Pozytywne Inspiracje
Forum => Karma i reinkarnacja => Wątek zaczęty przez: Mariomar w 2016-02-13, 22:24:55
-
Ostatnio poczytałem trochę tu na forum wypowiedzi o paktach Rockefellerow czy naszych polityków z diabłem. Potem zapomniałem o tym.
Dzisiaj zrobiłem sobie kamertonami 12 punktów odblokoeujacyh meridiany - punkty kluczowe Xi.
nagle zaczęły wzbierać we mnie emocje - w sumie jedna emocja: silna agresja. Zająłem się więc sprzątaniem domu.
Ale coś mnie wzielo - piereszy raz po 20 latach przerwy - na posluchanie Metallicy, która kiedyś namiętnie słuchałem.
I zaczęła się dziać rzecz dziwna. Czułem jak wzrastała we mnie agresja , jak odnawialy się praktyki satanistyczne. Jak wzbierała we mnie zła moc, która znowu dawała mi władzę nad całym światem. Stawałem się na nowo panem ciemności. I tylko slyszalem lub bardziej czułem głosy, że "wreszcie wracasz do nas" . W sensie do sił di abelskich.
I nagle zobaczyłem tysiące metalowców na koncercie i pocxulem z nimi ogromną jedność, jak za moich czasów młodzieńczych. Było to dla mnie bardzo atrakcyjne zaproszenie - znów wrócić na tron diabła.
I poprosiłem Boga i Ziemię o pomoc, ale to nie tędy była drogą. Więc przypomniałem sobie słowa Ingi, by odnaleźć prawdę.
Więc poddalem się tej sytuacji i chciałem zobaczyć prawdę. Nagle czar pięknego zaproszenia od sil ciemności prysl i zamiast pięknego stanu, zobaczyłem ciężkie i nieprzyjemne energie. Nic, co by było piękne. Zobaczyłem też , że już nie warto sprzedawać duszy diabłu za cenę panowania nad światem, bo potem płaci się za to ogromna cenę - trafieniem do piekieł.
Wiem, że temat tylko liznalem. Wiem, że we mnie jest tona agresji, że gdzieś ciągnie mnie jeszcze mocno w stronę sił ciemności - bo to była moja "rodzina", ale też widzę, że jest już czas, aby przed tym już nie uciekać, tylko stawić czoło i zagłębić się w tą moją ciemną stronę, by ja uzdrowić. Bo jak nie stanę twarzą w twarz z piekłem i diabłem, to nigdy nie odzyskam władzy nad sobą. Bo na razie piekło ma będę mną władze dlategi, ze się ich panicznie boję. A jak ujrze to, przed czym tak uciekam, tj. piekło, to straci nade mną władzę.
-
Przy zespole KAT dopiero czuje się obecnośc mocy piekielnych :)
-
Albo przy Slayerze - też mocno ciemni panowie.
-
Jest jeszcze kilka kapel, przy których nawet o odruch wymiotny łatwo :)
-
Satanizm z chrzescijanstwem idzie reka w reke, ramie przy ramieniu, ma ta sama geneze. Jedno jest odwroceniem drugiego, jak odwrocony krzyz (co on znaczy, czemu ten krzyz..) Po to, zeby czynic rowna ilosc "dobra" i "zla", zeby siac zamet i ferment.
-
Ladaco
A mi się wydaje, ze... satanizm to prawdziwa strona chrześcijaństwa. Bowiem obie religie ciągną z niskiego astrslu, obie to sekty, w obu jest manipulacja i odcięcie od prawdziwego Boga, w obu jest kontrola. Tylko ze chrześcijaństwo zostało przebrane w piękne szaty. :)
Ale fakt faktem, z satanizmu ciężej się wygrzebac.
-
ścieżka szatana ciągnie się od bardzo wysoka, w zasadzie od najwyższych wibracji. Jest to wyjście na przeciw stwórcy. Nie jest to kwestia opowiedzenia się po stronie dobra lub zła, tylko po stronie wyższej racji. Im niżej tym zaczyna się to wszystko kiełbasić i mieszać, świadomość zawężać. Z tego wyboru/wyborów układa się mniej więcej taki schemat późniejszych atrybutów / działań / talentów / zabawek dla duszy itd.
Kreacja <-> Destrukcja
Harmonia <-> Dysharmonia
Jasność <-> Ciemność
Miłość <-> Nienawiść
Dobro <-> Zło
Wspólnota <-> Indywidualizm.
krzyż w ogóle jest symbolem ścieżki szatana, od wtedy gdy jeszcze nikt tak tego nie nazywał. No i ten powiedzmy kult, stworzył większość ruchów religijnych, od chrześcijańskich/katolickich po buddyzm itd. Chyba po to aby ludzie nie szukali po swojemu, tylko według wytycznych. Zwłaszcza jest to niebezpieczne, gdy pojawia się mistrz, i coś mówi, wtedy pojawiają się struktury aby ludzie wiedzieli jak "prawidłowo" interpretować to co powiedział.
Przez chwilę myślałem że krzyż jest jakaś manipulacją astralną na jakiś ciałach duszy, i że to w zasadzie taka sztuczka jakich wiele, ale coś ostatnio czuje że krzyż ze swoją historią, jest czymś dużo bardziej ponadczasowym i wymyślnym.
Warto zastanawiać się na tym że projektanci w informatyce, projektują wszystko tak aby było to proste i zrozumiałem co jakie kliknięcie robi. Aby ktoś od razu wiedział w co klikać na smartfonie odwołując się do najbardziej znanych symboli.
Krzyżyk oznacza:
- wyjście
- usunięcie
- zamknięcie
- przerwanie
-
Co do muzyki, to mocniejsze smoliste klimaty, to myślę bardziej death metal po nazwie nawet. Wokal Death, zmarł parę lat temu, z szeregach tych zespołów było trochę przypadków śmierci, ale np. taki Behemot, siarka idzie z głośników :-D Hetfield agresję, walkę ciągnie z czasów wojny secesyjnej, tak go pamiętam, wiec muzyka agresywna itd. Araya zdaje się był pielęgniarzem zanim stali się znani, i jest katolikiem, ale jest i tak siarczyście hehe
-
Musiałam :P
https://www.youtube.com/watch?v=CeZlih4DDNg
-
Blueyes
Zgadzam się z Tobą w pełni. Moim zdaniem szatan tak orzesiakl ta Ziemię, ze często nie zauważamy już jego obecności - tak ten nurt jest powszechny.
A z tym krzyzykiem w kompach, to ciekawe spostrzeżenie. Dlatego podczas chrztu ksiądz dzieciom kreśli krzyż na czole. Aby odciąć duszę od Boga i światła.
Darku
Tak, death metal jest jeszcze mroczniejszy. Ale czuję, ze wiele osób z kapel death metalowych nie jest zła. Nastała moda na death metal i zaczęli taką muzę grać - jako dobre źródło kasy.
A Araye zawsze jakoś dobrze o dbieralem. Nie pasuje mi do testy zespołu, bo jest z gruntu dobry. Co innego Kerry King, a już zwłaszcza nieżyjący Hannenam z tego zespołu - Ci to mają ciężkie energie.
P.S. Ale ostatnio coś mnie ciągnie z powrotem do takiej muzy. szatan nie chce mnie puścić. ; )
-
Laka
No właśnie, jeszcze jest Black metal :)
Ale tu też czuję wielu pozerantow. Udają szatanow, a z gruntu są dobrzy. To taki image.
-
Najwięcej szatana jest w ludziach którzy widzą wszędzie czyhające szatany :)
I takich też ludzi te ich szatany w głowach najłatwiej opętają.
I tak, ludzie którzy widzą wszędzie szatany obrócą sobie ten krzyż o 45 stopni i dopasują sobie iluśtysiącletni symbol do względnie nowoczesnego X. I tak będą mogli zobaczyć, że szatany i źli ludzie są wszędzie, nie licząc tylko tego małego fragmentu wokół nich samych. I poczują się bezpiecznie w tym strasznym, podzielonym świecie.
Ich subiektywne rozumienie będzie odpowiadało ich poczuciu zagrożenia, nieumiejętności radzenia sobie w świecie, a może i potrzeby aby poczuć się tym lepszym, który dostrzega więcej.
A ludzie którzy widzą Boga? Zobaczą np że krzyżowi bardziej bliżej do plusa, czyli krzyża greckiego, czyli np do symbolu ziemi. I np wywnioskują sobie, że Jezus pokazuje jak połączyć Niebo i Ziemię, Człowieka i Boga. I będzie im fajnie, poczują się zainspirowani, wyciągną pozytywne rzeczy.
Ich subiektywne zrozumienie będzie odpowiadało ich mądremu postrzeganiu jedności świata, że "wszyscy mówią o tym samym" a wystarczy słuchać.
Niby oba sposoby postrzegania są subiektywne, ale... Czy jednak patrzenie syntetyczne nie jest bliższe rzeczywistości, bo przecież czy Duch powinien przesiąkać wszystko i inspirować wszystkich?
Jak by na to nie patrzeć, każdy z tych sposobów patrzenia jest odpowiedni na dany poziom. Tyle że przejście na wyższy poziom nie polega na zamknięciu szatanów w klatce ze światła, tylko na wyciągnięciu ich ze swojego oka ;)
BTW, takie postrzeganie szatanów wszędzie to przypadłość typowo zachodnia i typowo chrześcijańsko-gnostyczna. (Nie umiem się wypowiedzieć czy abrahamowa.) Więc, kłuje nas najbardziej to, z czym mamy problem :) A taka krytyka chrześcijaństwa pokazuje tylko, jak bardzo mocno ono w nas tkwi, że nie potrafimy go pokonać, tylko nadal korzystając z jego metod szukamy w nim szatanów.
-
Mario
Puść sobie i zobacz co się dzieje z Tobą, czy się podłączasz gdzieś itd. może w trakcie próbować kamertony, przy ściszonej muzyce. rób pewno będą harmonizować z niektórymi dźwiękami. grają w tonacji E i D przeważnie wiec usłyszysz
-
Nie ma realnie czegoś co nazywa się satanizmem, jest to jedynie potężny astral stworzony z umysłów opętanych lękami, nienawiścią i tego typu uczuć stwarzających tego typu fantazje. Film "Regression" to nieźle wyjaśnia. Na końcu filmu jest notka, że nigdy nie znaleziono dowodu istnienia tego typu sekt w realu. Są to zbiorowe paniczne lęki i fantazje tworzone przez przerażonych i nie radzących sobie z własnymi uczuciami nienawiści ludzi. Gdzieś czytałam, że nienawiść rodzi się z nie zrozumienia.
-
Ze satanizm to prawdziwa strona chrześcijaństwa, to jest fajnie powiedziane, choc nie wiem czy ktoras z nich jest prawdziwsza od drugiej. Jedno to drugie, odwrocone tak jak przy yin i yang oblicze drugiego i nawzajem. Cos takiego. Sa te rzeczy caloscia;) Nie mozna mowic o jednym bez drugiego, bo wywodza sie dokladnie z tego samego.
Krzyz moze jest symbolem mocy czy moze w tym wypadku nawet wladzy, punktem mocy tam gdzie jest skrzyzowanie dwoch linii i byc moze postawienie na nim martwego czlowieka przez chrzescijanstwo ma za zadanie odstraszac od niej ludzi;)
To nie tylko tak, ze im nizej to bardziej sie kielbasi, co tak na prawde wyzej znaczy ta historia tez moze byc bardziej zawile, wiekszy obraz moze byc na prawde skomplikowany i powiazany z wieloma rzeczami. Tu nie ma przeciez o prawdziwym Bogu, glownym stworcy, ktory jest we wszystkim, bo tego czym on jest, co to jest tak dokladnie to chyba nawet istoty oswiecone nie sa w stanie jasno stwierdzic. Chyba, ze ktos slyszal?;) Tu mowa o jakis ustawionych rzeczach. Dlatego nie lubie uzywac slowa Bog, bo kto siebie moze nazywac Bogiem i co prezez to ma na mysli, to moze byc calkiem inna kwestia. Trzeba oddzielic, ze religia raczej nie mowi o tym, co zwyklismy tu nazywac Boskoscia. Zawile to sa sprawy.
Wiem, ze Leszki i nie Leszki sobie odrgeagowywali karmy i nie karmy z Jezuskiem i nie bede w to wnikal i pewnie nawet Jezusek mial jakis pierwowzor ludzki, ale w takim ujeciu jak to jest w Biblii to on na pewno nigdy nie istnial i jakis papiez nawet z okresu renesansu ponoc powiedzial "daleko zesmy zajechali na tym jezusowym oszustwie", czy jakos tak. A co tak na prawde reprezentuje ta historia?...
-
Mariomar
Gratuluję uzdrowienia :)
Idziesz do przodu:)
-
Ze satanizm to prawdziwa strona chrześcijaństwa, to jest fajnie powiedziane, choc nie wiem czy ktoras z nich jest prawdziwsza od drugiej. Jedno to drugie, odwrocone tak jak przy yin i yang oblicze drugiego i nawzajem. Cos takiego. Sa te rzeczy caloscia;) Nie mozna mowic o jednym bez drugiego, bo wywodza sie dokladnie z tego samego.
Krzyz moze jest symbolem mocy czy moze w tym wypadku nawet wladzy, punktem mocy tam gdzie jest skrzyzowanie dwoch linii i byc moze postawienie na nim martwego czlowieka przez chrzescijanstwo ma za zadanie odstraszac od niej ludzi;)
To nie tylko tak, ze im nizej to bardziej sie kielbasi, co tak na prawde wyzej znaczy ta historia tez moze byc bardziej zawile, wiekszy obraz moze byc na prawde skomplikowany i powiazany z wieloma rzeczami. Tu nie ma przeciez o prawdziwym Bogu, glownym stworcy, ktory jest we wszystkim, bo tego czym on jest, co to jest tak dokladnie to chyba nawet istoty oswiecone nie sa w stanie jasno stwierdzic. Chyba, ze ktos slyszal?;) Tu mowa o jakis ustawionych rzeczach. Dlatego nie lubie uzywac slowa Bog, bo kto siebie moze nazywac Bogiem i co prezez to ma na mysli, to moze byc calkiem inna kwestia. Trzeba oddzielic, ze religia raczej nie mowi o tym, co zwyklismy tu nazywac Boskoscia. Zawile to sa sprawy.
Wiem, ze Leszki i nie Leszki sobie odrgeagowywali karmy i nie karmy z Jezuskiem i nie bede w to wnikal i pewnie nawet Jezusek mial jakis pierwowzor ludzki, ale w takim ujeciu jak to jest w Biblii to on na pewno nigdy nie istnial i jakis papiez nawet z okresu renesansu ponoc powiedzial "daleko zesmy zajechali na tym jezusowym oszustwie", czy jakos tak. A co tak na prawde reprezentuje ta historia?...
Ladaco, nie pomyliłeś forów, już któryś raz piszerz aż nazbyt sensownie i głębiej niż może sam zdajesz sobie z tego sprawę.
-
Darku,
Ty wiesz, ze to dobry pomysł? :)
Spróbuję.
-
Pare dni temu poczułam chęć przejrzenia sobie muzyki, której słuchałam kiedyś, metal własnie, gotyk nawet bardziej mi odpowiadał ;)
I bardzo mnie odrzuciło, też od tych muzyków, bo oglądałam nagrania koncertowe. Kiedyś wiele lat temu uważam te energie i osoby za fajne, dobre i miłe, w przeciwieństwie
do tzw "normalnych" ludzi i wcale nie czułam strachu czy odrzucenia. Czułam się na właściwym miejscu i "swoja" ;)
Teraz wydają mi się obrzydliwe i odpychające. No i ta ogromna nieprzytomność. Patrze na tych ludzi i widzę wszystko: demonizm, satanizm, magia i co tylko jeszcze.
Nie wyobrażam sobie wylądować na takiej imprezie.
-
Laka,
O, to jeden z moich aktualnych tematów na wierzchu :D
Przechodzę przez coś podobnego, całe życie zatwardziała metalówa, true gotka, wiecznie ubrana na czarno, ludzie z tego grona oczywiście życzliwi, wyrozumiali, najlepsi przyjaciele. Odkąd zmieniłam moje życie i poznałam mojego partnera, nagle ci wszyscy znajomi poodpadali, zauważyłam też jak toksyczni byli i jak bardzo się staczali, niszcząc swoje życia i trwając przy tym przy swoich niepodważalnych racjach. A ja stałam się wrażliwsza, zaczęłam więcej czuć i rzeczy do których mnie mocno ciągnęło zaczęły naturalnie kolejno odpadać. Świadomym rozwojem zajmuję się dużo krócej, więc jeszcze do końca temat mi się nie uzdrowił i proces trwa nadal.
Swojego czasu rysowałam same mroczne obrazki, głównie czarownice, kochałam klimat i styl Victorii Francés, była moją ulubioną artystką. Dzisiaj choćbym chciała nie potrafię narysować nic mrocznego:P Twórczość Victorii też przestała mi się podobać. Powróciłam do uczuć z dzieciństwa i rysuję to co czuję i sprawia mi to przyjemność. Kiedy byłam dzieckiem kochałam rysować zwierzątka i cudownie mi jest do tego wrócić. Lubię też kiedy jest kolorowo i jasno.
I choć nadal trzymam w szafie moje koronkowe czarne sukienki to od prawie trzech lat nie jestem w stanie żadnej ubrać i czuć się sobą.
Właśnie wczoraj tak z ciekawości odpaliłam sobie bo dłuugiej przerwie Closterkeller. Jak ja szalałam za tym zespołem, a Anja Orthodox… Miałam kiedyś okazję z nią więcej porozmawiać. Ona przecież gadała o totalnych głupotach, pieprzyła farmazony o ateizmie, bogach, szatanie a ja byłam nią zachwycona. Teksty piosenek - tyle w nich cierpienia, buntu, niemocy, nienawiści… No i słysząc fragment piosenki "Nero" : "...Ona musi zginąć,tylko to już umiem chcieć, Gdy pośród ruin co dzień modlę się o jej śmierć”, nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać - wtf? ja kiedyś tego słuchałam?:D
Teraz słucham też rocka i ciągnie mnie do pewnych zespołów głównie z sentymentu, np. zawsze bardzo lubiłam Red Hotów, ostatnimi czasy sporo wałkowałam ich płyty, ale znowu coś mi odpadło, bo kiedy przypadkiem natrafiłam na biografię Anthonego Kiedisa, którą lata temu czytałam, przypomniałam sobie o jego porąbanych seksualnych podbojach, ćpaniu, chlaniu i staczaniu się co chwila, to mi się odechciało ich słuchać:P Teraz mam sentymentalną podróż z Kornem, to już cięższe klimaty i mimo sentymentu muszę przyznać, że kiedy słucham ich utworów czuję coś niepokojącego. Haha, teraz będę po kolei każdy zespół przerabiała:D
-
Jak posłucham coś starego, teraz zwracam uwagę, co u mnie się pojawia. Ważne co i dlaczego, bo to u mnie się coś pojawia. Czy czasem nie powinno się tego właśnie uzdrowić. Pojawia się coś u nas, a nie u jakiegoś gitarzysty, nasza reakcja. To tez ważne wg mnie i warte zauważenia.
-
Darku
Masz rację. Energie muzyków to jedno, ale ważniejsze jest chyba to, co się dzieje w nas podczas słuchania muzy.
U mnie kiedyś muza dawała mi:
- moc i agresję
- bunt przeciw światu
- wywyzszenie się nad zwyklymi ludźmi - schowanie swojej niskiej samooceny
- jedność z podobnymi do mnie metalami i hardcoreowcami
Wczoraj słuchałem Slayera i Kreatora, i robiłem wahadlem OM. Ciagnue mniedo tej muzyki z sentymentu i z chęci powrotu do beztroskich czasów młodzieńczych - bez potrzeby pracowania w kieracie, ale ledwo wytrzymałem przy tej muzie.
Ale poczułem silną blokadę na koronie - odcięcie całkowite, oraz silne powiązania i podpiecia z tyłu pod szyszynke. Próbowałem to czyścić wahadlem.
Ale o dziwo wracam do tej muzy ze strachu. Moze chodzi o to, ze ten strach jest już tak silny i już z nim nie wytrzymuje, więc wolę znowu wrócić do "bezpiecznej" ciemnej mocy.
Ale jestem uwikłany w ta ciemna moc - oni mieli mi dac bezpieczeństwo oraz moc, a ja miałem im służyć. I tym "bezpieczenstwem" trzymają mnie przy sobie.
-
Ogólnie to kiedy człowiek rozwija się duchowo i żyje coraz bardziej świadomie to naturalne, że odpadają negatywne ciągoty. Kiedy dostrajasz się do wyższych wibracji automatycznie tracisz zainteresowanie ciężkimi klimatami. Tak jest ze wszystkim, nie tylko z muzyką. Nie sądzę żeby teraz ci muzycy byli dla mnie jakimiś lustrami, to po prostu pozostałości zainteresowań jakie miałam przez długi czas, ale fakt - oczywiście warto zastanowić się dlaczego mnie do tego ciągnie i czemu moja podświadomość jest tym nadal zainteresowana.
Co do muzyków życie rock'and'rollowców zawsze wiązało się z obciążeniami, pogubieniem, ciężkimi problemami, zawodami miłosnymi, rodzinnymi, konflikcie z Bogiem, wyładowywaniem swoich emocji w muzyce. To dlatego większość kapel metalowych czy rockowych nie ma utworów o pozytywnym przekazie:P Uderzają do równie zagubionych nastolatków, którzy nienawidzą swojego życia i chcą odreagować, a ostra muza jest dla nich do tego świetnym narzędziem. Kiedy zajmujesz się rozwojem nie potrzebujesz takiej formy rozładowywania. Dla mnie ukojeniem jest teraz medytacja, modlitwa, wczuwanie się w swoje prawdziwe uczucia, nawet gdy czuję silne emocje. A to że ich dosłownie nie "wywalam na wierzch", krzycząc i skacząc po całym pokoju ostatkami sił w rytm metalowej piosenki, nie oznacza że je w sobie tłumię - wręcz przeciwnie. Więcej we mnie samorefleksji i kontaktu z własnymi emocjami. Przy takiej muzyce to mogłam tylko nienawidzić albo płakać i co gorsza - dostrajać się do tych złych emocji.
Ha, jakbym przeczytała ten tekst kilka lat wczesniej puknęłabym się w głowę i zaczęła głośno śmiać:P Ja tak bardzo broniłam tego mojego mrocznego stylu i zainteresowań, a tak naprawdę zawsze czułam że to nie jest do końca moje, że do tego nie pasuję. Zdarzało mi się słuchać naprawdę ciężkiego metalu, ale przyłapywałam się często na tym, że w gruncie rzeczy to mi się to nawet nie podoba. Z resztą zawsze byłam wrażliwa i uczuciowa, tylko bardzo potłumiona i pogubiona. W agresywnej muzyce wyładowywałam swoją nienawiść i emocje jakie miałam, w szególności do ojca.
-
Ja też w metalu byłem agresywny na ojca, ale zawsze bardzo wrażliwy.
Nigdy nie potrafiłem, jak moi koledzy, niszczyć mienia publicznego czy katować zwierzęta. Czulem głęboko, ze tak nie można. Że to nie tędy droga.
-
Dokładanie. Mało tego, ja w przeciwieństwie do moich znajomych (chyba jako jedyna) nie paliłam, nie piłam za bardzo, z ćpaniem to nawet wśród znajomych nie miałam do czynienia. To było ciekawe, bo chodziłam na te metalowe koncerty i byłam tam z nimi, czułam właśnie tą przynależność, bezpieczeństwo, fajną zabawę,a jednocześnie tak bardzo się wyróżniałam, byłam raczej spokojna, nieśmiała, często odmawiałam alkoholu i czułam że jednak nie do końca jestem sobą. Dla mnie "ukojeniem" była ta głośna muzyka, szczególnie na żywo, dźwięk bębnów i gitar, możliwość poskakania i zrobienia czegoś szalonego. W domu kiedy ojciec darł mordę zakładałam słuchawki, albo lepiej - włączałam muzykę na pełen regulator i zagłuszałam go. Nie potrafiłam nigdy tych emocji skierować bezpośrednio na niego, a bardzo chciałam. Byłam bardzo zblokowana, więc potrzebowałam czegoś mocnego co wydrze ze mnie te emocje i do tego właśnie był mi potrzebny metal. Słuchałam też innych gatunków muzyki, zawsze to co aktualnie czułam, co się dogrywało z moimi emocjami.
Ale cieszę się, bo widzę teraz jak wiele się we mnie zmieniło w tych kwestiach. Jeszcze z dwa lata temu czytałabym tego typu post (jak ten mój:D) z zaciśniętymi zębami, broniąc tej wspaniałej muzyki. Ale nie ma się co oszukiwać, tak to prawda - metalu słuchają ludzie z pewnymi obciążeniami, to jatka i pożywka dla negatywnych emocji, i tak jak Laka pisała wcześniej - ludzie w tych klimatach to często ludzie bardzo nieprzytomni, szczególnie zagubieni w tej swojej nienawiści i poczuciu niesprawiedliwości.
-
Mi metal dawał siłę do przetrwania, to było sporo lat temu. Teraz mnie męczy, ale wtedy dawał mi energię do utrzymania się może nawet przy życiu.
-
Mario
Ja nie czułem jedności jakiejś z metalami, mnie muzyka, dźwięki bardziej interesowały, techniczne sprawy. I ten kop też był, siła na przetrwanie :)
A strach o którym piszesz, możesz wejść w to, przyjrzeć się, parę chwil, skoro tyle czasu on jest, chwila dłużej. I zapytać się skąd się wziął, czym jest naprawdę itp. drążyć
-
Arwena
To chyba mamy/ miałyśmy podobne upodobania :D
Też słuchałam RedHotów i byłam zafascynowana Kornem :P NO i może mniej mrocznie Offspring :P
I wiele innych, kochałam też Apocaliptycę i...a długo by wymieniać. Choć wiesz co, zostało mi gdzieś upodobanie do przebieranek, przybiera różne formy. Zawsze chciałam
bawić się na archeo rekonstrukcjach, bardzo to czułam, ale gdy mogłam to nie bylo tego w okolicy, a póżniej już nie miałam przestrzeni na to.
CHoć nadal kocham festiwal w Biskupinie i w tym roku nawet udało mi się tam wpaść i przebrać prowizorycznie, ale ludzie i tak robili sobie z nami zdjęcia.
Wpadliśmy z kolegą na ten festiwal przebrani przez krzaki, żeby ominąć kasy. Nie chciało nam się stać w dłuuugiej kolejce. Świetnie się bawiłam.
Jedyne co mnie powstrzymuje skutecznie przez klimatami rekonstrukcji to ogromne ilości alkoholu jakie te grupy żłopią na spotkaniach. Więc klimat mnie odrzuca.
PS z tych klimatów czerni skutecznie wyciągnęły mnie studia artystyczne. Tak wszystko było dozwolone i chyba nic nie było dość dziwne, by zostać za takie uznane ;)
Pełna akceptacja wszelkich dziwactw. One były wręcz aprobowane. Wtedy stałam się baaardzo wyluzowana, kolorowa. I tak mi już zostało w większości.
-
Laka
Faktycznie, jak czytałem co pisałaś o archeo w Biskupinie, to pasujesz jak ulał :-)
świtezianka ;-)
-
Laka,
No przebieranki oczywiście też, szczególnie ciągnęło mnie w stronę wczesnośredniowiecznych klimatów. Miałam okazję pojechać na Wolin rok temu, ale nie skorzystałam, bo właśnie mnie ten alkoholowy klimat odrzucał. Tam jak się z nimi dobrego piwa, czy miodu pitnego nie napijesz to jesteś na swój sposób wykluczona z grupy:P Bo jedno piwko przecież nie zaszkooodzi;D A mi alkohol nigdy nie smakował i do niczego nie jest mi już potrzebny. No i dlatego też mnie w te klimaty już nie ciągnie, z resztą większość moich ówczesnych znajomych z metalowych klimatów była też rekonstruktorami, sama studiowałam historię i miałam swoją drużynę wojowników, na treningach uczyłam się władać mieczem, strzelać z łuku, z bardziej babskich rzeczy szyłam stroje itp. Ale myślę, że temat już się u mnie w dużym stopniu wyczerpał i wolę się zajmować innymi rzeczami. I jeszcze co do przebieranek, bawiłam się też trochę w teatr, więc tam też lubiłam wcielać się w różne postaci, przebierać się, odtwarzać coś itp. Jednak akurat kiedy zaczęłam się zajmować rozwojem, silne ciągoty do tego też mi szybko odpadły. To był dla mnie czas na wyłonienie z różnych, sztucznych ról jakie odgrywałam a miały one związek właśnie z tymi wszystkimi zainteresowaniami.
Czasem sobie tylko tak myślę, że może i bym mogła się jeszcze w przyszłości zająć teatrem, kiedyś chciałam zdawać na wydział lalkarski, jest chyba w Białymstoku o ile się nie mylę. Ale plany mi się zmieniły, za bardzo uparłam się wtedy na ratowanie zwierząt:P Coraz częściej nachodzą mnie myśli, że może jeszcze pobawiłabym się w coś takiego, ale właśnie już z takim zdrowym podejściem, a nie po to by wchodzić w jakieś role i udawać kogoś kim nie jestem.
Co do muzyki preferowałam najbardziej ten mroczny gotyk z lat 90, typu Theatre of Tragedy, The Sins od Thy Beloved, początki Within Temptation i symfoniczny metal typu Nightwisha i Epiki. Ale dziś to zdecydowanie za ciężkie klimaty dla mnie, choć z sentymentu potrafię jeszcze wrócić. Rok temu też właśnie znajoma próbowała mnie wyciągnąć na Castle Party i przez moment myślałam o tym, żeby pojechać, ale tylko po to żeby się przebrać i pochodzić w wypasionej wiktoriańskiej sukni:P Jednak sam klimat i alkohol mnie za bardzo zniechęcał, a kiedyś to bym dała sobie rękę uciąć za teorię, że tamtejszy klimat jest wspaniały, bo tworzą go wspaniali ludzie. Dziś widzę to zupełnie inaczej, często od razu dostrzegam ich cierpienie i problemy jakie skrywają za tatuażami, kolczykami i krzykliwymi ubraniami.
-
Dzięki Darek ;)
Arwena
To jest lepiej niż myślałam:P Hihi Nightwish to klasyka, jeszcze mam sentyment do niekótych utworów, z Polskich lubiłam Delighta i Artrosis, a poza tym Dead can Dance:P
No ale to już nie taki mrok ^^
Teatr też gdzieś był mi bliski, ale bardziej karmicznie niż na to wcielenie.
Jak byłam przez chwile w bractwie rycerskim o koniecznie chciałam walczyć, a nie gotować :D No i nadal kocham strzelać sobie z łuku, ogólnie lubię trafiać do celu. Pół roku temu postrzelałam sobie pierwszy raz w życiu z wiatrówki to syn z tatą się dziwili, ze tak dobrze mi idzie :P No cóż wcielenia wojskowe i wojownicze dają o sobie czasem znać ;)
U mnie bardzo szybko odgrywanie ról sie zaczęło najpier od zabawy lalkami jak byłam dziewczyną, a potem szybko wciągnięta zostałam w fabularne RPGi. Z czasem zupełnie to odpadło, bo odreagowałam wszystkie role karmiczne i nie było już co odgrywać ;D
Obecnie kręci mnie teatr ale tańca:) I tu już dla mnie nie ma odgrywania ról, a bardziej chodzi o przejawianie piękna w ruchu. Podobnie zaczęłam ostatnio postrzegać sztukę, ZDROWO. Po wielu latach zaczynam rozumieć czym jest sztuka, twórczość artystyczna. Wcześniej karma mi to jakoś wykrzywiała.
Myślę, że w aktorstwie też mozna by znaleść zdrowe podejście. Jesli chodzi o lalki, to u nas jest teatr lalkarski w Toruniu Baj Pomorski, znam jednego z aktorów, mogę Ci podać namiar na priv, to sobie pogadacie, może Ci coś podpowie:)
Na Castel Party jakoś nigdy nie udało mi się trafić i chyba już nie trafię ;D Ale zdjęcia kiedyś lubiłam oglądać. Wiktoriańska suknia... faaaajnie ^^
Zdradzę Ci sekret, ze podsłuchałam od dyrektora Biskupina na jakimś festiwalu, że w tym roku ma być ArcheoFashion, w zeszłym było Jedzenie :P Planuję się koniecznie wybrać w tym roku.
-
within. red hot, night fajne niektóre kawałki.
Myślę, że z dystansu, bez emocji tez można sobie po latach posłuchać, przy okazji fajnie widać co tam w głowie było wówczas. A dźwięki są takie same. tylko inaczej reagujemy hehe
-
Darek,
akurat jeśli chodzi o Nightwish ten z Tarją Turunen jeszcze i starsze albumy Within Temptation (jak np. "Mother Earth" czy "The Silent Force") z Sharon która prywatnie jest bardzo pozytywną i uśmiechniętą osobą - to odbieram te zespoły nadal pozytywnie, sentymentalnie ale z uśmiechem na ustach i z przymróżeniem oka w wypadku niektórych piosenek;) Obie panie mają też piękne głosy i miło się słucha.
Laka,
Pff, ja tez uwielbiałam Artrosis i byłam chyba jedyną osobą w gronie znajomych która lubiła ten zespół:P Ogólnie było tego bardzo dużo, od rocka po punk rocka, różne odmiany metalu i gotyku, za dużo by wymieniać:P
Do walki też mnie ciągnęło karmicznie, ale szybko się rozmyło, urodziłam się zbyt delikatna, aby być wojownikiem:P:P Od trzymania ciężkiego miecza palce mi się momentalnie deformowały i ręce trzęsły, ale i tak biegałam z nim po lesie tropiąc kolegów:'D W końcu kiedy wracałam do domu nie mogłam normalnie trzymać ołówka w ręku, więc przestałam chodzić na treningi, rysowanie było dla mnie ważniejsze:D
Z tym odbieraniem sztuki w zdrowy sposób mnie zaciekawiłaś, bo faktycznie mnie do sztuki całe życie ciągnie i staram się też realizować w jej różnych dziedzinach, ale nie bez przyczyny ciągle targały mną sprzeczne emocje i coś tam cały czas nie wychodziło, czy plany zawodziły. Spojrzenie na aktorstwo mam bardzo skrzywione, szczególnie po związku z gościem który był aktorem i po styczności z ludźmi z tych klimatów, byli bardzo negatywni i wręcz spaczeni. Baj oczywiście znam, pochodzę z Torunia i byłam setki razy w dzieciństwie;D To właśnie tam zrodziła się moja miłość do spektakli lalkowych. Pewnie, możesz podesłać mi namiary. Chętnie skorzystam, zawsze to coś nowego dla mnie;)
No i ArcheoFashion brzmi super, lubię ogólnie stroje historyczne, kiedyś bardzo mnie to interesowało.
Mamy tyle wspólnego i obie jesteśmy z Torunia i zastanawiam się jak to możliwe że się nigdy gdzieś tam przy okazji różnych rzeczy nie poznałyśmy:D No cóż, Internet zbliża ludzi, już coś o tym wiem;D
-
Arwena
Hahahahaha, wiesz myślę, że dlatego, że jesteśmy z "innego pokolenia" :P
Ale mamy faktycznie dużo wspólnego. Nie wiedziałam, że jesteś z Torunia ;) Mieszkasz jeszcze ?
-
Laka
Haha! Za pozno! Wywiozlem ja do Poznania 2,5 roku temu :D
-
Clint
I słusznie :) Z Torunia dobrze jest gdzieś się wywieźć ;)
-
Laka,
No fakt, inne pokolenie ;)) W Toruniu spędziłam całe swoje życie i ciągle mnie w tym miejscu coś trzymało i w pewnym momencie jak już odpadło to z przytupem, że aż mi się tam w odwiedziny nie chce wracać:P Chociaż muszę przyznać, ze Toruń ma swój specyficzny klimat i chyba środowisko rozwojowe jest większe niż w Poznaniu, choć nie jestem pewna, bo jak zaczęłam się zajmować rozwojem to mnie już w Toruniu nie było, ale tak czuję. Z kolei do Poznania wciąż nie mogę się do końca przekonać i zadomowić, mimo że zaznałam tu tyle spokoju i odpoczynku, jak jeszcze nigdy;)
Clint,
Porwałes mnie jak cygańską księżniczkę ze szczurami pod pachą:P
-
Arwena
Hahaha, no ja dla siebie Poznania też nie czuję jakoś, choć kiedyś byłam "od zawsze" przekonana, że tam własnie bede mieszkać ;) Nie wiem skąd mi się to wzięło.
A później jak tam jeżdziłam przez rok regularnie to mi się bardzo nie podobało, no może poza palmiarnią :D
A Torun dla mnie jest fajny pod tym względem że ma klimat, wszedzie blisko, no i dużo roślinności. Ja np mieszkam między parkiem, łąkami nad Wisła, a ogrodem zoobotanicznym, a z czwartej strony mam aleję kasztanową. Więc jak nie kochać tego miejsca. Słyszę mewy z rana i bociany chodzą latem po podwórku, a wieczorem jeże biegają :D Czasem jakieś łasicowate, zdarzyło mi się w wakacje, że wyszłam z psem wieczorem,a przy mojej klatce stał sobie lis ;)
Ostatnio jeżdzę sobie do Gdanska częściej i nie czułam też tego miasta dla siebie, choć już bardziej niż Poznań. Jestem chyba przywiązana do mojej Toruńskiej miejscówki, mieszkania które bardzo lubię, więc musiałoby się trafić coś jeszcze lepszego :) No ok, ale byłam w parku w Gdansku i tak poczułam mocno tą przyrodę, drzewa, że mi przeszło i już mogłabym tam mieszkać. Musiałam się ugruntować, z drzewami "pogadać" ;) Mam jakieś takie bardzo silne połączenie z drzewami, nie wiem dlaczego, jeszcze nie odkryłam. A szczurki są super, miałam ich trochę w życiu :D Moje ulubione zwierzaczki z tych mniejszych.
Wątek o agresji i satanizmie a my tu o zwierzątkach i roślinkach :P
-
Bardzo fajnie się ten wątek rozwinął. O wiele bardziej dla mnie ciekawie jest czytanie o zwierzaczkach i roślinkach i o tym gdzie mieszkacie aniżeli o tym na co by wskazywał tytuł wątku.
Na marginesie fajnie było by założyć osobny wątek na temat naszych miast gdzie mieszkamy i jak się tam czujemy.
-
Michał486
:) Świetny pomysł!
-
Moglibyśmy w tym wątku pisać co warto zwiedzić, gdzie zjeść, gdzie się zatrzymać. Taki wątek z nutą turystyczno-rozwojową:)
-
Michał486
Zakładaj wątek :D
-
Laka,
ja mieszkam w małym prowincjonalnym miasteczku dlatego z wypiekami na twarzy czytam,wasze historie wielkomiejskie.
Czytam a oczami wyobraźni podróżuje po Poznaniu czy Toruniu.
-
no właśnie, przecież nie będę zakładał wątku gdzie mieszkam i co tam fajnego.
Kto wymyślił, niech zakłada
I docen, że mieszkasz na prowincji, sporo ludzi przenosi się za miasto w poszukiwaniu ciszy i spokoju.
Tu ma być tylko agresja i satanizm. hehe
-
A ja mieszkam w dużym mieście , w którym nie ma żadnej rzeźni.
-
Wątek o agresji i satanizmie a my tu o zwierzątkach i roślinkach :P
Haha, dwie nawrócone szatanistki, które przeszły na jasną stronę Mocy, w sumie to też na temat :D:D
Musiałam się ugruntować, z drzewami "pogadać" ;) Mam jakieś takie bardzo silne połączenie z drzewami, nie wiem dlaczego, jeszcze nie odkryłam.
Ja mam właśnie taką silną więź ze zwierzętami. Łukasz się ze mnie śmieje, że jestem królową zwierząt, bo tak jak on mieszkał w Poznaniu całe życie i nie widział żadnego dzikiego zwierzęcia na żywo, tak teraz kiedy pójdziemy gdzieś razem to zawsze spotkamy jakiegoś lisa, sarnę, albo rzadki gatunek ptaka:D Jakoś tak te zwierzęta przyciągam. One z resztą zawsze lgnęły do mnie i z każdym ze swoich zwierzaków budowałam specyficzną, głębszą więź, wzajemne porozumienie na jakimś chyba wyższym poziomie. Porozumiewałam się często z moim psem nie za pomocą słów, czy mowy ciała, ale jakoś tak hmm... intuicyjnie? Czasem wystarczyło, że spojrzeliśmy sobie w oczy i wszystko było jasne:D Tak jakbyśmy wzajemnie czuli siebie nawzajem i tym samym wiedzieli o co nam chodzi. Nawet z moimi szczurami tak mam, ale też do końca nie zagłębiałam się w temat.
Chciałabym w przyszłości tę umiejętność wykorzystać i zostać takim bardziej otwartym światopoglądowo behawiorystą i trenerem zwierząt, pomagać ludziom w wychowywaniu swoich pupili, żeby i zwierzakowi i właścicielowi lepiej się żyło:) Mogłabym to też pogodzić z rysowaniem, którym się teraz zajmuję, więc cel ten nie koliduje mi z niczym, czuję że to może być to;) Jednak w zawodzie psiego trenera jakieś 90% to praca z człowiekiem, a nie z psem. A z ludźmi już się tak super świetnie nie dogaduję, no i jeszcze pewność siebie i samoocena nie ta, żebym miała tak po prostu prowadzić zajęcia. Ale pracuję nad tym i jest zdecydowanie coraz lepiej w moich relacjach międzyludzkich:) Wszystko w swoim czasie:)
Michał486,
dobry pomysł, stworzyłam ten wątek tutaj: http://przytomnyrozwoj.pl/index.php?topic=1366.0 :)
-
Arwena
Pewnie, to też talent :)))
A samoocene da sie zrobić.
-
No pewnie :) Dla mnie to jest wręcz oczywiste, że będę się zajmować tym co kocham i że moja praca będzie mi sprawiała totalną przyjemność, to tylko kwestia czasu. Nie wiem jeszcze co to będzie i co w końcu wybiorę, ale ważne żeby było zgodne z moim Najwyższym Dobrem. Nie czuję się już tak przywiązana do pewnych czynności i ostatnio przestałam się upierać, że MUSZĘ się w czymś konkretnym spełniać. Fajnie jest zachować naturalność i lekkość w tym co się robi i do czego się dąży. Zaczynam doceniać i cieszyć się z tych wszystkich moich zróżnicowanych umiejętności i zainteresowań i zamiast przejmować się na czym konkretnie powinnam się teraz skupić, co mi się najbardziej opłaca - robię po prostu to na co jestem otwarta i to co na dany moment czuję, tym samym otwierając się na więcej. Bóg ma dla mnie zapewne coś dużo lepszego i pewnie nawet nie wyobrażam sobie co;) Ostatnio nawet dopuściłam do siebie, ze nie musi to być wcale rysowanie czy koniecznie praca związana ze zwierzętami, odpuściłam pewną spinę:) Na razie sobie próbuję, a samo próbowanie różnych rzeczy otwiera mnie i wzbogaca o doświadczenia i podsuwa kolejne tematy do uzdrowienia.
-
Arwena
I tak jesteśmy "skazani" na to co najlepsze :D Nie ma co się przejmować, trzeba tylko pozwolić :)
A najtrudniej pozwolić sobie na łatwość :P Hehehe
moje ostatnie przemyslenia.
-
No tak, zupełnie niepotrzebnie sporo sobie komplikujemy... Czasem zaskakuje mnie to jak proste przychodzą do mnie rozwiązania, kiedy sobie coś odpuszczę i przestaję się szarpać. Życie nagle staje się przyjemniejsze, a przecież niewiele było trzeba :) Jeszcze sobie tego nie ugruntowałam, ale chciałabym przywyknąć do tego, że przy każdym problemie zawsze znajdą są proste rozwiązania.
-
Przedwczoraj, pierwszy raz w tym wcieleniu, śnił mi się SZATAN.
Szok!
Potem o tym zapomniałem.
Wczoraj, przez "przypadek", trafiłem na najnowszy film jasnowidza Arona o... jego wycieczce do piekła. Oprowadzał go po nim "pracownik" piekła - jakby opiekun.
Zawsze myślałem, że piekło nie istnieje, że jest wymysłem religii żydowskiej, ale zawsze się go bardzo bałem.
Potem sobie zacząłem przypominać mój pobyt w najniższych poziomach piekła. No i ten wczorajszy film - jeszcze bardziej poruszył moje wspomnienia i odczucia w tym temacie.
Stąd pewnie ten szatan - zaczynam powoli wyrywać się z jego orszaku, spod jego panowania. Bałem się tego snu ogromnie, ale uspokoiłem się po obejrzeniu filmu Arona - zobaczyłem, że piekło nie jest takie straszne, że jest tam wiele dusz ludzi, które skrzywdziły innych za życia, że są tzw. opiekunowie/pracownicy piekła.
No i wiem, skąd chyba we mnie ten ogromny ból egzystencjalny - w piekle, jak mówi Aron, po śmierci zbrodniarze, a takim niegdyś byłem, oglądają na hologramach jeszcze raz swoje ofiary w momencie ich tragedii, zadanej im przez nas. I co się ponoć wtedy dzieje (ale czuję, że tak właśnie jest, bo mnie to też spotkało) - energia strachu, bólu, przerażenia, itp. ofiary w trakcie jej zabijania przez nas,... WRACA DO NAS. I MY TO WSZYSTKO PRZEŻYWAMY!!!!!!!! I TO JEST WŁAŚNIE PIEKŁO - JEST TO PONOWNE PRZEŻYCIE TEGO, CO DOŚWIADCZYŁY OD NAS NASZE OFIARY.
IM WIĘCEJ KRZYWD, TYM WIĘKSZE NASZE CIERPIENIE.
Dlatego Aron mówił podczas tej "wycieczki", że dusze agresorów, które trafiły do piekła, w trakcie oglądania tych hologramów z życia swoich ofiar, WYJĄ W NIEBOGŁOSY Z BÓLU I ZE STACHU. TO SĄ WŁAŚNIE MĘKI PIEKIELNE.
ALE JEST W TYM POZYTYW - NAWET W PIEKLE DZIAŁA MOC BOGA:
Otóż, Aron mówił, że dusze oprawców przeżywają te traumatyczne sytuacje bardzo długo, aż już mają dosyć. WÓWCZAS BŁAGAJĄ SWOJE OFIARY O PRZEBACZENIE.
I wtedy staje się cud - gdy ofiara przebaczy, dany hologram znika - jest UZDROWIENIE. Gdy wszystkie ofiary nam wybaczą, wskutek naszego błagania o przebaczenie, wszystkie hologramy znikają, a... ŚWIATŁO ZABIERA DUSZĘ DAWNEGO AGRESORA W GÓRĘ!!! PIĘKNE.
Nigdy nie wiedziałem, co to jest WYBACZENIE i jaką ma siłę. Teraz widzę, że jest ono PODSTAWĄ EGZYSTENCJI, PODSTAWĄ WZAJEMNYCH RELACJI WSZYSTKICH LUDZI.
Bo, co już np. Leszek podkreślał setki razy w swoich książkach, BEZ UZYSKANIA WYBACZENIA OD SWOJEJ OFIARY, NIE MA UZDROWIENIA DANEJ SYTUACJI!!!
A o to film: https://www.youtube.com/watch?v=HsOWqhEMwHA (https://www.youtube.com/watch?v=HsOWqhEMwHA)
-
BEZ UZYSKANIA WYBACZENIA OD SWOJEJ OFIARY, NIE MA UZDROWIENIA DANEJ SYTUACJI!!!
Nieprawda, wystarczy wybaczyć sobie. Jak Ci ktoś wybaczy,a Ty sam sobie nie wybaczyłeś to nic z tego nie będzie.
-
Mariomar, moim zdaniem to, co opisujesz to nie piekło w rozumieniu chrześcijańskim tylko wyjątkowo syfiasty astral
-
Furyah
Nie wiem, jak jest naprAwdę, ale czuję w tym dużo prawdy. To jest ta strona ciemności, której niektórzy nawet nie chcą zauważać, a tym bardziej przyjmować jest istnienie do świadomości.
Świat na naszym, nie Boskim poziomie, jest dualny. Więc jest i ciemność.
Może to syfiasty astral. Ale Aron bardziej to nazywa szkołą dla dusz.
Ja nie wierzyłem w szatana, ale on jest naprawdę, włada ciemnością, wielu Polaków jest w niej zanurzone po uszy, cały Kościół katolicki-żydowski opiera się na ciemności.
Więc trudno nie mówić o ciemności, skoro jest ona tak powszechna w naszym codziennym życiu. Ale to nie znaczy, że nam zagraża. To kwestia wyboru i kierowania się ku swiatlu.
A masz jakieś wspomnienia/wiedzę w zakresie tego astralu/piekła?
-
Mariomar
Opamiętaj się !!! Przebaczanie to jest już pozytywne myślenie !!! A to może być bardzo szkodliwe :-)
A tak na poważnie to Leszek nigdy nie obiecywał, że do uzdrowienia potrzebne jest nam wybaczenie ze strony naszej byłej ofiary
-
Nie przypominam sobie takiego miejsca ale tak odczułam czytając Twoją wypowiedź, że to taki rodzaj stworzonej iluzji żeby jeszcze bardziej wciskać w ludzi poczucie winy, prawdopodobnie na podstawie chrześcijańskiego egregora. A Ty mniej więcej w jakim okresie umiejscowisz swój pobyt w piekle?
-
Mariusz, chodziło mi o to, że Leszek mówił, jak bardzo ważne jest wybaczenie - ogólnie.
A to, co napisałeś, opowiadał już Aron po wycieczce w niskich poziomach ciemności.
-
Furyah
Właśnie nie wiem. Dlatego chce się jak najwięcej dowiedzieć o tym, bo tam się zdarzyły kluczowe dla mnie rzeczy i przyszłe decyzje.
Dlatego "przeoram" całe to piekło i jak trzeba będzie - to również samego szatana, aby poznać całą prawdę o tamtym okresie i WRESZCIE SIĘ OD NIEGO UWOLNIĆ. :)
-
Nie trzeba mieć przebaczenia ze strony ofiary (bo ta może podtrzymywać swoją urazę, pomimo naszej szczerej chęci). Potrzeba jednak autentycznego zrozumienia tego co się wyrządziło i wtedy z reguły pojawia się uwolnienie i droga do zadośćuczynienia jeśli jest ono potrzebne.
-
Mariomar, życzę powodzenia i dzięki za inspirację do zakupu kamertonów, bo są świetne:)
-
:)
To Indze podziękuj :)
-
Oczywiście Indze też:)
-
W książce E.A Powell ciało astralne opisane jest jak można sobie samemu poprzez swoje działanie wykreować w astralu piekło i jak ono się zmienia wraz z postępującym wzrostem świadomości własnego postępowania, oraz tego gdzie się jest.
furyah
kupiłaś sobie kamertony??
Napisz coś, jestem niezmiernie ciekawy jakie są:) i jakie masz wrażenia, uzdrowienia, uświadomienia.
-
Wczoraj miałem silne ataki ciemności.
Najpierw zaatakowali mnie A., potem zaczęły mnie atakować ze wszystkich stron diabły, demony i potwory - widziałem ich dokładnie, a jak i one same nie daly rady, widziałem jak jedzie na mnie ze swoim wojskiem sam szatan.
Również i on nie dał rady i dał sobie ze mną spokój - wycofał się.
Ale jeszcze jedna postać mnie chciała zaatakować - i tej się bardzo bałem - był nia lucyfer. Ale z pomocą Boga i Ziemi również i on ustąpił.
I nagle, po tym wszystkim, a trwało to pół godziny,... wszystko ucichlo, pojawił się spokój i ciepło. Wokół mnie nie było żadnej ciemności.
Aż mój Synek nagle podbiegl do mnie i mnie spontanicznie przytulil - tak poczuł ta ogromna zmianę. Bo wygrałem z ciemnością. :)
Po tym zdarzeniu widzę, że ciemność , która mnie od wieków trzymała strachem, nie jest wcale taka silna.
Wiem też, ze byłem "przyjacielem" szatana i być może dlatego zwalczał mnie lucyfer.
A dziś rano poczułem ze szatan ma już tej swojej roli powoli dosyć.
-
Mariomar, gratulacje:)
Michał, poszedł priv:)
-
Ja bym z forum, z którego idą na mnie ataki ciemności wiał.
Albo odpuścił sobie urojenia nt rzekomych ataków ciemności.
-
Mariusz
A ileż można od ciemności uciekać? Czas stanąć z nią oko w oko.
Tylko w konfrontacji ze swoim problemem, człowiek może go wreszcie uzdrowić. Innej drogi nie ma - są tylko kolejne ucieczki.
-
Mariusz
A ileż można od ciemności uciekać? Czas stanąć z nią oko w oko.
Tylko w konfrontacji ze swoim problemem, człowiek może go wreszcie uzdrowić. Innej drogi nie ma - są tylko kolejne ucieczki.
Brawo.
-
https://youtu.be/ck_56M_8vCQ (https://youtu.be/ck_56M_8vCQ)
Piękny film jasnowidza Arona - mówi o eksperymencie, jaki odbywa się obecnie na Ziemi i w jakim uczestniczymy : ścieranie się sił światła z siłami ciemności. JEST TO ZABAWA DUSZ W CELU DOSKONALENIA SIĘ.
Cel jest jeden - przetopienie wszystkiego w Światło. Ale nim to nastąpi, trzeba będzie się zmierzyć z ciemnością w sobie i w świecie. Ale z pomocą Boga jest to "walka" wygrana. Tylko trzeba ja umieć odpowiednio czytać.
Mi się to wszystko ładnie układa w jedną całość. :)
-
Ja sobie coś takiego uświadomiłam.
Diabły, istoty ciemne żyją gdzieś w głebi, w ciemności, może w tym piekle, gdzies nisko i żywią się tam naszymi cierpieniami. Gdy zaprzestaniemy im wysyłac cierpienie to oni zaczną sie tam dusić, nie dadzą dłużej rady wytrzymać w tym swoim miejscu i zaczną wychodzić na powierzchnię, zaczną się uajwniać ale będzie to związane z ich straszliwymi cierpieniami, bo dłużej ni e będą mogli być tym czym są, będa się musieli zmieniać w kogoś innego, przepoczwarzać, zmieniac całą strukturę wewnętrzną.
-
Dlatego dobrze jest sobie często mówić "Moją wolą jest, by stało się światło". Oczywiście jesli chcemy, aby diabły zmieniły się w anioły. :)
-
Inga
Ja poczułem, co pisałem poniżej, że szatan jest już zmęczony swoją rolą. Nie mówi tego głośno, ale ma już powoli dość.
Wie, ze idzie zmiana i NIE MA JUŻ ODWROTU - na Ziemię wkracza Światło.
-
Mariomar
Oby, oby :))
-
Dzisiaj znowu napiszę trudną rzecz. Wielu pewnie znowu zaatakuje mnie w przestrzeni astralnej. Ale po prostu napiszę PRAWDĘ, jaka kiedyś się wydarzyła i cały czas ma wpływ na moje życie.
Przypomniałem sobie i pamiętam bardzo wyraźnie moment, gdy - jeszcze w Aniołkowie - nie raz pokazałem Leszkowi, przed grupą, że się myli, że podąża niewłaściwą drogą, urojoną drogą.
Bardzo mu się to nie podobało. Aż nadszedł moment, gdy Leszek zebrał w sobie tak dużo energii, tak wiele złości, nienawiści i odrazy, że wywalił mnie z Aniołkowa. I nie było to zwykłe wywalenie - pamiętam jak dziś, że darł się w moją stronę z olbrzymią siłą, wyrzucając przy tym ze swojego gardła całą nienawiść do mnie, całą złość, z silną energią strącenia mnie w dół, zniszczenia mnie.
Teraz, pisząć to, nadal słyszę ten jego ówczesny piekielny wrzask, skierowany w moją stronę.
Grupa Aniołków tylko przyglądała się w milczeniu temu wydarzeniu, tak bali się Leszka, bali się odezwać. Część z tych osób (a wiele z nich jest/było na tym forum, ale nie będę ujawniał nazwisk/nicków) piekielnie się bała tej sytuacji (i nadal boją się sprzeciwić Leszkowi), część w duchu cieszyła się, że mnie wywalił Leszek, bo przestałem pokazywać słabe punkty w "ścieżce duchowej" grupy Leszka.
I teraz wiem, że wówczas Leszek NA WIEKI strącił mnie do niskiego astrala, DO PIEKŁA.
Tak, dziś wiem, ,a miałem się tego nigdy NIE DOWIEDZIEĆ, że TO LESZEK STRĄCIŁ MNIE DO PIEKŁA. To było okrutne.
Od tamtej pory, a było to tysiące lat temu, ZOSTAŁEM SAM. Tułałem się po światach samotnie, nie mogłem się odnaleźć, nie radziłem sobie, BYŁEM SAM. Skoro Anioły mnie wywaliły, a ludzie mnie nie rozumieli, byłem SAM, BEZ GRUPY.
To właśnie z tamtego wydarzenia wziął się mój SYNDROM ODRZUCENIA. I TOWARZYSZY MI ON DO DZISIAJ. Działa to tak, że wszyscy, predzej czy później, odrzucali mnie/odrzucają mnie. I ZOSTAWAŁEM/ZOSTAJĘ SAM.
Najgorsze było jednak to, że w tym piekle doznałem przez Leszka wszystkiego, co najgorsze, SKASOWANO MOJĄ DUSZĘ, MOJĄ TOŻSAMOŚĆ, MOJĄ OSOBOWOŚĆ, ZNISZCZONO MNIE. I do dziś nie mogę się z tego wygrzebać. A potem Leszek jeszcze zniszczył mnie na Atlantydzie (tego nie pamiętam, ale tak czuję), oraz w psychiatryku w XX w. (to pamiętam doskonale).
Dlatego mam WIELKI ŻAL DO LESZKA ZA ZNISZCZENIE MOJEGO ŻYCIA, bardzo się go boję o zarazem nienawidzę.
A mechanizm wywalenia z Aniołkowa dla Leszka zadziałał tak, że - zgodnie z prawem karmy - w ten sposób Leszek... związał się ze mną na wieki. I rzeczywiście, przez wieki deptałem Leszkowi po piętach, on mnie ciągle niszczył i walczył ze mną, ale nie mógł się ode mnie uwolnić. Również w tym wcieleniu powiedziałem wiele słów prawdy o niektórych błędach ścieżki duchowej Leszka i jego obecnej Grupy.
I znowu część osób, jak wtedy - w walkach magicznych w astralu - chciało mnie/chce mnie zniszczyć. ALE W TEN SPOSÓB JESZCZE BARDZIEJ WIĄŻĄ SIĘ ZE MNĄ. Dlatego oprócz Leszka, obserwowałem przez wieki postępy grupy Leszka. Ci też mnie nienawidzili i chcieli zniszczyć, a efekt był taki, że przez takie postępowanie... jeszcze bardziej NIE MOGLI SIĘ ODE MNIE UWOLNIĆ. A ja co jakiś czas pokazywałem Grupie i Leszkowi błędy ich ścieżki duchowej i koncepcji powrotu do Boga czy Aniołkowa.
Widzę, że zarówno Leszek, Grupa, oraz ja musimy się nawzajem pogodzić, a grupa i Leszek w duchu mnie wreszcie przeprosić, bo inaczej NIGDY się ode mnie nie uwolnią. Nienawiść grupy i Leszka do mnie, oraz odraza skierowana w moją stronę, jeszcze bardziej nas związała ze sobą na wieki. Tak działa PRAWO KARMY - posiewu i zbioru, przyczyny i skutku.
Leszek i grupa przede wszystkim powinna zdjąć ze mnie tamte skrajnie silne klątwy odrzucenia z czasów Aniołkowa, a wówczas będą mogli się pooświecać. Bo ta klątwa działa - o dziwo - tak, że jak nie pogodzą się ze mną i mnie nie przeproszą, to są nadal ze mną związani, co blokuje oświecenie.
Do przemyślenia...
-
Kolejna trudna rzecz dla "grupy" - SIŁY CIEMNOŚCI.
Przypomniałem sobie również, że w momencie, gdy Leszek wyrzucał mnie z Aniołkowa w niski astral - do czeluści piekielnych, miał... konszachty z niskim astralem. To właśnie piekło pomogło Leszkowi tak okrutnie mnie strącić w dół i zniszczyć moją duszę.
I wiem, że RZECZYWISTYM powodem strącenia mnie przez Leszka do piekła, było to, że odkryłem dużo wcześniej, że uduchowiony Leszek w Aniołkowie mocno współpracuje z siłami ciemności niskiego astrala. Tego Grupa nie mogła się dowiedzieć. Zresztą NIKT MI WTEDY NIE WIERZYŁ. Bo... Grupa z Aniołkowa również mocno czerpała z sił ciemności. To był taki cichy układ.
I przypomniałem sobie, dlaczego w kolejnych wcieleniach, już po moim wyjściu z piekła, Leszek tak często mnie niszczył (np. Atlantyda, psychiatryk i pewnie wiele innych), gdyż odkryłem, że Leszek... cały czas współpracował z niskim astralem, z siłami ciemności, z tzw. piekłem.
Ludzie i jego uczniowie tego nie wiedzieli, ale ja to widziałem. I to się Leszkowi nie podobało. Bo przeze mnie tracił swój autorytet, gdyż nie raz był wielbiony. Ale ja widziałem krążące wokół niego siły ciemności. A TEGO SEKRETU NIKT NIE MÓGŁ SIĘ DOWIEDZIEĆ. Dlatego dziś to mówię otwarcie.
Nie wiem, jak jest dzisiaj, ale do ostatnich wcieleń Leszek mocno czerpał od sił ciemności.
-
I jeszcze jedna tajemnica - PRZEDWIECZNI.
Pamiętam też, że w Aniołkowie, jeszcze przed strąceniem mnie do piekła, odkryłem, że oprócz sił ciemności i niskiego astrala, Leszek - o dziwo - ma UKŁAD z wyższym astralem (jak zwał ten świat, tak zwał) - Z PRZEDWIECZNYMI.
To chodziło o coś takiego: Leszek zawarł jakiś pakt z Przedwiecznymi, że dzięki ich pomocy, żaden z członków Grupy, a więc i ja też, nigdy nie "przeskoczy" Leszka w rozwoju duchowym, nigdy nie będzie wyżej.
Leszek był więc spokojny, że Przedwieczni czuwają, że nikt nie będzie od niego lepszy, a Przedwieczni byli spokojni, że dzięki temu, nikt z nas się nie oświeci, nie wróci do Boga, nie rozpozna swojej prawdziwej natury i tego CAŁEGO UKŁADU.
* * *
Leszku,
Ze względu na to, iż tamte wydarzenia bardzo zaważyły na moich wszystkich kolejnych wcieleniach, proszę Cię, napisz nam, jeśli pamiętasz, jaki to był układ z tymi Przedwiecznymi, o co tam jeszcze chodziło. Bo ja już bym się chciał od tego uwolnić, ale wiem, że tamta umowa Twoja z Przedwiecznymi jeszcze mnie dość mocno blokuje.
Proszę, napisz, a pomoże to w moim uwolnieniu, w Twoim ode mnie, oraz pewnie pomoże członkom Grupy, jeśli będą mieli siły spróbować żyć bez "mocy" Przedwiwcznych i bez "mocy" sił ciemności.
-
Mariomar
To jest twoja hipnoza. Tylko ty możesz się od niej uwolnić. Możesz prosić o pomoc innych ludzi, ale to będzie pomoc od ludzi i ich zaprogramowania.
-
Ale ja to pamiętam.
-
I co z tego?
-
Pozytywny morał z tej sytuacji jest taki:
Suma sumarum, Leszkowi, mimo wielu starań i zaprzęgnięcia sił ciemności, nigdy nie udało się mojej duszy do końca zniszczyć. Zawsze, z największego dna, odradzałem się.
Podobnie, mi, mimo współpracy z najciemniejszymi siłami ciemności, nie udało się nigdy zniszczyć Leszka.
Uświadamiam sobie, że w każdej Duszy jest coś takiego, co jest NIEUSZKADZALNE. Mimo pomocy szatana, nie ma ŻADNEJ MOŻLIWOŚCI ZNISZCZYĆ LUB UNICESTWIĆ LUDZKIEJ DUSZY.
Ludzka/Anielska Dusza odrodzi się z największego dna. Bo NIEZNISZCZALNYM rdzeniem KAŻDEJ Duszy jest, tkwiąca w niej, ISKRA BOŻA. A Ona jest NIE DO ZNISZCZENIA.
Światło, na którym zbudowany jest cały Wszechświat, NIGDY NIE UNICESTWI SAMEGO SIEBIE, a więc ŚWIATŁA W NAS - TEJ ISKRY BOŻEJ.
A to jest pokrzepiające. :)
-
Leszku,
Proszę Cię o odpowiedź na moje pytanie, dotyczące układu z przedwiecznymi.
-
http://aleksanderdeyev.pl/index.php/cz-2-dusza
-
Ta terapia, na którą chodzę, staje się dla mnie coraz trudniejsza. Bo docieramy coraz głębiej do jednego z moich podstawowych problemów w obecnym życiu (który ciągnie się u mnie od zarania dziejów) - agresji.
Wszystko sobie "pięknie" potłumiłem i schowałem, ale na terapii to wszystko wychodzi na wierzch. Jestem w szoku i skołowany, gdyż nie sądziłem, że we mnie jest tyle AGRESJI i NIENAWIŚCI. Potłumionej i pochowanej.
Ta agresja i nienawiść jest wielopłaszczyznowa: począwszy od nienawiści do rodziców, ludzi i świata, aż po Boga.
Zawsze myślałem, że ta agresja jest spowodowana strachem przed ludźmi i Wcielonymi Aniołami, ale okazuje się, że jest to mój LĘK PRZED BLISKOŚCIĄ. To on powoduje, że uciekam i wyzwala we mnie agresję.
Gdy relacja staje się dla mnie za bliska, rozwalam ją. Tak to działa.
Po drugie, tkwi we mnie głęboka FRUSTRACJA i ŻAL do całego świata, że nie był mi w stanie pomóc, gdy miałem patologiczne dzieciństwo, gdy na porządku dziennym była przemoc w moim rodzinnym domu.
Myślałem, że tego wszystkiego nie ma, ale na terapii okazuje się, że to JEST WE MNIE, głęboko stłumione, i teraz wychodzi na wierzch.
Znowu te silne emocje ożywają we mnie, jak za dzieciństwa, ale to są części składowe mojej osobowości, których już nie mogę tłumić, tylko zintegrować ze sobą.
Przyznam szczerze, że ta moja psycholog jest rewelacyjna - błyskawicznie rozpoznaje i nazywa po imieniu moje patologiczne i toksyczne emocje i sposoby postępowania, których ja wcześniej nawet nie zauważałem.
Po drugie - pomaga mi się zintegrować z tą moją wypartą stroną, pełną nienawiści i agresji. Wcześniej nie umiałem sobie z nią poradzić, to od niej uciekłem, teraz zaczynamy się wspólnie do niej dobierać.
Kurczę, nie jest to wcale łatwe. Na razie mnie to przytłacza. Ale jest pozytyw - już tyle od tego uciekałem i tyle traciłem na tą ucieczkę i odcięcie energii, że już mam tego dosyć i naprawdę chcę już STANĄĆ OKO W OKO z tą agresją i nienawiścią.
-
I widzę, że jak się publicznie przyznaję do tej mojej nienawiści i agresji, którą tak UKRYWAŁEM PRZED CAŁYM ŚWIATEM, to jest mi od razu lżej. :)
-
Jeszcze o siłach ciemności:
Ostatnio zobaczyłem, jak siły ciemności chcą na Ziemi nas wszystkich skłócić ze sobą. Widzę, że astral potrzebuje teraz tony agresji i nienawiści - coś, jakby potrzebował je zgromadzić w jakiś ogromnych KONDENSATORACH.
I widzę, że te konflikty międzyludzkie powodują generowanie olbrzymich pokładów nienawiści i agresji, które astral ZASYSA NA POTĘGĘ.
Ciemność odcina ludzi od serc, wówczas człowiek człowiekowi staje się wilkiem.
Sam zobaczyłem, jak "fajnie" mnie podkręca sprawa islamskich imigrantów, jak czytam wątek Islam, to od razu pojawia się we mnie nienawiść i agresja, i zaraz jest zasysana przez astral.
To samo widzę, że gdy włączę tzw. Wiadomości telewizyjne, to od razu przekazywane sprawy powodują u mnie, że się "nóż w kieszeni otwiera" i generuje to we mnie złość, frustrację, agresję i nienawiść, a to zaraz astral ciągnie do siebie.
Dlatego, bez względu na to, kto ma rację, siłom ciemności zależy na rozdarciu ludzi na wiele obozów, np. w Polsce na zwolenników KOD i przeciwników PIS, oraz na obóz zwolenników PIS i przeciwników KOD, PO, PSL i Nowoczesnej. Aż przestałem oglądać wiadomości, bo powoduje, że generuję pokłady negatywnych emocji, które astral gromadzi.
Nie mam pomysłu na sprawę islamskich imigrantów, którzy gwałcą, okradają, itp. Ale widzę, że ta sprawa tak podgrzewa ludzi, że dzięki temu astral zasysa od nich do swoich kondensatorów olbrzymie ilości ciemnej energii, pochodzącej z ludzkiej nienawiści.
No bo jeśli dla ludzi jest już normalne:
- oglądanie filmów sensacyjnych, które są oparte na zabijaniu ludzi, i to ich nakręca, a przecież w rzeczywistości zabijanie ludzi jest odrażające,
- oglądanie pornoli, które podłączają pod niski astral,
- porównywanie się z innymi ludźmi, wyśmiewanie się z nich, obrażanie (jak np. tu, na forum), kierowanie nienawiści do ludzi, np. do polityków, nawet gdy rzeczywiście są przestępcami,
- głoszenie, że jedna rasa jest lepsza od drugiej, oraz jedna religia od drugiej,
- wszechobecna zazdrość ludzka i podkopywanie ludzi,
to oznacza, że SIŁY CIEMNOŚCI TRIUMFUJĄ NA ZIEMI!
Nie wiem, dokąd to doprowadzi, myślę cały czas dobrze, opisuję jedynie światowy proces, który trawi ludzkość na Ziemi.
Dzisiaj próbowałem wzbić się wysoko nad planetę Ziemię, aby znaleźć nad tą czarną skorupą, otaczającą Ziemię, trochę Światła, i otrzymałem odpowiedź - Światło jest w sercu i momentalnie z przestrzeni kosmicznej nad Ziemią, wróciłem do swojego serca.
-
Gdy z przestrzeni kosmicznej obserwowałem Ziemię i zapytałem, gdzie są jeszcze czyste energetycznie obszary na Ziemi, to pokazały mi się tylko bezludne obszary:
- pustyni Sahary,
- oraz Puszczy Amazońskiej.
Well...
Ale zobaczyłem, że mimo iż na Ziemi przeważała już ciemna energia, to z niektórych jednostek ludzkich biły pionowo w górę w przestrzeń kosmiczną piękne słupy/sznury Światła. I to było bardzo ładne. I te słupy światła były we wszystkich miejsca na Ziemii i niczym promień latarki, przebijały tą ciemność. Widziałem więc, że ludzkość we wszystkich miejscach globu budzi się. :)
P.S. A co ciekawe, zobaczyłem, że np. w Polsce miejsca po obozach koncentracyjnych są jakby pionowymi kanałami, przez którym siły ciemności mają kontakt z Ziemią.
-
Ciekawa opowieść o reptalianach i krokodylach - o tym, że ludzkość to jedna, wielka HODOWLA.
https://swiatducha.wordpress.com/2016/05/09/reptilianie-nadzorcy/ (https://swiatducha.wordpress.com/2016/05/09/reptilianie-nadzorcy/)
Tak, dla otworzenia oczu. Polecam audiobooka.
-
Mnie nikt nie nadzoruje i nie hoduje. Czasami tylko jakiś pseudo - reptilianin wpada na Forum i usiłuje się wymądrzać, jakby już był eon po oświeceniu :)
Nie mnóżmy bytów ponad ich potrzebę, chociaż... przecież Soros to jakaś gadzina wcielona w ludzką formę. No, jednak coś w tym jest, byle się nie uzależnić :)
-
Ostatnio wyjątkowo bylem w kościele na mszy - chrzest dzieci niepełnosprawnych.
Zobaczyłem, jak na kościołem - a była to duża i znana bazylika - krążą siły ciemności. Cały Kościół był nimi przepełniony.
I zobaczyłem, dlaczego Kościół tak żeruje na tych niepełnosprawnych dzieciach - a było ich około 50. Bo są one w jakiś sposób ulomne, a przez to bardziej podatne na siły ciemności.
I rzeczywiście - siły ciemności całkowicie w czasie mszy zawladnely tymi dziećmi.
I widziałem jeszcze, ze wśród Słowian, którzy uczestniczyli w tej mszy, tkwi potężna siła, ale na razie jest jeszcze tlamszona przez Kościół, czyli przez siły ciemności.
Nie wytrzymałem w kościele do końca mszy i wyszedłem z na dwór, na słońce. I dopiero tu odetchnalem. Ale widziałem nad bazyliką ciężki smog sił ciemności.
-
Wg mnie, owe siły ciemności, przybyły nie z księdzeml, ale ze swoimi ofiarami - dziećmi, by je ratować przed Bogiem i Kościołem.
-
:)))
-
Czyli nie można stwierdzić z cała pewnością czy te ciemne siły już tam były wcześniej czy może przyszły za tymi dziećmi,
ale z tego też wynika, że obecność w kościele i to w czasie mszy tych ciemnych sił nie odpędza i nie chroni.
-
Smog sił ciemności nad bazyliką w Polsce był cały czas - jeszcze przed mszą i przed przyjściem dzieci niepełnosprawnych.
Owszem, część dzieci przyszła do kościoła ze swoimi siłami ciemności, ale to nie było związane z siłami ciemności, które na stałe pokrywały od góry całą bazylikę.
I taka czapa sił ciemności jest nad większością kościołów w Polsce, jeśli nie nad wszystkimi.
Ssą w czasie mszy wszystko od ludzi. W końcu to Kościół szatana.
-
I co ciekawe - w nawiązaniu do filmiku na forum o magii w korporacjach - rzeczywiście potwierdzam, że w korporacjach, podobnie jak w kościołach, bardzo mocno działają siły ciemności.
I im wyższe stanowisko, tym przeważnie coraz silniejsi dawno magowie je obsadzaja. Wręcz, w korporacjach widzę całe klany dawnych magów, którzy do tej pory mocno korzystają z sił ciemności.
-
Kiedy na II st. Huny mam prowadzić naukę egzorcyzmowania, to od pewnego czasu wcześniej (np. kilka godzin), w poblizu gromadzą się duchy, które chcą się załapać na darmowy egzorcyzm.
Informacja w astralu roznosi się inaczej niż w mediach :)
A swoją drogą, wokół kościołów nigdy nie widziałem tego, o czym pisze Mariomar.
Tylko w 1 z nich (Kościół św. Brygidy w Gdańsku, parafia L. Wałęsy), zauważyłem agresywny, zły i złowieszczy astral we wnętrzu kościoła.
-
W mojej korporacji widzę, że na jej czele - jako właściciel, stoi silny mag, który czerpie z astralnych sił ciemności na potęgę, a obok niego, również ze ścisłego zarządu, jest również silny mag - wcielony jaszczur, który również mocno siedzi w siłach ciemności.
Na dodatek, obie te osoby, oraz wiele im podobnych, ścierają się ze sobą na codzień i walczą ze sobą w ukryty sposób, a jednocześnie są od siebie mocno zależne poprzez właśnie te siły ciemności.
-
I jeszcze widzę, że władza w mojej korporacji jest pod wpływem sił ciemności i władców z następujących stref astralu:
1. magowie w korporacji najbardziej czerpie swoją moc i władzę (i są pod ich wpływem) bezpośrednio od szefów Atlantydy i szefów Przedwiecznych,
2. następnie - nieco mniej - z piekła i ze "zwykłego" astralu,
3. a najmniej z Kościoła Katolickiego.
Jakoś mało się o tym mówi, ale widzę, że na losy świata nadal przemożny wpływ mają panowie Atlantydy oraz Przedwieczni, oraz władcy piekła. Są wręcz wszechobecni, a ich wpływy są bardzo silne, przynajmniej w naszym kraju (układy, korporacje, kościół, władza, itp.)
-
Leszek
A jak widzisz Bazylikę Mariacką? Bo np. mój znajomy widzi tam aurę bez skupienia, normalnie musi się skupić chwilę
-
Jak zacząłem rozpracowywać moje lęki, to widzę, że za nimi kryją się siły ciemności.
Widzę, że największe obciążenia i największe spustoszenie w mojej psychice mam z różnych stref astralu:
1. najgorsze sito ze mnie uczynili Przedwieczni,
2. oraz szefowie Atlantydy,
3. nie wiele mniejsze - władcy piekła, wraz z demonami,
4. a następnie szefowie i strażnicy z pozostałej części astralu,
5. oraz hierarchowie kościoła katolickiego.
Natomiast zniszczenie szło od powyższych 5 sfer astralu poprzez ludzi i istoty na ziemi - to ich się najbardziej boję.
Mechanizm był prosty:
1. Najpierw różne strefy astralu, aby mnie zwerbować, potęgowały we mnie uczucie strachu, aż do skrajnej paniki i przerażenia - bardzo często przez swoje sługi na Ziemi - różnych ludzi,
2. Następnie, gdyż koszmar strachu sięgał zenitu, a był to głównie strach, związany z moim przetrwaniem - czy w astralu, czy potem tu - na Ziemi, zaczynałem tak się bać, że mnie zniszczą i zabiją, że ze strachu, zaczynałem prosić np. przedwiecznych, astral czy kościół, aby mnie ochronił i uratował. No i poddawałem się mu.
3. No i wtedy - w imię mojej ochrony - następowało zniszczenie mnie, mojej osobowości, mojej duszy i mojej psychiki. Ze strachu stawałem się posłuszną marionetką władców różnych sfer astralu. Owszem, miałem z tego pewne korzyści - władzę, możliwość zabijania ludzi, seks, ale więcej było wad.
4. I w ten sposób, poprzez skrajnie silny strach, wszystkie w/w strefy astralu miały/mają nade mną panowanie.
Oczywiście, będąc marionetką astralu, przedwiecznych czy kościoła, miałem oddawać swoją energię, być swoistym generatorem energii, no i miałem nic nie mówić o Prawdzie, jaką wiele razy widziałem.
Bo nikt z ludzi, zwłaszcza na Ziemi, nie miał się dowiedzieć, jak jest naprawdę, że ponad siłami ciemności, które sprawują władzę na Ziemi od wieków, jest Światło. Jak wielu "światłych" ludzi na Ziemi czerpie swoją "moc" z sił ciemności - o, to była największa tajemnica.
-
I jeszcze jak widzę Atlantydę.
Z tego czasu nic nie pamiętałem, ale powoli zaczyna się coś z mroków wyłaniać.
Obecnie, Atlantyda jawi mi się jako ciemna, czarna skorupa, otoczona tarczami (coś, jakie miały rzymskie wojska w Asteriksie i Obeliksie), i nic nie ma.
Ale pod tymi tarczami już widzę, że płonie ogień, że jest życie, że Atlantyda się nie skończyła. Ona tylko miała wyglądać na martwą. I bardzo silnie broni się Atlantyda, aby jej nie ujrzeć.
A w środku tej ciemnej masy nadal działają władcy Atlantydy.
Podobnie Przedwieczni są bardzo schowani, w zasadzie nieobecni, ale zaczynam sobie przypominać skrajnie makabryczne operacje, jakie robili na moim umyśle. To właśnie wówczas, w bardzo dawnych czasach, zostałem zniszczony przez Przedwiecznych i zaprzęgnięty do życia w laboratorium jako niewolnik, w laboratorium i hodowli, która ma miejsce obecnie na Ziemi.
Ale czuję, że gdy zrzucę strach przez Atlantydą i Przedwiecznymi, przed astralem, piekłem i kościołem katolickim (notabene dziełem szatana), to uwolnię się od wszystkich swoich największych traum. Czego sobie (i wszystkim, którzy posiadają takie skrajnie silne obciążenia) życzę. :)
-
Pare lat temu jedna pani jasnowidz mi objawila (posrod innych rzeczy), ze mam zakodowana misje zniszczenia piekla i przejecia wladzy na ziemi. Zabrzmialo tak, ze normalnie... Jeszcze mi cos mowila, ze ona na codzien pracuje w piekle, wiec jej nie straszna ta moja duszyczka.
Reszte mniej wiecej kumam, te Atlantydy itd, tylko poza "Przedwiecznymi". O co to z tym chodzi? Co jest tak nazywane? Obilo mi sie to o uszy, ale jakos mnie troche ominelo. Laboratorium, hodowli, to tak jak te historie o kosmitach co kraza?
... miałem z tego pewne korzyści - możliwość zabijania ludzi ...
lol;)
-
Specjalnie dla Mariomara na wszystkie jego traumy zza światów:
https://www.youtube.com/watch?v=p0H5JnNXpTM
-
Leszek
"A swoją drogą, wokół kościołów nigdy nie widziałem tego, o czym pisze Mariomar.
Tylko w 1 z nich (Kościół św. Brygidy w Gdańsku, parafia L. Wałęsy), zauważyłem agresywny, zły i złowieszczy astral we wnętrzu kościoła."
To ciekawe bo to moj ulubiony kościol w Gdansku, a konkretnie kaplica pod wieżą. Takm podobno jest miejsce mocy i faktycznie bardzo fajnie się tam czułam. Tam jak dla mnie była pradawna druidyczna uzdrawiająca energia.
Bylam tam ostatnio i nie czułam nic niepokojącego. Coś się działo jeszcze przy samym ołtarzu ale nie czułam tego negatywnie. A np w innych kościołach czasem czuje np mocno wryty w ściany lęk przed karą Boską. Zwłaszcza w tych starych, średniowiecznych.
A może nie jestem podatna akurat na te energie...?
Natomiast z miasta Wejcherowo uciekałam aż się za mną kurzyło ;) Nie mogłam tam wytrzymać, tak źle i ciężko się czułam.
-
Hehe no Wejherowo ma swój klimat ;)
A byłaś w bazylice? Mi tam się podoba
-
Wejcherowskiej? Nie. Ale jakoś cale miasto mi nie pasowalo bardzo, nie pamietam bym tak zle gdziekolwiek sie czula. Ktoś znajomy mowil, ze miasto, pewnie czesc, jest w dawnym korycie rzeki. Nie znam sie, ale cos mi mowi, ze to tez ma wplyw.
A samo miasteczko ładne bardzo, przytulne. Jednak, gdy odjeżdzałam skm juz za miastem, poczułam mega ulgę i powiew świeżosci :D
-
Pisałas o Gdańsku, to w Gdańsku mi chodziło koło Długiej, najwyższa wieża, tam jest bazylika, niezła energia :)
W Wejh Masłowska mieszkała i tworzyła powieść dresiarską, więc klimat jest specyficzny
-
Lucyfer w piekle przeprowadza inspekcje. Podchodzi do pierwszego kotła, którego pilnuje aż 10 diabłów i pyta:
-dlaczego aż 10 diabłów pilnuje tego kotła?
-bo w tym kotle gotują się Amerykanie, oni są ambitni i każdy co chwilę usiłuje wyskoczyć
Lucyfer idzie dalej i zauważa kocioł, a przy nim 5 diabłów. Podchodzi i pyta:
-czy tu tylko 5 diabłów wystarczy?
-tak, w kotle gotują się Anglicy, są ambitni, ale przy tym trochę flegmatyczni więc 5 wystarczy
Następnie lucyfer podchodzi do kotła przy którym stoi jeden diabeł i zadaje mu pytanie:
-czy Ty tu sam wystarczysz, aby przypilnować kotła?
-tak bo w kotle gotują się Niemcy, to zdyscyplinowany naród, więc jeden diabeł wystarczy
Lucyfer idąc dalej zauważa kocioł, którego nikt nie pilnuje. Chodzi i szuka jakiegoś diabła, który by mu wyjaśnił zaistniałą sytuację, aż w końcu znajduje gdzieś odpoczywającego diabła, więc podchodzi i pyta:
-dlaczego nikt nie pilnuje tego kotła?
-bo w nim znajdują się Polacy
-Czy Ci ludzie nie chcą wydostać się z tego kotła?
-ależ chcą, tylko jak już jeden próbuje się wydostać i wspina się na ściankę, to reszta go łapie i ściąga z powrotem na dół.