Pozytywne Inspiracje
Forum => Pytania do Leszka Żądło => Wątek zaczęty przez: Leszek.Zadlo w 2011-08-30, 13:18:04
-
Zapraszam
-
dokładnie Leszku, żeby nie kusiło zaglądać tam na forum cudu czasem i wdawać się w nic nie wznoszące dyskusje.
Już dawno tam nie zaglądałem i byłem zdrowszy :)
Nic tam się nie zmieniło choć w sumie zmian się doczekałem, bo twoja forum wreszcie powstało.
Tam już nikt o RD nawet nie myślał więc i ja byłem zbędny.
-
Leszek, co to może oznaczać, że ostatnio ludzie (juz od dłuższego czasu ale ostatnio nagminnie), kiedy podaję cenę po wykonaniu usługi (głównie te indywidualne), pytają ze zdziwnieniem "tak mało?". Zazwyczaj płacą z własnej woli paredziesiąt procent więcej i to jest miłe :) Ale sie zastanawiam, czy może ja się za mało cenie? W sumie mam takie stawki jakie mi odpowiadają i nie czuję, że zaniżam sobie ceny, albo że zarabiam za mało.
-
To może znaczyć,że klienci dotychczas korzystali z usług gorszych i droższych i do takich są przyzwyczajeni.
A jak płacą więcej, to miłe :))
-
Kinga też tak mam:) Dość regularnie. Nawet mi wiele osób mówiło, że za mało biorę( zadowoleni klienci). Trochę podwyższyłam, tyle ile mi sami więcej dawali. I myślę, że taka kwota jaka jest teraz jest ok:)
-
Leszku,
chyba na to pytanie tylko ty możesz mi odpowiedzieć.
To ciąg rozmyślań na temat mojej drogi do oświecenia i jak wyczuwam " syndromu ukrytego mistrza".
W codziennym życiu jest ok, ale po kontemplacji okazuje się, że w niejednej dziedzinie mi to doskwiera nie tlyko w RD
-
Leszek,czy chęć towarzystwa połówki [ na czysto] jest naturalna, wynikająca z boskości, czystości tematów? -jak sie ją zna
Czy też można byc obojętnym w sercu wobec połówki ?
-
Chęć towarzystwa jest źródłem cierpienia z różnych powodów jak choćby z powodu tego, że automatycznie pojawia się lęk o to, co zrobi połówka która może w każdej chwili zmienić swoją wolę i nas zostawić lub częściej - może jej odwalić. Ja uważam, że to co do mnie należy to całkowite uwolnienie od karmy z połówką, w tym pragnienia jakiegoś specjalnego związku z nią.
Czysta relacja jest wtedy, gdy zdarza się mimo braku oczekiwań wobec połówki, manipulowania i bycia manipulowanym, czyli gdy wynika z idealnej harmonii. W tym również harmonii woli (a wygląda że wola twojego połówka jest inna). Taki (czysty)związek jest nieemocjonalny i towarzyszy mu świadomość wspólnych celów do zrealizowania, a nie potrzeba przytulania i trzymania za rękę. Czysta miłość w tym sensie to bardziej klocek drewna i czynność podkładania go do pieca aby się ogrzać niż siedzenie ze sobą w uścisku i doświadczanie głębokich uczuć :-P
-
Mariusz, przeczytaj jeszcze raz moje pytanie do Leszka;)[niepytam się o chęć towarzystwa gdy jest karma]
Sugerujesz mi rózne rzeczy, nie o to mi chodzi, ani tez nie mam wyobrazeń o których mówisz, ze przytulanie i patrzenie w kosmos:)
Moje pytanie jest ogóle Mariusz
-
Ja o tym, że jak nie ma karmy to nie ma chęci towarzystwa.
-
A skąd wiesz?
-
Mi się wydaje, że jest wtedy przyjemnie i ze może byc chęć przebywania razem
-
miałem kiedyś momenty całkowitego przebudzenia w których widziałem dokładnie, że chęć towarzystwa połówki jest zbędna.( Min dlatego, że wszystko czego potrzebujemy REALNIE możemy sobie sami zagwarantować.) NIe było potrzeby jej szukać, ani kreować z nią związku. Natomiast gdyby sama do mnie przyszła to wiedziałbym co możemy razem zdziałać(włącznie z seksem :-) ) i jaki ogólnie charakter i cele miała by nasza relacja.
-
Chodzi mi o twoje ostatnie zdannie, dzięki:)
Sama nie przyjdzie. Ale jesli to jest zgodne z ND, wole Boga, celami, to sie spotkają.
Nie pytam sie o siebie, pytam się bo chce ułozyc sobie w głowie wszystko, także to, co dobre a o czym nie wiem i raczej w praktyce sie nie przekonam:)
-
Joo7
Syndrom ukrytego mistrza, faktycznie przeszkadza, bo wprowadza ograniczenia na przejawianie .
Olga
Ja tam kocham wszystkie moje "połówki", ale nie muszę z nimi tworzyć związku.
W rozwoju duchowym otwierasmy się na miło sc do wszystkich istot. Zaś w codsziennym życiu większość osób uznaje, że trzeba być wiernym i kochać tylko jedną, jedyną osobę. W tym jest sprzeczność nie do pogodzenia. No i błąd w załżeniu. bo wierność wcale nie oznacza przymusu zamknięcia sę na miłość do innych.
No i normalne jest, że się chce być w harmonijnych wibracjach z róznymi osobami. Z połówką harmonia wydaje się największa, choć możemy mieć identyczną z innymi nam bliskimi pod względem pochodzenia.
Mariusz
Jak nie ma karmy, to nadal przyjemnie jest się przytukać. A najprzyjemniej do osoby, która ma harmonijne wibracje.
Nir chodzi o przymus, a o dopuszczenie mżliwości.
-
Leszek:
Ja sie tylko pytałam, czy to naturalne i czy mozna przejśc obojętnie wobec takiej osoby, wiem, ze miłośc nie jest ograniczeniem. Niewiem dlaczego, ale dziś rózne osoby nie tylko tu, pisza do mnie z jakiejś innej perspektywy niż patrzę. :|
Dzieki za odpowiedz.
Leszek, a czy potwierdzisz to, że wydaje mi się, że połówki jakby bardzo dobrze wyczuwaja swoje intencje, jak sie juz znają, wogóle siebie wyczuwają? Bardziej niz innych
-
Olga
Ja mam proste rozwiązanie - podchodź do wszystkich tak samo. Traktuj połówki tak jakby nie były połówkami - wtedy dopiero odpowiedz sobie na to pytanie. Termin "połówka" jest sztucznym terminem żeby nadać wyjątkowości (pachnie indywidualizacją, czyż nie? :P). Albo ktoś z Tobą harmonizuje albo nie. Albo chcesz kogoś przytulić albo nie. Albo chcesz z kimś tworzyć bliską relację albo nie. To jest proste i nie ma co sobie komplikować życia.
Niech Ci serce mówi co masz z danymi osobami robić, a nie wyobrażenia na temat połówek i tego co niby jest możliwe, a co nie jest.
-
No i znowu..;p
To co napisałam niżej do Leszka;)
ja to wiem Klint:)
może jakieś badziewne sygnały dziś wypuszczam, niewiem co o tym mysleć. Albo mam jakies mega sprzeczne intencje tudziez duzo sie oczyszcza.
-
Tak, huk z połówkami, ważna harmonia. Ale to mi na to samo wychodzi, najwazniejsze jest to co tu i teraz i kto życiowo, celowo, harmonizuje plus wibracje osobiste i takie tam.
-
Olga
"ale dziś rózne osoby nie tylko tu, pisza do mnie z jakiejś innej perspektywy niż patrzę. :|"
OK spojrzałem jeszcze raz na twoje pierwsze pytanie nt i może jeszcze raz (jeśli pozwolisz) powiem, że jeśli nie ma karmy(po obu stronach) i panuje harmonia na poziomie energii,intencji, drogi życiowej itp to w przypadku spotkania połówek naturalne będzie że wybiorą bycie ze sobą. Nienaturalne, czyli wynikające np ze zmanipulowania byłoby bycie obojętnym. Więc jeśli piszesz, że ktoś zna połówkę i nie doszło do stworzenia relacji związkowej to musi być dysharmonia lub karma na jakimś poziomie. Czyli przedstawiania przez ciebie sytuacja jest niemożliwa.
-
Dzięki za posta:))
o to mi wychodziło i to jest wyczerpujące dla mnie
-
Olga
Jeśli chodzi o wyczuwanie intencji mi ędzy połówkami, to bywa róznie. Na pewno bywa midzy nimi bardzo silny telepatyczny kontakt, jak mi edzy blixniakami,. Ale nie zawsze tak jest.
Czasami połowki,ktore postanowiły się rozdzielić, doskonale sie wyczuwają na odległośc, żeby się nie spotkać.
Pamiętam, takie wydarzenie, ze ze znajomą wybraliśmy się, by rozpoznać teren, gdzie osoba jasnowidząca stwierdziła obecność jej połówki. No i natknęliśmy się na właściwą okolicę. Już z odległości kilometra byliśmy atakowani energetycznie przez jej połowka. A im bliżej, tym silniejsze były ataki. To był przykład negatywnej karmy między połowkami.
-
Leszek
Hehe, niezłe;)
Myslę , że może być i tak, że jak już z kimś nie ma karmy, jest harmonia, to pś może szukac dalej, bo nie o harmonie jeszcze jej chodzi, a np ma karmę z innymi istotami i coś do oczyszczenia być może. Wiec zostawia ta osobe z ktora maharmonię, i szuka tych innych, na tym sie skupia.
Ja już bym się trzymala relacji z tymi harmonijnymi z ktorymi mam czysto:) O ile one ze mną także, bo i tu moze by roznie.
Mialam fajnych przyjaciol, bliskie mi bardzo istotki, choc nie polowki, bylo milo i harmonijnie, ale jak zaczeli cos przerabiac( tak mysle) i zaczelo im wywalac na mnie, bo nie pasuje do ich koncepcji na temat Boga, to mi sie nie chce kontaktu na ten moment. Bo po co mam ich razic i mieliby mnie atakowac.
-
Ja tam czuje dużą wieź, powiedzmy telepatyczną, moja pś doskonale wie co robi moj polowek, choc mnie to od jakiegoś czasu malo interesuje:) Ale jak on coś tam fajnego zaczyna do mnie przejawiac, czy ma jakies intencje to się od razu ozywia, i na na kilkaset kilometrow:)
No ale blizniakami też bywaliśmy i rodzenstwem. Kurcze jak tak pomysle, to my wiekszosc wcielen gdzies razem sie "bujalismy":P I jak tu nie być przywiazanym:P
-
Leszek,
ten kontakt telepatyczny jest do odreagowania? ;))
Olga,
ja ze swojego doświadczenia mogę Ci powiedzieć, że zanim jeszcze spotkałam K. to wiedziałam, w jakich miejscach się pojawia i gdzie potencjalnie mogłabym go spotkać (np wiedziałam, że będzie na WR w Katowicach, konkretnego dnia :)). Niestety miałam jeszcze wtedy jakieś takie lęki, że zawsze kombinowałam, by sama się w tych miejscach nie pojawiać i w końcu poznaliśmy się przez internet (chyba tak było dla mnie najbezpieczniej, bo zanim się skonfrontowałam z nim osobiście, przez parę dni się przyzwyczajałam ;p. )
-
Leszek niezła ta historia z atakami:)
Zastanawiam się czy ja to mam. Rok temu moglismy sie poznac na wczasach w Tolkmicku, ale finalnie nie pojechałam. :) Mimo iż udało mi się zarobić dodatkowa kasę na wyjazd. Sprzedałam hurtem kilka obrazów. Może to i dobrze w sumie jak o tym teraz myślę.
Fajne te wasze opowieści:)
Ja swojego rozpoznałam w 1szym dniu przepisu na przyciaganie połówki [ po tygodniowym przygotowywaniu polegającym na rezygnacji z nieharmonijnych relacji i na uświadomieniu sobie co jest dla mnie kozystne]
Laka, jak mi wczoraj opowiedziałaś kilka historyjek, to jeszcze do tej pory mam wytrzeszcz haha:) Apropo wcielania się:)
Kinga, a mnie ostatnio bardzo ciągneło tam gdzie on mieszka więc rozumiem;) Nie rozumiałam tylko dlaczego mnie ciągnie ale się wyjaśniło:)
Dzięki:)
-
Myślę że za pare tyg minie mi bum połówkowe, jak już sobie poukładam wszystko na ten czas potrzebne:)
-
Niestety moja reakcja na razie jest taka, ze jak wyczuje, ze on by cos chcial ze mną jeszcze to mi sie odpalaja wszelkie mozliwe leki i obawy jak to sie moze skonczyc, zaczynam sie na maxa bac i odpycham go jak moge, bo juz nie chce tych chatek w zwiazku. No i samoocena mi leci, boje sie o swoj rozwoj i swoje zycie. Jakby ten zwiazek to by bylo cos, co moze spowodowac jakis moj mega upadek, z ktorego bede sie dluugo zbierac.
Panika!
-
Mój Linux też czasami mówi mi " panic!"
;)
Jak sie przegrzeje.
-
Boisz sie Laka o swoje zycie? Jak to.?
A odebrał Ci je?
-
A bo to raz:P
O odebranie zycia doslownie to sie chyba nie boje. Bardziej o zrujnowanie mojego życia, mnie, zahamowanie w rozwoju, upadek itp rzeczy.
-
Olga
Jak Ty byś się zjawiła to by się działo...coś tak czuje. Mi wtedy ostro z P wywalalo, jemu też. Do tego trzymaliśmy się z Twoim polowkiem...moze nie czas byl na to;)
-
Pewnie by sie działo. Dlatego faktycznie to nie był czas na to. Wywałki są złym doradcą:)))
-
Hmm a dlaczego miałabys ulec progresowi, zakładając, ze by był, a może, źle go oceniasz?Może warto pozbyć się wyobrażeń i oczekiwań, tych dobrych i złych, skupić się na prawdzie, czyli harmonii oraz akceptacji, że macie wolna wolę?
Przecież, jesli jesteś nastawiona na to co kożyste dla Ciebie,i uzdrawiasz szacunek do siebie, samoocene, to i tak byś nie miała ochoty na związek z nim gdyby miał Cie w jakiś sposub upokarzać. Więc, nie martw się kochana:))
-
Drogi moderatorze, myślę że warto przenieść Lake i mnie do wątku o połówkach;) zagalopowałyśmy się jak zwykle
-
Tez tak pomyslalam o przeniesieniu, to ja odp już w tym wlasciwym:)
-
Leszku,
Czy słuchanie medytacji Twoich czy też Darka Logi na płytach przez sen to autohipnoza? Bo ja wybrałem sobie kilka medytacji (samoocena, bezpieczeństwo w świecie, bezpieczeństwo finansowe), słucham je sobie wszystkie codziennie przez sen, a dodatkowo w dzień, już świadomie, pracuję z jedną z nich np. 90 dni, po czym nadal w nocy słucham ten sam zestaw, ale po 90 dniach pracuję w dzień świadomie z kolejną medytacją z zestawu.
Pytam o to, czy to autohipnoza, bo ktoś tak "postraszył" tu na forum. :)
-
Na pewno lepiej słuchać świadomie. Tak też wchodzi w podświadomość, tylko że bez koniecznej refleksji.
Autohipnoza to nie jest, bo nie auto....(nie sam sobie). Można by to nazwać indukowaniem wzorców, poglądów (od biedy).
-
Leszek,
Pracując z afkami czasem czuję bardzo silny wew.opór, rzecz w tym, że kilka kilka raz zdarzyło się, ze przełamanie go powodowało, że miałem problemy z oczami. Raz "przez przypadek" uszkodziłem rogówkę, kilka razy po przebudzeniu czułem bardzo silny ból(tj. jakby ktoś wbijał mi jakieś igły). Nie potrafię określić co dokładnie jest tego przyczyną i nie wiem jak sobie z tym poradzić. Próbowałem się modlić o uwolnienie od tego, próbowałem odreagować, ale na razie efekty raczej mizerne. Jakieś sugestie jak się od tego uwolnić?
-
Hmmm, tak sobie czytam i z tego co pisze Mariusz wynika, że chęć przytulania i wspólego stargazing z trzymaniem się <nietylko> za rękę rodzi karmę ;) Czyli mam traktować chęc doświadczania, przyjmowania, dawania i ogólnego dzielenia się miłością jako zalążek karmy ;)? Wydaje mi się, że to naturalna i duchowa potrzeba, więc czemu chęć zaspokojnenia w temacie miałaby rodzić karmę?
Eh, już raz się dałam nabrać właśnie na takie buddyjskie gadanie o nietworzeniu karmy i kochaniu wszystkich jednakowo, bez brania niczego dla siebie i <no bo sam niby mam być źródłem miłości i promieniować nią na całe otoczenie, bez przywiązania i chęci brania - skutki karmiczne niezafajne :/>
-
Ok, wiem o co chodzi: Jest różnia pomiędzy potrzebą dawania i dzielenia się, potrzebą współistnienia a brania od kogoś czegoś, czego nie ma się samemu :)
Tak samo jak jest zasadnicza różnica pomiędzy więzią z kimś wynikającą z harmonii i miłości, a przywiązaniem, kiedy oczekuje się, że tylko ta osoba może mi wszystko zapewnić :)
No i granice też są płynne, im bardziej się przesuwa w kierunku akcpetacji Boga i miłości w samym sobie, im większe zaufanie do mocy miłości i otwartość na nią, tym bardziej idzie się w stronę więzi i dzielenia. No i wtedy można się dzielić z całym wszechświatem, a dokładniej z tą jego częścią, która jest otwarta żeby z nami współbrzmieć* :}
*co nie oznacza braku wierności najbliższej osobie, wręcz przeciwnie :)
-
StArfire - bardzo dobrze to napisałaś o tej różnicy. Same gesty, przytulanie, patrzenie w oczy, czułe muśnięcia itp. są czymś dobrym, jedynie to z jaką energią się je daje i przyjmuje ma znaczenie. Czy jest otwartość, miłość i akceptacja, czy też ich odbiór bądź dawanie bazują na lękach rozmaitych.
-
A ja mam do Ciebie Leszku takie pytania. Otóż ostatnio zdałam sobie sprawę, że czuję opór przed typową dla Huny formułką w medytacji/modlitwie, w której pojawia się "rozkazywanie" podświadomosci: "Poprzez nieskończoną moc mojej Nadświadomości i mądrość mojego Wyższego Ja rozkazuje by ....". I tu mam bunt: "co to za rozkazywanie mi tutaj";-)
Pojawia się takie odczucie głębokie, że tam gdzie miłość, tam łagodność i delikatność, a nie jakieś autorytarne teksty, że "rozkazuję", że mi tu "robić coś natychmiast". W sumie, nie wiem jak to rozgryźć bo huna jako system, jako droga rozwoju jest mi niezwykle bliska, ale ta formułka jest nie dla mnie....Czym ją zastąpić? I w ogóle skąd ona się bierze, dlaczego to ma być takie agresywne, tylko wtedy niby zadziała? ;-)
Czy Nadświadomość to nie to samo co Wyższe ja?
W niektórych Twoich audio medytacjach, pojawia się sformułowanie, np. że "dziękuję Bogu i swojemu Mistrzowi Duchowemu". Tu też czuję opór. Nie chcę pośredników między mną i Bogiem w medytacji;-) Chyba, że anioły w to włączę. Ale jakoś nie mam zaufania do tego sformułowania, tak jakbym może obawiała się kim jest ten Mistrz, że to Szarlatan, któremu zawierzyłam w przeszłości ( zeszłych wcieleniach), i/albo coś mi się przypałęta z astrala przez taką formułkę:-)
-
Ja tam nie czuję rozkazywania, zamiast tego proszę, powierzam i dziękuję:)
-
Zamiast "rozkazuję", co pasuje wielu osobom, można stosować "wyrażam życzenie", lub coś podobnego.
Oczywistytm jest, że Wyższemu Ja się nie rozkazuje :))
To przecież Wysza Inteligencja (Wyższe Ja).
Mistrz Duchowyb to to samo, co Opiekun Duchowy - istota oświecona, która nam pomaga. Niczego w zamian nie chce i nie żada, więc trudno Go pomylić z szarlatanem. No,a le podswiadomośc pamięta guru - oszustów, więc się jeży.
Anioły nie są aż tak świadome jak Opiekun.
-
Leszek, w jednej książce pisałeś, że dużo ludzi widziało w Tobie czarnego maga, czy nawet Lucyfera. Czy po oczyszczeniu tych tematów przez Ciebie, ludzie dalej widzą to samo? Czy nawet jakbyś się jeszcze pumeksem doczyścił, czy nawet ciało w wyniku transformacji stało się prawie przejrzyste, to dalej będą widzieć to samo? Tak jak w Sai widzieli różne rzeczy. Czy afirmacje typu przyciągam do siebie ludzi, którzy widzą mnie takim jakim jestem teraz, a nie w przeszłości, to dobry kierunek?
-
Darek
Niektórzy mają jasnowidzenie astralne i widzą przeszłe rzeczy a nie potrafią zobaczyć człowieka jakim jest teraz (miesza im się to co było z tym to jest - przecież widzą), albo widzą to co uważają za najgorsze, w tym czego się boją.
-
No a niektórzy widzą tylko wizje z pamięci swej przeszłości. Tu i teraz jakoś im nie wychodzi. Tacy zawsze będą widzieli to, co jest w ich pamięci i żadna Twoja afirmacja nie zmieni ich wizji. Tacy ludzie widzą mnie na Atlantydzie, w Egipcie, w Indiach, na żydowskim bazarze, w musułmańskim haremie, ale nie widzą mnie takim, jakim jestem. To nie moje, tylko ich upośledzenie.
-
Mam pytanie. Co przebaczac, gdy nie wiadomo co przebaczyc? Chodzi mi tu o konkretną sytuację. Zacząłem pracowac z kilkoma afkami (samoocena i zadowolenie z życia), po jakimś czasie zauważyłem, ze brak przebaczenia jest jedną z rzeczy, które blokują mnie przed pójściem dalej, a jednocześnie afirmowanie tego dalej bez przebaczenia sprawia, że przestaję czuc się dobrze sam z sobą. Rzecz w tym, że nie czuję do siebie żalu czy jakiś pretensji stad brak mi punktu zaczepienia. Ktoś ma jakieś sugestie?
-
Jak nie ma czego przebaczać, to nie ma co przebaczać:) Chyba że jednak jest.
Może wypisz sobie wszystkie sytuacje w których nie czujesz się w porządku, nie fair itp. i zrób zdania wedle których jesteś w porządku gdy ... . Może być tak że w podobnej sytuacji (gdy właśnie nie ma jakby pretensje itp.) może chodzić o czucie się nie w pełni wartościowym, dostrzeganie jakichś braków u siebie czy bycia niewystarczającym. Czasem jest tak że nie ma o to pretensji do siebie, ale czuć że coś nie tak.
-
"może chodzić o czucie się nie w pełni wartościowym, dostrzeganie jakichś braków u siebie czy bycia niewystarczającym. Czasem jest tak że nie ma o to pretensji do siebie, ale czuć że coś nie tak." właśnie chyba o coś takiego chodzi :)
-
Nie mogę sobie wybaczyć, że ...,.
A tak napawdę nie mogę wybaczyć sobie, że ....
A gdybym sobie naprawdę wybaczył, to....
Mogę sobie wybaczyć wszystko, z wyjątkiem ....
-
Dzięki Leszek:)
-
Leszek, dzięki...
Przy okazji zauważyłem, że tu nie tylko o przebaczenie chodzi.
-
Witek też dzięki.
-
Leszek,
czytałem twoje wpisy na cud i mam "przymus z WJ" wpisać coś takiego dla ciebie.
Powiązania twoje z dawnymi i obecnymi guru i awatarami jest oczywiste, ale pomimo, że obnażasz ich słabe strony coś jest na drugiej skrajnie przeciwnej stronie odreagowania regresingowego.
Odliczyłbym chęć przynależenia do nich i sentyment bycia w ich stadzie czyli wszelkie profity otrzymywane od durnych wyznawców i spokojne górowanie nad ciemnotą ;)
Kluczem wydaje mi się bhupatii jako przedstawiciel nurtu "kochających innaczej UAB" i twoje powiązania z UAB i według mnei jakaś nostalgia, tęsknota, przywiązanie do tych "tradycyjnych zaślepień" które znasz i opisywałeś w książkach, a jakbyś ... lubił ?
.... może się mylę, a może coś ci pomoże.
-
Leszek,
Czy uwalniałeś ciągnięcie ludzi za sobą? Odkąd przestałeś prowadzić regularnie warsztaty, wielu ludzi przestało się rozwijać albo próbują się zebrać i wychodzi im na pół gwizdka.
Ciekawi mnie, czy Ci ludzie bazowali na Twojej energii lub rozwijali się dla Ciebie. Tak jakby nie mieli sami z siebie wystarczająco silnych intencji rozwojowych.
-
Dzięki Leszek za odpowiedź na maila.
-
Co to jest gdy w medytacji mam wrażenie ze ciśnienie rozsadza mi głowe od środka?
-
Czasem napływ krwi do mózgu, czasem nieprzetkane kanały energetyczne:)
-
Aha, czyli pozytyw własciwie, dzięki
-
małgosia
Odreagowywałem kilka razy, bo z róznych szkół i nawet z Aniołkowa. Ale i tak wyszło, że są to zazwyczaj te same UA.
Niektórzy się jeszcze nie pozbierali po tym, jak kilkaset lat temu zamknąłem jedną ze szkół walki. Inni wteszcie poczuli się wolni, że ich nie będę popędzał do rozwoju i.... zaczęłi sobie bimbać, bo już nic ich nie inspiruje. Część - jak zwykle, pognała szukać szmocy u innych. A pozostali wolą sesje i zabiegi indywidualne.
J007
Coś jednak w tym jest. Dzięki :))
-
Leszek, wychodzi mi że sauna parowa ma cos wspólnego z moca Boga haha, że ona daje mi takie pewne odczucie, które pamietam z przeszłości gdy ta moc miałam i mozliwe ze dlatego tak to lubię
Co o tym myślisz?
Może chodzi o to, ze ostra sauna głeboko otwiera ciało i energia bardziej krąży ztąd ta moc?
Czy w aniołkowie była sauna?;)
-
Jakos bardzo dobrze idzie mi praktykowanie rd w tej saunie, chyba tam zamieszkam na jakis czas
-
Olga
hahaha:) Ja mialam takie super oswieceniowe, odczucia gdy pływałam, albo byłam nad jeziorem.
ciekawe dlaczego:)
-
Olga
Nie wiem, mnie sauna nie zachwyca.
-
Leszek,
Chyba mi wywala coś do tych osób, odpowiedzialność za nie, żal do nich i złość, że nie chcą się rozwijać.
Też kojarzę te anioły z Aniołkowa i wysokiego astralu.
-
Pozwól im żyć tak, jak mają na to ochotę. Jesteś z tym niewinna, bezpieczna i w porządku :))
-
Prawdę mówiąc, oczekiwanie na rozwój innych zawsze było swietnym argumentem,żeby się nie rozwijac ;))
-
>Pozwól im żyć tak, jak mają na to ochotę.>
Moja pś jeszcze tego nie przyjmuje, będę ją powoli urabiać.
>Prawdę mówiąc, oczekiwanie na rozwój innych zawsze było swietnym argumentem,żeby się nie rozwijac ;))<
Ja się rozwijam, nie mam typowego czekania na nich. Ale fakt, że to mnie trochę stopować, bo to takie tkwienie trochę w przeszłości - poczułam liny energetyczne ciągnące mnie do tyłu.
-
o , a ja właśnie chciałem powiedzieć, że to można by przez świadomość lustra - to odbija w tobie tą część co by trwała w jakichś strukturach i się nie zmieniała :-))
-
W sumie żeby tak swobodnie pójść przed siebie, nie oglądając się na innych i to ich uparte podążanie we wszystkich innych kierunkach - trzeba mieć sporo pewności siebie i zaufania do siebie. A to nie koniecznie jest łatwe, gdy to całe otoczenie nie chce widzieć prawidłowej drogi, nie chce nikogo kto by im pokazał na swoim przykładzie, że można wybrać lepiej i w tym celu wykorzystuje wszelkie dostępne słabości danego delikwenta, aby go nawrócić na jedyną słuszną drogę.
A każdy z nas ma swój pakiet takich słabości, które odpowiednio naciśnięte mogą sprawić że pojawią się wątpliwości, pytania "a czy aby na pewno wybieram dobrze?". Jedynym wyjściem z tej pułapki jest wsłuchiwanie się w głos swojego serca i podążanie z ufnością za nim, bo to jedyny przewodnik, który może nas przeprowadzić dobrze od samego początku do końca.
-
Mariusz,
To jakby przywiązanie do tych aniołów, razem schodziliśmy, to razem mamy się oświecić. O jak mi się ciężko zrobiło...
-
może warto sobie odpuścić anielstwo w ogóle - dla mnie nie tyle "jesteś aniołem", co masz karmę anioła. Karmę do uwolnienia, odreagowania. Anielstwo to maska, bardzo ładna ale maska. Temat coś jakby z tymi diamentowymi łańcuchami, to że są diamentowe i ładnie świecą nie oznacza, że nie zniewalają w jakimś stopniu...
-
Jesteś czlowiekiem z karmą anioła ...
Ładnie brzmi? :))
-
chyba masz złą wolę w tym zakresie, bo nie widzisz, że nie powiedziałem, że "jestem człowiekiem/ona jest człowiekiem z karmą anioła" :-)
-
TO co jestes z karmą Anioła? :)))
-
wygląda, że czym naprawdę jesteś to jeszcze masz do przemedytowania
-
Wygląda,że inaczej wygląda :))
Ale pytanie było do Ciebie.
-
a, rób sobie, co chcesz :-P
-
Mam pytanie w temacie,
Czy harmonia WJ między osobnikami, to harmonia `anielska`?
-
Jeśli miedzy aniołkami, to mniej więcej tak - poerwotna anielska :))
-
Leszek, a jaka miałabym harmonię z elfem,jesli jestem aniołem, gdybyśmy byli 35,99 erd? lub oświeceni
Gdybyśmy wyszli poza anielskośc i elfiość pochodzenia
-
Mam wrażenie ze to chodzi o struktóre psychiczną, mentalną, puki zyjemy, mamy ją, okresloną mniej lub bardziej, nawet jak nie jestesmy już aniołami, elfami, i to ona decyduje o harmonii, na to zycie, na tą struktórę, której chyba nie da sie odreagować?
-
Na poziomie WJ na pewno 100%. Na innych - róznie :))
-
Ostatnio chciałem już regularnie z czakraami zacząć pracę, ale coś mi nie pasuje, np. na koronie naturalnie takie białe światło ze złotym brokatem wizualizuje i jest ok, ale np. na innych czakrach jak jakiś kolor konkretny robie zielny, czy niebieski to nie bardzo mi to pasuje tak generalnie niepasuje.
Najchętniej to bym na każdej czakrze robił poprostu światłem i to czuje naturalne i ok, a kolory mi nie pasują, zresztą światło ma w sobie wszystkie kolory. Więc jak to z tym jest ? Bo wszędzie jest tak że konkrety kolor a ja nie umiem tak, niby coś się wizualizuje ale to męczące dla mnie i jakieś nienaturalne.
No i jeszcze jeden problem:
korona to od góry wpada światło i jest ok, a inne to jakoś z boku to światło wpada no i to też mi nie pasuje, no nie umiem z boku, nie wiem jak to ma być, jakoś czuje że nie tak robię jak trzeba.
-
Mariusz
>może warto sobie odpuścić anielstwo w ogóle - dla mnie nie tyle "jesteś aniołem", co masz karmę anioła. Karmę do uwolnienia, odreagowania. Anielstwo to maska, bardzo ładna ale maska. Temat coś jakby z tymi diamentowymi łańcuchami, to że są diamentowe i ładnie świecą nie oznacza, że nie zniewalają w jakimś stopniu...<
Dla mnie anioł, aniołkowo to słowa pomagające porozumieć się z innymi.
Pierwotnie czuję siebie jako istotę energetyczną, pochodzącą od Boga. A że jako ta istota nabrałam po drodze specyficznych zakręceń, to trzeba je uwolnić.
-
lukaszlm
Ja, gdy medytowałam nad czakramami, to nie wymuszałam koloru, czekałam aż samo coś się pojawi. Oczekiwanie rodzi presję i napięcie i wysiłek.
Często pojawiał się kolor przypisywany w literaturze do danej czakry, a czasami inny lub złote światło po prostu.
-
małgosia,
no właśnie na koronie nic nie musze i samo jakoś naturalne jest, a przy innych to jakoś nie mi nie wychodzi - nawet jak nautralne jest i nie wymuszam to też coś nic nie wychodzi.
-
Lukaszlm
Może masz przekodowania energetyczne że tylko białe światło. Czakry mają naturalne dla siebie kolory światła - są to "przetworniki" energii w pewien sposób i światło promieniujące z nich, ma adekwatne do ich funkcji barwy. Czy jest to dla Ciebie naturalne czy nie, twoje czakry świecą się różnymi kolorami:) To by trzeba jakoś dojść, co wywołuje to zmęczenie, może właśnie wyobrażenie że światła tych barw, są dla Ciebie jako istoty duchowej nienaturalne?
Chyba warto by się zastanowić - co jest nie tak, ze świeceniem przez czakrę gardła kolorem niebieskim, podstawy czerwonym, itp. itd. żeby sprawdzić, wybadać o co może chodzić.
Ja myślę że "kolory główne" są adekwatne do wizualizacji itp. a inne kolory do tych czakr, zazwyczaj w przypadku specyficznych problemów są pomocne.
-
witek,
ale nie jest tak że nieakceptuje kolorów, w zasadzie jest ok jeśli świeci kolorami, np. gardło niebieskim, ale jak ja robie wizualizacje że z boku wpada niebieski do czakry gardła to już mi nie pasuje, a na koronie pasuje jak wpada od góry.
a jak to sprawdzić z tym przekodowaniem ?
-
hmm.. a nie z przodu czakry? :) W każdym razie, ja w sumie wykonuję wizualizacje że czakry same w sobie rozświetlają się tymi kolorami, czasem sobie wizualizuję że wraz z oddechem czakra jest stymulowana do pełniejszego rozświetlania się.
Z przekodowaniem to może wyjść albo w trakcie pracy jakiś czakr z kolorami, albo przy sesji np. jeśli jest. Chodzi o to że może być niechęć do przepuszczania przez siebie światła innego koloru niż białe. To w przypadku jeśli przyczyną problemu jest stosunek do światła określonego koloru (czy innego niż jakieś określone)
-
no z przodu ;) jakoś mówie z boku, że jest góra (korona od góry) i jest bok w sensie przód, sześcian jak stoi to ma górę, podłożę i boki w sensie przód...dobra nie ważne :)
ok spróbuje tak jak napisałeś z oddechem że się rozświetlają idea mi się spodobała :)
-
coś z innej beczki
leszek,
jak zrobić taki trick aby przekonać podświadomość że prawdziwa miłość i akceptacja w niej to ogramna siła i moc, mi się kojarzy że taka miłość to jakby powietrze, bez powera i nic, a wiem że power jest ogromny, ale podświadomość to myśli że jak nie mocne to po co jej to.
-
Dostrzegam, że prawdziwa miłość i akceptacja w niej to ogramna siła i moc. I chętnie z tego korzystam.
-
dzięki :) takie proste
-
Leszku, mam pyt. Zacząłem afirmować, że "Mogę czuć się dobrze, że jestem z tym bezpieczny i w porządku". Z miejsca wywaliło mi dość silne lęki przed tym, że jeżeli pozwolę sobie czuć się tak to zapomnę o Bogu i miłości. Zastanawia mnie czy powinienem coś co tej afki dodać czy coś zmienić.
-
Afirmacja chyba powinna brzmieć: "Mogę czuć się dobrze, jestem z tym bezpieczny i w porządku"
Można dodać:
Czując się dobrze, bezp[iecznie i w porządku jestem coraz bardziej wdzięczny Bogu.
-
Michał
Jakby nie spojrzeć, czuć Boga i miłość = czuć się dobrze. Im gorzej się czujesz tym dalej jesteś od Boga i miłości, więc czemu miałbyś lepiej o Nim pamiętać, kiedy Go czujesz w mniejszym stopniu? Logicznie to ma taki sens jakby się bać, że gdy będzie się czuło ciągle miłość to się zapomni o miłości ;D
Może masz w pś jakieś wyobrażenia, że Bóg niekoniecznie chce, abyś czuł się zawsze dobrze albo że miłość składa się także z przykrych rzeczy, itp.
-
Jak to mówi przys łowie: "jak trwoga to do Boga".
-
W jaki sposub najlepiej puścić głeboko skrywany gniew, żal i agresję w efekcie? Złość i oschłość, takie dda. Odkryłam w sobie takie emocje ze chyba mogłabym ubic kota w szczytowym momencie:(
Krok po kroku, jesli komuś chce sie napisać.
-
1 Afirmacje na gardło: delikatność i łagodność.
2. Przebaczenie wszystkim, którzy mnie doprowadzali do takiego gniewu i złości
3. Można próbować zrobić modlitwę o uwolnienie od tego i od wszelkich przyczyn (powtórzyć kilka razy).
4. Sesyjka regresingu lub węzły.
-
Jak dobrze ze odpisałeś, dziękuje, zastosuje
-
Olga
No ja niedawno tak miałam też, w sumie modliłam się o to i nadal modlę o uzdrowienie. Chodziło o to, że inni ludzie mnie odciągają od Boga, bo wywołują we mnie właśnie ciężkie emocje, odciągają od harmonii.
Ale poczułam, że pod tym się kryją moje intencje bycia tak odciąganą, oni są jakby sposobem i jednoczęśnie pretekstem by zwalić winę i móc się dalej wkurzać: indywidualizacja + niska samoocena-> niezaslugiwanie na Boskość, milość, wysokie wibracje i bycie w nich.
To tak ogólnie:)
U mnie w trakcie uzdrawiania, wiec na razie nic więcej nie napiszę.
-
Bosz a my znowu razem Laka?:D
Paskudne to jest, te wzorce.
Ja wczoraj wszczełam procedure uzdrawiania, do Boga to ja nie dojechałam, bardzo ziemskie sprawy ale takie mocne, które jakby wyjasniły mi strukture mojej podświadomej osobowości.
Wyszedł mi np mechanizm konkretnego reagowania.
Byłam utrzymywana w ciągłym napięciu i gotowości [ jak żołnierz], celowo, takie świadome wywoływanie we mnie napięcia bym lepiej walczyła o swoje [ a tak naprawde cudze;(]. Taki szał bojowy jakby? No i nacpanie, bo nieumiałam na nic normalnie reagować. Były tylko dwie opcje: albo zabić albo nieprzytomna radość z wygranej. Do dziś mi zostało, ze jak odnosze jakis większy sukces, wygrywam, to włacza mi sie ta nieprzytomność. A potem nie umiem sie ogarnąć.
To było kamuflowane bardzo głęboko, właściwie prawie dla mnie niezauwarzalne w zyciu. A to że nie umiem jeszcze bez emocji reagowac na jakies tam sukcesy, to przyjmowałam za normalny przejściowy stan.
Wczoraj Sylwia napisała w innym watku pięknie o "chwaleniu się", cos w stytlu: jeśli cos przychodzi naturalnie i jest oczywiste to nie ma potrzeby eskalowania radości poprzez chwalenie się.
Dziś zrozumiałam to jeszcze bardziej.
Przytomny umysł i serce raduje się owszem, ale w spokojny sposub, dziękczynny.
Dzis rano jeszcze pracowałam nad tematem mnie i mamy. Straszne to zycie sobie wybrałam w brzuszku. Mama uczyła mnie wtedy że faceci to %*#%, a szczególnie partnerzy, do niczego się nie nadają, to mięczaki więc trzeba byc twardą jak facet, walczyć.I to całe jej zakłamanie udzieliło mi sie jako totalne pomieszanie. Ja sie wcale nie dziwie, że jako dziecko byłam bardzo spokojna, bo czułam się jak na poligonie w ogłupieniu co jest czym a czym nie jest.Poprostu zgłupiałam. :) Jedyne co mogłam to sie buntować przeciwko temu, w końcu przeciwko sobie [ bo w końcu sama zaczełam tą energią emanować] więc odciełam sie od siebie bo to be było i zostały mi reakcje dda
Mam tez wyrzuty sumienia, ze zajmowałam sie bóg wie jakimi ambitnymi rzeczami, a podstawa, relacja z mamą, leży wciąż. Tzn bardzo wiele sie zmieniło, ale nieprzekręciłam ostatecznie klucza, więc pozwoliłam na lekki regres;/
Chyba najgorzej oczyszcza się końcówki karmy.
Jak sobie uświadomiłam jak szeroki zasięg ma we mnie ta energia struktury mojej podświadomej osobowości to narazie nie wiem niby jak miałabym sie przejawiac po oczyszczeniu tego;) Zapewne "niewiem" bo to świeża sprawa i z każda godziną Bóg będzie mi podpowiadał jak.
-
Jak się wziąść za temat, że jak coś np zaczynam lubić, np szyć na maszynie, to ją psuję. I tak ze wszystkim.Jak zaczynam więcej zarabiać to tracę kasę. Nie moge wyjść poza jakiś prug.
Zaczynam już zastanawiac się, czy może uwierzyłam kiedyś w jakąs klątwę i ona się realizuje?
Dobija mnie to już az do łez.Czuje sie bezsilna wobec tego. Niedośc że wszystko odstatnio jak po gruzie [ w rozwoju] to jeszcze takie sytuacje;(
-
Możliwe ze mam jakieś destrukcyje transy także. Niszcze wszystko łącznie ze sobą, to sie wiąże z głebokim zawodem na miarę sztyleta w sercu. Wierzyłam i ufałam bliskim istotom a one zrobiły mnie w ch%^a. Nie umiem wobec nich teraz przejawic miłości na dłuższą metę. Wobec siebie chyba też, bo w końcu straciłam zaufanie i do siebie, że taka głupia byłam.
Wstydze się ze wypisuję tyle rzeczy tu, uczucie ze jestem debilem wróciło:( Czasem mi sie wydaje, że nie mam siły by to oczyścić:( Tyle juz zrobiłam w swoim, rozwoju, a przy tym wysiadam;(
-
Haha, tak, znow tak samo:)
Znam te wzorce kontroli i walki, transow, oj znam;)
U mnie walka jakos tak mocno siedzi, pomimo, ze nie walcze, nawet pamietam kiedy sie poklocilam z kims, tak konkretnie.
Ale wzorce gdzies jeszcze siedza, wkurzenia. Choc ostatnio cos mi zeszlo tak glebiej. Jest spokoj. Zdarza sie ze ktos mnie wkurzy, czyjes zachowanie. Nie czuje sie zawsze bezpiecznie. Mam sporo leku przed ludzmi, atakami, odrzuceniem- nie chodzi nawet o to, ze komus do gustu nie przypadne, tylko, ze bedzie mnie taka osoba zwalczac, atakowac i inne takie. Troche tez samoocena, ze jesli nie bede dla innych wartosciowa i atrakcyjna to nie dostane czegos tam.
Ogolnie lek przed byciem sobą. Niestety jakos tak jeszcze mam, ze gdy tylko pozwalam sobie na wysokie wibracje, na radosc, milosc, entuzjazm, to zwykle mi sie obrywa.
Dzis mi przyszlo uswiadomienie, dlaczego jeszcze trzymam mechanizmy wpadania w nieprzytomnosc. W obecnym wcieleniu chodziłam na imprezy mocno zakrapiane, bo wtedy czulam, ze moge byc sobą, cieszyć się, bawić, tanczyc itd i sie nie boję.
Teraz juz dlugo nie pije wcale, a pś nadal podtrzymuje w zanadrzu wzorce nieprzytomnosci, wrecz czasem pomieszania wumysle w razie ataku na mnie. To wlasnie po to bym sie nie bala, albo bym nie dala poznac po sobie, ze cos mnie rusza, zeby ludzie nie wykorzystali moich slabosci. Niestety w tym wcieleniu regularnie przyciagalam co jakis czas do swojego zycia takie bardzo niezyczliwe, destrukcyjne osoby.
To trochę tak jakbym się bała byc przytomna, tego co wokol siebie zobacze( niezyczliwosc i chamstwo) i ze sobie z tym nie poradzę.
Jeszcze moja ps jest przekonana, ze tu w materii jak nie walcze, gdy jestem fajna, mila, wysokowibracyjna to mi niezle dowala i automatycznie stane sie ofiarą.
Jeszcze inna sprawa to kontrola siebie i swojego zycia. Wyszlo gdy zaczelam otwierac sie na dzialanie. Troche na zasadzie": nie oddam Bogu, bo mnie zawiedzie, nie puszcze kontroli, ja wiem lepiej co dla mnie dobre, czyli brak ufnosci.
Czasem puszczam, ale gdy chodzi o zycie w materii to juz trudniej idzie. Ostatnio chodziłam i powtarzalam sobie w myslach ze oddaje wszystko Bogu, ze on wie jak to rozwiazac i na kazda negatywna mysl czy watpliwosc mowilam kolejna afirmacje. Fajnie taki "seans" dziala:) Uspokajająco:))
-
Olga
Tak Cię czytam i powiało zawiedzeniem ludzmi, tymi bliskimi( Bogiem).
Dla mnie tez ciekawy temat ostatnio: jak wyglada Boska doskonałość. Chodzi o to, że wolna wola innych jest bezpieczna dla mojego spelnienia, niezaleznie od tego co inni wybierają.
-
Olga
Z tą walką, to ( przynajmniej u mnie) wiaze sie poczucie winy, niegodnosci i niezaslugiwania na te Boskie energie, milosc.
Z jednej strony pś tego używa nadal, zeby sobie udowodnic, ze nie zasluguje. Z drugiej trzyma, bo jak nie ma Boga to trzeba sie bronic samemu.
No i jeszcze im wieksze poczucie niezaslugiwania na to co Boskie, tym wieksza moze byc chec wywalczenia tego.
-
Olga
A nie masz przypadkiem tak, ze kiedy dostajesz coś nowgo, to bardziej martwisz się, co w zamian tracisz? I może nawet na dodatek czujesz się winna?
Bo to by strasznie opóźniało rozwój.
-
Z tego, co mi się nasuwa:) - wojownik musi walczyć, osiągnie cel, następny do walki się pojawia. Taka walka o przetrwanie. Walka i walka. Co w nowej sytuacji? ostatnio zrobiłem sobie takie coś- powierzyłem sprawę Bogu i żeby mi właściwie w głowie ułożył w danym temacie. I się układa powoli :)
-
Leszek tak się własnie czuję. Czuje się zawekowana jakbym nie miała zadnych mozliwości ruchu
Ale niewiem czy to teraz tylko zaczełam zauważając ten proces, czy to było zawsze tylko przykryte.
Mógłbyś coś zalecic na to?
ps od wczoraj pracuję z gniewem żalem i pretensjami do innych i agresją.
-
To, co zbędne i szkodliwe, porzucam bez żalu (gniewu) i tęsknoty.
-
Dobra
To mam co robić
Dziękuje
-
Leszek, jak byś znalazł czas i chęć to napisz tu lub w wątku o połówkach, jak to jest z harmonią WJ. Czy każda WJ jest taka sama czyli czy kazda WJ jest w 100% harmonijna z każdą inną
I czy WJ może sie modyfikować w ramach boskości
-
Ja czuję WJ jako w pełni harmonizujące. I nigdy mi nie przyszło do glowy sprawdzać, czy są identyczne, czy nie. Choć czasami mam wrażenie, że nie są. A nie powinny z założenia.
Mam wrażenie, że może, ale tego nie badałem.
-
Olga,
czyli twoje teorie połówkowe, którymi się podpierałaś nie pochodzą od Leszka.
Przypomnij sobie od kogo to słyszałaś. Może od Magdy, a może coś nie zrozumiałaś ?
Chodzi o to, żeby to zakręcenie wyprostować przynajmniej w temacie IP żeby dojść do tych powszechnych teorii, i dopiero potem zacząć szukać wyżej i jeszcze jaśniej.
Z bycia poniżej pewnej świadomości wymyśla się jedynie większe zakręcenie i to piszę, żeby ci pomóc z tego wyjść, a nie na zasadzie kto ma rację ;)
-
Dobra, dzięki:)
Joo7, dawałam głowe że od Leszka i Magdy własnie, ale widac że sie pomyliłam, a potem jak zadawałam pytania w tym stylu to nikt mnie nie korygował, niemniej, ja i tak czuję w ramach boskości jakby róznice;/
Słyszałam np słowa, ze skoro wj harmonizuje to potencjalnie ma się 100 serc i dusz.
Leszek a może chodzi o WJ anielskie, najczystrzą formę anielską i ta harmonizacja gwarantuje potencjalne setki na sercu i duszy?
Bo może ja dobrze kumam tylko źle nazywam.
Tylko nadal, ja czuje róznice w boskości. Ale moze jestem pokodowana;p Albo tego sie kiedys uczyłam?
-
Joo7, a pozatym, Leszek napisał teraz, że `czasem ma wrażenie że nie są`, więc może w czyms tam mam rację, jestem ciekawa o jakich różnicach mowa
-
Joo7 w temacie IP i połówek mam chyba prosto, nie mam prosto jesli chodzi o WJ i harmonie na tym poziomie. Tzn w sumie to się łaczy ale powiedzmy że zostawiając ta moja "teorie" można o stopień niżej wszystko przesunąć i zająć się harmonią dusz sec, wibracji osobistych, czyli że połówki to mają. Tylko że tutaj rujnuje mój światopogląd Witek;p że zdiagnozowano ze połówki piewrwotne a nie mają 100 serc itd. I jak to ma sie do siebie?
Bo wynika, ze może jednak to się bada też z wyrzszego poziomu?
Leszek ratuj;p
-
No faktycznie masz jazdy ;)
-
haha, ale wiesz Brus,
Dobrze ze te jazdy są bez ciśnienia, najwazniejsze dla mnie jest ujrzec prawdę. Jakby było ciśnienie to juz po mnie. Mojrzesz nr 2.
Cos mi tu zgrzyta, i sama nie wiem dokłądniej co:) Nie lubie tego
-
No "coś", a dokładnie wszystko, a wpisy twoje pokazują, że pś się broni i chce wyłuskać coś co jeszcze pozwoli jej mieć pomieszanie.
Sesja i to u konkretnego regresera, który ma w dupie teorie i ci nie odpuści ;)
-
Czy ja wiem czy sesja, raczej dobra inspiracja by mi się przydała, jak to jest z WJami, ale moze wiesz lepiej [ w pozytywnym sensie]
-
Olga,
masz na maxa nieprzytomność.
Inspiracje dostałaś od Leszka, mnie i Witka, a i tak klepiesz zakręcenie takie, że 3 oko boli jak się czyta ;)
Może tą 15 minutówkę ci dziś zrobię, ale to i tak nie załatwi tematu całkiem.
-
Hm. skoro tak mówisz:) ja ci ufam
Jak bys chciał robić to ja mogę tylko wieczorem
-
A jaka jest najwyrzsza i najczystsza forma która sie modyfikuje? Jak się nazywa?
-
"I czy WJ może sie modyfikować w ramach boskości"
Ja też czuje, ze może. Tak mi przychodziło w medytacjach, ale tego nie rozumiem, i nie ufam temu do końca, by zawierzyć.
Kiedyś w temacie polowek jak mocno przepracowywałam, to poczułam, jak byłam jeszcze w relacji z P bliskiej, czystą miłość, jakby nasze WJ się dogadały i że nic poza tą milością, bliskościa i harmonią nie jest ważne, czułam też, że jak najbardziej ok jest nasze bycie razem. Ze cała ta reszta nie ma znaczenia wogóle. Choć materialnie, realnie( jak to sie przejawialo) było grubo nie tak.
Ten stan trwał jakiś czas, a ja czułam spokój, pewność i ugruntowanie,bliskość i jedność, a potem odezwały się wątpliwości co do naszej harmonii, lęki, nieprzytomność i czułam, obserwowałam świadomie jak wchodzi pś i wypiera tamten stan.
Nie akceptowałam tego stanu i nie pasował mi do calej tej reszty. Nie wiem dlaczego, ale nadal gdzieś głębiej mam przekonanie, że jesteśmy dla siebie.
Choć wypieram, nie wierzę, boje się i nie chcę.
Ale mam chyba trochę podobne jak ty problemy i zakręcenia. Kto wie, może to ta sama bajka:)?
-
Laka no ba, przecież nasze wózki sa podobne;)
Żarty żartami ale to też jest ciekawe, że my z Laką zawsze te same tematy, zazwyczaj podobny lub ten sam czas i to sie już ciągnie przecież juz od dawna:)Dlaczego tak jest? Przypadek? Czy może obie byłyśmy podobnie tępe ;)
Laka, ja sie narazie na temat WJ nie bede wypowiadała. Moge jedynie zadawac pytania, teraz interesje mnie moje pomieszanie w tym i to że wale i że oko odemnie boli;)
Interesuje mnie też możliwośc modyfikacji wj, ale jak teraz cos powiem nt temat, to pewnie zaleci bigosem więc sie wstrzymam;)
-
Do Leszka:)
[ale nie tylko]
Czy np Powel opisuje dobrze WJ i inne wyrzsze struktury? czy warto tam szukac inspiracji?
Potrzebuje uporządkować tematy:
-wj
-ducha
-wj anielskiej- nie wiem jak to nazwać, czysta struktura pochodzeniowa [ ale wciąż struktura do wywalenia]
I jeszcze taka sprawa:
gdy medytuję, gdy o cos proszę itd, o wyjasnienia inspiracje, WJ zawsze bezbłednie mnie kieruje na coś nawet na życiowe sprawy, typu czy kozystnie jest iśc tam czy tam. Nie zawsze ufam, ale potem sie okazuje kto ma racje. I ten poziom wj [ juz niewiem czy to wj w takim razie] odczytuję jako czysty lecz w boski sposub lekko zróznicowany w świetle innych wj.
Pytanie, no właśnie, z kąd płyna do mnie te inspiracje i co to za poziom?
-
Olga
Tak, to już tak jakiś czas jest, ja czesto nawet nie wiem jakie tematy masz aktualnie na tapecie, dowiaduję sie po jakims czasie i okazuje sie, że to samo:)
A może obie w tym samym siedziałyśmy? Dokladnie w tym samym?
A wiesz ja nie czuje pomieszania jak Cię czytam, zeby mi coś na 3 waliło:)
A poza tym mysle, ze nie ma co za duzo myslec, tylko uwalniac sie od lekow, oporo, zaslepien i samo sie przejasni co bedzie mialo:) Wtedy juz nic nie bedzie przeszkadzać. Jak się tak móżdzy to glowa może rozboleć:) Z takiego założenia wychodzę, bo widzę po sobie, że gdy chce się usilnie na umysł pojąć to, przed czym pś sie broni jednocześnie, zeby pojąć świadomością, to tylko bigos ;)
Czasem sie przydaje zobaczyć swój zestaw wzorców, który odziela od WJ, zobaczyć tą konstrukcję, bo to może uświadomić do czego sie zmierza, ale też co przeszkadza. Ale tu też samoocena jest wazna, bo można zobaczyć i spanikować, poblokować się, że to taki kawał jeszcze roboty- a to zwykle jest zludzenie z poziomu pś też.
-
Też miałam taką sytuację, ze na poziomie WJ i serca czułam, że coś jest dobre, korzystne i jest harmonia - a w realu waliło na całego, to z jednej, to z drugiej strony. Spokojnych i dobrych momentów nie było zbyt wiele.
Nie wiem do końca jak to interpretować - czy aż tak uaktywniały się wzorce (lęku, destrukcji etc), sprawiając, ze z tego dobrego niewiele zostawało, czy tez tak naprawdę to poczucie harmonii i tego "dobrego" na poziomie WJ i serca było całkiem błędne... bo rozum przez cały czas krzyczał, że to nie ma sensu, kiedy tak to wygląda w rzeczywistości...
Mam nadal z tego względu pomieszanie, co do tego co jest "dobre" i czy z WJ na pewno idzie to co najlepsze.
Do tego na tapecie mam cały czas, w miarę regularnie, mechanizmy zaniżania samooceny (cały czas nad tym pracuję, by nie doszukiwać się w sobie kolejnych niedoskonałości... i potem nie przygnębiać nimi) ;) ... i mam wrażenie, ze to jest ze sobą powiązane, podświadome wątpliwości w doskonałość działania WJ i boskiego prowadzenia, a doszukiwanie się niedoskonałości w sobie i wpadanie w rozpacz, gdy się je znajdzie (nieważne na jakim polu);)
-
Muszę przyznać, że mam podobne odczucia jak J007. Podejrzewam o ssanie z brudnego palca:D Chyba, że wj różnią się od siebie tym, czimi wj są. hehe
Olga
Fajnie piszesz o wj, że takie pomocne itd. Można o wytłumaczenie tematów wj też zapytac.
-
Hydro
No ja mam dokładnie tak jak piszesz. Dla mnie temat wazny, bo dotyczy Boga i mojego zaufania temu co WJ mi podpowiada, zaufaniu miłości, harmonii.
Dopoki jest niezrozumienie i ten dla mnie niezrozumiały problem to jednak mam opory, to wciaz wychodzi.
-
Darek
"Można o wytłumaczenie tematów wj też zapytac."
Mozną, ja często pytam w modlitwie, tylko, że jeszcze trzeba być otwartym by przyjąć, no i jeszcze zrozumieć, a na koniec pozwolić sobie na wprowadzenie w życie:)
Jakoś inne tematy dla mnie są bardziej klarowne i szybciej się uzdrawiają, rozwiązują, nawet jak jest karma. A w temacie związku, harmonii i do tego wolnej woli to już jakiś kosmos dla mojej pś. Przynajmniej w pewnych aspektach. Jakbym nie rozumiała Boga.
-
Laka, jak mi raz jedna osoba podpowiedziała, by pytać i prosić, żeby odpowiedź była dla nas wystarczająco zrozumiała. No, jest też ten mały sabotażysta i miner - pś:)
-
Darek
Tak bede robić, prosić prosic i pytać az do skutku.
Tylko wlasnie sobie cos uswiadomiłam: ze nie chce Bogu glowy zawracac, ogolnie tak mam do ludzi, ale teraz sie okazuje, ze do Boga tez.
-
Z tym pytaniem, zwracaniem się, to zauważyłem, że niektórzy mają opory pytać o różne sprawy, jakby był jakiś zakaz pytania o co innego, niż np. RD:)
-
Laka, moze nieczujesz pomieszania bo tez masz pomieszane;)
Joo7 zawsze bedzie czuł bardziej od nas na zasadzie różnic, bo po prostu chłopak jest czystrzy;)
Hydzia:
`Też miałam taką sytuację, ze na poziomie WJ i serca czułam, że coś jest dobre, korzystne i jest harmonia - a w realu waliło na całego, to z jednej, to z drugiej strony. Spokojnych i dobrych momentów nie było zbyt wiele.`
To normalka jak sa wzorce i przeszkody na ND
Ludzie często myślą, że np jak jest coś na 100 kozystne to od razu bedzie extra. Będzie, ale często trzeba wykarczować las urojeń i wzorców najpierw
-
Gdy rozpracowywano temat połówek, od pewnej grupy dyskutujących szły silne presje,żeby widzieć harmonię wyłacznie na poziomie WJ. To było błedne założenie, gdyż na poziomie WJ jest zawsze harmonia. Natomiast na innych poziomach tej harmonii moze nie być z róznych powodów, m.in indywidualizacji, traumy, zmienionych przez wieki intencji itd.
Wrażenie róznic między WJ może wynikać z tego, że mamy rózny dostęp do WJ, który jest zaburzany przez podświadomość. I to raczej nie nasze WJ się róznią, tylko nasze sposoby komunikowania się z nimi i nasze matryce, które nie pozwalają nam korzystać w pełni z tego, co WJ (jako jedno na poziomie świadomości z Boskością) nam oferuje. Stąd poczucie róznic.
Harmonia serc może być zaburzona, choć POTENCJALNIE powinna być pełna. To samo tyczy harmonii dusz. Stąd może być na chwilę obcną mniej niż 100% zgodności w harmonii serc czy dusz (wibracji imienia pierwotnego).
Czy WJ sie modyfikuje, można by odpopwiedzieć mając czysty całkowicie umysł, w którym nie modyfikuje się już postrzeganie WJ. Póki modyfikuje sie postrzeganie WJ, to nie sposób odpowiedzoeć na pytanie, czy modyfikuje się samo WJ. I tu dochodzimy do dylematu, czy Powell to dobrze opisuje?
Na pewno warto go poczytać, choć to trudna lektura. Ale też wziąć pod uwagę,że na tym poziomie miał mało informatorów i też takich, którzy nie mieli czystości kontaktu z WJ oraz ciałem przyczynowym.
A Olga z Laką może były uczennicami tego samego Mistrza i realizują jego program (duchowy testament?)?
hydrozagadka
Póki masz niepewnośc, to materializuje się to, czego nie jesteś pewna. Niepewnośc dla PŚ jest ważniejsza od pewności i bardziej podniecająca. Więc PŚ woli się zajmować nią, niż pewnością, której nie masz :))
JESTEM W PORZADKU, NAWET JAK MI WYWALA.
-
To jest chyba największa inspiracja:
`Czy WJ sie modyfikuje, można by odpopwiedzieć mając czysty całkowicie umysł, w którym nie modyfikuje się już postrzeganie WJ. Póki modyfikuje sie postrzeganie WJ, to nie sposób odpowiedzoeć na pytanie, czy modyfikuje się samo WJ`
Dobra, ja tam już wiem co robić:)Leszek dzięĸi za posta.
A powela czytac niebede i o monadach, to bezsensu, mam bardziej przyziemne tematy do przepracowania teraz;)
Bardzo ciekawe:
`A Olga z Laką może były uczennicami tego samego Mistrza i realizują jego program (duchowy testament?)? `
Tez trzebaby było z tym zrobic porządek
-
Leszku, przy okazji tematu mistrzów. Co jest dobre na uwielbienie mistrza, oczekiwanie na jego zdanie, niejako pewne przysłonięcie zaufania do siebie, liczenie się z jego zdaniem? Oprócz trzeźwości i przytomności oczywiście. taki temacik:)
-
Darek
Chyba odreagowanie zaślepienia i objawienia, jaki ten mistrz wspaniały, świetlisty pełen mocy. I ujrzenie go i jego mocy na trzeźwo i przytomnie.
Poza tym afirmacje samodzielności w relacji z Bogiem i Intuicją. No i zaufania do siebie oraz swej Intuicji.
-
Dzięki. Akurat sobie przypomniałem swoje obiecanki, że go dopchnę do oświecenia. (poniekąd wyjaśniło się zawracanie dupy:)
-
Leszek
Jesli na teraz harmonia serc, dusz u polowek moze byc nie pelna, a potencjalnie powinno byc 100% to dlaczego w analizie jest, ze to zgodnosci niezmienne na dane wcielenie? To trzeba by umrzec, by pomiedzy wcieleniami to oczyscic? To cos jest chyba nie tak.
Tez tak czuje ze cos z Olga razem działałysmy i tez mi sie kojarzyloz jakims mistrzem. Ale nie wiem jeszcze o co chodzi konkretnie:)
NO ja nie ufam WJ, nie umiem pojąć jakie jest czym sie kieruje, jak działa.
-
Juz sobie wyobrazam dwie gupie dupki;p
-
Laka
Bez specjalnych praktyk odwracania przekodowań to samo się nie zmienia. Zresztą, mówimy tu o różnicach rzędu max. 5%. Dla większości ludzi czy UA to niezauważalne.
-
Olga
Zapatrzone w miszcza;)
-
Leszek, jesli matka w ciąży myśli o samobujstwie i ma depresje cały czas [pruba samobujcza związana z załamaniem wielu spraw w zyciu a nie że w ciąży jest] i usuwała poprzednie 3 ciąże bo mąż jej "kazał", to jakie obciązenia potencjalnie zbiera dzieciak w brzuchu?
-
Ciężkie.
A szczegóły może znać tylko jego podświadomość.
-
Pisałam o mojej mamie, znalazłam dzis jej pamietnik przypadkiem i przeczytałam, czułam ze to własciwe.
Nienawidziłam mamy, winiłam ją zawsze za wszystko, przedwczoraj jakis przełom, nie wiem w sumie co sie stało, obblokowałam miłośc do niej i wdzięczność za to, że w sumie..wspierała mnie i wspiera na tyle na ile umie.
Kiedys na sesji u Ciebie na węzłach, w sumie 2 razy wychodziło że wybrałam taka mamę by dowalic sobie a mama chciała mieć mnie, by odpracowac szkody mi wyrządzone- i odpracowała, uratowała mi zycie, byłam bardzo chora na serce po porodzie. Ot wspominki.
-
Leszek,
Sa afirmacje, tematy, które trzeba ciagnąc długo, np temat samooceny. Ja pracuję teraz z tym co doradziłeś, czyli z rezygnacji z wszystkiego co szkodliwe bez tęsknoty gniewu itd, także z delikatnością i łagodnością na gardle. Bardzo to przyjemna dla mnie praca szczególnie że na koniec takiej sesji otwieram się na czyste światło i jest mi bardzo miło.
Czy praca z tym tematem jest długoterminowa? Jakmyslisz ile to wałkować. Wiem, że do skutku, ale wiem też, że potrafią byc skutki i trzeba nadal, może mógłbys cos doradzić:)
I zastanawiam się co z tą moją sytuacją z mamą. Jej pruby samoujcze ze mna w ciązy i depresja.I okłamywanie mnie. Duzo z mama przerabiałam, znalezienie tych wiadomości traktuje bardziej jako uwolnienie, podsumowanie, dotarcie w końcu do prawdy anie krętactw nt jak to było. Czy mogłabym Ci wysłac zdjęcie mamy, i czy mógłbyś zbadać ile mam do przepracowania jeszcze w tym temacie?
-
Olga
Jak będziesz czuła,że koniec, powtórz te pytania, jak długo pracowac. Nadziś nie widac.
A co do mamy, to mozesz słać fotkę.
Ale na pewno warto jej rpzebaczyć wszelkie krętactwa i zakłamanie.
-
Dobrze:)
Dziękuje
-
Leszek, czy aparat na zebach, taka stalowa szyna, wpływa na medytację? :p
Czy mogę z szyną wykonywać zabiegi komuś?
:p
-
Mnie tam żadne szyny nie przeszkadzają. Mam most, ktory jest z metalu i na początku czułem dyskomfort. Ale po 3 miesiącach przestałem go zauważać.
-
No to fajnie, bo naprawdę zastanawiałam się nad tym od jakiegos juz czasu.Tnx
-
Ostatnio w moim życiu wydarzyły się ciekawe, wręcz niezwykłe rzeczy. Najpierw w profilu jednego uzdrowiciela(trafiłem tam "przypadkiem" przez znajomych znajomych:) w rubryce o sobie były przepiękne słowa, fragment jakiegoś wiersza, w każdym razie mnie zachwycił, gdyż lubię dobrą poezję. Postanowiłem treść skopiować do google, by dowiedzieć się o utworze czegoś więcej. No i okazało się, że znalazłem ten wiersz w całości ale tylko na dwóch stronach - obydwie o aniołach. Na jednej z nich był narysowany przepiękny portret kobiety anioła. Następnie w tv (a rzadko oglądam) poleciały dwie różne reklamy z aniołami. Później na jednym z portali ezoterycznych na facebooku zauważyłem ich najnowszy wpis: Czy wierzysz w anioły? W tym momencie poczułem jakąś taką wyjątkową opiekę mojego Anioła Stróża(mam tu na myśli opiekuna duchowego) i jakby większe zaufanie do niego. Tak jak by otulił mnie płaszczem swojej miłości i opieki - takie bardzo fajne uczucie. Pomyślałem sobie, że wszystko ładnie, ale ja gdy się modlę, to zwracam się bezpośrednio do Boga, po co mi opiekun. Jednak po otrzymaniu tylu znaków stwierdziłem, że widocznie jednak ten opiekun(we własnej istocie) ma mi coś ważnego do przekazania, jakby sam chciał się przede mną ujawnić. Postanowiłem się pomodlić do Opiekuna Duchowego i w modlitwie zapytałem: czy pewne moje plany na przyszłość są OK, czy mają szansę powodzenia i poprosiłem o jakiś znak. Następnego dnia niespodziewanie spełniła się dosyć potężna kreacja, która pozytywnie "powaliła" mnie, partnerkę i najbliższą rodzinkę. Wreszcie dostałem maila od koleżanki z info, że nasza wspólna znajoma otrzymała nagrodę Anioł Wolontariatu - dostałem zdjęcie tego anioła. Tak więc przeżyłem w ciągu kilku dni istny "atak" Opiekuna Duchowego, "Atak Aniołów" :) Oczywiście tego było więcej, wszędzie widziałem anioły :) Nigdy wcześniej nie miałem aż tak dobitnego doświadczenia z aniołami i za bardzo anielskich tematów(zarówno tych o Opiekunach jak i aniołach z pochodzenia) nie zgłębiałem, gdyż nie było mi to potrzebne w rozwoju duchowym. Ograniczałem się jedynie od czasu do czasu, do krótkiej modlitwy do swojego Opiekuna, ale raczej zwracam się do Boga.
Teraz mam pytania:
1) Po co Opiekun uprzedził mnie wcześniej, o tym że coś się wydarzy, pomimo iż to bardzo dobra wiadomość(wspomniana kreacja), przecież i tak bym się dowiedział...
No chyba, że to ten ZNAK o który prosiłem w modlitwie. Znak faktycznie dobitny ale jednocześnie ta kreacja nie ma jakiegoś specjalnego związku z tymi moimi planami na przyszłość, o które pytałem, choć oczywiście na pewno się przyda, chociażby pośrednio. No i sama kreacja da nam nowe możliwości.
2) Czy ktoś miał podobne doświadczenie, że Opiekun chciał się w jakiś sposób ujawnić, przekazać dobrą wiadomość, dawał jakieś znaki? I co z tego wynika?
-
Lucjan,
Może to nie był znak, tylko prezent. :) Czasami Bóg daje prezenty, ot tak, na zachętę:)
-
Oj tak, prezent na pewno wspaniały :-) Jestem wdzięczny, jednak próbuję bardziej to zgłębić i zrozumieć, bowiem nic nie dzieje się przypadkiem...
-
Leszku, chciałam podyskutować na temat szeroko pojętej ŚWIADOMOŚCI w rozwoju duchowym.
Szkoda, że nie da się tego terminu określić jednym prostym stwierdzeniem, bądź definicją. Z tego co wiem to można ją określić, że albo się ja ma albo niema. Dlatego postanowiłam zadać parę pytań odnośnie tematu.
1. Czy będąc świadomym bardziej czuje, czy bardziej wiem o skutkach, następstwach danego czynu ?
2. Tak naprawdę to po co mieć świadomość czy nie lepiej mieć widzę ? (Tym się chyba różni jogin od naukowca....)
3. Czy rozszerzona świadomość to tj. wiedza o wszystkim i wszystkich ?
4. Czy podczas medytacji mając rozszerzoną świadomość czuje się tak jakby wszystko i wszystkich ?
Pytania te nasuwają mi się ponieważ odkąd zaczęłąm mój "rd" w temacie bycia świadomym posypało mi się najbardziej....
-
Lucjan
Jak się modlisz o znaki, to się nie dziw, że modlitwy się spełniają :))
Ola22
1. Czujesz i wiesz.
2. O tym przekonasz się w praktyce :)) Wiedza bez świadomości na niewiele się przydaje.
3. Nie. Rozszerzona świadomośc to wiedza o wszystkim CO NAJLEPSZE. Ale też i odczuwanie (świadomość ) tego, co nie jest korzystne itd. Trzeba uwzględnić kilka aspektów świadomości. Świadomość poprzednich wcieleń (karmy), samoświadomość, świadomość rozrózniająca, "zwierciadła", wszechspełniająca i boska.
4. Nie. Wyjaśnia się, gdy zrozumiesz pkt. 3.
Może warto zacząć ie tyke od medytacji na świadomość, co od afirmacji Wybieram jasność umysłu,m trzeźwość i przytomność"? :))
-
Leszku,
a jaka jest różnica między byciem świadomym a współodczuwaniem, czy np. będąc w grupie lepiej odczuwać wszystko tj.mieć świadomość co inni czuja i myślą czy nie mieć tej świadomości ?
-
Różnica jest ogromna.
Wyobraź sobie, że słuchasz programu radiowego o najwyższej jakosci. Gra Twoja ulubiona muzyczka.... I nagle wpadasz na myśl, żeby łapać wszystkie stacje radiowe i wszystkie programy naraz. Jak zmieni się Twoje odczuwanie, Twój nastrój?
-
Leszku, no różnica jest ogromna, jednak co będzie jeśli się okaże, że ta stacja radiowa, którą słucham (załóżmy że moja ulubiona), wcale nie gra boskich przebojów, a na innych kanałach może lecą lepsze kawałki ?
Skoro nie będę się wczuwać to gdzie znajdę to różnicę miedzy tym co dobre, a co niekorzystne dla mnie ?
Obawiam się, że jak przestane się wczuwać będę zaślepiona tylko na jedną "stację". Skąd mam wiec brać wiedzę o tym co korzystne a niekorzystne czyli świadomość rozróżniającą jak nie z wczuwania się ;/ ?
-
Świadomość rozróżniająca nie polega na tym, że się sprawdza różne opcje i porównuje je ze sobą. Ona działa tak, że jak się coś odbiera, to się po prostu czuje czy to jest korzystne czy też nie. To wymaga zaufania własnej intuicji, zaufania temu że ona po prostu wie co i jak, bez żadnych analiz czy porównań.
-
Potrzeba medytować, modlić się - nawiązywać kontakt z boską mądrością w sobie. I na nie nie grymasić :))
-
Clint,
"Świadomość rozróżniająca nie polega na tym, że się sprawdza różne opcje i porównuje je ze sobą"
Ja byłam przekonana że na tym właśnie polega. Jak nazwa wskazuje - świadomość rozróżniająca.
" Ona działa tak, że jak się coś odbiera, to się po prostu czuje czy to jest korzystne czy też nie."
I tu by mi własnie pasowało to wczuwanie się jak ulał :)
"To wymaga zaufania własnej intuicji, zaufania temu że ona po prostu wie co i jak, bez żadnych analiz czy porównań".
A jak widzisz że ktoś jest nietrzeźwy albo widać że nieprzyjemne energie go otaczają to masz tak bo ufasz intuicji ? Czy widzisz to dlatego że znasz różnice miedzy jednym stanem a drugim ?
Ja dawniej nie miałam problemów z rozróżnianiem, czułam wszystko ( bez jakichkolwiek analiz) i nie robiłam sobie z tego nic a nic.
Odkąd zaczęłam zagłębiać się w temat świadomości, zaczęłam wokół siebie wszystko zauważać. Negatywne tendencje, myślokształty u innych ludzi. Czuje że aby isc do przodu muszę to wiedzieć, a żeby wiedzieć poczuć.
Witek,
A co jeśli nie ma się dobrego kontaktu z WJ ? Świadomość rozróżniająca opiera się wtedy chyba tylko na analizach i porównaniach.
Czy po prostu jej nie ma ?
-
Jak się nie ma to się wyrabia, aż się zacznie pojawiać. A jak się wykonuje te praktyki duchowe, to się z czasem pojawia. Niekoniecznie od razu w 100%, ale jest to i tak szybsza metoda niż metoda prób i błędów. Gdy rozwija się po drodze poczucie boskiej ochrony i wyraża chęć bycia prowadzonym przez boską mądrość i moc w sobie, to nawet gdy się ich jeszcze nie rozpoznaje, pomagają one na drodze życiowej tak że z czasem też i sięga się ich świadomością.
Świadomość rozróżniająca nie jest czymś odciętym od rzeczywistości, więc się rozpoznaje różne energie ich jakość itd. ale niekoniecznie do nich dostraja (czyli nie jest to na zasadzie np. empatii czy wczuwania się w emocje, myśli innych, raczej na zasadzie przebłysków informacji, wiedzy o naturze danego obiektu).
-
Ola 22 :)
Ja to widzę tak, że jak czuję intuicyjnie że coś jest dla mnie niekorzystne, to w to nie wchodzę w ogóle.
Nie ma potrzeby wczuwania się w coś co jest niekorzystne aby stwierdzić fakt że takie jest.
-
Witek,
napisałeś że to wiedza o naturze danego obiektu, tylko skąd tę wiedzę brać ? Ja to widzę tak, ze wczuwam się i jestem w stanie rozróżnić to.
Szafirowy Błękit
Równie dobrze można w ogóle się nie wczuwać ani intuicyjnie ani w ogóle w cokolwiek. Można np. żyć zgodnie z zasadami rodziców i być świecie przekonanym, ze to jest słuszne. Dopiero jak zacznie się analizować, porównywać to dochodzi się do wniosków, że coś tu nie pachnie, ze można żyć inaczej...
No własnie tylko trzeba myśleć, poczuć tą różnicę, mieć świadomość.
-
Ola22
Odwołując się do wiedzy z twojego Wyższego Ja, otrzymujesz jakby wiedzę najwyższej jakości na temat danego "czegoś". Wczuwanie się samo w sobie, nie dostarcza tylu (czy tak dokładnych, wartościowych) informacji. Dodatkowo wczuwając się, potrzebujesz jakby "połączyć się" z danym obiektem i przejmować przy tym niestety nie tylko to co chciałaś wiedzieć, ale też inne rzeczy, czasem negatywne przy okazji.
Można powiedzieć że kierując się boską intuicją (wyższym ja) natychmiastowo zaczynasz rozpoznawać czy coś jest np. korzystne czy nie tak że nie potrzebujesz się nad tym zastanawiać. Tym bardziej że zastanawianie się ma swoje ograniczenia (możesz tylko analizować na podstawie posiadanej wiedzy) i dłużej trwa. Taka wiedza jest mniej dokładna, t.zn. mniej oddaje naturę rzeczy w danej kwestii. Czasem oczywiście można nie wiedzieć, czy coś jest korzystne czy nie, ale odwołując się znowuż do boskiej intuicji z pytaniem czy to jest np. korzystne czy nie, uzyskuje się zdolność rozpoznawania, rozróżniania w danym temacie.
Wygląda to w praktyce tak że jak potrzebujesz, chcesz uzyskać informację na jakiś temat, to ona się pojawia gdy tego potrzeba.
Można do całego tematu tak podejść - czy bardziej wiarygodnym i wymiernym źródłem wiedzy i informacji, jest ich kompletny zbiór, zawierający wszystkie najlepsze rozwiązania, czy twoje zdolności wczuwania się i analizowania?
To nie jest tak że te zdolności są kompletnie do niczego czy że nie dostarczają żadnych informacji, chodzi o to że da się szybciej, lepiej, z dodatkowymi bonusami i bez skutków ubocznych.
-
Ola22
Wczuwając się we wszystkich wokół nie uda Ci się jednak wyczuć w nich najbardziej boskich wibracji.
Aby wczuć się w boskie wibracje, musisz wczuwać się wyłącznie w Boga. A to jest możliwe tylko w relaksie i w medytacji.
Możesz więc swój "odbiornik" ustawić na ulubioną i zarazem najlepszą stację. I nie zastanawiać się, czy na innych falach lecą lepsze kawałki :)))
Rozrózniającą swiadomość rozwija się nie przez porównywanie (choć radiestzja np. może się tu bardzo przydać), a przez medytację. Kiedy czujesz wibracje boskie, to zawsze odróznisz je od nieboskich.
-
Leszku,
"Możesz więc swój "odbiornik" ustawić na ulubioną i zarazem najlepszą stację. I nie zastanawiać się, czy na innych falach lecą lepsze kawałki :)))"
Fajnie byłoby tak zrobić, jednak czy wtedy nie będę żyła w lekkiej utopii ? Nawet jeśli "moja stacja" gra jak złoto. To chyba i tak muszę mieć tą świadomość że na innych jest jazgot. Tak czy siak czuje ze MUSZE czuć tą różnicę. O to mi chodzi, że bez tego wyczucia, że u innych jest inaczej niż u mnie nie będę się rozwijać. Bo skąd wezmę to porównanie to ze tylko to co ja słucham jest właściwe.
Witek,
"Można do całego tematu tak podejść - czy bardziej wiarygodnym i wymiernym źródłem wiedzy i informacji, jest ich kompletny zbiór, zawierający wszystkie najlepsze rozwiązania, czy twoje zdolności wczuwania się i analizowania?"
Wydaje mi się, ze aby móc odróżnić wibracje te boskie od nieboskich muszę mieć tą zdolność rozróżniania ( wczuwania, analizowania). Jest to potrzebne gdy nie mam wiedzy od tym wszystkim co najlepsze, skoro jeszcze sie nie oświeciłam to skąd mam wsiąść ten zbiór zawierający najlepsze rozwiązania o którym piszesz. Nie znam go więc muszę umieć to rozróżnić. Zresztą takie wczuwanie i analizowanie jest potrzebne również do tego, by dany wzorzec uchwycić i usunąć, przez to wiem, że to mnie np. obciąża bez analizowania nie byłabym w stanie tego ocenić. Bez wczuwania ten wzorzec nawet by mnie nie drażnił. Byłoby jakby było i spokój.
-
Rozróżniająca świadomość wykształca się zazwyczaj na długo przed oświeceniem. Jest jednym z jego warunków.
Co do wzorców - jedna sprawa to reagowanie na jakieś zachowania, wzorce w otoczeniu, a inna celowe dostrajanie się do tych wzorców. To pierwsze i tak się pojawia mimowolnie gdy nie tłumimy naszych emocji i mówi coś o naszych mechanizmach.
Analizować warto siebie, swoją podświadomość i swoje reakcje - do tego nie potrzeba wczuwania się w otoczenie bo wszystkie mechanizmy reakcji, emocji itd. są wewnątrz nas.
Tak jak mówił Leszek, jak jesteś dostrojona do wibracji boskich, to odróżniasz je od nieboskich. I to starcza.
-
Ola22
jazgot słyszysz i czujesz na codzień. I jeśli uważasz,że Ci on jest do czegokolwiek przydatny, to zapewne chodzi o zachłanność na mocne wrażenia :)) Tego Bóg nie ejst w stanie zaspokoić, bo jest zbyt spokojny.
-
Leszku,
tak mi wszyło ostatnio, że czuję (się co najmniej) niedobrze, gdy zaczynam czuć się dobrze. Mam tak poczucie, ze moja pś nie jest przyzwyczajona do życia bez problemów, konfliktów,itd. po prostu spokojnie. Tak sobie myślę co by poafirmować, że "życie może być dla mnie łatwe, lekkie, spokojnie, ... Myślisz, że ta afka będzie odpowiednia do tego co wyszło? Czy powinienem coś dodać/zmienić?
-
Spokój jest dla mnie miły, przyjemny, atrakcyjny, interesujący, korzystny, inspirujący....
-
Ja mam chyba podobny problem do Michała.
Nie mogę się do końca przyzwyczaić do stanu - korzystania z życia - bo bym cały czas za czymś goniła i coś ze sobą robiła :)). Z jednej strony mam poczucie szczęśliwości, radości, dużego luzu w życiu i na co dzień, ale nie mogę do końca zaakceptować, że TO JUŻ JEST, bo jakaś wewnętrzna presja cały czas mi karze "coś robić", albo kreować nowe zachcianki, za którymi mogę na nowo gonić :).
-
Dzięki :))
-
Kinga
To się nazywa nepięcie nerwicowe :))
-
A jak wiąże się świadomość rozróżniająca z trzeźwością i przytomnością ?
Czy bycie trzeźwym i przytomnym wiąże się z ciągła kontrola i uwagą ?
Jak mogę odróżnić ten stan przytomności od nieprzytomności ? Tutaj też na nic się nie zda analizowanie i porównywanie ?
-
Ola22
Prawdopodobnie przez kilka pierwszych lat medytacji nie uda Ci się odróżnić stanu przytomności od ograniczeń świadomości. Bedzie Ci tylko lżej i przyjemniej, gdy się zrelaksujesz. I czasem po medytacji będziesz się czuła bardziej nieprzytomna / odleciana. I tym się nie przejmuj. Tak mają prawie wszyscy. Ten stan po kilku latach mija sam.
Jesli chcemy, żeby osiągnąć efekt szybciej, najlepiej jest afirmować:
Wybieram jasnośc umysłu, trzeźwość i przytomność.
Dopiero po tej afirmacji coś się zmienia w naszej samoświadomości.
Ty myślisz o kontroli umysłu (trzeźwości). Jak dziecko alkoholika. To jednak jest niemożliwe do osiągnięcia metodami siłowymi, jak samokontrola czy panowanie nad sobą. Medytacja to relaks i przyzwolenie, żeby to co najlepsze, działo się w nas. Po jakimś czasie zauważysz wyraźne róznice. Ale NIC NA SIŁĘ!
-
Dzięki za podpowiedź :)
-
Co to znaczy być pożytecznym? :)
-
Większość ludzi jaką pożyteczną określa osobę, która poprzez swoje działania przyczynia się do realizacji ich własnych celów. A czy te cele są dobre i korzystne dla nich i innych to już inna bajka :D
Dlatego ja bym się nie martwił tym czy jestem uznawany przez innych za pożytecznego czy też nie. W stosunku do ludzi ten termin istnieje zazwyczaj głównie po to, aby wykorzystywać innych. Ja tam osobiście wolę używać tego słowa w stosunku do rzeczy czy zjawisk, niż ludzi. :P
-
Warto jednak mieć o sobie wyobrażenie, że się jest pożytecznym. Pod warunkiem, że się z tą pożytecznością i dobrocią nie narzuca innym :))
-
Leszku,
czyli bez medytacji nie się odróżnic przytomności od nieprzytomności ?
-
No nie da się. Chyba że chodzi o odróznianie głebokiego upojenia, od tego, co ludzie nazywają trzeźwoscią (a co zazwyczaj jest tylko kacem :)))
-
Leszku,
czy ta afka jest prawidłowa.
Bóg ma dla mnie zawsze coś lepszego od tego do czego byłem przywiazany (przyzwyczajony).
-
Bardzo dobra :))
-
Super, dzięki :))
-
Leszku,
Odnośnie tego co napisałeś, czuje że jeśli nie będę się wczuwać i kontrolować wszystkiego wokół to nie będę odróżniać tego syfu od niesyfu ( nieprzytomności od przytomności ). Wydaje mi się, że jak sobie to odpuszczę i będę po prostu spokojna to cały ten syf mnie zaleje. Ogółem mam tendencje do zasysania wszystkiego do siebie, a jak będę spokojna to już w ogóle czuje, że będę zamulona siedzieć w bagnie i nawet nie poczuje że to bagno. Kontrola i wczuwanie na nic się nie zda żeby tego uniknąć ? Wydaje mi się że to pomaga to odróżnić.
O np. ostatnio gdzieś tam Sebastian pisał że siedział obok faceta, który był tak nieprzytomny, że nie mógł obok niego wysiedzieć. I tak Sebastian to musiał poczuć, zanalizować i się odciąć. Da się w ogóle rozwijać duchowo nie będąc wrażliwym ? Czy wobec takich sytuacji można być po prostu spokojnym, i czyjeś wzorce mogą nas nie ruszać ? Da się w ogóle odróżnić syf od niesyfu będąc spokojnym i nie wchodzić w to (analizować, porównywać itd...) ? Przecież w takich codziennych sytuacjach nie jestem w stanie medytacyjnym.
-
Ola22
Jest takie ezoteryczne przysłowie, że lepiej dawać, niż brać.
Wczuwanie się to etap brania. Brania wszystkiego, "jak leci" na siebie. TO nie jest fajne.
Fajniejsze jest otwarcie się w medytacji na przepływ radości, miłości, szczęscia, czystego światła. Wtedy pozwalasz,żeby płynęło przez Ciebie d innych. Dajesz coś dobrego i nie bierzesz w zamian syfu.
Tylko to możesz skontrolować, czy dajesz, czy bierzesz.
-
Leszku, odpowiedz mądra, ale dalej nie odpowiada na moje pytanie:
Czy da się w ogóle odróżnić syf od niesyfu będąc spokojnym i nie wchodzić w to (analizować, porównywać itd...) ? Przecież w takich codziennych sytuacjach nie jestem w stanie medytacyjnym.
Ja syf czuje na codzień i muszę się odcinać, jakoś się na niego przeczuliłam. Mam po prostu sobie to odpuścić i nie czuć ?
-
Ola da się.
Ale medytacja jest potrzebna. Nie musisz być ciągle w stanie medytacyjnym. Jak w medytacji poczujesz co jest korzystne, to potem w normalnym życiu łatwo odróżnisz to od syfu, bez konieczności wczuwania się.
-
Leszku, [ i inne mądrale mądre]
Mamy z Wojtkiem pytanie odnoście prawidłowości drogi związkowej/partnerskiej, mianowicie,
Spieramy się kto ma rację;p
Wojtek twierdzi [i pozwolił napisać ], że jesli czuje z kims harmonię to chce rozwijac znajomość na maxa i jeśli ta osoba np nie chce tego maxa tylko chce samej przyjaźni- to on rezygnuje, z Całości - coś takiego. Jakby nie umiał korzystać z tego co mu ktoś daje tylko chce wszystko od razu:) I z chęcią po maxie leciałby z różnymi osobami jednocześnie harmonijnymi. Dla Wojtka to ok gdybym była z nim i miała harmonijną z nim siostrę z którą tez mógłby być, dla niego nie ma podziału na związek miłości i związek partnerski, po prostu utrzymywał by z nami "pełna harmonię", tzn jakby chciał się kochac ze mną to by to robił, a jakby chciał z moja siostrą to tez by to robił.
Moja droga z kolei jest taka, ze rozrózniam relacje miłości, które tworzę bez względu na płeć i tutaj jest duża bliskość. Rozróżniam tez relację partnerską, która zawiera relacje miłości ale jest wzbogacona np o intymność, wspólne doświadczanie życia, wybór, że z tą osoba jest mi najlepiej i z ta osobą chce być najbliżej. Dla mnie bliskość z jedną osobą jest wystarczające i az nadto piękne [ tak sobie wyobrazam] bym chciała pomnazac doświadczenia z innymi. A Wojtek nie ma nic przeciwko.
Ja uwarzam, że on ma problem, a on uwarza, że ja mam problem:)
Myślę że on ma :p aczkolwiek imponujące jest dla mojej podświadomości że jest otwarty na tak wiele osób, ale zdaje sobie sprawe z tego, że to raczej wzorcowa jazda u niego, podejrzewam nawet, juz tak paradoksalnie, że to tłumiony lęk przed bliskościa u Wojtka.
-
Z tego co wiem od terapeuty to można kochać i czuć dużą bliskość z wieloma osobami.
Jedynie uczucia seksualne należy mieć skierowane do jednej osoby.
-
Ola22
Jestem w podobnej sytuacji jak ty. Gdziekolwiek się znajdę to ściągam do siebie wszystkie syfy. U mnie to zachodzi automatycznie i nie pomaga mi odcinanie się. Po prostu sama się otwieram na te syfy, bo inni w tej samej sytuacji nie wpuszczają do siebie tego i czują się dobrze.
Ja widzę to tak.
Jestem na poziomie energetycznym niskim, w takim świecie gdzie współbrzmię z tymi syfami. Aby się od nich odciąć muszę wejść do innego świata, na wyższy poziom. Wtedy syfy będą sobie płynąć poniżej mnie, a ja będąc ponad nimi, nawet nie będę ich zauważać.
Jeżeli wciągasz te syfy to znaczy że masz taką potrzebę. Muszą ci być do czegos potrzebne
-
Ola22
Też, ale niekoniecznie.
Można być na niskim poziomie i nie zbierać syfów. Głównie chodzi o nasze mechanizmy i wzorce.
Ja mam tak, że też łapię syfy, ale juz dużo mniej niż kiedyś. U mnie przyczyną tego jest mechanizm dowalania sobie poprzez innych.
Można mieć aurę zamkniętą na negatywne wpływy.
-
Olga
Wygląda na to. że lepiej jest tak, jak Ty masz. Z wieloma osobami taka bliskość traci chyba swoją istotę.
Ktoś powiedział, że człowiek ma 2 uszu, 2 oczu i 1 serce, po to by to drugie serce znalazł w drugim człowieku.
Jak by człowiek miał kilka serc to pewnie mógłby je rozdać wielu osobom.
Były różne szkoły duchowe i doktryny religijne- patrz islam.
-
Dzięki za odpowiedzi :):):)
Ja boję się po prostu, że jak będę spokojna to będzie wpływało do mnie wszystko jak leci i będę jak zwykle zmulona i nieświadoma jak kiedyś.
Mateusz
napisałeś, ze można mieć aurę zamkniętą na negatywne wpływy, no tak można ale jak się przebywa w negatywny środowisku, to na co to się zda ? Ja mam taki mechanizm, że włąśnie musze sie wczuwać, żeby odróżniać ;/;/
Na codzień nie jestem w stanie medytacyjnym wiec syf od niesyfu w jaki sposób odróżnię jak nie poprzez wczuwanie i analizowanie, to będzie jakieś natchnienie, myśl ?
Czuję, że muszę mieć to porównanie pozytywu do negatywu, bo jeśli nie, to mam takie przekonanie, że będę żyła w utopii, że nawet jak będę brudna to niby będzie ładnie pięknie, będę happy, "będę patrzyła na to światło i nie bede zauważała, że to światło nie jest czyste"
-
Ola22
Zamiast koncentrować się na negatywnym wpływie środowiska w którym się znajdujesz, koncentruj się na ochronie, że jesteś poza zasięgiem syfów.
A to co opisujesz z odróżnianiem poprzez wczuwanie i analizowanie, to poprostu dostrajanie się to tego wszystkiego, co prowadzi do ściągania na siebie syfów.
Nie musisz mieć tego porównania pozytywu do negatywu, i innych analiz, porównań, stopnia czystości; poprostu to przyjdzie z czasem, że bedziesz wiedziała co jest dla Ciebie korzystne, a co nie. To świadomość, która przyjdzie z czasem, to się czuje. To nie wynika z analizowania i zastanawianie się.
-
Mateusz
"A to co opisujesz z odróżnianiem poprzez wczuwanie i analizowanie, to poprostu dostrajanie się to tego wszystkiego, co prowadzi do ściągania na siebie syfów."
Czy ja wiem ?... dawniej w ogóle nie zwracałam na to uwagi, a teraz chociaż wiem co jest co.
-
Mateusz bardzo ładnie to napisałeś:)
Te ludowe porównanie tez ma swuj urok, wiesz:)
Czasem ulegam dziwnym przekonaniom innych, gdy są pewni siebie, wręcz presjonują i gdy ja mam obciążenia w tym temacie- muszę nad tym popracowac i to mi uświadomiłeś przede wszystkim, dziękuję:*
-
Olga
Wyciągnęłaś mi bardziej na wierzch pewien temat u mnie:)
Moja pś bardzo nie lubi, jak jakiś bliski aniołek by chciał z wieloma, a nie tylko ze mną. Tak jak to piszesz o Wojtku.
Jakaś zazdrość o bliskość, miłość z innymi bardzo harmonijnymi aniołkami. Pomieszanie. Bo niby dlaczego się ograniczać, a z drugiej strony potrzeba, bym miała swoje miejsce ważności dla partnera- bliskiego aniołka.
Zazdrość polega na tym, że chcialabym być najbliższa, a nie że będą też inne równie bliskie. To by mi dawało poczucie, że znam swoje miejsce i jest ono właściwe. A inaczej to niepewność, konkurencja i chaos.
O dziwo wywala mi to także z bardzo bliskimi mi dziewczynami. Tu już nie o związek oczywiście, ale bliskość w relacji.
Odrzucenie przez najbliższe aniołki, że nie chcą mnie tylko coś innego, kogoś innego. Buuu.
Nie lubię wolnej woli, bo wtedy bliskie aniołki mnie nie chcą. Zawsze gdzieś odchodzą:(
-
Olga :)
Rozbawiałaś mnie tym okresleniem - ludowe :)
Laka
Taka zazdrość, jak piszesz, polegająca na tym, "że chcialabym być najbliższa, a nie że będą też inne równie bliskie" w związku partnerskim jest OK. Wiesz, jak sie spotykam z sytuacjami, w których partner potrafi "zawalczyć" o partnera w sensie, pokazać, że mu bardzo zależy na tym związku, że ten partner jest dla niego najwazniejszy, to jestem pełen podziwu.
Takiego związku życzę Wam i Sobie :)
-
Przyznam że zaciekawił mnie problem, która opisała Olga odnośnie wolnej amerykanki w związkach.
To jak wygląda związek to kwestia wzajemnych oczekiwań, jest to pewnego rodzaju niepisana umowa między ludźmi. To, że w skład związku partnerskiego wchodzą tylko dwie osoby, to kwestia kultury w jakiej żyjemy, społecznych przekonań i wyobrażeń. W większości społeczeństw monogamia jest uznawana za jedyny normalny i zdrowy związek. Wyobrażenie o tym, że właśnie tak powinny wyglądać zdrowe związki jest więc bardzo głęboko w nas zakorzenione i na samą myśl o tym, że mogłoby być inaczej, rodzi się bunt. I w tutejszych warunkach jest to bunt poniekąd uzasadniony, ponieważ jaki sami często widzimy - mało komu udaje się spotkać przynajmniej jedną 100% harmonijną partnerkę, a co dopiero dwie naraz. W takim aniołkowie mogły się aniołeczki przenikać ze sobą, doznawać głębokiej i intymnej miłości z różnymi osobnikami i było to naturalne, przynajmniej wśród grup, które nie zdążyły się zasyfić.
Druga rzecz - nawet jeśli mamy taki 100% harmonijny trójkąt - nie oznacza to jeszcze, że musimy się tak bawić. Z reguły powinna nam ta jedna osoba starczyć, ale nie można wykluczać przypadków, gdzie te osoby chcą się sobą dzielić w trójkę, bo im to jest z jakiegoś powodu na rękę(np. często są w rozjazdach).
Ta zazdrość o osobę trzecią, to potrzeba posiadania partnera na własność, wywierania presji że pewne rzeczy może on dzielić tylko ze mną, a nie z kimś innym, Myślę, że to normalna reakcja na etapie większości ludzi, ale w okolicach oświecenia powinna już zaniknąć.
Tutaj duże znaczenie mają wyobrażenia na temat seksu, tego że to taka specjalna rzecz tylko dla dwojga. Na pewno pamięć mnożenia partnerów na bazie wzorców UNA, sprawia że na samą myśl o seksie jednej osoby z dwiema różnymi zaczyna wywalać i się kojarzyć właśnie z tym. A przecież w tej potencjalnej sytuacji trzech 100% harmonijnych osób, wspólny seks może być pięknym aktem miłości i bliskości, która wcale nie musi być ograniczana do dwóch osób.
Oczywiście to wszystko się tyczy potencjalnej i bardzo mało prawdopodobnej sytuacji. Dla osób, które do oświecenia mają jeszcze kawałek i mają swoje związkowe obciążenia - powinien monogamiczny związek być w pełni wystarczający. Po za tym, jak widać - tutaj większość osób ma problem, żeby znaleźć chociaż jedną tak dobrze dobraną osobę, a co tu dopiero mówić o dwóch.
Po za tym nie ma co za bardzo rozkminiać, bo takie rzeczy przyjdą same z czasem - na razie póki czujemy potrzebę posiadania partnera na własność - właśnie tak róbmy, bo to chodzi żeby się w związku czuć dobrze, a nie żeby na siłę realizować zgodnie z tym co się "powinno" po oświeceniu :)
Warto tylko spojrzeć z szerszej perspektywy i zaakceptować, że na pewnych etapach może być zupełnie inaczej, że nawet najbardziej fundamentalne sprawy mogą się zmieniać - no, ale na wszystko przychodzi swój czas.
-
Olga
Zresztą dla mnie rozwiązanie problemu jest banalnie proste. Gdyby Ci pasował taki trójkąt to ok, ale jeśli Ci nie pasuje, a Twój partner by twierdził że to Ty masz problem i że on sobie może na to pozwolić, bo czuje się z tym w porządku - to rzeczywiście może sobie na to pozwolić - tak samo jak Ty możesz sobie pozwolić na rzucenie go w cholerę i związanie się z kimś, kto chce tego samego w związku co Ty :)
Bo tu nie chodzi o to, czego konkretnie ludzie chcą czy powinni chcieć w swoich związkach, ale o to, aby chcieli tego samego, niezależnie od tego, co by to nie było.
Jest ogromna różnica w tych dwóch podejściach - dostosowywanie się do wyobrażeń o tym jak powinien wyglądać idealny, rozwojowy związek i czego niby powinnaś w takim związku chcieć, a zwykłym realizowaniem dokładnie tego, czego Ty w danej chwili chcesz od związku.
-
Clint,
`Bo tu nie chodzi o to, czego konkretnie ludzie chcą czy powinni chcieć w swoich związkach, ale o to, aby chcieli tego samego, niezależnie od tego, co by to nie było.`
Tak, dokładnie:)
Oczywiście biore pod uwagę kulture w której zyjemy itd, biore tez pod uwagę że zarówno jak i w monogamicznym związku jest co oczyszczać, tak i w poligamicznych jest tymbardziej- i w przypadku akurat Wojtka- uwarzam, że nawet jak to jest ok, to i tak nie jest to takie czyste.
Wyjdźmy poza kulturę, obyczajowość i karmę, wsłuchuję sie co wj ma mi do powiedzenie na ten temat i mówi hmmmm
Miłość to stan gdy otaczasz ją siebie i każdego innego, możesz przytulać się, przenikac miłością w grupie bliskich istot, jest to naturalne wtedy i oczywiste, niemniej tutaj, w drodze którą przeszliśmy, szlachetnym jest sex z partnerem, zdrowy dla ciała, miłość w 2 ciałach, zgodnych wobec siebie
Gdy pytam o poligamię, czuję taki przekaz: w poligami nieosiagniesz tego co w monogami i na odwrut, lecz to 1sze jest bogatsze i właściwe takze ze względu na skupianie energii [ o energie chodzi, jej krążenie]
-
Dodatkowa inspiracja jest taka : im prościej, tym lepiej
-
W poprzednim wcieleniu byłam hipiską, wiadomo jakie oni mieli podejście do związków. Byliśmy grupą bliskich aniołków i się tak seksiliśmy ze sobą, bo to tak fajnie, bez ograniczeń, wolność w miłości. Aniołkowo. Niestety wynikało z tego wiele pomieszania, zranienia i zazdrości. Dla mnie skończyło się zresztą dość tragicznie.
Wiem, że w poprzednich wcieleniach też należałam do osób dość rozwiązłych związkowo. Takich też miałam partnerów. I ani ja nie byłam szczęśliwa i spełniona, ani moi partnerzy. Taki stan rzeczy pogłębiał jedynie karmiczne zranienia, żale, pretensje, rywalizację między naszą grupą, walki. Niektóre z nich do dziś się tego boją, choć już ja akurat tych wzorców nie przejawiam. Mnie już nie ciągnie, natomiast te inne aniołki w tym wcieleniu jeszcze ciągnęło, choć z drugiej strony były strasznie o mnie zazdrosne i przekonane i moich rzekomych zdradach, kręceniach na boku, paranoja. Choć po moim ostatnim wcieleniu totalnie nie mam na to ochoty.
Nie znam też osób które byłyby spełnione w takich układach, jak dla mnie to jest to objaw lęku przed bliskością, głęboką relacją, tak jak Olga zasugerowała.
Z tą moją zazdrością, to ona się objawia wobec bardzo bardzo harmonijnych istotek. Czuję, że ona nie jest na czysto, zdecydowanie nie jest.
Dodam jeszcze, że te hipisowskie klimaty i trójkąty i inne, to był poligon do przejawiania wzorców odrzucenia.
Moja pś wiąże niestety miłość , bliskie mi istoty z atakami energetycznymi.
Jedna bliska mi istotka z drzewa mówiła mi, że jej wywalało odrzucenie przez aniołki, potem przez grupę, bo jako pierwsza się indywidualizowała. Ja mam natomiast tak, że jestem odrzucana i atakowana, gdy przejawiam wysokie wibracje, harmonię i otwieram się na miłość.
-
Laka, a gdzie żyłaś w ostatnim wcieleniu?
Pytam się, bo też byłam hipiską w ostatnim wcieleniu - w Stanach. Akurat w temacie związków to mnie nie obciążyło, tylko w temacie nieprzytomności - umarłam z przedawkowania.
-
Małgosia
Kalifornia, ja też umarłam w ten sposób.
-
:)
Ja nie pamiętam jaki to był stan, ale na pewno było ciepło, jeźdzliśmy busem pomalowanym w radosne, kolorowe kwiaty:).
-
Małgosia
Ja uwielbiałam jeździć z moim ówczesnym chłopakiem po piaszczystych drogach terenowym( chyba wojskowym) autem, słuchając muzyki.
Do dziś uwielbiam taką jazdę;)
Ostatnio odkrywam też, że od dziecka byłam inna, w tym sensie, że jakby nieprzyzwyczajona do Polskich warunków, zwyczajów, pogody, też wzorców. Jeszcze w tamtych klimatach siedziałam.
A nieprzytomność to też był od zawsze dla mnie problem. Zwłaszcza w szkole, ja chyba studiowałam i ćpałam tam. Potem mi to się odnawiało( takie stany) w szkole. Okropne to było.
Mogłabyś coś doradzić, tak z doświadczenia przy odreagowaniu takiej karmy? Na co zwrócić uwagę itp.
-
Ja tez przedawkowałam w ostatnim wcieleniu (złoty strzał), do tego w całkowitym bezsensie życia, świadomie (na tyle na ile można było świadomie w permanentnej nieprzytomności;). Jakaś moda była czy co? ;-))
Nie byłam jednak hipisem, a dokładniej - typowym hipisem, choć się z nimi zadawałam (-em;) - szczególnie z hipiskami i kumplem z woja-hipisem, z poboru. Ja byłam w tamtym życiu w woju z powodu wzniosłych idei obrony słabszych, kobiet dzieci i ojczyzny. Szybko mi wtedy ten idealizm minął, zastąpiony rozgoryczeniem, rozczarowaniem i bezsensem.
I to mi jeszcze czkawką w tym życiu też się objawia - a co mi na to pomaga, to świadome skupianie się na trzeźwości i przytomności, zajmowanie się tym, co lubię, co przynosi mi radość, puszczanie napięć i nadmiernej kontroli, świadome ćwiczenie się w reagowaniu innym niż rozczarowanie, rozgoryczenie czy frustracja, szczególnie na "niepowodzenia" i kiedy świat/ludzie okazują sie inni, niż mi się wydawało lub na to liczyłam;), oraz uwalnianie się od automatyzmu wpadania w bezsens. A jak się złapie na tym, ze się otępiam i znieprzytamniam, to zamiast się na siebie wkurzać, irytować, jak kiedyś robiłam, zaczynam na spokojnie skupiać się na korzyściach z trzeźwości i przytomności, poczuciu bezpieczeństwa i wyrabianiu w sobie wiary, że moje działanie ma sens, mimo ze czasem nie od razu ten sens i sukces widać :)
Może nie całkiem w temacie pytania, ale jakoś mnie naszło ;)
-
Hydrozagadka
:) Do mnie coś chyba znów wraca ten temat. Z wielu stron.
-
A ja możliwe że w ten sam sposób jako hipis właśnie umarłem, choć szczerze mówiąc tego momentu nie pamiętam (może właśnie z tego powodu?)
-
Laka,
<Mogłabyś coś doradzić, tak z doświadczenia przy odreagowaniu takiej karmy? Na co zwrócić uwagę itp.>
Mnie to głównie nieprzytomność obciążyła, jak pisałam. Byłam tak nieprzytomna podczas sesji, że nawet nie pamiętam, kto mi ją prowadził. Odreagowanie standardowe jak przy narkotykach plus śmierć w błogości narkotycznej. To było najtrudniej puścić, takie odpłynięcie i już jest dobrze.
To wcielenie przypomniałam sobie dosyć dawno, nie bardzo pamiętam szczegóły i chyba jakoś specjalnie nad nim nie pracowałam. Po prostu ogólnie z trzeźwością i przytomnością w życiu, rozwoju itp.
Z tych czasów został mi pociąg do kolorowych ubrań i spore poczucie wolności. Tego nie będę uwalniać :)
-
Widzę, że sporo nas tu hipisów ;)
-
Tak, nie myślałam, że aż tyle. Znam jeszcze trochę innych z tego wcielenia mojego:)
Małgosia
Poczucie wolności...dziś miałam sesję. Znów mi wali nieprzytomność, doszłam do tego że mam taki mechanizm gdy nie mogę sobie z czymś poradzić. Chodzi o jakieś misje, kodowanie poczucia winy, obwinianie, obładowywanie powinnościami, obowiązkami. W ty wcieleniu przed tym bardzo uciekałam( tu chętnie w nieprzytomność), chciałam się od tego odciąć. Dziś w sesji uswiadomiłam sobie, że w tamtym wcieleniu było to samo.
Chodziło też o presje i ataki otoczenia, wciskanie w jakieś role, oczekiwania itp
Teraz spotykam się z różnymi ludzmi na codzień, nierozwojowymi, DDA i znów mi się nieprzytomność włącza, moje 3 oko świruje. Cieżki to temat. Nieprzytomność potrzebna by się nie bać.
Jak przestałam uciekać od obowiązków, zajęłam się materią, to pś wskoczyła mi z tymi wzorcami i radzę sobie w materii dobrze i coraz lepiej, ale jakim kosztem...i nieprzytmność się włacza, by jakoś to wytrzymać. To też taki sposob radzenia sobie z bezsilnością, poczuciem niemocy wobec tych zachowań ludzi wokoło.
-
"Nieprzytomność potrzebna by się nie bać. (...) sposób radzenia sobie z bezsilnością, poczuciem niemocy wobec tych zachowań ludzi wokoło."
Mam dokładnie ten sam mechanizm - nieprzytomność włączająca się w stresowych sytuacjach, kiedy boję się podjąć np.: decyzję, przy frustracji, poczuciu niemocy, niezrozumieniu ludzi dookoła... upierdliwe. Najlepiej na mnie działa, jak staram się świadomie wyłapać, ze właśnie odpala m się nieprzytomność i wtedy skupiać się na trzeźwości, przytomności, bezpieczeństwu i puszczaniu prób nadmiernego wczuwania się w innych i ich zrozumienia. Czyli przede wszystkim świadome wyłapywanie i przeciwdziałanie u mnie na to działa. Choć dekret na trzeźwość i przytomność też jest bardzo przydatny :)
-
Hydro
Ja na na razie doszłam do tego, że chodzi o moje nieprzystosowanie do życia wsrod ludzi, którzy mnie zupełnie nie rozumieją, nie mogę być sobą, pokazywać jaka jestem na prawdę, bo zostanę zle zrozumiana, osądzona, oskarżona i poniosę jakieś tam konsekwencje, albo ataki, albo zostanie mi coś odebrane, więc z założenia się ukrywam, wręcz dostosowuję to aktualnego otoczenia. Jedyne co czuję, że mogę to wybierać otoczenie, jednak też jest to ograniczone do pewnego stopnia. Do tego dochodzi przekonanie, ze Bog mnie nie chroni, nie jest w stanie zapewnić mi tego wszystkiego co najlepsze. Stąd nie wybieram Boga tylko przymusowo ludzi i inne istoty, staram się przystosować. To z kolei powoduje zanizenie poczucia własnej wartosci, niemoc, poczucie bycie ofiarą, niezasługiwanie na miłość i harmonie. Ale też nie wierzę, że mogę w miłości i harmonii funkcjonować, zwlaszcza w materii. Chodzi także o pracę i załatwianie spraw, w kontekscie relacji z ludzmi. Do tego nie tylko o ludzi chodzi, ale tez o bliskie istotki, ktore wcale nie chca Boga i milosci, harmonii, a jedynie poglebianie indywidualizacji.
To ostatnie mnie chyba jeszcze najbardziej rusza na serduchu.
To jest myślę podstawa wszystkiego, reszta to juz pochodne.
-
Mam jeszcze takie pytanie odnośnie medytacji.
Jak pomedytuje, to mam potem wrażenie, że czuje wszystko i wszystkich, mam kontrole i wiedzę no dosłownie o wszystkim (tak mi się wydaje), czy to jest prawidłowe ?
Czuję, że powinnam skupiać sie tylko na sobie, a nie na TYM wszystkim co jest wokół mnie, a po medytacji jakoś otwieram się na to wszystko. W sumie ciężko mi sie pozbyć tego uczucia , bo wtedy czuje większą kontrole, a jak skupiam się na sobie to czuje się taka zamulona, przygaszona, nic nie wiem...
-
A czy jesteś w stanie znaleźć i poznać siebie, mając wiedzę o wszystkich i wszystkim innym?
-
Właśnie tego nie wiem :)
No ale jak będę skupiała się wyłącznie na sobie, to o niczym innym nie będę wiedziała. Podam przykład.
Na sawannie rośnie sobie akacja, co jakiś czas pada na nią deszcz. Drzewo jest zadowolone, jest ładnie, jest pięknie. Ale od jakiegoś czasu przychodzi pod to drzewo słoń i uwielbia je obsikiwać, jednak akacja nic sobie z tego nie robi, bo dalej myśli, że to deszcz.
Hehe taki śmieszny przykład, ale własnie o to mi chodzi, że własnie jak będę skupiona tylko na sobie nie będę nic wiedziała o niczym, będę zaślepiona tylko na jedna opcję.
To zamulenie i skupienie na sobie jest dobre ?
Wydaje mi się, ze powinnam mieć wiedzę i o tym co dobre i o tym co złe i to kontrolować, mieć porównanie.
-
To zamulenie przy skupianiu się na sobie, świadczy o jakichś oporach przed poznaniem siebie, czy o zniekształceniu postrzegania siebie (swojej natury).
Jak będziesz skupiona wyłącznie na boskiej naturze w tobie, to nie będziesz wiedziała niczego co nie byłoby pożyteczne, a będziesz wiedziała wszystko co potrzebne. Na miarę realizowania się tej natury. Rzeczywiście jest się wtedy nastawionym tylko na tę jedną opcję. Tylko że nikt nie ma możliwości obsikać.
-
W takim razie, co to znaczy być trzeźwym i przytomnym , jak tylko widzenie rzeczy takich jakimi są naprawdę.
Przecież nie wszystko jest dobre, a skupienie na pozytywach nie uchroni nas przed rzeczywistością.
-
Mając kontakt z boską naturą w sobie udaje się odróżniać to co dobre od tego co niekorzystne, szkodliwe itd. To nie ucieczka od rzeczywistości w świat pozytywnych wyobrażeń.
-
Ola
Ja widzę że te wszystkie twoje wątpliwości i wzmożona potrzeba kontroli bazują na lęku.
Gdy bedziesz się czuć bezpiecznie to nie będziesz musiała wiedzieć wszystkiego o wszystkich i nie bedziesz się bała że słoń cię obsika bo bedziesz miała pewność że tak się nie stanie.
Ja na twoim miejscu pracowałabym nad poczuciem bezpieczenstwa.
-
Inga, może to jest i myśl, jednak bardziej chodzi mi o tą wiedzę, skąd mam wiedzieć że coś jest dobre a co nie. Bo, jeśli będę czuła tylko to dobre, to jak odróżnię dobre od złego :)
-
Jeśli wiesz co to jest A, to wiesz jednocześnie że wszystko co nim nie jest, jest B :)
-
Jeśli sikanie akacji za szkodzi, to poczuje się gorzej (bo zna siebie). Jeśli nie poczuje się gorzej, to po co jej poznawać słoniowe siki? ;)
Nie trzeba przejmowac sie opiniami ludzi, ze siki sa fe. Poki nie szkodza, nie sa. Np na pustyni woda jest dosc rzadka, wiec pewnie to sikanie wychodzi jej nawet na korzysc :)
-
No tak ale po co ma czuć się gorzej, jeśli może wiedzieć że siki są niezdrowe, i uniknąc skutków obsikania (czyli poczucia się gorzej), tylko że jak ktoś tego nie wie to odczuwa na własnej skórze :(
eh jaka szkoda,że własnie ciągle trzeba to odróżniać, to takie męczące :(
-
No nie moge tego zrozumieć i tyle ;/
-
Właśnie fakt, że się dostrajasz do otoczenia żeby się męczyć z odróżnianiem sprawia, że jesteś duuuuużo bardziej podatna na ten syf z otoczenia i odczuwasz go bardziej niż inni. Przez to dostrajasz się jeszcze bardziej, wysilasz z odróżnianiem jeszcze bardziej i coraz więcej syfu przyciągasz - to jest błędne koło. Jeśli chcesz z niego wyjść to musisz zacząć działać w drugą stronę - wyluzować, przestać się tak przejmować swoim otoczeniem, skupić się na poczuciu bezpieczeństwa i niezależności.
Gdy twoja podświadomość nie będzie miała żadnego interesu w podłączaniu się pod syf, a będzie zainteresowana jedynie tym co korzystne to tak to wszystko będzie działać i nie będzie takiej możliwości, aby Cię coś obsikało. Musisz po prostu zaufać, że to się samo będzie dziać. Podświadomość wie jak działać - zresztą pomyśl sobie choćby o oddychaniu gdy śpisz. Nie kontrolujesz tego w żaden sposób, nie pilnujesz tego, aby pamiętać o oddechu i jakoś się nie udusiłaś, bo Twoja pś sama wie jak o to zadbać. To samo się tyczy rzeczy, które spotykają Cię w życiu - przyciągasz tylko to co jest zgodne z Twoimi programami w pś i to się dzieje samoistnie. Jeśli nie chcesz syfu w swoim życiu, to programuj pś na przyciąganie czegoś lepszego, a ona sama z siebie będzie to coś lepszego wybierać, unikając syfu.
A druga rzecz - po prostu medytuj i praktykuj. Z czasem zacznie przychodzić świadomość jak to wszystko działa. Teraz próbujesz to wszystko ogarnąć "na rozum", a tak się nie da - możesz co najwyżej jedne wyobrażenia zastąpić innymi.
-
<Bo, jeśli będę czuła tylko to dobre, to jak odróżnię dobre od złego :>
Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji.
Podaj przykład takiej sytuacji gdy czułaś tylko dobre i bałaś się że nie dasz rady odróżnić dobrego od złego.
Ja tu widzę brak logiki. Jakieś błędne założenie.
-
Niestety ciągle żywe jest przekonanie, że nie ma dobra bez zła, światła bez ciemności, miłości bez nienawiści itd. Do tego wierzy się, że po latach tłustych muszą przyjść chude...
A przecież najwyższe dobro może istnieć bez najgorszego zła a po latach szczęścia mogą przyjść kolejne lata i to jeszcze większego szczęścia.
Jeśli wybierzesz kolor zielony, to czy przestaniesz go odróżniać np. od brązowego? Nie, jeśli nie jesteś daltonistką :)
Dlatego warto nauczyć się rozróżniać dobro od zła, polegając na intuicji, z korzyścią dla nas i innych, by nie zostać duchowym daltonistą.
-
Lucjan
bardzo ładnie to ująłeś :)
Takie myślenie funkcjonuje w różnych dziedzinach. Jest nawet przysłowie, że raz się jest na wozie raz pod wozem.
Ludzie mają więc takie oczekiwania, że po czasie powodzenia, musi nastąpić niepowodzenie. Tego niestety nauczają różni mistrzowie.
Sam tak miałem. Ja miałem jeszcze taki wzorzec: myslałem, że bez przeżycia tych negatywnych doświadczeń nie można, doświadczyć pozytywnych. Najpierw trzeba przerobić tę ciemną stronę życia, żeby dopiero można było doświadczyć jasnej strony życia.
A to wszystko zależy od naszych wyborów i programów.
-
Bo to jest prawda, ze nie ma dobra bez zła,, bez tego nie byłoby rozróżniania i wyboru (wolnej woli). Jakby był tylko kolor brązowy to ludzie by zapomnieli po jakimś czasie o innych kolorach.
-
Jakby każdy realizował w swoim życiu tylko jeden kolor (Najwyższe Dobro) to źle nie byłoby nikomu:) Fakt że pamiętać wtedy o innych kolorach nie trzeba, ale też nie potrzeba, skoro nie ma się intencji ich przeżywania. Bez zła jest wolność wyboru i zdolność rozróżniania. Nawet jeśli w danej chwili w żadnym miejscu na świecie nie realizuje się zło (zaprzeczanie swojej naturze itp.) zawsze jest wolność wyboru do jego realizowania. Zdolność rozróżniania też istnieje bez zła - ale traci się ją gdy uważa się że wszystko to dobro, albo że wszystko ma taką samą jakość. Przez takie przekonanie można zamydlić sobie oczy i wyłączyć "czujnik bezpieczeństwa". No ale wybór Najwyższego Dobra (Boga, boskich energii) nie polega na wmówieniu sobie że nic poza nim nie istnieje, tylko na dostrojeniu się do niego i przeżywania tylko niego. W tak wybranej rzeczywistości, zło nie istnieje i nie ma potrzeby istnienia.
Faktem jest że wolna wola nie istnieje bez możliwości wyboru zła (zaprzeczania swojej naturze), ale istnienie samego zła nie ma wpływu na istnienie wolnej woli. Ona istnieje bo zawiera w sobie wszystkie możliwości, które jednak dla jej istnienia nie muszą zaistnieć.
I jeszcze co do zdolności rozróżniania - jeśli wie się jaki kolor jest złoty, to nie trzeba wiedzieć (wczuwać się) jakie są kolory inne:) Bo znając dokładnie złoty kolor, zdajesz sobie sprawę że wszystko co nim nie jest, jest czymś innym. Więc nie musisz mieć jakiejkolwiek innej wiedzy ponad to:) Pod warunkiem że nie interesuje Cię żaden inny kolor. Wszystko o jednym kolorze, cała wiedza na jego temat, znajduje się w nim samym. Bo co można się dowiedzieć o kolorze zielonym, patrząc na kolor żółty? :) Faktycznie można mentalnie, intelektualnie zbadać (czyli wysnuć wnioski) różnice między nimi, ale taka znajomość różnic między nimi, niekoniecznie ma wpływ na wybór i trzymanie się jednego koloru. Do tego wystarczy zainteresowanie tylko nim i znajomość jego samego.
-
Musze ten temat jeszcze dokładniej przemedytować, bo z jednej strony wychodzi mi jakas zachłanność na emocje i doświadczenia, a z drugiej jednak cos mi mówi, ze należy każde doświadczenie transformować w wyższe energie, a broń boże nie odrzucać, bo to od czego się odcinamy coraz bardziej sie do nas będzie dobijać. I juz zaczynam sie gubić czy to jest zachłanność czy mądrość.:)
-
Jak Cię nie ciągnie do smroda, to smroda nie ciągnie do Ciebie:) No, przynajmniej gdy jest już zdecydowanie na wybór Boga :)
-
To prawda, ale jeśli już nam sie przydarza cos mało przyjemnego, to jednak znak żeby sie tym zająć (transformacja uczuc, oczyszczanie intencji), a nie jak ludzie często robią - odrzucają i oburzają się, ze "ten smród" śmie sie do nich w ogóle doczepić. Jak by nie było haka to by sie nie doczepił.;)
-
Karina,
fajne z tym hakiem ;)
-
leszek, inni,
czy pamiętasz moment zaistnienia, tzn narodzin ?
-
Fia
Innymi słowy " mam na ciebie haka".;))
-
Czy jest sens kontemplować "bliskość" na 2 czakrze tak jakby to była cecha urzeczywistnienia? A może lepiej od razu sobie w ten sposób kontemplować całe afirmacje związane z bliskością?
Do tego dorzucam sobie jeszcze wizualizacje. Celem jest pozbycie się negatywnych skojarzeń z bliskością, zbudowanie pozytywnych i otwarcie na to, aby mieć ją w życiu :) Jakby ktoś miał jeszcze jakieś ciekawe pomysły to chętnie poczytam.
-
Witek
Rozwiń temat czym jest zło jako zaprzeczenie własnej natury.
Czy w każdym przypadku zaprzeczenie własnej naturze jest złem?
Czy gdy strzyga zaprzecza włąsnej naturze i robi coś dobrego to jest to zło?
Bo naturą strzyg jest destrukcja.
Mój ojciec działajac zgodnie ze swoją naturą bardzo mnie krzywdził.
Czy to było zło czy dobro?
-
Karina
Nawet jeżeli zapomni się o kolorze brązowym, to co z tego, skoro w naszym tu kontekście, nie byłby on nam do niczego potrzebny.
Dobro nie potrzebuje zła, by się przejawiać. Czy gdy się cieszysz np. jedzonym posiłkiem, to czy myślisz sobie - ach jak dobrze, że głodują w Afryce, bo dzięki temu doceniam to, że mam co jeść.
Inga
Zło zawsze pozostanie złem a Dobro Najwyższe - Dobrem Najwyższym i tu nigdy nie będzie kompromisu. Oczywiście ważne jest by nauczyć się rozróżniać jedno od drugiego, bo bez tego zajdziemy na manowce. Temu służy chociażby medytacja.
-
Ja uważam że nazwanie czegoś złem, jest kwestią umowną, no ale ogólnie można powiedzieć że t.zw. "zło" polega na zaprzeczaniu boskiej naturze. Nie pisałem do strzyg:)
Dodać warto że "natura" strzyg jest czymś sztucznym, bo one same są istotami tworzonymi w sposób ułomny na poziomie astralnym, mentalnym przez nieoświecone istoty. No ale to też jest kwestią umowną. Faktem jest że strzygi/demony zaistniały w wyniku głupiego pomysłu i mocno nieczystych intencji - w sposób niezgodny z boską naturą osób które je tworzyły.
-
Lucjan
To w takim razie podaj definicję zła.
Bo jak się o czymś mówi to musi być jasne o czym.
Bo stwierdzenie że zło pozostanie zawsze złem jest mało precyzyjne.
-
Ja nie wiem jak odróżnić dobro od zła i czym się różni dobro od zła.
-
Inga
"Nie wierzcie w jakiekolwiek przekazy tylko dlatego, że przez długi czas obowiązywały w wielu krajach.
Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że wielu ludzi od dawna to powtarza.
Nie akceptujcie niczego tylko z tego powodu, że ktoś inny to powiedział, że popiera to swym autorytetem jakiś mędrzec albo kapłan, lub że jest to napisane w jakimś świętym piśmie.
Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że brzmi prawdopodobnie.
Nie wierzcie w wizje lub wyobrażenia, które uważacie za zesłane przez Boga.
MIEJCIE ZAUFANIE DO TEGO, CO UZNALIŚCIE ZA PRAWDZIWE PO DŁUGIM SPRAWDZANIU, DO TEGO, CO PRZYNOSI POWODZENIE WAM I INNYM."
Budda
: )))))
-
Zło to po prostu brak dobra :) Na początek warto stosować jedną z zasad jogi Ahimsę, czyli po prostu nie krzywdzić: ani siebie, ani innych. Dla tych, którzy nie rozróżniają dobra od zła, przyda się także 10 przykazań.
-
To podaj taki przykład sytuacji obrazującej brak dobra. Bo ja sobie czegoś takiego nie potrafię wyobrazić.
-
Brak dobra? Na przykład pewną panią w Korei Północnej związano(także ręce z tyłu), w bezwładnej pozycji wstawiono do celi i kazano jej tak wegetować bez ruchu prze pół roku.
Zresztą gorsze rzeczy się dzieją i to nie tylko na wojnach, gdzie niepotrzebnie krzywdzi się innych.
-
Spodziewałam się odpowiedzi trochę na innym poziomie bo takiej to potrafi udzielic każdy przeciętny człowiek.
Leszek pisał że nie ma dobra ani zła, z czym ja się zgadzam, bo to są tylko kwestie umowne. Dobrem określamy to co jest dla nas korzystne a złem to co jest niekorzystne.
Istnieje tylko najwyższe dobro.
-
Jeśli zatem wcześniej znałaś odpowiedzi na swoje pytania, to nie rozumiem po co je tutaj zadawałaś. Jednak nie interesuje mnie to.
-
Inga
<Bo, jeśli będę czuła tylko to dobre, to jak odróżnię dobre od złego :>
Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji.
Podaj przykład takiej sytuacji gdy czułaś tylko dobre i bałaś się że nie dasz rady odróżnić dobrego od złego.
Ja tu widzę brak logiki. Jakieś błędne założenie.
Wydaje mi się (obawiam się), że jak będę czuła tylko to dobre to po prostu bede naiwna i o skutkach tego co złe bede musiała sie przekonać na własnej skórze ( tak jak to drzewo, które myslało, ze sik słonia to deszcz-przez co poczuło się gorzej ), dlatego czuje, że musze to wszystko wyczuwać, wczuwać się, odróżniać. Inaczej będę zaślepionia na jedną opcję, i nie bede wiedziała dlaczego poczułam się źle.
Dzięki za odpowiedzi, powoli przejaśniają mi temat.
-
Lucjan,
"Jeśli zatem wcześniej znałaś odpowiedzi na swoje pytania, to nie rozumiem po co je tutaj zadawałaś."
Póki nie jest się oświeconym, nawet jak zna się odpowiedź nie wiadomo czy jest ona prawidłowa. Zawsze pozostaje ta druga strona medalu.
-
Mi się wydaje, ze kluczem do tego są nasze uczucia, które czujemy w reakcji na jakąś sytuację, tzn jak czujemy: lęk, złość, wstyd itp. i je oceniamy negatywnie to automatycznie określamy jako złą dana sytuację. To się diametralnie zmieni jak przestaniemy oceniać nasze uczucia jako dobre lub złe. Przestaniemy wtedy oceniać wszystko inne, bo nie nam tak naprawdę oceniać.
-
Ola22
Mi się to Twoje pytanie o rozróżnianie dobra od zła kojarzy z czymś, co kiedyś przeżywałam. Pozwalałam sobie robić niefajne rzeczy i siedziałam cicho, bo przecież trzeba kochać każdą osobę, a im gorsze cechy przejawiała - to tym bardziej. To było tak jakby naćpanie "miłością".
Z trzeźwością i przytomnością postrzegania co się dzieje, to nie miało nic wspólnego.
-
Problem zła jest bardzo złożony w sensie różnych ujęć. W sensie filozoficznym zło jest brakiem dobra. Dobro może istnieć bez zła, ale zło nie może istnieć bez dobra.
Weźmy pod uwagę most. On jest dobrem. Jeśli po pewnym czasie na tym moście pojawi się dziura, to właśnie ona będzie tym złem. Dziura może istnieć tylko w moście, zaś sama dziura bez mostu nie istnieje.
Jest też zło moralne, duchowe i inne...
Wszystko może być kwestią umowną. Można zło określać innym słowem.
Coś dla jednego może być dobrem, lekarstwem, dla innego może być złem, trucizną.
Karina
Pierwsze rozróżnienie to pojęcia, które w tym środowisku już były ustalane:
uczucia są czymś pozytywnym więc nie są to lęk, złość, wstyd...
Co innego emocje.
Czy sam ocena, lub jej brak zmieni jak jakość naszych emocji.
Jeśli coś nas niszczy to czy możemy powiedzieć, że to przez nasze oceny, osądy?
-
Pisząc na takie tematy jak wcześniejszy używa się pewnych uproszczeń i skrótów myślowych takich jak właśnie "dobro" czy "zło" żeby się nie wdawać w zbędne szczegóły i łatwo opisać istotę problemu. Nie ma co się czepiać słówek i sposobu w jaki poszczególne osoby sobie definiują pewne pojęcia.
Osobiście jak już używam tych dwóch pojęć, to mam na myśli po prostu to co korzystne i niekorzystne.
W samym ocenianiu własnych emocji nie widzę nic złego, bo kluczowy jest tak naprawdę nasz stosunek do tej oceny, a nie ocena sama w sobie. Jeżeli np. poczuje w sobie nienawiść to mogę ją ocenić jako złą czy niekorzystną i teraz liczy się dopiero jaki mam stosunek do tego, że jest we mnie coś złego/niekorzystnego. Jeżeli akceptuje to, że są we mnie takie rzeczy, że jestem niedoskonały i podtrzymuje w sobie negatywy/zło/niekorzystne rzeczy to nie tylko to ocenianie mi krzywdy nie robi, ale wręcz może pomóc, bo w niektórych sytuacjach przyznanie się przed sobą, że dana rzecz jest niekorzystna może być krokiem ku uzdrowieniu.
Jeżeli jednak nie akceptujemy w sobie takich rzeczy - to zakazywanie sobie ocenienia może być zamiataniem problemu pod dywan na zasadzie "skoro czuje się źle, gdy oceniam coś w sobie jako złe, to będę udawał że nie widzę niczego złego w sobie". To daje pewną ulgę i względny spokój, ale nie jest rozwiązaniem - rozwiązaniem bowiem będzie nauczyć się akceptować to "zło" w sobie i umieć czuć się dobrze z własnymi niedoskonałościami.
Czyli krótko mówiąc - nie usuwać całego oceniania, ale negatywne reakcje występujące przy ocenianiu.
-
Jest taka przypowieść, na pewno większość ją słyszała:
Żył sobie we wsi biedny chłop, który miał jednego konia i jednego syna, którzy mu pomagali w pracy w polu. Pewnego pieknego dnia koń uciekł do lasu. Zbiegła się cała wioska i dalej użalać się nad wieśniakiem, - o jakie cie nieszczęście spotkało, co ty teraz zrobisz ? Chłop odpowiedział - czy to jest dobre czy to jest złe, tego nie wiem.
Minęło kilka tygodni i koń wrócił do domu i przyprowadził ze sobą stado dzikich koni. ZNowu sie wieś zleciała, tym razem wołając - ale cię wielkie szczęście spotkało-. Chłop odpowiedział - czy to jest dobre czy to jest złe, tego nie wiem.
Znowu minął jakis czas i syn naszego wieśniaka ujeżdżając dzikie konie, spadł i złamał nogę w dwóch miejscach. Zbiegła się cała wioska i dalej użalać się nad wieśniakiem, - o jakie cie nieszczęście spotkało, co ty teraz zrobisz ? Chłop odpowiedział - czy to jest dobre czy to jest złe, tego nie wiem.
Za niedługo wybuchła wojna, wszystkich synów z wioski wzięli do wojska, a syn naszego chłopa z powodu paskudnego złamania został. Znowu się wieś zleciała, tym razem wołając - ale cię wielkie szczęście spotkało-. A chłop tradycyjnie odpowiedział - czy to jest dobre czy to jest złe, tego nie wiem.
... itd.
-
Clint
Myślę, że sam proces oceniania, jest rzeczywiście czymś związanym z naszymi przeżyciami. I choć tego oceniania możemy nie wyrażać słowami: dobre złe, to na pewno ono decyduje o naszych preferencjach.
Ta ocena, to jak to czujemy, jak odbieramy, np przyjemne, nieprzyjemne itd, sprawia, że możemy podjąć działanie w jakimś kierunku.
W zasadzie słowo zło mi osobiście bardziej wiąże się z oceną moralną. Kiedyś często tego okreslenia używałem, choćby nawet w myślach, a obecnie chyba wcale, jest pejoratywne, może dla niektórych mieć związek z ze słowami kara, wina.
Jak mi się pojawia jakieś doswiadczenie przychodzi mi na myśl okreśenie, że co coś mi odpowiada, lub nie. Jak mi nie odpowiada to działam w tym kierunku żeby to zmienić.
Tak więc, ocenia (w czystej formie) jest, i potem, jak to pięknie opisałeś: "nie usuwać całego oceniania, ale negatywne reakcje występujące przy ocenianiu."
-
W ocenianiu siebie chyba wazne jest to, zeby siebie rozumiec, zeby rozumiec to wewnetrzne dziecko w sobie i obchodzic sie z nim z miloscia. Zadawac sobie pytania, byc szczerym w odpowiedziach. Zamiast oceniac siebie, lepiej siebie odkrywac. A potem "do renowacji" z calym majdanem, czyli do wspanialej potancowki z afirmacjami na przyklad.
-
Dodam jeszcze, że samo ocenianie często się ludziom negatywnie kojarzy, ponieważ każdy wielokrotnie spotykał się z różnymi niemiłymi konsekwencjami oceniania przez innych - szczególnie przez rodzinę, nauczycieli i pracodawców. Stąd dla wielu ocenienie czegoś jako negatywne jest jednoznaczne z pojawianiem się takich elementów jak krytyka czy kara. Z reguły też uczymy się oceniać siebie tak samo, jak oceniali nas inni. Jeżeli często nas krytykowano, to zazwyczaj też się krytykujemy za rzeczy, które negatywnie ocenimy w sobie. A tak wcale nie musi być, ponieważ możemy zawsze zmienić podejść do swoich ocen.
Jeżeli ja oceniam, to ja decyduje o konsekwencjach tej oceny. To ja decyduje jak i czy w ogóle wykorzystam tę ocenę. A wykorzystać można ją w sposób pozytywny - choćby po to, aby wyciągnąć konstruktywne wnioski, zdecydować się dokonać pewnych zmian w sobie, itp.
A jeśli chodzi o możliwość ocenienia czegoś w zły sposób (np. z powodu zaślepień czy braku świadomości pewnych rzeczy) - nie ma co się tego bać, bo popełnianie błędów to nic złego. Dopóki się swoich ocen nie traktuje śmiertelnie poważnie, umie się zachować odpowiedni dystans i jest się gotowym na zmianę swojej oceny, gdy pojawią się ku temu odpowiednie przesłanki - nic strasznego z takiej pomyłki nie powinno wyniknąć :)
No i samego aktu ocenienia bym nie traktował jako coś negatywnego, bo ile być może ten oświecony ocenienia w ogóle nie potrzebuje do niczego, to my ze swoimi brakami w świadomości i niedoskonałościami w postrzeganiu siebie i świata - potrzebujemy ocen, jako tymczasowego narzędzia do poukładania sobie pewnych rzeczy.
Na razie oceniam takie podejście jako korzystne :)
-
No i w sumie nawet świadomość rozróżniająca jest takim bezwzględnym narzędziem do oceniania "korzystne/niekorzystne", więc można powiedzieć że na swój sposób nawet Bóg ocenia. Straszne? Tylko wtedy, gdy się ma te wcześniej wspomniane wyobrażenia na temat oceniania. :P
W rzeczywistości ocenianie, to tylko oddzielanie ziarna od plew - nawet Bóg to robi - i dobrze, bo dzięki temu dostajemy towar najwyższej jakości, a nie wszystko jak leci.
Gdybym się upierał, że nie mogę oceniać, bom zbyt mały robaczek aby ogarniać tajemnice wszechświata, to bym zaprzeczał możliwościom mojej świadomości rozróżniającej. Co prawda w tym przypadku jest to proces w którym ocenianie zachodzi w nadświadomości (do mojej świadomości przychodzi tylko informacja o wyniku), ale jako, że w rzeczywistości jestem częścią WJ, to można powiedzieć że ocenia to Boska cząstka we mnie, a więc tak naprawdę ja :P
I choć tak samo jak ten chłop z opowieści nie będę w stanie przewidzieć wszystkich możliwych aspektów danej sytuacji - to dzięki świadomości rozróżniającej mam potencjalne możliwości, aby bezwzględnie ocenić daną rzecz jak mniej lub bardziej korzystną.
-
Moim zdaniem Boga nie powinno sie laczyc z ocenianiem. To nie Bog ocenia poprzez czlowieka, tylko czlowiek poprzez Boga ( bedac na Niego otwarty,przez Niego prowadzony, inspirowany, bedac z Nim w kontakcie - przez modlitwe na przyklad) albo przez nizsze ja, przez zakodowane wzorce.
Bog nie moze zniewolic, bo jest wolnoscia i szanuje wolna wole czlowieka. Nie narzuca czlowiekowi ocen. To czlowiek wybiera czy chce isc sciezkami Boga. Czy chce korzystac z podszeptow Boga - kodeksu moralnego ktory ma kazdy. Gdzie chce przylozyc szkielko i oko - do milosci czy jej odwrotnosci.
-
Rozumiem, ze kwestie dora i zla sa dla wielu waze i znaczące. Ale....
Podobno Bog nie ocenia. I podobno nie rożnicuje. I coś w tym jest.
A co?
Bóg jednakową milością obdarza wszelkie swoje Stworzenie. A więc nie uzależnia swej miłości od oceny ludzi. Ludzie jednak oceniają i od swych ocen uzależniają miłość, jaką darzą innych. Oceniają wszyscy, ktorzy nie doszli do stanu oświecenia, czyli patrzenia na innych, jak patrzy Bóg - bez uprzedzeń i oceniania. Ale...
Istoty oświecone NIEJEDNAKOWO traktują innych, choć obdarzają ich taką samą miłością.
Mamy też wrażenie, jakby Bóg niejednakowo traktował wszystkich.
To złudzenie, jakoby istoty pełne miłości róznicowały swoje oceny, a w ślad za nimi zachowanie.
Jednak ani Bóg, ani oświecone istoty nie różnicują ocen. Nie oceniają.
No to skąd się bierze róznicowanie zachowania?
To kwestia ludzkiej otwartości na to, co Bóg czy istoty oświecone mogą im dać. To kwestia wybou kilku opcji SPOŚRÓD nieskończonej ilości możliwych najlepszych wyborów! Tak naprawdę, róznicowanie zachowania Boga czy istot oświeconych wynika z ludzkiej otwartości (raczej jej braku) na to, co te istoty oferują. A oferują na pewno znacznie więcej DOBRA, niż ludzie chcą przyjąć.
Dobre / złe to oceny. Oceny ludzkie, a nie boskie. Złym nazywamy zazwyczaj to, co nam nie pasuje, co nauczyliśmy się potępiać. Dobrym zaś to, co zaspokaja nasze potrzeby i sprawia przyjemnośc. To subiektywne LUDZKIE i nieoświecone oceny. Bóg z nimi nie ma nic wspólnego. Również oświecone istoty nie dokonują takiego zróznicowania. Ale...
Bóg oraz oświecone istoty zauważają (nie uznają), że coś jest korzystne, bądź niekorzystne. Wspierają w tym, co korzystne, nie wspierają w tym, co niekorzystne. To, co REALNIE korzystne i najkorzystniejsze, jest zgodne z Najwyższym Dobrem. Reszta złego ,bądź dobrego, to efekt urojeń ludzi nieoświeconych.
Jeśli medytujemy i oczyszczamy intencje odwołując się do miłości i czystej świadomosci, wówczas możemy się stać świadomi tego, co dla nas korzystne lub niekorzystne. Jeszcze lepiej zauważamy to, kiedy uda nam się obserwować ciąg przyczynowo - skutkowy, czyli jeśli stajemy się świadomi KONSEKWENCJI takiego czy innego nastawienia bądź wyboru. I tu też trzeba zauważyć, że większośc ludzi zamiast rozwijania świadomości konsekwencji wyborow i intencji, opiera swoje oceny dobra / zła na uprzedzeniach swoich, bądź swych rodziców oraz autorytetów. Chcą wierzyć, nie chcą wiedzieć!
Tymczasem po drodze do stranu oświeconego - nieróżnicującego umysłu, konieczne jest przejście przez stan rozróżniania tego, co niekorzystne od tego, co korzystne. Najkorzystniejsze okazuje się to, czemu towarzyszy czysta miłość, radość, szczęśliwość. To jest procesz uczenia się rozróżniania tak, by wybierać to, co najkorzystniejsze i przyzwyczajać umysł do tego wyboru. W oświeconym umyśle przestaje się bowiem pojawiać to, co niekorzystne. Nie ma tam dla tego miejsca!
-
"Bóg oraz oświecone istoty zauważają (nie uznają), że coś jest korzystne, bądź niekorzystne. Wspierają w tym, co korzystne, nie wspierają w tym, co niekorzystne."
"Istoty oświecone NIEJEDNAKOWO traktują innych, choć obdarzają ich taką samą miłością."
Właśnie tak : ))))))))))
-
"Bóg oraz oświecone istoty zauważają (nie uznają), że coś jest korzystne, bądź niekorzystne. Wspierają w tym, co korzystne, nie wspierają w tym, co niekorzystne."
Ja to wsparcie czuje jakby to było miłe i delikatne przyciąganie, jakby magnes przyciągający do tego, co jest boskie, co jest zgodne z Jego wolą. Oczywiście jak PŚ ma w tym temacie dość czysto.
-
Karina
Czytając książkę: Żyjąc wśród Himalajskich mędrców - Swamiego Ramy, zwróciłem uwagę na daty w jego życiorysie. Wiele działo sie w okresie II wojny... Ludzie cierpieli i ginęli na całym świecie, walczyli i zabijali się. Swami Rama żył sobie w tym czasie w Himalajach, medytował, ćwiczył jogę, wędrował do różnych mistrzów i uczył się. Z tego co pamietam, to chyba ani jednym słowem nie wspomniał, że była wojna, tak jakby żył w innym świecie, albo w innych czasie. Może nawet celowo nie chciał wchodzić w ten astral wojenny i rozpisywać się jak to robili inni.
Nie bronił ojczyzny, nie zabijał, nikt go do niczego nie zmuszał, nie było rozkazów.
Nawet nie mogę sobie go wyobrazić w takiej sytuacji, "za dużo" w nim choćby miłosci.
Tylu ludzi nie może się otrząsnąć po karmie wojennej a tu Swami pięknie i pożytecznie spędzał czas :).
-
Mateusz
Właśnie tak.:)
-
kiedy tak sobie czytam i czytam co piszecie, to widze jakim laikiem jestem i jak mala mam wiedze, ale mam nadzieje ze to sie z czasem zmieni. Od pewnego czasu nie moge znalezc w swojej glowie odpowiedzi, jak to sie dzieje, ze na przyklad pracuje nad jakims tematem ( afirmacje, dekrety ), i jak juz mi sie wydaje ze mam z gorki, ze mam przepracowane ( czuje radosc i ulge ), nagle wydarza sie cos, calkowicie ode mnie niezalezne, dokladnie w tym danym temacie, i jakby chcialo mnie to wyrwac na sile, odciagnac na sile w kierunku starego myslenia i odczuwania. Co to oznacza? Ze jeszcze nie przepracowalam tematu? Przeciez uzywam bardzo trafnych afirmacji!
Albo: zastosowalam radykalne wybaczanie do jednej osoby i bylam szczesliwa, czulam sie w koncu wolna, myslalam ze odpuscilam. No wlasnie, myslalam. A potem jakby specjalnie na zamowienie znowu pstryczek w nos.( Najbardziej wkurza mnie to ze osoba ta, mimo ze rozwala wszystko dookola, to i tak spada na cztery lapy i wszystko uchodzi jej plazem, czego ona komletnie nie docenia i dalej ma pretensje). . To chyba znaczy ze jednak nie odpuscilam? Albo mam slonnosc do pielegnowania i miedlenia uraz? tylko ze mam tak tylko z ta jedna jedyna osoba. Dotyka mnie do kosci wrecz. Ona atakowala mnie od momentu poznania mnie. W bialych rekawiczkach. Tak zeby bolalo a nie bylo sladu. JAK SIE UWOLNIC od tych negatywnych uczuc wobec niej - jesli teoretycznie jestem obkuta w radykalnym wybaczaniu a nie chce mi zadzalac. Help!
-
A jakie są te uczucia wobec niej?
Może najpierw należy zaakceptować te uczucia, pozwolić sobie na nie, poczuć je mocno a potem się zastanowić do czego ci służą i jaką rolę pełnią.
-
Inga,
dobra wskazowka, wlasnie,dzieki. Wiesz, rzeczywiscie uczuciom tym towarzyszylo poczucie winy, ze jak ja moge cos tak brzydkiego odczuwac( ogromna pogarda, obrzydzenie wzgledem tej osoby ) - i odsuwalam od siebie to, zajmowalam sie czyms innym na sile. Ale probowalam sie ratowac przed tym bo pierwszy raz w zyciu czulam sie tak zasmiecona w srodku a nie chcialam tego , wiec pisalam afirmacje, pisalam listy do niej i je palilam, radykalne wybaczanie tez stosowalam, jak widac z mizernym skutkiem.CO ODCZUWALAM: po pierwsze:poczucie niesprawiedliwosci,ogromnej, ze ja sie staram i dlatego mam, a ona olewa i ma tak czy siak bo sie jej nalezy(jej zdaniem), a po drugie: ze w jej biedzie ja jej pomagalam i bylam otwarta na nia calym sercem,a ona nie dosc ze tego nie docenila to jeszcze mnie kosila jak sie dalo, i krzywda mi sie dziala bo ja ufnie spodziewalam sie milosci a dostawalam kopa, niezaleznie od tego ile szans jej dawalam i ile razy wyciagalam reke. Chodzi o tesciowa alkoholiczke. ( maz jest troche miedzy mlotem a kowadlem ale trzyma moja strone i nie raz sie wstawial za mna - mimo to czuje co czuje. Maz doradza mi zebym do niej nie chodzila - po co mam potem cierpiec )Troche te moje reakcje mimo wszystko wydaja mi sie za silne u mnie, podejrzewam ze moze chodzic o jakis problem we mnie. Raczej nie chodzi o zazdrosc, bo mam wystarczajaco milosci od mojego meza, a nawet jesli jest to zazdrosc to jej zrodlo jest gdzies glebiej, jakies poczucie krzywdy czuje. Wlasnie: poczucie krzywdy i niesprawiedliwosci, jakby cos mowilo we mnie: "jak ona smie mnie nie kochac, przeciez jestem tak bardzo w porzadku".
Inga, piszesz zebym zaakceptowala te uczucia, i wiesz byl taki okres ze jakos dalam sobie fory i powiedzialam sobie " masz prawo tak czuc", to lepiej od razu mi sie zrobilo, lzej troche, ale to bylo spontaniczne i chwilowe,i o tym zapomnialam a teraz Ty mi przypomnialas, dzieki!
Do czego mi moze sluzyc poczucie krzywdy, niesprawiedliwosci i odrzucenia? musze sie zastanowic...
-
Zrób sobie taką terapię.
Te uczucia pogardy pozwól sobie czuć bez ograniczeń i tylko siebie wtedy obserwuj dokładnie. Może cos sobie uświadomisz.
Natomiast jeżeli chodzi o te uczucia bycia skrzywdzoną, to gdy takie się pojawi, zastanów się kiedy już cos takiego czułaś w dzieciństwie i pozwól sobie na przeżycie tamtego poczucia skrzywdzenia jeszcze raz. No bo tak naprawdę to Twoje dziecko wewnętrzne czuje się skrzywdzone i potrzebuje aby się nim zająć.
Takie sięgnięcie do dziecinstwa działa bardzo uwalniająco.
Najgorsze jest tłumienie i wypieranie swoich uczuć, bo wtedy zupełnie nie wiadomo o co chodzi i skąd się to coś przykrego bierze.
-
Amelka
Oczywiście nic nie wypieraj. Przyznaj się przed samą sobą do tych emocji jakie czujesz wobec teściowej. Pozwól sobie czuć, nic strasznego się nie stanie.
Zaakceptuj sobie z tym co do niej czujesz.
Alkoholicy to specyficzni ludzie. To wybitni manipulanci, potrafią wmówić wszystkim swoje urojenia. Alkoholik wszystkich obwini, tylko nie siebie i nie alkohol.
I dlatego nie przejmuj sie jej manipulacjami wobec Ciebie przez poczucie winy, wmawianie egoizmu, różne przymusy, że musisz być niej dobra i wszystko przyjąć.
Traktuj ją z dystansem, traktuj jako osobę uzależnioną, mającą problemy ze sobą.
A ty masz prawo do niezależności, do obrony. I dlatego nie stawiaj sie w pozycji ofiary tego układu, bo wtedy będzie Cię tak traktować. Alkoholik jak wyczuwa, że ma przed sobą ofiarę to nie da spokoju, będzie gnębił i gnębił.
Te role w Radykalnym wybaczaniu są opisane.
Przebaczaj jej przez afirmacje:
"Przebaczam mojej te swojej całkowicie i do końca. Daję wolność sobie i jej."
-
Inga,
Mateusz,
dziekuje Wam za wsparcie, bardzo Wam dziekuje. Za to ze uswiadomiliscie mi ze nie musze sie wstydzic tych uczuc ani na sile ich zwalczac, i ze wskazaliscie mi co z tym robic dalej. Lzej mi jest o niebo. Dzieki raz jeszcze. Pozdrawiam Was!
-
Leszku,
Dlaczego tak jest, że nietrzeźwość i nieprzytomność umysłu są bardzo często uczuciami, przyjemności, błogości i spokoju ? Skoro to negatywne emocje powinny wywoływać ból i awersje, a tymczasem są takie przyjemne i pociągające ? Why ;/
-
CZY TO NORMALNE ??
oSTATNIO MAM TAKIE JAZDY ŻE GŁOWA BOLI.:)
Przynajmniej dobrze że jestem bardziej świadomy niż wcześniej skąd się biorą.
Dziwią mnie jednak - jakby ujawniające się napięcia w mózgu - i "rozluźnianie" ich poprzez pozytywne myślenie(trochę mnie to niepokoi, -> czy ktoś miał podobne dośw.? :-):):) ); w sumie coraz lepiej wychodzi mi wchodzenie w pozytywny nastrój.
Kurcze, co za życie(moje:) ). Coś to długo trwa, mogłoby już być że żyję długo i szczęśliwie. Ale potrzebuję jeszcze czegoś, może serce jest zbyt niespokojne.
-
Też miałem niedawno niezłe schizy połączone z różnymi autodestrukcyjnymi mechanizmami, z których ratowałem się pozytywnym myśleniem. Dalej mi sie pojawiają ale dużo słabsze i łatwiejsze do pokonania.
Ania Atras robi fajne analizy przyczyn takich problemów, mi to dużo wyjaśniło co mi powiedziała
-
Siemka;) Interesuje mnie co sądzicie (nawet głupoty:D) - czy pogłębianie uczucia fascynacji , podniecenia i strachu do jak największych stadiów i rozmiarów przez krótki moment , wpłynie negatywnie na mnie bądź moje otocznie? (hmm głupie pytanie:P) Raczej mi chodzi oto , czym się charakteryzuję jeśli wystąpił u mnie taki pociąg do tworzenia takich ekstremalnych uczuć?
-
Najczęściej chodzi o tą intensywność która towarzyszy temu. Może wpływać negatywnie - wzmaga żądze, zachłanność. Z czasem może się ro rozrosnąć w sposób niekontrolowany. Są większe przyjemności, warto je odkryć :)
-
A o jakich przyjemnościach mówisz Witku? I skąd wiesz, że przyjemności z tych stanów czerpane przez zykbo nie są większe czy też bardziej rozwojowe bądź wzniosłe od tych, o których myślisz?
-
Z prostego względu, odczuwam większe przyjemności w medytacji, niż przy rzeczonych emocjach. Są diametralnie różne pod względem intensywności (choć dla osoby niemedytującej może wydać się ona nudna). Wzniosłość nie ma tu znaczenia. Ocena czy coś jest rozwojowe czy nie, może być stawiana na bazie obserwacji skutków rozwijania poszczególnych stanów przyjemności.
Ten który przeżywam/przeżywałem w medytacji, pozwolił mi na większe cieszenie się życiem, rozwinięcie umiejętności cieszenia się nawet małymi sprawami, widokiem natury itd. Nie zauważyłem negatywnych skutków.
Jeśli chodzi o rzeczone emocje - ich wzmacnianie i dążenie do nich powoduje zwiększanie się pożądania wrażeń, mocnych, w pewien sposób wybuchowych. Z czasem potrzeba coraz silniejszych wrażeń, bo te wcześniejsze - silne, powszednieją. Umysł miast pozwalania sobie na spontaniczne pojawianie się radości w głębokim spokoju wewnętrznym, kieruje silnie uwagę na zewnątrz w poszukiwaniu wrażeń. Z czasem następuje uzależnienie od tego. A jaki wynika z tego problem? Poza tym że prowadzi to prędzej czy później do znudzenia gdy brak silnych wrażeń, blokuje to właśnie przyjemności które pojawiają się w stanie głębokiego uspokojenia. Dla mnie to wystarczający powód by z jednego z tych dwóch zrezygnować. Na rzecz przyjemności powiązanych ze spokojem wewnętrznym.
-
Mam pytanie....moja szefowa bardzo ponoc uduchowiona zarzuca nam " ze zyjemy w materialnym swiecie" - zastanawiam sie czy to moja wina, ze zarabiam u niej pieniadze i przejawiam sie w materii i nie moge sobie pozwolic 90 % czasu oddawac sie zyciu na poziomie spiritualnym - jaki ona wiedzie i wywyzsza sie, bo majac duzo pieniedzy moze sobie na to pozwolic.
Akceptuje ja i w sumie nie mam jej za zle docinek - ale skoro ona zyje na materialej Ziemi - to i jak my wszycy zyje materialnie, fizycznie. ( albo ona jest jedynie wyjatkiem)?
Zastanawiam sie, czy jak oglaszajac swoje teorie sama w nie wierzy- szczerze zycze jej tego. Smiesznie bylo by - kiedy okazalo by sie, ze w cale ona nie jest madrzejsza od innych.
To,ze czyta madre ksiazki to nie znaczy,ze prawda jest, ze ona wie wszystko najlepiej.
Obserwujac ja mam wrazenie ze dopiero co spadla z Ksiezyca...jest jak nie z tego swiata. Napisala pare ksiazek na rozne tematy i opracowala diete polaryzacyjnego ryzu.
Obserwujac To Forum i wypowiedzi roznych ludzi ( ok.nie mam szerokiego rozeznania jeszcze) widze, ze daleko jej do Oswiecenia, a moze sie myle? Jak mozna twierdzic, ze to co ona mowi -
w to jedynie trzeba wierzyc? A jak ktos inaczej mysli -to sie myli. Ona nie przyjmuje racji innych ludzi. Jak mam poznac czy ona jest autentyczna, czy tylko tak sobie wmawia.
Ogolnie gardzi ludzmi i nie akceptuje prawie nikogo. Nieraz mi jej szkoda....bo sie odcina od wszystkich ludzi.
Najlepsze stwierdzenie- "jestes mloda i mozesz sobie pozwolic na marnowanie swojej energii" Nieraz nie wiem naprawde jak mam na nia reagowac....ona jest zagadka...
-
Daj jej żyć w swoim świecie i do niego nie wchodź:)
-
Nieraz mi jej szkoda....bo sie odcina od wszystkich ludzi.
Najlepsze stwierdzenie- "jestes mloda i mozesz sobie pozwolic na marnowanie swojej energii" Nieraz nie wiem naprawde jak mam na nia reagowac....ona jest zagadka...
I ona to może wykorzystywać, że ci jej szkoda i na tym jechać.
To ostatnie zdanie brzmi jak obwinianie.
Nie daj jej sie wpędzić w poczucie winy, bo cię bedzie miała w garści.
Niech robi co chce, niech zyje jak chce, niech cierpi jeżeli tak wybrała, a ty nie jesteś za nią odpowiedzialna.
Musisz się nauczyć jednym uchem wpuszczać a drugim wypuszczać i nie zatrzymywać w sobie tego co mówi.
Jak nie będzie z twojej strony żadnej reakcji emocjonalnej to powinna zakończyć te swoje nauki.
Ja w niej widzę pasożyta emocjonalnego.
-
dzieki za podpowiedzi....nieraz nie wiem po prostu co o tym sadzic....ona mnie nie neguje wprost, wrecz przeciwnie twierdzi, ze ja jej bardzo odpowiadam i ze jestem na dobrej drodze rozwoju duchowego....( pochwala dla tego forum i jego uzytkownikow!!! oraz naukom Pana Leszka i Innych osob!!!!)
Jednak co napisalam nieraz jest kierowane jak wyrzut dla wszystkich ludzi...jakbym byla jednym z tych niegodnych bo np.ciagle jem mieso i zyje materialnie.
Nie przezywam mocno jej teraz po tym jak zaczelam wszystko i wszystich akceptowac. Moge ja zrozumiec ale nie wchodze w to bo wierze w co innego.
Mysle, ze do tej pory bylam podatna na krytyke i na ranienie mnie , ale kiedy oddalam sie boskiej ochronie- to czuje sie niewinna. Tak - teraz mysle, ze moje medytacje przyniosly skutek -
czuje sie niewinna i ona nie ma sie do czego przyczepic.....
teraz wiem jaka role pelni slowo "niewinny", ktore Pan Leszek walkuje ciagle i samoakceptacja- bo ja czuje sie w mojej skorze i z moimi przekonaniami i jedzeniem miesa " w porzadku"
i to jest to. Jak bede chciala cos zmienic to zrobie to sama.
Jej zycie i jej wybory....ale mysle, ze ona kupuje sobie troche za pieniadze uznanie bo jest hojna dla ludzi. Potem narzeka, ze wszyscy chcieli by brac......wspolczuje jej nieraz jak tam jestem,
ale jak wracam do siebie to wiem jaka jestem w swoim zyciu szczesliwa....." bo dla Boga wszyscy jestesmy rowni" czyz nie?
-
Jolanta 16
Czy na tym polega rozwój duchowy? na krytykowaniu innych ludzi?
To jej zachowanie może wynikać z dowartościowywania sie rozwojem duchowym. A przecież nie o to chodzi. Przy tym zapomina, że każdy ma swoją drogę i jest na swoim poziomie i osoba rozwijająca się duchowo powinna to zaakceptować. Na tym polega jej dojrzałość. To jest kwestia własciwego podejścia do innych ludzi.
-
Wiecie co ....dzis mnie olsnilo....moze moja szefowa ma zakodowana tzw misje i ona musi po prostu to robic .....a w gruncie rzeczy moze byc nieszczesliwa w swoim obecym zyciu.
Nieraz mysle, ze ona tylko takie pozory stwarza..."niech sie mnie boja - to wtedy beda mnie szanowac" ale to jej nie wychodzi....w sumie nawet ja lubie....zaakceptowalam jej szorstkosc i naprawde staramy sie byc mile dla siebie.
Mozliwe nawet, ze laczy nas wspolna karma i musimy cos dokonczyc razem. Ciekawa jestem co przyniecie przyszlosc....dostaje od niej prezenty codziennie....jakis sweterek albo nowa bluzke...
powoli sie przyzwyczajam do niej ....docieramy sie....choc wiem, ze ona jest delikatna i nieraz wsciekla na caly swiat....nie biore tego do siebie tylko sie usmiecham...albo ja wysluchuje z e zrozumieniem ...to dziala
-
Jolka,
mysle ze wlasnie akceptacja tej kobiety taka jaka ona jest jest dobrym kluczem. Ty jestes uczuciowa ( natomiast Niemki rzadko sa ) i bierzesz duzo do siebie, do serca.
Wiem dokladnie o czym mowisz...bo tez taka bylam, mialam serce na dloni, a jak przyszlo co do czego to cale moje cieplo ktorym obdarzalam tych ludzi nie mialo po prostu znaczenia ) Chociaz oczywiscie nie nalezy przesadzac z tymi podzialami, bo w kazdym narodzie sa tacy i tacy, to jednak da sie odczuc roznice i to spora.
Co do prezentow to oni lubia dawac prezenty Polakom, bo wtedy czuja sie "panami". Nie chce tu demonizowac, ale pamietam ze przyszedl taki moment ze zmienilam swoja postawe ze sluzalczej na rowna - i to juz im sie nie podobalo. Ja natomiast czulam sie o wiele lepiej. Bezpieczniej jest nie oddawac im serca (mam na mysli oczywiscie wylacznie kontakty zawodowe!), bo oni tego i tak nie docenia. Lepiej zachowac wewnetrzna suwerennosc, a czulosc i empatie przeznaczyc dla rodziny.
-
Amelka
wiesz, ja wlasnie pracuje nad tym aby sie rozluznic i nie byc jej tylko "hilfe" ale i czlowiekiem.Czuje respekt i szacunek do niej - bo kazdego pracodawce tak traktowalam i tak jestem wychowana.
Ale ona mnie troche faworyzuje i ja sie ciesze bo lubie dostawac prezenty...i to cieszy. (nawet kreuje sobie, ze dostaje fajne rzeczy od ludzi, bo jestem tego warta).
Ze zdziwieniem zauwazam,ze chyba ja lubie bo coraz lepiej nam sie wspolpracuje.
Bylam ja masowac przed chwilka po raz 3 juz ale byl to pierwszy sukces. Ucze sie reflesologii i bedac przed 2 tyg.na kursie doswiadczylam pierwszy raz masujac moja nauczycielke uczucia spokoju i harmonii.
Helga powiedziala- "masz sie odprezyc i pozwolic dzialac energii boskiej- zawierzyc sie calkowicie- nie ty pomagasz danej osobie - tylko Bog przez ciebie".
Dzis zastosowalam sie do tego, moja ps. byla zdziwiona ale nakazalam jej zachowac spokoj i poszlo jak z platka.
Wczesniej bylam jak wyssana z energii, w brzuchu mi sie flaki trzesly i spocona jak szczur jechalam do lasu szybko sie doenegetyzowac. Dzis bylo super- szefowa powiedziala- ze czuje wszystko pobudzone (np organy wew.) i ze jej sie bardzo podobalo.
A ja podziekowalam za prowadzenie i ochrone i jestem happy.
Tak to mozna pracowac, balam sie, ze nie podolam ale Bog ciagle zaskakuje mnie na nowo pokazujac ile fajnego ma dla mnie jeszcze i moge sie dowartosciowywac. :)))
-
Jolanta
To znaczy że ona jest chętna do uzdrowienia relacji, do zmiany, i jej celem nie jest wykorzystywanie ludzi.
Mnie z moją koleżanką nie udało się uzdrowić relacji. Gdy tylko zaprzestałam przyjmowania jej syfów i oczyszczania jej, zrezygnowała ze spotykania się ze mną.
Byłam jej tylko potrzebna do tego aby jej pomagać. A twierdziła że mnie lubi i że to co nas łączy to przyjaźń.
-
Jesli chodzi o przyjaznie oraz podtrzymywanie znajomosci to jestem bardzo liberalna i nie daje sie naginac do poczucia obowiazku. Oficjalnie jest, ze moglabym wydzwaniac calymi dniami i byloby fajnie - cos by sie dzialo, akcje rewelacje, ploteczki, sprawy innych ludzi itd. Powiem szczerze nie chce mi sie- jak poczuje ochote bo zdaje sie na nadswiadomosc to dzwonie, jak nie to jeszcze lepiej. Moze jest cos we mnie- ze ludzie sie z reguly ze mna nie kontaktuja intensywnie...ale mam czas dla siebie i rodziny. Dzwonie czesto do mamy i wystarcza.
Jestem wybredna w kontaktach i wyczulona na wykorzystywanie. Nieraz myslalam, ze jak spotkam u siebie w poblizu polakow- to bedzie szansa na znajomosci- nic z tego, nie wszyscy sie nadaja i nawet nie chca. Przerabiam lekcje pokory i ucze sie cierpliwosci. Powoli poznaje ludzi i jestem otwarta...ale nie zachlanna jak kiedys na przyjaznie. Moze to sie zmieni :) Byc moze mam cos do przerobienia w kwestii przyjazni. Pozyjemy zobaczymy.
Nie prowadzimy otwartego domu- gdzie ludzie sie przewalaja tlumami, raczej zacisze domowe- jest nam najlepiej ze soba i dom jest jak azyl, nie jak dworzec.
Co do mojej szefowej....to mysle, ze ona tez cieszy sie z mojej obecnosci i wczoraj zaproponowala mi jeszcze 3-4 spotkania w tm tygodniu, gdzie powinnam miec wolne ( czyli dodatkowe zlecenia) ciesze sie bo nie chodzi mi o kase...tylko o nowe doswiadczenia i moge sie u niej inaczej realizowac niz w innej monotonnej pracy i sprawia mi wiecej frajdy praca u niej.
Jestem naladowana pozytywna energia i " zycie jest piekne.....ale czy wszyscy to widza? Ja dzisiaj napewno. ;)
Inga- ja tez spotykalam takich ludzi- ok nie czulam czy wyssysaja ze mnie energie ale czulam sie jak sluzaca i buntowalam sie. Zwyklam miec serce na dloni i sie dzielic nim. Dobrze, ze mi przeszlo i nie jestem tak naiwna jak kiedys. Mam kolezanke z ktora kiedys bylam bardzo blisko, jednak potem sie wszystko zalamalo, troche mi szkoda ale coz tak bywa...nie jestem smutna.
Inga nie badz smutna przez kolezanke.....ja Cie lubie choc niczego nie oczekuje w zamian. ;)
To forum to najlepsze co moglam znalesc w necie do tej pory jesli chodzi o rozwoj duchowy! To nie tylko wiedza, techniki rady ale i zrozumienie, wsparcie,wspolczucie, empatia ludzi pozytywnych i na poziomie. Wszystko profesjonalne i na wysokim poziomie z klasa!!! Czy to nie szczescie, ze mozna w tym uczestniczyc? ;))))
-
Rzeczywiście można tu pisać bezpiecznie, bez lęku że się zostanie skrytykowanym, niezrozumianym lub zaatakowanym. Niektórym to się kojarzy źle, ze sztuczną atmosferą miłości, ckliwością i ciągnie ich na wymioty, bo tu nie ma akcji i atrakcji. I tacy tu nie wchodzą.
Na Cudzie było dużo osób atakujących i tam nie było bezpiecznie.
Ja już przebolałam koleżankę, ale długo to trwało zanim ją dobrze poznałam i zrozumiałam że ona mnie tylko wykorzystuje, i wtedy mnie bardzo bolało, bo ja ją rzeczywiście lubiłam.
-
Nie wiem jak w innych krajach, ale w Polsce po upadku komuny ludzie zaczęli coraz bardziej gonić za pieniędzmi. Może jeszcze się nie nacieszyli dobrobytem i nowymi rzeczami, dlatego często, jak się słyszy, kontakty ograniczają się do najbliższej rodziny. Ludzi nie mają czasu, są zapracowanie i przypadki, gdzie u kogoś w domu przewija sie mnóstwo ludzi jest rzadkoscią. Słyszy się też, że nie ma przyjaciół, są za to interesy. Dobrze jest jesli są choć uczciwe, bo bywa, że jest oszukiwanie i wykorzystywanie "przyjaciół".
Nie wiem, może to są tylko moje spostrzeżenia.
No na uzdrowienie relacji z ludźmi przyjdzie jeszcze czas:)
-
Jolanta,
to co napisalas jest mi tak bliskie...ze az musze tez cos skrobnac. Ja w Polsce mialam bardzo duzo kolezanek, a wsrod nich kilka wartosciowych przyjazni. Dzieki temu czulam sie bezpiecznie, mialam oparcie psychiczne, wiele kol ratunkowych :-) Minelo 10 lat odkad wyjechalam. Zmienilam sie ja, zmienily sie one. W jakis sposob, i ten proces zmiany byl tak powolny i niedostrzegalny, ze nagle po tych 10 latach ja jestem w szoku...nasze relacje nadal trwaja ale nie ma juz tej bliskosci, nad czym strasznie ubolewam. Ja wiem ze w takiej sytuacji jest to normalne, ale i tak boli mnie, ze one tam znalazly sobie "zastepstwo", a ja nie. Bo jest mi o wiele trudniej i tak jak Jolka napisalas, albo ktos sie na przyjaciolke nie nadaje albo nie chce nia byc - dla mnie. Kiedys postanowilam ze sobie wykreuje tutaj kolezanke od serca i sobie wykreowalam :-) Poznalam ja bardzo naturalnie, niechcacy. Znajomosc sie zaciesniala....myslalam ze w koncu bede miala swoj "kobiecy komfort". Spotykamy sie jednak raz na 2-3 miesiace na 2 godziny :-))) a ja przestalam sie narzucac. Poza tym mam kilka innych baaardzo luznych znajomosci. No i dalam jeszcze ogloszenie nawet w internecie, ale...wielkie pudlo. Trudno sie mowi. Widocznie mam sie skupic na rozwoju duchowym. Z mezem tez rozmawiamy praktycznie o wszystkim(tym bardziej ze pracujemy razem), wiec mam do kogo sie wygadac, zreszta on mnie wspiera zawsze, nawet w moim rozwoju duchowym...nie krytykuje tego ani mnie nie zniecheca, choc sam trzyma sie z daleka od tematu. Najdziwniejsze jest to, ze on w wielu sprawach, mimo ze stoi twardo nogami na ziemi,ma takie "duchowe" podejscie, ze az mnie zatyka, skad on to czerpie. Ale jednak przydalby sie ten kobiecy pierwiastek, wiadomo ze nie ma to jak kobieta z kobieta przy kawce usiada :-)) w realu! Bo do Polski dzwonie, a jakze! Chociaz tyle wyrywam dla siebie :-)
-
Amelka
Przyjezdzaj do mnie do Michelstadt (Odenwald) zrobimy sobie kobiece party !!!! :)
U mie jest tak, ze ja lubie ten moj spokoj ale i lubie troche babskich przyjazni. Dobrze, ze mam szwagierke mlodsza ode mnie Melanie i moge z nia byc dosc blisko. Na poczatku bylo dretwo,
bo ja nie chcialam sie narzucac i ona tez nie...ale dogadalysmy sie w koncu ;)
Moge na nia liczyc i ona na mnie tez. Pomoglam jej przypadkowo w ratowaniu zwiazku, bo uczylam sie na niej i trenowalam moj masaz refleksologiczny i moglysmy sobie sie zwierzac do bolu. Ona stwierdzila- jestes jedyna osoba z ktora moge na ten temat porozmawiac i ktora moze mi skutecznie pomoc. Az cieplo mi sie na sercu zrobilo - pomyslalam - w koncu moge komus pomoc!
Jesli chodzi o to co pisze Mateusz to zgadza sie. Teraz nawet w Niemczech kobiety musza wiecej pracowac i ciagle jest malo. Moj maz pracuje duzo i intensywnie w biurze.
Ma bardzo stresujacy zawod i duzo odpowiedzialnosci. Jak wraca do domu chce sie odprezyc - miec swiety spokoj - odreagowac. Ale nie ma nic przeciwko, ze ja cos robie innego albo mam inne plany.
Tak jak u Amelki- ja z mezem mozemy rozmawiac na kazdy temat bez konca. Mamy duze zaufanie i opowiadamy sobie prawie wszystko.Ale zaden facet kobiecie nie zastapi kobiety!!!
Tak wiec pozostaje nam dalej kreowac i przyciagac i ufac ....ze jakas duszyczka nam sie przytrafi pasujaca do nas.
-
Amelka, Jolanta
Trzymam kciuki za Wasze babskie znajomości!
Miejsce w gruncie rzeczy nie ma zanczenia - trzeba sie otworzyć na ciekawe znajomości i już. Ja mieszkam w Polsce a też odczuwam pewien niedosyt rozwojowych znajomości - damskich i męskich. Moje grono znajomych się mocno przerzedziło (odpadli dawni znajomi) a nowi się pojawiają ale w wolniejszym tempie niż tamci ubywają;-)
Otwierajmy się zatem......
-
Jolanta16
Jola a to miasto gdzie mieszkasz jest daleko od Monachium bo moja siostra mieszka tam i jak ja bede odwiedzac to moze mala kawa by sie przydala?:)
-
Semira Skarbie
wiesz ja mieszam kolo Mannheim, dokladnie miedzy Darmstadt i Heilderberg. Niestety do Monachium mam jakies 370 km. Cieszylabym sie bardzo na spotkanie z Toba, jednak nie sadze abym mogla sie wyrwac do Monachium....szkoda , no chyba, ze Ty mialabys ochote do mnie skoczyc to zapraszam ;)))
-
Jola,
kiedyś często bywałam w Mannheim, bo mój mąż ma tam babcię, teraz mnie już tam nie ciągnie (ale nie ze względu na okolice, bo uwielbiałam tam jeździć; po prostu z babcią ciężko się mieszka ;). A w Michelstadt byłam na wycieczce :)))
Gdybym jednak kiedyś tam wróciła, to chętnie się z Tobą zobaczę :D
-
Jolus
dzieki wielkie za zaproszenie :-) moze kiedys skorzystam :-) moze kiedys skorzystasz Ty z mojego zaproszenia :-) no...z Niedersachsen to ja jakies 700 km do Ciebie bede miala...szkoda ze nie mieszkasz blizej mnie albo ja blizej Ciebie. Mnie osobiscie bardziej podoba sie poludnie Niemiec, bylam dwa razy w Garmisch Partenkirchen z mezem na urlopie i to w styczniu, sniegu o po pas. Fajnie. Tu nie zawsze jest snieg.
Buziaki :-)
-
Feli jak milo, wiesz gdzie mieszkam :)
Ja wyladowalam najpierw w Aschaffenburgu (uwielbiam to miasto), potem mieszkalam pod Frankfurtem w Neu-Isenburgu. Kiedy poznalam Michaela zamieszkalismy w Michelstadt. Czuje sie tutaj jak w domu i choc bylam pod wrazeniem poludnia Niemiec (Allgäu) to uwazam, ze tutaj tez jest przepieknie.
Amelko...wielka szkoda, ze nie mieszkamy blizej...ale mozemy sie i tak wspierac...jak to Polacy na obczyznie. Teraz mysle,ze nie wazne kim jestem i gdzie mieszkam w jakim kraju, wazne co soba reprezentuje i czy jestem tam szczesliwa.
Albo uda nam sie wszystim kiedys spotkac w Polsce na jakims zlocie lub wakacjach albo warsztatach...byloby super nie?
Ja nigdy nie mowie nigdy....moze jutro juz bedzie mozliwosc do spotkania sie?
Dobrze jednak wiedziec, ze ma sie nowe znajomosci w Polsce i na swiecie....:)