sobie samej. I to jest zdrowe :)


EFT kontra TU ;)
Ja z EFT mam bardzo dobre doświadczenia. Kiedyś stosowałam tego bardzo dużo i przynosiło mi to niezłe rezultaty (choć nie tak spektakularne jak uwalnianie; no ale wtedy nie byłam na coś takiego otwarta). Stosowałam je nawet wtedy, gdy poznałam TU, bo na początku miałam duże opory, a wtedy EFT sprawdza się znakomicie. Pamiętam, że po pierwszych dniach warsztatów TU byłam tak źle do tego nastawiona, że musiałam sobie zrobić sesyjkę EFT, żeby pójść na drugi dzień zajęć i coś z tego wynieść!
Potem też co jakiś czas stosowałam EFT, gdy uwalnianie mi nie wychodziło. A teraz już zupełnie z tego zrezygnowałam. Nie czuję takiej potrzeby, bo i brak większych oporów przed bezproblemowym i szybkim uwalnianiem :)
Ja to czuję tak, że uwalnianie zdaje egzamin w sytuacji, gdy się jest już z grubsza oczyszczonym, gdy brak większych oporów przed Najlepszym.  Wtedy nie jest potrzebne np. mechaniczne likwidowanie blokad w ciele (chodzi mi o opukiwanie punktów meridianowych), bo gdy jest dobry kontakt z ciałem, to momentalnie puszcza się te blokady bez fizycznej ingerencji.
[tak w ogóle w TU "uwalnia się ciałem"; ale nie jest łatwo to dostrzec, bo na początku umysł gra główną rolę i nie chce się dać z tej roli wybić ;) Chyba to opiszę w wątku o TU, jak znajdę chwilę, bo to bardzo ważna sprawa]
Nie wchodząc w inne kwestie, podsumuję krótko: Moim zdaniem zarówno EFT, jak  i TU są ok, tylko że obie te metody sprawdzają się w nieco innych sytuacjach. Dla osób z większymi obciążeniami i co za tym idzie oporami, bardziej pomocne może być EFT, natomiast w miarę oczyszczania EFT staje się coraz bardziej zbędne, bo te same efekty osiąga się coraz łatwiej i szybciej nie stosując procedur EFT, a stosując bardziej "intuicyjne" uwalnianie.
TU korzysta ze sposobów "pracy nad sobą", które były znane od dawna. To nie jest jakaś specjalna technika wymyślona przez kogoś tam, opatentowana i uczona w ten sposób: "jeśli pominiesz jakiś etap, to nie będzie efektu" ;) Ludzie od dawien dawna sami dochodzili do tego, czego uczy się na warsztatach :) To bardzo prosty, intuicyjny i nieskomplikowany sposób i właśnie dlatego umysły większości osób nie są w stanie tego dopuścić. Bo umysł lubi komplikować, przyporządkowywać , dzielić i kategoryzować. A w uwalnianiu trzeba przekroczyć umysł i zdać się na intuicję :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: lukaszlm w 2012-07-01, 17:30:54
Ja w sumie zrezygnowałem z EFT, po sesjach WHH, okazało się że eft nie uzdrawiało tak głęboko i tak do końca, jak się mogło wydawać.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-01, 20:11:49
Feli
 Dziękować nie masz za co, przecież jak na dłoni widać, że piękna jesteś bardzo, tylko stwierdziłam fakt:) I cieszę się, że się dobrze bawiłaś, ja również miałam dziś super dzień!
Nie potrzebujesz maseczek, żeby mieć ładną i zdrową skórę, ale skoro Hania czuje potrzebę postosowania róznych fajnych mazideł, to czemu by nie? Nie ma sensu jej tego odmawiać. To super, że jednak motywacja do dbania o siebie się pojawiła- dla siebie samej :)

Dzięki wielkie za Twoją recenzję EFT w stosunku do TU. Domyślam się, że do TU trzeba być chyba na trochę wyższym poziomie, niż ten, na którym ja teraz jestem i może dlatego mi to jeszcze nie wychodzi. A może to dlatego, że nie mam się z kim pouczyć i umysł mi się wcina, bo ja należę do tych, co to lubią dużo myśleć ;) Na razie odpuściłam, pewnie sama kiedyś do tego dojdę, w końcu to intuicyjny proces, na razie skupię się na nauce EFT, bo chyba na teraz jest to dla mnie dobra metoda. Już mam pewne efekty, zaczynam się uwalniać od emocji i to mnie bardzo cieszy:)
Akceptuję swoje obecne miejsce rozwoju, kiedy dojrzeję to wejdę wyżej. I tak jest ze mną całkiem niezle ;>
W każdym razie kiedyś EFT Ci dobrze służyło, zacheca mnie to do pogłębiania praktyki:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-01, 20:12:18
na temat WHH to bardzo niewiele wiem. Można się tego nauczyc samemu?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: lukaszlm w 2012-07-01, 20:22:32
niestety nie. I prawdopodobnie nigdzie w internecie nie znajdziesz opisu metody, zresztą z dobrych powodów.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-01, 20:23:29
zdążyłam się zorientować, bo już szukałam ;) No ok, to na razie mam w ręku EFT, RW, modlitwy i swoją świadomość- póki co wystarczy :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: lukaszlm w 2012-07-01, 20:28:17
ja póki co też w sumie nie korzystam, jakoś modlitwy mi wystarczają albo inne metody które przychodzą i odchodzą :) Może wrócę do whh niedługo, na razie mam za dużo na głowie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-01, 20:32:03
jeśli jest realna intencja do zmiany to odpowiednie metody się same znajdują, jakoś się na nie natrafia, warto ufać wszechswiatowi pod tym względem
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2012-07-01, 20:36:28
Indra
Fajne zdjęcie :) pięknie wyglądasz :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-01, 20:41:26
Mateusz
Dziękuję, miło mi:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-07-01, 20:42:27
To prawda, podpisuję sie pod tym obydwiema rękami, że Indra ma ładne zdjęcie w profilu.;)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-07-01, 20:44:46
Również miałam dzisiaj pochwalić Indrę :)))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-01, 20:49:39
 Jak miło :D
BlackRose, Karina- dziękuję :) Ciesze się, ze zbieram takie przejawy pozytywnego odbierania mnie :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-01, 22:59:46
Już mam pewne efekty, zaczynam się uwalniać od emocji i to mnie bardzo cieszy:)
Akceptuję swoje obecne miejsce rozwoju, kiedy dojrzeję to wejdę wyżej. I tak jest ze mną całkiem niezle ;>

To świetnie, że odkryłaś metodę dla Ciebie na ten czas :))
I fajnie, że jesteś zadowolona z tego co jest. Najważniejsze jest to, żeby ani sztucznie się nie "wywyższać", ani nie "zaniżać". Zauważyłam, że  i jedno i drugie niesamowicie hamuje rozwój. A jeśli patrzy się na te kwestie na trzeźwo i przytomnie i akceptuje siebie w takim miejscu, w jakim się jest, to można niesamowicie szybko "przyspieszyć" :)

Mnie też bardzo podoba się Twoje nowe zdjęcie :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-01, 23:17:32
 Dziękuję :) Chyba rozwojowcy ogólnie lubią moje zdjęcia bez dużej ilosci tapety i stylizacji, takie naturalne:) reszta ludzi woli te "modelkowe" ;)
W ogóle chyba zastanawianie się nad poziomem rozwoju nie ma większego sensu, bo albo się popada w kompleksy wobec tych, którzy są wyżej lub w pychę wobec tych, którzy dopiero zaczynaja (o ile ma się nieczyste intencje, ofkors). Ja tam jestem zadowolona z miejsca, w ktorym jestem bo wiem, że to miejsce najlepsze dla mnie na ten moment:) I całkowicie kocham i akceptuję siebie nawet jeżeli strasznie mi wywala pożądanie seksualne - a co tam, powywnętrzniam sie :D idę się opukać ;)))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-01, 23:31:30
I całkowicie kocham i akceptuję siebie nawet jeżeli strasznie mi wywala pożądanie seksualne - a co tam, powywnętrzniam sie :D idę się opukać ;)))

Hihihi, normalna, ludzka sprawa! :D
Owocnego pukania (bez podtekstów) ;))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-01, 23:49:13
hehe, dzięki ;) pukanie niestety samotne, ale za to owocne :D
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-13, 18:23:41
http://monteki.blog.onet.pl/Czy-mamy-obowiazek-kochac-swoj,2,ID417973553,n
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-13, 18:30:41
http://repka.pl/psychologia/relacje/na-zawsze-razem-o-matce-i-corce-ktore-nie-rozstana-sie-nigdy/
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-07-13, 19:52:13
Ten pierwszy tekst o kochaniu swojej matki jest świetny. Ten mit jest tak głęboko zakorzeniony, że nawet wśród rozwojowców potrafi się niepostrzeżenie przemycić. Zdarzało mi się już mieć sesje na warsztatach, gdzie ja wypłakuje się, że mnie matka nie kochała, a osoba robiąca mi sesje zaczyna bronić moją matkę, że na pewno kochała na swój sposób, tak jak potrafiła, itp, itd.

Ja mojej matki nawet nie lubię - to wredna manipulantka, niecierpiąca życia i innych ludzi. Ma wiele wad i wszystkich wymieniać nie będę bo to nie ma sensu, ale najwięcej żalu mam do niej chyba za to że w dzieciństwie, kiedy ojciec znęcał się psychicznie nade mną i siostrą z powodu własnego DDA, nerwicy i pracoholizmu - ta go celowo drażniła, żeby robił jeszcze większe awantury. Raz się sama do tego przyznała - śmiejąc się, z lampką wina w ręku powiedziała, że robiła to bo się nudziła - myślałem wtedy że padnę. A to tylko jeden z wielu objawów jej skrzywionej psychiki.

Wciąż czuje w sobie takie przekonanie, że nie mogę tego przebaczyć i odpuścić, bo tylko ta niechęć jest na tyle silnym odczuciem, że pozwoli mi ją olać, kiedy ona na starość będzie chciała mnie wykorzystywać do pomocy. Z drugiej jednak strony jest jakieś poczucie zobowiązania za to, że kiedy chorowałem w dzieciństwie to chodziła ze mną po lekarzach, itd., więc ja też będę musiał jej pomóc, gdy będzie chora. A ja nie chce znosić jej chorób, których z pewnością na starość będzie miała cały pakiet, ani też nie chce mieć z nią zbyt dużo do czynienia.

Eh, wziął mnie teraz taki żal, że zamiast normalnych, fajnych rodziców miałem dwójkę dorosłych dzieci ze skrzywioną psychą i dosyć konkretnymi problemami emocjonalnymi. Dwójkę ludzi, którzy nadają się na lata intensywnej terapii, a nie wychowywanie dzieci.

Brakuje mi zarówno matczynego ciepła, bliskości i miłości, jak i ojcowskiego wsparcia, akceptacji i wielu innych rzeczy. Widzę jak te braki jeszcze mocno wpływają na moje relacje z ludźmi - teraz jak siedzę w pracy i mam dosyć intensywny kontakt z dużą grupą ludzi, to mimo że potrafię już się wśród odnaleźć, rozmawiać, integrować i ogólnie dobrze czuć, to jednak wciąż przebija się moja niepewność, nieśmiałość i przeciętna siła przebicia. Mimo, że czuje się w miarę ok, to moja mowa ciała mówi coś innego. Wciąż są jakieś spięcia, oczekiwania na przykrości i lęk, że może teraz jest ok, ale trzeba zawsze być gotowym na najgorsze. Jak się miało nieobliczalnych rodziców to nawet stosunkowo długi okres spokoju i fajnych relacji z innymi nie może być powodem do odpuszczenia pilnowania się.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-07-13, 20:43:26

Bardzo fajne artykuły.

Clint,
miałam podobne odczucia do Twoich, ale wraz z uzdrawianiem nabralam więcej dystansu i zrozumienia do mojej rodziny, szczególnie do matki, która wiele przeszła. Zaczęłam rozumieć jak sama sobie namieszała i ja po prostu nie mam na to wpływu, bo niby jak? Nie ja dokonywałam za nią wyborów, nie przeze mnie jest niezadowoloną z życia manipulantką. Przy mnie, obserwując moje sposoby pracy miała szansę na zmiany, ale nie skorzystała z nich. Bo przyznanie się do błędów i dopuszczenie do siebie trudnych emocji jest procesem niejednokrotnie długotrwałym i męczącym. Dodatkowo pada samoocena, gdy trzeba się przyznać do własnej głupoty. Dlatego jest to ścieżka rzadko wybierana.

Niedawno miałam sesje i wciąż myśli...jaką to beznadziejną rodzinę wybrałam. Bardzo mi było z tym ciężko. Uświadomiłam sobie niedawno jak silnie chciałam sobie dokopać w tym wcieleniu, obrzydzić świat materialny i ponownie zająć ascetycznym oświecaniem. To taki efekt w postaci braku miłości, chaotycznej rodziny w której stosowano przemoc. Ciągle to do mnie dociera, po trochu, powoli przyjmuję do siebie moje własne intencje i ogłupienie z poprzednich wcieleń. Moja mama też zapowiada się na chorą na starsze lata. O ojcu już nie wspomnę, który nałogowo pije i to kwestia czasu, gdy coś się z nim stanie. Z nim na szczęście nie mam do czynienia od 3 lat. Najgorsze jest chyba poczucie winy, które zżera bez końca. Nawiązując do artykułu. Nie ma obowiązku kochania rodziców, jeżeli wyrządzili dużo zła. Nawet jeśli mamy świadomość naszych własnych prowokacji i intencji. Nie ma obowiązku zmuszania się do czegokolwiek. Ja postanowiłam, pracować nad przebaczaniem i akceptacją. Nie zmuszę się do tego, aby pojawiły się we mnie odczucia miłości wobec któregoś z rodziców. Daję się kochać tym osobom, które dają mi miłość i coraz częściej potrafię do odwzajemnić.

Niby słyszałam w rodzinie, że jestem kochana, ale w moim odczuciu było to pełne kłamstwa, mieszało się z przemocą i manipulacjami. Poskutkowało to u mnie dużym poczuciem zagrożenia w bliskich relacjach. Ale cóż. Pozostaje mi skupiać się na przyjemnościach i odnajdywać się na nowo.

"Eh, wziął mnie teraz taki żal, że zamiast normalnych, fajnych rodziców miałem dwójkę dorosłych dzieci ze skrzywioną psychą i dosyć konkretnymi problemami emocjonalnymi. Dwójkę ludzi, którzy nadają się na lata intensywnej terapii, a nie wychowywanie dzieci."

To jest niezwykle ograniczające, ale miałam dokłądnie tak samo. Czułam się zawsze bardziej dojrzała od rodziców, którym musiałam być podporządkowana i trwać na ich finansowej i emocjonalnej "łasce"
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-07-13, 20:55:33
Dokopywanie sobie? Ascetyczne oświecanie? Obrzydzanie materii? Jakże znajomo to brzmi :P

Mam wrażenie, że to co się teraz przebija i czego teraz potrzebuje to dopuszczenie do siebie tych negatywnych emocji w stosunku do rodziców, a w szczególności do mamy. Na bazie tych społecznych przekonań i wciskania przez samą mamusią, że ona kocha i fogle - podświadomie były te negatywne emocje wypierane (nie wspominam już nawet o moim ogólnym braku prawa do bycia niezadowolonym z tego co było w domu). Jak pozwolę sobie na tą nienawiść, niechęć, złość, żal, pogardę i całą resztę emocji to powinno się co nieco pouzdrawiać.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2012-07-13, 21:54:41
Fajnie się was tu czytało. Większość co napisaliście o swoich relacjach z rodziną też jest mi znajome.
Jeśli chodzi o przebaczenie to ja kompletnie nie widziałem w tym dla siebie interesu ale obejrzałem kilka wykładów Darka logi na ten temat i zrozumiałem że mając pretensje - automatycznie stawiamy sami siebie w roli ofiary. A ofiara zazwyczaj zawsze dostaje po łbie.
Sam nie wiem ile zejdzie czasu z przebaczaniem. Przebaczałem ojcu od kilku miesięcy i już zaczynałem czuć że moje żale i pretensje prawie znikły a tu przyszedł sen z ojcem w roli głownej i wszystko spowrotem wylazło. Jak się obudziłem to już ojciec był dla mnie innym człowiekiem.
Często nie trawię jak mogłem wybrać na ojca kogoś takiego.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-13, 22:09:08
Może ktoś by napisał o pułapkach przebaczania i jakie przy tym mozna sobie zrobić kuku?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-07-13, 22:15:05
No na pewno warto najpierw dostrzegać korzyści z przebaczania (można to przeafirmować) i też zabrać się za nie we właściwym momencie. Jeżeli chcemy na siłę przebaczyć osobie wobec której nie mieliśmy prawa do żalów i pretensji, to może to się skończyć silnym buntem podświadomości. Dlatego warto najpierw dać sobie prawo do negatywnych odczuć i pozwolić nawet je trochę poprzeżywać, byleby też się nie skończyło na niekończącym się nakręcaniu tymi emocjami.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-13, 22:25:51
http://monteki.blog.onet.pl/Kiedy-matki-zartuja,2,ID419631764,DA2011-01-07,n
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-07-13, 22:43:43
O, ten artykuł to już w ogóle pięknie opisuje mechanizmy w moich relacjach z mamą. Ah, te złośliwe teksty, jadowite żarciki i cyniczne uwagi. Jeden z lepszych jaki usłyszałem od mamusi to "nie martw się, w końcu znajdziesz sobie dziewczynę - nie wszystkie patrzą na wygląd". Jakbym co najmniej jakiś szpetny był...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2012-07-13, 23:18:54
I jak ty podchodziłeś Clint do takich cynicznych i jadowitych textów mamy ? Jak sobie z tym radziłeś. W jakiej pozycji czułeś się względem matki ? Jako nizszy, gorszy ? Czy jako równy ? Jak to u Ciebie wyglądało ?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-07-13, 23:31:19
Te teksty mnie czasami drażniły, najczęściej jednak nie zwracałem na nie uwagi, co było częścią tej manipulacji - ono celowo były wplatane w rozmowę tak, aby były jak najmniej zauważalną trucizną. Potem jak zacząłem się nad sobą pracować, zaczęła się poszerzać świadomość i z czasem ten jad był coraz wyraźniej widoczny. Matka chyba podświadomie wyczuła, że jej broń staje się nieskuteczna, więc poszła w stronę agresywności i teraz bardziej rzuca dość otwarte teksty, ale są one często tak przesadzone i irracjonalne, że wzbudza to we mnie bardziej wrażenie, że przydałby się jej psychiatryk. Potrafi to jednak rozdrażnić, bo jak w krótkim okresie czasu słyszysz jeden, drugi, trzeci, czwarty, itd kompletnie bezsensowny tekst na który nawet nie ma co odpowiedzieć, to mam ochotę jej powiedzieć, żeby się w końcu odpieprzyła, bo ile można słuchać takich głupot.

Gorszy od matki raczej się nie czułem, ale ona ma tak beznadziejnie niską samoocenę, że byłoby to trudne.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2012-07-13, 23:36:33
starzy mają jakiś patent na wyprowadzanie nas z równowagi :-))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-07-13, 23:38:06
Przede wszystkim znają nas całe życie, a co za tym idzie - znają nasze słabe strony, jak nikt inny - w końcu za wiele z tych słabych stron sami odpowiadają :D
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Amelka w 2012-07-13, 23:44:16
Clint,


pamietasz, jak bronilam Twoich rodzicow, stawiajac Ciebie, niemal w roli wykorzystywacza bez dumy ( domagales sie wtedy utrzymywania Ciebie podczas studiow)? No to teraz to cofam. Zal mi Ciebie, serio, biedny jestes z tymi rodzicami, zwlaszcza mam na mysli matke. Ona powinna byc dla Ciebie oparciem. Nie mialam pojecia ze oni, Twoi rodzice sa az tacy. Nie znam Twojej historii, ani tego przez co musiales przejsc. Kiedy opisujesz, jaka jest Twoja mama w stosunku do Ciebie, to musisz miec w sobie naprawde duzo sily zeby utrzymac jako taka samoocene. Wedlug mnie jestes przystojnym facetem, ktory moze podobac sie kobiecie bez zadnego "ale". Ja na przyklad nie lubie slicznych facetow, zle mi sie kojarza. Mezczyzna nie musi byc ladny. Wystarczy ze jest godny zaufania, madry, cieply. Kazda sie w takim zakocha. Takze nie sluchaj co Ci mowi rodzicielka :-)) bo to tylko zwykly czlowiek, ktory jest jak ryba w sieci swoich ograniczen :-))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-07-14, 00:08:07
Amelka
A, już nawet zapomniałem że rzeczywiście mieliśmy małą dyskusję na te tematy :P

Cóż, ja miałem karmę ofiary na tyle dużą, żeby sobie wykreować tak toksyczną rodzinę od której głównie dostawałem syf. Boli mnie jeszcze to, że ja właściwie nie mam prawdziwej rodziny, nie mam nikogo w kim mógłbym znaleźć jakieś oparcie (nie mam żadnych bliższych relacji nawet w dalszej rodzinie - żadnych sensownych kuzynów, wujków czy dziadków). Muszę sobie radzić praktycznie sam i jeszcze wymijać przeszkody jakie mi stawia ta pseudo rodzina na mojej drodze (głównie włażenie na psychikę). Brak jakichkolwiek ciepłych, bliskich relacji dość mocno mi się odbił na psychice.

Moją samoocenę, poczucie godności czy prawo do bycia sobą, to oni kompletnie podeptali i zniszczyli. Dużo już pracy włożyłem w odbudowywanie tego wszystkiego, ale wciąż jeszcze wiele przede mną.

Co do wyglądu - już trochę nad tym pracowałem, choć szło dość opornie, szczególnie że siostra mi całe życie dość intensywnie pod tym względem cisnęła. Ja naprawdę wierzyłem w to, że jestem kompletnie nieatrakcyjny i urodę mam poniżej przeciętnej. Teraz jak patrzę w lustro to podobam się sobie i nieraz nawet nie dowierzam temu co widzę - szczególnie, że jestem przyzwyczajony do myślenia o sobie jak o przeciętniaku, a tu nagle w lustrze nie najgorszy chłopak :P Choć też zasługa dorastania i mężnienia na twarzy - ewidentnie z wiekiem przystojnieje :)

A wracając jeszcze do rodziny - zaczynam mieć wrażenie, że mimo wszystko najlepsze będzie dla mnie jednak urwanie z nimi kontaktu jak już poodcinam się od wszelkich uzależnień z nimi. Widzę, że na chwilę obecną nie czułbym się w porządku z taką decyzją, ale to tylko wywałka. Nie tylko im się nic nie należy z mojej strony, ale wręcz powinni się cieszyć, że im nie wystawię rachunków za terapię :P
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-14, 10:03:16
Może ktoś by napisał o pułapkach przebaczania i jakie przy tym mozna sobie zrobić kuku?
Inga, cos tam miałam wpisać, ale...mam nieodparte wrażenie, że napiszesz o tym świetnie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Freefalling w 2012-07-14, 12:18:52
Hmmm...

     Czytam i czytam  posty tego wątku...Jestem w trakcie uzdrawiania relacji z matką...Moja mama,podobnie jak Clinta,jest mistrzynią presji i manipulacji i kamuflażu psychicznego-superofiara w akcji:-P ...Im więcej widzę,tym bardziej JEJ i kobiet naszego rodu jest mi żal...Żadna z nich nie umiała być matką,kobietą,kochanką...
 
   Wieloletnia indoktrynacja religijna-do granic wypaczona i co najmniej dziwne podejście do wychowania dzieci zrobiły swoje,wykluły się stworzenia do granic bezradne i z tak silnie stłumionym gniewem i zduszoną prawdziwą naturą,że nie dziwię się,ze miały silne problemy natury psychiczneji tak mocno parły do zawoalowanej autoagresji,samozniszczenia i samoukarania za bycie nie dość dobrą,ładną,mądrą i posłuszną rodzicom i społeczności...To naprawdę smutne,co kobieta kobiecie tego samego rodu i krwi może zrobić...Teraz wiem,czemu od zawsze wiedziałam,że nie chcę mieć dzieci,nie chcę w chodzić w modele związków tradycyjnie funkcjonujace w naszym rodzie...
 
 Do szewskiej pasji i "ciężkiej cholery" doprowadzały mnie teksty mojej mamy"przecież chcę twojego dobra","czemu ty jestes taka dzika i zbuntowana,inna,ja cie nie rozumiem,czemu ty tak walczysz z całym światem,czemu się tak stawiasz";"czemu nie chcesz sie do mnie przytulać,czemu ,jak cie przytulam ,to jesteś taka sztywna,nieobecna,co z tobą jest nie tak" ???

MAMO,ZE MNĄ WSZYSTKO JEST OK,CZUŁAM TEN FAŁSZ,TĄ CHORĄ MIŁOŚĆ-JA JEJ NIE PRAGNĘŁAM...JAKAŚ NIESKAŻONA CZĘŚĆ MNIE NIE CHCIAŁA SIĘ TEMU PODDAĆ,NIE CHCIAŁAM NIGDY BYC TAKA JAK TY,TAKA JAK WY...NIE MAM OCHOTY SIEBIE TŁUMIĆ,NIE CHCĘ ZAGŁUSZAĆ SIEBIE I SWOICH UCZUĆ,TERAZ WIEM,ZE NAJGORSZĄ KARĄ JEST SPRZENIEWIERZYĆ SIEBIE NA RZECZ INNYCH,ABY ZASŁUZYĆ NA COKOLWIEK,KONIEC TEJ GRY.ZROZUMIAŁAM SWOJĄ ROLĘ I ZADANIE,KTÓRE WYZNACZYŁAM SOBIE.CHCĘ NAPRAWDĘ BYĆ BEZWARUNOWO SZCZĘŚLIWA,KOCHAJĄCA I KOCHANA,SPEŁNIONA POD KAŻDYM WZGLĘDEM...

   Takie są dzieje kobiet mojego rodu,ale to jest ich wybór,nie mam nawet zamiaru wchodzić znów  w te energie,przekonywać,że można inaczej-moja misja jest już skończona,moja energia wraca do mnie...Czuję autentyczną ulgę...Pewnie trochę czasu mi zajmie pozbieranie się w sobie i stworzenie mojego wzorca kobiecości,prawdziwej boskiej mnie,ale co tam,wszystko w imię realnej czystej Miłości i Dobra,które ma dla mnie Bóg :-DDD.

Czułam,że muszę się tu wyzewnętrznić i wypisać,to też forma uzdrowienia...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2012-07-14, 12:22:08
"Do szewskiej pasji i "ciężkiej cholery" doprowadzały mnie teksty mojej mamy"przecież chcę twojego dobra","czemu ty jestes taka dzika i zbuntowana,inna,ja cie nie rozumiem,czemu ty tak walczysz z całym światem,czemu się tak stawiasz";"czemu nie chcesz sie do mnie przytulać,czemu ,jak cie przytulam ,to jesteś taka sztywna,nieobecna,co z tobą jest nie tak" ???"

hah, kurde  To samo słyszałem od swojej matki ! słowo w słowo !
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: bziuuummm w 2012-07-14, 12:42:00
Nie cierpię matek !
I nie cierpie tego ze ich nie cierpie
globalnie
bo ta moją prędzej czy później w każdej widzę

Freefiling
uściski za te uswiadomienia i w ogóle na zaś :)
co by się uzdrowiło do dna :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-14, 12:52:00
Inga, cos tam miałam wpisać, ale...mam nieodparte wrażenie, że napiszesz o tym świetnie.

Nie tak świetnie bo nie mam w tym zakresie za wielu doświadczeń.
Chodzi mi o to że nie każdy może przebaczać, a wręcz szkodliwe jest gdy za przebaczanie bierze się ofiara chcąc przebaczyc swemu oprawcy.

Gdy czytam o przebaczaniu to od razu się we mnie gotuje. I od razu włącza mi się głos wewnętrzny: -przecież wszyscy przebaczają i jest dobrze, dlaczego ty znów coś mącisz, dlaczego tobie znów się coś nie podoba, dlaczego ty musisz inaczej niż wszyscy, dlaczego nie jesteś taka jak wszyscy.

Mnie regreserka zachęcała abym przebaczyła ojcu, Leszek również to robił. Przez 3 miesiące pisałam arkusze RW. Nie poszło to na marne bo przy okazji coś sobie uświadomiłam, ale nie było mowy o żadnym przebaczeniu.
Kościół zaleca przebaczanie, jest wiele książek mówiących o cudownych skutkach przebaczenia. A co się okazało w moim przypadku? Że z poziomu niemowlęcia nie ma możliwośći przebaczenia. A o tym dowiedziałam się od terapeuty.

Ja spontanicznie przebaczyłam 2 osobom, które mnie skrzywdziły, a na których ja potem się zemściłam. Jedna z nich po moim przebaczeniu natychmiast wyzdrowiała, bo ja z zemsty nieświadomie rzuciłam na nią klatwę, którą teraz po przebaczeniu też nieświadomie z niej ściągnęłam. Druga osoba nie żyje.

A gdy ofiara zaczyna przebaczać, zamiast przeżywać wszystkie emocje jakie ma do oprawcy, to tylko tłumi te emocje. Bo tak naprawdę ona chce tylko pozbyć się tych emocji zamiast ich doświadczać. Najpierw trzeba wyjść z ofiary i przestać się bać swojego oprawcy a dopiero potem mozna się zastanawiać nad przebaczaniem.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2012-07-14, 13:12:52
Dobrze wiedzieć Inga.
Dzięki
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-07-14, 13:16:28
Inga rozumiem to co opisujesz.

Jednakże ....

Wybaczenie jako akt jest zawsze dobry i korzystny. Nie przynosi żadnej osobie szkody, wręcz przeciwnie.
Zresztą sama to opisałaś - chodzi o to spontaniczne przebaczenie.

Ale...

Aby wybaczenie spełniło swoją rolę trzeba wewnętrznej gotowości i zgodny na nie.
Jeśli jej nie ma, to ono nie nastąpi.
Żeby ta wewnętrzna gotowość i zgoda się pojawiły, to tak jak piszesz:
Cytuj
Najpierw trzeba wyjść z ofiary i przestać się bać swojego oprawcy a dopiero potem mozna się zastanawiać nad przebaczaniem.

Lub tak jak ja dojść do tego czemu nie chce się wybaczyć. U mnie najczęściej to potrzeba trzymania emocji krzywdy, żalu, zranienia by się bronić, odpierać ataki, nie pozwolić na to by ta krzywda znów się powtórzyła.

Każdy ma inny zestaw powodów, dla których nie chce, nie może wybaczyć. Uzdrowienie ich skutkuje często spontanicznym wybaczeniem :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-14, 13:20:33
Grażynko
 Czuję, że moje powody, dla których nie mogę czegoś puścić są bardzo podobne do Twoich. Również działa lęk przed ponownym zranieniem... Jak to ugryzć? Przerobić bezpieczeństwo? ale to jest tak ze sobą wzajemnie zapętlone, że nie wiem, jak to zrealizować.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-07-14, 13:23:54
Czyli Inga rób swoje, uzdrawiaj, a jak będziesz gotowa, to wybaczysz. Nie wywieraj na siebie presji żeby wybaczyć, i nie miej do siebie też pretensji, że nie możesz lub ci nie wychodzi. Na wszystko jest odpowiedni czas.

Ja latami nie byłam w stanie wybaczyć 1 osobie (choć RW też robiłam), 2 innym od ok 1,5 roku też mi nie wychodziło. A w miniony czwartek, jak uzdrowiłam to, co stało na przeszkodzie wybaczeniu, wybaczyłam im bez problemu i jeszcze im spontanicznie błogosławiłam.

Na wszystko jest odpowiedni czas. I na uzdrawianie i wybaczanie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-07-14, 13:29:26
Grażynko
 Czuję, że moje powody, dla których nie mogę czegoś puścić są bardzo podobne do Twoich. Również działa lęk przed ponownym zranieniem... Jak to ugryzć? Przerobić bezpieczeństwo? ale to jest tak ze sobą wzajemnie zapętlone, że nie wiem, jak to zrealizować.

Trudno mi powiedzieć. Ja się muszę zmęczyć sytuacją, poczuć że tak dalej nie można, to wtedy się rusza. Bo moja podświadomość jest taka, że jak coś troche tylko uwiera, to to ignoruje. Dopiero jak mocno kluje i przeszkadza, to stwierdza, że czas się tego pozbyć :D

Bezpieczeństwo na pewno tak.
Wewnętrzna siła, takie przekonanie że damy radę i nie trzeba się do gierek z niewybaczeniem uciekać.

Zastanowię się, bo tak naprawdę to nie wiem, który czynnik był decydujący.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-14, 13:33:59
Chodzi o to że nikt nie pisze że zanim podejdzie się do wybaczania, najpierw trzeba przestać się tej osoby bać i trzeba się przestać czuć od niej zależnym.

Ja w ogóle nie myślę o wybaczaniu komukolwiek. Jestem skoncentrowana na uzdrawianiu relacji. Jeżeli poczuję taką potrzebę, to ten proces przebaczenia zajdzie samoistnie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-07-14, 13:49:46
Inga, chyba masz rację z tym, że trzeba się przestać bać.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-07-14, 13:53:25
Ja w ogóle nie myślę o wybaczaniu komukolwiek. Jestem skoncentrowana na uzdrawianiu relacji. Jeżeli poczuję taką potrzebę, to ten proces przebaczenia zajdzie samoistnie.

A wiesz, że ja tez podobnie pracuje :D
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-14, 13:56:15
Ciekawe wskazówki, dajecie, dziewczyny:) Bo ja to zawsze sie skupiałam na wybaczaniu... Może tym razem warto podejść do tematu od innej strony.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Freefalling w 2012-07-14, 13:59:27
Inga

Ja też czuję ,ze nie ma przy okazji wybaczania ani potrzeby ani przymusu-to się samo w odpowiednim czasie dzieje-ta energia sama płynie...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-14, 14:21:12
Chciałam jeszcze napisać z włąsnego dośwaidczenia że nie warto tracić czasu na uzdrawianie ralacji z innymi ludźmi niż rodzice. Bo w każdym człowieku widzimy odbicie, obraz naszego rodzica. I przez to że uzdrawiamy relacje z rodzicami, jednocześnie uzdrawiamy z kazdym człowiekiem.
Ja przez 4 lata terapii jestem skoncentrowana wyłacznie na rodzicach, bo oni są dla nas prawzorami wszystkich ludzi.
Na regresingu uzdrawiałam wiele relacji i chyba nic mi to nie dało.
W każdym bądź razie z nikim nie udało mi się jej uzdrowić, bo te same prpblemy ciągle wracały.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Freefalling w 2012-07-14, 15:34:06
bziuuummm

Dzięki-wzajemnie :-*...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-07-14, 17:11:09
http://seksualnosc-kobiet.pl/moje_cialo/coreczka_skrzywdzona_seksem

Od tego artykułu przypomniało mi się jak moja matka szalała gdy w wieku 23 lat zaczęłam mieć do czynienia z seksem. Morały, poczucie winy, krzyki i wyzywanie. A ja się czułam już stara i brakowało mi nieludzko bliskości. Najchętniej trzymaliby mnie za kratami i pielęgnowali we mnie odrzucenie i samotność. Rodzice często sami przed sobą ukrywają fakt seksu, który się wydarzał między nimi. Ograniczeni są wstydem i nienawiścią do siebie. Paranoja. Nie dziwie się, że rodzice nie potrafią rozmawiać o seksie ze swoimi dziećmi. Boją się i nie mogą znieść upokarzających emocji...że niby ja uprawiam seks? nieee, wolą to ukryć, spuszczając oczy w jakimś wstydzie - jakie mądre nauki są w stanie przekazać swoim dzieciom? Zdałam sobie sprawę, że niektóre wzorce siedzą tak mocno pokoleniowo, że kłótnie w rodzinach będą nieuniknione. Blokowanie energii seksualnej to blokowanie również potencjału duchowego, kreatywności. Myślę, że to trwa od najmłodszych lat. Mało który rodzic ma uzdrowiony stosunek do seksu, aby mógł coś wartościowego przekazać swojemu dorastającemu dziecku. Ja osobiście nabawiłam się traum, nienawiści do siebie, swojego ciała i chorych przekonań, że jeżeli kogoś dotknę wcześniej niż po kilku latach związku to zostanę porzucona.

Przeżywałam zaburzenia nastroju przez ataki rodziny, za to, że przespałam się z kimś po 3 miesiącach znajomości. I jakimś trafem nie zostałam odrzucona, a wręcz przeciwnie mam się cudownie. Myślę, że seks jest tak ważnym tematem w rodzinie, że pomijanie go staje się przyczyną wielu konfliktów. Matka nie śpi z ojcem, nie radzi sobie z własną seksualnością, dziecko jest ograniczane, i nie nauczy się niczego normalnego. To jeden z wielu przykładów. Z każdej strony w mediach jesteśmy bombardowani seksem, ale to słumiony, chory seks. Gdyby stanowił coś normalnego w społeczeństwie, nie bylibyśmy nim tak zalewani. Nikt nie byłby sfrustrowany i nieszczęśliwy jak udaje mi się zaobserwować. Potem mamy osoby uzależnione od porno, które po kryjomu zaspokajają swoje potrzeby, ludzi z dewiacjami, nieszczęśliwe kobiety uważające orgazm za coś złego.

Im bardziej uzdrawiałam temat seksualności, tym bardziej widziałam jak moja rodzina jest zaburzona. Wiem, że seks przekłada się na zadowolenie z życia, siebie - nawet na zarabianie pieniędzy! Aby na prawdę być spełnionym, trzeba być ugruntowanym i doświadczać poczucia bliskości. Zasługiwanie na bliskość, to zasługiwanie na wszelkie dobra, w tym na pieniądze. Ach trochę się rozpisałam, ale artykuł mi uświadomił pewne moje myśli i wydarzenia:)))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-07-14, 17:26:16
A u mnie jest nieco na odwrót. To znaczy matka akurat pasuje do artykułu i raczej unika tematów seksualnych, tak jakby nie istniały. Za to ojciec potrafi przegiąć i rzucać sprośnymi, niesmacznymi żartami. Raz też się wielce dziwił czemu ja mam tyle lat i jeszcze nie poszedłem na jakąś imprezę żeby sobie ruchnąć jakąś przypadkową laskę. W końcu on w moim wieku był taki ciekawy seksu i ruchał przy każdej możliwej okazji.

Swoją drogą wracają do mnie ostatnio dość mocno tematy dzieciństwa. Rodziców DDA zyskało bonus do mocy *10 i czepiają się mnie o absolutnie wszystko, a we mnie budzą się dawno stłumione emocje.

W ogóle to czuje, że chciałbym teraz jakiegoś wsparcia w tym procesie, kogoś w kogo można by się wtulić i kto by mi mówił miłe, budujące rzeczy.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Freefalling w 2012-07-14, 17:37:17
    U mnie matka się brzydzi,boi,manipuluje a ojciec świńtuszy,jest rubaszny i przez to zniesmacza...Najlepsze,ze nie sypiaja ze soba już chyba od 20 paru lat,a ojciec zachowuje się tak,jakby był niewiadomo jakim ogierem i znawcą,a wiem,że jest zaburzony,totalnie zblokowany i odcięty od swego ciała,matka podobnie...Ta ich postawa powodowała moje obrzydzenie i zniechęcenie,przez długie lata w ogóle seks mnie nie interesował,bo patrzyłam przez ich pryzmat...Teraz to sie zmienia,bo widzę dla siebie inne niz ich opcje...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-14, 18:03:33
Może ktoś by napisał o pułapkach przebaczania i jakie przy tym mozna sobie zrobić kuku?

Kilka stron wcześniej podałam linka do świetnego artykułu w tym temacie. Oto on:
"Próba przebaczenia bez oczyszczającego przeżycia gniewu okazuje się nader często nieudanym i frustrującym przedsięwzięciem. Pływanie po nie oczyszczonej rzece wiązać się będzie z ciągłymi kolizjami: na dnie bowiem wciąż znajduje się rdzewiejące żelastwo! Dlatego Biblia daje prawo do gniewu na czele z dającym przykład Bogiem: Jego gniew jawi się jako miłość ruszająca do walki o ukochanego przezeń człowieka. Gdy gniewam się we własnej sprawie naśladuje mojego Boga i siebie biorę w obronę. Walczę o swoje życie. Uczę się kochać samego siebie, aby móc w wolności kochać innych."
Całość artykułu tutaj:
http://mateusz.pl/duchowosc/od-dg.htm
To przytomne spojrzenie katolika na kwestię oczyszczającego gniewu. Może się przydać osobom, na które religia zadziałała destrukcyjnie, ale nie tylko im. Polecam.

A teraz kilka słów z ode mnie (z mojego doświadczenia):
Być może kogoś urażę ostrymi słowami, ale czuję potrzebę napisania tego, co myślę.
Dla mnie przebaczenie to jedna wielka bzdura. Nigdy nie udało mi się uwolnić od złych emocji, gdy starałam się wybaczyć. Wręcz przeciwnie, zyskiwały one tylko na sile, ale działały jeszcze bardziej perfidnie, bo były skierowane w inną stronę, niż w tę, w którą powinny. Najczęściej w moją, albo (rzadziej) innych niewinnych ludzi.
Ze swojego doświadczenia mogę więc powiedzieć, że największą pułapką przebaczenia jest to, że hamuje ono możliwość uwolnienia stłumionych emocji. A ich uwolnienie jest warunkiem koniecznym prawdziwego przebaczenia.
Bo czymże jest przebaczenie? Jest wolnością od negatywnych emocji/uczuć wobec jakiejś osoby.
A więc co trzeba zrobić, żeby przebaczyć, żeby być wolnym? Pozbyć się tych uczuć/emocji, czyli wypuścić je. A nie da się ich pozbyć (wypuścić) bez odczucia ich, choćby przez krótką chwilę. To jest niemożliwe.
Ale najczęściej boimy się ich poczuć, szczególnie na matkę czy ojca, no bo "Czcij ojca swego…" i inne bzdety. Więc co robimy, żeby ich nie poczuć? Staramy się "przebaczyć" bez ich wypuszczenia, czyli odczucia. A więc innymi słowy spychamy w głąb siebie złośc, gniew itd., na zewnątrz przyjmując postawę miłosiernego świętoszka. Czyli innymi słowy oszukujemy siebie, robimy z siebie durnia. I jeszcze bardziej siebie krzywdzimy.

Przede wszystkim należy zrozumieć, że złość, gniew, czy inna emocja to rzecz ludzka i że skoro zostaliśmy w nie wyposażeni, to znaczy, że są nam one do czegoś potrzebne. A więc korzystajmy z nich :) A nie udawajmy, że jesteśmy oświeconymi bogami.
Warto sobie uświadomić, że nie ma się co ich bać, a wszelkie przykazania i nakazy biało-astralne nadają się wyłącznie do tego, żeby sobie nimi tyłek podetrzeć (jeśli akurat są spisane na miękkim papierze ;).

Wracając do przebaczenia: nie da się tego zrobić skupiając się na "pięknej energii przebaczenia" (z powodów, które opisałam powyżej). Nie ma innej rady, niż wyciągnąć z siebie brudy, najczęściej nagromadzone przez lata, i po prostu się ich pozbyć. A wtedy niczego nie będzie trzeba przebaczać. Bo gdy nie będziemy blokować procesu wychodzenia brudów, a więc gdy wyjdą one do końca, to zyskamy wolność i świadomość, że tak naprawdę niczego nie trzeba przebaczać, bo ktoś, kto nas skrzywdził zrobił to z nieświadomości (bo gdyby miał w tym temacie boską świadomość, nigdy by tego nie uczynił).
Wtedy powstaje w sercu coś na kształt współczucia tej osobie (współczucie – czyli odczuwamy, że ktoś cierpi, ale nie czujemy jego cierpienia; życzymy mu jak najlepiej, ale nie smucimy się z nim, tylko radujemy).
To dlatego napisałam, że dla mnie przebaczenie to bzdura. Choć właściwie powinno być tak: Takie podejście do przebaczenia, jakie jest powszechnie promowane to jedna wielka bzdura.
Bo przebaczenie jest skutkiem, a nie drogą do celu.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-14, 18:10:48
Chciałam jeszcze napisać z włąsnego dośwaidczenia że nie warto tracić czasu na uzdrawianie ralacji z innymi ludźmi niż rodzice. Bo w każdym człowieku widzimy odbicie, obraz naszego rodzica. I przez to że uzdrawiamy relacje z rodzicami, jednocześnie uzdrawiamy z kazdym człowiekiem.
Ja przez 4 lata terapii jestem skoncentrowana wyłacznie na rodzicach, bo oni są dla nas prawzorami wszystkich ludzi.
Na regresingu uzdrawiałam wiele relacji i chyba nic mi to nie dało.
W każdym bądź razie z nikim nie udało mi się jej uzdrowić, bo te same prpblemy ciągle wracały.

Inga, mam bardzo podobne doświadczenia.
Ja też zauważyłam, że uzdrawianie szeroko pojętego dzieciństwa (w tym przede wszystkim relacji z rodzicami) "załatwia" tak wiele, że nie warto tracić czasu na inne rzeczy.
A to dlatego, że w czasie, gdy nasz umysł był najbardziej podatny na "programowanie", rodzice (i relacje z nimi) byli dla nas całym światem. Potem to, co między nimi i nami zostało automatycznie przeniesione na relacje z innymi ludźmi.
To dlatego dzieciństwo jest tak ważne, bo to własnie wtedy powtała większośc programów umysłu, bo to wtedy (przez rodziców) kształtowało się nasze podejście do życia, byliśmy uczeni patrzenia na świat w odpowiedni sposób, itd.
To, jak teraz myślimy, jak reagujemy, jak podchodzimy do życia, zostało ukształtowane w tamtym okresie, przez tamtych ludzi (w przeważającej części).
Odkąd się tym zajęłam, odkąd skupiłam się prawie wyłącznie na tym, wszystko wokół mnie zaczęło zmieniać się w piorunującym tempie. A to przede wszystkim dlatego, że pozbywam się starych programów, które odpowiadają za widzenie świata w krzywym zwierciadle.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Freefalling w 2012-07-14, 18:37:38
Feli


     A znasz może patent,jakiś myk na POZWOLENIE SOBIE uwolnienia tych negatywnych emocji?  Nie wchodzę w nie całkowicie,nie do końca sobie je uświadamiam,a możliwe,że trochę oszukuję i zaciemniam obraz...Miałaś tak na jakimś etapie?Możesz coś podpowiedzieć?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-14, 18:39:01
To może ja niepotrzebnie się tak pierdzielę z uzdrawianiem tej jednej relacji z tym jednym mężczyzną, tylko po prostu powinnam sie zabrać za dzieciństwo. Do tego może modlitwy o oczyszczenie i rozwiazanie karmy (bo tam pewnie miały miejsce inicjacje) i finito ;)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-14, 19:06:31
Inga i Freefalling
Za to co napisałyscie o 12:18 i 12:52 buziak wielki:*
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-14, 19:17:59
Freefalling,
być może chodzi o to, że od razu starasz się przeskoczyć "poziom dalej". Czyli nie odkrywasz warstwa po warstwie swoich uczuć, ale zaniedbujesz te, które w danej chwili odczuwasz, a skupiasz się na tym, co chcesz, czy powinnaś odczuwać.
Np. powiedzmy, że wiem, że powinnam czuć złość na matkę, bo zrobiła mi tyle świństw, ale tego nie czuję. I za wszelką cenę chcę poczuć tę złość, bo to przyspieszy przebaczenie.
Ale to nie tak działa. Chodzi o to, żeby zrozumieć, że wszystkie uczucia są ok i wszystkie one mają swoje uzasadnienie.
Wszystko to, co czujesz, w tej chwili, gdy to czujesz. Jeśli nie czujesz złości, tzn. że ma to swoje uzasadnienie. Być może jest w Tobie dużo lęku lub poczucia winy. I wtedy nie będziesz złościć się na rodziców (bo masz przed tym lęk i czujesz się za to winna), ale skierujesz złość na siebie. Nawet nieświadomie. Możesz wtedy np. obijać się boleśnie, ranić się, sabotować swoje plany, itp. Bo złość musi mieć gdzieś swoje ujście. Jeśli nie zostanie wyrażona we właściwym momencie, to uchodzi tam, gdzie może.
Co zrobić?
Pozwolic sobie czuć to, co czujesz. Nie oceniac, nie starać się czuć czego innego, bardziej "właściwego". Zacząć szanować swoje uczucia. Zacząć je wyrażać. Pozwolić być takimi, jakie są. Szacunek do swoich uczuć to składowa szacunku do siebie samej :)
A kiedy zaczniesz w ten sposób do tego podchodzić (czyli bardziej szanować siebie), to zaczną pojawiać się te uczucia, których się bałaś. Bo wtedy nie będziesz musiała się ich bać.

No ale nie wiem, czy o to chodzi w Twoim przypadku. Zastanów się nad tym i napisz, co o tym myślisz (jeśli będziesz miec taką potrzebę, oczywiście) :)
Póki co jestem głodna, więc lecę na kolację :))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-14, 19:31:38
Feli


     A znasz może patent,jakiś myk na POZWOLENIE SOBIE uwolnienia tych negatywnych emocji?  Nie wchodzę w nie całkowicie,nie do końca sobie je uświadamiam,a możliwe,że trochę oszukuję i zaciemniam obraz...Miałaś tak na jakimś etapie?Możesz coś podpowiedzieć?
Freefaliling
A próbowalaś zacząć od zwolnienia dominującego na początek /albo obojga razem/ z panowania nad Twoim życiem.
Na etapie niemowlęctwa "łykamy wszystko" tylko potem nie wiadomo skąd te wrzody.

Wiem, pytanie nie do mnie, ale tak jakos skojarzylam, możesz pominąć:-)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-07-14, 20:08:14
Co do tego przebaczania - jakiś czas temu słuchałem sobie medytacji na uzdrawianie relacji z mamą i tam było dużo o przebaczaniu, a nawet przytulaniu jej i posyłaniu jej miłości. Dwa miesiące próbowałem się przebić przez opory, ale nie mogłem - kompletnie się wyłączałem przez większość czasu, a od czasu do czasu mnie nosiło. W końcu odpuściłem sobie i wziąłem się za coś innego z myślą o powrocie do tej medytacji jak będę na nią gotowy. Teraz widzę jak pewne części tej medytacji były nieodpowiednie dla mnie na ten moment.

Miałem tam sobie wizualizować jak przez moje serce płyną do niej wszelkie dary Boże, jak ją przytulam, itp. Mnie szlag trafiał, że z jakiego niby ja powodu mam dwa razy dziennie skupiać się ma dawaniu jej czegoś, czego ona mi całe życie odmawiała, a co mi jako matka powinna była zapewnić.

Było też dużo o odpuszczaniu, uwalnianiu i przebaczaniu, a tymczasem na wierzchu była ogromna warstwa negatywnych odczuć czekająca na prawo do odczucia ich. Tyle złości, żalu, smutku, niechęci, nienawiści, pretensji, chęci dokopania jej, a ja miałem tak po prostu przebaczyć i odpuścić? We mnie gotowały się te wszystkie odczucia do których nigdy nie miałem prawa, a podświadomie marzyłem o tym, żeby móc otwarcie ją nienawidzić, aby ją poniżyć i usunąć bezwzględnie ze swojego życia jak niepotrzebnego śmiecia, tak żeby ją to zabolało. Chciałem jej zrobić to co ona robiła mi. Chciałem jej uświadomić jaką s*ką była opowiadając o tym jak szczuła mnie ojcem czy nie karmiła piersią jako niemowlę, obracając to w śmieszną anegdotkę. Chciałem, żeby sobie uświadomiła jak straszliwie mnie krzywdziła przez całe życie, żeby przejrzała na oczy i nie obracała tego wszystkiego w żart.

A najbardziej mnie chyba boli coś, co niechętnie przyznaje - to, że przejąłem od niej część toksycznych zachowań. Boli mnie to, że bardzo często, automatycznie i bezmyślnie używam złośliwych i raniących tekstów przede wszystkim wobec siostry. Boli mnie to, że potrafię być takim dupkiem jak moi rodzice. Zdarza mi się być cynicznym, złośliwym hipokrytą niewidzącym swoich błędów, tkwiącym w potrzebie bycia przekonanym o swojej zajebistości i wyższości. Potrafię być zwykłym frustratem wyżywającym się słownie na siostrze lub przypadkowych ludziach w Internecie (nie mam odwagi startować do innych). Jestem tchórzem, bojącym się bliskich relacji i nowych sytuacji. Jestem też dzisiaj niespodziewanie bardzo szczery ze sobą :)

Zapędziłem się w swojej roli ofiary tak daleko, że już nie potrafiłem dostrzegać swojego udziału w tym całym nieudanym dzieciństwie. Chciałem widzieć tą biedną dwójkę, kompletnie pogubionych ludzi jako bezwzględnych katów, którzy z zimną krwią robili mi wszystko co najgorsze. Tak strasznie bałem się zobaczyć jak bardzo upodobniłem się do nich, że tak naprawdę w pewnym momencie przestaliśmy się jakoś szczególnie różnić od siebie, a ja dołączyłem do szacownego grona dorosłych, pogubionych dupko-dzieci. Nie zamierzam usprawiedliwiać teraz moich rodziców, bo mimo wszystko byli zwykłymi dupkami, ale zaczynam dostrzegać swój udział w tym wszystkim.

Musiałem nienawidzić moich rodziców, ukierunkowywać swoją złość na nich, żeby to w nich widzieć źródło swoich problemów. Gdzieś tam w środku strasznie się bałem, że jeżeli zauważę w sobie ich obecność, ich mentalność i ich wzorce to znienawidzę siebie tak samo jak ich i że będę takim samym dupkiem jak oni. Moja nienawiść do rodziców była ukrytą nienawiścią do siebie. Nie akceptowałem tej części siebie i bałem się jej. Bałem się bliskich relacji, bo wiedziałem, że to wyjdzie na wierzch, a ja zacznę ranić bliskie mi osoby. Możliwość stania się czyimś katem, skrzywdzenia kogoś i świadomość, że ktoś mógłby mieć wobec mnie taki sam żal, jaki miałem wobec rodziców - przerażała mnie. Wolałem zrezygnować z bliskich relacji, żeby nie krzywdzić i nie być krzywdzonym.

Gdzieś tam w środku mnie jest skrzywdzona, sfrustrowana i wściekła na cały świat osoba, która chce bezmyślnie ranić, choć jednocześnie tego nie chce i źle się z tym czuje. Czuje złość na siebie za to całe emocjonalne pomieszanie, czuje złość na swoją niekompletność, niedoskonałość i braki. Nie lubię tego pomieszania w sobie, nie mam ochoty się do niego przyznawać, bo czuje że ono jest powodem do wstydu oraz wykluczenia z kręgu zdrowych i szczęśliwych ludzi. Czuje wściekłość, bo nie mam ochoty akceptować tego gówna w sobie i nie mam zamiaru nikomu pozwolić na to, aby miał czelność mnie akceptować z tym wszystkim. Muszę się tego pozbyć za wszelką cenę, a niechęć, nienawiść i poniżenie ze strony innych mają być moją motywacją do tego.

A czemu muszę się tego pozbyć? Bo razem z tym nie mogę doświadczać w pełni Boga. Moje serce pęka z bólu oddzielenia do Niego i dobrze wiem, że te wszystkie negatywne emocje mnie od Niego oddzielają. Nienawidzę więc tych emocji za to, że mnie oddalają od mojego kochanego Boga. Nienawidzę ich za to, że nie pozwalały mi one wrócić do miejsca z którego przybyłem. Nie pozwalały mi one wrócić do moich kochanych aniołków, które tam zostały i które nigdy nie upadły. Nienawidzę więc siebie, że wlazłem w to bagno i nie potrafiłem z niego wyjść. Utraciłem Boga, utraciłem kontakt z ukochanymi istotami. Zostałem sam ze swoim popieprzeniem, z tą cholerną kotwicą i całą resztą idiotów mających swoje kotwice.


...


Dlaczego nikt mi nie powiedział kilka tysięcy lat temu, że wystarczy się poczuć dobrze ze sobą, ze swoimi emocjami, zaakceptować to sobie i przebaczyć, a kontakt z Bogiem i harmonijnymi, kochającymi istotami się odnowi? Tyle niepotrzebnego szarpania się... :P
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Freefalling w 2012-07-14, 20:08:38
Iustitia


Właśnie jestem w trakcie :-)...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-14, 20:42:50
 Clint
Dałeś radę tym postem! :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-07-14, 20:44:49
Clint,
dobrze mi się Ciebie czyta, masz wiele podobnych odczuć w stosunku do rodziny, co ja.

Obyśmy szybko się szybko z tego wyplątali :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-07-14, 21:57:19
No oby. Ja mam nadzieje, że jeszcze uda mi się spotkać jakąś fajną, wspierającą partnerkę, tak jak Tobie się udało z Twoim partnerem :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-15, 00:03:52
Ja się w ogóle wkopalam, bardzo długo uzdrawiałam relacje z Tatą...tyle że kompletnie niepotrzebnie. Moja Mama posunęla się do tego, że najpierw zamanipulowala na tyle, że wszyscy uwierzyli, że ona jest adekwatna do wyłącznej opieki nade mną, a następnie mi wmowila, że...tylko ona ze mną wytrzymuje. Zadziałało, bo dokonało się na etapie niemowlęctwa i sączyła mi truciznę do 7 roku życia. Jak zajełam się RD to mialam tak zaburzone widzenie, że ja w ogóle nie za bardzo wiedziałam, jak świat wygląda. I kolejne lata zajęlo konsekwentne z jednej strony uzdrawianie wlasnej karmy,  z 2 autentyczne wydefiniowanie wlasnego życia. Dużo slów ja nie rozumiem właściwie. Najpierw myślałam, że to zupelnie z innego powodu, przerobiłam, a to nie bylo to. Cały paradox mojej historii, ze ja wiecznie nie mogłam trafić o co chodzi mając całkiem fajnie rozwinięte jasnowidzenie, sama dla siebie nie potrafilam postawić diagnozy. Wiem, że karmiczną przeszlość mamy uzdrowioną, trzyma jeszcze obecne wcielenie i czasem az mnie zatyka, jak patrzę jaką osobą jest moja mama. Kasetę z przebaczeniem mamie-zdarlam, autentycznie słuchałam jej tak dlugo, że się nie nadaje do użytku. Nie jestem w stanie obdarzac miloscią kogoś, kto ma do mnie pretensje, że jestem mądra, ładna i jest zazdrosny patalogicznie, że nie jest mną, tym bardziej, że świadomie zrobila zawsze wszystko, żeby mi się nie udalo. 
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-15, 00:40:39
Jestem też dzisiaj niespodziewanie bardzo szczery ze sobą :)

Clint, super! Bardzo mi się podoba Twoja szczerość. Tak trzymaj :))


Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-15, 00:41:43
Iustitia, jesteś [zmodyfikowane przez administrację]..... z Cudu, prawda?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-15, 01:01:24
Iustitia, jesteś [zmodyfikowane przez administrację]..... z Cudu, prawda?
Tak. Już nie pozwolę. żeby Ktoś mi z życia robił jazdy pod hasłem RD, dlatego to mój ostatni wpis. Dlatego chciałam być anonimowa. Na Cudzie do tej pory są ludzie, którzy mają jazdę na moim punkcie, dlatego tak mi na anonimowości zależalo...tym bardziej, że to forum ma więcej obserwatorów niż użytkowników. Nie zamierzam też nikogo uczyć, to również był powód anonimowości, bo po odejściu stamtąd sporawo osób chcących by ich prowadzić sie zgłosiło.
Co się u mnie zmieniło? nadal jestem studentką, teraz mam stypendum naukowe, przymierzam sie do doktoratu, wciągnęło mnie życie naukowe:)mi jest dobrze:)
Pozdrawiam serdecznie Wszystkich, ktorzy mnie znali i znają:)
Pa:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Semira w 2012-07-15, 01:07:03
Iustitia

No co Ty:)Ja Cie nie znam,nigdy nie korzystalam z cudu.A bardzo lubie Twoje posty i wiele z nich korzystam:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-07-15, 01:11:43
Oho, coś się rzeczywiście mocniej uzdrawia. Wiem o tym, bo zawsze jak coś mocniej ruszam z dzieciństwem to ojcu się zbiera na wielkie rozmowy. Tym razem jednak rozmawiał sobie przez 95% czasu ze siostrą, a ja tylko siedziałem na ziemi bawiąc się z psem i obserwując. Nie odczuwałem w ogóle chęci na to, aby włączać w tą pozbawioną sensu rozmowę, ale za to z wielkim zainteresowaniem się przysłuchiwałem. W szczegóły wchodzić nie będę, ale generalnie siostra miała ciśnięte nieco odnośnie jej stosunku do facetów, związku i posiadania dzieci, a potem oczywiście były wielkie zapewnienia, że on nie miał na myśli tego co mówił. Klasyka. :D Potem było jeszcze ciekawiej, bo się zebrał na wspominanie dzieciństwa, wyśmiewanie innych znajomych rodziców jak zjebali wychowanie, bo pozwalali na zbyt dużo i dzieci wyrosły kolejno na: dreso-menela i zdzirę. Oczywiście dał nam nie wprost do zrozumienia, żeby gdyby nas tak nie kontrolował to byśmy skończyli podobnie. Było też wyśmiewanie różnych domowych "perypetii", które wtedy, dla nas dzieci, były prawdziwymi dramatami i traumami. Nie mogło oczywiście zabraknąć zapewnienia jak bardzo nas kochał i porównywania się z innymi rodzicami, tak aby wypaść na super tatę.

W końcu przerzucił się też na mnie. Najpierw zaczął od tekstu, że jestem skąpy, a gdy zapytałem czemu tak uważa to wywlókł sytuacje sprzed ponad tygodnia, kiedy to kupiłem sobie colę i miałem czelność nie poczęstować (o czym już pisałem, bo się czepiał o to z kilka razy, pogodzić się z tym nie może chłopak). Potem się roześmiał, że ja pewnie dlatego na randki nie chodzę, bo mi szkoda siania, a gdybym już poszedł to bym zapłacił tylko za siebie. Roześmiał się jeszcze bardziej, gdy z pełną powagą odpowiedziałem, że zamierzam na randkach płacić tylko za siebie. Potem zaczął mnie po raz enty o pracowanie wypytywać i kiedy mu odpowiedziałem, że zamierzam na ostatnim roku się za to poważnie wziąć i zresztą już działam, bo mam robotę na całe wakacje, to tylko z takim lekceważeniem rzucił, że mi to przecież znajomy załatwił. Sprostowałem tylko, że nikt mi tego nie załatwił choć miała być taka możliwość, ale ostatecznie sam zdobyłem tą pracę (tu się we mnie nieco emocje wzburzyły). Nic już nie odpowiedział, tylko pogapił się tępo w przestrzeń i po chwili rzucił prowokująco, że mi to ciężko. Odpowiedziałem, że nieszczególnie. To on walnął już prowokacją do awantury z całej rury, rzucając z uśmieszkiem, że ja przecież takiego złego ojca miałem. Nie zamierzałem w ogóle wchodzić w te jego gierki i wplątywać się w kolejne dyskusje i awantury, więc zręcznie wyminąłem temat kończąc rozmowę i się zmyłem.

Najciekawszą obserwacją wyniesioną z tej całej szopki jest to co się działo i jak się działo. Gdybym miał to opisać metaforycznie, to bym powiedział że między mną i siostrą, a ojcem była kolorowa, zakrzywiająca obraz szyba. Kiedy mówił to z jego ust wychodziły różne obrzydlistwa, ale przez szybę wyglądały one jak piękne kwiatki. On sam przez tą szybę też wyglądał jak uśmiechnięty, dobry tatuś rozmawiający ze swoimi pociechami o życiu, wspominającym stare, dobre czasy kiedy to robiliśmy różne głupotki, a teraz możemy się z nich pośmiać. Ha ha.

Ta szyba to nasze bezpieczeństwo, to śliczna iluzja szczęśliwej rodziny, która chroni przed tym co jest za tą szybą. A za tą głupią szybą jest nieobliczany, skrzywdzony i nie panujący nad sobą potwór. Dzieci wolą patrzeć się w szybę i nie zmazując uśmiechów ze swych prze-szczęśliwych twarzy, udawać że nie widzą tego, co prześwituje przez tę szybkę. Potwora nie można obudzić za żadne skarby. Dopóki postrzega iluzje samego siebie, dopóki myśli że jest szczęśliwym, uśmiechniętym tatusiem - dzieci są bezpieczne, mogą spać spokojnie i nie muszą drżeć ze strachu.

Dzieci mają ochotę zwymiotować na tą szybę i rozbić ją kamieniem, ale nie są na tyle odważne, a raczej na tyle głupie. Ryzykowanie, że mogłoby wrócić to co było w przeszłości jest daleko zbyt niebezpieczne. Od lat jest względny spokój za cenę grania swojej roli w teatrzyku i wszelkie instynkty odpowiedzialne za przetrwanie jasno dają do zrozumienia, żeby grać dalej.

Kłamliwe uśmiechy, kłamliwe gesty, kłamliwe deklaracje, kłamliwe słowa - tym jest nasza rodzina. To jest jedno, wielkie kłamstwo. Czwórka skrzywdzonych ludzi. Czwórka uśmiechniętych ludzi. Czwórka ludzi udająca, że wszystko jest w porządku. Czwórka ludzi, dla których jedyną wspólną rzeczą jest wielkie kłamstwo, wspólnie podtrzymywana iluzja.

Ta iluzja jest pułapką. Nie można jej rozbić, bo to oznacza najgorsze. Nie można się spokojnie odciąć, bo w trakcie procesu zostanie zachwiana jej stabilność, a to oznacza możliwość przebudzenia potwora. Stąd pojawia się jedno rozwiązanie - szybkie i bezwzględne odcięcie. Ucieczka od tej chorej rodziny i urwanie wszelkiego kontaktu. To wymaga jednak przygotowania.

Lęk przed tym, co by było bez tej iluzji paraliżuje ciało i umysł. Gardło się ściska, oddech staje się szybki i płytki, z ust wydobywa się bezdźwięczna panika. Przypominam sobie jak tata wrzeszczy i wyzywa. Mam wrażenie, że jego furia mnie rozsadzi od środka i zdmuchnie. Spinam się cały, żeby mnie nie rozerwało na kawałki. Czuje przeraźliwie nieprzyjemne uczucie w brzuszku. To strach, panika, paraliżujący lęk. Nie mogę się ruszyć, robi mi się słabo i zaczynam widzieć żółto białe kropki przed oczami. Tak, to tylko kolejny dzień mojego dzieciństwa. Tak, zrobiłem straszną rzecz pisząc brzydko w swoich szkolnych zeszytach. Jestem złym dzieckiem, bo mam brzydki charakter pisma. Jestem złym dzieckiem, bo się urodziłem.

Z czasem zaczynam się znieczulać, żeby mnie ten ból nie zabił. Złapuje się na tym, że już czasami nawet nie do końca słucham dłuższych opieprzów. Uciekam w świat fantazji. Pojawia się poczucie przyzwyczajenia, zniechęcenia do życia i beznadziejnej bezradności. Jestem dzieckiem w domu rządzonym przez psychopatę. Nic nie mogę. Nie mam dokąd uciec. Nikt inny się mną nie zajmie. Jestem w pułapce bez wyjścia. Pojawia się marzenie, żeby umrzeć. Chciałbym umrzeć, bo to jedyna nadzieja ucieczki. Aż do początków liceum, gdzie na poważnie zdecydowałem się zabić, a co mi ojciec wybił z głowy przemocą słowną, podświadomie oczekuje śmierci jako wybawienia. Od tego czasu aż do moich początków z rozwojem poddaje się i czekam, aż mi się życie samo skończy. Ojciec odebrał mi już nawet tą nadzieje, więc liczę że może chociaż będę miał nieco farta i mnie rozjedzie tramwaj.

Jestem dzieckiem pustym w środku, zamkniętym w pustym pokoju. Wszystko jest pustką. Buddyjskie marzenie sprzed wielu wcieleń w końcu spełnione, choć nie czuje radości, a raczej... pustkę.

Czuje dumę ze swojego popieprzonego dzieciństwa. Czuje że jestem teraz taki głęboki, wielowymiarowy i doświadczony. Czuje dumę ze swojego windywidualizowanego indywidualizmu przekraczającego zdolności wielu istot (choć czy aby na pewno?). Wydaje mi się że coś osiągnąłem, że zdobyłem doświadczenia, które poszerzą moje zdolności rozumienia wszechświata. Wydawało mi się, że to będą cenne, wartościowe i pouczające doświadczenia. Myślałem, że dzięki nim lepiej zrozumiem istnienie tego co nieboskie i uda mi się zrozumieć, co inni w tym widzą, dlaczego to wybierają, dlaczego mając do dyspozycji coś takiego jak Bóg, wolą właśnie to. Chciałem wiedzieć, chciałem rozumieć. Myślałem, że może czegoś nie widzę, że może tracę coś bardzo fajnego. Boga nikt się nie trzymał z takim fanatyzmem jak cierpienia, więc coś musiało w tym być - tak przynajmniej twierdzili Przedwieczni.

O, jeszcze się poczułem dumny ze swoich możliwości poświęcenia wszystkiego co cenne, dla osiągnięcia swoich celów. Niesamowity jestem jak nic.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Semira w 2012-07-15, 01:12:51
Clint

Przez Ciebie pojde spac 20min pozniej przez tego posta:)))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-07-15, 01:20:31
Ja przez niego pójdę o godzinę później spać :P

btw. Właśnie się skapnąłem, że część posta była pisana celowo w dość obrazowy i dramatyczny sposób, aby wzbudzić litość. Nie pierwszy raz zresztą zastosowałem takie zabiegi literackie.

Jak już szczerość, to po całości, co nie?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Semira w 2012-07-15, 01:23:58
Dokladnie,po chuj co kolwiek pisac jak nie chce sie byc szczerym i prawdziwym:)Szacun ja chyba jeszcze nie jestem gotowa na takie wpisy na forum chociaz juz sobie spokojnie leza zapisane w zeszycie:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-07-15, 01:31:17
W sumie zawsze marzyłem o tym, żeby świat usłyszał jak cierpię, żeby mnie ktoś uratował. A świat widział uśmiechniętego tatusia i dostawałem od otoczenia jedynie sygnały, że mam takiego fajnego ojca.

Czułem się kompletnie beznadziejnie i nie widziałem najmniejszej opcji na ratunek. Dlatego potrzebowałem podkreślać moją pozycje ofiary, moje cierpienie, marząc że ktoś się w końcu nade mną zlituje i mi pomoże.

Semira
:)
btw Mała uwaga moderatorska - przy mocniejszych przekleństwach lepiej je ocenzurować, żeby jednak zachować pewien poziom na forum :P
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Semira w 2012-07-15, 01:33:00
Ok:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-15, 02:22:37
Przeedytowalam, ale to dosć ważne
Felicite
Tak. Już nie pozwolę. żeby Ktoś mi z życia robił jazdy pod hasłem RD /oczywiscie nie o Ciebie chodzi:)/, dlatego to mój ostatni wpis. Dlatego chciałam być anonimowa, choć bylam nieostrożna bo dalam sę rozpoznać:D. Na Cudzie do tej pory są ludzie, którzy mają jazdę na moim punkcie, dlatego tak mi na anonimowości zależalo...tym bardziej, że to forum ma więcej Widzów niż Użytkowników. Wiem, w jaki sposób prowokowalam, oczywiście kawał pracy włożyłam w uzdrawianie...za nikogo intencji nie zmienię i nie zamierzam być z pewnymi klimatami i osobami kojarzona. Fajnie Clint wpisal o zaginającej szybie. Sprawdzilam na wlasnej skorze-mechanizm, ktory zniekształcil mi dzieciństwo wyleciał wlasnie na Cudzie. Daje prawo innym, żeby wyrażali sie tak, jak się wyrażają, ale bez przesady tkwić przy nich nie mam zamiaru, to tak jakby prosić strzygę-przyjmij Bożą Milość:D Nie zamierzam też nikogo uczyć, to również był powód anonimowości, bo po odejściu stamtąd sporawo osób chcących by ich prowadzić sie zgłosiło.
Co się u mnie zmieniło? nadal jestem studentką, teraz mam stypendum naukowe, przymierzam sie do doktoratu, przebranżawiam się, zmieniam miejsce zamieszkanie+wciągnęło mnie życie naukowe:)mi jest dobrze:)
Pozdrawiam serdecznie Wszystkich, ktorzy mnie znali i znają:)
:)*


P.S. Semirko miło mi:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Freefalling w 2012-07-15, 09:08:29
Iustitia

Serce,ja mam nadzieję,że ty z tym ostatnim postem to nie na poważnie...Zostań,pisz,inspirowałaś mnie tam,inspirujesz i tutaj...Fajnie,że jesteś...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-15, 09:50:19
Iustitia
Ja Cię poznałam, kiedy wspomniałaś o mojej działalności modowej:) Ciepło mi się zrobiło na sercu, że tutaj jesteś i ucieszyłam się- na Cudzie zawsze mnie wspierałaś, czułam miłe wibracje między nami i nadal tak jest, jasnowidzenia nie mam, ale mam wrażenie, że chyba mamy ze sobą dobre doświadczenia z przeszłości.
Naprawdę szczerze liczę na to, że się nie przejmiesz i jednak zostaniesz tutaj z nami. Wiele wnosisz na to forum swoim doświadczeniem w pracy nad sobą i swoją życzliwością:* Jesteś bezpieczna, nie musisz się ukrywać...
P.S. Cieszę się, że tak pięknie się rozwijasz naukowo, gratuluję :)))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-07-15, 11:33:59
Iustitia zostań :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-07-15, 12:00:25
Cytuj
Oho, coś się rzeczywiście mocniej uzdrawia. Wiem o tym, bo zawsze jak coś mocniej ruszam z dzieciństwem to ojcu się zbiera na wielkie rozmowy. Tym razem jednak rozmawiał sobie przez 95% czasu ze siostrą, a ja tylko siedziałem na ziemi bawiąc się z psem i obserwując. Nie odczuwałem w ogóle chęci na to, aby włączać w tą pozbawioną sensu rozmowę, ale za to z wielkim zainteresowaniem się przysłuchiwałem. W szczegóły wchodzić nie będę, ale generalnie siostra miała ciśnięte nieco odnośnie jej stosunku do facetów, związku i posiadania dzieci, a potem oczywiście były wielkie zapewnienia, że on nie miał na myśli tego co mówił. Klasyka. :D Potem było jeszcze ciekawiej, bo się zebrał na wspominanie dzieciństwa, wyśmiewanie innych znajomych rodziców jak zjebali wychowanie, bo pozwalali na zbyt dużo i dzieci wyrosły kolejno na: dreso-menela i zdzirę. Oczywiście dał nam nie wprost do zrozumienia, żeby gdyby nas tak nie kontrolował to byśmy skończyli podobnie. Było też wyśmiewanie różnych domowych "perypetii", które wtedy, dla nas dzieci, były prawdziwymi dramatami i traumami. Nie mogło oczywiście zabraknąć zapewnienia jak bardzo nas kochał i porównywania się z innymi rodzicami, tak aby wypaść na super tatę.

Znajome zachowania.
Na szczęście nie moich rodziców. Wypisz wymaluj moja teściowa.
Z tą szybą to właśnie tak wygląda. Ona wypuszcza paskudne manipulacje, a po przejściu przez szybę to pachnące fijołki i róże. Ech ...
Ja jestem w tej dobrej sytuacji, że odcięłam się od teściowej. Ceną są oskarżenia, że ich nienawidzę, jestem niewdzięczna, zła i ranię ich głęboko. Ale to niska cena, za spokój w mojej rodzinie i za to że mój mąż zaczął powoli leczyć swoje rany.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-07-15, 13:52:13
Jak się w nocy położyłem spać to mnie dopadło uczucie niepokoju. Poczułem się jakbym pisząc to wszystko zrobił coś niewłaściwego, złamał pewne tabu. Dopadł mnie lęk, że a co jeśli się okaże że ja to wszystko wyolbrzymiam, że wcale nie miałem takie strasznego dzieciństwa i po prostu wymyślam, bo zwariowałem. Taki myślokształt dość mocno utrzymuje się w moim domu, że jeżeli tylko zasugeruje że coś nie było tak, to są to jakieś moje chore wymysły. Ta wizja, że jednak wcale nie było tak źle jest mocno zasilana przez mojego ojca. Umniejszanie tych krzywd i traktowanie mnie jak przewrażliwionego wariata jest na porządku dziennym, wprost zresztą mnie już nazywano w domu dziwakiem z powodu moich poglądów.

Boje się głośnego mówienia o moich krzywdach, bo widzę jak ludzie nabierali się na tą iluzję - boję się więc, że inni uznają mnie za takiego przewrażliwionego świra, tak jak rodzice.

A za tym idzie potrzeba, aby ktoś głośno i oficjalnie uznał moje krzywdy, aby ktoś potwierdził że nie zwariowałem, że moje cierpienie było prawdziwe i niezasłużone. Najlepiej jakby mi ktoś wystawił oficjalny papierek, że byłem ofiarą patologicznej rodziny :P

Za tym wszystkim też idzie nie uznawanie mojego prawa do rozwoju, brak prawa do zajmowania się problemami, których przecież nie było. Jest także brak prawa do uznania mojej poprawy, moich osiągnięć, bo to by świadczyło o tym, że rzeczywiście były problemy, które wpływały na mnie negatywnie.

Ja mam być po prostu dziwakiem, który ma swoje chore wymysły i nic więcej.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-15, 14:56:53
Clint, fajnie to wszystko opisujesz. Bardzo świadome podejście.
Wiem, co czujesz, bo czułam i nadal czasami czuję to samo.
Mnie otworzyła oczy A. Miller. To ona pierwsza, przynajmniej na tak szeroką skalę, uznała i opisała (z własnego doświadczenia), cierpienia dzieci z "normalnych, zwykłych" rodzin. Przytomnie zauważyła ona, że dziecko wcale nie musi wychowywać się w rodzinie powszechnie uznawanej za patologiczną, żeby zostało potwornie skrzywdzone. Wystarczy, że jest ono wrażliwe i że warunki jego wychowywania są "normalne" (bo to właśnie ta "normalność" jest patologią). Stąd właśnie tytuł jej pierwszej książki "Dramat udanego dziecka". Udanego, czyli wrażliwego, genialnego, mądrego, wyjątkowego.
Niestety, jeśli ktoś sam doświadczył "prania mózgu" (a tego doświadczyło 99% naszego społeczenstwa) i nie uzdrowił tego tematu, nie jest w stanie zobaczyć, a tym bardziej uznać czyjegoś cierpienia (jeśli ktoś oddychał fałszem jak powietrzem, to jak ma dostrzec, że to fałsz?). Bo jak ma zobaczyć coś u kogoś, skoro nie widzi tego samego u siebie? Skoro wmawia sobie, że jego dzieciństwo było szczęśliwe, bo rodzice nie pili, nie bili, zapewniali wikt i opierunek. A że swoim bezmyślnym zachowaniem polegającym na powtarzaniu wychowawczych schematów oddalali dziecko od jego prawdziwej natury, że nie pozwolili mu być sobą? Co z tego, przecież to NIC w porównaniu do cierpienia kogoś kto jest bity, gwałcony, itp. A g… prawda. Ból fizyczny jest niczym w porównaniu do bólu psychicznego (choć absolutnie nie twierdzę, że np. bicie to tylko ból fizyczny), a cierpienia dwóch osób nie da się zmierzyć wg zewnętrznych kryteriów.
Dlatego jeśli czujesz, że miałeś straszne dzieciństwo, to na pewno tak było. Uczucia nie biorą się znikąd. Masz do tego prawo, by to czuć i głośno o tym mówić. I masz prawo być zrozumianym i wspieranym. I choć być może mało jest ludzi, którzy są w stanie to zrozumieć i wesprzeć Cię, to Ty przecież możesz dać sobie prawo do tego, by na takich trafiać :)
W każdym razie ja rozumiem Cię doskonale. Wspieram i przytulam do serca małego, skrzywdzonego Łukaszka :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-07-15, 15:05:52
Dziękuje :)

Z chęcią sobie sięgnę po tą książkę A. Miller bo zdecydowanie przyda mi się poczytać o tych tematach.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-07-15, 18:41:03
No i książka pochłonięta na niemal jednym wdechu.

Dużo ciekawych rzeczy tam wyczytałem i mi się teraz trochę w umyśle kłębią i mieszają różne myśli.

Taką ważniejszą rzeczą na jaką zwróciłem uwagę to mechanizm wypierania traum z dzieciństwa i idealizowanie rodziców pod ich dyktando. Udawanie przed sobą, że nie było aż tak tragicznie.

Książka też mi rozjaśniła kwestię braku własnych potrzeb i prawa do własnego ja.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-15, 18:47:17

Dla mnie przebaczenie to jedna wielka bzdura.


Felicite
Napisałaś to co ja myślę, ale się bałam tego wyrazić wprost.
Bo dla mnie napisanie tego to byłby atak na wszystkie piszące tu osoby i wejście z nimi w wojnę.
Bo to tak jakby katolikowi powiedzieć że to nieprawda w co on wierzy.
Dobrze że zrobiłaś to za mnie i już nie muszę dłużej ukrywać że ja tak samo to widzę ja Ty.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Freefalling w 2012-07-15, 18:57:58
Inga

    Ja myślę to samo...To ,co sporo ludzi bierze za przebaczenie,to dla mnie tak na czuja ostateczne rozwiązanie więzi i uzależnień,takie jakby wyrównanie bilansu energetycznego...Ale to dzieje się samo,nie wymuszane...Przynajmniej ja to tak na teraz odbieram...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-07-15, 19:52:37
Robi się coraz ciekawiej. W książce było trochę o różnych seksualnych problemach, o tym jak rodzice z brakami w sferze seksu wykorzystywali dziecko, aby poznawać seksualność przez np. celowe pocieranie penisa przy myciu syna.

Mnie się przypomniała zapomniana dawno sytuacja, która wzbudza we mnie zażenowanie, wstyd i chęć rozpłakania się. Miałem jakieś 12-13 lat kiedy ojcu zebrało się na przeprowadzenie pierwszej i ostatniej rozmowy o dojrzewaniu i takich tam. Zamknął się ze mną w łazience i coś tam zaczął gadać o masturbacji. Ja byłem strasznie onieśmielony i zawstydzony tą całą sytuacją. Generalnie nie pamiętam zbyt dokładnie, ale raczej mówił bardzo krótko i dosyć szybko doszedł do polecenia, żebym opuścił spodnie i majtki. Zapytał mnie czy wiem jak się masturbować. Z tego co pamiętam to nieśmiało się przyznałem, że tak ale on i tak chwycił do ręki mojego penisa i przez kilka bądź nawet kilkanaście sekund "pokazywał mi" jak to się robi, żeby potwierdzić że robię to dobrze.

Czułem się tak zażenowany, onieśmielony i niezdolny do sprzeciwu, że chciałem tylko zapaść się pod ziemię. W ciągu jednej chwili zostałem całkowicie oddarty z godności, pogwałcono moją seksualność. Miałem wrażenie, że ten chory zboczeniec miał ochotę przeprowadzić "symulację" do samego końca, ale chyba się sam przestraszył tego co robi i tak się skończyła nasza "rozmowa" o dojrzewaniu, do której już nikt, nigdy nie wracał.

Dopiero teraz, kiedy sobie to przypomniałem, uświadomiłem sobie że to w żadnym razie nie była normalna lekcja udzielania przez ojca synowi. Wypierałem to i bagatelizowałem jako zwykłą część dzieciństwa.

Mam ochotę wstać od komputera, pójść do salonu i dać mu w twarz. No, co za zasrany dupek. I on ma jeszcze czelność mieć wobec mnie wymagania, roszczenia i pretensje o to, że ja coś robię nie tak.

Jestem cały roztrzęsiony, idę się porządnie wypłakać.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-07-15, 20:09:58
Clint,

zaskoczył mnie ten post. W sensie, jak rodzice mogą ignorować potrzeby dziecka i nie mieć świadomości tego co robią. Mam nadzieje, że się wypłaczesz i coś Ci się uświadomi. Twój ojciec, z tego co opisujesz prymitywnie podchodził do seksu, może rzeczywiście chciał Ci "coś przekazać", ale zrobił to na tyle nieudolnie, że doprowadził do Twojego cierpienia. Po takim wydarzeniu, nie dziwię się, że odkłada się ogromne poczucie wstydu. Myślę, że takie traumy trzeba uzdrawiać biologicznie, ponieważ to nie tyle emocje, ale i napięcie siedzi mocno w ciele i paraliżuje działania w dalszym życiu. Dlatego u ludzi, których wychowali rodzice z dziwnym podejściem do seksu, może bardzo szwankować temat związków.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-07-15, 20:22:39
Ja sobie wykreowałem chyba wszystkie możliwe obciążenia powodujące szwankowanie w temacie związków.

Czuje się jakby mi się coraz bardziej wszystko sypało - moja sztucznie zawyżona samoocena, która miała mi pomóc przetrwać, moja osobowość, która mnie definiowała i pokazywała jak mam istnieć, żeby przeżyć. Czuje się psychicznie rozbity i niezdefiniowany, trochę otępiony i pozbawiony czucia. Czuje potrzebę odbudowywania siebie, mimo że zamiast budować kolejne sztuczne twory powinienem po prostu stawać się sobą. W ogóle to teraz jak piszę to czuje się jakby przeze mnie pisał ktoś inny. Nie czuje tej osoby, czuje się od niej oddzielony, tak jakbym nie miał z nią nic wspólnego. To takie pozbawione emocji i czucia oderwanie.

Co do traumy w ciele - też tak to czuje. Zeszło trochę emocji i jest pewna ulga, ale jakaś ona taka płytka.

Oj, daaaaawno się tyle nie działo u mnie w pracy nad sobą.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-07-15, 20:29:26
Clintuś,

przesyłam Ci dużo wsparcia, ja miałam podobnie, tylko to moja babka mnie zawstydzała. Jak miałam 12 lat i szłam na pierwsza zabawe w szkole i byłam cała podekscytowana, to ona do mnie wyjechała z takim tekstem "Co, dziura cie swędzi ?". Ja jako dziecko nie za bardzo rozumiałam o co chodzi, ale czułam, ze to jest coś bardzo złego, napięłam się i wyparłąm na długgo to wydarzenie.

Niech się uzdrawia !

Black Rose

co masz na mysli pisząc o uzdrawianiu biologicznym ?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-15, 20:33:16
 Clint
 Myślę, że gdybyśmy organizowali tu konkurs pt. "kto ma większego zjeba jako ojca" to byłbyś na pewno w pierwszej trójce, jak nic :/   ja być może zaraz za Tobą ;D
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2012-07-15, 20:37:01
Ja dzisiaj min byłem na porodówce. Czułem, że tam przeszkadzam, zajmuje miejsce. Pracujący tam personel był niechętnie nastawiony do zajmowania się noworodkami i pojawiło mi sie poczucie winy że ktoś mam jakieś potrzeby, którymi ktoś ma sie zajmować.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tulia w 2012-07-15, 20:49:19
Clintuś - jak się dużo dziej to znaczy, że się dużo czyści - niech się uzdrawia. Tyle już zrobiłeś - dasz radę!
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2012-07-15, 21:18:26
Clint
Też wspieram. I mogę chyba z toba konkurować co do ojca :) z tą różnicą, że już obecnym życiu z ojcem jest raczej pozytywnie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-07-15, 21:28:45
Dzięki wszystkim :)

Radę dam, to są niezłe hardcore'y, ale jakoś nie czuje się nimi przytłoczony. Uzdrowi się jak wszystko inne.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-07-15, 21:49:40
Karina,

przy takim stopniu obciążenia traumą, może warto zastanowić się nad przepracowaniem tego przy pomocy Whh, eft. Są to metody, które przynajmniej u mnie pozwoliły na dogłębne uzdrowienie kilku wywalankowych tematów. Myślę, że to wydarzenie, które spotkało Clinta, było jedynie traumą pochodną, a trauma pierwotna związana z obnażaniem, upokorzeniem, "gwałceniem", miała miejsce dużo wcześniej. To są tak silne skojarzenia, że może chodzić nawet o okres prenatalny. Nawet gdy stosujemy oczyszczanie, dużo emocji zejdzie powierzchownie, a pozostaną reakcje w ciele - w postaci napięcia, spinania się, wycofywania, bólu. Przekonałam się o tym na własnej skórze, kiedy wybitnie ciężkie traumy powracały do mnie jak bumerang. To taki przykład. Mam jednak nadzieję, że Clint uzdrowił sobie to wydarzenie tak jak trzeba.

Warto przyznać, że mój ojciec też mógłby się znaleźć w pierwszej 10. Chociaż nie byłby raczej najbardziej kopnięty. Bez urazy ;)

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-07-15, 22:05:09
BR
Masz rację. U mnie było wcześniejsze zdarzenie o którym tu już też kiedyś pisałem - jak miałem 7-8 lat zostałem przyłapany w łóżku z opuszczonymi spodniami, wywleczony przez ojca do salonu przed matkę (wciąż z opuszczonymi spodniami), żeby jej pokazać co złego zrobiłem, po czym dostałem jeszcze lanie. Opukiwałem to wtedy przy pomocy EFT i rzucało mną jak przy mało której traumie. Chyba wtedy w miarę zeszło, bo jak teraz o tym piszę, to nie czuje jakiś szczególnych emocji do tego całego wydarzenia. Uzdrawiałem to wtedy na raty, chyba na przestrzeni dwóch-trzech dni bo nie dałem rady na jeden raz łyknąć całego zdarzenia.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-07-15, 22:22:31
Zakupiłam właśnie książkę Alice Miller "Mury milczenia. Cena wyparcia urazów z dzieciństwa". Akurat 300 stron na czytanie w pociągu przed wczasami ; p

Clint,
czasem mnie przerażają Twoje wyznania. Ale to, że tutaj piszesz świadczy, że coś uzdrowiłeś. To także większe zaufanie do siebie i do innych.


Od tych wyznań przypomniało mi się gdy miałam 5 lat, weszłam do pokoju rodziców, którzy robili właśnie "to". Chciałam poprosić o szklankę wody. Zamiast tego dostałam w dupę i na tym się skończyło. Uzdrawiałam takie i inne głupoty przy oddychaniu, ale traumy jak były tak pozostawały. Dlatego wspomniałam o Whh, EFT, które jak dla mnie najskuteczniej eliminują moje reakcje emocjonalne i fizyczne.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-07-15, 22:31:48
 Clint, także wspieram w uzdrawianiu :)

Zainspirowałeś mnie.
Zastanawiałam się dziś nad czymś. Z tego zdarzenia, które uzdrawiałam niedawno (chodzi o poczucie krzywdy) zostało mi jedynie poczucie niesprawiedliwości. Nadal nie rozumiem dlaczego mnie to spotkało. To było coś bardzo dla mnie nie zrozumiałego, i niezasłużonego. Wręcz irracjonalnego. To pytanie dlaczego tłucze mi się cały czas po głowie i puki nie znajdę odpowiedzi, to istnieje ryzyko, że równie irracjonalne zdarzenia będą się powtarzać.

Wspomniałeś, że pisząc post byłeś jakby kimś innym. Ja to odebrałam jako odcięcie od emocji. I przypomniałam -sobie zdarzenie z dzieciństwa, kiedy moja mama miała nawrót choroby. Miałam gdzieś 7-9 lat. Obudziła mnie awantura rodziców i usłyszałam, jak mama odgraża się ojcu, że otruje najpierw mnie, potem siebie. Bardzo się przestraszyłam, byłam wręcz przerażona. Tylko teraz jak o tym piszę i mówię, to tych emocji nie czuję.
Kiedyś Fel pisała o lęku przed śmiercią. Zastanawiam się jak to co powiedziała mama wpłynęło na mnie...

Skojarzyłam też, że już wcześniej o tym myślałam, że w moim małżeństwie powielam małżeństwo rodziców. Mój mąż czasem zachowuje irracjonalnie jak moja mama.
Ale to wciąż nie daje odpowiedzi na pytanie dlaczego, zrobił wtedy to co zrobił.  Gdybym znalazła cień winy w sobie byłabym wstanie coś z tym zrobić. Ale jak nie zrobiłam nic co mogło coś takiego sprowokować.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-07-15, 23:00:38
Cytuj
Wspomniałeś, że pisząc post byłeś jakby kimś innym. Ja to odebrałam jako odcięcie od emocji.
Tak, to było odcięcie od emocji i trochę znieczulającej nieprzytomności, ale już zeszło. Właśnie skończyłem sobie wieczorną medytację i odczuwałem taką rozkosz i przyjemność z głębokiego, spokojnego oddychania, jakiej dawno nie czułem. Powłaziłem sobie ostatnio w traumy dość dużo i już mi lepiej, teraz pora na koncentracji na tym co dobre i wpuszczaniu tego na miejsce tamtego syfu.

Co do poczucia niesprawiedliwości - jak dla mnie to najlepsze będzie zaprzestanie szukania w tym sensu. Dziecko, które spotkało coś irracjonalnego, niezasłużonego i niesprawiedliwego szuka powodu, usprawiedliwienia dla tego co się stało. Szuka winy w sobie, aby wiedzieć dlaczego to się stało i mieć pewność, że to nie powtórzy. A rozwiązaniem jest zaakceptowanie, że to po prostu było niesprawiedliwe, irracjonalne i bez sensu. Nie było jakiegoś ważnego powodu. To się po prostu stało. Pozwól sobie na złość, żal i wszystkie inne emocje z tego powodu, że spotkała Cię krzywda bez powodu, bez sensu. Jak to zejdzie to dopiero potem można się wziąć za swoje karmiczne intencje do całej sytuacji i szukanie przyczyny w sobie :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-07-15, 23:19:38
Clint może masz rację by nie szukać.
Zaakceptować nie jest łatwo, bo nie wiadomo gdzie skierować emocje. Jest jakiś lęk przed czymś czego nie można kontrolować, przed czymś bardzo niszczącym. Boje się, że te emocje mnie zniszczą.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Semira w 2012-07-15, 23:41:04
Mi tez ten temat nie jest obcy.Sprawy seksu w naszym domu zawsze byly tematem tabu.Moja mama mimo,ze jest kobieta kolo 50 dalej czerwieni sie jak widzi kochajacych sie ludzi np na filmie a ojciec dalej udaje ,ze dzieci przynosza bociany.A splodzil calkiem pokazna nas gromadke.Jak zaczelam umawiac sie na randki z chlopakami,jak mialam jakies 16 lat to nie potrafili mi wprost powiedziec,ze boja sie np mojej wpadki(chociaz ja juz wszystko wiedzialam jak to dziala i skad sie biora dzieci:)to reagowali agresja jak gdzie wychodzilam z chlopakiem,ba nawet jak widzieli ,ze sie kolo mnie ktos kreci.

Jak mialam jakies 10 lat to moj kuzyn sie do mnie dobieral.Na szczescie udaremnilam szybko jego zamiary.Czuje,ze to jest osoba z ktora w przeszlosci mialam wielokrotnie zwiazki seksualne.Nie wiem czy polowkowe,ale na pewno bylam z nim czesto zwiazku.I o dziwo tamto wydarzenie potrafilam mu od razu wybaczyc,nawet bylo mi go zal przez pewien czas!A mialam jakies 10 lat i o rozwoju duchowym nawet mi sie nie snilo.Zreszta jestesmy z jednaego roku,mamy te sama grupe krwii,i urodzil sie dokladnie w ten sam dzien co ja tyllko miesiac pozniej.

Druga taka dziwna relacje mam z moim bratem.Jest ode mnie mlodszy 6 lat ,ale tez urodzil sie w ten sam dzien co ja tylko 6 lat pozniej.I czasem zachowujemy sie jak para:)Jezdzimy razem do restauracji,kupujemy sobie prezenty,jestesmy zazdrosni o osoby ,ktore kreca sie wkolo nas..
Ogolnie zauwazylam ,ze w naszej rodzinie jest duzo takiej energii seksualnej,moze dlatego ze rodzice ta energie cale zycie wypierali i udawali ze nie istnieje?

Nie ukrywam,ze mialam tez metlik w glowie swego czasu ,poniewaz z jednej strony chcialam grac grzeczna dziewczynke przed rodzicami,ktorej nie interesuja sprawy seksu i faceci tylko nauka i szkola;) a z drugiej tylko caly czas myslalam,zeby miec juz ten pierwszy raz za soba i zobaczyc jak smakuje ten zakazany owoc.I nie ukrywam,ze pierwszy raz poszlam do lozka z chlopakiem z ciekawosci:)

Duzo w sprawach seksu natomiast mi sie przejasnilo,wyklarowalo jak przeczytalam ksiazke Osho pt. Seks sie liczy.Od tamtej pory coraz wiecej jestem swiadoma swojeje seksualnosci i potrzeb z tym zwiazanych.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: hydrozagadka w 2012-07-15, 23:56:00
Heh, u mnie rodzice tez wypierali seksualność, szczególnie mama, która dodatkowo miała spore obrzydzenie do seksu, traktowała go jako zło konieczne dla spłodzenia dzieci, a sam w sobie jako coś upokarzającego.

Z różnych względów miałam mechanizm ukrywania przed rodzicami swoich związków. Nigdy mnie nie uświadamiali, aż do czasu, jak pierwszy raz wypłynęło, że jestem w związku  - a było to dopiero po mojej 30stce (był to mój 3ci związek;). I wtedy, kiedy ja miałam 32-33 lata, mama nagle walnęła mi gadkę uświadamiającą, o zagrożeniach płynących z seksu :D Z miejsca powiedziałam, ze takie teksty to mogła mi mówić jak miałam 15 lat.

Z jednego się cieszę - że ich nastawienie wpłynęło jedynie na to, że późno zaczęłam życie seksualne - jednak nie wpłynęło na jego jakość, ani na moje nastawienie do seksu. Uważam, ze mam do niego bardzo zdrowy stosunek, i całe szczęście nie przejęłam niczego z obrzydzenia/pomieszania mamy.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Semira w 2012-07-16, 00:00:47
hydrozagadka

Ja tez ukrywalam czesto,ze spotykam sie z chlopakami nawet jak bylam juz pelnoletnia.Bajam sie,ze jak Go ujawnie to od razu moi rodzice wkrocza do akcji i beda mi Go wybijac z glowy:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Freefalling w 2012-07-16, 07:25:40
Clint

Wspieram-niech się dzieje i uzdrawia...Uzdrawiam podobne tematy...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Amelka w 2012-07-16, 12:20:21
Grazynka,

Cytuj
"Gdybym znalazła cień winy w sobie byłabym wstanie coś z tym zrobić. Ale jak nie zrobiłam nic co mogło coś takiego sprowokować."
 

Grazynka, wystarczy ze mialas w tym konkretnym temacie ( chodzi mi o sfere w ktorej doznalas tej krzywdy ) bardzo niska samoocene albo stlumilas kiedys, moze w dziecinstwie bol spowodowany niesprawiedliwym potraktowaniem Ciebie. I to co sie wydarzylo teraz, ma Ci jakby wskazac, zeby uzdrowic to poczucie niesprawiedliwosci. Tak wiec nie musialas jakims konkretnym zachowaniem sprowokowac do tego. Wystarczyla ta gleboka zadra w podswiadomosci. Zycze Ci zeby to Ci sie uzdrowilo :-)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-07-16, 12:30:35
Dziękuję Amelko :)

Chociaż nie mogę znaleźć w swoim dzieciństwie żadnej sytuacji, która mogła taką zadrę pozostawić.

No była jedna taka sytuacja, ale nie aż tak silna.

Hmm, muszę temat przetrawić.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-16, 13:33:59
No i książka pochłonięta na niemal jednym wdechu.

Dużo ciekawych rzeczy tam wyczytałem i mi się teraz trochę w umyśle kłębią i mieszają różne myśli.

Taką ważniejszą rzeczą na jaką zwróciłem uwagę to mechanizm wypierania traum z dzieciństwa i idealizowanie rodziców pod ich dyktando. Udawanie przed sobą, że nie było aż tak tragicznie.

Książka też mi rozjaśniła kwestię braku własnych potrzeb i prawa do własnego ja.

Ja czytałam tę knigę kilka razy i za każdym razem coś nowego sobie uświadamiałam :)
Polecam też książkę "Twoje ocalone życie" tej samej autorki. To jej ostatnia książka (szkoda). Bardzo fajna, bo oprócz tego, że też dużo uświadamia, to jeszcze pokazuje, jak pracować z tym tematem.


Twój ojciec, z tego co opisujesz prymitywnie podchodził do seksu, może rzeczywiście chciał Ci "coś przekazać", ale zrobił to na tyle nieudolnie, że doprowadził do Twojego cierpienia.

Z tego, co Clint opisuje jasno wynika, że ojciec niczego nie chciał mu przekazać, ale że w chory sposób dał upust swojej zapewne bardzo stłumionej energii seksualnej. Zwyczajnie wyżył się na dziecku (choć dla dziecka na pewno nie było to nic zwyczajnego, wręcz przeciwnie: to był gwałt na nim, pogwałcenie jego prawa do nienaruszalności fizycznej i psychicznej).
Tym bardziej nie ma co nabierać się na jego dobre intencje, że przecież wiedział, że syn umie się masturbować, bo kilka lat wcześniej właśnie za to został przez niego zbity.
Takie sytuacje wcale nie są rzadkie, tylko że dzieci je wypierają, wymazują ze wspomnień. W dzieciństwie muszą, bo zazwyczaj nie mają innego wyjścia. A potem to już mało kto ma tyle odwagi, by tak jak Clint przypomnieć sobie o tym i ponownie to przeżyć.
I żeby nie przeżywać takich (i podobnych) sytuacji ponownie, tworzone są fałszywe historie pod hasłem "szczęśliwe dzieciństwo", a gdy ktoś próbuje opowiadać o tym, co faktycznie przeżył, broni się rodziców, żeby utrzymać wszystko w tajemnicy. Oczywiście to się dzieje na poziomie podświadomym, bo świadomie się o tym nie pamięta.
A dlaczego wykorzystywanie dzieci jest takie nagminne? Bo w naszym społeczeństwie wypiera się potrzeby seksualne. Wiadomo, w jaki sposób traktowany jest seks i te sprawy. A stłamszona energia seksualna musi mieć gdzieś ujście. A gdzie najlepiej jest ją skierować, jeśli nie na bezbronne, słabe dziecko? Przecież to nie ma żadnych konsekwencji, bo "dziecko i tak jest nieświadome i zapomni". I to nie dotyczy tylko pedofilów. Pedofila podniecają tylko dzieci. Normalnych ludzi dzieci nie podniecają, ale są one najłatwiejszym obiektem, na który można skierować swoją energię seksualną, która tłamszona staje się ciężarem nie do zniesienia. I tego zazwyczaj nie robi się celowo, a nawet się do tego przed sobą nie przyznaje. Robi się to pod płaszczykiem  działań wychowawczych, czy pielęgnacyjnych (np. chodzi tu o matki, które z uporem maniaka myją penisy swoich coraz starszych synów, albo masują ich, żeby się prawidłowo rozwijali).
Sprawa jest o tyle poważna, że tego typu działania, jeśli nie zostanie to wyciągnięte na wierzch i uzdrowione, zostają przenoszone na następne pokolenia. Wtedy sami, nieświadomie, stajemy się katami. I nie chodzi mi tutaj tylko o kwestie seksualne.
I tak jest z każdym człowiekiem, który nie jest świadomy tego, co ma w środku. Nie ma się co łudzić, że "jestem dobra/y, więc nikogo nie skrzywdzę". To co zostało stłumione i zepchnięte w podświadomość w nadzwyczajnych sytuacjach (kiedy emocje biorą grórę) wygra z tym, czego sobie życzę świadomie.
Żeby to przerwać trzeba zmierzyć się ze swoją człowieczą (czy jak kto woli - zwierzęcą) naturą. Zmierzyć, czyli przyznać się do niej, poznać i zaakceptować. Dopiero wtedy przychodzi uświadomienie, że to nie jest moja prawdziwa natura i wcale nie trzeba się jej obawiać. Po prostu ją mam, ale ona nie jest mną i wcale nie muszę poddawać się zwierzęcym instynktom.
No ale dopóki to będzie ukrywane, dopóty będzie działało na hybił trafił.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-07-16, 13:43:14
Wysyłam Wam teścik skojarzeń, który rano ułożyłam. Na temat mamy. Może się komuś przyda.

1. Moja mama jest...

2. Gdy patrzę na moją mamę to czuję, że...

3. Gdy patrzę na moją mamę myślę, że...

4. Przy mojej mamie najchętniej zachowałbym się jak...

5. Nie jestem w stanie tak się zachować ponieważ...

6. Moje samopoczucie przy mamie jest...

7. Mam żal do mamy o...

8. Nidy nie wybaczę mamie tego, że...

9.  Nigdy nie zapomne mamie tego, gdy...

10. Mama najczęściej zmuszała mnie do tego, abym...

11. Nie mogłem jej kochać zwłaszcza za...

12. Wrecz nienawidziłem ją za to, gdy zmuszała mnie do...

13. Byłem pełen gniewu, złosci, emocji gdy mama...

14. Mogę spróbować jej to wybaczyć ponieważ...

15. Najchętniej powiedziałbym jej, że...

16. W zyciu mama nauczyła mnie, że...

17. To co najbardziej przeszkadza mi w mamie to...

18. W mamie podobało mi się gdy zachowywala sie...

19. Była dla mnie mila w sytuacjach gdy...

20. Była dla mnie niemiła w sytuacjach gdy...

21. Nigdy nie powiem mojej mamie tego, że...

22. Obwiniam moją mamę głównie za...

23. Pozwalałem mojej mamie na takie traktowanie dlatego, że...

24. Nie byłem w stanie tego zmienić ponieważ...

25. Mogę doceniać moją mamę za...

26. To co nie daje mi spokoju w związku z mamą to...

27. Najbardziej chciałbym, aby mama...

28. Ciągle na to liczę, bo...

29. Ciągle mam nadzieję, że ona się zmieni ponieważ...

30. Gdyby była taka jak chcę, mógłbym wreszcie poczuć się...

31. Tak naprawdę uzależniłem się od mamy, ponieważ czuję się jak...

32. Nie mogłem sprzeciwić się mamie dlatego, że...

33. Kocham moją mamę dlatego, że...

34. Czasem chciałbym jej powiedzieć o tym, że...

35. Najsilniej tłumię emocje w związku z...

36. Jej zachowanie najczęściej wywoływało we mnie...

37. Czuję się zmuszony, aby nie być lepszym od mamy, bo...

38. Mogę i potrafię żyć lepiej niż mama, bo...

39. Moja mama najlepiej potrafi...

40. Mojej mamie zawdzieczam głównie...


Felicite,

Nie wiedziałam o tym wcześniejszym wydarzeniu, które opisywał kiedyś Clint na forum i nie znam jego sytuacji rodzinnej. Dlatego napisałam dość ogólnikowo. Zgadzam się, że to zachowanie było niedopuszczalne, bez względu na intencje ojca.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-07-16, 14:02:00
Jak sama sobie wypełniłam ten test, to rzeźnia jakaś. Aż muszę się przejść i ochłonąć :|
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Semira w 2012-07-16, 14:05:24
BlackRose

A co pozniej nalezy zrobic z tymi odpowiedziami co nam wyjda?Pierwszy raz cos takiego robie i wychodza same ciekawostki....
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-07-16, 15:27:48
Semira,

wedle uznania. Ja najczęściej opukuję przy pomocy EFT gdy są to silne emocje lub staram się przeoddychać. Zdenerwowałam się gdy mi wyszedł taki syf przy uzupełnianiu tego. A z 10 lat uzdrawiałam relację z mamą. Wciąż siedzą dość ciężkie sprawy.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-07-16, 17:04:41
Jak już tyle wywałek z siebie tu wyrzuciłem to teraz się pochwalę pierwszymi pozytywnymi skutkami uzdrowienia, które się teraz dokonuje. Z dużo większą łatwością potrafię odczuwać przyjemne odczucia w ciele i ogólnie mi jakoś tak lżej, spokojniej.

Drugą rzecz zauważyłem dzisiaj w pracy. Tak się złożyło, że siedziałem dzisiaj obok pewnej bardzo miłej i sympatycznej dziewczyny i jakoś tak naturalnie, bez żadnych niemiłych oporów czy stresów załapałem z nią bardzo fajny kontakt. Miło się rozmawiało i pracowało razem, a ja zamiast jakiś wewnętrznych napięć pozwoliłem sobie odczuwać miłe odczucia w ciele związane z kontaktem z nią.
Wcześniej potrafiłem już w miarę swobodnie rozmawiać z dziewczynami, ale moje ciało było wewnętrznie spięte i odcięte od odczuć, od kobiecych energii. Teraz pozwoliłem sobie w końcu na odczuwanie ich i cieszenie się nimi.

Muszę jeszcze siebie poobserwować w takich sytuacjach, aby móc wyciągnąć jakieś większe wnioski, ale czuje że zapowiadają się fajne zmiany w moich relacjach z kobietami.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-16, 17:34:13
Cudzie zawsze mnie wspierałaś,

Indra
Na Cudzie pisałaś pod tym samym imieniem?
Pytam z ciekawości.
Ja aż tak dobrze nie znałam tam ludzi bo tam niewiele pisałam.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-16, 17:37:22
Tak, na Cudzie pisałam pod tym samym nickiem. W ostatnim czasie nie byłam tam już wcale aktywna, ale przez pierwsze kilka lat pobytu na forum owszem- byłam początkująca i zadawałam wiele pytań. O wywałkach i zaśmiecaniu forum nie wspomnę ;) [Iustitia - mod.] zawsze była dla mnie życzliwa i ja ją tak samo odbierałam.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-17, 02:10:09
„Jestem twoim dzieckiem, ale ty nie masz prawa do całej mojej osoby i całego mojego życia".
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-17, 10:51:24
 Coś za wcześnie się wczoraj pochwaliłam w kąciku oczyszczania, że mi mój temat zluzował, bo wieczorem wywaliło dość konkretnie. Jednak kiedy weszłam w te emocje, pozwoliłam sobie je odczuwać to zrozumialam wyraznie, że ból i tęsknota związany z tą konkretną osoba to tylko wierzchnia warstwa, pod spodem odczułam po prostu jeden wielki, ogromny BRAK. Brak miłości i brak bezpieczeństwa, wiązało się to również z wielką potrzebą dotyku, fizycznej bliskości, przytulania, brak czyjejś uwagi. Poczułam, że to w dużej mierze moje braki z dzieciństwa, z okresu niemowlęcego zapewne, może też trochę pózniejszego. Zrozumiałam, że jeśli chcę mieć choć trochę czyściej w temacie to bez przerabiania dzieciństwa się nie obędzie.
Tutaj jednak nasunęła mi się wątpliwość- wiele potrzeb emocjonalnych sama mogę sobie zaspokoić, ale niektóre potrzeby można spełnić tylko z innymi osobami, chodzi mi właśnie o tą potrzebę czyjejś fizycznej bliskości, przytulania, czułości i dotyku, tego, żeby mnie ktoś dostrzegał. Trochę mnie to przygnębiło, bo nie mam i pewnie długo miała nie będę z kim tych potrzeb realizować.
Czy one choć trochę się zminimalizują podczas przerabiania braków z dzieciństwa? Zrobię sama tyle, ile będę umiała i potrafiła, ale ciekawa jestem, jakie są Wasze doświadczenia.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-17, 13:38:30
Indra
 "kochająca wspolnota"  z pewnością parę rzeczy ulatwia to fakt. Na szczęście /i z autopsji/ ona się po prostu pewnego dnia zjawia sama:)Przy mnie pojawili się ludzie, których wcześniej znając siebie bym odrzuciła, bo są dużo mlodsi, bardziej wiedzący czy w takim momencie swego życia, że uasabiają to wszystko czego sobie odmawialam czy też spychałam jako to nie dla mnie. Dzieki Bogu dziś cieszę się przeplywem energii między nami:).

A i dla wszystkich Dzieci-polecam ksiażkę / a właściwie podręcznik efektywnej pracy nad sobą/ Timmen L. Cermak, Jacques Rutzky "Czas uzdrowić swoje życie".
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-17, 13:51:24
Iustitia
 Dziękuję :) Czyli po prostu czas sie uzdrawiać, a w miarę przerabiania tematu moja otwartość powinna wzrosnąć i jakiś fajny przepływ sam się pojawi. Mam taką nadzieję :)
Na początek pożyczyłam sobie Bradshawa, "Powrót do wewnętrznego domu", pewnie żeby lepiej temat przepracować powinnam również poznać ksiązki Alice Miller. Z tytułem podanym przez Ciebie też się zapoznam :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-17, 14:07:03
Indra, spokojnie możesz zacząć od książki Cermaka, Rutzkiego, poleconej przez Iustitię. Jest naprawdę świetna i to na początek pracy nad tematem DDA. Są tam podane bardzo praktyczne i mocne ćwiczenia.
A. Miller świetnie opisuje różne mechanizmy i schematy, wg których działamy szkodząc sobie. I pod tym względem jej dzieła są The Best, bo ujawniają rzeczy, których na codzień nie dopuszczamy do świadomości. Natomiast jeśli chcesz konkretnie poćwiczyć, to sięgnij też po Cermaka.
A Bradshaw to jak już trochę brudów z pś wypłynie. Sama jego książka może nie wystarczyć, bo pewne podświadome rzeczy mogą się w ogóle nie ujawnić.
Tzn. ja tak miałam. "Przerabiałam" Bradshawa jakiś czas temu (dość dawno) i na wiele to się nie zdało. Dopiero jak sięgnęłam po niego po przeczytaniu książek A. Miller i kilku innych książek "rozgrzebujących" temat, jego ksiązka okazała się bardzo pomocna :))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-17, 14:17:56
Aha, rozumiem, czyli zaczęłam od dupy strony ;) No ok, mnie chodzi póki co jak najbardziej o praktykę, a najlepiej zacząć od początku, nie od końca.
Zatem książka Cermaka, potem Alice Miller, a Bradshaw jako wisieńka na torcie na koniec ;) Ciekawa jestem, jak mi to pójdzie... wiem jedno- bardzo mi zależy na uzdrowieniu tego braku.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-17, 14:54:44
http://www.kolonaukowe.pl/q-wczesne-relacje-matki-z-dzieckiem-narodziny-wiziq-beata-kaczmarek
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-17, 14:55:16
Indra,
praktyka jest bardzo ważna, ale najpierw trzeba wiedzieć, co praktykować i po co ;) To dlatego polecam A. Miller na początek.
Czytałaś mój pierwszy post w tym wątku? Tam dość szeroko to opisałam.
Ja napisałam o Cermaku na początek, bo mam w zwyczaju pracować z kilkoma ksiązkami na raz :) Ale żeby było jaśniej to ujmę to tak: na początek polecam A. Miller (pierwszą i ostatnią jej książkę). Tam jest bardzo dużo zwłaszcza o tym, skąd się biorą probmelmy z brakami (zwłaszcza w "Dramat udanego dziecka") i jak sobie z nimi poradzić (zwłaszcza w "Twoje ocalone życia"). Cermak to konkretne ćwiczenia dla DDA, bardzo pomocne, ale wydaje mi się, że mogą dać więcej po wcześniejszym dogłębnym rozpoznaniu tematu.
A na deser Bradshaw :)
Zresztą z tymi książkami można pracować róznocześnie. Zwszcza z "Powrotem do swego wewnętrznego domu", bo jej nie da się przerobić w kilka miesięcy :P Tzn. da się, ale po łebkach. Jeśli chce się temat przerobić od postaw i bardzo gruntownie, to jest to praca na dłuzej. Bo w końcu powrót do siebie prawdziwego może trochę potrwać, no nie? :))

No ale ja piszę z mojego doświadczenia. Tobie z jakichś względów może to nie odpowiadać, więc wybieraj, co Ci się podoba i w kolejności, w jakiej podpowiada Ci intuicja :)
Z książek, w których zawarte są pomocne ćwiczenia, polecam jeszcze "Toksyczni rodzice" S. Forward. Można ściągnąć w formie elektronicznej.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-17, 15:47:49
Napiszę jeszcze, dlaczego warto jest zacząć od książek A. Miller (bo teraz przyszło mi to na myśl).
Mianowicie chodzi o to, że opisuje ona sposób, w jaki powinno się podchodzić do siebie w trakcie terapii, jak powinna wyglądać terapia i jaki powienien być terapeuta (jasno to wykłada w swojej ostatniej książce). Jest to bardzo ważne zarówno wtedy, gdy szuka się odpowiedniego terapeuty, jak i wtedy, gdy pracuje się ze sobą samodzielnie.
Gdy zaczynałam pracę nad dziecinstwem, miałam tyle do zrobienia, że mnie to przerażało i szukałam kogoś, kto by mi w tym pomógł.
Stąd wiem, że są tacy terapeuci, którzy ogłaszają się, że pracują metodami Alice Miller (tj. nie chodzi o konkretną metodę, ale o podejście do klienta). I o taką osobę mi chodziło. Niestety, w swoim otoczeniu nie mogłam nikogo takiego znaleźć (ale długo nie szukałam, bo lubię wszystko robić sama ;p), więc musiałam rozpocząć auto-terapię.
No i dobrze, bo zaoszczędziłam kasę, a poza tym wzrosło mi poczucie mocy (samodzielności, zaradności), bo wiem, że sama byłam w stanie sobie poradzić. I z każdą rzeczą mogę poradzić sobie sama :)

Książki A.M. nie są łatwe. Nie są to podręczniki, które wchodzą łatwo, lekko i przyjemnie. Zrozumienie ich w pełni wymaga czasem kilkakrotnego przeczytania, ale naprawdę warto je przeczytać i zastanowić się nad ich sensem, bo demaskują fałsz otaczającej "rzeczywistości" i pomagają zobaczyć prawdę :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-07-17, 17:58:20
Miałem dzisiaj dziwną sytuację, jak rano ojciec wyszedł do mnie z drobnym gestem, który wziął się wzięcia pod uwagę moich potrzeb - moja reakcją była lekka konsternacja , że on przecież jest ten zły i nie myślących o moich potrzebach, więc jakim prawem wyłamuje się z tych schematów. Odezwała się we mnie taka DDA'owa potrzeba szufladkowania na czarne i białe.

Tak jakby nie liczyły się moje odczucia co do osoby, a zamiast tego musiałbym mieć poukładane i logicznie uzasadnione wyobrażenia o nim, które usprawiedliwiały by moje ewentualne decyzje odnośnie jego (np odcięcie się) i dawałyby mi poczucie niewinności z tymi decyzjami.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Freefalling w 2012-07-17, 19:07:16
Aghhhhhhrrrrrrrrr !!!

Znów dziś miałam do czynienia z sytuacją,kiedy ktoś zlekceważył moje prośby i pragnienia...Cholera???Czy ja naprawdę jestem tak mała,niezauważalna i przezroczysta???

Noż KUUU.....A !!! Do uzdrawiania marsz!
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-17, 19:31:40
Dopiszę jeszcze coś do tego, co kilka stron dalej pisałam o wybaczeniu, bo nie skupiłam się wtedy na kwestii nieprzywiązywania się do emocji, a to moim zdaniem jest bardzo ważne.

Prawdziwe przebaczenie to umiejętność przeżywania wszystkich uczuć, które w nas są, ale bez przywiązywania się do nich.
Uczucia/emocje/odczucia są ok, ale nie są nami, o tym należy pamiętać i być uważnym dając im odejść, kiedy jest się na to gotowym. Czyli wtedy, gdy wzbierają w nas inne uczucia. Trzeba być elastycznym i czujnym, by nie blokować zmiany. Czyli trzeba być po prostu szczerym ze sobą i otwartym.
Działać jak dzieci: czuję złość na kogoś, przeżywam ją (do końca, nie wypieram jej nawet w najmniejszym stopniu), jeśli mam taką potrzebę, ale nie przywiązuję się do niej, puszczam ją w momencie, gdy najdzie mnie ochota na jakieś inne uczucie, np. radości, chęć zabawy, czy co tam tylko.
Na tym polega umiejętność prawdziwego wybaczania. Z jednaj strony na nie blokowaniu własnych uczuć, na pogodzeniu się z tym, że są, że są do czegoś potrzebne i na ich odpowiednim przeżywaniu, a z drugiej strony na pogodzeniu się z ich zmiennością, na łatwym i szybkim ich puszczaniu, gdy się "przeterminują" i na otwarciu na zupełnie inne, pozytywne uczucia.

Zauważyłam, że spora część osób boi się wyrażać, przeżywać, czy w ogóle dopuszczać do siebie emocje dlatego, że boją się uwięznąć w tym stanie na zawsze. Boją się przyznać do złości np. na rodziców i ją przeżyć, bo wydaje im się, że utkną w tej złości i staną się zgorzkniali i niestabilni emocjonalnie.
Z początku może być takie odczucie, bo tego, co wychodzi jest bardzo dużo. Ale warto pamiętać o tym, że wystarczy pozwolić na zmianę, nie przywiązywać się do żadnego stanu (ani do szczęścia, ani do złych, niemiłych emocji), a to, co nie jest nami po prostu odejdzie. Po drodze emocje będą się zmieniać, np. ze smutku zrobi się złość, albo odwrotnie, ale wystarczy tego procesu nie zatrzymywać, obserwować się uważnie, po to, żeby zauważać zmiany i dopuszczać nowe uczucia oraz dawać sobie wsparcie (akceptować się) niezależnie od tego, co się dzieje. I to przejdzie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-07-17, 19:56:04
Felicite

Lubię to co piszesz o pozwoleniu i akceptacji w przeżywaniu uczuć i emocji. Kiedyś pod płaszczykiem rozwoju realizowałem kontrolę tego co czuje przez niepozwalanie sobie za bardzo na bycie w negatywnych stanach i próby wypierania tego na siłę pozytywami. Nie było to do końca złe, bo otwarło mnie na zauważanie możliwości wpływania na swoje samopoczucie i moc pozytywnego nastawienia, ale w pewnym momencie zaczęło mnie to ograniczać.

Dzięki Twoim postom zwróciłem po raz pierwszy większą uwagę na nieco inne podejście do tego i choć z początku miałem opory i broniłem się przed tym, to od jakiegoś czasu zacząłem samoistnie dążyć w tym kierunku.

Efekty są takie, że w bardzo dużym stopniu zanikła we mnie potrzeba w codziennych sytuacjach do kontroli swojego nastroju. Nie zmuszam się do entuzjazmu i radości, pozwalam sobie czuć się przeciętnie, nijako, a nawet źle. No i z tego powodu czuje się na co dzień bardzo fajnie :) Nawet jak gorszy nastrój, coś mi wywala to już nie ma wewnętrznej walki z tym, takie spięcia, a co za tym idzie - to wszystko jest znacznie lżej odczuwane i też dużo łatwiej się rozpuszcza.

Mogą wyjść jakieś ciężkie emocje, drama, płacz i ok, są sobie, wypłaczę się, porzucam czy co tam chce i za godzinę już normalnie cieszę się słoneczkiem jakby nigdy nic. Tak jak kiedyś miałem gorsze dni czy nawet tygodnie, to teraz mam co najwyżej gorsze godziny :D

Tak więc dzięki Feli za pisanie na forum o istotnych rzeczach :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-17, 20:20:27
Clint, cieszę się :))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-17, 22:21:07
Felicite
Dziękuję Ci bardzo za wskazówki:) Ok, to mam jasność w jakiej mniej więcej kolejności pracować z tymi ksiązkami. Właśnie dziś dostałam solidne zasilanie fachową literaturą, za które jestem bardzo wdzięczna. Trochę mnie przeraża ogrom pracy, jaki mnie czeka, ale może trochę nie bedzie aż tak zle, jak mi się wydaje.
To prawda, że często kieruje nami strach przed emocjami- strach, że się w nich ugrzęznie na zawsze. Troche czuję ten lęk obecnie- jeszcze się delikatnie presjuję, żeby puścić emocje/oczekiwania/pragnienia do osoby X., bo jeśli nie zrobię tego szybko to utknę w tym na zawsze i się poblokuję i zawsze będę samotna, nigdy nie zaznam spełnienia i zostanę starą, zgorzkniałą panną i zjedzą mnie owczarki alzackie :P
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-17, 22:46:37
Indra,
hihihi, bardzo lubię te Twoje soczyste "wstawki" :))) (najbardziej mnie ujęła marszcząca się dupa, hahaha) :D
bo jeśli nie zrobię tego szybko to utknę w tym na zawsze i się poblokuję i zawsze będę samotna, nigdy nie zaznam spełnienia i zostanę starą, zgorzkniałą panną i zjedzą mnie owczarki alzackie :P

Wyobraź sobie, że to się już stało: utknęłaś w tym na zawsze, poblokowałaś się okrutnie i już na zawsze będziesz samotna, nie zaznasz spełnienia i zostałaś starą panną. A na dodatek zjadły Cię te owczarki. No i co? Coś się zmieniło? ;) To nadal jesteś Ty i nadal chodzi o to, żebyś zawsze czułą się ze sobą dobrze. Nawet zjedzona przez owczarki ;))
A tak serio, to co by się nie stało, to i tak zawsze będziesz... taka sama (nigdy Cię nie ubędzie). Dlatego nie ma się czego bać. Bo strach ma zawsze wielkie oczy :) Dlatego dobrze jest w to wejść, dać sobie to poczuć i przekonać się na własnej skórze, że to wcale nie jest takie straszne, jak Ci się wydawało :) To tylko lęk blokuje widzenie tego, jak jest naprawdę i tym samym nie pozwala na wyjście z gów..a :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-17, 23:09:44
Feli
Dzięki, cieszę się, że moje powiedzonka Ci się podobają, ja mam tego dużo ;))))
W tym wszystkim jest takie uczucie, że owszem, to nadal będę ja, ale mogę to być nieszczęśliwa ja- samotna, zgorzkniała, poblokowana, zamknięta na wszelką bliskość i miłość i jeszcze niedoruchana w dodatku ;P
Też pomyślałam o tym, żeby w to wejść na zasadzie TU- wyobrazić sobie swój najczarniejszy scenariusz i poczuć ten cały lęk i emocje, jakie bym mogła poczuć, gdyby ta sytuacja sie faktycznie zdarzyła.
Generalnie to wywala mi po prostu brak miłości i szukanie tego na zewnątrz i to głupie poczucie, że jeśli nie będę miała fajnego związku partnerskiego, to nie zaznam spełnienia. Choć powolutku coś jakby puszczało, znaczy odpuszczam pewnej konkretnej osobie i coś tam schodzi. Dlatego też to dzieciństwo mi weszło na tapetę, zapewne stąd te moje braki, a raczej BRAKI. Ciekawie było wczoraj wejść z tym w kontakt, choć nie powiem, żeby to było super przyjemne.

A tak w ogóle to lubię owczarki alzackie ;)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-18, 13:23:32
Dzięki, cieszę się, że moje powiedzonka Ci się podobają, ja mam tego dużo ;))))

Indra, super! To dawaj je tutaj :)) Coraz częściej :))

W tym wszystkim jest takie uczucie, że owszem, to nadal będę ja, ale mogę to być nieszczęśliwa ja- samotna, zgorzkniała, poblokowana, zamknięta na wszelką bliskość i miłość i jeszcze niedoruchana w dodatku ;P

To uczucie to lęk, to on przez Ciebie przemawia :P
To on powoduje, że Ty sobie tylko wyobrażasz jakbyś się wtedy czuła, a nie faktycznie to czujesz. No ale faktem jest, że ten lęk blokuje odczuwanie tego i z tym dobrze jest się pogodzić.
Jak jest, to niech sobie jest, zaakceptuj go, albo zwyczajnie - olej (i pozwól się sobie bać) :) Takie podejście sprawi, że on kiedyś zniknie.
Nic na siłę :)

Tutaj jednak nasunęła mi się wątpliwość- wiele potrzeb emocjonalnych sama mogę sobie zaspokoić, ale niektóre potrzeby można spełnić tylko z innymi osobami, chodzi mi właśnie o tą potrzebę czyjejś fizycznej bliskości, przytulania, czułości i dotyku, tego, żeby mnie ktoś dostrzegał. Trochę mnie to przygnębiło, bo nie mam i pewnie długo miała nie będę z kim tych potrzeb realizować.
Czy one choć trochę się zminimalizują podczas przerabiania braków z dzieciństwa? Zrobię sama tyle, ile będę umiała i potrafiła, ale ciekawa jestem, jakie są Wasze doświadczenia.

Najważniejsze jest to, żeby przestać oglądać się na innych i dać sobie samej to, czego potrzebujesz. Czyli innymi słowy - żeby dać sobie chociaż trochę więcej miłości, tyle, ile jesteś w stanie i to, co jesteś w stanie sobie dać.
Czyli nie patrzeć na to, że nie możesz sobie dać fizycznej biskości takiej, jaką mogą dać Ci inni, tylko dawać sobie to, co możesz. A możesz np. sama siebie pogłaskać, sama siebie nakarmić dobrym jedzonkiem, być dla siebie czuła, ubierać się w wygodne i piękne ubranie z naturalnych materiałów, przemawiać do siebie czule, nie karać się za nic, współczuć sobie i ngradzać za wszystko, itp. Zobacz, jak wiele można sobie dać samemu! I tak coraz więcej i więcej :)
Takie podejście sprawi, że inni zaczną dawać Ci to, czego chcesz.
Dlaczego tak jest? Bo gdy zmieniasz podejście do siebie, to wtedy pozwalasz innym, by traktowali Cię dobrze, tzn. tak, jak sobie tego życzysz. I ludzie wokół Ciebie zmieniają się jak za dotknięciem czarodziejskiej różczki. A Ci, którzy nie chcą się zmienić, są zastępowani przez takich, którzy chcą i traktują Cię dobrze, z miłością. I wtedy dostajesz od innych to, czego potrzebujesz (dotyk, czułość, itp.). A wszystko tylko (albo AŻ) dlatego, że sama sobie na to pozwoliłaś. Czyli zmieniłaś do siebie podejscie (inaczej - intencje). Czyli pozwoliłaś sobie na miłość do siebie.
A dopóki skupiasz się tylko na innych, oczekujesz, by to inni dali Ci to, czego potrzebujesz, a sama sobie tego odmawiasz, to nic się nie zmiania. Bo jak ma się zmienić, skoro to Ty nie dopuszczasz do siebie czułych gestów ze strony innych?
Tak to właśnie działa :) Rób więc swoje, skupiaj się na sobie, daj innym przykład (daj im szansę ;), a oni pójdą w Twoje ślady :))

Ja to sobie uświadomiłam jakiś czas temu i widzę, że tak to działa w moim życiu :)))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-18, 13:32:43
Zapomniałam napisać, że zmianę podejścia/intencji do siebie bardzo blokują negatywne doświadczenia (zranienia) z dzieciństwa. To dlatego warto zająć się tym tematem :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-18, 14:02:24
Feli
I to dlatego właśnie ja się zainteresowałam wreszcie tym tematem:) cóż, potrzebowałam dostać solidnego kopa w dupę, żeby się obudzić i zobaczyć, co mam w sobie, co mnie blokuje, jakie mam przekonania i jakie są tego konsekwencje. Gdyby nie to, to dalej bym temat olewała. Zatem niniejszym dziękuję mojemu uzdrawiajacemu aniołowi ;)))
Heh, no nie pomyślałam o tym, że lęk powoduje moje wyobrażenia o tym, co mogłabym czuć, a przecież to prawda- bo realnie nie czuję tego. Po prostu zaakceptuję swój lęk i już :))) Nie muszę się presjować, żeby go puścić jak najszybciej. W swoim czasie się uzdrowi.
Fajnie jest sobie przypomnieć, ile sama mogę sobie dać. Owszem, mogę się sama pogłaskać i czasem to robię-glaskanie jest super! :) wiem, że im bardziej będę kochać i akceptować siebie i im lepsza będę dla siebie to inni się do tego dostroją, a jeśli nie, to nie będę mieć z nimi kontaktu, a ich miejsce zajmą osoby, które będą mi życzliwe. Tego się trzymam :) Koniec ze skupianiem się na poczuciu braku, w ogóle na braku. Owszem, czasem coś poczuję w związku z tym i to jest w porządku, mogę to czuc i pozwolić sobie czuć. Mogę też pozwolić temu odejść... Już teraz mogę czuć miłość  i spelnienie w sobie i nie muszę czekać, aż wywalę wszystko, co mam w pś ;)
Jesteś niesamowitym przykładem tego, ile można osiągnąć w pracy nad sobą, podziwiam Cię, Haniu :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-18, 14:59:43
Polecam:) http://adonai.pl/czytelnia/?id=179
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-18, 16:39:45
Już teraz mogę czuć miłość  i spelnienie w sobie i nie muszę czekać, aż wywalę wszystko, co mam w pś ;)

Pewnie, Indirko! Masz do tego pełne prawo (i realne możliwości) :)))

Jesteś niesamowitym przykładem tego, ile można osiągnąć w pracy nad sobą, podziwiam Cię, Haniu :)

Heh, jak to przeczytałam, to się trochę wystraszyłam, że z moich opisów ktoś może wyciągnąć wniosek, że mam idealne życie, a przecież tak nie jest. No ale zaraz przyszło oprzytomnienie, że przecież wcale nie musi być idealnie, żeby coś docenić (i pozwolić innym, by to doceniali) i żeby się z czegoś cieszyć; wystarczy, że są realne, odczuwalne zmiany i że cały czas jest coraz lepiej :)
Znów jakiś perfekcjonizm (podszyty lękiem) mi wyszedł. No i dobrze, że wyszedł, bo inaczej trudno byłoby go namierzyć i odstrzelić ;)
Gdyby nie Twój wpis, to bym nadal żyła w nieświadomości, pielęgnując w sobie to dziadostwo. Dzięki, Indirko :)))*

I jeszcze jedno: Ja też jestem z siebie bardzo zadowolna :D
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-18, 16:49:25
Ha:) Wcale nie odniosłam wrażenia, że masz idealne życie, zresztą co tak naprawdę znaczy okreslenie "idealne życie"? Dla każdego to pewnie oznacza coś innego. Chodziło mi o to, że Twoja postawa i efekt Twojej pracy są godne naśladowania:) Masz bardzo duzą świadomosć, mądrość, akceptację dla siebie i dla innych, jesteś życzliwa i radosna, umiesz sobie radzić z problemami, a teraz to już nawet nie są dla Ciebie problemy, tylko po prostu sytuacje, które mają miejsce. Dla mnie to jest niesamowite :))
Cieszę się, że jakimś wpisem mogę Cię zainspirować, coś pokazać- ale widzisz to tylko dlatego, że jesteś otwarta i świadoma i uważna- jak najbardziej możesz być z siebie zadowolona:) Ty tutaj bardzo mnie inspirujesz, mam nadzieję, że i ja będę w przyszłości w jakiś sposób pomocna Tobie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-18, 17:08:16
Indra
Przyłączam się do Twojej opinii.
Jeszcze dodam że bardzo poprawia atmosferę na forum oraz uczy swoim przykładem , bo pokazuje że można być szczerym i uczciwym, mieć dobre serce i być z tym bezpiecznym
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Amelka w 2012-07-18, 17:37:01
I ja rowniez chcialabym podziekowac Feli, bo to wlasnie jej wpisy uswiadomily mi ze akceptacja samego siebie to piekna sprawa. A wiec dziekuje Ci Fel, ze jestes takim wspanialym mentorem, dla mnie i dla wielu tutaj :-) Gdybys chciala miec kiedys dzieci,to beda mialy najlepsza matke na swiecie :-))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-18, 18:46:08
Dziękuję dziewczyny :* Tyle miłych słów i wspaniałych komplementów, aż się wzruszyłam :)
Bardzo mi miło :))))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lynd Seagull w 2012-07-18, 19:35:57
Dla mnie przebaczenie to jedna wielka bzdura.

I z racji takich tekstów rządzisz :D

Pozwolę sobie napisać jak u mnie wyglądała kwestia przebaczenia: wałkowałem, czytałem książki o nim, pisałem afki aż w końcu coś we mnie zaskoczyło. I gdy teraz piszę dietę przebaczającą sobie lub komuś (7 dni 1x dziennie 70 afek przebaczających), to pierwsze 1-2 dni zwykle nie ma poprawy, tylko mnóstwo wyrzucania w kolumnie reakcji (włącznie z tekstem co drugą linię że nie przebaczę dziadowi ;). Ale gdzieś 2-3 dnia pod koniec następuje fajny przełom, który z każdym kolejnym dniem przychodzi po mniejszej ilości powtórzeń. Wtedy to każde powtórzenie słoba "przebaczam" jest jak balsam, idzie za nim taka łagodnie akceptująca energia, ale zarazem z pełnym bezpieczeństwem, że cokolwiek nie napiszę w kolumnie reakcji to "spływa jak po kaczce." Jest poczucie bezpieczeństwa odnośnie tych emocji i przyjęcie ich, ale już nie w destruktywnej formie -- nie muszę się drzeć (czy kartki ;), bo nie ma zagrożenia. Może dlatego że nie ma zagrożenia nie ma też wypierania tych emocji? Tylko po każdym wybaczeniu jest:
- Proszę emocjo, weź sobie trochę fajnego przebaczenia.
- O dzięki, jakie to miłe :3 A wiesz co, bo on mi jeszcze zrobił to-a-to...

Wydaje mi się że całe zamieszanie w związku z przebaczeniem  wynika z niefortunnej gramatyki. "Przebaczam ci,"  zupełnie jakbym miał ci coś zrobić. Ba, może nawet wyrządzić przysługę! Podczas gdy tak naprawdę przebaczenie nie sięga poza nas. Nawet nie dotyczy drugiej osoby.
Nieprzebaczenie można porównać do gryzienia się w rękę za każdym razem gdy się tę osobę zobaczy.
"Hm, Zośka..."
*ARRRhmmmm!* w przedramię.
"Oż choleraaa, ale mnie to boli co mi zrobiła, gdnida. nigdy jej nie wybaczę!"
*GRMOMAMRMGHHMMMGRRWRROMMHH*
"Ała, ałaaaa! Dobrze jej tak, niech cierpi suka! *MORGHRGHAMHH* Auuuaa ja pier--"

Przebaczenie to zaprzestanie gryzienia się w rękę aby ją ukarać. Cała filozofia :) Oczywiście chrześcijanom i innym wysoce umoralnionym to za mało, więc tworzą całą otoczkę gdzie to się przebacza "komuś". Kiedy wręcz wyrządza mu się tak wielką łaskę że przestanie się gryźć w rękę na jego widok.
Podczas gdy on zapewne ma cię dokładnie w tym samym odcinku dupy, w jakim miał wcześniej. Żyje sobie swoim życiem i nic mu do tego że jakiś masochista najwyraźniej próbuje sobie nadrobić deficyty białkowe w mało przemyślany sposób ;)

I właśnie w procesie przebaczania samoistnie powinno nadejść uświadomienie, że już jest OK. Że już nie trzeba się przed tą osobą bronić, że już nie trzeba się wywyższać, że już może nam naskoczyć ;) Że właśnie ta cała kompensacja tylko nas krzywdziła, a przebaczanie to nic innego jak pozwolenie aby sobie życie spokojnie płynęło przez ten fragment nas, który odcięliśmy. Żadna filozofia, żadna przysługa, żadne dzieło.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: lukaszlm w 2012-07-19, 11:48:51
A teraz kilka słów z ode mnie (z mojego doświadczenia):
Być może kogoś urażę ostrymi słowami, ale czuję potrzebę napisania tego, co myślę.
Dla mnie przebaczenie to jedna wielka bzdura. Nigdy nie udało mi się uwolnić od złych emocji, gdy starałam się wybaczyć. Wręcz przeciwnie, zyskiwały one tylko na sile, ale działały jeszcze bardziej perfidnie, bo były skierowane w inną stronę, niż w tę, w którą powinny. Najczęściej w moją, albo (rzadziej) innych niewinnych ludzi.
Ze swojego doświadczenia mogę więc powiedzieć, że największą pułapką przebaczenia jest to, że hamuje ono możliwość uwolnienia stłumionych emocji. A ich uwolnienie jest warunkiem koniecznym prawdziwego przebaczenia.
Bo czymże jest przebaczenie? Jest wolnością od negatywnych emocji/uczuć wobec jakiejś osoby.
Racja. Przebaczenie nie jest celem samym w sobie. To nie jest tak że przebaczam komuś, bo dzięki temu poczuję się lepiej, bo "nieprzebaczenie" mnie obciąża. Taka postawa nie działa, nie da się na siłe przebaczyć. Przebaczenie powinno wychodzić ze pełnego zrozumienia sytuacji i odpuszczenia emocji, wtedy ciężar zrzuca się sam. Emocje też potrawą trzymać długo, np. zostaliśmy skrzywdzeni i ciągle pojawia się pytanie dlaczego, takie poczucie niesprawiedliwości, które dodatkowo trzyma emocje. Wgląd w sytuacje powoduje że możemy łatwo odpuszczać emocje, a odpuszczenie emocji daje nam wtedy już łatwość odpuszczenie komuś, przebaczenia mu. Zrozumienie + odpuszczenie emocji = przebaczenie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-19, 15:00:13
Pisząc na forum o krzywdzie którą mi wyrządziła regreserka wcale nie miałam na myśli tego aby jej wybaczyć. Pisałam bo chciałam wypowiedzieć to co mnie ugniatało i wyrazić swoje pretensje. Moje żale spotkały się ze zrozumieniem, wynikła długa dyskusja w której nikt mnie nie oskarżał, a tylko wypowiadał swoje opinie, nie zostałam potępiona ani zlekceważona. Ta możliwość wypowiedzenia się, bycia wysłuchaną i zrozumianą sprawiły że moja uraza się rozpuściła a ja już nawet nie pamiętam że ona coś takiego mi mówiła, bo mnie to zupełnie przestało obchodzić.  Przebaczyłam chociaż nie miałam takiego zamiaru. U mnie działa taki sposób przebaczania.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-19, 15:26:29
Czyli wedle Waszych doświadczeń jak wewnętrzne dziecko poczuje się pewnie--> w danej sytuacji zrozumiane, wspierane i docenione to świadomy dorosły puszcza. Per analogiam każde trzymanie sie urazy wskazuje na trzymaną dysfunkcję u dziecka.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2012-07-19, 16:15:05
Felicite
Rozbawiłaś mnie swoim wpisem, że wybaczanie to jedna wielka bzdura:D

Jak komuś wybaczanie nie działa, to kwestia zmiany intencji do samego wybaczania, do obiektu wybaczania i odpuszczenie przywiązań do emocji, czy urazów, czy kontroli przez brak odpuszczenia (pamiętliwość).  Zrozumienie czym jest wybaczanie w środku siebie, czyli w kontakcie ze sobą, żeby dało efekty.

Bardzo dobrze działa afirmacja, jest w niej zawarte zrozumienie wybaczania:
Wybaczam i odpuszczam całkowicie..... ( z naciskiem na odpuszczam)

Mi potrafi się zmienić nastawienie do kogoś lub czegoś w ciągu chwili, gdy szczerze i prawdziwie wybaczę i odpuszczę.
Do siebie też:)
Nastawienie zmienia się na neutralność, wolność, lekkość, spokój i akceptację, tak po prostu i pomimo.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2012-07-19, 16:31:39
Wybaczam i odpuszczam całkowicie..... ( z naciskiem na odpuszczam)

I konkretnie przekonania i odczucia.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-19, 19:23:21


Jak komuś wybaczanie nie działa, to kwestia zmiany intencji do samego wybaczania, do obiektu wybaczania i odpuszczenie przywiązań do emocji, czy urazów, czy kontroli przez brak odpuszczenia (pamiętliwość).  Zrozumienie czym jest wybaczanie w środku siebie, czyli w kontakcie ze sobą, żeby dało efekty.



Sylwia
Przypuśćmy że mamy początkującego adepta rozwoju, który próbuje przebaczać ale mu nie wychodzi.
Czy jemu zaproponowałabyś takie sposoby poradzenia sobie z tym problemem jakie podałaś?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Amelka w 2012-07-20, 00:24:27
Wybaczenia nie mozna wywolac sztucznie, to sie po prostu nie uda. Nie wystarczy intencja ze chce sie wybaczyc. Ja chce wybaczyc swiadomie od przynajmniej 2 lat i ciagle sie okazuje ze sie nie udalo. Emocje wracaja jak nic. Nawet zrozumienie na niewiele sie zda jesli wciaz wraca poczucie krzywdy...Po prostu trzeba siegnac glebiej, cokolwiek to oznacza: i TO uzdrowic. Bo najczesciej jest tak ze to czego nie umiemy wybaczyc to cos wtornego, piata woda po kisielu, ktory zalal nas od srodka i przysechl. Dawne rany.
A przede wszystkim, trzeba  podniesc samoocene i pokochac siebie tak naprawde! Jesli naprawde siebie kochasz to masz gdzies, co ktos ci tam kiedys zrobil. Jesli naprawde siebie kochasz, to te cudowne uczucia jakie masz dla siebie, rozprzestrzeniaja sie jak drozdze :-)) i zalewaja tez innych, a na uraze nie ma juz wtedy W OGOLE miejsca...

To takie moje refleksje..
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: lukaszlm w 2012-07-20, 00:43:01
Amelka,

trzeba sięgnąć na tyle głęboko, aby było pełne zrozumienie, bez żadnych wątpliwości, wtedy znika poczucie skrzywdzenia, a raczej słabnie i można łatwo puścić.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Amelka w 2012-07-20, 00:56:28
Lukasz,

no ja wlasnie mam to zrozumienie, skad sie to bierze we mnie, ta trudnosc wybaczenia, dotarlam do przyczyny, i jestem swiadoma, ale nie pracuje z tym co znalazlam u zrodla. Moze jest to dla mnie zbyt bolesne...?Znalazlam to zrodlo, uswiadomilam je sobie niedawno. Bez uzdrowienia tamtych zamierzchlych zdarzen, doswiadczen, wybaczenie tego co jest teraz, z zupelnie inna osoba w roli glownej, nie nastapi. A zeby uzdrowic tamto zranienie, to pierwotne, musze JE z kolei zrozumiec, uzasadnic jego zaistnienie, usprawiedliwic osoby biorace w tym udzial. I musze podniesc samoocene tak, aby byla na stalym poziomie, a nie - raz wzrastala, raz opadala. 
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Amelka w 2012-07-20, 01:01:09
Lukasz,

ale oczywiscie, masz racje, zgadzam sie z tym co napisales :-)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2012-07-20, 09:27:28
Właśnie dlatego są afirmacje wybaczania, żeby przez wiele lat nie trzymać urazy, ale dotrzeć do jej przyczyny i w końcu wybaczyć.
Ale nie o samą przyczynę chodzi, choć  ona jest głównym problemem.
Spotkałem się już nie jeden raz z sytuacją, że przyczyna była usunięta a jeszcze była złość i po to dalej trzeba przebaczać. Można wybaczać używając różnych metod, niekoniecznie muszą to być afirmacje, choć u mnie one najlepiej działają.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-07-20, 09:33:49
Spotkałem się już nie jeden raz z sytuacją, że przyczyna była usunięta a jeszcze była złość i po to dalej trzeba przebaczać.

Najczęściej po coś tych emocji się trzymamy. Trzeba sobie odpowiedzieć po co? Co one nam dają, co gwarantują? a potem to puścić. Wtedy wybaczenie przyjdzie samo.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2012-07-20, 09:38:17
Ja mam wrażenie, że skoro nie ma już przyczyny-źródła, to są programy, które pozostały po cały zajściu.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-07-20, 09:48:39
Ja mam wrażenie, że skoro nie ma już przyczyny-źródła, to są programy, które pozostały po cały zajściu.

Ty masz wrażenie :)
 A ja własne doświadczenie, które w moim przypadku mówi, że aby wybaczyć czasem wystarczy rzeczywiści uzdrowić przyczynę, ale są przypadki kiedy jest to za mało i trzeba sprawdzić jakich emocji się trzymamy i dlaczego i je puścić. Wtedy wybaczenie przychodzi samo.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: lukaszlm w 2012-07-20, 09:54:16
Ty masz wrażenie :)
 A ja własne doświadczenie, które w moim przypadku mówi, że aby wybaczyć czasem wystarczy rzeczywiści uzdrowić przyczynę, ale są przypadki kiedy jest to za mało i trzeba sprawdzić jakich emocji się trzymamy i dlaczego i je puścić. Wtedy wybaczenie przychodzi samo.

Mam to samo, jeśli przyczyna jest uzdrowiona, często przychodzi samo. Ale czasem przyczyna nie jest taka oczywista, można uzdrowić taką pół przyczynę, i zastanawiać się dlaczego jeszcze trzyma - i mówić okej dotarłem do źródła i nie puściło. Trzeba się zastanowić czy faktycznie się dotarło. Emocje też czasem trzymają, ale z uzdrowioną przyczyną praca z nimi jest już dużo lżejsza.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2012-07-20, 09:56:36
Nie mówię, że tak jest zawsze, ale że czasem tak bywa.
Napiszę z własnego doświadczenia: pewnej osobie przebaczyłem i nie czułem do niej emocji. Ale pojawiały się sytuacje, kiedy ktoś inny mnie wkurzył i pś od razu wskazywała mi przyczynę tego wkurzenia. Była nią osoba, której wybaczyłem do której już nic nie czułem. 
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-07-20, 10:57:28
Myślę, że przyczyny problemów z wybaczaniem są różne i u każdego indywidualne.

Takie dzielenie się metodami podejścia daje innym (i nam też :)) możliwość znalezienia odpowiedniego sposobu na poradzenie sobie z tym :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2012-07-20, 23:08:02
Sylwia
Przypuśćmy że mamy początkującego adepta rozwoju, który próbuje przebaczać ale mu nie wychodzi.
Czy jemu zaproponowałabyś takie sposoby poradzenia sobie z tym problemem jakie podałaś?

To zależy od przyczyny dlaczego nie wychodzi, konkretnie.
To co podałam może być wskazówką.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lynd Seagull w 2012-07-21, 08:37:34
Jako że wywlekłem temat przebaczania, to czuję że powinienem wyjaśnić o co mi chodziło w kilku słowach...

Pisałem tylko jak to jest u mnie. Rozumiem niechęć do wybaczania Felicite i wręcz skłaniam się ku twierdzeniu, że nie czyni jej to niżej rozwiniętą duchowo ;) Ba, jej rozwiązanie jest lepsze od przebaczania (i nauki przebaczania) dla wielu ludzi, którzy również nie są niżej rozwinięci duchowo ;)

I przebaczanie i poczucie-aż-wyjdzie to metody prowadzące do tego samego celu. Z tych dwóch nawet nie wiem czy druga nie jest bardziej "zaawansowana", bo wymaga większej pewności siebie, czucia się niewinnie i w porządku z własnymi odczuciami, nawet jeśli działamy "wbrew" naszej kulturze mającej obsesję na punkcie przebaczania.

Pisałem po prostu jak to wygląda z mojej strony.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-07-21, 11:08:48
Lynd
zranienie dziecka nie czyni nikogo mniej rozwinietym duchowo. Tylko, że można to zranienie uzdrowić, niż dziecinnie /z lekka/ twierdzic, że nie bo nie i już:D A po uzdrowieniu zranienia z łatwością odpuscić i wybaczyć. Of course:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-21, 14:32:04
To może ja też wyjaśnię dokładnie (a właściwie powtórzę moje słowa, bo już to pisałam), o co chodzi z tą moją niechęcią do wybaczania.
Otóż absolutnie nie mam niechęci do samego wybaczania (jako skutku), wręcz przeciwnie. Wiem, że  jest ono NIEZBĘDNE na ścieżce RD i ja akurat bardzo często odczuwam tę piękną energię. Mam natomiast niechęć do powszechnie przyjętego (np. przez większość religii i przez sporą część adeptów różnych szkół RD) podejścia do wybaczania. Zresztą dałam temu wyraz w ostatnich słowach mojego wpisu na ten temat (ale nie tylko, bo cała moja wypowiedź na to wskazuje):

To dlatego napisałam, że dla mnie przebaczenie to bzdura. Choć właściwie powinno być tak: Takie podejście do przebaczenia, jakie jest powszechnie promowane to jedna wielka bzdura.
Bo przebaczenie jest skutkiem, a nie drogą do celu.

W związku z powyższym insynuacje, jakobym twierdziła, że nie chcę uzdrowić zranienia, czy wybaczyć "bo nie", jak napisała Iustitia, wynikają nie tyle z nieporozumienia, co – jak podejrzewam – ze złej woli z jej strony, albo z niemożności wyciągnięcia logicznych wniosków z czyjejś wypowiedzi. Bądź też z jednego i drugiego.


Lynd,
nasze sposoby nie różnią się od siebie aż tak bardzo, jak wygląda to na pierwszy rzut oka :) Wszystko wskazuje na to, że różnią się przede wszystkim formą (choć na pewno nie tylko). Zaraz napiszę, dlaczego tak sądzę.


***
Przede wszystkim chcę podzielić się z Wami tym, co mi się nasunęło, gdy czytałam nasze wypowiedzi (zresztą pojawiły się tu już podobne spostrzeżenia :)
Zobaczcie, ile tutaj sposobów doświadczenia wybaczenia (uwolnienia). I każdy skuteczny (nie piszę tutaj o wypowiedzi Sylvii, bo co do jej sposobu nie mam takiej pewności), choć w pewien sposób różnią się od siebie (ale nie aż tak bardzo, bo wszystkie one mówią o tym, że nie da się wybaczyć tłumiąc emocje i co jeszcze – wszystkie one są powiązane z zagadnieniem czucia się bezpiecznym).
To fajnie pokazuje, że nie jest tak, że jeden problem da się rozwiązać tylko w jeden sposób.
Jak pisze J. Leonard w skiążce "Twoje najskrytsze marzenie, czyli jak władać własną mocą twórczą" każdy problem ma nieskończenie wiele rozwiązań. To my, będąc dziećmi, nauczyliśmy się w szkole, że na jedno pytanie istnieje tylko jedna, właściwa odpowiedź i tę regułę przenieśliśmy na życie. To bardzo blokuje naszą twórczość.
Dlatego cieszę się, że nasza dyskusja pozwala spojrzeć na ten problem inaczej, bo to burzy ograniczenia umysłu :)

Druga rzecz to kwestia bezpieczeństwa.
Uświadomiłam sobie (a Wasze wypowiedzi zdają się to potwierdzać), jak ważna – w temacie wybaczania - jest kwestia bezpieczeństwa.
Tak jak napisała Grażynka, po coś trzymamy urazę. Po co? Żeby nie być ponownie zranionym. Czyli wystarczy poczuć się bezpiecznie (zyskać pewność, że to się nie powtórzy), by przebaczyć.
Jak pokazują wypowiedzi w tym wątku, bezpieczeństwo może zapewnić akceptująca grupa, dojście do przyczyny problemu, czy zrozumienie, a dokładniej uświadomienie sobie prawdy.
Ale – jak wynika z mojego doświadczenia – są takie przypadki, gdy to, co wymieniłam wyżej wcale nie jest potrzebne, a i tak wybaczamy.
Tak się dzieje wtedy, gdy zmienimy do siebie podejście na całkowicie akceptujące, gdy zyskamy pewność, że w każdej sytuacji (lub tylko w danej sytuacji, z daną osobą) możemy na siebie liczyć, że zawsze staniemy po swojej stronie i choćby nie wiem, co się stało, będziemy się kochać i bronić. Wtedy dochodzenie do przyczyn nie jest konieczne. Przebaczenie (puszczenie emocji, urazy) przychodzi jakby samo.
A potem to już nawet nie trzeba przebaczać, bo gdy nie obwinia się nikogo o nic (w tym siebie), gdy całkowicie się wszystko akceptuje, to nic nie trzeba przebaczać :)
No ale to można zastosować na dalszym etapie zbliżania się do siebie-prawdziwego. Bo jeśli są w nas ukryte, albo całkiem jawne urazy, to nie da się tego zaakceptować bez wybaczenia (czyli procesu dostrzeżenia w sobie emocji i pozwoleniu sobie na ich puszczenie, w momencie, gdy poczuję się bezpiecznie).
To by w sumie fajnie wpisywało się w pogląd (który podzielam od pewnego czasu), że nie jest konieczne szukanie przyczyn, ale wystarczy zmiana podejścia do siebie i otaczającego nas świata.
Ale jest to możliwe dopiero wtedy, gdy jesteśmy na to gotowi, gdy już mamy za sobą pewne doświadczenia dochodzenia do przyczyn :)
Choć tak na bank to nie jestem pewna, czy nie da się tego zastosować wcześniej.

Felicite
Rozbawiłaś mnie swoim wpisem, że wybaczanie to jedna wielka bzdura:D

Mogłabym powiedzieć – na zdrowie (bo przecież śmiech to zdrowie), ale nie powiem, bo czuję, że Twoja wypowiedź nie jest szczera.
A nieszczere rozmowy mnie nie interesują. Szkoda mi na nie czasu i energii.
Co do mojego stwierdzenia "wybaczanie to bzdura" to: patrz wyżej (pierwsze słowa mojego wpisu).
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-21, 15:12:59
To i ja się wypowiem w kwestii wybaczania, temat jest mi bliski, w dużej mierze właśnie z wybaczaniem pracowałam, od tego zaczęłam pracę z moim rozwojem duchowym 6 lat temu i przez cały ten czas Radykalne Wybaczanie było moją metodą-matką na radzenie sobie z problemami. Owszem, ta metoda ma swoje braki i gdy przekroczy się pewien etap w rozwoju należy szukać jeszcze innych dróg dla siebie, ale był czas, że RW było dla mnie prawdziwym zbawieniem. Zresztą nadal myślę, że gdy wejdzie się w ten proces wybaczania wg RW prawdziwie i naprawdę się go poczuje, to już samo to ogromnie oczyszcza problem i dalsze oczyszczanie innymi metodami bywa zbędne lub o niebo łatwiejsze. Jak pisała Felicite Prawda jest jedna, a dochodzić do niej można na wiele sposobów.
Co się tyczy samego wybaczania, zwłaszcza w mocno trudnych dla nas sytuacjach, kiedy zostaliśmy mocno skrzywdzeni, kilka etapów jest nieodzownych, żeby osiągnąć uzdrowienie. Pierwszą i podstawową sprawą jest opowiedzenie/poczucie swojej hsitorii z pozycji ofiary, bez żadnych prób usprawiedliwiania Sprawcy/Kata, bez żadnych prób obwiniania Siebie. Podczas tego etapu dajemy sobie pełne prawo do odczuwania, że jesteśmy prawdziwą ofiarą i że spotkała nas wielka, niesprawiedliwia krzywda. Dajemy sobie pełne prawo do obwiniania tego kogoś, kto nas tak zranił, nawet do tego, żeby zle mu życzyć i chcieć się zemścic. Dajemy sobie pełne prawo do odczucia tego skrzywdzenia i absolutnie WSZYSTKICH emocji, które się z tym wiążą. Należy otwarcie przyznać się przed sobą do tego, co czujemy w związku z sytuacją i pozwolić sobie na to, nie potępiać siebie za cały gniew, nienawiść, czy ból i akceptować siebie z całym tym emocjonalnym kramem. Dajemy sobie pełne przyzwolenie i czas, żeby to poczuć, bez oceniania i bez osądzania naszych uczuć, gdyż one są dla nas ważną wskazówką na temat tego, jakich części siebie się wypieramy.
Dopiero kiedy to w pełni przejdziemy, można dojść do kolejnych etapów, czyli np. do zrozumienia, że tak naprawdę nic złego się nie stało i nie ma czego wybaczać.
Wielu ludzi chce te niewygodne etapy ominąć, nie chce wywlekać swoich emocji ani ich czuć- wtedy jednak tak naprawdę nie ma wybaczenia. To takie maskowanie problemu, ale pudrem gówna nie przykryjesz. Dlatego pewnie niektórym osobom tutaj wybaczanie zle się kojarzy, gdyż przywołuje konotacje z pseudowybaczaniem, tłumieniem i wypieraniem emocji.

Nic odkrywczego nie napisałam, o tym wszystkim  już Felicite pisała również w innych wątkach, ale chciałam się podzielić swoimi refleksjami :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Semira w 2012-07-21, 15:27:58
Indra,Felicite

U mnie tez proces wybaczania DZIALA w sposob jaki opisujecie:)Inne metody,sposoby konczyly sie na tym,ze oszukiwalam sama siebie chcac wmowic samej sobie,ze moge wszystko i wszyskim wybaczyc.G...wno prawda:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-21, 15:33:58
Semira
 Fajnie, że DZIAŁA :)) Być może samo powiedzenie/powtarzanie sobie, że się komuś wybacza działa, kiedy się jest już na bardzo wysokim poziomie rozwoju. Nie wiem, bo nie jestem na takim poziomie. O ile nie ma się od razu pełnego zrozumienia sytuacji to takie wmawianie sobie na siłę przebaczenia jest słodkopierdzącą wymówką rozwojowców-ucieczką przed zranieniem i swoimi emocjami. Zaznaczam, że mówię to tylko ze swojej własnej perspektywy i punktu widzenia.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Semira w 2012-07-21, 15:38:41
Mnie najbardziej wnerwial ksiadz jak jeszcze chodzilam do kosciola(dawno temu),ze wszystkim i wszystko musimy wybaczyc aby wejsc do krolestwa bozego...Wydaje mi sie,ze kto jak kto ale on byl ostatnia osoba na swiecie ktora cos wiedziala o wybaczeniu.Tak samo jak ksiadz udziela nauk przedmalzenskich,stosunku do seksu...a TEORETYCZNIE nigdy nawet nie powinnien o tym pomyslec :)))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2012-07-21, 15:49:26
Felicite
Fajne wyjaśnienia. Właśnie, jak piszesz, sposobów na wybaczenie jest wiele. Każdy więc może wybrać te które mu pomagają.
U mnie najlepiej działa afirmowanie. Mam wiele do wybaczenia. Pracowałem już z 4 dekretami na wybaczanie i to nie jest koniec. Nie mówię też o takim wybaczaniu, że muszę wybaczyć, bo tego wymaga religia, Bóg, czy rodzice. Bo wybaczenie z zaciśniętymi zębami to tylko tłumienie, a to robiłem już całe wieki, żeby naśladować Jezusa.
Z przebaczaniem wiąże się wiele pułapek i trzeba od razu sobie wyjaśnić, że nie przebaczam po to, żeby dalej obrywać. Czytałem książkę: Radykalne wybaczanie i zrobiła na mnie duże wrażenie. Wiele wyjaśnia. Nie mniej jednak nie piszę tych formularzy przebaczenia, wolę afirmowanie wybaczenie. A jeśli już mamy ten komfort, że mieszkamy z dala od osób, którym przebaczamy, to pś bez obawy odpuszcza.

Felicite
Cytuj
To by w sumie fajnie wpisywało się w pogląd (który podzielam od pewnego czasu), że nie jest konieczne szukanie przyczyn, ale wystarczy zmiana podejścia do siebie i otaczającego nas świata.
Ale jest to możliwe dopiero wtedy, gdy jesteśmy na to gotowi, gdy już mamy za sobą pewne doświadczenia dochodzenia do przyczyn :)

Próbowałem RW i rzeczywiście zauważyłem, że nie trzeba być świadomym przyczyn, co mnie zdziwiło. Jeszcze dokładnie tego nie zbadałem, ale to działa.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2012-07-21, 16:04:35
Napisałem:
Cytuj
Próbowałem RW i rzeczywiście zauważyłem
A powinno być:
Próbowałem Techniki Uwalniania ...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-22, 00:09:25
Indra, Semira :)

Indra, świetnie to opisałaś! Bardzo mi się podoba :))
I ujęłaś to bardzo obrazowo:
pudrem gówna nie przykryjesz

:))))
Zgadzam się w 100% :D

Próbowałem RW i rzeczywiście zauważyłem, że nie trzeba być świadomym przyczyn, co mnie zdziwiło. Jeszcze dokładnie tego nie zbadałem, ale to działa.
Napisałem:A powinno być:
Próbowałem Techniki Uwalniania ...

Mateusz, super, że tego doświadczyłeś :)))
Ja też na razie badam temat. Dokonałam już pewnych ustaleń, ale za wcześnie, by o tym pisać.
Jakbyś coś odkrył, to podziel się, proszę :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: lukaszlm w 2012-07-22, 00:38:54
Mateusz, Fel

Przebaczenie bez poznania przyczyn. Miałem coś takiego kilka razy, nawet miałem domysły o co może chodzić, ale jakoś nie udawało mi się tego przełożyć na regularną pracę, więc zostałem przy tym co mi działa. Jakby ktoś miał coś ciekawego napisania w tym temacie, to chętnie posłucham :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-22, 00:53:06
Lukasz,
jeśli chodzi o samo wybaczanie, to ja już napisałam, kiedy u mnie to się dzieje:

Tak się dzieje wtedy, gdy zmienimy do siebie podejście na całkowicie akceptujące, gdy zyskamy pewność, że w każdej sytuacji (lub tylko w danej sytuacji, z daną osobą) możemy na siebie liczyć, że zawsze staniemy po swojej stronie i choćby nie wiem, co się stało, będziemy się kochać i bronić. Wtedy dochodzenie do przyczyn nie jest konieczne. Przebaczenie (puszczenie emocji, urazy) przychodzi jakby samo.

Czyli chodzi o zmianę intencji do siebie, czyli podejścia do siebie, zmianę na bycie wobec siebie kochającą, akceptującą w 100%. I to nie musi być we wszystkich sytuacjach, ale w jednej konkretnej, np. może chodzić o relację z kimś.
Chodzi o pewność, że stanę po swojej stronie, że będę w stanie zapewnić sobie bezpieczeństwo. Czyli w sumie chodzi o bezpieczeństwo :) O poczucie się bezpiecznie, ale nie ze względu na warunki zewnętrzne, ale ze względu na swoją postawę wobec siebie wynikającą nawet nie ze zrozumienia, uświadomienia sobie, ale z miłości wobec siebie (?).
Trudno mi to teraz wytłumaczyć, bo jest już późno i chce mi się spać, ale mam nadzieję, że napisałam wystarczająco zrozumiale :)



Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: lukaszlm w 2012-07-22, 13:26:54
Felicite,

dziękuje, napisałaś jasno i klarownie :) No właśnie to bezpieczeństwo, mi też wychodziło, z tego to że liczy się zaufanie w miłość, że nic się złego stać nie może, jeśli stawiam na miłość. Takie coś że pomimo wątpliwości, braku znajomości przyczyn, po prostu ufamy w miłość i w jej bezpieczeństwo. Aczkolwiek, prócz losowych przypadków, nie udało mi się tego przełożyć na systematyczną pracę z przebaczeniem, więc nie wnikam, staram się zrozumieć przyczyny i odpuszczać emocje, a przebaczenie przychodzi samo.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-22, 13:38:58
Już chyba wiem, o co chodzi z tym uwalnianiem się od tego, co nie jest nami bez dochodzenia do przyczyn.
Mianowicie chodzi o kwestię intencji. Uwolnienie bez dojścia do przyczyn, analogicznie do sytuacji z wybaczeniem (bez poznania przyczyny), możliwe jest w przypadku, gdy nastąpiła zmiana nastawienia do siebie i ono się jedynie ugruntowuje. Wtedy możliwe jest coś takiego, że puszcza się coś, czego nawet nie trzeba nazywać, a już na pewno nie trzeba dochodzić do przyczyn tego. Po prostu zauważa się, że to coś nie jest mną, więc pozwala się temu odejść.
Jednak żeby coś takiego dawało skutek w postaci całkowitego uwolnienia, trzeba zmienić podejście do siebie (intencje). A te bardzo ciężko zmienić bez poznania dokładnie siebie, swoich motywacji, swojej historii, bez wchodzenia w przyczyny swego zachowania i bez uświadomienia sobie prawdy.
Oczywiście możliwe jest puszczenie np. techniką uwalniania emocji bez poznania jej pochodzenia, ale jest to bardzo złudne.
Przedstawię to na przykładzie: Kogoś bardzo denerwuje osoba X. Uwalnia złość na tę osobę bez wchodzenia w przyczyny tej emocji, ale to nie uwalnia jej od przyczyny problemu, bo ta złość, to nie była złość na osobę X, ale np. na matkę, którą ten ktoś "widział" w osobie X (to bardzo częste zjawisko). Tak więc złość na osobę X znika, bo nie o nią chodziło, ale nie znika źródło problemu, więc złość "odnawia" się, ale w odniesieniu do innych osób.
Tak więc trzeba się bacznie obswerwować, żeby nie wykorzystywać mechanizmu nazwijmy go "uwalnianiem bez wchodzenia w przyczyny", jako ucieczki od siebie i swoich probmelmów. Wszystko w swoim czasie :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-22, 13:43:53
Lukasz :))

Aczkolwiek, prócz losowych przypadków, nie udało mi się tego przełożyć na systematyczną pracę z przebaczeniem, więc nie wnikam, staram się zrozumieć przyczyny i odpuszczać emocje, a przebaczenie przychodzi samo.

Mnie też, prócz losowych przypadków, jeszcze się to nie udaje (to przełożenie na systematyczną pracę) :) [choć jestem świadoma, że tak to może działać]
Po prostu zazwyczaj jeszcze muszę dochodzić do przyczyn i odpuszczać emocje.
Myślę, że to chodzi o to, co napisałam poniżej: Wszystko w swoim czasie :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: lukaszlm w 2012-07-22, 14:38:16
Już chyba wiem, o co chodzi z tym uwalnianiem się od tego, co nie jest nami bez dochodzenia do przyczyn.
Mianowicie chodzi o kwestię intencji. Uwolnienie bez dojścia do przyczyn, analogicznie do sytuacji z wybaczeniem (bez poznania przyczyny), możliwe jest w przypadku, gdy nastąpiła zmiana nastawienia do siebie i ono się jedynie ugruntowuje. Wtedy możliwe jest coś takiego, że puszcza się coś, czego nawet nie trzeba nazywać, a już na pewno nie trzeba dochodzić do przyczyn tego. Po prostu zauważa się, że to coś nie jest mną, więc pozwala się temu odejść.
Jednak żeby coś takiego dawało skutek w postaci całkowitego uwolnienia, trzeba zmienić podejście do siebie (intencje). A te bardzo ciężko zmienić bez poznania dokładnie siebie, swoich motywacji, swojej historii, bez wchodzenia w przyczyny swego zachowania i bez uświadomienia sobie prawdy.
Oczywiście możliwe jest puszczenie np. techniką uwalniania emocji bez poznania jej pochodzenia, ale jest to bardzo złudne.
Takie uwalnianie obciążeń, wzorców bez poznania przyczyn jest super. Polega to na tym że nie tyle pozwalamy aby obciążeniom/wzorcom odejść, tylko że czujemy siebie prawdziwego i akceptujemy tą naszą prawdziwość. Jest to całkowicie inne podejście, nie na zasadzie nie podoba mi się te kawałek więc go usunę, tylko na zasadzie hej przecież prawda o mnie jest tak i taka i to takie piękne i fajne, kocham to, kocham siebie prawdziwego i wszystko co mną nie jest mnie nie interesuję. Ogólnie super sprawa dla kogoś, kto ma dobry kontakt ze sobą, ze swoimi emocjami, ze swoją duszą, akceptuje siebie, dostrzega kim jest, ma dobry kontakt z bogiem w sobie, ma zaufanie do boga. No i żeby nie wypaś w tą pułapkę o której pisałaś najpierw trzeba trochę pracy włożyć w poznanie siebie, swoich(swojej duszy) potrzeb, marzeń, intencji, emocji.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-22, 15:33:39
Lukasz, świetnie to opisałeś. Też myślę, że to właśnie na tym polega :))

czujemy siebie prawdziwego i akceptujemy tą naszą prawdziwość (...)
hej przecież prawda o mnie jest tak i taka i to takie piękne i fajne, kocham to, kocham siebie prawdziwego i wszystko co mną nie jest mnie nie interesuję.

To właśnie miałam na myśli, pisząc o właściwym nastawieniu wobec siebie. Dobrze to ująłeś :D
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: bziuuummm w 2012-07-22, 15:38:06
Miśki kochane :)
Czyli jednak prostota :)))
jupiiiii
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-22, 17:06:50

Przedstawię to na przykładzie: Kogoś bardzo denerwuje osoba X. Uwalnia złość na tę osobę bez wchodzenia w przyczyny tej emocji, ale to nie uwalnia jej od przyczyny problemu, bo ta złość, to nie była złość na osobę X, ale np. na matkę, którą ten ktoś "widział" w osobie X (to bardzo częste zjawisko). Tak więc złość na osobę X znika, bo nie o nią chodziło, ale nie znika źródło problemu, więc złość "odnawia" się, ale w odniesieniu do innych osób.
Tak więc trzeba się bacznie obswerwować, żeby nie wykorzystywać mechanizmu nazwijmy go "uwalnianiem bez wchodzenia w przyczyny", jako ucieczki od siebie i swoich probmelmów. Wszystko w swoim czasie :)

Mam właśnie podobny do tego problem.
W pracy mam kogoś kogo nie lubię i kto mi przypomina ojca. Bardzo mi to przeszkadza bo się go boję i jest mi przez to  w pracy źle.
Zastanawiam się czy zająć się uzdrawianiem relacji z nim, bo to by spowodowało poprawę naszych stosunków.
Boję się że jak z nim uzdrowię relację to zaraz się zjawi ktoś inny kto znów bedzie mi przypominał ojca i do którego znów skrycie będę czuć nienawiść i znów będą problemy.
Bo dopóki głowny problem, to znaczy moje dzieciństwo nie jest uzdrowione, to ciągle bedzie się pojawiał ktoś kto będzie te wzorce wyciągał na wierzch.

Dzisiaj zajmowałam się tym cżłwiekiem i na razie uświadomiłam sobie że go nie lubię i że kojarzy mi się z diabłem. To samo czuję do ojca.

Może tylko powinnam szukać analogii z dzieciństwem?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-07-22, 17:30:33
Chciałabym zwrócić uwagę jak skuteczną metodą wspomagania terapii jest pisanie listów. Mam na myśli listy pisane do różnych członków rodziny, osób z którymi łączyło nas coś emocjonalnego. Sama od kilku tygodni piszę listy do rodziców, do babci i na bieżąco sobie uświadamiam obciążające emocje. Na początku wychodziła nieprzytomna agresja, złość - potem było lżej. To widać w treści listów, że jest różnica. Inaczej to wygląda, wypowiedzi są bardziej świadome i ukierunkowane na moją samodzielność i bycie odpowiedzialną. Jeżeli jest coś bardzo silnego pracuję z oddechem, EFT. Często w trakcie pisania jest dość emocjonalnie. Niby proste, a dla mnie skuteczne. Polecam. Dobrze przy solidnej pracy nad sobą, np co tydzień pisać taki list. To pomaga, uświadamia, przynosi ulgę :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Monika Korbut w 2012-07-22, 17:39:19
BlackRose
Czy wysyłasz te listy do tych członków rodziny?Co piszesz w takich listach?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-07-22, 18:05:22
Monika Korbut,

nie, nie wysyłam. Myślę, że moje listy są na zbyt wysokim poziomie, abym mogła to zrobić. Poza tym nie mam już ochoty, aby większość z tych osób mnie zrozumiała i zmieniła swoje myślenie. Odechciało mi się ich uczyć. Po prostu piszę, to co chciałabym powiedzieć, przekazać przykładowo ojcu. Ja osobiście piszę o żalach, pretensjach, o tym czego od niego oczekiwałam. Tutaj można pozwolić sobie na dowolność. Większość z napisanych listów jest irracjonalna, dziwna, czasem z obecnymi przekleństwami. Nie staram się tego oceniać, tylko piszę i piszę. Potem mogę z tego wyłuskać moje problemy, zaślepienia, gniewne emocje. Podczas samego pisania wiele schodzi. Poniżej listu najczęściej piszę od razu ustawienia z EFT. Nawet jeżeli myślę to i tamto o ojcu, to i tak mogę kochać lubić, szanować, akceptować siebie. Pisania listów, do rodziny i ważnych osób uczono mnie jeszcze na studiach. Często jest tak, że nie mamy kontaktu z różnymi osobami, członkami rodziny, a chcemy coś z siebie wyrzucić, powiedzieć. Listy są ku temu doskonałą okazją. Przynajmniej u mnie się sprawdziły gdy chciałam powierzchownie oczyścić zaślepiające mnie emocje w stosunku do rodziny.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Monika Korbut w 2012-07-22, 18:26:06
BlackRose
Aha fajny pomysł .Spróbuję.Ja czasem wizualizuję sobie ,że jestem w białym pokoju na biało ubrana i wchodzi osoba na biało ubrana ,której chcę coś przekazać ,czegoś się dowiedzieć ,i wtedy toczy się dialog ,pytam o to ,o co bałam się zapytać w rzeczywistości ,oczywiście wszystko dzieje się bez presji ,pytam jakie były motywy działania tej osoby i przychodzi zrozumienie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Szafirowy Błękit w 2012-07-22, 18:49:51
Monika, to co piszesz o tej wizualizacji którą sobie robisz, to mi się kojarzy z takim podobnym ćwiczeniem, wizualizacją którą proponuje Ewa May, bardzo to podobnie jest prowadzone (forma dialogu z drugą osobą). Na płytce jest kilka wizualizacji w różnych tematach i do tego bardzo fajnie dobrana relaksacyjna muzyczka.
Pisanie listów też jest fajną formą uzdrawiania. Jest dosyć często polecana przez terapeutów.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-22, 19:12:42
Napisałam list do siostry która mnie nie lubi i atakuje i się zdziwiłam. To jest list do kochanki dla której chcę zrobić dużo i której przyjaźni pragnę.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Monika Korbut w 2012-07-22, 19:17:07
Szafirowy Błękit
To właśnie z tej płyty ta praktyka oczyszczająca,na mnie to działa.Lubię też usiąść w kręgu ze świec ,ustawiam wokół siebie mnóstwo świec ,np sto i siedzę tak ,aż świece się wypalą ,to genialnie oczyszcza różne dziwne rzeczy ,a później po takim wypaleniu czuć ,ze coś sie w relacjach poprawiło ,a przy okazji pracuję z afirmacją Jam Jest ,ale naprawdę genialnie sie czuje po takim oczyszczaniu ,jest też miło i przyjemnie ,fajnie robić przed snem ,ogień fajnie otula i wyciąga delikatność.Czasem mówię np taką formułkę.
Ja świadomie uzdrawiam relację z mamą ,tatą ich przodkami ,zwracam sobie całkowitą wolność od wszelkich energii ,które mnie związały z nimi i zwracam im wszelką wolność ode mnie ,niech między nami od teraz zapanuje światło Bożej miłości ,nieograniczona zgoda,zgoda wewnętrznego Ja.Niech Anielska przewodnia energia poprowadzi mnie do mojego serca ,tak abym znalazła tam wolność wszechmocną ,moje Wyższe Ja i przyczynę prawdziwą pozytywną ,wyboru moich obecnych rodziców.Niech miłość ,moc będzie uzdrowieniem wszystkiego.Niech tak się stanie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Szafirowy Błękit w 2012-07-22, 22:27:36
Monika :)

Tak, te wizualizacje Ewy May i uzdrawianie "Pola Życia" energią Uzdrawiającego Światła jest bardzo fajne. Ogólnie mi się dobrze Jej słucha,ma ciepły i spokojny głos a w połączeniu z wizualizacją i muzyką bardzo fajnie wycisza, relaksuje ale też ma działanie uzdrawiające.
Ja również bardzo lubię takie metody działania przez światło, wysokie wibracje, dlatego też korzystam min. z esencji energetycznych. Wysokie wibracje, pozytywna energia "wyrzuca" na zewnątrz to co jest do uzdrowienia, różne wzorce, blokady, emocje itp. ale też wypełnia te miejsca i wpuszcza pozytywy, uzdrawia.
Przy okazji wspomnę że kiedyś też doświadczyłam fajnego odczucia i uświadomienia po rozmowie z Tobą, pisałaś bardzo fajnie, wysokowibracyjnie i jakiś czas po tej rozmowie to się pojawiło:) To było dla mnie bardzo cenne doświadczenie :) A teraz chciałam Ci to napisać :))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-22, 22:28:28
Miśki kochane :)
Czyli jednak prostota :)))
jupiiiii

Pewnie :) Prostota rulezzz :)))


Może tylko powinnam szukać analogii z dzieciństwem?

Inga,
zobacz, co napisałaś całkiem niedawno:

Chciałam jeszcze napisać z włąsnego dośwaidczenia że nie warto tracić czasu na uzdrawianie ralacji z innymi ludźmi niż rodzice. Bo w każdym człowieku widzimy odbicie, obraz naszego rodzica. I przez to że uzdrawiamy relacje z rodzicami, jednocześnie uzdrawiamy z kazdym człowiekiem.
Ja przez 4 lata terapii jestem skoncentrowana wyłacznie na rodzicach, bo oni są dla nas prawzorami wszystkich ludzi.
Na regresingu uzdrawiałam wiele relacji i chyba nic mi to nie dało.
W każdym bądź razie z nikim nie udało mi się jej uzdrowić, bo te same prpblemy ciągle wracały.

Myślę, że całkiem słusznie. Więc może posłuchaj sama siebie? :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-22, 22:44:04
Ja też piszę listy :) To zresztą jedna z technik Radykalnego Wybaczania. Można skorzystać z techniki 3 listów, albo pisać jak się chce i już. Potem moje listy palę, podobnie jak arkusze.
Ileż tego w ostatnim czasie zrobiłam, to wręcz niewiarygodne! A ile potem popiołu na balkonie ;)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Szafirowy Błękit w 2012-07-22, 22:47:47
Monika:)
Jeszcze oprócz tego co niżej napisałam, to chciałam dopytać jak na Ciebie działa ta afirmacja "Jam Jest" i w jaki sposób ją stosujesz? Bo dosyć często słyszę że ona ma bardzo silne działanie i nie każdy może ją stosować

Indra :)
Palenie takich listów też jest bardzo oczyszczające ;)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-22, 22:52:46
Szafirowy Błękit
Tak, dlatego je palę:) Lubię patrzeć, jak się palą, lubię zapach dymu, kojarzy mi się to z oczyszczeniem : ) w ogóle od wczoraj czuję, że coś się zmieniło, coś we mnie się zmieniło w tym moim telenowelowym temacie. Jest jakoś inaczej. Jestem spokojniejsza, jakby... wolna..?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Szafirowy Błękit w 2012-07-22, 23:00:24
Indruś :)
To cieszy :) Możliwe że te metody które stosowałaś stopniowo działały, w mniejszym lub większym stopniu a po czasie czujesz efekt całości tych działań. Pojawiła się inna energia, większa przestrzeń. Ja czasami mam podobnie, oczyszczam, oczyszczam i nie widzę końca, wydaje mi się że niewiele się zmienia na lepsze a później nagle zaczynam odczuwać jak wiele zeszło i się zmieniło i najczęściej to zauważam wówczas gdy mam oddech od tematów nad którymi pracuję lub nagle po jakimś czasie widzę że zupełnie inaczej reaguję na pewne sytuacje, że dużo się zmieniło
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Monika Korbut w 2012-07-22, 23:00:42
Szafirowy Błękit
Dziękuję za mile słowa ,lubię miłe słowa i każde miłe słowo jest dla mnie cenne.Ja Ciebie tez odbieram bardzo pozytywnie ,wręcz lekko i zwiewnie ,typowa energia kobieca.
Ja ostatnio pracuję z najwyższą świadomością różnych cech i uczuć i naprawdę jestem zachwycona,i bezpośrednio dotykam istoty świadomości.Poprzez bezpośrednią pracę ze świadomością odczuwa się różnych cech i uczuć naraz.Ostatnio po takiej pracy wyjrzałam przez okno,gdzie odczułam oświecające słońce ,które dało mi świadomość ,a raczej otuliło mnie swoją jasnością ,poprzez którą uświadomiłam sobie ,ze jestem światłem ,że nic poza tym bogactwem mi nie potrzeba ,że mam wszystko ,to było piękne ,to było miłością,świadomość istnienia ,jest tak jasne ,że ,aby zobaczyć bogactwo ,trzeba przemienić każdy stan w stan światła ,po prostu.I wtedy człowiek sobie uświadamia ,że Ja Jestem jest najważniejszą świadomością ,najważniejszym bezpieczeństwem ,Ja Jestem jest każdą świadomością istnienia.
Zamieszczam krótką medytację ,którą ułożyłam ,może kogoś zainspiruje.

                                                     Medytacja Świadomości
Jestem świadomością.Tu jest spokój i cisza ,której potrzebuję.Przyjmuję spokój i
ciszę ,który wypływa ze świadomości.Jestem oddechem świadomości.Uzyskuję spokój ze
świadomości.Świadomość płynie w każdej mojej komórce.Jam Jest Najwyższą świadomością
istoty bezpieczeństwa.Świadomość jest wszystkim czego potrzebuję.Świadomość jest
wszystkim co najlepsze ,a czego potrzebuję.Jam ustalam bezpieczeństwo tam gdzie
jestem,i bezpieczeństwo już jest tam ,gdzie Ja.Jam Jest najwyższą świadomością
istoty bezpieczeństwa.Rozpływam się w świetle bezpieczeństwa.Dotykam istoty
bezpieczeństwa.Staje się nią.Już jestem świadomością bezpieczeństwa.Poznaję ,pragnę
poznać istotę bezpieczeństwa.Tak.Już scalam się z istotą bezpieczeństwa.Jestem istotą
bezpieczenstwa.
Istoto żywa ,Ty która masz zawartą w sobie każda siłę Boga naucz mnie siebie ,naucz
mnie być bezpieczną ,pokaż mi tą świadomość ,pragnę ją poznać ,nauczyć się jej .Chcę
być wieczna ,wiecznie młoda i bezpieczna.Istoto świadomości bezpieczeństwa pokaż mi
jak już teraz patrzysz prze ze mnie poprzez miłość ,,jak jesteś przejawem we mnie ,jak
jesteś we mnie ,jak żyjesz we mnie ,jak się przejawiasz we mnie ,.Istoto żywa świadomości
bezpieczeństwa pokaż mi jak mówisz poprzez mnie,Pragnę Cię poznać ,bo jesteś we
mnie,pokaż mi siebie ,Pokaż mi jaka jestem naprawdę .Jestem.Jestem milością Jestem
świadomością światła.Tak w bezpieczeństwie się narodziłam ,w świetle.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-22, 23:09:04
 Szafirowy Błekit
 Może tak właśnie się stało :) Wiesz, to była jakby chwila... nagle uświadomiłam sobie, że On ma mnie gdzieś i że nic, co zrobię tego nie zmieni. I wtedy przyszło pogodzenie się z tym faktem. Owszem, poczułam jakiś żal z tym związany, pewnie jakoś nadal lekko to czuję w sercu (nawet fizycznie), ale pojawiła się akceptacja tego i poczucie, że wszystko jest doskonałe takie, jakie jest i nie muszę w to wnikać. Postanowiłam, że już nie będe zasilać swoimi emocjami tej sytuacji, że zajmę się czymś innym, skupię na odczuwaniu miłości do siebie.
Zostawiam łzawą telenowelę i pozajmuję się prosperitą, czyli wejdę w "Modę na sukces" :D
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Szafirowy Błękit w 2012-07-22, 23:15:30
Indra :)
Fajnie te etapy nazywasz :)))))

"Telenowela"-----"Moda na sukces"
               SUPER! :))))))))))))))))))))

A jak jest to napisane, to wzrokowo jaką dużą różnicę widać ;)))))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Monika Korbut w 2012-07-22, 23:16:54
Szafirowy Błękit
Na mnie ta afirmacja działa automatycznie i bardzo dobrze czuję jej wibracje.
Często powtarzam np .Jam Jest Najwyższa świadomość istoty bezpieczeństwa .Najwyższa świadoma istoto bezpieczeństwa naucz mnie czuć cie ... to jest u mnie taki jakby dialog świadomy z tą istotą.Ja czuję tą istotę i potrafię z nią rozmawiać ,kiedyś nie rozumiałam do końca tej afirmacji ,ale teraz jest inaczej.Jam Jest to jest tak jakbyś otwierała serce i ujrzała ,ze serce jest tak naprawdę żywe ,Jam Jest to przywrócenie życia w komórkach ,życia w ciele ,tak to czuję ,ona jest bardzo silna ,ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa ,ja bardzo lubię łączyć właśnie ogień z tą afirmacją ,tylko ja to robię w postaci rozmów .Gdyż po wypowiedzeniu czuję istotę każdej komórki ,mojej świadomości itp.To potężna świadomość.Jam Jest jest silną afirmacją kreacji.Lubię czuć coś świadomie ,dlatego ta afirmacja działa uniwersalnie, automatycznie na świadomość.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-22, 23:19:19
Szafirowy Błękit
Haha, no fajnie to zestawienie wygląda ;)) Bo do tej pory przeżywałam telenowelę brazylijską- łzy, cierpienie, dramat, nieszczęście, ból i te sprawy ;))) A teraz zmieniłam kanał na "Modę na Sukces", nawet pasuje, bo w końcu jestem jakby modelką ;D I po pojawieniu się w moim portfolio ostatnich zdjęć (aktów) mam coraz więcej propozycji sesji :))) Co prawda nie są płatne, ale robienie tego daje mi radość :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Szafirowy Błękit w 2012-07-22, 23:25:59
Monika
Tobie również dziękuję za miłe słowa :)

Ty potrafisz wysokowibracyjnie, pięknie pisać :)

"Ostatnio po takiej pracy wyjrzałam przez okno,gdzie odczułam oświecające słońce ,które dało mi świadomość ,a raczej otuliło mnie swoją jasnością ,poprzez którą uświadomiłam sobie ,ze jestem światłem ,że nic poza tym bogactwem mi nie potrzeba ,że mam wszystko ,to było piękne ,to było miłością,świadomość istnienia ,jest tak jasne ,że ,aby zobaczyć bogactwo ,trzeba przemienić każdy stan w stan światła ,po prostu.I wtedy człowiek sobie uświadamia ,że Ja Jestem jest najważniejszą świadomością ,najważniejszym bezpieczeństwem ,Ja Jestem jest każdą świadomością istnienia." -  i to jest piękna medytacja :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Monika Korbut w 2012-07-22, 23:41:30
Szafirowy Błękit
Jak mam Tobie odpisywać ,to mam przeszczęśliwy uśmiech na twarzy .Jeszcze raz dziękuję za miłe wspierające ,inspirujące słowa.
Właśnie od jakiegoś już czasu mam tak ,ze przychodzi do mnie świadomość i się dzieje medytacja ,jest słońce nagle sobie uświadamiam ,że jestem światłem ,ze jestem medytacją ,tchnieniem Boga ,delikatnym Bogiem ,którego ,aby poczuć ,trzeba na chwile wstrzymać oddech ,jest tak delikatny,tak kochany i mówi tak cicho ,delikatnie,aby każdy człowiek zrozumiał i został poprzez tą delikatność uzdrowiony.
Kiedyś jeździłam sama do lasu siadałam w słoneczny dzień pod choinkami ,wsłuchiwałam się w Wyższe Ja i spisywałam to co mi przekazywało ,pisałam dekrety ,nazywałam to uzdrawiającymi słowami ,zdaniami,dziś wiem ,ze to energia najczystsza do mnie przemawiała a słowa były energią zdrowia ,energią błogości ,mocy ,kontaktu.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Szafirowy Błękit w 2012-07-22, 23:42:16
Monika
Ja jeszcze czuję taki jakby dystans do tej afirmacji "Jam jest". Nie wiem jak to dokładnie określić.... Ja jak coś u siebie stosuję to muszę to czuć całą sobą i mieć taka wewnętrzna zgodę, że to jest dla mnie dobry czas na daną metodę i jestem na nią wewnętrznie całkowicie przygotowana i czuję akceptację

"Jak mam Tobie odpisywać ,to mam przeszczęśliwy uśmiech na twarzy"
O jak fajnie napisałaś, miło mi :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Monika Korbut w 2012-07-22, 23:48:54
Szafirowy Błękit
Ja kiedyś tej afirmacji też nie czułam ,ale mówiłam wspierająco to co rozumiałam choć troszkę ,dziś jest inaczej i musiałam dojrzeć ,poczuć ,że to właśnie ten czas ,tak jak mówisz.Ja mam taką zasadę ,że zajmuję sie taką praktyką ,w której jestem świadoma ,którą rozumiem i widzę efekty jeszce przed zaczęciem ,tak juz jakoś mam.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Szafirowy Błękit w 2012-07-22, 23:51:12
Monika
A może zaczniesz tworzyć i nagrywać własne medytacje?

To co tutaj napisałaś też jest fajne
"Właśnie od jakiegoś już czasu mam tak ,ze przychodzi do mnie świadomość i się dzieje medytacja ,jest słońce nagle sobie uświadamiam ,że jestem światłem ,ze jestem medytacją ,tchnieniem Boga ,delikatnym Bogiem ,którego ,aby poczuć ,trzeba na chwile wstrzymać oddech ,jest tak delikatny,tak kochany i mówi tak cicho ,delikatnie,aby każdy człowiek zrozumiał i został poprzez tą delikatność uzdrowiony."

Prawie w każdym poście piszesz takimi pięknymi słowami
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Szafirowy Błękit w 2012-07-23, 00:00:29
Indra
Kurcze, to super!!! Gratuluję Ci takiej odważnej decyzji i sesji zdjęciowej :))) Może za jakiś czas uda Ci się przejść na etap płatnych sesji....
Tylko w tym "biznesie" ;) trzeba uważać, bo zdarza się, że często chcą aby sesje były bezpłatne
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Monika Korbut w 2012-07-23, 00:08:58
Szafirowy Błękit
Jeśli taka chęć z nagrywaniem wyjdzie naturalnie ,i poczuję w tym światło ,natchnienie ,chęć to zgodzę się jak najbardziej z tym co podsunie mi moje wnętrze na razie nagrywam dla własnego użytku.Ale  bardzo lubię medytacje ,które wychodzą teraz.Bo teraz jest medytacją i każda chwila jest medytacją ,choćbyśmy ja nazywali potem.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Monika Korbut w 2012-07-23, 00:15:04
Indra
Ale fajnie.A czy czujesz się urodzoną modelką?.Moim marzeniem w dzieciństwie było bycie modelką ,pamiętam jak babcia podsunęła mi czasopismo bardzo stare o modelkach i wyobrażałam sobie ,ze jestem modelką ,i wkoło oglądałam te czasopismo  ,bo nie było więcej,przez dłuższy okres miałam żal do babci ,że miała tylko jedno ,a ja tak bardzo chciałam być modelką i wierzyłam ,ze tylko poprzez czasopisma można nauczyć sie byc modelką,do dnia dzisiejszego chodzi to za mną.Ja Cię postrzegam jako idealną istotę do tego ,wiesz chyba nawet czuję ,ze urodziłaś sie po to ,aby być modelką.Genialnie ,gratuluję sukcesu.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-23, 00:16:52
Szafirowy Błękit
Dziękuję:) Kilka płatnych sesji już miałam, myślę, że kolejne z czasem bedą się pojawiać. Póki co robie je dla przyjemności, kolejne akty są już planowane ;>  wiem, jaki ten rynek jest, ale jeśli sesja jest komercyjna- w sensie ktoś chce używać zdjęć do promocji swojej komercyjnej działalności-  to nie zgadzam sie na robienie za darmo.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-23, 00:20:38
Monika Korbut
O, jaka ciekawa uwaga, dziękuje :))) Nie czułam się wcześniej modelką, to moje pozowanie wyszło tak jakoś z przypadku, na początku miałam wątpliwości, czy się w ogóle nadaję, ale coraz bardziej to lubię i chciałabym wejść w to mocniej. Mam w głowie kilka pomysłow na sesje, które bym chciala zrealizować, kiedyś się pewnie uda. Z tymi aktami mi się elegancko kreacja ruszyła, bo pomyślałam sobie, że chcę to zrobić, że jestem gotowa- i nagle zaczęły się pojawiać wiadomości od fotografów :)))
Może i Ty popróbujesz, skoro to chodzi za Tobą?
Kto chętny mnie obejrzeć w negliżu to link do mojego portfolio juz na forum wrzucałam ;>
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Szafirowy Błękit w 2012-07-23, 00:25:31
Indra
Kiedyś może przy okazji sobie pogadulkamy o modelingu. Mnie trochę "zaplecze" tego zrażało..... Szczególnie postrzeganie głównie przez ciało, że tam nie ma miejsca na to, co jest wewnętrznym pięknem, ciągle mnie to "uwierało"

O, a gdzie można znaleźć ten link?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Monika Korbut w 2012-07-23, 00:26:42
Indra
Wiesz cały czas o tym myślę ,mnie się jeszcze marzy zagrać w reklamie ,filmie ,a najbardziej zająć się moim kochanym tańcem .Wiem ,ze te marzenia o byciu modelką nosiłam w sobie przez poprzednie dwa wcielenia i to jest trzecie ,albo zrealizować to ze światłem ,albo tego w ogóle nie ruszać ,taką dostaje odpowiedz od siebie ,kiedy pytam o bycie modelką.
A możesz podać jeszcze raz link do portfolio?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Monika Korbut w 2012-07-23, 00:28:13
Szafirowy Błękit
 Ja miałam takie same odczucia.Przerażała mnie ta rywalizacja ,która bierze sie z poczucia braku piękna.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Szafirowy Błękit w 2012-07-23, 00:31:19
Monika
Ja miałam podobnie jak Ty, marzyłam, marzyłam aż sobie wymarzyłam:) ale właśnie te powody o których niżej napisałam w końcu spowodowały że opuściłam tą drogę realizacji :(
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Szafirowy Błękit w 2012-07-23, 00:32:56
Dziewczyny
Teraz mocno odeszłyśmy od tematu wątku
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Indra w 2012-07-23, 00:39:10
No fakt, offtop zrobiłyśmy spory, więc już może dość o modelingu, choć mam swoje przemyślenia ;) Link do mojego pf wysłałam Wam na priv
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Szafirowy Błękit w 2012-07-23, 00:41:55
Indra
Fajnie, dzięki :)))
A o przemyśleniach i modelingu to jeszcze kiedyś trzeba będzie pogadać :)))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Monika Korbut w 2012-07-23, 00:44:45
Szafirowy Błękit
Ale jeśli istota czuję się modelką wewnętrznie  ,zawsze nią będzie.
Wracając do oczyszczania uważam ,że nieważne jaką metodą się oczyszcza ,ważne żeby doprowadziło do stanu czystości .Wczoraj sobie zwizualizowałam ,że siedzę na szerokim promieniu słońca i ułamku sekundy uswiadomiłam sobie swoje prawdziwe cele życiowe ,najprawdziwsze.Moja metoda brzmi ,cofnać sie do stanu światła , wszystko poleci jak trzeba ,wtedy człowiek sobie uświadamia ,ze jest cos takiego jak właściwe.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Szafirowy Błękit w 2012-07-23, 00:54:07
Monika
Właśnie odczuwam to trochę podobnie. Czasami bym chciała aby móc się porozumiewać odczuciami, bo trudno niektóre rzeczy wyjaśnić słowami.... Przy wysokich wibracjach, energii światła doświadczam fajnych uświadomień trochę tak jak piszesz "tego właściwego", to się czuje...
Można też odczuć swoje prawdziwe jestestwo, wibrację...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Monika Korbut w 2012-07-23, 01:08:05
Szafirowy Błękit
Ostatnio wpadłam na pomysł ,żeby myśleć światłem.Po prostu sobie uświadomiłam ,ze ja myślę światłem ,a to jest nieograniczona skarbnica inspiracji ,i uswiadomilam sobie ,że mówię ,to co mam powiedzieć ,kiedy skończę ,pojawia sie spokój ,swoboda ,lekkośc ,każda cecha boska ma zawartą w sobie inteligencję ,światło ,które prowadzi i naprawdę przyodziewa w najpiękniejszy obraz ,najpiękniejszą inteligencję ,która wie co mówić i mysleć.Stan Światła jej jakie to proste ,ona wie co robić.I ja tez uwielbiam ubierać w uczucia wszystko,bo jestem uczuciem ,Najpiękniejszym czymś ,co mogło mnie spotkać ze strony Boga.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-23, 07:36:39
Inga,
zobacz, co napisałaś całkiem niedawno:

Myślę, że całkiem słusznie. Więc może posłuchaj sama siebie? :)

Najłatwiej daje się rady innym.
Trudniej jest gdy samemu trzeba się zastosować do nich :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2012-07-23, 13:05:39
Mogłabym powiedzieć – na zdrowie (bo przecież śmiech to zdrowie), ale nie powiem, bo czuję, że Twoja wypowiedź nie jest szczera.
A nieszczere rozmowy mnie nie interesują. Szkoda mi na nie czasu i energii.
Co do mojego stwierdzenia "wybaczanie to bzdura" to: patrz wyżej (pierwsze słowa mojego wpisu).

Naprawdę twierdzisz, że to ja jestem nieszczera w swojej wypowiedzi? Oj masz coś do mnie nadal, bo tworzysz coś na mój temat po raz kolejny.
Moja wypowiedź była jak najbardziej szczera, bo mnie rozbawiło, że tak to opisałaś.
I dodam, że bardzo dobrze, że zrozumiałaś na czym polega "prawdziwe przebaczanie" z poziomu czystych intencji i kontaktu ze sobą. Też mam czasami olśnienia w tematach, które były lub są dla innych oczywiste i też dobrze.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-07-24, 08:47:05
Praca z głosem i Wewnętrzne Dziecko
http://zwierciadlo.pl/2012/psychologia/rozwoj/uslyszec-siebie-praca-z-wlasnym-glosem/1
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-24, 11:50:29
Już wiem dlaczego tak nie lubię wybaczania a nawet nie mam ochoty na uzdrawianie relacji z ludźmi. Bo i jedno i drugie ma prowadzić do zbliżenia się do siebie, pogłębienia relacji, pogodzenia się, wybaczenia krzywd i zaprzestania złości, do lep szych wzajemnych stosunków a może nawet do polubienia się.
W pracy mam współpracownika który mi przypomina ojca i którego bardzo się boję. On chodzi głośno tak jak ojciec, jest milkliwy, silny psychicznie, mało uprzejmy i nie zaczyna ze mną rozmów.
Uzdrowienie z nim realcji ma spowodować że zacznę go dostrzegać takim jak to mi pisała Grażyna, zacznę go akceptować takim jaki jest, polubię go i zacznę z nim prowadzić żywe rozmowy. Bo przecież ludzi trzeba lubić i widzieć w nich dobro.
„Uczenie się akceptowania ich takimi jakimi są i postrzegania ich jako barwnych, wielowymiarowych obrazów bez potrzeby nadawania im etykietek, które zubożają ten obraz.”
Tak powinnam postępować wobec ludzi – uczyć się ich akceptować a przebaczenie oraz uzdrawianie z nimi relacji ma mnie do tego doprowadzić. Taki jest tego cel.
Siedzę w pracy i obserwuję moje odczucia wobec tego człowieka. I co mi wychodzi? Że ja absolutnie nie chcę mu wybaczać, nie chcę się do niego zbliżać,  nie chce go widzieć jako wielobarwnej i wielowymiarowej istoty, nie chcę go akceptować ani lubić.
Ja chcę móc mu powiedzieć co o nim myślę, móc się zachowywać tak jak sama chcę, móc mówić to co chcę i jak chcę, mieć prawo do tego aby go nie lubić, aby mieć o nim złe zdanie.
Mam dość wmawiania sobie że ludzie są dobrzy a tylko ja ich źle postrzegam. Chcę mieć prawo do tego aby się na nich złościć a nawet krzyczeć. A ciągle słyszę że mam im wybaczać i dążyć do zgody. Ja nie chcę zgody z tym człowiekiem, ja chcę robić to na co mam ochotę i przestać go zadowalać.
Mam dość chwalenia go i wyszukiwania jego zalet, podnoszenia jego wartośći po to aby on się dobrze czuł.
Dzisiaj nie zaczynam z nim rozmowy a on też jak zwykle milczy. Czy za wszelką cenę powinnam dążyć do zgody i być dla niego miła? Dodam że on mnie nie atakuje ani nie robi mi niczego złego i ogólnie jest wobec mnie w porządku, poza tym że bywa niemiły i opryskliwy.
Mam zamiar iść w kierunku przeciwnym w relacji z nim niż dążenie do zgody, akceptacji, szacunku, bycia miłą i uprzejmą czyli w kierunku przeciwstawiania się mu i niezgody.
W relacjach z ludźmi chciałabym się zachowywać zgodnie z tym co czuję a nie zgodnie z tym co powinnam robić.

I w dalszym ciągu nie wiem co miałam zrobić z tym odczuciem że Sylwia czuję się lepsza.
Miałam  w sobie zdusić to odczucie i sobie powiedzieć że to nieprawda ponieważ ona jest wielobarwna  i wielowymiarowa?
Miałam sobie powiedzieć że to nieprawda i tak tylko mi się wydaje bo mam kompleks niższości wobec arystokracji?

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-24, 12:02:40
W stosunku do córki postępowałam tak samo. Wszystko tłumaczyłam i usprawiedliwiałam starając się ją widzieć w dobrym świetle. A jak cos było nie tak to obwiniałam siebie, że ja ją swoim wychowaniem doprowadziłam do tego stanu. Dopiero ostatnio pozwoliłam sobie pomyśleć że może ona nie jest taka kryształowa a ja taka winna i zaczęłam dostrzegać jakie niemiłe syfy mi wysyła.
Metoda starania się postrzegania ludzi jako dobrych a obwiniania tylko siebie nie prowadzi do niczego dobrego. Trzeba się starać czuć to co rzeczywiście idzie od człowieka i jakie się ma do niego rzeczywiste uczucia.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-07-24, 12:28:54
Cytuj
Uzdrowienie z nim realcji ma spowodować że zacznę go dostrzegać takim jak to mi pisała Grażyna, zacznę go akceptować takim jaki jest, polubię go i zacznę z nim prowadzić żywe rozmowy. Bo przecież ludzi trzeba lubić i widzieć w nich dobro.
To, że kogoś akceptujesz, nie oznacza zaraz że trzeba go lubić czy uznawać za dobrego. Po prostu akceptujesz go takiego jaki jest. 
To daje dużo luzu w relacji. Wtedy można powiedzieć na spokojnie tej drugiej osobie co nam nie pasuje, na co się nie zgadzamy lub co nam w niej odpowiada. Bez pretensji czy żalów.

Poza tym kto ci wmówił, że ludzi trzeba lubić. Masz prawo kogoś nie lubić. Możesz się zająć tym, co sprawia że go nie lubisz, ale nie musisz zmuszać się do polubienia tej osoby. Mozna doprowadzić np. do takiej sytuacji, że będzie taka osoba dla ciebie neutralna.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-07-24, 12:32:16
Cytuj
Siedzę w pracy i obserwuję moje odczucia wobec tego człowieka. I co mi wychodzi? Że ja absolutnie nie chcę mu wybaczać, nie chcę się do niego zbliżać,  nie chce go widzieć jako wielobarwnej i wielowymiarowej istoty, nie chcę go akceptować ani lubić.
Ja chcę móc mu powiedzieć co o nim myślę, móc się zachowywać tak jak sama chcę, móc mówić to co chcę i jak chcę, mieć prawo do tego aby go nie lubić, aby mieć o nim złe zdanie.

I masz prawo do tego.

Dlaczego czujesz się zmuszona do postępowania w sposób jaki my proponujemy? Możesz olać to co my piszemy i zrobić po swojemu.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-07-24, 12:42:07
Cytuj
Mam dość chwalenia go i wyszukiwania jego zalet, podnoszenia jego wartośći po to aby on się dobrze czuł.
Dzisiaj nie zaczynam z nim rozmowy a on też jak zwykle milczy. Czy za wszelką cenę powinnam dążyć do zgody i być dla niego miła? Dodam że on mnie nie atakuje ani nie robi mi niczego złego i ogólnie jest wobec mnie w porządku, poza tym że bywa niemiły i opryskliwy.
Mam zamiar iść w kierunku przeciwnym w relacji z nim niż dążenie do zgody, akceptacji, szacunku, bycia miłą i uprzejmą czyli w kierunku przeciwstawiania się mu i niezgody.
W relacjach z ludźmi chciałabym się zachowywać zgodnie z tym co czuję a nie zgodnie z tym co powinnam robić.

I w dalszym ciągu nie wiem co miałam zrobić z tym odczuciem że Sylwia czuję się lepsza.
Miałam  w sobie zdusić to odczucie i sobie powiedzieć że to nieprawda ponieważ ona jest wielobarwna  i wielowymiarowa?
Miałam sobie powiedzieć że to nieprawda i tak tylko mi się wydaje bo mam kompleks niższości wobec arystokracji?

Inga nie chodzi o to by zmuszać się do lubienia innych, do uznawania ich za dobrych wbrew temu co się czuje. W ogóle nie chodzi o robienie czegokolwiek wbrew sobie.

Chodzi o to, że uczucia jakie wywołują w nas ludzie mają swoje źródło wewnątrz nas.

Kiedy byłam zła na ludzi za to, że mnie olewają, nie szanują, nie liczą się ze mną, krytykują, zmuszają mnie do czegoś itp,itd., to zawsze na końcu się okazywało, że to ja sama siebie nie szanuję, olewam swoje potrzeby, marzenia, plany, nie liczę się ze sobą, zmuszam się do przestrzegania wzorców, które tak naprawdę sama w swojej głowie stworzyłam i jestem swoim największym krytykiem.
Do uzdrowienia mam to jak widzę siebie. A jak to uzdrawiam to i w relacjach z innymi mi łatwiej.

Acha i jeszcze jedno. Nie jestem ideałem. Ja się tego co wyżej napisałam jeszcze też uczę.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-24, 12:44:02
Naprawdę twierdzisz, że to ja jestem nieszczera w swojej wypowiedzi? Oj masz coś do mnie nadal, bo tworzysz coś na mój temat po raz kolejny.

Naprawdę tak właśnie czuję.
I owszem, "mam" coś do Ciebie, podobnie jak i Ty "masz" do mnie.
Różnica między nami polega tylko na tym, że ja otwarcie się do tego przyznaję (przede wszystkim przed sobą). To bardzo ułatwia mi życie, bo to nie emocje kierują moim zachowaniem, ale to ja decyduję, co z nimi zrobić.

I w dalszym ciągu nie wiem co miałam zrobić z tym odczuciem że Sylwia czuję się lepsza.
Miałam  w sobie zdusić to odczucie i sobie powiedzieć że to nieprawda ponieważ ona jest wielobarwna  i wielowymiarowa?
Miałam sobie powiedzieć że to nieprawda i tak tylko mi się wydaje bo mam kompleks niższości wobec arystokracji?

W relacjach z ludźmi chciałabym się zachowywać zgodnie z tym co czuję a nie zgodnie z tym co powinnam robić.

Jeśli tego właśnie chcesz, to tak zrób. Moim zdaniem jest to jedyne skuteczne rozwiązanie. Skuteczne pod tym względem, że przynoszące efekt w postaci zbliżenia się do siebie prawdzwej :)
Nie musisz zaczynać od akceptacji zachowania Sylvii, bo to robiłabyś na siłę, a to mija się z celem. Warto znów posłuchać siebie (bo także Ty podkreślałaś tutaj na forum skuteczność takiego podejścia) i zacząć od akceptacji swoich uczuć wobec niej, albo inaczej mówiąc od akceptacji siebie z tymi odczuciami. Czyli całkowicie sobie na nie pozwolić.
Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że jeśli sobie na nie pozwolisz, jeśli je zaakceptujesz, to za tym pójdzie akceptacja zachowania Sylvii. Ale to w późniejszym czasie, więc teraz w ogóle nie ma co się na ten temat zastanawiać, a tym bardziej się do tego zmuszać. Zauważyłam, że bardzo często ludzie chcą przeskoczyć nieprzyjemny etap akceptacji swoich niemilych uczuć, od razu przechodząc do odczuwania pięknych energii (np. przebaczenia, akcepatacji innych) i tym sposobem tracą szansę (albo raczej ją oddalają w czasie) na zobaczenie, o co chodzi, jakie te uczucia niosą im informację.
Bo uczucia, emocje nie biorą się z nikąd, one mają swoje źródło. Dochodząc do niego, można się ich łatwo pozbyć i co nieco sobie uświadomić. A uświadomienie jest bardzo wyzwalające. A wtedy piękne energie wybaczenia i akceptacji przychodzą same. Jako skutek :)

Wiem, że to wiesz :) Świadczą o tym Twoje słowa:

Metoda starania się postrzegania ludzi jako dobrych a obwiniania tylko siebie nie prowadzi do niczego dobrego. Trzeba się starać czuć to co rzeczywiście idzie od człowieka i jakie się ma do niego rzeczywiste uczucia.

Ale nie zaszkodzi napisać o tym samym innymi słowami, bo to ważna kwestia :)
Uczucia są, albo ich nie ma, nie da się ich zdusić, tak jak nie da się ich sztucznie  wywołać. Można się jedynie do nich przyznać (i je poczuć) lub nie. Ale nie przyznanie się do nich nie sprawi, że znikną.


I jeszcze jedno.
Piszesz o kompleksie niższości wobec arystokracji. Oczwywiście, to też może być źródło poczucia tego, że ktoś się wywyższa. Ale wcale nie musi chodzić o to. A nawet - jak wynika z moich obserwacji - najczęściej nie o to chodzi. Więcej napiszę w wątku, w którym toczy się dyskusja na ten temat (tylko muszę jeszcze dokładnie poczytać posty, bo póki co rzuciłam tylko na nie okiem).
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-24, 12:53:21
Chciałbym mieć prawo do nielubienia ludzi.
A ciągle czytam że trzeba wybaczać, akceptować, więc czuję że to nielubienie jest czyms bardzo złym. A ja nie chcę być kimś złym.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-24, 12:54:59
Chodzi o to, że uczucia jakie wywołują w nas ludzie mają swoje źródło wewnątrz nas.

Kiedy byłam zła na ludzi za to, że mnie olewają, nie szanują, nie liczą się ze mną, krytykują, zmuszają mnie do czegoś itp,itd., to zawsze na końcu się okazywało, że to ja sama siebie nie szanuję, olewam swoje potrzeby, marzenia, plany, nie liczę się ze sobą, zmuszam się do przestrzegania wzorców, które tak naprawdę sama w swojej głowie stworzyłam i jestem swoim największym krytykiem.

Grażynka, ale tego chyba nikt tutaj nie kwestionuje (że nasze uczucia mają źródło w nas).
Chodzi po prostu o to, że najpierw trzeba zauważyć efekt w postaci tego, że ktoś mnie nie szanuje. Zauważyć, że ktoś to robi, nazwać to, że nie szanuje, poczuć, że jest to nie takie, jakie chciałbym żeby było. Ustalić czego chcę i przekonać się o tym, że mogę to dostać (dać sobie do tego prawo). Po prostu zadziałać, stanąć w swojej obronie. I nieważne, jakie ktoś miał intencje, bo to jego sprawa. Ważne jest to, że mnie skrzywdził. A ja nazywam to po imieniu i domagam się, by mnie szanował. To świadczy właśnie o wzroście szacunku do siebie.
Taka postawa prowadzi do poczucia bezpieczeństwa (od wewnątrz). A gdy człowiek czuje się bezpiecznie, może zachowywać się zupełnie inaczej niż do tej pory. Nie musi już reagować na brak szacunku, bo wtedy szanuje swój czas i energię na tyle, że po prostu odejdzie od takich ludzi, którzy go nie szanują, a nie będzie chciał ich "naprawiać". Pozwoli im być takimi, jakimi są. Sobie tak samo, więc zrezygnuje z ich towarzystwa.
Tak to wygląda z mojego doświadczenia. Taki jest skutek. Ale najpierw trzeba nauczyć się stawać w swojej obronie (jeśli ktoś tego nie umie).
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-07-24, 12:58:42
Inga,

mamy takie prawo. To odczucie podpowiada do jakich ludzi jest bliżej, a do jakich dalej. To co jest silnego do uzdrowienia, można uzdrowić, jednak nie ma przymusu, aby efektem było polubienie jakiejś osoby, czy kontaktowanie się z nią. Chodzi o zdrową neutralność i dobre samopoczucie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-24, 12:59:02
Chciałbym mieć prawo do nielubienia ludzi.
A ciągle czytam że trzeba wybaczać, akceptować, więc czuję że to nielubienie jest czyms bardzo złym. A ja nie chcę być kimś złym.

Inga, słowa "zaakceptuj swoje nielubienie" oznaczają, że masz do tego prawo :) Zaakceptuj, czyli pozwól sobie na to. Bo to jest w porządku.
Każdy nieoświecony lubi i nielubi czegoś lub kogoś. To normalne, nie da się inaczej. A jeśli ktoś mi wmawia, że on wszystkich lubi, to widzę, że gość nie jest szczery. Ze mną, albo co gorsza, ze mną i ze sobą ;) Takie coś śmierdzi na kilometr białym astralem.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-07-24, 13:01:20
Inga, a co by się stało jakbyś pozwoliła sobie być "zła"?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-07-24, 13:04:56
Felicite masz wspaniałą zdolność opisywania jak działają dane procesy uzdrawiania :)

A ja --- początek i koniec, a kto by się środkiem przejmował ;)))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-24, 13:08:56
Felicite masz wspaniałą zdolność opisywania jak działają dane procesy uzdrawiania :)

A ja --- początek i koniec, a kto by się środkiem przejmował ;)))

Hihi, Grażynka, bo na własnej skórze przkonałam się, jaki ten środek jest ważny :)) A wcześniej cierpiałam, chcąc go przeskoczyć (nie widząc go w ogóle).
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-07-24, 13:10:55
Tak sobie pomyślałam, że dorosłym/rodzicom niekiedy bardzo trudno przyjąć do wiadomości, że ich dziecko ma życie osobiste. Takie życie osobiste, do którego nie mają wstępu, które ma prawo pozostać intymne i tajemnicze. To się odnosi do wolności jaką rodzice zabierają dorastającym dzieciom/a często dorosłym dzieciom. Ciągłe wtrącanie się, zmuszanie, kontrolowanie. Rodzicom trudno zaakceptować, że ich dzieci mogą mieć coś swojego, odrębnego, robić coś czego nie da się już upilnować. Wtedy nie da się przecież uciec przed własnym poczuciem wstydu, zagrożenia - kiedy nie wiem co moje dziecko "wyprawia".
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-24, 13:20:24

Chodzi o to, że uczucia jakie wywołują w nas ludzie mają swoje źródło wewnątrz nas.

Kiedy byłam zła na ludzi za to, że mnie olewają, nie szanują, nie liczą się ze mną, krytykują, zmuszają mnie do czegoś itp,itd., to zawsze na końcu się okazywało, że to ja sama siebie nie szanuję, olewam swoje potrzeby, marzenia, plany, nie liczę się ze sobą, zmuszam się do przestrzegania wzorców, które tak naprawdę sama w swojej głowie stworzyłam i jestem swoim największym krytykiem.
Do uzdrowienia mam to jak widzę siebie. A jak to uzdrawiam to i w relacjach z innymi mi łatwiej.



Tylko że jak ja coś takiego czytam to od razu mi się włącza poczucie winy i całą odpowiedzialność za nieudaną relację zwalam na siebie. Jestem skoncentrowana na tym że te przyczyny są we mnie więc inni są niewinni i w porządku, a tylko ja powinnam uzdrowić siebie a wtedy relacja się uzdrowi a my się zaczniemy przyjaźnić.
A przecież gdy relacja jest nieudana to mają w tym udział 2 osoby. A uzdrowienie relacji może prowadzić do jej zaniku a nie do polubienia siebie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-07-24, 13:23:31
Inga,

jak Ty zaakceptujesz i pokochasz swoją złość ręczę Ci, że inni Ciebie też zaakceptują złoszczącą Cię, tak to działa.

Najpierw poczuj trochę złości i przyjmij ją, potem jeszcze więcej i więcej, a potem powiedz głęboko kocham się i akceptuję nawet, gdy czuję złość, nawet dużo złości, czy mogę/chcę się od niej uwolnić (jeśli tak), otwieram drzwi w ciele w miejscu gdzie czuję jej najwięcej i wypuszczam ją. I żeby było jasne uwalniamy najpierw cały nadmiar złości, który się w nas skumulował przez lata wypierania. Jak to oczyścimy to złość pojawiająca się w różnych codziennych sytuacjach np. gdy nas ktos obraża będzie juz znacznie mniejsza i wtedy łatwiej bedzie ja asertywnie wyrażać.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-07-24, 13:30:01
Inga, a dlaczego uważasz, że każda relacja ma być udana i zakończyć sie wzajemnym polubieniem się?

Czasem relacje się kończą, lub rozpadają. To normalne. Jedni do nas pasują, inni nie. Nie ma przymusu bycia w dobrej relacji z każdym.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-24, 13:31:56
Inga,

mamy takie prawo. To odczucie podpowiada do jakich ludzi jest bliżej, a do jakich dalej. To co jest silnego do uzdrowienia, można uzdrowić, jednak nie ma przymusu, aby efektem było polubienie jakiejś osoby, czy kontaktowanie się z nią. Chodzi o zdrową neutralność i dobre samopoczucie.
I tu znów mam obiekcje bo
 to nielubienie wiąże się z tym że sie takiego człowieka źle ocenia, źle sie o nim mysli, może źle się mu życzy czy też źle się o nim mówi. Jest to cała seria złych niskich uczuć a przcież tego chcemy uniknąć, bo to jest coś złego i niskiego a my przecież chcemy iść do góry.
To nielubienie wcale nie jest czymś takim prostym i latwym bo jest to w przeciwieństwie do lubienia, uczuciem nieprzyjemnym.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2012-07-24, 13:33:42
Felicite
A skąd ty wiesz do czego ja się przed sobą przyznaję i  że to jest różnica między nami? Przykład kolejnej projekcji jakie na mnie robisz, że ty wiesz lepiej jaka ja jestem i co czuję.
To, że widzę coś w twoich wzorcach (bo chyba o to ci chodzi, że do tego coś mam, bo przecież nie do twojej boskości:)), to oznacza, że albo to akceptuję i jest neutralnie, albo coś mam z tym zrobić w sobie, a nie znaczy, że mam coś do ciebie, bo mojemu rozwojowi, ani energiom nie zagrażasz, a nawet jeśli teoretycznie by tak było, to mogę to zmienić w sobie, a nie w tobie.
(A jak ludzie mają świadomość to widzą więcej spontanicznie i to jest naturalne, wiec widać wiele mimo woli).
Przynajmniej byłaś dzisiaj szczera, że masz coś do mnie. Energia prawdy uzdrawia sama z siebie.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2012-07-24, 13:38:09
Inga
Dla mnie jesteś całkowicie neutralna, jakby przeźroczysta energetycznie w całkowicie pozytywnym znaczeniu po zrobieniu sobie skanu relacji. Nawet echa karmicznego nie ma w energiach. Także ja nic z tym nie mogę zrobić na ten moment. Mogę ci tylko życzyć uzdrowienia, neutralności, akceptacji i ulgi, jeśli to ci przeszkadza co czujesz.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-24, 13:42:12
Inga, a co by się stało jakbyś pozwoliła sobie być "zła"?
Wszyscy by mnie odrzucili i zostałabym sama ze swoją złością. Byłabym nielubiana.
Jak na razie to boję się zaryzykować żeby chociaż jeden człowiek mnie nie lubił.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-07-24, 13:49:57
Inga zadam teraz, być może bardzo trywialne pytanie?
Czy pracowałaś z tym poczuciem winy?
A czy wiesz, że poczucie winy jest kodowane?
Dzieci do pewnego wieku nie mają poczucia winy.
To dopiero otoczenie im wmawia, że są winne czegoś tam i uczą się go czuć.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-24, 13:59:40
Inga
Dla mnie jesteś całkowicie neutralna, jakby przeźroczysta energetycznie w całkowicie pozytywnym znaczeniu po zrobieniu sobie skanu relacji. Nawet echa karmicznego nie ma w energiach. Także ja nic z tym nie mogę zrobić na ten moment. Mogę ci tylko życzyć uzdrowienia, neutralności, akceptacji i ulgi, jeśli to ci przeszkadza co czujesz.

Przeszkadzałoby mi to mi to gdybym miała z tobą wchodzić w jakieś bliższe relacje bo czułabym się gorsza.
W tej chwili nic nas nie łączy. Ja sobie nie przypomniałam żadnych konkretnych wcieleń.
A napisałam o tym jako o moim spostrzeżeniu.
Dla mnie to nie ma dużego znaczenia.
Problem się zrobił wtedy gdy się wywiązała dyskusja.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-24, 14:03:33
Felicite
A skąd ty wiesz do czego ja się przed sobą przyznaję i  że to jest różnica między nami? Przykład kolejnej projekcji jakie na mnie robisz, że ty wiesz lepiej jaka ja jestem i co czuję.
To, że widzę coś w twoich wzorcach (bo chyba o to ci chodzi, że do tego coś mam, bo przecież nie do twojej boskości:)), to oznacza, że albo to akceptuję i jest neutralnie, albo coś mam z tym zrobić w sobie, a nie znaczy, że mam coś do ciebie, bo mojemu rozwojowi, ani energiom nie zagrażasz, a nawet jeśli teoretycznie by tak było, to mogę to zmienić w sobie, a nie w tobie.
(A jak ludzie mają świadomość to widzą więcej spontanicznie i to jest naturalne, wiec widać wiele mimo woli).
Przynajmniej byłaś dzisiaj szczera, że masz coś do mnie. Energia prawdy uzdrawia sama z siebie.

Szczerze powiem, że to, co czujesz i to, do czego się przyznajesz, a do czego nie, to wyłacznie Twoja sprawa. Mnie to naprawdę nie interesuje, więc nasza rozmowa mija się z celem. Ja już wyciągnęłam wnioski z tej "lekcji" w odniesieniu do siebie :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Jolanta 16 w 2012-07-24, 14:07:14
Feli

ja duzo zawdzieczam Ci w temacie uzdrawiana wew.dziecka i obecnie zastanawiam sie jak bardzo bylam nieswiadoma i oddalona od niego przez wiele lat. Od malego dziecka spalam z przytulanka, moja siostra spiac ze mna zawsze wyrzucala ja z lozka bo jej przeszkadzala. Czulam sie moze troche dziwolagiem ale uparcie zawsze ja mialam przy sobie jak zasypialam. Teraz nie wiem kiedy sie to skomczylo, moze jak zsczelam dojrzewac i stawac sie powaznym czlowiekiem.

Czemu to pisze? od kiedy uswiadomilam sobie moje dziecko we. przed ok 2 miesiacami znowu spie z przytulanka ;) to moj symbol  wew.dziecka i sprawia mi bardzo duzo frajdy i radosci sie do niego (konika) przytulanie. Nieraz sie rozrzewniam, rozczulam ale najwiecej dziala na mnie to terapeutycznie. Dalam sobie prawo do tego i jestem dumna. To dziwne, bo spie z mezem, przytulam sie i kocham go, nie moge narzekac na brak milosci lub czulosci, jednak jak mam w objeciach konika czuje sie pelniej i szczesliwa na maxa. To duzy krok do przodu ;)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-24, 14:19:48
Jola, super! Gratuluję i cieszę się razem z Tobą :D

To ja też coś wyznam: Ja też mam przytulankę z dzieciństwa - Warszawiaka. Od kiedy śpię z mężem (już kilkanaście lat ;), on śpi ze swoim przyjecielem-misiem, żeby nie czuł się samotny, heh :)
A ostatnio, gdy weszłam mocno w temat wewnętrznego dziecko, gdy nawiązałam z nim głęboki kontakt, to przypakiem znalazłam malutką firgurkę smerfa, którą teraz stale noszę ze sobą (i opiekuję się nią). To taki mój symbol mnie-dzieciątka. Na początku opiekowałam się nim, jak niemowlakiem. Stale z nim byłam, kąpałam go, itd. I na tym przykładzie, widziałam, kiedy myslę o sobie, a kiedy o sobie zapominam (np, gdy pomyślałąm tylko o innych, gdy przedłożyłąm ich potrzeby ponad swoje, to okazywało się, że zapominałam o smerfiku i gdzieś go zsotawiałam). To doświadczenie tak dużo mi uświadamia, że szok (pozytywny oczywiście :)). Bardzo kocham mojego smerfika (nazywamy go Hanią-Pippi) i przebywanie z nim sprawia mi dużo radości :) Dlatego cieszę się, gdy czytam, że Ty też coś podobnego przeżywasz :D
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-24, 14:22:43
Inga zadam teraz, być może bardzo trywialne pytanie?
Czy pracowałaś z tym poczuciem winy?
A czy wiesz, że poczucie winy jest kodowane?
Dzieci do pewnego wieku nie mają poczucia winy.
To dopiero otoczenie im wmawia, że są winne czegoś tam i uczą się go czuć.
Ja mam intensywną terapię, która jest nakierowana głownie na relacje.
Już nie pamietam kiedy po raz pierwszy w dzieciństwie poczułam się winna.
Wielkość poczucia winy jest skorelowana z wielkością krzywdy jakiej doznało dziecko.
Poczucie winy pochodzi nie tylko z kodowania. Ja znalazłam mnóstwo przyczyn poczucia winy.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-07-24, 14:25:33
Inga,

napisałam do Ciebie niżej życzliwego posta i kompletnie nie zareagowałaś na niego. Postanowiłam napisać co czuję w takiej sytuacji, bo zauważyłam, ze dzieje się to nie pierwszy raz w mojej relacji z Tobą. Otóz w takiej sytuacji czuję się zignorowana przez Ciebie i nie wiem o co chodzi, więc to powoduje, że nie mam ochoty więcej pisać do Ciebie. I pomimo, że boisz się nie lubienia Ciebie przez innych, to moje lubienie Ciebie maleje.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-24, 14:32:50
Inga,

jak Ty zaakceptujesz i pokochasz swoją złość ręczę Ci, że inni Ciebie też zaakceptują złoszczącą Cię, tak to działa.

Ja nadal mam całkowicie stłumioną złość i boję się jej poczuć, bo się boję że nie dałabym rady jej kontrolować.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Jolanta 16 w 2012-07-24, 14:37:03
Feli to mile co piszesz

w zyciu nie myslalam, ze bede sie do przytulanek SWIADOMIE przytulac!  Wydawalo mi sie to prawie zenujace. Ale sam proces uznania mojego  wew.dziecka zrobilam swiadomie wewnatrz mnie. Potem ten konik, ktory lezal tak sobie zostal mianowany moim  wew.dzieckiem.
Wiesz, kiedys myslalam, ze jak urodze dziecko to ono bedzie juz zawsze ze mna i bedzie moje. Szybko zmienilam zdanie i wiedzialam, ze "dzieci sa wlasnoscia swiata".
Niedawno uswiadomilam sobie, ze wlasnie moje  wew.dziecko jest moje w 100% i nigdy mnie nie opusci i nikt mi go nie zabierze. Ze moge sie o niego troszczyc i to dalo mi spokoj...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-24, 14:39:51
Karina
Bardzo przepraszam.
To nie moja wina, że tak się dzieje.
Jestem w pracy i piszę pomiedzy interesantami których jest bardzo dużo. odpowiadam w pośpiechu na posty które mi wejdą pod oczy i nie po kolei.
Nie gniewaj się. widocznie Ty byłaś wcześniej i wcześniej powinnam Ci odpowiedzieć.
A jeżeli to nie pierwszy raz to tym bardziej przepraszam.
Postaram się na przyszłość uważać.
dobrze że mi o tym napisałaś, więc będę juz wiedzieć.
Bardzo przepraszam jeszcze raz, różnież za to że piszę tak nieskładnie bo się bardzo śpieszę, pomiedzy tymi ludźmi.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-07-24, 14:50:56
Inga, jak znajdziesz chwilę to posłuchaj tego:
http://www.youtube.com/watch?v=0cxRNGEUogM&feature=relmfu
http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=8G2vJPtOhSw
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-07-24, 15:00:27
Inga,

przeprosiny przyjęte:)

rozumiem, że boisz się poczuć swoją złość, też tak miałam, ale stopniowo udawało mi się przyjmować, akceptować i ogarniać coraz większe obszary. A największy hardcore czułam, gdy pojawiała się nienawiść, bardzo silna potrzeba wywinięcia się od tych mega trudnych uczuć, ale jednak przezwyciężyłam tę meganiechęć i nauczyłam się "siedzieć w płomieniach", czyli z moją nienawiścią, chociaż symptomy mi waliły i miałam czerwone plamy przed oczami. Głęboko oddychałam i mówiłam kocham głęboko siebie nawet, gdy czuje tę okropna nienawiść. Opłacało się, bo nienawiści już praktycznie wogóle nie czuję, uważam, ze jest to megastłumiona złość, która właśnie urasta to takich chorobliwych tworów.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-07-24, 16:55:27
Wszyscy by mnie odrzucili i zostałabym sama ze swoją złością. Byłabym nielubiana.
Jak na razie to boję się zaryzykować żeby chociaż jeden człowiek mnie nie lubił.

Inga,
nie wiem, na ile to dla Ciebie ważne, ale ja Cię będę lubić, również wtedy, gdy wyrazisz swoją złość. Nawet na mnie.
(bo bardzo cenię sobie Twoją szczerość, bardzo to lubię :)
I to nie jest czcze gadanie. Mam praktykę :) Mój mąż (i nie tylko on, z moją przyjaciółką było podobnie) też się tego bał i na tym tle dochodziło między nami non stop do zatargów. Bo ja bardzo nie lubię, gdy się tłumi emocje wobec mnie. Odczuwam wtedy fałsz. Po prostu to czuję. A gdy ktoś jest szczery, to od razu sytuacja się rozluźnia :) No i oczywiście, gdy mąż zaczął wyrażać swoje emocje wobec mnie (i je uwalniać), to się zrobiło w naszym związku tak miło i przyjemnie, jak nigdy dotąd :)))
Dlatego ja jestem za 100% szczerością i prawdą. Wiem, że nie wszyscy są na to gotowi, bo ja też kiedyś nie byłam. Teraz jestem :))


Niedawno uswiadomilam sobie, ze wlasnie moje  wew.dziecko jest moje w 100% i nigdy mnie nie opusci i nikt mi go nie zabierze. Ze moge sie o niego troszczyc i to dalo mi spokoj...

Jola :))))))*
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2012-07-24, 22:55:29
Felicite, Inga

No to luz:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-25, 07:59:11
Karina
Cieszę się że się nie gniewasz :)
Rozumiem Twoją reakcję, bo Cię wyczuwam i wiem w czym problem. Poczułaś się przeze mnie odrzucona i ignorowana. Ja sama często czuję się odrzucana i wiem jak to boli.

Miałaś na myśli że nie odpowiedziałam Ci w drugim wątku? Ja tam nawet nie zajrzałam. Odpowiedź zobaczyłam dopiero dzisiaj.
W ogóle wczoraj pisząc tego pierwszego posta myślałam sobie że albo mi nikt nie odpowie albo może jedna osoba. Bo nieraz się zdarza że cos piszę i to pozostaje bez echa. A tu nagle zaczęło przychodzić tyle odpowiedzi i jednocześnie u mnie zaczęło się pojawiać mnóstwo ludzi. Nawet nie nadążałam z czytaniem a odpowiadałam na te z góry, bo od nich zaczynałam czytanie. Tak że nawet nie odpowiedziałam Felicite , która napisała jako jedna z pierwszych
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-07-25, 22:55:22
Inga

* :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-07-26, 08:13:12
"Miałaś na myśli że nie odpowiedziałam Ci w drugim wątku?"

Miałam na myśli, że nie odpowiedziałaś mi w tym wątku, podczas gdy pisałaś do innych.

Ostatnio tez bardzo dużo pracuję z wewnętrznym dzieckiem, na tapecie jest temat "Czy byłam nie chcianym i niekochanym dzieckiem, jeśli tak, to jak to zaakceptować." Strasznie to dla mnie trudny i bolesny temat cały czas, chociaż dosyć długo juz nad nim pracuję. Chyba u Ciebie jest podobnie. Pomyślałam, że jest to najważniejsza dla mnie lekcja w życiu "Nauczyć sie byc wazną dla siebie i pokochac siebie, pomimo, że było sie "olewanym" przez innych, którzy tak naprawdę też nie zaznali miłości.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-07-26, 09:44:00
Rozumiem :)

wg mnie wzorce odrzucenia pochodzące z wczesnego dzieciństwa są najtrudniejsze uzdrawiania ponieważ najbardziej bolą.
I nie da się tego załatwić szybko.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2012-07-29, 21:23:36
U mnie też temat wewnętrzego dziecka pojawił się nieoczekiwanie. Teraz dopiero mam okazję się przekonać jak ważny to jest temat. Został niejako odblokowany po zdjęciu róznych warstw. Teraz wywaliło mi wszystko na raz: rodzice, depresja, samotność, odrzucenie, braki emocjonalne, brak bliskości i miłości. Jak to sie zaczęło ujawniać to widocznie jestem juz gotowy na pracę nad tym problemem. 
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-07-29, 21:38:14
Inga, Mateusz

Temat uzdrawiania dzieciństwa uważam za podstawę, nie da się tego ominąć, nawet się zastanawiałam, czy w dzieciństwie nie zawiera się nasza cała przeszła karma i myślę, że to calkiem możliwe.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-07-29, 21:43:54
Uświadomiłam sobie ostatnio, że mam duży problem z zaufaniem szczególnie w bliskich relacjach, ktoś ruszał ten temat ?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2012-07-29, 22:07:45
Karina
Nie zajmowałem się tym problemem.
Myślę, że trzeba by zacząć od poczucia się bezpiecznym w relacji z bliskimi w sensie szerokim. Zaufanie lub jego brak, jak widać, też wywodzi się głównie z dzieciństwa.  Ja się nieraz zastanawiałem nad tą miłością rodziców do swego dziecka i nadziwić się nie mogę, jakie to rzeczy są pod tym pojęciem miłości. I nie wiem czy oni są tak bardzo nieświadomi, albo zakłamani, że tego nie widzą.

Przy okazji powiem, że dużo sobie uwolniłaś od pewnego czasu, widać dużą zmianę na plus :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-07-30, 07:40:39
Mateusz,

dziękuję, cały czas nad sobą pracuję, więc w końcu efekty muszą być.;)

Nawet śmieszną rzecz odkryłam ostatnio, że jak śni mi sie jakiś sen z trudnymi emocjami, to równocześnie mi sie uruchamia wewnetrzny terapeuta, który jeszcze w czasie snu uwalnia te trudne emocje.:))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Szafirowy Błękit w 2012-07-30, 12:01:01
Karina :)
"Temat uzdrawiania dzieciństwa uważam za podstawę, nie da się tego ominąć, nawet się zastanawiałam, czy w dzieciństwie nie zawiera się nasza cała przeszła karma i myślę, że to calkiem możliwe."
Od jakiegoś czasu się temu przyglądam, a ostatnio nawet sporo o tym myślałam....możliwe, że u części osób być może tak właśnie jest.
Bynajmniej u siebie coraz bardziej jest mi blisko do odczucia, że jak uzdrowię całkowicie obszar dzieciństwa, to oczyszczę sporą część karmy i mechanizmów stanowiących jej podstawę u mnie.

Ps.Podobnie jak Mateusz od siebie dodam, iż też odczuwam u Ciebie od jakiegoś czasu przyjemne zmiany :)
     Jakiś czas temu napisałam w którymś z wątków wiadomość dla Ciebie, miało to związek z zadanym przez Ciebie pytaniem, jak inne osoby odbierają Twój sposób przejawiania się. Początkowo myślałam, że tak bardziej żartobliwie to napisałaś ;) ale potem widziałam małą kontynuację tego tematu więc spisałam krótko moje pierwsze skojarzenia jednak później w sumie nie wiem dlaczego ale nie wysłałam tej wiadomości. Ona zawierała też między innymi wzmiankę o tym, że w ostatnim czasie zauważyłam u Ciebie sporo fajnych zmian :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-07-30, 18:40:36
Szafirowy Błękit

To prawda, ostatnio mi sporo dużych tematów się oczyściło.:)

"Jakiś czas temu napisałam w którymś z wątków wiadomość dla Ciebie, miało to związek z zadanym przez Ciebie pytaniem, jak inne osoby odbierają Twój sposób przejawiania się. Początkowo myślałam, że tak bardziej żartobliwie to napisałaś ;) ale potem widziałam małą kontynuację tego tematu ..."

Nie wiem o czym tu piszesz i co żartobliwie napisałam. Wysłałam tylko jakis czas temu do Ciebie wiadomość z prośbą o numerologiczne parę słów na mój temat, ale moja prośba została olana.:)

"spisałam krótko moje pierwsze skojarzenia jednak później w sumie nie wiem dlaczego ale nie wysłałam tej wiadomości."

też nie wiem dlaczego ?




Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2012-07-31, 12:42:31
Są medytacje A. Atras nt. Uzdrowienia wewnętrznego dziecka. Jeszcze nie pracowałem z nią, ale jak się zabiorę, to napiszę coś więcej.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Szafirowy Błękit w 2012-07-31, 16:20:37
Karina

"Jakiś czas temu napisałam w którymś z wątków wiadomość dla Ciebie, miało to związek z zadanym przez Ciebie pytaniem, jak inne osoby odbierają Twój sposób przejawiania się. Początkowo myślałam, że tak bardziej żartobliwie to napisałaś ;) ale potem widziałam małą kontynuację tego tematu ..."

"spisałam krótko moje pierwsze skojarzenia jednak później w sumie nie wiem dlaczego ale nie wysłałam tej wiadomości."

tutaj pomyłkowo wpisałam słowo "wiem" miało być "pamiętam" -  więc prawidłowo w całości miało być tak - "spisałam krótko moje pierwsze skojarzenia jednak później w sumie nie pamiętam dlaczego ale nie wysłałam tej wiadomości" - pomyłka w jednym słowie zmieniła przekaz informacyjny tego zdania, stąd nie do końca można było dobrze  zinterpretować całość wypowiedzi

 Powyższa moja wypowiedź dotyczyła Twojego wpisu z dnia 22.07.2012 w wątku o węzłach i krzyżach karmicznych gdzie zapytałaś " a jaki ja mam sposób przejawiania się, ciekawa jestem ? :))" Wypowiedź była zakończona podwójnym uśmiechem dlatego początkowo pomyślałam że pewnie bardziej żartobliwie to napisałaś. To jest słowo pisane i takie znaki jak uśmiech zwyczajnie można różnie zinterpretować. Potem zauważyłam kontynuację Twojej rozmowy w tym temacie z Ingą więc spisałam na kartce również i moje spostrzeżenia. Dzień czy dwa dni później chcąc przenieść to na wiadomość na forum nie znalazłam już wpisu z Twoim zapytaniem o sposób przejawiania się w wątku "węzły i krzyże karmiczne" bo już go tam nie było, jak się teraz okazuje został przeniesiony zupełnie gdzie indziej (do wątku "Jak Cie widza inni, jak widzisz się Ty")     A wspomniałam o tym w poprzedniej wiadomości zwyczajnie informacyjnie.


Odnośnie numerologii

Zupełnie niezrozumiałe są dla mnie Twoje nieuzasadnione pretensje, bo ja nie jestem tutaj do niczego zobowiązana. Piszę kiedy mam możliwości psycho - fizyczne, kiedy jestem wypoczęta, bo to jest duży nakład pracy i przede wszystkim w wolnym czasie i kiedy mam ochotę i nie jestem tutaj do niczego zobowiązana.

Co do wcześniejszych faktów - odpisałam Tobie w wątku numerologicznym w dniu 12.7.2012. Pytałaś o wibracje karmiczne i odpowiedziałam krótko w tym zakresie. Napisałam również iż szerszych analiz już nie przyjmuję do robienia, bo nie będę miała możliwości ich wykonania, a jedynie jeśli mi się uda po ukończeniu tego co aktualnie miałam do zrobienia mogę w kilku krótkich zdaniach opisać wibracje karmiczną która znajduje się u Ciebie w punkcie zwrotnym. Więc nie wiem dlaczego uznałaś że powinno być inaczej niż napisałam w wiadomości z dnia 12.07.2012. Notabene już od 14 lipca od godzin popołudniowych niczego więcej nie pisałam w wątku numerologicznym, bo najzwyczajniej na świecie jestem zmęczona, co nie było trudno zauważyć i jak każdy człowiek mam prawo do odpoczynku z czego nie muszę się tłumaczyć. Nie jestem też zobowiązana do przestrzegania z góry narzuconych przez kogoś terminów, tym bardziej że ja sama również tutaj nikomu ich nie określam bo robię to gdy mam takie możliwości, czas i chęci o czym niejednokrotnie pisałam.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2012-08-01, 15:39:12
Proszę tego typu dyskusje które się tu wcześniej rozwinęły przenosić czy w ogóle zachowywać na poziomie prywatnym :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-08-01, 22:08:04
3 dni z dzieciakami na placu zabaw-dla mnie bezcenne:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-08-07, 16:13:19
Może komuś sie przydadzą moje ostatnie przemyślenia.

Kiedy zbyt długo wspieramy innych nie zauważamy, kiedy porzucamy siebie i im dłużej to trwa tym bardziej uważamy to za stan normalny.

Ta sytuacja często zaczyna się w dzieciństwie, kiedy to mamy niedojrzałych opiekunów i gramy role ratowników dla nich, żeby nie czuć własnego bólu, że sami nie dostajemy wsparcia. Tak naprawdę doznajemy porzucenia, więc później porzucamy sami siebie i traktujemy to jako normę. Najlepiej znana rola ratownika dominuje nasze życie, dopóki nie dopadnie nas depresja i nie zmusi do przewartościowania podejścia do siebie i życia.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-08-07, 22:30:13
Może komuś sie przydadzą moje ostatnie przemyślenia.

Kiedy zbyt długo wspieramy innych nie zauważamy, kiedy porzucamy siebie i im dłużej to trwa tym bardziej uważamy to za stan normalny.

Ta sytuacja często zaczyna się w dzieciństwie, kiedy to mamy niedojrzałych opiekunów i gramy role ratowników dla nich, żeby nie czuć własnego bólu, że sami nie dostajemy wsparcia. Tak naprawdę doznajemy porzucenia, więc później porzucamy sami siebie i traktujemy to jako normę. Najlepiej znana rola ratownika dominuje nasze życie, dopóki nie dopadnie nas depresja i nie zmusi do przewartościowania podejścia do siebie i życia.
Mi wyszlo, że to dziecko szuka czegos, co zapewni mu bezpieczną egzystencję. Przerażone dziecko, bo rodzice z latwością szafują "baba jaga Cię zabierze czy pani CIę zabierze, jak będziesz taki /-->nie taki jak oczekuję/" .  Skoro dziecko na miłość nie ma co liczyć to w interesie dziecka jest przywiązać się, żeby przeżyć.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-08-08, 11:27:35
Iustitia

A mi wyszło, że zrozumienie, że nikt i nic nie może Ci zapewnić bezpiecznej egzystencji poza samym Tobą i akceptacja tego to się nazywa dorosłość.:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2012-08-08, 11:54:31
Karina
czyli obu nam wyszlo bezpieczeństwo. Bezpieczne dziecko ani się nie musi przywiązywać, a może rozumieć /akceptując Siebie w calości poza wyobrażenia rodziców, swiata, pani z sąsiedztwa/ i nadal być bezpieczne:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-08-08, 12:31:52
Yes, ser ;)

Jeśli mam ugruntowane poczucie bezpieczeństwa, to i w piekle poczuję sie bezpiecznie.;))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-08-08, 13:26:53
Wymyśliłam rewelacyjną metodę pracy z dzieciństwem i chyba powinnam ją opatentować, bo rezultaty są zadziwiające, tylko po 2 krotnym jej zastosowaniu.
I nawet się dziwię dlaczego dopiero teraz na to wpadłam, a to przecież jest takie proste.
Wiem że nie każdego ta metoda zachwyci, a przyda się tylko pewnym osobom na pewnym etapie zdrowienia.

Można by to nazwać – terapia podczas działania.

Mam problemy z wykonywaniem podstawowych prac  domowych do których muszę się bardzo mocno zmuszać, bo tak tego nie lubię robić. A szczególnie nie lubię gotować, a muszę bo muszę coś jeść. Tak samo nie znoszę wykonywania wszelkich zabiegów dotyczących mnie. Sprzątanie wychodzi mi najbardziej a moją ucieczką jest szycie. W dzieciństwie moją ucieczką była zabawa.
Wiele razy się zastanawiałam dlaczego nie lubię tak bardzo gotować i jedyne co mi przyszło to że przejęłam to od mamy.
Postanowiłam wykorzystać ten mój problem po to aby dzięki temu móc wejść w swoje przykre uczucia.
Bo nieraz próbuję coś sobie przypomnieć z dzieciństwa, próbuję coś poczuć i nic mi nie wychodzi. Świat emocjonalny mojego dzieciństwa jest dla mnie zamknięty. Nie potrafię wejść w tamte emocje bo są zbyt straszne.
Więc wymyśliłam sposób aby się wepchnąć w te emocje na siłę, pomimo tego że bardzo się tego boję i bardzo tego nie chcę.

Weszłam do kuchni i zamiast jak zwykle wmawiać sobie że gotowanie jest proste i łatwe, postanowiłąm poczuć pełną mocą jak bardzo go nienawidzę, jednocześnie zabierając się za pracę. I zaczęły mi się pojawiać okropne uczucia, a ja je na bieżąco wyrażałam poprzez gesty ciała oraz krzyki, ryki i jęki. Ze względu na sąsiadów nie mogłam wrzeszczeć pełną parą a to by mi najbardziej pomogło. I gdy tak wyrażałam swoje emocje, jednoczesnie wykonując to czego tak bardzo się bałam, zaczęło mi się przypominać to co się działo w okresie gdy miałam 1-4 lata.

Całe życie rodziny było skoncentrowane w malutkiej kuchni, gdzie się gotowało. I w tej kuchni cała rodzina przekonywała mnie że jestem głupia. Powtarzali mi to co chwila, przy każdej okazji. Bo taki był u nas zwyczaj, norma że drugiego się atakowało, wyśmiewało, poniżało -  jak to jest we zwyczaju  u magów. Cokolwiek chciałam zrobić, cokolwiek powiedzieć czy się poruszyć, od razu słyszałam że jestem głupia i że robię wszystko źle. W tej sytuacji nie było możliwe robienie czegokolwiek, bo zawsze słyszałam że jestem głupia. Wytworzył się we mnie silny lęk przed jakąkolwiek aktywnością, bo każda moja czynność świadczy o tym że jestem głupia. Aby nie być głupią nie mogę robić niczego.
A wtedy aby nie być głupią musiałam siedzieć cicho i nie poruszać się.
Długo trwały ( przez cały czas gotowania) te moje jęki i krzyki, te których nie mogłam wyrazić wtedy, bo przecież od razu słyszałam że jestem głupia, a  teraz wreszcie sobie na to pozwoliłam.
To obecne wejście w tamten okres, przypomnienie sobie tego co było, świadome przeżycie tamtych lęków, frustracji, obejrzenie tej sytuacji z pozycji dorosłego w dużym stopniu uzdrowiło tamtą traumę. Poczułam się inaczej.

Ponieważ moja niechęć do gotowania nic się nie zmniejszyła postanowiłam ten eksperyment powtórzyć na drugi dzień.
Znów miałam te okropne uczucia że tylko chciałam uciekać z kuchni i siłą się zmuszałam aby zacząć gotować.  Znów weszłam w te uczucia od których uciekałam i których tak nie chciałam czuć, zaczęłm wyć i ryczeć jak zwierz, ale nie aż tak głośno. No i zaczęło mi się przypominać:
Przez moje najwczęśniejsze lata życia moja rodzina odbudowała całe gospodarstwo stawiając wszystkie budynki łącznie z domem. I przez te lata mama ciągle gotowała robotnikom, którzy budowali te budynki. Nie miała czasu aby się mną zajmować i aby mnie gotować. Bo dobre jedzenie było dla robotników a dla mnie już nie było mięsa. Dla mnie też nie było czasu, za to byłam traktowana jako coś co przeszkadza. Tylko ciągle odganiana. A ja tak bardzo potrzebowałam mamy że nie mając możliwości aby zwrócić na siebie uwagi, musiałam włożyć nogę do wrzątku, do tej zupy dla robotników. Przy ściąganiu rajstop zeszła mi z nimi cała skóra.
O nodze wiem tylko od mamy, ja sobie tego nigdy nie przypomniałam.
 Wczuwałam się w te uczucia i nawet zaczynałam czuć do mamy nienawiść gdy usłyszałam pukanie. To zaniepokojeni sąsiedzi przyszli zapytać co się dzieje bo słychac jakieś jęki i dziwne dźwięki. Pytali czy wszystko w porządku. Skłamałam że mam bóle ale że biorę środki przeciwbólowe. Nie wiem czy uwierzyli, ale już było po terapii. Niestety ale w bloku wszystko słychać.

Nie dużo mi się udało zrobić ale efekt jest nadspodziewanie duży. Czuję dużą różnicę w samopoczuciu i czuję nadzieję że uda mi się wyjść z tej choroby. Nawet poczułam że moja przyszłość się zmieniła.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-08-08, 13:38:44
Inga,

to bardzo ciekawe co napisałaś, jednocześnie mam duży szacunek i podziw, że pracujesz nad sobą. Potrafisz się dzielić, pomimo naprawdę trudnych przeżyć i głębokiego smutku w sobie. Też często nie mogę się zmotywować do prostych czynności i odkładam to, lub wykonuję ze znacznym poczuciem przykrości, obowiązku. Dodatkowo pojawiają się we mnie uczucia, że się do niczego nie nadaję. Spróbuję częściowo popracować z Twoim podejściem i zobaczę czy coś się zmieni.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-08-08, 13:53:37
Inga również jestem pełna podziwu, że stawiłaś czoła tym emocjom :)
Często, pozwolenie sobie na przeżycie emocji i bólu, daje początek zmianom :)

Moja teściowa podobnie działała jak w twojej rodzinie. Też uwielbiali siadać w tzw "rodzinnej atmosferze" i brać na tapetę po kolei każdego z członków rodziny. Jak zaczęła się tykać moich dzieci to podniosłam bunt, bo nigdy mi się to nie podobało. No i spadłam z ukochanej synowej na miejsce czarnej owcy co zieje do nich nienawiścią ;) I dobrze, przynajmniej trzymają się z daleka.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-08-08, 14:03:19
Też większość rzeczy które robiłam, była zła. Gotowanie, sprzątanie - wszystko było nie tak jak trzeba. Gdy zabierałam się do krojenia chleba, ojciec mówił - daj to lewusie, kiedy ty dorośniesz, daj, bo sobie rękę urżniesz. To było przykre, bo co to za filozofia chleb pokroić. Po prostu robiłam to nieco wolniej, niepewniej, skoro mi wmawiali niezaradność od najmłodszych lat. Mówili mi, że jestem za delikatna, za mała, za dziecinna. Podśmiewali się, gdy próbowałam robić coś, co było według nich niebezpieczne, lub ponad moje siły. Wiem, że to nieprzyjemne. Wyzywanie też znam, ale jedynie ze strony matki. Nie mam teraz zaufania do kobiet i dużo wolniej się ich uczę w kontakcie.

To przykre, że takich rodzin, gdzie wyzwiska i poniżanie są na porządku dziennym, wcale nie ubywa, wręcz przeciwnie - jest coraz więcej. Tam gromadzi się cały pokoleniowy bezsens życia, obwinianie, frustracje i niezrozumienie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-08-08, 14:07:17
Inga,

super :)

ja mam bardzo silny kod za który muszę się tez tak wziąść - "Nie dasz rady" jeżeli chodzi o własne działanie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-08-08, 14:17:57
Ja mam ten lęk, ogromny, że nie dam rady właśnie z tego poczatkowego okresu gdy nie dawałam rady, bo co bym nie zrobiła to zawsze to było źle ocenione. Nie dałam rady nigdy niczego zrobic dobrze wtedy i teraz mam to samo przekonanie i pewność już na przyszłość. Za nic się nie biorę bo i tak wiem że nie dam rady.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-08-19, 21:05:54
Napisałem do Laki dość długą wiadomość o swoich odczuciach związanych z bycie dzieckiem-wpadką, ale uznałem że może się komuś przydam, więc wklejam to także tutaj:

Wcieliłem się do tej konkretnej rodziny z wielu powodów - zarówno takich ogólnych jak chęć dowalenia sobie, potrzeba cierpienia, ujarzmianie strachu czy też bardziej personalnych jak osobiste porachunki z mamą i tatą.

Do dzisiaj nie jestem tego całkowicie pewien, ale moją powierzchowną intencją była zemsta na nich - chciałem umrzeć krótko po urodzeniu, żeby zadać matce ból, ale ta mi zagrała na nosie i cały czas mnie nie chciała, więc prawdopodobnie dlatego przeżyłem żółtaczkę, która kilki dni po moich narodzinach doprowadziła mnie na skraj śmierci (o chorobie akurat wiem od samych rodziców). Nie byłem świadomy intencji, które już wcześniej ułożyły mi taki przebieg tych spraw. W każdym razie tu było straszne pomieszanie z poplątaniem - niby ja chciałem dosrać im, ale tak naprawdę chciałem aby oni dosrali mi, czułem się winny za obie potrzeby, a efekcie dosrywaliśmy sobie nawzajem. Jedno wynikało z drugiego, ale też jednocześnie istniało niezależnie od siebie i się wzajemnie przenikało - widzę to jako jeden, wielki mętlik.

W każdym razie istotnym faktem jest to, że wcielając się gdzie decyzje podejmowała tak naprawdę sama pś na bazie swoich programów i poniekąd wiedziała co robi - to już po wejściu w nowe ciało świadomość się drastycznie zawężała i stawałem się zwykłym płodem nastawionym na przeżycie w nowych warunkach i nie mającym w ogóle świadomości tego, co było wcześniej.

I tutaj zaczynał się dramat. Matka mająca swoje intencje i swoją pś przeczuwającą co się święci - buntowała się i broniła przed intruzem. Jej pś dobrze wiedziała, co mi zrobiła we wcześniejszych wcieleniach, dobrze pamiętała jak się nawzajem mściliśmy na sobie i niszczyliśmy życia. Reakcje na dziecko, na mnie, były dość łatwe do przewidzenia. Problemem było jednak to, że ja w tym momencie już byłem jedynie dzieckiem z zawężoną świadomością, nie czającym w ogóle co i dlaczego się dzieje. Wiedziałem tylko że matka jest organizmem w którym żyje i od którego zależy moje przetrwanie - a ten organizm z jakiegoś powodu był wobec mnie wrogi. Stąd wyrosło u mnie bardzo silne przekonanie, że otaczający świat jest wobec mnie wrogi, że nie chce abym żył i że najlepsze co mogę dla tego świata zrobić to umrzeć, zniknąć. Strasznie się bałem, byłem wręcz sparaliżowany strachem i całkowicie bezsilny. Nie potrafiłem zrozumieć dlaczego muszę żyć w takich warunkach, dlaczego tak jest. To we mnie wzbudziło bardzo silne poczucie niesprawiedliwości. Organizm matki próbował mnie zwalczyć, więc próbowałem także walki, lecz widząc swoją bezsilność i niemożność zdziałania czegokolwiek - poddałem się bezsilności i przekonaniu, że muszę biernie przyjmować ciosy, które dostaje, bo nie ma innego wyboru.

Jednocześnie jak to każde dziecko bardzo pragnąłem miłości, ciepła, wsparcia, akceptacji i całej reszty. Cała zemsta i reszta niefajnych celów odeszła na dalszy plan. Teraz liczyło się przeżycie i zdobycie tych potrzebnych uczuć.

Jak się urodziłem to byłem przerażony nowym światem - wszystko było takie obce, zimne i ponure. Moja mama strasznie się namęczyła podczas porodu i jedyne co pamiętam to jej odczucie ulgi, że "to wreszcie z niej wylazło". Może dlatego byłem wcześniakiem, nie wiem kto bardziej chciał mieć to już z głowy - ja czy ona. W każdym razie znikąd nie mogłem dostać miłości, ciepła czy czegokolwiek miłego. Pamiętam że płakałem z całych sił nie wiedząc co innego mógłbym zrobić. Nie zmieniło to jednak całej sytuacji ani nie poruszyło moich rodziców. Tak się nauczyłem, że kiedy brakuje mi miłości to jedyne co mi pozostaje to wypłakać się dla ulgi, a na nic innego nie mogę liczyć. Potem trafiłem do sali z pozostałymi noworodkami, które też płakały i też były dalekie od szczęścia. "Co za okrutny świat na którym nie ma miłości - jest tylko brak i rozpacz."

Potem było jeszcze gorzej - moja mama nie chciała mnie karmić piersią, mimo że inne mamy to robiły. Wtedy stwierdziłem, że widocznie jestem gorszy od innych dzieci i na to nie zasługuje. Byłem zły i zrozpaczony, nie rozumiałem co ja takiego zrobiłem aby zasłużyć na ten okrutny los. Nie dość że i tak już byłem na tym okrutnym świecie, to jeszcze miałem gorsze traktowanie niż inni. Chciałem już tylko umrzeć, pragnąłem śmierci z całej siły, krzyczałem i ryczałem z całych sił błagając o śmierć.

No i zachorowałem, byłem bliski, prawie wolny... z jakiegoś jednak powodu przeżyłem i wyzdrowiałem. To był szok. A więc nie ma wyjścia, nie ma ratunku - nie mogę już nawet uciec w śmierć, jestem na nich skazany. Byłem zły na mamę, że skoro mnie tak nie cierpi to czemu nie oszczędzi nam obojgu kłopotów i po prostu mnie nie zabije. Prowokowałem więc moich rodziców do tego aby robili mi to co najgorsze, ale najwidoczniej ich rozsądek był na tyle silny, że mnie nie zatłukli.

Dorastałem, a moi rodzice znęcali się coraz bardziej, im starszy byłem tym więcej mogli sobie pozwolić. A ja podświadomie chciałem czuć ten ból, chciałem cały czas obrywać, bo to działało jak narkotyk. Nie byłem tego świadomy wtedy, ale moja pś czuła ekstazę spowodowaną bólem i cierpieniem. Świadomość małego dziecka i podświadomość nieprzytomnego szaleńca to okrutne połączenie. Świadomość cierpi i kompletnie nie rozumie, a podświadomość woła o więcej. Jest coś strasznego w tym, że mamy możliwość istnieć w taki właśnie sposób.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2012-08-19, 21:19:01
Clint
 
Myślę, że mi się przydało:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-08-20, 09:49:19
Ja może też kiedyś opiszę swoją historię, bo dobrze poznałam siebie z tamtego okresu.

Chciałem już tylko umrzeć, pragnąłem śmierci z całej siły, krzyczałem i ryczałem z całych sił błagając o śmierć.

Prowokowałem więc moich rodziców do tego aby robili mi to co najgorsze, ale najwidoczniej ich rozsądek był na tyle silny, że mnie nie zatłukli.

Ja też tak błagałam aby mnie ojciec zabił, bo nie potrafiłam żyć bez miłości  ale akurat wybrałam sobie  takiego który miał ochotę to zrobić.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: bziuuummm w 2012-08-20, 12:07:50
Przepraszam za wyrazenie ale pojebane to jest
podzielam Clint Twoją myśl, ze w ogole dopuszczenie takiej opcji, dosrywania sobie samym jest straszne
i wybieranie tego w przypływie wolnej woli jeszcze durniejsze
gdyby nie koncowe piekne uswiadomienie byloby to o kant tyłka rozbic



Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2012-08-20, 13:40:01
To ja aż się dziwię, że z moimi intencjami i karmą nie miałem wielkich przebojów.
Przed wcieleniem czułem jakieś silne przyciąganie do moich rodziców a ja się mocno opierałem, żeby się tam nie wcielić. Był jeszcze jakis taki przymus, że już najwyższy czas, nie ma na co czekać. Rodzice chcieli mieć dziecko i właśnie syna. W życiu płodowym było bez sensacji, spokój. Na opiekę z lat niemowlęcych też nie mogę nic narzekać. Nie miałem też jakichś intencji karania i niszczenia się. Głównie czułem taką niechęć do podjęcia tego wszystkiego co mnie czeka w życiu, bo miałem przekonanie, że życie jest ciężkie i strasznie męczące.
Moje samopoczucie zaczęło się znacznie pogarszać dopiero, gdy miałem kilkanaście lat i zaczęła się silniej odgrywać karma.
Zresztą, na analizie miałem dużo więcej obciążeń z poprzednich wcieleń.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-08-21, 10:04:30
Wczoraj przez całe popołudnie pracowałam w kuchni, gotując itd. O 9 skończyłam i spojrzałam na posprzątaną kuchnię i zobaczyłam że niczego nie zrobiłam, bo nie było widać efektów mojej pracy. Od razu wpadłam w panikę. A że teraz staram się dopuszczać wszystko co się we mnie dzieje, więc odegrałam scenkę z dzieciństwa i zaczełąm się bić i krzyczeć na siebie za to że cały dzień przesiedziałam w chałupie i niczego nie zrobiłam. Za to że jestem taka do niczego, takim leniem i nierobą.
Taką nagrodę dostawałyśmy ja i mama od ojca za naszą niewolniczą pracę u niego.
Czy ma sens aby cokolwiek robić?
Ja w swojej pracy siedzę i nic nie robię przez 8 godzin, tylko patrzę i ruszam ręką.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Semira w 2012-08-21, 10:12:36
O kurde..moja babka mnie tak zwsze traktowala-cokolwiek bym nie zrobila,jak zrobila to zawsze bylo zle i malo.W koncu od 10 roku zycia nie slucham jej w ogole,nic nie robie co mi kaze ,mam ja w du...Niedawno jak bylam ja odwiedzic i umylam jej okna to myslalam,ze mnie na rekach bedzie nosic:)

A moja mama postraszyla kiedys mojego ojca,ze jak nie zcznie jej doceniac jako niewolnicy w kuchnii i do jego dzieci to zrobi tak jak Marysia z filmu Komedia malzenska:)Chyba sie wystraszyl,bo pozniej juz jej nawet zaczal pomagac:))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Jolanta 16 w 2012-08-21, 10:15:23
Inga

a wiesz, ze kobiety obojetnie jak sa rozwiniete duchowo, czasami maja takie dni, ze im sie zygac chce na wszystko! Obserwowalam ten fenomen nieswiadomie u mnie i zastanawialam sie co jest grane? Po prostu nie wiedziec czemu ....ktoregos dnia, niezaleznie od cyklu mam DOSC, BRUTALNIE DOSC!
Potem znalazlam, ze to jest normalne, i kazda z nas tak ma, jedna mniej inna wiecej. I wtedy pomyslam ok- teraz bedzie mi latwiej. Jest mi teraz latwiej, bo sie wiecej nie obwiniam, ale to ciagle nastepuje i nie moge nad tym zapanowac. Moge przeczekac.nie myslec o sobie zle, nie karac sie...;)
Nieraz az mnie telepie, wychodza rozne zlosci, nerwy,ale to przechodzi....bynajmniej u mnie..;)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Jolanta 16 w 2012-08-21, 10:21:51
Semira,

moja mama mnie tuczyla w dziecinstwie, bo bylam grzeczna i wszystko jadlam.Potem sie zbuntowalam na jedzenie i inne rzeczy.
 Nie cierpie, kiedy cos jej mowiac- np.ze cos robiac w kontekscie niekorzystnym w danej sytuacji, ona nie czekajac na moje odczucia i wybory dokonane przeze mnie ...- juz bierze w obrone racje tej drugiej strony...przekreca fakty, starajac sie w imie dobra dowiesc, ze zle postapilam, nawet nie pytajac czemu tak wybralam.
Jesli sytuacja sie dobrze potoczyla, to ja dobrze wybralam, jesli sie zle skonczyla, to ja moglam inaczej to zrobic. Te sytuacje sa rzadkie, ale wnerwiaja mnie na maxa....to jest atak na moje wew. dziecko.Ja postanowilam, ze sie nie dam wpedzac w poczucie winy.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Semira w 2012-08-21, 10:28:56
Jola16

To jest schabowy kotlet w wielu rodzinach-zwlaszcza polskich:)Wiec nie jest mi to obce o czym piszesz:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2012-08-21, 10:37:09
Inga

a wiesz, ze kobiety obojetnie jak sa rozwiniete duchowo, czasami maja takie dni, ze im sie zygac chce na wszystko! Obserwowalam ten fenomen nieswiadomie u mnie i zastanawialam sie co jest grane? Po prostu nie wiedziec czemu ....ktoregos dnia, niezaleznie od cyklu mam DOSC, BRUTALNIE DOSC!

Ja mam tak średnio raz na kwartał :D
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-08-21, 10:45:26
Dla mojego ojca praca w domu to było nic nie robienie.
A on wartość człowieka oceniał na podstawie ile ten ktoś wykonał pracy. I dlatego dla niego kobiety były bezwartościowe.
A moja mam nie protestowała tylko wszystkie te ataki na siebie przyjmowała potulnie, ucząc mnie że tak nalezy się zachowywać w stosunku do ojca, mężczyzny, autorytetu.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Semira w 2012-08-21, 10:48:31
Inga

Ja Cie rozumiem,bo o tyle o ile moja mama walczyla z niewolnictwem w domu-to jak popatrze co sie dzieje u moich ciotek to jest dosc oczywiste ,ze wzorzec niewolnictwa jest nadal popularny.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tulia w 2012-10-14, 14:25:37
Podzielę się ciekawymi wzorcami do jakich doszlamw dzisiejszej sesji - a propos dziecinstwa. Może ktoś z Was też sie boryka z czymś podbnym.

Temat taki sobie niby nic - mama mnie nie lubila przytulac i robila to bardzo rzadko. A co ja będąc małą dziewczynką sobie zakodowałam?

- że jest ze mną coś nie tak bo mama (osoba, ktora jakos tak z natury rzeczy powinna nas kochać) - nie chce mnie dotykać,
- że jest coś nie tak z moim ciałem, że jestem "brudna",
- że jestem nie-godna miłości i czułego dotyku,
- że wszyscy których kocham tak samo będą na mnie reagować jak mama,
- że trzeba sobie zamrozić czucie w ciele aby nie czuć potrzeby dotyku, którą z natury kazdy z nas ma,
- że na przytulenie trzeba sobie zapracować, zasłużyć,
- że skoro z cialem jest cos nie tak - to trzeba dbać o to by było nie tak i hodować sobie różne choroby deformujące ciało (u mnie to ciągłe gromadzenie wody w organizmie i bycie "spuchniętą"),
- że skoro z cialem coś nie tak - to nikt nigdy nie doceni slownie tego jak wyglądam - zatem usłyszenie komplementu jest wręcz zakazane

Takie babole dzisiaj odliczałam i się nie mogę nadziwić że taki fakt jak brak przytulenia ze strony mamy mógł mi taki zestaw wzorców spowodować. Bo żeby nie było - reszta rodziny mnie przytulała bo ja przylepa straszna jestem;-)))
Ale - odliczone, wiec teraz już bedzie lepiej;-)))))))))))))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Jolanta 16 w 2012-10-15, 12:00:48
Wiecie, ze do mojej mamy dopiero teraz dotarlo, ze byla wykorzystywana i raniona dosc brutalnie przez rodzicow i szczegolnie mame...i moje tlumaczenia w koncu przyjmuje...i sama probuje spojrzec prawdzie w oczy.Zawsze jakos ich tlumaczyla...byly ciezkie czasy i itd. teraz ma odwage przyznac sie do zranionego wew, dziecka....to odlotowe...w koncu zrzuca cala zlosc i bol z calego zycia....jest super ;)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2012-10-18, 15:31:03
Przyszedł czas, abym zajęła się tematem - mogę być bardziej szczęśliwa, wyluzowana, spełniona niż członkowie mojej rodziny/rodzice. Przerażają mnie wzorce mamy, która mocno cierpi. Zawsze mnie to dziwiło, że nie mogli skorzystać dla swojego dobra z mojego przykładu, albo z wiedzy o metodach, które stosowałam. Mieli kawę na ławę przykład jak można zmienić swoje życie. Ale nie. Trzyma mnie poczucie winy jak nic, za ich stany emocjonalne.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-10-18, 22:28:27
Już wiem czego chciałeś kochany, skrzywdzony chłopczyku, już wiem czemu mnie nękałeś i wchodziłeś na głowę nie pozwalając myśleć o niczym innym, niż o tych wszystkich złych rzeczach, które Ci się przydarzyły. Już wiem czemu tak bardzo przypominałeś o tym jak byłeś źle traktowany przez rodziców, jakie okropne słowa od nich słyszałeś i jak wielu rzeczy od nich nie dostałeś.

Podchodziłem do Ciebie zbyt technicznie, jak do maszyny, w której się coś zepsuło. Tyle się wysiliłem szukając konkretnych usterek, żeby je naprawiać zgodnie z procedurami, a tu kompletnie nie o to chodziło.

Myślałem, że ponad wszystko pragniesz dostać od innych ludzi bliskość, ciepło, wsparcie i inne rzeczy, których nie dostałeś od rodziców, więc głowiłem się jak tu naprawić wszystko, żeby tych ludzi przyciągnąć.

A tak naprawdę przez cały czas Ty pragnąłeś dostać to wszystko właśnie ode mnie, przede wszystkim ode mnie, a dopiero potem od innych.


Teraz już wiem, jak sobie pomóc. Będę ze sobą dużo rozmawiać w bardzo ciepły sposób. Będę sobie jak najczęściej mówił wiele miłych i wspierających rzeczy, będę do siebie mówił tak jak się mówi do osoby, którą kocha się ponad życie. Obojętnie jak bardzo bym nie był przestraszony, bezsilny czy bezradny - zawsze będę się wspierał i powtarzał sobie, że będzie dobrze, bo przecież będzie :) Będę mówił do siebie tak jak kochający rodzice powinni mówić do swojego ukochanego dziecka. Miodek dla mego serducha będzie lał się całymi hektolitrami.

To jest dużo ważniejsze niż zwykłe stosowanie afirmacji, do którego ostatnio podchodziłem strasznie mechanicznie, jakbym wymieniał oprogramowanie, brrrr...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: muszka91 w 2012-10-18, 22:59:00
Clint bingo, mam to samo. Identycznie. Rozmawiam ze sobą ostatnio sporo i już przestałam prawie podkopywać mojego wewnętrzego maluszka. Daje sobie teraz miejsce by się wypłakać ot co, nic się nie stało kochanie, mamy czas, mogę, lubię siebie, szanuje siebie, kocham , wspieram. Dajmy sobie czas, cenną uwagę, cierpliwość, miłość, bliskość której tak bardzo pragnęliśmy od innych, ale najbardziej od siebie. A znajdą się inni , którzy to tylko potwierdzą.
Twój post dziś mi się już tylko dopełnił. Dzięki
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-10-18, 23:14:18
Clint :)))) :*
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-10-18, 23:36:07
W sumie zabawne jest to, że przez ten cały swojego rozwoju tyle razy koncentrowałem się na różnych pozytywnych odczuciach w stosunku do siebie, ale zawsze było przy tym tak mało słów. Nikt mnie nie nauczył mówienia o sobie z miłością, więc nawet mi to za bardzo do głowy nie przychodziło. A słowa jednak mają swoją potęgę. No i jeszcze biorąc pod uwagę, że to właśnie słowami tyle krzywdy mi wyrządzono - słowami też będzie najlepiej to uzdrowić :)

Gdzieś tam w środku jestem naprawdę głęboko szczęśliwy, nie tylko dlatego że tak mi dobrze z tymi miłymi słowami, które mam dla siebie, ale przede wszystkim dlatego, że nauczyłem się czegoś bardzo, bardzo ważnego dla mnie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Jolanta 16 w 2012-10-21, 18:11:58
Clint

mialam tak samo ostatnio bylam jakas nieszczesliwa....niby wszystko bylo cacy...a ja jakas niekochana sie czulam i wywalalo mi jakies leki i krzywdy. Myslalm, ze to hormony przed miesiaczka...ale to bylo ciezsze i w koncu wczoraj przytulilam sie do mojego konika przed snem  i bylo mi lepiej. Na co dzien stosuje to co ty....ciepla rozmowe z moja mala dziewczynka...i mowie jej ze bardzo ja kocham...;) i jest lepiej...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-11-17, 19:19:11
Już wiem czym jest dziecko wewnętrzne.
 Na terapii poczułam się na tyle bezpiecznie że ono się tam ujawniło.
Bałam się jadąc na terapię że stracę tam kontrolę nad sobą i nie wiadomo jak się będę zachowywać.
Na terapii czułam się dziwnie. Nie mogłam robic tego co chciałam bo coś mi nie pozwalało. Natomiast czułam ochotę aby zacząć chodzić po pokoju. Chciałam omawiać rysunki ale nie dawałam rady. Coś mną kierowało. Czułam się tak jakbym miała zemdleć. W pewnej chwili poczułam wewnątrz siebie drugą istotę, odrębną ode mnie, posiadającą własną wolę i podejmującą własne decyzje. Umiejscowiona była w brzuchu po lewej stronie. To ona mną kierowała. Ona nie chciała omawiania rysunków ani całego tygodnia. Ona miała swoje plany i chęci. To ona chciała abym chodziła zamiast siedzieć nieruchomo. Jej zależało abym prowadziła bezpośrednią rozmowę z terapeutą, abym się do niego zbliżała i tak na mnie wpływała że ja też miałam na to ochotę, wbrew sobie. Czułam że jest nas dwie, że jedna chce jednego a druga drugiego. Zaczęłam mówić my zamiast ja, bo wyrażałam się w imieniu nas obu. Widziałam że ja już nie mogę decydować sama, lecz muszę się liczyć z jej zdaniem. To było bardzo dziwne uczucie. W końcu terapeuta zacząl mi się bardzo kojarzyć z ojcem i dziecko się wystraszyło i odeszło.
To była mała dziewczynka która bardzo potrzebowała kontaktu  z drugim człowiekiem.
Nie myślałam że dziecko wewnętrzne czuje się tak dosłownie i namacalnie. I że trzeba się z nim dzielić włądzą.

W pewnej chwili powiedziałam o sobie że jestem głupia a dziecko natychmiast znikło, bo ono uznało że ja mówię o nim.
Nie myślałam że to co mówię lub myślę o sobie ma aż tak duże znacznie.
W trakcie rozmowy z terapeutą na ten temat ono znów się pojawiło.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2012-11-17, 21:13:46
Inga :)
No ciekawe to, co piszesz.
Zresztą jak i inne Twoje posty, które bardzo dużo mi dają, choć czasem dziwnie na nie reaguję. A to dlatego, że akurat te rzeczy co piszesz u mnie leżą, bo kiedyś uznałem błędnie, że są za mało ważne. Teraz mam gotowość by je uznać za ważne i popracować nad nimi.
Dzięki :)

Clint :)
Bardzo trafnie.
Dzięki za zwrócenie uwagi.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Szafirowy Błękit w 2012-11-17, 22:49:25
Mateusz :)
Od jakiegoś czasu odbieram w Tobie dużo wewnętrznego spokoju, łagodności, ciepełka, tak jakby "delikatny obłoczek" płynący sobie swoją dróżką po niebie i od czasu do czasu zatrzymujący się na chwilkę przyjaznej i inspirującej do dalszej drogi pogawędki z bliskimi sobie innymi obłoczkami :)

Inga
Piękne odkrycie :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2012-11-18, 15:47:13
Szafirowy Błękit :)
Dzięki za miłe słowa, zabrzmiało bardzo poetycko.
Cieszę się :)
 
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-11-20, 00:30:51
Tak mnie dzisiaj coś biorą dziwne odczucia.

Rano moja mama zrobiła pyszne ciasteczka, których dawno nie robiła, a których się trochę najadłem jako dzieciak. I mimo, że chwilę później sypała znowu niepotrzebnym jadem w stosunku do pewnej osoby, pokazując swoją negatywną stronę - poczułem wdzięczność za to za jej ciężką pracę przy zajmowaniu się mną od urodzenia, nawet jeśli było to dalekie od ideału i wynikało bardziej z poczucia obowiązku niż miłości.

Uświadomiłem sobie też mój egoizm wynikający z ciągłego podtrzymywania żali i pretensji za to co było. Nie poczułem się w jakikolwiek sposób źle z tego powodu, to raczej było jak uświadomienie sobie suchego faktu.

Zresztą mnie też jest daleko do ideału. Jakbym nagle miał mieć dzieci, to pewnie też bym im zafundował jakieś traumy. Siostrę potrafię okrutnie zjebać w niemal identyczny sposób i za tego samego typu rzeczy, za jakie oboje byliśmy opieprzani przez ojca. W takich chwilach czuję się tak, jakbym stał się nim. Znam charakter mojego dziadka na tyle, żeby powiedzieć że mój ojciec, będąc nieśmiałą i zamkniętą w sobie ofiarą tak jak ja w dzieciństwie, po prostu z czasem stał się swoim ojcem. Gdyby nie rozwój duchowy - przeszedłbym tą samą drogę. Jestem pewien, że nie radziłbym sobie z nagromadzonymi emocjami, z tą całą złością i by się obrywało dzieciom, które zapewne bym sobie zrobił.

Robiąc więc z siebie niewinną ofiarę, biedną owieczkę, a z ojca złego i bezwzględnego kata stałem się takim samym hipokrytą jak on. Tak samo jak on też obwiniałem wszystkich wokół, koncentrowałem się tylko na swoich potrzebach i problemach oraz robiłem z siebie świętego, nie widząc własnego wkładu w raka jaki toczył tą rodzinę.

Mam wrażenie, że mnie odrzucało od niego tak bardzo i nie miałem ochoty na niego patrzeć, bo widziałem w nim siebie, a raczej to kim się stawałem. Chciałem uciec i odciąć się od rodziny, a w rzeczywistości uciekałem przed samym sobą.

Właśnie mi po raz pierwszy w życiu przyszło do głowy, że może mógłbym przestać ich odrzucać i nawet jako pierwszy podjąć jakiś krok w próbie zbudowania zdrowych, rodzinnych relacji. Od tak zrobić dla nich coś miłego zamiast wiecznie ziać nienawiścią i chęcią wypomnienia rzeczy sprzed wielu lat.

Dziwne, naprawdę dziwne że czuje coś takiego. W pewnym stopniu mnie to uszczęśliwia. Chyba jakoś tak naturalniej jest kochać niż nienawidzić :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Amelka w 2012-11-20, 08:49:57
Clint,

wlasnie szukam przez Ciebie szczeki, bo mi tak opadla ze az wypadla :-))))))))))
Swietnie sie czytalo Twoj post. Jakbym czytala o sobie.Jestem na podobnym etapie tyle ze zamiast ojca jest....tesciowa :-))
Milego dnia.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2012-11-20, 15:43:24
Clint,
zobacz sobie, czy ta chęć "podjęcia jakiegoś kroku w próbie zbudowania zdrowych, rodzinnych relacji" nie wynika z pragnienia otrzymania od rodziców miłości i z Twojego poczucia winy względem nich. No i z podtrzymywania złudzenia, że oni są w stanie dać Ci tę miłość.
Bo jeżeli tak, to może być bolesne doświadczenie oddalające Cię od wyzdrowienia.

Ja przeżywałam takie coś setki razy. Setki razy nabierałam się na to (i nadal się nabieram, tyle że coraz rzadziej), że wolę czuć do rodziców miłość niż nienawiść. A takie stany pojawiały się właśnie po przysłowiowych ciasteczkach, czyli po nawet maleńkiej dawce złudzenia miłości z ich strony. Wtedy faktycznie takie coś uszczęśliwia. Jednak na krótko. Potem przychodzi rozczarowanie i uczucie nabicia w butelkę, no chyba, że człowiek sam się okłamuje i brnie w to nadal.
Oczywiście nie nawołuję do tego, żeby nienawidzić rodziców, żeby ich nie kochać, ale do trzeźwej oceny sytuacji, żeby nie dać się złapać w pułapkę złudzenia, że rodzice mogą dać miłość i oczekiwania tego od nich.
Chodzi o to, żeby zobaczyc, że nie są w stanie tego zrobić i nie szukać tego u nich. Bo dopóki szukasz u nich miłosci, to nie będziesz w stanie pokochać ani siebie, ani ich, ani nikogo innego.
Można albo kochać, albo chcieć być kochanym. Ktoś kto kocha, nie pragnie miłości, bo już ją ma, może co najwyżej się nią dzielić. Z kolei ten co pragnie miłości, nie czuje jej, bo gdyby ją czuł, to po co miałby jej pragnąć? I jak taki ktoś może kochać, skoro nie czuje miłosci?
Skrzywdzone dziecko cały czas pragnie miłości i to od rodziców (albo od ludzi przypominających rodziców). Czyli od tych, którzy mu jej nie dali, bo nie mogli dać (a nie mogli, bo sami nie mieli). Cały czas czeka na nędzny ochłap przypominający towar deficytowy. I kiedy to dostanie, wciąż na nowo odżywają w nim "miłe" uczucia (które bierze za miłość, bo nic innego nie zna), którymi chce obdarzyć rodziców. A chce ich obdarzyć, bo chce od nich dostać miłość.
"Miłość" oparta na pragnieniu i/lub poczuciu winy nie jest miłością. Jest tym, co skrzywdzone dziecko dostawało zamiast prawdziwego uczucia miłości i dlatego nie za bardzo potrafi rozróżnić te stany. To dlatego - będąc takim Dorosłym Dzieckiem - trzeba mieć się na baczności.

Wracając do Ciebie, Clint – nie chodzi mi o to, żebyś nie chciał zrobić czegoś miłego dla swoich rodziców, ale o to, żebyś przyjrzał się swojej prawdziwej motywacji i pozbył ewentualnych złudzeń.
Pozbycie się złudzeń w odniesieniu do rodziców powoduje też to, że znika też chęć zionięcia nienawiścią, itd. Bo to też robi się w konkretnym celu, żeby coś uzyskać. A gdy okazuje się, że nie da się tego dostać, to znika motywacja do tego, żeby zionąć ;)
I wtedy robi się przestrzeń na miłe uczucia w sercu :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2012-11-20, 19:31:14
Felicite
Możliwe, jak to wczoraj napisałem to mi coś mignęła taka naiwna nadzieja na stworzenie fajnej rodziny, ale od razu przyszło otrzeźwienie że przy moich rodzicach na chwilę obecną jest to raczej niewykonalne. Myślę, że jednak możemy być dla siebie mili, w jakimś tam chociaż minimalnym stopniu pomocni i nie wchodzący sobie nawzajem w drogę.

Staram się niczego od nich nie oczekiwać, zresztą znam ich na tyle, że to oczekiwanie byłoby zbyt dużą naiwnością z mojej strony. Po prostu pozwolę sobie na zmianę stosunku do nich, a oni niech sobie będą tacy jacy chcą - jeżeli sprawią swoim zachowaniem że odechce mi się dla nich być miłym czy pomocnym to będzie ich strata, ja się do niczego nie chce zmuszać.

Co by nie było, ja od wczoraj czuję sporą ulgę jakby mi wielki ciężar spadł z serca i ramion i jakoś mi tak lekko i optymistycznie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: MariuszEro w 2012-11-20, 19:49:15
O, znajome :)

Mi swego czasu na dobre wyszlo olewanie kazdego telefonu od rodzinki, i olewanie tego co mowili, do momentu, az odebranie telefonu przeze mnie bylo wydarzeniem.
Wtedy musieli sie zastanawiac, co chca powiedziec, i wzniesc sie na wyzyny intelektualne, i emocjonalne, by nie uzyc jakiejs obelgi, bo bym sie rozlaczyl.

Zdarzalo mi sie doswiadczac wielokrotnie  nabierania sie na postawe "zmienimy sie", szczegolnie u ojca, ktory nie nauczony okazywania uczuc, rozmowy, zachowywal sie niemal jak zdenerwowana na swiat malpa z adhd, rzucal miesem, a potem sie dziwil, jaki to swiat zly, a nikt nie chce z nim przebywac.

Mijala lata, a jak nie bylo zmiany postawy, tak nadal nie ma. Duza ulge przynosi uswiadomienie trzezwe, kto jest kim. Odpuszczenie checi na pochwale, milosc, dobre slowo od ludzi, ktorzy nie sa w stanie tego dac, nawet za 4 wcielenia, odcina emocjonalnie od takiej osoby. O ilez przyjemniej otworzyc sie na milosc, i dostac ja od osoby, ktora posiadla te magiczna umiejetnosc czakry serca, umie wyrazic slowami zyczliwosc, usmiechem. :)

To naturalne, ze niektorzy sa glupi, niektorzy prymitywni, niektorzy lubia sie schlac, jak tez to, ze bywaja rodzice, ktorzy nie umieja kochac.

Warto obserwowac co sie zmienia w realnych czynach rodziny, czy pada slowo przepraszam, ktore czujemy. Czy jest autorefleksja. Czesto bywa, ze marzenie o wspanialej rodzince nie moze sie ziscic, wiec troche sobie kolorujemy tych naszych niedorobkow, fantazjujemy, .. az tu nagle "lup, lup w nasz glupi dziob" :D Jak to? To oni tacy nadal glupi? :D  Obserwujmy te malpki, czy sie ucza.

(Taak, ida swieta, az mi sie niezbyt milo robi, a z drugiej strony, wcale nie musze tam byc... ;)  )


Duza krzywde robi sie ludziom, gdy wciska jak mantre, ze rodzice chca dla ciebie dobrze(dobra),
lub  rodzice cie kochaja. 
Czasem faktycznie rodzice chca dla kogos dobrze, tylko ze nie uwzglednia to poszanowania wolnej woli czlowieka, jego upodoban, jego zainteresowan.
Czasami bywa, przypadkiem, ze rodzic kocha dziecko, dajmy na to do 6-9 roku zycia, a potem zaczyna wylazic z niego jego wlasne wychowanie (lub niemal brak). Wtedy zaczyna sie kilkanascie lat manipulacji, szantazu, az uksztaltuje sie osobowosc, ktora dazy do marchewki, i unika kijka.   

Dziala to nieswiadomie rzecz jasna. Dla kogos, kto widzi te mechanizmy, to jest to prymitywna tresura zwierzecia, a nie dialog, szacunek, przekazywanie informacji, wyjasnianie. Milosci tam niewiele. Moze ktos  powiedziec, ze to wszystko wynika z milosci, troski.  Troska w takiej sytuacji to tak naprawde lek przed utrata osoby, do ktorej jest sie przywiazanym, ktora daje warunkowa milosc, troche jak piesek, czy kotek. 

Jest jednak pewna pozytywna rzecz, a moze kilka, bycia w glupiej rodzinie. :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-11-27, 08:58:36
Na wczorajszej sesji oddechowej udało mi się dokonać ważnego odkrycia, dzięki czemu dzisiaj czuję się znacznie lepiej.
Uświadomiłam sobie że nie muszę cierpieć aby dążyć do zdrowia. Że jednocześnie mogę się uzdrawiać i czuć dobrze, a cierpienia nie są do tego konieczne.
Zobaczyłam że we mnie cierpi dziecko wewnętrzne a moją rolą jest być silną i czuć się dobrze po to aby móc się zaopiekować tym dzieckiem.
Ja zaś cały czas tkwię w cierpieniu bo chcę wyrażać ten ból który dziecko ma w sobie, bo nie chcę tłumić swoich bolesnych emocji, bo  chcę wydobywać te emocje na zewnątrz. I w ten sposób zrodziło się we mnie przekonanie że muszę cierpieć aby się uzdrowić.
I nie wiem jak mam sobie poradzić z tymi dwoma przeciwstawnymi kierunkami. Bo z jednej strony powinnam czuć się dobrze jako ta osoba dorosła i zapewniająca opiekę a  drugiej strony powinnam czuć bolesne emocje dziecka wewnętrznego, które nadal  tkwi w tych  emocjach gdy było zabijane przez ojca, o te emocje nadal są we mnie nieprzeżyte.
Nie wiem jak mam jednocześnie czuć się dobrze i czuć te straszliwe cierpienia mojego dziecka wewnętrznego. To jest mój obecny dylemat.
Czuję też że to dziecko wcale nie potrzebuje moich cierpień, ono chce abym się nim zajęła. A ja nie mogę bo jego ból zbyt mnie przeraża.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: poledwica w 2012-11-27, 17:35:27
Inga:)
Super, że do takiego wniosku doszłaś. Pewnie, że nie musimy cierpieć żeby dążyć do zdrowia. Wydaje mi się, że nawet powinniśmy do tego podchodzić na zasadzie przygody ze swoją osob. W kańcu nie każdy dostał taką szansę!. Jeżeli cierpi to pewnie twoje dziecko. Zapytaj czego ono potrzebuje, może za czymś teśkni, być może jest jeszce wiele w nim smutku?
 Osobiscie pracuje czasem z dwoma zdjeciami z mojego dziecinstwa...Jak pracuje? Bardzo prosto! Przypatruje sie sobie jak mialam kilka lat i mysle "troche doroslam lecz ta mala istota jest ciagle we mnie" i powininam dbac o nia, to znaczy:

- Sprawiac sobie przyjemnosc
- Byc ciagle otwartą na zycie
- Byc niewinną, ciekawą i spontaniczną
- Bawic sie zyciem, nie traktowac siebie i zycia zbyt powaznie
- Nie martiwic sie o nic - bo zycie jest takie jak sobie je wyobraze
- Angazowac sie w chwile obecna nie myslac o niczym innym
- Myslec mniej lecz pozytywniej
Do tej pory nie rozumiałam co to jest praca nad wewnętrznym dzieckiem. Dzięki terapii wiele metod poznałąm. jedną z nich jest właśnie ta. Cwiczę to dopiero od tygodnia, jest to trudne, do tej pory przy rozmowie z dzieckiem  mam sztywne całe ciało. Teraz już za to wiem jak jest to ważna część, żeby to uzdowić. dać teraz to wszystko czego nie dostaliśmy akceptacji, docenienie, zabawy, radości, miłości. Jest to o tyle trudne, że nie wiadomo jak to się robi, ale trening czyni mistrza:)
Piszesz, że powinnaś być silna nie wiem co przez to rozumiesz:) na moje to powinnaś wysłuchać tego dziecka w ciszy i w samotności kiedy masz na to czas i puszczać te emocje. A w ciągu dnia nauczyć się przeżywać swoje dorosłe, życie.
Ten ból to może właśnie jakiś temat do uzdrowienia. Z emocjami pracuje już prawie rok terapią, eft też myślałam, że to wszystko szybko puści, jednak tak nie jest cały czas co innego wychodzi na wierch i są silne emocje przy tym.


     
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: poledwica w 2012-11-27, 17:42:37
Na terapi mam jeszcze taka metod krzesel, nie wiem czy znasz. siada si na jednym na przeciwko siebie stawia sie drugie, ono jest puste. Wzobrazamy sobie, ze na tym pustym siedzi jeden z rodziców i rozmawiamy z nim. Zadajemy jakieś pytanie póżniej przesiadamy się na to puste i czujemy wszystko co chce odpowiedzieć nam nasz rodzic. Bardzo fajna metoda. Jak to robiłam z ojcem to czułam jaka jestem malutka na swoim krzesle w stosunku do niego.Polecam
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: poledwica w 2012-11-27, 18:25:34
Inga:),
http://zwierciadlo.pl/2011/psychologia/zrozumiec-siebie/rozmowy-z-wewnetrzna-dziewczynka
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-11-28, 08:50:03
Poledwica :)
Dzięki za miły odzew:)
Z tym co napisałam chodziło mi o to że to moja podświadomość uświadomiła sobie że cierpienia nie są jej potrzebne, bo ja o tym wiem od dawna.  Chodziło mi o to że dokonałam takiego wglądu a nie że doszłam do tego za pomocą rozumu.
 Z tym byciem silną to chodziło mi o siłę psychiczną.
Ja nie mam nerwicy i dlatego nie mogę stosować typowych metod stosowanych przy leczeniu nerwic. Ja mam zaburzenia schizotypowe  powiązane z całkowitym odcięciem od siebie, co jest równoznaczne z brakiem emocji.
Gdybym miała nerwicę to przy mojej terapii już dawno byłabym zdrowa, a w terapii jestem już 4,5 roku.
Mam dobre metody pracy nad sobą dostosowane do mojego zaburzenia.
Z dzieckiem wewnętrznym na razie nie mam możliwośći pracowania ponieważ nie mam z nim kontaktu.
A jeżeli ty nawiązałaś kontakt  z dzieckiem wewnętrznym to znaczy że zrobiłaś duży postęp w terapii i jesteś na prostej drodze do wyzdrowienia. Jeżeli potrafisz się nim zaopiekować to znaczy że ono czuje się bezpieczne.
Czujesz jego uczucia?

Mnie wczoraj przez chwilę udało się nawiązać kontakt z moim wewnętrznym kontrolerem. Niestety ale nie za dużo udało mi się z nim porozmawiać bo uciekł.
Ja na terapii mam stosowaną metodę przeniesienia i rozmawiam z terapeutą jako ojcem.

Mogłąbyś napisać dokładniej co miałaś na myśli pisząc- „Myslec mniej lecz pozytywniej”?
Chodzi mi o podanie konkretnych przykładów, żeby wiedzieć dokładnie na czym to polega. Jak ty to robisz?
Kiedyś stosowałam pozytywne myślenie i w połączeniu ze stosowaniem afirmacji doprowadziło to mnie do jeszcze większego odcięcia od siebie, do całkowitego odcięcia od siebie.
A w jaki sposób realizujesz zalecenie – nie martwić się o nic? Co robisz gdy podświadomość  podsuwa ci jakieś problemy czy lęki związane  z przyszłością? Bo ja nie potrafię tego zrobić inaczej niż tylko stłumić te lęki i negatywne wyobrażenia. A jak ty to rozwiązujesz?
„Byc niewinną, ciekawą i spontaniczną” – nie da rady tak się czuć. To jest dopiero cel a nie droga do wyzdrowienia. Czujesz się tak? Jak to robisz? Ja się tak poczuję dopiero wtedy gdy wyzdrowieję.
„Bawic sie zyciem, nie traktowac siebie i zycia zbyt powaznie” – tego też nie rozumiem, nie wiem co robić aby to realizować.  Życie nie jest rzeczą którą można się bawić a ja bawiłam się tylko zabawkami. Nie wiem jak się bawić czymś czego nie widzę i nie znam.
A jak ty to rozumiesz? Jakie masz skojarzenia z życiem?

W jakim nurcie jest twoja terapia?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-11-28, 09:12:49
Mi na ustąpienie wszelkich bóli zaczęło dopiero pomagać przebaczanie sobie i innym. Długo miałam niechęć do przebaczania wręcz opór, ale kiedys tak mi się skumulowało, że zobaczyłam ile w sobie mam urazów i pretensji do świata, ludzi i Boga, że wydrukowałam sobie poprostu Arkusz Radykalnego wybaczania i poszło ... . Najważniejsza sprawa w tym Arkuszu to punkt mówiący o poczuciu wszystkich uczuć związanych ze sprawą. Jak poczułam nawet najtrudniejsze mówiąc sobie "Głęboko kocham siebie i akceptuję pomimo, że czuję wielkie cierpienie bądź nienawiść, czy okropny lęk" to już nic dla mnie nie jest straszne.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-11-28, 09:28:38
czyli poszło u ciebie jak zwykle zgodnie ze schematem:
Najpierw uczucia pretensji, urazy, cierpienia i kurczowe ich trzymanie.
Potem zmęczenie tymi uczuciami.
Potem szukanie czegoś co zmieni tę sytuację, znalezienie odpowiedniej metody i puszczenie tego co już wyłaziło bokami.

Nie wierzę że da się zacząć od przebaczania bez wcześniejszego doświadczenia negatywnych skutków bycia w stanie złóści i urazy, żalu i poczucia skrzywdzenia.
Dlatego nie podobają mi się takie rady: przebacz, przebacz jak najszybciej bo widzisz ja też się kiedyś męczyłem bo nie chciałem przebaczyć, a teraz przebaczyłem i czuję się wspaniale.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-11-28, 09:39:35
No to męcz się dalej.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-11-28, 10:04:46
Ja się nie męczę bo nie czuję żadnych z tych uczuć o których napisałaś. Nie czuję się skrzywdzona ani nie czuję do nikogo urazy.
Nikogo nie obwiniam, to co mam wybaczać?
Przecież wybacza się coś a ja nie czuję niczego co bym miała do wybaczenia.
A arkusz wybaczania stosowałam przez wiele miesięcy i niczego mi to nie dało.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-11-28, 10:10:11
A ty dlaczego tak długo zwlekałaś z tym wybaczaniem? Przecież o zbawiennych skutkach wyabczania Leszek trąbi we wszystkich swoich książkach od samego początku i wiadomo o tym od 20 lat.
Mogłaś to zrobić od razu, na pocżątku swojego rozwoju i byłabyś o tyle bliżej.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: poledwica w 2012-11-28, 11:50:21
Inga:),
Sorry, ale ja o zaburzeniach osobowości nie wiem nic. Pisze to co czuję i co sama w terapii stosuję, możesz wziąć to co dla ciebie będzie dobre a odrzucić to co się nie nadaje.
Tak jak napisałam z dzieckiem wewnętrznym pracuje od tygodnia, a to co jest od myślników to jest mój cel i wnioski do jakich doszłam podczas terapii. W koncu po to na nią chodzę, żeby zmieniać myslenie.
- Sprawiac sobie przyjemnosc: do tej pory myslałam tylko o innych, siebie i swoje dziecko zaniedbywałam. To, że od tygodnia pracuje z dzieckiem i mówię do niego miłe słowa to na razie jest dla mnie przyjemnością.
- Myslec mniej lecz pozytywniej: tu z powodu braku bezpieczeństwa miałam tendencję do ciągłego zamartwiania się, miałam chaos w głowie, wszystko ciągle kontrolowałam siebie - otoczenie, dużo było myślokształtów lękowych. Teraz praca nad bezpieczeństwem doprowadza, że tych myśli jest mniej, że można skupić sie nad tym co się robi, nie martwiąc się co będzie za tydzień. To mi pomaga!
- Byc niewinną, ciekawą i spontaniczną: a to jest to co jest moim największym celem. Być ciekawą świata, podróży, zainteresować, a przy tym czuć się niewinnie i być zarazem spontaniczną. Ja mam spory problem z kontrolowaniem siebie!
- Bawic sie zyciem, nie traktowac siebie i zycia zbyt powaznie: to się wszystko ze soba laczy, BAwić się zyciem, a nie żadnymi zabawkami, brać od życia wszystko co najlepsze, być dla siebie łagodną.
Moje podejscie do zycia się zmieni. kiedyś bylam pracocholoczka, która tylko myslała o pracy, ciagle o tym co musze robić, pilnowałam siebie - wydawała mi sie to takie dorosłe. Jak koń miałam klapki na oczach i nie zauważyła nawet, że ludzie żyją inaczej, że oprucz pracy jest właśnie ta RADOŚĆ- ZABAWA - SPONTANICZNOSC.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-11-28, 12:07:36
Poledwica :)
Jeżeli to są twoje cele i przemyślenia dla siebie to w porządku.
Myślałam że to są rady dla mnie :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: muszka91 w 2012-11-28, 12:17:44
polędwica bardzo fajne przemyślenia ;-)
ostatnio to do mnie doszło,że zmieniam myślenie poprzez skoncentrowanie się na temacie,np. bezpieczeństwa. Całe życie koncentrowałam się na lękach i cierpieniu i nie wiedziałam jak przestać to zasilać- teraz do mnie dotarło,że muszę skoncentrować się na bezpieczeństwie by tamto przestało taplać się w mojej energii.
A ta spontaniczność, radość - cieszę się ,że trochę też tego było w dzieciństwie i wiem jak to mniej więcej wygląda. Czasem mam marzenia by na trzeźwo i przytomnie( tak jak w dzieciństwie) bez używek znaleźć grupkę fascynatów zabaw dla dorosłych i się powygłupiać , ale oczywiście chciałabym dojść do głębszego poziomu spontaniczności i radości tak aby to przejawiać całą sobą...
Moja praca z wewnętrznym dzieckiem to spanie z misiem, nie pamiętam czy w dzieciństwie miałam ulubionego pluszaka więc teraz z nim śpię, podpatrzyłam od 2,5 letniego syna:) jak on się boi to wciska się w misia i ja też tak robię. No i staram sie nabrać cierpliwości i spokoju do mojego synka(uczę się) to i przekłada się to na kontakt ze sobą, staję się dla siebie bardziej wyrozumiałą. Myślę,że wychowywanie syna dużo mi da w uzdrowieniu siebie.
Tak czy siak polędwiczko super przemyślenia, zainspirowałam się.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-11-28, 13:26:46
No to męcz się dalej.
Chodzi o to że do każdego kolejnego kroku trzeba dojrzeć psychicznie i nie da się przeskoczyć kolejnych etapów.
Dlatego nawet najlepsze rady muszą być we właściwym czasie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: poledwica w 2012-11-28, 13:52:12
Muszka:)
Czasami mi się uda jakieś mądre dla siebie przemyślenie:)
Pytałam o to bezpieczeństwo a nawet nie dostrzegłam, że zmiany już jakieś są:) własnie w mysleniu, ja czekałam na ten stan, uczucie. Dobrze, że takie forum jest oprócz dzielenia się z kimś radą, doswiadczeniem, zainspirować się czyms, to jeszcze jest szansa by dostrzec swoje zmiany:) I To jest powód do radości:):):):)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-11-28, 15:05:23
polędwica.:)

z tą radością i zabawą to jest właśnie podstawa, bartdzo mi się przy okazji podoba Twój nick.:))

Inga

jak się dobrze w czytasz w mojego posta to zobaczysz, że to nie są dla ciebie rady tylko dzielenie się przeze mnie moim doświadczeniem. Ja osobiście mam to gdzieś czy ty z tego skorzystasz czy nie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: poledwica w 2012-11-28, 15:14:53
Karina:),
A dziękuje, to tak jakoś spontanicznie samo wyszło w momencie wyboru.
Co do zabawy i radości  - teraz wiem juz, że to podstawa. A niech każdy interpretuje już to według własnego filtra:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2012-11-28, 15:19:22
polędwica,

Twój nick kojarzy mi się jakby był na pochybel tym wszystkim wkurzonym na mięsożernych wegeterianom, jakoś często takich spotykam wrecz zgorszonych, że ktos śmie lubic mięso.:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: poledwica w 2012-11-28, 15:22:46
Karina:)
Dobre:):)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-11-29, 08:22:52
Karina
Jeżeli najpierw opisałaś co tobie pomogło a gdy ja nie chciałam z tego skorzystać to napisałaś- to męcz się dalej- to co to było jeżeli nie rada?
Ja się poczułam wręcz zmuszana aby zrobić tak jak napisałaś, bo inaczej będziesz niezadowolona.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2012-11-29, 09:12:17
Proszę by takie wypowiedzi jak ta która została przeniesiona tu nie padały.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: poledwica w 2012-11-29, 12:13:43
Inga,
W takich przypadkach czasami warto poćwiczyć wdzięczność:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-11-30, 07:54:29
Poledwica
W jakich przypadkach?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: poledwica w 2012-11-30, 15:55:18
Chodzi o to że do każdego kolejnego kroku trzeba dojrzeć psychicznie i nie da się przeskoczyć kolejnych etapów.

I właśnie w czasie czekania na kolejny etap warto poćwiczyć wdzięcznośc do samej siebie( ze dałąm rade tyle osiągnąc, że mi się chciało, że robie coś dla siebie). Mnie osobiście wspiera i motywuje to do dalszej pracy. Po za tym widzę też swoje postępy bo potrafie już je docenić:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2012-11-30, 18:20:02
Aha
Chodzi ci o docenienie siebie. Masz rację. Powinno się zauważać to co się robi i to doceniać.
Bo jeżeli chodzii o wdzięczność, to jest to uczucie i jego nie da się na sobie wymusić.
To dlatego nie zrozumiałam o co ci chodzi.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Magie w 2013-01-02, 23:31:32
Ostatnio słucham w radio plus audycji radiowych w ramach projektu KOCHAJ I RÓB CO CHCESZ, CZYLI MISTRZOWSKA AKADEMIA MIŁOŚCI, polecam wszystkim serdecznie bo warto odsłuchać :)

Tu o wewnętrznym dziecku
http://www.radioplus.pl/Program/Pasmo-wspolne/KOCHAJ-I-ROB-CO-CHCESZ-CZYLI-MISTRZOWSKA-AKADEMIA-MILOSCI/Audycja-28.10.2012

a tu inne audycje wśród których jest o DDA,DDD ,samoocenie,odkrywaniu talentów i inne:)
http://www.radioplus.pl/Program/Pasmo-wspolne/KOCHAJ-I-ROB-CO-CHCESZ-CZYLI-MISTRZOWSKA-AKADEMIA-MILOSCI
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2013-01-03, 19:52:28
Ciekawe :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2013-03-15, 16:53:05
Bert Hellinger, co nieco o terapii dzieciństwa - https://www.youtube.com/watch?v=ChS1rwUE1Cc
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2013-03-18, 08:03:53
Terapeuta zastosował wobec mnie nową metodę oddechową dzięki której dowiedziałam się dlaczego boję się czuć. Często się zastanawiałam dlaczego tak boję się uczuć że je całkowicie stłumiłam i nie potrafiłam niczego wymyślić, poza tym że gdy zacznę czuć to pojawi się ból i inne nieprzyjemne uczucia.
Miałam za zadanie siedzieć z zamkniętymi oczami, oddychać i relacjonować co czuję. Myślałam że to takie łatwe zadanie i przyjemnie będzie mówić o swoich odczuciach. A okazało się że nie jestem w stanie otworzyć ust. Doznawałam jakichś niezrozumiałych lęków. Próbowałam coś powiedzieć za wszelką cenę i kończyło się to duszeniem. Próbowałam nieświadomie się udusić ze strachu, bo wolałam umrzeć niż się odezwać. Po jakimś czasie uświadomiłam sobie że boję się ojca, bo do ojca w ogóle nie wolno było mówić tak mocno karał za odezwanie się do niego. Potem zobaczyłam że nie dam rady jednocześnie koncentrować się na tym co czuję i kontrolować otoczenie. Moja pełna uwaga musiała być skierowana na to co dzieje się na zewnątrz. Tak też czuję się na co dzień gdy cała jestem zamieniona na obserwowanie otoczenia aby w razie niebezpieczeństwa natychmiast zareagować.
Za jakiś czas uświadomiłam sobie że ojciec najbardziej karał za czucie i za mówienie o tym co się czuje.  A ja ze strachu przed nim pochowałam swoje uczucia najgłębiej jak tylko mogłam i one nadal są we mnie głęboko ukryte. Nie wiedziałam że tak to się odbywało i że to ze strachu przed ojcem przestałam czuć. Nie wiedziałam że aż tak mocno byłam za to atakowana.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariomar w 2013-03-18, 09:25:17
Po jakimś czasie uświadomiłam sobie że boję się ojca, bo do ojca w ogóle nie wolno było mówić tak mocno karał za odezwanie się do niego. Potem zobaczyłam że nie dam rady jednocześnie koncentrować się na tym co czuję i kontrolować otoczenie. Moja pełna uwaga musiała być skierowana na to co dzieje się na zewnątrz. Tak też czuję się na co dzień gdy cała jestem zamieniona na obserwowanie otoczenia aby w razie niebezpieczeństwa natychmiast zareagować.

Mam podobnie - brak możliwości wyluzowania się chociaż na chwilę, w obliczu ciągłego, wyimaginowanego niebezpieczeństwa :(
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2013-03-18, 10:37:03
Nadal tak się czujesz po 20 latach pracy nad sobą?
To mnie przestraszyło, że tak trudno jest się z tego wyleczyć i że ja po 20 latach pracy nad sobą nadal będę żyła w lęku, że pewnych rzeczy nie da sie przekroczyć.
Ja mam za sobą 7,5 lat.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariomar w 2013-03-18, 13:10:36
No cóż, widocznie z mojej strony to nie był RD do końca, tylko udawanie RD?...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2013-03-18, 13:18:25
A może miałeś tak silnie zniszczoną psychikę.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariomar w 2013-03-18, 14:36:18
Albo na tyle przetrzeźwiałem i wróciłem do siebie, że zacząłem dostrzegać te problemy w sobie, od których zawsze uciekałem w wyobrażenia. A więc zawsze to jakiś krok naprzód. :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariomar w 2013-03-24, 11:46:33
Chciałbym się przyznać, że jestem Dorosłym Dzieckiem Alkoholika i z takim bagażem pojebania nie radzę sobie w relacjach z ludźmi. Ale chciałbym bardzo to naprawić. I zaczyna do mnie docierać, że jest to proces na całe lata. Jedną afką tego nie załatwię.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2013-03-24, 14:14:21
Mariomar,
jedną afką na pewno nie, ale dasz radę :)
W stu procentach ! Bezwarunkowo !
Uda ci się :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Iustitia w 2013-03-24, 17:50:31
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13488539,Dzien_swistaka__czyli_czemu_ciagle_sie_pakujemy_w.html#MT
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2013-03-24, 20:05:47
Mariomar,

jedną nie załatwisz, za to wiele załatwisz miłością i wyrozumiałością dla siebie. Przyznanie się przed sobą i akceptacja już wiele daje. To dobry krok na przód :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariomar w 2013-03-27, 14:59:36
Koło mnie odbywają się cotygodniowe mityngi dla DDA/DDD. Proszę, powiedzcie, czy jest sens na to chodzić? Byłem na kilku zajęciach i ciężkie brudy się tam pierze, ale to moje całe dzieciństwo. Potem, jak wychodzę stamtąd, to mi lżej. Ale jak będę się koncentrował się na tak ciężkich energiach, to czy mi się nie pogorszy? Zwłaszcza, że jako DDA jestem podatny na niskie energie i chłam. Ale może taka grupa pozwoli mi rozmawiać z ludźmi, a nie izolować się od nich i ich niecierpieć? No i ruszy może ciężkie emocje, ukryte w głębi?
Sam już nie wiem...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2013-03-27, 15:11:29
To może Ci pomóc np. wyciągać różne emocje, poznawać siebie, ale też warto materiał który pojawia się na takich spotkaniach, przepracować już samemu, oddzielnie. Ważna jest praca z pozytywnymi odczuciami (poza przyznawaniem się do różnych negatywnych wzorców i akceptowaniem ich i siebie z nimi), wtedy można konstruktywnie takie spotkania wykorzystywać. Czyli że są one dodatkiem do swojej pracy nad sobą a nie główną metodą :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2013-03-27, 15:50:00
Takie terapie są dobre jeżeli chce się nieco ponarzekać i pogadać, jak mi jest źle. Takie upewnienie się w tym i próba akceptacji poprzez dzielenie się z innymi własnymi doświadczeniami. Na pewnym etapie to jest dobre, bo można sobie uświadomić czego się już nie chce i przejrzeć w problemach innych osób. Mnie jednak takie terapie grupowe niezbyt pomagały. Zbyt małe nastawienie na rzeczywistą pomoc, a zbyt dużo oplatania o niczym. Na studiach taki rodzaj pomocy skutecznie mnie zniechęcił - mało otwartości, uciekanie od problemów, nikt nie chciał nic mówić. To jednak zależy od uczestników, a przede wszystkim prowadzącego i tego jaki on stwarza klimat.

Z pozytywów - Można nauczyć się mówić o sobie, pozbyć nieco lęków społecznych, zyskać przyzwolenie i akceptację ze strony uczestników. Można poczuć ulgę w pewnych tematach, rozluźnić się, zyskać pewność siebie. Wygadanie się zawsze coś daje. Gardło pracuje :)

Nie sądzę, abyś koncentrował się na niskich energiach jeżeli w trakcie będziesz pracował innymi metodami. Nie zapętlisz się, a terapię potraktujesz jako coś co pomaga Ci dodatkowo zrozumieć :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: muszka91 w 2013-03-27, 16:09:45
Masz za sobą wieloletnią pracę więc myślę,że inaczej odbierzesz pewne sprawy na takich mityngach. Masz zupełnie inną świadomość aniżeli ktoś kto np. zaczyna pracę nad sobą taką terapią. Masz przewagę więc łatwiej Ci będzie podejść do tego z dystansem i wybrać to co Ci pasuje. Zawsze możesz z takich zajęć zrezygnować. Ja byłam na terapii dla DDA (cykl roczny raz w tyg) ale to był początek w pracy nad sobą ale to był dobry wybór ;) Mityngi nie zobowiązują a dużo możesz dla siebie wyciągnąć. Zresztą wszędzie są nauczyciele tylko wystarczy się na to otworzyć ;)) Nie bój się nie pogorszy się energia- tak naprawdę to w mojej grupie były cieżkie tematy ale też był śmiech , płacz, wsparcie, przytulenie. Terapeutka miała bardzo ciepłą energię, bił z niej spokój, współczucie- ale nie przesadzone, dystans- ma babka to coś ;)) Kilka było takich spotkań,że wszystkie malowałyśmy paznokcie na żółto wraz z terapeutką by powitać wiosnę ;))
Jak czujesz ,że po spotkaniach jest ci lepiej,lżej to na pewno dobre rozwiązanie na teraz.
Jak mówi BR gardło pracuje i można się wygadać.
;-)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariomar w 2013-03-27, 16:10:06
Dzięki Wam.
P.S. To nie jest terapia z psychologiem, tylko spotykają się osoby z DDA/DDD i działąją za free w ramach 12 kroków. :) Więc same chcą z siebie działać. :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: muszka91 w 2013-03-27, 16:12:10
Tak tak ;) to bardziej gadka o doświadczeniach. Terapia dla DDA to inna bajka i też jest za free ;-) ja nie płaciłam w moim mieście ;)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lena w 2013-03-27, 16:14:04
Ja jestem w terapii dla DDA. Na początku unikałam tego jak ognia próbując przepracować te tematy innymi metodami, poprzez RD.
W moim przypadku bez terapii klasycznej DDA nie ruszyłabym z rozwojem duchowym.
Tak jak napisała BlackRose ważna jest grupa na jaka trafisz no i prowadzący.
Ja uczestniczę w terapii już ponad dwa lata, jestem na etapie porzucenia terapii grupowej (za dużo narzekania,nie chce już słuchać jak to innym ciągle jest źle), przechodzę na indywidualne spotkania z psychologiem. Najdalej za rok chciałabym zakończyć tę formę pracy nad sobą.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: muszka91 w 2013-03-27, 16:25:15
Lena długa ta terapia :D u nas trwała 8 mies- powinna rok ale był cykl maratonów terapii ( 8h ciągiem 3 soboty).  U nas narzekania było pierwsze 4 miesiące poźniej praca nad samooceną to było już przyjemnie. Terapeutka mówiła ,że ta terapia powinna poźniej trwac już typowo na stosunki społeczne ale miasto kasy nie miało ;) U nas w mieście uważają,że to strata pieniędzy bo i "nie wiedzą" na co tak naprawdę te pieniądze idą. Stawiają kolejną biedronkę i po sprawie ;))
Ja tez nie wyobrażam sobie RD bez terapii, dała mi bardzo wiele :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-05-13, 17:59:32
Cześć
Właśnie staram się zabrać za uzdrawianie swojego dzieciństwa. Czytam ten wątek od początku. DOszedłem do 20 strony.
Chciałbym się zapytać o jedną rzecz dotyczącą pracy z emocjami.

Jak sądzicie, jest sens pracować z płytkimi emocjami czy lepiej starać się wchodzić głębiej ?
Np. boję się gdy mój stary jest pijany bo wtedy jest agresywny. Jak jest agresywny to zaczynam się bać i też się robie agresywny co może prowadzić do bójki. Jak będzie bójka to ojciec wywali mnie z domu, a jak mnie wywali to sobie nieporadze i umre.

Jest sens pracować z lękiem przed pijanym ojcem czy odrazu rzucić się na te lęki że sobie nieporadze które najgłębiej siedzą ??

Pisałem ostatnio że niema sensu pracowac z płytkimi emocjami bo ważniejsze są te głębsze przyczyny, jak sie je uzdrowi to wszystkie inne przyległe emocjie puszczają ale w tym temacie ta kwestia została jak gdyby przedstawiona w innym świetle.
Chciałbym dlatego wyjaśnić jak jest najlepiej robić
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: dscorpio10 w 2013-05-13, 19:43:07
ja mam akurat podobnie w temacie samodzielnosci - to znaczy problemy z samodzielnoscia ale bez pijanego ojca i mieszkania u rodzicow, na poczatku lecialem na temacie samodzielnosci ale jesli pod tym sa jakies inne przekonania ktore blokuja temat to lepiej zejsc jeszcze glebiej bo to raczej przyblokuje temat. U mnie doszedlem do tego ze przerabiam przekonania na temat swiata i ludzi bo moja podswiadomosc dalej ma watpliwosci czy sobie na takiej niebezpiecznej planecie samodzielnie poradze.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2013-05-13, 19:45:57
Doktor-X

Ty nie masz starać się wchodzić w emocje, tylko w uczucia - w tym przypadku w uczucie bezpieczeństwa. Nad nim pracuj i na nim się koncentruj, a kiedy będą wychodzić emocje nie pozwalające Ci czuć to bezpieczeństwo, dopiero wtedy w nie wchodź, tak głęboko aż się przebijesz i znowu będziesz mógł czuć bezpieczeństwo.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-05-14, 22:15:33
No to może czas bym ja się tu podzielił swoimi pierwszymi odkryciami, doświadczeniami.

Zostałem wychowany w nieprawdopodobnym zaszczuciu i poczuciu wszechogarniającego lęku. Gdy byłem w łonie matki, moja matka bywała bita przez mojego ojca gdy ten był pijany, zawsze się go bała a szczególnie wtedy gdy pił bo był agresywny. Wogule była i jest życiową ofiarą. Jej rodzinny dom można opisać 3 słowami : alkochol, krew, patologia.
Czyli przeniosła to samo do swojego związku ale już nie tak hardcorowo. U niej był prawdziwy sajgon w domu jeśli wierzyć jej opowiadaniom.
Zaraz po urodzeniu mojej matce zmarła mama. Panicznie się bała, wychodzenie do toalety było dla niej koszmarem. Jej ciągłe lęki trwały ponad pół roku. Domyślam się jak wspaniały obraz otaczającego świata wtedy kodowałem nie mówiąc już o tym że moja matka wogule bała się wszystkiego.
 Dalej gdy byłem małym chłopcem polował na mnie jeden starszy chłopak z osiedla. Ewidentnie jakaś karma kata i ofiary. Nienawidził mnie. Miałem zaledwie 7 lat, on miał wtedy może z 18 więc był dla mnie o wiele starszy. Często łapał mnie jak mnie tylko widział np. gdy wracałem sam ze sklepu i mnie bił i kopał. Pamiętam jak raz uciekałem przed nim z jajkami po które wysłali mnie w domu. Ścigał mnie jak dziki kot swoją zwierzyne. Udało mi się wlecieć do klatki schodowej i na 1 piętro. On był na rolkach i zdążył tylko wlecieć do klatki i mnie opluć w twarz grożąc że następnym razem mnie zabije. Wleciałem do domu. Pamiętem że dziadek zaczął się na mnie wydzierać i wyzywac mnie od kretynów bo całe jajka były stłuczone. Zacząłem płakać. Pamiętam że chciałem coś powiedzieć ale niemogłem z siebie wydusić słowa i w efekcie zdusiłem to w sobie.
Domyślam sie że dla takiego małego chłopca był to szok gdy ktoś obcy nagle go złapał i sprał tak za nic.
Teraz to było by normalne ale wtedy niebyło.
Potem pojawiali się sporadycznie jacyś starsi którzy mnie prali np. za to że osikałem ich garaż. Tak :) lubiałem dokuczać i broić.
Jako 6 letnie dziecko już się jąkałem ale pomimo to nadal byłem rozbrykany.
W domu awantury, alkochol i hałas był codziennością. W sumie nadal jest ale da rade wytrzymać

Ojciec nigdy nieakceptował mojego lęku i wady wymowy. Już jako ten mały chłopiec bałem się przyznawać do odczuwania emocji bo ojciec traktował mnie z pogardą gdy pokazywałem "słabość". Miałem być silny, odważny, twardy, odporny na ból. Miałem być nadczłowiekiem bo innaczej dostawałem dezaprobate, nieakceptacje i pogarde ze strony ojca.
Ojciec lubiał się chwalić moją siłą przed swoimi kolegami. Często kazał mi pokazywac jak wymiatam munchako lub jak się umiem bić.(chodziłem na karate kilka lat)

Gdy stałem się starszy zacząłem panicznie się bać... bać. Bo jak się bałem i ktoś to widział to byłem skończony. Pewnie to działo się stopniowo. Pierw ojciec mi pokazał że niewolno się bać a potem już tym torem to się rozwijało.
Stąd brał się ogromny wstyd w moim póżniejszym życiu który go stopniowo przepełniał w każdej dziedzinie aż do teraz.

Z biegiem lat wyparłem się siebie i swoich odczuć przyjąłem postawe twardziela. Zacząłem kumplować się z huliganami, nosić dresy, pić palić brac dragi.
 Przejąłem od ojca przekoniania jaki powinien być prawdziwy mężczyzna. Sam zacząłem się karać za to że się boje. Długo uważałem się za totalną ciotę, pizde i wogule mięczaka że świat niewidział ale z całych sił musiałem to ukrywać.

Na uwage zasługuje tutaj wiara w to że jestem bezwartoścowy tak naprawde bo niemam jaj. Przekonania odnośnie kobiet również miały tu swój destrukcyjny wpływ. Uwierzyłem że niemogę mieć kobiety jeśli będe takim mięczakiem. Czułem totalny dołek gdy widziałem jakąś pare idącą za ręke lub całującą się. Widziałem że ja niemam szans mimo iż byłem przystojny i wiele dziewczyn się mną interesowało.
Od zawsze zresztą miałem powodzenie ale wszystkie potencjalne kandydatki odprawiałem i cholernie mnie to bolało.
Pragnąłem kogoś mieć z drugiej strony wiedziałem że niemoge pokazać jakie mam słabości. Taki konflikt wewnętrzny.

Ale dzisiaj widze że to nie jest prawda o mnie. Nikt nie rodzi się twardzielem. Taka ilość lęków i traum której doświadczyłem w tylko tym życiu całkowicie usprawiedliwia mnie i moje słabości i kto tak nie uważa temu kij w oko. A co dopiero traumy z innych wcieleń, zażynanie, zabijanie, rzezie, tortury, klątwy czy ostatnie wcielenie w wietnamie gdzie też zostałem rozpruty ??

Z tego punktu widzenia wg mnie i z takim bagażem traum które przechowuje moja dusza nikt niema prawa mówić mi że jestem leszczem. Niech sam przejdzie tyle co ja to zobaczymy czy będzie taki twardy.
 

Tyle chyba na dzisiaj. Troche sobie dzisiaj uświadomiłem, troche już wiedziałem i skompletowałem z tym co sobie uświadomiłem :)
Niemiałem większego zamiaru wzbudzać tu niczyjej litości bo własna litość, mnie samego do siebie samego została dzisiaj wzbudzona i mnie wystarcza.

A historia przyda się dla przyszłych pokoleń. Zawsze podobna historia którą można odnieść do samego siebie cieszy i wzrusza.


A jeszcze co jest ważne.

Dopiero spojrzenie na siebie jako na to małe przestraszone biedne dziecko sprawiło że poczułem do siebie litość i dałem sobie troche miłości.

Ciągle jeszcze niepotrafie płakać ale czuje że wkońcu lody się przełamią i wyrycze się jak dziecko za wszystkie czasy.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: muszka91 w 2013-05-14, 22:44:20
Doktorze,
Ja Cię rozumiem bo sama sobie podobną fazę wybrałam. I nie jestem jakaś tam mega obcykana w relacji karmicznej. Matka to mój kat, wiele razy mnie zabijała. A może ja jej coś naskrobałam,ze tak mnie lubiła trzaskać. :)
Ale do rzeczy- taka patologia bardzo osłabia. Ty żyjesz i udowodnileś sobie,że jesteś twardziel skoro takie sytuacje udało CI się przejść. Możesz sobie pogratulować.
Tak ja też tak mówiłam. A teraz marzy mi się fajna mama , taka normalna , dość dobra. Niedoścignione marzenie. Chciałabym zaznać spokoju, może się przerobię w tym wcieleniu to obudzę się w fajnej rodzince co mnie będą nosić i całować jak boginię. Tego nie ma a ja jestem nienasycona. I wolałabym się nasycić normalnie jak przystało na człowieka aniżeli przepracowywać:) ale cóż też sobie chciałam udowodnić,że ja wszystko wytrzymam i na łatwiznę nie będę chodzić:)
3mam za Ciebie kciuki  za twoje uzdrowienie. Pomogłeś mi swoją tragedią [jak zawsze]-  terapeutycznie. Że ktoś podobny syf przeżywał i nie jestem sama na świecie. Też żyję, przeżyłam. Ale czy w życiu chodzi o przeżycie czy o życie? :)
A mi też wali i może zaraz napiszę co :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: muszka91 w 2013-05-14, 22:57:40
Ja mam codziennie w relacji z synem wywałki, czasami gorąco się robi. Już czasami mam myśli,że wolałabym nie mieć syna bo te wywałki mnie wykańczają i wydają się czasem przez chwilę lub dłuższą chwilkę bardzo realne.
Znów mi wywala ,że nie jestem dość dobra- bo np. mi wywali coś i zarreaguję nie tak jak chciałabym- np. teraz mamy tematy treningu czystości. A z moją nerwicą to wywala mi nawet ten temat. Tak. I w zasadzie mój codzienny rozwój to świadome wchodzenie w uczucia, emocje z dzieciństwa przy nim. Dziś mi wywaliło gniewem,że zrobił kupe obok zamiast do środka i jeszcze prawie mi wymazał łóżko. Pewnie matka tak reagowała na mnie. ;] I trochę mocniej go złapałam i wzięłam szybko- zamiast powiedzieć nie podchodź bo zostanie wybrudzone łóżko. To takie proste. A jak mi wywali mocno to czuje się jak zahipnotyzowana(czasem). teraz już przeważnie sobie radze i w wiekszosci reaguje spokojem bo ciągle jestem czujna na moje wywałki- i wiem,że wywala i włączam spokój. Ciągle się tego uczę. Reagowania spokojem.
A wywali i energia mocno leci a poźniej jestem jak przebity balon po tych emocjach to już jestem spokojna bo nie mam siły.
Czasem wale w poduszki, gdy on coś tam robi. Płaczę, wtulam się w misia. Wywala mi poźniej p.winy wobec niego- jak zareaguje nie prefekt wg. mnie.
To dziecko to cud dla mnie bo daje mi miłośc, jak nikt w tym życiu. NIkt mi tyle razy kocham nie mówił. On akceptuje mnie ze wszystkim:) po prostu kocha:) ale czasami te wywalanki mnie przerastają :) ciągle wywala ale tak działa miłość wszystkie szambo wychodzi na wierzch.
:) A ja po prostu chce go kochać na tyle na ile potrafię,bo na to zasługuję. I mam zamiar zaciskać zęby i dalej uczyć się spokoju w reagowaniu- coraz lepiej mi idzie. :))Przynajmniej mi nerwica toaletowa odpadnie:) jacie normalnie etapy2-3 latka:) masakra:)) to są właśnie patologiczne domy:) murowane nerwice

A ta wywałka co czuję się jak w hipnozie to wywala mi silną agresją. W zasadzie tą agresją powinnam się zająć. Coś tam siedzi głęboko
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-05-15, 21:30:50
hehe nerwica toaletowa, coś poniekąt też to znam na przykładzie mojego kota :) który często sadzi do kuwety w najmniej odpowiednim momencie. 90% przypadków to akurat wtedy gdy wreszcie siadam albo zaczynam jeść.
Też widze na przykładzie kota jakie emocje się we mnie pojawiają. Z pewnością był bym okropnym ojcem dlatego nigdy niechce mieć dziecka.

Sami narzekamy na to jak nas wychowali a robilibyśmy prawie to samo naszym dzieciom.

Dziecko napewno Cie kocha. Jesteś dla niego wzorem do naśladowania, jesteś wszystkim. Ale z drugiej strony my tez niemamy lekko. Tak zostaliśmy wychowani i robimy co możemy. Nie da się być dobrym rodzicem jeśli samemu miało się kiepskich rodziców i nieuzdrowione dzieciństwo dlatego masz prawo popełniać błędy wychowawcze.

Jak się denerwujesz na dziecko że np. narobiło tam gdzie nietrzeba :) to możesz się przyzwyczaić do reagowania w ten sposób że zawsze gdy się na dziecko denerwujesz to uświadamiasz sobie to co czujesz, wiesz że czujesz to co czujesz i niepoddajesz się tej emocji tylko robisz to co jest słuszne odczuwając np. to wkużenie. Słuszne, czyli podejście z akceptacją do tego co się dzieje.
Ja tak robiłem z kotem i potem czułem się o wiele lepiej z tą świadomością że nieuległem tej emocji tylko świadomie ją obserwowałem i zachowałem się miło w stosunku do kota.
Wiesz.. niemówie że odrazu się uda ale można przetestować. Myśle że warto sobie udowodnić że ma się władze nad emocją. To daje poczucie siły gdy się jej nieulega.

Ja jakoś niemam teraz ostatnio żalu do ojca za to co mi zrobił. Spojrzałem tez na jego dzieciństwo. Niemiał matki, umarła gdy miał 5 lat. Jego ojciec był takim samym dupkiem co on. Oschły, surowy, wymagający ciągle zły i podenerwowany furiat.
Nienawiść do ojca u mnie siedzi bardziej ze względu na zasżłości karmiczne z jego duszą niż za to wychowanie. Wychowanie moge mu wybaczyc bo rozumiem że to taka kolej rzeczy a na te inne sprawy będe musiał poświęcić czas żeby te emocje przerobić.

Tobie też polecam porządnie się zabrać za prace nad dzieciństwem. Nie poczyniłem jeszcze żadnych postępów ale mam coś takiego jak wgląd w to co będzie po uzdrowieniu. ZObaczyłem jaki będe gdy to przejdę i to było tak cudowne że w ciągu dnia codziennego niedoświadczam takich uczuć, nie potrafie sobie tego wyobrazić. Naprawde warto to zrobić. Bynajmniej u mnie, nareszcie widze że to jest bramka do lepszego życia, do postępu jakiego nigdy przed tem niedoświadczyłem i zamierzam w to wejść. Zamówiłem już wszystkie książki na ten temat, pościągałem te które były dostępne w d pdf na necie i powoli zaczynam czytać.

Ostatnio akurat trafiła mi sie praca z pompą ciepła i całe dnie mnie niema, jak na złość :) ale przynajmniej będzie kasa na węzły.

Wczoraj troche za bardzo pojechałem z tym postem, napisałem to w dramatyczny sposób a wiem że wielu ludzi miało GORZEJ niż ja np. Inga z forum i to chce zaznaczyć bo mi sie głupio zrobiło że tak dramatyzowałem z tym.
A twardzielem nie jestem, nigdy nie byłem i nie będe :) i co więcej chyba niemam już na to ochoty.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2013-05-16, 14:01:28
Doktor X.
Wcale nie dramatyzowałeś.
Choć może ktoś miał ciężej to nie znaczy że twoje cierpienia były małe i że powinieneś je bagatelizować.

"W domu awantury, alkochol i hałas był codziennością."
To są duże i  trudne do wytrzymania cierpienia. W dzieciństwie miałeś bardzo ciężko.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Ola w 2013-05-16, 14:16:10
Doktor, wielki szacun za tamten poprzedni post sprzed 2 dni. I powodzenia na twojej drodze do uzdrowienia.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-05-16, 18:56:26
:) Dziękuje
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: zly_zajac w 2013-05-18, 15:11:14
Doktor, miałem niemalże identyczną sytuacje i też lęk był fundamentem wszystkiego. Teraz już się tak bardzo do niego przyzwyczaiłem że już nie pamiętam, jak to jest żyć bez niego.

Powiedz, w stresujących sytuacjach miewasz może drgawki które rozchodzą się od brzucha po nogach ?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-05-18, 18:33:46
Cześć Zając.

To co opisałem to tylko taki zarys mojej historii. Każdy człowiek mógłby inaczej przeżyć te wydarzenia. Dlatego ciężko mi sobie wyobrazić że ktoś ma podobnie. Ja np. przejawiam się jako taki zablokowany koleś. Z wyglądu jak gdyby nigdy nic ale jestem totalnie zablokowany na wyrażanie siebie, nieśmiały, lękliwy. Cała przebojowość, swoboda, ekspresja jest u mnie zablokowana. Coś jakby przyszedł taki wielki stwór na początku mojego żcyia i na mnie ryknął i od tamtej pory siedzę na tyłku taki skulony i przestraszony, bojąc się żyć i mówić z obawy że znowu przyjdzie stwór i zrobi mi krzywdę. Ale są i lepsze dni.

A Ty czemu przyzwyczaiłeś się do lęków ? Cały czas je odczuwasz ? 

Miewam takie same drgawki jak ty od brzucha w nogi i często nogi się przy tym trzęsą. Ostatnio jednak zacząłem próbować rozluźniać nogi podczas takich sytuacji i to pomaga. Tylko że to można robić tylko jak siedzi się w miejscu.
Z tym brzuchem to fakt. tam jest konkretne siedlisko lęków i wstydu.

No cóż trzeba pracować nad sobą nie ma innego wyjścia.
Szkoda że wcześniej nikt mi nie podsunął pomysłu żeby pracować nad dzieciństwem. Jak się uzdrowi dzieciństwo to uzdrowi się swoje życie. Potem to już kosmetyka.




Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: zly_zajac w 2013-05-19, 15:15:31
Mam identycznie.
Najgorsze jest to, że kiedy przychodzi napad tych lęków a ja muszę stanąc w obliczu jakieś sytuacji społecznej, tj. wyjśc do ludzi, na zewnątrz i jak tu wytłumaczyć że poprostu nie jest się w kondycji psychicznej :D

Nie wiem jak to będzie jak już znajde prace,
zazwyczaj kiedy coś takiego mnie łapie, to nie idę już dnia nastepnego..

Chyba to idzie jak domino: lęk ---> kompromitacja  - jeszcze większy lęk, wstyd i buch, dziura w brzuchu

Ok, teraz co zrobić z tym wewnętrznym dzieckiem ? Uzdrowić mu nogi bo głowe już pózno ? ;)

Kurcze, jaką człowiek ma śmieszną tendencje do zakopywania takich rzeczy pod dywan, a potem to dopiero się okazuje, ych..
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-06-08, 20:49:04
Fajnie to się w życiu układa. Gdy czymś zaczynamy się zajmować to życie przysyła nam pod ten temat sytuacje które mogą nas czegoś nauczyć.
Np. ja przymierzam się ostatnio do uzdrawiania dzieciństwa. Mam już sporo książek które kupiłem na ten temat 2 tyg. temu ale jeszcze nie zacząłem ich czytać.
W każdym razie tak się złożyło że zacząłem spotykać często dzieci.
Mam spory kontakt z 4-letnią córką kolegi którą teraz zacząłem bardziej świadomie obserwowac i się z nią bawić. Przed wczoraj pojechałem z kolegą do jego pracy, ogromnej hali gdzie jest restauracja połączona ze światem dla dziecka czyli liny, trampoliny, pokoje pełne plastikowych kulek że można się w nich kąpać, zjeżdżalnie, miśki i inne duperele. Pojechałem tam zeby popilnować małej bo niemiał z nią kto zostać. Spędziłem tam 8 godzin w ciągu których przewineła się tam masa dzieci. To było super jak oni sie nieczym nie przejmowali. Nie wstydzili się swojego płaczu jak któreś z nich się potkneło. Bawiłem się tam razem z nimi jak dziecko. Zanim się obejrzałem mineło 7 godzin. Na końcu była taka sytuacja że jeden murzynek zaczął rozkazywac mojej podopiecznej i zauważyłem że niemiała odwagi mu się przeciwstawić. Podeszłem do niego i powiedziałem że jeśli ona niechce tam wchodzić to tam nie wejdzie. Murzyn powiedział ok i uciekł :)
Niektóre dzieci już od małego przejawiają sie w ten sposób że chcą dominować lub że są uległe. Te cechy muszą więc kształtować się bardzo wcześnie

Również dziś niedawno poznana znajoma przyprowadziła na plaże swojego 5-letniego synka kórego tez miałem okazje poobserwowac i się z nim pobawić.
Chłopiec był bardzo pobity przez swojego ojca gdy był mały że miał siniaki na twarzy. Ojciec się go wyrzekał mówił to wprost do niego że go niechciał a dziecko na to że znajdzie sobie innego ojca i że on nie jest jego tatą.
Córka kolegi jest wyraźnie radośniejsza, spokojniejsza, mądrzejsza podczas gdy ten chłopiec sie na mnie kładł chciał żebym go podniósł poświęcił mu czas którego pewnie nie daje mu ojciec.
Nie wiem czego te sytuacje mają mnie nauczyć ale napewno dobrze że zaistniały jako takie wprowadzenie do tematu który chce ruszyć.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2013-06-10, 08:18:52
Możesz się podzielic jakie to książki?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-06-11, 17:09:02
Dramat udanego dziecka - Alice Miller
Powrót do swojego wew. domu - John bradshaw
Twoje ocalone życie - Alice Miler

i 2 jeszcze mam w PDF-ie z neta.
generalnie to te same kore polecala Felicite w pierwszym poscie tego watku i tam pozniej jeszcze pisala jakie sa dobre ksiazki na poczatek. Te co ona polecala to wlasnie zamowilem ale jednej akurat niebylo.
Widze ze i tak musze zamowic wiecej tych ksiazek na temat samego wychowania dziecka zeby miec na ten temat szersza wiedze.
Przynajmniej tak poleca Felicite.

Uzdrawianie mi idzie jak krew z nosa. Ostatnio trochę znieprzytomnialem, koledzy mnie wyciągali a to do klubu albo na domówki, na plaże i trochę za bardzo zaszalałem. Z jednej strony tak chce uzdrowić te swoje blokady mowy związane ze strachem dzieciństwa ze aż łzy mi same ciekną z determinacji gdy się nad tym głębiej zastanowie a z drugiej strony mam opór niesamowity żeby zacząć czytać w ogóle na ten temat.

Wpadłem na ten temat - uzdrawianie wewnętrznego dziecka bo mam problemy wywodzące się najbardziej z dziecinstwa i zdałem sobie sprawę że przerobienia dzieciństwa będzie wyzwalające, ale chciałbym najbardziej przerobić te lęki powiązane z blokadami mowy. Na tym mi najbardziej w  życiu zależy. Tylko sie zastanawiam czy musze przerabiać dzieciństwo tak jak w książkach pisze = po kolei, czy mógłbym sie zabrać za to co mnie trapi najbardziej ?

Ah, muszę poczytać, dużo poczytać tutaj ten temat i książki to bardziej ogarnę o co biega.


Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: marcin w 2013-06-11, 17:12:42
a próbowałes po prostu jakąś sensowną afirmacje na to mówienie, skoro to jest twój główny cel ?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-06-11, 17:14:41
O afirmacjach na ten temat to ja nie chce słyszeć nawet.
Tak próbowałem kilka lat temu. Próbowałem i ro ktemu.
Wychodził lęk który nie-dał sie nazwać.

Teraz chce pracować z tym innaczej.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2013-06-11, 17:32:24
Doktor-X
Jakoś tak fajne zmiany u Ciebie ostatnio widać - tak trzymaj :)

Co do zaczyniania - dobrze jest robić to co najbardziej męczy, ale pod warunkiem że rzeczywiście jest to istotny temat, a nie wymówka żeby się nie zająć tym co naprawdę ważne. Są ogólnie takie trzy podstawowe filary - poczucie bezpieczeństwa, niewinności oraz samoocena - które stanowią fundament pod wszystko inne i jeśli czujesz poważniejsze braki w tych tematach, to tutaj warto budować te podstawy. Przy czym zabieranie się za to może oznaczać wybieranie pośrednich tematów, bo np. ogromny wpływ na samoocenę i poczucie bezpieczeństwa mogą mieć relacje z rodzicami/rodzicem i od tego trzeba zacząć. Warto więc rozpoznać co najbardziej męczy i gdzie tkwi przyczyna, a potem się za to wziąć. W razie wątpliwości dobrze jest to skonsultować z kimś doświadczonym, z jakimś terapeutą czy kimś na forum.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-06-11, 18:00:48
Dzięki Clint
(Raz fajnie raz do dupy ^^ )

W niedalekiej przeszłości błądziłem i nie wiedziałem jakim tematem się zająć. Teraz wiem na pewno co jest zmorą mojego życia i bezwzględnie chcę się tym zająć tylko tak jakby nie wiem do końca jak się za to zabrać. Czy robić tak jak w ksiązkach pisze zaczynać od poszczególnych etapów czy odrazu zabrać się za to co mnie najbardziej trapi.
 Przyczyna mojego problemu na 100% leży w dzieciństwie no i pewnie pochodzi z poprzednich wcieleń w których nie chce grzebać ale jak będzie trzeba to będzie trzeba.
Generalnie chodzi o dzieciństwo ale to też szeroki jak rzeka temat.


Na razie stawiam na odbudowywanie kontaktu z sobą, z emocjami, dawanie sobie miłości i szacunku.
Faktycznie na tym planie się poprawiłem. Stalem się większym "mięczakiem" ale i tak mi dają w kość stare przekonania na temat mnie jako faceta, mężczyzny.
Ciesze sie że nie muszę pokzywać całemu światu jaki jestem tylko dać sobie miłość tak po prostu. Nikt niemusi wiedzieć jakie tam mam słabości a jak już będzie taka sytuacja że to wyjdzie to nie przejmę sie tym. Ba, sama akceptacja nawet uzdrowi częściowo te słabości co sprawi że ich moc osłabnie a ja będę miał nad nimi coraz większą władzę.

No i zacznę te książki czytać :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: hydrozagadka w 2013-06-11, 18:23:54
Doktor-X - bardzo dobre plany! :)

Możesz też spróbować - o ile już czegoś takiego nie stosowałeś i to do Ciebie przemawia (choć moze budzić z poczatku pewne przerażenie) - uprzedzanie i wychodzenie do ludzi z informacją - "Hej, jąkam się czasem"; Moze brzmi to dziwnie, ale mi coś podobnego pomogło na olbrzymie lęki i stres, jakie budził we mnie mój niedosłuch - tak bardzo się bałam, ze ludzie się dowiedzą i będą mnie traktować jak przygłupa lub niedorozwoja (tak traktowały mnie ze wzgledu na niedosłuch nie tylko dzieci w podstawówce, ale i niektórzy dorośli swego czasu, łącznie z pewną panią psycholog), że starałam sie w ogóle z ludźmi nie rozmawiać, a jak już musiałam, to udawałam, ze słuch mam w porządku, a to że czegoś nie zrozumiałam, to wina np.; hałasu, przeziębienia itp. Oczywiście skutek zazwyczaj odnosiło to odwortny, takie kombinownaie - bo ludzie nie wiedząc o niedosłuchu, różne zreczy sobie mysleli o mnie, jak im dawałam np.; odpowiedzi od czapy ;) Noszenie aparaciku słuchowego na jedno ucho problemu (na drugie nie było zbytnio stać) i tak nie rozwiązywało, zresztą potwornie się wstydziłam go zakładac (mimo ze był wewnątrzuszny i niewiele na zewnątrz było widać... to przecież ktoś mógłby go zauwazyć i domyślić się, ze nie slyszę!;)

Aż w końcu przez takie cyrki zaczęłam mieć poważny problem z zaliczeniem na studiach języka obcego ustnie - groziło mi, ze po prostu nie skończę przez to studiów, bo musiałam miec zaliczony przynajmniej jeden język. A wiadomo - skoro czasem nei rozumiałam polskiego, jak mi się słowa zlewały (nie potrafiłam ich wyobrębnić) - to co dopiero z językiem obcym.
I w desperacji, bo kolejnym oblanym egzaminie (został mi jeszcze warunek) - poszłam do laryngologa i poprosiłam go o wystawienie mi zaświadczenia, ze mam niedosłuch i jakiego stopnia. Z tym zaświadczeniem posżłam na warunkowy egzamin, przedstawiłam egzaminatorkom.... Panie tak się speszyły, były tak uwazne i w pierwszym momencie skrępowane, że mówiły do mnie naparwdę wyraźnie - i dzięki temu byłam w stanie zrozumieć, co do mnie mówią i prawidłowo odpowiadać. No i zaliczyłam na 4+ :)

I załapałam wtedy, ze OPŁACA mi się informowac ludzi o swoim niedosłuchu, zamiast go ukrywać. Bo ludzie wiedząc co jest grane i czego mogą sie spodziewać - przejmują się, robia uważniejsi, życzliwsi... i generalnie łatwiej jest się porozumieć :) Oczywiście, zdarzają się wyjątki, jak wszędzie, ale to juz ich strata, ze ich mój niedosłuch denerwuje ;) nie moja.

Co dalej - zauwazyłam od jakiegoś czasu, ze choć niedosłuch mam nadal i zdarza mi się czasem nie zrozumieć, co ktoś do mnie mówi (zwykle 1-2 słowa) - to jakby mniejszy - bo nie stresuję się samym tym faktem tak, jak kiedyś, a stres pomniejszał dodatkowo moje możliwości zrozumienia - dosłownie w mózgu odpalała mi się wtedy taka mgła, powodująca, ze stwierdzałam nie wiem co ktoś do mnie mówi, nie rozumiem - i strasznie mnie to spinało, denerwowało i budziło przerażenie. Jeszcze do niedawna miałam tak też z angielskim - ostatnio jednak i tu czuje, ze stres się zmniejszył - i dzieki temu, jak ktos nie mówi londyńskim cockneyem albo ze szkockim akcentem;) - rozumiem i mogę rozmawiac w tym języku. Nie jest to jakieś doskonałe - ale porozumieć się potrafie i nawet w miarę luźno rozmawiać.

Tak to opisałam, bo moze coś z tego wyciagniesz dla siebei przydatnego do procesu uzdrawiania, który planujesz.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: marcin w 2013-06-11, 19:16:51
Nie dziwne że nie chcesz słyszeć bo to by uderzało w ten problem. Skoro wyszedł ci jednak lęk poczułes go to trzeba było iśc dalej. Nikt nie mówi że ma być cały czas przyjemnie ;)
Ja bym dążył do celu który u ciebie jest bardzo konkretny, zwłaszcza że miałeś reakcje.
Jeśli uzdrawiasz dzieciństwo motywowany głównie poprawieniem wyrażania się to imho jest to bardzo ogolny środek do celu.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-06-11, 19:44:58
Hydrozagadka
Fajnie że napisałaś
Moja mama ma tez niedosłuch. Czasami idzie boki zrywać jak słowa przekręca hehe :D no normalnie jest pompa na maxa ale wszyscy się śmieją i ona tez. Jest zabawnie.
A czasami jest to wkużające jak się pyta co 3 razy.
Ja zauwazyłem u siebie od niedawna że coś mi też słuch szwankuje. Ale sporo pływam i często mi woda do uszu wchodzi może od tego tak. Może tez patyczkami do uszu którymi czyszcze uszy też coś wepchałem do ucha zamiast wyczyścić. Kolega mi tak mówił.

Co do wady wymowy to nie musze o tym informować bo jak zaczynam rozmowe to odrazu widać :)
Tutaj u mnie zresztą nie chodzi o samą wade wymowy. Ja potrafię mówić pięknie, bezbłędnia jak jestem sam. Doskonale wręcz. To nie jest jąkanie tylko bloada mowy. Im bardziej jestem spięty to tym bardziej mnie blokuje i zniekształca mi sie mowa. Często ludzie sami domyślają się co chce wykrztusić i dokańczają za mnie :)
Dziś się np. pytałem gościa ile ma metrów kwadratowych jego mieszkanie i mnie przyblokowało na metrach kwadratowych :)
To moje jąkanie i blodkady mowy to tylko przedłużenie tych lęków moich.
Ale radze sobie coraz lepiej. Już się niewstydze jak kiedyś. Mam kolege co akceptuje to jak mówie i czesto mi przerywa żebym się nie męczył ale robi to z życzliwości a nie dlatego że ma dość tego jak mówie. Ja tak czuje.


Niechciałem o tym pisać bo może niemacie ochoty tego czytać a zresztą temat tez nie ten.

Marcin
Wiesz co ? Chyba spróbuje tych afirmacji. Kiedyś niebyłem gotowy by to przerabiać, teraz jestem i wiem na ten temat więcej. Afirmacje to świetny sposób żeby coś wygrzebać na wierzch wiec spóbuje jeszcze raz gdy nadejdzie pora.

Nie wiem jak to pogodzić ze sobą.
Troche myśle schematycznie. Jak zabieram się za terapie wew dziecka to ma być terapia wew dziecka i nie ma miejsca na nic innego.

Pierw poczytam troche książek na ten temat żeby sie zorientować w temacie, będe robił to co napisałem. kontakt z sobą miłość do siebie. I potem jak już będe wiedział wiecej to sie wezme za konkretne uzdrawianie dzieciństwa i chyba zaczne od tego mojego problemu bo niby po co mam się zabierac np. za okres gdy miałem 3 lata i przerabiać jakieś średnio cieżkie emocje skoro moge zabrac się za to co najwazniejsze ?
nO chyba że będzie konieczne pierw zająć sie czymś obok by dokopac się do tego mojego głównego problemu.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: marcin w 2013-06-11, 20:19:19
Wspomniałem bo zauważyłem u siebie że często o tym zapominam, albo coś mnie odwodzi od - przynajmniej teoretycznie - od najkrótszej drogi i postawienia sprawy jasno: o co mi chodzi, co jest moim celem. Wole się w czymś babrać co niby tam prowadzi, byle nie wziąść byka za rogi, mimo że ten cel okupuje moje codzienne myśli, to z nim nie pracuje. Może to być odwodzenie przez podświadomość, przynajmniej u mnie. Teoretycznie, jeśli dziecinstwo ci to blokuje to powinno wyjść dziecinstwo, albo po prostu jakies wzorce bez scenario. Warto o tym podejściu pomyśleć. 
 
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-06-11, 20:38:47
Bardzo dobrze że wspomniałeś, dziękuje.
Mam identycznie. Zamiast brać byka za rogi to się chodzi dookoła niego, ogląda z każdej strony, szuka miejsca gdzie można się zaczepić, robi się podchody żeby tylko nie złapać za to co kluczowe.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: hydrozagadka w 2013-06-11, 21:03:25
Moja mama ma tez niedosłuch. Czasami idzie boki zrywać jak słowa przekręca hehe :D no normalnie jest pompa na maxa ale wszyscy się śmieją i ona tez. Jest zabawnie.
A czasami jest to wkużające jak się pyta co 3 razy.

no to podobnie to wygląda ;)

Cytuj
Co do wady wymowy to nie musze o tym informować bo jak zaczynam rozmowe to odrazu widać :)
Tutaj u mnie zresztą nie chodzi o samą wade wymowy. Ja potrafię mówić pięknie, bezbłędnia jak jestem sam. Doskonale wręcz. To nie jest jąkanie tylko bloada mowy. Im bardziej jestem spięty to tym bardziej mnie blokuje i zniekształca mi sie mowa. Często ludzie sami domyślają się co chce wykrztusić i dokańczają za mnie :)
Dziś się np. pytałem gościa ile ma metrów kwadratowych jego mieszkanie i mnie przyblokowało na metrach kwadratowych :)
To moje jąkanie i blodkady mowy to tylko przedłużenie tych lęków moich.

Z mysla o tym właśnie napisałam - by pozbyć się spięcia, nadmiernego stresu - warto zobaczyć czego najbardziej się boisz w tym, ze się jakasz - i temu stawić czoło. U mnie to był paraliżujący lęk przed oceną, jak ludzie będą wiedzieli, ze mam niedosłuch. I rozbroiłam to tak, jak opisałam.

Co u Ciebie jest tym największym lękiem związanym z jąkaniem? Lękiem, który wywołuje w Tobie najwieksze spięcie i stres?

Tak niezależnie od innych lęków, z innych źródeł.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: marcin w 2013-06-11, 21:08:01
Jak sam mówisz pięknie to nie jest to taki poważny problem, choć rozumiem że dokuczliwy :) W sensie do przepracowania.
A mi jak kiedyś powiedzieli (w szkole śreniej) że się jąkam to nie wierzyłem, choć póxiej zauważyłem że zdarzało mi się tak , gdy byłem napędzony bardzo wewnętrznie. A w takie stany napędzenia lubiłem się wprowadzać bo paliłem i piłem.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-06-12, 16:38:53
Dzięki za wskazówke hydro napewno się przyda.
Jednak ja to widze tak że mój problem z wymową i sam lęk w jego tylko obrębie to wierzchołek góry lodowej. Dlatego tez niepomagało mi to co pomogło tobie. Bo tez informowałem o swoim niedomaganiu na egzaminach.

Dzisiaj przy obiedzie wygarnąłem ojcu że niedał mi miłości, akcjeptacji i zrozumienia, że uważam go za złego ojca, że nielubie spędzać z nim czasu i że nie winie go za nic bo jego stary też nie dał mu miłości.
Przyszło mi to bardzo łatwo.
Zazwyczaj zawsze się ze strachu blokowałem i niemogłem mówić, nie potrafiłem wyrazić ze stresu tego co chciałem bo bałem się agresji innych.
Ojciec oczywiście się wyparł i na koniec dodał że on to zawsze ojca szanował i moge sobie myśleć co chce.
Eh, mogłem się spodziewać że przecież się nie przyzna że mam racje tylko sie wyprze jak zwykle.

Niby powinienem być zadowolony że miałem odwage pierwszy raz w życiu powiedzieć mu to co leżało mi na sercu od dawna i zrobić to bez zająknięcia się ale jednak teraz wyszedł mi lęk.
Boje się że układa sobie coś w głowie i zamierza mi wygarnąć że mnie utrzymuje i od zawsze to robił a ja jestem nie wdzięczny.
Położyłem się i popróbowałem poodczuwac ten lęk. Poczułem poczucie winy.
Kurde, szok. Niedość że to on powinien poczuć skruche to jeszcze ja czuje lęk że powiedziałem mu prawde o tym jak zostałem skrzywdzony.
Może to był błąd o tym mówić w moim przypadku ?

Czytałem tu w wątku że prawda wyzwala. No cóż mnie jednak nie wyzwoliła.
I być może taki ktoś jak mój ojciec nigdy nie poczuje skruchy tylko będzie do śmierci się upierał że miał racje a ja jestem dziwny i porąbany.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2013-06-12, 16:49:31
Doktor X - wypieranie się to forma samoobrony.
Zrozum swojego staruszka ;)
Dostał miedzy oczy. Co miał zrobić ? ZAAKCEPTOWAĆ ??? ;)))
Okazać "słabość" ?
Przed synem ?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2013-06-12, 16:58:53
Hellinger mówi, że jest wtedy zdrowa, wyczyszczona relacja z rodzicami jak jesteśmy w stanie pokłonić się przed nimi (niezależnie jacy byli) i podziękować za dar życia i to co od nich dostaliśmy zarówno trudnego jak i dobrego. I paradoksalnie to tez przynosi ulgę dziecku.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-06-12, 17:13:58
Marylka
No niby tak jest jak piszesz, fakt. Tylko żeby mnie niepróbował przekonywac do tego jaki to ja jestem niewdzięczny i okropny syn bo się wkuże.

W takim razie widze że nie ma sensu mu więcej nic wygarniać jak zawsze będzie się przed tym bronił.

Karina
Też tak myśle.
To musi być wspaniałe ale do tego to u mnie daaaleka droga. Niezamierzam przecież na siłe próbowac wymuszac u mnie takich emocji bo to kiepska droga. Tak samo jak na siłe próbowac wybaczać.
Zarówno wybaczenie jak i to o czym piszesz powinno przyjść jako efekt pracy nad dzieciństwem. Tak jak to Felicite napisała.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2013-06-12, 17:21:39
Grunt to wiedzieć jaki jest cel i do  czego zmierzamy.:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2013-06-12, 17:25:30
No, przekonywać nikogo na siłę się nie da. Fakt.
A w "niewdzięcznika" wrobić się nie daj. Wkurzyć się wtedy masz prawo - tys prowda :)
Wygarnięcie ma sens - jak twój ojciec nie jest moronem - zrozumie w koncu. I może pomoże . Jemu też.  ZAWSZE nie bedzie się bronił.
To nie jest przypadek w końcu,  że ma takiego syna ;)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2013-06-12, 17:31:45
 Dla mnie najtrudniej było wykorzenić gigantyczne poczucie krzywdy jakie miałam wobec swojej rodziny i co i rusz mi się odpalało w emocjach, a to złości, a to płaczu, albo oskarżaniu, doszło do tego, że moja rodzina zaczęłą się mnie bać i unikać mnie.:))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2013-06-12, 17:46:37
Ja zaś na ostatniej terapii przerabiałam nienawiść do matki za to że mnie urodziła, za to że dała mi życie i to przez nią muszę żyć.
Tak że do pokłonienia się jej jeszcze bardzo mi daleko.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2013-06-25, 14:08:14
Źle się czułem dzisiaj z pewnymi lękami i napięciami, to się zawziąłem żeby coś z tym zrobić i zrobiłem sobie sesje oddechową z elementami autoregresingu. Poczułem totalną bezsilność wobec swoich lęków i osób wobec których byłem uzależnionych (rodzice). Wróciłem pamięcią do momentu, kiedy jako dziecko byłem strasznie przerażony i nie byłem w stanie poradzić sobie z tak silnymi emocjami, więc się krztusiłem i dusiłem od tego wszystkiego. Po chwili przypomniałem sobie, że rzeczywiście kiedyś rodzice mówili mi że jako dziecko miałem krztusiec (koklusz) i tak się dusiłem od tego kaszlu, że aż się siny robiłem.

Przyznawanie się do strachu i bezsilności sprawia mi ostatnio ulgę, otwiera mnie na stłumione części mnie.

Jestem totalnie przerażony tym co ma przynieść najbliższa przyszłość w kwestiach pracy.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-06-25, 15:34:52
Jeśli chodzi o nienawiść i poczucie krzywdy to ja do ojca mam to już permamentnie tak jakby. Zawsze i o każdej porze dnia i nocy go nielubie. Dotego mój stary ma taki dziwny charakter że praktycznie nikt go nielubi i każdego na około drażni przez co nie ma ani jednego kolegi i siedzi całymi dniami przed komputerem pijąc alkochol.

Cieżko mi się otatnio otwierać na miłość. Niemoge jakoś wzbudzić w sobie litości do samego siebie ani miłości. Tak jakbym się zablokował. Raz z górki raz pod górke
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2013-06-26, 10:18:07
Czy wiecie jakie można mieć nieprawdopodobne skojarzenia?
Mój terapeuta powiesił sobie na ścianie głosno tykający zegar. A ja nie mogłam się na  niczym slupić bo tylko słyszałam ten zegar.  Chciałam go wyrzucić razem z terapeutą.  Czułam wręcz jak ten zegar sięga do mojego serca i go zdusza. Terapeuta nie reagował na moje narzekania i nie chciał mi pomóc więc ja czułam się coraz gorzej. Słabłam i rosło mi poczucie bezsilności i bezsensu robienia czegokolwiek. Fizycznie byłam omdlała i mówiłam słabym głosem. Terapeuta  chciał się dowiedzieć dlaczego tak reaguję.
Ponieważ rozmowa nie przynosiła rozwiązania problemu, to terapeuta mi zaproponował abym pooddychała.
Po chwili oddychania zrozumiałam że ten tykający zegar kojarzy mi się z mówiącą mamą, natomiast terapeuta z ojcem. Siebie widziałam jako małe dziecko z rodzicami.  Odtwarzała mi się sytuacja z dzieciństwa gdy w obecności rodziców czułam się całkowicie bezsilna i im poddana.
Takich dziwnych skojarzeń w codziennym życiu na pewno jest wiele.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2013-06-26, 15:39:37
Inga,

Tykający zegar to jedno, mnie zawsze denerwował dzwonek do drzwi lub telefon. W pewnych okresach życia reagowałam na to wybiciem, reakcją lękową, nie lubiłam gdy ktoś zakłócał mój spokój. Swoje przyczyny to rzecz jasna miało.


Dzisiaj miała miejsce miła sytuacja, zadzwoniła mama i zaczęła mi opowiadać jak bardzo dumna ze mnie jest. Aż się zdziwiłam. Powiedziała, że świetnie sobie radzę i nie spodziewała się, że nie będę chciała od niej pieniędzy. Potem podała inne motywujące przykłady i z czego jest zadowolona. Fajne uczucie :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2013-06-27, 07:25:39
BR
Masz to czego najbardziej pragnie dziecko czyli miłość i zadowolenie matki. To na pewno dodaje skrzydeł.
Ty rzeczywiśćie bardzo dobrze sobie radzisz bo zmian dokonałaś ogromnych. A jak tam twoje książki? Ciekawa jestem twojego pisania.

Ja mam często takie niemiłe skojarzenia, zazwyczaj po usłyszeniu jakichś dźwięków.
Wczoraj np. jechałam na rowerze a z tyłu za mną głośny samochód ciężarowy. Czułam lęk bo mi się to kojarzyło z pędzącym za mną ojcem i krzyczącym na mnie.
Niektóre szczekające psy przypominają i naszego psa z dzieciństwa. Wtedy nagle zaczynam się czuć bardzo źle, ogarnia mnie ten okropny rodzaj lęku, a mnie się wydaje że to bez powodu tak się dzieje.
Nie znoszę bicia dzwonów, bo mi się to kojarzy ze chrzcinami.
 Nie mogę znieść odgłosu niektórych kosiarek, bo mi do złudzenia przypominają buczenie młockarni.
I bardzo się boję odgłosu kroków oraz głosów ludzkich.
Jak ktoś idzie po ulicy za mną i rozmawia z drugą osobą, to zawsze staję i przepuszczam te osoby, bo nie potrafię tego znieść tak się boję.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2013-06-27, 07:32:42
A moja mama jest tak osłabiona i wycieńczona że nie ma sił nawet na chodzenie. Nie potrafi żyć bez mojej energii. Nie potrafi żyć na własny koszt.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2013-06-27, 11:04:44
Inga,

Moje książki "piszą się", teraz nieco wolniej, bo brakuje mi czasu. Szukam odpowiednich wydawnictw. Jeszcze nie wiem co z tego będzie, ale około 300 stron jedna ma ;)

Jeszcze czasem odzywają mi się lęki gdy ktoś rozmawia, albo zaczyna śmiać się niedaleko mnie - zaraz myślę, że to ze mnie się śmieją, chociaż jest to dużo słabsze odczucie niż dawniej. Jeżeli chodzi o hałas, denerwują mnie samochody ciężarowe, ruch na ulicy, nie lubię wzmożonego napięcia. Gdy przejeżdżają za blisko mnie, narasta mi zdenerwowanie. Ciesze się, że z innymi sprawami nie ma już takich problemów.

Co do mamy - dawniej tak nie było. Ona po wielu latach zaczęła doceniać i obserwować, że jednak  wytrwałą pracą coś osiągam. Obecnie porównuje mnie sobie z resztą rodziny i na jej tle wypadam, hmm jej zdaniem szlachetnie ;)

A Twoja mama żywi się energią poprzez przemoc emocjonalną, wiem jak bardzo nieprzyjemne to może być :(

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-06-27, 14:56:14
Oj Inga
Szkoda mi się ciebie zrobiło.
Wiem jakie to uciążliwe i dołujące. Ja też mam podobnie.
Często jak ide obok stacji kolejowej to pociągi głośno jadą i wtedy też pojawia mi się lęk, albo jak cieżarówki jadą - to samo o czym napisałyście.
Jak jestem w pracy i wierce wiertarką to mi się kojarzy to z wrzaskiem ojca lub czasem za głośna muzyka tez mi go przypomina.
Denerwujące to jest bo niby tyle lat się pracuje nad sobą a wciąż takie zwykłe codzienne rzeczy potrafią dać w kość.

Z tym śmiechem to samo. Im wyższa samoocena to tym słabsze to się staje.

Jak przeczytałem o matce Ingi to aż się wkuzyłem. Może dlatego że wydaje mi sie ze mój ojciec robi coś podobnego.
Najczęściej w jego obecności czuje się gorzej i słabiej. Jak ja mam humor to on go niema i jest zły. A jak ja niemam humoru i jestem wyssany z energi to on ją ma.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2013-06-28, 09:53:39
Moja mama zupełnie nie jest wobec mnie agresywna i żadnej przemocy nie stosuje. Jest miła i dużo mi pomaga a także zawsze bardzo się o mnie martwi.
Zamiast tego stosuje przemoc energetyczną połączoną z opętaniem mnie. Stałyśmy się jednym organizmem energetycznie i to rozdzielenie się jest tak trudne bo nie wiadomo co do której należy, nie wiemy jak bez siebie żyć, nie wiemy jak się rozdzielić. Z tym że w tym układzie to ja jestem akumulatorem.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-06-30, 10:37:12
Mam ostatnio trudny orzech do zgryzienia.

Zacząłem sobie czytać te książki o uzdrawianiu dzieciństwa. Do ojca nienawiść mam od dawna ale teraz szczególnie go nie trawie. Ostatnio mu mówiłem że niedał mi miłości zrozumienia i że był i jest złym ojcem. Myślałem że to coś zmieni ale zmieniło to że zamiast poprawy to jest jeszcze gorzej. Stał się moim wrogiem.
Niechce z nim walczyć i wdawać się w konflikty ale to jest praktycznie nie uniknione.
Sam mnie prowokuje juz nawet świadomie.
Gra aktora i jest bardzo cyniczny.
Ostatnio na stole leżała moja książka dramat udanego dziecka. Przeczytał kawałek i zaczął się naśmiewać że powinienem być w obozie koncentracyjnym to bym zobaczył.
Jak prubuje krytykować jego zachowanie względem mnie albo nawet tylko daje mu do zrozumienia to odrazu mnie atakuje z taką agresją żeby mnie złamać.
Czuje jak nienawiść zżera mnie od środka. Nienawiść za jego brak zrozumienia. Za to że jest taki podły, że jest wrogiem a nie przyjacielem którym powinien być.

I z jednej strony najlepiej by było gdybym szanował siebie i niewchodził w konflikty a z drugiej powinienem poczuć krzywde zranionego dziecka. I tu jest problem bo niemoge jej wyrazić. Mój ojciec zaraz reaguje agresją i jest konflikt.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Davvidia w 2013-06-30, 11:30:56
Mam ostatnio trudny orzech do zgryzienia.

Zacząłem sobie czytać te książki o uzdrawianiu dzieciństwa. Do ojca nienawiść mam od dawna ale teraz szczególnie go nie trawie. Ostatnio mu mówiłem że niedał mi miłości zrozumienia i że był i jest złym ojcem. Myślałem że to coś zmieni ale zmieniło to że zamiast poprawy to jest jeszcze gorzej. Stał się moim wrogiem.
Niechce z nim walczyć i wdawać się w konflikty ale to jest praktycznie nie uniknione.
Sam mnie prowokuje juz nawet świadomie.
Gra aktora i jest bardzo cyniczny.
Ostatnio na stole leżała moja książka dramat udanego dziecka. Przeczytał kawałek i zaczął się naśmiewać że powinienem być w obozie koncentracyjnym to bym zobaczył.
Jak prubuje krytykować jego zachowanie względem mnie albo nawet tylko daje mu do zrozumienia to odrazu mnie atakuje z taką agresją żeby mnie złamać.
Czuje jak nienawiść zżera mnie od środka. Nienawiść za jego brak zrozumienia. Za to że jest taki podły, że jest wrogiem a nie przyjacielem którym powinien być.

I z jednej strony najlepiej by było gdybym szanował siebie i niewchodził w konflikty a z drugiej powinienem poczuć krzywde zranionego dziecka. I tu jest problem bo niemoge jej wyrazić. Mój ojciec zaraz reaguje agresją i jest konflikt.

Twoj tata prawdopodobnie pokazuje Ci Twoją własną agresje do siebie i do tej części słabej w Tobie, której możesz nie akceptować. Nie chcesz być słaby, nie chcesz sam wobec siebie dać sie złamać. Inni wchodzą w role tych walczących w nas aspektów. Może postaraj sie przyznac wobec siebie do tej słabości.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2013-06-30, 11:45:33
Doktor X,
Jezeli wiesz, że kiedy wyrazisz COKOLWIEK  bezpośrednio ojcu - swój ból, gniew, żal, i on zareaguje agresją ( agresywni reagują agresją, bo inaczej się boją reagować, tylko tak umieją ), to nie wyrażaj tego głośno.
Napisz do krzywdziciela list. Długi list. Wyraź tam swobodnie WSZYSTKO . I to tak jak chcesz.
A potem go spal .
A potem porozmawiaj z Bogiem.
To na początek. Ulży :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-06-30, 12:25:55
Dzięki za wskazówke Davidia.
Dzięki Marylka, chyba właśnie tego mi trzeba
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-07-06, 23:09:25
Właśnie sie domyśliłem że mój ojciec nie lubi być nie lubiany.
Niby większość ludzi nie lubi takiej sytuacji ale ojciec (ah nie znosze tego słowa ) gdy czuje że niechce z nim rozmawiać albo hamsko mu odpowiadam zaczyna mnie specjalnie prowokować do agresywnych zachowań. Udaje przy tym że jest rozbawiony, cieszy sie jak głupek ale czuć jaki jest zły.
Kiedyś mimo że bardzo mnie prowokował, nie uległem i rozmawiałem z nim tak naturalnie. Wtedy pomyślał że jest ok i dał mi spokój.
Zauważyłem to też obserwując moją matke.
Moja matka bardzo go nienawidzi i nigdy nie potrafi sie powstrzymać i zawsze ojciec ją męczy, przeszkadza i jest sieczka.

Zastosuje troche inna strategie. Mimo że będzie się we mnie gotowało to spróbuje niepokazywać swojej złości i nie ulegać prowokacjom. Przyjdzie czas że ten człowiek zostanie sam, będzie wył z samotności i umrze sam bo nikt niebędzie miał ochoty spędzać z nim czasu.
I tego mu życze na tą chwile.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Olga w 2013-07-07, 11:02:23
Widzę że skaczesz na głęboka wodę:)

Nie uleganie cudzym prowokacjom jest bardzo ważne i daje zrozumienie, że bardzo dużo zależy od nas samych. A to jest baardzo ważne, zaznać doświadczenia ze duzo zależy od tego jak my podchodzimy do sprawy, że ją kontrolujemy a nie ze ona nas kontroluje [ ojciec].
A z tym gotowaniem, sprubuj dojść do źródła swojego gotowania badając tematy współuzaleznienia DDA, i pamietaj ze NIC NIE MUSISZ. Nie musisz ulegac prowokacjom, nie musisz czuć np odpowiedzialności za nich, nie musisz czuć wewnetrznych presji ze cos musisz itd. Masz prawo uwolnić się od swoich mechanizmów reagowania na rodziców i przenoszenia tego na innych, masz prawo być emocjonalnie niezależny, masz prawo być zrównowazony i wolny od nich.

brak odpowiedzi na prowokacje to bardzo wazny krok bo podstawa kazdego uzdrowienia jest wzięcie odpowiedzialności za siebie:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-07-07, 21:19:51
hej OLGa

Dzięki że zwróciłaś moją uwage na DDA.

Do tej pory jak mi coś wywalało to zmieniałem kierunek pracy i zamowałem się tym co wywaliło a po kilku tygodniach jak troche się uspokoiło przypominałem sobie że przecież miałem pracować nad czymś innym.

Ostatnie sytuacje z ojcem potraktowałem jako wywałke ale teraz zaczynam myśleć że i one są w jakiś sposób połączone z tym czym się teraz zajmuje i coś miały mi pokazać. Niestety jestem troche "zamroczony" i nie widze o co tu chodzi.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Olga w 2013-07-08, 13:23:07
Wg mnie Davidia dała najwazniejszą wskazówkę:

"Twoj tata prawdopodobnie pokazuje Ci Twoją własną agresje do siebie i do tej części słabej w Tobie, której możesz nie akceptować. Nie chcesz być słaby, nie chcesz sam wobec siebie dać sie złamać. Inni wchodzą w role tych walczących w nas aspektów. Może postaraj sie przyznac wobec siebie do tej słabości. "

Ja pozwole sobie tylko uzupełnić:)

Do mnie kiedyś zaczeło docierać dlaczego mama mnie wkurza, i że źródło jest we mnie, tego wkurzenia. Ale gdy emocje sa mocne, gdy wchodzi się w koło mechanizmu- trudno uświadomić to sobie. Uświadomienie przychodzi wtedy, gdy umiesz zdystansować się do tego, i na przytomnie zobaczyć ten układ. Tutaj ludzie daja wskazówki że warto szukać w sobie. I wiem że cięzko czasem szukać w sobie "winy" skoro czujemy się do bólu sponiewierani przez innych. Niby dlaczego we mnie ma byc przyczyna tego, ze inni mnie atakują? Przeciez to ich wina.
Ludzie daja wskazuwki żeby zacząc szukać w sobie, bo bardzo często sami juz to przeszli i wiedzą jak jest i warto sprubowac ich rad:)

Jeśli nie ma zgody by znaleźć źródło zła w sobie tzn że poczucie zgnojenia przez ojca i jego winy jest w naszej świadomości główną emocją i nie pozwala wejść w inny sposób myslenia o ojcu i sobie. Ta silna emocja otorbiela źródło w sobie. Gdy przestajesz ulegac prowokacjom i zauważasz że cos się zmienia to dochodzisz do wniosku ze tak naprawde od ciebie to zależy. I jezeli ulegasz prowokacjom to musi być w tobie coś, czego wczesniej nie widziałeś a co powoduje że przyciągasz agresję. Podobne przyciąga podobne. Tylko albo wiemy ze to mamy, albo nie wiemy.
Żródłem agresji w tobie moze być np przejęta odpowiedzialnośc za ojca, czy za rodziców w ogóle i wkurzenie na maxa, tłumione, że musisz tą odpowiedzialnośc brać, że jesteś skazany na niego. sa rózne mechanizmy. Warto pomyslec jakie sa przyczyny tej złości. To jest własnie DDA. Wkurzasz sie bo nie możesz sie wyrwać z uzaleznienia od ojca. Inaczej bys go olał, czyli nie odpowiadał, z łatwością  i oczywistością
:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Hegemon w 2013-07-09, 12:24:50
Zgadzam się z Olgą jak najbardziej.
Od jakiegoś czasu mam partnerkę  z którą większość rozmów, wspólnych prac, itp kończyło się okropną kłótnią i wybuchami wsciekłości i agresji z jej strony. Na początku myślałem że to przez jej syndrom DDA - no bo gdzież ja: miły, spokojny, sympatyczny mogę ją prowokować...
Ale wraz z rozwojem, rozszerzaniem świadomości, wiadomości i metod okazało się że... ten sympatyczny Mariusz ma ogromną podświadomą agresję do kobiet. I partnerka mu to tylko pokazuje :) Reaguje świadomą agresją na agresję podświadomą.
Nawet ostatnia wróżba i sugestie Thulii (za co jej bardzo dziękuję) pokazały że mam do przepracowania na polu zawodowym "docenianie i akceptowanie" kobiet.
Teraz nad tym pracuję i chcę Wam powiedzieć że zaczynamy "normalnie" rozmawiać, coś się zmienia. Nie wiem jak dalej będzie, ale najważniejsze że wiem "dlaczego" tak się dzieje - a to najważniejsze. Zastanawiam się tylko co było powodem powstania tej podświadomej agresji - i tak coś mi wychodzi że to moja reakcja na śmierć mamy, gdy miałem 6 lat.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2013-07-09, 12:51:51
Ja mam taką nieuświadamianą agresję do mężczyzn. I dopiero w ostatnich dniach uśwaidomiłam sobie co mi w nich tak bardzo nieodpowiada i co jest dla mnie nie do zaakceptowania.
Chodzi mi o ich stosunek do uczuć, do emocji które oni uważają na nieważne i ponad które przedkładają pracę, sukcesy i karierę.
Takie przekaz słyszę od nich- po co mi uczucia jakiejś baby, mnie przyjemność sprawiają moje sukcesy w pracy, pozycja zawodowa, stanowisko i tytuł.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Olga w 2013-07-09, 13:36:14
Hegemon, moze jesteś zły że mama ciebie zostawiła?
Z tego powodu mozliwe są [ nie nawiązując do ciebie teraz] pruby kontroli kobiet/mężczyzn w związku.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: hydrozagadka w 2013-07-09, 13:51:07
Od jakiegoś czasu mam partnerkę  z którą większość rozmów, wspólnych prac, itp kończyło się okropną kłótnią i wybuchami wsciekłości i agresji z jej strony. Na początku myślałem że to przez jej syndrom DDA - no bo gdzież ja: miły, spokojny, sympatyczny mogę ją prowokować...
Ale wraz z rozwojem, rozszerzaniem świadomości, wiadomości i metod okazało się że... ten sympatyczny Mariusz ma ogromną podświadomą agresję do kobiet. I partnerka mu to tylko pokazuje :) Reaguje świadomą agresją na agresję podświadomą.

Hegemon - gratuluję i dziekuję jednoczesnie. Gratuluję, ze byłeś w stanie to zauwazyć - bo podobne wzorce ma sporo męzczyzn  - wydaje im się, że są spokojni, mili, sympatyczni i tylko te kobiety to takie popieprzone wariatki ;) I nie widza, ze sami mając w pś przekonanie, ze sa to "popieprzone wariatki", potrafią nawet normalnie najspokojniejszą kobietę doprowadzić do szału (oczywiście jak trafią na taką, która mimo spokoju, ma tez pewne nieprzepracowane wzorce - ale zwykle własnie odpowiednio trafiają) ;) Okazują bowiem na prawie kazdym kroku, nie widząc tego, lekceważenie, pś sugestie "jestes kobietą - jestes kopnięta" itp. I oczywiście, jak kobieta już nie zdzierzy tych ataków, to nagle otrzymuja potwierdzenie własnych przekonań w tym temacie. I kółko się zamyka, to on jest biedną niewinną ofiara, a kobieta to wariatka i agresor ;)

A dziękuje za to, że potrafiłes u siebie zauwazyć i przeciwdziałać świadomie - trafiło to fajnie do mojej pś, że jednak jest to możłiwe, by męzczyzna uświadomił sobie własne wzorce i nie oskarzał o wszystko kobietę. Pś miewałam co do tego ostatnio watpliwości ;)

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2013-07-09, 14:46:45
"Chłopców warto chwalić za działania, a dziewczynką się zachwycać.

Dziewczynek nie należy chwalić za to, co zrobiły (smaczne, piękne itp.). To sprzyja ich degradacji. Powstaje przeświadczenie, że akceptacja zależy od zasług, od tego, co zrobiła. „Zrobiłaś smaczne kanapki, narysowałaś ładny rysunek” – może utrwalić przekonanie, że uznanie związane jest z tym, co dziewczynka robi. To dla kobiety zgubne.

Dziewczynki warto utwierdzać w przekonaniu, że są kochane, ponieważ „są”. „Jesteś kwiatuszkiem, jesteś wspaniałą pomocnicą, jesteś cudowną gospodynią”.

Z chłopcami jest dokładnie odwrotnie. Mamy bardzo lubią mówić do chłopców „jesteś”. „Jesteś moim słoneczkiem, jesteś zuch, jesteś przystojniakiem”. Chłopiec natomiast potrzebuje pochwały za działanie, za zrobienie czegoś. Chwalenie za to, jaki jest, a nie za to, co zrobił, co osiągnął – sprzyja degradacji naturalnej roli mężczyzny. Dla chłopca ważne jest, by pokazać wszystkim samolot, który zrobił z klocków, mówić o jego zasługach: „świetnie się spisałeś, napisałeś dobre wypracowanie, zbudowałeś wspaniały zamek z piasku”.

Różnimy się pod względem płci, nie ma sensu udawać, że rozwój naszych ról społecznych jest taki sam i tak samo przebiega."
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2013-07-09, 14:48:35
"Chłopców warto chwalić za działania, a dziewczynką się zachwycać.

Dziewczynek nie należy chwalić za to, co zrobiły (smaczne, piękne itp.). To sprzyja ich degradacji. Powstaje przeświadczenie, że akceptacja zależy od zasług, od tego, co zrobiła. „Zrobiłaś smaczne kanapki, narysowałaś ładny rysunek” – może utrwalić przekonanie, że uznanie związane jest z tym, co dziewczynka robi. To dla kobiety zgubne.

Dziewczynki warto utwierdzać w przekonaniu, że są kochane, ponieważ „są”. „Jesteś kwiatuszkiem, jesteś wspaniałą pomocnicą, jesteś cudowną gospodynią”.

Z chłopcami jest dokładnie odwrotnie. Mamy bardzo lubią mówić do chłopców „jesteś”. „Jesteś moim słoneczkiem, jesteś zuch, jesteś przystojniakiem”. Chłopiec natomiast potrzebuje pochwały za działanie, za zrobienie czegoś. Chwalenie za to, jaki jest, a nie za to, co zrobił, co osiągnął – sprzyja degradacji naturalnej roli mężczyzny. Dla chłopca ważne jest, by pokazać wszystkim samolot, który zrobił z klocków, mówić o jego zasługach: „świetnie się spisałeś, napisałeś dobre wypracowanie, zbudowałeś wspaniały zamek z piasku”.

Różnimy się pod względem płci, nie ma sensu udawać, że rozwój naszych ról społecznych jest taki sam i tak samo przebiega."

Ale niby dlaczego tak?

Skoro w pracy i odnoszeniu sukcesów liczy się to co zrobiłyśmy, a nie to że jesteśmy???
A potem szok i problem, bo się okazuje, że bycie "słoneczkiem" to za mało?
I takie "słoneczka" i "kwiatuszki" wdzięczą się w różnych klubach, konkursach i programach.
Bo nikt im w dzieciństwie nie mówił, że to co robiły też było ważne, dobre, ładne.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2013-07-09, 14:56:55
Mądra kobieta wie, ze jest napędem do działąnia dla mężczyzny, jak ona będzie go chwalić to on zrobi la niej wszystko, a nawet więcej. Ale kobieta powinna czuć się przede wszystkim piękna i ważna dla mężczyzny.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2013-07-09, 14:58:38
Jak ja kocham słowo "powinna" :P
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2013-07-09, 15:00:11
:P
powinna jeśli ma być szczęśliwa :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2013-07-09, 15:19:26
:P
powinna jeśli ma być szczęśliwa :)

Wystarczy jak poszuka szczęścia w sobie :) nie musi być "powinna" :)
A partnera i tak warto chwalić :) z jego powodu a nie dla "jeśli chce być szczęśliwa" ;)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2013-07-09, 15:38:05
No to Grażynka szukaj, szukaj tego szczęścia w sobie :))

Ja też szukam i czasem znajuję, a czasem nie, jesteśmy ludźmi i potrzebujemy siebie nawzajem, nie ma się co oszukiwać.

Jak mi niedawno mój partner powiedział, że przynoszę mu szczęście, to poczułam się szczęśliwa jak nigdy.:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2013-07-09, 15:55:54
Szczęście i "powinnam" to stwierdzenia, które się odpychają.

Nie zaplanujesz szczęścia na zasadzie powinnam robić tak i siak, żeby być szczęśliwą.

Szczęście, to chwile, którym można pomóc określonym działaniem. Ale ich nie zaplanujesz, anie nie wymusisz.

Dlatego szczęście i powinnam nie chadzają w parze. :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2013-07-09, 16:14:52
jakoś słowo "powinnam" nie ma dla mnie negatywnego wydźwięku, jeżeli coś chcę i sobie zaplanuję jakieś czynności, aby to osiągnąć, to mówię sobie powinnam to i to, i wiem, że jak to zrobię to się lepiej poczuję :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2013-07-09, 16:55:18
" Poniższy tekst jest częścią większej całości. I dotyczy głównie relacji matka-dziecko (syn albo córka). Co ciekawe, ojcowie najczęściej w sposob naturalny rozgraniczają pochwały, chwaląc córki za to jakie są, a synów za to co fajnego zrobili. U mężczyzn (wykluczając sprawców przemocy, ale mówimy tu o normalnych, zdrowych mężczyznach) to jest bardzo instynktowne i wspaniałe - naturalne. Być może właśnie mężczyźni są najbliżej tej idei :)"
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: hydrozagadka w 2013-07-09, 18:05:58
No cóż, ja tam wolę, jak jestem zarówno doceniana za to kim jestem, jak i za to, co robię :) Działanie nie jest jedynie męskim aspektem, podobnie jak bycie nie jest jedynie aspektem kobiecym.
Błędem jest wg mnie docenianie innych tylko w jednym aspekcie - działania lub bycia.

I jestem przekonana, ze mężczyznom też lepiej robi takie podwójne docenienie, a nie tylko pojedyncze.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2013-07-09, 18:11:54
jak najbardziej, ale jednak z przewagą "specjalizacji" :)


Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2013-07-10, 15:54:30
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114757,14183653,Niechciane_dzieci__Kiedy_slowa__mama__nie_ma_w_uczuciach.html

gdyby chciał sobie ktoś coś uwolnić, but away świetny artykuł
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-07-10, 21:06:59
Jasne że by chciał :)
Ja ostatnio słyszałem o dziecku wyrzuconym na śmietnik w wigilję. Albo o tym nowo narodzonym dziecku gdzieś w chinach co spuścili go w toalecie i przeżył bo ratownicy wyjeli go z rury.
To się nazywa mieć gówniany start w życiu.
Napewno takie dzieci odczuwają gorszy psychiczny ból od takich co my. W sumie ciężko o tym pisać bo tego niedoświadczyłem więc..
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2013-07-10, 21:47:34
ja trochę doświadczyłam bycia niechcianym dzieckiem, więc mnie aż skręca w środku jak czytam te historie ...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2013-07-10, 21:50:28
a tu jeszcze przykład co miłość może zdziałać, wprawdzie na przykładzie psa, ale to są analogie

https://www.facebook.com/photo.php?v=581118968594794&set=vb.530456393661052&type=2&theater
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-07-10, 22:02:08
Zobaczylem tylko zdjęcia tego psa na miniaturze filiku i już świeczki w oczach :|
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2013-07-10, 22:09:43
no, bardzo wzrusza :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-07-10, 22:11:59
Obejrzałem.
Jak pięknie dostać miłość od innych ludzi z zewnątrz. Jak trudno jest obdarzyć nią samego siebie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2013-07-10, 23:01:48
A może tego mozna się nauczyć ?
I kiedy sie ją właśnie dostanie z zewnątrz, to się powolutku nauczy samego siebie nią obdarzać ?
:))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-07-11, 14:08:29
Kiedy sie ją dostanie ale niektórzy nigdy się niedoczekają i niedostaną. Sami muszą sie uczyć.
Jasna sprawa że się da, pisze tylko że to trudne.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2013-07-11, 14:40:04
Wiesz Doc,
ja tak napisałam, bo sama mam 'my hopes', you know ;))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-07-11, 22:37:13
okay ;)
Niech sie dzieje

Ja tam wole sam, łaski bez !

Wczoraj wieczorkiem tak spojrzałem na matule zmagającą się w kuchni z garczkami i wpadła mi do głowy pewna teoria.
Moja matka nienawidzi siebie i jej życie jest pasmem nieszczęść. Prowokuje otoczenie do agresywnych zachowań.
Pomyślałem że być może i ja mam gdzieś w sobie nieuświadamianą nienawiść do siebie i stąd np. bierze sie we mnie strach przed byciem sobą, wyrażaniem siebie i czerpaniem od życia tego co chce bo jak to będe robił to kogoś sprowokuje.

Obok tego są inne lęki przed ludźmi, przed konfrontacją z nimi wynikające już nie wiem z czego. Ale jak zawsze wszystko jst ze sobą połączone i uzdrowienie jednego przekłada się na inne rzeczy z którymi później jest łatwiej się uporać.

W każdym razie miłość do siebie to najlepsza sprawa. Trudna ale najbardziej się opłaca ze wszystkich form leczenia swojego życia.
U mnie idzie bardzo opornie ale idzie.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2013-07-12, 15:39:48
okay ;)
Niech sie dzieje

Ja tam wole sam, łaski bez !

Wczoraj wieczorkiem tak spojrzałem na matule zmagającą się w kuchni z garczkami i wpadła mi do głowy pewna teoria.
Moja matka nienawidzi siebie i jej życie jest pasmem nieszczęść. Prowokuje otoczenie do agresywnych zachowań.


Generalnie im bardziej nieszczęśliwy i sfrustrowany jest rodzic tym silniej zatruwa życie najbliższym. U mnie w rodzinie jest tak samo, tyle, że na porządku dziennym jest robienie z siebie ofiary, a przedtem prowokowanie innych do agresji, aby móc się tą ofiarą poczuć. Fantastyczny schemat ;) Nawet jak jestem na odległość to odczuwam tego skutki w postaci poczucia winy. Z tego co do mnie dociera garnki nadal rządzą i stanowią główną przyczynę nieporozumień.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-07-12, 16:28:45
hehe garnki, odkurzanie, sprzątanie.
Ja swoją matke lubie, jak bym miał do niej stosunek taki jak do ojca to pewnie stał by sie dramat o którym mówią w wiadomościach na tvn.
Na ojca się wściekam za pierdołe bo mi odpala lęki i wzorce, nienawiść a matka 24 na 7 się drze o sprzątanie, ubliża mi często, krytykuje mnie 100 razy dziennie a po mnie to spływa jak po kaczce, często nawet nie zwracam uwagi co mówi bo mówi cały czas. Jak już nie ma o co krzyczeć to wymyśla jakieś pierdoły np. że brudny dywan mimo to że dzisiaj było odkużane, czepia się o wszystko. Tak jakby jest uzależniona od kłótni. Jak jest spokój w domu to znaczy że coś jest nie tak.
Z matką nie uzdrawiałem jeszcze w ogóle relacji ale jest tez sporo do uzdrowienia.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2013-07-12, 18:48:38
Doktor
Ja miałem podobnie z moimi rodzicami - ojciec tyran i matka wiecznie krytykująca i gadająca bzdury. I jak miałem problemy mocne z ojcem to na matkę w ogóle nie zwracałem uwagi. Teraz jak mi się z ojcem z grubsza poukładało, to matka strasznie irytuje :D
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Blackrose w 2013-07-12, 20:49:31
Ja z kolei dojrzałam do tego, że nie chcę walczyć z tym, czego nie jestem w stanie zmienić. Po prostu pozostaje mi zwrócić wolność i poddać biegowi życia pewne sytuacje. Stoję z boku i trzeżwiej patrzę na cierpienie mojej rodziny. Oni nie chcą być zmuszani do zmian, wtedy jeszcze bardziej cierpią. Powinni iść swoją drogą. Tak bardzo zmęczyłam się upartością i tą irracjonalnością sytuacji w mojej rodzinie, że odpuściłam.
Po prostu uspokoiłam się.

Odnośnie sprzątania i garnków - potrafiły wywołać istne piekło. Ta psychoza ciągnęła się za mną latami, a gdy zamieszkałam z partnerem, myślałam o tym czego jeszcze nie pozmywałam, ciągle przypominały mi się konflikty o jakieś pierdoły. Dobrze jest to wszystko porzucić i pozwolić sobie na odrobinę luzu. Nie musimy być doskonali jak nasi rodzice, nawet w sprzątaniu. Takie czepianie się i krytykowanie w rodzinach pozwala rozładować napięcie i zrzucić z siebie trochę chorej odpowiedzialności. Wielu rodziców denerwuje po prostu cisza. Tak, cisza doprowadza do furii i trzeba z nią koniecznie coś zrobić. Często jest tak, że rodzic nie wie jak nawiązać kontakt z dzieckiem, aniżeli poprzez gderanie i czepianie się. To jedyne powody, aby zwrócić na siebie uwagę. U mnie sprzątanie było wykorzystywane do robienia z siebie ofiary i męczennika. Nie sprzątasz - źle, sprzątasz też źle. Istniejesz - też źle. Najlepiej w ogóle to zlewać. Piszę z perspektywy czasu, niektórzy rodzice nigdy nie będą z nas dzieci zadowoleni. Nie potrafią przekroczyć tej magicznej granicy i zastanowić się nad sobą.

I tak jak piszecie kłótnie są uzależniające. Tylko poprzez kłótnie na moment można poczuć się lepiej.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2013-08-01, 13:33:10
http://pracownia4.wordpress.com/2008/05/16/o-wypieraniu-niektorych-emocji-i-iv-przykazaniu/
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2013-08-01, 14:27:54
Blackrose, cytat " . .  niektórzy rodzice nigdy nie będą z nas dzieci zadowoleni".
Tak sobie myslę, że czasami dzieciom się tak wydaje, że rodzice NIGDY nie będą zadowoleni z nich. Abstrahując od twoich realiów, których nie znam :).
Czasami jest tak, że obie strony tak się przyzwyczaiły do toksycznych układów, ze jedna strona nie dowierza, czuje dyskomfort gdy druga strona chce już dobrze. To może działać w dwie strony.
A rodzice często takim 'buntem' wyrażają lęk. Boją się najzwyczajniej  w  świecie o swoje dziecko. Że sobie nie da rady, etc.
Już by może nawet chcieli uwierzyć. Ale się boją. że coś pierdyknie znowu :(
Co do kłótni, cóż.
Czasami taka 'niekonwencjonalna wymiana zdań' rzeczywiście coś oczyści. Póki sa emocje duże.
Możemy to określić jako 'lively exchange of views' ;))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-10-03, 23:18:16
No dobra czas może nieco coś tu podłubać :)
Tak jak Blackrose pisała wcześniej im bardziej rodzic jest poblokowany, nieprzytomny tym bardziej zatruwa życie innych.
Ostatnio zauważyłem ( oczywiście to dość płytkie odkrycie ) jak powstał u mnie lęk przed porażką. Stało się to głównie za sprawą ojca który od najmłodszych lat był dla mnie surowy i wydzierał się gdy zrobiłem jakiś błąd.
Od jakiegoś czasu coraz bardziej sobie pozwalam na swoje takie różne zachowania których kiedyś się bałem.
Np. gdy ojciec na mnie krzyczy w pracy że za wolno coś robie albo że źle to ja jeszcze bardziej wolno pracuje :) i jeszcze bardziej spokojniej i dokładniej wykonuje daną czynność. To go wkurza jeszcze bardziej a ja mimo tego nieczuje się tak paskudnie jak kiedyś i powtarzam że nie dam się presjonować.

Jednak niestety każdego dnia gdy pracuje z ojcem to potrafi mnie wyprowadzić z równowagi. jego głupota niezna granic a ja niepotrafie zaakceptować że ten człowiek którego nigdyś uważałem za mądry autorytet jest tak głupi.
Nigdy pierwszy niemówie do niego nic niemiłego. Za każdym jednak razem gdy ojciec mi umniejsza to oddaj mu z nawiązką ale nie robie tego w hamski sposób tylko staram się mądrze mu zripostować.
To nawet zabawnie wygląda bo ciągle dostaje odemnie " baty " :D
Niemoże wygrać bo atakując mnie zawsze jest przegrany.
Jednak chyba spóbuje być bardziej cierpliwy i bardziej odpuszczać.
Im niższa samoocena tym bardziej chce się walczyć z cudzymi urojeniami na nasz temat bo tak to wyglada w praktyce. Ludzie widzą nasze wyobrażenia na nasz temat. Tak samo mój ojciec ma mnie za głupca i tak mnie traktuje. Myśl że jestem taki o owaki a tak nie jest i dlatego powstają konflikty.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2013-11-03, 12:59:28
Zobaczcie, jakie to piękne, dziecko płacze jak mama śpiewa

http://vitaminl.tv/video/652?ref=ft
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2013-11-11, 12:49:07
Mam mętlik w głowie, więc może tutaj uda mi się pewne kwestie jakoś sobie ułożyć.

O moich toksycznych rodzicach się napisałem już mnóstwo razy. Jakiś czas temu w końcu udało mi się dojść do etapu, gdzie nie czuje do nich żadnej większej urazy (coś tam pewnie jeszcze siedzi, ale to nie są już tak duże i przytłaczające uczucia). Od 3 miesięcy żyję na własny rachunek, mieszkam z ukochaną osobą i moje kontakty z rodzicami stały się dosyć sporadyczne. Zdarzyło mi się kilka razy do nich zadzwonić, raz nawet wpadłem jak potrzebowałem coś wydrukować, ale nie było w tym w ogóle żadnej chęci, aby się z nimi zobaczyć. Kiedy już mamy ze sobą kontakt to jest nijako - nie mamy o czym rozmawiać, z ich strony jest brak przejawów jakichkolwiek pozytywnych uczuć w moją stronę - albo są zimni i oschli albo mało sympatyczni.

Wczoraj miałem dość przełomowe spotkanie z nimi. Zdałem ostatnio magisterkę, więc z tego powodu chcieli mnie wyciągnąć na miasto na jakiś obiad. Miałem dość mocno mieszane uczucia co do tego wszystkiego, ale chciałem dać im po raz milionowy kolejną szansę łudząc się, że może coś zmieniło po dosyć przełomowych akcjach tuż przed moją wyprowadzką. Namówiłem partnerkę żeby poszła ze mną, mimo że była dość mocno niechętna, co nie jest dziwne ze względu na stosunek mojej matki do niej. Ja jednak koniecznie chciałem chociaż spróbować i zobaczyć czy taki rodzinny twór chociaż w wersji minimalnej jest w stanie funkcjonować.

Niestety spotkanie było totalną klapą - oni byli jak zawsze sobą, niby się pojawiały jakieś uśmiechy, ale wszystko było sztuczne i zdominowane przez ich toksyczne zachowania i reakcje. Ja byłem przyzwyczajony do tego wszystkiego i nudziłem się, ale nie męczyłem jakoś szczególnie. Dominowało jednak uczucie bezsensu i nasuwające się pytanie "po co ta cała szopka?". Moja partnerka męczyła się strasznie, bo ona jednak pochodzi z mniej toksycznego domu, gdzie normalne było okazywanie sobie uczuć, jakieś więzi rodzinne i tego typu sprawy. A tutaj mnóstwo jakiejś dezaprobaty, chłód emocjonalny, znudzenie sobą nawzajem i brak czegokolwiek pozytywnego. Nie widzieliśmy się prawie dwa miesiące, a nawet nie mieliśmy o czym rozmawiać. Ciężko było poruszyć jakikolwiek temat, a z ojcem gadałem więcej o rozliczaniu podatków i pracy niż czymkolwiek innym. Z matką prawie słowa nie zamieniłem.

Dzięki zdrowemu związkowi jaki teraz mam, dzięki spojrzeniu mojej partnerki na tą sytuacją dotarło do mnie jak bardzo patologiczne to wszystko jest. Myślałem, że jak już nie ma chamskich ataków i jakiś większych, chorych akcji to już jest w porządku. Dla przykładu dla mnie było normalne to, że po zapytaniu się o to jaką ocenę dostałem z obrony i powiedzeniu że czwórkę, usłyszałem tylko "a czemu się nie nauczyłeś na piątkę". Moja partnerka była w głębokim szoku :P

Dla mnie staję się jasne, że z tej relacji nic zdrowego nie będzie. Wiele razy chciałem to urwać, ale pierwszy raz nie czuję, żebym chciał tego pod wpływem emocji. Bo ja mógłbym do czasu do czasu spotkać się z nimi i nie było w tym nic strasznego, nic czego bym się bał. Po prostu nie widzę w tym sensu, nie wiem co miałbym z nimi robić i po co. Oni zresztą podtrzymują tą relację tylko dlatego, że jestem ich synem i to oczywiste że musimy mieć relację - zwykłe poczucie obowiązku, nic więcej. Żadne z nas nie potrafi się w tym odnaleźć, widać że nikomu na tym nie zależy i nikomu nie sprawia to przyjemności. U nich tylko działa to zaślepienie, że trzeba, a ja nie potrafię tego tak po prostu przerwać.

Nie wiem co robić. Nie chcę tego urywać tak po prostu, ale nie chce się z nimi spotykać, nie chce dzwonić, ani nawet odbierać ich telefonów. Wiem, że oni tego nie zrozumieją, wiem też że oni się starają na swój chory, spaczony sposób. I wierzą że jest ok wszystko z ich strony. Ojciec uważa, że jak sypnie o czasu do czasu kasą, to już jest super ojcem. Zresztą słyszałem ostatnio od siostry, że on uważa, że ja wciąż nie jestem samodzielny, bo on mi pomaga. A ta pomoc to kupno materaca i lodówki (o to drugie go nawet nie prosiłem) - co z tego, że z własnej pensji utrzymywałem samodzielnie dwie osoby, póki dziewczyna nie znalazła pracy? Zarówno on, jak i matka chcą mnie widzieć jako kogoś kim nie jestem. Mają o mnie beznadziejne zdanie i żadnych chęci, żeby poznać mnie takiego, jakim jestem. Siedząc wczoraj z nimi czułem jak wiele negatywnych ocen idzie w stronę moją i partnerki. Nie wiem po co mi taka relacja.

Piszę to wszystko, bo chyba potrzebuje po prostu usłyszeć, że jestem w porządku z tym, że w takich okolicznościach nie chce dalej ciągnąć tej relacji.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2013-11-11, 12:57:50
Clint
możesz całkowicie niewinnie sobie odpuścić utrzymywanie jakichkolwiek kontaktów z twoimi rodzicami. A może nawet powinieneś dla swojego dobra.  Nic im nie wisisz nawet jesli cię utrzymywali przez tyle lat. Robili, a przynajmniej powinni byli to robić dla SWOJEJ radości i spełnienia. Jesli je otrzymali to OK, jak nie to ich sprawa.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Davvidia w 2013-11-11, 13:33:31

odzwierciedlenie akceptacji siebie i swoich aspektów

Aspekt męski: ojciec/bóg/świadomość/WJ/pion/idea/górna część ciała
Aspekt żeński: matka/ziemia/gaja/materia/niższa część duszy/poziom/wcielanie idei/dolna część ciała
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Edyta w 2013-11-11, 22:42:38
Clint
myślę że jesteś w porządku jaką byś decyzję nie podjął.
Zastanawiam się jednak nad tym czy oni w ogóle by wiedzieli dlaczego zrywasz z nimi kontakt.
Czy mówiliście kiedyś o swoich uczuciach w rodzinie ? bo tak jak opisujesz to bardziej przypomina jakiś teatr niż spotkanie rodzinne.
Co by się stało gdybyś od razu "walił" im co czujesz np. "czuję że wiele negatywnych ocen idzie w stronę moją i partnerki" , albo "nie mam ochoty już z wami jeść ten obiad bo czuję że wiele negatywnych ocen idzie w stronę moją i partnerki", albo "czuję że wcale nam dobrze nie życzycie tylko czekacie na jakieś potknięcie".  :) no nieźle mogło by się podziać albo by coś do nich dotarło albo może sami zerwali by kontakty ze strachu że znów zaczniesz szczerze wywalać kawę na ławę :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: hydrozagadka w 2013-11-11, 23:06:57
Clint - w porządku jest unikanie spotykania się z ludźmi negatywnie nastawionymi do Ciebie samego, Twoich osiągnięć, sukcesów itp.

Nie wiem, czy cokolwiek dałaby wobec nich informacja zwrotna, o której napisała Edyta, ale spróbować pewnie nie zaszkodzi...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: hydrozagadka w 2013-11-11, 23:24:32
Ostatnio zauważyłam, jak bardzo ograniczała mnie relacja z osobą odnoszącą się z pogardą wobec ludzi, oceniającą ich jako gorszych, choć nie okazującą tego wprost, tylko za ich plecami.
Tym bardziej, że w towarzystwie tej osoby odpalał mi się dodatkowo mój własny mechanizm samoograniczania się, udawania głupszej, częściowego ukrywania siebie i swoich możliwości itp. - bo pś wierzyła, że wtedy nie zostanie zaatakowana lub wrzucona na czarną listę, jak to czasami bywało z innymi znajomymi. Okazja do ataku jednak i tak się znalazła, a mi przynajmniej spadły w końcu klapki z oczu. Było najpierw ciężko po tym wszystkim, z różnych względów, w tym moich własnych wywałek, które atak i jego skutki powyciągał na wierzch, jednak w tej chwili czuje ulgę, bo nie lubię obłudy, niedomówień, manipulacji i innych tego typu kwiatków.

Zatem w końcu wychodzi na dobre :) Zaczęłam w końcu także pś łapać, ze jestem w porządku, kiedy przejawiam swoje talenty, możliwości, boską jakość Ukochanego Dziecka Boga, bez względu na to, na co pozwalają sobie inni. A także bez względu na urojenia i wyobrażenia innych w moim temacie. To ich biznes, co sobie uroją, co w sobie będą hodować i na czym to będzie bazowało. Podobnie jak ich zaślepienia, także na własne mechanizmy - to jest tez ich biznes. Nic mi do tego. Czas zajmować się sobą, bez nadmiernego oglądania się na innych, na to, co sobie pomyślą czy co sobie ubzdurają. Żyć w pełni w zgodzie z sama sobą, bez zawyżania, bez zaniżania, bez ranienia siebie ograniczaniem, czuciem się nie w porządku , bo inni to czy tamto..., ani ranienia innych świadomie. Gdyż i tak nie mamy pełnego wpływu na to, co kogoś zrani, tym bardziej jeśli nie ma po naszej stronie żadnych intencji ranienia i jesteśmy z tym w porządku. Przejmowanie się każdym cudzym zranieniem lub taką możliwością jest po prostu bzdurą, bo innym może wywalać nie tylko na nasze, nawet niewinne, działania ale i na ich własne urojenia.

Takie są moje przemyślenia w tym temacie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Ola w 2013-11-12, 00:06:44
W pelni sie zgadzam Asiu. Tak rozumiana niewinnosc zwalnia duzo przestrzeni. To tez jakas dojrzalosc I szacunek, dla siebie I innych, nawet tych co sami jeszcze nie widza.  Widziec gre I nie zagrac.

Teraz mam wrazenie ze to jest istota tego co czasem Leszek mowi o odbijaniu lustrem cudzych klatw by wrocily do nadawcy - nie chodzi tu jednak o energetyczny sparing pt ty mi tak to ja ci tak. Tu lustrem jest swiadomosc, o ktora juz cudza gra sie nie  zahacza, ta swiadomosc odbija bowiem co nieuswiadomione do nadawcy. I z tego samego wzgledu ukrywanie siebie, naginanie, chowanie jest raniace, bo nie jest naga prawda. A dopoki nie jest, nie daje przestrzeni do uzdrowienia takze tej drugiej mniej swiadomej stronie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-11-12, 00:21:20
hydrozagadka
Super, dzięki.

Edyta
Pewnie by się wypierali wszystkiego, zaczeli by mówić że to z nami jest coś nie tak, że jesteśmy popieprzeni albo mięccy, wymówek znalazło by się 1000. Jak czytam co Clint o rodzicach pisze to mnie zawsze nerwa bierze :p
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2013-11-12, 08:13:32
Mariusz
Dziękuje za te słowa :)

Edyta
Jest tak jak Doktor-X pisze - ja na swoim koncie już mam trochę prób na przestrzeni ostatnich lat, gdzie próbowałem przekazać co czuje i dlaczego. Zawsze się kończyło tak, że robiono ze mnie wariata, przewrażliwionego, itp bo przecież to oni mają rację co do tego jak jest i jak było. Przed wyprowadzką miałem bardziej przełomową rozmowę, gdzie ojciec się nawet wypłakał i się przepraszaliśmy - to było tak wyjątkowe, że myślałem że może rzeczywiście się coś zmieni. I przez jakiś czas rzeczywiście było nieco lepiej, ale minęło trochę czasu i znowu wszystko wróciło do normy.

Oni po prostu są toksyczni i nie chcą się zmienić, ja też ich nie chcę zmieniać na siłę, nie czuję już zresztą jakiegoś większego,  emocjonalnego stosunku do tego, jacy są. Wychodzi więc na to, że jest nam po prostu nie po drodze.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2013-11-12, 13:42:45
Rozmawiałem z siostrą odnośnie tego co mówili rodzice po ostatnim spotkaniu, żeby mieć pewność, że mi się nie wydaje, że rzeczywiście szło z ich strony to co szło - w rzeczywistości się okazało, że tego jadu było jeszcze więcej niż się spodziewałem :D Praktycznie wszystko co zostało powiedziane czy zrobione zostało potraktowane w wyjątkowi chamski, niemiły, powierzchowny sposób z brakiem jakiejkolwiek akceptacji czy zrozumienia dla... czegokolwiek praktycznie.

Od dawna czułem, że urwanie tej relacji będzie dla mnie najkorzystniejsze, ale nie potrafiłem tego zrobić. Niektórzy myśleli że ja chce uciec od czegoś, a dla mnie właśnie przedłużanie na siłę tej szopki było uciekaniem. Teraz też nie jest mi łatwo i nie wiem jak to wszystko rozegrać. Co im powiedzieć, a czego nie. Bo tak łatwo mnie nie puszczą, nie wystarczy że powiem, że nie chce, że nie mam ochoty, że tego nie widzę. Myślałem kiedyś, że będzie mi łatwiej to urwać jak będę już niezależny finansowo, ale to jednak trochę trzyma :P
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2013-11-12, 14:02:49
nic im nie musisz mówić, a jeśli juz zadzwonią to walisz prosto - "nie mamy sobie na razie za wiele do powiedzenia bo nasze światopoglądy sie za bardzo różnią. Dajcie mi na razie spokój" Kropka. :-)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Edyta w 2013-11-12, 14:10:20
Clint
faktycznie rodzice są jakimiś nierefolmowalnymi jednostkami, nie wiem czego oni od ciebie chcą chyba żebyś był takim samym ludzkim robotem jak oni.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2013-11-12, 14:17:46
Mariusz
No taki mam plan, żeby się po prostu nie odzywać i jak będą dzwonić to mówić im, że nie chce, nie mam ochoty, nie widzę potrzeby, itd. Problem w tym, że oni dość szybko zaczną mnie ciągnąc za język, ja nie będę w stanie im tego wytłumaczyć, więc to samo w sobie będzie dość niemiłym doświadczeniem. No bo nie łatwo jest mi powiedzieć prawdę - mam im powiedzieć tak wprost że są na tyle toksycznymi ludźmi, że nie mam ochoty z nimi niczego tworzyć? Ja w przeciwieństwie do nich nie potrafię powiedzieć czegoś tak hardcorowego, bo wiem że to na pewno ich mocno zaboli. Niby nie powinienem się przejmować, ale jednak nie czuję się całkowicie w porządku.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-11-12, 14:31:14
A tam. Moze warto sprobowac ? Ja od roku ojcu jade po calosci, czasem az sie dziwie jego spokojna reakcja ale pewnie ze strachu na to nieodpowiada. Cieszy mnie nieco fakt ze zdominowalem ojca. Kiedys to ja sie go balem , balem sie odezwac a teraz to on sie boi i uwaza na slowa zeby mnie niezdenerwowac.
Niestety w moim przypadku ojciec mysli ze jestem na niego obrazony i dlatego tak mowie podczas gdy ja juz mam o nim wyrobione zdanie. I czy byl bym wzburzony czy nie, zawsze mu powiem ze czuje pogarde wobec takich osob jak on. Bardzo mnie wkurza ze on nic nierozumie, chcialbym go zmieniac , czuje potrzebe pokazania mu jak naprawde sie sytuacja miedzy nami przedstawia. Najgorsze z tego wszystkiego jest uzaleznienie. Gdyby nie to to juz dawno wypial bym sie konkretnie na niego
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2013-11-12, 14:32:07
ja byłbym w stanie nawet powiedzieć - "jak mi nie dacie spokoju to mogę wam zafundować sądowy zakaz zbliżania się i dzwonienia do mnie" :-)  I nie obchodziło, by mnie czy ktoś poczuje sie "zraniony". Bo w praktyce i tak ktoś musi  z taką ICH postawą. Dlaczego to mam byc ja???

Ale lepiej na początku jasno zaznaczyc nowe granice i wykorzystać czas do odpuszczenia sobie resztek zależności i obniżonej  w stosunku do nich samooceny. Z grubej rury można walnąc w ostateczności. W każdym razie ty tu rządzisz !!! :-)))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-11-12, 14:35:20
Z grubej rury mozna przywalic juz jak niema zadnego uzaleznienia finansowego od kogos. Oj jak ja o tym marze co wtedy swojemu dowale..
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2013-11-12, 14:40:50
W sumie to niesamowite jak taka relacja potrafi mocno trzymać. Gdyby Ci ludzie nie byliby moimi rodzicami, to w życiu nie miałbym nic wspólnego z kimś takim jak oni. Bez najmniejszego zastanowienia wywaliłbym ich ze swojego życia. No, ale przez to że jednak nimi są - strasznie mocno to trzyma, to wręcz śmieszne tak kurczowo się trzymać czegoś tak toksycznego. Momentami mam wręcz wrażenie jakbym ulegał ich presjom, że to przecież jest normalna rodzina, że musimy się trzymać razem bo tak i już. To oczywiste, że nikt nie widzi w tym sensu i nikt na to nie ma ochoty, bo mam wrażenie że nawet oni się z tym męczą, ale co mus to mus.

Gdyby nie to, że tworzę nową rodzinę w cudownym związku, w którym dostaje to wszystko czego nigdy nie dostawałem od rodziców - to chyba nie dałbym rady tego zrobić. A tak to jest mi stosunkowo łatwo. No i przy okazji widzę ten ogrooooooomny kontrast między tym co czują do mnie rodzice, a co czuje partnerka. To jest całkowita przepaść :D

Mariusz
Hehe, raczej nie będzie takiej potrzeby, bo myślę że dość łatwo puszczą focha i będą czekać, aż wrócę i przeproszę :D Więc pewnie nawet nie będę musiał dużo mówić.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2013-11-12, 14:55:23
Doktor
Wiem, co czujesz, bo bardzo długo czułem podobnie. Powiem Ci jednak, że z czasem jak uzdrowi się stosunek do przeszłości to Ci minie i poczujesz ulgę :) Dla mnie to jest naprawdę wielka ulga, że nie muszę niczego udowadniać ojcu, nie muszę go do niczego przekonywać, ani nie muszę się na nim mścić czy dokopywać mu. Niech sobie żyje facet własnym życiem, ale niech to życie będzie z dala od mojego po prostu :P
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-11-12, 15:06:02
Clint
Wiem wiem że mi to minie i odpuszcze. Teraz jest we mnie jeszcze sporo nienawiści i żalu do ojca i datego tak pisze.
W sumie to miałem kiedyś jakąś afirmacje na to, zaraz pogrzebie
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Atlanta w 2013-11-14, 19:39:56
Przy­jaciel to mo­je dru­gie Ja, które sa­mym swoim by­ciem zasługu­je na miłowanie. 
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-12-01, 07:39:24
Hej
Borykam się z problemem takim że moje wewnętrzne dziecko wciąż szuka aprobaty i pochwały od ojca, chce mu udowadniać że jest wystarczająco dobre. Oczywiście nigdy tego nie dostanie od tego człowieka wiem że moge to tylko sam sobie dać.
Chciałbym wiedzieć jak to zrobić ? Raz mi się udało wzbudzić do siebie litość i stać się na chwile lepszą wersją swojego ojca ale niepotrafie tego przywołać. Stało się to przez przypadek w wyniku różnych okoliczności
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2013-12-01, 09:14:15
Nie wzbudzaj do siebie litości, to nie jest dobre uczucie. Skup się na docenianiu siebie, zauważaniu dobrych rzeczy, które są, a które bagatelizowałeś bądź których nie widziałeś. Ja Cię praktycznie nie znam, a już mogę powiedzieć na podstawie Twoich wpisów, że możesz być z siebie dumny za całą pracę nad sobą, którą wykonujesz, za to całe dążenie do tego, żeby sobie pomóc. Ja widzę u Ciebie więcej motywacji i chęci do uzdrowienia siebie niż u wielu rozwojowiczów. Masz powody do dumy :) Ja bym był z Ciebie dumny, gdybym był Twoim ojcem - widzisz więc, że to nie jest kwestia tego, że nie zasługujesz, ale tego że Twój ojciec nie potrafi zauważyć i docenić Ciebie. Nie powielaj jego błędu :)

A tych dobrych rzeczy to też jest na pewno więcej :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2013-12-02, 09:27:42
hehe :) Dzięki za miłe słowa Clint
Robiłem takie ćwiczenie że kładłem prawą ręke na gardło i afirmowałem "Doceniam siebie" Dostałem je od Kingi Rozszczyniały. Nawet były rezultaty ale później ręka mnie zaczęła boleć, teraz prawie niemoge sie złapać za gardło bo mi biceps przeszkadza. Musze do tego wrócić
Za gardło moge sie złapać ale w tym ćwiczeniu chodzi żeby całą dłoń położyć na gardle a to już trudne dla mnie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: blu4 w 2013-12-06, 19:51:39
Hej wszystkim:)

To moja pierwsza wypowiedz na tym forum.Zaczelam terapie metoda eft ale niestety jestem tak odcieta na emocje z mojego dziecinstwa ze nic z tego mi nie wychodzi (pracowalam z terapeuta)..Pamietam te wszystkie okropne sytuacje (poza pierwszymi 5-6 latami ktorych nie pamietam wogole). Jak nawiazac kontakt z wewnetrznym dzieckiem do ktorego sie nic nie czuje? Moze jedynie obojetnosc?
Chce sobie pomoc tylko sama nie wiem jak.Ksiazki planuje kupic ale to chwile potrwa a ja czuje ze juz sama ze soba nie wyrabiam.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2013-12-06, 20:17:21
afirmacje "moje dzieciństwo jest dla mnie bezpieczne i niewinne". "przebaczam wszystkim, którzy mnie karali, obwiniali i straszyli jako dziecko", "moje uczucia są dla mnie bezpieczne"
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Atlanta w 2013-12-06, 20:22:54
wiem, że są takie zadania dla początkujących jak praca z własnym zdjęciem jako dziecka, gadanie do tego zdjęcia, lub też do lustra, ale to musi być malutkie lustereczko
Spotkałaś się z czymś takim?
 

Hej wszystkim:)

To moja pierwsza wypowiedz na tym forum.Zaczelam terapie metoda eft ale niestety jestem tak odcieta na emocje z mojego dziecinstwa ze nic z tego mi nie wychodzi (pracowalam z terapeuta)..Pamietam te wszystkie okropne sytuacje (poza pierwszymi 5-6 latami ktorych nie pamietam wogole). Jak nawiazac kontakt z wewnetrznym dzieckiem do ktorego sie nic nie czuje? Moze jedynie obojetnosc?
Chce sobie pomoc tylko sama nie wiem jak.Ksiazki planuje kupic ale to chwile potrwa a ja czuje ze juz sama ze soba nie wyrabiam.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2013-12-06, 20:35:35
blu
Są takie ćwiczenia TRE, na uwalnianie się od traum. Film mozna ściągnąć z Chomika.

Masz kontakt z podświadomością?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wniebowziecie Grubego w 2013-12-06, 20:59:14
blu4

SERDECZNIE  WITAM

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: blu4 w 2013-12-06, 22:02:00
Witam,witam:)

Nic nie wiem na temat metod na temat wewnetrznego dziecka .Wlasciwie ponad 10 lat myslalam ze mimo '' przeszlosci'' problem mnie ''nie dotyczy''.Ze wyszlam z tej gehenny bez drasniecia..Ale ostatnie 2 lata juz mecze sie strasznie ze soba .
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: blu4 w 2013-12-06, 22:05:42
Nie wiem czy mam kontakt z podswiadomoscia.Ale bardziej sklaniam sie ku temu ze nie mam.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Atlanta w 2013-12-08, 22:03:01
Zamykam oczy. Przenoszę uwagę ze spraw zewnętrznych, z otoczenia na moje ciało. Wykonuję cztery głębokie oddechy... Jeszcze bardziej odczuwam moje ciało... Przenoszę uwagę do swojego wnętrza, do centrum klatki piersiowej. Zaczynam odczuwać tu coraz większe, przyjemne, rozszerzające się ciepło... Ciepło stopniowo obejmuje całe moje ciało... Myśli wyciszają się, jestem tylko ich obserwatorem, pozwalam im swobodnie przepływać... Skupiam uwagę jedynie na swoim oddechu. Czuję płynne ruchy klatki piersiowej. Wdech – unoszenie, wydech – opadanie... Odczuwam, że jestem w moim ciele...
W stanie głębszego wyciszenia i odprężenia, jeśli chcę, mogę jeszcze bardziej doświadczyć swojego wnętrza. Spotkać się ze sobą samą...

Jest we mnie taka część, którą nazywam wewnętrznym dzieckiem. To ta pierwotna, czysta, niewinna i radosna część mnie, która przejawiała się w pełni w moim najwcześniejszym dzieciństwie...
Bardzo łatwo mogę skontaktować się z moim wewnętrznym dzieckiem, w każdej chwili i w każdym miejscu. Być może nie próbowałam jeszcze tego i nawet nie zdawałam sobie sprawy, że jest to możliwe...
Dzięki temu spotkaniu mogę poczuć i doświadczyć swoją wewnętrzną czystość, niewinność i radość a przede wszystkim jedność ze wszystkim cokolwiek istnieje, której doświadczałam we wczesnym okresie mojego dzieciństwa. To poczucie sprawiało, że czułam się szczęśliwa i bardzo bezpieczna... Dzięki temu mogłam z wielką odwagą i pasją wchodzić wciąż w nowe doświadczenia, które przynosiło mi życie. Byłam ich bardzo ciekawa i radośnie je witałam. Uczyłam się i poznawałam. Patrzyłam zawsze świeżym spojrzeniem na każde doświadczenie, na każdy dzień, na każdą relację...
Pomimo upływu lat, te wszystkie uczucia cały czas są we mnie. Są to Dary, z którymi przyszłam na świat i które pozostają nieodłączną częścią mnie...
Być może wydawało mi się, że je utraciłam i poszukiwałam ich na zewnątrz siebie, w przedmiotach, ludziach, sytuacjach. A tymczasem one stale są w moim wnętrzu...
Jeśli jestem gotowa na przywitanie poczucia bezpieczeństwa, które jest moim naturalnym stanem, na przywitanie niewinności, czystości i radości, mogę przywitać się teraz z tą częścią mnie, która nazywana jest wewnętrznym dzieckiem...
Jeśli chcę, mogę zobaczyć je w mojej wyobraźni jako dziecko w fizycznej postaci. To jestem ja z wczesnego dzieciństwa... Widzę to dziecko, odczuwam je w samym centrum mojej klatki piersiowej, tuż przy moim sercu. Ono zawsze tu było. Choć może nigdy nie patrzyłam na nie tak jak teraz. Widzę jego twarz... Czuję jego bliskość... Ono patrzy na mnie... Patrzy w moje oczy... Widzę w nich miłość... Niewinność... Patrzy na mnie delikatnym spojrzeniem... Czeka...
Jeśli chcę, mogę teraz z nim porozmawiać... Mogę spytać je o to, co chcę wiedzieć... Mogę objąć, przytulić... Mogę powiedzieć mu, co do niego czuję... Mogę z nim rozmawiać... Śmiać się... Płakać... Cokolwiek teraz czuję, mogę to zrobić... Mam teraz na to tyle czasu ile potrzebuję...
(...)
Jeżeli uświadamiam sobie i rozumiem potrzeby mojego wewnętrznego dziecka, jeżeli jestem w stanie je zaspokoić, wówczas doświadczam większej pełni, poczucia bezpieczeństwa, radości i szczęścia. Ta część mnie, reprezentowana przez wewnętrzne dziecko, potrzebuje również uwagi, zrozumienia i miłości. Jeżeli otrzymuje je, wzbudza i podtrzymuje we mnie radość życia, ekspresję, spontaniczność, pomaga w urzeczywistnianiu pasji i doświadczaniu twórczego życia...

Oddycham w pełni i swobodnie...
Teraz, w moim własnym rytmie powracam do rzeczywistości, która mnie otacza... Powoli, we właściwym dla mnie czasie otwieram oczy.

Szczęśliwe wewnętrzne dziecko doświadcza szczęśliwego dnia właśnie dziś.

Jeżeli uświadamiam sobie i rozumiem potrzeby mojego wewnętrznego dziecka, jestem w stanie uświadomić sobie i zrozumieć również potrzeby tego dziecka, którego jestem fizycznym rodzicem. Wówczas otwieram mu przestrzeń do twórczego, niezależnego życia, ekspresji, spontaniczności. Ostatecznie otwieram mu drogę do doświadczania głębokiej, duchowej sfery życia, realizacji swojego najwyższego potencjału. Otwieram mu drogę do doświadczeń jedności, poczucia bezpieczeństwa, spełnienia i tego wszystkiego, co sobie wymarzy...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2013-12-20, 11:06:06
No cóż, wygląda na to, że spaliłem mosty jeśli chodzi o moich rodziców. Nie zrobiłem tego w ładny sposób, ale nie miałem na to ani sił, ani ochoty. Po prostu przestałem odbierać telefony, a kiedy zaczęli domyślać się że coś jest nie tak, to dowiedzieli się przez siostrę, z którą normalnie i otwarcie rozmawiałem o wszystkim, ze urywam z nimi kontakt na stałe. Nie widziałem potrzeby tłumaczenia czegokolwiek, bo wiedziałem że i tak by nie zrozumieli, a na dodatek zostałbym zbluzgany i ciśnięty od czubków, egoistów, itd. Postanowiłem sobie więc tego oszczędzić i nie żałuje tej decyzji.

Czuję się ostatnio lepiej dzięki temu wszystkiemu (ten proces trwa od jakiegoś czasu) - jakoś tak czuję się dużo pewniejszy siebie, jest mi przyjemniej ze samym sobą i mam poczucie, jakby jakość mojego życia miała się teraz jeszcze bardziej polepszyć, szczególnie w kwestiach materialnych (nie wiem czemu, ale się domyślam powodów).

Wczoraj jak się dowiedziałem od siostry, że w domu była dzika awantura z tego powodu, a ona była przez godzinę przesłuchiwana jak w więzieniu to wywalił mi jakiś strach jeszcze związany z takimi sytuacjami, ale po raz pierwszy mogłem się uspokoić i poczuć, że teraz już mnie ta patologia nie dotyczy. Dobrze jest odzyskać niezależność i wolność. Teraz widzę, że sama wyprowadzka nie załatwiła problemu, trzeba było się jeszcze oderwać psychicznie i emocjonalnie od tego bagienka.

Podoba mi się ta wolność :) To był jeden z najważniejszych kroków w moim rozwoju i chyba wręcz podsumowanie pewnego etapu :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2013-12-20, 11:20:26
gratulacje :-)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2013-12-20, 11:53:25
Dziękuje :)

Swoją drogą muszę przyznać, że nie wiem czy potrafiłbym to zrobić, gdybym nie miał tak cudownego związku. Jednak lęk przed byciem całkowicie samemu też robił swoje (pomijając już bezpieczeństwo materialne), ale to chyba naturalne że nie chcemy zostawać sami jak palec, skazani tylko na samych siebie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2013-12-20, 12:07:24
na pewno jeśli partner nie krytykuje naszych pomysłów (jak rodzice), a jeszcze nas chwali to w praktyce działa to ogromnie wspierająco. Ale myślę, że i mieszkając samemu ten efekt tez by był w dużej mierze osiągnięty. Ważne żeby nie przyciągac sobie osób, które będą z nas niezadowolone (i zastapią w ten sposób rodziców).

A doszedłeś jakie miałeś intencje decydując się na ich wybór jako rodziców?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2013-12-20, 12:27:13
No ja dostałem od ukochanej bardzo dużo wsparcia, jak zresztą we wszystkim :)

Miałem taką osobę, która mi robiła za dwójkę rodziców w pracy i to była jakaś masakra, ale ostatnio dzięki tym wszystkim zmianom to się bardzo zmieniło - teraz mam spokój ze strony tej osoby, a pozostałości denerwujących mnie wcześniej zachowań całkowicie po mnie spływają i nie robią na mnie żadnego wrażenia. Dla mnie to znak, że coś się naprawdę uzdrowiło.

Jeśli chodzi o intencje to jest to dosyć złożona kwestia, odkrywałem to po kawałku przez ostatnie 5 lat - to były zarówno kwestie karmicznych relacji z konkretnie tymi osobami, jak i wiele destrukcyjnych wzorców, które miały świetne warunki do realizowania się w tej właśnie rodzinie. A że to wszystko sobie odpadało przez ostatnie lata, to teraz już nie mam nic wspólnego z nimi :P
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2014-01-20, 02:53:55
Pytanie blu4 co do objwów paniki, przeniosłem tu:
http://designersites.pl/cudaducha/index.php?topic=890.0
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2014-02-21, 14:06:46
Minęły ponad 3 miesiące od ostatniego kontaktu z rodzicami i jakieś 2 od kiedy dowiedzieli się o tym.

Muszę przyznać, że wszystko się potoczyło lepiej niż się spodziewałem. Dość szybko rodzice sobie odpuścili dzwonienie, a z tego co się dowiedziałem od siostry - wygląda jakby zapomnieli że w ogóle mieli jakiegoś syna, co mi całkowicie odpowiada. Szybko zapomnieli również o obietnicach poprawy, staraniu się ,wspólnym spędzaniu czasu i innych takich rzeczach, które obiecali siostrze, czyli wszystko wróciło do normy. Nawet utrata jednego dziecka nie dała im nic do myślenia i się pewnie mocno zdziwią, kiedy stracą drugie i zostaną sami. To już ich sprawa, a dla mnie kolejny dowód na to, że w tej relacji nie było czego ratować.

Przez większość czasu w ogóle nie myślę o rodzicach, często jest tak, jakby nigdy nawet nie istnieli. Szybko przyzwyczaiłem się do życia, w którym w ogóle ich nie ma i jest mi z tym naprawdę dobrze. W końcu czuję się wolny, niezależny i samodzielny. Lubię ten stan, to uczucie że mogę sobie radzić nawet wtedy, kiedy muszę to robić sam.

Zdarza się tylko, że pojawiają się czasem w snach, ale tylko kilka z nich miało podłoże emocjonalne, w tym jeden był konkretny dość, bo przywołał uczucie paniki z dzieciństwa i sprawił, że zacząłem się dusić w tym śnie, co mnie przebudziło. Pierwszy raz coś takiego mi się zdarzyło. No, ale to dla mnie dobry znak, bo to pokazuje że nie uciekłem całkowicie od tematu, nie odciąłem się od nieuzdrowionych do końca tematów, lecz przerabiam je dalej, już bez fizycznej obecności rodziców, która i tak była tylko zbędną nieprzyjemnością. No i normalnie, po za snami też mi czasem coś wywali i coś tam sobie uzdrowię, tak jak było wcześniej przed urwaniem kontaktu - z tą różnicą że oszczędziłem sobie wielu nieprzyjemnych sytuacji.

W międzyczasie dość konkretnie zanikało zainteresowanie tym, co tam się dzieje u nich i co sądzą o tym wszystkim. Na początku to wiadomo, było sporo zamieszania i emocji, więc nieco łapczywie wyciągałem od siostry co się dzieje. Ciężko było nie być ciekawym. Teraz już wszystko opadło i nie czuję żeby było mi do czegokolwiek potrzebne wiedzieć, co się u nich dzieje, pozostały jakieś tam tlące się resztki ciekawości.

Decyzji swojej nie żałowałem nawet przez najmniejszy moment przez całe te 3 miesiące i nie sądzę żebym kiedykolwiek miał żałować.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Martinus w 2014-02-21, 18:09:57
Clint, to może najlepiej ZAMUROWAĆ SIĘ, żeby mieć spokój z wszystkim, co wkurwia i z potencjalnym czymś, co się może przypadkiem pojawić w życiu, co może wkurwiać?

Nie rozumiem Twojego podejścia. Wiadomo, masz prawo robić, co chcesz, nawet zainstalować fortepian na suficie. Wolna wola. Ale tej Twojej walki z rodzicami, zwalania na nich winę itd., nie kapuję w ogóle.

Siedzisz w tym rozwoju długo i nie widzisz, że na zewnątrz jest lustro naszych relacji z różnymi częściami siebie? Że rodzice symbolizują Ci coś w Tobie?

Rodziców nigdy nie zmienisz. Możesz zmienić żonę. Rodziców, rodzeństwa, swoich dzieci nigdy nie zmienisz. Przez całe życie będą rodzicami, rodzeństwem, swoimi dziećmi. I dlatego to zazwyczaj, jeżeli nie zawsze są NAJLEPSZE lustra, czyli innymi słowy najlepsi nasi nauczyciele w uzdrawianiu, w otwieraniu się na siebie prawdziwych.

Rodzice to nasze drzwi, przez które wchodzimy na ten świat. Już to oznacza, że są oni ważni w rozwoju, w uzdrawianiu itd.

Te drzwi mówią o naszej energii, jaka w nas jest. Z jaką wchodzimy na ten świat. Prawdopodobnie o naszych najważniejszych rzeczach do przerobienia.

Sam buntowałem się na swoich rodziców. Prawdopodobnie jednym z powodów, że wyjechałem do USA byli rodzice. Ale teraz po prostu ich lubię. Zacząłem widzieć, czegoś, czego wcześniej nie widziałem. Nie widziałem ich już 7 lat (niestety na razie nie jestem w stanie odwiedzić Polski), i zaczynam cholernie za nimi tęsknić. I śmieję się czasami z czasów, gdy był we mnie totalny wkurw na nich.

Zamiast wkurwiać się na rodziców, odrzucać, niszczyć, ja na Twoim miejscu sprawdziłbym, co oni reprezentują w Tobie i co w sobie chcesz zniszczyć, usunąć itd.

Widać, że cały czas masz reakcję emocjonalną związaną z nimi. Bo inaczej, po co byś pisał to, co poniżej? Według mnie po prostu okłamujesz sam siebie.

Piszesz tak, przynajmniej tak czuję, jakbyś oczekiwał, że inni Ciebie pochwalą za to, co zrobiłeś: "Tak Clint zajebistą rzecz zrobiłeś, odcinając rodziców od swojego życia".

Rodzice są różni, wiadomo. Ja na szczęście mam dobrych. Choć różnie było ze mną. Wiem, że u niektórych jest piekło w domu. Ale zawsze jest to projekcja czegoś w środku. Relacji względem różnych części siebie w sobie.

Wiele osób mnie wkurwiało i wkurwia. Ale zauważyłem już od długiego czasu prostą rzecz. Za każdym razem, problem był we mnie. Coś odrzucałem w sobie, czegoś nie chciałem w sobie. I gdy to mijało, wkurw też mijał i o dziwo Ci ludzie się też zmieniali. Albo znikali z mojego życia, albo przestawali mnie traktować tak, jak traktowali.

Więc, wiadomo Twoje życie, twoje decyzje, wybierasz swoje doświadczenia bla bla bla itd., ale ja na Twoim miejscu poszedłbym za swoją reakcją na swoich rodziców i poszukał w sobie.

To takie proste cholera, ale wiem, że czasami pewne rzeczy trudno zauważyć, nawet jak się je ma przed czubkiem nosa.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2014-02-21, 18:30:33
Jedna sprawa - rodzice nie są wyjątkowymi osobami. Z rodzicami nie ma się nic wspólnego duchowo (chyba że się wybierze bliskich - i tylko taki jest związek z tym) tylko karmicznie. Ja znałem swoich obecnych rodziców na długo zanim byli moimi rodzicami. To że wybrałem ich na to wcielenie, wynika z powiązań karmicznych i wspólnych interesów, które chcieliśmy zrealizować (w większości, a może i w całości? nierealistycznych). Relacja z rodzicami nie jest wyjątkowa, chyba że przypiszemy jej takie znaczenie i tylko z tego względu staje się wyjątkowa. Ja osobiście nie mam potrzeby zrywania kontaktu (pozwalam by rozchodził się po kościach), nie wnikam w intencje Clinta i to czy to dla niego słuszne. W każdym razie, o ile warto uzdrawiać relacje z rodzicami (czasem i bez ich udziału), stawiać w nich jasne granice to nie ma co przypisywać relacjom z rodzicami cech, których one nie mają. Twoje relacje z rodzicami mogą być właściwe dla Ciebie, tak jak moje właściwe dla mnie. Każdy realizuje to czego chce, w zgodzie ze swoimi intencjami i dopasowuje do tego odpowiednie warunki rodzinne (lub ich brak). Ja wiem na tą chwilę, że to w co ja wszedłem to wielkie nieporozumienie, tak dla mnie jak i dla rodziców, ale nie uzależniam się też od tego, wiedząc że nadal mogę kreować to czego chcę, choć może w innych okolicznościach czy innymi środkami.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Felicite w 2014-02-21, 18:39:15
Clint,
a ja Ci powiem tak: zajebistą rzecz zrobiłeś odmawiając krzywdzenia siebie przez niereformowalne (bądź też reformowalne, ale przecież nie Ty od tego jesteś) osoby. I nie ma znaczenia to, że chodzi akurat o Twoich rodziców. Brawo :)
I powiem jeszcze, że masz prawo do wsparcia i utwierdzenia Cię w tym, że zrobiłeś dobrze (bo w końcu złamałeś społeczne tabu, więc to normalne, że możesz nie czuć się do końca pewnie i komfortowo z tym, co zrobiłeś, nawet tylko podświadomie). Zresztą ja wychodzę z założenia, że co byś nie zrobił, to zrobisz dobrze, jeśli tylko decyzja o postąpieniu tak, a nie inaczej jest Twoja i tylko Twoja. To bardzo wzmacnia pewność siebie i szacunek do siebie. I najwięcej uczy :)

Martinus,
tak używając Twojego słownictwa, to Clint musi Cię bardzo "wkurwiać", skoro tak na niego reagujesz ;)
Nie wchodzę zbyt często na forum, ale rzuciło mi się to (czyli Twoja reakcja w postaci chęci nauczenia tego niegrzecznego dziaciaka Clinta jak powinien postępować) w oczy nie pierwszy raz.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2014-02-21, 18:50:23
uważam, że zerwanie relacji z jakimikolwiek osobami, które sa toksyczne jest jak najbardziej sensowne. I to, że są to rodzice nie ma znaczenia jak pisze Witek. Odcięcie im możliwości włażenia w nasze życie, sprawy, ranienia nas po sercu - a w bezpośredniej relacji to działa o wiele silniej niż na odległość - to dobry początek uzdrawiania.

To raczej utrzymywanie kontaktu licząc że jak my się zmienimy(sami siebie pokochamy) to oni nas wreszcie zaakceptują jest karmą(podszytą poczuciem winy zapewne). Po pierwsze to pokochanie siebie może  potrwać. Dwa - jak ktoś ma złą wolę to pokochanie siebie w relacji z nim i tak oznacza szybką wyprowadzkę
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2014-02-21, 18:55:53
Martinus
Piszę, bo lubię się dzielić swoimi doświadczeniami, bo pomaga mi to sobie poukładać pewne rzeczy, a także po to by burzyć mit "rodzica - świętej krowy". Bo zapewne jest więcej takich osób, która trzyma się toksycznych ludzi, ulegając wszechobecnej presji traktowania rodziny jak czegoś na super specjalnych warunkach.

Ja w ogóle nie rozumiem o co Ci chodzi. Sugerujesz że mam się trzymać jakichś ludzi, tylko dlatego że są jakimś super hiper niesamowitym lustrem? Mam znosić ludzi, którzy jedynie chcą mnie obrzucać błotem i podtrzymywać relację w której nie mamy ze sobą NIC wspólnego? W imię czego? W imię jakiegoś lustra? Myślisz że bez nich nie jestem w stanie zauważać swoich problemów? Myślisz że odcinając się od nich, odciąłem się też od emocji i obciążeń z dzieciństwa?

Tak się składa, że jestem w związku, w którym partnerka jest dla mnie 100 razy lepszym lustrem niż rodzice. Zobaczyłem i uświadomiłem sobie rzeczy, których rodzice w życiu nie byli mi w stanie pokazać. Już Twoje pierwsze zdanie jest bzdurą z jednego powodu - właśnie w tym związku było wiele rzeczy, które mnie wkurwiało, frustrowało i powodowało inne nieprzyjemne rzeczy. Stanąłem przed swoimi problemami tak mocno i intensywnie jak jeszcze nigdy. I wiesz co? Od niczego nie zamierzałem się odcinać, uciekać czy zwalać winę na drugą stronę. A to dlatego, że ona przynajmniej mnie kocha, wspiera, jest po mojej stronie. Rodzice byli głównie zainteresowani swoimi chorymi potrzebami. Po kiego mi lustro, które chce tylko mnie kopać i nic więcej?

Nie rób więc proszę ze mnie zwykłego dzieciaka buntownika. Nie wiem jak bardzo musiałbym się nie szanować, żeby tkwić w tej przeklętej relacji, bo lustro. Nie jestem pieprzonym masochistą. Nie widzę też powodu dla którego moja zmiana intencji miała sprawić, że mój ojciec przestałby być dupkiem w stosunku do mnie. Bo jak dla mnie teraz moi rodzice jako lustro pokazują mi to, że zmieniłem swoje intencje na lepsze - bo po prostu ich nie ma już w moim życiu. I całe szczęście że mam swój rozum i nie ulegam takim duchowym mądrością, za to sobie jestem wdzięczny.

I tak, pisałem tego posta na pełnym wkurwie (ojej, to takie nieduchowe się wkurwiać - tata lustro by mi to pokazał i by mnie uzdrowił swoją lustrowością), a to dlatego że strasznie mnie denerwuje społeczne narzucanie pieprzonych wartości rodzinnych. Jakbyś miał takich starych jak ja, to byś zrozumiał dlaczego.

Mam nadzieje, że nie uraziłem, bo nie miałem takiego zamiaru.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2014-02-21, 19:08:34
Felicite :)

btw podpisuje się pod tym, co napisali Witek, Felicite i Mariusz :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Davvidia w 2014-02-21, 19:41:52
O fajna dyskusja ale niestety na dużej nieświadomości :) bo swiadomośc lustra to trzeba najpierw mieć, a ona jest na bardzo subtelnych poziomach, więc jak ktoś tego nie widzi, to po prostu jeszcze nie widzi i tyle. I wtedy można obwiniać na zewnątrz, uciekać, walczyć itd aż do nabycia tej świadomości.
O ile sie nie myle to Leszek bada parametr swiadomosci lustra wahadłem. Można sprawdzić jak sie to widzi i czy sie widzi. Zawsze kolejne wyzwanie do pracy nad sobą.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-02-21, 21:35:36


Siedzisz w tym rozwoju długo i nie widzisz, że na zewnątrz jest lustro naszych relacji z różnymi częściami siebie? Że rodzice symbolizują Ci coś w Tobie?


Martinus
 Nie każdy wszystko potrafi zrobić. Do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć, dorosnąć i wtedy żadne tłumaczenie nic nie da, bo to kwestia odpowiedniego poziomu.
Ja też uważam że odcinając rodziców, odcina się niewygodne części siebie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2014-02-21, 22:12:10
Chciałbym dodać że nadawanie tak wielkiej wagi rodzicom jest uwarunkowane społecznie i kulturowo, a nie pochodzi to z poziomu boskości. Bywały i zapewne są w różnych miejscach świata takie kultury, gdzie ten stosunek do rodziny jest zupełnie inny i gdybyśmy żyli w takim miejscu to nie byłoby żadnego problemu. No ja rozumiem, że to są wartości, którymi przesiąkamy nie tylko od urodzenia, ale wręcz od wielu, wielu wcieleń, no ale to chyba w rozwoju chodzi o to, żeby wychodzić ponad takie ograniczenia?

Wystarczy na sytuacje spojrzeć z dystansem, bez emocji. Moi rodzice to ludzie w których życie się wpakowałem wykorzystując ich podatność na to - byłem wpadką i widać było całe życie że oni nie chcieli ani nie potrafili być rodzicami, mimo innych deklaracji. Pewnie nawet nie chcieli nimi być razem ze sobą, ale wyszło jak wyszło. Wszyscy mieliśmy niefajne intencje i pewną przeszłość karmiczną, która prowokowała do dosrywania sobie nawzajem. I teraz ja sobie intencje pooczyszczałem (nieważne czy do końca czy nie) i najzwyczajniej w świecie nie jestem zainteresowany podtrzymywaniem tej relacji, bo mnie nigdy z nimi nie łączyło nic więcej niż wspólna, obciążająca karma. I po tylu latach było widać, że wszyscy w naszym domu byli zmęczeni sobą nawzajem i nie widzieli po co się trzymają razem - oni sobie wmawiali różne wartości rodzinne i poczucie obowiązku i tylko to kierowało nimi przy robieniu różnych rzeczy - narzucone społecznie wartości, a nie prawdziwe uczucia. I skoro mi przeszła ochota na podtrzymywanie tej szopki (nasza rodzina nigdy nie była niczym więcej niż udawaną szopką) to po kiego grzyba miałbym z nimi trzymać? Żeby się bawić dalej w udawanie że jesteśmy rodziną, skoro nigdy nią nie byliśmy?

Wielu osobom się to w głowie nie mieści, bo większość ludzi z którymi o tym rozmawiałem to coś tam rodzinnego w domu miała - jakieś wspólne więzi, trochę ciepła, wsparcie czy coś tam innego - nawet jak było niezbyt ciekawie, to jakieś rodzinne uczucia gdzieś się pojawiały. A u mnie to funkcjonowało jak w jakiejś chorej firmie - ojciec jako szef tyran, matka jako znudzona i zmęczona gosposia i dzieci jako pracownicy najniższego szczebla do czarnej roboty i pomiatania. Noż kurde, w firmie w której obecnie pracuje ludzie sobie okazują większe więzi i ciepło niż u mnie członkowie rodziny między sobą okazywali.

Ja niczego nie zwalam na tych ludzi, jestem świadomy swojego wkładu w cały ten układ. Po prostu już nie chce w tym uczestniczyć, to że z niego zrezygnowałem nie znaczy, że puściłem focha czy że nienawidzę rodziców. Bo nie czuję już do nich nienawiści. Jasne że są jeszcze jakieś emocje gdzieś głębiej, ale ja nie potrafię już się denerwować myśląc o nich czy wkurzać się na to, jacy byli. Wiadomo, gdzieś tam coś może chętnie bym udowodnił czy coś takiego, ale większych emocji już nie ma. Nie mam absolutnie żadnego żalu do tego, że są jacy są. Sam sobie wybrałem takich rodziców, sam też zrezygnowałem. Nie będę przecież czekał aż umrą bądź ja umrę, bo co to ma zmienić?

Cytuj
Ja też uważam że odcinając rodziców, odcina się niewygodne części siebie.
Ja bym się z tym nie zgodził. Oczywiście może tak być, ale nie musi. Rodzice nie stanowią części mnie, uwarunkowali w jakiś sposób to, jaki jestem, ale nie są mną w żadnym razie. Nawet kiedy denerwuje się mój ojciec, to nie jest jego cząstka we mnie. To jestem ja, kopiujący jego wzorce, ale wciąż ja. Właśnie to do mnie dotarło i poczułem sporą ulgę, bo przyznam że te kwestie mnie trochę męczyły :)

No tak, przecież dziecko przejmując od rodziców wszelkie wzorce, nie przejmuje absolutnie wszystkiego jak leci, ale to na co jest podatne. W końcu nie jesteśmy klonami naszych rodziców, nawet jeśli przejawiamy dużo ich wzorców. I to są mimo wszystko nasze wzorce, a nie ich, nawet jeśli mamy je dzięki nim.

Dziękuje za wymianę opinii, przydała mi się :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Atlanta w 2014-02-21, 22:14:24
powiem wam, że bardzo lubię moich rodziców.
Ale rzeczywiście partner jest ważniejszy.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-02-22, 07:35:28
Tu chodzi o coś innego, o tych wewnętrznych rodziców których każdy z nas sobie wyhodował w sobie poprzez cały proces rozwojowy, całe dzieciństwo.

Rodzice zewnętrzni są materializacją tych wewnętrznych i oni nam pokazują tego wewnętrznego, tego którego my sami nie chcemy zobaczyć bo nam on nie pasuje. Gdy odetniemy od siebie tych zewnętrznych to nie mamy szansy na zobaczenie w sobie tych wewnętrznych, bo nic nas do tego nie zmusza a zobaczenie ich i skonfrontowanie się z nimi jest nieprzyjemne, więc od tego nieświadomie uciekamy.

A tamtego posta pisałeś w kurwie bo wewnętrznie czujesz że coś jest nie tak, że ta obecna sytuacja nie jest do końca taka czysta i zgodna z twoim prawdziwym dobrem.
Takie męczenie się z niechcianymi rodzicami wydobywa na powierzchnię to czego nie chcemy w sobie zobaczyć. A sytuacja gdy się z nimi nie mieszka jest do tego najlepsza
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2014-02-22, 08:55:55
W ogóle to nazwa "rodzice " jest myląca, nadużywana i niepotrzebna. Oni są tylko dawcami ciała fizycznego, no i pomocnikami we wczesnych latach w zdobywaniu pożywienia itp. Prawdziwym rodzicem jest Bóg.
Kiedy ja uzywam sformułowania "karma z matką" to oznacza karmę z wewnętrznym rodzicem o którym pisze Inga , a nie potwierdzenie że ona jest rzeczywiście dawcą mojego istnienia

Taka świadomość też na pewnym poziomie uwalnia od zależności


TO samo dotyczy pojęcia "dziecko", "jestem lub byłem dzieckiem". Co to znaczy że jestem dzieckiem?? Jestem ciałem fizycznym we wczesnej fazie rozwoju?? Czy ja w ogóle jestem ciałem fizycznym? Raczej nie

Jeszcze dodam, że w wizji Oświeconego działania jaką kiedyś miałem widziałem, że gdyby do Oświeconego przyszli jego fizyczni rodzice to - gdyby nie mieli silnej intencji korzystania z tego co akurat ma on do zaoferowania, a tylko intencję do odgrywania ról karmicznych - to by im pokazał drzwi albo odprawił do domu na progu. I nie oznacza to że miałby z nimi karmę.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2014-02-22, 08:58:01
Martinus
 Nie każdy wszystko potrafi zrobić. Do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć, dorosnąć i wtedy żadne tłumaczenie nic nie da, bo to kwestia odpowiedniego poziomu.
Ja też uważam że odcinając rodziców, odcina się niewygodne części siebie.

A jak uważasz że jest z odcinaniem się od opętujących duchów? Trzeba się od nich odcinać czy lepiej akceptować że opętują? I jakie są skutki jednego i drugiego? Czy jak zaakcetuję że mnie opętuje coś to wtedy to przeminie i się uzdrowi, czy się pogłębi opętanie?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-02-22, 09:25:59
A jak uważasz że jest z odcinaniem się od opętujących duchów? Trzeba się od nich odcinać czy lepiej akceptować że opętują? I jakie są skutki jednego i drugiego? Czy jak zaakcetuję że mnie opętuje coś to wtedy to przeminie i się uzdrowi, czy się pogłębi opętanie?


W ogóle nie wiem co widzisz wspólnego miedzy rodzicami i duchem opętującycm więc nie wiem jak mam odpowiedzieć na to pytanie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2014-02-22, 09:44:34
no  - wg  tej teorii , że ataki  na siebie  trzebie cierpliwie znoscić bo inaczej odcinamy się od części siebie, któa nas atakuje i presjuje - to nie jest ważne źródło presji i ataków. Poddanie, akceptacja ppowinny skutkować uzdrowieniem
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Edyta w 2014-02-22, 09:58:04
Przykro mi, czuję to inaczej  - to rodzice odcięli się od Clinta
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-02-22, 10:01:18
no  - wg  tej teorii , że ataki  na siebie  trzebie cierpliwie znoscić bo inaczej odcinamy się od części siebie, któa nas atakuje i presjuje - to nie jest ważne źródło presji i ataków. Poddanie, akceptacja ppowinny skutkować uzdrowieniem

to wszystko co napisałeś to twoje wyobrażenia tego co niby ja napisałam.

Jeżeli coś od siebie odetniemy to tego nie widzimy i przez to nie mamy szansy tego uzdrowić.
Chodzi o oczyszczanie związku z rodzicami tak aby stał sie pozytywny lub neutralny, a w tym czasie zachodzi oczyszczanie związku z rodzicem którego mamy w sobie i którego nie akceptujemy.
Ten nasz rodzic wewnętrzny nas nie opętuje bo to część naszej osobowości, którą trzeba ze sobą zintegrować.
A swoje ataki na siebie trzeba cierpliwie znosić dopóki się ich nie rozwiąże.
I tu wcale nie chodzi o to aby cierpliwie znosić ataki rodziców, bo równie dobrze można z nimi walczyć, jak ktos woli.

Poddanie, akceptacja ppowinny skutkować uzdrowieniem-
nie, uzdrowienie zachodzi poprzez uśwaidamianie sobie tego co się dzieje, tego co w nas zachodzi, przyczyn i skutków.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-02-22, 10:02:08
Edyta
Ale Clint pisał że to on się od nich odciął
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2014-02-22, 10:05:14
Inga
ale Clint nie napisał że odciął się od swojego wnętrza, od wewnętrzxnego rodzica siedzącego w nim. On sie odsunął od osób. Jeśli to zrobimy bez zaciskania serca, bez złości i obwiniania ich to jest korzystne i właściwe

ps
stwierdzenie że są toksyczni i wredni to niekoniecznie jest obwinianie. To może być stwierdzenie faktu jeśli tacy są rzeczywiście
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lynd Seagull w 2014-02-22, 10:24:20
A swoje ataki na siebie trzeba cierpliwie znosić dopóki się ich nie rozwiąże.
I tu wcale nie chodzi o to aby cierpliwie znosić ataki rodziców, bo równie dobrze można z nimi walczyć, jak ktos woli.

Inga,
Tylko czasem dochodzi kwestia ustawiania priorytetów. Czy jeśli rozbolał mnie ząb, a wizytę u dentysty mam dopiero po weekendzie, to czy zrobię źle, jeśli w międzyczasie wezmę środek przeciwbólowy? Jeśli mam w ten weekend wycieczkę lub ważne szkolenie, to czy muszę pozwalać aby ten ból mi przeszkadzał, póki się go nie rozwiąże?

Clint ma teraz pełne ręce roboty z pierwszą właściwą pracą, szukaniem mieszkania, związkiem itp. Doskonale rozumiem czemu tak wybrał.

Dodatkowo trzeba się liczyć z konsekwencjami takiego cierpliwego znoszenia, które mogą okazać się gorsze niż samo odcięcie. A co jeśli osoba zdołowana przez taki zewnętrzny wpływ, nie wykorzysta fajnej okazji do zmian w życiu, bo zabraknie jej odwagi lub poczucia zasługiwania na nie? I tak np córka dołowana przez matkę nie przyjmie oferty zmiany pracy na lepszą (ale i bardziej odpowiedzialną), bo ciągle słyszy jak to ona "nic nie potrafi porządnie zrobić." Zostanie więc w starej i toksycznej.
Gdyby zmieniła pracę, może zobaczyłaby że można inaczej i byłaby w stanie oczyścić relację z matką szybciej, niż gdy ciągle jest atakowana i cierpliwie to znosi. Nowa praca zmieniłaby jej postrzeganie tego co jest normalne -- a z matką i w starej pracy, normalne są ataki.

No i jednak: odcinając całkiem nie ucieknę, bo gdyby mi absolutnie nic już miało nie przypominać o tym problemie... to znaczy że go nie mam i mogę sobie lekko żyć :) Przy odcięciu i tak będzie coś przypominać. Kwestia świadomości.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-02-22, 10:26:16
A jak miał napisać że się odciał jeżeli nawet nie uświadamia sobie istnienia takiego wewnętrznego rodzica i nie ma z nim kontaktu.
Zauważenie takiego rodzica wcale nie jest łatwe.
Ty widzisz swojego wewnętrznego ojca?

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Edyta w 2014-02-22, 10:28:37
Edyta
Ale Clint pisał że to on się od nich odciął
tak Clint tak napisał ale to oni porzucili go (odcięli się ) już znacznie wcześniej . Można z kims żyć i być przez niego porzuconym to ogromne cierpienie bo doświadcza się porzucenia wielokrotnie. Rodzice porzucają swoje dziecko gdy nie chcą zaakceptować go takim jakie ono jest. Clint tylko odciął się od przeżywania swojego cierpienia stale od nowa będąc porzucanym w rozmowach, zachwaniach, kontaktach.

uświadomiła mi to moja córka którą i ja kiedyś porzuciłam (nie fizycznie ) na jakiś czas. Wiele lat pracujemy nad odbudowaniem miłości pomiędzy nami, myślę że nam się udało. Codziennie mówimy sobie że się kochamy pracujemy nad wybaczaniem gdy sie klócimy. Ona też była zbuntowana, złościła się , odcięła się ode mnie wybierając toksyczną koleżankę ale pod tym wszystkim ukrywała swoją rozpacz, smutek i żal. To ona nauczyła mnie miłości.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-02-22, 10:41:07
Inga,
Tylko czasem dochodzi kwestia ustawiania priorytetów. Czy jeśli rozbolał mnie ząb, a wizytę u dentysty mam dopiero po weekendzie, to czy zrobię źle, jeśli w międzyczasie wezmę środek przeciwbólowy? Jeśli mam w ten weekend wycieczkę lub ważne szkolenie, to czy muszę pozwalać aby ten ból mi przeszkadzał, póki się go nie rozwiąże?

Clint ma teraz pełne ręce roboty z pierwszą właściwą pracą, szukaniem mieszkania, związkiem itp. Doskonale rozumiem czemu tak wybrał.

Dodatkowo trzeba się liczyć z konsekwencjami takiego cierpliwego znoszenia, które mogą okazać się gorsze niż samo odcięcie.

 Przy odcięciu i tak będzie coś przypominać. Kwestia świadomości.

Hm, Clint nigdzie nie pisał że odciął się od rodziców bo teraz ma wazniejsze sprawy do załątwienia a rodzicami zajmie się wtedy gdy już ustawi się w życiu i bedzie miał czas na zajmowanie się tym tematem.

O jakim cierpliwym znoszeniu mówisz? bo o tym pisał Mariusz a nie ja.

Ja wcale nie namawiam go aby wrócił do rodziców. Chcę tylko pokazać że jeżeli chce się rozwijać to będzie kiedyś musiał się uporać z tym problemem. Clint nie mieszka z rodzicami i jest w stanie tak kierować tymi relacjami aby nie być za bardzo nasycanym toksynami, zresztą na to nie narzekał.

 Mając rózne odcięcia można się rozwijać i rozwijać. Takie odcięcia wcale nie są łatwe do zauważenia zwłąszcza że wiążą się z tym cierpienia i podświadomie się od nich ucieka aby tylko icj nie zobaczyć, więc to wcale nie jest tak że to tylko kwestia świadomości.

Ja uważam że to właśnie odcięcia są najgorsze dla tego że tego się nie widzi i nie ma jak do nich dotrzeć a podśwaidomość się boi bo są tam silne cierpienia.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lynd Seagull w 2014-02-22, 11:12:36
O przepraszam :) Mój błąd z tym cierpliwym znoszeniem.
O tym że Clint ma inne sprawy na głowie można wywnioskować z innych jego postów, więc tylko założyłem że nie chce uciekać od problemu na zawsze.

Cytuj
Mając rózne odcięcia można się rozwijać i rozwijać.
Masz bardzo dosłowną rację: rozwijać i rozwijać, a końca nie widać. Głównie dlatego że w pewnym momencie trzeba przekierować uwagę z siebie na innych. Więc jeśli mam problem z wpieprzaniem się innym w życie, to będę musiał przekierować go na np. to jak kiepsko się inni rozwijają, że rząd jest nieuczciwy, że media kłamią. I tu człowiek "rozwojowy" z odcięciami wyrusza na wieloletnią krusadę "uwalniania" się od przyciągania głupich ludzi, zobowiązań wobec głupich ludzi, złości na głupotę ludzką.... I odreagowuje to co wydarzyło się w Sumerze w 1374 r pne, aktualnym Peru w 354 r ne, Chinach w 551 ne, a najświeżej to podczas II wś kiedy to ci głupi tacy a owacy....
No ale, życie stoi, a głupi ludzie jak otaczali tak otaczają. Rozwijanie się idzie dobrze, tylko rozwoju nie ma ;)

I to jest dla mnie jak najbardziej forma cierpienia, stąd moje stwierdzenie o "kwestii świadomości." Bo wtedy jest jak do nich dotrzeć, wystarczy przestać się zżymać na to że po 4 zmianach pracy nadal otaczają nas same głupki. Człowiek świadomy zobaczy że problem jest w nim (i JAKI problem jest w nim), a człowiek mniej świadomy będzie ganiał się za własnym ogonem.

Ale, gdyby takie odcięcie na wkurwie spowodowało że nie pojawia się już problem... To gratulacje, problem uznaje się za rozwiązany. Bo jeśli wcale się nie przejawia, to nie ma po co go szukać.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2014-02-22, 11:22:32
Cytuj
tak Clint tak napisał ale to oni porzucili go (odcięli się ) już znacznie wcześniej . Można z kims żyć i być przez niego porzuconym to ogromne cierpienie bo doświadcza się porzucenia wielokrotnie. Rodzice porzucają swoje dziecko gdy nie chcą zaakceptować go takim jakie ono jest. Clint tylko odciął się od przeżywania swojego cierpienia stale od nowa będąc porzucanym w rozmowach, zachwaniach, kontaktach.
Lepiej bym tego nie opisał :) Ja im dawałem mnóstwo szans na zmianę czegokolwiek, próbowałem rozmawiać nie raz i to na przestrzeni kilku lat. Byłem aż nadto cierpliwy.

Cytuj
No i jednak: odcinając całkiem nie ucieknę, bo gdyby mi absolutnie nic już miało nie przypominać o tym problemie... to znaczy że go nie mam i mogę sobie lekko żyć :) Przy odcięciu i tak będzie coś przypominać. Kwestia świadomości.
Dokładnie. Przecież ja wciąż rozmawiam o temacie, przeżywam jakieś emocje, mam jakieś przemyślenia - więc co to za odcięcie? Ba, wręcz ostatnia rzecz jaką mam na tapecie i nad którą chcę popracować to wiara w moje sukcesy. Od razu do mnie dotarło, że przyczyną problemu jest ciągłe powtarzanie przez rodziców, że sobie nie poradzę w życiu, że nic nie osiągnę, itd. Nie musieli mi osobiście dosrać po raz kolejny, żebym to sobie uświadomił. Nie wiem, może niektórzy potrzebują dosrywania od innych ludzi, żeby coś w sobie zobaczyć, ja wolę jednak przyjemniejsze metody.

No i tak jak Lynd napisał - mam co robić w swoim życiu, nie potrzeba mi podcinania teraz skrzydeł, kiedy dopiero uczę się latać :D Przecież widzę, że jeszcze nisko latam, nie muszą mnie starzy ciągnąć za nogi, żebym to zobaczył :P

Co do samego odcięcia się - a co gdyby moi rodzice nagle umarli? Przecież mogłoby się to zdarzyć choćby dzisiaj. I co wtedy? Już mógłbym normalnie się uzdrawiać bo wtedy by nie było, że ja się odciąłem? Przecież skutki byłyby te same? Przypominam że ja się nie odciąłem w żadnej złości, oni mi nic nie zrobili ostatnio nowego. Po prostu po pewnym spotkaniu spokojnie stwierdziłem, że to nie ma najmniejszego sensu i tyle. Była nieco wcześniej super ważna rozmowa z ojcem, dużo szczerości, a nawet go przytuliłem, zaproponowałem żeby zacząć od nowa, było sporo przebaczenia i miłości - i co? I nic. Wszystko rozeszło się po kościach na przestrzeni 2-3 tygodni. Błyskawiczny powrót do tego co było i żadnych zmian. Jeżeli coś tak dużego, gdzie naprawdę byłem w stanie szczerze spróbować od nowa z czystą kartą, nie przyniosło żadnych zmian, to nie wiem co miałoby je przynieść. Ja swoje intencje zmieniłem, oni nie byli zainteresowani nowymi warunkami współpracy - no to się rozeszliśmy(a ciągnąłem to jeszcze z kolejne 3 miesiące i wciąż chciałem dawać kolejne szanse!). Nie robi się biznesów z ludźmi, których interesy nie współgrają z naszymi. Czy to naprawdę coś skomplikowanego i ciężkiego do zrozumienia? Ja wiem, że żyjemy w kraju gdzie czci się rodziców na równi z cierpieniem, ale to chyba powinniśmy być ponad takie dyrdymały? Dorabianie wielkich duchowych ideologii do dwójki ludzi, którzy nas spłodzili i wychowali mogąc mieć przeróóóóóóóóżne do tego intencje, jest szkodliwym nadużyciem.

I dlatego też rozpisuje się na ten temat, bo szkoda mi ludzi, którzy są w podobnej do mojej sytuacji, którzy chcą sobie pomóc i ulegają ślicznym teorią, wierząc że one ich wyswobodzą. Szkoda mi ludzi, którzy tak jak ja, musieli przeżywać koszmar patologicznej rodziny, z której powinni się jak najszybciej wyrwać, a którym się wmawia jeszcze że mają się trzymać tego bagna, bo inaczej się nie uzdrowią. Nie namawiam do emocjonalnych, spontanicznych zrywów bo tego można żałować, ale namawiam do przemyślanych decyzji, do rezygnacji z tego co naprawdę jest beznadziejne i nie ma szans na poprawę.

Skoro rodzice nas wychowywali i przejęliśmy od nich dużo wzorców to oczywiście wiadomo, że oni są dla nas sporym lustrem. No, ale kurde to wciąż tylko ludzie, których popieprzeniem nasiąknęliśmy jak gąbka, a nie jakieś specjalne duchowe, boskie nauczycielskie lustro. Ich specjalność polega tylko na tym, że mamy więcej z nimi wspólnego niż z innymi ludźmi i przez to więcej można zobaczyć w sobie, ale to wciąż nic specjalnego. A jak się człowiek uwolni od większości tego, co od nich przejął to może już prawie nie mieć nic z nimi wspólnego. Wierzenie że wtedy wciąż będą takim zajebistym lustrem jest naiwnością i zwykłym upraszczaniem zagadnienia lustra. Ja z nimi żyłem przez ponad 4 pierwsze lata swojego rozwoju, pokazali mi wtedy wystarczająco dużo i na pewnym etapie było to nawet przydatne, ale więcej już mi tego nie trzeba.

Szczególnie, że jak przejawiałem swoje patologiczne zachowania w tej patologicznej rodzinie to nawet tego nie widziałem, bo wydawało mi się to normalne, skoro tak funkcjonował cały dom. Więc świetnie mi lustro... Dopiero w związku jak np zacząłem odwalać fochastą księżniczkę jaką był zawsze mój ojciec, to mogłem konkretnie poczuć jakie to jest patologiczne, nienaturalne i chore. Dopiero w związku zauważyłem jak dużo jest we mnie złoszczenia się o pierdoły, niepotrzebnych przytyków, itp. W domu wszyscy tak robiliśmy, to było normalne że się nawzajem tak traktujemy. Dopiero w związku, kiedy zamiast dosrywać sobie nawzajem, moje patologiczne zachowania zaczęły trafiać w miłość i miłość była reakcją zwrotną, to dopiero poczułem jaki to syf, jakie to nienaturalne i szkodliwe.

Jak chcecie się babrać w g*wnie w imię luster i uzdrawiania to proszę bardzo, mi nie przeszkadza to jak żyją inni ludzie, bo szczerze mówiąc mam to naprawdę głęboko gdzieś. Ja tylko szczerze polecę relacje oparte na czystej miłości, które są prawdziwym lustrem, nie dosrywającym i obnażającym bardzo niedelikatnie naszą toksyczność. I się dziwić, że stworzenie wymarzonego związku dla wielu ludzi jest czymś tak niemożliwym. No jak się chce się babrać we własnym bagnie, z innymi obłoconymi ludźmi żeby czuć się lepiej to tak jest. Potrafilibyście przejawiać swoje popapranie wśród osoby, którego tego by nie miała i obdarzała by Was miłością, kiedy Wy zachowujecie się jak skończeni idioci i kretyni? Czulibyście się w porządku? Potrafilibyście wytrzymać ze sobą, ze swoim popieprzeniem? Potrafilibyście poczuć, że zasługujecie na miłość i dobre traktowanie nawet, gdy sami macie problemy? Czy wolicie, żeby ktoś Wam butem pokazywał Wasze problemy? Może to mniej boli, niż wtedy, kiedy Wy zachowacie się jak skończony dupek, a druga osoba pokaże klasę i zachowa się z miłością, szacunkiem i akceptacją? To boli, co? Wkurza? Poniża? Pokazuje, że jesteście gorsi?

Tym prowokacyjnym akcentem zakończę wypowiedź :P
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-02-22, 11:38:08
Clint
Żółć aż sie wylewa z tego co piszesz. Jednak bardzo mocno cię to porusza, co wiadomo o czym świadczy.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2014-02-22, 12:08:12
Mam dokładne odczucia jak Inga - od początku do końca.

Rodzice to kopalnia wiedzy O NAS. Jak się nie chce albo nie zauważa czegoś u siebie wtedy trzeba pozostaje patrzeć na rodziców. Zobaczymy to samo.
Jak się chce czegoś o sobie dowiedzieć, trzeba wybrać się do rodziców z dużym brulionem i zapisywać wszystko co negatywne. Materiał do pracy gotowy na kilka miesięcy :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2014-02-22, 12:16:09
ja nie widzę żadnej źółci :-)

ale co tam, każdemu wg zasług :-)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2014-02-22, 12:23:06
A ja widzę, całą gamą mocnych, skrajnych emocji, negatywnych doświadczeń, niedokończonych procesów i miotanie się pośród tego wszystkiego.
I żeby było oczywiste, to nie jest sprawa Clinta z rodzicami, ale Clinta z Clintem.
Żeby nie powtarzać, widzę to tak jak już opisała Inga.
 
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2014-02-22, 12:23:28
No, klasyka "rozwoju duchowego" - Ty się denerwujesz = masz emocjonalny stosunek = masz nieuzdrowiony temat = nie masz racji.

W merytoryczną dyskusję mogę się bawić, w takie odbijanie piłeczki nie mam ochoty.

Cytuj
Rodzice to kopalnia wiedzy O NAS
Ja uważam, że to przekonanie jest do odreagowania. Jako dzieci chłoniemy od rodziców wszystko jak leci, są całym naszym światem, rozumiem więc że może się wytworzyć mechanizm utożsamiania tak silnego utożsamiania się z nimi. Dla mnie to jednak jest tylko obciążające przekonanie. Rodzimy się całkowicie zależni od rodziców, jak widać większość ludzi też tak umiera. A dla mnie prawdziwą wolnością jest właśnie uświadomienie sobie tej niezależności, odrębności, nietrwałości wzajemnych powiązań.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: VanillaOrchard w 2014-02-22, 12:28:00
No, klasyka "rozwoju duchowego" - Ty się denerwujesz = masz emocjonalny stosunek = masz nieuzdrowiony temat = nie masz racji.

:D
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2014-02-22, 12:41:45
Cytuj
No, klasyka "rozwoju duchowego" - Ty się denerwujesz = masz emocjonalny stosunek = masz nieuzdrowiony temat = nie masz racji.

To nie odbijanie piłeczki. To widać w Twoich postach, tą złość na rodziców. I nie o racje tu chodzi, ale o energie w postach. Jesli były by tam akceptacja i spokój to byłoby super. To nie znaczy że tę złość trzeba ukrywać i czy tłumić.

Cytuj
Ja uważam, że to przekonanie jest do odreagowania. Jako dzieci chłoniemy od rodziców wszystko jak leci, są całym naszym światem, rozumiem więc że może się wytworzyć mechanizm utożsamiania tak silnego utożsamiania się z nimi. Dla mnie to jednak jest tylko obciążające przekonanie. Rodzimy się całkowicie zależni od rodziców, jak widać większość ludzi też tak umiera. A dla mnie prawdziwą wolnością jest właśnie uświadomienie sobie tej niezależności, odrębności, nietrwałości wzajemnych powiązań.

Nie w tym rzecz. Napisałem, że możemy sami zobaczyć w sobie, co nam dolega i co chodzi, albo wybrać inną drogę i przyglądać sie rodzicom, i wtedy również najczęściej wyjdzie podobnie, podobne odkrycia.

Co do uświadomienia, to nie chodzi tylko o utożsamienie się z rodzicami. To jest jedna setna problemu. Może być tak, że rodzice nie żyją już dawno a ich dziecko w podeszłym wieku na myśl o nich wpada w furię. Chodzi o uzdrowienie siebie bez względu na to czy rodzice zyją czy nie, czy nam przebaczają czy nie czy utrzymują z nami kontakt czy nie.

Kopalnia wiedzy, no tego nie zrobi za Ciebie nikt. Ja obserwując moją relację z rodzicami zapisałem sporo papieru, choć teraz mogę sam sobie uświadomić skąd u mnie takie przekonanie, taka emocja, taki program, od którego rodzica, czasem w jakich okolicznościach.

De Mello pisał, ze chyba 90 % naszych myśli /przekonań, wierzeń/ pochodzi od innych, głównie od rodziców. 


Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2014-02-22, 12:48:28
No, klasyka "rozwoju duchowego" - Ty się denerwujesz = masz emocjonalny stosunek = masz nieuzdrowiony temat = nie masz racji.

Clint, a to przykład jak traktujesz sam siebie i jak reagujesz.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2014-02-22, 12:49:38
A czy ja twierdziłem chociaż przez moment, że mam całkowicie zdrowy stosunek do rodziców? Czy pisałem cokolwiek o tym, że dla mnie to już koniec tematu i kwestie rodziców mam zamkniętą? Tu chodzi TYLKO o urwanie fizycznego kontaktu z rodzicami, cała reszta jest uzdrawiana jak do tej pory.

Cała dyskusja stąd, że dla niektórych urwanie fizycznego kontaktu z rodzicami jest równoznaczne z odcięciem się od własnych emocji i tematu, ucieczką i popadnięciem na dno rozwoju. Jakby to było takie niemożliwe, żeby dalej uzdrawiać wszystko, tylko że bez znoszenia obecności toksycznych rodziców...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2014-02-22, 13:07:36
W wielu przypadkach jest taj jak Inga mówi. Moim zdaniem w większości, bo proces integracji wewnętrznego dziecka czy innych części osobowości gdy w grę wchodzi zaspokajanie potrzeb, w tym otrzymywania ich od formy wewnętrznego rodzica/rodziców (siebie w tej roli dla naszego wewnętrznego dziecka lub innej niezintegrowanej osobowości) wygląda dokładnie tak jak to opisała. Mam wrażenie że dyskutanci nie zrozumieli co Inga napisała ale może chodzi o środek którego użyła do przekazu tego innym. Ja rozumiem.

Sytuacja Clinta sama mu podpowie we właściwym czasie czy potrzebuje takiego procesu integracji wewnętrznego dziecka bądź innej części osobowościowej siebie i będzie mógł sam ocenić czy to dla niego dobre czy nie. Kto wie, może wróci do kontaktu z rodzicami czy możliwości kontaktu gdy uzna że jest to potrzebne w procesie rozwoju?:) Rozwój sam określi czy coś jest potrzebne gdy płynie się w strumieniu jego przepływu. Jako że na rozwój ma się ilość czasu dowolną to można ze spokojem do tego podchodzić. Do rozwoju innych:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2014-02-22, 13:20:00
Clint
A ja napisałem tylko tyle że Inga, jak mi sie wydaje, podpowiedziała ciekawy trop, i we mnie budzi to poczucie wdzięczności, za to właśnie że to napisała.
Chyba że chodzi o to, żeby nic nie podpowiadać.

Zresztą ja też nic Ci nie imputowałem w postach, zatem ciąg dalszy /nadinterpretacja, itd./ to juz po Twojej stronie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-02-22, 13:26:18
Uzdrawianie swojego wewnętrznego rodzica które prowadzi do akceptacji go, wybaczenia mu, zrozumienia go musi spowodować naszą zmianę w stosunku do rzeczywistych rodziców, którzy są tacy sami jak ten wewnętrzny rodzic. I wtedy już nie mamy emocjonalnego stosunku do rodziców, nie czujemy się przez nich skrzywdzeni.
Ale jak go uzdrawiać jeżeli go nie dostrzegamy?  Po prosu nie da się tego zrobić gdy odrzuciliśmy rodziców z zamiarem nie akceptowania ich i nie uzdrawiania tej relacji. Uzdrawiania które ma prowadzić do pogodzenia się z tym jakie mieliśmy dzieciństwo i z tym jakich mielismy rodziców.
Przebaczenia sobie i im.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2014-02-22, 14:05:00
1. ja akceptuję rodziców jako takich ale nie akceptuję ich obecności w moim życiu

2. do uzdrawiania karmy z nimi nie potrzeba mi ich fizycznej obecności tak jak do uzdrowienia karmy z Egiptem nie musze się wybierać do Egiptu
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-02-22, 14:19:18
Ale jeżeli ktoś się od nich odciął i udaje że oni dla niego nie istnieją to nie może jednocześnie dążyc do uzdrowienia relacji z nimi, po którym uzdrowieniu będzie ich akceptował takimi jacy są.

rodzice są potrzebni do bycia lustrem naszego rodzica wewnętrznego

ja akceptuję rodziców jako takich ale nie akceptuję ich obecności w moim życiu-  a jak to się ma do akceptacji rzeczywistośći? tego co jest?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2014-02-22, 14:29:02
Akceptacja nie jest równa bierności i poddawaniu się czemuś.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-02-22, 14:37:46
A ty chcesz z nimi uzdrowić relację czy nie?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2014-02-22, 14:42:47
Inga
Wydaje mi się że ty to wszystko rozumiesz bardzo intelektualnie. Pamiętam, że wiele razy mówiłaś że ty nic nie czujesz. MOże to klucz do wyjaśnienia różnic zdań tutaj. Ba ja po prostu czuję, co jest właściwe albo dokładniej umysł i czucie idą w parze. I wtedy się podejmuje właściwe decyzje

(nie mam do ciebie żadnych pretensji :- ) )
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2014-02-22, 14:45:11
Czy akceptacja rzeczywistości ma polegać na tym, że kiedy chcą nas zgwałcić to mamy leżeć biernie z wypiętym tyłkiem? No bo przecież ucieczka od gwałciciela to był odcinanie się od źródła problemu, odcinanie się od wewnętrznego zboczuszka i przejaw skrajnej nieakceptowanie pana gwałciciela . No a jak już koniecznie będziemy musieli się odciąć od pana gwałciciela to przebaczmy mu potem i zaakceptujmy go, co jest równoznaczne z odnowieniem kontaktów z nim. Broń Boże nie zakładajmy że ta relacja jest skończona, bo przecież teraz bolący tyłek sprawia że widzimy sytuacje przez pryzmat emocji i niechęci.

Teraz mi powiecie że rodzice a gwałciciel to dwie różne rzeczy. A co gdyby ojciec był tym gwałcicielem? Już byłoby uzasadnione urwanie więzi? Jeśli tak, to gdzie jest ta granica, gdzie jest to uzasadnione, a gdzie nie? Jestem ciekawy opinii entuzjastów trzymania się rodziców na siłę.

Inga
Cały czas pracuje nad jej uzdrowieniem, od 5 lat już. I nie spocząłem na laurach. Nie wykluczam też możliwości kiedyś tam w przyszłości odnowienia tej relacji, ponieważ jak już pisałem - nie nienawidzę ich. Rzecz w tym, że musieliby się postarać o to, żeby coś z tym zrobić, wykazać nieco więcej,szczerej, dobrej woli do naprawienia tego. A jak ich znam to się raczej nie zdarzy w tym życiu. Aczkolwiek niczego nie wykluczam i dopuszczam różne opcje. W Waszych oczach to ja mogę się miotać w nienawiści do nich, a tak w ogóle nie jest. Akceptuje to co wybrali i jacy chcą być, naprawdę. Tylko mi strasznie nie po drodze z nimi, a to co oni robią i wybierają sprawia mi tylko wiele przykrości i nieprzyjemności, więc najzwyczajniej w świecie nie chce tego ciągnąć. Do tanga trzeba dwojga i moja dobra wola nic nie zmieni, jeśli oni chcą tej relacji tylko po swojemu - w wyjątkowo niemiły dla mnie sposób.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2014-02-22, 14:50:44
A emocjonuje się, bo to jeden z etapów uzdrawiania. Jednym z pozytywnych skutków uwolnienia się od rodziców jest to, że przestaje stopniowo tłumić emocje i różne zachowania. Denerwuje się więc dosyć łatwo i mogę być szorstki i nieprzyjemny, ale to tylko etap pośredni - potem przyjdzie uwolnienie od potrzeby przejawiania tych emocji i złagodnieje :) Przynajmniej już nie jestem tykającą bombą zegarową :D

A maskowanie emocji i udawanie opanowanego mistrza duchowego mnie nie interesuje, mimo że to dosyć popularny sport :P

EDIT: No tak to jest jak się na szybko pisze :p Zaraz pewnie jeszcze ktoś dorobi do tego teorię :D
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2014-02-22, 14:59:28
"udawanie opanowanego mistrza duchowego mnie interesuje"

miałeś chyba na myśli "mnie NIE intertesuje "
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wniebowziecie Grubego w 2014-02-22, 16:13:13
Clint

Piszę to  jako  ktoś ,, przedpoczątkujacy ", kto  nie  wie  i  zna  tzw.  prawd  rozwoju.

Spotkałem  się  z  takim  stwierdzeniami :,, co  nas  nie  zabije  to  nas  wzmocni "  i  ,, tylko  my  jesteśmy  odpowiedzialni  za  to  co  nas  spotyka, co  się  z  nami  dzieje, co  odczuwamy  i  co  przeżywamy ",   ,, wszystko  co  nas  spotyka  jest  dla  nas  najlepsze",  ,,za  wszystko powinniśmy  dziękować  i  być  wdzięczni  Bogu ".




Jeżeli  są  one  prawdziwe  to  jest  dla  mnie  bezsensowne, pośrednio  obwiniające  Twoich  Rodziców ,  to  co  napisałeś :,,tylko że bez znoszenia obecności toksycznych   rodziców..."

Innymi  słowy jest to  zwalanie  tego  co  się  z  Tobą  dzieje  na  Twoich  Rodziców .
Tak , to  oni  są ,, toksyczni "  a  nie  ja.



Gdyby  nie  oni  to  nie  przeżywałbym  tego  co  teraz  przeżywam, to  wszystko  przez  nich.

Z  tego  co  przeczytałem  z  Twoich  komentarzy  to     zauważyłem, że uciekasz  przed  tym  co  dla  Ciebie  jest  najlepsze, nie  jesteś  odpowiedzialny  za  to  co  Ciebie  spotyka

i  co najważniejsze  nie  dziękujesz  i  nie  jesteś  wdzieczny  za  to  Bogu.

Można  tą  postawę  zrozumieć  u  kilkuletniego  dziecka  ale  nie  u  dorosłego  człowieka, ktory  rozwija  się  duchowo.

Kiedyś  spotkałem  się  z  takim  zdaniem :,, jeżeli  kochasz   siebie to  nic  w  innych  nie  będzie  cię  denerwowało , nie będziesz  zwalał  na  innych  odpowiedzialnosci  za  to  co  się  z  tobą  dzieje  i  nie  bedziesz  mówił  obwiniająco  o  innych  w  stylu- toksyczni, wredni , okropni, tyranizujący , molestujacy,  mobingujący, przesladujacy, nękajacy  itp. "

Co  ciekawe , ja  nigdy  nikogo  nie obwniałem , nie  zwlałem  odpowiedzialności

na  innych, nie  mówiłem  że  to  co  przeżywam  to  przez  innych, że  gdyby  nie

to  nie  czuł  bym  się  fatalnie.

Clint , nie  wiem  jak  to  zrobić  żeby  pokochać  siebie, przywołać  w  sobie  uczucie  miłosci, u  mnie  dużo  się  dzieje  samoistnie bez  mojego  świadomego  udziału, ale  życzę  Tobie  abyś  pokochał  siebie  a  przekonasz  się  jak  zmieni  sie  Twoja  postawa  wobec  Twoich  Rodziców.
I  przestaniesz  zrzucać  odpowiedzialność  za  to  co  sie  z  Tobą  dzieje  na  innych.

POZDRAWIAM





Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2014-02-22, 16:23:48
ciekawa ta Wasza dyskusja

Od siebie powiem, że usuwanie pewnych ludzi z naszego życia świadczy przede wszytkim o chowanej urazie do nich. Dopóki urazy nie uzdrowimy no to unikamy spotkań, bo te osoby stale naciskają nam guziki w bolesnych miejscach i dopóki tego bólu nie uzdrowimy to uciekamy.

Fajnie, że poruszyliście temat bycia porzuconym psychicznie przez rodzinę (przeżyłam to i dla mnie nadal to jest nadal okazuje się trudny temat), chociaż wiem, że porzucają ludzie, którzy sami byli porzuceni i mają to nieuzdrowione. Ta dyskusja pokazała mi jak nadal jeszcze nosze sobie sporo w tym temacie bólu i chyba przysiądę i sobie pouwalniam.

Clintowi powiem, że nie wiem jak on to zrobił, że ma partnerkę, która mu nie naciska tych samych guzików co rodzice, ale z autopsji wiem, że nie da się uciec od bolesnych tematów i prędzej czy późnej i tak najbliższa nam osoba (o zgrozo !) zaczyna się tak samo zachowywać jak rodzice. Czego oczywiście mu nie życzę.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Edyta w 2014-02-22, 16:34:01
a co zrobić gdy ktoś nam grozi np. że coś nam chce zrobić, ja miałam taką sytuację i unikam tej osoby bo się jej boję. Uzdrawiałam to i wiem że ta osoba była kodowana na zabijanie, niszczenie mnie ale nadal bardzo się denerwuję jak tego kogoś nawet przypadkiem mijam.   
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wniebowziecie Grubego w 2014-02-22, 16:46:28
Karina

dokładnie

:'_?/@ !!!$
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2014-02-22, 16:53:48
O jaaa... już nawet nie wiem co odpowiadać...


Wniebowzięcie Grubego
Napisałeś tyle dziwnych rzeczy na mój temat, że nawet nie chce mi się tego wszystkie prostować.

Cytuj
nie wiem jak on to zrobił, że ma partnerkę, która mu nie naciska tych samych guzików co rodzice
Uwalniając się od podatności i przede wszystkim zgadzania się na bycie traktowanym w taki sposób? :D

A tak w ogóle to nie uciekłem od rodziców ze strachu, bo ja się dawno nauczyłem z nimi żyć i ich znosić, a także nie przejmować się przykrościami z ich strony. Ta relacja stała się przede wszystkim pozbawiona sensu - w żadną stronę nie szło nic dobrego, było to tylko namolne i sztucznie podtrzymywane na siłę. Tak jak oni narzekali że za rzadko dzwonię i przyjeżdżam, mimo że jak już zadzwoniłem i przyjechałem to nie było o czym rozmawiać, a oni nawet tej chęci zbyt nie przejawiali. No, ale wystarczył tydzień nie dzwonienia i już był tyłek objeżdżany, że nie dzwonię, a sami tego też nie robili. Było to po prostu wkurwiające i bez sensu. Ja z tymi ludźmi nigdy nie rozmawiałem od serca, tak normalnie, więc co ja miałem z nimi robić? Nie wspominam już o ciągłym obgadywaniu, braku szacunku do mnie i mojej ukochanej, nieskrywanej niechęci do nas i naszych decyzji, itd. Moja partnerka podobnie widzi sytuacje jak ja, też jej było bardzo nieprzyjemnie z tymi ludźmi, mimo że nie miała żadnych uprzedzeń do nich - po prostu już na starcie pokazywali jacy są, matka od początku chciała ją spalić na stosie, już nawet przy pierwszym zaproszeniu jej do domu, zaczęła ją oskarżać o użycie jej perfum, byleby się do niej dopieprzyć. Ojciec zaś sugerował, że jest ze mną dla kasy czy z innych nieczystych pobudek, bo nie potrafił zaakceptować że taka cipa i samotnik jak ja, jest nagle z tak piękną kobietą.

Ja jeszcze kurde dziewczynę namawiałem do ostatniego spotkania, kiedy już była naprawdę porządnie zniechęcona po wielu krzywych akcjach, bo chciałem dać milionową szansę tym ludziom. Doszło nawet do kilku emocjonalnych i trudnych rozmów, tak bardzo się upierałem żeby jeszcze spróbować. Wręcz stanąłem po ich stronie, zamiast po stronie ukochanej osoby! Efekt był taki, że na spotkaniu matka z nami w ogóle nie rozmawiała nie licząc jednego czy dwóch pocisków, a ojciec potraktował nas oboje jak gówno, kiedy partnerka nie przyjęła jego wspaniałomyślnej oferty pracy u niego w firmie, na rzecz własnych planów co do przyszłości. Byłem zły na siebie, że nie przejrzałem na oczy wcześniej i jeszcze zmuszałem ukochaną osobę do znoszenia takich rzeczy.

Nawet nie macie pojęcia, ile starań i zaangażowania włożyłem w próby ratowania tej relacji, a teraz mi za przeproszeniem pieprzycie jakieś farmazony o odcinaniu się i uciekaniu od siebie i swoich problemów. Nie jedna osoba ma moim miejscu by ich zjechała od góry do dołu dawno temu, tak że zamknęliby się w sobie, sam miałem nawet momentami ochotę, ale po prostu pogodziłem się z tym, że są jacy są i odszedłem z ich życia. Bo nie będę narażał ani siebie, ani ukochanej osoby na znoszenie takich rzeczy. Nie zamierzam im też dosrywać, bo nie pałam nienawiścią i żądzą zemsty.

Aż mnie skręca jak widzę, jak rzucacie powierzchownymi osądami i ocenami na prawo i lewo. Nie będę się zniżał do tego poziomu i nie będę się odwdzięczał tym samym.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-02-22, 17:12:37
Clint
Nikt nie wątpi że rodzice cię bardzo ranili i nadal ranią oraz w to że zrobiłeś wszystko co mogłeś aby tę relację naprawić.
Znalazłeś dla siebie najlepsze wyjście jako odcięcie sie od nich aby dłużej nie znosić tych cierpień. Ale przedstawiasz to jako coś najlepszego i godnego naśladowania. A to tylko twój sposób poradzenia sobie z tą sytuacją, a dla osób rozwijających się to nie jest dobry przykład rozwiązywania relacji z rodzicami.
A uzdrawianie relacji wcale nie polega na dążeniu do dobrych stosunków z rodzicami, tylko na pracy nad sobą wykorzystując to co rodzice swoim zachowaniem nam przekazują. I w tym czasie można nawet czuć do nich nienawiść i chęć zabicia ich.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2014-02-22, 17:15:05
Cytuj
. Ojciec zaś sugerował, że jest ze mną dla kasy czy z innych nieczystych pobudek, bo nie potrafił zaakceptować że taka cipa i samotnik jak ja, jest nagle z tak piękną kobietą.

No jakby mi ktos się tak zachował to bym zrobiła taką awanturę, żeby im kapcie pospadały i nigdy by nie próbowali tego zachowania więcej. U Ciebie Clint jest problem, że wypierasz tą całą złość jaką na nich czujesz zamiast ją zaakceptować, uwolnić, a później opierdzielić to całe towarzystwo. Oni są jak niegrzeczne dzieci (oni Ci pokazują, ze Ty nieakceptujesz w sobie niegrzecznego dziecka) i ktoś tu musi być dorosły.


Edyta

trzeba skontaktować wszystkie uczucia jakie czujesz w tym temacie, przezyć, je a później uwolnić. No i wyjdziesz z roli ofiary, tak jak Clint.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Edyta w 2014-02-22, 17:42:38
trzeba skontaktować wszystkie uczucia jakie czujesz w tym temacie, przezyć, je a później uwolnić. No i wyjdziesz z roli ofiary, tak jak Clint.
to nie była osoba z którą mialam bym bliską relację jednak dużo takich emocji karmicznych związanych z zagrożeniem życia , realnie myślę że tamta osoba by mi nic nie zrobiła ale dusza boi się i to odczuwam jako stres bez uczuć , coś podobnego jak by jechał na mnie samochód. Poza tym sama osoba wdł. mnie ma niewielkie znaczenie to coś co nią kieruje jakaś struktura astralna czy coś w tym stylu pociąga za sznurki. Dlatego cały czas unikam bo nie wiem czy ta osoba jest sobą czy jest pod wpływem tego czegoś.
Pytałam różnych jasnowidzów i raczej zalecali mi unikanie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2014-02-22, 17:45:34
Inga
Ja nie twierdzę, że to dobra opcja dla wszystkich. Ba, wręcz uważam że to jest to dobre dla bardzo małego procenta ludzi, bo mimo wszystko w wielu rodzinach chociaż się próbuje być tą rodziną. Mi chodzi o to, że są takie przypadki jak moje, które wymagają radykalnych środków. Dopuszczasz taką możliwość, że w pewnych przypadkach zerwanie relacji może być rozwojowe? Czy wrzucasz wszystkich do jednego wora?

Karina
Ja tej złości nie wypieram. Przecież widać te emocje w moich postach, bo właśnie pozwalam im być. Nie zwalam odpowiedzialności za to na nich, jak mi się tu sugeruje i nie atakuje moich rodziców, bo nie widzę powodu do tego. Właśnie biorę tą odpowiedzialność za swoje emocje i dlatego nie zmuszam rodziców do znoszenia tego, bo nie chce im niepotrzebnie sprawiać przykrości. To są moje emocje, więc sam sobie z nimi poradzę, nie obciążając nimi innych.

Ja po prostu pozwalam tym ludziom żyć w taki sposób, jaki tego chcą. Sugerujesz że powinienem ich sobie wychować opieprzając ich, czyli generalnie zrobić im to samo, co oni zrobili mi. Ładne mi rozwiązanie.

Cała problem w tej dyskusji jest taki, że niektórym się chyba nie mieści w głowie, że można całkowicie zrezygnować z relacji z rodzicami nie buchając przy tym nienawiścią i chęcią zniszczenia, akceptując i pozwalając im żyć po swojemu. Kurczę, ja nawet potrafię im dobrze życzyć, chociaż mi na tym nie zależy, ale gdybym w czysto teoretycznej sytuacji mógł oszczędzić jakiegoś bólu (nie własnym kosztem) to bym to zrobił bez zastanowienia. Chyba by tak nie było, gdybym dusił w sobie tyle złości i nienawiści. Dla mnie oni są dwoma głuptasami, zagubionymi dziećmi, które ugrzęzły w swoim popieprzeniu. Nie mogę im pomóc, a nie zamierzam siedzieć obok jak w swojej złości i frustracji wymachują łapkami, bo po co znosić to całe drapanie, kiedy to do niczego nie prowadzi.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2014-02-22, 17:55:00
Clint

łapki opadają. To dalej rób za świętego nieobecnego skoro Ci to pasuje. Po porostu boisz się konfrontacji, bo mogłaby pokazać, ze jednak nie jestes taki święty za jakiego się uważasz.

Edyta

ten strach właśnie jaki czujesz musisz poczuć do końca, aż się uwolni. Dopóki czujesz strach jesteś w roli ofiary i to może przyciągnąć do Ciebie niechciane, przykre sytuacje, więc a takim stanie umysłu lepiej ich unikać.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2014-02-22, 17:57:51
Inga
Ja nie twierdzę, że to dobra opcja dla wszystkich. Ba, wręcz uważam że to jest to dobre dla bardzo małego procenta ludzi, bo mimo wszystko w wielu rodzinach chociaż się próbuje być tą rodziną.


nie zgadzam się. Uważam, że w przypadku mieszkania z toksycznymi niereformowalnymi osobami wyprowadzka jest najwłaściwsza zawsze gdy mamy/potrafimy zdobyć środki do samodzielnego funkcjonowania.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wniebowziecie Grubego w 2014-02-22, 18:00:15
Clint 


Czyż  nie  w  tym  co  napisałeś  jest  podpowiedź  dla  Ciebie : ,,Było to po prostu wkurwiające i bez sensu. Ja z tymi ludźmi nigdy nie rozmawiałem od serca, tak normalnie, więc co ja miałem z nimi robić?"
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2014-02-22, 18:02:15
Mariusz
Ja się zgadzam z tym co napisałeś, to się nie wyklucza. Napisałem, że małego procenta, bo to wszyscy tak bardzo kochają swoich rodziców, więc może to tylko rzadkie przypadki są takie jak ja :D


W tym miejscu sobie pozwolę zakończyć dyskusje, mam ciekawsze rzeczy do roboty niż udowadnianie jakie motywy mną kierowały bądź nie. Kto skorzysta na tej dyskusji, ten skorzysta, mi coś tam pomogła sobie uświadomić :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2014-02-22, 18:03:49
Ale też spokojnie, warto jest również siebie kochać i akceptować, że na ten moment nie może
my jakiejś rzeczy przeskoczyć w sobie. Powolutku i z wyczuciem :)

Ja ostatnio wreszcie całkowicie zaakceptowałam w sobie pełną nienawiści i ociekającą jadem zołzę i poczułam taki spokój i wolność, że każdemu go życzę. A proces ten u mnie trwał dobrych parę lat. Więc nie od razu Rzym zbudowano :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Edyta w 2014-02-22, 18:10:12
Dla mnie oni są dwoma głuptasami, zagubionymi dziećmi, które ugrzęzły w swoim popieprzeniu. Nie mogę im pomóc, a nie zamierzam siedzieć obok jak w swojej złości i frustracji wymachują łapkami, bo po co znosić to całe drapanie, kiedy to do niczego nie prowadzi.

hehe ja mam tak samo ze swoimi, czasami nawet ich odwiedzam i mam ubaw , to się nazywa zdemistyfikowanie rodziców co znaczy że widzimy ich realnie takimi jacy są a nie takimi jakimi oni chcieli by abyśmy ich widzieli.
np. moja matka całe życie wmawiała wszystykim co to ona robi dla innych jak się poświęca a tak na prawdę była największą egoistka i wszystko co robiła było tylko dla niej aby inni ją podziwiali i cała uwaga skierowana byla na nią. Co ciekawe jak zaczynalam to uzdrawiać byłam na ustawieniach Hellingera i tam ona się pokazała w pełnej krasie jako totalna egoistka i ja wtedy tego nie rozumialam, jak to przecież moja matka tak się powięca-  myślałam ale po latach jak wreszcie udało mi się ją zdemistyfikować to pięknie widać. Niedawno moja córka byla 3 dni u babci i dzwoniła do mnie - mama przyjedż , babcia mnie tak wkurza ona mnie w ogóle nie zauważa , tak jak by mnie nie było a stale gada że wszystko dla mnie robi.   

Karina
dzieki, czas skończyć z tym strachem popracuję nad tym
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wniebowziecie Grubego w 2014-02-22, 18:12:30
Clint

Co  powoduje - jak  piszesz - że  odczuwasz  złość  jeżeli  kochasz  swoich  Rodziców ?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Martinus w 2014-02-22, 18:29:47
Ja ostatnio wreszcie całkowicie zaakceptowałam w sobie pełną nienawiści i ociekającą jadem zołzę i poczułam taki spokój i wolność, że każdemu go życzę. A proces ten u mnie trwał dobrych parę lat. Więc nie od razu Rzym zbudowano :)

Super!!! :) Od dawna to u Ciebie Karina czułem. Super, że zaakceptowałaś to. Trudno często zaakceptować w sobie właśnie te zołzy, chamów, skurwysynów, diabłów, głąbów, normalnych, przeciętnych, nieidealnych, byle jakich itd. Tylko wypieramy to poza świadomość i wchodzimy w iluzję czegoś, czym chcemy być - doskonałych, kochanych, uduchowionych, miłych itd. Czasami jest to tak silne, że cholernie trudno to zobaczyć. Widać, ale nie w sobie :), tylko w otoczeniu, w innych, w rodzicach, w mordercach itd.

Świat to lustro nas samych. Jeżeli nie widzimy w nim wszędzie miłości, jeszcze odrzucamy miłość w sobie, nie jesteśmy całkowicie z nią zlani.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Edyta w 2014-02-22, 18:42:19
Świat to lustro nas samych. Jeżeli nie widzimy w nim wszędzie miłości, jeszcze odrzucamy miłość w sobie, nie jesteśmy całkowicie z nią zlani.
a ty zaakceptowałeś to wszystko w sobie i jesteś zlany z milością ? a jeśli nie to dlaczego tak często wytykasz wady innym ? czujesz się wielkim mistrzem , wielkim nauczycielem ?

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2014-02-22, 18:43:54
Poza lustrem jest jeszcze dogranie się do cudzej emocji (bądź w drugą stronę) i zdolność jasnowidzenia, czy rozróżniania form.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2014-02-22, 18:44:51
Ale też spokojnie, warto jest również siebie kochać i akceptować, że na ten moment nie może
my jakiejś rzeczy przeskoczyć w sobie. Powolutku i z wyczuciem :)

Ja ostatnio wreszcie całkowicie zaakceptowałam w sobie pełną nienawiści i ociekającą jadem zołzę i poczułam taki spokój i wolność, że każdemu go życzę. A proces ten u mnie trwał dobrych parę lat. Więc nie od razu Rzym zbudowano :)

Też zwróciłem uwagę na te słowa a zwłaszcza na energię; to się czuje :)
Pracuję nad podobnymi rzeczami i doświadczam wolności i spokoju, a zwłaszcza, co mnie bardzo cieszy, zrozumienia. Coraz mniej mam powodów do buntu, wyrzekania sie, potępiania, a w zamian doświadczam coraz więcej akceptacji i zgody. To powoduje, że coraz mnie jest ograniczających uwarunkowań a więcej wolności.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-02-22, 19:14:20
Inga
 Dopuszczasz taką możliwość, że w pewnych przypadkach zerwanie relacji może być rozwojowe? Czy wrzucasz wszystkich do jednego wora?
Wrzucam wszystkich do jednego wora bo wiem jak to wygląda od strony psychologicznej.
Lepiej zamiast sobie tłumaczyć że to rozwojowe, przyznać się przed sobą samym że tak się boję konfrontacji z rodzicami że wybrałem zerwanie relacji z nimi. Po co to upiekszać i mamić się że ja jestem tak dobrym synem że nie czuję do nich nienawiśći a nawet dobrze im życzę.
Nie wierzę w żadne twoje dobre uczucia dla rodziców, bo za nimi są odcięte te najgorsze, których boisz się poczuć.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wniebowziecie Grubego w 2014-02-22, 20:07:50
Inga

dokładnie
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Kaja w 2014-02-22, 22:12:28
Przyznam, że też nie rozumiem konieczności utrzymywania fizycznej relacji z rodzicami aby uzdrowić relację.
Moja matka pokazała mi we mnie tyle rzeczy do uzdrowienia, że będę jeszcze chyba długo to uzdrawiać i na czuję się aktualnie na siłach aby dokładać do tego następne. Też nie utrzymuje kontaktu z nią.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Atlanta w 2014-02-22, 22:18:01
zaskoczyło mnie jak wiele osób nie utrzymuje kontaktu z rodzicami.
Ja z rodziną zawsze się kontaktuję. Może po prostu z ciekawości, a może potrzebuję.
Albo mam już wszystko przerobione.
W ogóle z wiekiem i doświadczeniem zauważyłam, że raczej niewiele rzeczy mnie męczy, denerwuje, wkurza. Bardzo niewiele. Pojawiła się we mnie dawno temu akceptacja dla tego co sobie kreuję.
Wydaje mi się, że moi rodzice pasują mi na 200 procent.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2014-02-22, 22:20:14
Tak, boję się konfrontacji jak cholera...  Tyle, że te konfrontacje już były... Ostatnia wyglądała tak, że sprzeciwiłem się całej rodzinie, będąc jeszcze na utrzymaniu rodziców i mieszkając z nimi. Pracę miałem dopiero od tygodnia i nie wiedziałem czego się po niej spodziewać i na ile bezpieczna ona jest. Grożono mi wypieprzeniem z domu, kiedy z dziewczyną razem mieliśmy oszczędności na ledwie miesiąc życia. A ja się im postawiłem, powiedziałem co myślę i trzymałem się swego. Byłem przekonany że naprawdę każą mi spadać z domu, więc w panice załatwiałem różne opcje awaryjne, gdyby mi się mieszkania nie udało tak szybko wynająć. Było mi głupio i wstyd prosić różnych ludzi o pomoc, ale to robiłem, zaliczyłem nawet nieco poniżającą rozmowę z osobą, z którą wcześniej urwał mi się kontakt.

Miałem odwagę patrzeć ojcu w oczy i mu się sprzeciwić, czego on nigdy nie tolerował. Nie uległem presjom i zastraszaniu. A gdy ten próbował ze mną rozmawiać (po swojemu oczywiście) to mu mówiłem szczerze co czuje i jak widzę moje dzieciństwo. On się bronił i wypierał, ale ja miałem odwagę mu powiedzieć co myślę. Miałem odwagę go potem przytulić, gdy się popłakał przypominając sobie coś z dzieciństwa i dać mu kolejną szansę.

No, ale Wy wiecie lepiej co ja myślę, co czuję i czym się kieruje. Nawet mnie nie znacie w realu, oceniacie tak ważne decyzje życiowe przez pryzmat urywków, które rzucałem tu na forum.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Atlanta w 2014-02-22, 22:30:34
ja ciebie Clint nie znam, a jestem człowiekiem wolnym od oceniania, więc nie chcę nic komentować, zbyt osobiste to wszystko.
Zauważyłam jednak z innych wątków, że jesteś osobą bardzo zaradną, bardzo obrotną i radzisz sobie w życiu bardzo dobrze, i raczej sporo osiągniesz.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2014-02-23, 05:22:42
Jeśli u Clinta to zadziałało, to znaczy, że dla niego jest dobre!
I nie ma go co poprawiać.
Być może kiedyś dojrzeje do dalszych zmian relacji, ale do tego trzeba czasu i ugruntowania się w poczuciu bezpieczenstwa. Nie wszystko naraz.

Poza tym utrzymywanie kontaktów z rodziną, jak ma to miejsce dziś, to jakaś plaga bezsensownych spotkań i telefonów!
Kiedyś do rodziny jechało się na święta 1 - 2 razy w roku. Dziś niektórzy dzwonią do siebie co godzinę, żeby nie zapomnieć, albo żeby skontrolować. Wg mnie to jest chore!
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Edyta w 2014-02-23, 08:32:02
Clint
dla mnie twoja postawa i samoświadomość jest inspirująca, nawet jeśli nie wszystko jeszcze sobie pouzdrawiałeś z rodzicami to prędzej czy później uzdrowisz. Zbyt wiele się naoglądalam ludzi którzy twierdzili że mają super rodziców i dzieciństwo tylko nie wiedzieć czemu godzili się na depresję, brak energii i poili się litrami kawy aby cokolwiek zrobić.
Pozdrawiam
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2014-02-23, 10:47:54
Martinus, Mateusz

To prawda, super, że to u mnie wreszcie odpuściło, niesamowita ulga :)

Clint

żeby nie było, bardzo lubię Cię  czytać, podziwiam Twoje lekkie pióro i również mnie inspirujesz, a w temacie z rodzicami to się dzielę własnym doświadczeniem i przemyśleniami. Ja wiele lat z rodziną nie utrzymywałam kontaktów, ostatnio pierwszy raz spędziliśmy razem tak fajne święta Bożego Narodzenia. Ale, oni kompletnie nie rozumieją mojej drogi, moich wyborów i dlatego jesteśmy na jakimś poziomie sobie obcy. Dlatego nie spoufalam się za bardzo, widujemy się 2-3 razy do roku i tak jest dobrze. Bo jak za blisko się robi to odpalają im programy poniżania się wzajemnie oraz samoponiżania i to warto przepracować, bo te programy nosi 90% społeczeństwa polskiego, które były przekazywane z pokolenia na pokolenie.

Zresztą na tym portalu inspiruje mnie jeszcze kilka osób, ostatnio szczególnie Edyta:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wniebowziecie Grubego w 2014-02-23, 11:27:52
Tak,  to  wszystko  przez  rodziców, przez  innych.

To  oni  nas  krzywdzą, ranią, ONI  SĄ  WINNI  temu  jak  się  czujemy,  co  przeżywamy, co  się  z  nami  dzieje  i   oczywiście  za  wszystkie  nasze  niepowodzenia.

Gdyby  nie  oni, inni  to  jacy  byśmybyli  cudowni, wspaniali  a  tak ...

Jak  to  fajnie  zwalać  odpowiedzialność  za  to  co  się  z  nami  dzieje, za  nasze  życie  na  innych.

niedzielnie  pozdrawiam
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-02-23, 11:43:44
głodny sytego niezrozumie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wniebowziecie Grubego w 2014-02-23, 11:48:45
jestem  gruby , a  nie  syty
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Joanna P w 2014-02-23, 12:13:14
Wiecie...

Ostatnio takie pomieszanie przeżywam...Nie wiem jak u was,mnie dobrze zrobiło wejście w siebie i powrót do tego konkretnego etapu w życiu...Wróciłam do etapu embriona,malutkiego dziecka i z takiego poziomu uruchamiałam emocje...

Dusza ma zapisy o ciężkich traumach po to by sobie dowalać,ma zapisy po to,żeby się z tymi traumami skonfrontować ...Konfrontacja polega na pójściu jako świadomy dorosły razem z tym skrzywdzonym dzieckiem tylko jako świadek i podpora...Jestem i uczestniczę i wierzcie mi,to jest baaardzo przykre patrzeć,jak wiele gniewu i złości można w sobie nieść i jak bardzo można nienawidzić rodziców ...

Jedno wiem-gniew ten jest uzasadniony-dorosły po porostu nie powinien tak robić ,nie powinien krzywdzić swoich dzieci w sposób okrutny i bezmyślny...Dziecko nie ma jak się bronić,nie ma ku temu środków i to tylko wzmaga cierpienie...Teraz wiem,czemu nigdy nie chciałam mieć dzieci- moje własne dziecko wewnętrzne wymaga uzdrowienia ,ja sama mam w sobie wiele cierpienia  i wierzcie mi mogę wszystko odpuścić ,uwolnić i przebaczyć przede wszystkim sobie,że taką drogę wybrałam-ale na drogę  rodzicielstwa nie wejdę przenigdy...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2014-02-23, 12:13:36
Poza tym utrzymywanie kontaktów z rodziną, jak ma to miejsce dziś, to jakaś plaga bezsensownych spotkań i telefonów!
Kiedyś do rodziny jechało się na święta 1 - 2 razy w roku. Dziś niektórzy dzwonią do siebie co godzinę, żeby nie zapomnieć, albo żeby skontrolować. Wg mnie to jest chore!

Nie kojarzę takiej zależności czasowej kiedyś i dziś. Może u tych osób, u których wzorce się zmieniły na jakieś przymusy lub wyszły na wierzch jakieś męczenie się jest taka zależność. Natomiast nie rozumiem utrzymywania kontaktów z rodziną na zasadzie święta 1-2x w roku. Po co to robić, jeśli nie ma głębszej pozytywnej więzi? Wg mnie tam gdzie jest harmonia, miłość, wsparcie i zrozumienie naturalne jest, że ludzie utrzymują ze sobą częstsze kontakty, wibrują harmonijnie i robią sobie pozytywne lustro, a tam gdzie jest toksyczność lepiej rozluźnić relacje lub sobie odpuścić, żeby być szczęśliwym sobą bez presji. Rodzina, czy znajomi bez różnicy.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Atlanta w 2014-02-23, 12:18:53
to wszystko przez telefony komórkowe
Jak ja nienawidzę, kiedy klienci do mnie wydzwaniają co 5 minut. Kiedyś były sekretarki i z dyrektorem można było pogadać przy wielkim święcie, dzisiaj dzwonią kiedy chcą bo mają numer.

Z rodziną tak samo.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2014-02-23, 12:23:32
Atlanta
Ludzie, szczególnie dorośli, sami decydują jak realizują swoje kontakty rodzinne. I technika nie ma z tym nic wspólnego. Raczej własne wzorce decydują.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wniebowziecie Grubego w 2014-02-23, 12:30:15
Sylvia

dokładnie

Napisałaś  to  co  na  ten  temat  myslę  tylko  nie  potrafię  tak  to  przedstawić  w  formie  pisanej, tak  jak  Ty  to  świetnie  czynisz.

Leszek  nie  napisał, że  to  jest  chore  tylko  wg.  niego  takie  jest, a  to  jest róznica.

Pozdrawiam
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: hydrozagadka w 2014-02-23, 13:43:46
Potrafilibyście poczuć, że zasługujecie na miłość i dobre traktowanie nawet, gdy sami macie problemy? Czy wolicie, żeby ktoś Wam butem pokazywał Wasze problemy? Może to mniej boli, niż wtedy, kiedy Wy zachowacie się jak skończony dupek, a druga osoba pokaże klasę i zachowa się z miłością, szacunkiem i akceptacją? To boli, co? Wkurza? Poniża? Pokazuje, że jesteście gorsi?

A to zagadnienie postawione przez Clinta mi się podoba.

Podoba mi się tez stwierdzenie, ze lepiej skupić się na relacjach wysokiej jakości (opartych na miłości), a nie trzymać się kurczowo relacji szkodliwych i toksycznych. Puszczenie "fizyczne" jakiejś relacji, tak jak napisał Clint, nie oznacza, że się więcej człek nie zajmuje tematami związanymi z tamtą toksyczną relacją.

Świetna afka zresztą z tego wychodzi: "Tak, zasługuję na miłość i dobre traktowanie, nawet wtedy, kiedy sama mam problemy."
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: hydrozagadka w 2014-02-23, 14:00:57
I jeszcze skomentuję - nie bardzo rozumiem, skąd tyle nie akceptacji, ze Clint potrzebuje obecnie takiego etapu w swoim życiu, jak odcięcie się fizyczne od kontaktu z rodzicami.
To jest etap, Clint to kilkakrotnie podkreślał. Ma prawo się cieszyć, kiedy widzi pozytywne skutki tego kroku na tym etapie. To jest ok.

Jak nadejdzie kolejny etap, to Clint się zajmie dalej tą sprawą. Jest mądrym człowiekiem. Nie ma co nikogo przymuszać do robienia więcej, niż w danym etapie jest mu potrzebne.

 To co jest dobre dla nas samych, nawet z naszego doświadczenia czy naszej mądrości, niekoniecznie musi być dobre i odpowiednie dla kogoś innego.

Jest takie powiedzenie: "Póki nie chodzisz w moich butach, to mnie nie oceniaj z perspektywy swoich butów."
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: hydrozagadka w 2014-02-23, 14:10:37
Dusza ma zapisy o ciężkich traumach po to by sobie dowalać,ma zapisy po to,żeby się z tymi traumami skonfrontować ...Konfrontacja polega na pójściu jako świadomy dorosły razem z tym skrzywdzonym dzieckiem tylko jako świadek i podpora...Jestem i uczestniczę i wierzcie mi,to jest baaardzo przykre patrzeć,jak wiele gniewu i złości można w sobie nieść i jak bardzo można nienawidzić rodziców ...

Jedno wiem-gniew ten jest uzasadniony-dorosły po porostu nie powinien tak robić ,nie powinien krzywdzić swoich dzieci w sposób okrutny i bezmyślny...Dziecko nie ma jak się bronić,nie ma ku temu środków i to tylko wzmaga cierpienie...Teraz wiem,czemu nigdy nie chciałam mieć dzieci- moje własne dziecko wewnętrzne wymaga uzdrowienia ,ja sama mam w sobie wiele cierpienia  i wierzcie mi mogę wszystko odpuścić ,uwolnić i przebaczyć przede wszystkim sobie,że taką drogę wybrałam-ale na drogę  rodzicielstwa nie wejdę przenigdy...

Asia - nie wiem, czy będzie to dla Ciebie przydatne, co napiszę, bo wg mnie wiesz o tym. Ale... czasem nawet oczywistości, przeczytane ponownie, sprawiają, ze rzeczy wskakują na właściwe miejsce.

Po prostu dalej obdarzaj sama siebie miłością - zarówno na tym etapie małego dziecka, jak i w tym stanie, w którym tkwi gniew, złość, nienawiść. Po prostu obdarzaj siebie miłością, bez potępiania, ze czujesz, to co czujesz. To najważniejsze teraz.

Przeproś tez sama siebie i sama sobie wybacz, ze takich rodziców wybrałaś. Np.: "Przepraszam siebie za... i wybaczam to sobie, w pełni kochając, szanując i akceptując siebie."

Wybaczanie rodzicom i puszczenie pozostałych zranień z nimi związanych, to dużo dalsze etapy, i na razie nie ma co się nimi przejmować. Stopniowo, krok po kroczku, we własnym tempie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Joanna P w 2014-02-23, 15:09:21
Hydzia-tak właśnie robię-jedyna droga to droga miłości-inaczej nie miałabym na tyle przytomności,żeby zobaczyć jak bardzo krzywdziłam siebie dotychczas...

"Dusza ma zapisy o ciężkich traumach NIE po to by sobie dowalać,ma zapisy po to,żeby się z tymi traumami skonfrontować..."

Tyle mojej przytomności w zapisywaniu tego,co właściwie chciałam przekazać ...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-02-23, 17:13:47
Nie wiem jak to się stało że wszyscy doczytali się że ja namawiam Clinta do kontaktów z rodzicami.
Proponuję aby czytać bardziej ze zrozumieniem, bo szczególnie Hydrozagadka a także Leszek i Kaja wszystko przekręciła.
Tak zostało wszystko przeinaczone i nie zrozumiane że podejrzewam złą wolę.
Tak być nie powinno że czyta się szybko i po łebkach a potem się ocenia czyjeś wpisy, zupełnie przypisując im co innego niz było napisane.
Odechciało mi się tu pisać.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Joanna P w 2014-02-23, 17:30:40
Inga

Jacy wszyscy?!
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: matek w 2014-02-23, 18:14:56
Inga,

Spokojnie, ani Leszek, ani Hydrozagadka, ani Kaja nic nie pisali konkretnie o Twoich wpisach.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Martinus w 2014-02-23, 19:40:56
Przede wszystkim, nie chodzi o to, żeby mieć ten kontakt fizyczny z rodzicami. Ale o to, żeby przesunąć uwagę z obwiniania nich, napieprzania na nich, jacy to oni źli itd., na siebie. Bo w nas jest cząstka, która tworzy taką sytuację, która prowokuje rodziców do określonego zachowania względem nas. Może to być np. ofiara, może być to coś innego, może być to mały chłopaczek, który tak naprawdę nie wie, co zrobić ze swoim życiem, albo nie chce nic robić, bo boi się odpowiedzialności.

Obwinianie rodziców, że są, jacy są, sprawia jedynie, że skupiamy silnie na nich uwagę i przez to nie ma uwagi skierowanej na nas. Tworzy się ze świadomości laser skupiony na rodzicach. Wiadomo, jeżeli duża część naszej świadomości jest na nich skupiona, na widzeniu, co robią złego, na obwinianiu ich, jesteśmy ślepi, gdy patrzymy na siebie, bo nie ma tam świadomości, cała jest skupiona na rodzicach. I wtedy nie widzimy przyczyn w sobie. Odbieramy sobie świadomość tego, że to my jesteśmy kreatorami danej sytuacji na danym poziomie siebie. Zamiast tego widzimy siebie jako ofiarę rodziców, oni kontrolują nami itd., więc jedyne rozwiązanie, jakie widzimy, to odcięcie się od nich na siłę, i stworzenie iluzji, że panujemy nad swoim życiem, że dajemy sobie radę w życiu bez nich itd. To wszystko jednak iluzja bazująca na wewnętrznej walce z jakąś częścią siebie, z którą nie chcemy się skonfrontować, a od której uciekamy wchodząc na siłę w jakąś sztuczną tożsamość, która jest zazwyczaj jej przeciwieństwem.

Gdzieś tam, na samym dnie tej całej zabawy, jest zawsze aspekt nas prawdziwych, który wypieramy. Powrót świadomością do tego aspektu, uzdrawia całą sytuację. Odpadają iluzje, gry ego itd.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2014-02-23, 19:58:09
Nie wiem jak to się stało że wszyscy doczytali się że ja namawiam Clinta do kontaktów z rodzicami.
Proponuję aby czytać bardziej ze zrozumieniem, bo szczególnie Hydrozagadka a także Leszek i Kaja wszystko przekręciła.
Tak zostało wszystko przeinaczone i nie zrozumiane że podejrzewam złą wolę.
Tak być nie powinno że czyta się szybko i po łebkach a potem się ocenia czyjeś wpisy, zupełnie przypisując im co innego niz było napisane.
Odechciało mi się tu pisać.

nie wiem jaka jest trzecia możliwość poza 1. utrzymywaniem i 2. nieutrzymywaniem kontaktów z rodzicami ?? :-)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: medżik w 2014-02-23, 20:07:10
Poza tym utrzymywanie kontaktów z rodziną, jak ma to miejsce dziś, to jakaś plaga bezsensownych spotkań i telefonów! Kiedyś do rodziny jechało się na święta 1 - 2 razy w roku. Dziś niektórzy dzwonią do siebie co godzinę, żeby nie zapomnieć, albo żeby skontrolować. Wg mnie to jest chore!

To chyba uogólnienie albo rozciągnięcie jednego przypadku na całą resztę :) Moi rodzice mimo że mieli 150km do swoich rodzicow chętnie tam jeździli co tydzień, z resztą mieli też tam więcej rodziny. Ja też jak byłem mały to z nimi jeździłem i dobrze to wspominam, inaczej przecież wogóle nie znałbym swoich dziadkow, wojkow , kuzynów itd Nie to żeby grali jakąś role teraz w moim życiu, ale wiem skąd się wywodzi moja rodzina. U niektórych pewnie jest to chore bo sami nie wiedzą po co się kontaktują i kontaktują się po to żeby mieć kontakt, ale to nie musi znaczyć że wszędzie te kontakty są puste i bezsensowne. Ta jak ktoś mi to ostatnio napisał "nie ważne co robisz , ale dlaczego to robisz"
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Edyta w 2014-02-23, 20:18:02
W terapii wewnętrznego dziecka nie chodzi o obwinianie, bo nikt tu głupi nie jest, to forum ludzi inteligentnych. Ludzie inteligentni potrafią wysnuć wnioski ze swoich przeżyć. Wystarczyło trochę dokładniej przeczytać posty Clinta aby zrozumieć że pomimo żalu jest w nich ogroma świadomość i wybaczenie a nawet akceptacja.  Tu chodzi o wyjście z iluzji dzieciństwa w jakiej się wyrastało. Emocje -   żal, bunt rozpacz , przykre słowa to tylko jeden z etapów uzdrawiania , po tym przychodzi uspokojenie, wybaczenie  i świadomość.

Za to zakłamywanie siebie, zakazywanie sobie mówić prawdę o swoim dzieciństwie o tym jak było się traktowanym , co się wtedy czuło to już nawet nie iluzja to tworzenie mitów na temat swojego życia , chowanie ciemnych stron pod dywan i prawdziwe odcięcie się od siebie.


 
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: hydrozagadka w 2014-02-23, 20:21:39
Edyta - dokładnie tak.

Inga - pisałam ogólnie, nie o Twoich poszczególnych wpisach, lecz o ogólnym wrażeniu z całości dyskusji, ze ileś tam osób chciałoby narzucić Clintowi własną wizję tego, co powinien na danym etapie robić.

Podkreślam - piszę ogólnie, sa to moje przemyślenia po całości dyskusji - czym innym są po prostu podpowiedzi, które można sobie rozważyć na spokojnie, a czym innym narzucanie komuś, że powinien robić już to i to, bo inaczej coś tam... Dla mnie to brak szacunku i odmawianie tej osobie umiejętności myślenia, wnioskowania, mądrości. A kto jak kto - Clint to mądry chłopak, oraz jak najbardziej stara się być uczciwy wobec siebie i wobec innych - i nie musi od razu ogarniać  wszystkiego za jednym zamachem.

Warto dać takie prawo komuś... jak i sobie samemu.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wniebowziecie Grubego w 2014-02-23, 20:27:05
Martinus

dzięki

lepiej  bym  tego nie  ujął

pozdrawiam
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: hydrozagadka w 2014-02-23, 20:31:33
Martinus, mam wrażenie, że widzisz Clinta strasznie wąsko, narzuciłeś sobie jakiś jego obraz, jako osoby głównie obwiniającej, napieprzającej i żalącej się na rodziców, zamiast zauważyć dużo samorefleksji i rozsądku w jego wpisach.

A co do emocji, jakie jeszcze ma wobec rodziców - ma pełne prawo je czuć i je wyrażać w tej chwili, skoro jest mu to teraz potrzebne. I tyle. Wszystko w swoim czasie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wniebowziecie Grubego w 2014-02-23, 20:58:06
Edyta

Cytuj
Wystarczyło trochę dokładniej przeczytać posty Clinta aby zrozumieć że pomimo żalu jest w nich ogroma świadomość i wybaczenie a nawet akceptacja.


Jeżeli  jest  wybaczenie  to  dlaczego  Clint  czuje  złość, jak  sam  o  tym  pisał

Cytuj
Ja tej złości nie wypieram. Przecież widać te emocje w moich postach, bo właśnie pozwalam im być



Kiedyś,  dawno, dawno  temu  wybaczenie    komuś  trwało  chwilę  i  po  tym  nie  czułem  jakichkolwiek  niechęci  a  tym  bardziej  złości.
To  było  w  tych  czasach  gdy  nie  wiedziałem , że  jest  cos  takiego  jak  rozwój.
 Nie  stosowałem  żadnych  technik, ćwiczeń  ,  po  prostu  samo  puszczało.

A  od  wielu  lat  nie  wybaczam, ponieważ  nie  nie  spotykają  mnie  takie  sytuacje  z  czasów  gdy  potrzebowałem  wybaczać.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wniebowziecie Grubego w 2014-02-23, 21:12:40
czy  rozsądne jest  obwinanie  i  użalanie  się

czy  rozsądne  jest  odczuwanie  złości

czy  odcięcie  się od  fizycznego  kontaktu  sprawi, że trwale  i  na  zawsze  zniknie  zlość, żal, obwinianie

raz  poczułem  taką  złość ,że  w tej  chwili    powiedziałem  : nigdy  więcej  nie  chcę  czegoś  takiego  odczuwać,  tak  fatalnie  sie  wtedy  czułem
przecież  to  jest bez  sensu  tak  się  czuć
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Atlanta w 2014-02-23, 21:35:32
no bez sensu, ale właśnie emocje nie posiadają sensu, je się czuje a nie 'myśli nimi'.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wniebowziecie Grubego w 2014-02-23, 21:43:07
chciałem  przekazać, że  odczuwanie  takich  emocji  jest  bez  sensu

a  nie , że  emocje  posiadają  sens  i  że  sie  myśli  nimi


sensownie
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Atlanta w 2014-02-23, 21:46:44
wiem WG

z jednej strony odczuwanie takich fatalnych emocji jest bez sensu, nie wnosi nic do życia
ale z drugiej strony jest to jakiś drogowskaz.
Wiemy, że tego nie chcemy, odrzucamy to, więc skutek ma sens
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2014-02-23, 21:47:37
Inga, błagam, nie przypisuj mi zasług! Nawet nie czytałem, co pisałaś, a Ty mi insynuujesz, że ja to zinterpretowałem. Litości!
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Kaja w 2014-02-24, 09:44:53
Inga ja na pewno nie miałam złej woli, nikogo nie oceniałam tylko napisałam, że nie rozumiem.
Generalnie miałam wrażenie, że piszecie o tym samym i ew ten kontakt fizyczny tylko was różni. Bo Clint podkreślał, że relacja nie jest jeszcze uzdrowiona i że będzie ją uzdrawiał, a że urwał tylko kontakt fizyczny, przynajmniej ja to tak odbierałam. 
Zgadzam się z tym że rodzicie są lustrem i że relacje trzeba uzdrowić. 

A tak w ogóle to Inga lubię cię czytać i jestem pozytywnie nastawiona, a to że czegoś nie rozumiem lub się nie zgadzam nie świadczy od razu o złej woli, już kiedyś o tym ci pisałam.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2014-02-24, 11:19:11
Dzięki wszelkim głosom rozsądku w tej dyskusji :)

Może dla niektórych będzie to szok, ale można jednocześnie czuć akceptacje, zrozumienie i przebaczenie, a także złość, żal i niechęć. To strasznie powierzchowne podejście, że jest albo to albo tamto. We mnie jest jedno i drugie, a po prostu proporcje tego zmieniają się wraz z czasem, kiedy coraz więcej negatywów jest zastępowane pozytywami. Ja wprost pisałem zarówno o jednych jak i drugich uczuciach, a co niektórzy reagowali tak, że jak pisałem o negatywach to że zaraz zwalam odpowiedzialność, obwiniam i uciekam od tematu, a jak o pozytywach to że udaję świętego i nie widzę swoich problemów :D Latanie po skrajnościach i robienie ze mnie jak nie spojrzeć - zaślepionego idioty :D

Stosunkowo niedawno, po kilku latach pracy doszedłem do momentu, kiedy zrozumienie i akceptacja zaczęły przeważać. Na forum głównie dzieliłem się wywałkami w temacie, bo wiadomo że nie ma co tu dużo pisać, kiedy po prostu czuję się spokój (chociaż takimi rzeczami też się dzieliłem). I dopóki szargały mną negatywne emocje to chciałem urwać to relację, ale nie potrafiłem tego zrobić, wiele razy miałem ochotę to zrobić pod wpływem emocji. Potem jednak się uspokoiłem i zmieniło się spojrzenie, a ja miałem w planach podtrzymywanie tej relacji, bo nie widziałem powodów żeby ją urywać.

Dopiero z czasem zacząłem przytomnieć i na SPOKOJNIE dostrzegać w czym tkwię, co mnie trzyma z rodzicami i jakiego rodzaju wymiana energii i uczuć jest między nami. Zrozumiałem że oni nie chcą i nie są w stanie przetrawić tego, jaki jestem naprawdę. Mogłem albo się dostosować do nich, albo znosić ciągłe ataki. Ani jedno, ani drugie nie miało sensu.

I to właśnie uspokojenie emocji pozwoliło mi podjąć przemyślaną decyzje co do której nie miałem wątpliwości, ponieważ nie szargały mną żaden emocje, dzięki czemu moje odczucia były jednomyślne. Pewnie w głowie się to może niektórym nie mieścić, ale ja czuję że ta decyzja płynęła z mojego serca. W tym nie było nienawiści do rodziców, ale miłość do siebie, miłość i szacunek, które pociągnęły mnie do tego, żebym zadbał o jakość mojego otoczenia :)

To było najlepsze nie tylko dla mnie, ale także dla nich. Dopóki tkwiłem w tej chorej relacji, to wzmacniałem tą ich sztuczną chorą strukturę. Fundując im takie wyłamanie się, dałem im dużą szansę na zmianę, bo zburzyłem im dość konkretnie tą iluzję szczęśliwej rodzinki. I tak tego nie wykorzystali za bardzo z tego co wiem, bo wciąż walczą przed zaakceptowaniem że cokolwiek było nie tak z ich strony, ale to już ich sprawa. Może się ogarną jak stracą drugie dziecko, a tak może być.

Miłością nie jest dawanie innym ludziom wszystkiego czego żądają, byleby tylko mieli dobre samopoczucie. Miłością jest działanie dla swojego i cudzego, REALNEGO dobra. Drugie osoby mogą tego nie widzieć, nie doceniać, robić z siebie wielkie ofiary i poszkodowanych. Społeczne wartości też mogą być przeciw temu, ale społeczeństwo ma dużo chorych wartości.

Nie uważam, żeby następstwem tego, że sobie poukładam w temacie jeszcze bardziej miało być odnowienie relacji z rodzicami. No chyba, że oni naprawdę coś w sobie zmienią, a nie tylko na chwilę, na pokaz. Nie mówię tego z powodu złości na nich, ale z powodu miłości do siebie. Dla mnie to jest zdrowy egoizm.

Mówiłem wiele razy rodzicom co mi nie odpowiada w relacji z nimi. Oni i tak nie chcieli się zmienić, więc co miałbym zrobić? Zmuszać ich do czegoś? Przecież nie będę ich zmieniał na siłę czy czekał aż jakimś cudem zmienią się sami. Zrobiłem jedyną słuszną rzecz jaką mogłem. Może i kontrowersyjną, ale ja nigdy nie byłem fanem robienia z rodziców świętych krów - i tak dostali ode mnie więcej szans i możliwości niż jacykolwiek inni ludzie mogliby dostać. Gdyby to byli zwyczajni znajomi to bym w życiu nie utrzymywał kontaktu z takimi ludźmi. To, że są rodzicami nie sprawi że będę się poświęcał i rezygnował z siebie, żeby ich znosić.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: kinga roszczyniała w 2014-02-24, 11:46:07
clint, sprawdź PW :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Edyta w 2014-02-24, 11:50:55
Edyta
 

Jeżeli  jest  wybaczenie  to  dlaczego  Clint  czuje  złość, jak  sam  o  tym  pisał
 


Kiedyś,  dawno, dawno  temu  wybaczenie    komuś  trwało  chwilę  i  po  tym  nie  czułem  jakichkolwiek  niechęci  a  tym  bardziej  złości.
To  było  w  tych  czasach  gdy  nie  wiedziałem , że  jest  cos  takiego  jak  rozwój.
 Nie  stosowałem  żadnych  technik, ćwiczeń  ,  po  prostu  samo  puszczało.

A  od  wielu  lat  nie  wybaczam, ponieważ  nie  nie  spotykają  mnie  takie  sytuacje  z  czasów  gdy  potrzebowałem  wybaczać.

można komuś wybaczyć i nadal czuć emocje, zwłaszcza w tak wielopłaszczyznowym związku jak z rodzicami. Wybaczenie może przebiegać też etapami.

jeśli ty komuś wybaczyłeś i potem nie czułeś emocji to albo to nie było takie ważne i po prostu całkowicie wybaczyłeś
albo masz tak silny mechanizm znieczulania się na przykre emocje że ich po prostu nie odczuwasz, możesz np. zajadać wszyskie negatywne emocje i jednocześnie  tłumaczyć sobie że jesteś taki miłosierny że każdemu z mety wybaczasz.
Jest jednak inna możliwość jeśli w ogóle nie odczuwasz przykrych emocji to może jesteś oświecony albo w jakimś innym stanie szczytowym.
Ja tam nie wiem bo ciebie nie znam , sam musisz sobie odpowiedzieć.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wniebowziecie Grubego w 2014-02-24, 19:03:31
-  dlaczego czujesz  do  niego  złość, żal ?

- jak  to  dlaczego, ponieważ  go  kocham  i  mu  wybaczyłem



no  to  lecę , Lotem  bliżej
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-02-24, 20:38:07
Otaczający nas świat - jako lustro - nie odbija naszych cech, ale jest reakcją na nasze intencje.

Clint
Przeczytaj sobie artykuł Leszka, z którego wynika że nie jest tak jak uważasz, że ty nie masz wpływu na to jaki jest stosunek twoich rodziców do ciebie, ale że ich stosunek do ciebie wynika z tego że masz takie intencje.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Edyta w 2014-02-25, 08:20:49
 właśnie jak to jest z tymi intencjami :) w swoim życiu doświadczałam pełnej ich różnorodności. Byłam anorektyczna, średnia , gruba , otyła, bylam najgorsza w klasie i najlepsza w klasie, byłam też średnia. W środowsku rozwojowców dla jednych bylam boginią, dla innych ofiarą dla jakis innych ponoc uwodzicielką heheh to było najzabawniejsze.  Gdybym miała jakiś jeden określony zestaw intencji to wszyscy powinni mnie traktować tak samo i tak samo powinnam wyglądać. Vianna Stibal autorka Theta Healing pisze że ludzie mają najczęściej intencje pozytywne i intencje negatywne np. dobrze jest być grubym i dobrze jest być szczupłym. więc jeśli tak jest to jaki sens ma dumanie nad intencjami czy nie lepiej działać tak aby było nam dobrze zamiast tkwić w sytuacji która nam nie pasuje tylko po to aby poznać swoje niby ukryte  intencje ?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2014-02-25, 08:36:39
Inga
"nie jest tak jak uważasz, że ty nie masz wpływu na to jaki jest stosunek twoich rodziców do ciebie, ale że ich stosunek do ciebie wynika z tego że masz takie intencje."

z tego by wynikało, że Clint nie ma wpływu na to jakie on sam ma intencje.... :-)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2014-02-25, 08:39:11
Otaczający nas świat - jako lustro - nie odbija naszych cech, ale jest reakcją na nasze intencje.

Clint
Przeczytaj sobie artykuł Leszka, z którego wynika że nie jest tak jak uważasz, że ty nie masz wpływu na to jaki jest stosunek twoich rodziców do ciebie, ale że ich stosunek do ciebie wynika z tego że masz takie intencje.

Inga zapominasz, że jego rodzice też mają swoje intencje. I Clint może uzdrowić swoje, a intencje jego rodziców mogą nie ulec zmianie. Bo na intencje rodziców Clint nie ma wpływu.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2014-02-25, 08:49:51
Cytuj
Vianna Stibal autorka Theta Healing pisze że ludzie mają najczęściej intencje pozytywne i intencje negatywne np. dobrze jest być grubym i dobrze jest być szczupłym. więc jeśli tak jest to jaki sens ma dumanie nad intencjami czy nie lepiej działać tak aby było nam dobrze zamiast tkwić w sytuacji która nam nie pasuje tylko po to aby poznać swoje niby ukryte  intencje ?

Eydyta :) zgadza się, często występują sprzeczne intencje i dlatego nie ma co tkwić w masochistycznej sytuacji. Lepiej zabrać się za działanie i tworzenie sobie lepszych warunków :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2014-02-25, 09:10:06
No właśnie :)

Moje intencje mają wpływ na to, jak jestem traktowany przez rodziców - to na swój sposób prawda. Właśnie dlatego nie jestem już źle traktowany przez nich, ponieważ zmieniły mi się intencje co do samego siebie :)

Intencje moje i rodziców się już nie dogrywają, dlatego nie jesteśmy razem i nie mamy na siebie wzajemnie wpływu.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Edyta w 2014-02-25, 09:10:43
;))) można też robić modlitwy o oczyszczenie naszych intencji do okreslonych osób (rodziców, partnerów , znajomych) a potem o oczyszczenie intencji tamtych osób do nas . Znam co najmniej kilka przypadków które po zrobieniu modlitwy na oszczenie intencji innych osób do nich, tamte osoby przestały się nimi w ogóle interesować, np.mój ojciec przestał się mną w ogóle interesować, mojego znajomego natychmiast po takiej modlitwie zostawila dziewczyna, ktoś dostał wypowiedzenie ale potem znalazł lepszą pracę itd...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-02-25, 15:01:39
No właśnie :)

Moje intencje mają wpływ na to, jak jestem traktowany przez rodziców - to na swój sposób prawda. Właśnie dlatego nie jestem już źle traktowany przez nich, ponieważ zmieniły mi się intencje co do samego siebie :)

Intencje moje i rodziców się już nie dogrywają, dlatego nie jesteśmy razem i nie mamy na siebie wzajemnie wpływu.

Nie rozumiesz istoty.

Gdyby zmieniły się twoje intencje to nie musiałbys się odcinać od rodziców, bo albo wasze drogi rozeszłyby się same w sposób naturalny albo rodzice zmieniliby do ciebie swój stosunek na pozytywny.
Twoja relacja z rodzicami nie jest oczyszczona.

 Dziwie się że osoby siedzą tyle lat w rozwoju duchowym i nie rozumieją na czym polega istota oczyszczanie intencji ani istota uzdrawiania relacji.
Mówię tu również o Grażynie, Mariuszu i innych.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: matek w 2014-02-25, 15:15:23
Inga,

masz sporo racji, ale z drugiej strony - nie widze sensu, zeby Clint na sile mial oczekiwac na "sposob naturalny".
Zerwanie kontaktu moze  byc rownie naturalne, podobnie jak zawal serca tez jest naturalna smiercia:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lynd Seagull w 2014-02-25, 15:16:11
Inga
Cały czas pracuje nad jej uzdrowieniem, od 5 lat już. I nie spocząłem na laurach.
Twoja relacja z rodzicami nie jest oczyszczona.
O czym ta rozmowa?:P
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2014-02-25, 15:35:24
Inga
A kto powiedział, że mogę zakończyć tą relację dopiero wtedy jak moje intencje będą całkowicie czyste?

Gdybym miał działać w swoim życiu tylko poprzez całkowicie oczyszczone intencje to bym się musiał zamknąć w piwnicy jakiejś i z domu nie wychodzić, całymi latami afirmując i medytując. Po coś mam swój rozum, swoje uczucia i swoją wolę.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2014-02-25, 15:44:34
Nie rozumiesz istoty.

Gdyby zmieniły się twoje intencje to nie musiałbys się odcinać od rodziców, bo albo wasze drogi rozeszłyby się same w sposób naturalny albo rodzice zmieniliby do ciebie swój stosunek na pozytywny.
Twoja relacja z rodzicami nie jest oczyszczona.

 Dziwie się że osoby siedzą tyle lat w rozwoju duchowym i nie rozumieją na czym polega istota oczyszczanie intencji ani istota uzdrawiania relacji.
Mówię tu również o Grażynie, Mariuszu i innych.

A ja się nie dziwię twojemu masochistycznemy podejściu do rozwoju czy uzdrawiania intencji ;)

Takie masochistyczne tkwienie w relacjach jest charakterystyczne dla DDA, mam na mysli bycie lojalnym i tkwienie w tkosycznych relacjach licząc na happy ending.

Najwyraźniej Clint nie ma masochistycznych zapędów wobec siebie i na tyle odwagi by wyjść z toksycznej relacji bez czekania na happy ending.

I good for him :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-02-25, 15:51:48
Zostało mi tylko swoje wnioski z tej dyskusji zachować dla siebie.

Są pewne pozytywy bo mam większą świadomość, wiedzę i zmieniłam zdanie na temat niektórych osób wobec których miałam kompleksy niższości.

Czasami warto prowadzic takie dyskusje po to aby poznać prawdę (chociaż ta prawda może byc bolesna) zamiast tkwić w swoich dotychczasowych przekonaniach
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2014-02-25, 16:54:19
Jak kiedyś poczujesz miłość do siebie to przypomniej sobie o tej dyskusji i ją jeszcze raz przeczytaj :-) Oczywiscie jak będziesz jeszcze miała ochotę
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2014-02-25, 16:57:06
Przed swoimi problemami nie da się uciec i ja to doskonale wiem, dlatego nawet nie próbuje.

Mam wiele jeszcze nieuzdrowionych rzeczy związanych z moim dzieciństwem i one wciąż dają o sobie znać w taki czy inny sposób. Wpływało to na mój związek, kiedy potrafiłem się zachować niefajnie czy na moją pracę, kiedy spotykały mnie jakieś mniej miłe sytuacje. No nawet dzisiaj poczułem nieprzyjemne emocje w pracy związane z tym, co czułem w dzieciństwie wobec mojego ojca.

Ale to są pojedyncze sytuacje, pojedyncze problemy, a nie cały zestaw jaki miałem z rodzicami. To co nieuzdrowione jeszcze zostało i wpływa na mnie, a to co uzdrowiłem już znikło. Rodzice chcieli wciąż mi cały pakiet wrzucać. Ba, moja matka wręcz przez te wszystkie lata - nienawidziła mnie jeszcze bardziej i jeszcze mocniej okazywała swoją niechęć, im bardziej kochałem siebie i im wyższą miałem samoocenę. Po 4 latach to ona już wręcz była zmuszona tak bezpośrednio mnie atakować (bo subtelne manipulacje przestały działać), że dla obserwatora z boku wyglądało to tak, jakby miała trochę nie po kolei w głowie. A jak jeszcze spotkałem swoją wielką miłość i zostałem szczerze pokochany, to myślałem że ona zejdzie tam z tej wściekłości. i o czym to świadczyło? O tym, że mam coraz lepsze intencje, bo jest mi coraz lepiej w życiu i ze sobą czy o tym, że mam coraz gorsze, bo mnie matka coraz bardziej nie cierpi? :D Może właśnie dzięki tym skrajnościom było mi łatwo zauważyć, że moje intencje nie są bezpośrednio odpowiedzialne za to jak oni mnie traktują, a raczej za to do czego ich prowokuje i jak przeżywam to co oni mi robią (bez prowokacji też można być atakowanym!).

W każdym razie swoje problemy mogę rozwiązywać tak samo jak wcześniej, po prostu żyjąc i robiąc to co słuszne :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-02-25, 19:09:27
No i gitara Clint
Wiesz czego chcesz i osiagasz to bez ogladania sie na innych, w tym starych.
Powodzenia
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2014-02-27, 11:43:03
Dzisiaj udało mi się tak po prostu rozwiązać spory problem, do którego odnosiłem się ostatnio - przypominający mi relacje z ojcem. Tylko, że tym razem rozmowa i odpowiednie podejście przyniosło jakieś skutki, a nie tak jak było w przypadku ojca, gdzie się po prostu nie dało.

Dla mnie to kolejny dowód na to, że uzdrawianie problemów to nie tylko bierne czyszczenie intencji i czekanie aż się samo ułoży, ale idące za tym również działania. Jak się z kimś nie da, to się nie da :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-02-27, 14:52:45
Jak kiedyś poczujesz miłość do siebie to przypomniej sobie o tej dyskusji i ją jeszcze raz przeczytaj :-) Oczywiscie jak będziesz jeszcze miała ochotę

A ty gdy już będziesz wiedział na czym polega zasada dogrywania się intencji, czym jest świadomość lustra, jak wygląda zasada prowokowania i czym jest akceptacja tego co jest, to napisz tutaj.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-02-27, 15:08:46
I jeszcze na czym polega oczyszczanie intencji.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Edyta w 2014-02-27, 16:31:47
Swiadomośc lustra O.K ale w rodzinach magicznych wpierw trzeba sobie odreagować hipnozę na dzień dobry od rodzica/ów magow która brzmi mniej więcej tak
"Prawda o tobie jest w moim umyśle. To ja znam prawdę o tobie."
są też jej odmiany
" Będziesz mi służył pokornie a wtedy ja wyjawię ci prawdę o tobie" albo
" To ja znam prawdę o tobie , żaden Bóg ci nie pomoże bo tylko ja znam prawdę o tobie"
niektórzy magowie z zacięciem kapłanskim sugerują że owa prawda jest straszna, okropna , samo zło,  dbiabeł itd...

po uwolnieniu się od tych hipnoz świadomość lustra zaczyna być świadomością lustra a nie krzywego zwierciała i co najważniejsze magiczny rodzic zostaje strącony z piedestału a na jego miejsce zasiada Bóg kochający, który zna piękną, pełną miłości prawdę o nas.


Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-02-27, 17:01:52
A u mnie akurat jest odwrotnie.
Siedze z facetem (który bardzo jest podobny do mojego ojca) który pali i gdy przychodzę na drugą zmianę to jest napalone i musze wietrzyć. Przy mnie nie pali bo sobie to wywalczyłam z nim o co bardzo się obraził.
Zastanawiałam się co zrobic z tym paleniem czy znów nie wejść z nim w walkę i pomyślałam że jeżeli on mi pali to znaczy że ja mam takie intencje i gdy zmienię intencje to on przestanie mi palic chociaż nie będę z nim o to walczyć. I nic nie robię tylko się wkurzam.
Dzisiaj się dowiedziałam że wraca na stanowisko dyrektorskie jego kolega. Ten facet obecnie jest nikim ale za niedługo stanie się kims ważnym, a ja mogłabym mieć duże kłopoty przez niego bo jest mściwy.
Wolę żeby to się rozwiązało w sposób naturalny zamiast toczyć walki i potem mieć z tego powodu kłopoty żyjąc z kimś w nienawiści.
I jak się cieszę że jednak wybrałam opcję oczyszczania intencji z nim (jako moim ojcem) zamiast walki.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Edyta w 2014-02-27, 17:21:33
Inga
fajnie jak najbardziej,  oczyszczanie intencji to podstawa
a z ojcem prawdziwym oczyszczałaś ? bo rozumiem że ten facet nie jest twoim prawdziwym ojcem tylko jakimś pracownikiem

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-02-27, 17:37:48
Ja mam terapię i cały czas pracuję nad dzieciństwem. Jeszcze ogrom pracy przede mną.

Mam jeszcze drugą historię.
Moja sąsiadka strzyga i wredna baba zatruwała mi zycie swoimi ciągłymi wrzaskami prawie przez 10 lat. Po prostu całymi dniami wrzeszczała na córkę.
POczatkowo uzdrawialam z nią relację na regresingu ale nic to nie dało. Więc zrezygnowałam i chodziłam z zatyczkami licząc że może w końcu jakoś się to rozwiąże gdy ja sama siebie bardziej uzdrowię. I ona zaczeła wyjeżdżać za granicę do pracy, najpierw na krótko a teraz siedzi tam stale. Mam ciszę w mieszkaniu której najbardziej na świecie pragnęłam.
Samo się rozwiązało chociaż myslałam że to niemożliwe bo wiedziałam że ona się stąd nie wyprowadzi.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2014-02-27, 18:18:17
Ja również, kiedy odreagowywałem ciężką karmę z ludźmi to nie miałem jakiegoś szablonowego zachowania. Czasem nie wytrzymywałem i walczyłem o swoje, nie zawsze z dobrym skutkiem, czasem było po tym gorzej, a czasem lepiej. Nieraz siedziałem cicho, bo czułem, że nic nie wskóram a walka tylko jeszcze zamiesza. Innym razem eksperymentowałem metodą prób i błędów. Do tego jak się siedzi po uszy w karmie z kimś to słabo widać. Słowem bywało różnie, ale miałem na uwadze istotę sprawy: trzeba to uzdrowić w ten czy inny sposób.

Inga
Z papierosami nie miałem większych problemów, choć co jakiś czas zdarzały się incydenty. Od pewnego czasu był spokój, z jednym wyjątkiem. Wyszedłem z palaczem na dwór żeby porozmawiać i akurat wiatr wiał w moja stronę, więc po chwili sie zwinąłem. Kiedy zapytałem się o co u mnie chodziło z tym zachowaniem pojawiła się odpowiedź, że mam jeszcze takie intencje, żeby być miłym dla innych kosztem siebie. No i "potowarzyszyć innym", choć mnie troszku podtruwają.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-02-27, 18:38:53
U mnie z papierosami jest większy problem bo ja od noworodka leżałam w kłębach dymu.

Ale gdy ktos pali w pociągu to nie popuszczę i idę opieprzać.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2014-02-27, 18:42:55
w rodzinach magicznych wpierw trzeba sobie odreagować hipnozę na dzień dobry od rodzica/ów magow która brzmi mniej więcej tak
"Prawda o tobie jest w moim umyśle. To ja znam prawdę o tobie."
są też jej odmiany
" Będziesz mi służył pokornie a wtedy ja wyjawię ci prawdę o tobie" albo
" To ja znam prawdę o tobie , żaden Bóg ci nie pomoże bo tylko ja znam prawdę o tobie"

No rodzic to przecież bóg w mniemaniu niektórych rodziców.

Niektórzy rodzice przekonani, że jak spłodzili dzieci, co dla nich znaczy, dać życie, bez nich dzieci by nie istniały, traktują swoje dzieci jak:
- swoją własność
- niewolników do służby
- obiekt do wyżywania się
- sposobność pokazania ludziom jacy są potężni, jak udało im się zdominować swoje dziecko, bo np. dostaje on w d.... od nich i jeszcze dziękuje za to.
- obiekt do realizacji mnóstwa niezdrowych ambicji, kompleksów, głupoty itd.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2014-02-27, 18:54:57
Inga:
Cytuj
U mnie z papierosami jest większy problem bo ja od noworodka leżałam w kłębach dymu.

No własnie wtedy w uzdrawianiu problemu z papierosami chodzi o relację z ojcem. Tak nas traktują inni ludzie, jak nas tratowali rodzice.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Edyta w 2014-02-27, 20:12:17
Inga
haha i tym sposobem załatwiłaś sąsiadce strzydze niezlą fuchę za granicą , oby tam zostala i najlepiej za mąż wyszła za jakieś niemca

Mateusz
w wielu domach tak się właśnie dominuje "wychwuje"  dzieci aby całe życie  mieszkały z rodzicami, zasuwały w ogrodzie, sprzatąły , gotowały, myły okna 4 razy do roku ,  płaciły rachunki i pielęgnowaly rodziców na starość znosząc przy tym dosrywanie w dodatku będąc święcie przekonanym że mają takie  wielkie szczęście że mogą mieszkać z rodzicami bo są tak bezndziejni i do dupy jak mowili rodzice i że bez nich sobie by nie poradzili zdechli z głodu pod mostem.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-02-27, 20:14:26
Edyta
Myślę że tak. Ona jako strzyga wie jak sie dobrać do staruszka i wyssać go na śmierć.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-02-28, 14:55:17
A ja się nie dziwię twojemu masochistycznemy podejściu do rozwoju czy uzdrawiania intencji ;)


Jeżeli mój masochistyczny sposób  rozwoju pozwala mi na szybkie tempo pracy nad sobą to jestem z niego zadowolona i nie chcę go zmieniać.
Ta masochistyczna dyskusja sprawiła że uśwaidomiłam sobie z dzieciństwa coś czego za żadne skarby nie chciałam wiedzieć. Także mi ten masochizm służy. I wolę go niż przyjemniejsze ale powolne tempo.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2014-02-28, 15:17:04
Jeżeli mój masochistyczny sposób  rozwoju pozwala mi na szybkie tempo pracy nad sobą to jestem z niego zadowolona i nie chcę go zmieniać.
Ta masochistyczna dyskusja sprawiła że uśwaidomiłam sobie z dzieciństwa coś czego za żadne skarby nie chciałam wiedzieć. Także mi ten masochizm służy. I wolę go niż przyjemniejsze ale powolne tempo.

Inga :)
Każdy wybiera taki sposób pracy jaki mu najbardziej służy i pasuje :)

Moja tolerancja dla własnego masochizmu się już wyczerpuje.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2014-03-01, 11:36:52
Warto wziąć pod uwagę w terapii wewnętrznego dziecka:
"Jesteś tym, co jadły twoja mama i babcia"
Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75400,15542936,Jestes_tym__co_jadly_twoja_mama_i_babcia.html?utm_source=HP&utm_medium=AutopromoHP&utm_content=cukierek1&utm_campaign=wyborcza#Cuk#ixzz2uhq3mdWA

To jest najciekawsze i zbieżne z uzdrawianiem w Theta Healing na poziomie zmiany instrukcji obsługi genów:

""Dzieje się to poprzez choćby metylację cytozyny zawartej w DNA albo modyfikację histonów (białek odpowiedzialnych za strukturę chromatyny). Zatem o naszej skłonności do pewnych chorób, sposobie metabolizowania tłuszczów, zdrowiu psychicznym czy rozrodczym decydują nie tylko same geny, ale instrukcja ich obsługi. Środowisko, w którym żyjemy, może zmienić działanie DNA.
Niedawno pisaliśmy o tym, że pewne cechy nabyte mogą być przekazywane z pokolenia na pokolenie, na przykład reakcja lękowa wobec określonych zapachów. To znaczy, że możemy nawet "odziedziczyć" po swoich przodkach określone lęki."






Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Edyta w 2014-03-03, 08:56:06
nie myślałam że to kiedyś to napiszę ale wczoraj bardzo polubiłam mojego ojca. Byłam na imprezie rodzinnej,  tak sobie na niego patrzylam i nagle do mnie dotarło że jest najfajnieszym facetem na sali, uśmiechnięty zadowolony z siebie, taki zabawny starszy pan który przyjechał swoim mercedesem i jest wyluzowany. Mój ojciec wygląda prawie tak samo jak Leszek tylko bez brody :)
Pomyślałam że moge puścić w niepamięc wszystkie urazy i wtedy dostrzegłam że w wielu sprawach mnie inspirował np. tym że całe życie prowadził swoją firmę z której nieźle sobie żył a prowadził ją bez wsparcia bliskiej osoby, bez pochwał , bez zachęty i bez aprobaty rodziny. Inny już 100 razy w takich warunkach by wszystko rzucił w diabły, jęczał , narzekał a on zawsze robił swoje nie oglądając się na innych.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2014-03-03, 17:24:42
fajnie gdy tak spontanicznie odpuszcza (związany z tłumionym perfekcjonizmem?) krytycyzm i pojawia się zdrowy podziw dla innych : )
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-03-04, 09:04:35
Ja zauwam ze jak z moim ojcem widze sie raz na jakis czas to byl bym w stanie go nawet polubic ale musial bym sie z nim rzadko i krotko widywac. Na dluzej niz 3 godziny staje sie juz za bardzo toksyczny i denerwujacy
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2014-03-04, 10:13:24
To jest to :) Odpowiednie dozowanie kontaktu z drugą osobą daje efekt harmonijnej (czy bezkonfliktowej) relacji :) Doszedłem do podobnych wniosków w relacji ze swoim ojcem.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2014-03-04, 11:12:53
im głębsze uzdrowienie z kimś relacji, tym dłuższy czas ekspozycji (na wpływy) bez skutków ubocznych : )

mam takiego znajomego który na mój widok reaguje lękiem,  po krótkim czasie mu przechodzi, ale potem dla odmiany zaczyna być agresywny, stąd  czas naszej w miarę harmonijnej interakcji (pomiędzy tymi dwoma jego stanami) wynosi często raptem kilka minut...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2014-03-04, 11:23:35
Niekoniecznie. Jeśli druga osoba nie ma zmian w zachowaniu czy nastawieniu to przebywanie z nią może być nie do zniesienia. Właśnie ilość spędzanego czasu - odpowiednie dostosowywanie ilości (zgodnie z czuciem) jest owocem uzdrowienia relacji ze swojej strony. Uzdrowienie wiąże się też z tym, że umie się odpuścić kontakt jeśli nie jest harmonijny.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2014-03-04, 11:53:25
Cytuj
Uzdrowienie wiąże się też z tym, że umie się odpuścić kontakt jeśli nie jest harmonijny.
jeżeli wychodzimy z toksycznych układów, wtedy to mi bardziej pasuje do uwolnienia się od uzależnienia,
jest to forma uzdrowienia i istotny krok (często pierwszy), ale jak komuś po jakimś czasie przebywania w obecności kogoś odpala się dawna podatność, odnawiają kody, czy dostrojenia,  to znaczy że wciąż coś jeszcze pozostało do uzdrowienia,

jeżeli można odpuścić sobie towarzystwo toksycznych ludzi to i można na tym poprzestać, trochę inaczej wg mnie warto jednak podejść do relacji z bliskimi, czy ważnymi dla nas osobami , np. ojcem czy matką bo to co wywala w ich obecności (nieważne czy od razu, czy po pięciu minutach albo trzech godzinach) wydobywa to co jest wciąż zakodowane w nas głęboko, a uwolnienie było głównie/jedynie (albo aż, czyli kluczowym i wartościowym elementem) odcięciem
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2014-03-04, 12:03:28
W takich relacjach również odpowiednie dozowanie kontaktu, jest owocem uzdrowienia relacji. "Wywalać" może to, że po 5 godzinach taka osoba nie ma nam więcej do zaoferowania niż np. prowokacje. Po uzdrowieniu emocji toksyczność drugiej osoby nadal może istnieć i tak naprawdę przebywanie z daną osobą ponad to co odczuwa się jako przyjemne czy harmonijne, to nie uświadamianie sobie problemów w relacji czy ich uzdrawianie a kręcenie się po prostu w kółko w toksyczności. A czasem (i bardzo często) to jest właśnie problemem.

Przykładowo - kiedy jadę w odwiedziny do rodziny na święta, to wszystko jest okej ale kiedy pod wieczór ojciec zaczyna drina za drinem popijać, to już wiem że potrzeba się ewakuować bo ojciec nie kontroluje tego co mówi :) Jako że wcześniejsze przeżycia tego typu gdy miałem okazję nocować u niego doprowadziły mnie do wniosków że nie wynika z tego nic konstruktywnego, to rezygnuję z przebywania w jego obecności jednocześnie zdaję sobie sprawę, że gdy nie włazimy sobie na głowę, to wszystko w naszej relacji jest okej.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2014-03-04, 12:20:01
chodziło mi o to, że niewątpliwie odpowiednie dozowanie relacji oznacza wolność od uzależnienia, gdzie zupełne odcięcie jest czasem (na dobry początek albo i koniec) jedynym właściwym krokiem, ale niekoniecznie jest oznaką pełnego uzdrowienia relacji, bo do tego często jest wciąż daleka droga, przecież ludzie którzy się rozchodzą z pretensjami do siebie nie mają uzdrowionej relacji, rozejście się nie uzdrawia tego, a często jeszcze pogłębia albo ugruntowuje konflikt... w którym ze względu na swoje dobro nie warto tkwić,
wtedy relacja wciąż "leży i kwiczy", ale przynajmniej nas nie niszczy   
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2014-03-04, 12:21:57
Co do zupełnego odcięcia to się zgadzam :) Czasem potrzeba tego żeby odciąć się od presji ale po ustabilizowaniu siebie warto też wyrobić sobie neutralność w stosunku.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2014-03-04, 12:33:16
do uzdrawiania relacji najlepiej nadaje się miłość i współczucie ( te ich formy bardziej czyste, wolne od uzależnienia, litości, wywierania presji zmian, czy dostrajania się do ograniczeń itp.) do siebie i innych : )
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Arwena w 2014-03-04, 12:40:32
Ja im dłużej mieszkałam z moim ojcem, tym bardziej go nienawidziłam, nie znosiłam tego jaki jest, co robi, jak się zachowuje, robiliśmy sobie ciągle na sobie na złość i nie potrafiliśmy ze sobą porozmawiać. Nie krzyczał na mnie, ale za to codziennie od kilku lat był pijany, praktycznie bez przerwy, dzień w dzień, rok w rok. Kiedy mówił do mnie, ja go ignorowałam i nie odzywałam się do niego, chyba że coś mnie denerwowało to odwarknęłam. On staczał się coraz bardziej a ja coraz bardziej się zamykałam. W domu byłam przesiąknięta tą nienawiścią do niego, żalem, smutkiem że on nie chce się zmienić i nie może sobie poradzić. Czułam, że miałam w sobie jakąś miłość do niego, bywały momenty że próbowałam z nim rozmawiać i zrozumieć go, ale to uczucie szybko spychałam w kąt. Po wyprowadzce zaczęłam za nim tęsknić, ale zrozumiałam i poczułam, że nie tęsknię za tym pijakiem, który darł mordę i uprzykrzał nam życie, tylko za tym z mojego dzieciństwa, który nie pił i był dla mnie ciepłym, kochanym ojcem. Po wyprowadzce nagle przypomniałam sobie ile czasu spędzaliśmy razem w dzieciństwie, jak zabierał mnie i mamę na spacery, jak godzinami graliśmy razem w karty, warcaby i układaliśmy puzzle, jak wymykałam się do niego do łóżka, po cichutku żeby nie obudzić mamy i żebyśmy mogli obejrzeć razem film na video, jak zbudował dla mnie z drewna ogromny domek dla lalek. Te słodkie chwile nie  trwały może długo w porównaniu do czasu jaki spędzał na piciu (krótko potem zaczął pić, z mniejszymi lub większymi przerwami), ale pamiętam, że go kochałam i pamiętam, że czułam tę miłość od niego i wiem, że ona we mnie jest. Wszystko było wtedy takie szczere i bezinteresowne, nikt od siebie niczego nie wymagał. On jednak miał swoje obciążenia, jego ojciec też był alkoholikiem, nie potrafił sobie poradzić z problemami w inny sposób, nawet z nasza pomocą. Zaakceptowałam to, że wybrał sobie taką drogę, że sobie nie radzi, że to przecież jego decyzja, a ja nie miałam tak naprawdę wpływu na jego decyzje. Bo co może zrobić mała dziewczynka, jak miałaby uchronić własnego ojca od problemów, skoro to ona sama chciała czuć się bezpiecznie.

Poczułam, że naprawdę go kocham i że wybaczam mu to co robił przez cale moje życie. Miałam ochotę go przytulic, po raz pierwszy od wielu, wielu lat i przed wizytą w domu pierwszy raz nie mogłam się doczekać, że jadę tam wiedząc, że on tam będzie. W pociągu chciało mi się płakać i wyobrażałam sobie jak go tule i mówię mu, że akceptuję to, że sobie nie poradził i że wiem i rozumiem, że było mu ciężko. Kiedy dotarłam do domu uczucie zgasło, powitał mnie syf na kółkach, ojciec oczywiście bełkotał coś do mnie, zupełnie jakby nie zauważył, że mnie nie było przez te pół roku. Wtedy dotarło do mnie, że tamtego taty z dzieciństwa już ze mną nie ma i pogodziłam się z tym. Nie przytuliłam go, ale usiadłam z nim i porozmawiałam, opowiadałam o swoim mieszkaniu i o moich planach. Wcześniej, mieszkając z nim w życiu nie zrobiłabym tego. To było dziwne przeżycie. Ale cieszę się, że coś poszło do przodu i że wyrywam się z tej całej toksyczności.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Arwena w 2014-03-04, 12:50:07
do uzdrawiania relacji najlepiej nadaje się miłość i współczucie ( te ich formy bardziej czyste, wolne od uzależnienia, litości, wywierania presji zmian, czy dostrajania się do ograniczeń itp.) do siebie i innych : )

Dokładnie, świetne podsumowanie tego, co napisałam poniżej, właśnie o to mi chodziło:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2014-03-04, 15:16:00
Arwena
ale fajnie się to złożyło, podałaś naprawdę świetny przykład : )
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2014-03-07, 12:50:18

Mój współpracownik -przeniesieniowy ojciec zaczyna się zmieniać w moją matkę ktora jest nałogowcem religii.
On zaczał słuchać rózanca na Radiu Maryja. No nie wytrzymam tu z tą moją rodziną.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-03-07, 15:04:49
hehe no niezle Inga :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Atlanta w 2014-03-07, 19:15:31
też od czasu do czasu słucham radia Maryja, nie zdajesz sobie sprawy jakie to zgrany, pracowity i porządny zespół ludzi. Może po prostu gościu szuka zdyscyplinowania.

Mój współpracownik -przeniesieniowy ojciec zaczyna się zmieniać w moją matkę ktora jest nałogowcem religii.
On zaczał słuchać rózanca na Radiu Maryja. No nie wytrzymam tu z tą moją rodziną.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2014-03-07, 20:01:36
Ja kiedyś z ciekawości słuchałem co tam mówią
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Arwena w 2014-04-11, 17:28:43
Nie wiem czy dobry wątek wybrałam, ale na pewno ma to związek z wewnętrznym dzieckiem, które samo ze mnie wyłazi:))

Zauważyłam w sobie coś czego wcześniej nie dostrzegałam. Do tej pory myślałam, że to naturalny element mojej osobowości, ale przez ostatnie dni miałam okazję bliżej się temu przyjrzeć w pracy. Czuję się nieco pewniej siebie wśród ludzi na żywo, w pierwszych tygodniach pracy nie odzywałam się do nikogo prawie ani słowem, teraz więcej mówię i częściej nawiązuje kontakt z ludźmi. Niby wszystko ok, pozytywne zmiany, ale coś mi cały czas nie grało do końca. W końcu do tego doszłam i przyznam, że mnie zaskoczyło: wśród nowo poznanych ludzi czuję się jak… sześcioletnia dziewczynka.

Ostatnio pracuje ze mną nowa dziewczyna i wtedy się temu przyjrzałam. Zauważyłam, że jestem o wiele swobodniejsza w wyrażaniu siebie, tyle że ja znowu nie jestem sobą, a tą sześcioletnią małą dziewczynką. Dziwnie się z tym czuję:D
Nie wiem dokładnie jak to wytłumaczyć, wiadomo, nie gadam już o lalkach i pieskach (hm, chociaż o pieskach też się zdarza:p), poruszam „dorosłe tematy”, ale podczas rozmów zauważyłam podobne mechanizmy, podobne zachowania do tych z czasów dzieciństwa, jakbym cofnęła się w czasie. I źle się z tym czuję, bo nie czuję się sobą, przecież nie jestem już dzieckiem.

Jako dziecko byłam oczywiście nieśmiała przy nawiązywaniu nowych znajomości, ale w dużo mniejszym stopniu niż w dorosłym życiu.  Łatwiej nawiązywałam kontakty i miałam przyjaciółki czy koleżanki które naprawdę mnie lubiły. Zauważyłam, że zazdroszczę w jakiś sposób tamtej małej Arwence, bo ona tak swobodnie rozmawiała z koleżankami na różne tematy, nie bała się niczego powiedzieć, czuła jakąś taką harmonię z drugim człowiekiem, niezależnie od tego jaka ta osoba by nie była, potrafiła się przy każdej osobie czuć dobrze ze sobą. Ja jako dziecko choć byłam świadoma że jestem nieco nieśmiała, nie miałam kompleksów z tego powodu i nie rozpaczałam wiedząc że mam jakieś tam braki, nie wymagałam od siebie na siłę więcej niż potrafiłam. Akceptowałam to jaka jestem i ludzie to pozytywnie odbierali. Może była to taka dziecięca niewinność, szczere przekonanie w to, że ludzie mnie akceptują taką jaka jestem, nawet pamiętam, że jak byłam z początku nieśmiała w trakcie poznawania kogoś to wiedziałam, że jeśli się przełamię, ta osoba na pewno mnie polubi, bo ja przecież jestem taka fajna, zabawna, miła i interesująca. To ciekawe, bo właśnie uświadomiłam sobie że jako dziecko naprawdę to czułam, a dziś tego nie czuję. Wręcz zapomniałam, że tak w ogóle można się czuć i dlatego nie wierzyłam, że to jest możliwe. A przecież jest, bo tego doświadczałam.

W pewnym momencie jakby zatraciłam tę umiejętność czucia się dobrze i w porządku ze sobą wśród ludzi, nie wiem czy to jakaś trauma z dzieciństwa którą zepchnęłam w głąb siebie, czy to był jakiś dłuższy proces, którego też wyraźnie nie widzę. Z wiekiem było mi coraz trudniej nawiązywać kontakty, coraz więcej było odrzucenia ze strony ludzi i mojego użalania się nad tym jaka jestem nieśmiała, nie czułam się z tym dobrze. Czułam się gorsza, chciałam być kimś innym.

To mój taki aktualny skutek uboczny podnoszenia samooceny, poczułam się pewniej, ale powróciłam do stanu który odczuwałam w tym życiu, chociaż też nie do końca. Bo pewność siebie małej dziewczynki różni się od pewności siebie dorosłej kobiety. I tu moja pś jakby chcąc przywrócić moją samoocenę przypomina mi jak czułam się w porządku ze sobą kiedy miałam 6 lat i to odtwarza. No dzięki...:P Co zrobić, żeby moja samoocena szła w górę po odpowiednim torze, żebym czuła się pewniejsza siebie jako dorosła kobieta?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: VanillaOrchard w 2014-04-12, 22:12:38
Arwenko,

podobieństwo naszej przeszłości i zbieżność teraźniejszości na przemian mnie zdumiewa i cieszy.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Arwena w 2014-04-13, 18:33:14
Przed chwilą rozmawiałam z moją mamą i uświadomiłam sobie, że czuję się w pełni kobieca i w pełni sobą tylko przy moim partnerze, nawet przy mamie z którą mam bardzo bliskie kontakty nie czuję się w pełni swobodnie, nie czuję się kobietą, tylko małą dziewczynką. Ona zwraca się do mnie zawsze tak czule, mówi do mnie „Misiu”, „Słonko”, „Promyczku”, to jest jak miód na moje serce i czuję się wtedy kochana i to oczywiście jest miłe, ale rozmawiając z nią czuję jednocześnie blokadę. Choć staram się wyluzować i mówię na swój sposób swobodnie i mogę jej powiedzieć praktycznie o wszystkim to i tak czuję jakieś blokady przed swobodnym przejawianiem siebie przy niej.  Czuję, że relacja z nią ma duży wpływ na to, że tkwię w tych schematach małej dziewczynki, że nie chce dorosnąć, pokazać że jestem kobietą. Tak, dotarło do mnie, że wstydzę się przed moją mamą tego, że jestem kobietą… Łatwiej mi czuć się dobrze ze sobą czując się jak dziecko.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: VanillaOrchard w 2014-04-13, 19:02:32
... i przeraża.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2014-04-13, 19:42:55
Niestety matki bardzo czzęsto nie mają zgody w sobie na dorośnięcie i usamodzielnienie się ich dziecka, poprostu będzie to wymagało odcięcie pępowiny, a matka wtedy będzie się musiała zmierzyć ze swoim poczuciem samotności i niezależności i jest to bardzo nie wygodne.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Arwena w 2014-04-13, 22:10:55
W moim przypadku nie chodzi o pępowinę, moja mama jest bardzo szczęśliwa z tego , że się usamodzielniłam, że w końcu wyprowadziłam się z domu, że sobie radzę i układam życie. Wiem, że szczerze cieszy się moim szczęściem. Widzę to, że jest ze mnie dumna kiedy przejawiam jakieś oznaki kobiecości, ale ja mimo to czuję blokadę, by poczuć się z tym w pełni w porządku. I dlatego czuję, że to ze mną jest coś nie tak. Wiem że ona by mnie z tą kobiecością i poczuciem pewności siebie zaakceptowała i cieszyła się z tego, to ja z jakiegoś powodu nie chcę przy niej tego okazywać.

Ona godzi się na to, że mieszka z ojcem i bratem i nie trzyma mnie przy sobie na siłę. Nie musimy być ze sobą w stałym kontakcie, bardzo rzadko do siebie dzwonimy, teraz na przykład zadzwoniłam po dłuższym czasie tylko w sprawie noclegu i każda rozmowa, nawet taka, jest pełna miłości i pozbawiona jakichkolwiek pretensji, czy braków, że za mało rozmawiamy, bo dla nas to nie jest  za mało. To jest naprawdę cudowne. Gdyby była ode mnie zależna, albo nie godziła się z tym, że mnie z nią fizycznie nie ma to by do mnie dzwoniła non stop i emocjonowała się, sugerując żebym wróciła. Ona nie chce żebym wracała do domu, chce mojego szczęścia, ale wcale nie kosztem swojego. Jej szczęście daje to, że byłam w stanie się wyrwać z toksycznego domu. Ja widocznie jestem tą która się nie godzi z tym, że mama tam została, że ona nie potrafi się z tego wyrwać. Wiem, że to jej decyzja, ale widocznie nie mogę się z tym pogodzić.

Chyba dalej czuję się za nią odpowiedzialna, będąc przy tym kimś kim nie jestem, czyli tą małą dziewczynką (nie wiem dlaczego przybrało to taką formę). Hm… Może mając dalej te wzorce ratowania mamy, jako dorosła kobieta nie czuję się dostatecznie silna żeby jej pomóc i ją przekonać do zmian, więc moja pś jedyne słuszne wyjście widzi w tym, że będę dalej tą małą kochaną, niewinną córeczką, która rozświetlała mamie życie i która jest nadzieją na to, że gdy dorośnie wyciągnie ją z tego bagna. Może boję się że, że gdy na jej oczach stanę się pewną siebie kobietą i nie będę w stanie jej pomóc (bądź po oczyszczeniu intencji uznam, że nie będę się bawić w ratowanie rodziny i zostawię im wolną rekę na podejmowanie decyzji bez wtrącania się) to ona się na mnie zawiedzie. Wiem, że realnie mi to nie grozi, bo naprawdę wiem, że ona mnie kocha i nie wymaga ode mnie świadomie takich rzeczy. To ja mam widocznie cały czas parcie na ratowanie jej a to co się teraz ze mną dzieje to wypadkowa tej potrzeby i mojego podnoszenia samooceny. Nie wiem tylko co mam z tym zrobić:p A nie chcę ruszać wszystkiego na raz.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Arwena w 2014-04-14, 15:48:55
Vanilka,

nie przerażaj się:P;)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: JenKa w 2014-04-18, 08:32:51
Ostatnio chodzi mi po głowie pewna myśl w temacie DDA, DDD, DDTR - właśnie w związku z tymi literkami. Bo mam wrażenie, że osób przejawiających w mniejszym lub większym stopniu związane z nimi zachowania nie jest wcale tak mało. Praktycznie tylko w nielicznych rodzinach dzieci miały i mają szansę na dorastanie w atmosferze akceptacji, mądrej miłości i wsparcia. Napisałam "mądrej miłości", bo niekiedy nawet bardzo kochając dziecko robi mu się krzywdę w imię różnych dziwnych wklepywanych przez pokolenia poglądów. I - co najsmutniejsze - w kolejnych pokoleniach schemat się powtarza. I wyrastają kolejne KUKUŁKI.
Jak sądzicie, czy taka nazwa nie rozróżniająca i nie różnicująca stopnia problemu ma szansę się przyjąć?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2014-12-02, 12:18:58
Artykuł o samoocenie dzięki akceptacji dziecka TAKIM JAKIE JEST w miejsce chwalenia.
http://agnieszkastein.mamadu.pl/114895,mamo-jestem-glupi
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2014-12-02, 13:02:51
Artykuł o samoocenie dzięki akceptacji dziecka TAKIM JAKIE JEST w miejsce chwalenia.
http://agnieszkastein.mamadu.pl/114895,mamo-jestem-glupi

Świetny artykuł. Dzięki za link. Tak czułam, ze jest coś nie tak z tym chwaleniem, ale nie wiedziałam do końca co....i w jaki sposób to działa.  Ja byłam tak wychowywana poprzez chwalenie. Że niby taka mądra, cudowna i wspaniała. Często czułam, ze to na wyrost. Że to jakiś rodzaj manipulacji. Że to zasłona przed brakiem akceptacji.
To koduje potworny lęk przed porażką. I że w razie porażki wszyscy sie odwrócą.
I bardzo oddziela od innych...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2014-12-02, 13:14:53
w artykule zawarta jest idea że albo się chwali (i jest to złe) albo akceptuje  , jest w tym zawarte pewne kolejne ograniczenie i przegięcie, tzn. na pewno warto położyć większy nacisk na bezwarunkową akceptację, gdy ona "leży" i gdy chwalenie jest odbierane przez dziecko jako presja itp. ,
ale tak jak na początku dziecko jest całkowicie zależne od rodziców a potem stopniowo się uniezależnia i uczy samodzielności, tak samo może jednak warto wprowadzać coraz więcej elementów motywacji i rozwijania odpowiedzialności ?
odbiór tego będzie zależał od podstawy, chwalenie podstawą nie jest, ale nie jest też zbędne i szkodliwe
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2014-12-02, 13:40:08
Lillione
:)
Moim zdaniem nie ma nic złego w chwaleniu za konkretne osiągnięcia, jeśli na pierwszym miejscu jest bezwarunkowa akceptacja.
Informacja zwrotna w formie doceniania też ma swoją pozytywną rolę w integrowaniu siebie.
Łączenie bezwarunkowej akceptacji z docenianiem werbalnym daje jednak pozytywne efekty.
Osoby często krytykowane w dzieciństwie i tak usłyszą raczej to co negatywne i to rozdmuchają. Często też nie zauważa i nie oddzielą bezwarunkowej akceptacji od uwarunkowanych życiowo komunikatów. Odwrotnie też to działa. Pozytywy w dzieciństwie ukierunkowują na pozytywy w dorosłości - przeważnie;)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2014-12-02, 14:00:43
Lillione
:)
Moim zdaniem nie ma nic złego w chwaleniu za konkretne osiągnięcia, jeśli na pierwszym miejscu jest bezwarunkowa akceptacja.
Informacja zwrotna w formie doceniania też ma swoją pozytywną rolę w integrowaniu siebie.
Łączenie bezwarunkowej akceptacji z docenianiem werbalnym daje jednak pozytywne efekty.
Osoby często krytykowane w dzieciństwie i tak usłyszą raczej to co negatywne i to rozdmuchają. Często też nie zauważa i nie oddzielą bezwarunkowej akceptacji od uwarunkowanych życiowo komunikatów. Odwrotnie też to działa. Pozytywy w dzieciństwie ukierunkowują na pozytywy w dorosłości - przeważnie;)

Tak. Chwalenie za osiągnięcia , gdy jest akceptacja rzeczywiście jest ok. Gorzej jak tej akceptacji nie ma, a chwalenie jest na czymś co ma ją zastąpić. Raczej nie zastąpi.
Tak mi przyszło do głowy, że jak jest miłość i bezwarunkowa akceptacja, to i docenianie czy chwalenie jest zawsze właściwe. Bo wypływa z miłości i bezwarunkowej akceptacji :)

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2014-12-02, 14:05:14
w artykule zawarta jest idea że albo się chwali (i jest to złe) albo akceptuje  , jest w tym zawarte pewne kolejne ograniczenie i przegięcie, tzn. na pewno warto położyć większy nacisk na bezwarunkową akceptację, gdy ona "leży" i gdy chwalenie jest odbierane przez dziecko jako presja itp. ,

Tak, rzeczywiście. Może to wynika z tego, że autorka miała sporo chwalących, a nie akceptujących  rodziców jako klientów... :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2014-12-02, 19:41:26
Tak mi przyszło do głowy, że jak jest miłość i bezwarunkowa akceptacja, to i docenianie czy chwalenie jest zawsze właściwe. Bo wypływa z miłości i bezwarunkowej akceptacji :)

Też to tak czuję:)
A jak to odbierze dziecko, czy dorosły, to już oddzielna sprawa. Nie można tego kontrolować jaką ktoś ma percepcję.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Ladaco w 2014-12-03, 01:15:41
No tak wlasnie sobie myslalem ostatnio, zeby powysylac swojemu wewnetrznemu dziecku milosc i taka akceptacje. Zeby mi puscily rzeczy, o ktorych nawet nie mam pojecia... Takie, ktorych przyczyn nie czuje, nie widze, takie kompletnie wyparte. Dzieci przystosowuja sie do oczekiwan rodzicow, itd, no wiadomo. Kiedy dziecko placze, bo sie przewrocilo (podajac taki bardzo prosty przyklad), a mama mu mowi ze jest wszystko OK, juz dobrze juz dobrze, to ono uczy sie ze jest cos nie tak z tym jak sie czuje, ze to niewlasciwe. Uczy sie, ze tak nie wolno reagowac, tlumi takie emocje w dalszym zyciu. Albo kiedy sie zlosci i spotyka sie z dezaprobata swojego zachowania, to tutaj sie zaczyna tlumienie gniewu, wypieranie. Potem czlowiek w doroslym zyciu nawet nie wie, ze jest w srodku pelen wielkiego gniewu, az kipi, wydaje mu sie ze jest wszystko OK, spokojny z niego czlowiek, bo na tym to zepchniecie, wyparcie polega, ze tracimy kontakt z emocjami, tak jakby niby ich nie bylo. Mysle, ze bezwarunkowa akceptacja, milosc, jest w stanie bardzo duzo tu uzdrowic w naszym wewnetrznym dziecku (na wychowywaniu w praktyce sie nie znam, ale rozumiem pewne zasady). Moze nie ekspresowo, ale beda sie te tlumienia rozpuszczac, gdy te emocje wewnetrznego dziecka spotkaja sie z bezwarunkowa akceptacja.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Ladaco w 2014-12-03, 01:44:30
PS. Tylko tak, zeby wyrazic sie precyzyjniej, uczy sie ze jest co nie w porzadku z tym jak sie wlasnie czuje, kiedy placze, bo sie przewrocilo, a mowi mu sie, ze jest wszystko OK, dlatego ze w tej chwili wszystkie sygnaly na swiecie mu mowia, ze jednak OK nie jest.
I tak sie tez uczy ignorowac te sygnaly.....
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Atlanta w 2014-12-09, 22:43:52
Sylvia
jaka ty jesteś piękna
tzn. tak to odebrałam
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wniebowziecie Grubego w 2014-12-09, 23:18:23
piękno  jest  po  to  by  zachwycało
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Laka w 2014-12-09, 23:27:00
http://kwejk.pl/obrazek/2170069/faceci-tacy-sa.html
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Atlanta w 2014-12-09, 23:44:51
fajne, zwłaszcza robota z kondomem
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2014-12-10, 08:46:45
"... dzieci przed 9 rokiem życia przejawiają moralność przedkonwencjonalną, którą charakteryzuje przyjmowanie przez podmiot perspektywy egocentrycznej. Za słuszne uważa się zachowanie, które odpowiada własnym potrzebom (przyjemność) i interesom jednostki (korzyść), a jednocześnie zapewnia wzajemne zyski w relacjach z innymi (stadium II)."
http://cywilizacja.ien.pl/?id=466
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2014-12-10, 09:06:11
"Egocentryzm – postawienie w centrum zainteresowań własnych i innych swojego EGO, jest cechą dzieci w wieku przedszkolnym, zauważanym głównie u młodszych przedszkolaków.
(...)
Ponieważ egocentryzm jest kolejnym etapem rozwoju dziecka nie należy z nim walczyć. Można natomiast, podobnie jak w przypadku innych obszarów rozwoju – zachęcać dziecko do przechodzenia na wyższy poziom, poprzez rozwiązywanie kolejnych zadań rozwojowych."
http://przedszkolak.wieszjak.polki.pl/problemy-przedszkolne/227971,Egocentryczny-przedszkolak-czy-to-znaczy-ze-egoistyczny.html#
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2015-01-20, 20:38:04
"Obwiniane dziecko, nieszczęśliwy dorosły
Nadmierne poczucie winy jest jednym z elementów składowych depresji u dorosłych, najnowsze badania rzucają jednak na ten czynnik nowe światło. Okazuje się, że nagminne obwinianie się w dzieciństwie może zwiastować zapadnięcie w przyszłości nie tylko na depresję, ale również chorobę afektywną dwubiegunową, zaburzenia lękowe oraz obsesyjno-kompulsyjne. "
http://dzieci.pl/kat,1024263,title,Obwiniane-dziecko-nieszczesliwy-dorosly,wid,17161174,wiadomosc.html?smgputicaid=614325
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-01-21, 08:28:21
Ten fragment jest ciekawy:

Poczucie winy to naturalny efekt dojrzałości emocjonalnej, o ile jest adekwatne i następuje np. w wyniku złego zachowania, zrobienia komuś krzywdy itd. Rozwija się ono z lęku przed karą. Rodzice wyznaczają zasady, według których powinno postępować dziecko, a ich przestrzeganie wiąże się z konkretnymi konsekwencjami. W początkowym etapie rozwoju dzieci boją się kary, dlatego starają nie postępować źle. Maluchy wierzą rodzicom bezgranicznie, dlatego głos dorosłych: „nie kłam”, „nie kradnij”, „nie krzywdź” zamienia się następnie w wewnętrzny głos każdego człowieka, inaczej nazywany sumieniem. To naturalny proces socjalizacji, potrzebny dla zdrowego rozwoju jednostki. Zbytnia pobłażliwość lub niekonsekwencja w stosowaniu kar może spowodować, że człowiek nie będzie odczuwał wyrzutów sumienia (a więc poczucia winy), a to wiąże się z takimi zaburzeniami jak np. psychopatia.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-01-21, 08:46:50
Specjalnie zwracam uwagę na potrzebę czucia poczucia winy, bo wiem że są osoby rozwijające się duchowo, które uwolniły sie od poczucia winy, czują się niewinne, zawsze i wszędzie i nawet nie zauważają że kogoś krzywdzą. Bo w swoim przekonaniu z ich strony jest czysto, oni są czyści wewnętrznie, uzdrowieni a wszystko co robią jest dobre.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-01-21, 09:16:16
Ten fragment jest ciekawy:

Maluchy wierzą rodzicom bezgranicznie, dlatego głos dorosłych: „nie kłam”, „nie kradnij”, „nie krzywdź” zamienia się następnie w wewnętrzny głos każdego człowieka, inaczej nazywany sumieniem. To naturalny proces socjalizacji, potrzebny dla zdrowego rozwoju jednostki.
Zbytnia pobłażliwość lub niekonsekwencja w stosowaniu kar może spowodować, że człowiek nie będzie odczuwał wyrzutów sumienia (a więc poczucia winy), a to wiąże się z takimi zaburzeniami jak np. psychopatia.

To wszystko może być prawdą przy założeniu, że człowiek jest z gruntu zły (grzech pierworodny) i trzeba go socjalizować. I że jakby go nie ukierunkowywać to nie wiadomo co by wyrosło. I że człowiek jest jak zwierzę i trzeba go tresować.

Jednak my jako ludzie mamy dusze, które są siedliskiem uczuć takich jak miłość, czułość, radość. One już w nas są.
Gdy człowiek kieruje się miłością (rzeczywiście kieruje się miłością, a nie tylko mówi, że się nią kieruje) nie potrzebuje poczucia winy, czy sumienia. Bo nie ma potrzeby krzywdzenia innych.

Gdzieś czytałam, że w momencie chrztu ksiądz odcina dziecku świadomość tego, że ma duszę i kontakt z nią.
W zamian dostaje zakazy, nakazy, poczucie winy i sumienie.

 
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-01-21, 10:28:02
Ale z jakichś powodów wychowanie bezstresowe się nie sprawdziło. takie dzieci powyrastały na egoistów.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-01-21, 10:44:42
Z tym poczuciem winy to u mnie jest tak, że im mniejsze ja mam poczucie winy, tym mniej obwiniam innych. Jak nie ma obwiniania i szukania winnego to robi się wtedy przestrzeń między ludźmi.
Ja się jeszcze w 100 % nie uwolniłam od poczucia winy. Jestem w trakcie. Ale z tego co obserwuję to im mniej potrzeby obwiniania we mnie (siebie czy kogokolwiek) tym ta przestrzeń jest bardziej harmonijna. W takiej przestrzeni nie ma tracenia energii na przepychanki i udowadnianie kto jest bardziej winny.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-01-21, 10:56:08
Ale z jakichś powodów wychowanie bezstresowe się nie sprawdziło. takie dzieci powyrastały na egoistów.

A co to jest bezstresowe wychowanie? To pojęcie jest bardzo wyświechtane.
Wydaje mi się, że potocznie jest to rozumiane, że nie stawia sie dziecku granic i dziecko dostaje to co chce - materialnie.
Czytałam kiedyś artykuł, że taki pomysł podchwyciło kiedyś sporo rodziców, którzy nie potrafili kochać. I dzieci dostawały wszystko prócz miłości. Czyli nie dostawały nic. Bo podstawą rodzicielstwa jest miłość. Nie poświęcenie, nie cierpienie dla dobra dziecka i nie wypruwanie sobie flaków. I to nie było bezstresowe wychowanie chociaż je takim nazywano.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-01-21, 11:02:18
Z tym poczuciem winy to jest tak, że mój ojciec jest zupełnie pozbawiony poczucia winy. On się czuł zawsze i wszędzie niewinny. I jest psychopatą.
Coklowiek robił, zawsze był niewinny.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-01-21, 11:09:26
Dla mnie czy ktoś rozwinięty i przepełniony miłośćią, czy też nierozwiniety, ale jeżeli nie posiada zdolnośći poczucia winy, to znaczy że z nim cos jest nie tak.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-01-21, 11:27:54
Z tym poczuciem winy to jest tak, że mój ojciec jest zupełnie pozbawiony poczucia winy. On się czuł zawsze i wszędzie niewinny. I jest psychopatą.
Coklowiek robił, zawsze był niewinny.

Tyle, że on nie odczuwał winy bo nie był do tego zdolny. Bo był psychopatą. Ale przypuszczam, ze nie miał problemów z obwinianiem innych.
Ja jeżeli uwalniam się od poczucia winy to nie dlatego, żeby znaleźć innego winnego, ale po to żeby uwolnić się od osądzania wszystkiego i wszystkich. Chodzi o to, żeby nie robić z życia sali sądowej. Winny. Niewinny. Kara. Odroczenie.

Poza tym nie wiem czy to dobry pomysł mierzyć wszystkich ludzi miarą psychopaty. Psychopata posiada mało cech ludzkich. I nie sądzę, żeby sumienie czy poczucie winy mu pomogły być bardziej ludzkim.

Tytuł: c
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-01-21, 11:33:59
A gdyby wyposażyć pscychopatę w poczucie winy to czy zmniejszyłoby to jego agresję?
Przypuszczam, że by skierował ją przeciwko sobie,
albo może by jeszcze bardziej obwiniał innych, żeby nie czuć tego poczucia winy.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-01-21, 11:36:12
Psychopatą zostaje się dlatego że się nie ma poczucia winy i kluczem byłoby ozdyskanie poczucia winy. To brak poczucia winy pozwala mu na robienie tego wszystkiego złego. Brak poczucia winy to podstawowa i najważniejsza cecha psychopaty.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-01-21, 11:39:08
I ten brak mu pozwala na realizowanie tego czego najbardziej pragnie czyli odczuwania przyjemności z władzy nad innymi.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-01-21, 11:48:11
Właśnie czytam na temat przyczyn psychopatii i nie ma nic na temat tego, że psychopatą zostaje się dlatego, że się nie ma poczucia winy. Ja to rozumiem, że brak poczucia winy jest raczej skutkiem niż przyczyną.

Ale jeżeli brak poczucia winy jest przyczyną zaburzeń psychopatycznych to wynika z tego, ze jak się uwolnię od poczucia winy to stanę się psychopatką.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-01-21, 11:50:03
I ten brak mu pozwala na realizowanie tego czego najbardziej pragnie czyli odczuwania przyjemności z władzy nad innymi.

A może to chodzi bardziej o pragnienie władzy niż o brak poczucia winy? A co by było, gdyby taki psychopata uwolnił się od tego pragnienia władzy?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-01-21, 11:53:09
Nie jak uwolnisz się od poczucia winy tylko jak uwolnisz się od zdolności do odczuwania poczucia winy.
Odczuwanie winy bez przyczyny jest zaburzeniem.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-01-21, 11:56:28
Ok. Rozumiem.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-01-21, 11:59:33
Gdyby psychopata uwolnił się od pragnienia władzy to pewnie by zaczął cierpieć.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: tod w 2015-01-21, 22:04:39
O ile dobrze pamiętam to w książce 'Ciało i charakter' (można znaleźć w internecie) była opisana psychopatyczna struktura charakteru. Ma ona swoje źródło w dzieciństwie, choć wydaje mi się, że później też mogą się w jakimś stopniu wykształcić cechy 'psychopatyczne'. Z tego co pamiętam 'psychopata' (to tylko etykietka) nie ma kontaktu z tym co czuje, czyli jednocześnie nie ma kontaktu ze swoimi uczuciami, w tym z poczuciem winy.
Wydaje mi się, że nie tyle czuje się on niewinny, co po prostu nie jest świadomy swojego poczucia winy, ponieważ jest odcięty od niego (jak i od wielu innych uczuć, choć może nie od wszystkich).
Chyba właśnie jest tak, jak piszesz Inga (w książce jest dokładniejszy opis) że 'psychopata' jest uzależniony od władzy i od panowania nad innymi. A dlaczego? Ponieważ sam czegoś takiego doświadczał ze strony innych w chwilach kiedy czuł się bezbronny (np. jako dziecko).
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2015-01-22, 00:28:07
Psychopaci, w wiekszości, to istoty demoniczne. Złe z natury.
Zastanawiające jednak jest to jak wiele z nich ma władzę.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-01-22, 08:47:06
Psychopaci, w wiekszości, to istoty demoniczne. Złe z natury.
Zastanawiające jednak jest to jak wiele z nich ma władzę.
No właśnie nie wiem jak to jest z tymi istotami demonicznymi. W moim świecie ich nie ma. Za to są ludzie o osobowości psychopatycznej.
Może warto to rozróżnić. Psychopatów z natury od osób, które wykształciły cechy psychopatyczne pod jakimś wpływem.


Z tego co pamiętam 'psychopata' (to tylko etykietka) nie ma kontaktu z tym co czuje, czyli jednocześnie nie ma kontaktu ze swoimi uczuciami, w tym z poczuciem winy.
Wydaje mi się, że nie tyle czuje się on niewinny, co po prostu nie jest świadomy swojego poczucia winy, ponieważ jest odcięty od niego (jak i od wielu innych uczuć, choć może nie od wszystkich).

To mi bardzo pasuje do osób o osobowości psychopatycznej. Odcięcie od uczuć. I od niektórych emocji.
Znam człowieka o osobowości psychopatycznej, który ma poczucie winy. I to bardzo duże. Ale z drugiej strony ma silne poczucie bycia lepszym i bycia ponad wszystkim, nie ma tez wyczucia kiedy krzywdzi ludzi.
I tak się miota między poczuciem winy, że kogoś skrzywdził, a poczuciem że jest lepszy i ponad innymi.
To jest bardzo dziwne, bo ma poczucie winy, ale nie rozumie dlaczego kogoś skrzywdził i dlaczego ten się czuje pokrzywdzony. Czyli w tym wypadku poczucie winy niczego nie załatwia.

Wogóle dla mnie poczucie winy niczego nie załatwia. Dla mnie poczucie winy to jest emocja wynikająca ze strachu, że się złamało jakieś reguły, które ktoś inny ustalił. Ktos określił na sztywno, co jest dobre, a to złe.

Ja szukam czegoś co pozwoli przekroczyć te sztywne reguły i żyć swobodnie w dobrych relacjach z innymi. Bez krzywdzenie ich. Jeżeli miłość to za mało to może miłość i harmonia. Miłość rozumiem jako miłość do siebie z której to wypływa miłość do innych.
Jeżeli kochamy siebie i żyjemy w harmonii ze sobą, innymi czy całym Wszechświatem to nie będziemy krzywdzić innych. Harmonia wyklucza jakiekolwiek krzywdzenie innych.
Ja to czuję tak, że miłość jest siłą napędową, a harmonia jest przestrzenią, w której możemy swobodnie kreować,być.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-01-22, 09:10:40
Lilliole
Jesteś pewna że człowiek o kt orym piszesz to psychopata? On ma diagnozę?

to są kryteria diagnostyczne psychopatii:
Kryteria diagnostyczne ICD-10

    nieliczenie się z uczuciami innych
    lekceważenie norm
    niemożność utrzymania związków
    niska tolerancja frustracji i próg wyzwalania agresji
    niezdolność przeżywania poczucia winy i uczenia się (kary)
    skłonność do obwiniania innych
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-01-22, 09:17:55
Bo przypuszczam że osoba którą opisujesz ma zaburzenie narcystyczne.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-01-22, 09:21:24
Ja znam 2 psychopatów i obie te osoby to strzygi.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-01-22, 09:38:04
Lilliole
Jesteś pewna że człowiek o kt orym piszesz to psychopata? On ma diagnozę?


Inga. Nie ma diagnozy.
Z tych kryteriów, które napisałaś nie ma jednego. Niezdolność do przeżywania poczucia winy. Pozostałe z tego co widzę w większym lub mniejszym stopniu ma. Łącznie z niezdolnością do uczenia się. Ale tez z tego co czytałam to przy osobowości psychopatycznej nie muszą występować wszystkie cechy.
Dlatego chcę odróżnić osobowość psychopatyczną od psychopaty.
Ale możliwe, że ta osoba ma tylko zaburzenia narcystyczne. Mnie zupełnie nie o to chodzi.
Wg mnie po prostu poczucie winy niczego nie załatwia. Nawet w przypadku psychopaty. Bo zostaje jeczcze cała reszta cech, które go czynią koszmarem dla innych.
Ja nie chcę się zajmować zmienianiem psychopatów czy ludzi o osobowości psychopatycznej i narcystycznej. Chcę się dowiedzieć jakie cechy trzeba mieć, żeby nie spotykać takich ludzi w swoim osobistym świecie.
Jak sie dowiem, to wtedy mogę to przekazać innym i oni też będą mogli uwolnic sie od relacji z takimi osobami. Jeżeli będa chcieli.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-01-22, 09:42:28
Ja znam 2 psychopatów i obie te osoby to strzygi.

Ta osoba o której napisałam ma pochodzenie ludzkie. Kiedyś Leszek pisał, że są ludzie inicjowani w strzygi. Byc może człowiek inicjowany w strzygi przejawia cechy strzygi, czyli w sumie psychopaty.
I pewnie to jest duża różnica czy ma się doczynienia ze strzygą czy z osobą inicjowana w strzygę. Ale ja nie jestem specjalistą od strzyg więc tylko gdybam.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-01-22, 09:54:29
Z inicjacją w strzygi to chodzi o coś zupełnie innego. Ja sama byłam inicjowana w strzygę i z tego m in powodu spotykałam ogromną ilość strzyg.

 Chcę się dowiedzieć jakie cechy trzeba mieć, żeby nie spotykać takich ludzi w swoim osobistym świecie.

To jest błędne podejśćie.
Należy się dowiedzieć jaka wewnętrzna potrzeba powoduje że spotyka takich ludzi
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-01-22, 10:05:49
Należy się dowiedzieć jaka wewnętrzna potrzeba powoduje że spotyka takich ludzi

To dobry trop :) Chce poznać swoja wewnętrzną potrzebę, która spowodowała że tacy ludzie mieli bardzo duży wpływ na mnie. Chcę poznać swoja wewnętrzną potrzebę... Potrzeba... Co to właściwie jest potrzeba?
A może to jest jakiś mechanizm?! A może to jest jakieś błędne przekonanie? Jak pracuję z Dekodyką to przeważnie są to przekonania czy mechanizmy, które działają poza naszą świadomością. A nam się wydaje, że są one integralną częścią nas, bo się zapisały w pamięci ciała.

Co by to nie było chcę to poznać. I uwolnić się.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-01-22, 10:23:57
Może to być potrzeba dostania miłośći. I przekonanie że od takiej osoby dostaje sie miłość.
Ja np do Oświęcimia poszłam dlatego że spodziewałam się tam znaleść miłość. Bo tam było tak bardzo dużo tatusiów, czyli ludzi z cechami mojego ojca. Chciałam żeby oni mnie pokochali, ponieważ mój tatuś mnie nie kochał i ja ciągle dążyłam do tego aby wreszcie dostać tę miłość od niego.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-01-22, 10:35:39
A rozumiem! Bo ja w pierwszym momencie zrozumiałam, że może istnieć potrzeba spotykania takich ludzi :)

Czyli potrzeba miłości plus błędne przekonanie, że możesz ją dostać od takich "tatusiów" jak twój ojciec. Dobrze rozumiem?
Bo może kiedyś uwierzyłaś w coś co spowodowało, że nie szukałaś tam gdzie mogłaś to dostać tylko u takich co cię mogli tylko psychicznie sponiewierać.
Użyłam tego słowa "sponiewierać", bo ja kiedyś miałam takie przekonanie, że jak kocham to będę sponiewierana. Ale u ciebie to może być inne.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-01-22, 10:52:58
tutaj działa to dziecko wewnętrzne, jak w tytule wątku.
Ono zna tylko tatusia i to jest jedyna osoba dla niej od której może dostać miłość. Całe jej dzieciństwo było wypełnione dążeniem aby tę miłość dostać. Ono dalej żyje w tym świecie i dalej marzy o tej miłóśći. I steruje dorosłą osobą tak aby odtworzyć tamte warunki z dzieciństwa, aby dostać taką samą atmosferę emocjonalną, aby wszystko się powtórzyło jak było kiedyś i aby spotkać kogoś takiego jak tatus był wtedy, i aby wreszcie od takiego kogoś dostać tę upragnioną miłóść. Bo to jest szczęśćie i spełnienie marzeń.
I daltego przyciąga takie nieprzyjemne osoby. Oraz odgania wszystkie inne które nie są tatusiami i bardzo pilnuje aby ta dorosła osoba nie weszła w związek z kimś innym niż tatuś. Bo dla niej to byłaby utrata nadziei na otzrymanie tej najwspanialszej miłośći od tatusia.
Oczywiśćie to jest tylko jedna w wielu przyczyn.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-01-22, 11:12:52
Ciekawe co potrzebuje tak osoba, z takim wewnętrznym dzieckiem, żeby dorosnąć? Żeby zrozumieć, że jest już dorosła. Że nie jest już tym małym bezbronnym dzieckiem. I nie potrzebuje juz miłości rodziców do przeżycia?
Świat z perspektywy dziecka jest zupełnie inny niz z perspektywy dorosłego. Ja miałam cos takiego, że psychicznie nie mogłam dorosnąć. Moja perspektywa była taka, że wszyscy inni byli tacy duzi i ważni, a ja malutka. Ale zobaczyłam to dopiero jak "dorosłam".
Czy porzucenie nadziei, że dostanie się miłość od kogoś a nie od siebie - może spowodować zmianę perspektywy?
Bo trzymanie się nadziei powoduje kreowanie sytuacji w których potrzebujemy jeszcze większej nadziei.Nigdy spełnienia. A gdyby zaakceptować ten straszny lęk, że nigdy się już nie dostanie takiej miłości jakiej się chciało i od tej osoby, której sie chciało?

Ja kiedyś, wiele wcieleń temu zostałam porzucona. Można powiedzieć, że dla kariery wojownika. I wiele bałaganu narobiłam sobie, bo w kolejnych wcieleniach chciałam dostać to czego nie dostałam od tej osoby. I chciałam ją ukarać za to co mi zrobiła. I ukarałam. I tym sobie narobiłam jeszcze większego bałaganu.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-01-22, 11:28:35
A gdyby zaakceptować ten straszny lęk, że nigdy się już nie dostanie takiej miłości jakiej się chciało i od tej osoby, której sie chciało?

Przeżycie tego lęku na pewno by uwolniło od oczekiwania i nadziei na tę miłość.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-01-22, 11:45:41
Przeżycie tego lęku na pewno by uwolniło od oczekiwania i nadziei na tę miłość.

Też tak uważam. I chyba sporo energii można dzięki temu odzyskać. Bo podtrzymywanie lęków sporo energii kosztuje. Czyli wracamy do akceptacji :)
Chyba wypiszę sobie to słowo na ścianie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2015-01-22, 14:13:40
Cytuj
podtrzymywanie lęków sporo energii kosztuje.
- brilliant !
To brzmi jak inspiracja.

To może byc zdanie wspomagające uwalnianiu leków. Bit by bit - pooowolutku, bo to lęki wszak :)

Choć czasami tak trudno uwolnic sie od lęku, skoro jest. Zakorzeniony. Głęboko.
Jak sie nie ma podstaw np zabezpieczenia finansowego, miłości, etc, to jest LĘK.
I jak go puścić ? Tak po prostu rzecz jasna nie da rady.
Można powierzyć go Bogu. Ale trzeba jeszcze do tego przekonać swoja podświadomość.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-01-22, 15:56:22

Choć czasami tak trudno uwolnic sie od lęku, skoro jest. Zakorzeniony. Głęboko.
Jak sie nie ma podstaw np zabezpieczenia finansowego, miłości, etc, to jest LĘK.
I jak go puścić ? Tak po prostu rzecz jasna nie da rady.
Można powierzyć go Bogu. Ale trzeba jeszcze do tego przekonać swoja podświadomość.

Wg mnie ważne jest to żeby dokładnie przyjrzeć sie temu lękowi. O co tam dokładnie chodzi. Bo nie zawsze jest to widoczne od razu. Np. ktoś moze bać się braku pieniędzy, a tak naprawde tam pod spodem jest lęk przed bezradnością.
Przy silnych lękach przydaje sie druga osoba, która zobaczy coś czego my się boimy zobaczyć. Bo silne lęki powodują silną nieprzytomność.

Ja jak juz wiem czego sie boję to piszę sobie dekrecik. Jakiś taki mały. Że uwalniam się od lęku przed... Że to jest bezpieczne, mądre i w porządku, gdy się uwalniam... Że to mi sie opłaca. Ze w miejsce tego lęku otwieram sie na bezpieczeństwo związane z tym tematem....
W trakcie pracy z takim dekretem przeważnie jeszcze cos wychodzi. Więc znowu piszę kolejne kilka zdań.

Podświadomość najbardziej boi się za pierwszym razem. Potem jak zobaczy, że to jej sie opłaca to sama pokazuje. Wystarczy być uważnym i jej słuchać.

Można jeszcze zastosować taki sposób, że powiedzieć głośno: "Akceptuję to że ..... (może się stać to czego najbardziej się boisz)" Ma to głęboki sens, bo kiedy sie czegoś boimy i nie chcemy tego zaakceptować to to przyciągamy. A paradoksalnie, gdy zaakceptujemy że to się stanie uwalniamy sie od tego lęku i przestajemy to przyciągać i materializować.

Ja jeszcze pracuję metodą Dekodyki- w tej metodzie lokalizuje takie lęki wykorzystując to, ze kodują sie one w pamięci ciała, a umysł może je zobaczyć w postaci jakichs symbolicznych przedmiotów. Można podjąć decyzję, że się nie chce już tego i symbolicznie wyrzucić je z ciała. Wtedy przestają działać.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2015-01-22, 17:34:11
Specjalnie zwracam uwagę na potrzebę czucia poczucia winy, bo wiem że są osoby rozwijające się duchowo, które uwolniły sie od poczucia winy, czują się niewinne, zawsze i wszędzie i nawet nie zauważają że kogoś krzywdzą. Bo w swoim przekonaniu z ich strony jest czysto, oni są czyści wewnętrznie, uzdrowieni a wszystko co robią jest dobre.


Poczucie winy jest zbędne. Jest to ciężka energia i stan uczuć, która jest destrukcyjna od pewnego momentu w rozwoju. Żeby nie być psychopatą-rozwojowcem wystarczy być empatycznym.
Empatycznym z czystego serca bez wczuwania się w uczucia innych ludzi np. bólu, cierpienia, lęku, z poziomu zrozumienia, świadomości i wiedzenia wraz umiejętnością wsparcia w taki sposób w jaki ktoś potrzebuje. A jak nie daje sobie pomóc, to odpuszczenie i akceptacja z miłością czyiś decyzji i wyborów.

Empatia jest tą różnicą między rozwojowcem, który przestał czuć winę i wstyd, i rozwiną bycie w miłości, radości, szczęściu, niewinności, a między psychopatą.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-01-23, 07:37:03
Tylko że jak taki rozwojowiec zrobi sobie blokady w pewnych obszarach mózgu, za pomocą afirmacji że zawsze i wszędzie jestem niewinny, po to aby nie czuć poczucia winy, to w pewnych sytuacjach, czy obszarach tego dotyczących, nie jest zdolny do czucia empatii.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-01-23, 08:06:02
Dopoóki człowiek nie jest oświecony, dopóty ma zdolność, chęć, czy nieświadomy przymus krzywdzenia innych. I dlatego powinien mieć zdolność do odczuwania poczucia winy. Ta zdolność nie jest już potrzebna komuś oświeconemu, który nie potrafi już nikogo skrzywdzić.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-01-23, 08:12:53
Znam wiele przypadków osób na wysokim poziomie rozwoju, które są pewne swojej życzliwośći, empatii i miłości do innych, a nieświadomie atakują energetycznie, nic o tym nie wiedząc.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: tod w 2015-01-23, 21:51:56
Wydaje mi się, że takie przejściowe poczucie winy wynikające ze zrobienia czegoś 'złego' jest ok. Ale już trwanie w poczuciu winy i trzymanie go w sobie nie jest ok i jest to degradująca postawa, która do niczego nie prowadzi.

Jest jeszcze kwestia stworzenia tzw. strefy cienia, czyli wypartych cech i uczuć, które nie pasują nam do naszego wizerunku nas samych. Jak ktoś wmawia sobie, że jest dobry i życzliwy, a jednocześnie ma w sobie dużo nieakceptowanego gniewu (wściekłości) to może być tak jak piszesz Inga. Taka osoba to chyba powinna zająć się wybaczaniem, a nie budowaniem swojego wizerunku jako kogoś dobrego, miłego, niewinnego, uduchowionego itp.

Wydaje mi się, że bardzo ważna jest pokora i umiejętność przyznania się (przed sobą) do błędu. Weźmy np taką osobę na 'wysokim poziomie rozwoju duchowego'. Wierzy ona, że jest już tak 'wysoko w rozwoju' że takie sprawy jak gniew itp jej nie dotyczą, więc się do nich nie przyznaje i im zaprzecza. Jakby się do tego przyznała, to ten wizerunek 'osoby wysoko rozwiniętej' mógłby runąć jak domek z kart i wtedy okazałoby się, że coś, czemu poświęcało się wiele lat było tak naprawdę trochę bez sensu. Dla osoby, która jest rzeczywiście uduchowiona to wizerunek 'bycia na wysokim poziomie' jest do niczego niepotrzebny. Ale to już inna sprawa, bo to kwestia nieutożsamiania się z ego (osobowością).
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2015-01-23, 22:51:32
Aż do oświecenia nikt nie jest doskonały. I nie ma co wymagać doskonałości od siebie, czy od innych. Takie nastawienie daje dużą ulgę i lekkość.


Najlepiej być neutralnym wobec takich ataków. To już nie jest czyjaś odpowiedzialność jak reagujemy i czy odczuwamy takie ataki.
każdy ma przymus krzywdzenia innych? Znam ludzi na niezbyt zaawansowanych świadomością duchową, a nie mają takich cech. Zwyczajni dobrzy ludzi.

Empatia jest zaprzeczeniem poczucia winy. Empatią tez warto objąć siebie wtedy jest pełna. Poczucie winy wyklucza empatię, czyli miłość do siebie.
Może być też czasem trochę empatii, trochę poczucia winy. Tylko po co. Poczucie winy, to jakiś brak w sobie. Sama empatia wystarczy i daje wzrost.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-01-24, 07:29:27
To już nie jest czyjaś odpowiedzialność jak reagujemy i czy odczuwamy takie ataki.

To znaczy że odpowiedzialność za ataki ponosi osoba atakowana? I dlatego ten atakujący nie musi czuć się winny?

 Znam ludzi na niezbyt zaawansowanych świadomością duchową, a nie mają takich cech. Zwyczajni dobrzy ludzi.


Musiałabyś siedzieć w podświadomośći takiego człowieka aby widzeć co ona zawiera. Dopóki ktoś nie jest doskonały to ma potencjalną możliwość krzywdzenia innych, co się może zrealizować w jakichś warunkach, np zagrożenia, chociażby to zagrożenie było nierealne.
Oczywiśćie że zwyczajny dobry człowiek nie skrzywdzi kogoś z premedytacją wiedząc że to robi.
I dlatego zamiast przekonywać siebie że cokolwiek robię, zawsze jestem niewinna, lepiej zdać sobie sprawę z tego że ja też mogę kogoś skrzywdzić, chociaż tego nie zauważam. A wtedy przyznać się do tego i przeżyć adekwatne poczucie winy.
Bardzo mi się nie podoba takie wmawianie sobie niewinności a potem nie zauważanie że jednak coś złego się robi.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-01-24, 08:05:08

To znaczy że odpowiedzialność za ataki ponosi osoba atakowana? I dlatego ten atakujący nie musi czuć się winny?

 

Osoba atakowana nie ponosi odpowiedzialności za ataki na siebie, tylko za swoją reakcję na te ataki. Bo może zareagować w różny sposób.
Może uznać że jest ofiarą i całą energie skierować na wściekłość i żal do atakującego i nadzieję, ze jak on poczuje sie winny to przestanie ją atakować.
A może tą energię skierować na uwolnienie się od nieświadomego mechanizmu, który pozwolił atakującemu na ataki. Bez tego "mechanizmu" ten ktos może ja próbować atakować do woli, ale ona tego nawet nie odczuje.
Wg mnie osoba atakowana jest odpowiedzialna wobec samej siebie do czego użyje swojej energii życiowej po ataku.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2015-01-24, 12:59:34
Znam wiele przypadków osób na wysokim poziomie rozwoju, które są pewne swojej życzliwośći, empatii i miłości do innych, a nieświadomie atakują energetycznie, nic o tym nie wiedząc.

Skoro atakują nieświadomie to raczej nie będą mieć świadomości, że coś trzeba zmienić ;)

"To znaczy że odpowiedzialność za ataki ponosi osoba atakowana? I dlatego ten atakujący nie musi czuć się winny?"

nie znam nikogo świadomego duchowo kto by złośliwie bez przyczyny (uzasadnionej np obroną siebie) atakował innych. Jak ktoś tak atakuje to zwykle jest mało świadomy. I zwykle potem ma poczucie winy. To jest taki wyuczony mechanizm w społeczeństwie, które sobie nie uświadamia prawideł związanych z kreacją i lepszych niż poczucie winy rozwiązań. Nawet w krajach gdzie wiedza o karmie i reinkarnacji przekonania na te tematy często znacznie odbiegają od realiów. Na przykład buddyści uważają, że za złe uczynki można reinkarnować 100 razy jako jakieś robaki. Czyli też grają na poczucie winy

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-01-24, 13:24:39
Skoro atakują nieświadomie to raczej nie będą mieć świadomości, że coś trzeba zmienić ;)

CZyli ta przyczyna atakowania na zawsze pozostanie w ich podświadomośći? Bo będąc przekonani że zawsze są niewinni na pewno niczego takiego nie będą w sobie poszukiwali.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2015-01-24, 13:57:53
Zamiast grać na wzbudzanie poczucia winy u innych i zapewnianie sobie w ten sposób na przykład bezpieczeństwa lepiej od razu postawić na SWOJĄ NIEWINNOŚĆ, która gwarantuje bezpieczeństwo.
Od poczucia winy ludzie w końcu świrują. Po drugie możem nam się go nie udać wzbudzić w kimś i wtedy dostaniemy po głowie. Niewinność jest efektywniejsza, bo gwarantuje efekt.

Jeśli boisz się że staniesz się zła i będziesz innych krzywdzić i czuć się niewinnie to nie wydaje mi się żeby krzywdzenie innych wynikało z wyafirmowanej niewinności. Raczej byłby to jakiś mechanizm obronny wynikający z nieuzdrowienia czegoś. Po drugie to nie wiem czy ta historia o atakujących rozwojowcach nie jest twoją nadinterpretacją - chciałbym zobaczyć jakieś konkrety ale pewnie będziesz miała problem ze znalezieniem właściwych  postów
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-01-24, 14:04:29
Zamiast grać na wzbudzanie poczucia winy u innych i zapewnianie sobie w ten sposób na przykład bezpieczeństwa lepiej od razu postawić na SWOJĄ NIEWINNOŚĆ, która gwarantuje bezpieczeństwo.
Od poczucia winy ludzie w końcu świrują. Po drugie możem nam się go nie udać wzbudzić w kimś i wtedy dostaniemy po głowie. Niewinność jest efektywniejsza, bo gwarantuje efekt.

Jeśli boisz się że staniesz się zła i będziesz innych krzywdzić i czuć się niewinnie to nie wydaje mi się żeby krzywdzenie innych wynikało z wyafirmowanej niewinności. Raczej byłby to jakiś mechanizm obronny wynikający z nieuzdrowienia czegoś. Po drugie to nie wiem czy ta historia o atakujących rozwojowcach nie jest twoją nadinterpretacją - chciałbym zobaczyć jakieś konkrety ale pewnie będziesz miała problem ze znalezieniem właściwych  postów

Zupełnie ale to całkowicie przeinczyłeś to co pisałam.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2015-01-24, 14:07:38
"CZyli ta przyczyna atakowania na zawsze pozostanie w ich podświadomośći? Bo będąc przekonani że zawsze są niewinni na pewno niczego takiego nie będą w sobie poszukiwali."

W RD jest taka zdrowa zasada, że nie szuka sie gówna póki gówno nie śmierdzi i domaga sie oczyszczenia. Bo jak sie szuka gówno to się go wszędzie zacznie widziec i z nim walczyć. To droga do uwikłania i cierpienia.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-01-24, 14:12:29
Cały czas piszę o tym że nie należy blokowac swojej naturalnej zdolnośći do odczuwania poczucia winy, za pomocą afirmacji że- zawsze i wszędzie, cokolwiek robię to jestem niewinny.

W RD jest taka zdrowa zasada, że nie szuka sie gówna póki gówno nie śmierdzi i domaga sie oczyszczenia. Bo jak sie szuka gówno to się go wszędzie zacznie widziec i z nim walczyć. To droga do uwikłania i cierpienia.
I dalej się atakuje energetycznie w pełnej nieświadomości tego co się robi, tak?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2015-01-24, 14:19:07
A gdzie ty przeczytałaś o tym, że trzeba blokować poczucie winy i afirmowac niewinność nawet jak się innych krzywdzi??

Jak się kogoś krzywdzi albo chociaż presjuje to się trzeba od tego uwalniać stawiając na  życzliwość wobec odpowiednich osób
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-01-24, 14:27:20
Może najpierw przczytaj całą dyskusję od poczatku, i tam znajdziesz wszystkie odpwiedzi.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-01-26, 18:25:52
Ja też mam narzucony pogląd duchowy, że poczucie winy jest czymś złym, czego należy się pozbyć. I takie podejście mi szkodzi, dlatego chcę oddemonizować poczucie winy i pokazać go w formie mniej szkodliwej, po to aby się go przestać bać i przestać z nim walczyć.
Poczucie winy to jedna z wielu emocji i tak powinno być traktowane. Jest taką samą emocją jak złośc, smutek, żal czy zazdrość. Emocji się nie ocenia i nie walczy z nimi. Emocje się akceptuje. Walka z emocjami prowadzi do ich tłumienia, spychania do podświadomości, odcinania się od nich. Dlatego zamiast unikać czucia się winnym , lepiej jest na bieżaco go czuć i w ten sposób go integrować ze sobą. Uważam że ta metoda jest lepsza niż powtarzanie sobie z sytuacji poczucia się winnym, że jestem niewinny i w  porządku.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2015-01-26, 18:35:45
To już nie jest czyjaś odpowiedzialność jak reagujemy i czy odczuwamy takie ataki.

To znaczy że odpowiedzialność za ataki ponosi osoba atakowana? I dlatego ten atakujący nie musi czuć się winny?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2015-01-26, 18:43:42
Inga
Nic takiego nie napisałam jak interpretujesz. Jest napisane, że za swoje reakcje odpowiadamy my sami. To się nazywa brak współuzależnienia.
Warto nie oczekiwać czyjegoś poczucia winy, bo to czego oczekujemy w innych wzrasta w nas. Przede wszystkim wzrasta oczekiwanie, czyli brak, i np. uzależnienie emocjonalne od otoczenia.

Nie ma złych emocji. To są komunikaty. Pierwszym krokiem w każdej zmianie jest akceptacja.
Niektórzy jednak mają nieadekwatne stany emocjonalne do sytuacji np. czują się winni za coś na co nie mieli wpływu i wtedy warto uwolnić się od takiego poczucia winy, które jest formą iluzji. Niektórzy robią dużo złego i nie mają ani poczucia winy, ani empatii, i wtedy są to wzorce psychopatyczne.
Tylko po co poczucie winy, jak może być empatia i świadomość?

Z empatią nie ma takich zagmatwań i problemów i m.in dlatego warto ją odczuwać jako drogowskaz.

Dlaczego mają ciebie interesować cudze ataki?
Niech sobie atakują świadomie czy nieświadomie. I tak wcześniej czy później do nich wraca to co dają innym, w różnej formie.
Ważniejsza jest wolność, niezależność, ochrona i neutralność wobec cudzych ataków. Na to mamy wpływ.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2015-01-27, 18:37:05
Ja też mam narzucony pogląd duchowy, że poczucie winy jest czymś złym, czego należy się pozbyć. I takie podejście mi szkodzi, dlatego chcę oddemonizować poczucie winy i pokazać go w formie mniej szkodliwej, po to aby się go przestać bać i przestać z nim walczyć.

Zgadza sie. Wiem coś na ten temat, bo miałem programy potępiania negatywnych emocji. Było to do tego stopnia, że nie pozwalano mi nawet mówić o takich emocjach a co dopiero je wyrażać. To była taka manipulacja, żebym nie okazywał żadnych emocji, bo było by to dla nich zagrożeniem, więc wmawiano mi, że poczucie winy jest strasznie złe, złość jest okropnie zła, itd. - wmawiano mi  paniczny lęk przed konsekwencjami wyrażania czy nawet posiadania takich złych emocji. W efekcie ja bardziej bałem się tego potępienia innych ludzi i kary za te emocje, niż samych emocji które były we mnie.
Pracując nad tym, afirmowałem, że
mam prawo być zły itd.
złość jest bezpieczna...
emocje są bezpieczne i w porządku.

To był proces oddemonizowania emocji.


Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: lena87 w 2015-01-28, 12:12:37
Mateusz a jak nad tym pracujesz jakie w jaki sposob własnie mi uswiadomiles ze ja sie tak robie.Potepiam siebie  ,że nie moge myslec zlych rzeczy i jestem zla na sibie ze dalej  ich az tak kontrolowac nie umiem i duzo wymyszam :(
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2015-01-28, 18:22:18
lena87
Ja miałem rzeczywiście bardzo zaburzoną relację z samym sobą. To mi mieszało i przeszkadzało we wszystkim. Im bardziej sie potępiałem, tym więcej spotykało mnie niepowodzeń. Bo jak się człowiek ciągle oskarża, to dzieje się coraz gorzej. Zrozumiałem, że nie mogę się w taki sposób traktować. Oczyszczałem więc intencje do siebie - te które sobie wypisałem. Potem przeanalizowałem za co sie tak źle traktuję - wypisałem to i w końcu pozwoliłem sobie na to rezygnując z kontroli i potępiania siebie. Przydało sie afirmowanie, że mam prawo być taki a taki, myśleć o sobie tak i tak...
A i jeszcze wybaczenie sobie.
W końcu zaczęło mi sie poprawiać, zbliżyłem sie do siebie, pogodziłem. W pewnym momencie pojawił sie taki stan, który mnie bardzo rozśmieszył a mianowicie, jak mi coś nie wyszło, to nie było kogo za to oskarżyć. Nie ma winnych. Jest tylko zdarzenie, czasem nawet coś wkurzającego, ale nie ma winnych, to nie moja wina. Nie ma sie na kogo złościć, nie ma kogo atakować :)
Oczywiście zaczęło mi sie też lepiej układać.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: lena87 w 2015-01-29, 09:41:12
dziekuje za rady bardzo fajne zastosuje napewno :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2015-01-29, 20:43:12
lena87 :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2015-01-29, 21:20:31
Pracując nad tym, afirmowałem, że
mam prawo być zły itd.
złość jest bezpieczna...
emocje są bezpieczne i w porządku.

To był proces oddemonizowania emocji.

Można jeszcze dodać:

Akceptuję bezwarunkowo wszystkie swoje emocje.
Patrzę ze spokojem, zrozumieniem i bezwarunkową miłością na wszystkie swoje emocje.

EFT świetnie działa na to "Pomimo, że czuję tę emocję (nazwać ją), to kocham i akceptuję siebie całkowicie i głęboko."
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-02-14, 15:16:30
Widzę już sporo efektów uwolnienia się od poczucia winy.
Miałam taką sytuację z córką, że obiecałam jej pomóc w lekcjach. Powiedziałam, że zaraz do niej przyjdę tylko odkurzę pokój. Ale w międzyczasie coś mi się przypomniało i zaczęłam robić coś innego.
Ona to zobaczyła i zaczęła na mnie krzyczeć, ze obiecałam, że tylko odkurzę. Że zaraz zrobi sie późno i na pewno powiem, że już za późno o tej porze.
Kiedyś moją reakcją na cos takiego była złość na nią, że krzyczy na mnie i poczucie winy, ze ja zawiodłam i nie dotrzymałam słowa.

Teraz po prostu zaczęłam słuchać i usłyszałam w jej głosie swoją bezradność. Ona dokładnie krzyczała tak, jak ja na nią krzyczałam, kiedy czułam sie totalnie bezradna. I zapytałam: Czy ja tak krzyczę na ciebie? Przepraszam jeżeli kiedykolwiek tak na ciebie krzyczałam.
Jak ona to usłyszała to aż siadła z wrażenia. I zapomniała o co miała pretensje. A ja zostawiłam to co robiłam i poszłyśmy odrabiać te lekcje.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2015-02-14, 18:49:53
Można jeszcze dodać:

Akceptuję bezwarunkowo wszystkie swoje emocje.
Patrzę ze spokojem, zrozumieniem i bezwarunkową miłością na wszystkie swoje emocje.

EFT świetnie działa na to "Pomimo, że czuję tę emocję (nazwać ją), to kocham i akceptuję siebie całkowicie i głęboko."

Sylvia :)
Zgadza się, coś w tym stylu robiłem na początku. jednak, jak wiele rzeczy u mnie, to było za mało. Afirmowałem, że akceptuję konkretne zachowania. Dopiero potem znacznie sie poprawiło.
 
Lilliole
Cytuj
Kiedyś moją reakcją na cos takiego była złość na nią, że krzyczy na mnie i poczucie winy, ze ja zawiodłam i nie dotrzymałam słowa.

Bardzo fajnie :) Takie są pozytywne efekty. Człowiek sie nie złości, nie obraża.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-02-14, 20:45:33
Lilliole

Super sprawa.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2015-03-30, 12:34:11
Atlanta,
Pozwól, że zacytuję coś od ciebie :)
Cytuj
Zamykam oczy. Przenoszę uwagę ze spraw zewnętrznych, z otoczenia na moje ciało. Wykonuję cztery głębokie oddechy... Jeszcze bardziej odczuwam moje ciało... Przenoszę uwagę do swojego wnętrza, do centrum klatki piersiowej. Zaczynam odczuwać tu coraz większe, przyjemne, rozszerzające się ciepło... Ciepło stopniowo obejmuje całe moje ciało... Myśli wyciszają się, jestem tylko ich obserwatorem, pozwalam im swobodnie przepływać... Skupiam uwagę jedynie na swoim oddechu. Czuję płynne ruchy klatki piersiowej. Wdech – unoszenie, wydech – opadanie... Odczuwam, że jestem w moim ciele...
W stanie głębszego wyciszenia i odprężenia, jeśli chcę, mogę jeszcze bardziej doświadczyć swojego wnętrza. Spotkać się ze sobą samą...

Jest we mnie taka część, którą nazywam wewnętrznym dzieckiem. To ta pierwotna, czysta, niewinna i radosna część mnie, która przejawiała się w pełni w moim najwcześniejszym dzieciństwie...
Bardzo łatwo mogę skontaktować się z moim wewnętrznym dzieckiem, w każdej chwili i w każdym miejscu. Być może nie próbowałam jeszcze tego i nawet nie zdawałam sobie sprawy, że jest to możliwe...
Dzięki temu spotkaniu mogę poczuć i doświadczyć swoją wewnętrzną czystość, niewinność i radość a przede wszystkim jedność ze wszystkim cokolwiek istnieje, której doświadczałam we wczesnym okresie mojego dzieciństwa. To poczucie sprawiało, że czułam się szczęśliwa i bardzo bezpieczna... Dzięki temu mogłam z wielką odwagą i pasją wchodzić wciąż w nowe doświadczenia, które przynosiło mi życie. Byłam ich bardzo ciekawa i radośnie je witałam. Uczyłam się i poznawałam. Patrzyłam zawsze świeżym spojrzeniem na każde doświadczenie, na każdy dzień, na każdą relację...
Pomimo upływu lat, te wszystkie uczucia cały czas są we mnie. Są to Dary, z którymi przyszłam na świat i które pozostają nieodłączną częścią mnie...
Być może wydawało mi się, że je utraciłam i poszukiwałam ich na zewnątrz siebie, w przedmiotach, ludziach, sytuacjach. A tymczasem one stale są w moim wnętrzu...
Jeśli jestem gotowa na przywitanie poczucia bezpieczeństwa, które jest moim naturalnym stanem, na przywitanie niewinności, czystości i radości, mogę przywitać się teraz z tą częścią mnie, która nazywana jest wewnętrznym dzieckiem...
Jeśli chcę, mogę zobaczyć je w mojej wyobraźni jako dziecko w fizycznej postaci. To jestem ja z wczesnego dzieciństwa... Widzę to dziecko, odczuwam je w samym centrum mojej klatki piersiowej, tuż przy moim sercu. Ono zawsze tu było. Choć może nigdy nie patrzyłam na nie tak jak teraz. Widzę jego twarz... Czuję jego bliskość... Ono patrzy na mnie... Patrzy w moje oczy... Widzę w nich miłość... Niewinność... Patrzy na mnie delikatnym spojrzeniem... Czeka...
Jeśli chcę, mogę teraz z nim porozmawiać... Mogę spytać je o to, co chcę wiedzieć... Mogę objąć, przytulić... Mogę powiedzieć mu, co do niego czuję... Mogę z nim rozmawiać... Śmiać się... Płakać... Cokolwiek teraz czuję, mogę to zrobić... Mam teraz na to tyle czasu ile potrzebuję...
(...)
Jeżeli uświadamiam sobie i rozumiem potrzeby mojego wewnętrznego dziecka, jeżeli jestem w stanie je zaspokoić, wówczas doświadczam większej pełni, poczucia bezpieczeństwa, radości i szczęścia. Ta część mnie, reprezentowana przez wewnętrzne dziecko, potrzebuje również uwagi, zrozumienia i miłości. Jeżeli otrzymuje je, wzbudza i podtrzymuje we mnie radość życia, ekspresję, spontaniczność, pomaga w urzeczywistnianiu pasji i doświadczaniu twórczego życia...

Oddycham w pełni i swobodnie...
Teraz, w moim własnym rytmie powracam do rzeczywistości, która mnie otacza... Powoli, we właściwym dla mnie czasie otwieram oczy.

Szczęśliwe wewnętrzne dziecko doświadcza szczęśliwego dnia właśnie dziś.

Jeżeli uświadamiam sobie i rozumiem potrzeby mojego wewnętrznego dziecka, jestem w stanie uświadomić sobie i zrozumieć również potrzeby tego dziecka, którego jestem fizycznym rodzicem. Wówczas otwieram mu przestrzeń do twórczego, niezależnego życia, ekspresji, spontaniczności. Ostatecznie otwieram mu drogę do doświadczania głębokiej, duchowej sfery życia, realizacji swojego najwyższego potencjału. Otwieram mu drogę do doświadczeń jedności, poczucia bezpieczeństwa, spełnienia i tego wszystkiego, co sobie wymarzy...
 
Jest to piękne, po prostu :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-04-14, 08:58:08
Jakie macie doświadczenia z uzdrawianiem okresu prenatalnego i niemowlęcego? Czuję, że mam wywalkę w tym temacie. Wychodzą mi emocje z tego okresu i chyba najchętniej bym od nich uciekła :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2015-04-14, 09:23:39
Lilliole
Widzę duże zmiany po uzdrowieniu tego okresu u siebie i innych. Warto:)

Ucieczka, opór - a kto ich nie ma?;)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-04-14, 09:29:33
Lilliole
Widzę duże zmiany po uzdrowieniu tego okresu u siebie i innych. Warto:)

Też czuję że warto :)

Ucieczka, opór - a kto ich nie ma?;)

Dzięki za przypomnienie :) Jestem w wywałce, więc wyolbrzymiam.
Płakac mi się chce. Buuu..... (to płacz) Siorb, siorb.. (siorbanie nosem)
Na razie robię to dyskretnie, bo jestem w pracy.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Michał486 w 2015-04-14, 09:30:31
Różne sprawy u siebie uzdrawiałem ,ale jak zabrałem się za temat wew dziecka i DDA to mam i miałem największe wywalanki.
Doświadczenie mi poopowiada że trzeba do tego podejść z miłością i cierpliwości.
Zupełnie jak do dziecka.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-04-14, 09:32:16
Doświadczenie mi poopowiada że trzeba do tego podejść z miłością i cierpliwości.
Zupełnie jak do dziecka.

Chyba cierpliwości mi brakuje...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Michał486 w 2015-04-14, 09:42:36
Ja sobie nawet nie zdawałem sprawy jak mnie obciąża moje dzieciństwo.
Dopóki nie zacząłem tego uzdrawiać.
Teraz to widzę i chciałbym być wolny od tego wszystkiego na wczoraj ale tak się nie da.
Mam nadzieje że do końca roku sobie z tym poradzę.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-04-14, 09:47:55
Czuję takie dziecięce, totalne skoncentrowanie na sobie. Czuję, że powinnam dotrzeć do punktu przed tym zanim musiałam spełniać oczekiwania innych. I to może być w okresie prenatalnym (jeżeli chodzi o to zycie). Czuje energie nieciekawe, ale jeszcze jestem w miarę zintegrowana. Nie byłam jeszcze żywa lalką. Wtedy nikt nie zaprzeczał temu co czułam. Nie bylo prania mózgu.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-04-14, 11:50:14
Czuję, że nie chcę tu być. W łonie matki. Czuję totalne pomieszanie. I nie chcę czuć tego co czuję. Czuję, że to nie moje emocje. Ze sa one mi wciskane razem z pomieszaniem. Czuję własną rozpacz, bezsilność i niemoc. Nie ma wyjścia. Moje bezsilnośc miesza się z cudzą agresją i cudzą bezsilnością.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Michał486 w 2015-04-14, 12:11:41
Na takie wywalanki bardzo fajnie działa wysiłek fizyczny.
Wyjście na rower, pobiegać coś w ten deseń aby odciągnąć umysł od tych myśli.
W końcu one miną sztuką jest nie koncertować się na kiepskim samopoczuć bo się mu tylko energi dodaje. 
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-04-14, 12:20:57
Na takie wywalanki bardzo fajnie działa wysiłek fizyczny.
Wyjście na rower, pobiegać coś w ten deseń aby odciągnąć umysł od tych myśli.
W końcu one miną sztuką jest nie koncertować się na kiepskim samopoczuć bo się mu tylko energi dodaje.

Ale ja czuję, że to byłaby ucieczka. Właśnie widzę jak mój umysł odciąga mnie od tych emocji. A to Fb, a to forum, a to jeszcze coś innego. Byle czymś się zająć. Tak zawsze robiłam. Teraz spróbuję to poczuć do końca. Całym ciałem i wszystkimi zmysłami. Świadomie.
Aż poczuję, że starczy.
W sumie to nie jest takie straszne, że czuję to.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-04-14, 12:29:12
Na takie wywalanki bardzo fajnie działa wysiłek fizyczny.
Wyjście na rower, pobiegać coś w ten deseń aby odciągnąć umysł od tych myśli.
W końcu one miną sztuką jest nie koncertować się na kiepskim samopoczuć bo się mu tylko energi dodaje.

Takie zachowanie to jakby zostawić swoje dziecko wewnętrzne samo sobie i powiedzieć mu - radź sobie sam, a ja się zajmę teraz czymś przyjemniejszym.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Michał486 w 2015-04-14, 12:39:27
W sumie to się z wami zgadzam.
Każde wywalanki to taki ważny okres, w którym wiele rzeczy zostaje uświadomionych.
Ja to traktuję jako kolejną inspirację do uzdrowienia, choć czas jest wtedy nie łatwy.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2015-04-14, 14:35:27
Lilliole
Już raz to przeżyłaś w łonie matki, a teraz wchodzisz w to, co jest już echem-zapisem tamtych zdarzeń, więc to już nie pierwszy raz :) Chyba, tak mi przychodzi, najtrudniej jest Ci się przyznać, że naprawdę to TAK BYŁO, jak Ci sie przypomina i jak czujesz. Ale warto, warto przyznać się przed samą sobą. No i rozmowa z sobą-niemowlątkiem, takim delikatnym, bezbronnym.

Pomaga też "przećwiczenie porodu" w basenie. Z kimś do pomocy. Najpierw oddychanie w wodzie przez rurkę a potem poród-wynurzenie.
To można też potraktować jako dokończenie procesu.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-04-14, 15:50:49
Lilliole
Już raz to przeżyłaś w łonie matki, a teraz wchodzisz w to, co jest już echem-zapisem tamtych zdarzeń, więc to już nie pierwszy raz :) Chyba, tak mi przychodzi, najtrudniej jest Ci się przyznać, że naprawdę to TAK BYŁO, jak Ci sie przypomina i jak czujesz. Ale warto, warto przyznać się przed samą sobą. No i rozmowa z sobą-niemowlątkiem, takim delikatnym, bezbronnym.
Własnie. Ja tez to tak czuję. Że to jest po prostu echo-zapis. I w sumie to przecież sporo już uzdrowiłam, zanim dzoszłam do tego, więc nie rzuca mna aż tak bardzo. Po prostu czuję i pozwalam sobie czuć.

Coś z tym jest, ze trudno jest przyznać i uwierzyć, że tak było. Jak sie całe dzieciństwo i troche potem wierzyło bardziej w to co inni mówią niz we własne czucie.
Cenne uwagi. Dziękuję Mateusz :)

Juz mi troche odpuściło, bo zaczynam znowu czuć radość z kontaktu ze swoim wewnętrznym dzieckiem. Czyli w sumie ze sobą :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2015-04-14, 18:53:48
Ponownie cytat z postu Atlanty - relacja moje wewnętrzne dziecko a moje fizyczne dziecko
Cytuj
Jeżeli uświadamiam sobie i rozumiem potrzeby mojego wewnętrznego dziecka, jestem w stanie uświadomić sobie i zrozumieć również potrzeby tego dziecka, którego jestem fizycznym rodzicem. Wówczas otwieram mu przestrzeń do twórczego, niezależnego życia, ekspresji, spontaniczności. Ostatecznie otwieram mu drogę do doświadczania głębokiej, duchowej sfery życia, realizacji swojego najwyższego potencjału. Otwieram mu drogę do doświadczeń jedności, poczucia bezpieczeństwa, spełnienia i tego wszystkiego, co sobie wymarzy...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2015-04-14, 19:23:21
To "nie chcę tu być" i do tego bezsilność i niemoc - straszne.

Cytuj
Czuję, że nie chcę tu być. W łonie matki. Czuję totalne pomieszanie. I nie chcę czuć tego co czuję. Czuję, że to nie moje emocje. Ze sa one mi wciskane razem z pomieszaniem. Czuję własną rozpacz, bezsilność i niemoc. Nie ma wyjścia. Moje bezsilnośc miesza się z cudzą agresją i cudzą bezsilnością.
 
Znam, w realu, 5 osób, które miały przechlapane w łonie mamy ( plus ja ;))  ).
Z tego dwie  nie były akceptowane 'tylko' przez połowe ciąży. A potem wprost przeciwnie :)
Mimo to rzutowało to w sposób ewidentny na ich realne zycie: niska samoocena, poczucie osamotnienia, skłonności do depresji.
Ta niska samoocena wpłynęła np na przyciąganie partnerów takich, których nikt przy zdrowych zmysłach by 'nie wziął na warsztat' ;)

Natomiast te 3 małe istotki  = walka, walka, walka.
Walka o życie. A po urodzeniu ? Horroru ciąg dalszy.

Teraz pytanie które aż sie prosi o zadanie  :
 Czy modlitwy, zabiegi jakiekolwiek, mogą złagodzić to co później te maluszki w życiu mogą kreować ? Pod wpływem tego czego doswiadczyły w łonie matki ?
Mam na myśli modlitwy i zabiegi wykonywane przez inne osoby.
Bo one są jeszcze za małe na samodzielność w tej sprawie.

I w ogóle czy możemy jakoś pomóc naszym bliskim na tego typu traumy.
Naszym dzieciom. Szczególnie malutkim.
Czy 'dać im poczuć swoją karmę' ?

Chociaż,  jak juz tu raz dyskutowaliśmy, decyzje co do wyboru naszej drogi życiowej są podejmowane PRZED śmiercią. I pod wpływem różnych przekonań.
Niekoniecznie jest to pod wpływem "bad karma" :)
I jak Leszek to określił, mogą być tak bardzo nieprzemyślane, że aż głupie !

Z mojego doswiadczenia co do dorosłych, wynika, że modlitwy działają. Uporczywe.Nieustające :)
Choć czasem to baaardzo długo trwa. Nawet 9/10 lat :(
Ale ... Dobry Bóg działa w swoim tempie.
I jest kompetentny :)

A co do dzieci ?
Jeżeli czujemy, ze to dziecko będzie "walczyło" dalej, skoro przeżyło to piekło w łonie tzw matki, to i dalej nie ma zamiaru spasować.
To ingerować modlitwą, czy czymś ?
Czy let it be i obserwować z boku ?

Ja w sumie czuję co i jak :)

Ale uważam, że wymiana poglądów może  inspirująca.
Różne doświadczenia - różne poglądy :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2015-04-14, 19:52:44
Lilliole
Radzisz sobie świetnie :)

Cytuj
Czuję, że nie chcę tu być. W łonie matki. Czuję totalne pomieszanie. I nie chcę czuć tego co czuję. Czuję, że to nie moje emocje. Ze sa one mi wciskane razem z pomieszaniem. Czuję własną rozpacz, bezsilność i niemoc. Nie ma wyjścia. Moje bezsilnośc miesza się z cudzą agresją i cudzą bezsilnością.
 

Różne są rodzaje "miłości". Sa też takie, że już nie chce się "tu być", bo to oni "wiedza lepiej"  jak ma sie dziecko czuć, myśleć, jakie ma być, co mu wtaczać, wszystko narzucone dla jego "dobra", bo przecież oni wiedzą lepiej co i jak.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-04-15, 10:01:06

 Czy modlitwy, zabiegi jakiekolwiek, mogą złagodzić to co później te maluszki w życiu mogą kreować ? Pod wpływem tego czego doswiadczyły w łonie matki ?
Mam na myśli modlitwy i zabiegi wykonywane przez inne osoby.
Bo one są jeszcze za małe na samodzielność w tej sprawie.

I w ogóle czy możemy jakoś pomóc naszym bliskim na tego typu traumy.
Naszym dzieciom. Szczególnie malutkim.
Czy 'dać im poczuć swoją karmę' ?

Moim zdaniem warto wykonywać modlitwy. Zwłaszcza o wzrost świadomości. Jeżeli są ona korzystne to zadziałają, jeżeli nie to po prostu nie przyniosą efektu. Wydaje mi się też, że w tym czy ingerować czy nie - warto poprosić o  inspirację  Wyższe Ja czy też Boga jak kto woli.
A jeżeli chodzi o swoje dzieci to moim zdaniem jest tak, że wzrost świadomości i rozwój rodziców ma bezpośrednie przełożenie na dzieci. I warto pracować nad sobą dla siebie, ale ze świadomością, że będzie to również korzystne dla naszych dzieci.
 
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-04-15, 10:23:43

Różne są rodzaje "miłości". Sa też takie, że już nie chce się "tu być", bo to oni "wiedza lepiej"  jak ma sie dziecko czuć, myśleć, jakie ma być, co mu wtaczać, wszystko narzucone dla jego "dobra", bo przecież oni wiedzą lepiej co i jak.

Ja to czuję jako zwykłą agresję. Nieświadomą i tym bardziej groźną, że nazywaną "miłością". Niszczenie i blokowanie potencjału dziecka.
Ci co wiedza lepiej zupełnie nie znają samych siebie. Bo jakby znali siebie to by się zajęli rozwijaniem siebie. A oni zajmują się wszystkimi tylko nie sobą.

Chyba właśnie w tym czasie (prenatalnym) zdałam sobie sprawę, że na miłośc nie mam co liczyć i głęboko żałowałam swojej decyzji o wcieleniu. To co czuję z tego okresu to bombardowanie mnie agresją, wściekłością, tym gorszą, że nieświadomą. Nieprzytomna złością. Za to na poziomie umysłu były deklaracje wielkiej miłości i dumy. Czyli miłość równa się sponiewieranie energetyczne:)
No i miałam być chłopcem - oszukałam tych co mnie "kochali". Zawiodłam ich. Jestem oszukańcem. Przebierańcem.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2015-04-15, 10:33:44
Lilliole

też miałam takie same odczucia, aż do mnie przyszło, że moją lekcją jest pokochać siebie w 100 procentach i myślę, że Twoją też, jakbyś kochała siebie nie przyciągnęłabyś takiej rodziny.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-04-15, 10:34:42
Pamiętam, że podjęłam decyzję, się jak się schowam, będę takim niewychylającym się biedactwem to może jakoś to przetrwam.
Natomiast nie pamiętam czegoś takiego jak to pisza w różnych ksiąkach, że "chciałam zasłużyć na miłość mamusi". Ja tylko chciałam przetrwać.
Może po prostu jeszcze do tego nie dotarłam.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-04-15, 10:40:00
Lilliole

też miałam takie same odczucia, aż do mnie przyszło, że moją lekcją jest pokochać siebie w 100 procentach i myślę, że Twoją też, jakbyś kochała siebie nie przyciągnęłabyś takiej rodziny.

Na pewno nie :).
W sumie znam swoje intencje do wcielenia się, ale już nie chcę sobie się już na tym skupiać i dowalać sobie. Robiłam to wiele lat i wiele wcieleń. Brałam całkowitą odpowiedzialność za wszystko na siebie.
Tak. Pokocham siebie w 100 % nawet z tymi okropnymi intencjami :))
Dzieki Karina :-*
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Michał486 w 2015-04-15, 10:44:56
Życie się czasem dziwnie układa, ale w tym jest głębsza mądrość.
Teraz to rozumiem.
Ja przez całe życie słyszałem od braci, że miałem być dziewczynką, a w ostatnich moich wcieleniach często byłem kobietą i robiłem brzydkie rzeczy. Ćpanie i picie i gorsze.
Urodziłem się jako chłopak w rodzinie z problemem z alko u ojca.
Teraz już rozumiem to.
Urodziłem się jako chłopak bo to była szansa na uzdrowienie życia.
Jako dziewczyna powielił bym pewnie dawne schematy.
A tak zmagam się z pewnymi problemami ale się z nimi zmagam a mógłbym je ignorować.
Więc dziękuję za to że teraz wcieliłem się w takiej a nie innej rodzinie bo dzięki temu mam szanse na zmianę na lepsze.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2015-04-15, 10:48:18
Lilliole

niezgodna i zbuntowana :) ten etap buntu tez przechodziłam, ale chcesz czy nie jesteś odpowiedzialna za wszystko co się Ci przydarza. Rozumiem, że masz w sobie jeszcze tak dużo żalu i bólu, że trudno Ci to przyjąć. Z punktu widzenia dziecka ciężko to przyjąć. Tulę. :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-04-15, 10:58:42
Lilliole

niezgodna i zbuntowana :) ten etap buntu tez przechodziłam, ale chcesz czy nie jesteś odpowiedzialna za wszystko co się Ci przydarza. Rozumiem, że masz w sobie jeszcze tak dużo żalu i bólu, że trudno Ci to przyjąć. Tulę. :)

Dziękuję Karina :)
Moze sie niedokładnie wyraziłam. Przyjmowałam pełna odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale i za innych i za cały świat w ogóle.
Ja chcę przyjmować  pełną odpowiedzialność i przyjmuję, ale tylko za siebie.

Przyjmowałam odpowiedzialność za małżeństwo moich rodziców. Za ich emocje i uczucia. Za to, że przeze mnie są razem, przez moje intencje do wcielenia.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2015-04-15, 11:08:32
Bierz odpowiedzialność tylko i w yłącznie za siebie i domagaj się, żeby inni brali również za siebie. Gdyby wszyscy brali odpowiedzialność za siebie i przezyli cały swój ból i rozpacz ten świat by wyglądał inaczej.:)


Jakiś czas temu pracowałam nad takim wspomnieniem, że leżę w łóżeczku struchlała ze strachu, bo moja matka reaguje agresją na każdą moją próbę płaczu czy wołania. Na kazdym kroku pokazywała mi, że jej sprawy i potrzeby są najważniejsze, a ja jej tylko przeszkadzam. W końcu mojaj babka się zdenerwowała i odebrała mnie mojej matce nawet była sprawa w sądzie. Jednakże moja babka też się tak nieświadomie wobec mnie zachowywała. Gdy przeżyłam wszystkie uczucia z tego okresu cały ból i żal mi odszedł, to zrozumiałam, że wzorzec ten przechodził od pokoleń w całej mojej rodzinie. Jej matka też się zachowywała tak wobec niej. Dopóki się tego bólu i uczuć nie przeżyje, będzie się przekazywać ten wzorzec dalej czy tego chcemy czy nie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-04-15, 11:15:18
Na ten moment w sumie to nie interesują mnie moi rodzice. Chcę poczuć to co czuje moje wewnętrzne dziecko. I zaakceptowac to. Przecież nie powiem swojemu wewnętrznemu dziecku, że czujesz się tak, bo miałeś takie intencje. Jako dorosła to ja to wiem, ale ono tego nie rozumie. Ono potrzebuje mojej miłości niezależnie od intencji i emocji, których doświadcza. A ja chce, żeby się poczuło chciane i kochane.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2015-04-15, 11:18:28
Cytuj
Ono potrzebuje mojej miłości niezależnie od intencji i emocji, których doświadcza. A ja chce, żeby się poczuło chciane i kochane.

dokładnie, gdy będzie ono czuło Twoją miłość, nic go nie zdoła juz zranić.:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-04-15, 11:26:44
Bierz odpowiedzialność tylko i w yłącznie za siebie i domagaj się, żeby inni brali również za siebie.

:))
Właśnie! Zwłaszcza ta druga część zdania jest dla mnie.
W sumie nie wiem jak mogę sie domagać, żeby inni brali odpowiedzialność za siebie. Potrzebuję uwolnić sie od tego wzorca, ze można mnie obardzyc praktycznie wszystkim.


Jakiś czas temu pracowałam nad takim wspomnieniem, że leżę w łóżeczku struchlała ze strachu, bo moja matka reaguje agresją na każdą moją próbę płaczu czy wołania. Na kazdym kroku pokazywała mi, że jej sprawy i potrzeby są najważniejsze, a ja jej tylko przeszkadzam. W końcu mojaj babka się zdenerwowała i odebrała mnie mojej matce nawet była sprawa w sądzie. Jednakże moja babka też się tak nieświadomie wobec mnie zachowywała. Gdy przeżyłam wszystkie uczucia z tego okresu cały ból i żal mi odszedł, to zrozumiałam, że wzorzec ten przechodził od pokoleń w całej mojej rodzinie. Jej matka też się zachowywała tak wobec niej. Dopóki się tego bólu i uczuć nie przeżyje, będzie się przekazywać ten wzorzec dalej czy tego chcemy czy nie.

Okropne.
Moja mama też reagowała agresją na płacz. Bała się swojego zablokowanego płaczu.
Właśnie ja teraz potrzebuję czuć - wszystkie uczucia za które się winiłam, że odczuwam.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2015-04-15, 11:31:19
Nie pozwalaj sobie wciskac poczucia winy dlatego, ze ktos niby przez Ciebie tak się czuje, to jak się ktos czuje to jest jego decyzja i wybór.

Narazie lecę, miłego dzionka :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-04-15, 12:07:44
Dzięki, wzajemnie :)

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: JenKa w 2015-04-15, 12:52:01
No to chyba moja kolej:
Ostatnio wałkowałam temat relacji z matką bardzo intensywnie. Emocje mi wywalały od totalnej, nieprzytomnej nienawiści do prób zrozumienia i wybaczenia. Po drodze kilka przypadkowych spotkań (bo jednak ten żal bardzo mocno we mnie siedział, więc o odwiedzaniu się nie było mowy) uświadomiło mi, że coś się z nią dzieje dziwnego.
W święta się przełamałam, poszłam w odwiedziny i kiedy chciałam ją objąć - odepchnęła mnie! Zaczęła opowiadać o jakichś zdjęciach, które zaniosła do mojej siostry, o swojej śp. mamie (a przecież mojej babci, która niemalże mnie wychowała i z którą miałam dużo lepszy kontakt). Miałam wrażenie, że mówi do mnie nie do końca zdając sobie sprawę z tego, że ja - to ja. Po raz kolejny uświadomiłam sobie jej kompletnie skrzywiony odbiór rzeczywistości. I wreszcie wyrzuciłam z siebie, jak bardzo mnie rani takie traktowanie - bez okazywania uczuć i spychanie na koniec listy ważnych dla niej osób, na co odparła, że przecież czterdzieści lat temu, jak byłyśmy tylko we dwie, to byłam najważniejsza. Czterdzieści lat! Trochę mi jej żal, bo przez swoje zachowanie zraziła do siebie całą rodzinę z mężem i wnukami włącznie. Dlatego Święta spędzała sama. Ale to już nie mój problem - jeśli woli żyć we własnej bajce, to mnie zostaje już tylko tę jej wolną wolę uszanować.

Karina, a czy ty nie jesteś przypadkiem bardziej podobna do babci niż do mamy? Bo u mnie właśnie tak jest, co jeszcze dodatkowo tłumaczy niechęć mojej matki do mnie. Między nią, a babcią relacja też była bardzo napięta.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-04-15, 13:50:00
Cały czas jestem w procesie i czuję, że cały czas mnie cofa. Niedługo stanę się zygotą :)) Może mam dojść do jakiegoś punktu?
Oczywiście nie cofa mnie jako mnie - tylko moje wewnętrzne dziecko. Ja jako dorosła jestem obserwatorem.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2015-04-15, 21:35:00
Karina
Nie chciałbym się czepiać, bo fajnie piszesz, tylko takie swoje odczucia w tych drobiazgach napiszę, bo może coś komuś pomoże.

dokładnie, gdy będzie ono czuło Twoją miłość, nic go nie zdoła juz zranić.:)

ja bym nie wychodził z tą miłością. To dziecko jest rozżalone i ono w tym momencie nie potrzebuje miłości, a do tego jeszcze źle ją rozumie. Ono potrzebuje tylko uwagi, bez oceniania, bez przytulania, bez miłości, bez czegokolwiek. Niech ono sie wypowie. Trzeba mu tylko pozwolić przemówić. Na miłość przyjdzie czas.

Karina:
Cytuj
Bierz odpowiedzialność tylko i w yłącznie za siebie i domagaj się, żeby inni brali również za siebie.

To domaganie się, żeby inni brali odpowiedzialność za siebie, no też mi to nie pasuje, choć zależy jakie się ma kody. Dla mnie to znowu jakaś forma brania odpowiedzialności za innych. Bo co wtedy, kiedy ja się będę domagał, żeby inni brali odpowiedzialność za siebie a oni nie będą chcieli tego zrobić, to co? To kto weźmie?...
Można im uświadomić a co zrobią to ich sprawa. Mają wolną wolę.

A to: "Bierz odpowiedzialność tylko i wyłącznie za siebie" - właśnie tak.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2015-04-15, 22:36:34
Na ten moment w sumie to nie interesują mnie moi rodzice. Chcę poczuć to co czuje moje wewnętrzne dziecko. I zaakceptowac to. Przecież nie powiem swojemu wewnętrznemu dziecku, że czujesz się tak, bo miałeś takie intencje. Jako dorosła to ja to wiem, ale ono tego nie rozumie. Ono potrzebuje mojej miłości niezależnie od intencji i emocji, których doświadcza. A ja chce, żeby się poczuło chciane i kochane.

A to był Twój post, Lilliole, a Karina sie tylko do niego odniosła.
Coś dzisiaj niedokładnie czytam. 
 
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2015-04-16, 08:09:03
Fajny wykładzik o tym co odbiera nam dzieciństwo :)

https://www.youtube.com/watch?v=bB5v_-jR3kU


JenKa
Cytuj
Karina, a czy ty nie jesteś przypadkiem bardziej podobna do babci niż do mamy? Bo u mnie właśnie tak jest, co jeszcze dodatkowo tłumaczy niechęć mojej matki do mnie. Między nią, a babcią relacja też była bardzo napięta.

Tak, jestem bardzo podobna do babci zarówno wewnętrznie jak i zewnętrznie, no i była między nami bardzo silna więź. Matka skonfliktowana mocno z babcią szybko sie wyprowadziła, więc nie poznałąm jej wogóle. Dopiero po 27 latach jak zmarła babka, próbowałam się zbliżyc do matki, poznać ją (idealizowałam ją) zobaczyłąm ze zdumieniem, że daleko pada jabłko od jabłoni. Moja matka jest kompletnie inna niz babka, ciężko mi ją polubić jako osobę, a co dopiero pokochać.

Mateusz
Cytuj
ja bym nie wychodził z tą miłością. To dziecko jest rozżalone i ono w tym momencie nie potrzebuje miłości, a do tego jeszcze źle ją rozumie. Ono potrzebuje tylko uwagi, bez oceniania, bez przytulania, bez miłości, bez czegokolwiek. Niech ono sie wypowie. Trzeba mu tylko pozwolić przemówić. Na miłość przyjdzie czas.

moje doświadczenie mówi, ze jednak miłość, czucie miłości do tego dziecka jest najwazniejsze, bo jak ono czuje sie kochane, to zmienia mu sie cała percepcja. Wystarczy czuć miłość do niego, bo wtedy ono uczy sie kochać siebie w tych trudnych momentach i to zmienia wszystko.

Cytuj
Dla mnie to znowu jakaś forma brania odpowiedzialności za innych. Bo co wtedy, kiedy ja się będę domagał, żeby inni brali odpowiedzialność za siebie a oni nie będą chcieli tego zrobić, to co? To kto weźmie?...
Można im uświadomić a co zrobią to ich sprawa. Mają wolną wolę.

Tutaj tez moje doswiadczenie pokazuje, że warto ludziom przypominać o braniu odpowiedzialności za siebie, bo często są zagubieni i nie wiedzą co robić, aby odzyskać władzę nad swoim życiem. Na poczatku mogą zareagowac złością, buntem, ale później jak sprawę przemyślą to mi dziękują.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2015-04-16, 08:39:33
Karina
A już wiem skąd mi sie wzięło takie zdystansowanie, powychodziło mi troche z dzieciństwa, niemniej jednak oboje mamy rację. Tu dla każdego cos dobrego.
Bo ja, w tej sytuacji jaka mi sie pojawiła, nie mogłem wyjść od razu z miłością. Najpierw luz, potem przebaczenie i takie tam inne a potem już miłość. U Ciebie czy innych nie musi tak przebiegać, jak u mnie w tym konkretnym zdarzeniu.

Cytuj
Tutaj tez moje doswiadczenie pokazuje, że warto ludziom przypominać o braniu odpowiedzialności za siebie, bo często są zagubieni i nie wiedzą co robić, aby odzyskać władzę nad swoim życiem. Na poczatku mogą zareagowac złością, buntem, ale później jak sprawę przemyślą to mi dziękują.


Przypominać, tak :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Michał486 w 2015-04-16, 08:53:56
Zrobiłem wczoraj sobie kolejny zabieg dla wew. dziecka.
Znowu wywala mi jakieś żale.
Czuje je bardziej fizycznie jak psychicznie.
Czuję jakbym miał jakąś kluchę w gardle.

Wywala mi żale głównie do mamy.
To jest trochę a nawet bardzo niesprawiedliwe bo zawsze mnie broniła, chroniła, może za bardzo chciała mnie uchronić.
Do ojciec anie czuję tego, a to go głównie nie było w moim życiu. Nawet kiedy był to jakby go nie było.

Jeszcze nie doszedłem chyba w swojej autoterapii aby uzdrowić swój stosunek do niego.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-04-16, 09:05:05
Cały czas jestem w procesie i czuję, że cały czas mnie cofa. Niedługo stanę się zygotą :)) Może mam dojść do jakiegoś punktu?
Oczywiście nie cofa mnie jako mnie - tylko moje wewnętrzne dziecko. Ja jako dorosła jestem obserwatorem.
Gratuluję. Po czymś takim na pewno będzie duża zmiana.
To są przełomowe przeżycia.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-04-16, 09:09:17
Doszłam do momentu zapłodnienia i poczułam wielką miłość do mojego dziecka wewnętrznego. Poczułam tez potrzebę powiedzenia mu, że jest chciane i kochane przeze mnie. I że z niecierpliwością czekam na jego narodziny.
Na ten moment wszelkie żale odeszły. Czuję duży spokój i duże ciepło w sercu.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-04-16, 09:10:10
Gratuluję. Po czymś takim na pewno będzie duża zmiana.
To są przełomowe przeżycia.

Też tak czuję :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-04-16, 09:17:41

Tutaj tez moje doswiadczenie pokazuje, że warto ludziom przypominać o braniu odpowiedzialności za siebie, bo często są zagubieni i nie wiedzą co robić, aby odzyskać władzę nad swoim życiem. Na poczatku mogą zareagowac złością, buntem, ale później jak sprawę przemyślą to mi dziękują.

To rzeczywiście działa. Od jakiegoś czasu moja córka miała miała do mnie pretensje, że nasz nowy piesek bardziej lubi mnie, a z nia sie nie chce bawić. To nie było do końca prawdą, bo on chciał się bawić, ale na jego warunkach.
I wczoraj powiedziałam jej, że już nie biorę odpowiedzialności za jej relację z psem. Że to jej sprawa. Co sobie wypracuje to będzie miała. I najpierw zaczęła mnie prosić, żeby zostało tak jak było, po starermu, ale po chwili juz się bawiła z pieskiem.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2015-04-16, 09:26:12
A mnie wczoraj udało sie przypomniec, czego mi ostatnio bardzo brakuje.
Brakuje mi spania w ramionach matki i słuchania jej spokojnego oddechu.
Aż mi się oddech po tym uspokoił.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2015-04-16, 11:54:22
Łooo, GA, ale fajne :)))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2015-04-16, 12:06:55
Michał 486,
Cytuj
Wywala mi żale głównie do mamy.
To jest trochę a nawet bardzo niesprawiedliwe bo zawsze mnie broniła, chroniła, może za bardzo chciała mnie uchronić.
Do ojciec anie czuję tego, a to go głównie nie było w moim życiu. Nawet kiedy był to jakby go nie było.   
Typowe ;)

I to nie jest żaden przytyk do ciebie Michał ;)

Mówię tylko - jako ta mama. Ta zawsze obecna mama. Pod ręką.

Wyżywamy się na tych których  mamy blisko - tamci sa nieuchwytni. I robią swoje.
Zajmują się sobą.

I potem taka mama, nie dość, że chroniła, broniła, prała, gotowała, syropki na kaszel podawała,  tudzież maści majerankowe wcierała, chodziła na te pierdzielone wywiadówki - to potem jeszcze ataki musi znosić.

Ale nie żałuję niczego ! :))

A synowi, gdy dorastał i miał okres buntu ( w sumie to nawet nie buntował się, nie pił nie palił, siedział sobie spokojnie w domu ) ale miał złość na kogoś, coś, na mnie ?
I ... prooowookował ! Oj jak on prowokował.
 Kupiłam mu więc gruszkę bokserską, zamontowano ją na futrynie drzwi a ja powiedziałam mu "Jesteś wkurzony na mnie ? Wal w to !"
Działało :))

Teraz ma juz taką "dorosłą" gruchę. Taką konkretną, na swój wzrost ;)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Michał486 w 2015-04-17, 08:49:37
Tu jest ciekawy art na tema wew dziecka:
https://hipokrates2012.wordpress.com/2012/09/21/wewnetrzne-dziecko/
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-04-17, 09:23:06
Tu jest ciekawy art na tema wew dziecka:
https://hipokrates2012.wordpress.com/2012/09/21/wewnetrzne-dziecko/

A nawet kilka :). Fajne.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-04-17, 09:44:21
Moja "zygotka" ma już 3 miesiące :-). Właściwie to już płód. W tym czasie przejęłam od mamy wzorzec całkowitego tłumienia gniewu - bo "gniew może zranić albo nawet zabić" To mi w dużym stopniu zablokowało dostęp do własnej energii i mocy sprawczej.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Michał486 w 2015-04-17, 09:50:57
Wczoraj zrobiłem sobie znowu zabieg.
Po którym głowa mi jakby dymiła:) uczucie mrowienia na potylicy przez kilka godzin.
U mnie dużo żali wywala.
Pod koniec zabiegu wyraźnie poczułem jak uwolniła się zastała energia emocji.
Takie jak dyby zabulgotanie w energii.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2015-04-17, 12:50:48
To z tego artykułu, który poniżej podał Michał

Cytuj
Ile w nas jest takich niechcianych…?

Uczuć złości.

Mówienia o swoich sukcesach z wyrzutami, że się przechwalamy.

Krzywdy.

Zranienia.

Zdrady w imię przypodobania się innym.

Niewypowiedzianych żalów.

Zatajonych zdrad.

Wszelkich aktów wrogości wobec siebie.

Niesłuchania od lat naszego wewnętrznego dziecka…

One wciąż czekają, aż z nimi porozmawiamy, a dokładniej, aż ich wysłuchamy. Jeśli tego nie zrobimy, małe są szanse na naprawdę szczęśliwe, wolne i wypełnione miłością życie.

Wybór jak zawsze należy do każego z nas… 

Też z tegoż artykułu z eseju  Ewy Foley

Cytuj
Wierzę, że to właśnie wewnętrzne dziecko jest najważniejszym aspektem, z którym należy nawiązać kontakt.
Dlaczego? Odpowiedź jest prosta.
My – istoty duchowe – przychodzimy na świat jako dzieci.

 Dziecko jest tą cząstką osobowości, która jest najbliżej naszej esencji duchowej.

Nowonarodzone niemowlę w istocie jest czystą esencją duchową.
 Dlatego właśnie wzrusza i głęboko przejmuje przebywanie z bardzo małymi dziećmi – widzimy wtedy odbicie swojego ducha.

 Im bardziej nawiązujemy kontakt z własnym wewnętrznym dzieckiem, tym bliżej jesteśmy swojej prawdziwej esencji duchowej.
Kultywowanie naszego związku z wewnętrznym dzieckiem automatycznie umożliwia połączenie z tą esencją, która wtedy może się w pełni wyrazić.

Bardzo inspirujące. I nigdy dość mówienia o tym :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2015-04-18, 20:41:54
Przesada z tym najważniejszym aspektem, szczególnie w przypadku niemowlaka. Inne aspekty człowieka są równie ważne i każdy etap rozwoju we wzrastaniu jako człowiek w danym życiu ma znaczenie.
Najważniejsze jest bycie spójnym we wszystkich aspektach, żeby się zjednoczyć z Siłą Wyższą w sobie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2015-04-19, 16:58:27
w nawiązaniu do reakcji na hasło posłuszeństwa i podporządkowania w innym wątku , jedna z możliwych przyczyn czyli o  wychowaniu dzieci przez dominujących rodziców:
"Reakcje dzieci, które mają rodziców dominujących:
Darzą siebie niewielkim szacunkiem. Mają niewielką zdolność do podporządkowania się zasadom, normom, władzy.­
Ogromna surowość rodziców „łamie ducha” dziecka, co prowadzi do przeciwstawiania się, milczenia lub buntu.­
Dziecko zazwyczaj nie chce mieć nic wspólnego z zasadami w ogóle albo zasadami rodziców. Zazwyczaj odrzuca ich ideały.­
Dziecko może poddawać się wpływom innych dzieci, które buntują się przeciwko swoim rodzicom i ogólnym zasadom społecznym. Może używać środków psychoaktywnych lub angażować się w inne ryzykowne działania (sekty, grupy subkulturowe).
Dziecko poza domem może agresywnie, głośno domagać się swoich praw – np. w szkole sprawia kłopoty wychowawcze, by skupić na    sobie uwagę innych."
http://www.wombb.edu.pl/index.php/zasoby/dzielimy-sie-wiedza/43-postawy-rodzicielskie

czyli takie dzieci, a jak się okazuje również dorośli , nie tylko mają niechęć związaną z formą wychowania, ale też nie rozumieją sensu i znaczenia wychowania gdyż było im wtłaczane nie tylko pod przymusem, z agresją i na siłę, ale również  bez wytłumaczenia po co i dlaczego (wychodziło, że z powodu widzimisię i dla wygody rodziców) , chyba z tego powodu ( może są i inne) nawet dorośli ludzie na pytanie jakie widzą korzyści wynikające z podporządkowania się i posłuszeństwa wobec norm społecznych odpowiadają, że nie dostrzegają żadnych (!) korzyści  z tym związanych...
 ale na uzdrowienie tego i na naukę nigdy nie jest za późno : ) więc może warto przerobić tą lekcję i w tym celu wrócić na pierwszy uniwersytet w życiu wielu ludzi :
http://studzian.przedszkolowo.pl/normy-i-zasady-zycia-spolecznego-w-przedszkolu

co do tych różnych grup czy sekt to często opierają się na negacji wszelkich norm społecznych postrzeganych jako zniewalające właśnie , obiecują wolność od wszelkich autorytetów, zacierają związki przyczynowo-skutkowe przez wprowadzanie własnych zasad w rodzaju zależności  skutków czynów nie od rodzaju czynu ale tylko od wewnętrznego stosunku do tego, czyli myślenie życzeniowe i odlotowe oraz temu p. kwiatki : ) 
oczywiście są i inne sekty oraz grupy religijne i nie tylko w których panują restrykcyjne zasady itp. zapewne istnieje podobna zależność między rodzajem preferowanej grupy a sposobem wychowania, jak w przypadku stosowania środków psychoaktywnych:
http://www.wombb.edu.pl/images/prywatne/postawy.jpg
ciekawy opis do tego:
"Analizując ten rysunek, nie trudno zauważyć, że brak odurzania występuje w tej grupie dzieci i młodzieży, która postrzega swoich rodziców, jako osoby obdarzające ich miłością i realizujące miłość w granicach kochającej swobody i kochającej kontroli. Postawy te zapewniają dziecku zaspokojenie jego podstawowych potrzeb: bezpieczeństwa, akceptacji, miłości oraz niezależności.
Potrzeba bezpieczeństwa zaspokajana jest wówczas, gdy dziecko postrzega i odczuwa świat wokół siebie jako przyjazny, uporządkowany i przewidywalny. Dziecko czuje się bezpiecznie, gdy ma jasno określone granice i reguły postępowania. Przewidywalność oznacza między innymi, że w rodzinie jasno określona jest hierarchia wartości, istnieje stabilność zasad, można przewidywać zachowanie członków rodziny w danej sytuacji.
Potrzeby akceptacji i miłości są u dzieci ściśle ze sobą powiązane. Bezwarunkowa akceptacja i miłość osób znaczących w życiu dziecka są niezbędne dla prawidłowego rozwoju. Dzieci z rodzin nie zaspokajających potrzeb miłości i akceptacji często szukają jej poza rodziną, w grupach rówieśniczych, nieformalnych i sektach.
Potrzeba niezależności zaspokajana jest w rodzinie poprzez stwarzanie dziecku możliwości do realizowania właściwych dla jego wieku zadań rozwojowych. Nadmierne ograniczanie samodzielności dziecka, nadopiekuńczość, stała kontrola wywołują u dziecka bunt i dążenie do wyrwania się za wszelką cenę, bądź nadmierną uległość, brak samodzielności i odpowiedzialności."

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: pkrl5758 w 2015-04-19, 17:02:45
W tym miejscu nalezaloby jeszcze rozpatrzyc, czy obcecne normy spoleczne sa pozytywne czy nie. Bo dostrzegam sporo patologii we wspolczesnym systemie wychowywania, co zreszta obrazuje rozkwit tzw. pop-kultury.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2015-04-19, 17:29:38
Cytuj
czy obcecne normy spoleczne sa pozytywne czy nie. Bo dostrzegam sporo patologii we wspolczesnym systemie wychowywania
wiadomo, są pozytywne i nie, warto więc uwalniać się od skutków wpływu tych patologii rodzinnych , szkolnych i społecznych i przy okazji dostrzegać, doceniać oraz wspierać pozytywy (cechy, zachowania, skutki) z tymi ogólnymi normami  związane : )

jeżeli ktoś dostrzega tylko patologie i żadnych korzyści i pozytywów związanych z wychowaniem, normami współżycia społecznego, podporządkowaniem się  im  itp.  to jest raczej pewne że wynika to z patologicznego sposobu wychowania i zaślepień z tym związanych

"Reakcje dzieci, które mają rodziców dominujących:
Darzą siebie niewielkim szacunkiem. Mają niewielką zdolność do podporządkowania się zasadom, normom, władzy.­ "

komuś takiemu będzie wywalać niskie poczucie wartości i pojawi się opór  już na samo hasło "posłuszeństwo" czy "podporządkowanie", będzie to odbierał jako upokarzające? ograniczające? uwłaczające godności? jakie tam jeszcze?
: )
Tytuł: Odp: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-04-20, 14:52:02
Moja "zygotka" ma już 3 miesiące :-). Właściwie to już płód. W tym czasie przejęłam od mamy wzorzec całkowitego tłumienia gniewu - bo "gniew może zranić albo nawet zabić" To mi w dużym stopniu zablokowało dostęp do własnej energii i mocy sprawczej.

Moja mama przez 3 miesiące się zastanwiała czy mnie zabić czy nie zabić. W końcu nie podjęła decyzji a okres aborcji się skończył. I tak przeżyłam.
Jako dziecko byłam mamie idelanie posłuszna, chodziłam jak w zegarku, wykonywałam każdą pracę natychmiast, nie sprzeciwałąm się jej nigdy, bo byłam święcie przekonana że jak się jej sprzeciwię to ona mnie zabije.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2015-04-20, 23:22:32
A tutaj jest film, który jest przykładem na to, jak bardzo dzieci mogą być kochane.

http://zalukaj.tv/zalukaj-film/6754/srodki_nadzwyczajne_extraordinary_measures_2010_.html
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-04-21, 09:41:08
Czuję, że jak moje wewnętrzne dziecko były w brzuszku to miałam bardzo duży kontakt ze sobą. A teraz nagle po narodzeniu to sie urwało.
Czuję, że teraz już nie mogę zajmować się sobą. Czuję silne energie mieszające. Odwodzące mnie od tego, żebym widziała siebie. Czuję, że to coś złego, że się zajmuję sobą. Że to egoistyczne. Nie czuje tej siły, która płynęła do mnie i ode mnie jak moje wewnętrzne dziecko było płodem. Czasem widzę moje wewnętrzne dziecko jako lalkę. Plastikową.

Jak pracowałam nad okresem prenatalnym to pisałam listy do mojego dziecka wewnętrznego. Spróbuję napisać list i zobaczę czy coś sie zmieni.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2015-04-21, 10:08:21
Lilliole,
Takie może trywialne pytanie - jak technicznie to robisz /
Oddychasz, leżysz sobie, rozmyslasz ?

Cytuj
Cały czas jestem w procesie i czuję, że cały czas mnie cofa. Niedługo stanę się zygotą :)) Może mam dojść do jakiegoś punktu?
Oczywiście nie cofa mnie jako mnie - tylko moje wewnętrzne dziecko. Ja jako dorosła jestem obserwatorem.
 
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-04-21, 10:41:24
Lilliole,
Takie może trywialne pytanie - jak technicznie to robisz /
Oddychasz, leżysz sobie, rozmyslasz ?

Na początku potrzebowałam spokojnego miejsca żeby skontaktować się ze swoim wewnętrznym dzieckiem. Ale teraz to się dzieje podczas "normalnego życia". Ktos mi podpowiedział, żeby robić tak, żeby moje wewnętrzne dziecko było ze mna obecne cały czas. Bo przecież sami jesteśmy ze sobą cały czas. Więc ja tak robię. Jak mam jakąś chwilę wolna czy potrzeba to sprawdzam co sie z nim dzieje. Porozmawiam z nim.
A poza tym to jest dośc spontaniczny proces..
Zauważyłam, że w kontakcie z wewn.dz. pomaga mi bardzo skupienie na ciele i jego odczuciach. I na sercu. No i uważność.
A! I jeszcze pisze listy. Wtedy kiedy czuję potrzebę. Ręką dominująca ( u mnie lewa, bo jestem leworęczna) piszę list do mojego wewnętrznego dziecka, a drugą pisze list jakby moje wewnętrzne dziecko napisało do mnie.  - to z książki Johna Bradshaw'a "Powrót do swego wewnętrznego domu". W listach zapewniam je że je kocham, akceptuję. Ze będe z nim zawsze. Że zawsze będę zaspokajać jego potrzeby itp. Listy bardzo mnie zbliżaja do niego.
A wogóle to jak sie chce pracować z wewn.dzieckiem to warto te książkę mieć.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2015-04-21, 13:07:54
Dziękuję :)
Myślę, że tą książkę warto mieć w domowej bibliotece. Przyda się całej rodzinie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2015-04-21, 13:14:50
A jak to się stało, ze wracałaś do momentu poczęcia, do zygotki ? :)
Samo zaczęło sie dziać, spontanicznie ?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-04-21, 13:39:59
A jak to się stało, ze wracałaś do momentu poczęcia, do zygotki ? :)
Samo zaczęło sie dziać, spontanicznie ?

Właśnie tak. Mam wrażenie, że po prostu totalnie poddałam sie prowadzeniu Wyższego Ja. Zresztą mam to nawet w jednym z dekretów nad którymi pracuję. Że całkowicie i do końca poddaje sie prowadzeniu Wyższego JA. I pewnie dlatego mam takie wrażenie, że wszystko co potrzebuję do pracy z wewn.dzieckiem jest mi dostarczane na bieżąco - pomysły, inspiracje.

Najpierw próbowałam pracować z kilkulatkiem, ale nie mogłam złapać kontaktu. Cos mi podpowiedzieło, że to za duże dziecko, że trzeba wcześniej.
Potem z niemowlakiem. I z tym niemowlakiem to było tak, że najpierw bardzo płakało. Ja mu na to pozwoliłam. Wtedy nie robiłam nic. Tylko akceptowałam to co jest. Aż dziecko przestało płakać, a ja poczułam, ze nie moge znieść jego nagości. I dotarło wtedy do mnie, że to nie ono mnie odrzuca tylko ja je odrzucam. Zaakceptowałam to, ze je odrzucam. Ale i tak cały czas starałam sie trzymać kontakt. Nagle bach! Nagość przestała mi przeszkadzać i mogłam je przytulić. I wtedy za każdym razem gdy sie z nim kontaktowałam- ono robiło sie coraz młodsze. Az zrozumiałam, że weszłam w okres prenatalny. I wtedy poczułam jakbym sie zintegrowała sama ze sobą.
Potem zaczęłam czytac ten wątek i kupiłam książkę. Zaczęłam pisac listy do siebie. I tak dalej i tak dalej...

Ja tego nie widzę totalnie ze szczegółami bo ja nie jestem wzrokowcem tylko "czuciowcem", czy jak to sie tam zwie. Ja po prostu czuję. Widze znacznie mniej. Ale ufam temu co czuję. Im bardziej ufam temu co czuję tym efekty sa większe.
Myślę, że to sie tak stało, bo bardzo mi zależało na złapaniu kontaktu ze sobą. Bo wiele lat miałam takie poczucie, że jestem sama dla siebie obca.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2015-04-21, 13:49:56
Lilliole, a to jest post Felicite, która ten wątek założyła.
I ona tam pisze o kasiążce Alice Miller - czytałaś ją też ?

Cytuj
Jakiś czas temu poczułam się gotowa do przerobienia tego zagadnienia, a że akurat wpadła mi w ręce  książka J. Bradshawa „Powrót do swego wewnętrznego domu”, więc zaczęłam od niej. No i jakoś przeszło to bez większego echa. Tzn. nie zauważyłam radykalnych zmian. Porzuciłam więc temat.
Tak się złożyło, że we wrześniu tego roku przypadkowo wpadłam na książkę Alice Miller „Dramat udanego dziecka”. I od niej zaczął się mój wielki powrót do dzieciństwa ;)
Już wiem, jaki wcześniej popełniłam błąd. Książka Bradshawa jest świetna na dalszym etapie terapii, ale zbyt mało w niej wiedzy na temat tego, w jaki sposób zranione zostają uczucia dziecka. A na początku terapii trzeba wrócić do pierwotnego bólu. Tego się nie da przeskoczyć, a jeśli zrobi się to po łebkach, to się to potem zemści.

Na tym właśnie skupia się w swoich książkach A. Miller. To dzięki tym książkom dotarłam do ran, których nawet nie byłam świadoma. Dzięki nim dowiedziałam się, w jaki sposób nie powinno wychowywać się dzieci, a nawet, że w ogóle nie powinno się ich wychowywać, ale jedynie czuwać nad ich rozwojem i pozwalać uzewnętrzniać cały swój wewnętrzny potencjał, z którym przyszły na ten świat.  Ale wychowywanie dzieci jest powszechne, jest bazą, na której oparte jest funkcjonowanie społeczeństwa i właśnie dlatego niedostrzegalny jest jego niszczący wpływ na psychikę ludzi. Powszechnie sadzi się nawet, że jest odwrotnie; że wychowywanie dzieci jest niezbędne, bo bez niego wyrosłyby na prawdziwe potwory.

Weźmy takie „nic nieznaczące” klapsy dawane dzieciom, gdy są „niegrzeczne”. Czy można sobie wyobrazić, że dorosły człowiek bije drugiego dorosłego wtedy, gdy ten drugi zrobi coś nie po jego myśli i nikogo to nie oburza? Nie. Bo takie zachowanie budzi sprzeciw. A bicie dziecka? Zazwyczaj postrzega się je w zupełnie innym świetle. A dziecko jest w gorszej sytuacji niż dorosły: jest bezbronne, nieprzygotowane do tego, żeby poradzić sobie z takim zachowaniem, a osoba która je uderza (prawdziwy olbrzym – z pozycji małego człowieka) jest zazwyczaj osobą najbliższą, od której zdrada (bo tak postrzega to wrażliwe dziecko) boli podwójnie.

Tak więc najpierw trzeba mieć wiedzę o tym, jak powinno wyglądać „wychowanie”, a jak nie. Na tej podstawie można wywnioskować, co było nie tak we własnym dzieciństwie po to , żeby można było wyciągnąć na wierzch wszystkie zablokowane emocje  z tym związane po to z kolei, żeby się od nich uwolnić.

W dowiedzeniu się, co mi się przytrafiło i w odczuciu tłumionych wcześniej emocji bardzo pomogły mi książki. Czytając je zagłębiałam się w opisach, jeśli coś poczułam (np. opór, albo gdy coś mnie dotknęło) pozwalałam sobie podążać „po nitce do kłębka”, czyli do tego co było powodem tego odczucia. I tak zazwyczaj dochodziłam do zablokowanej emocji z dzieciństwa, czasem do konkretnego wspomnienia.  Pozwalałam sobie na pełne tego przeżycie.
Książki A. Miller, które przeczytałam i polecam to:
„Dramat udanego dziecka” (pierwsza jej książka, niezbyt „zgrabna”, choć najczęściej chyba cytowana),
„Bunt ciała”,
„Mury milczenia. Cena wyparcia urazów dzieciństwa” (najtrudniejsza, ale najbardziej ją cenię),
„Gdy runą mury milczenia. Prawda faktów”,
„Zniewolone dzieciństwo. Ukryte źródła tyranii”,
”Ścieżki życia: historie, w których każdy odnaleźć może własne losy”.
Tyle udało mi się wypożyczyć w mojej bibliotece ;)

Po tych książkach sięgnęłam po „Toksycznych rodziców” Susan Forward. Ona też mi odblokowała pewne rzeczy. Poza tym robiłam też opisane tam ćwiczenia. Przygotowałam się nawet na konfrontację z rodzicami, czyli na powiedzenie im o swoich zranionych uczuciach (podczas konfrontacji omawia się 4 punkty: 1. To mi zrobiłeś, 2. Tak się wtedy czułam, 3. Tak to wpłynęło na moje życie, 3. Tego chcę od Ciebie teraz). Zaczęłam pisać do nich list, pewne rzeczy powiedziałam już mamie (ojciec nie żyje). Bardzo dużo mi to dało. Bardzo zmieniły się też stosunki z moją mamą. Po raz kolejny prawdziwe okazało się hasło „prawda cię wyzwoli” :)

Ważną kwestią jest też dowiedzenie się, w jaki sposób dziecko powinno być traktowane przez opiekunów. Trzeba zrobić to po to, żeby uzupełnić wiedzę w zakresie co było nadużyciem ze strony wychowawców, ale także – a może przede wszystkim – w jaki sposób traktować własne wewnętrzne dziecko, a także innych ludzi (szczególnie dzieci, jeśli się je ma). Pomogły mi w tym książki: „Pewne siebie i szczęśliwe dziecko. 5 zasad budowania poczucia własnej wartości u dzieci” E. Anderson, G. Redman, C. Rogers  oraz „Księga dzieci. Nie bój się być sobą” Osho.
W międzyczasie przeczytałam też książkę Pawła Karpowicza „Terapia wewnętrznego dziecka”, który na przykładach pokazuje błędy wychowawcze oraz właściwe zachowania rodziców. Druga część  książki to opis sposobów terapeutycznych pozwalających odzyskać wewnętrzne dziecko.

Po tym wszystkim zabrałam się za odzyskiwanie wewnętrznego dziecka, czyli za pozytywne działania. Wskazówki co robić znalazłam w książce „Powrót do swego wewnętrznego domu” Bradshawa. Okres dzieciństwa podzielony jest tam na kilka etapów. Na każdym z nich wymaga się nieco innego działania. Np. etap pierwszy - niemowlęctwo, a właściwie powitanie wewnętrznego dziecka na świecie, potraktowałam bardzo dosłownie. Fajnie się złożyło, że w czasie pracy nad tym okresem wypadły moje urodziny. Zrobiłam sobie piękną laurkę, a właściwie plakat. W środku nakleiłam zdjęcie, wokół wypisałam afirmacje dla niemowlęcia, pokolorowałam ją. Wisi teraz w centralnym miejscu w pokoju. Zamierzam zrobić takie plakaty dla siebie we wszystkich fazach rozwoju :)
A to link do fotki plakatu, jaki zrobiłam dla małej Hani:
http://img163.imageshack.us/img163/2152/dscn0109gs.jpg

Wcześniej dostałam też album „Księga Maleństwa” dla dziecka, które właśnie przyszło na świat. Uzupełniam sobie go, wklejam zdjęcia, wpisuję tam różne rzeczy, wklejam swoje listy od siebie dorosłej do dziecka i vice versa. Wypożyczyłam sobie książeczkę „Witaj maleństwo” z wierszykami dla niemowlaczka i wykorzystuję je do tych rzeczy.
Oprócz tego odsłuchuję nagranych afirmacji dla dziecka na różnych etapach rozwoju,  robię medytacyjne spotkania z dzieckiem, pisuję sobie z nim (ja prawą ręką, a dziecko odpowiada lewą). W każdej chwili staram się zwracać uwagę na  jego potrzeby, uczę się być coraz bardziej uważną i słuchać tego co mówi.
Jestem dopiero po przerobieniu niemowlęctwa (choć po trochu oczywiście pracowałam też już z sobą z innych etapów rozwoju), a efekty po prostu mnie powaliły na kolana :)

Aha i jeszcze jedno. A. Miller bardzo podkreśla rolę „akceptującego świadka” w terapii, czyli takiej osoby, która uznaje ból  skrzywdzonego dziecka, jego prawo do odczuć, która po prostu go wspiera, jest wobec niego prawdziwa. Zawsze stoi po stronie dziecka, a nie rodziców. Ponieważ wiele osób w dzieciństwie nie miało takiej osoby blisko, tak ważne jest żeby teraz ją znaleźć, żeby pozwolić sobie na bycie sobą (całkowicie) przy tej osobie. Wtedy proces uzdrawiania nabiera właściwego tempa. Jednak znalezienie takiej osoby nie jest łatwe, bo musi to być ktoś, kto sam uporał się z bólem pierwotnym (z problemami z dzieciństwa). Może to być terapeuta, ale także ktoś z rodziny lub przyjaciel.
U Bradshawa taką rolę zdaje się spełniać po części partner, z którym się pracuje lub grupa. Dlatego dobrze jest, gdy pracuje się nad tematem razem z kimś. Ja miałam wsparcie męża, choć też nie zawsze. Nie pracujemy w tym samym tempie i w pewnych momentach jego skrzywdzone wewnętrzne dziecko było np. zazdrosne i sabotowało moją pracę. Choć generalnie muszę stwierdzić, że gdyby nie jego akceptująca postawa, to byłabym jeszcze głęboko w lesie :)

Pełna terapia przydaje się przede wszystkim w przypadku wzorców DDA/DDTR, osób z nerwicą, nałogami, z większymi problemami życiowymi, a także z wzorcami UA. Oczywiście praca z wewnętrznym dzieckiem  jest dobrodziejstwem zawsze, nie tylko w ww. przypadkach, ale jeśli się ma poważniejsze problemy, dobrze jest „kompleksowo oczyścić teren”.  W innych sytuacjach (kiedy dzieciństwo było w miarę ok., albo ma się już to uzdrowione) można – jak sądzę – skupić się tylko na pozytywnym kształtowaniu relacji z wewnętrznym dzieckiem.
 
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-04-21, 14:06:09
Książkę Alice Miller "Mury milczenia" czytałam wiele lat temu. Bardzo mną wstrząsnęła. Przeżyłam duży szok, że można inaczej. Wypłakałam morze łez. Uważam ją za bardzo ważną w moim rozwoju.
Wtedy niestety nie potrafiłam wyjść poza role ofiary ani poprosić o pomoc.
Ale chyba i tak mi pomogła, bo teraz to co robię nie jest dla mnie już tak dramatyczne. Wiecej czuje miłości do mojego wewn.dziecka niz czuje jego żalu. Zal tez jest, ale nie ma to juz takiej rozpaczy jak kiedyś. Chyba sporo wtedy przerobiłam.

Wtedy jak ja czytałam to patrzyłam tylko z poziomu skrzywdzonego dziecka. Teraz sama mam już dziecko i całkiem sporo tematów przerobionych. W tym relacje z mamą.
Jakis czas temu kupiłam sobie książkę A. Miller Dramat udanego dziecka i w sumie stwierdziłam, że nic nowego.
Mury milczenia były dla mnie przełomowe :-) Też bardzo polecam.
Ciekawi mnie jeszcze książka Pawła Karpowicza „Terapia wewnętrznego dziecka” o której wspomina Felicite.



Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-04-22, 08:28:00
Nie mogłam złapac kontaktu z moim wewn.niemowlaczkiem i wpadłam na pomysł, żeby sobie wyobrazić w jakiej sytuacji sie ono znajdowało po urodzeniu. I pojawił się pokój i mnóstwo ludzi i każdy coś do mnie krzyczał, każdy chciał mnie potrzymać, dotknąć. Każdy chciał zwrócic na siebie uwagę. Ogólnie chaos, krzyki i niezwracanie uwagi na moje potrzeby. Ataki energetyczne i zabieranie mi energii.
I wyobraziłam sobie, że już jako dorosła wchodzę do pokoju i zabieram małą Agnieszkę z tego energetycznego syfu.
Mówię: Państwu juz dziękujemy. Teraz ja sie zajme dzieckiem. I zamykam drzwi za sobą.
I zapewniam małą Agnieszkę, że teraz ja sie nia zaopiekuję i że zapewnie jej spokój, harmonię i bezpieczeństwo. I postaram się zaspokoić wszelkie jej potrzeby.
I znowu jesteśmy blisko :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-05-05, 09:18:28
" Próbowanie to  (..) rodzaj magicznego zachowania. Mnóstwo skrzywdzonych dzieci wewnętrznych przyswoiło sobie następujący sposób myślenia:
"Jeśli będziesz usilnie próbował coś zrobić, nie będziesz musiał naprawde tego robić".
W terapii mówimy: "Próbowanie to umieranie". Kiedy podczas sesji terapeutycznej zadaje komuś prace do domu i słyszę jak potulne wewnętrzne dziecko odpowiada: "Spróbuję", wiem, że oznacza to, że pacjent nie zrobi nic. "

to z ksiązki John'a Bradshawa'a "Powrót do swego wewnętrznego domu".

Ciekawe. Ja w swoim życiu wielokrotnie słyszałam: "Spróbuj. Może akurat Ci wyjdzie.: Cos w tym jest. Bo rzeczywiście w moim zyciu było tak, że jak cos robiłam na próbę to przeważnie sie z tego wycofywałam.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2015-05-05, 13:16:07
Koniecznie należałoby tutaj zdefiniować "próbowanie".

Spróbuj może też znaczyć "doświadcz" = jak nie spróbujesz nie będziesz wiedzieć.

Samo tylko próbowanie a nie rzeczywiste robienie, to jest odciąganie sprawy w czasie, lub istotnie nie robienie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-05-06, 08:53:37
Koniecznie należałoby tutaj zdefiniować "próbowanie".

Spróbuj może też znaczyć "doświadcz" = jak nie spróbujesz nie będziesz wiedzieć.

Samo tylko próbowanie a nie rzeczywiste robienie, to jest odciąganie sprawy w czasie, lub istotnie nie robienie.

Tak. Masz rację. W Polsce próbowanie ma co najmniej 2 znaczenia.
Zastanowił mnie ten fragment. Widocznie mam tu cos do uświadomienia :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-05-06, 09:18:56
A tak wogóle to praca i kontakt z wewnętrznym dzieckiem daje mi mnóstwo radości. Zaczynam robic z przyjemnością rzeczy o które się nie podejrzewalam. Np nigdy sie nie targowałam ani nie negocjowałam. Brałam co mi dawano. A wczoraj z przyjemnością negocjowałam z bankiem warunki lokaty firmowej. A co ciekawe wogóle nie myslałam i nie przeliczałam ile firma zyska, tylko sprawdzałam ile jeszcze mogę.
Magiczne zdanie: "Przyznam szczerze, że liczyłam na więcej" :)))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Michał486 w 2015-05-06, 13:50:47
Ostatnio sobie medytowałem z wew. dzieckiem i przypomniała mi się jedna rzecz.
Przypomniało mi się jak gdzieś szliśmy z mama to często mi mówiła przed samym wejściem gdzieś/do kogoś " tylko nie przynieś mi wstydu"
Zdałem sobie sprawę jak fatalny wpływ miało to na mnie na moją spontaniczność, radość z kontaktu z innymi zmieniło to na lęk.

Ale czuję, że praca z dzieckiem daje fajne rezultaty.
Mówię do niego podczas medytacji nazywam go Michaś lub Miś.
Podobało mi się to jak do mnie tak mówili jak byłem dzieckiem.
I tłumaczę mu zachowanie mamy i widzę, że daje to dobry rezultat.
Pomału pomału idę w dobrym kierunku z dzieckiem:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-05-06, 15:34:31
Michał,
to super, że masz fajne rezultaty :-).
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-05-06, 19:53:04
Michał.
To zapalenie gardła może pochodzić z niewyrażonej złośći przez gardło, do rodziców.
Czy pozwalasz małemu Michałowi złościć sie na mamę, czy tylko tłumaczysz jej zachowanie racjonalnie, tak aby nie budzić emocji?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2015-05-06, 23:50:20
Cytuj
Przypomniało mi się jak gdzieś szliśmy z mama to często mi mówiła przed samym wejściem gdzieś/do kogoś " tylko nie przynieś mi wstydu"
Biedny mały :(

Tym bardziej to czuję bo to było moje doswiadczenie też :(

I miałam duzo problemów z gardłem. Chociaż duzo mówię. Nawet do siebie ;))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2015-05-06, 23:51:33
Lilliole,
Cytuj
  Magiczne zdanie: "Przyznam szczerze, że liczyłam na więcej" :)))
 
Genialne !   :))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Michał486 w 2015-05-07, 07:12:51
Wszystko staram się mu na racjonalnie wytłumaczyć i otaczać wibracją miłości, proszę go o wybaczenie mamie i sobie.
O odpuszczenie energii i pójście na przód.
Jak medytuję a komunikuję się z nim wyłącznie podczas medytacji to używam różowego kwarcu aby pomógł mi z wibracjami miłości.
Nie wiem czy moja metoda jest idealna ale po niej mam wymierne korzyści, lepiej się czuje.
Wczoraj po medytacji przez resztę dnia miałem przyklejony uśmiech do twarzy aż tak dziwnie:)
Trochę się tym niepokoiłem bo to dla mnie nowe doświadczenie mieć dobry nastrój tak jakoś bez specjalnej okazji.

Co do gniewania się to ja w całym swoim życiu podniosłem głos może z 10 razy.
Bardzo trudni mnie jest wyprowadzić z równowagi na tyle aby mi się chciało podnosić głos.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-05-07, 09:04:27
Wszystko staram się mu na racjonalnie wytłumaczyć i otaczać wibracją miłości, proszę go o wybaczenie mamie i sobie.
O odpuszczenie energii i pójście na przód.
Jak medytuję a komunikuję się z nim wyłącznie podczas medytacji to używam różowego kwarcu aby pomógł mi z wibracjami miłości.
Nie wiem czy moja metoda jest idealna ale po niej mam wymierne korzyści, lepiej się czuje.
Wczoraj po medytacji przez resztę dnia miałem przyklejony uśmiech do twarzy aż tak dziwnie:)
Trochę się tym niepokoiłem bo to dla mnie nowe doświadczenie mieć dobry nastrój tak jakoś bez specjalnej okazji.

Co do gniewania się to ja w całym swoim życiu podniosłem głos może z 10 razy.
Bardzo trudni mnie jest wyprowadzić z równowagi na tyle aby mi się chciało podnosić głos.

Moim zdaniem chcesz przeskoczyc pewien etap. Chcesz wybaczyc nie kontaktując sie ze swoim gniewem. Racjonalizujesz, a nie czujesz. A mały Michaś czuł. Małe dzieci mają naturalny kontakt ze swoim gniewem. Pytanie kiedy i dlaczego mały Michaś musiał stłumic to co czuł. Tłumaczysz swoja mamę. Czyli stoisz po stronie swojej mamy, a nie tego małego Michasia. Nie pozwalasz mu czuć. Czy może on być pewny, że zawsze będziesz po jego stronie? Nawet jeżeli będzie sie gniewał, a może nawet będzie wściekły? Kogo będziesz bronił: Michasia czy mame?

Mozliwe, że gniew masz totalnie stłumiony. A wszystko co stłumione działa przeciwko Tobie (gardło). Moim zdaniem warto miec kontakt ze swoim gniewem, ze swoimi uczuciami. Miec kontakt ze swoim gniewem to nie oznacza,zeby sie wyładowywac na innych. Ale żeby mieć świadomość, że on w nas jest.
Warto wiedzieć, że gniew to nie to samo co złość czy wściekłość. Gniew  pozwala nam chronić siebie gdy np ktos narusza nasze granice.
Czy jak ktos cię zaatakuje (chociażby słownie) to będziesz się bronił czy racjonalizował? Raczej wtedy nie ma czasu, żeby wchodzic w stan medytacyjny i otaczać  sie miłością. Trzeba reagować. Nie mając kontaktu z gniewem jesteśmy bezbronni w takich sytuacjach. Możemy albo sie obronic i potem uzdrawiac sytuację, albo dac sie sponiewierać i potem uzdrawiac sytuację. Ja wole jednak sie najpierw obronić .
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Michał486 w 2015-05-07, 09:08:19
Taka ciekawostka.
Z bójkami to ja np. w szkole nigdy nie miałem problemu ale nie przypominam sobie aby wiązało się to z gniewem.
ale rozumiem co masz na myśli postaram się do tego szczerze przed sobą podejść i zobaczyć czy znajdują się we mniej jakieś nie ujawnione źródła gniewu.

acha wydaje mi się, że na gardło bardzo nie fajnie działa mi żal.
Tego w sobie za to mam pełno.
Staram się go kanalizować wybaczając sobie i innym.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-05-07, 15:02:02
Staram się go kanalizować wybaczając sobie i innym.

Co to znaczy? Wybaczasz zanim poczujesz?
Z wybaczaniem to raczej nie trzeba się śpieszyć. Chociaż wydaje się to łatwiejszą i szybszą drogą. A zwłaszcza nie należy namawiać dzieci do wybaczania, ponieważ one nie są do tego zdolne. Takie wybaczanie przez dzieci jest taik naprawdę stłumieniem i odcięciem sie od emocji. Wybaczać można tylko z pozycji dorosłego.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-05-07, 15:35:58
Inga dobrze prawi :-)

Może dla odmiany zamiast kanalizować żal - poczuj go i zobacz co się za tym żalem kryje. Pozwól sobie na ten żal i zaakceptuj się razem z tym żalem. Oczywiście jeśli chcesz.
Ale mam wrażenie, że za tym kanalizowaniem kryje się trochę "tłumienie go". A nie da się uwolnić od emocji tłumiąc je.
Wiem, bo sama wiele lat tłumiłam w sobie wszelkie emocje i wydawało mi się i innym w sumie też, że jestem taka spokojna i zrównoważona.  Aż poszłam kiedyś na harmonizację do Leszka i on powiedział "ale wścieklica". Bo to tak było. Na zewnątrz spokój, a w środku wściekłość. Ale ja tej wściekłości nie czułam - tak bardzo ją stłumiłam. Jako dziecko zawsze uchodziłam za bardzo zrównoważona i grzeczną.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2015-05-07, 17:52:21
Michał,
Ty wiesz, że jak tak tobą sie zajmujemy - to sobą poniekad też ? :))
Ustawiamy sobie pewne puzzle...

Cytuj
acha wydaje mi się, że na gardło bardzo nie fajnie działa mi żal.
Tego w sobie za to mam pełno.
Staram się go kanalizować wybaczając sobie i innym.
 

Tak czułam . Dlatego napisałam
Cytuj
Biedny mały :(

A żal ci mamy ? Czy siebie ?
A może było ci żal siebie, tylko nie chciałes beczeć i sprawiac kłopotu mamie, bo ci jej było żal ?
A miałeś jakieś zwierzatko jak byłes mały ?
If yes, cos sie z nim stało ?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2015-05-07, 17:55:30
Lilliole,
Cytuj
nie da się uwolnić od emocji tłumiąc je.
Wiem, bo sama wiele lat tłumiłam w sobie wszelkie emocje i wydawało mi się i innym w sumie też, że jestem taka spokojna i zrównoważona.  Aż poszłam kiedyś na harmonizację do Leszka i on powiedział "ale wścieklica". Bo to tak było. Na zewnątrz spokój, a w środku wściekłość. Ale ja tej wściekłości nie czułam - tak bardzo ją stłumiłam. Jako dziecko zawsze uchodziłam za bardzo zrównoważona i grzeczna
Sama prawda !
Znam taką jedną młodą, ułożoną kobietkę.
Ostatnie kilka lat chodziła z totalnym w k....m :)
I też u Leszka na sesji "wyszło szydło z worka" ;)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-05-07, 18:30:03
Michał
Z przodu uśmiech a z tyłu czerwone ze złości gardło?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-05-27, 13:17:46
Praca z wewnętrznym dzieckiem w moim przypadku dała świetne rezultaty. Na ten moment czuję taki spokój w życiu jakiego  w tym życiu nie czułam. Mam wrażenie, że jestem ze soba i u siebie. Coraz bardziej w swoim zyciu.
Nadal jeszcze pracuję, ale już nie tak intensywnie.
Ostatnio przyszła do mnie taka inspiracja, ze brakowało mi energii męskiej w tym wcieleniu. A jak opiekuję sie moim wewnętrznym dzieckiem jako ja to tez jako kobieta. Ale przecież pamietam swoje równiez męskie wcielenia i poprosiłam WJ żebym mogła zaopiekować się swoim wewnętrznym dzieckiem jako mężczyzna z najkorzystniejszego dla tych celów wcielenia. I tak mi sie pokazało. I juz od kilku dni tak jest. Na razie czuję pierwsze efekty w postaci zmiany energetycznej, ale jeszcze nie potrafie tego zdefiniować.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2015-05-27, 15:33:01
Lilliole zaciekawiłaś mnie :)
Mogła byś mi napisać tutaj bądź na PW coś więcej o tym co dokładnie robiłaś ? Jaka to była praca od strony technicznej ?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-06-01, 09:29:13
Doktor -X,
zaczęło się od tego, że ktoś mnie w to wprowadził. Czyli powiedział cos w rodzaju: Zamknij oczy. Wyobraź sobie, że jestes małym dzieckiem. Sprawdź ile masz lat. Gdzie sie znajdujesz i jak sie czujesz?
Potem: a teraz spójrz na to dziecko jako dorosła. Poproś by do ciebie podeszło? Czy chętnie podchodzi? Czy może ci podac rękę?
Czyli takie sprawdzanie - w jakim stanie jest dziecko. 
Zapytaj czego dziecko potrzebuje? Co by chciało robić? Czy ma na coś ochotę?
A na koniec powiedział, żebym zawsze to dziecko miała ze sobą. Żebym się nim zaopiekowała. I żeby bylo ze mna nawet w najgorszych sytuacjach. Kiedy jestem zła, ściekła czy bezsilna.
No i ja tak zaczełam robić.
I zainteresowałam sie tematem pracy z wewnętrznym dzieckiem.  Kupiłam książkę, poczytałam ten wątek.
U mnie tak to wyglądało, ze co jakis czas przywoływałam swoje wewn.dziecko. Sprawdzałam czego mu potrzeba- pytając go lub wyobrażając sobie, że jestem nim. Zwracałam uwage w jakim otoczeniu mi sie pojawia. Przeważnie było tak, że jak było ze mna to było zadowolone. A jak cos z nim było nie tak to ja to czułam, ze jest w przeszłości w cięzkiej atmosferze mojego dzieciństwa. W dawnym domu, z moimi rodzicami.
Wtedy znowu występowałam jako dorosła i brałam je na ręce lub brałam za ręką i wyprowadzałam. I mówiłam do moich rodziców cos w rodzaju: Państwu juz dziękujemy za opiekę. Teraz ja sie nią zajmę.
I zapewniałam że je kocham, że sie nim zajme i zaspokoję wszelkie jego potrzeby. Często bywało tak, że jeszcze jakiś czas po takim zabraniu z przeszłości dziecko było smutne, płakało przytulone do mnie czy było jakies takie nieprzytomne. Pozwalałam mu na to. Niczego nie przyspieszałam. W końcu zawsze pojawiała sie radość.
Pozwalałam mu na to czego nie było wolno jako dziecko. Cieszyłam sie jak rozrabia :) Głośno krzyczy, tupie nogą itp. mówiłam do niego - tak w myslach.

Moje wewnętrzne dziecko pojawiało mi się w różnym wieku. Byl taki czas, ze coraz młodsze, a potem znowu coraz starsze. I na każdym etapie starałam sie dziecku dac to czego nie dostało na tym etapie - ja jako dorosła.  I pozwolić na to czego nie mogło robić, albo nie miało siły robić bo wszystkie siły szły na przetrwanie emocjonalne. Na każdym etapie była to miłośc i bezwarunkowa akceptacja, pozostałe rzeczy sie zmieniały. Pozwolenie na odczuwanie wszystkiego co czułam.
Moim celem było tak jakby przeżycie dzieciństwa jeszcze raz i zaspokojenie potrzeb specyficznych dla danego etapu rozwoju. Nasycenie sie tą miłościa.
No i na koniec przyszedł mi pomysł z ta męska energią. Przywołałam w myślach swoje męskie wcielenie - i oddałam z pełnym zaufaniem w jego ręce. Na tym etapie to w sumie nie ingeruje tylko przygladam sie co jakis czas co oni tam robią :) Z tego co widze świetnie sie dogadują.

Od strony technicznej to bardzo polecam księżke, o której w tym wątku juz była mowa. Powrót do swego wewnętrznego domu  Autor: John Bradshaw. Tam jest wszystko opisane właśnie od strony technicznej. Po kolei każdy etap oraz co dziecko potrzebuje na każdym etapie życia i jak się z nim skontaktowac na każdym etapie. Krok po kroku.
Medytacje dla każdego etapu itp.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2015-06-01, 13:34:13
Dzięki za podzielenie się Lilliole.
Chciałem się dowiedzieć jak pracowałaś nad wew dzieckiem głównie z tego względu że byłem ciekawy czy aby są inne sposoby pracy nad tym tematem aniżeli właśnie takie podejście co opisujesz.
Mam tą książkę, gruba zielona napisana przez takiego dziadka już siwego. Jeszcze kiedyś kupiłem moje utracone dzieciństwo razem z tamtą ale przeczytałem kilkanaście stron z jednej i drugiej. Odpycha mnie na myśl o takiej właśnie terapii, nie lubię małych dzieci. Są nieznośne, i też nielubie wyobrażać sobie siebie jako małe płaczące dziecko. To takie niemęskie, niewygodne dla mnie, kobietom raczej łatwiej to przychodzi, taka forma terapii z wew. dzieckiem, wyobrażanie sobie siebie jako małe bezbronne dziecko. Ostatnio prześladowały mnie małe wrzeszczące mi za uchem dzieci. Miałem ochotę udusić je gołymi rękami. 3 godziny pisk dziecka za uchem a potem kilka dni później to samo 2 godziny w autobusie, zastanawiałem się czemu mnie to spotyka.
Pewnie dobry znak jak mam opory, znaczy dużo tam do uzdrowienia.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-06-01, 13:58:05
Rozumiem. Bo ja też długo nie mogłam. Niektórzy od tego zaczynają, a ja nie mogłam się zmusić. Byłam wychowywana tak, że emocje, płacz są dowodem słabości, czyms wstydliwym. Trzeba było zacisnąć zęby i broń boże nie okazywać że boli. Zawsze się tym szczyciłam, że mam bardzo duża odporność na ból. Teraz wiem że dlatego, że miałam bardzo słaby kontakt z ciałem.
Dopiero teraz jak mam już w dużym stopniu uzdrowioną relację z rodzicami i odpuściłam sporo kontroli jakoś tak mi ta terapia podpasowała.

Chyba raczej nie ma sposobu na pracę w wewnętrznym dzieckiem jak pracując z dzieckiem.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: JenKa w 2015-06-01, 21:30:23
Doktor X, co jest NIEMĘSKIE? Zajmowanie się dzieckiem, czy łzy?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2015-06-01, 23:31:39
Doktor X, co jest NIEMĘSKIE? Zajmowanie się dzieckiem, czy łzy?

To jakoby miałbym się opiekować sobą - skrzywdzonym dzieckiem, tulić go w wyobraźni. Może to jeszcze nie ta pora poprostu dla mnie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2015-06-02, 13:55:07
Cytuj
Może to jeszcze nie ta pora poprostu dla mnie.
Słusznie. Nie poganiać, nie wymuszać - nic na siłę.
Etapami :))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-06-03, 10:53:06
To jakoby miałbym się opiekować sobą - skrzywdzonym dzieckiem, tulić go w wyobraźni. Może to jeszcze nie ta pora poprostu dla mnie.

Pewnie nie jest to jeszcze pora.
Ale w takich sytuacjach można przywołać dziecko, stanąć naprzeciwko niego i powiedzieć mu to prosto w twarz.

Spojrzeć mu w oczy i uczciwie powiedzieć: wiesz co? nie lubię cię, nie chcę mieć z tobą nic wspólnego, nie lubię dzieci wogóle, nie mam ochoty na ciebie patrzeć ani wziąść cię za rękę, spadaj!

I zobaczyć jaka będzie reakcja dziecka i co ważniejsze twoja.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2015-06-03, 11:52:24
Nie, niechce tego robić bo potem na 100% to sobie wypomnę :) Zawsze tak robię.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-06-03, 12:14:43
Ja nie namawiam. Informuję, że jest taka możliwość.
I nie chodzi tu o to, żeby dokopać wewnętrznemu dziecku czy go odrzucić tylko o emocje jakie coś takiego w nas wzbudza i wzbudzi. I o uświadomienie.
Bo tak naprawdę nie mając kontaktu z wewnętrznym dzieckiem odrzucamy je cały czas. Dzień w dzień. I to, że wypowiemy to wyraźnie nic nie zmienia.

Odrzuciliśmy je kiedyś. Z różnych powodów. Często żeby po prostu przetrwać emocjonalnie. Ale nie mając kontaktu z wewnętrznym dzieckiem nie możemy mieć tak naprawdę kontaktu ze sobą.

Nie, niechce tego robić bo potem na 100% to sobie wypomnę :) Zawsze tak robię.

Dokopywanie sobie przez wypominanie i poczucie winy?
Ja właśnie przerabiam temat karania się i dokopywania sobie. I autoagresja przy okazji.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: kopergamin w 2015-06-03, 13:31:30
Mnie się bardzo podoba ten koncept, że nie mając dobrego kontaktu z wewnętrznym dzieciorem, narażamy się na jego wybryki i sabotaże. A gdy się go utuli, wysłucha, zadba o jego potrzeby, to to wtedy o wiele łatwiej i przyjemniej dla wszystkich będzie nam płynąć (przez życie) dalej.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2015-06-03, 21:26:50
Doc,
Cytuj
Nie, niechce tego robić bo potem na 100% to sobie wypomnę :)   
Bo masz dobre serce )
I jak to zrobisz - będziesz beczał :)
Na bank !
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-06-04, 09:06:42
Doc,Bo masz dobre serce )
I jak to zrobisz - będziesz beczał :)
Na bank !

I o to chodzi.
Chyba nie znam osoby, która by cos takiego powiedziała swojemu wewnętrznemu dziecku. Ale jak ktoś spróbuje to zrobić to ma szansę uświadomić sobie jak bardzo sam siebie odrzuca. Nieświadomie. I ma szansę wreszcie zobaczyć sam siebie.
I to jest w tym wszystkim najważniejsze. Nie tulenie czy niuńkanie tego dzieciaka. Tylko to, żeby to dziecko zostało wreszcie zauważone. Naprawde nie trzeba go od razu przytulać. Jezeli nie chcemy przytulic wewnętrznego dziecka to jest to jakaś informacja. I należy to zakceptować. Nie robić nic na siłę. Na początek wystarczy sama obecność i akceptowanie wszystkiego co się dzieje. Akceptowanie każdej emocji która sie pojawia. Nawet jeżeli będzie to wstręt czy odrzucenie.
Tylko bycie i obserwowanie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wilson w 2015-06-04, 10:40:18
Tak jest ! :)
to samo zauważyłam co tak ładnie opisuje Lilliole :)
czego dzieci potrzebują najbardziej ? - naszej uwagi, chwili czasu, żeby pobyć z nimi i popatrzeć , poznać, zaobserwować
reszta z czasem przyjdzie :)
już dzięki temu czują się one ważne, zauważone, chciane, bezpieczne , mają swoje miejsce
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: JenKa w 2015-06-04, 15:16:04
Ale lepiej nie pracować JEDNOCZEŚNIE nad wewnętrznym dzieckiem i związkami, bo efekt może się okazać zupełnie niespodziewany.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-06-04, 15:28:02
Ale lepiej nie pracować JEDNOCZEŚNIE nad wewnętrznym dzieckiem i związkami, bo efekt może się okazać zupełnie niespodziewany.

Bo podświadomość może zrozumieć dosłownie? I wykreować dzidziusia :))
Zdecydowanie warto popracować nad wewnętrznym dzieckiem PRZED kreowaniem związku. Bo praca z wewnętrznym dzieckiem powoduje, że wreszcie możemy dorosnąć. Inaczej wchodzimy w związki z poziomu dziecka i szukamy w partnerze mamusi czy tatusia. W każdym razie kogoś kto utuli i spowoduje, że nareszcie będziemy wysłuchani, pokochani i zaakceptowani. A temu raczej żaden partner czy partnerka na dłuższą metę nie sprosta :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: kopergamin w 2015-06-04, 19:22:45
dobra i słuszna uwaga, że nie trzeba od razu utulać tego wewnętrznego dzieciora, ale najpierw go przede wszystkim zauważyć
szczególnie dobra dla tych, których dzieci brzydzą
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2015-06-04, 20:17:30
Zazwyczaj na początek trzeba tylko uwagi, trzeba tylko pozwolenia na to, żeby nam sie pokazało, bo czasem jest tak, że z jakiś powodów ono się przed nami ukrywa. Jak będziemy go od razu przytulać, kochać i tłumaczyć mu coś, to tak naprawdę się z nim nie spotkamy. To będzie wymuszone, czy udawane a trzeba prawdziwego spotkania. Wewnętrzne dziecko często sie ukrywa dlatego, że sie nas po prostu boi. Może też byc obrażone na nas.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: blu4 w 2015-06-04, 20:32:44
Ok rok temu podczas sesji przypadkiem natknelam sie na dziecko.POczucie ze nie chce miec z nim nic wspolnego , wstretu I nienawisci jakie mialam w sobie Bylo ogromne.dodatkowo tak to odczuwam jakby Bylo zakopane w jaskini pod gruzami itp..nie moge mowic ze jest ok ze jest, skoro towarzyszy mi przy tym uczucie jak przy jakims obslizlym robalu ktore wzbudza we mnie obrzydzenie.to jak wtedy ruszyc do przodu?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2015-06-04, 20:39:11
Na początek potrzeba uzdrowić swój stosunek do wewnętrznego dziecka. Dopiero kiedy ma się nastawienie zdrowe wobec niego, można (da się) pracować z jego problemami i potrzebami.
Potrzeba spojrzeć na to co wywołuje awersję wobec niego, co takiego jest w nim co daje wrażenie "oślizgłości", by zobaczyć jakie rzeczy są wyparte i czego nie akceptuje się w sobie. Dopiero po zaakceptowaniu tych cech, da się nawiązać kontakt.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2015-06-04, 20:46:56
Jest taka metoda pisania na kartce tego, co ty masz do swojego wewnętrznego dziecka i potem co ono ma do powiedzenia. Tu nie chodzi o logiczne argumenty, a o wygarnięcie wszystkiego: żalów, pretensji, win - to mogą być dziwne, niestworzone rzeczy, byle tylko pozwolić na to, więc można sie rozpisać do woli. Nic się nie stanie, a potem kolej na dziecko. I też nie chodzi o odpowiedzi na zarzuty ale niech gada-pisze poprzez Twoją rękę, co chce. I ważne żeby nie oceniać, że tego, czy tamtego nie wolno.

W terapii dzieciństwa dobrze to robic z kimś zaufanym, czy też w grupie, wtedy łatwiej.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2015-06-05, 18:21:37
Cytuj
Zdecydowanie warto popracować nad wewnętrznym dzieckiem PRZED kreowaniem związku. Bo praca z wewnętrznym dzieckiem powoduje, że wreszcie możemy dorosnąć. Inaczej wchodzimy w związki z poziomu dziecka i szukamy w partnerze mamusi czy tatusia. W każdym razie kogoś kto utuli i spowoduje, że nareszcie będziemy wysłuchani, pokochani i zaakceptowani. A temu raczej żaden partner czy partnerka na dłuższą metę nie sprosta :)
 
Cytuj

Dokładnie !
Iluż znam takich facetów, którzy szukają w kobiecie mamuśki.
A ileż kobiet, które "są takie male = ona jest taka mallla". że potrzebują się na facecie uwiesić jak bluszcz i go gnieść.

Wszystko to bierze się z niezrozumienia relacji kobieta - mężczyzna .

Przy czym od wieków jest jeszcze jedna opcja - Pigmalion :)
Facet bierze sobie młodziutką kobietkę coby ja urabiać, "kształtować".
Problem w tym, że jeżeli nieukształtowana na niego , z jakiś względów się zdecydowała - poleciała, o tyle niekoniecznie on jej będzie pasował, jak ona już ukształtowana będzie :))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2015-06-06, 18:38:30
Najbardziej mnie odstręcza w tej całej terapii motyw jakoby we mnie był mały Doktorek-X. Właśnie dzisiaj jak myślałem o tym wew. dziecku to poczułem dyskomfort gdy zacząłem do siebie mówić w liczbie mnogiej. Niechce żeby była jakaś liczba mnoga, ja to ja. Perspektywa że musze się zająć jakąś oddzielną ode mnie osobą nawet jeśli to jest część mnie ale jednak mam sie zwracać jak do drugiej osoby napawa mnie kiepskimi emocjami, odpowiedzialności której niezamierzam za nikogo brać. Również nigdy niezamierzam mieć dzieci (ale to tak między nami, niemówcie nikomu :) ) Myśle że się zajmę rozwijaniem miłości do siebie jak do tej pory i ten problem sam się rozwiąże a nóż jeszcze mi się poprzestawia :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: furyah w 2015-06-06, 19:42:27
Również nigdy niezamierzam mieć dzieci (ale to tak między nami, niemówcie nikomu :)
witaj w klubie:)


Czy można wewnętrznemu dziecku stworzyć takich rodziców, jak by się chciało, czy będzie to jakieś zakłamanie?

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grażyna Anna w 2015-06-06, 20:02:09
Doktor, to nie jest oddzielna osoba. To energia, która z powodu trudnych czy traumatycznych doświadczeń została zamrożona w danym momencie, gdy byłeś dzieckiem. Praca z wewnętrznym dzieckiem to proces przywrócenia tej energii. Integracji jej z tobą obecnym.
Dobrze wykonana praca w wewnętrznym dzieckiem sprawia, że dziecko z danego momentu już się nie pojawi. Chyba, że zdecydujesz inaczej i będziesz chciał kontaktu.

Traktuj to jako pracę z energią, która przybiera postać dziecka i chce cię w ten sposób naprowadzić na to, co domaga się uzdrowienia z okresu dzieciństwa.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2015-06-06, 21:49:27
Najbardziej mnie odstręcza w tej całej terapii motyw jakoby we mnie był mały Doktorek-X. Właśnie dzisiaj jak myślałem o tym wew. dziecku to poczułem dyskomfort gdy zacząłem do siebie mówić w liczbie mnogiej. Niechce żeby była jakaś liczba mnoga, ja to ja. Perspektywa że musze się zająć jakąś oddzielną ode mnie osobą nawet jeśli to jest część mnie ale jednak mam sie zwracać jak do drugiej osoby napawa mnie kiepskimi emocjami, odpowiedzialności której niezamierzam za nikogo brać. Również nigdy niezamierzam mieć dzieci (ale to tak między nami, niemówcie nikomu :) ) Myśle że się zajmę rozwijaniem miłości do siebie jak do tej pory i ten problem sam się rozwiąże a nóż jeszcze mi się poprzestawia :)
to są ciekawe rozważania, z punktu widzenia egzorcystów nastawionych na wykrywanie i usuwanie obcych wpływów zewnętrznych, często bywa tak że pod wpływem różnych doświadczeń i podejmowanych decyzji doczepiają się albo zaczynają towarzyszyć dziecku inne dusze, cudze cząstki ,  spragnione doświadczeń w ciele i materii, również dzieci, gdzieś tu zagubione, albo np. podsyłane w odpowiedzi na   szukanie zastępczego towarzystwa ( pojawia się taki mały niematerialny przyjaciel, gdy dziecko czuje się samotne i zaczyna z nim "w wyobraźni" rozmawiać i dawać mu przestrzeń w sobie/przy sobie)  często  dzieje się tak od samego początku wcielenia i te doczepione w taki czy inny sposób w różnych okresach czasu obce/ dodatkowe cząstki dusz o różnych zamiarach, wpływają  na  całą osobowość w bardzo różny sposób (od pocieszania do wypierania , wywoływania emocji popychania do działania  czy do myśli samobójczych), czasem ale to w ciężkich przypadkach przejmując kontrolę nad osobowością, a częściej  wiąże się to z jakimś tam procentowym wpływem i związanym z tym dźwiganiem cudzych ciężarów/ przerabianiem jakichś cudzych obciążeń/realizacją cudzych nieświadomie przejętych celów/ rezonowaniem z cudzymi obcymi wibracjami/przeżywaniem cudzych emocji itd. itp. , wszystko branymi za swoje,  bo  taka cząstka (częściej cząstki)  głęboko zakorzeniona i zasiedziała od wielu lat nie dość że czuje się jak u siebie to w sumie trudno odróżnić na pierwszy rzut oka co jest nasze , a co  pochodzi z jej wpływu, więc z tego punktu widzenia zanim zacznie się uzdrawiać swoje wewnętrzne dziecko, czy cokolwiek w sobie najpierw warto pozbyć się tych dodatkowych , no chyba że chce się niańczyć całe przedszkole albo lubi się bogactwo przeżyć, często sprzecznych  ; )

więc jakbym wyczuwał w tej niechęci "żeby była liczba mnoga"  echa tego? być może : ))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2015-06-06, 22:58:35
dodam jeszcze przy okazji i na tym przykładzie że uwalnianie się od takiego czy innego manipulacyjnego i toksycznego wpływu takich czy innych dusz , odbywa się wbrew ich woli (no bo one przecież chcą wpływać i często po latach roszczą sobie do tego prawo zgodnie z przyzwoleniem jakie dostały) i dokonuje się tego bez skrupułów (czyli zdecydowanie i z  użyciem własnej siły woli) , tak przejawia się w praktyce w takich sytuacjach miłość do siebie i współczucie do innych (w tym do tych cząstek dusz manipulujących w różny sposób ale często bezwzględnie i w każdy możliwy sposób, zawsze bazujący na podatności, czyli podczepiających się np. na obietnicach, umowach, czy kodach  z przeszłości, na litości, poczuciu winy, systemach wierzeń, niechęci do życia, podatności na presje, czy w oparciu o  pragnienia, albo wykorzystujących sytuacje zagubienia, samotności, szoku, zwiększonej podatności itp. itd.) strategie działania które okazały się skuteczne wobec ulegającej takiemu wpływowi duszy, z czasem mogą ujawniać się w takiej podlegającej różnym wpływom jej osobowości, więc i przenosić się na związki z innymi  takiej osoby
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2015-06-06, 23:01:53
Grazyna Anna
Bardzo mądry post, wiele mi wyjaśnił, dziękuje.

Frisky
Myslisz ze mnie nastraszysz ? :)
Oczywiście całkiem ciekawą konkluzję wysnułeś z mojego posta ale niewydaje mi się by miała ona dużo wspólnego z rzeczywistoscia dlatego ze wiekszosc ludzi ma podoczepiane częsci dusz od innych ludzi lub ich energie i Dają rade uzdrawiać traumy z dzieciństwa bez żadnej wiedzy na ten temat. A mowa o egzorcyzmach to chyba już za daleko idące wnioski ?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2015-06-06, 23:08:43
Cytuj
Frisky
Myslisz ze mnie nastraszysz ? :
a czego tu się bać? : ) 
to są wpływy z którymi ludzie żyją i noszą je i tak jak piszesz "dają radę", a  to jest takie spojrzenie z pewnego punktu widzenia, zresztą tak jak pisałem osobiście  ja tam lubię z takich rzeczy korzystać, bo ułatwiają pewne procesy i robi się jakby  luźniej,  a ja po prostu lubię sobie ułatwiać ...zwłaszcza gdy, wiem jak i że mogę : ))

Cytuj
A mowa o egzorcyzmach to chyba już za daleko idące wnioski ?
egzorcyzm w sensie usuwania negatywnych wpływów zewnętrznych, bo do tego się to w sumie sprowadza
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2015-06-07, 09:25:19
Wszystko sie zgadza Frisky ale Sprowadzanie terapii wew. Dziecka do Egzorcyzmów wydaje mi się już przesadą. Może i coś w tym jest i masz racje, niemówie że nie. To tylko moje odczucie na teraz :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2015-06-07, 10:18:03
spoko, ot taka opcja jedna z wielu ,
a gdzie napisałem, że sprowadzam to do tego? chodzi o usunięcie zbędnych czy szkodliwych wpływów, co bywa całkiem praktyczne, bo można pracować np. z emocjami z dzieciństwa,  ale bez usunięcia źródła tego - w tym przykładzie  jakiejś pasożytującej duszy która podczepiła się, powiedzmy że w wieku lat 2 ze swoimi lękami - będzie to jak sprzątanie swojego mieszkania ale jednocześnie po kimś kto się rozgościł w nim na stałe ze wszystkim tym z czym tam wszedł ...i wciąż w nim mieszka
więc   czasem na dzień dobry korzystnie jest usunąć taki wpływ, bo wtedy odchodzą też cudze  emocje itp., niż pracować z tym jak ze swoim... i wtedy to co zostaje jest nasze i uzdrawianie staje się  prostsze, w myśl zasady : baba z wozu koniowi lżej  ; )
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2015-06-07, 11:11:48
a gdzie napisałem, że sprowadzam to do tego?

hahah wiedziałem :D
A ja gdzie napisałem że cokolwiek sprowadzasz ? :)

Pozatym warto zwrócić na to uwagę co piszesz. To się chyba nazywa odzyskiwanie fragmentów duszy
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2015-06-07, 11:41:21
Cytuj
hahah wiedziałem :D
A ja gdzie napisałem że cokolwiek sprowadzasz ? :)
aa no nieładnie się bawisz : )

na marginesie tematu wspólnego pomieszkiwania w jednym ciele: 
tak mi się przypomniały takie dwie rosyjskie siostry zrośnięte razem (jeden tułów a na pewno jedną miednicę miały) i w trakcie wywiadu jedna z nich przyznała że jest kochliwa więc lubi się ciupciać z różnymi facetami, więc w tym czasie druga zajmowała się czymś innym np. czytała sobie książkę ; )
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2015-06-07, 13:51:22
Że jak ? :)
masz linka gdzieś do tych blizniaczek ? Jedno ciało i jedna w tym czasie sie bzyka a druga glowa czytala ksiazke ? Aż bym przeczytal o tym z ciekawosci
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-06-07, 15:04:02
Myśle że się zajmę rozwijaniem miłości do siebie jak do tej pory i ten problem sam się rozwiąże a nóż jeszcze mi się poprzestawia :)

:)
Tak. Też uważam, że najlepiej robic tak jak sie czuje.
W sumie jest wiele technik, których efektem jest integracja siebie czy uwolnienie zablokowanej energii. Np. w dziale Inspiracje furyah zalinkowała fajny artykuł o pracy ze świadomością lustra. Stosuję cos podobnego od jakiegos czasu i efekty są świetne. Dobry sposób na integracje niechcianych aspektów siebie. np. jak wkurzają mnie głupi ludzie to uwalniam sie od głupoty w sobie. Nawet jeżeli jej nie widzę. A zwłaszcza wtedy :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-06-07, 15:08:04

Czy można wewnętrznemu dziecku stworzyć takich rodziców, jak by się chciało, czy będzie to jakieś zakłamanie?

Myślałam nad tym, ale nadal nie wiem. Raczej mówi sie o tym, żeby samemu zaopiekować się wewnętrznym dzieckiem. Ale zawsze możesz spróbować i opisać nam efekty :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2015-06-07, 15:20:14
:)
Tak. Też uważam, że najlepiej robic tak jak sie czuje.
W sumie jest wiele technik, których efektem jest integracja siebie czy uwolnienie zablokowanej energii. Np. w dziale Inspiracje furyah zalinkowała fajny artykuł o pracy ze świadomością lustra. Stosuję cos podobnego od jakiegos czasu i efekty są świetne. Dobry sposób na integracje niechcianych aspektów siebie. np. jak wkurzają mnie głupi ludzie to uwalniam sie od głupoty w sobie. Nawet jeżeli jej nie widzę. A zwłaszcza wtedy :)

Dziękuje, zajrze tam :) Ja ostatnio pracuje z emocjami w ten sposób że pozwalam by wychodziły, oddycham wtedy głębiej niż zwykle i staram się koncentrować na sercu by wykrzesać jakąś miłość do siebie. Efektów jak dotąd nie widzę ale też nie zawsze mi się udaje tak na 100% pozwolić by nieprzyjemne emocje wychodziły, czasami są tak nieprzyjemne że tylko sie rzucić z mostu.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2015-06-07, 15:34:45
Przeczytałem, dobry sposób na wyciąganie brudów do uzdrawiania i wzbogacenie pracy nad sobą o nowe umiejętności. Ostatnio wpadłem też na pomysł by brać zdjecie które wywołuje w nas jakieś emocje i z tym pracować. Też dobry sposób.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-06-07, 15:37:00
Dziękuje, zajrze tam :) Ja ostatnio pracuje z emocjami w ten sposób że pozwalam by wychodziły, oddycham wtedy głębiej niż zwykle i staram się koncentrować na sercu by wykrzesać jakąś miłość do siebie. Efektów jak dotąd nie widzę ale też nie zawsze mi się udaje tak na 100% pozwolić by nieprzyjemne emocje wychodziły, czasami są tak nieprzyjemne że tylko sie rzucić z mostu.

To może zaakceptuj te emocje. Zaakceptuj siebie z tymi emocjami. Jakos tak jak czytałam Twojego posta to odniosłam wrażenie, ze jakbyś chciał je wyrzucic, a one wracały.
Przypomniało mi sie takie zdanie: że jak nie możemy czegos zmienić to trzeba to pokochać :)). Może na początek wystarczy zaakceptować siebie z tymi emocjami. Nawet jeżeli sa niefajne.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-06-07, 15:37:37
Ostatnio wpadłem też na pomysł by brać zdjecie które wywołuje w nas jakieś emocje i z tym pracować. Też dobry sposób.
Ale swoje zdjęcie czy ogólnie ?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2015-06-07, 15:50:08
To może zaakceptuj te emocje. Zaakceptuj siebie z tymi emocjami. Jakos tak jak czytałam Twojego posta to odniosłam wrażenie, ze jakbyś chciał je wyrzucic, a one wracały.
Przypomniało mi sie takie zdanie: że jak nie możemy czegos zmienić to trzeba to pokochać :)). Może na początek wystarczy zaakceptować siebie z tymi emocjami. Nawet jeżeli sa niefajne.

No tak, zapomniałem dopisać, staram sie je akceptować ale nie idzie mi za dobrze, czasem to jest tak trudne..
A jeśli o zdjecia chodzi to ogólnie. Np, jakiś nielubianych osób czy umęczonych zwierząt i pracować z tym.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: furyah w 2015-06-07, 15:59:37
Liliole,
reakcja WD na wykreowanego tatę była bardzo pozytywna, w drugą stronę również. Mama jakoś nie chciała się pojawić, więc zostawiłam dziecko pod opieką taty.

Natomiast rzeczywisty ojciec zaczął się mnie czepiać. Jak tylko pracuję intensywniej, to się uruchamia negatywnie. Może strażnik?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-06-07, 16:05:28
A jeśli o zdjecia chodzi to ogólnie. Np, jakiś nielubianych osób czy umęczonych zwierząt i pracować z tym.

Ciekawy sposób. Ale co do umęczonych zwierząt to bym nie mogła. Az mnie odrzuca. Musze sie temu przyjrzec...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-06-07, 16:07:28
Natomiast rzeczywisty ojciec zaczął się mnie czepiać. Jak tylko pracuję intensywniej, to się uruchamia negatywnie. Może strażnik?

Może i strażnik. A o co mu chodzi jak sie czepia? Czyli po co się czepia? Co chce osiągnąc?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: furyah w 2015-06-07, 16:18:51
Ma wymagania, pretensje, krytykuje, chce szacunku nie okazując go, wyśmiewa, jest złośliwy itd.

Raczej po to, żeby sobie podnieść samoocenę.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: JenKa w 2015-06-07, 22:06:16
Doktorku, a może to, czego nie chcesz/nie możesz zaakceptować, to emocje i zachowania nieakceptowane przez twoje środowisko. Np rodziców, albo choćby jednego z nich. Tym samym wg wklepanego wzorca również przez ciebie nie do zaakceptowania. Ja, dopiero teraz, wychodząc poza moje hermetyczne środowisko, a co za tym idzie również ukształtowane przez nie poglądy zaczynam dokładnie rozumieć zdanie "Jeszcze się taki nie urodził, coby wszystkim dogodził". A trudno dogodzić nawet tylko rodzicom, jeśli każde z nich ma inne, zazwyczaj sprzeczne wobec drugiego, poglądy. I potem te próby zadowolenia wszystkich, za wszelką cenę, i oczywiście kompletnie w dziecięcej ufności i dobrej wierze nieuświadomione, przenosi się na resztę świata. A te "złe" emocje czyli smutek, zniechęcenie, znużenie byciem grzecznym i odpowiedzialnym (albo wręcz na odwrót, odgrywaniem roli błazna i czarnej owcy), próby asertywności i zaznaczania granic spycha się do ... kąta. Albo uznaje się siebie samego winnym i zasługującym na karę za samo takie myślenie!

Ale można to zmienić, chociaż ceną mogą być zerwanie znajomości, albo separacja od rodziny. I wystawienie się na ataki tych, którzy przyzwyczajeni do naszej wcześniejszej maski bojkotują wszelkie zachodzące zmiany. Tak, jak w przypadku Furyah robi to jej ojciec, a w moim koleżanki niemogące się nadziwić, że już nie pozwalam się wmanewrowywać we wszystkie nadgodziny, mniejszą ilość wolnych dni w stosunku do reszty i grafik robiony za moimi plecami. Szef zrozumiał, one - nie. I nawet, jeśli czasem jeszcze wybucham, to nie mam do siebie żalu, bo dzięki temu odkrywam kolejne pokłady nieuzdrowionych problemów. Najważniejsze to mieć SZACUNEK dla siebie i innych, ale własne odczucia stawiać jednak na pierwszym miejscu. I oczywiście ogarniać świadomością jak największą (nie tylko trójwymiarową) przestrzeń.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-06-08, 08:07:49
Ma wymagania, pretensje, krytykuje, chce szacunku nie okazując go, wyśmiewa, jest złośliwy itd.

Raczej po to, żeby sobie podnieść samoocenę.

Albo pokazuje co Ci dał. I gdyby to było, że on Ci to dał - to Ty byś to miała. A jak byś to miała to byłoby ważne, żeby się od tego uwolnić.
Ciekawe, że jego reakcja była niemalże natychmiastowa. Zaraz po tym jak zostawiłaś dziecko pod opieka idealnego ojca.
 
Ja w takich wypadkach uwalniam sie od tego. I na Twoim miejscu bym napisała afirmacje, że uwalniam się od wymagań, pretensji i krytykowania siebie i innych. W miejsce wymagań, pretensji i krytyki otwieram sie na całkowitą akceptację siebie i innych.
Jeżeli stosujesz afirmacje... Jeżeli nie to może masz jakies swoje sposoby uwalniania. Moim zdaniem to dobra okazja do uwolnienie się od wewnętrznego krytyka. Tym bardziej, że wewnętrzne dziecko ma dobra opiekę.
Przypuszczam, ze największą krytykę z Twojej strony kierujesz do siebie, ale warto i od razu uwolnic sie od krytykowania innych.

Ja odkąd zostawiłam swoje wewn.dziecko pod opieka siebie, ale z męskiej wersji z któregoś z poprzednich wcieleń - czuję duże wsparcie i bezpieczeństwo i łatwiej mi wiele rzeczy zrobić.
Może to i lepiej że u Ciebie matka sie nie pojawiła. Widocznie ojciec i męska energia jest na ten moment najważniejsza. Albo masz tam więcej do uzdrowienia.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-06-08, 08:34:12
Liliole,
reakcja WD na wykreowanego tatę była bardzo pozytywna, w drugą stronę również. Mama jakoś nie chciała się pojawić, więc zostawiłam dziecko pod opieką taty.

Natomiast rzeczywisty ojciec zaczął się mnie czepiać. Jak tylko pracuję intensywniej, to się uruchamia negatywnie. Może strażnik?
A dlaczego nie chcesz się sama zaopiekować dzieckiem tylko go zostawiasz pod opieką kogoś fikcyjnego, kto naprawdę nie istnieje?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-06-08, 09:22:55
A dlaczego nie chcesz się sama zaopiekować dzieckiem tylko go zostawiasz pod opieką kogoś fikcyjnego, kto naprawdę nie istnieje?
Nie byłabym taka pewna czy to na pewno jest fikcyjna osoba czy jakiś aspekt samej siebie...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-06-08, 09:26:21
No ale w jaki sposób ten aspekt siebie ma się opiekować dzieckiem? Po tym co się zaczeło dziać widać że dziecko przestało czuć się bezpiecznie.
Bo ja tłumaczysz te nagłe ataki ojca?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-06-08, 09:49:40
No ale w jaki sposób ten aspekt siebie ma się opiekować dzieckiem? Po tym co się zaczeło dziać widać że dziecko przestało czuć się bezpiecznie.
Bo ja tłumaczysz te nagłe ataki ojca?

Napisałam to troche postów niżej. Ojciec zareagował pokazując co jest do uzdrowienia.
Z atakami na nas jest tak, że albo możemy sie ich przestraszyć lub wkurzyć na agresora. Albo wykorzystać to jako informację do pracy nad sobą.
"Ma wymagania, pretensje, krytykuje..." Pewnie tak samo zachowywał się jak furyah była dzieckiem. Te wymagania, pretensje i krytyka są nadal w niej i działają przeciwko niej. I tak będzie dopóki się od tego nie uwolni.

I w sumie jak się od tego nie uwolni to wewnętrzne dziecko nigdy nie będzie mogło czuc sie bezpiecznie.
Takie jest moje zdanie.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-06-08, 10:13:14
Ja nie pracuję z dzieckiem wewn ale mam inne informacje jak to należy robić.
W tej sytuyacji jaką ma furyah, ona nie opiekuje się DW. Zostało zostawione samo pod opieką kogoś wyimaginowanego, kto nic nie robi. A te wzmożone ataki wg mnie świadczą o tym że dziecko przestało się czuć bezpiecznie po tym jak zostało zostawione po opieką kogoś nierzeczywistego, kto nie zareaguje i nie pomoże w realny sposób. Dziecko istnieje rzeczywiście tu i teraz i potrzebuje pomocy tu i teraz, bo tu i teraz jest atakowane.
W tej sytuacji fruah powinna się z nim skontaktować i zaoferowac mu pomoc mówiąc- nie bój się, nie jesteś już samo, ja jestem tobą przyszłą , dorosłą a przyszłąm tu do ciebie z przyszłośći aby ci pomóc. Jestem teraz z tobą, nie musisz się już bać, bo cię zawsze obronię przed ojcem i się tobą zaopiekuję. Teraz zawsze możesz na mnie liczyć bo zawsze się zjawię gdy się bedziesz bać. I stanąć przy dziecku, zapytać go czego potrzebuje, może wziąć za rękę jak się da.

A oprócz tego trzeba pracowac nad uzdrowieniem relacji z ojcem, tak jak piszesz.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-06-08, 10:31:46
Chyba już wiem skąd te różnce. Nie wiem jak to jest wg innych, ale ja pracując z wewnętrznym dzieckiem uzdrawiam przeszłość i sytuacje przeszłe. A to co sie teraz dzieje traktuję jako echo tego co było. Atak w teraźniejszości jest dla mnie głównie informacją - bo kodowanie nastąpiło w przeszłości. W teraźniejszości jestem dorosła.

Ale ja to ja. Nie lubię sztywno trzymać się reguł. Przeważnie robię tak jak czuję na dany moment i sprawdzam efekty.
Przypuszczam, że jakbym zazynała swój rozwój od pracy z wewnętrznym dzieckiem to pewnie bym tak robiła jak piszesz Inga. Albo i nie.. Kto wie...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-06-08, 10:37:54
No tak, pewnie chodzi o różnicę w podejściu.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Kaja w 2015-06-08, 11:54:33
Ja swoich rodziców uśmierciłam i stworzyłam sobie nowych. Na pewnym etapie miałam taką potrzebę i pozwoliłam sobie na to, teraz jest już o wiele mniejsza. Czy to jest konieczny etap i potrzebny ciężko mi ocenić. Wdaje mi się że zaopiekowanie się samemu daje lepsze rezultaty.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: furyah w 2015-06-08, 14:18:25
Liliole, Inga, dzięki za wasze spostrzeżenia, bo to dla mnie ważne.
Jakoś tak wolę dziecko zostawić z kimś (wcześniej było samo - idealnego ojca stworzyłam z męskiego aspektu siebie), bo boję się, że gdyby było cały czas ze mną, to bym zaczęła zachowywać się dziecinnie. Wiem, że to nieracjonalne, ale takie mam przekonanie.
Inga, to ważna sugestia, żeby wspierać dziecko, kiedy jestem atakowana. Skupiam się na odbijaniu ataku do nadawcy, ale bez skutku.
Uzdrowienie relacji z ojcem - to wydaje mi się jakby zakłamywanie siebie, unieważnianie swoich uczuć. Chcę, żeby ojciec poniósł karę za to, co mi zrobił (jestem DDA)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Michał486 w 2015-06-08, 14:33:47
Ja np. Nie mam chęci odwetu. Nie czuje gniewu do swojego ojca czuję żal, smutek.
Staram się zrozumieć, wybaczyć.
takie działanie zwraca mi wolność.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-06-08, 14:41:36
Gdybyś zobaczył co kryje się pod tym żalem i smutkiem to dopiero bys się zdziwił.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-06-08, 16:34:34
Skupiam się na odbijaniu ataku do nadawcy, ale bez skutku.
Uzdrowienie relacji z ojcem - to wydaje mi się jakby zakłamywanie siebie, unieważnianie swoich uczuć. Chcę, żeby ojciec poniósł karę za to, co mi zrobił (jestem DDA)

Chcesz byc jego strażnikiem? Tego żeby poniósł karę?

Jeżeli chodzi o uzdrawianie relacji to takie uzdrowienie nie zmienia to tego co było. Co było to było i nic tego nie zmieni i nie unieważni. Tak samo z uczuciami czy z krzywdą. Żadne uzdrowienie czy wybaczenie nie unieważnia uczuć. Nie powoduje, że zapominamy albo uznajemy, ze nic sie nie stało. Nie powoduje, że pokochamy krzywdziciela. Po prostu przestajemy marnować swoja energie na krzywdziciela i wreszcie możemy zobaczyc siebie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2015-06-08, 17:52:27
ciekawe z tym smakiem, już nawet pomijając sam alkohol , to pewnie zależy też od diety matki :

"Alkohol zmienia smak wód płodowych, w związku z tym dzieci są od początku przyzwyczajane do mocnych, bardzo wyraźnych smaków. Podobnie rzecz się ma z węchem. Alkohol powoduje późniejszą niedowrażliwość węchową i poszukiwanie przez dziecko bardzo intensywnych zapachów (śmietnik, a nawet ekskrementy). Odpowiedni poziom wrażliwości węchowej można ''wyćwiczyć'' poprzez eksponowanie dziecku skoncentrowanych zapachów np. olejków eterycznych od najbardziej do najmniej intensywnych. Ważne jest to, żeby były to zapachy akceptowane przez otoczenie."
http://www.k-poa.torun.pl/index.php/publikacje/wspomaganie-dziecka-z-zespolem-fas

pomyślałem teraz o tym smaku wód płodowych u mnie no i mnie trochę przetrzepało hehe, ech te pierwsze smaki ; )

DoktorX
Cytuj
Że jak ? :)
masz linka gdzieś do tych blizniaczek ? Jedno ciało i jedna w tym czasie sie bzyka a druga glowa czytala ksiazke ? Aż bym przeczytal o tym z ciekawosci
haha, nie mam, oglądałem to kiedyś w tv i to szło w ten deseń, jedna była porządna a druga jakby mniej , lubiła sobie popić  itp. ...no i masz tu żyj z taką  w jednym ciele : ))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2015-06-08, 18:29:15
jeszcze takie dylematy przyszłych mam i zmysłowe doświadczenia z tym związane w łonie:
http://styl.fm/pytania/12195/smak-wod
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2015-06-08, 19:49:32
Problemy ukryte w zmysłach:
http://www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090301/MAGAZYNDOMOWY/3774717
stamtąd:


- Do takich zaburzeń należy na przykład nadwrażliwość na dotyk - tłumaczy Danuta Ślęczka, terapeuta integracji sensorycznej z Zespołu Szkół Specjalnych im. UNICEF w Rzeszowie. - Dziecko z takim problemem każdy dotyk odbiera jako agresję. Jeśli problem nie zostanie wcześnie rozpoznany i poddany terapii, to może ono mieć z tego powodu problemy w szkole. Wystarczy, że nauczycielka podejdzie do niego od tyłu, a ono już zacznie się stresować, czując dyskomfort psychiczny. Zamiast skupić się na lekcji, zaczyna poddawać się złym emocjom. W takiej sytuacji niektóre dzieci zaczynają zamykać się w sobie, a inne stają się agresywne.

(...)
Terapia integracji sensorycznej polega na stymulacji trzech podstawowych systemów: dotykowego, prioprioceptywnego (tzw. czucie głębokie, czyli wszelkie wrażenia, które płyną ze stawów, ze ścięgien) i systemu przedsionkowego, czyli wszystkiego co jest związane z ruchem. Te trzy systemy są bazą do rozwoju ruchowego, percepcji wzrokowej, sprawności manualnej i precyzyjnych ruchów związanych z pisaniem.

*****

a to jeszcze obraz siebie a obraz ciała:
http://www.psychiatria.pl/artykul/wplyw-obrazu-wlasnego-ciala-na-funkcjonowanie-psychiczne/3361.html

"Neurologicznie, kształtowanie się obrazu ciała związane jest z dojrzewaniem centralnego układu nerwowego i zaczyna się od doznań z proprioreceptorów w mięśniach i stawach, co ma miejsce prawdopodobnie już w okresie prenatalnym, kiedy dziecko odbiera różnorodne bodźce płynące z ciała. Początkowo postrzeganie ciała ma charakter globalny (przyjemny lub przykry) i zależy od stanu organizmu i zaspokojenia potrzeb fizycznych. W miarę rozwoju i różnicowania się poszczególnych części ciała, jego obraz staje się coraz bardziej złożony.

W okresie dzieciństwa, najistotniejsze znaczenie dla obrazu ciała mają trzy osiągnięcia rozwojowe: możliwość odróżniania siebie od innych (około 2 r.ż.), identyfikowane się z własną płcią i zdolność tworzenia względnie adekwatnych rysunków figur ludzkich lub trójwymiarowych konstrukcji ciała człowieka (4-5 r.ż.), zdolność właściwej oceny rozmiarów ciała (około 9 r.ż.)."

i stamtąd wpływ uwarunkowań kulturowych:

"Ponieważ obraz własnego ciała jest istotną częścią obrazu siebie, musi wywierać istotny wpływ na zachowanie jednostki wobec siebie i innych ludzi oraz jej sposób reagowania na pojawiające się bodźce, zarówno ze środowiska zewnętrznego, jak i związane z psycho – fizycznym funkcjonowaniem organizmu. Jeśli człowiek spostrzega własne ciało - przede wszystkim zaś własny wygląd - zgodnie z rzeczywistością i jest z niego zadowolony, jest również skłonny doświadczać pozytywnych myśli i emocji na swój temat w ogóle oraz odczuwać względną swobodę w relacjach interpersonalnych. Sytuacja komplikuje się, kiedy postrzeganie ciała nie jest zgodne z rzeczywistością, albo gdy niezależnie od tej zgodności - stosunek do własnego wyglądu jest negatywny. Może wówczas dojść do rozwoju różnorodnych zaburzeń emocjonalnych i psychicznych.

Podstawowym elementem obrazu własnego ciała jest masa ciała i to ona ma zasadniczy wpływ na akceptację siebie lub jej brak. Badania wykazują, że 90% kobiet rasy białej jest niezadowolonych ze swojej wagi, z czego 62% stosuje dietę. Tendencji takiej nie obserwuje się wśród kobiet rasy czarnej, na co największy wpływ mają prawdopodobnie odmienne przekonania kulturowe dotyczące wyglądu."



Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2015-06-08, 21:54:45
więc tak pod wpływem tych kilku tekstów i rozmowy o wyobrażeniach w innym wątku zrobiłem sobie takie trzy procesy-modlitwy związane z oczyszczeniem czy też uwolnieniem mojego wewnętrznego dziecka od:

1. pierwotnych oraz wtórnych wrażeń zmysłowych i związanych z nimi obrazów ciała
2. zbudowanych na nich matrycach wyobrażeń i obrazów siebie
3. nałożonych na to wyobrażeń, obrazów i dopasowań pochodzących od innych

polecam : )
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-06-09, 12:11:33

Jakoś tak wolę dziecko zostawić z kimś (wcześniej było samo - idealnego ojca stworzyłam z męskiego aspektu siebie), bo boję się, że gdyby było cały czas ze mną, to bym zaczęła zachowywać się dziecinnie. Wiem, że to nieracjonalne, ale takie mam przekonanie.

furyah,
zastanawiałam sie nad tym lękiem przed tym, żeby nie zachowywac sie dziecinnie. A wręcz to za mna chodziło odkąd to napisałaś :))
Z DDA to jest tak (ja tez jestem DDA), że tak naprawdę nie mają dzieciństwa. Często bywaja przesadnie poważne jako dzieci (choc przypuszczam że nie zawsze). Brak dzieciństwa wiąże sie z tym, że trudno im dorosnąć. Z jednej strony moga sie bać dziecinności (bo kto by chciał wracać do tych czasów, które ledwo przeżył emocjonalnie), ale z drugiej strony energia zamrożona w dzieciństwie nie pozwala dojrzeć. Ja długo nie mogłam, chociaz często wydawałam sie innym bardzo poważna.
I dopóki postrzegałam siebie jako znacznie młodszą, nie mogłam skontaktować sie ze swoim wewnętrznym dzieckiem.
Chyba teraz pisze bardziej do siebie jak do Ciebie :))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2015-06-09, 21:38:41
tak jeszcze do mojego poprzedniego postu:
chodziłoby o oczyszczenie
1. z samoidentyfikacji opartej na zmysłach czyli czuciach (pierwotnych już w łonie i tych kolejnych czy wtórnych)
2. związanego z tym wszystkiego tego co oparte jest na czuciu , co występuje po czuciu , albo co ma u swojego źródła czucie, czyli chodziłoby o u-czucia  i samo-po-czucie ( u źródła tego np. czucie czegoś jako przykre /przyjemne itp.)
2. ostatecznie samooceny jako mentalnego obrazu siebie opartego na tych poprzednich oraz na interakcji z innymi ludźmi i zależnego od ich wpływów ( i związanych z tym ocen)  np. rodzinnych, środowiskowych, kulturowych, biznesowych itp. itd.

samoidentyfikacja-samopoczucie-samoocena
: )
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2015-06-09, 22:00:02
jeszcze do tego :
"Wystarczy, że nauczycielka podejdzie do niego od tyłu, a ono już zacznie się stresować, czując dyskomfort psychiczny"

więc w związku z tym tematem uzdrawiania wewn. dziecka oraz wyczuwaniem i nadwrażliwością  to dzisiaj stanąłem sobie w sklepie przy orzechach na wagę i je sobie oglądałem , po chwili stanęła za mną kobieta którą jakoś tak mocno  czułem, nie widziałem jej i nie czułem specjalnego dyskomfortu ale właśnie taki jakiś dziwny silny wpływ , normalnie stała za mną  nie wiedzieć czemu , więc przypomniałem sobie ten tekst co powyżej  i umysł mi zaczął interpretować pod to sytuację , więc sobie myślę : no chyba mam taką nadwrażliwość : ) ale coś mi w tym nie do końca  pasowało więc postałem jeszcze chwilę kontemplując orzechy i sytuację,  dopiero po chwili   gościu z którym była a który stał  obok mnie  powiedział do niej że weźmie sobie i zważy orzechów, więc mu się odsunąłem bo nie chciałem kupować ale tylko się gapiłem na te orzechy : )  i poszedłem dalej , odszedłem dość daleko i dopiero wtedy się oglądnąłem, no ja się patrzę a ta dziewczyna ma brzuch jak balon , hehe normalnie była w zaawansowanej ciąży : D
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: furyah w 2015-06-10, 14:54:40
Liliole, chyba muszę skupić się tylko na dzieciństwie, bo teraz to robię właściwie wszystko na raz. Mam jakiś niejasny wstyd z tego okresu, a właściwie to kiedy byłam dzieckiem, zawstydzano mnie, że zachowuję się dziecinnie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-06-10, 16:28:07
Liliole, chyba muszę skupić się tylko na dzieciństwie, bo teraz to robię właściwie wszystko na raz. Mam jakiś niejasny wstyd z tego okresu, a właściwie to kiedy byłam dzieckiem, zawstydzano mnie, że zachowuję się dziecinnie.

Oczywiście rób jak czujesz. Czyli to co uważasz za najważniejsze w danym momencie. Sama wiesz najlepiej na co jesteś gotowa.

A z tym zawstydzaniem to ciekawe jak ma się zachowywać dziecko ? Jak mały dorosły? Manipulacja. Dziecko ma sie wstydzić, ze zachowuje się jak dziecko?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2015-06-10, 17:03:17
trochę o przykładowych korzyściach z oczyszczania i uwalniania się u  podstaw z samoidentyfikacji/ samopoczucia/ i samooceny powstałych w dzieciństwie (w tym istotne zręby tego w łonie)  i opartych na zmysłach (czyli ciele) :

"Twój prawdziwy byt leży poza światem doznań, wyobrażeń i opisów – te wszystkie stosują się jedynie do kwestii mających związek z ciałem. Słowa mogą tylko wskazywać na to, czym nie jesteś."
(...)
"Świat jest jednym nieprzerwanym spektrum energii. Materia i umysł są przeciwległymi krańcami tego spektrum. Dopóki będziesz się uważał za osobę, czyli za byt odizolowany, będziesz miał do dyspozycji tylko bardzo ograniczony zapas energii, który zostanie szybko wyczerpany w nieuniknionych konfliktach.
Jedynie energia Najwyższego jest niewyczerpalna. Aby do niej dotrzeć, porzuć myśl, że jesteś ciałem, żyj tak, jak byś był przestrzenią bez granic, a zarazem pielęgnuj przytomną obecność, dostrzegając ostro i wyraźnie wszystko, co się dzieje. Jeżeli zabrakło ci energii, fizycznej czy psychicznej – i masz dość rozpaczania z tego powodu – porzuć utożsamianie się z osobą, za którą dotychczas się uważałeś, i skieruj się ku swojemu wnętrzu w poszukiwaniu prawdy własnego bytu. Tylko tam znajdziesz niewyczerpalne źródło siły i wiedzy."
(...)
"Twoją prawdziwą istotą jest przytomna obecność, a nie zespół ciało – myśli – uczucia"
(...)
Świat to nieopisywalna eksplozja istnienia, które wybucha z niczego i w nicość uchodzi. Jest jedynie widowiskiem, pełnym blichtru, ale pustym. Jawi ci się tylko wtedy, gdy chcesz go widzieć i brać w nim udział. Rozpływa się jak mgła, gdy przestajesz o nim myśleć. Rzeczywisty jest tylko ten, kto nań patrzy.
Ty do świata nie należysz. Ujrzyj go jako krótkotrwałe i przypadkowe zjawisko w umyśle, jako błyszcząca kroplę w bezmiarze świadomości.
Jedynie z punktu widzenia ciała świat jest pełen bólu i cierpienia. Ale ty jesteś bezgraniczną nieskończoną świadomością, a nie ciałem. Gdy będziesz wiedział, czym jesteś naprawdę, świat utraci swą władzę nad tobą i twoje życie stanie się rajem. Chmurą osobistych lęków i pożądań oddzieliłeś się od doskonałej i tchnącej miłością Rzeczywistości wspólnych doznań. Twój świat to zespół wyobrażeń, które sam sobie stworzyłeś. Jest konstrukcją, której spoiwem są pamięć i wyobraźnia.
http://nisargadatta.pl.tl/CZYM-JESTEM.htm

bardzo silne jest to pragnienie widzenia i doświadczania oraz samookreślania się na podstawie odbieranych wrażeń i informacji zwrotnych,
fajnie że odczułem tą energię tyle co  związaną (ale jakby jeszcze  nie do końca), czyli dopiero co wiązaną z  fazą tworzenia się podstaw tej samoidentyfikacji zmysłowej - dzięki temu dziecku będącemu w łonie  spotkanemu wczoraj w sklepie -
lubię takie zajęcia praktyczne : ) 
 
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: furyah w 2015-06-10, 17:46:09
Liliole, rozumiem, że to pytania retoryczne;)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-06-11, 07:56:21
Liliole, rozumiem, że to pytania retoryczne;)

Tak.
A tak wogóle to uzdrawiam teraz lęk przed byciem niezrozumianą więc mogę jakieś kilka dni pisać trochę niezrozumiałe posty :))
Albo prowokować to tego, żeby były niezrozumiane...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: furyah w 2015-06-11, 15:27:24
Jakby coś to będziemy dopytywać;)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-06-11, 15:30:15
Jakby coś to będziemy dopytywać;)
Ha, ha :))  Dobre!
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: furyah w 2015-06-11, 15:39:04
:D
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2015-06-17, 17:51:42
O molestowaniu seksualnym dziecka.

Cytuj
http://www.koniecmilczenia.pl/index.php?id=19&tx_ttnews%5Btt_news%5D=24&cHash=f9244eb8e00016938b9230b0fc59ea66 
Cytuj

I urywek  z tego :

 "Dla jej dobra starałam się słuchać jej relacji spokojnie, jakbyśmy rozmawiały o zwyczajnych rzeczach z dziecięcego życia ? z czym chcesz kanapkę lub z kim bawiłaś się na przerwie. Własne reakcje i uczucia musiałam stłumić, wściekłość i poczucie winy ? odłożyć. Mogłam przebrnąć przez szczególnie męczący dzień, twarda jak skała, myśląc, że nic mi to nie robiło, by po kilku godzinach lub dniach odkryć, że jednak nie, że ból stale był we mnie, nie odstępował i trawił w środku.
 Łzy przychodziły później, gdy Rachel już spała, utulona bezpiecznie w łóżku. Nieraz czułam się tak bardzo rozstrojona po jej wyznaniach, że szłam wymiotować.

Lub chodziłam jak z nożem wbitym w brzuch, doświadczając w trzewiach skurczów jakby mnie kto rozcinał na pół. Byłam rozcinana na pół: musiałam sztywno oddzielać się od moich uczuć, by być spokojną i silną, gdy Rachel mnie potrzebowała. Jedynie w rzadkich chwilach na osobności byłam zdolna skonfrontować się z tym, co naprawdę czułam. A raczej mój ból mnie konfrontował. Wrzucało mnie to w chroniczne migreny, bóle brzucha i bezsenność.

Moją rolą wobec Rachel było to, co Lloyd DeMause nazywa pojemnikiem na truciznę.2

( brzmi znajomo ...)

Ludzie, którzy tak strasznie krzywdzili Rachel, uczynili sobie z niej pojemnik na ich toksyczną wściekłość, perwersję i sadyzm. Teraz, kiedy wylewała swoje serce przede mną, opisując coraz to nowe, sceny jak z horrorów, trucizna ta przelewała się z jej ciała i duszy, w moją. W normalnych sytuacjach, troskliwi rodzice absorbują ból swoich dzieci płynący z ich przykrych kontaktów ze światem lub z odrzucenia, niepowodzeń i smutków. Najczęściej ?trucizny? te zostają zneutralizowane w rodzicielskich ?cysternach,? podobnie jak szkodliwe odpady przemysłowe. Jednak, kiedy dziecko jest wykorzystywane seksualnie, a w dodatku jest ofiarą sadyzmu i satanistycznych kultów, trucizna jaką w sobie nosi porównywalna jest z odpadami Exxon Valdez ? zdolna zatruć całe środowisko naturalne."

Well, well - pozostawię bez komentarza.
Aż chciałabym coś dodać :(
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2015-06-24, 23:56:50
wewnętrzne dziecko na ścieżce Falun Gong:

Czasami na określonym zaawansowanym poziomie kultywowania Falun Gong pojawiają się w całym ciele Yinghai (Kultywowane Niemowlęta). Są one bardzo figlarne, lubią zabawę i są  bardzo życzliwe. Może też zostać wytworzone innego rodzaju ciało: Yuanying (Nieśmiertelne Niemowlę). Siedzi ono na siedzeniu z kwiatu lotosu, które jest niezwykle piękne. Powstałe w wyniku  kultywowania Yuanying jest  stworzone poprzez scalenie się w ciele ludzkim jin i jang. Kultywujący, zarówno mężczyźni jak i kobiety, są w stanie wykultywować Yuanying. Na  początku, Yuanying jest  bardzo  mały,  potem  staje  się  stopniowo  coraz  większy,  a  ostatecznie  dorasta  do  rozmiaru  kultywującego. Wygląda dokładnie tak jak kultywujący i rzeczywiście znajduje się w jego ciele. Kiedy osoby posiadające nadprzyrodzone zdolności popatrzą na niego, to powiedzą, że posiada dwa ciała. W rzeczywistości, kultywujący odniósł sukces  w  kultywowaniu  swojego  prawdziwego  ciała.
http://falundafa.pl/ksiazki/_Falun_Gong.pdf
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-06-26, 12:10:50
Dla mnie wzorem do naśladowania przez ludzi jest wzorowa opieka nad dziećmi przez bociany. Codziennie je obserwuję jak dbają o swoje dzieci i nigdy ich nie opuszczają. Te dzieci nie mają prawa się bać ani czuć samotne ponieważ zawsze jest obok nich rodzic, a gdy świeci słońce to osłania je włąsnym ciałem. Nigdy nie widziałam aby dzieci zostały pozostawione same sobie a przejeżdzam obok gniazda codziennie. Tak się wyrasta w poczuciu bezpieczństwa.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-06-30, 08:24:50
Ciekawy wywiad z fizjoterapeutką

O tym, jak odcinamy się od ciała, jak przestajemy czuć, o podkulonych ogonach i nie takich brzuszkach

http://forum.e-masaz.pl/viewtopic.php?t=3702

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2015-06-30, 12:43:12
Lilliole

dzięki za wklejenie, bardzo dobry artykuł, szkoda, ze nie ma podanych metod rozpuszczania tych blokad
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-06-30, 13:01:32
Karina,
to pisała fizjoterapeutka, więc w domysle rozwiązaniem jest ona :)) i bioenergetyka Lowena która propaguje.
Pewnie chodzi o rozpuszczenie blokad mięśniowych w jakiejs formie masażu.
Ja specjalnie nie jestem zwolenniczką takich mechanicznych metod bez zmiany świadomości, ale przypuszczam, że niektórym może to wystarczyć.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-10-02, 10:16:34
Zapraszam osoby chętne na darmowe sesje pracy z wewnętrznym dzieckiem :)

Na razie będą to dla mnie ćwiczenia, więc przypuszczam, że taka sesja nie potrwa dłużej niż pół godziny, chociaż możliwe, że i dłużej. Można brać udział kilkakrotnie :)
Osobom, które odbędą darmowe sesje będzie przysługiwała 15% zniżka, gdy zacznę świadczyć usługę odpłatnie!

Praca z wewnętrznym dzieckiem polega na cofnięciu się w czasie do kolejnych etapów rozwoju i rozwiązanie problemów, które nadal pozostały nierozwiązane.
John Bradshaw

Kontakt na priv, mail: Lilliole@wp.pl lub tel. 698 611 369
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-10-02, 11:53:45
A w jaki sposób zamierzasz cofać do tych etapów?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-10-02, 13:26:07
A w jaki sposób zamierzasz cofać do tych etapów?


Nie znam jakiejs szczególnej magicznej procedury cofnięcia się do jakiegoś etapu.

Po prostu mówię, danej osobie, żeby zamknęła oczy, zrelaksowala się na tyle ile może i przypomniała sobie jak była dzieckiem. I postawiła to dziecko przed sobą. I dalsza praca to w zależności od tego w jakim wieku jest dziecko, jak się zachowuje wobec siebie jako dorosłego no i jaki problem ktoś zgłosił.
Na każdym etapie zycia dziecko potrzebuje trochę czegos innego. Oczywiście miłośc potrzebuje na każdym etapie.

I to nie ja cofam. Raczej każdy sam się cofa. Nie zamierzam wymuszać, żeby każdy ktoś cofnął sie do konkretnego etapu.
Zresztą czy chcemy tego czy nie w życiu często cofamy się do tych etapów bezwiednie,  gdy natrafiamy na sytuacje, które sa dla nas trudne. Reagujemy wtedy jak dzieci. Obrażamy sie, czujemy sie zranieni,  bezradni nieprzytomniejemy czy odpływamy gdzies poza daną sytuację.

W ten sposób jak opisałam  ja zaczynałam prace ze swoim wewnętrznym dzieckiem, podobnie było jak byłam na sesji Tresury Matrixa, tak też robiłam to swoim znajomym.
Lubie proste i intuicyjne metody.
W sumie to moze z czasem dojde do tego, żeby przeprowadzic człowieka przez każdy etap od niemowlęcia przez dojrzewanie, ale to chyba nie w jednej sesji. Na razie zakładam, że czlowiek najwięcej energii ma zablokowane w etapie w którym najbardziej utknął i ten wiek będzie miało jego wewnętrzne dziecko, które mu się ukarze.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-10-02, 14:06:46
aha
Myślałam że może wypowiadasz jakieś sugestie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-10-02, 14:16:51
aha
Myślałam że może wypowiadasz jakieś sugestie.
No wypowiadam. Prośba o postawienie dziecka przed sobą i przypomnienie jest sugestią. No i ostatnio jak pracowalam ze znajoma, która ma problem z pustką i wiedziałam, że jest wcześniakiem prosiłam żeby sobie przypomniała jak byla w inkubatorze i wyobraziła sobie siebie właśnie wtedy.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Grzes w 2015-10-02, 19:08:41
Lilliole

A co się stanie jak usunęło by się komuś wszystko wiązane z jakimś tam problemem i zastąpiło świadomością tu i teraz z programem jestem szczęśliwy/a ?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-10-02, 20:25:35
Lilliole

A co się stanie jak usunęło by się komuś wszystko wiązane z jakimś tam problemem i zastąpiło świadomością tu i teraz z programem jestem szczęśliwy/a ?

To miałby program "jestem szczęśliwy tu i teraz" :)

A tak serio to ja raczej nie jestem zwolenniczką programowania. Z mojego doświadczenia wynika, że nie ma potrzeby programować szczęścia.
Gdy uwalniamy sie od błednych przekonań, docieramy do swoich najgłębszych pragnień, zaspokajamy je, pozwalamy sobie na bycie sobą - uczucie szczęścia pojawia sie samo. Bo każdy się rodzi z naturalną zdolnością odczuwania szczęścia. Można to zablokować, ale nie zniszczyć.
Pojawia sie też wolność. I takie uczucie, że wszystko jest na swoim miejscu.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: tod w 2015-10-03, 07:15:56
Zapraszam osoby chętne na darmowe sesje pracy z wewnętrznym dzieckiem :)

Na razie będą to dla mnie ćwiczenia, więc przypuszczam, że taka sesja nie potrwa dłużej niż pół godziny, chociaż możliwe, że i dłużej. Można brać udział kilkakrotnie :)
Osobom, które odbędą darmowe sesje będzie przysługiwała 15% zniżka, gdy zacznę świadczyć usługę odpłatnie!

Praca z wewnętrznym dzieckiem polega na cofnięciu się w czasie do kolejnych etapów rozwoju i rozwiązanie problemów, które nadal pozostały nierozwiązane.
John Bradshaw

Kontakt na priv, mail: Lilliole@wp.pl lub tel. 698 611 369

Mogłabyś założyć osobny wątek o tej swojej metodzie. Tam gdzie odpowiedziałaś na pytanie Ingi super opisałaś metodę. :)

Inga, Ty to zadajesz naprawdę bardzo dobre pytania. :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-10-03, 11:08:21
Mogłabyś założyć osobny wątek o tej swojej metodzie. Tam gdzie odpowiedziałaś na pytanie Ingi super opisałaś metodę. :)

Inga, Ty to zadajesz naprawdę bardzo dobre pytania. :)

Dziękuję tod :)
Dobry pomysł. Pomyśle o tym.
A Inga rzeczywiście jest dobra w zadawaniu pytań. To bardzo cenna umiejętność.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: tod w 2015-10-05, 17:09:19
Zapraszam osoby chętne na darmowe sesje pracy z wewnętrznym dzieckiem :)

Na razie będą to dla mnie ćwiczenia, więc przypuszczam, że taka sesja nie potrwa dłużej niż pół godziny, chociaż możliwe, że i dłużej. Można brać udział kilkakrotnie :)
Osobom, które odbędą darmowe sesje będzie przysługiwała 15% zniżka, gdy zacznę świadczyć usługę odpłatnie!

Praca z wewnętrznym dzieckiem polega na cofnięciu się w czasie do kolejnych etapów rozwoju i rozwiązanie problemów, które nadal pozostały nierozwiązane.
John Bradshaw

Kontakt na priv, mail: Lilliole@wp.pl lub tel. 698 611 369
Brałem udział w sesji Lilliole i było super.
Pierwszy raz nawiązałem taki kontakt ze swoim wewnętrznym dzieckiem z fazy niemowlęctwa i z fazy 2-3 latka. Z niemowlęciem udało mi się poczuć więź i bliskość. A 2-3 latek trochę niechętnie, ale zaczął się otwierać i powiedział czego chciał - i mu to dałem. Ten mały ok. 3 letni ja był nieufny i nie chciał zbytnio wierzyć w pozytywne słowa, bo obawiał się, że zostanie oszukany, ale myślę, że jednak dał się choć trochę przekonać. :)

Dziękuję :) Po sesji samopoczucie jest super. Po tylu pozytywnych i budujących słowach dla wewnętrznego dziecka od razu poprawił się nastrój. :)

Zachęcam też gorąco innych by spróbowali, bo jest naprawdę fajnie. ;)

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2015-10-05, 19:45:11
Brzmi zachęcająco :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-10-06, 18:02:41
Ja miałąm na dzisiejszej terapii jakby pierwszy kontakt z dzieckiem wewnętrznym, z niemowlęciem.
Uświadomiłam sobie że ono jest ale nie dałam rady nawet na niego spojrzeć. Zbyt wielkie lęki i poczucie winy wobec niego mam.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-10-06, 19:35:40
A ja chyba troszkę zmienię koncepcję tych sesji pracy z wewnętrznym dzieckiem. Wydaje mi się, że warto popracowac nad każdym etapem, więc teraz będzie wybór.
Albo pracujemy nad dzieckiem w wieku, który sie pojawi w wyobraźni, albo przechodzimy przez kolejne etapy rozwoju: od niemowlaka przez 2-3 latka, przedszkolaka, dziecka w wieku szkolnym i wiek młodzieńczy. Oczywiście raczej trudno w jednej sesji będzie skontaktować się ze swoim wewnętrznym dzieckiem podczas jednego spotkania, więc osoby, które zechcą popracować nad każdym etapem zapraszam do udziału w kilku spotkaniach. Oczywiście bezpłatnie :)

Zaproszenie do spotkań cały czas aktualne! Do odwołania:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2015-10-09, 16:06:52
Hej Lilliole, dalas mi tu tydzien temu fajną koncepcje dla pracy nad poczuciem wolności że mam prawo być niemily i miec ludzi gdzieś. Teraz mi wyszło że jestem zmuszony być miły dla innych bo od nich zalezy moje życie, jak by nie oni to niedostane pracy mieszkania, pieniędzy i w efekcie zgine. Niewiem jakie pytanie zadać zatrzymałem sie w tym miejscu
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: furyah w 2015-10-09, 19:38:06
Doktor, któż to ma taką władzę nad Tobą?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-10-09, 19:41:11
Doktor
Ja ci mogę tylko powiedzieć że jestem na tym samym etapie i nie wiem kiedy uda mi się go przekroczyć. To lęk małego dziecka że nie poradzi sobie bez matki, bo od matki jest zależne.
JA tutaj widzę rozwiązanie w nawiązaniu kontaktu z tym dzieckiem i zaopiekowaniu sie  nim, żeby przestało się bac tego że jest samo bez matki.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: JenKa w 2015-10-09, 19:54:41
Doktorze, chyba nie zupełnie o takie prawo chodziło. Bo bycie niemiłym i prawo, by mieć wszystko i wszystkich w "głębokim poważaniu" nie ma nic wspólnego z prawem do zasługiwania i szacunku. Czy takie samo prawo przyznałbyś całej reszcie ludzkości - do bycia chamskim, aroganckim, opryskliwym i samolubnym?
Chyba nie.
U mnie zmiany zaczęły się od momentu, gdy pozwoliłam SOBIE SAMEJ być traktowaną z szacunkiem i odwdzięczać się szacunkiem. Gdy uwierzyłam, że JA ZASŁUGUJĘ na szacunek, tak samo, jak pozostali. Ani mniej, ani bardziej. A osoby, które nie potrafiły się z tym pogodzić, po prostu gdzieś się rozpłynęły.

I jeszcze jedno: też przez jakiś czas miałam problem z tym, że zależę od innych. Tylko, że to złudzenie. Bo wpływ mamy tylko na siebie samych - nasze własne emocje, intencje, sposób postrzegania. Na pogodę, czyjś ból brzucha, zepsute tory kolejowe i urwaną spłuczkę w publicznej toalecie już nie ;) Natomiast z czystymi intencjami zasługiwania trafia się tam, gdzie jest czysto, jasno i przyjemnie. I nie zginiesz - mnie ostatnio pś wystraszona jakimś brakiem "wyczarowała" worek lizaków i trzy kilo kiełbasy za free. Serio :)))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2015-10-09, 21:55:26
buhaha 3 kilo kiełbasy :D mocne
No właśnie, tak jak napisała furyah pytałem już o to siebie. Jenka, ja to widzę tak że mam prawo do bycia chamski i wstaw co chcesz ale nie muszę taki być. W praktyce to i tak wygląda inaczej, masz prawo do czegoś i wiesz o tym ale tego nie robisz. Tu chodzi żeby pozwolić sobie na to, dać przestrzeń, wtedy znika napięcie związane z tym tematem i pojawia się wolność wyboru. Doświadczyłem tego ostatnio ale zaczęło wywalać. Wiem że nie zginę bo tak jak piszesz, to my sami tworzymy swój świat, przyciągamy innych ludzi według naszych intencji tylko mam problem z tym że moja pś myśli sztywno i logicznie do bólu, nie jest elastyczna. Jak jej powiem że mam prawo mieć w dupie wszystkich to automatycznie wyciąga na wierzch wszystkie moje poglądy które kolidują z tym stwierdzeniem zamiast np wpasować to do mojego już obecnego systemu wartości i postępowania bo przecież intencja w powtarzaniu takiej afirmacji jest jedna, żeby sobie pozwolić i wprowadzić przestrzeń i wolność w to miejsce gdzie jest nie wygoda. Ale przez sztywność mojej pś nie wiem jak sie za to zabrać. Nawet afirmuje że jestem godny miłości gdy mam gdzieś opinie innych ludzi i tu wychodzi że niemoge mieć gdzieś bo np. od innych ludzi zależy czy dadzą mi prace itd. Gdybym był całkowicie niezależny finansowo, miałbym 50milionów na koncie to pewnie bym sobie pozwolił na całkowitą olewkę.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: JenKa w 2015-10-09, 22:35:18
Doktor-X, jest dokładnie tak, jak piszesz. Świadomie możesz już coś wiedzieć, rozumieć, a pś dalej będzie próbować działać po swojemu. Czasami sama zastanawiam się, czy nie wynika to przypadkiem właśnie z braku logicznego, a na pewno bardziej konkretnego, rozumowania. Bo jeśli myślisz sobie, że masz prawo mieć wszystkich gdzieś, to co właściwie myślisz? "A niech mi tylko podskoczy, to ja mu pokażę"? A pś dopasowuje się do tego bardzo konkretnego pragnienia :)

Moja tak przejęła się oszczędzaniem, że pensję, mimo otrzymanej miesiąc wcześniej podwyżki, w tym miesiącu dostałam w ratach. W efekcie gdzieś tam pojawił się strach, że nie starczy - i, olaboga, dziecko będzie miało pusty brzuszek - pś zadziałała po swojemu: efekt był, jak napisałam wcześniej.
Dlatego pracując z wzorcami trzeba bardzo uważać co się kreuje, bo efekty bywają naprawdę zaskakujące. Ale zawsze takie, jakich wewnętrznie chcieliśmy ;)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-10-10, 07:24:35
Hej Lilliole, dalas mi tu tydzien temu fajną koncepcje dla pracy nad poczuciem wolności że mam prawo być niemily i miec ludzi gdzieś. Teraz mi wyszło że jestem zmuszony być miły dla innych bo od nich zalezy moje życie, jak by nie oni to niedostane pracy mieszkania, pieniędzy i w efekcie zgine. Niewiem jakie pytanie zadać zatrzymałem sie w tym miejscu

Doktor -X
Rodzice często mówą: Jak będziesz niegrzeczny to nie dostaniesz cukierka. I powstaje schemat - jak będziesz miły to coś dostaniesz, a jak będziesz niemiły to ci nie damy albo jeszcze zabierzemy to co kiedyś daliśmy.
Warto ten schemat przełamać.
Po pierwsze Ty jako dorosły przekonuj swojego wewnętrznego dzieciaczka, że go kochasz i zatroszczysz się o niego bez względu na to co ono zrobi czy jak się zachowa.  Ze go kochasz i zawsze będziesz sie nim opiekował. Że będziesz z nim bez względu na wszystko.

Po drugie możesz mu powiedzieć cos takiego: Możesz dostać pomoc i wsparcie gdy jesteś miły. Możesz też je dostać gdy zdarzy ci się być niemiłym. Możesz dostać wsparcie i pomoc gdy o nią poprosisz. Możesz prosić o pomoc wprost. Możesz prosić o pomoc i nawet ją otrzymać.

Tak naprawde to otrzymanie pomocy zależy od otwartości na pomoc, a nie od bycia zawsze miłym. Jakby zależało od bycia miłym to chyba nigkt by jej nie otrzymał bo chyba każdemu zdarza sie byc niemiłym.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-10-10, 07:57:59
Doktorze, chyba nie zupełnie o takie prawo chodziło. Bo bycie niemiłym i prawo, by mieć wszystko i wszystkich w "głębokim poważaniu" nie ma nic wspólnego z prawem do zasługiwania i szacunku. Czy takie samo prawo przyznałbyś całej reszcie ludzkości - do bycia chamskim, aroganckim, opryskliwym i samolubnym?
Chyba nie.


Jenka
tu chodzi o pracę z wewnętrznym dzieckiem
To co napisałac możesz powiedziec dorosłemu, ale jak staniesz przed dwulatkiem i wygłosisz to co napisałaś myślisz, że on to zrozumie? Poczuje tylko, że coś z nim nie tak.

Wyobraź sobie taka sytuację, że dziecko dostało jakąś zabawkę i chce sie nia nacieszyć i jeszcze pochwalić w piaskownicy. A tu dzieciaki zamiast podziwiac chcą też sie pobawić ta zabawką. Dziecko broni swojej własności. Rodzic mówi - jesteś niemiły i nie dbasz o innych. Jak się podzielisz zabawka to dm ci lizaka. A to nie jest czas, żeby uczyć dziecko dbania o innych.
Dzieci sa egocentryczne i to jest normalne.
Ale na każdym etapie rozwoju dziecko potrzebuje wiedzieć, że jest kochane i akceptowane takie jakie jest. Jeżeli tego nie czuje to zaczyna odrzucać jakąś część siebie. Dorasta i potem jako dorosły odrzuca siebie zawsze, gdy zdarzy mu sie byc niemiłym i myślec o sobie zamiast o innych. To wcale nie znaczy, że zawsze będzie miły. To oznacza, , ze będzie się karał zawsze gdy zdarzy mu sie być niemiłym.
A jak zaakceptuje tą część siebie która jest niemiła  i "ma innych w poważaniu" to oznacza, że zawsze będzie niemiły? Też nie. Ale wtedy będzie wybór. Skoro moge byc miły i moge byc niemiły to mam wolna wolę. Gdy musze być miły - tej wolnej woli nie mam. Jest tylko przymus bycia miłym.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-10-10, 08:02:44
Doktor -X
Wazne, zeby Twoje wewnętrzne dziecko wiedziało, że może Ci zaufać. Jak zaufa Tobie to potem będzie mogło zaufać innym. Jak zobaczy, że Ty sie o nie troszczysz i dajesz mu wszystko czego potrzebuje (a potrzebuje głównie miłości i akceptacji) to w końcu uwierzy, że od innych tez dostanie to czego potrzebuje.
Dlatego jak najczęściej pytaj go czego potrzebuje. Nawet jak nie wie i nic nie mówi to nic nie szkodzi. Ważne jest żeby wiedziało, że Ty jako dorosły chcesz zaspokoic jego potrzeby. Jak powie, że chce ciasteczko - to mu je kup i razem zjedzcie.
Chodzi o to, żeby go przyzyczic, że dostaje to czego potrzebuje. Ze to normalne, że dostaje to czego potrzebuje. Że nie musi byc miłe, czy robić cos szczególnego, żeby móc zaspokoic swoje potrzeby. Jak ono uwierzy, że może miec to czego potrzebuje to zacznie CI kreowac to czego Ty teraz potrzebujesz.


Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: JenKa w 2015-10-10, 09:57:25
Lilliole, masz rację i jej jednocześnie nie masz.

Po pierwsze: to, co piszę, piszę z pozycji osoby dorosłej, a nie dziecka. I piszę to DO osoby DOROSŁEJ, owszem, w temacie wewnętrznego dziecka, ale na to, jak czyjeś wewnętrzne dziecko to przyjmie nie mam wpływu - nie znam historii tej osoby, jej lęków i urazów. Mogę pracować tylko z własnym wewnętrznym dzieckiem, nie czyimś. Nawet terapeuta jest w takiej pracy tylko przewodnikiem.
Po drugie: jeśli nauczymy dziecko, że ma prawo być niemiłym i na pewnym etapie tego nie skorygujemy, to mamy taki świat, jaki mamy - wszyscy przyznają sobie prawo do obrażania innych, walenia łopatką po głowie i wyrywania zabawek. Na wyprzedażach wyraźnie widać te prawa dwulatka. Ale chyba nie do tego dążymy? I dlatego z dzieckiem trzeba rozmawiać, rozwiewać jego lęki, zapewniać o BEZWARUNKOWEJ MIŁOŚCI, a jednocześnie wskazywać, że ta miłość nie jest egoistycznym zaspokajaniem wszystkich pragnień, a dążeniem do równowagi.

Ostatni post jest najbliższy temu, co miałam na myśli pisząc o szacunku i zasługiwaniu. Bo ktoś, kto szanuje siebie, automatycznie wzbudza szacunek u innych. I nic nie musi - wystarczy, że jest tego świadomy.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2015-10-10, 10:40:03
Warto tutaj spojrzeć nieco szerzej na temat - przede wszystkim to nie jest tak, że są tylko dwa skrajne bieguny zachowań czyli bycie miłym na siłę i chamstwo. Jest też całe spektrum zachowań i reakcji pośrodku.

Wg mnie to co Doktor-x potrzebuje przepracować to przekonanie, że musi się wysilać z byciem miłym, robić coś na siłę i wbrew sobie. Staranie się podłączając pod cudze oczekiwania nie jest ani fajne, ani korzystne ani potrzebne. Można dostawać pomoc, wsparcie, akceptacje i inne fajne rzeczy nie robiąc tego wszystkiego, nie wkładając tego całego wysiłku w relacji z innymi ludźmi. Ale to zaraz też nie oznacza, że zaraz musi się pojawiać chamstwo i inne niefajne rzeczy. Można być neutralnym, naturalnym i spokojnym. Oczywiście ludzie mogą to odbierać jako chamstwo, bo mogą uważać, że np. im się należy uwaga, której im nie dajesz albo że powinieneś się tłumaczyć kiedy Ty nie zamierzasz tego robić. I to nie jest prawdziwe chamstwo, tylko urojone. Takie urojone chamstwo można spokojnie przejawiać i wciąż czuć się w porządku i mieć dobre relacje z ludźmi.

Można jednak pójść w drugą skrajność i być prawdziwym chamem - możesz kazać ludziom spier*alać z byle powodu, ostentacyjnie podkreślać jak bardzo masz ich gdzieś, itd. I ok, masz prawo nie karać się, nie czuć się winnym za to wszystko itd. Rozumiem, że wewnętrzne dziecko może potrzebować tej akceptacji, jeśli przejawiasz taką słabość. I to jest wszystko w porządku. Jest jednak jedno ale - wywala Ci, że takie zachowania uniemożliwią Ci choćby zarabianie pieniędzy, itp. I tak może być! Żyjąc w społeczeństwie jesteśmy jego częścią i mniej lub bardziej jesteśmy zależni od innych ludzi. Można się na innych ludzi wypiąć, ale niesie to za sobą konsekwencje bycia skazanemu na płynięcie pod prąd.

Relacje z ludźmi są ważną częścią życia w tym świecie i jeśli zamierzamy je psuć sobie na własne życzenie, to oczywiście mamy do tego prawo, możemy się z tym czuć ok, ale ma to takie skutki że odcinamy się od możliwości życia w symbiozie z innymi ludźmi, a to znacznie utrudnia życie.

Możesz sobie afirmować to co afirmujesz, ale nie jesteś w stanie doprowadzić do przekonania, że jest to w 100% korzystne, ponieważ nie jest. Bycie prawdziwym chamem niesie za sobą konsekwencje, to są niefajne energie i dostrajanie się do nich będzie powodować niemiłe konsekwencje. I tutaj dlatego warto działać dwutorowo - akceptuj sobie to i czuj się w porządku, ale wsłuchuj się też w głos rozsądku, który Ci mówi że będą tego konsekwencje. Warto się więc zastanowić czy rzeczywiście taki chcesz być i czy w ogóle tego potrzebujesz.

Długo terminowo afirmując podszedłbym do tematu raczej w taki sposób, że afirmowałbym:
1) To, że nie musisz naginać swojego zachowania pod innych ludzi
2) Jesteś ok, kiedy jesteś sobą w relacjach z ludźmi
3) Mam prawo być niemiły, ale zwracam sobie od razu wolność od tego, ponieważ mi się to nie opłaca

Temat wywołuje szerokie spektrum emocji, więc warto po prostu podejść to z kilku różnych stron jednocześnie, ponieważ skupienie się tylko na jednym aspekcie może wpędzać w ślepą uliczkę stworzoną przez inne kwestie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: JenKa w 2015-10-10, 11:25:53
Czuję, że wszyscy mówimy o tym samym, tylko czasem trudno dobrać słowa tak, by dokładnie wyrazić to, o co właściwie chodzi.
Ale cieszę się z tej wymiany poglądów. Za każdym razem dowiaduję się o sobie czegoś bardzo istotnego. Trochę, jak odnajdywanie kolejnego elementu puzzli :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-10-10, 12:23:39

Można jednak pójść w drugą skrajność i być prawdziwym chamem - możesz kazać ludziom spier*alać z byle powodu, ostentacyjnie podkreślać jak bardzo masz ich gdzieś, itd.

Clint,
przecież znamy Doktora -X z forum. Ja osobiście nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek był dla kogos chamski czy arogancki. Naprawdę wierzysz, że jak powie swojemu wewnętrznemu dziecku, że może byc niemiłe dla kogos to zaraz stanie sie nieliczącym z nikim chamem? Ja nie zauważyłam w jego wpisach jakiejs zmiany w kierunku chamskości.
Wiem, że to jest niezgodne z zasadami budowania afirmacji, ale czasem korzystne jest złamanie zasad. Poza tym na początku zdania jest slowo "mogę". To jest przyzwolenie a nie nakaz.
Co innego jakby było "potrafię" czy "wybieram". Ale jest "mogę", czyli "wolno mi". Oczywiście za wolnością ida tez konsekwencje wyboru.
Od jakiegoś czasu ja sobie przyzwalam na wiele rzeczy, mówiąc do siebie że mogę. Niektóre z nich sa naprawdę nieakceptowalne. Ale nigdy nie zauważyłam, żeby to pociągało za soba jakieś wielkie zmiany w moim zachowaniu. Nie staję sie nagle samolubna, chamska i czy nikogo nie biję. Poza tym, że zyskuję luz i swobode wyboru.

W większości sytuacji jest tak, że jak sobie np mówię, że moge być arogancka to przychodzi mi zaraz, że wcale nie muszę. I ze tak naprawdę to wcale nie chcę.
Przez kilka lat nie mogłam uzdrowić pewnej relacji karmicznej. Miałam nawet zabieg węzłów na rozplątanie i pomogła, ale tylko troszkę. Wiele afirmowałam ze słabym skutkiem. I dopiero jak sobie powiedziałam, że mogę tą osobę nienawidzić chociaz nic w tym wcieleniu mi nie zrobiła - pojawiła sie przestrzeń do tego, żeby polubic te osobę.
Jak ktos nie wierzy to niech sobie spróbuje przyzwolic wewnętrznie na coś czego się boi i sam sie przekona. Ja nie mówię, żeby to od razu przejawieć. Bo tu nie chodzi o kreację tylko przyzwolenie na swój cień.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-10-10, 12:42:33
JenKa
ja też się cieszę że rozmawiamy i przedstawiamy różne punkty widzenia :)
I masz rację, że czasem ważny jest dobór słów.
Dlatego chcę wyjaśnić, że jak ja mówię do swojego wewnętrznego dziecka "Możesz być niemiła" to nie jest równoznaczne z tym, że "Masz prawo być niemiła". To zupełnie coś innego. Tu chodzi o uwolnienie sie od nakazu bycia miłym. Człowiek, który kieruje się nakazami, a nie świadomościa i wolną wolą jest jak zaprogramowany automat. 

Po drugie: jeśli nauczymy dziecko, że ma prawo być niemiłym i na pewnym etapie tego nie skorygujemy, to mamy taki świat, jaki mamy - wszyscy przyznają sobie prawo do obrażania innych, walenia łopatką po głowie i wyrywania zabawek. Na wyprzedażach wyraźnie widać te prawa dwulatka. Ale chyba nie do tego dążymy? I dlatego z dzieckiem trzeba rozmawiać, rozwiewać jego lęki, zapewniać o BEZWARUNKOWEJ MIŁOŚCI, a jednocześnie wskazywać, że ta miłość nie jest egoistycznym zaspokajaniem wszystkich pragnień, a dążeniem do równowagi.
No właśnie ja uważam, że dzieci nie trzeba korygować. Że one maja w sobie instynkt rozwoju i że wystarczy nie przeszkadzać. Uważam, że dzieci i ludzie sa z gruntu dobrzy.
A to co sie dzieje na wyprzedażach może wynikać z zatrzymania ludzi na etapie łopatki, ale nie dlatego, że im nie wskazano kierunki, ale dlatego, że zablokowano im wzrastanie i rozwój. Krzykiem, ocenami, krytyką, bazkiem miłości.

Moim zdaniem nie trzeba uczyc dzieci miłości i opowiadać im czym ta miłośc jest. Bo one wiedzą. Kiedys słyszałam, że dzieci nie wychowuje sie słowem tylko przykładem. Czyli dzieci obserwują rodziców i jęśli oni o czyms mówią, a robia cos zupełnie innego to dzieci przyswajają zachowanie rodziców, a nie to co mówią.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wniebowziecie Grubego w 2015-10-10, 13:53:01
 Lilliole

:)

Cytuj
Lilliole
 

[#]   « Październik 10, 2015, 12:42:33 »
Cytuj


Moim zdaniem nie trzeba uczyc dzieci miłości i opowiadać im czym ta miłośc jest. Bo one wiedzą. Kiedys słyszałam, że dzieci nie wychowuje sie słowem tylko przykładem. Czyli dzieci obserwują rodziców i jęśli oni o czyms mówią, a robia cos zupełnie innego to dzieci przyswajają zachowanie rodziców, a nie to co mówią.

Dokładnie.
l nie trzeba wtedy uczęszczać na róznorakie kursy , warsztaty , wykłady,
seminaria o ,, związkach ".

Pozdrawiam sobotnio


Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: medżikowsky w 2015-10-10, 14:05:08
l nie trzeba wtedy uczęszczać na róznorakie kursy , warsztaty , wykłady,
seminaria o ,, związkach ".

No dzieci raczej na takie kursy nie uczęszczają.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wniebowziecie Grubego w 2015-10-10, 14:15:58
medżikowsky

Zgadza się.
Ale takie dzieci ,które przebywają w takiej atmosferze , gdy już dorosną
to nie ,,muszą " latać po róznych takich  kursach .
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: medżikowsky w 2015-10-10, 14:17:59
Maybe.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-10-10, 14:43:09
Moim zdaniem tzw wszelkie zachowania negatywne typu agresja, cwaniactwo, wykorzystywanie innych nie wynikają z braku prowadzania czy braku zakazów czy nakazów, ale z braku miłości. Nawet Ci ludzie, niemalże bijący sie o towary na wyprzedażach o których wspomniała JenKa tak naprawdę biją sie o miłość i spełnienie, bo uwierzyli, że tymi dobrami materialnymi są w stanie zapełnić brak. Byc może oni walczą z taką sama łapczywościa z jaką niemowlak domaga sie piersi matki. Jakby od tego zależało jego zycie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: medżikowsky w 2015-10-10, 14:50:39
Ale oni nie walczą tak jak by od tego zależało życie.
Gdy ktoś pracuje i zostaje mu 500$ na miesiac wolnej kasy, to korzystne jest dla niego przepychać się by dostać tanie towary na ktorych zaoszczędzi / zarobi kilkaset $ w jeden dzień.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: JenKa w 2015-10-10, 16:38:50
Dzieci wiedzą. Wiedzą, dopóki nie pojawi się zderzenie z rzeczywistością typu państwowa placówka wychowawcza, albo po prostu rodzina, w której spotkały się inne - dorosłe już - dzieci. I, jak słusznie Lilliole zauważyła, dzieci uczą się przez obserwację. I to jest bardzo smutne, że to, co WIEDZĄ i to, co WIDZĄ okazuje się być bardzo często sprzeczne. Jeśli mają możliwość dorastać w domu, w którym otrzymywały tą niezbędną dla ich wzrastania ilość bezwarunkowej miłości i pozytywnego wsparcia, to pierwsze kroki w zewnętrznym świecie będą je tylko dziwić. Jeśli nie - uwierzą, że właśnie ta rywalizacja za wszelką cenę jest prawidłowa.

Ja, niestety, zaliczam się do tych ostatnich. I pewnie to odgruzowywanie różnych nieprawidłowości jeszcze przez jakiś czas potrwa. Choć, co ogromnie mnie cieszy, powolutku zauważam, jaka fajna atmosfera pojawia się wokół mnie, a zwłaszcza w domu, w którym zamiast dotychczasowych przepychanek zagościły rozmowy, zaufanie i wsparcie. Bardzo, bardzo jest to przyjemne :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wniebowziecie Grubego w 2015-10-10, 17:01:01
i  CZUJĄ  to co CZUJĄ
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: tod w 2015-10-10, 23:49:34
Jak ja ostatnio mówię sobie, że 'Mogę ...' (np. czuć złość, być kimś niemiłym, nielubianym) to mi to pomaga, bo pozwala zaakceptować to co czuję. Znika ze mnie napięcie....
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2015-10-12, 16:25:00
Dzięki za odpowiedź. "Otrzymywanie zależy od naszej otwartości na otrzymywanie a nie od bycia miłym"
Kolejna strzała w 10 :) tego potrzebowałem i w zasadzie tylko tego.
Ja mam inne podejście do wew dziecka, przedewszystkim nielubie tych nazewnictw i nie lubie myśleć ze z nim pracuje. Dla mnie go niema, jestem tylko ja. Czasem czuje wewnatrz siebie jak coś co mozna nazwac wewnetrznym dzieckiem sie raduje i ja sam wtedy czerpie radość, ale niechce myślec że jakies cos we mnie z wlasną inteligencją i uczuciami sie raduje, wole już myslec o tym jako o częsci mnie co sie oczywiscie pokrywa. Tak mi jest dobrze i jak mam efekty to niech tak pozostanie :)
Co do tego bycia chamskim lub miłym, często potrzebuje czegos od innych i niewypada mi być nawet w złym humorze. To troche uciązliwe ale zawsze takie problemy się pojawiają gdy brakuje mi swojej milosci. Gdy ona jest to mam humor, jest przestrzen, pojawia sie wolność i wybor. Wtedy wszystko jest na swoim miejscu i nawet uszczypliwość w moim wykonaniu staje sie przyjemna, czuje granice, wyczuwam poziom harmonii i jakość energii. Porzuciłem 3 stronny dekret i zamiast niego mam 3 głowne afirmacje, w tym jedną Lilliole i jest lepiej niż przedtem.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-10-12, 16:40:29
Doktor - X
To świetnie, ze znalazłeś swój własny sposób pracy, który przynosi efekty :)
Bo to w gruncie rzeczy chodzi.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: furyah w 2015-10-12, 17:41:52
Lili, czy wewnętrzne dziecko = podświadomość?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Michał486 w 2015-10-13, 07:59:17
Ja bym powiedział to tak:
Wewnętrzne dziecko jest częścią podświadomości. Jakimś dużym programem jaki pś wykonuje.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-10-13, 09:35:21
furyah
zastanawiałam sie nad tym,
jest duże podobieństwo między tym co nazywamy podświadomością, a wewnętrznym dzieckiem. Chociażby emocje. Jest to domena i pś i wewnętrznego dziecka.
Wewnętrzne dziecko jest najbardziej kreatywną częścia nas, a podświadomość jest tym co kreuje.
Podświadomość jest czymś więcej niż wewnętrzne dziecko.

Wydaje mi się, że Michał trafił w sedno :-)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: furyah w 2015-10-14, 16:32:26
Lili, Michał, dzięki za odpowiedzi bo nie mogłam sobie tego ułożyć.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2015-10-14, 20:38:25
Faktycznie, Michał dobrze określił czym jest wewnętrzne dziecko. Uzdrawiałem dziś w pracy jakiś wzorzec z dzieciństwa, akurat mi się udało dotrzeć do podświadomości i potem czułem jak się transformowało na klacie. Temat dotyczył złości, pogardy mojego ojca do mnie gdy zrobiłem coś nie po jego myśli. Nie wiedziałem za bardzo jakie afki na to układać na szybko więc afirmowałem te od Lilliole, jestem godny miłości, wartościowy i cenny taki jaki jestem, nawet gdy ojciec jest na mnie zły itp, potem dodałem nawet gdy mam go w dupie :p i musiało zaskoczyć. Teraz dalej staram się coś układać pod lęki na nieposłuszeństwo.
Bałem sie zawsze np. niedosłyszeć jak ojciec mnie woła bo zaraz się wściekał, dzisiaj akurat to między innymi też przerabiam.
Truł mi już od rana, narzekał na wszystkich dookoła ale jakoś to zniosłem, po południu zobaczył że porysowali mu samochód i zaczął się wściekać, wziąłem słuchawki by tego nie słuchać, oczywiście mi się oberwało, kazał mi wypier.. z domu :D tak poprostu bo go zezłościło to że z nim nie rozmawiam ale nie bardzo sie tym przejąłem na szczęście co mnie cieszy również :)
W każdym razie wywala, powtarzam sobie że jestem kochany, godny miłości i szacunku taki jaki jestem ale przydało by mi się coś co bardziej trafia w sedno. Jeśli ktoś by miał jakiś pomysł na afirmacje to się nie obrażę :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Witek D. w 2015-10-14, 22:28:20
Co do wewnętrznego dziecka (że to część podświadomości) z mojej perspektywy to jest połowa prawdy. Ja bym uzupełnił to o to, że to również pewien sposób doświadczania siebie - dla niektórych, z powodu odcięcia się od niego, zamknięcia swoich emocji na tym poziomie, przybiera formę wewnętrznego dziecka (lub podobnej części osobowości).
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: furyah w 2015-10-23, 12:07:10
Po 3 sesjach z Agnieszką mogę powiedzieć że jest to jedna z niewielu metod rozwoju która naprawdę szczerze staje po stronie dziecka. Tu nie ma osądzania, odwoływania się do intencji karmicznych tylko jest bezwarunkowe przyjęcie wewnętrznego dziecka takim jakie jest. Myślę, że może przynieść efekt nawet w ciężkich przypadkach, kiedy człowiek idąc za przykładem innych odrzucił nieakceptowane części siebie (i tam została zablokowana energia). Metoda robi przestrzeń i możliwość na przyjęcie siebie samego i bezwarunkową akceptację.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: muszka91 w 2015-11-20, 09:42:06
Ja też miałam 2 sesje z Agnieszką i mam podobne odczucia. Jest tam stanięcie po stronie dziecka, po swojej stronie.Pozwolenie na uczucia, bo takie one właśnie były. Nie da się przeskoczyć w RD tego dzieciństwa i tych emocji  mówieniem na odczepne WYBACZAM. Ja jestem na tym etapie, na którym jestem i pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć. Czuję,że chcę stać się najpierw człowiekiem w całym tego słowa znaczeniu- jest to dla mnie równoznaczne z przyznaniem się do niedoskonałości, do odczuwania wszystkich emocji i uczuć. Do blasków i cieni. Moje intencje do bycia w tej rodzinie muszę na razie zostawić bo i tak teraz sobie ich nie uświadamiam - a to,ze zostałam zraniona jest faktem. I to chcę uznać i gniewać się na to,iz zadano mi duchowe rany. Nie zamierzam się konfrontować z katem w realu- ale w wyobraźni często tak robię to mi pozwala przywołać ten gniew. Czuję ,ze uśpiony gniew zaczyna wyłazić.
Wczoraj miałam taką sytuację,że dowiedziałam się ,ze mama nie spi po nocach bo wstaje do swojej podopiecznej (pracuje jako opiekunka w Niemczech) . Wiecie co? poczułam satysfakcje , i dobrze ... być moze nauczy się jak to fajnie się nie wysypiać, ile razy w dzieciństwie ja nie mogłam spać bo byly wiecznie awantury i menelstwo w domu a w szkole trzeba było funkcjonować. Po prostu ja jej życze by doświadczyła tego co ja.. by zobaczyła jak to jest. Czuję chęć odwetu , nawet życzyłam jej śmierci bo chciałam skończyć swoje cierpienie a innego wyjścia z sytuacji jako dziecko nie widziałam. Albo żeby się zachlała na śmierć. Byłby spokój. Poczułam ,ze nie lubię swojej mamy, nie kocham a nawet nienawidzę. W niektórych sytuacjach wyobrażam sobie ,ze tłukę ją na zbite jabłko a to co mi robi. Teraz już wiem,ze jej śmierć niczego nie zmieni, że chcę się trzymać od niej z daleka ,ze tak będzie lepiej dla nas obu. NIe mamy do siebie ciepłych uczuć, czasami mi smutno ,ze nie miałam fajnej relacji z matką. Jak pozwoliłam sobie wczoraj na te myśli, na te uczucia , na dopuszczenie ,ze tak się wtedy czułam to poczułam dużą ulgę. Tak właśnie myślę o matce. Dam sobie odczuwać i tak myśleć, akceptując to. Teraz mam siłę by się bronić i już nie pozwolić ,aby mnie krzywdzono.Juz dość . Rola ofiary już mnie nie interesuje. Zobaczymy co dalej się będzie działo , gdy już pozwoliłam sobie ujawnic prawdę o naszej relacji.. jaka to ulga , tak tez moze byc..
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-11-20, 10:10:24
Brawo muszka :-)
Stanęłaś po swojej stronie. 
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: muszka91 w 2015-11-20, 10:30:13
A jak moja Mała Ola się cieszy,ze ktoś przyszedł i stanął po jej stronie- ciągle czekała na tego kogoś i w końcu się doczekała:)
I kto by pomyślał,że szukałam' mamusi' która mnie pokocha i stanie za mną a mogę to być Ja sama? i tylko Ja.
Dziękuję Lilliole za te sesje one rozpoczęły ten proces...
Kupiłam książkę 'Powrót do swego wewnętrznego domu' i zaczynam przerabiać kolejne etapy. Czuję,ze to kluczowe dla mnie. Syn jest do południa w przedszkolu a ja mam czas dla małej Oli.
Po prostu niech wychodzi, a ja będę w tym , będę akceptować i być przy małej Oli. :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Doktor-X w 2015-11-20, 21:06:32
"Czuję chęć odwetu , nawet życzyłam jej śmierci bo chciałam skończyć swoje cierpienie a innego wyjścia z sytuacji jako dziecko nie widziałam. Albo żeby się zachlała na śmierć. Byłby spokój. Poczułam ,ze nie lubię swojej mamy, nie kocham a nawet nienawidzę. W niektórych sytuacjach wyobrażam sobie ,ze tłukę ją na zbite jabłko a to co mi robi. Teraz już wiem,ze jej śmierć niczego nie zmieni, że chcę się trzymać od niej z daleka ,ze tak będzie lepiej dla nas obu. NIe mamy do siebie ciepłych uczuć, czasami mi smutno ,ze nie miałam fajnej relacji z matką. Jak pozwoliłam sobie wczoraj na te myśli, na te uczucia , na dopuszczenie ,ze tak się wtedy czułam to poczułam dużą ulgę. Tak właśnie myślę o matce. Dam sobie odczuwać i tak myśleć, akceptując to."

:D a myślałem że tylko ja tak mam i jestem taki "niedobry". To normalne odczucia zebrane na przestrzeni całego życia. Przez większość czasu nie żywie jakiś żali do ojca, wiem że to ja jestem odpowiedzialny za to co mnie spotyka, jak mam kiepski humor, kiepskie wibracje to naturalnie siłą rzeczy prowokuje tym samopoczuciem ojca by był podły, złośliwy ale w dalszym ciągu sam to sobie robie, jest we mnie jakieś pozwolenia na to. To podejście pozwoliło mi odpuścić nienawiść do ojca ale jak czasem coś się mimo wszystko przebije to tak jak Lilliole pisała, jestem kochany i godny miłości nawet jeśli nienawidzę i czuje to co czuje.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: JenKa w 2015-11-22, 21:55:53
Muszka, Doktor-X, a zauważyliście, że po takim uświadomieniu i zaakceptowaniu tych uczuć z dzieciństwa pojawia się wrażenie bycia "bardziej dorosłym"? Tak, jakby uwolnienie wewnętrznego dziecka od tych nieakceptowanych emocji uspokajało je i pozwalało w naturalny sposób przejść do następnego etapu rozwoju. I to chyba jest najfajniejsze: świadomość siebie z przeszłości daje  pełną świadomość siebie w teraźniejszości ;) :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-11-23, 10:18:07
JenKa,

to właśnie tak jest :). Bo prawdziwy i "dorosły" rodzic całkowicie akceptuje emocje i uczucia dziecka. Akceptując emocje i uczucia swojego wewnętrznego dziecka bez ich oceniania wchodzimy w role dorosłego. To uczy bycia dorosłym.

A dodatkowo jeżeli uwolnimy tę dziecięca bezsilną wściekłość która gromadziła sie w nas przez wiele lat, przestajemy ją tłumić, przestajemy się jej bać  - to ten dorosły w nas zyskuje dostęp do energii gniewu.
Bez dostępu do energii gniewu nie możemy sie bronić, nie mamy granic i łatwo nas zranić i wykorzystać.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-11-30, 08:25:10
W toksycznych rodzinach wszystko praktycznie stoi na głowie. I wychodząc z takiego domu warto to brać pod uwagę. W takich domach panuje przekonanie, ze człowiek jest z gruntu zły i trzeba go dopiero wychować na człowieka.
Tymczasem człowiek jest człowiekiem z urodzenia, ma duszę i nie trzeba go urabiać. Wystarczy zapewnić mu warunki do rozwoju.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: muszka91 w 2015-11-30, 10:11:46
Ostatnio czuję wkurzenie, gniew na ojca ale trochę czuję się winna odczuwając go zwłaszcza,że nasze stosunki się poprawiły. Ojciec przestał mnie krytykować . I mam p.winy ze mogę go zranić moim gniewem. Ale chcę mieć do niego dostęp ponieważ może on pozwoli mi znaleźć w sobie siłę by 'odciąć pępowinę' i stanąć na własnych nogach.  Ostatnio też zostałam znów zraniona , bo wyraziłam swoje zdanie. Zostałam uznana za osobę ,której to forum robi wodę z mózgu , że się wywyższam bo wyraziłam swoje zdanie na pewnien temat ,który dotyczył Leszka i regresingu. Ze nie chce słuchać innych bo sama najlepiej wiem( bo przeciez inni wiedza lepiej tak , jak mam zyc?) wytykano mi błędy jakie popełniam wobec mojego syna bo przeciez wszyscy widza lepiej itd. Tak czy siak skontaktowałam się z tym cierpieniem w sobie, krzywdą, wytargało mną dosłownie, poczułam tez ogromny lęk ze zostane sama bo juz nikogo nie ma po mojej stronie, lęk ze sobie teraz sama nie poradzę? CZuję tez wstyd ,ze jeszcze mieszkam z ojcem, porównuję się z innymi i stawiam jako tą 'gorszą' ale wiem tez ,ze jestem w procesie zmiany i być moze jeszcze potrzeba czasu zeby sobie to wszystko poukładać.  To nie jest tak ,że nic nie robię ze swoim zyciem, 'chyba' pracuję nad sobą choć czasami mam wrażenie ze wszystko stoi, albo sie cofa, a czasem jakbym była bliżej niż dalej przełomowej zmiany. Czuję tez o wiele więcej w sobie siły niz 2-3 lata temu i ufam ,ze będzie szło ku lepszemu. Chciałam tylko powiedzieć publicznie czuję wstyd , ze miałam takie dzieciństwo i ,ze życie ulozyło się mi nie tak jak chciałam. Ale dąże do tego żeby zmienić to co mogę zmienić. I wiem ,ze niektóre osoby cieszyłyby się żeby mi sie nie udało w zyciu, zebym zostało jak jest a ja sie boje ze utknę tylko w złości i gniewie i to niczego nie zmieni, i zostanie tak jak jest. Czyli chcę zmian ale jednak jeszcze czuję lęk gdybym miała byc całkowicie samodzielna- co innego w pojedynkę a co innego z dzieckiem. To wszystko ma taki wymiar odpowiedzialności za 2giego człowieka ,któremu trzeba zapewnić odpowiednie warunki. A moze możliwości jakieś moga się nawinąc jakich ja sobie nie wyobrażam?:) Wiadomo system rodzinny przyzwyczaił się ,ze kazdy ma swoją rolę i chce trzymac status quo a tu chca się wyłamać, dobrze ze juz nie ma we mnie tego dramatyzmu ,zeby jak najszybciej się wyłamać..chcę to zrobić z głowa żeby więcej nie wrócić na stare koleiny..
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Karina w 2015-11-30, 10:20:00
Tutaj w temacie dziecka ciekawa pogadanka Ewy Cyzman-Bany:

https://www.youtube.com/watch?v=qRCFy0ChEno
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2015-11-30, 10:31:21
muszka91
mieszkasz z ojcem bo masz z tego wiele korzyści opartych na ograniczeniach, ale nie tylko  - i zdaje się że nawet widzisz jakie one są? - które przewyższają korzyści ze zmiany, dopóki tak jest warto się cieszyć tymi korzyściami, doceniać sytuację związaną z własnymi potrzebami , możliwościami, ograniczeniami i pozytywnymi cechami,  sytuację będącą wypadkową tego, akceptować cenę tego i wtedy można  na spokojnie ze zrozumieniem wobec siebie czyli bez szarpania się , obwiniania, porównywania,  czy zbędnego wstydu,  w swoim tempie szukać rozwiązania przyczyn tego, eliminacji skutków  i znalezienia upragnionej drogi wyjścia 
: )
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: muszka91 w 2015-11-30, 10:50:43
moje lęki i świadomość ich to juz coś, to są lęki małego dziecka, które wyrosło w klimacie braku bezpieczeństwa plus ciągła informacja' nie dasz sobie rady'. Korzyści są jak najbardziej p.bezpieczeństwa, komfortu. Chyba do tej zmiany  dorastam i trzeba sobie dać czas i akceptację by dorosnąć. :) A sama sobie dowalam porównywaniem się itd. Thx frisky ;>
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2015-11-30, 11:25:39
rozumiem że ten twój stary nie jest jakimś strasznym tyranem i młotkiem inaczej byśmy nie oglądali twej uśmiechniętej buźki na zdjęciu tutaj : )
więc jest w tym układzie też dużo pozytywów choćby taki że mimo tego kodu "nie dasz sobie rady" nie zostałaś wywalona przez niego na bruk i wydana na pastwę losu , bo to byłaby ciężka karma wtedy haha, więc  jest w tym też energia wsparcia i ochrony, warto to docenić, a te czy inne formy bezradności i  uzależnień jako wypaczeń tej miłości można odpuszczać tak by ta miłość stawała się czystsza,

 wiadomo czasem kobiety polegają i to przez wiele wcieleń na swoich mężczyznach i są od nich w pełni zależne, są faceci którzy ugruntowują je w tym świadomie czy nieświadomie, a jednocześnie wspierają i ochraniają jak zawsze ; )  więc przekodowanie tego i dostosowanie się do zmieniających się warunków, tudzież zmiana priorytetów na takie bardziej związane z  samodzielnością  może zajmować takim kobietom ( i nie tylko? haha)   trochę czasu i często wiąże się z lękami oraz strasznymi wyobrażeniami, nie warto się nimi przejmować  ani ich podtrzymywać, warto poczuć się dobrze z sobą samą/ym w tym miejscu w którym się jest, w obliczu nieznanej przyszłości ; )
 
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: muszka91 w 2015-11-30, 13:48:06
Frisky,
mój tata jest w porządku , teraz nasze relacje wyglądają zupełnie inaczej niż w dzieciństwie- jest dużo więcej szacunku,życzliwości, przestrzeni. Ja tylko mówię ,ze mi wywala do niego gniew/złość z dzieciństwa i ciężko mi ją odczuwać bo boję się ,że go zranię bo teraz jest już całkiem ok. A dobrze by było ją odczuć i pozwolić jej odejść. Takie osoby jak Ja czyli DDA, mają nagmatwane z relacjach z najbliższymi i ciężko im czasem przytomnie na nie patrzeć. Targają mną emocje i od nich jakby bylo zależne nastawienie, raz potrafię docenić i to bardzo tatę i to co dla mnie robi, a raz wywala gniew ,że jednak to rodzaj uzależnienia. Ale tak jak mowisz warto uwalniać to co uzależniające, bezradne i może wtedy wyjdzie czystszy obraz :) Tak czy siak mam świadomość moich lęków i ograniczeń , gorzej w ich uwalnianiu. Albo po prostu tego jest sporo i nie sposób zmienić wszystko od razu, tylko po kawałku, etapami. Tak czy siak pewnie sporo jest kobiet , które mają mężów -tatusiów i też nie wyobrażają sobie być same- stad często trwają w takich destrukcyjnych relacjach. Nie wiem jak mam zaspokoić moją potrzebę zależności- dzieciństwo minęło bezpowrotnie, jak sobie dać to bezpieczeństwo i uwagę? staram się otwierać na to od innych ludzi oraz chyba trzeba otworzyć sie na Boskie prowadzenie i opiekę.. bo to dziecko we mnie domaga się opieki..
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-11-30, 14:27:20
Ja tylko mówię ,ze mi wywala do niego gniew/złość z dzieciństwa i ciężko mi ją odczuwać bo boję się ,że go zranię bo teraz jest już całkiem ok. A dobrze by było ją odczuć i pozwolić jej odejść.

Jak nie odczuwasz czegoś to sie z tym nie zmierzysz. Emocje nieuświadomione i stłumione sa znacznie bardziej niebezpieczne.

To normalne, że boisz się, że zranisz ojca. To są dziecięce uczucia. Bo dzieci chronią swoich rodziców. Muszą ich chronić bo bez nich nie przetrwają.
Nie obwiniaj się za to, że czujesz gniew do swojego ojca.
Teraz Twój ojciec jest ok. Ale teraz to jesteście w relacji dorosły- dorosły. I jako dorosła możesz widzieć to co ci teraz pozytywnego daje.
Ale Twoje wewnętrzne dziecko czuje gniew. Bo zostało skrzywdzone. Pozwól mu na ten gniew. Nie zamykaj mu buzi. Nie oceniaj go. Pozwól mu czuć to co czuje. To nim masz się zająć, a nie ojcem.

Dla rozwoju dziecka bardzo ważne jest twz odzwierciedlanie uczuć i emocji przez matkę. Ale przeważnie gniewu sie nie odzwierciedla tylko ocenia i zawstydza. Potraktuj to jak byś była mama dla Twojego wewnętrznego dziecka i odzwierciedlała jego emocje. Powiedz mu "Widzę, że czujesz gniew. Jesteś dla mnie ważna i cenna nawet gdy czujesz gniew. Kocham i akceptuję cię zagniewaną. Nawet na ojca"

Wiele metod terapeutycznych proponuje napisanie listu. Możesz napisać list do ojca i napisać mu to wszystko o co masz żal. Wszystko co cię bolało. Bez szczerości sama ze sobą nie możesz stworzyć szczerej relacji z ojcem ani z nikim. A potem możesz schować list i obiecać swojemu wewnętrznemu dziecku że nauczysz się o niego dbać.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2015-11-30, 16:20:27
muszka91
na mój gust jesteś całkiem w porządku z tym wszystkim co czujesz i wybierasz, a czasem największym i w sumie jedynym problemem jest wywieranie na siebie presji, więc po prostu  puść wszelkie presje - tłumienia/ odczuwania/ wyrażania/rozliczania/ uzdrawiania/doganiania innych/porównywania się/ zaspokajania potrzeb z przeszłości/przepracowywania ograniczeń/dorównywania ojcu czy komukolwiek/  etc. czyli
czujesz gniew? spoko, tłumisz go ze strachu że zranisz ojca? też fajnie, nie wiesz co z tym robić? super , targają tobą sprzeczne emocje? no i co z tego,  nie wiesz jak to się puszcza? no i dobrze ...etc.

może zwyczajnie poczuj się dobrze i bądź dobra dla siebie ( możesz nazywać to wewnętrznym dzieckiem jak masz taka potrzebę)  niezależnie od wszystkiego , czuj się w porządku z tą obecną sytuacją i z taką przeszłością jaka była , z takimi a nie innymi reakcjami jakie się pojawiają, relacjami, w tym sprzecznymi intencjami i pragnieniami, emocjami ,  lękami, z tym  wszystkim co było i należy do przeszłości i z tym co się ciągnie oraz co cię spotyka ze strony innych  - żeby poczuć się dobrze z sobą naprawdę nie musisz z tym wszystkim nic robić , kompletnie nic... zwyczajnie przestań się od tego wszystkiego  uzależniać i tworzyć z tego problem : )

  i jak tak poczujesz że faktycznie nic z tym nie musisz robić co się pojawia i w czym tkwisz, to  wtedy tak bez ciśnienia i o ile będziesz jeszcze czuła potrzebę zmiany  spójrz  co z tego co zaburzało ci tą czystą dziecięcą niewinność możesz zmienić  i wtedy zmień to co chcesz i  na tyle ile możesz, czując się z tym dobrze , a co do reszty... znowu  puść wszelkie presje zmiany i robienia z tym czegokolwiek i też poczuj się w tym dobrze... bez zbędnych presji i uzależniania tego od czegokolwiek, bez konieczności wdrażania w życie dziwacznych idei uwalniania się,  związanych z nimi wyobrażeń o sobie ,  technik i  klimatów, ot tak   zwyczajnie świadomie  i po prostu bądź ciut odrobinkę bardziej dobra dla siebie
  : )
 
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: furyah w 2015-11-30, 19:25:25
Lilliole dziś mi wyszło coś takiego że powstrzymuję się od bycia szczęśliwą z lojalności do WD bo skoro ona była/jest nieszczęśliwa to ja bym ją zdradziła wybierając szczęście. tak jakbym nie uszanowała jej cierpienia. jak sobie można z tym poradzić?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Michał486 w 2015-11-30, 19:37:04
furyah dając sobie wolność.
Takie czekanie na kogoś, czy kierowanie się kimś ogranicza przyrodzoną wolną wolę. W swojej istocie jesteśmy wolni. Wszystko co nas ogranicza stanowi iluzję w jaką uwierzyliśmy.
Pozwól sobie być wolną.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: furyah w 2015-11-30, 20:05:42
Michał gdyby moje szczęście miało zależeć od innej osoby to bym się nie szczypała i zrobiła tak jak mówisz:) ale uściślę że chodzi mi o relację z moim wewnętrznym dzieckiem
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-11-30, 20:45:32
furyah
Ja mam identycznie. Wiele razy to czułam że nie mogę być szcześliwa dopoki moje WD będzie nieszcześliwe, bo nie mogę go zostawić samego a ja w tym czasie bym się cieszyła. I też to widzę jako zdradę jego. Nieraz o tym myslałam co ma  zrobić i myślę że musze poczekać aż jemu będzie dobrze.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2015-11-30, 23:24:15
jak ktoś powstrzymuje się ze względu na WD może to być najzwyklejsze  odtworzenie relacji i decyzji z ważnymi osobami,  najczęściej z matką,  czyli przejęty wzorzec uzależnienia matki od szczęścia dziecka,  albo dostrajanie się dziecka do matki, jej nastroju , tak czy siak  nie wykraczanie poza ten jej poziom
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2015-12-01, 00:17:10
o taki przykład gdzie kobieta wyraża swoje głębokie i chyba dość rozpowszechnione (?) przekonanie  w komentarzach:
"Jeżeli ktoś decyduje się być matką, to nie jest to pół etatu, tylko w dużym stopniu rezygnacja z własnego szczęścia dla dobra dzieci."
http://gwiazdy.wp.pl/galeria/5856432487003265,4/monika-mrozowska-wyglada-kwitnaco.html

a tu w jaki sposób matki przekazują takie czy inne wzorce i kody  dzieciom czyli o wyssaniu tego z mlekiem matki:
http://www.egodziecka.pl/Karmienie-jako-proces-komunikacji-matki-z-dzieckiem.html


w efekcie:
- ludzie, którzy byli wychowywani przez matki z takim przenoszonym od pokoleń wzorcem miłości, czyli rezygnujących z własnego szczęścia dla dobra dziecka , teraz sami rezygnują z własnego szczęścia...w najbardziej szczytnym celu czyli na rzecz i dla dobra swojego wewnętrznego dziecka
- niektórzy dokładnie  tak jak matka czekają aż dziecko dorośnie by móc poczuć się szczęśliwymi ...
- tylko że WD raczej ani nie staje się bardziej  szczęśliwe w ten sposób, ani nawet nie dorasta  ; )
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-12-01, 08:27:07
Lilliole dziś mi wyszło coś takiego że powstrzymuję się od bycia szczęśliwą z lojalności do WD bo skoro ona była/jest nieszczęśliwa to ja bym ją zdradziła wybierając szczęście. tak jakbym nie uszanowała jej cierpienia. jak sobie można z tym poradzić?

furyah
WD mamy się opiekować a nie dostrajać czy łaczyc w emocjonalnym bólu. Jeżeli twoje WD jest nieszczęśliwe to mu na to pozwól i zapewnij o swojej miłości.
Ale będąc nieszczęśliwą w niczym nie pomożesz swojemu WD. Pomozesz mu gdy mu pokażesz jak być szczęsliwą. Bo jak ty jesteś nieszczęśliwa z lojalności do WD to WD będzie nieszczęśliwe z lojalności do ciebie. 
Twoje WD nie mogło być szczęśliwe bo nie miało szczęśliwych i odpowiedzialnych opiekunów. Nie miało odpowiedniego wzorca. Jak Ty będziesz szczęsliwa to i ono będzie. Będzie szczęśliwe TERAZ.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2015-12-01, 10:21:05
przy okazji tematu wczesnodziecięcego zestrojenia , trochę o zahamowaniach rozwojowych  w formie problemu symbiotycznego, taki kod z tym związany:
"rodzice osoby symbiotycznej przekazują jej przede wszystkim następującą informację skryptową: "Możesz dostać ode mnie to, czego potrzebujesz od życia tylko wtedy, jeśli wyrzekniesz się rozwoju własnego "ja"".
http://www.psychologia.edu.pl/czytelnia/50-artykuly/655-osobowosc-symbiotyczna-w-relacji-z-soba-i-innymi-ludzmi.html

trochę wiąże się to z tym wzorcem rezygnacji z własnego szczęścia ...na rzecz odtwarzania i podtrzymywania związanej z tym relacji symbiotycznej, jeszcze stamtąd:
"Matka osoby symbiotycznej zwykle sama cierpi na syndrom niezróżnicowania (...). Niezdolna odseparować się od własnej matki, pielęgnuje symbiotyczną jedność ze swoim dzieckiem, wzmacniając jego zależność dla utrzymania własnej równowagi emocjonalnej. Jest zagrożona pojawiającą się indywidualnością dziecka i nie umie sobie z nią radzić. Trzyma się więc kurczowo dziecka, przeszkadzając mu w separacji, zniechęca do ruchów w kierunku separacji, wycofując wtedy swoje wsparcie."

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2015-12-01, 12:13:47
taka medytacja służąca reintegracji i uzdrowieniu wewnętrznego dziecka, przebudzeniu wewn. potencjału i kreatywności:
https://www.youtube.com/watch?v=rlIfYqboDsQ
http://www.pinklotus.org/-%20KY%20meditation%20Hunsani%20meditation.htm
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2015-12-01, 12:24:36
Cytuj
Wysłany przez: furyah
« dnia: 2015-11-30, 19:25:25 »
Lilliole dziś mi wyszło coś takiego że powstrzymuję się od bycia szczęśliwą z lojalności do WD bo skoro ona była/jest nieszczęśliwa to ja bym ją zdradziła wybierając szczęście. tak jakbym nie uszanowała jej cierpienia. jak sobie można z tym poradzić?

Cytuj
Wysłany przez: Inga
« dnia: 2015-11-30, 20:45:32 »
furyah
Ja mam identycznie. Wiele razy to czułam że nie mogę być szcześliwa dopoki moje WD będzie nieszcześliwe, bo nie mogę go zostawić samego a ja w tym czasie bym się cieszyła. I też to widzę jako zdradę jego. Nieraz o tym myslałam co ma  zrobić i myślę że musze poczekać aż jemu będzie dobrze.

Jest tak, że praca z WD może być bardziej złożona niż sie wydaje. Wszystko zależy od warunków życia dziecka i jego rodziców. Znam osoby, które miały bardzo kochającą rodzinę, że nawet bardzo przyjemnie było osobom w ustawieniach Hellingera, wyściskały się i wycałowały.
Jeśli było inaczej to trzeba włożyć wiele solidnej pracy w uzdrowianie.
Myślę, że w Waszej sytuacji jak opisujecie może tak być.
Cęsto chodzi o brak zgody na wypowiadanie się, mogły być zakazy, ataki, kary za wyrażanie siebie i oczywiście wiele innych rzeczy, ktrór wyjdą w pracy.
Przed wswzystkim trzeba dzieciństwo podzielić na okresy począwszy od życie płodowego aż do pełnoletności i nad każdym pracować oddzielnie. Przydadzą się zestawy pytań o największe traumy z danego okresu i na początek, zamisat wypowiadanae sie słownie zalecam rysowanie. Wiele rysowania, potem pisanie. Naprawdę warto poświęcić wiele czasu, nawet miesięcy zwłaszcza u tych, którzy tego potrzebują;  zająć się WD, dać mu uwagę, porozmyślać, zrozumieć i wyciągnąć naukę.

To może być też tak, że My-Dorosli przyjmowliśmy rolę rodzica w stosunku do naszego WD. Nasi rodzice byli odwzowrowaniem tej relacji. Tak jak My traktujemy siebie samego-WD, tak traktują nas nasi rodzice.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-12-01, 13:59:56
Przed wswzystkim trzeba dzieciństwo podzielić na okresy począwszy od życie płodowego aż do pełnoletności i nad każdym pracować oddzielnie. Przydadzą się zestawy pytań o największe traumy z danego okresu i na początek, zamisat wypowiadanae sie słownie zalecam rysowanie. Wiele rysowania, potem pisanie. Naprawdę warto poświęcić wiele czasu, nawet miesięcy zwłaszcza u tych, którzy tego potrzebują;  zająć się WD, dać mu uwagę, porozmyślać, zrozumieć i wyciągnąć naukę.

Podzielenie dzieciństwa na okresy może być bardzo pomocne. Ja tak na początku pracowałam, ale chyba raczej wole pracowac nad tym co wychodzi na bieżąco. Ale informacje o rozwoju dziecka w poszczególnych okresach tak czy siak warto mieć.

Ciekawe jest to co napisałeś o rysowaniu. Możesz cos wiecej jeszcze napisać. Kiedy rysować? Czy to jakoś potem interpretować? Jak to moze byc pomocne w pracy z WD?

To może być też tak, że My-Dorosli przyjmowliśmy rolę rodzica w stosunku do naszego WD. Nasi rodzice byli odwzowrowaniem tej relacji. Tak jak My traktujemy siebie samego-WD, tak traktują nas nasi rodzice.

Tak jest. I chodzi o to, żeby stać sie dla siebie kochającym rodzicem. Tego można sie nauczyć. I tego uczymy sie w pracy z WD.
Chodzi o to by nie utożsamiać sie z rodzicami. A żeby się nie utożsamiać trzeba oczami dorosłego zobaczyć jacy oni byli naprawdę. Przestać ich chronić. Przestać stać po ich stronie, a stanąc po stronie dziecka. Z cąłą stanowczością. Bo nie można być jednocześnie adwokatem i siebie i dziecka. A rodzice są dorośli i też mogliby pracować nad sobą. Gdyby tylko chcieli.
Jeżeli tego nie zrobimy będziemy zachowywali się wobec swojego Wd tak jak nasi rodzice względem nas. A co gorsze jest duża szansa, że będziemy wobec swoich dzieci tacy jak oni względem nas. Nie da sie jednocześnie chronic i rodziców i siebie. Trzeba wybrać. Dla mnie jako matki wybór jest jeden. Chronic dziecko.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-12-01, 15:35:19
Ja już przestałam rysować, ale przedtem zrobiłam około 1000 rysunków. Służa one do wyrażania tego co jest wewnatrz a czego nie da się wyrazić słowami tylko symbolami oraz do odczytywania ich znaczenia a dzięki temu rozumienia co siedzi  środku. Mnie rysunki bardzo pomagały.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-12-01, 16:41:26
Ja już przestałam rysować, ale przedtem zrobiłam około 1000 rysunków. Służa one do wyrażania tego co jest wewnatrz a czego nie da się wyrazić słowami tylko symbolami oraz do odczytywania ich znaczenia a dzięki temu rozumienia co siedzi  środku. Mnie rysunki bardzo pomagały.

Sama odczytywałaś ich znaczenia? Ktoś ci pomagał? Kto odczytywał symbole? Możesz podac jakiś przykład?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-12-01, 19:12:05
Pomagał mi terapeuta. On mówił co on widzi w danym rysunku a ja swoje skojarzenia.
np narysowałam drzewo z galęziami a dopatrzylismy się w tym róznych dróg, z których ja nie wiem co mam wybrać i w jakim kierunku mam teraz iść. I wtedy się koncentrowałam na swoich odczuciach, emocjach.
Albo narysowałam sieć podobnych polaczonych ze soba elementów, bo mi się w głowie to pokazało. Dla mnie to nic nie znaczyło. Ale na terapii zobaczylismy że to sa moje neurony pomiedzy którymi powstaja nowe połaczenia, czyli że mój mózg się odbudowuje.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2015-12-01, 19:54:30
Lilliole

W rysowaniu chodzi o to, żeby WD spontanicznie wyraziło swoje traumy, emocje, dolegliwości i zrobiło to w swoim języku poprzez obrazy. Trzeba wyłączyć mózg i logiczne myślenie. Takie przyzwolenie ma działanie terapeutyczne a interpretacja to sprawa drugorzędna, możemy ją dopiero potem przeprowadzić samemu lub z kimś znajomym. Ale to nie jest ważne.
Przykładowo rysujemy swojego wewnętrznego krytyka i jest to forma rozmowy z WD i to jest najważniejsze.
Kolejno możemy narysować swoją rolę np. w rodzinie, w szkole...
I dlatego tutaj ważne jest określić z jakiego okresu życia WD nawiązujemy kontakt.
Dla niektórych dobrze jest z WD pracować w grupie, na warsztatach, widać duże efekty, dla innych samemu, jak kto woli.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2015-12-02, 07:58:18
przy okazji tych faz rozwoju (i związanych z nimi zaburzeń , czyli autystycznej/symbiotycznej/separacji) o których tekst wklejałem ciut poniżej to można fajnie odnieść to do różnych ścieżek rozwoju duchowego - faza separacji byłaby związana z karma jogą, symbiotyczna z bhakti jogą a autystyczna z dźniana jogą, czyli byłyby to metody duchowe służące oczyszczaniu również tych faz  (oczywiście podział jest umowny i chodzi o nacisk , w tym skłonność do danej fazy -  wiadomo można np. wielbić na ścieżce bhakti rożne formy które odpowiadają tym i innym fazom rozwoju, albo specyficznym połączeniom na granicach tych faz  i w ten sposób oczyszczać je wszystkie)

wklejałem większy fragment w innym wątku, ale poniżej ciekawy krótszy wyjątek , pokazujący jak wygląda to z punktu widzenia kogoś kto idzie ścieżką dźniana jogi, ciekawe jest w jaki sposób interpretuje pragnienia związane z danymi fazami (tylko jedne całkiem pozytywnie ) i że w tym schemacie idzie jakby pod prąd faz rozwojowych (tyle że świadomie, a nie w postaci odtwarzania nieświadomych zahamowań):

"Mamy trzy stopnie rozwoju pragnień. Na pierwszym szczeblu człowiek sądzi, że będzie szczęśliwy, jeżeli będzie posiadał dom, samochód, wiele książek, pieniądze. Nie potępiam tego, jest to wrodzona chęć zaspokojenia tęsknoty, której samemu się jeszcze nie rozumie. W rzeczywistości człowiek szuka piękna i szczęścia, które są bezosobiste, lecz nie uświadamia sobie tego i pragnienie to tłumaczy sobie jako chęć posiadania. Dążenie takie zawiera w sobie zawiść, chciwość, nienawiść, wyzysk, gdyż cel swój osiąga kosztem innych i dzięki tej swojej naturze - musi prędzej czy później przynieść rozczarowanie. Musi przyjść czas, gdy człowiek odkrywa, że drogą posiadania nie można nigdy osiągnąć szczęścia. Gdy sobie to uświadomi, wchodzi zwykle w drugi okres pragnień, żądzę posiadania przenosi w subtelniejsza dziedzinę. Pragnie i szuka teraz duchowej otuchy, oparcia, które by go broniło przed konfliktami życia. Tak samo jak dawniej pragnął bogactw, by go broniły w walce o byt, tak teraz pożąda przewodników duchowych, "guru", autorytetów, by go wybawiły od konfliktów na wyższym poziomie. Lecz i to z kolei musi okazać się zwodnicze, gdyż jedyną ucieczką przed konfliktem jest zwyciężenie go. W ten sposób drugi okres pragnienia zostaje poniechany i człowiek wchodzi w trzeci. (Pamiętajcie proszę, że w istocie nie ma takich podziałów, życia nie można dzielić w ten sposób, terminów tych używam tylko dla ułatwienia). Ten trzeci okres wydaje się z początku tylko negacją, ponieważ polega on na zaprzestaniu wszelkich usiłowań znalezienia szczęścia w czymkolwiek na zewnątrz człowieka, czy to w fizycznym, czy w duchowym dobrobycie, takim jak np. Mistrzowie i nauczyciele. Lecz jeśli mamy odwagę wejścia w ten okres, przekonamy się, że jest on pozytywny, a nie negatywny. Odrzucić pragnienie wszelkiej zewnętrznej pomocy znaczy wyzwolić istotne pragnienie, które uznaje tylko pomoc, jaką człowiek znaleźć może jedynie sam w sobie."
http://www.jkrishnamurti.republika.pl/1930.ojai.htm

i tam przykład rozwojowego "układu  międzyfazowego" w postaci ciekawego połączenia:
"Tego naprawdę ustawicznie szukamy, sami nie wiedząc o tym. To właśnie znajduje się na dnie dążenia do wszelkiej zewnętrznej pomocy. Gdy w ten sposób wyzwoli się pragnienie, samo życie jest wyzwolone, gdyż pragnienie takie jest życiem. Prawdziwe, istotne pragnienie jest najwyższą prawdą, najwyższą duchowością, absolutem, połączeniem miłości z intuicją, jest Bogiem, jest wszystkim."
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-12-02, 09:17:12
Lilliole

W rysowaniu chodzi o to, żeby WD spontanicznie wyraziło swoje traumy, emocje, dolegliwości i zrobiło to w swoim języku poprzez obrazy. Trzeba wyłączyć mózg i logiczne myślenie. Takie przyzwolenie ma działanie terapeutyczne a interpretacja to sprawa drugorzędna, możemy ją dopiero potem przeprowadzić samemu lub z kimś znajomym. Ale to nie jest ważne.
Przykładowo rysujemy swojego wewnętrznego krytyka i jest to forma rozmowy z WD i to jest najważniejsze.
Kolejno możemy narysować swoją rolę np. w rodzinie, w szkole...
I dlatego tutaj ważne jest określić z jakiego okresu życia WD nawiązujemy kontakt.

Mateusz,Inga

dzięki :)

narysowałam swojego wewnętrznego krytyka,
wygląda jak pluszowy niedźwiedź w ataku,
ma duże pazury,
ale głowe kwadratową jak robot, albo jakiś dziwny skrzat
po minie widać, że jest bardzo złośliwy, marszczy brwi, szczerzy zęby
ma włosy na dużych uszach
a brzuch ma rozpruty, w srodku brzucha dziurę, której sie boję
boje się, że tam wpadnę, ze mnie wciągnie i wpadne w nicość
I krzyczy: Jak mogłaś byc taka głupia! To juz koniec! Jeden mały błąd i koniec! Juz po tobie.
Spytałam swojej podświadomości z jakiego okresu jest ten krytyk i powiedziała, że 6-7 lat.

Moze jeszcze ktos miałby ochotę narysowac swojego wewnętrznego krytyka i go opisać? To naprawdę fajna sprawa.

Och! Chciałabym kiedys prowadzic takie warsztaty pracy w wewnętrznym dzieckiem... Pisze to głośno, żeby Wszechświat usłyszał :)))  po wielu latach ukrywania tego czego chce zmieniam taktykę . Teraz bede rozgłaszać. :))

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: JenKa w 2015-12-02, 09:27:32
Lilliole, fajnie :)
Fajnie, że udało ci się dotrzeć do tego potworka w sobie - ciekawe właściwie na jakiej podstawie go stworzyłaś? Miś i robot - jakieś zabawki z tamtego okresu? Może niechcący zepsute?
Fajnie, że wiesz na co masz ochotę :)

Ja, przyznaję się, zdecydowałam się na terapię. Taką zwyczajną, z psychologiem, ale też dużo pomaga. Zresztą w połączeniu z rd wszystko idzie znacznie szybciej :) A moje Wewnętrzne Dziecko ma ochotę piec ciasteczka. I, choć nigdy talentu w tym kierunku nie miałam, coś tam jednak wychodzi :)))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-12-02, 09:57:54
Lilliole, fajnie :)
Fajnie, że udało ci się dotrzeć do tego potworka w sobie - ciekawe właściwie na jakiej podstawie go stworzyłaś? Miś i robot - jakieś zabawki z tamtego okresu? Może niechcący zepsute?

Jenka
to może być dobry trop :))
przyznam, że po cichu liczyłam na jakaś inspirację
czuję że to jest to,
zepsucie zabawki, reakcja matki, jej złośc na mnie, odsunięcie emocjonalne od siebie, czyli zabranie miłości - to dla dziecka nicość....
dzięki :-*


Ja, przyznaję się, zdecydowałam się na terapię. Taką zwyczajną, z psychologiem, ale też dużo pomaga. Zresztą w połączeniu z rd wszystko idzie znacznie szybciej :) A moje Wewnętrzne Dziecko ma ochotę piec ciasteczka. I, choć nigdy talentu w tym kierunku nie miałam, coś tam jednak wychodzi :)))

To świetnie, że zdecydowałaś się na coś co ci pomaga :-) O to w sumie przecież chodzi.
A pieczenie ciasteczek jest fajne i twórcze. Czyżby Twoje Wewnętrzne Dziecko otwierało sie na kreatywność? :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: muszka91 w 2015-12-02, 10:30:00
Ja też swojego narysowałam, ma małą głowę w stosunku do sylwetki- sylwetka człowieka duża, postawna, szerokie ramiona, długie ręce zakonczone szponami jak dinozaur. Szczerzy na mnie zęby, szpony w moim kierunku jakby chciał mnie przestraszyć. Nogi też jak u dinozaura ,ciężkie ,zakończone pazurami. Duże uszy troche dziwacznie wyglądają na tej małej głowie- odznaczają się. Sylwetka człowieka z rękoma i nogami dinozaura. Powstał jak miałam 9 lat. Ktoś pomoże z interpretacją? Lilliole:?:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-12-02, 12:31:00
muszka,
na ten moment kojarzy mi się to tylko z jakimiś animowanymi bajkami...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: JenKa w 2015-12-02, 12:44:31
Odpowiem nie po kolei. Najpierw Muszka:

Muszko, przeczytałam twój opis i...czegoś mi w nim brak. Czegoś "ukrytego" - aż sama się przestraszyłam, gdy o tym pomyślałam (taki ucisk w okolicy żołądka). Czegoś ukrytego bardzo, bardzo, żeby nikt się nie dowiedział? Czegoś...wstydliwego? Głowa się kurczy, chowa w ramiona, a uszy nasłuchują, czy nikt nie idzie - nie usłyszy, nie zobaczy?

Lilliole, tak, terapia bardzo pomaga, szczególnie, że trafiłam na osobę tak pełną empatii, że aż mnie to zadziwia. Czy pieczenie ciastek to kreatywność - pewnie tak. Ale kreatywna byłam zawsze. Tu natomiast mam możliwość połączenia tego, czego dotąd sobie (Wzorce!) odmawiałam: Przyjemności, Zabawy i Prawa do popełniania błędów.
Wychodzą jeszcze inne dziwne rzeczy: wszystko mi się udaje pod warunkiem, że w trakcie gotowania i pieczenia słucham muzyki poważnej. O co chodzi - nie wiem. Odkryłam natomiast niedawno powód dla którego tak dobrze mi było z moją babcią: jestem bardzo podobna do jej matki, którą straciła jako nastolatka. Nie była kucharką, tylko krawcową i ten talent zarówno babcia, i ja odziedziczyłyśmy. Skąd więc te ciastka?!

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-12-02, 12:57:28
jenKa,
ciastka to pożywienie,
tak mi przyszło do głowy, że to coś czym się karmisz
a teraz robisz to z przyjemnością,
więc możesz juz sie karmić przyjemnością

takie luźne skojarzenia w oparciu o to co napisałaś...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: muszka91 w 2015-12-02, 13:44:09
Dziękuję JenKa już znalazłam trop ...   ;)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: JenKa w 2015-12-02, 13:46:26
Lilliole :)
Coś w tym jest, bo też myślę o pożywieniu, w tym jego przyrządzaniu, jako niezbędnej części życia, teraz doświadczanej z przyjemnością.
Czyli jakiś krok do przodu już jest ;)
Lekko, łatwo i przyjemnie :))

Ciekawe, co będzie następne?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-12-02, 14:02:11
Wczoraj pisałam tu na forum swoje przemyślenia odnośnie pracy z wewnętrznym dzieckiem i zrobił się z tego całkiem duży post, więc przeredagowałam go na artykuł.
Jakby ktoś miał ochotę poczytać to jest tutaj:
http://www.tworcyzycia.pl/#!Praca-z-wewn%C4%99trznym-dzieckiem/ctu0/565ebd970cf211cbf012af0c
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-12-02, 15:26:21
Mateusz
"Takie przyzwolenie ma działanie terapeutyczne a interpretacja to sprawa drugorzędna, możemy ją dopiero potem przeprowadzić samemu lub z kimś znajomym. Ale to nie jest ważne."

Wyrażanie tego co jest we wnętrzu jest równie ważne jak uświadomienia. Samo wyrażenie to za mało, a wraz z uświadomieniem ma 2 razy silniejsze działanie.
Ja nie uważam że zrozumienie tego co się narysowało jest nieważne.
Taki przeykład
Narysowałam czarny lej, wir który wszystko zasysa i unicestwia.
I dopiero zrozumienie że ten wir działa we mnie i zabija we mnie wszystko co żywe pomogło mi bardziej siebie zrozumieć i zobaczyć co dzieje się w moim wnętrzu.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-12-02, 15:59:04
Albo taki przykład
Narysowałąm niemowlę a nad nim czarną chmurę. Potem się wpatrywałam w rysunek zastanawiając się co on przedstawia. I wtedy zobaczyłam że ta chmura jest podobna do mojej mamy i że tak odbierałam mamę gdy byłam malutka. Jako wiszącą nade mną ciężką ciemną energię, duszącą mnie i ograniczającą. Te odczucia wyparłam a na ich miejsce stworzyłam wyobrażenia o dobrej o kochającej mamie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-12-02, 16:04:33
A najlepsze było gdy narysowałąm portret, ze zdjęcia, mojego byłego chłopaka. Gdy się mu tak przyglądałam, to rozpoznałam w nim mojego oprawcę z Oświęcimia. To był dla mnie prawdziwy szok. On tam nieomal mnie zabił.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mateusz w 2015-12-02, 20:36:51
Inga
A rzeczywiście napisałem że nieważne, ale chyba przez nieuwagę, oczywiście że wyjaśnienia są ważne. Chodziło mi o to, że na początek najważniejsze jest NAWIĄZANIE KONTAKTU z wewnętrznym dzieckiem. Bez tego wyjaśnienia symboliki będą oderwane o rzeczywistości. Napisałem tak, bo wiem jak bardzo wew. dziecko jest często zakrzyczane, wyparte itd. W takich sytuacjach można się z wewn. dzieckiem nie "spotkać". Ono dlatego posługuje się symbolami, bo boi się powiedzieć coś wprost. Boi sie naszej reakcji jak rodzica, naszej oceny, może też nie mieć do nas zaufania. Jeśli skontaktujemy się z nim, jeśli poczuje się bezpieczne i nabierze zaufania do nas, to później będzie nam komunikować wszystko bezpośrednio, choć swoim językiem.

Napisałem, że udział w warsztatach nt. WD jest ważny, bo sam byłem na takich. Jest wtedy duża energia grupy, wsparcie i kompetencja prowadzącego.

Lilliole :)
Miło, że odkrywasz swoje pasje, niech Ci się spełniają.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2015-12-03, 17:04:33
Narysowałam swojego kontrolera. Ma wybałuszone oczy i stojące włosy ze strachu, do tego jest skulony ze strachu. Tylko długie szpony ma do obrony siebie. Cały czas wszystko obserwuj e i krzyczy że nie pozwala. Nie pozawala mi na nic, za wszystko wymierza kary, z tym że teraz już dużo mniej.
Nie lubię go ale gdy teraz widzę jak on sam się boi to jest mi go żal.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2015-12-04, 06:46:50
wpływ kodów z dzieciństwa (i to nie tylko zaszczepianych idei narodowych) na postawy wobec inności, warto sobie odreagowywać i przyglądać się zmianom własnego nastawienia:

"Kiedy zaczynamy nabierać tych uprzedzeń?

- Już we wczesnym dzieciństwie, kiedy rodzice wpajają nam, że świat jest pełen zagrożeń, że jest miejscem niebezpiecznym. Ten lękowy światopogląd z nami zostaje - gotowi jesteśmy interpretować inne grupy i mniejszości przez pryzmat obaw. Nie myślimy o nich w kategoriach potencjału (tj. że ich obecność mogłaby rozwinąć nasz rynek, zwiększyć potencjał gospodarki lub dzietność w Polsce), ale zagrożenia. A lęk skrzywia nasze postrzeganie rzeczywistości."
http://wyborcza.pl/1,76842,16972144,_Nic_nie_czyta_sie_tak_dobrze_jak_antymuzulmanska.html?disableRedirects=true

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-12-04, 08:01:28
Narysowałam swojego kontrolera. Ma wybałuszone oczy i stojące włosy ze strachu, do tego jest skulony ze strachu. Tylko długie szpony ma do obrony siebie. Cały czas wszystko obserwuj e i krzyczy że nie pozwala. Nie pozawala mi na nic, za wszystko wymierza kary, z tym że teraz już dużo mniej.
Nie lubię go ale gdy teraz widzę jak on sam się boi to jest mi go żal.

Ciekawe jak wygląda jego kontroler? Ten którego on się boi...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-12-04, 08:38:17
Dzięki narysowaniu wewnętrznego krytyka przypomniałam sobie pewną sytuację. Nie zajmowałam sie nią, bo nie czułam emocji jak mi sie przypominała. Teraz uświadomiłam sobie, że całkowicie je wyparłam.
Jak miałam kilka lat (4-5) to moja mama wyjeżdzała gdzieś zagranicę, chyba do Bułgarii. I kupiła tam 2 lalki. Dla mnie i dla swojej siostry, czyli mojej cioci.
Jedna bardzo mi sie podobała, a druga była wg mnie okropna. Ale moja mama dała tę ładna siostrze, a mi ta druga wmawiając, że jest ładniejsza. Ale ja bardzo, ale to bardz chciałam tę mniejszą.
Ale jak zwykle nikt się nie liczył z tym co chcę, bo tak naprawdę to moja mama kupiła te lalke sobie. Bo jej sie podobała. A ja miałam byc wdzięczna, że tak o mnie dba i tyle mi daje. kompletnie nikt nie zwracal uwagi na to co mówię. Mi nie wolno było chcieć. Ja miałam byc wdzięczna i nie zawracac głowy.

Poczułam wtedy wielką wściekłość i wzięłam nozyczki i obcięłam rzęsy lalce moje cioci. Chyba liczyłam, że jak ta lalka będzie brzydsza to mi ja da. To sie zamienimy. Bo ja bym ta lalke chciała nawet z tymi obcietymi rzęsami. Ale ona nie dała. Albo moja matka nie chciała sie rozstac ze swoją. Ja nigdy sie nie bawiłam tą lalką. Zreszta potem nigdy nie bawiłam sie juz żadną lalką.

Zupełnie nie pamiętam reacji innych na moj wandalizm. oni chyba stłumili te emocje. Poczułam, że skrzywdziłam wszystkich. Zburzyłam ich sztuczny porządek i wyszłam poza rolę. MIałam byc wdzięczna i niewidzialna.
Od tej pory juz wiedziałam, że jestem zła i krzywdzę innych. I za każdym razem jak czegos bardzo chciałam bardzo bałam sie, że kogos skrzywdzę.

I wczoraj udało mi sie poczuć ten wielki żal i to silne pragnienie tej lalki. I już jako dorosła obiecałam swojemu wewnętrznemu dziecku, ze nauczę się dawać jej to co ona chce, spełniać jej pragnienia. Powiedziałam jej, że może juz chcieć. I że ja kocham nawet jak popełni błąd. Że ludzie popełniaja błędy, a ona jest malutkim dzieckiem.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: JenKa w 2015-12-04, 10:07:17
Hm, znów synchronizacja? Bo mnie też wczoraj wyszła Bułgaria. I kilka nieprzyjemnych wydarzeń z nią związanych, a szczególnie jedno o którym zupełnie zapomniałam. Miałam 9 albo 10 lat, umiałam pływać, więc pływałam sama. Pewnego dnia podczas takiej kąpieli ratownik wywiesił flagę ostrzegawczą, matka zaczęła wołać, żebym dopłynęła do brzegu, a fala już zdążyła zrobić się trochę większa i spychała mnie w stronę morza. Zaczęłam się bać, a ten strach potęgował się z powodu niezauważonego wcześniej pasa obrzydliwych, długich wodorostów, które oplatały mi nogi. I chociaż woda sięgałaby mi pewnie tylko do szyi nie mogłam stanąć na dnie i przejść do brzegu, co byłoby z pewnością łatwiejszym i szybszym rozwiązaniem. Byłam PRZERAŻONA. Matka podsycała to przerażenie wołając coraz cieńszym głosem (tak u niej objawia się lęk), ale wciąż stojąc na brzegu, bo nie umie pływać i boi się wody. Ojczym tyłka z kocyka nie ruszył, zresztą pilnował SWOJEJ córki (wtedy 2-3- letniej ). Czy ktoś się zapytał jak się czuję, gdy w końcu wyszłam z wody? uspokoił? wytłumaczył? Nie - dostałam burę, że ich zdenerwowałam, a przecież NIC SIĘ NIE STAŁO. Wtedy po raz kolejny nauczyłam się, że MOGĘ LICZYĆ TYLKO NA SIEBIE. I faktycznie do dziś nie potrafię prosić o pomoc w poważnych sprawach: zapytać o drogę - tak, o pożyczkę, naprawę - już nie.

Zresztą w tej samej Bułgarii było jeszcze jedno wydarzenie, które zakodowało we mnie poczucie winy. I znów wypływa temat matki i ojczyma :(
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2015-12-04, 10:40:14
rysowanie jako kontakt z podświadomością można wykorzystać nie tylko do stawiania diagnozy, szukania innych metod uzdrowienia tego , tworzenia jakichś interpretacji czy ocen albo wręcz  kontroli tego co się pojawiło,

można używać tego w szerszym zakresie  - rysować kolejne  np. jedynie z intencją (czy modlitwą ) uzdrawiania/przekraczania/ uwalnia się od tego co się pojawiło w poprzednim, co ważne : z intencją, a nie presją czyli jak się czuje potrzebę powtarzania jakiegoś motywu to się go powtarza w kolejnych do momentu w którym nie znajdzie się rozwiązania : ) i tak można stworzyć setki rysunków które będą zawierały w sobie wszystko co potrzebne , to się samo układa w takie ciągi i  cykle , odtwarzane archetypowe (rozwojowe) stadia , ale jakby na coraz wyższym poziomie i z coraz krótszymi fiksacjami na pewnych motywach,
polecam "kreatywną mandalę" jak ktoś potrzebuje podbudowy teoretycznej znaczenia symboli i rodzajów etapów  : )

miałem tak że pewne obrazki wyskakiwały mi nawet kilkanaście razy pod rząd i dopiero po nich następowało przełamanie - a gdy temat się "wyczerpał" następowało silnie odczuwane ( bez zbędnych interpretacji) uwolnienie , tak sobie myślę że mam tak też z pisaniem gdzie wiele rzeczy pokazuje mi się, wychodzi na wierzch, odtwarza i ostatecznie  rozwiązuje  podczas stukania postów - dlatego tak lubię to forum : )
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-12-04, 10:53:45
Czy ktoś się zapytał jak się czuję, gdy w końcu wyszłam z wody? uspokoił? wytłumaczył? Nie - dostałam burę, że ich zdenerwowałam, a przecież NIC SIĘ NIE STAŁO. Wtedy po raz kolejny nauczyłam się, że MOGĘ LICZYĆ TYLKO NA SIEBIE. I faktycznie do dziś nie potrafię prosić o pomoc w poważnych sprawach: zapytać o drogę - tak, o pożyczkę, naprawę - już nie.


No własnie. Rolą rodzica jest przytulić, uspokoić, wytłumaczyć. Nie dość, że zostałaś opuszczona w bardzo trudnym dla dziecka momencie to jeszcze miałaś się czuć winna.

Ostatnio oglądam z córką taki stary film "Domek na prerii". Z jednej strony film ten koduje sporo wzorców biedy i nieszczęść. Ale z drugiej strony jest tam wzór rodziców z prawdziwego zdarzenia. Nie mogę sie nadziwić, że tak może gdzieś być.

Jak dziecko cos przeskrobie czy narazi sie na niebezpieczeństwo to rodzice robia wszystko, żeby je uratować, znaleźć. A jak jest juz po wszystkim to nie dostaje bury tylko jest radość, że się znalazło. Rodzice go przytulają i nie odreagowują na nim swoich lęków. Tylko dojrzały i dorosły rodzic może tak się zachować.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-12-04, 11:03:35
rysowanie jako kontakt z podświadomością można wykorzystać nie tylko do stawiania diagnozy, szukania innych metod uzdrowienia tego , tworzenia jakichś interpretacji czy ocen albo wręcz  kontroli tego co się pojawiło,

można używać tego w szerszym zakresie  - rysować kolejne  np. jedynie z intencją (czy modlitwą ) uzdrawiania/przekraczania/ uwalnia się od tego co się pojawiło w poprzednim, co ważne : z intencją, a nie presją czyli jak się czuje potrzebę powtarzania jakiegoś motywu to się go powtarza w kolejnych do momentu w którym nie znajdzie się rozwiązania : ) i tak można stworzyć setki rysunków które będą zawierały w sobie wszystko co potrzebne , to się samo układa w takie ciągi i  cykle , odtwarzane archetypowe (rozwojowe) stadia , ale jakby na coraz wyższym poziomie i z coraz krótszymi fiksacjami na pewnych motywach,
polecam "kreatywną mandalę" jak ktoś potrzebuje podbudowy teoretycznej znaczenia symboli i rodzajów etapów  : )

dzięki Frisky :-)
świetna inspiracja :-))
jakbyś jeszcze napisał jakieś przykłady co można tak uzdrawiać? leki przed czymś? relacje?
ostatnio czuję, że potrzebuje nauczyć się zaspokajać swoje potrzeby, bo ciągle o tym zapominam.

miałem tak że pewne obrazki wyskakiwały mi nawet kilkanaście razy pod rząd i dopiero po nich następowało przełamanie - a gdy temat się "wyczerpał" następowało silnie odczuwane ( bez zbędnych interpretacji) uwolnienie , tak sobie myślę że mam tak też z pisaniem gdzie wiele rzeczy pokazuje mi się, wychodzi na wierzch, odtwarza i ostatecznie  rozwiązuje  podczas stukania postów - dlatego tak lubię to forum : )

ja też ostatnio tak mam :-)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2015-12-04, 11:43:58
 myślę, że wszystko możesz w taki sposób uzdrawiać , kwestia intencji ( konkretnej czy wchodzenia w to z otwartością na to co najlepsze i  rozpoznawania tego co się pojawia w trakcie rysowania) i nastawienia się na proces (czyli  tworzenie dalszego ciągu który może być powielaniem albo przekraczaniem danego motywu/poszukiwaniem ekspresji i rozwiązania tego)
 
 dawno tego nie robiłem ale zainspirowany rozmową o tych rysunkach podczytałem ważny szczegół:   zalecają tam by za każdym razem na początku narysować okrąg ( jako taką pełnię w której zawiera się wszystko)  i wtedy w nim rysować (  w interpretacjach traktują górną połowę jako związana ze świadomością, a dolną z nieświadomością, ale nie ma co się od tego uzależniać w trakcie ) , starając  się jak najmniej myśleć i kontrolować -  reszta to już kwestia płynięcia na fali czy odtwarzanie jakiejś utrwalonej  fiksacji, obecnego stanu wewnętrznego,  bez różnicy ; )

zwykle pojawia się silna wewnętrzna potrzeba  wyrażenia czegoś i gdy się za tym podąża jest to wtedy bardzo ciekawe zajęcie, gdy zanika to pojawia się kolejna potrzeba np. przekroczenia, wzbogacenia, spędziłem przy tym trochę dni i godzin  - akcja lepsza i ciekawsza  niż na najpiękniejszym filmie
 
większość tej książki to interpretacje kolorów i symboli , a  rozdział o kolejnych dwunastu fazach mało do mnie przemawiał ...dopóki nie stwierdziłem że zwyczajnie .... odtwarzam to  w naturalny sposób - lubiłem sobie to potem rozkładać i i po kolei przyglądać tym poszczególnym fazom , po prostu niezapomniane przeżycia, uczta na wszystkich poziomach, satysfakcja gwarantowana czyli coś pięknego ; ) 

miałem taką jedną z tych prac w fazie bodajże krystalizacji (u mnie był to tęczowy praptak z rozłożonymi skrzydłami haha ) która mi bardzo przypadła do gustu więc przeniosłem sobie potem na inną mandalę gdzie pisałem pozytywne afirmacje poczynając od środka na zewnątrz ( w bodajże 100 kręgach)  zmieniając kolory długopisu tak żeby mi się on przy okazji narysował - w efekcie spontanicznie ułożyła mi się nawet krótka piosenka gdy na nią potem patrzyłem, z własną melodią, ot  było to takie "powitanie praptaka"  haha , które samo wyrywało mi się na usta , coś podobnego miewam do teraz, gdy  mam kontakt z czeremchą i jej owocami : ))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: JenKa w 2015-12-05, 12:53:21
Wczoraj po raz kolejny otworzyłam gazetę, w której jest zdjęcie nagiej, przerażonej dziewczynki uciekającej ze spalonej napalmem wioski. Widziałam to zdjęcie już wcześniej, ale wtedy nie byłam w stanie mu się przyjrzeć. Wczoraj się przełamałam. Przerażenie tego dziecka było moim przerażeniem. Lękiem o życie, o istnienie; strachem przed czymś nieznanym, a potwornym i znacznie silniejszym ode mnie. To wciąż jest mój strach, który sprawia, że wciąż jestem spięta, ostrożna, chowam się przed ludźmi i doskonale wyczuwam nawet minimalną zmianę w ich głosie, spojrzeniu, nastroju. Nawet brak zainteresowania mną traktuję jako sygnał "nie ma tu dla ciebie miejsca":(

Wiem, że częściowo wynika to z faktów, jakie miały miejsce w moim bardzo wczesnym dzieciństwie. Ale może wynika też z pochodzenia duszy? I, czy otoczenie - np. dusz z tej samej linii - może mieć kojący ten ból i lęk wpływ?

Mimo wszystko cieszę się, że dotarłam tak daleko. Że dostrzegłam i uznałam ten lęk, a przede wszystkim, że udało mi się utulić to małe, przerażone dziecko. Jest lepiej.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-12-07, 10:30:23
W sobotę byłam na takich krótkich warsztatach odnośnie wewnętrznego krytyka. I największe wrażenie zrobiło na mnie zdanie prowadzącej, że nie odbiera telefonu gdy jest zajęta. Potem oddzwania. A może być zajęta czytaniem książki lub po prostu odpoczywaniem. Dla mojego umysłu to prawdziwy szok. A przecież odpoczynek to bardzo ważne zajęcie.
Ale już krytyk wewnętrzny drze mi się do ucha:
Nie dość ze nic nie robisz to jeszcze nawet telefonu nie chce ci się odebrać!

Od dzisiaj doceniam odpoczynek. Od dzisiaj nie jest to odpoczynek tylko ODPOCZYNEK.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-12-07, 10:39:35

Lilliole :)
Miło, że odkrywasz swoje pasje, niech Ci się spełniają.

Dziękuje Mateusz :-)
Ciekawe, że tak długo mi zajęło mi odpisanie na Twoje bardzo życzliwe słowa. Długo nie wiedziałam co napisać :))
Pewnie dlatego, że moje pomysły zwiazane z moimi pasjami były w domu rodzinnym krytykowane lub pomijane milczeniem.
Wiem co mam robić w sytuacji krytyki, wiem co mam robić, gdy jestem ignorowana.

Natomiast zachowań w sytuacji życzliwego wsparcia dopiero się uczę:-)) Ale się nauczę!
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2015-12-07, 11:35:27
W sobotę byłam na takich krótkich warsztatach odnośnie wewnętrznego krytyka. I największe wrażenie zrobiło na mnie zdanie prowadzącej, że nie odbiera telefonu gdy jest zajęta. Potem oddzwania. A może być zajęta czytaniem książki lub po prostu odpoczywaniem. Dla mojego umysłu to prawdziwy szok. A przecież odpoczynek to bardzo ważne zajęcie.
Ale już krytyk wewnętrzny drze mi się do ucha:
Nie dość ze nic nie robisz to jeszcze nawet telefonu nie chce ci się odebrać!

Od dzisiaj doceniam odpoczynek. Od dzisiaj nie jest to odpoczynek tylko ODPOCZYNEK.

to jest fajny przykład spotkania  na styku odmiennych systemów wartości, ale też i przejmowania od innych sztywnych reguł , czy ustalania własnych pod takim czy innym wpływem, ściśle związane z dzieciństwem:
http://www.psychologia.edu.pl/czytelnia/135-zdrowie-i-choroba/1492-wewnetrzny-proces-wartosciowania-jerzy-mellibruda.html
"Dziecko uczy się od innych ogromnej liczby wyobrażanych wartości, przyjmuje je jako swoje własne nawet wtedy, gdy pozostają w znacznej rozbieżności z wewnętrznym doświadczeniem uczestnictwa w świecie. Ponieważ te wchłaniane pojęcia i wyobrażenia o wartościach nie opierają się na podstawie wewnętrznego procesu wartościowania, pozostają nadmiernie sztywnymi schematami i z trudem poddają się zmianom. W ten sposób, zdaniem Rogersa i wielu innych psychologów, większość z nas wchłania i gromadzi wzory wartości, którymi kieruje się w życiu. W bardzo złożonym i różnorodnym świecie wchłaniamy równocześnie wzory pożądane i szkodliwe, które pochodzą z rozmaitych źródeł. Zebrane wszystkie razem we wnętrzu osoby tworzą mozaikę wartości lub inaczej mówiąc - mieszanką wartości o przedziwnym nieraz składzie i właściwościach. "

co do wzorców zachowań:
 ja mam tak że niezależnie od tego czy jestem zajęty czy nie, to czasem odbieram,  a czasem nie odbieram telefon,
a)  gdy  nie jestem zajęty i nie odbieram to znaczy, że  mi się nie chce gadać przez telefon ; )
b)  ... a od niektórych odbieram  nawet jak mi się nie bardzo chce i gdy jestem zajęty : )




Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: muszka91 w 2015-12-07, 12:07:33
Ostatnio sobie coś przypomniałam , jak na komunię zdecydowano ZA MNIE ,ze dostanę rower ( zawsze wypominałam ,ze mnie to wkurza ,ze decydują za mnie co mam dostać, mieć) . Dostałam pięknego pomarańczowego górala. Tylko,ze nie mogłam o nim sama decydować, wszyscy sobie nim jeździli- matka, konkubent matki, jego dzieci. Taki był MÓJ ROWER, nie miałam prawa decydować o swoich rzeczach, mieć ich dla siebie. Pewnego razu go ukradli- tak przynajmniej mówiła matka, albo sprzedali na alkohol-kto wie. Ale ja wtedy stłumiłam ten gniew na matkę, ostatnio tak mi wywalił gniew, pozwoliłam sobie go odczuć, zaczęłam krzyczeć ,ze to mój do cholery rower itd. Jakie to było intensywne! Pozwoliłam sobie to wykrzyczeć, byłam przy sobie z tamtego okresu, dowaliłam matce i powrzucałam co o tym myślę i o niej. Pracowałam metoda Lilliole i przytuliłam dziecko w sobie. To było fascynujące, jeszcze dużo takich sytuacji jest we mnie gdzie czułam bezsilną złość a teraz czekam aż się ujawnią i pozwolę sobie je odczuć. Zwłaszcza,że gniew jest najbardziej piętnowany i wstydliwy. Nie miałam prawa decydowania co chcę kupić za pieniądze z komunii, jeszcze nie decydowałam o tym rowerze . Poźniej miała to takie skutki ,ze ludzie chcieli decydowac za mnie, chcieli wchodzić mi na głowę- ja zawsze czułam bunt i jak potrafiłam to się broniłam. Teraz chcę sobie dać prawo do własności , do własnej przestrzeni i do decydowania o sobie i swoim życiu. :)

Lilliole dziękuję za Twoją pomoc i sesje z Tobą, bo teraz ucze się sama wstawić za sobą i pozwolić sobie czuć.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2015-12-07, 13:13:05
tak czytając wklejonego poniżej Mellibrudę wyszło mi że wewnętrzny krytyk włącza się gdy przekracza się pewne sztywne wewnętrzne reguły i tak sobie to do tego sprowadziłem, ale chwilę potem wypełniłem  przy okazji test predyspozycji zawodowych ( http://zawodowe.info/test-predyspozycji-zawodowych/  ) i tam wyszedł mi typ osobowości który jest jednocześnie
a) bardzo krytycznym wobec siebie i
b) nie czuje się dobrze w gorsecie rutyny i sztywnych reguł

no i teraz mam zagwozdkę, koan ; )
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2015-12-07, 13:37:01
Wewnętrzny krytyk włącza się często, gry przekraczamy swoja strefe komfortu. A strefa komfortu są role i zachowania, które zostały nam przypisane w dzieciństwie. Im bardziej toksyczna rodzina tym role są sztywniejsze.
No chyba, że pracujemy nad sobą, wtedy zmieniamy swoja strefe komfortu na taką która nam odpowiada.

Frisky,
dla mnie to wcale się nie wyklucza. Bo możesz krytykować siebie za to, że jesteś za mało lub za dużo elastyczny.
No i możesz nie czuć się dobrze w gorsecie rutyny, ale jednocześnie miec jakieś sztywne schematy i źle się z mini czuć. Drugi punkt mówi o odczuciach a nie o faktach.

Ja na przykład tak mam. Od dzieciństwa nie lubię sztywnych ról i schematów i źle sie z nimi czuję, ale miałam ich całe mnóstwo. I chyba po to ich nie lubię, żeby sie z tego pouwalniać.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wniebowziecie Grubego w 2015-12-07, 23:21:44
JenKa

Cytuj
JenKa

[#]   « Grudzień 04, 2015, 10:07:17 »
Cytuj
 Czy ktoś się zapytał jak się czuję, gdy w końcu wyszłam z wody? uspokoił? wytłumaczył? Nie - dostałam burę, że ich zdenerwowałam, a przecież NIC SIĘ NIE STAŁO. Wtedy po raz kolejny nauczyłam się, że MOGĘ LICZYĆ TYLKO NA SIEBIE. I faktycznie do dziś nie potrafię prosić o pomoc w poważnych sprawach: zapytać o drogę - tak, o pożyczkę, naprawę - już nie.

 

Są osoby - nie żadni guru ani forumowi mędrkowie z różnych portali , specjaliści od wklejania linków- na których można liczyć , przy obecności których
znikają różne kompleksy,urazy , które się w żaden sposób nie wywyższają ,
 nie dają odczuć jacy to oni nie są wspaniali a inni do niczego
 do których w każdej sprawie
można  zatelefonować kiedy sie chce i zostanie się ze zrozumieniem
wysłuchanym a podczas rozmowy z nimi stwarzają niesamowitą
sferę wspólczucia, doskonałego wczuwania się w sytuację rozmówcy ,
którzy nie manipulują , nie presjonują , w żaden sposób nie narzucają
swojej jedynie słusznej prawdy - krótko mówiąc : CZYSTA MIŁOŚĆ.
JenKa ,życzę Tobie - niech spotyka Ciebie tylko to co najlepsze.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2016-01-15, 11:04:48
Fajna afirmacja dla osób z rodzin, gdzie dominowała manipulacja, gdzie zaprzeczano emocjom, uczuciom, rzeczywistości widzianej przez dziecko:
"Ja ... mogę ufać swoim zmysłom."
Dla mnie była o wiele skuteczniejsza niż ogólna afirmacja, którą stosowałam kiedyś
"Ja ... mogę ufać sobie"

Jak ktoś nie lubi typowych afirmacji to może wyobrazić sobie siebie jako dorosłego stojącego przed sobą jako małym dzieckiem i mówiącego do tego dziecka.
"Mały/a (imię) możesz ufać swoim zmysłom. To co czujesz jest prawdziwe. To co widzisz jest prawdziwe".

Zaufanie do siebie buduje też pewność siebie.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2016-01-17, 15:40:19
Fajna afirmacja dla osób z rodzin, gdzie dominowała manipulacja, gdzie zaprzeczano emocjom, uczuciom, rzeczywistości widzianej przez dziecko:
"Ja ... mogę ufać swoim zmysłom."
Dla mnie była o wiele skuteczniejsza niż ogólna afirmacja, którą stosowałam kiedyś
"Ja ... mogę ufać sobie"

Jak ktoś nie lubi typowych afirmacji to może wyobrazić sobie siebie jako dorosłego stojącego przed sobą jako małym dzieckiem i mówiącego do tego dziecka.
"Mały/a (imię) możesz ufać swoim zmysłom. To co czujesz jest prawdziwe. To co widzisz jest prawdziwe".

Zaufanie do siebie buduje też pewność siebie.

Tak, to bardzo ważne.Bardzo ważne.

Dzieci słyszą najczęściej bagatelizowanie ich problemów.
Chomik zdechł ? To nie problem, kupimy drugiego.
Mamusia, wujek molestuje ? Chyba bujasz ty mały świntuchu ...

Tymczasem uczucia nie podlegają negocjacji!
Uczuć nie da się ignorować. Nie wolno !
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: iloveperfumes w 2016-01-17, 16:44:15
Jeszcze w rodzinach dysfunkcyjnych dzieci są często wtłaczane w role i muszą zachowywać się zgodnie z oczekiwaniami rodziców. Czasem nawet jest to wymóg bycia bardziej świrniętym od rodzica dysfunkcyjnego
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2016-01-18, 13:10:59
Jeszcze w rodzinach dysfunkcyjnych dzieci są często wtłaczane w role i muszą zachowywać się zgodnie z oczekiwaniami rodziców. Czasem nawet jest to wymóg bycia bardziej świrniętym od rodzica dysfunkcyjnego

tak, i dziecko żeby przetrwać musi niestety wejść w tą rolę
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2016-01-18, 21:53:23
narodziny Ezekiela:
https://www.youtube.com/watch?v=TWiGt0zkVp8
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2016-02-10, 15:28:51
Zaczęłam pracę z moim kontrolerem, bo doszłam do momentu że zaczełam go postrzegać i rolę jaką pełni w moim życiu. Im więcej o nim wiem tym bardziej mnie przeraża świadomość jak bardzo jestem od niego zależna i jak bardzo on mnie niszczy.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Inga w 2016-02-12, 15:12:13
Zaczynam bardziej słyszeć swojego kontrolera. To dobry znak bo oznacza że zbliża się czas zwycięstwa nad nim i odzyskania kontroli nad sobą.
Dzisiaj usłyszałam jak mówi- jak nie zechcesz karmić energią mamy to będę cię straszyć że ona umrze. I poczułam silne lęki przed śmiercią mamy. Zaczęlam się nad tym zastanawiać i w tym momencie zadzwonił telefon co sprawiło że potem zapomniałam o wszystkim. Na szczeście udało mi się przypomnieć o tym że te lęki to jego robota.
Też czuję za każdym razem gdy mam zamiar stosować kamerton na mózg, że on się o to złości.
Zobaczyłam też że on potrafi niwelowac dobre skutki działania dżwięku kamertonów, chociaż nie mam pojęcia jak on to robi, tak jakby budował jakieś zasłony przed dźwiękami.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: furyah w 2016-04-15, 16:48:41
Polecam sesje u Liliolle, dużo się dzieje, dużo konkretów, bardzo dobre podejście i pełny profesjonalizm. Dzięki:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2016-04-19, 17:15:09
Zastanawia mnie ile dzieci w Polsce ma Syndrom Stresu Pourazowego związanego z DDA i historią kraju, w porównaniu do innych krajów Europejskich i jak to wpływa na samoocenę dorosłych i ich społeczne struktury poznawcze.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Mariusz w 2016-04-19, 18:17:24
Ja jestem pewien że gdyby przeprowadzić test w którym dwom grupom obywateli pokazywanoby obrazki z Polski, przy czym pierwszej powiedziano by że to faktycznie obrazki z Polskia drugiej, że sa to obrazki z np Niemiec lub USA to  osoby z drugiej grupy częściej  twierdziłyby, że sa to ładne lub interesujące widoki, a te z pierwszej, że nie ma naczym oka zawiesić :-)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2016-04-19, 19:43:56
Mariusz
Jest duże prawdopodobieństwo takich przekłamań. Czyli przekłamanie percepcji chęciami i niechęciami.
 Robiono taki eksperyment (chyba w Stanach), gdzie mówiono nauczycielom, że jedna grupa jest zdolna, a druga przeciętna uczniów, a uczniowie wszscy byli na podobnym poziomie jako średnia, jedni lepsi, drudzy gorsi. Uczniowie nic nie wiedzieli i byli naturalni.
Po semestrze okazało się, że "zdolna grupa" miała lepsze oceny. Zadziałała percepcja nauczycieli, czyli obserwatora i lidera. 
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Montezuma w 2016-04-20, 01:39:07
Dla wewnętrznych dzieci termin DDA może być mylący (toksyczna mamusia też nie brzmi dobrze), lepiej chyba mówić o rodzinach dysfunkcyjnych.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2016-04-20, 22:48:03
Rodziny dysfunkcyjne to o wiele szersze pojęcie, niż DDA. Tematyka DDA ma bogatą literaturę ukierunkowaną na ten temat i rzeczywiście jest to też forma dysfunkcji.
Dorosłe dziecko dysfunkcyjnej rodziny - DDDR? Może też być tak.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Michał486 w 2016-04-21, 08:27:52
Jak poczuć w sobie miłość?
Chciałbym poczuć w sobie co to miłość, czy można to jakoś w sobie wykrzesać?
Chciałbym poszukać tego uczucia w sobie, ale nie wiem czy znajdę. Czy ono gdzieś w głębi każdego człowieka tkwi. Taka prawdziwa niewinna miłość?


Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: JenKa w 2016-04-26, 21:28:51
Michał, tak, w każdym z nas jest taka całkowicie czysta miłość - stąd przecież pochodzą nasze dusze :)
Natomiast zupełnie inną sprawą jest odczuwanie tej miłości.  Czasem bywa to bardzo trudne, chociażby z powodu przekonań i narzuconych wzorców,  potrzeb ego i funkcjonowania w materialnym wymiarze. Chyba najłatwiej na początek spróbować odczuć tę niewinną miłość w stosunku do maluchów. Mnie z takiej czarnej studni wyciągał kiedyś chłopczyk z zespołem Downa,  który codziennie witał mnie uśmiechem i skrzeczeniem żaby :) Był w tym tak wytrwały, że teraz sama wypatruję go w oknie czy na balkonie i pierwsza się uśmiecham :)))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Clint w 2016-04-26, 21:39:51
Michał
Ja bardzo polecam bardzo proste i skuteczne ćwiczenie - codziennie, przynajmniej po kilka minut kontempluj sobie miłość. Siadasz jak do medytacji, krótki relaks, po czym kładziesz dłoń na duchowym sercu i powtarzasz sobie w myślach słowo miłość przy każdym oddechu, obserwując siebie i swoje reakcje. To bardzo mocno oczyszcza wyobrażenia czy opory, ale trzeba robić to wytrwale i pracować z tym, co wychodzi :)

Miłość to tak mocno uczucie, że prędzej czy później się przebije, niezależnie od oporów - trzeba tylko być cierpliwym i wytrwałym jeśli będzie taka potrzeba :) Na początku można nic nie czuć, jeśli ma się silne stłumienia, ale warto robić to dalej - nawet jak nie czujesz efektów to gdzieś tam w środku mury się kruszą i prędzej czy później runą :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2016-04-27, 10:13:22
Też to polecam. Cierpliwość i wytrwałość w temacie MIŁOŚCI bardzo się opłaci i przynosi korzyści zgodne z Najwyższym Dobrem swoim i innych istot:)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Michał486 w 2016-04-27, 10:32:59
Clint, Sylvia dziękuje będę dziś próbować.
Wczoraj tak sobie w temacie prosperity dumałem nad zasługiwaniem i otwartością ułożyłem sobie jakąś afirmacje że zasługuję na wszystko co najlepsze no i nie mogła mi ta afirmacja przejść przez gardło. Maiłem potężne wątpliwości czy ta afirmacja była dla mnie dobra i pomyślałem sobie co by powiedziała miłość na temat tej afirmacji i miłość by powiedziała, że jest super.

Zdałem sobie sprawę, że utrudnia, ogranicza mi moją otwartość i zasługiwanie brak miłości do siebie.
potem chciałem poczuć tą miłość i zdałem sobie sprawę, że nie znam tego uczucia.

Mam nadzieje, że wiele pomoże mi tematów ruszyć z miejsca kiedy sam siebie pokocham, albo się łudzę. Nie wiem.
Nie niej chciałbym poczuć tę uczucie do siebie. Zobaczę jak zadziała na mnie ćwiczenie od Clinta.




Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2016-04-27, 10:35:30
Mam nadzieje, że wiele pomoże mi tematów ruszyć z miejsca kiedy sam siebie pokocham, albo się łudzę.

Moim zdaniem nie łudzisz się. Jest dokładnie tak jak myślisz :) Przynajmniej u mnie tak było.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Michał486 w 2016-04-28, 07:18:12
Mój rozwój duchowy od samego początku polegał na oczyszczaniu się, ale doszedłem do takiego punktu, że to nie wystarczy.
Można oczyszczać się do końca świata a to nie przyniesie oczekiwanych rezultatów kiedy nie zmieni się intencji do samego siebie.

Pracuję ostatnio nad tematem miłości.
Powiedzcie mi czy miłość skierowana do samego siebie jest dobra i korzystna?

Wczoraj coś w tym temacie próbowałem afirmować i czuć, ale skończyło się sporymi wyrzutami w stylu że to jest egoistyczne, że jak będę kochać siebie to nie pokocham kogoś innego i uwaga że jakby Jezus kochał siebie to by nie umarł za nas na krzyżu.

Proszę was o radę jak wy to widzicie bo ja już zwątpiłem w słuszność swoich prób poczucia miłości do Siebie.
Zapodajcie mi jakaś fajną afkę może do tego bo te moje wydają mi się w związku z powyższym co najmniej nieprawidłowe.


Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tola w 2016-04-28, 08:38:35
Michał 486  :  )

Oj TAK!  Zdecydowanie, absolutnie TAK  :  ))
U mnie zadział się przełom w pracy nad sobą gdy właśnie zaczęłam czuć miłość do samej siebie. Wiele rzeczy zaczęło się iść delikatniej, łagodniej - zgodnie z tą miłością.
Ja to robię w ten sposób, że siadam sobie na swoim bardzo wygodnym bujanym fotelu/leżaku, kładę rękę na duchowym sercu i zagłębiam się w odczuciu: "Ja Ania głęboko i prawdziwie kocham i akceptuję siebie". Robię to też spontanicznie w ciągu dnia, gdy to odczucie do mnie przypływa, wykonując różne codzienne rzeczy. Czasami rozszerza mi się to spontanicznie i radośnie na "kocham swoje życie". To są wspaniałe doświadczenia. Bardzo polecam  :  ))  Według mnie to najpotężniejsze narzędzie w pracy nad sobą.
Trzeba być przygotowanym na to, że po takich doświadczeniach będą wychodziły różne emocje, przekonania, wzorce niezgodne z tym doświadczaniem miłości do samego siebie i nie zrażać się tym tylko puszczać je takimi metodami jakie stosujesz i jakie Tobie pomagają się uwalniać.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2016-04-28, 09:15:38
Pracuję ostatnio nad tematem miłości.
Powiedzcie mi czy miłość skierowana do samego siebie jest dobra i korzystna?

Tak. Jest dobra i korzystna. Co więcej Twoja miłość do Ciebie jest nie tylko dla Ciebie, ale i dla innych.

Twoja miłość do Ciebie jest korzystna dla Twojej mamy.
Twoja miłość do Ciebie jest korzystna dla całego Twojego otoczenia.
Twoja miłość do Ciebie jest korzystna dla mnie i dla innych członków tego forum.
Twoja miłość do Ciebie jest korzystna dla Boga.

Jesteś częścią Boga więc kochając siebie kochasz Boga. Nie kochając siebie tak jakbys odrzucał Boga w Tobie.
Jesteś częścią Wszechświata więc kochajac siebie kochasz Wszechświat. Nie kochając siebie, odrzucasz część Wszechświata.

A więc spokojnie możesz kierować swoja miłość do siebie, bez obaw, że ktoś coś straci z tego powodu. Każdy kto będzie chciał zyska.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Michał486 w 2016-04-28, 09:47:34
Lilliole, Tola.
Dziękuje.
przeczytałem wasze wpisy po kilka razy i jakoś tak lżej mi się zrobiło.
Chciałbym wam za to podziękować.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tola w 2016-04-29, 16:36:16
Michał486 

:  ))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Jarek w 2016-04-29, 17:49:16
Michal486 :)

Napisze wprost ze ciesze sie ze przerabiasz temat milosci. To jest wspanialy prezent ktory sobie dajesz. Zycze Ci jak najlepiej ! Napisales ze  w wyniku afirmowania wychodzi sporo samoograniczen. No wlasnie, poznajesz siebie. Kontynuuj ! Milosc pokaze Ci swoj usmiech. :)
Ja w wieku 14-tu lat zastanawialem sie powaznie czy Milosc i Bog istnieja. Rodzice, spoleczenstwo, kosciol nie dawaly mi jednoznacznej odpowiedzi ani za ani przeciw. Czulem jednak ze cos w tym jest wiec w koncu zdecydowalem odlozyc sprawe na pozniej, na nastepne lata do momentu az mi sie wszystko wyjasni.
Michal, Ty juz wiesz ze Milosc istnieje; z tego co piszesz wnioskuje masz wzorce ze najpierw inni a potem Ty. Gdy obdarzasz Miloscia innych a siebie nie to czy jest to Milosc czy wyobrazenie tego uczucia ? Ja to czuje tak ze jesli doswiadczam Milosc i obdarzam nia siebie to wtedy promieniuje nia na otoczenie w sposob spontaniczny i bezstronny. Czysta intencja i czysta uczucie.
Cwiczenie zaproponowane przez Clinta tez wykonuje. Afirmuje i medytuje w ten sposob na boskie cechy na czakrach, wliczajac Milosc. Doswiadczajac Milosc, ktora jawi mi sie tez jako czysta Swiadomosc czuje wdzecznosc, szczesliwosc i pokore.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Arwena w 2016-04-29, 20:55:33
Michał486

Miałam taki moment, że kiedy dużo oczyszczałam i pozbywałam się różnych negatywnych rzeczy czułam w tym miejscu pustkę. Czasem nawet podświadomość kusiło, żeby powrócić do starego wzorca, żeby taka brzydka luka nie została;) To coś na zasadzie tych durnych sentencji, że cierpienie jest nieodłączną częścią życia. Kiedyś coś takiego usłyszałam i myślałam że już zawsze będę czuła ból, bo on jest nieodłączną częścią mnie, każdej istoty ludzkiej. Otóż nie jest. Po każdym oczyszczeniu dobrze jest więc takie miejsce czymś wypełniać, zastępować negatywne pozytywnym. Nauczyłam się więc wypełniać je Miłością:) Im więcej jest we mnie Miłości tym sprawniej się wszystko oczyszcza, tym silniejsza się czuję - dzieje się wtedy wszystko co najlepsze dla mnie. Nie ma już we mnie tego przemielenia, niechęci i zastanawiania się po co ja w sumie to wszystko rozgrzebuję. Miłość jest nieograniczoną, pełną wspaniałych możliwości, przyjemną i wspierającą Mocą, która wypycha Cię do przodu i wypłukuje z Ciebie wszystkie brudy, oczyszcza, wspomaga Twój rozwój.

To co dla siebie robisz pracując nad sobą to wyraz Twojej Miłości do samego siebie. Nie przejmuj się jeśli tego jeszcze nie czujesz, ale to w Tobie JEST, to się już dzieje. Ja sobie afirmowałam bardziej na samoocenę: "Ja Karolina, kocham, szanuję i akceptuję siebie w pełni". Prosta, ale bardzo mnie otworzyła na fajne uczucia do siebie. Swoje serce zaczęłam czuć stosunkowo niedawno. Czułam zamknięcie i pustkę. Pamiętam, że kiedy partner poprosił mnie kiedyś żebym położyła rękę na swoim duchowym sercu, ja nie wiedziałam gdzie ono jest, bo nic nie czułam. W momencie kiedy coś zaczęło się pojawiać poczułam wszechogarniającą radość i niesamowitą motywację do pracy nad sobą.

Często też kiedy dzieje się coś stresującego albo boję się jakiejś konfrontacji mówię sobie w myślach, że siebie kocham i dzięki temu wywołuję w sobie to uczucie. Wtedy czuję, że nic mi nie grozi, uspokajam się i sytuacja, której się tak bałam okazuje się nie taka straszna jak się wydawało, bywa że jest nawet przyjemna;) Kochając siebie, nie narazisz siebie na krzywdę. Czuję się w takich sytuacjach chroniona przez Boga, czuję że nie jestem sama i że ze wszystkim sobie bez problemu poradzę. To naprawdę bardzo pomaga. Kiedy kochasz siebie szanujesz siebie. Kiedy kochasz siebie chcesz dla siebie i innych wokół jak najlepiej.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2016-09-29, 22:51:24
Jeśli ktoś chce uzdrowić relację ze sobą i z ojcem, polecam:
https://www.facebook.com/DailyMail/videos/1491315827594827 (https://www.facebook.com/DailyMail/videos/1491315827594827)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2016-11-14, 21:51:16
Cechy zdrowej rodziny i dysfunkcyjnej:
http://www.ezosfera.pl/sylwiawolf/artykul/1292 (http://www.ezosfera.pl/sylwiawolf/artykul/1292)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2016-11-19, 19:09:49
Sylwia,
Mądry artykuł :)

Cytuj
  Jako dorosły takie dziecko dąży do odtwarzania schematu z dzieciństwa i jego decyzje oraz działania mogą mieć znamiona tworzenia chaosu i destrukcji. W celu kontrolowania sytuacji, rodzice w dysfunkcyjnej rodzinie nie liczą się z indywidualnymi potrzebami dziecka i uczą je podporządkowania swoich potrzeb innym osobom w otoczeniu. W przyszłości dorosłe dziecko dysfunkcyjnych rodziców “zapomina” o realizacji swoich potrzeb na rzecz innych ludzi żyjąc w permanentnym poczuciu braku. Stłumienie własnych potrzeb prowadzi czasami do depresji, a czasami do ucieczki w uzależnienia w celu skompensowania własnej rezygnacji.


W związku z tym, że na większość emocji jest stworzone tabu, żeby dysfunkcyjny rodzic (alkoholik) miał spokój w swoim uzależnieniu, dziecko uczy się jak nie wyrażać własnych emocji i jak się od nich odcinać.
 Następuje zastygnięcie psychiczne i zahamowanie rozwoju umiejętności wyrażania uczuć. Wyparciu emocji może towarzyszyć odcięcie się od odczuwania potrzeb własnego ciała związanych z dbaniem o nie, dostarczaniem właściwego pokarmu i ruchu fizycznego.

Odcięcie od emocji i od ciała przyczynia się do chłodu emocjonalnego w dorosłym życiu w przypadku osób z rysem psychopatycznym oraz do podatności na manipulacje u osób na głodzie uczuciowym z dzieciństwa, które by chciały, ale nie wiedzą jak być w ciepłej, bezpiecznej bliskości z drugą osobą. 

Faktycznie nie wiedzą jak być w ciepłej, bezpiecznej bliskości z drugą osobą.
I niekoniecznie chodzi tutaj tylko o dziecko alkoholika. Psychopaty niepijącego również. Czy demona. Czy strzygi.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Tess w 2016-11-19, 19:19:28
Jeśli ktoś chce uzdrowić relację ze sobą i z ojcem, polecam:
https://www.facebook.com/DailyMail/videos/1491315827594827 (https://www.facebook.com/DailyMail/videos/1491315827594827)

Z komentarzy pod tym filmikiem:

Cytuj
"I am not better than anyone and no one is better than me".

 Keeps you humble and happy and respectful of others and yourself all in one go. 
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2016-11-21, 10:34:45
Sylwia,
Mądry artykuł :)

Faktycznie nie wiedzą jak być w ciepłej, bezpiecznej bliskości z drugą osobą.
I niekoniecznie chodzi tutaj tylko o dziecko alkoholika. Psychopaty niepijącego również. Czy demona. Czy strzygi.

Zgadza się. Te skutki dotyczą każdego rodzaju dysfunkcji ze strony rodziców. Również narcystycznych, kontrolujących, uzależniających, nadopiekuńczych, traktujących otoczenie instrumentalnie, grających uczucia z rysem psychopatycznym w osobowości, itd. Wszystkich o zamkniętym sercu na autentyczną miłość w relacjach.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wiking23 w 2017-03-18, 12:15:29
Rodzice czasem nie zdają sobie sprawy z potęgi słów. Krótki film o tym, jak zabić w dziecku pasję i radość

http://mamadu.pl/130641,czasem-wystarczy-kilka-minut-i-kilkanascie-slow-by-wyrzadzic-nieodwracalne-szkody-ten-film-nami-wstrzasnal
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wiking23 w 2017-03-18, 12:20:21
to jeszcze fajny wykład.

Co szkoła robi z mózgami dzieci? | Angelika M. Talaga | TEDxKoninED

https://www.youtube.com/watch?v=XnPaz5e-uD8
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wiking23 w 2017-04-18, 15:34:41
"Z nim jest coś nie tak" Rodzicu, jeśli nie radzisz sobie z zachowaniem dziecka, najpierw poszukaj przyczyny w sobie"

http://mamadu.pl/128503,z-nim-jest-cos-nie-tak-rodzicu-jesli-nie-radzisz-sobie-z-zachowaniem-pociechy-przyczyn-najpierw-poszukaj-w-sobie


ciekawe fragmenty.

"Rodzice, obserwując nieadekwatne, dziwne lub niedopuszczalne zachowania u swoich dzieci, bardzo często boją się, że coś bardzo złego dzieje się z ich pociechą. Doszukują się objawów nieprawidłowego rozwoju lub z pomocą doktora Google proponują diagnozę poważnego schorzenia. Myśl, że kilkuletni maluch posiada wyjątkowo trudną osobowość, z którą nie da się nic zrobić, spędza im sen z oczu. Chcą więc naprawić dziecko. Po wielu próbach załamują ręce. Maluch nie słucha, buntuje się, robi swoje. Mama i tata liczą na to, że “ten wiek tak ma” i
przedszkolakowi przejdzie, gdy podrośnie. Zwykle jednak, wraz z upływem czasu trudności stają się coraz większe a ich wachlarz poszerza się. Rodzice próbują zrozumieć “po kim on to ma?”, podczas gdy już dawno powinni zadać sobie pytanie DLACZEGO dziecko zaczęło zachowywać się w taki, a nie inny sposób."
...
"Choć to bardzo kuszące, nie powinno się zakładać, że istnieją dzieci z natury złe, krnąbrne, przebiegłe czy agresywne. Wiele problemów wychowawczych oraz niepokojących zachowań u dzieci jest reakcją małych ludzi na trudności lub nieprawidłowości występujące w środowisku, w którym funkcjonują one na co dzień. Maluszki na swój dziecięcy sposób radzą sobie z problemami napływającymi z zewnątrz. My nawet możemy ich nie dostrzegać. Widzimy tylko objaw - płaczące, gryzące, bijące lub bojące się dziecko. Koniecznie chcemy je naprawić, zabierając się do tego nie od tej strony, co trzeba. Nie jest wcale takim oczywistym, by spojrzeć na sprawę szerzej i przyjrzeć się otoczeniu - zamiast w dziecku, poszukać przyczyny w samym sobie lub w środowisku, w którym ono dorasta. Zmiana czynników zewnętrznych - np. twojego postępowania, warunków życia, codziennych rytuałów - może doprowadzić do zmiany zachowania u dziecka."
...
"Zastanów się, czy dałaś maluchowi przestrzeń do tego, by odnalazł on swoją pasję. Współcześni rodzice w natłoku starań o to, by ich dziecko wszechstronnie się rozwijało, zapisują je na wiele dodatkowych zajęć. Często próbują w ten sposób spełnić swoje marzenia lub zaspokoić własne aspiracje. Nie zawsze dziecko ma szansę wyrazić własne preferencje co do rodzaju podejmowanych aktywności. "
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2017-04-19, 12:46:42
"Z nim jest coś nie tak" Rodzicu, jeśli nie radzisz sobie z zachowaniem dziecka, najpierw poszukaj przyczyny w sobie"


Tak dokładnie jest :-)
A osoby rozwijające się mogą zyskać  dzięki temu wskazówki z czym pracować u siebie, czego nieakceptują u siebie, co wypierają.
Ja mam tak, że moa córka idealnie wpasowuje sie w to nad czym pracuję. A jak mnie zaczyna mocno wkurzać to wiem, że to coś naprawdę ważnego :-)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wiking23 w 2017-04-19, 14:14:24
Tak dokładnie jest :-)
A osoby rozwijające się mogą zyskać  dzięki temu wskazówki z czym pracować u siebie, czego nieakceptują u siebie, co wypierają.
Ja mam tak, że moa córka idealnie wpasowuje sie w to nad czym pracuję. A jak mnie zaczyna mocno wkurzać to wiem, że to coś naprawdę ważnego :-)

Fajnie napisane z tymi wskazówkami, czasem różne osoby mówią o lustrze, ale wydaje mi się że lustro - spłaszcza relacje do różnych pasujących nam rzeczy (lub też może umysł upraszcza słysząc o lustrze), a dużo więcej przestrzeni też w uzdrawianiu zaczyna mi się pojawiać gdy pewne rzeczy przyjmuje się jako wskazówki. Bo to jest reakcja innego istnienia, na coś w nas, istnienia różnego od nas, ze swoją świadomością, energią i karmą i wolną wolą, więc czasem wydaje mi się że pewne rzeczy są bardziej subtelne, i bardziej złożone, i chyba tak mi się wydaje traktowanie tego jako wskazówki jest zdrowszym podejście, od lustra, które bezwiednie odbija to co w nim jest.


terapia wewnętrznego dziecka, strasznie to trudne mi się wydaje, od kilku miesięcy trafiałem różne ciężkie karmienie rzeczy i obijało mi się o "to że coś jest ze mną nie tak", że moja istnienie jest błędem egzystencji, że moje istnienie jest bez sensu itd. i nie mogłem przejść za to, zawsze się na tym zatrzymywało. Takie trochę abstrakcyjne, a z drugiej strony, takie... no właśnie, nawet nie wiem.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2017-04-19, 18:08:57
terapia wewnętrznego dziecka, strasznie to trudne mi się wydaje, od kilku miesięcy trafiałem różne ciężkie karmienie rzeczy i obijało mi się o "to że coś jest ze mną nie tak", że moja istnienie jest błędem egzystencji, że moje istnienie jest bez sensu itd. i nie mogłem przejść za to, zawsze się na tym zatrzymywało. Takie trochę abstrakcyjne, a z drugiej strony, takie... no właśnie, nawet nie wiem.

Bardzo możliwe, że to z okresu prenatalnego - dlatego nie wiesz. Albo z wczesnego niemowlęctwa. To wymaga sporo pracy, żeby do tego dotrzeć i uzdrowić. Ale oczywiście da się.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wiking23 w 2017-04-19, 19:31:14
chyba tak, jednak zawsze jak dotykam tego albo wciąga mnie w sesje to bardzo uczuciowo i emocjonalnie, a potem świadomościowo jeszcze więcej wątpliwości... i jakby mnie zaraz wypycha, jakbym się bał, tak całościowo w to wejść, strasznie to trudne, mam takie uczucie że mnie to przerasta. Wydaje mi się że też może nie chcę wiedzieć, jakby a jeśli faktycznie tak naprawdę, istnieje po nic, albo jestem zbędny czy głupi, jako istnienie, czy coś, wtedy jakby nic już nie ma sensu.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2017-04-21, 09:54:26
chyba tak, jednak zawsze jak dotykam tego albo wciąga mnie w sesje to bardzo uczuciowo i emocjonalnie, a potem świadomościowo jeszcze więcej wątpliwości... i jakby mnie zaraz wypycha, jakbym się bał, tak całościowo w to wejść, strasznie to trudne, mam takie uczucie że mnie to przerasta. Wydaje mi się że też może nie chcę wiedzieć, jakby a jeśli faktycznie tak naprawdę, istnieje po nic, albo jestem zbędny czy głupi, jako istnienie, czy coś, wtedy jakby nic już nie ma sensu.

To jeszcze mogą być kody i hipnozy z poprzednich wcieleń odnowione w tym życiu, właśnie o takiej treści jak piszesz. Przy próbie uwalniania się od hipnoz zawsze jest lęk.
Ale naturalnym stanem jest poczucie sensu. Każde istnienie ma sens. Twoje istnienie i przez to Twoje życie ma sens niezależnie od tego co Ci się wydaje.
Bo napisałeś istnienie więc to dotyczy nie tylko życia jako człowiek, ale i Duszy.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wiking23 w 2017-04-22, 14:38:59

"Laleczka"

https://www.youtube.com/watch?v=_e6a0-0bDD8

też się pojawia "coś jest z nim nie tak", ale wiele innych motywów, które mnie ruszają.


Lilliole,

Lęki to zdecydowanie to, najtrudniejsze chyba do przejścia.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2017-04-24, 12:03:30
"Laleczka"

https://www.youtube.com/watch?v=_e6a0-0bDD8

też się pojawia "coś jest z nim nie tak", ale wiele innych motywów, które mnie ruszają.


Doby film. Rzeczywiście jest tak, że niedojrzali rodzice czerpią z dziecka.
Przerazili mnie za rodzice z tego fragmentu co pokazywał. Zrobili dziecku pranie mózgu i jeszcze to zostało potężnie wzmocnione krzykiem i wogóle atakiem słowno-energetycznym. Krzyk otępia i paraliżuje.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wiking23 w 2017-04-30, 10:00:54
Doby film. Rzeczywiście jest tak, że niedojrzali rodzice czerpią z dziecka.
Przerazili mnie za rodzice z tego fragmentu co pokazywał. Zrobili dziecku pranie mózgu i jeszcze to zostało potężnie wzmocnione krzykiem i wogóle atakiem słowno-energetycznym. Krzyk otępia i paraliżuje.

sometimes it's better to be alone, nobody can hurt you.

https://www.youtube.com/watch?v=-1Fir1OsYXg
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2017-05-16, 10:02:26
Zauważyłam, że jest sporo osób rozwijających się duchowo, którzy dużo oczyszczają w tematach z poprzednich wcieleń, a temat dzieciństwa starannie omijają. Najwyżej stosują afirmacje wybaczające rodzicom, żeby się raczej odciąć od dzieciństwa niż uzdrowić.
Tymczasem jest tak, że to co wykreowaliśmy w tym wcieleniu poprzez swoje nieświadome wzorce najsilniej oddziałuje na nas. Nie ma uzdrowienia relacji ze sobą bez uzdrowienia dzieciństwa.
Nieuzdrowione dzieciństwo może bardzo skutecznie sabotować kreacje.
Napisałam krótki artykuł na temat tego jak nieuzdrowiony okres niemowlęcy może blokować skuteczną kreację:

http://www.tworcyzycia.pl/single-post/2017/05/16/Co-mo%C5%BCe-blokowa%C4%87-Twoje-%C5%9Bwiadome-kreacje
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Ultraviolet w 2017-05-18, 16:12:51
Lilliole
To prawda, sama mam czasem juz tak, o kurde- juz nie chce mi się do tego wracać; moze dlatego że jeśli chodzi o dziecinstwo otwieramy jakis pakunek ciągl.e zywych emocji.....; niby z poprzednimi wcieleniami tez tak jest , ale czasem chyba łatwiej odpuscic, nawet te wielkie sprawy, a tu pamietamy , że ktos cos powiedzial etc....bolą czasem nawet"drobnostki"
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Ultraviolet w 2017-05-18, 16:16:12
Bardzo fajny i ważny artkuł :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2017-05-19, 08:07:05
Lilliole
To prawda, sama mam czasem juz tak, o kurde- juz nie chce mi się do tego wracać; moze dlatego że jeśli chodzi o dziecinstwo otwieramy jakis pakunek ciągl.e zywych emocji.....; niby z poprzednimi wcieleniami tez tak jest , ale czasem chyba łatwiej odpuscic, nawet te wielkie sprawy, a tu pamietamy , że ktos cos powiedzial etc....bolą czasem nawet"drobnostki"

Dzieciństwo jest najbliższe, więc najbardziej boli. Ale uzdrowienie go daje dużą wolność i przestrzeń :-)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2017-05-19, 10:04:46
Lilliole
Ważne jest to co poruszyłaś.
Tak naprawdę można w większości tematów odpuścić poprzednie wcielenia, jeśli jest praca nad dzieciństwem, włącznie z okresem dojrzewania.
Tylko czasami pojawiają się tematy zupełnie nie powiązane z dzieciństwem np. jakiś związek karmiczny czy decyzje, które nie wpisują się we wzorce z dzieciństwa tego życia.
Tylko, że poprzednie wcielenia bywają tak atrakcyjne i tyle usprawiedliwiają, że czasem trudno zrezygnować z takiej wymówki i wrócić do tego życia i siebie z teraz. Zawsze można przerzucić odpowiedzialność na relacje karmiczne i swoje poprzednie wcielenia. Dobrze, gdy ktoś odróżnia projekcje z poprzednich wcieleń od teraźniejszości.


Praca  z dzieciństwem nauczyła mnie m.in. akceptacji wszystkich uczuć, emocji, myśli, które pojawiają się we mnie, również tych niewygodnych, czy interpretowanych kiedyś jako wstydliwe, niewłaściwe, wypierane. Czyli akceptacja całości siebie włącznie z cieniem. Po akceptacji dopiero ich zmiana, jeśli są z niższych poziomów świadomości. Od lat stosuję skalę świadomość-emocje stworzoną przez Davida Hawkinsa, żeby nie wywarzać otwartych drzwi. Co pozwala szybko uporządkować temat: gdzie jestem, i wybrać: gdzie chcę być, co jest moją intencją i celem.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2017-05-19, 11:03:58

Praca  z dzieciństwem nauczyła mnie m.in. akceptacji wszystkich uczuć, emocji, myśli, które pojawiają się we mnie, również tych niewygodnych, czy interpretowanych kiedyś jako wstydliwe, niewłaściwe, wypierane. Czyli akceptacja całości siebie włącznie z cieniem. Po akceptacji dopiero ich zmiana, jeśli są z niższych poziomów świadomości. Od lat stosuję skalę świadomość-emocje stworzoną przez Davida Hawkinsa, żeby nie wywarzać otwartych drzwi. Co pozwala szybko uporządkować temat: gdzie jestem, i wybrać: gdzie chcę być, co jest moją intencją i celem.

Dokładnie :-) Dopóki nie zaakceptujemy cienia możemy ciągle tłumić i uciekać. W różne rzeczy, czasem w poprzednie wcielenia. Oczywiście warto poznać poprzednie wcielenia, żeby lepiej zrozumieć pewne nasze decyzje, wybory, intencje, ale z pełna świadomością, że żyjemy tu i teraz. I to co ważne dzieje się w tym życiu.
Ale w sumie może być tak, że każdy ma swoja drogę.
Niektórzy okrężną, ale może dla nich ta okrężna jest najkrótszą możliwą :-).

U mnie było tak, że praca z wcieleniami dawała mi zrozumienie i po części akceptację.
Ale dopiero po uzdrowieniu relacji z mamą czułam, że otworzył sie przede mną świat. I dopiero uzdrowienie tej relacji dalo mi dostęp do traumy z okresu niemowlęcego. Ale uzdrowienie tego z kolei dało mi poczucie, że te drzwi do świata rozwarły się na oścież. I takie poczucie, że tu jest moje miejsce. Dokładnie tu.
Uzdrawianie mojej relacji z mamą to nie było tylko przebaczanie. To było mozolne stawianie granic, czasem dramatyczne poruszanie tematów niewygodnych, tych zamiecionych pod dywan. Bolało obie strony. Ale wcześniej tez bolało, tylko, że ból był wyparty. Ale teraz czuję, że każda z nas jest szczęśliwa, że to zostało uzdrowione.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2017-05-19, 13:53:36
Cytuj
Tylko czasami pojawiają się tematy zupełnie nie powiązane z dzieciństwem np. jakiś związek karmiczny czy decyzje, które nie wpisują się we wzorce z dzieciństwa tego życia.

to jest najlepsze podejście : zajmować się tym co się pojawia, więc jak komuś się pojawia z dzieciństwa to zajmuje się dzieciństwem a jak komuś wychodzą co rusz rzeczy z poprzednich wcieleń to zajmuje się nimi,
 podejście że inni powinni zajmować się w takim samym wymiarze tym co ja, czy robić to takimi, a nie innymi metodami,  wynika z pewnych założeń - w sumie zbędnych : )
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2017-05-19, 14:00:57
taki bardziej duchowy wymiar uzdrawiania dzieciństwa:

"Urodzeni jesteśmy jako niewinne istoty, ale rozwijamy ego, przywiązania i samolubstwo bardzo wcześnie w życiu. Samolubstwo przychodzi pierwsze, a ego rodzi się z samolubstwa. Właściwie nasionko samolubstwa jest w tobie zaszczepiane, ponieważ zarówno matka, jak i ojciec są samolubni. Każdy jest samolubny! Wszyscy mówią: "Moje dziecko, moja rodzina, mój, moje, moje, moje!" Dorastałeś w ten sposób. Sposób w jaki zostałeś wychowany stwarza przywiązania.

Matka daje nawet swojemu dziecku ego wraz z jej mlekiem ze względu na jej skoncentrowane na sobie myśli. Powoli ego zaczyna automatycznie przenikać do krwiobiegu dziecka. Wraz z dorastaniem dziecka, rodzice zaszczepiają w nim myśli gromadzenia i materializmu. "Musisz studiować, dostać dobrą pracę, dobrą pozycję - musisz mieć to, zrobić tamto, itd.".  Ziemskie otoczenie jest stworzone z takich uczuć i energii.
(Swami Premananda)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2017-05-19, 15:12:27
Lilliole
Z radością czytam, że Ci się udało:)

Frisky
Czyżby Swami nie miał pamięci między wcielenionej? Ego istnieje jeszcze przed urodzeniem. Podstawowym instynktem na ziemi jest przetrwanie w tym ciele, w którym się jest oraz przedłużanie gatunku. To niedobory energii miłości tworzą ego, a nie samolubstwo. Ono jest wtórne do braku jedności w miłości.
Czasami zajmowanie się tym co się pojawia jest ucieczką umysłu od najważniejszych tematów. Zakładanie, że " podejście że inni powinni zajmować się w takim samym wymiarze tym co ja, czy robić to takimi, a nie innymi metodami,  wynika z pewnych założeń - w sumie zbędnych"
jest rzeczywiście błędem. Natomiast pewne zjawiska można ogarniać szerzej, niż własne doświadczenia. Widzieć procesy i zjawiska, przyczyny i skutki  zachodzące u wielu istoto.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2017-05-20, 00:41:12
Sylvia
wystarczy spojrzeć na całkiem małe dziecko a potem gdy ma już kilka lat by dostrzec tą istotną różnicę - wynikającą z tego co pisze Swami, stąd trudno mówić o uzdrawianiu wewnętrznego dziecka (z punktu widzenia rozwoju duchowego) gdy pomija się to, albo gdy jesteśmy już dorośli i staramy się uzdrawiać wewnętrzne dziecko w oparciu o te przejęte od otoczenia, narzucone i nałożone wzorce, tendencje, pragnienia, intencje i zachowania skupione na "ja i moje" (przejmowane już w łonie matki),

 w ten sposób trudno jest odkryć duchowy cel istnienia - zwyczajnie myli się go z celami przejętymi od rodziców i otoczenia, traktując jako swoje i je realizując jako część siebie -  i trudno wtedy zniszczyć trzy twierdze stojące na ścieżce duchowej, blokujące/wypaczające tą drogę, nawet uzdrawianie karmy z poprzednich wcieleń pod wpływem takiego ego (subtelniejszego od intelektu)  staje się problematyczne : )

Tripura Rahasya
The three cities are Anava Mala (egoism), Karma (bondage of Karma) and Maya (the illusory power of Lord Siva which veils the individual souls). {Swami Śiwananda}
https://www.facebook.com/lordshiva01/posts/1690039351100991:0

więc oczywista oczywistość o której przypomina Swami:  istotne podwaliny tej twierdzy egoizmu tworzone są (czy odtwarzane), wzmacniane i ugruntowywane w czasie wczesnego dzieciństwa i jest to przeszkodą w rozwoju duchowym,

umysły dzieci są jak niezapisana czysta karta : )
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: healingintelect w 2017-05-20, 00:50:55
Frisky

Co ma egoizm do uzdrawiania? Jak to się łączy?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2017-05-20, 01:45:10
jeżeli w jakimś procesie uzdrawiania przeszłości dokonujesz rozróżniania (np. tego co dobre od tego co złe, korzystne od tego co niekorzystne) wtedy poziom ego  ma  istotny wpływ na ten proces - silne/ dominujące/nieoczyszczone ego (np. wraz z tymi przejętymi w dzieciństwie tendencjami,celami i utożsamieniem, uznawanymi jako istotne bo  "moje"...  i na tej podstawie określasz co jest ważne/korzystne etc.,  a co nie) więc takie ego jako subtelniejsze od intelektu/buddhi mniej lub bardziej skutecznie zaburza ten proces rozróżniania, czyli istotnie wpływa na ten proces, czyż nie?  tak  jak na wiele innych wyborów i działań
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2017-05-20, 12:21:07
oprócz tego węzła ego wzmacnianego od wczesnego dzieciństwa pod wpływem otoczenia, jeszcze o  innych węzłach i sznurach, tudzież kilka rad i spostrzeżeń:

"Kiedy się rodzicie, wasze serca są czyste i napełnione błogością. Powinniście zachować tę czystość serca przez całe życie i cieszyć się nieprzemijającym szczęściem.
 
Szyi dziecka wyłaniającego się z brzucha matki nie zdobią girlandy kwiatów. Nie przystrajają go klejnoty z pereł osadzonych w koronce ze złota ani drogocenna kolia migocąca szmaragdami i brylantami. A przecież oplata go sznur. Brahma związuje razem konsekwencje naszych dawnych czynów, splata je w girlandę i w momencie narodzin zarzuca nam na szyję.
Ten sznur jest rezultatem każdego, nawet najdrobniejszego i najmniej ważnego czynu.
(...)
Osoba niewdzięczna jest gorsza od bestii. Pojawiłeś się na świecie dzięki rodzicom. Czcij matkę swoją i ojca jak Boga (matru dewo bhawa, pitru dewo bhawa). Matka, ponosząc wiele trudów, przez dziewięć miesięcy nosiła cię w brzuchu, urodziła i wychowała. Jakże powinieneś być jej za to wdzięczny! Również ojciec poświęcił swoje wygody, opiekując się tobą z miłością i troską. Czy okazujesz mu wdzięczność?
(...)
Traktujcie każdego jak ucieleśnienie boskości. Wszyscy, którym się kłaniacie i z których żartujecie, dotrą do Boga. Każdemu okazujcie szacunek. Dzielcie się miłością ze wszystkimi. Nigdy nie kierujcie się nienawiścią. Okazywana przez was nienawiść powraca, by zadać wam ból.
(...)
Powinniśmy wspólnie śpiewać o Bogu. Oto ideał szerzony przez naszych przodków. Współcześni ludzie odsunęli od siebie ich zasady. Żyją tak, jak im dyktuje egoizm i fantazja. Wasze czyny powinny sprawiać Panu radość. Możecie nazywać Go Ramą, Kriszną, Gowindą, lecz Bóg jest jeden. Rozwijajcie uczucie jedności i doświadczcie wizji boskiej atmy.
http://www.sathyasai.org.pl/dyskursy.php?tekst=t2.7.118
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: healingintelect w 2017-05-20, 15:01:54
Frisky

A co jezeli niewdzięczni rodzice zrobili dzieci?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2017-05-20, 16:13:14
to pewnie przekazali ten wzorzec swoim dzieciom ; )
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: healingintelect w 2017-05-20, 16:38:40
Myślełem, że jakiś Hitler się urodzi.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2017-05-20, 17:49:21
"Osoba niewdzięczna jest gorsza od bestii. Pojawiłeś się na świecie dzięki rodzicom"
innymi słowy:

"Budda w jednym ze swoich kazań zauważa:
AN.02.33. O mnisi, kim jest nie-Wielki Człowiek? Jest on niewdzięczny i brakuje mu rozwagi. O mnisi, niewdzięczność i brak rozwagi powinny być prawdziwie poznane jako poniżające. (…)
O mnisi, kim jest Wielki Człowiek. Jest on wdzięczny i rozważny. O mnisi, wdzięczność i rozwaga powinny być prawdziwie poznane jako szlachetne.
http://maciejwielobob.pl/2015/03/wdziecznosc-medytacja/


o a tu całość tego:
33. O mnisi, opowiem wam o nie-Wielkim Człowieku i o Wielkim Człowieku. Słuchajcie uważnie. O mnisi, kim jest nie-Wielki Człowiek? Jest on niewdzięczny i brakuje mu rozwagi. O mnisi, niewdzięczność i brak rozwagi powinien być prawdziwie poznany jako poniżający. Jest to całkowicie sfera nie-Wielkiego Człowieka. O mnisi, kim jest Wielki Człowiek. Jest on wdzięczny i rozważny. O mnisi, wdzięczność i rozwaga powinny być prawdziwie poznane jako szlachetne. Jest to całkowicie sfera Wielkiego Człowieka.

34. O mnisi, powiadam wam, nie możecie odwdzięczyć się dwóm osobom. Jakim dwóm? Są to matka i ojciec. O mnisi, kiedy się narodziliście mieliście za sobą matkę i ojca. Nawet przeżywszy sto lat opiekując się rodzicami, gdy nie mogą wstrzymać już fekaliów, nie oddacie wdzięczności za wam okazane dobro. Nawet jeśli uczynicie ich władcami ziemi, nawet wtedy nie oddacie wdzięczności za wam okazane dobro, gdyż oni uczynili więcej. Karmili was kiedy nie mogliście chodzić i pokazywali wam świat.
Jeśli wasza matka i ojciec nie mieliby wiary a wy dalibyście im wiarę, jeśli nie mieli by cnoty a wy dalibyście im cnotę, jeśli byli by chciwi a wy uczynilibyście ich hojnymi, jeśli nie byli by mądrzy a wy uczynilibyście ich mądrymi, wtedy wystarczająco oddalibyście matce i ojcu wdzięczność za wam okazane dobro.

http://sasana.wikidot.com/an-02-r4-sir
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2017-05-22, 10:00:24
Sylvia
wystarczy spojrzeć na całkiem małe dziecko a potem gdy ma już kilka lat by dostrzec tą istotną różnicę - wynikającą z tego co pisze Swami, stąd trudno mówić o uzdrawianiu wewnętrznego dziecka (z punktu widzenia rozwoju duchowego) gdy pomija się to, albo gdy jesteśmy już dorośli i staramy się uzdrawiać wewnętrzne dziecko w oparciu o te przejęte od otoczenia, narzucone i nałożone wzorce, tendencje, pragnienia, intencje i zachowania skupione na "ja i moje" (przejmowane już w łonie matki),

 w ten sposób trudno jest odkryć duchowy cel istnienia - zwyczajnie myli się go z celami przejętymi od rodziców i otoczenia, traktując jako swoje i je realizując jako część siebie -  i trudno wtedy zniszczyć trzy twierdze stojące na ścieżce duchowej, blokujące/wypaczające tą drogę, nawet uzdrawianie karmy z poprzednich wcieleń pod wpływem takiego ego (subtelniejszego od intelektu)  staje się problematyczne : )

umysły dzieci są jak niezapisana czysta karta : )

Różnie to bywa z małymi dziećmi. Bywają takie, które od urodzenia, a nawet jeszcze wcześniej, robią sobie i innym problemy.
Większość jest radosna i w miłości, bo to jest naturalny potencjał każdej duszy, jednak nie wszystkie. Na różnych etapach życia potrafią też odpalać się różne uśpione wzorce, które czasami maja związek z rodzicami/opiekunami, a czasami są całkowicie własne.
Są też dzieci, które są błogosławieństwem dla świata wnoszą tyle inspiracji i dobra. Czasami wyrastają z nich tacy dorośli.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wiking23 w 2017-05-26, 14:57:17
"Krótki film o podziękowaniu rodzicom poruszy każdą z was. Ile dali nam nasi rodzice? Zaczynamy to lepiej rozumieć, gdy sami mamy dzieci. Dzień Mamy i Dzień Ojca to idealne momenty na podziękowanie.

Kobieta, którą widzisz, ma na imię Marta. Rok temu została mamą. Marta często zastanawia się, co jest najważniejsze dla jej dziecka — miłość, beztroska zabawa, a może umożliwienie córce codziennego odkrywania świata, bez ograniczeń, bez wkładania w szablony. Stara się, pozwolić swojemu dziecku na bycie małym odkrywcą. W trakcie jednej z takich zabaw trafia na atlas, w którym widnieje narysowany ołówkiem przed laty przez jej mamę obraz Indianina. To impuls, który kieruje tory jej wyobraźni w kierunku wspomnień z dzieciństwa."


http://mamadu.pl/131507,spelnione-marzenia-nie-maja-ceny-ten-wzruszajacy-spot-udowadnia-to-z-wielka-moca
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: JenKa w 2017-05-30, 19:57:12
Witam, dawno mnie tutaj nie było... Sporo wydarzyło się przez ten czas w moim życiu,  niestety, nie wszystkie zmiany uważam za zmiany na lepsze. Ale...może na razie tak  musi być, żeby właśnie potem było lepiej?

Utknęłam, próbując zrozumieć/naprawić/rozwiązać problem nieobecnego w moim życiu ojca. Poznałam i zaakceptowałam moje wewnętrzne dziecko, otoczyłam je miłością i opieką, ale w sposób,  jaki opiekują się czułe i kochające matki. I więcej sobie dać nie mogę - nie potrafię zastąpić sobie ojca! Nie umiem, nie czuję tego... A wiem już,  że jeśli tego nie rozwiążę, nie rozwiążę również problemów właściwego partnera i...finansów. 
Co robić?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wiking23 w 2017-05-30, 21:19:32
hmmm... u mnie było tak że niby miałem ojca, ale jakby go nie było, w sensie, właściwym, jako taty.

ja to czułem tak, że każdy jest jakby pełnią, dwóch energii, i jak się urodziłem, to jakby uczyłem się siebie, poprzez odbierania rodziców, gdzie matka reprezentowała tą jedną stroną a ojciec drugą. Tata jest tak samo ważny jak mama i też opiekuję się itd, tylko w całkowicie innym wymiarze. To się tak przyjeło trochę że facet zarabia na dom, ale bardziej chodzi o pewną energię kreacji i siły i ugruntowania, bardzo mocną. I jak nie ma się jednej strony, to się odbiera świat i siebie, dalej tak połowniczo trochę jakby. Ale podobnie jest tak że są, ale dużo rzeczy jest nie tak, jak powinno być i też można się źle nauczyć świata i siebie.


Ja to tak odebrałem, że niby miałem tatę, ale z wzorcami blokad, więc też mam blokady na kreacje i finanse, i takie przejawianie się, mało, tego bo z tym trzeba uważać, bo potem niejako szukałem wzorca w różnych osobach-w roli guru, taty, kolegi, wzorca którzy wydawali się mieć dobrze wzorce, a to też pułapka, oparta na traumach i zaślepieniach i nic dobrego z tego nie wynika. Na początku tego wątku dużo przeczytałem tego co felicite, napisała, że trzeba przeżyć dzieciństwo na nowo, i jakby w świadomości samemu zrozumieć jak i co... cieżko, ale jak faktycznie poczułem że coś tam rusza, to myślę że to warto.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: healingintelect w 2017-05-31, 00:01:51
Jenka

Co chcesz robić, co potrzebujesz zrobić?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: JenKa w 2017-05-31, 08:32:35
Healingintelect, co chcę zrobić? NIE WIEM.
Co potrzebuję zrobić? Tym bardziej nie wiem. 

Cokolwiek robię,  czegokolwiek próbuję,  nawet, jeśli wydaje się być inne od tego, czego już próbowałam,  zawsze doprowadza mnie do punktu, w którym już byłam.  A nawet jeśli pojawiają się w jakimś obszarze zmiany na lepsze, to jednocześnie w innym zauważam pogorszenie.  Nie ma wyraźnych kroków do przodu, tylko ciągłe łapanie równowagi...
Jestem już bardzo, bardzo zmęczona.  Coraz częściej zastanawiam się,  czy te moje starania mają jeszcze jakikolwiek sens? Wygląda to tak, jakbym ja próbowała zmienić położenie,  co do którego już inni dogadali się bez mojego udziału i wiedzy: cokolwiek zrobię będzie tak samo :(
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: healingintelect w 2017-06-01, 01:26:56
Jenka

Nie spodziewałem się takiej odpowiedzi
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2017-06-01, 06:46:34
JenKa
Ty nawet nie próbuj ZASTĄPIĆ sobie ojca.
Jeśli już chcesz zastępstwa, to pozwól Bogu, by stał się Twoim Kochającym i Akceptującym Ojcem :)

Ponadto polecam afirmację:
Buduję swoje zycie na trwałym fundamencie czystej boskiej miłości, mądrości, światłości, mocy, bogactwa, zdrowia, szczęśliwości, spełnienia.
Prawdopodobnie przydałaby sie fachowa sesja prenatalna.  Można sobie kupić na CD i odtwarzać raz na miesiąc. Ewentualnie po kilku miesiącach powtórzyć z regreserem.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: healingintelect w 2017-06-01, 17:59:32
Jenka

Coś mi się wydaje, że będzie cięzko bez posiadania celu. Napisz co chciałbyś osiągnąć i jak będziesz chcał, mogę napisać ci modlite
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2017-06-01, 21:04:45
Z okazji dnia dziecka warto napisać do siebie list jaki by się chciało otrzymać od rodzica:)

Z miłością, wyjaśnieniem, przeprosinami, wsparciem, docenianiem, dobrymi radami, dobrymi życzeniami?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: dżonny w 2017-06-01, 22:28:26
Robienie tego akurat w terminie który ktos ustala byłoby dziwne. Dla mnie kazdy dzień jest dniem dziecka :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2017-06-02, 07:50:25
Z okazji dnia dziecka warto napisać do siebie list jaki by się chciało otrzymać od rodzica:)

Z miłością, wyjaśnieniem, przeprosinami, wsparciem, docenianiem, dobrymi radami, dobrymi życzeniami?

Fajny pomysł :-) Dzień dziecka jest ważnym dniem dla każdego dziecka. Chyba każde dziecko czekało na ten dzień z niecierpliwością.
Można też coś sobie kupić z tej okazji.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wiking23 w 2017-06-02, 08:53:35
"Dzień dziecka jest ważnym dniem dla każdego dziecka. Chyba każde dziecko czekało na ten dzień z niecierpliwością. "

takie pytanie mnie naszło a dlaczego nie narodziny ? to zawsze się traumatyczne wydaje itd, ale dlaczego nie narodzimy miałyby być najbardziej "wyczekiwanym" dniem i najważniejszym w życiu, bo to powstanie tego życia ?

nowe niepowtarzalne istnienie pojawia się w świecie, dlaczego by nie wtedy ah i oh, jaki to piękny dzień :) Tak sobie myślę, i zapytajki latają ?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2017-06-05, 12:07:54
"wewnętrzne dziecko" jako bardziej związane z uniwersalną miłością, czyli trochę duchowych idei przy okazji rozważań o wyższej czakrze serca:

As the Heart Chakra is the seat of personal love, the Thymus Chakra is the seat of joy and unconditional love for all of humanity. When the Thymus Chakra is open, we are able to receive love and give it joyfully to the masses. Its influence allows us to care about and connect with billions of other people, creating a web of connection that has not been possible before.
(...)
The Thymus Chakra deals specifically with communication with Angels, Masters, Guides, our Higher Self and Higher Energies from the realms of light. It allows us to access the sacred records. It is an activator of higher consciousness, yet it allows the Higher Mind to meet the Inner Child. It is able to bring belief and spiritual wisdom down from the heavens while keeping us connected to the earth plane.
http://www.starseeds.net/group/ascendedmastersteachings/forum/topics/higher-heart-chakra?xg_source=activity
The Thymus Chakra is the seat of compassion, empathy, joy, peace, serenity, patience, balanced emotions and unconditional love for those that are close to you as well as all of humanity. It is a vortex that pulls in the Christ and Kwan Yin energies, bringing great awareness to the emotional and spiritual planes.
One of the important qualities that this chakra is responsible for is forgiveness.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2017-06-06, 10:38:39
Dzisiaj rano ćwicząc jogę poczułam bardzo wyraźnie moje wewnętrzne dziecko jak płynie w niewinności, lekkości, bezbronności i beztrosce.
To było jak dotknięcie boskości w sobie:)

A później podczas robienia śniadanka i mieszania jabłuszek z cynamonem, imbirem i goździkami, samo ciało tańczyło w radości:)))
Uwielbiam takie przepływy!
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2017-06-06, 14:10:45
Doświadczyłam dzisiaj pozytywnego szoku poznawczego i odczarowała się moje przekonanie z dzieciństwa.

Osoba, która ma 4 oktawy, pracuje na scenach i uczy śpiewu namówiła mnie, że sprawdzi mój talent w tym kierunku. Powiedziałam, że wiem, iż fałszuję i w żartach, że jeśli to zniesie, to możemy zobaczyć. Najwyżej będzie dużo śmiechu z tego co robię;))
Zrobiłyśmy rozgrzewkę, ćwiczenia wstępne i później egzamin jak śpiewam. Okazało się, że wbrew temu co miałam zakodowane od dzieciństwa, że fałszuję i lepiej odpuścić temat, przez jakąś "profesjonalną nauczycielkę", trafiam w dźwięk czyściutko, mam głos i słuch, a cała reszta to kwestia wyćwiczenia i nauki.
To, że mam słuch muzyczny wiedziałam od dawna, bo rozpoznaję różnice w wykonaniu utworów przez różnych wykonawców na wielu poziomach, ale zawsze miałam siebie za melomana hobbystę, więc cała reszta to mega pozytywne zaskoczenie!
Będę sobie śpiewać, już bez przekonania, że fałszuję i kreacji tego, za to z olbrzymią przyjemnością i radością!
Jeszcze zawsze chciałam grać coś na pianinie dla przyjemności. Może to też kiedyś:))

Zadziałała ta sytuacja na kilku poziomach, też jako przekaz dla mnie od Siły Wyższej, że nie byłam taka jak inni twierdzili, a czasem twierdzą, w swoich błędnych przekonaniach i  projekcjach oraz że zaczyna się nowy rozdział w pracy ze sobą na poziomie świadomośc-energia i działanie. Drzwi się otworzyły:)

Jestem mega wzruszona.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2017-06-06, 14:40:16
Doświadczyłam dzisiaj pozytywnego szoku poznawczego i odczarowała się moje przekonanie z dzieciństwa.

Osoba, która ma 4 oktawy, pracuje na scenach i uczy śpiewu namówiła mnie, że sprawdzi mój talent w tym kierunku. Powiedziałam, że wiem, iż fałszuję i w żartach, że jeśli to zniesie, to możemy zobaczyć. Najwyżej będzie dużo śmiechu z tego co robię;))
Zrobiłyśmy rozgrzewkę, ćwiczenia wstępne i później egzamin jak śpiewam. Okazało się, że wbrew temu co miałam zakodowane od dzieciństwa, że fałszuję i lepiej odpuścić temat, przez jakąś "profesjonalną nauczycielkę", trafiam w dźwięk czyściutko, mam głos i słuch, a cała reszta to kwestia wyćwiczenia i nauki.
To, że mam słuch muzyczny wiedziałam od dawna, bo rozpoznaję różnice w wykonaniu utworów przez różnych wykonawców na wielu poziomach, ale zawsze miałam siebie za melomana hobbystę, więc cała reszta to mega pozytywne zaskoczenie!
Będę sobie śpiewać, już bez przekonania, że fałszuję i kreacji tego, za to z olbrzymią przyjemnością i radością!
Jeszcze zawsze chciałam grać coś na pianinie dla przyjemności. Może to też kiedyś:))

Zadziałała ta sytuacja na kilku poziomach, też jako przekaz dla mnie od Siły Wyższej, że nie byłam taka jak inni twierdzili, a czasem twierdzą, w swoich błędnych przekonaniach i  projekcjach oraz że zaczyna się nowy rozdział w pracy ze sobą na poziomie świadomośc-energia i działanie. Drzwi się otworzyły:)

Jestem mega wzruszona.

Sylvia,
świetna wiadomość! gratuluję!
ja tez się wzruszyłam :-)
poruszył mnie Twój post mocno pewnie tez dlatego, że ja tez miałam zakodowane od dzieciństwa że fałszuję, bo zostałam publicznie wyśmiana przy okazji jakichś świąt przez bliską i niezbyt trzeźwa osobę, która uparła się, żeby poinformować wszystkich, że ja fałszuję. Zabiło to we mnie radość śpiewania na wiele lat.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2017-06-06, 16:06:51
interesujący tekst związany z tzw. wewnętrznym dzieckiem, tudzież związanym z tym przekraczaniem dziecięcej tyranii ; ) i od-dziecięcego, przejętego od matki wraz z mlekiem (i od otoczenia),  egocentryzmu i egoizmu:

"Wewnętrzne dziecko jako mały tyran pochłania tyle naszego czasu i energii, że z pewnością stanie się konkurencją dla posiadania realnego dziecka.
(...)
aby nasze dojrzewanie przebiegało prawidłowo i żebyśmy nadawali się do życia w świecie dorosłych, oprócz wewnętrznego dziecka i wewnętrznego rodzica konieczne jest rozwinięcie trzeciej, najważniejszej, części naszego ja, zwanej wewnętrznym dorosłym.
http://www.kobieceserca.pl/instrukcja-obslugi-wewnetrznego-dziecka/

(...) prawie wszyscy – wyjątki są bardzo nieliczne – bezwiednie traktujemy dzieci instrumentalnie. Mieć i wychowywać dzieci z nieegoistycznej potrzeby sprowadzenia na ten świat jakiejś potrzebującej tego istoty, dbania tylko o to, by w pełni mogła rozwinąć swój niepowtarzalny potencjał, niezależnie od naszych rodzicielskich ambicji, potrzeb, zranień i wyobrażeń – to ideał niezwykle trudny do zrealizowania. Wymaga bowiem od rodziców całkowitego przekroczenia ich egocentryzmu."
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2017-06-07, 08:42:16
Sylvia,
świetna wiadomość! gratuluję!
ja tez się wzruszyłam :-)
poruszył mnie Twój post mocno pewnie tez dlatego, że ja tez miałam zakodowane od dzieciństwa że fałszuję, bo zostałam publicznie wyśmiana przy okazji jakichś świąt przez bliską i niezbyt trzeźwa osobę, która uparła się, żeby poinformować wszystkich, że ja fałszuję. Zabiło to we mnie radość śpiewania na wiele lat.

Dziękuję:)

Ludzie naprawdę nie mają świadomości jak mogą wpłynąć takimi komunikatami na życie innych. Dobrze by było, gdyby już w podstawówce uczono porozumienia bez przemocy, a jako jedne z "przykazań" w komunikacji: pomyśl 3x zanim coś powiesz krytycznego i w jakiej formie, nie zawstydzaj, nie wyśmiewaj, szanuj, bądź życzliwy. Świat by był inny.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2017-06-07, 16:43:20
"Osoba dorosła i dojrzała potrafi zachować w sobie pierwiastek dziecka, co objawia się na przykład zaciekawieniem światem, życiem, ludźmi, zdolnością do spontaniczności, twórczości, otwartości etc. Natomiast infantylni dorośli zachowują w sobie takie dziecięce cechy jak: egocentryzm, skłonność do impulsywnych działań, zależność, a przede wszystkim brak odpowiedzialności.
(...)
- Niedojrzali mężczyźni są często romantykami lub cynikami. Romantycy negują wszystko co złe, a cynicy wszystko co dobre. W dzieciństwie i wczesnym okresie dojrzewania romantyczne wyobrażenie o świecie oraz idealizacja samego siebie jest zjawiskiem normalnym. Potem każdy młody człowiek na skutek spotkania się ze światem realnym przekonuje się, że nie wszystko jest tak piękne, jak miało być i przeżywa rozczarowanie. Romantyzm ustępuje miejsca cynizmowi. Nastolatek ma prawo być cynikiem, wszystko negować, bo właśnie jego idole i autorytety spadają z piedestałów. Cynik to rozczarowany nastolatek, ale niedojrzały dorosły."

tutaj więcej o epidemii infantylizmu wśród mężczyzn:
"Noszą koszulki z bohaterami dziecięcych kreskówek, beztrosko spędzają czas najczęściej w młodszym od siebie towarzystwie. Żyją bez zobowiązań i odpowiedzialności. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że dawno już przekroczyli trzydziestkę albo czterdziestkę"
http://kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,107880,13786886,niedojrzaly-mezczyzna-moda-czy-juz-epidemia-wywiad.html



Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2017-06-08, 09:53:01
Wieczna dziewczynka i Piotruś Pan
https://www.deon.pl/inteligentne-zycie/psychologia-na-co-dzien/art,460,wieczna-dziewczynka-i-piotrus-pan-wywiad.html

o związanej z tym iluzji:
"Wieczny chłopiec szuka dróg ucieczki od dorosłego życia - im bardziej niedojrzały i słaby, tym częściej zapomina się w alkoholu, narkotykach, uzależnia się od hazardu, doprowadza do bankructwa kolejne firmy, ulega łatwowiernie utopijnym projektom, cudownym religiom, uzdrawiającym energiom, wróżbitom, mistrzom Wschodu, w których widzi duchowego ojca, jak też innym ofertom stanowiącym w jego umyśle cudowne panaceum. Dziś wielu wiecznych chłopców wierzy w niezwykłą moc treningu umysłu, metodę da Silvy, manipulacyjne formy coachingu, siłę PR, manipulacji przez reklamę, pozór, propagandowe oszustwo, opakowanie produktu."

"Kobiety z syndromem wiecznej dziewczynki pozostają psychicznie w fazie dziewczęcej: życie seksualne jest dla nich zabawą, praca zawodowa to ładowanie egocentryzmu i kariera bez względu na okoliczności, urodzenie dziecka i jego wychowanie to kłopot, a nie realizacja potrzeby macierzyństwa.
Posiadając dziecko, kobieta z syndromem wiecznej dziewczynki traktuje niekiedy opiekę nad nim jako niezwykłe zadanie, jako coś fenomenalnego."

i o związanym z  tym pozytywnym potencjale:
"Należy uznać, że zachodzące procesy w aspekcie psychologicznym i kulturowym mają głębsze konstruktywne znaczenie. Psychologia Junga widzi w tych zjawiskach przejawy tzw. kompensacji kulturowej. Po pierwsze, infantylizacja męskich wzorców wynika z upadku dawnych wzorców wojownika, szamana, mędrca i kapłana.
(...)
świat Zachodu, promujący karierę i konsumpcję, zdeprecjonował świat religii i ducha. Wielu wiecznych chłopców to idealiści, mężczyźni uduchowieni, którzy nie uczestniczą w wyścigu szczurów. Zaglądają do swego wnętrza. Ich niedojrzałość w kontekście dość prymitywnych igrzysk współczesnego świata jest zalążkiem dojrzałości duchowej. Trudno ją pokazać i udowodnić, kiedy normą jest świat ekonomii, materii, kariery i medialna pustka. To wrażliwi artyści, radośni kapłani, kreatywni biznesmeni oraz czuli ojcowie, którzy wolą opiekować się dziećmi i gotować. Są raczej w cieniu, na obrzeżach. Zakonserwowane w ich psychice dziecięce ideały są rezerwuarem dla nowej duchowości, którą powinniśmy rozwinąć dla przyszłych pokoleń chłopców i mężczyzn, jak też dziewcząt i kobiet"

a tu o Bronies ; )
http://polskiateista.pl/bronies-co-takiego/
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2017-06-08, 15:05:18
Frisky
Trochę w tym prawdy, jednak za dużo dogmatycznego szufladkowania.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Frisky w 2017-06-08, 16:24:38
Sylvia
ok, jak dla mnie ciekawy opis zjawisk oparty na obserwacjach, a że w wykonaniu psychiatry to tym bardziej doceniam otwartość jego podejścia na wymiar duchowy w tym zawarty, akurat ten gościu nie myli tego co związane z ograniczeniami pochodzącymi z dzieciństwa z tym co w tym zjawisku potencjalnie pozytywne i rozwojowe duchowo : )
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wiking23 w 2017-06-09, 09:49:26
Ja myślę że tekst bardzo ładnie opisuje pewne wzorce i schematy, takie które równocześnie występują i w życiu i w duchowości. I uważam że to jedno z najbardziej toksycznych wzorców, ponieważ często nie zauważanych, a nawet afirmowanych zachowań.


A spotkałem się często z tym, i wygląda to mniej więcej tak, jest wspaniale, tylko że bardzo nie życiowo, i jakoś tak w oderwaniu od rzeczywistości. Ale nie sądzę że to jest problemem, bo potrzeba siebie i swojego świata to prawo dla każdego, natomiast problem zaczyna się w miejscu gdzie rodzi się bardzo narcystyczne podejście, polegające na tym że cały świat ma orbitować dookoła takiej osoby, a wszelkie uwagi, wątpliwości, czy rozmowy, są spychane, odrzucane, traktowane jako ataki, albo coś innego, nie istnieje dialog, rozmowa cokolwiek, za to istnieje podejście, albo jesteś ze mną albo przeciwko mnie. I nie da się tego wytrzymać w dłuższym terminie, trzeba się z tym, zmierzyć, odejść, dla samego siebie tak myślę.


W duchowości, podobnie, takie wzorce zachowań krążą, wśród terapeutów i guru, gdzie gdy przychodzi się z problemem, to niejako jest już cały zdefiniowany system, który można przyjąć, albo do widzenia, czy to normalne, ja tak nie uważam. Być może rzeczy niezdefiniowane, czy nieznane, to zbyt duży strach, a dojrzałość to zobaczenie świata takim jakim jest, i uczestnictwo w nim takim jakim jest, która ustępuję  -  kreacji świata Piotrusia Pana.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: healingintelect w 2017-06-09, 16:36:49
Ja tu widzę wzorce dziecka u dorosłych. Chęć bycia docenianym, domaganie się uwagi, rywalizacja itp. Można powiedzieć, ze dorośli to takie dorosłe dzieci, tylko bez dziecinych zachowań. Nie ma różnicy pomiędzy dzieckiem, które powie daj mi twoją zabawkę, bijąc przy tym swojego kolegę a dorosłym wyciągającym pieniądze od zmanipulowanego klienta.

Najważniejszym jest znalezienie własnej drogi i cieszenie się swoim szczęsciem. Niektórzy znajdują guru, inni NLP. Zaczyna się problem, gdy chcemy się uwolnić od syfów w naszym życiu. Wtedy trzeba swoje zrozumić, żeby uwolnić się od cierpienia, lub szukać protez w różnych technikach manipulacji, uzdrowicielach itp.

Wiking

Zabierając dziecku zabawkę,  prawdopodobnie spotkasz się z płaczem i frustracją. To samo spotka ciebie, mnie i wszystkich innych, gdy będziesz chciał zabrać wyznawców jakiemuś guru. Żeby przestać cierpieć podczas kontaktu z takimi toksycznymi osobami należy uwolnić się od chęci kontaktu z nimi.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Jajko w 2017-06-09, 17:46:23
"Zabierając dziecku zabawkę,  prawdopodobnie spotkasz się z płaczem i frustracją. To samo spotka ciebie, mnie i wszystkich innych, gdy będziesz chciał zabrać wyznawców jakiemuś guru. Żeby przestać cierpieć podczas kontaktu z takimi toksycznymi osobami należy uwolnić się od chęci kontaktu z nimi."

Może to prowadzić do znieczulicy i zanikania empatii. BTW Do znieczulicy zresztą prowadzić mogą wszelkie uwalniania wzorców z poziomu ego. Jest taka "bajka" o Wingmakers i dr Nerudzie. JA JESTEM sprowadza się w niej do suwerenności, MY JESTEŚMY  - integralności.  Projekt "człowiek" nie ma racji bytu bez integralności... To jest fakt.  Nie mam zamiaru np. przyglądać się tylko jak fałszywy guru robi owce w bambuko. Że mi paluszkiem pogrozi, bo owce mu zwiewają?  O to chodzi... Bystrzejsze owce się dzięki temu się ewakuują.. Potrzebne jest tylko myślenie bardzo nienarcystyczne - zamiast JA JESTEM - MY JESTEŚMY.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2017-06-09, 20:24:02
healingintelect, Wiking23
"Żeby przestać cierpieć podczas kontaktu z takimi toksycznymi osobami należy uwolnić się od chęci kontaktu z nimi."
No to co Wy tu jeszcze robicie :)
Buahahaha!
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Leszek.Zadlo w 2017-06-09, 20:32:16
Jestesmy świadkami przełomowego wydarzenia w dziejach!
Na naszych oczach powstaje teoria spiskowa o niedojrzałych terapeutach i dojrzałych klientach, wykorzystywanych cynicznie przez niedojrzałych terapeutów!

No to dorzucę swój kamyk do tego ogródka:
Kilka dni temu przyszedł do mnie sąsiad - młody, ale dojrzały, bo doskonale wiedział, czego chce! Zaproponował mi, żebym mu dał 20 zł, bo chce skoczyć na bungie, a to jedyna taka okazja w Tolkmicku (Dzień Dziecka). Kiedy zobaczył zdumienie w moich oczach szybko się poprawił: "No, może być 50 zł".
Zapytałem go, co z tego będę miał? A on całkiem poważnie zaproponował mi deal życia.
Powiedział, że jak dostanie ode mnie pieniądze, to nawet przyjdzie do mnie na terapię!
Nie był naćpany, nie był schlany. Po prostu, wiedział, czego chce i za jaką cenę. No, całkiem dojrzały facet :)
Przypomina mi ... kilku dojrzałych Forumowiczów :)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: healingintelect w 2017-06-09, 21:33:51
Leszku

należy uwolnić się od chęci kontaktu z nimi."
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wiking23 w 2017-06-09, 23:17:41
healingintelect,

tak jest po uzdrowieniu pewnych relacji jak piszerz tak sądzę, natomiast przed lub w trakcie, to te rzeczy niestety czasem są skomplikowane i to bardzo, a czasem myślę że nawet bardziej niż się wydaje na początku. Czasem nie ma intencji, aby z kimś wchodzić w toksyczny kontakt, czasem są to całkowicie inne intencje, ale świat ma swoje ograniczenia i rządzi się swoimi zasadami, czasem z różnych powodów jest się w tej samej przestrzeni, z powodu całkowicie innych intencji, niż by się wydawało patrząc na rezultat.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: healingintelect w 2017-06-09, 23:25:00
Wiking

To nie jest trudne, raczej denerwujące, że może trwać długo.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wiking23 w 2017-06-13, 12:14:25
healingintelect,


Długo to najtrudniejsza lekcja akceptacji tak sądzę, którą łatwo wyłapać pytając się a co jeśli całą wieczność, tak długo co wtedy ?


A ile sekund ma wieczność ?


"Gdzieś na świecie stoi wy­soka góra, wyższa od wszys­tkich szczytów na Ziemi ra­zem wziętych. Raz na 1000 lat przy­latu­je ptaszek i ociera dziobek o wie­rzchołek góry. Kiedy zet­rze tak całą górę, wte­dy mi­nie pier­wsza se­kun­da wieczności. "
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wiking23 w 2017-06-13, 12:44:25
Jestesmy świadkami przełomowego wydarzenia w dziejach!
Na naszych oczach powstaje teoria spiskowa o niedojrzałych terapeutach i dojrzałych klientach, wykorzystywanych cynicznie przez niedojrzałych terapeutów!


Nie jest to nic odkrywczego, w różnych zawodach są różni ludzie z różną karmą, lub też różnymi celami do realizacji. Jeśli biorąc uwagę wpływ toksycznych relacji rodzicielskich na dalsze, życie jakiej osoby w świecie, i biorące to jako materiał do uzdrawiania, pomijając tą "świętą" otoczkę, można z powodzenie stosować to jako uniwersalną rzecz, takie do terapeutów, guru, który być może nieświadomie, jednak niekompetentnie serwowali swoje usługi, w roli tymczasowego opiekuna. Znane są skutki działania guru-jogi, uzależnień itd. Warto było by czasem spojrzeć uniwersalnie, patrząc na działania, i rezultaty, i po tym oceniać, działania na polu uzdrawiania, niż wedle zasady "świętości" i "nieomylności" guru, bo "tak", "bo się należy", bo "coś tam".
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: healingintelect w 2017-06-13, 15:47:22
healingintelect,

 pytając się a co jeśli całą wieczność, tak długo co wtedy ?


Wtedy zostaje wszechmogący Bóg
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Wiking23 w 2017-06-13, 16:01:16
Wtedy zostaje wszechmogący Bóg

Wszechmogący Bóg dla mnie to bajki, w które już od dawna nie wierzę.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: healingintelect w 2017-06-13, 16:17:26
Też nie wierzyłem
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: dżonny w 2017-09-06, 17:32:04
http://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/703149,szkola-to-rzeznia-talentow-blyskawicznie-zabija-matematyczne-zdolnosci.html

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2018-01-02, 10:07:59
Końcówka roku była dla mnie trudna emocjonalnie. Intensywnie pracowałam z moim wewnętrznym dzieckiem, głównie poprzez ciało i emocje. Padło sporo mechanizmów obronnych co mnie bardzo cieszy :-) Wraz z pogłębieniem więzi z moją wewnętrzną dziewczynką pojawiło sie we mnie uczucie znacznie większej "przyjemności bycia".
Jednocześnie otrzymałam sporą pomoc z zewnątrz. Co również cieszy. :-) Właściwie to ją sobie zapewniłam

Sporo mi się tez poukładało i usystematyzowało w głowie jeżeli chodzi o prace z wewnętrznym dzieckiem. Tu nie ma dróg na skróty. Wszelkie drogi na skróty tylko blokują i opóźniają w rozwoju.

Jak wewnętrzne dziecko jest mocno skrzywdzone to większość "prawd duchowych" typu "otwórz serce", "daj żeby otrzymać" "wybacz a uzyskasz spokój" psu na budę się zdaje. Bo to działa tylko na tę część dorosłą. Natomiast dla wewnętrznego dziecka jest to coś co tylko powiększa traumę.
Najpierw trzeba rozpoznać w sobie obie części, żeby mieć świadomość z czym się w danej chwili pracuje.

Czuję, że chcę się iść mocno w tym kierunku w pracy ze sobą i innymi. To znaczy wewnętrzego dziecka.
Wcześniej trochę się tego bałam. Ciężkich tematów. Ale i tak przychodzili do mnie ludzie z silnymi traumami. 

Jakiś czas temu myślałam, żeby sie skupić na pracy głównie z kobietami. Bo łatwiej mi sie z nimi pracuje. Ale cos mi w głębi duszy mówi, że może jednak nie tylko kobiety.

Na razie piszę poradnik/zeszyt ćwiczeń do uzdrawiania wewnętrznego dziecka w wersji dla kobiet. Może zrobię i dla mężczyzn. 
Czas pokaże.

Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2018-01-03, 08:31:34

Na razie piszę poradnik/zeszyt ćwiczeń do uzdrawiania wewnętrznego dziecka w wersji dla kobiet. Może zrobię i dla mężczyzn. 
Czas pokaże.

Wczoraj zaufana mi osoba powiedziała, że to co napisałam jest zbyt mocne jak na samodzielna pracę. Wczoraj się wkurzyłam, ale dzisiaj tak sobie myślę, że może rzeczywiście.
Zrobię to bardziej lajtowo, a te ćwiczenia zostawię na sesje indywiduaalne. Albo jakoś pojedynczo będę to udostępniać.
Tyle, że muszę pisac od nowa i od nowa przemyśleć strukturę. Ech życie...
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2018-01-03, 09:37:26
Lilliole
Fajnie przeczytać o tym co zrobiłaś dla siebie i chcesz się tym podzielić z innymi co ci przychodzi jako uzdrawiające:)

Nie wiem co to były za ćwiczenia, ale czasami mocniejsze ćwiczenia wcale nie są takie mocne dla wszystkich, a ci co mają skorzystać dotrą do czegoś w sobie. Zawsze można dodać komentarz, że przy silniejszych reakcjach powinno się skorzystać ze wsparcia terapeuty. Może warto skonsultować to z Siłą Wyższą co warto zamieścić w swojej książce.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2018-01-04, 09:40:26

Nie wiem co to były za ćwiczenia, ale czasami mocniejsze ćwiczenia wcale nie są takie mocne dla wszystkich, a ci co mają skorzystać dotrą do czegoś w sobie. Zawsze można dodać komentarz, że przy silniejszych reakcjach powinno się skorzystać ze wsparcia terapeuty. Może warto skonsultować to z Siłą Wyższą co warto zamieścić w swojej książce.

Tak sobie też pomyślałam. Że w sumie i tak każdy wchodzi z taką głębokością na którą jest gotowy.
Dzięki za konstruktywne uwagi :-)
Na razie dam sobie kilka dni luzu, niech się ułoży.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: muszka91 w 2018-01-30, 09:48:30
Wczoraj miałam ciężką sesję węzłów w temacie głównie wewnętrznego dziecka...do końca dnia chodziłam rozbita..
Pracowałam już trochę nad traumami z tamtego okresu , wyprowadzania siebie z tych traum. Wczoraj przed snem przyszła do mnie inspiracja żeby popracować teraz nad pozytywami, nad docenieniem mnie z tamtego okresu. Czuję ,ze moja wewnętrzna dziewczynka potrzebuje uwagi i docenienia..wsparcia i przestrzeni też-choć przestrzeń też  miałam ale to nie był ciągły stan- przede wszystkim przestrzeń do wyrażania siebie , bycia sobą.
Docenienie wiąże się nierozerwalnie z zauważeniem swoich talentów, tego co dobre w nas. Wczoraj leżąć wizualizowałam sobie siebie i doceniałam-ze ładnie śpiewam.. ;) dostrzegłam jak wiele cudowności jest we mnie, jako dziecko korzystałam z tego co jest- jak padał deszcz to bawiłam się w "powodzianom"-zabawa mojego autorstwa- wyciąganie zwierząt z powodzi i pomoc im, nosiliśmy z kuzynem takie wodery i bawiliśmy się. Byłam bardzo pomysłowym dzieckiem. NIkt mnie nie docenił za te talenty toteż trudno mi w ogóle je z siebie wykrzesać, tak naprawdę długo to było potłumione we mnie, co ja mogę w życiu robić? Jest tego znacznie więcej i czuję,żeby to zauważyć, jaka cudowna jestem, jaka wartościowa jestem. Wcześniej nazywałam to pracą z wewnętrznym dzieckiem a teraz czuję żeby odnowić z nią kontakt, żeby była blisko mnie a ja blisko niej...
Dziś czuję zeby powyciągać zdjęcia z dzieciństwa i powiesić je gdzieś na widoku tak aby ten kontakt cały czas był... Chcę mieć kontakt z tą częścią mnie..
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: muszka91 w 2018-01-30, 11:48:08
teraz zauważyłam ,ze praca z wew.dzieckiem źle mi się kojarzyła...chyba dlatego ,że byłam skupiona na "odtraumieniu" ..teraz przyszło ,żeby wzmacniać pozytywne aspekty. Źle się wyraziłam- praca z wew. dzieckiem zawiera i zajęcie się traumą i odkrywanie cudowności ;)
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2018-02-02, 08:56:08
teraz zauważyłam ,ze praca z wew.dzieckiem źle mi się kojarzyła...chyba dlatego ,że byłam skupiona na "odtraumieniu" ..teraz przyszło ,żeby wzmacniać pozytywne aspekty. Źle się wyraziłam- praca z wew. dzieckiem zawiera i zajęcie się traumą i odkrywanie cudowności ;)

Super muszka to czujesz! :-)
A może byś miała ochotę przeczytać mojego e-booka jeszcze przed oficjalnym "upowszechnieniem" i podzielić się ze mną swoją opinią?
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: muszka91 w 2018-02-02, 11:31:26
Lilliole,
Byłabym zaszczycona!!:)
Odezwij się na FB :))))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2018-02-02, 12:23:50
Lilliole,
Byłabym zaszczycona!!:)
Odezwij się na FB :))))

:-*
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2018-02-16, 08:46:41
Musze popracować nad jasnością mojego przekazu. Że pomagam dorosłym kobietom uzdrowić ich wewnętrzną dziewczynkę. Ona uzdrawiają, a ja im pomagam. Pokazuje jak. trochę prowadzę. Nie adoptuję małych wewnętrznych dziewczynek. 
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2018-02-20, 20:32:23
Nie adoptuję małych wewnętrznych dziewczynek.

Dobre:)))
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2018-02-21, 09:34:47
Przemyślałam to co wcześniej mówiłam. To nie tylko chodzi o jasność przekazu. Chyba bardziej o wpływ na kształt relacji. I to, że moja odpowiedzialność za kształt relacji może być znacznie większa niż klientki.
Klientka ma prawo mieć nieuzdrowione oczekiwania. Może nawet oczekiwać, że to ja się zajmę jej wewnętrznym dzieckiem.

Moją rolą jest pilnować by dawać nie to czego oczekuje tylko to co prowadzi do uzdrowienia.

Po raz pierwszy spotkałam się z tak silna presją matkowania... 
Ale chyba po to, żebym to sobie ułożyła i uzdrowiła temat.   
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2018-02-23, 10:15:21
Moją rolą jest pilnować by dawać nie to czego oczekuje tylko to co prowadzi do uzdrowienia.

Też tak uważam. Dla mnie to są czyste intencje do czyjegoś uzdrowienia. Inna sprawa, że nie zawsze to jest akceptowane przez wszystkich klientów. Niektórzy wolą to czego oczekują. Natomiast, gdy jest zaufanie i chęć realnej zmiany, takie intencje i postawa są doceniane, dzięki właściwym skutkom.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Lilliole w 2018-07-13, 16:48:21
Na słowa : Baw się życiem, moja wewnętrzna dziewczynka odpowiedziała z rezygnacją - ok, ale strasznie ciężka ta zabawa. :-)
W ogóle uświadomiłam sobie, że mam alergię na słowo "zabawa".

I chyba wiem dlaczego. W całej mojej niedojrzałej rodzinie dzieci się nie bawiły, dziećmi się bawiono. Dzieci służyły do zabawy innym niedojrzałym "dorosłym" dzieciom.

Coraz bardziej widzę jakie spustoszenie sieją niedojrzali ludzie, niedojrzali dorośli, niedojrzali rodzice. Oni nie są źli, są niedojrzali. I nie pozwalają dorosnąć swoim dzieciom. Nie mogą im wskazać drogi ku dorosłości bo cały czas siedzą w piaskownicy.
Tytuł: Odp: Terapia wewnętrznego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Sylvia w 2018-07-17, 15:48:49
Lillione
Tez spotkałam się w swojej praktyce z tym wzorcem instrumentalnego traktowania dzieci dla spełnienia. własnej "zabawy".

Jest jeszcze podobny wzorzec wśród dorosłych, gdy jeden dorosły bawi się drugim dla swoich zachcianek.