Pozytywne Inspiracje
Forum => Ezoteryka => Wątek zaczęty przez: Lynd Seagull w 2016-05-08, 16:50:27
-
Pytanie jak w tytule :)
Jak je sobie definiujecie, czym się dla Was różnią?
Gdzie przebiega granica między nimi?
-
Ja bym powiedział że różnica między duchowością a religią jest taka, że duchowość po prostu jest, a religia to twór który próbuje duchowości nałożyć smycz i kaganiec :D
-
Clint,
W takim razie przekornie posłużę się tutaj przypadkami z lokalnego podwórka:
Czyli można powiedzieć, że duchowość po prostu jest, a religia to twór który próbuje duchowości nałożyć smycz i kaganiec w postaci choćby pozytywnego myślenia i afirmacji (http://przytomnyrozwoj.pl/index.php?topic=35.msg100697#msg100697)?
Tudzież wymyślając techniki, które mają nas utwierdzić w iluzji że mamy na cokolwiek wpływ (http://przytomnyrozwoj.pl/index.php?topic=1385.msg100730#msg100730)?
-
Lynd
Są spore różnice :)
Religia to kompleksowy system wierzeń, zasad moralnych, tradycji, nakazów, itp. itd. ubrany z reguły w dość sztywne ramy, choć na pewno z wyjątkami. Pozytywne myślenia czy afirmacje to narzędzie. Może to być narzędzie religii, filozofii, rozwoju duchowego. Może mu być nadane jakieś specjalne znaczenia, doczepiona filozofia czy cokolwiek innego, ale to wciąż tylko narzędzie, schemat działań mający doprowadzić do konkretnego efektu, nic więcej.
Dla mnie rozwój duchowy to dążenie do świadomości prawdy absolutnej o mnie, Bogu, świecie. Prawdy absolutnej czyli stanu faktycznego, niezależnego od mojego światopoglądu, widzimisię, chęci czy niechęci. To jest świadomość rzeczy takim, jakimi są. Tak po prostu.
Tu jest tylko jeden haczyk. Mamy ograniczoną świadomość, mamy zaślepienia, niechęci, głupie poglądy i wiele innych. Startując z takiego pułapu nie jestem w stanie tak po prostu widzieć rzeczy, takimi jakimi są naprawdę. No nie ma opcji żebym tak po prostu widział czysty obraz i go nie przefiltrowywał przez swoje głupotki.
I tutaj z pomocą przychodzi rozwój duchowy czyli całokształt wiedzy i narzędzi, który ma nas doprowadzić do czystego stanu świadomości. Tylko jak to zrobić, skoro my jesteśmy tacy pofyrani? Czy ultra czysta, boska wiedza nas na to naprowadzi? Nie, ponieważ jesteśmy zbyt ograniczani żeby ją dobrze zinterpretować (wspomniane wyżej filtry).
Czyli co, nic nie zrobimy?
Otóż nie! Z pomocą przychodzą właśnie religie, filozofie, szkoły duchowe, liczne narzędzia.
Jest ich tak wiele, ponieważ jest tak wielu różnych ludzi o tak różnych poziomach świadomości. Religie stoją chyba najniżej w hierarchii duchowości, ponieważ to jest duchowość dla mas, dla prostych ludzi, którzy za bardzo nie ogarniają co, jak i z czym. To daje pewną namiastkę duchowości i Boga, ale nie usamodzielnia w rozwoju i w dodatku dość sztywno nakłada pewne ramy. Dla przykładu nie można być katolikiem przyjmując nauki Jezusa o miłości do bliźniego, ale odrzucając cały ten kult cierpiętnictwa i samobiczowania - połowa księży będzie grozić piekłem, a druga połowa na spokojnie będzie tłumaczyć jak bardzo się mylisz.
Religia więc może być dobra jako pierwszy kontakt z duchowością, szczególnie dla ludzi o totalnym braku świadomości duchowej, ale bardzo szybko odbijesz się od sufitu i jeszcze będziesz miał brać na siebie na ślepo cały zbędny bagaż. Za daleko tak nie zajdziesz.
Wyżej stoją już pewne filozofie, im więcej mają wskazówek i porad, zamiast przymusów i nakazów tym lepiej, choć oczywiście nie wszystkie nakazy i zakazy są złe, są też takie konieczne, szczególnie te które dbają o Twoje bezpieczeństwo, żebyś sobie nie zaszkodził.
Jeszcze wyżej są nauki rozwijających się duchowo ludzi, którzy czerpią je z własnej samorealizacji i praktyki, z medytacyjnego poznania. Te również są przefiltrowane przez ich własne filtry więc trzeba liczyć się z tym, że coś będzie zgrzytać mniej lub bardziej.
Najwyżej stoi zaś kontakt ze swoją własną intuicją, mądrość którą bezpośrednio otrzymujemy od Boga, bez żadnych pośredników. I tu wciąż trzeba brać poprawkę na swoje filtry, ale tak to już jest - aż do samego oświecenia zawsze będą jakieś zakłócenia.
Do wszystkiego trzeba duchowo dojrzeć i oczywistym jest, że nie powiesz p. Jadzi z piętra wyżej, dla której miłość czy Bóg to jakiś abstrakcyjny koncept, którego nie ogarnia - że ma sobie pomedytować i czerpać ze swojej intuicji mądrość o życiu. Ona będzie potrzebowała sobie pochodzić do kościółka i pomodlić się Marysienki przenajświętszej i dla niej to będzie najlepsza duchowość na ten moment.
Jako ograniczone istoty potrzebujemy WIEDZY, żeby jakoś się rozwijać. Dopiero z czasem pozbywamy się jej na rzecz ŚWIADOMOŚCI, ale bez wcześniejszego zdobycia wiedzy(siłą rzeczy ograniczonej) nie osiągnęlibyśmy świadomości! Tak to na pierwszy rzut oka śmiesznie działa, że ograniczona wiedza doprowadza nas do nieograniczonej świadomości.
Podsumowując - każda duchowość jest potrzebna, nawet ta na smyczy i w kagańcu, ale trzeba rozróżniać wartość i konsekwencje każdej z nich.
Dla mnie osobiście rozwój duchowy powinien wyglądać tak, że korzysta się ze wszelkich środków, aby osiągnąć jak największą samodzielność i niezależność w rozwoju. Dla mnie od początku było logiczne, że skoro tylko Bóg jest jedynym źródłem czystej i nieskażonej mądrości, to będę dążył bezpośrednio do tego. Nie rozumiałem nigdy konceptu jarania się jakimiś opiekunami duchowymi, aniołkami, guru, itd. Dla mnie to była prosta logika - jak chce zrobić to dobrze, to dążę do czerpania bezpośrednio z samego źródła. I choć na początku nie umiałem się nawet pomodlić do Boga i katolickimi naleciałościami gapiłem się w niebo (bo w sobie Go w ogóle nie czułem), modliłem się dużo jak umiałem, nawiązywałem z Nim relację, otwierałem się na Niego. Aż do skutku. I udało się, w pewnym momencie ten kontakt zaczął być na tyle wyraźny i dobry, że już wiedziałem że od teraz będzie tylko coraz lepiej. I tak od lat jest :)
-
Im większa nieświadomość, tym głebsza wiara / religijność wraz z rytuałami, których sensu się nie rozumie, ale które TRZEBA wykonywac, bo tak każe tradycja!
Im większa świadomość, tym mniej potrzebne rytuały i wiara. Tym jaśniej widać, że większa część religii została stworzona jako zespół mitów przez ludzi, którzy nie byli świadomi duchowo. A jak w każdej bajce, w religii jest też trochę prawdy :)
-
jeżeli kościół to sekta, której się udało, a sekta to kościół, któremu się NIE udało, to może relacja między duchowością a religią jest podobna
-
Clint,
Dzięki za odpowiedź :)
Jako przykład religii podajesz religię bardzo restrykcyjną. Mimo tego i w niej można sporo osiągnąć, choćby szanowany tu przykład -- de Mello. Nie dość że katolik, to jeszcze jezuita. Więc -- czy jako niekatolik zdziałałby więcej? A może jednak odwrotnie?
Nawet jeśli ksiądz mi powie, że nie jestem katolikiem, to co z tego? Czy to już nie czyni mnie religijnym?
Dodatkowo jest też cała masa znacznie mniej restrykcyjnych religii, niektóre z nich nawet nie są zorganizowane (np. hinduizm).
Bardzo ciekawa jest kwestia ludzi stojących "wyżej", bo czerpiących wiedzę z intuicyjnego poznania. Wystarczy popatrzeć na niektóre filmiki lokalnych jasnowidzów, aby zobaczyć że ich wiedzia odnośnie świata rzeczywistego jest taka sobie -- więc czy wiedza duchowa nie wpadnie w podobne pułapki?
Myślę że sednem jest tu to, jak postrzegamy intuicję. Z czego składa się mądrość? Jeśli widzimy czysty umysł jako ekran, na którym tylko wyświetla się mądrość to mamy (skrajną) sytuację, w której człowiek otwarty na intuicję potrafiłby płynnie mówić w każdym języku. Oczywiście, gdyby nie miał filtrów.
No raczej to nie tak :)
Więc co jest nie tak z tą ograniczoną wiedzą i nieograniczoną świadomością?
Pratchett mówił o cząsteczkach intuicji, które lecą przez kosmos i powstrzymuje je dopiero jakaś koncepcja w otwartym umyśle. I na podobnej zasadzie można spojrzeć na relację między intuicją a wiedzą. Intuicja to cząsteczka, która pobudza dany rodzaj wiedzy. Rezultaty będą zależne od tego jak bardzo mamy rozwiniętą wiedzę w danej dziedzinie. Jeśli jest na prymitywnym poziomie, dostaniemy proste wglądy. Jeśli nie jest połączona z inną, dostaniemy wglądy może i celne, ale bardzo ograniczone.
Tu rzeczywiście z pomocą może nam przyjść coś co określiłeś jako "różne filozofie." Z jednej strony, nie potrzebujemy wyważać otwartych drzwi. Z drugiej, taka filozofia może sprawdzić, czy naprawdę osiągnęliśmy szczyt poznania* czy tylko zapędziliśmy się w kozi róg i nie możemy pójść wyżej, bo to w co teraz wierzymy nie ma sensownych powiązań więc nie prowadzi też donikąd.
--
* Odpowiedź: nie.
-
Leszek,
Tylko jak tu odróżnić nierozumienie od świadomości?
Katolik "wie", że na chrzcie dostaje czysta energia od Boga, a przez wahadło działa diabeł.
Duchowiak "wie", że na chrzcie zostają zablokowane czakry, ale że można to zmienić wahadłem, przez które idzie czysta energia od Boga.
No ale domyślam się, że masz inne podejście i nie masz ochoty na takie rozważania :)
Kopergamin,
Czyli że co, po prostu kwestia skali?
-
tak, po czym ilość przechodzi w jakość :-)
-
Lynd Seagull
Odpowiem Ci tak, jakby powiedział KAŻDY prawdziwy Mistrz duchowy:
Chcesz mieć pewność, to MEDYTUJ.
Całe niezrozumienie tego, co się pisze na tym Forum, wynika u Ciebie z braku praktyki MEDYTACJI!
W odróżnieniu od Mistrzów, inną odpowiedź dadzą Ci kapłani różnych religii:
Nigdy nie wątp w Słowo Boże. A czym jest owo Słowo Boże? Dokładnie tym, o czym oni Cię przekonują.
CZŁOWIEK RELIGIJNY (WYZNAWCA) wie, bo WIERZY CUDZYM ŚWIADECTWOM!
CZŁOWIEK WYKONUJĄCY PRAKTYKI DUCHOWE WIE, BO ŚWIADOMIE doświadcza! Stąd nie musi wierzyć cudzym świadectwom, bo MA SWOJE WŁASNE!
Oczywiście, mędrkujący, a nie medytujący, psycholog zaproponuje Ci wyjaśnienie ambiwalentne: "skąd masz wiedzieć, że coś jest prawdziwe? Albo że jest dobre? Albo że jest pozytywne?" - takimi argumentami zrażają psychologowie do stosowania afirmacji. A ja pytam: "a skąd psycholog wie, czy to jest dobre posunięcie?" Skąd może wiedzieć, jeśli wcześniej przyznaje, że TAK NAPRAWDĘ nic nie wie? :)
No, jak myślisz, skąd masz wiedzieć, czy coś jest dla Ciebie korzystne, czy nie?
Brak odpowiedzi na to pytanie może świadczyć tylko o skrajnym pesymizmie (samo)poznawczym :)
-
CZŁOWIEK RELIGIJNY (WYZNAWCA) wie, bo WIERZY CUDZYM ŚWIADECTWOM!
CZŁOWIEK WYKONUJĄCY PRAKTYKI DUCHOWE WIE, BO ŚWIADOMIE doświadcza! Stąd nie musi wierzyć cudzym świadectwom, bo MA SWOJE WŁASNE!
Fajna inspiracja, warta zapamietania i wykonywania. :)
W tym wcieleniu, na poczatku mojej drogi duchowej okazalo sie ze Kosciol nie dawal mi pelnych i zadowalajacych odpowiedzi na temat Boga, duchowosci. Prawda byla gdzies tam ukryta pod pojeciem "misterium" co bylo dla mnie niezadowalajace. Chcialem wiedziec wiecej i skoro temat byl (i jest nadal) dla mnie pasjonujacy to zwrocilem sie ku innym (m.in. Leszek, de Mello, Murphy) nauczycielom i mistrzom i zaufalem ich przekazom. Ich wiedza byla mi na poczatku mojej sciezki potrzebna bym mogl rozpoczac swoja praktyke i w rezultacie zaczac sie uzdrawiac i odkrywac Prawde samemu. Mysle teraz ze wtedy odnowily mi sie praktyki duchowe i intencje (te korzystne i te nie przerobione) z poprzednich wcielen. Wierze rowniez ze wtedy moja ufnosc do nauk mistrzow i nauczycieli duchowych wyplywala ze swiadomosci rozrozniajacej. Dzieki niej wybralem wlasciwe nauki ktore pomogly mi w rozwoju. Mam teraz odczucie ze Prawda jest ta sama ale roznie pojmowana i interpretowana w zaleznosci od stopnia rozwoju duchowego. Czuje to tak ze kiedys Prawde (m.in. Boga, boskosc, Milosc) pojmowalem czysto intelektualnie jako cos zlozonego, nieokreslonego i na zewnatrz mnie. Teraz czuje ze Prawde mozna poznawac i doswiadczac przez serce i w sercu. Jest ona rzeczywista, prawdziwa, prosta i wewnatrz mnie.
-
jarek
Myślę,że to ważne i cenne świadectwo :)
-
Lynd
Sedno opisał już Leszek :) Ja tylko dodam, że oczywiście podawałem uogólnienia, ale generalnie chodzi o to, aby stopniowo wiedzę zastępować świadomością. Aby rozróżniać co jest czym - medytacja, medytacja i jeszcze raz medytacja.
Ja Cię lubię Lynd, ale mam wrażenie że za dużą wagę przykładasz do doświadczania i poznawania światem rozumem, a to nie pozwala Ci rozwinąć skrzydeł. Ty masz elastyczność w zmienianiu poglądów, ale pułapka tkwi w tym, że przy zbyt dużym przywiązaniu do umysłu, działasz zbyt mocno na jego poziomie i jesteś gotowy na zmiany światopoglądu, kiedy umysł na to pozwala. Problem w tym, że poziom mentalny jest na tyle elastyczny że pozwala na logiczne wyjaśnienie niemal wszystkiego, jak i również totalnego przeciwieństwa danego poglądu.
Problem w tym że w duchowości prawa logiki się często kompletnie załamują i szlag jej trafia, a Ty się nie czujesz komfortowo z tym, że miałbyś sobie pozwolić na takie większe odłożenie rozumu na półkę w tak istotnych kwestiach jak Twoje życie.
To tylko moje wrażenie, ale tak to widzę. Mnie się nawet nie chce wchodzić w takie dyskusje w większym stopniu niż to co napisałem do tej poro, bo widzisz - temat jest na tyle złożony, że ciężko jest przedstawić sedno bez jakichś uogólnień czy uproszczeń. Zdaje sobie sprawę, że moja wypowiedź jest pełna takich uproszczeń i ougólnień, ale przecież nie piszę pracy naukowej na ten temat, a musiałbym się kilka razy bardziej rozpisać żeby wszystko uwzględnić. A i tak byłyby jakieś słabe punkty, bo o detalach można dyskutować w nieskończoność.
Sednem było to, że jako niedoskonałe istoty jesteśmy skazani na niedoskonałe narzędzia w dążeniu do doskonałości. Wraz ze wzrostem naszej realizacji, rośnie też jakość narzędzi z jakich korzystamy.
-
Lynd
Ja bym się może wypowiedział, jeślibyś swoje spojrzenie zaoferował, nie tylko komentarze ;) W ten sposób, zrówna się pozycja w dyskusji :)
-
OK, jak tak to postaram się swoje spojrzenie opisać, może więcej jutro, a teraz po łebkach:
Tyle że... nie jest go zbyt wiele, bo w sumie nie wiem:) Już ciężko mi zdefiniować samą religię, a tym trudniej duchowość (tym bardziej jeśli w założeniu ma stać w opozycji). Widzę, że częstą odpowiedzią jest zaleźność - niezależność, więc pracujmy z tym.
Zwłaszcza że często problemy, które wydają się nam wrodzone w jakiejś religii nie wynikają z jej samej, a z błędnego jej rozumienia. Patrzyliśmy na nią z wzorcami ofiary, wybieraliśmy to co nam pasuje, po czym po znalezieniu naszej niezależnej duchowości całe zło wyprojektowaliśmy na tamtą religię, a całe dobro na naszą nową ścieżkę. Natomiast przy przyjrzeniu się dawnej religii z dobrą wolą, okazuje się że to my wyciągaliśmy co najgorsze, nierzadko przeinaczając pierwotne znaczenie.
(Trochę jak wątek "ograniczające powiedzonka i mądrości". 95% z nich jest fajne, trzeba je tylko mądrze zrozumieć.)
Najczęstsze co zaobserwowałem, to że religia to to co "nie moje" i podległe innym, a duchowość to "moje" i niezależne. I nierzadko po zmianie ścieżki okazuje się że ta poprzednia duchowość to była tak naprawdę religia z guru i be, a aktualna ścieżka jest niezależna ze świadomym mistrzem ;)
Dobra, teraz pociąg, a do elaboratów potrzebuję fizycznej klawiatury :P
-
Prawdziwy Mistrz jest w Tobie. Objawia się jako miłość, mądrość, światłość, moc, jako INTUICJA, która jest zgodna z miłością, mądrością, światłością i mocą.
Mistrz jest przydatny, żeby dojść do stanu zaufania swojej Intuicji. Potem już wiemy, co robić dalej :)
-
Lepiej samemu poznawac Boga niz poprzez takie oto praktyki;
https://youtu.be/hrwTtFjVsvk
Kosciol katolicki w Brazylii i dzieci przygotowujace sie do I komunii. Widac ksiadz obdarza dzieci swoim blogoslawienstwem.
-
ale może NIE zapraszaj do tego zacnego wątku psychopatologów (popatrz, co się stało z np. wątkiem "Islam")
-
spróbuję może jaśniej i bardziej dyplomatycznie: jest tutaj szansa na ciekawą rozmowę na ciekawy temat, oraz niestety spore ryzyko na zboczenie dyskusji w kierunku "prezentujemy wynaturzenia różnych religii" -- to dlatego oprotestowałem, być może niezbyt umiejętnie i taktownie, twoją wrzutkę, Jarek
-
Religia różni się od duchowości m in, tym, że grają w niej ważną rolę dewianci czy szaleńcy.
Duchowość różni się z kolei od polityki tym, że dla duchowości poprawność polityczna jest czymś, co nie powinno mieć miejsca.
Ukrywanie prawdy, czy udawania, że czegoś nie ma, to nie jest praktyka duchowa!
Nie zapominajmy, że w ramach RELIGIJNYCH rytuałów noworodki rzucano na pożarcie krokodylom, wrzucano do żywego ognia (ofiary dla Baala), składano w ofierze Bogom dziewice, kamienowano, popełniano masowe samobójstwa czy morderstwa. To wszystko są elementy RELIGII! Twój sprzeciw tego nie zmieni! :)
Twój sprzeciw wynika z postawy RELIGIJNEJ! Ty nie chcesz pozwolić innym, by rozwijali się tak, jak tego potrzebują! Nie akceptujesz innej niż Twoja drogi innych! To nie jest duchowość!
Mógłbyś napisać: "Z mojego punktu widzenia nie warto wchodzić w taką tematykę, w takie wibracje". Wtedy byłoby to przejawem Twojej świadomości!
Ale ze to robisz w postaci żądań wobec innych (nawet jeśli przedstawiłeś jako prośbę, to jednak jest żądanie), to znaczy, że chcesz tu wprowadzić jakiś pasujący Ci rytuał. Postępujesz zgodnie z przekonaniami, a nie ze świadomością! I to właśnie czyni z Ciebie osobę religijną, a nie duchową :)
Z mojego punktu widzenia masz wybór i nie musisz oglądać tego, co Ci nie pasuje. I to właśnie jest duchowość, kiedy kierujesz się świadomym wyborem. I kiedy akceptujesz wybór innych. Masz świadomośc, że wierzenia i przekonania innych nie mogą zagrozić Twojej świadomości i Twoim doświadczeniom!
Ty jednak, z Twojego punktu widzenia, chcesz ograniczyć możliwość wyboru innym poprzez zakazy i ograniczenia. To jest postawa religijna: "my mamy rację, a inni niech się zamkną, wynoszą, albo ... ich zniszczymy". Za tym stoi lęk, że ktoś zburzy Twój światopogląd, Twoje wierzenia, Twoją tradycję!
Różnica między duchowością a religijnością jest ogromna, co widać nie tylko na podanym przeze mnie przykładzie.
Za duchowością stoi otwartość i ufność wobec Boga czy (inaczej) Intuicji, zaś za religijnością strach przed odstępstwem, zwiedzeniem, karą bożą, Szatanem itd.
-
Kopergamin,
Jesli moj post w jakis sposob urazil Twoje uczucia to trudno, moja intencja nie bylo siania zametu na Forum. Byc moze moglem w nim lepiej przekazac swoja mysl. Jesli dyskusja w watku jest dla Ciebie interesujaca to przylacz sie do niej a bedzie moze ciekawiej z Twoim udzialem. :)
Czasami ekstremalne przyklady wplywaja na wyobraznie, pobudzaja emocje, mysli. Mozna wtedy siebie poznawac, co moze byc z korzyscia. Po sobie wiem ze im we mnie wiekszy opor do uzdrowienia, do zaakceptowania prawdy o sobie tym trudniejsze i bardziej bolesne doswiadczenia dostaje, az wreszcie dojrze o co chodzi. Czasami zabiera to dosc duzo czasu. To sa przykre doswiadczenia, szczegolnie gdy swiadomie chce pozytywnej przemiany ale jeszcze brak mi wystarczajacej samoswiadomosci by dojrzec przyczyny problemu. Pozostaje wtedy modlitwa do Prawdziwego Boga.
Czyz agresywny ksiadz z wideo nie przypomina gniewnego i msciwego boga z religii zydowskiej ? Kazda osoba moze miec inne skojarzenia. Mi przy okazji przypomnial sie byly proboszcz. Gdy stalem przed nim na koledzie to z przerazenia nie moglem wypowiedziec slowa a on dobrze wiedzial jak ciagnac , jego zdaniem, niesforne dzieciaki za uszy. Spotkalem tez ksiezy ktorzy jako ludzie sa lagodni i dobrzy.
Mi religie sporo zamieszaly w temacie Boga. Utrzymywalem kilka, sprzecznych ze soba przekonan na Jego temat. Z jednej strony jawil mi sie jako slaby, bezsilny, ktorym gardzilem i ktorego chcialem wyreczac a z drugiej strony balem sie jego. Czesc mnie wierzyla ze nie istnieje a inna ze znajduje sie w niebie. Z innego nurtu przyjalem niechec i wyrzekanie sie materii, ciala.
Duchowosc daje mi mozliwosc poznawania i doswiadczania siebie i Boga w sposob wolny, prowadzi do akceptacji siebie i innych.
-
Jarek
Zwróciłeś uwagę na coś ważnego:
Duchowość każe szukać źródeł problemów i złego samopoczucia w sobie. I pozwala usunąć źródło. W rezultacie czego czujemy się uwolnieni, szczęśliwi i wdzięczni.
Religijność każe widzieć żródła swego kiepskiego samopoczucia w innych (ich przekonaniach i działaniach) i dlatego każe ich upominać (w imię Boga, czy Wyższych Racji, jak np. poprawność polityczna) tak długo, aż samopoczucie się poprawi. Z reguły nie poprawia się, bo nie ma takiej możliwości, by inni mogli nas zadowolić. A jeśli już to tylko na krótką chwilę.
-
Dziś nie ma w czystej postaci religii oddzielonych od duchowości. I na odwrót. Poglądy religijne przenikają do umysłów osób uduchowionych (mącąc im w głowach do czasu, kiedy nie uznają, że Intuicja jest ważniejsza od autorytetu ksiąg objawionych), a praktyki duchowe do religii.
Chrześcijaństwo wchłonęło elementy mistyczne wcześniejszych religii, głównie buddyzmu, zale dla mistyków budowano klasztory, by odizolować ich od ciemnych mas, które miały tylko czcić Boga i stosować się do bożego objawienia w zakresie moralności. Z kolei Islam przyjął mistyczny sufizm.
Buddyzm mówi: "nie ufaj niczemu, co usłyszysz... Sprawdzaj".
Pozornie o tym samym mówi sceptycyzm.
Nasi forumowi sceptycy nie ustają w sprawdzaniu.... źródeł informacji, które mogłyby potwierdzić lub zaprzeczyć cudzym twierdzeniom. Czy to jest sprawdzanie w sensie, o jakim mówi buddyzm?
NIE, NIE i jeszcze raz NIE! To jest sprawdzanie z religijnego poziomu świadomości!
A jak to wygląda z poziomu duchowego?
Buddyjskie "sprawdzaj" znaczy tyle, co DOSWIADCZAJ OSOBISCIE!
Jest różnica?
Na pytanie o to, czy Bóg istnieje, Budda odpowiedział:
Jeśli Go czujesz, to dla ciebie nie istnieje.
Jeśli Go nie czujesz, to dla ciebie nie istnieje.
Powiecie, że skrajny subiektywizm.
A czy ten "skrajny subiektywizm" jest w czymś gorszy od sceptycyzmu, który każe przeczyć temu, co JEST?
Sceptyczne przeczenie wynika z SUBIEKTYWNEGO, UPRZEDZAJĄCEGO założenia (niektórzy mu przypisują cechy obiektywizmu, ha, ha).
W buddyzmie chodzi o WOLNOĆ od subiektywnych uprzedzeń!
Uduchowiony Buddysta (i nie tylko on) sprawdza w osobistej medytacji.
Sceptyk szuka źródeł odwołujących się do autorytetów (rzeczywiście czy rzekomo przeprowadzających jakieś badania "naukowe"! Tak samo postępuje wyznawca religii. Tylko że on nie szuka w Internecie, a w swojej świętej księdze. Dlatego też na temat ludzi wierzących w naukę i naukowców, ostatnio ukuło się określenie "naukizm" (bo to jest w istocie nowoczesna religia).
-
Tu jeszcze wspomnę o czymś zastanawiającym:
Religia mówi: "odrzuć doświadczenie! Uwierz! i bądź wierny Przekazom (spisanym, przekazywanym przez kapłanów).
Religie kształtowały sie w opozycji do magii.
Magia mówi: "eksperymentu i wierz swemu doświadczeniu"!
Dokładnie to samo mówi nauka (ta nie sceptyczna). Jednak naukowcy walczą z magicznymi "zabobonami", bo im się magia z religijnymi rytuałami pomieszała!
Ale też to samo mówi duchowość! :)
Doświadczenie duchowe jest INTUICYJNE, to znaczy,że wewnętrzne i (na pozór) subiektywne.
Doświadczenie magiczne i naukowe manifestuje się w rzeczywistości społecznej czy materialnej. I jest powtarzalne! na tej podstawie naukowcy czy naukiści uznają je za ważniejsze / WYŻSZE od subiektywnego.
A kto powiedział, że subtelne, wewnętrzne doświadczenie osoby medytującej nie przejawia się w przestrzeni materialnej czy społecznej? Takie tezy moze glosić tylko ktoś kto nie ma pojęcia i własnego doświadczenia w praktyce duchowej :)
Otóż... subiektywne doświadczenia duchowe są jak najbardziej POWTARZALNE i na dodatek ich opisy są zrozumiałe dla tych, którzy ich doświadczają, bez względu na tradycję kulturową, w jakiej się wychowali i w jakiej żyją. Nie muszą oni niczego uzgadniać, a jednak mają PODOBNE doświadczenia! A ich opisy różnią się tylko słowami używanymi na co dzień, zależnymi od kultury, w jakiej się wychowali.
-
Clint, Leszek
Czasami pytanie to tylko pytanie :)
Zadałem je, aby poznać wasze opinie, podyskutować o nich, poszerzyć swoje rozumienie tematu. Trochę też w nadziei że znajdę odpowiedzi podobne do tej, którą kiedyś uznawałem (a teraz nie mam już w nią wglądu, za dużo się zmieniło). To tyle. Nie jest to przygotowanie do jakiegoś wielkiego pytania "jak żyć" albo "jak odróżnić prawdę od fałszu":)
Clint,
Zadałem te pytania nie dlatego że chcę Cię przekonać do mojego sposobu myślenia, czy że chcę pokazać słabe punkty. No ok -- chcę pokazać słabe punkty ;) Ale w celu ich wyjaśnienia. W jakimś sensie stawiam w tym temacie pierwsze kroczki. Nie dlatego że nigdy tu nie byłem, a że wróciłem do pozornie znanego miejsca z głębszym zrozumieniem, i wszystko wydaje się teraz inne.
Zupełnie nie zgodzę się z tym mentalem, w którym można uzasadnić wszystko. Jest raczej odwrotnie: im zdrowszy mental, tym wymaga solidniejszych dowodów (dowodów w rozumowaniu, nie w postaci wyników). W (szeroko pojętej) filozofii to właśnie argumentacja jest najważniejsza, bo zrozumienie jej rozszerza nasze postrzeganie świata. Wynik sam z siebie nie jest wiele warty -- to jakby przejechać maraton samochodem i zastanawiać się po co i idioci tak się pocą :)
Zdrowy mental jest potrzebny, podobnie jak zdrowe ciało czy zdrowe emocje. I podobnie jak te oba, przyczynia się do naszego rozwoju duchowego. Próba przeskoczenia logiki zanim się ją poznało jest, moim zdaniem, błędem (a przynajmniej z perspektywy mojej ścieżki). Prowadzi do takich sytuacji jak jakiś czas temu na tym forum: 3 strony zażartej dyskusji na temat tego, co robi dusza, aż wreszcie dyskutanci poniekąd ustalili co w ogóle rozumieją pod tym słowem. To jest przykład słabego mentalu i kiepskiego argumentowania. Ot, naszarpie się człowiek, napoci, ale niewiele mu to podniesie sprawność.
Zdrowy mental też bardzo łatwo siebie przekracza, bo widzi swoje granice. I te granice ma też dobrze zbadane, bo wiele razy tam był i nadal nic. A nie tylko raz odwiedził, przestraszył się że nie rozumie i zostawił tabliczkę "Tu są smoki!".
BTW, co masz na myśli przez "załamujące się prawa logiki"? Dopytuję tak szczegółowo, bo sama z siebie ta fraza może być użyta to wytłumaczenia wszystkiego, włącznie z najmniej sensownymi załozeniami "religijnymi."
Dla mnie ciekawym przykładem załamania się praw logiki jest ta astrologia :) Działa, jak cholera, i to nie "zależnie od intencji" a już wróżenie z fusów miałoby znacznie więcej sensu :D (Choćby dlatego, że jest losowe.)
Badając sobie to (od względnie niedawna) zauważyłem że jest jeszcze inny system, przez który przemawia świat. I jest czymś więcej niż tylko indywidualnym doświadczeniem, wręcz przeciwnie -- przewija się we wszystkim, co robi ludzkość. Poziom jakby mityczny, na którym wszystko się łączy i mówi o tym samym.
Ostatni koniec zdania brzmi jak "duchowiacka" oczywistość, ale :) W wersji duchowiackiej jest to zazwyczaj":
"Wszyskie religie mówią o tym samym, ale dla ludzi na różnym posiomie rozwoju. Natomiast nasza duchowość ujmuje to najlepiej."
Natomiast poziom mitologiczny nie stopniuje. Pozwala dostrzec co staramy się sobie powiedzieć zawsze, wszędzie, od zarania dziejów. To jak cały czas powracający temat muzyczny: nie istnieje wersja lepsza i gorsza, raczej są utwory, które nam się bardziej podobają, i takie, które podobają się mniej. Wielu ludzi zadowala się znalezieniem jakiegoś utworu i stworzeniem wokół niej dogmatu (zazwyczaj osobistego). Ale utwory w samej swojej naturze uniemożliwiają ujęcie całości tematu i jego możliwych wariacji.
OK, robi się za długie, więc zakończę jeszcze tym: zawsze mnie zastanawiało jak to jest, że niektórzy szanowani "duchowiacy" (jasnowidze, uzdrowiciele) mogą mieć tak szczegółowe, ale też różnorodne, sposoby widzenia świata. I tu zaczynają sie dyskusje na temat tego ile mamy czakry, czy piekieł jest sześć czy trzynaście i co dokladnie jest w tym czwartym piekle. Moim zdaniem, tak właśnie działają ludzie o słabym podłożu "mitycznym." Oni to pieczołowicie tworzą mapę ponownie odkrytej Ameryki. Ale tym razem Ameryki prawdziwej, którą to sami dokładnie zbadali.
W kajaku.
-
Fajnie, że chciałeś postąpić pół kroczku i nie pytam, dlaczego nie cały?
Polecam prace Jiddu Krishnamurti. Jest do bólu logiczny i mentalny :)
W żadnym wypadku nie kretyna UG Krishnamurti (pseudonim nieprzypadkowy)!
-
Dziękuję za pochwałę. Boję się, że gdybym zrobił cały kroczek, to z bólu mógłbym primaaprilisowy żart uznać za prawdę.
-
Rozumiem, że chcesz dać do zrozumienia, iż na twoim poziomie świadomości osiągnąłeś już apogeum swoich możliwości w zakresie duchowości.
No to kolejny raz zapytam: po co jesteś na TYM portalu?
To musi być strasznie stresujące, męczące, wkurzające i bolesne. Nie lepiej zająć się czymś bardziej pożytecznym, co Ci pomoże awansować, lepiej zarabiać, czy choćby stać się szczęśliwszym?
PS
Nie wykluczam, że piszesz pracę doktorską na temat "Beka z rozwoju duchowego i ezoteryki" :(
-
W kontekście duchowości a religii. Generalnie religia jest zjawiskiem społecznym opartym na zbiorze zasad, pożądanych i nie zachowań itp. dotykając bądź proklamując duchowy charakter tych działań. Różnica między podejściem religijnym a świadomym jest taka, że jeśli dane zasady czy zachowania wdraża się w swoje życie na zasadzie zakazów, nakazów czy obietnic otrzymywania czegoś wspaniałego w zamian, to ma to właśnie wymiar religii - opiera się na wierze, nie potwierdzaniu tego w rzeczywistości (np. kary i nagrody w chrześcijaństwie pojawiają się dopiero po śmierci). Czyli jest to na zasadzie - "ktoś mi coś powiedział a ja w to wierzę". Wtedy wyznaje się cudzy kodeks moralny, cudze zasady, człowiek nie sprawdza jakie ma to odniesienie do niego samego, na ile to jest zgodne z jego kodeksem - z tym co on faktycznie czuje i myśli. Im bardziej człowiek jest odcięty od swoich uczuć bądź nie bierze za nie odpowiedzialności (odrzuca ją), tym bardziej ten kodeks się wypacza (zarówno własny jak i przyjęty - cudzy).
Duchowość się moim zdaniem zaczyna, tam gdzie człowiek zaczyna rozumieć siebie, swoje uczucia, swoje zdanie na różne tematy, gdy poznawane tezy sprawdza na własną rękę, na ile się odnoszą do niego i jego rzeczywistości, gdy przekracza również uwarunkowania tego co czuje, bezsilności w kontakcie z przykrymi zdarzeniami np. i gdy człowiek uczy się bezwarunkowo kochać siebie a z czasem pozwalać na to innym (i pozwalać sobie, względem innych).
Jeszcze - religia opiera się na tradycji, przekazywaniu jej i życiu w zgodzie z jej założeniami. Jeśli nie towarzyszy temu świadomość, to nawet jeśli miała ona w przeszłości charakter duchowy (wzbogacający a nie zubażający duchowo), wraz z czasem i kolejnymi przekazami się degeneruje. Wszystko kręci się wokół tego, czy powtarza się cudze zasady czy te cudze zasady się bada (te które mają charakter inspiracji czy zachęcają do zastanowienia) i tworzy w ten sposób własne (zgodne ze swoim sercem, tym co się czuje).
Dla osób które medytują ew. modlą się i starają uwalniać się od uprzedzeń w tym, te zasady, czy spojrzenie na życie są względnie podobne. Moim zdaniem gdzieś u podstaw uniwersalne. I ile by "utworów" się nie stworzyło, to sedno jest w tym, nie kto coś sobie wymyśla, adwersarze w dyskusji itp. :), a to co znajduje się właśnie w sobie, w głębokiej medytacji, w odwarunkowaniu swoich uczuć i przekroczeniu uprzedzeń jednej czy drugiej strony. Wtedy ma się wizję niekoniecznie idealną, w stu procentach celną, ale zbliżoną do jakichś uniwersalnych wartości, zasad, etc. które człowiek znajduje w sobie.
Lynd
W kontekście świadomości rozróżniającej - dla mnie ona oznacza zdolność określenia jakie doświadczenia wewnętrzne są dla mnie dobre, a jakie nie (i zdolność oceny tego w kontekście proponowanych poglądów, praktyk itp.), niekoniecznie określenie bezbłędności w ocenach stanu rzeczywistości materialno-społecznej. Można jednak pewne tendencje dostrzegać, bądź patrzeć przez pryzmat uprzedzeń, ma to pewien, choć może luźny związek ze zdolnością rozróżniania (w takim kontekście o którym pisałem). Zdolność rozróżnienia może pomóc ocenić charakter ludzi, ich intencje i to dokąd prowadzą innych (w kontekście doświadczania).
-
Wątek, który wydawał się taki ciekawy, zdechł z powodu braku zainteresowania tych, ktorym wydawał się ciekawy :(
Do Szatana przybiega przerażony młody diabeł:
-Mistrzu, mistrzu! Tam się znów ktoś oświecił!
- No i - pyta stary Szatan
- Trzeba reagować!- gorączkuje się młody.
- Nic sie nie martw - odpowiada Szatan- podeślemy tam naszych zdolnych ludzi i szybko zrobią tam miejsce kultu, wypaczając sens nauk oświeconego!
No i tak się dzieje tu, na tym Forum.
Jeszcze nie zdążyłem się oświecić, a już niektórzy specjalizują się w wypaczanu mojego przekazu.
I wielu jest takich, którzy wolą czytać opinie na mój temat od poczytania moich art. czy książek.
A tak przy okazji, trafia do mnie coraz więcej ofiar różnych uzdrowicieli. Nie jest to moje hobby, żeby tych ludzi odkręcać i uzdrawiać po praktykach opętańców. Część z tych ofiar jest po egzorcyzmach i dlatego do swoich wcześniejszych uzdrowicieli już nie wrócą. Niektórzy z nich mowią: "tak czułem, że z tym czy owym uzdrowicielem jest coś nie tak, ale głupio bylo ufać intuicji, kiedy ma się przed sobą taki autorytet".
No i poza tym, owi uzdrowiciele powoływali się na autorytet religii - świętych ksiąg chrześcijaństwa, hinduicmu itd. Wszystkiego tego używano wobec nich po to, żeby ich odstaraszyć przed wizytą u mnie, czy u regreserów!
Nie dziwię się, bo jak ktoś oszukuje i wyłudza dzięki temu peniadze, to zrobi wszystko, żeby jego ofiara nie mogła skorzystać z pomocy, która polega na uwolnieniu go od wpływu oszusta (często opętanego).
Jeśli więc słyszysz od kogoś przestrogi, by się ode mnie (a także od uzdrowicieli współpracjących z tym Forum) trzymać z daleka, to powinieneś się zastanowić, jakie naprawdę są intencje tej osoby i potraktować takie ostrzeżenia jako najlepszą anty-reklamę dla osoby, która to głosi. Oszust na pewno nie chce zostać zdemaskowany!
-
Leszku
Według mnie masz mocno wypaczony przekaz dotyczący polityki, reszta jakoś ujdzie.
-
Dyskusja w watku bylaby ciekawsza gdyby wiecej osob dzielilo sie swoim doswiadczeniem. To by bylo fajnie. :) Samo intelektualizowanie tematu daleko nie prowadzi.
Leszek "I wielu jest takich, którzy wolą czytać opinie na mój temat od poczytania moich art. czy książek."
Mi Leszek bardzo pomogl, przynajmniej w tym wcieleniu, bezposrednio i posrednio. 20 lat temu bylem zachwycony nowa wiedza ktora poznawalem czytajac jego ksiazki. Juz wtedy zaczalem zmieniac swoja diete i czytalem Louise Hay i Murphiego. Tutaj jednak czulem ze moge znalezc wiecej informacji na temat duchowosci i praktyki, czego religia mi do tej pory nie dawala. Po jakims czasie olsnienie minelo i wiedzialem ze duchowosc jest tym czego mi w zyciu brakowale i w niej znajde sposoby na lepsze zycie i samopoczucie, tak wtedy czulem. poznalem wiec techniki medytacji, modlitwy, afirmacji itd. Z czasem zaczalem korzystac z kaset audio i analiz rozwoju duchowego. To wszystko bardzo ekscytujace, az do teraz. W sesjach regresingu przypomnialy mi sie m.in. praktyki duchowe jeszcze z czasow Buddy nieoswieconego. Z czasem, do chwili obecnej pojawiaja sie w moim zyciu inni mistrzowie i terapeuci w odpowiedzi na to , co w danej chwili mam do przerobienie i poznania.
-
Grzes
Nie wyobrażasz sobie, jakim zaszczytam jest dla mnie Twoja tak dobra opinia o mnie!
Z wrażenia nie będę już mgł zasnąć :)
-
Leszku
Nie musisz dziękować
-
Gzes
Nie muszę, ale chcę, boczekam na więcej Twych oświecających nauk! :)
-
No dobra, możesz zostać moim uczniem. Zatem mój uczniu, czego cię nauczyć?
-
Mistrzu! Myślałem, że to Ty wiesz, skoro jesteś Mstrzem :)
-
hehe
-
Kiedys pracowalem z muzulmaninem. Chlopak fajny,prosty, ale jak wielu z ich tradycji praktykujacy swoja religie. Otoz dowiedzialem sie od niegoze zyjemy tylko raz i potem koniec. Jakos nie chcialem w to wierzyc ale rzytaknalem by nie urazic jego wierzen. w koncu to jego wybor w co wierzy i komu. No, ale tylko jedno zycie i potem nic ? Tylko wojownicy jihadu skorzystaja bo znajda sie w niebie u boku pieknych dziewic. Kobiety to juz nie maja szansy. Czyli nie warto sie starac, wystarczy byc mezczyzna i zabijac niewiernych w imie Najwyzszego.
Swiadkowie Jehowy pukali do moich drzwi zawsze wtedy gdy bylem w jakims przelomie/ uzdrowieniu duchowym. Jakos telepatycznie wiedzieli kiedy przyjsc ze swoja oferta nauk. Sluchajac ich (a nie chcialem byc jak ojciec ktory na ich widok chwytal za miotle) nie moglem pojac dlaczego tylko 144 tysiace wybranych znajdzie sie u boku Stworcy. A cala reszta to co ? Ma sie starac ale pozostanie tylko kasta wybranych. Czemu wiec sluzy misja szerzenia nauk i pozyskiwania nowych czlonkow ? Konkurencja, walka o wplywy, pieniadz ? Osobiscie nie lubie sie przepychac w tlumie wiec chyba marne szanse. Moze jednak mam szanse na zbawienie bo jestem mezczezna. Kobieta w tej religii powinna przeciez byc posluszna swojemu mezczyznie.
Buddyzm. Pamietam, jeszcze z czasow Buddy. Fajnie,; medytacja, posty. Mozna sie oczyszczac ale ta ciagla reinkarnacja. Jakies bledne samonapedzajace sie kolo. Troche za duzo duchowosci a za malo materii. W koncu chce sprowadzic duchowosc tez do materii. Chce jesc, chce seksu, chce polubic moje materialne cialo. No i za malo tych oswieconych gwarantujacych sukces praktyki.
Chrzescijatwo dobrze mi pokazalo czego nie robic; wyznawac wine, byc niegodnym, wierzyc w grzech pierworodny. Jakkolwiek to lubie idee rytualu mszy swietej. W moim rozumieniu jest to rytual pojednania z Bogiem, troche podobny do Huny. Jest wiec wyznanie grzechow i zadoscuczynienie ( w Hunie oczyszczanie sciezki), wyznanie wiary (przekonanie Nizszego Ja) i komunia, przyjecie Boga (nawiazanie kontaktu z Wyzszym Ja)
W kazdej religii widze istnienie Boga, jednak za zadna nie musze podazac by sie z Nim spotkac.
-
Moim zdaniem podążanie ścieżką duchowości zmierza do odnalezienia Boga w sobie a religie (tak jak ateizm) odcinają od Boga.
-
A tu ciekawa zajawka na temat kontrowersyjnego spojrzenia na Kościół i miejsce na Boga w tej instytucji.
Bóg w Kościołach - Bert Hellinger:
https://www.youtube.com/watch?v=DjBS2PtB8zw
-
Moim zdaniem podążanie ścieżką duchowości zmierza do odnalezienia Boga w sobie a religie (tak jak ateizm) odcinają od Boga.
.... żeby potrzebni byli pośrednicy do kontaktu, czyli księża
-
Dla mnie duchowosc kojarzy sie z wolnym i swiadomym odkrywaniu Boga w sobie i Jego atrybutow i przejawianiem ich. Bog jest jednoznacznie dobry i nie musze sie Go bac, tak, jak pamietam z religii zydowskiej w ktorej kojarzy mi sie jako gniewny, msciwy, zazdrosny. Miejsce nakazow i zakazow zajmuje swiadomy, wolny wybor. W miejsce posrednikow mam intuicje i boze prowadzenie.
-
"Wiara szkodzi. Dzieci z religijnych rodzin nie chcą się dzielić i surowiej oceniają - czym jeszcze się różnią?
.....Zespół naukowców, prowadzony przez profesora Jeana Decety z Uniwersytetu w Chicago, odwiedzał dzieci w szkole i oceniał ich altruizm za pomocą prostego eksperymentu zwanego „grą dyktatora.
....Ogólnie rzecz biorąc, nasze odkrycia są sprzeczne ze zdroworozsądkowym i popularnym założeniem, że dzieci z religijnych domów są bardziej uprzejme i altruistyczne.”
Więcej: http://mamadu.pl/123001,dzieci-z-religijnych-rodzin-nie-chca-sie-dzielic-surowiej-oceniaja-i-wymyslaja
Duchowość otwiera serce na wrażliwość i empatię, jak widać religijność może zamykać.
-
Wygląda, że naśladują swojego Boga - zazdrosnego i chciwego. Chociaż pewnie nigdy by się do tego nie przyznali.
-
Z marksistowskiego punktu widzenia jest raczej odwrotnie -- zazdrosna i chciwa trzódka :-) maluje takiegoż Boga (na swoje podobieństwo).
-
Najpierw jest wyparcie Boga. Potem popadnięcie w negatywne emocje. Dalej tworzenie Boga małego odpowiadającego swojej pogorszonej wizji świata i następnie zostaje uwierzyć w takiego Boga i go naśladować .
Ja tak sobie myślę że komuna upadła bo komuniści nie wytrzymali pustki duchowej emanującej z dialektycznego materializmu. Albo rezonowali z inspiracjami gorszej jakości od tych co się jednak modlili.
I jak tak popatrzeć na to dlaczego np szwedzkie społeczeństwo które jest mocno zlaicyzowane przyjmuje tyle radykalnych wyznawców jakiejś religii to zastanawiam się czy przypadkiem Szwedom nie znudził się laicyzm i nie mają ochoty przejść na Islam. Albo zasilić się energiami pochodzącymi od rozmodlonych muzłumanów, których im brakuje
-
Intuicja- 5 sposobów komunikacji, których nigdy nie powinieneś ignorować
http://planetaswiadomosci.pl/intuicja-5-sposobow-komunikacji/
-
Jak podają rosyjskie media, 20 kwietnia Sąd Najwyższy wydał wyrok, w którym zakazał działalności zborów i uznał tę organizację za ekstremistyczną. Decyzja sądu otwiera drogę do konfiskaty majątku wspólnoty na rzecz państwa
Rosyjscy prokuratorzy od dłuższego czasu utrzymywali, że świadkowie Jehowy to organizacja, która pogłębia podziały między wyznaniami, podsyca nietolerancję, rozdziela rodziny i zmusza - z powodów religijnych - poważnie chorych do rezygnowania z transfuzji krwi.
Czytaj więcej na http://facet.interia.pl/styl-zycia/news-swiadkowie-jehowy-uznani-za-ekstremistow-za-mocno-pukali,nId,2385018#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome
-
Trzeźwo o religii,głównie naszej chrześcijańskiej i katolickiej-seria wykładów:
Ten odcinek pt. "Grzech"
https://www.youtube.com/watch?v=5ZauwXfUv4Q&list=PL88215687E5AAF5D7&index=9